Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój #1
Autor Wiadomość
John Scheller


Wysłany: 2017-08-08, 17:43   

John też się denerwował, ale spod prysznica wyszedł już spokojniejszy. Wytarł się dokładnie, założył swoje ubrania i wyszedł z łazienki. Wtedy przyszło mu do głowy, że to będzie dziwnie wygladać, gdy wróci do pracy w tych samych ubraniach, w których dzień wcześniej z niej wyszedł, ale... teraz nie miał ochoty wracać do domu i się przebierać. Liczyć, że praca pomoże mu się uspokoić jeszcze bardziej i że ułoży sobie wszystkie natrętne myśli w głowie. Z lekkim skrępowaniem rozejrzał się po pokoju, usilnie starajac się nie patrzeć na Williama. Żeby było jeszcze trudniej - siedział na łóżku i cholernie przyciagał wzrok, a wspomnienia minionej nocy wracały jak ciężki bumerang, uderzajac w jego głowę i niemalże zwalajac go z nóg.
- Pójdę już - powiedział tylko krótko, popełniajac kolejny największy bład w swoim życiu i spogladajac na Williama. Miał ochotę podejść do niego i po prostu się przytulić, a najlepiej zostać z nim w łóżku - nawet jeśli mieliby tylko grzecznie leżeć i milczeć. Nie zrobił jednak nic w tym kierunku, wręcz przeciwnie, sprawdził jeszcze kieszenie, czy ma swoja komórkę, portfel i odznakę, a potem skierował się w stronę drzwi. Zatrzymał się jeszcze przy nich na ułamek sekundy, ale później faktycznie wyszedł, starajac się zamknać drzwi dość cicho, być może jednak nie wyszło do końca tak, jak chciał. Był zły na siebie, zawiedziony tym, że musi pójść, że William chce, żeby wyszedł. To było bolesne, ale musiał wyjść, w końcu był tutaj tylko gościem. Pojechał na komisariat, starajac się po drodze w nic nie wjechać i nikogo nie rozjechać, a później... później zapewne pojawił się w domu, poinformował męża o tym, co zdecydował i spakował swoje rzeczy.

~.~


strój + rzecz jasna okularki

U drzwi Williama pojawił się dwa dni później. Na jego dłoni nie iskrzyła już obraczka, ale poza tym niewiele się zmieniło na pierwszy rzut oka. Był tylko przemęczony, bo od dwóch dni niemalże nieustannie pracował i praktycznie w ogóle nie sypiał. Nie kontaktował się przez ten czas z Boyle'em, bo uznał, że ten sobie tego nie życzy. Nie chciał mu się napraszać. Dzisiaj jednak przyszedł, bo nie mógł już wytrzymać bez tych jasnych, błękitnych oczu. No, i musiał dowiedzieć się jak mężczyzna się czuje.
_________________





John Scheller
At the touch of love everyone becomes a poet


[Profil]
   
 
William Boyle


Wysłany: 2017-08-08, 19:00   

odzienie

Przebywanie w pokoju hotelowym stało się niezwykle trudne dla Williama. Wciaż nie mógł przyzwyczaić się do tej obcej przestrzeni, jednocześnie nie miał możliwości przekształcić jej wystarczajaco na swoja modłę, aby poczuć się tu chociaż odrobinę jak u siebie. Choć przywiózł najpotrzebniejsze rzeczy ze swojego domu – przede wszystkim trochę ubrań – jego samopoczucie wcale się nie poprawiło, właściwie jego frustracja jedynie wzrosła. Niechęć do tych czterech ścian była jednak motywowana czymś innym, co naruszało jego wewnętrzny spokój. Boyle nie znosił pokoju, który wynajmował, ponieważ miał świadomość co też się w nim wydarzyło, gdy po raz pierwszy przekroczył jego próg. I każda najmniejsza rzecz mu o tym przypominała, przez co nadal nie potrafił dojść do siebie. Najbardziej znienawidzonym przez niego meblem w pomieszczeniu stało się przeklęte łóżko, które podczas jego pierwszej nocy w hotelu posłużyło nie tylko za miejsce do spania. Ciagle zastanawiał się nad tym, czy warto było tak tępo na nim siedzieć, kiedy John zamykał za soba drzwi. Wykładowca zachował się wtedy tak obojętnie, nawet nie odpowiedział na jego pożegnanie, tłumaczac się tym, że działa przecież w dobrej wierze. Zamiast jednak czuć się z siebie dumnym, coraz bardziej żałował swojej decyzji. W domu zajałby myśli czymkolwiek innym, co w hotelu było kompletnie niemożliwe. Przynajmniej na uniwersytecie skupiał się na pracy, to przynajmniej trochę pomagało, choć zawsze opuszczajac każdy budynek zaczynał rozgladać się po otoczeniu, aby upewnić się, że nikt nie wyskoczy gdzieś w boku, aby znów trzasnać go czymś w łeb. Jedynym pozytywnym aspektem jego problemów uczuciowych było to, że mniej rozmyślał o sprawie ze stalkerem. Niezbyt to wielkie pocieszenie. Dobra zmiana, czyli z deszczu pod rynnę.
Kiedy usłyszał pukanie, spodziewał się wizyty obsługi hotelowej, dlatego bez wahania otworzył drzwi do pokoju. Ale przed soba zobaczył komendanta, przez co całkowicie zamarł z wrażenia.
John – baknał pod nosem, sam nie wiedział czy w formie powitania, bo zdumienie mieszało się z radościa, obawa i zakłopotaniem. Naprawdę nie spodziewał się, że Scheller kiedykolwiek zechce tu wrócić i znów się z nim spotkać. Przypuszczał jednak, że musza go sprowadzać sprawy służbowe, ale nie był pewien. – Wejdź, proszę – dodał po chwili i usunał się na bok, aby zrobić mu przejście.
[Profil]
 
 
John Scheller


Wysłany: 2017-08-08, 19:20   

- Witaj - uśmiechnał się delikatnie na powitanie i wszedł do środka. Nie zrobił tego zbyt entuzjastycznie, bo spodziewał się niezbyt przyjemnej rozmowy, mimo to jednak wiedział, że musi ja odbyć. Koniecznie dzisiaj, bo im dłużej nie widział Williama, tym bardziej cierpiał. Starał się jednak na niego nie patrzeć, bo nie chciał utonać w błękicie jego oczu, wiedział, że to się źle skończy: kolejnym bólem, kolejnymi nieprzespanymi nocami. Musiał się z niego po prostu wyleczyć.
- Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz. Jak Twoja głowa? I... ten stalker? Odzywał się jeszcze do Ciebie? - splótł ręce na piersi, stojac dość sztywno i czujac się co najmniej dziwnie, ale cóż miał poradzić? Im szybciej będa mieli za soba ta krępujaca rozmowę, tym lepiej. Nie wiazał z ta wizyta zbyt wielkich nadziei, zrozumiał doskonale zachowanie Williama: ten nie chciał, by to, do czego pomiędzy nimi doszło, miało miejsce kiedykolwiek później, ewidentnie tego żałował i trzeba było po prostu pozwolić i sobie i jemu o tym zapomnieć. Łatwo nie będzie, wiedział o tym, ale... nie miał innego wyjścia. Nie mógł na niego naciskać i do czegokolwiek go zmuszać.
Nie rozgladał się po pokoju hotelowym, nie mógłby się już wtedy kompletnie skupić na rozmowie. Gdy tylko zamykał oczy nawiedzały go obrazy z tamtej nocy, widział łóżko, na którym się kochali, ścianę, do której przyciskał Boyle'a, podłogę, na której ladowały ich ubrania... Nie, stop. Nie po to przyszedł, żeby znów się tym zadręczać. Starał się więc odpędzić wszystkie emocje ze swojej twarzy i skupić się na tym, by wygladać możliwie jak najbardziej profesjonalnie.
_________________





John Scheller
At the touch of love everyone becomes a poet


[Profil]
   
 
William Boyle


Wysłany: 2017-08-08, 19:56   

Chciał odpowiedzieć na jego uśmiech, jednak nawet nie próbował, ponieważ wiedział, że każda próba jest z góry skazana na porażkę. Na twarz mógłby przywdziać tylko grymas, zaledwie podła karykaturę uśmiechu, po której rozmówca szybko by poznał, że William wciaż wszystko przeżywa. Wolał w tej chwili nie okazywać żadnej słabości. Ostrożnie zamknał za gościem drzwi, przez co przypomniał sobie, co się wydarzyło, gdy zrobił to ostatnim razem. Prawie natychmiast poczuł złość, bo znów mimowolnie wspominał ich wspólna noc i to w obecności Johna.
Był wdzięczny za to, że mężczyzna starał się na niego nie patrzeć, to wiele ułatwiło, bo i Boyle nie zamierzał szukać kontaktu wzrokowego. Nieoczekiwana wizyta sprawiła, że czuł się zakłopotany, przez co nie czuł się na siłach, aby rozpoczać rozmowę. To Scheller zaczał mówić pierwszy.
Głowa nie boli – odparł w pierwszej kolejności na łatwiejsze pytanie, większa uwagę poświęcajac niechętnie temu mniej przyjemnemu. – Cały czas się odzywa, ale jakoś to ignoruję.
Trzymajac wzrok na wysokości jego torsu zwrócił uwagę na ułożenie plecionych w tym rejonie dłoni. Jedna rzecz, do której jeszcze dwa dni temu przywiazywał uwagę, całkowicie się zmieniła. Brakowało małej rzeczy, ot szczegół, lecz William przez to odkrycie prawie zachłysnał się powietrzem. Tępo spogladał na męskie dłonie, a raczej na jeden z placów, gdzie widniał ślad po obraczce. Jej samej nie było. Jakimś cudem zdołał spojrzeć na twarz komendanta.
Zdjałeś obraczkę – stwierdził z czymś ciężkim w głosie, bo te słowa wcale nie przeszły mu łatwo przez gardło, prawie kaleczyły niczym kawałki szkła i być może dlatego zabrzmiały ostro, prawie jak wyrzut, a przecież William był ostatnia osoba, która pokusiłaby się o osadzenia Johna. – Dlaczego? – spytał niepewnie i nawet nie wiedział, na jaka właściwie odpowiedź liczy. Przypuszczał, że żadne nie przyniesie mu ulgi; każda będzie ciosem, poniekad i rozczarowaniem.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
John Scheller


Wysłany: 2017-08-08, 20:16   

Owszem, te słowa zabrzmiały jak wyrzut, ale John nie przejał się tym zbytnio. To nie tak, że rozstanie z mężem go wcale nie bolało i nie przeżywał tego w środku, bo byłby nieczułym draniem, gdyby nie przeżywał rozstania po 16 latach udanego zwiazku. Starał się po prostu nie pokazywać tego w pracy, więc i teraz wydawał się niewzruszony pytaniem. Oczy komendanta jednak zaszły lekka mgła i między innymi dlatego nie pozwolił sobie na spojrzenie w oczy młodszego mężczyzny. Patrzył teraz gdzieś ponad jego głowa, zaciskajac palce jednej dłoni na nadgarstku drugiej.
- Rozwodzę się. - odpowiedź była krótka, rzeczona i niemalże ostra, chociaż ani nie krzyczał, ani nawet nie podniósł głosu. Nie chciał krzyczeć na swojego... nie, inaczej - nie chciał kłócić się z Boyle'em, bo ten zbyt wiele dla niego znaczył. To i tak było zbyt czułe, jak na kogoś, kto starał się zapomnieć, ale... no, próbował zapomnieć, a chęci też powinny się liczyć. - Nie patrz tak na mnie. - spojrzał ostro w oczy Williama, niemalże przygniatajac go swoja stanowczościa w tej chwili. - Jeśli próbujesz mi teraz powiedzieć, że spieprzyłeś moje małżeństwo, to nie, nie spieprzyłeś go. Mam swój rozum, wiedziałem co robię. Od razu po nocy z toba powiedziałem mężowi o tym, co się stało i właśnie wchodzimy w separację.
Tak bardzo chciał teraz podejść do Willa, przytulić go, pocałować... ale był jedynie w stanie patrzeć mu w oczy z niemalże zaciśniętymi wargami.
_________________





John Scheller
At the touch of love everyone becomes a poet


[Profil]
   
 
William Boyle


Wysłany: 2017-08-08, 22:14   

Zmiana postawy rozmówcy była tak bardzo widoczna. A może to William dostrzegł ja tak łatwo, ponieważ wpatrywał się w mężczyznę uważnie, nawet na chwilę nie pozwalajac sobie spuścić z niego spojrzenia? Choć obawiał się odpowiedzi na swoje pytanie, wciaż oczekiwał jej w napięciu, ponieważ musiał wiedzieć, co wydarzyło się w życiu Schellera po ich wspólnej nocy, skoro zdecydował się ściagnać obraczkę. Podskórnie czuł, że jest to powiazane z jego osoba, a to budziło w nim przemożne przerażenie. Nie chciał być powodem zakończenia czyjegokolwiek małżeństwa. Zarazem nie potrafiłby odgrywać roli brudnego sekretu, za jaki należy uznać kochanka. Właśnie dlatego zakończył tę dziwna sytuację nim na dobre się rozwinęła.
Wiadomość o rozwodzie komendanta była dla niego ogromnym szokiem. Z poczatku nie chciał wierzyć, lecz poważny ton głosu Johna i jego stanowcze spojrzenie jasno świadczyło o prawdziwości tego oświadczenia. Stał więc jak wryty i spogladał na niego, jakby zobaczył go po raz pierwszy w życiu, za co w końcu został upomniany. Nagle poczuł się tak bardzo tym wszystkim dotknięty, lecz szybko spuścił wzrok. Jednak ostatnia wypowiedź mężczyzny wytraciła go z równowagi. Choć sam nie traktował ich wspólnej nocy jako błędu – żaden bład nie mógłby być tak wspaniały – to po cichu liczył na to, że John właśnie tak zrobi. Tymczasem nie tylko tak nie zrobił, gorzej, powiedział o zdradzie swojemu mężowi.
- Czyś ty na głowę upadł? – spytał nieco wrogo, cicho, wręcz wymamrotał pod nosem przerywajac w końcu ciszę, jaka zapadła po ostatnich słowach Schellera. – Z powodu jednej nocy ze mna przekreśliłeś swoje małżeństwo? – wyrzucił z siebie kolejne pytanie, tym razem zdecydowanie głośniej i z większym wzburzeniem, nie kryjac dłużej emocji, które się w nim kotłowały. – I jeszcze chcesz mi wmówić, że to nie jest moja wina?! – na sam koniec krzyknał, nawet nie wiedzac, dlaczego czuje się tak bardzo wściekły. W oczach miał gromy i próbował nimi razić Johna, rzucajac mu oburzone spojrzenie. Dla jego dobra chciał przekreślić to, co ich połaczyło, a on tak po prostu to odrzucił.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
John Scheller


Wysłany: 2017-08-08, 22:38   

Czego jak czego, ale krzyczacego Williama powinien się spodziewać, przynajmniej w tej sytuacji. Ciężko było mu sobie wyobrazić, że mężczyzna przejdzie obojętnie wobec jego rozstania z mężem, jednak gdy przyszło co do czego - był wstrzaśnięty tonem, jakim Will się do niego odezwał. Z jednej strony powinien się tego spodziewać, jasne, ale z drugiej... ciężko było mu to objać rozumem, nawet gdy był świadkiem tego niecodziennego wydarzenia, jakim był wybuch mężczyzny. Zrobił krok w jego stronę, potem jeszcze jeden, a gdy był wystarczajaco blisko ścisnał w palcach czarna bluzkę Boyle'a, patrzac mu w oczy pełnym zawziętości wzrokiem.
- Posłuchasz mnie teraz uważnie, jasne? - uznał, że brzmi trochę bardziej jak jakiś bandzior, a nie pan komendant, ale teraz nie miało to znaczenia. Teraz nie rozmawiał z przestępca, chodziło o sprawy czysto prywatne, a nie zawodowe. Patrzył z góry prosto w oczy Williama, nadal ściskajac materiał górnej części jego garderoby i starał się, naprawdę bardzo, powstrzymać się przed pocałunkiem. - To nie Twoja wina. Nie jest to też wina ani moja, ani mojego męża. Stało się coś, co być może nie powinno mieć miejsca, ale ja nie żałuję tego, co było i co jest między nami. - druga dłoń położył stanowczo na jego karku, nie przyciagajac go jednak do siebie, bo... bo nie chciał mu niczego narzucać wbrew pozorom. Chciał tylko powiedzieć to, co miał do powiedzenia i dać mu szansę zrozumienia Johna. Bo nie tylko on poczuł coś wyjatkowego tamtej nocy, był tego pewien. - To, że moje małżeństwo się psuło nie ma z toba nic wspólnego. Jesteś powodem, dla którego zdecydowałem się je zakończyć, żeby zaczać nowe życie. - głos mu trochę zadrżał pod koniec, ale starał się nie dać tego po sobie poznać. - Zrozumiem jednak, jeśli dla Ciebie był to tylko seks. - dobra, końcówka wypowiedzi go cholernie zabolała i niemal poczuł, jak jego serce rozrywa się na kawałki, ale chciał wierzyć, że to nie jest koniec... musiał w to wierzyć.
_________________





John Scheller
At the touch of love everyone becomes a poet


[Profil]
   
 
William Boyle


Wysłany: 2017-08-09, 12:00   

Pierwszy krok do przodu Johna był pierwszym krokiem do tyłu Williama, który okazał się mocno niepewny i instynktowny, jakby pełen obawy. Ciało biologa po prostu się poruszyło i zapewne znalazłoby się na to rozsadne wytłumaczenie, o ile pokusiłby się o to, aby takowego poszukać. Teraz był jednak zbyt przejęty tym, że John dopiał swego i zbliżył się do niego, w konsekwencji naruszajac jego przestrzeń osobista i rozdzierajac na strzępy te resztki pewności siebie. Ból knykci w zaciśniętych palcach dał o sobie znać nagle i kompletnie go zaskoczył, bo nawet nie zauważył, kiedy jego dłonie ułożyły się w pięści. Pełne determinacji spojrzenie skierowane na niego całkowicie go przerosło, choć bardziej przeraziło go to, iż Scheller złapał za materiał jego bluzy. Ledwo zrozumiał treść rzuconego pytania, ale doskonale wyłapał w nim władcza nutę, ponieważ nie była to prośba tylko żadanie. I w Williamie rodził się bunt, ponieważ nie chciał wcale słuchać komendanta, wolał raczej znów podnieść głos. Gdyby nie to surowe spojrzenie, z pewnościa darłby się dalej.
Kazano mu słuchać, więc słuchał, choć z każdym kolejnym słowem czuł się coraz gorzej. Skoro nikt nie był winny, to czy tak naprawdę nie wszyscy ponosili równa winę? Była to dziwaczna konkluzja, ale tylko przez chwilę uparcie się trzymała jego umysłu, bo po chwili próbował stwierdzić, czym jest to „co jest między nimi”. Niewatpliwie coś ich połaczyło, lecz nie potrafił tego nazwać. Ich położenie było dziwne i niewygodne. John zapewniał Williamowi poczucie bezpieczeństwa, stał się jego stabilizatorem. Will z kolei był kimś, kto namieszał mu w życiu, zatem dość kiepsko odwdzięczył się za to wszystko, co mężczyzna dla niego zrobił.
Dopiero pewny uścisk na karku pozwolił mu przestać roztrzasać tę kwestię. Przyszły kolejne słowa, przez które Boyle oniemiał. Nadal silnie wierzył, że gdyby tamtej nocy nie zbliżyli się do siebie, John starałby się zadbać o swoje małżeństwo, tym samym nie musiałby zaczynać nowego życia. Ale jego świat wywrócił się do góry nogami w chwili, gdy z ust Johna wypadło przypuszczenie, że dla niego liczył się tylko seks. Posłał mu wyraźnie zranione spojrzenie, choć wiedział, że sam jest sobie winny, w końcu następnego ranka był wręcz okrutny. Odepchnał od siebie Johna, ale czyż nie tak należało zrobić?
To nie był tylko seks – przyznał szeptem, gdy tylko wystarczajaco się uspokoił. To było za dużo słów i zbyt wiele emocji, których jeszcze nie uporzadkował. Chciał jednak przekonać Johna, że ich wspólna noc i dla niego znaczyła naprawdę wiele. Chwycił go za koszulkę i pociagnał za materiał, dajac mu znak, że może się zbliżyć, a nawet powinien. A potem ostrożnie zamknał oczy i przysunał się, aby wesprzeć czoło o jego silne ramię. Potrzebował jego bliskości. Przez te dwa dni, dla niego to były aż dwa dni pełne niepewności i lęku, zdażył się za nim stęsknić, nawet za zapachem, który właśnie uderzył w jego nozdrza.
Nie chciałem namieszać ci w życiu – wyznał nieco niewyraźnie, jednak wiedział, że John zrozumie i nie każe mu powtórzyć ani doprecyzować tych słów. – Przepraszam – dodał po chwili, choć gdyby ktoś spytał go, za co tak właściwie przeprasza, nie potrafiłby odpowiedzieć. Chyba za ten wybuch wściekłości. Może za swoje zachowanie tamtego ranka, bo zamiast cieszyć się z tego, że zbudził się przy boku Johna, przeraził się konsekwencjami tego zdarzenia. Lub za bycie nad wyraz kłopotliwa ofiara przestępstwa, bo za swe nieszczęścia długo obwiniał cała miejscowa policję. Delikatnie zaczał gładzić tors Schellera przez materiał koszulki, dzięki czemu poczuł się nieco spokojniejszy. Powoli na nowo układał wszystkie myśli. Najważniejsze było to, że John go o nic nie obwiniał, chociaż mógł i William nawet by nie protestował.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
John Scheller


Wysłany: 2017-08-09, 12:27   

– To nie był tylko seks.
To, co poczuł po tych słowach, można było określić jednym słowem - ulga. Nie wiedział jak inaczej mógłby to określić, tylko to przychodziło mu do głowy. Ulżyło mu tak bardzo, że wypuścił ze świstem powietrze i otoczył ręka ramiona mężczyzny, przyciagajac go do siebie czule. Tak, teraz było dobrze. Odetchnał głęboko, delikatnie masujac jego kark i pozwalajac mu tulić czoło do jego ramienia. Nie chciał mu przeszkadzać, nie chciał, żeby William się odsuwał, tak bardzo za nim tęsknił i chciał mieć go blisko siebie, że teraz, pomimo dość napiętej sytuacji, nie wyobrażał sobie odsunięcia się od niego.
Najbardziej brakowało mu głębi jego oczu, silnego zapachu perfum i skóry Boyle'a, nie mógł dopuścić, do tego, żeby znów go zabrakło u jego boku. Niczego sobie nie obiecywali, nie byli zwiazani żadna przysięga... i dlatego było to tak piękne, to, że chciał do niego wracać. A te dwa dni... nie były łatwe, wręcz przeciwnie, było to chyba najcięższe (i nieprzespane zupełnie) 48 godzin od wielu, wielu lat.
- Nie przepraszaj - wyszeptał cicho, drażniac ciepłym oddechem jego ucho i czule masujac jego kark. Nie naciskał zbyt mocno, żeby nie sprawić mu bólu, ale chciał pomóc mu się zrelaksować. Kiedyś zaliczył nawet kurs masażu, więc mniej więcej pamiętał jeszcze gdzie uciskać, żeby rozluźnić człowieka. - To ja powinienem przeprosić Ciebie. Niepotrzebnie czujesz się winny, wiedziałem co robię. - przytulił policzek do jego policzka, nieumyślnie drażniac swoim zarostem skórę Boyle'a, ale miejmy nadzieję, że zostanie mu to wybaczone. - A tego, że namieszałeś w moim życiu nie mogę mieć Ci za złe. Potrzebowałem tego. - przesunał dłoń z jego karku na plecy, a potem po kręgosłupie na dół pleców i wreszcie na biodro. Odsunał się lekko, ale tylko na tyle, żeby na niego spojrzeć i ułożył wargi w delikatny uśmiech. Chyba chciał dodać i sobie i jemu trochę otuchy. - Wszystko jest dobrze, serio.
Uznał, że więcej mówić nie musi, a nawet jeśli, to nie wiedział co miałby powiedzieć. Naprawdę było dobrze.
_________________





John Scheller
At the touch of love everyone becomes a poet


[Profil]
   
 
William Boyle


Wysłany: 2017-08-09, 14:08   

W jednej chwili całe napięcie skumulowane w Williamie gdzieś się ulotniło, tak po prostu, za sprawa zaledwie jednego objęcia. Każdy jego mięsień był już zdecydowanie bardziej rozluźniony, ponieważ bliskość Johna musiała podziałać kojaco na jego ciało, gdy umysł przestał wreszcie trzymać się uparcie tych wszystkich niepokojacych myśli. Nagle cały świat stracił na realności, ponownie zniknał za drzwiami pokoju hotelowego, dzięki czemu nareszcie zostali całkowicie sami. Boyle poddał się dłoni komendanta, która tak przyjemnie masowała jego kark, delikatnie rozbijajac już wcale nie tak spięte mięśnie. Wsłuchał się w wyszeptane tylko do niego słowa i rozumiał ich treść, ale nie analizował jej zbyt dokładnie. Jeśli znów zechce być rozsadny, zapewne kolejny raz odepchnie od siebie mężczyznę, a przecież wcale tego nie chciał. Zdecydowanie lepiej funkcjonował, gdy komendant był tuż obok.
Nawet nie próbuj mnie przepraszać – odparł szybko, ledwo formułujac słowa, gdy ich policzki otarły się o siebie, przez co poczuł na swojej skórze cudzy zarost. Musiał uśmiechnać się pod nosem na tę niespodziewana pieszczotę, choć należała do tych drażniacych. Zaraz jednak jego uwagę odwróciła wędrówka dłoni Schellera. Z jego ust uciekło jedno krótkie mruknięcie pełne błogości i zachwytu. Czuł się wspaniale i dłużej nie chciał się z tym kryć, skoro już nie było takiej potrzeby. Utwierdził się w tym przekonaniu, kiedy John spojrzał na niego z uśmiechem i sam oznajmił, że „wszystko jest dobrze”. I Will mu uwierzył.
Teraz to on ulokował dłoń na czyimś karku i nie odrywajac spojrzenia od oczu Johna przybliżył jego twarz do swojej i złaczył ich czoła. A potem zamknał oczy i złożył czuły pocałunek na jego ustach, po prostu układajac na nich swoje. To był najlepszy dowód na prawdziwość słów szefa miejscowej policji, naprawdę było dobrze, skoro znów przyszło im się pocałować. Jednak po chwili odsunał się nieco, aby znów zajrzeć w oczy Johna i to z jawnym uśmiechem, choć jeszcze nieco nieporadnym, jakby zakłopotanym.
Zostań – poprosił szeptem, w tym samym momencie przesuwajac dłonia po jego szyi, gdy druga leniwie sunał po jego torsie. Mogliby po prostu położyć się obok siebie i zasnać. Spojrzenie Williama łatwo dostrzegło ślady zmęczenia na twarzy komendanta. Powinien zostać i spróbować odpoczać przy boku wykładowcy.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
John Scheller


Wysłany: 2017-08-09, 17:52   

John mówił szczerze - naprawdę było dobrze, przynajmniej według samego komendanta. Oczywiście, że rozpad jego kilkunastoletniego małżeństwa nie był dla niego łatwy i przyjemny, ale widocznie tak miało być. Nie stracił głowy dla wykładowcy bez powodu. Coś musiało być nie tak w małżeństwie panów Scheller, skoro jeden z nich postanowił oddać się innemu. John wiedział, że nie ma czego żałować - było zbyt pięknie, zbyt dobrze i nie chciał, żeby to kiedykolwiek się zmieniło. Nie przeszkadzała mu nawet różnica wieku, choć może w tym aspekcie powinien się wypowiadać raczej William... w końcu to John był o niego starszy, niemal o dziesięć lat. Jemu mogłaby przeszkadzać różnica wieku, ale na razie na to nie wygladało. Wręcz przeciwnie, John miał wrażenie, że Willowi się to podoba.
- Zostanę, jeśli pozwolisz - odpowiedział, również szeptem, patrzac na niego nieco z góry. Ta różnica wzrostu pomiędzy nimi bardzo mu odpowiadała. Osiemnaście centymetrów... swoja droga, musieli ciekawie razem wygladać dla postronnego obserwatora. Zastanawiał się, czy powinien coś wspomnieć o wyprowadzce z domu, ale właściwie nie chciał na razie psuć nastroju. Było tak miło, cicho i spokojnie. Pogłaskał go łagodnie po policzku i uśmiechnał się do niego, majac ochotę tu zostać już na zawsze. Może pokój hotelowy nie był wymarzonym miejscem na spotkania z kimś, dla kogo John stracił w głowę, ale w końcu właśnie tutaj doszło pomiędzy nimi do tego niesamowitego połaczenia. Nie tylko ciał, nie, to było coś więcej i John to czuł całym soba. Chodziło o coś więcej niż zwykłe pożadanie.
Gdy dłoń Williama przesuwała się po jego piersi dotarła do serca, John przykrył ja swoja dłonia i przycisnał nieco bardziej do swojej klatki piersiowej, jakby chciał tym gestem przekazać coś ważnego, czego jeszcze nie mógł powiedzieć. Na to akurat było za szybko i doskonale o tym wiedział, ale przez ten gest nie stanie się przecież nic złego.
- Mogę wziać prysznic? - musnał nosem jego czoło, gładzac kciukiem wierzch dłoni mężczyzny. Nie chciał się od niego odsunać, ale musiał się trochę odświeżyć, zwłaszcza że po pracy przyjechał prosto do niego. Nie przeszkadzało mu to jednak: wracanie po pracy do kogoś, na kim mu zależało, nie mogło być nieprzyjemne.


różnica wzrostu mnie zabiła, haha
_________________





John Scheller
At the touch of love everyone becomes a poet


[Profil]
   
 
William Boyle


Wysłany: 2017-08-09, 20:11   

Kiedy rozmyślał o swojej znajomości z Johnem, jakoś nie zwracał uwagi na różnicę wieku czy różnicę wzrostu. Przejmował się zbyt mocno innymi kwestiami, na przykład tym, jak bardzo zmienił się jego stosunek do szefa miejscowej policji. Trzy lata temu, kiedy po raz pierwszy przyszło im mieć ze soba styczność, nie poświęcił mężczyźnie zbyt wielu myśli, był zbyt mocno zaabsorbowany sprawa stalkera. Z kolei teraz nie potrafił myśleć o niczym i nikim innym, nawet do działań dręczyciela nie przywiazywał wielkiej wagi, jakby stały się czymś drugorzędnym w obliczu jego emocjonalnych rozterek. Scheller w ostatnim czasie był obiektem wielu jego fantazji, właściwie to wszystkich, a zaczęło się to w chwili, gdy po raz pierwszy zobaczył mężczyznę w okularach. Gotów był uznać, że wszystkiemu winne sa właśnie te grube oprawki, gdyby tylko nie brzmiało to tak absurdalnie. Musiał przyznać, że ma do komendanta słabość i nie było to wcale łatwe, nie dla Williama, który przez całe życie starał się być uczciwy i nikogo nie skrzywdzić. Wiek i wzrost miały mniejsze znaczenie niż obraczka.
Nie było już na palcu mężczyzny dowodu przynależności do innego. Zadeklarował chęć pozostania przy Williamie, a to było spełnieniem najskrytszego marzenia biologa, które przez ostatnie dwa dni boleśnie przewijało się przez jego głowę po tysiackroć. Podobało mu się to, jak Scheller uśmiechał się do niego i gładził jego policzek, jakby był najlepszym, co mogło mu się przydarzyć. Mocniej wtulił dłoń w jego pierś, czujac na jej wierzchu nacisk tej większej, zaś pod palcami uderzenia serca. Ta jednak krótka chwila była idealna.
Możesz – odparł nieco rozbawiony tym pytaniem, bo dla niego oczywiste było to, że skoro zostaje w pokoju hotelowym, to może robić wszystko. – Sam? – spytał krótko z lekkim uśmieszkiem pod nosem, którego John nie mógł dostrzec w tej pozycji, ale może tak było lepiej. Boyle widział zmęczenie na twarzy swojego gościa, więc nie sadził, aby miał siłę na gierki pod prysznicem. To było w porzadku, w końcu obaj przyznali, że nie chodzi tu tylko o seks. Ale musiał go trochę podrażnić, tylko troszeczkę. Kiedy paznokciami podrażnił skórę na jego karku, ustami leniwie muskał jego szyję. W końcu przesunał po niej zaczepnie koniuszkiem języka.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
John Scheller


Wysłany: 2017-08-09, 21:01   

Jeśli chodzi o to, co sprawiło, że John stracił głowę dla Boyle'a... tak naprawdę nie miał pojęcia w czym zakochał się najpierw, w jego głębokich oczach czy wibrujacym głosie, ale obie te rzeczy działały na niego tak bardzo, że rozmawiajac z nim momentami zdarzało mu się odpłynać. Zwłaszcza podczas ich pierwszej, bardziej prywatnej rozmowy w domu Williama. Teraz już nie pamiętał dokładnie o czym rozmawiali, ale Will - tym swoim pięknym, delikatnym dla ucha głosem - mówił coś o tym, czym pod względem chemicznym jest miłość, a John podczas tego przemówienia tonał w jego cudownych, jasnych oczach. Nie pamiętał jednak ani słowa z tego, co sam wtedy mówił. Oczy go pochłonęły do reszty.
Uśmiechnał się nieco tajemniczo, słyszac pytanie mężczyzny. Był zmęczony, ale też spragniony bliskości Williama i tak naprawdę w obliczu tego, że teraz mógł być bezkarnie blisko niego, czuć jego ciepłe ciało, zapach jego skóry, jego włosów... czuć smak tych ponętnych ust, o których śnił od tej piekielnej rozmowy w domu Boyle'a, tuż po wybiciu szyby w jego drzwiach. Wtedy jeszcze nie znał ich smaku, mógł go sobie jedynie wyobrażać, ale teraz doskonale wiedział, że sa delikatne, słodkie i potrafia być również lekko ostre, gdy namiętnie atakuja jego własne usta. Więc nie, nie mógł pójść pod prysznic sam. I chyba William doskonale to wiedział, zwłaszcza, że czuł lekko napięte mięśnie Johna, napinajace się coraz bardziej pod wpływem delikatnych muśnięć. Koniuszek języka muskajacy jego skórę wydobył z jego ust cichy jęk, a palce Johna zacisnęły się mocno na biodrach Williama.
- Idziesz ze mna.
Chwilę później przyciagnał te biodra do siebie, żeby Will nie miał watpliwości, że idzie z nim, a potem chwycił go za rękę i zaciagnał - niemalże nie odsuwajac się od niego podczas całej drogi - do łazienki. Zamknał za nimi drzwi i ściagnał mu czarna bluzkę, w której William wygladał jednocześnie seksownie i nonszalancko, przebiegł szybko spojrzeniem po jego piersi, a potem pochylił się lekko i wargami zaczał znaczyć swoje terytorium na ramionach i szyi swojego kochanka.
Ukochanego.
_________________





John Scheller
At the touch of love everyone becomes a poet


[Profil]
   
 
William Boyle


Wysłany: 2017-08-09, 21:52   

Kolejny raz miał do czynienia z istnym kalejdoskopem doznań i znów działo się to w obecności Johna. To akurat nie było dziwne, skoro to właśnie ten mężczyzna był największym katalizatorem gwałtownych zmian zachodzacych w nastroju Williama. Przed jego przybyciem biolog czuł się beznadziejnie, tuż po przekroczeniu przez niego progu pokoju wpadł w furię, a w tym momencie był tak zachwycony jego obecnościa, że aż zaczał dobierać się do jego szyi. I był przy tym tak bezczelny, bo z jawna premedytacja drażnił Schellera, jakby obaj nie mieli już dosyć emocji na dziś, a może nawet na kilka najbliższych dni. Nie było w nim nawet grama skruchy, wręcz przeciwnie, był niezwykle zadowolony z rezultatu jaki uzyskał, bo udało mu się wydobyć jakże seksowny jęk spomiędzy jego warg, przy okazji mógł poczuć stanowczy uścisk na swoich biodrach. Szybko nagrodził go na swój zuchwały sposób; ostrożnie podgryzł skórę u podstawy szyi, by zaraz ja wypuścić spomiędzy zębów i polizać.
Zaśmiał się pod nosem, słyszac tak ogromna władczość w wypowiedzi pana komendanta, jednak śmiech szybko zamarł mu na ustach, kiedy został przez niego przyciagnięty. A potem chwycono go za rękę i zaprowadzono do łazienki. Był tylko nieco zaskoczony, w końcu w głębi ducha liczył na to, że właśnie w tym kierunku wszystko się potoczy, aby na sam koniec mogli znaleźć się pod prysznicem razem. Ani przez chwilę nie stawiał oporu, nawet starał się pomóc, gdy uniósł ręce, aby ułatwić ściagnięcie z niego bluzy. I kiedy był zasypywany pocałunkami, sam zsunał z ramion Johna materiał kurtki, która zaraz opadła na podłogę. W tej pozycji nie mógł zdziałać zbyt wiele, dlatego z zadziornym uśmieszkiem zabrał się za rozpinanie własnych spodni, wcześniej poprzedzajac to uporaniem się ze sprzaczka paska. Nie zsunał jednak jeansów z bioder, jakoś mu się nie spieszyło, skoro jego kochanek miał na sobie jeszcze koszulkę. Złapał go za włosy i odciagnał od swojej szyi, po czym wpił się dziko w jego usta, w tym samym czasie wolna dłonia podwinał materiał koszulki, tak bardzo teraz zbytecznej. Oderwał się od drugich ust tylko po to, aby ja ściagnać. Powrócił do nich chwilę później, kiedy ciekawskimi palcami już zabierał się za rozpinanie czyjegoś rozporka, by następnie zsunać z bioder niepotrzebne spodnie wraz z bielizna.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
John Scheller


Wysłany: 2017-08-10, 13:02   

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________





John Scheller
At the touch of love everyone becomes a poet


[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7