Poprzedni temat «» Następny temat
Gabinet diagnostyki onkologicznej
Autor Wiadomość
Lionel Blake


Wysłany: 2017-07-15, 15:58   

Do restauracji. Do łóżka zazwyczaj wskakiwały same. Mimo takich doświadczeń nie zawsze kończyło się na krótkich, przelotnych romansach. Niekiedy wspominał była narzeczona. Pokładał w tym zwiazku nadzieje. Nie wspominajac już o tym, że była to piękna kobieta z klasa, akurat długonoga modelka. Jednak brakowało tego "czegoś", co wiaże ludzi, nawet takich którzy na pierwszy rzut oka do siebie nie pasuja. Clementine miała prawo obawiać się ich relacji. Jej negatywne podejście mogło być pewnym systemem obronnym. Nie znali się zbyt dobrze i tak naprawdę trudno było odgadnać intencje Lionela, gdyż podchodził do pewnych rzeczy w niekonwencjonalny sposób. Rzadko kiedy przyjmował odmowę, a jeżeli nawet to zrobił, to w taki sposób by druga strona czuła się winna. Co do jego zamiarów wobec kobiet... Zazwyczaj wyrażał całym soba czego oczekuje od kobiety z która akurat miał do czynienia. Jeżeli zapraszał ja do siebie wieczorem na drinka, to zapewne pożegna się z nia jeszcze przed śniadaniem. Jeżeli jednak sprawiał sobie tyle zachodu i był przy tym kreatywny, przepraszam, ale nie każdy kupuje taka wiazankę ledwie poznanej kobiecie, a później zapraszał ja na obiad, oznaczać to mogło że chciał ja lepiej poznać. A to jest już jakiś start do głębszej relacji, której jako takiej nie wykluczał. "Nie taki diabeł straszny, jak go maluja."
-W tej kwestii mogę Cię uspokoić. Jestem obrzydliwie wybredny-powiedział, krzywiac się lekko, jakby zobaczył kogoś wyjatkowo nieatrakcyjnego.
Gdy kobieta ruszyła do szatni, on skierował się powolnym krokiem w stronę wyjścia. Mijajac pielęgniarkę, która wcześniej spytał o drogę, skinał jej dystyngowanie głowa i uśmiechnał się szarmancko. Sam urok i styl. Czekajac aż winda zjedzie na sam dół , włożył dłonie do kieszeni i oparł się o ścianę, obok guzików. Przez chwilę zastanawiał się o co tak naprawdę robił tyle zachodu. Nie umiał tego dokładnie wyjaśnić, co w jego przypadku było dosyć dziwnym zjawiskiem. Wiedział za to, że odczuwał przy tym wyraźna satysfakcję i przeczucie, że w ten sposób zmierzał w dobrym kierunku. Cokolwiek czekałoby na końcu drogi. Przed oczami mignał mu obraz jej kolorowych tęczówek. Dopiero teraz uzmysłowił sobie jak bardzo mu się to spodobało. Uśmiechnał się pod nosem i odchrzaknał, gdy otworzyły się drzwi windy.
Na zewnatrz słońce dawało się we znaki, więc by uchronić się w pewnej mierze przed promieniami, założył na nos ciemne okulary w ciemnobrazowej oprawce. Ruszył przez parking miękkim krokiem i oblizał wargi, wyjmujac z kieszeni kluczyki do auta. Dziś nie potrzebował jeep'a, więc miłym dla ucha trzaskiem otwieranych drzwi odpowiedziała mu "Britney". Blake nie wsiadł jednak do środka, tylko oparł się o samochód, czekajac na Clementine. Gdy ta do niego doszła, otworzył jej drzwi od strony pasażera, wsiadł za kierownica i ruszył. "They see me rollin' They hatin'..." /zt
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-10, 14:54   

Nie wiedziała ile czasu minęło, odkad widziała pogromczynię burz. Ale dużo się zmieniło. Cholernie dużo. Jakby ktoś obrócił ja o 180 stopni, albo kazał chodzić na rękach miast na nogach. Zmieniła się. Nie tylko pod względem wizualnym, ale i psychicznym. Zjadła sporo nerwów, ale i pojaśniała. Zdobyła cenne życiowe doświadczenie i trochę zmieniła tryb swojego postępowania. W pijackim zwidzie ścięła i przefarbowała włosy na blond. Trochę się zakochała. Trochę zwariowała.
Clementine weszła do gabinetu, spogladajac na zegarek na lewej ręce. Miała pięć minut, aby się przygotować. Obmiotła pomieszczenie wzrokiem i opadła na krzesło, zsuwajac się z niego odrobinę w dół. Nie zmieniło się nic odkad była tutaj ostatni raz. Widocznie onkologowie woleli swoje prywatne gabinety, mieszczace się wyżej. Cieszyła się, że dyżur w przychodni na dziś był odbębniony. Nienawidziła szczerze tego miejsca, nie ze względu na fakt pobierania próbek moczu, krwi i wycierania gilów. Nienawidziła go ze względu na ludzi. Ludzi, którzy wymyślali sobie nowe choroby, a wujek google podpowiadał im specjalistyczna diagnostykę, której nie sposób było podważyć. Oni nie wiedzieli czym jest prawdziwa choroba i prawdziwe cierpienie. W poczekalni bardzo rzadko widywała osoby obłożnie chore i wymagajace odpowiedniego leczenia i opieki. Czasami miała wrażenie, że tam tylko dzieci nie udawały.
Przez chwilę relaksowała się cisza, brakiem jazgotu za drzwiami, kłótni o miejsce w kolejce i waleniem w drzwi, czy wchodzeniem bez pytania. Dwukolorowe spojrzenie skierowała na okno i wpatrywała się w nadjeżdżajaca karetkę transportowa, która przyjechała po jakiegoś z pacjentów. Ponownie zerknęła na zegarek i pochyliła się, aby odpalić swoje narzędzie pracy – komputer – i przesiadła się tam, gdzie powinna być. Rozprostowała nogi i strzeliła palcami, zagryzajac wargę.
Tym razem jej ubraniom brakowało papuziego koloru. Nałożyła na siebie zwykłe jeans’owe spodnie i koszulę na długi rękaw w biało-zielone paski. Kitel, który nabyła w sklepie był śnieżnobiały i sztywny od nowości, a plakietka dyndała smętnie, dokańczajac dzieła. Blondynka kliknęła myszka, uruchamiajac odpowiedni program. W kilku kliknięciach odpaliła kartę Dalle i odchyliła się na krześle, zerkajac ukradkiem w notes. Cieszyła się, że ja zobaczy. Ciekawa była jej historii o słoniach, miejscach które widziała. Czy się opaliła? A jak jej towarzysze? Czy długo chorowali? Spojrzała na bukiet kwiatów, który zdażył już uschnać i uśmiechnęła się pod nosem.
_________________
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-10, 20:55   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Trzy miesiace. Jedna czwarta roku. Prawie cała pora, która w Brentwood pozostawała bezzmienna, jakby rzucała wyzwanie wymyślnemu systemowi znakowania dni przez człowieka, jakim był od wieków kalendarz - jak lało, tak lało.
Tommy Dalle nigdy nie narzekała na deszcz, odkad obrała ścieżkę badacza burz. Była naukowcem, którego potocznie nazywano łowca, przy czym diabelnie dobrym fotografem, o jakiej względy, od czasu sfotografowania pikujacej fali tsunami półtora miesiaca temu, zabiegało National Geographic coraz bardziej. Wyprawa do Indii, oprócz zwiedzania oraz niesienia pomocy, zaoferowała dwudziestodwuletniej dziewczynie więcej, aniżeli się spodziewała i szczerze nie narzekała. Dobra passa trzymała stronę łowczyni do dnia, w którym to przekroczyła kolejny raz próg breentwoodzkiego szpitala. Dobrze znany zapach strachu w powietrzu paraliżował, unieruchamiajaca optymizm oraz lekkoduszne podejście Tommy, jakby ktoś wyciagnał z niej kabel zasilania. Momentalnie przestawała tryskać energia.
W nerwach opuściła skrzydło laboratoryjne, gdzie pobrano nowe próbki krwi do testów na egzotyczne choroby zakaźne. Burzowe popołudnie było zwiastunem nadchodzacej sesji zdjęciowej na szczycie Kimpton, jednak ja ta przyjemność ominie. Zdała sobie z tego sprawę już pięć godzin temu, kiedy oddała pierwsze trzy fiolki w zupełnie innym celu, niż zwyczajna goraczka indyjska, ebola czy inne paskudztwa, które mogła nabyć w Indiach. Spojrzała na numer gabinetu konsultacyjnego, ukradkiem skubiac rabek białego plastra u lewego dołu łokciowego. Był wtłoczony w srebrzysta, wypolerowana blaszkę, w której mogła się nawet przejrzeć. Trochę dłuższe włosy, niewielkie rozcięcie przy łuku brwiowym, które już prawie zniknęło, te same, brazowe oczy, wyrażajace obawę, choć powiedziała sobie, że podczas konsultacji spróbuje się uśmiechać - o to ja, pomyślała, zaciskajac dłoń na łokciu, aż paliczki zbladły. O to ja, jeszcze zdrowa, dopóki nie wejdzie do środka.
Ostatni raz upewniła się, że numer na drzwiach jest tym samym, który dostała w smsie od doktor Palmer i schowała komórkę do tylnej kieszeni ciemnych denimów, w które wpuściła jasna, sznurowana koszulę, opięta cienkim paskiem. Nie chciała wchodzić do środka, choć nie miało to nic wspólnego z osoba Clementine. Raz kozie śmierć.
Zapukała do drzwi trzy razy, a gdy usłyszała głos dochodzacy ze środka, nacisnęła na klamkę i otworzyła ostrożnie drzwi, zmawiajac hinduska mantrę, której nauczył ja kapłan Shara-Dahh w światyni pod Kalkuta.
- Dzień dobry - mruknęła, gdy zerknęła najpierw zza rogu drzwi do wnętrza gabinetu. - Przyszłam na konsultację do... - nie skończyła, kiedy dostrzegła blondwłosa kobietę przy komputerze w białym kitlu lekarskim. - ...doktor Palmer. - wymamrotała, marszczac brwi i kontrolnie zerkajac ku numerkowi na blaszce. Pomyliła gabinety? Jej wzrok ponownie powędrował ku kobiecie, a gdy weszła całkiem do środka, dopiero wtedy dostrzegła znajome rysy twarzy do kompletnie nieznajomych kolorem i długościa włosów. Cztery miesiace razem.
Zdumiona stała, ściskajac klamkę, jakby zobaczyła ducha i ten kawałek metalu był jedynym, co ja chroniło od istoty paranormalnej. Rozchyliła delikatnie usta, nie mogac wyjść z niewielkiego szoku tak wielkiej zmiany, dlatego, dla pewności, zapytała:
- Clem?
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-11, 18:20   

Mieszkajac w Anglii trzeba było liczyć się z tym, że niebo nie zawsze było przychylne wakacyjnym planom. Właściwie Palmer lubiła lato. Wtedy krople deszczu były przynajmniej ciepłe. W Irlandii również wiecznie padało. Świętem lasu były dni, gdy chmury znikały przeganiane przez wiatr i zastępowane promieniami słońca. Uwielbiała wychodzić wtedy na dwór i razem z rodzeństwem taplać się w ciepłych kałużach. Pamiętała, że prócz tego łapali i dżdżownice przeznaczone dla Taty na ryby. Te długie i obślizgłe stworzenia – rosówki- wychodziły zawsze po deszczu, gdy ziemia była wilgotna i spulchniona. Kiedyś Paddy, najmłodszy z jej braci, został podjudzony przez najstarszego. Zachęcony zapłata pięciu dolarów włożył glistę do ust i przepłukał ja z piasku. Pieniędzy nie dostał, ale w zamian było tęgie lanie. Paddy zawsze miał pecha. Cokolwiek nie zrobił zawsze był na tym przyłapany przez Mamę. Ona nie tolerowała takich zachowań. Liczyła, że będzie miała pięcioro dobrze wychowanych i kulturalnych dzieci, a nie. Brykajace potworki.
Palmer podniosła się i rozłożyła bezradnie ręce, posyłajac jej krótki uśmiech. O tak, ona również była w szoku, gdy pierwszy raz obejrzała się w lustrze. Wolała jej nie mówić w jakich warunkach postanowiła się zmienić i co ja do tego skłoniło. A na pewno jeszcze nie teraz.
- Tommy.- skinęła głowa i podeszła do dziewczyny, by ułożyć dłonie na ramionach. Spojrzała na nia z lewej, a później z prawej strony, wyraźnie oceniajac jej wyglad. - Wyjazd Ci służył. Wygladasz fantastycznie.- dłoń lekko uderzyła w materiał jej koszulki, po czym została schowana do kieszeni białego fartucha, druga natomiast wskazała jej wolne krzesło. Ucieszyła się, że ja widzi, oraz, że jest w jeszcze lepszym stanie niż ostatnio. Spostrzegła bez trudu, że znów jest przerażona.
- Twoich wyników jeszcze nie ma, ale z tego co się orientowałam laboratorium potrzebuje kilku minut.- przeszła do rzeczy i zasiadła naprzeciwko swojej ulubionej pacjentki. Pochyliła się nad karta i zaczęła w niej coś pisać. Nie trwało to długo, odłożyła długopis i splotła dłonie przed soba.
- No.- jej dwukolorowe tęczówki spoczęły na Ciemnowłosej. - To opowiadaj.- poprosiła nieco ciszej i rozparła się wygodnie, czekajac na niesamowite przeżycia dziewczyny.


// przepraszam za krótkość posta :c
_________________
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-11, 19:07   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Wizualna część tego przedstawienia to jedno. Ciężko, aby przez cztery miesiace nie ulec jakiejkolwiek zmianie, choć w porównaniu z łowczynia, doktor Palmer poszła zdecydowanie po całości. Mimo to, lekkim skinieniem głowy, podziękowała niemo za ciepłe słowa.
Zerknęła krótko na klepnięte ramię, a potem na wskazane krzesło, które oczekiwało, aż Tommy w nim zasiadzie, poddajac nerwom, jakie, miała nadzieję, faktycznie znikna za tych kilka długich minut. Specjalnie ociagała się z przyjściem na konsultację do Clementine, liczac, że będzie mogła wejść, usłyszeć w progu wieści i dopiero potem zastanawiać, co dalej z tak pięknie rozpoczętym popołudniem. Sprawa potoczyła się innym torem, zostawiajac Dalle na lodzie, bez łyżew.
- Tak - mruknęła bez składni, zajmujac wskazane siedzisko, nie odrywajac wzroku od lekarki. - To znaczy, chwila - uniosła dłoń, aby powstrzymać ciekawość Clem, gdy założyła nogę na nogę, pochylajac lekko w bok i opierajac łokieć. - Zanim się rozgadam, powiedz mi, jak do tego doszło - ruchem ręki wskazała na swoje włosy, przygladajac uważnie doktor Palmer. - Wygladasz... inaczej. Nie źle, ale inaczej cię zapamiętałam podczas pierwszej wizyty. - przyznała ze słabym uśmiechem, majac nadzieję, że kobieta nie odbierze tego jako urazę. Tommy wciaż pozostawała w szoku, który stopniowo, wraz z oswajaniem widoku przed oczami, malał.
- Kolorowy fartuch w praniu? - zapytała łagodnie, gdy przypomniała sobie o spoczywajacym w odmętach torby przedmiocie, która uprzednio przewiesiła przez oparcie krzesła. Później, pomyślała, odsuwajac Indie na dalszy plan. Najpierw teraźniejszość. Skrycie musiała przyznać, że liczyła na jakaś fantastyczna, kolorowa kreację lekarskiego fartucha. Coś, co odwiodłoby ja od obaw, jak podczas pierwszego spotkania. Kolorowy ptak stał się ostrzyżonym łabędziem. Cztery, przypomniała sobie w duchu, cztery miesiace. To szmat czasu i masa wydarzeń.
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-11, 20:09   

Miała nadzieję, że ta otwartość jej nie przeszkadzała i nie przerażała tak bardzo jak kontrole. Rozumiała doskonale jej obawy. Jej, oraz setki innych pacjentów, którzy siedzieli dokładnie w tym samym miejscu co ona. Clementine uważała, że tylko idiota nie bałby się wznowy. To, co przeszli Ci ludzie było najprawdziwszym piekłem. Kto bowiem dowiadujac się o ewentualnym przedwczesnym rozstaniu z życiem i planami na najpiękniejsze chwile bierze to na klatę? Nie znała nikogo, kto by przyjał to z rezerwa, bez jakichkolwiek emocji. Tutaj ludzie truchleli. Niedowierzali, krzyczeli i płakali. Właściwie to trochę ja to cieszyło – widziała wtedy, że pragna żyć i podejma nierówna walkę z tym paskudztwem.
- Do czego?- dopiero, gdy Dalle uniosła dłonie zrozumiała. Jej ręka powędrowała w górę i złapała garść włosów. Wplotła w nie palce i potrzasnęła energicznie, tworzac na górze niewielki chaos. Mogła zauważyć uśmiech na jej twarzy, który wyrażał raczej zakłopotanie, aniżeli radość.
- A.- odparła i umilkła, przygryzajac wargę. Nie wiedziała czy mowienie o takich rzeczach to dobry pomysł. Nie chciała, aby Tommy miała ja za osobę nieprofesjonalna. - To.- dodała nieco ciszej i ukryła na chwilę buzię w swoich drobnych dłoniach. Czuła jak się czerwieni. Przetarła policzki i pokręciła głowa, spogladajac na swoja towarzyszkę.
- To efekt mojego pijaństwa.- o zażywaniu białych pigułek szczęścia wolała nie wspominać. Wolała również nie mówić o tym, że była tak zalana, że śpiewała (darła się) z Rudym Irlandczykiem w klubie i nie oburzyła się widzac tam Lionel’a. Uważała, że stosowne również będzie zachowanie w tajemnicy faktu, że była mocno zdziwiona tym, że to jego klub, oraz tego, że w pijackim zwidzie wyznała mu swoje uczucia, a gdy ten rano jej to powtórzył wyrzekła się tego. Cztery miesiace. To cholernie dużo czasu, aby wywrócić swoje życie do góry nogami. Czasami miała wrażenie, że świat zmuszał ja do stawania na rękach, albo nagłych zwrotów kierunku. Nie nadażała za tym co się u niej działo, ale mimo wszystko, była zadowolona.
- Mam problemy w pracy i muszę się zachowywać.- wyjaśniła swój strój i stłumiła chichot. Poczuła się jak głupia nastolatka, która pierwszy raz odczuwa podrygi swojego serca.
- Zostałam przyłapana na całowaniu sponsora badań onkologicznych.- dodała wymijajaco i uniosła kartę, by zagłębić się w jej danych. Pamiętała jej przypadek – Tommy była osoba, której nie sposób było zapomnieć.
- O, sa i one!- Clementine szybciej dostrzegła klamkę, która uskoczyła pod naciskiem. Do gabinetu weszła pielęgniarka. Przepraszajac cicho podała jej wyniki do dłoni i wyszła, zamykajac drzwi z cichym stukotem.Blondynka w sumie ucieszyła się z tego obrotu spraw. Miała nadzieję, że choć na trochę odwróci to uwagę Dalle od jej słów.
_________________
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-11, 21:50   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Uniosła brwi w zdumieniu, a usta z automatu ułożyły się do niemego "o". Spogladajac na nowa odsłonę Clementine, nie mogła jakoś wyobrazić sobie wielkiej, alkoholowej libacji ze szwadronem dzikich imprezowiczów, bo w pamięci wciaż miała obraz tej poczciwej lekarki, która nigdy nie brała wolnego, a jeden dzień przerwy od pracy równał się niemal świętom narodowym, spowijanym wyrzutami sumienia z tytułu pozostawienia pacjentów bez jej opieki. Z jednej strony, to wciaż była ta sama osoba, a z drugiej w pewien sposób inna. Ile przegapiła, ratujac poszkodowanych na wybrzeżu i fotografujac tsunami? Jak wiele pozostało niepowiedziane, bo chodziła po światyniach i przytulała do trab słoni? Kilka wymienionych smsów nie rekompensowało prawdziwej rozmowy, ale takie było jej życie - w wiecznej podróży, do złapania tylko okazjonalnie przez telefon.
Krótkie "wow" wydostało się z jej ust, bo inaczej nie potrafiła tego podsumować. W jakie szemrane interesy zdołała się wdać lekarka? Perspektywa spoufalania ze sponsorem badań również nie była pocieszajaca, choć widzac wypieki na policzkach Clem, nie potrafiła powiedzieć czy to dobrze, czy źle. W gruncie rzeczy, nie miała zdania.
- Wiesz, to chyba nie tędy dro... - przerwała, kiedy doktor Palmer zaskoczyła ja kolejnymi słowami, a szczęk zamka wybrzmiał za jej plecami. Przez ramię zerknęła ku wejściu, a gdy zobaczyła znajomo wygladajaca teczkę, automatycznie pobladła.
Skołowanym wzrokiem powędrowała za dokumentami, nie żegnajac się z pielęgniarka, gdy wyszła. Zafiksowana na punkcie zamkniętego folderu, usiadła prosto na krześle, układajac dłonie na podłokietnikach. Palce zrobiły się mokre, śliskie i zostawiały ślady odcisków na zimnym metalu, a oddech nagle stał się najtrudniejsza rzecza do zrobienia. Co kwartał było to samo - przechodziła prawdziwe załamanie nerwowe.
- I co? - zagaiła po dłuższej chwili, podejrzewajac ciszę za zły znak. Miała miejsce wrażenie, że Clem sprawdza wyniki już któraś minute, podczas gdy sekundnik u zegarka ledwo się poruszył kilka razy. Ułożyła dłoń na mostku, próbujac uspokoić oddech. Zaraz zejdzie albo dozna hiperwentylacji. Niech już coś powie. Cokolwiek.
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-12, 11:59   

Ona też miała watpliwości co do jej nowej odsłony. Nie wiedziała czy powinna lubić nowa Palmer, ale były momenty gdy okazywała się lepsza od tej starej. Nowa Clem potrafiła brać od życia to, czego chce. Nie satysfakcjonowały ja rzeczy pośrednie, albo zamienniki. I tak właściwie pewne nowe doznania były idealnym przykładem tego, co zostało napisane powyżej.
Ucieszyła się, że Tommy straciła zainteresowanie jej przypadkiem, dopóki nie skierowała na nia wzroku. Nie chciała aby się denerwowała. Jej twarz nieznacznie pobladła, a wyraz twarzy stał się bardzo niespokojny. Po chwili namysłu stwierdziła, że wolałaby opowiedzieć jej cała historię na nowo, niż zamęczać ja niepotrzebnie wynikami. Jakimś dziwnym sposobem Dalle oddziaływała na Palmer tak, jak robiło to młodsze rodzeństwo. Nie lubiła, gdy ciemnowłosa przeżywała negatywne emocje. Przez chwilę miała ochotę ja mocno przytulić. Stłumiła to odczucie i zagłębiła się w wyniki.
- Boisz się?- uniosła głowę znad kartki i obrzuciła ja uważnym spojrzeniem. - Przypomnij mi, ile czasu minęło od Twojej wygranej?- chciała dać jej wyraźnie do zrozumienia, że choroba do niej nie wróci, a badanie to zwykła formalność, która obie musiały zrobić. Prócz tego lepiej, że była pod ścisła kontrola, prawda? W razie jakichś problemów mogła uzyskać szybko niezbędna, specjalistyczna pomoc.
Doktor Palmer spuściła głowę i zagłębiła się w dokumentach. Co jakiś czas zmieniała kartki, albo wracała do poprzednich. Czas jaki poświęciła na analizę dokumentacji zapewne wydłużał się dziewczynie w nieskończoność. W końcu z ust Blondynki wydobyło się westchnienie, a jej ciało oparło się o krzesło.
- Ktoś spieprzył wyniki.- zawyrokowała i dźwignęła się na nogi. - Musimy powtórzyć badanie krwi.- podeszła do okna, przy którym znajdował się niewielki stolik na kółkach z całym niezbędnym sprzętem medycznym. Otworzyła jedna z szuflad i wyjęła pasek uciskowy i zaplombowana strzykawkę. Niespiesznie chwyciła po rękawiczki i założyła je, ogladajac się na Tommy. Zdziwiła się, że dziewczyna jeszcze nie podeszła. - Tym razem ja je zrobię. – miała nadzieję, że nie boi się igieł i kolejnych ukłuć. Nonsens, przecież Dalle była prawdziwa pogromczynia burz. Potrafiła siedzieć z aparatem w centrum huraganu – lekkie uszczypnięcie nie mogło być jej straszne!
Palmer podsunęła sobie krzesełko i klepnęła się dłonia w nogę, chcac zachęcić pacjentkę, aby się zbliżyła się do niej.
Niestety, takie rzeczy dzieja się ostatnio bardzo często. Laboranci maja naprawdę dużo pracy, a wystarczy jeden paproch w próbówce by wynik trafił szlag.
_________________
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-13, 22:50   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Obawy były uzasadnione. Od zawsze. Jedna walka o życie w trakcie jej dwudziestu dwóch lat egzystencji w tym surowym świecie wystarczyła na wieki i jeszcze dłużej. Wspomnienia z pobytów w szpitalu w Austin, okropne goraczki po wtedy jeszcze eksperymentalnym medykamencie, utrata chęci do gonienia marzeń - pamiętała je wszystkie tak, jakby przeżyła to wczoraj. Nie potrzebowała powtórki z rozrywki, jedna przejażdżka tym rollercoasterem była ponad Zielona. Dla niektórych, uchodziła za bohaterkę. Dla siebie - za szczęściarę. A pokłady fartu kiedyś się skończa, dlatego na pytanie Clementine nawet nie odpowiedziała, tylko skrzywiła się mocno, marszczac brwi w obawie. Nie chciała mówić tego na głos.
Kiedy doktor Palmer opuściła swoje stanowisko biurkowe, Tommy odprowadziła ja wzrokiem. Znała te wszystkie przyrzady, jak i sama procedurę pobierania krwi, bardzo dobrze, a wręcz na upartego mogłaby to zrobić sama.
Podniosła się z krzesła, mozolnie, wręcz agonalnie idac ku lekarce z kamienna mina i zmartwionymi oczami. Kolejne trzy do czterech godzin czekania na niewiadome, okres męki psychologicznej wydłużał się niemiłosiernie i nie wiedziała już czy powinna być z tego tytułu zirytowana, czy może przerażona do żywego.
Niechętnie zajęła miejsce, podsuwajac rękaw u prawej ręki, kontrolnie zerkajac na plaster u lewego dołu łokciowego.
- Sześć lat - mruknęła słabo pod nosem, nim zwróciła się do Clementine ze zbolałym uśmiechem. - Czasami śnię koszmary o tym, że diagnoza będzie potwierdzajaca. - oparła wygodnie rękę, sama sięgajac po środek dezynfekcyjny i zaraz też po gazik, którym prędko przetarła mokry dół łokciowy. - Mam okropne żyły. - ostrzegła. - Uciekaja nawet po naciagnięciu.
Lepsze uciekajace, niż twarde po chemii...
Z trudem powstrzymała ledwo widoczne drgnięcie, kiedy igła prawie dosięgnęła skóry
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-16, 15:31   

W sumie dzieliło je doświadczenie. Palmer nie przeżyła tego koszmaru, jakie życie zafundowało Dalle, ale znała się na nowotworach jak nikt inny. Nie chciała mówić, obiecywać, że pacjent będzie zdrowy i to nigdy nie wróci. Nie była bogiem i nie potrafiła określić, czy aby znów nie dojdzie do niewłaściwego podziału komórek. Westchnęła i pochyliła się nad jej rękoma. Powoli ujęła jej prawe ramię w dłoń i obejrzała, próbujac odnaleźć niebieskie ścieżki z których mogłaby pobrać krew.
- Sześć lat to bardzo długo. – zauważyła, owijajac pasek wokół jej ramienia. - Popracuj trochę palcami.- w chwili, gdy dziewczyna wykonywała jej polecenie, Clem wyjęła wacik i płyn do dezynfekcji. - Myślisz, że będziesz zamartwiać się tym, czy jesteś chora do końca życia?- psychologię miała ogólnikowo, nie zamierzała urzadzać jej tutaj dodatkowej terapii. Jednak gdyby to ona miała myśleć w ten sposób, przez te długie sześć lat, to szybko wyladowałaby w piachu. Ale jak już było wspomniane – z psychologii miała podstawy, no i sama nie była w stanie przewidzieć swojego zachowania.
Igła weszła miękko pod skórę, a Blondynka wprawnym ruchem podłożyła jedna z ampułek. Ciemna ciecz leniwie saczyła się do fiolki, a potem następnej i następnej.
- Nie sa takie złe. Widywałam gorsze.- właśnie takie o jakich w myślach wspominała Tommy. Widywała też takie, które były tak słabe, że pod wpływem lekkiego nacisku pękały jak mydlane bańki, oraz tak skapo wyposażone w krew, że trzeba było specjalnych preparatów, aby z nich coś wykrzesać.
Przycisnęła czysta gazę i wyjęła strzykawkę z jej ramienia. Poprosiła, by je zgięła, a sama podeszła do komputera. Wklepała kilka danych do systemu i wybrała numer telefonu do laboratorium.
- Palmer z tej strony, mam próbki na posiew.- rzuciła ukradkowe spojrzenie na swoja pacjentkę. - Pilne.- lewa ręka wypisywała dane na próbówkach, dopisujac na końcu czerwonym mazakiem wykrzyknik. Gdy wszystko było już gotowe podniosła się zagryzła policzek od środka.
- Wyniki będa po południu. Nie mogę nic więcej zrobić.- rozłożyła ręce w geście bezradności i spuściła na moment wzrok. - Chcesz iść na kawę?- nie wiedziała co mogłaby uczynić, aby chociaż trochę zapobiec zamartwianiu się Ciemnowłosej, uznała, że ta propozycja będzie jedyna z odpowiednich. Wódka też byłaby dobra, gdyby nie fakt, że od ostatniego wlewania alkoholu sobie do gardła, pani doktor za nia nie przepadała. No i będzie musiała jeszcze tu wrócić. Mimo dobrej wiary nie chciała stracić licencji.
_________________
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-18, 17:34   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


- Możliwe.
Wzruszyła marnie jednym ramieniem w odpowiedzi, nim igła naruszyła tkanki, robiac ujście dla czerwonej cieczy żylnej. Przez tyle lat zdażyła naogladać się podobnych manewrów więcej niż przeciętny Amerykanin, a także miała możliwość poznania fachowców na różnych szczeblach wtajemniczenia techniki pobierania krwi. Jej uciekajace żyły były koszmarem dla poczatkujacych studentów w klinice, zmora niewyspanych pielęgniarek, a także wyzwaniem dla ratowników. Doktor Plamer była pierwszym lekarzem, który osobiście wykonywał pobieranie krwi Tommy i zrobiła to z wprawa podobna do tej, jaka Irene, pielęgniarka z Quebec, pracujaca w szpitalu Austin, pozytywnie zaskoczyła Dalle po serii nieudanych prób studentek pielęgniarstwa. Trafiła w dobre ręce, w obu przypadkach.
Nim zgięła łokieć, uniosła wyprostowana rękę i przycisnęła mocno gazik do miejsca wkłucia. Obserwowała Clementine, gdy skrupulatnie wypełniała swoje obowiazki i mimowolnie uśmiechnęła się kacikami, kiedy usłyszała "pilne".
Wstała z krzesełka, przyciskajac zgięte ramię do siebie. Pokręciła głowa, powstrzymujac ciężkie westchnięcie, jakie wzbierało w środku.
- I tak robisz wiele - odpowiedziała łagodnie, chcac podnieść tym na duchu lekarkę. Wiedziała, że na niektóre rzeczy nawet onkolog ma tylko do pewnego stopnia wpływ. Dzisiejsze popołudnie brzmiało lepiej, niż "wyniki będa jutro, proszę iść do domu i zżerać własne nerwy".
- Brzmi okej, tylko... - poruszyła kilka razy pokłuta ręka. - Możemy to zakleić? Nie chcę dodatkowego żelaza do małej czarnej. - zażartowała marnie ze słabym uśmiechem, zerkajac kontrolnie na przyciśnięty gazik, który zrobił się na brzegu czerwony. Uciekajace żyły i kiepska krzepliwość - same problemy, zapomniała o tym wspomnieć. Będzie trzeba dorzucić materiału.
- Dostałaś moja kartkę? - zagaiła nagle, nim jeszcze Palmer podjęła jakiekolwiek działania. Dniami i późnymi wieczorami szukała odpowiedniej w każdym mieście, które odwiedzili, dopiero pod Kalkuta natrafiajac na rozpadajacy się stragan, gdzie sprzedawano ręcznie malowane widokówki. Za niewielka dopłata, lokalny artysta stworzył kolorowe płuca z mandali, co było wewnętrznym żartem pomiędzy Tommy a Clem. Niepisanym dowodem, że stawiały drobne kroczki ku relacji wykraczajacej poza ramy czysto zawodowe pani doktor i jej pacjentki.
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-20, 19:52   

Właściwie to ucieszyłaby się, gdyby zaprzeczyła. Z drugiej jednak strony sprawa nie była przesadzona, a Clementine była optymistka. Wierzyła, że w pewnym momencie Dalle uda się zostawić ten kawałek przeszłości daleko za soba. Że zapomni o twardych żyłach, radioterapii i procentach w jakich wyrażano jej szansę na dalsze życie.
- Tommy. Robię to, co powinien robić każdy lekarz.- a przynajmniej ten, któremu zależało na losie pacjentów. Niestety, ale w tym smutnym świecie człowiek dla drugiego człowieka nie był wiele wart. Blondynka widywała lekarzy, którzy leczyli z powołania, a w swoja pracę wykonywali z olbrzymim zaangażowaniem i sercem. Niestety, nie było ich wielu. Nawet tu, w klinice częściej napotykała osoby, które na pytania swoich podopiecznych mieli wyuczone formułki, odsyłali z kwitkiem i kazali czekać. Katowanie ich godzinami niepewności, niezrozumiałymi formułkami i ogólna znieczulica. Według doktor tego typu zachowanie było bardziej nieetyczne niż spotykanie się ze sponsorem badań. Jednak to nie ona była w zarzadzie i nie ona była organem decyzyjnym.
- Przecież gaza…- urwała i wyciagnęła dłoń by chwycić jej rękę. Wystarczyło krótkie spojrzenie, by ocenić, że jeden wacik faktycznie nie wystarczy. Odchyliła się i zajrzała w kartę w której znajdywały się poprzednie wyniki krwi. Jednak ogólna morfologia była w normie. Uniosła brew i puściła jej rękę.
- Okej. Kleimy.- odparła bez namysłu i podeszła do poprzedniego stanowiska. Ponownie nałożyła na swoje dłonie rękawiczki, ponownie odgrzebała sprej do odkażania, kilka gazików, plaster i bandaż. Gdy była gotowa, poprosiła Tommy aby usiadła i zaczęła oczyszczać ranę. Ciemna ciecz leniwie saczyła się z żyły, jednak nie na tyle intensywnie, aby budzić niepokój.
- Zabandażuję. Prócz ucisku, to jeszcze zawsze dodatkowy materiał zabezpieczajacy.- wyjaśniła niespiesznie, gdy owijała elastyczny materiał wokół jej ręki. Gdy wszystko było gotowe, klepnęła się w uda i dźwignęła z obrotowego taboretu. Odstawiła go na bok za pomoca kopnięcia i ulokowała spojrzenie na biurku. Gdyby Ciemnowłosa spojrzała w tamta stronę, z pewnościa dostrzegłaby kartkę. Stała tuż przy komputerze, przez co z pewnego punktu widzenia nie było jej widać. Pamiętała ten dzień, kiedy do niej przyszła. Zwykła koperta ze starannie napisanymi literami, które układały się w jej imię i nazwisko. Jedno spojrzenie i już wiedziała, kto był nadawca. Stempli było co nie miara. Ucieszyła się z tego widoku, a to co było w środku zaskoczyło ja bardzo pozytywnie.
- Jest piękna.- skomentowała ja po krótkiej chwili. Miało to dla niej kilka znaczeń – pierwszym oczywiście był ich żart. Drugim to pewna rzecz, o której Dalle nie wiedziała, mianowicie, Clem szkoliła się na torakochirurga – specjalistę od operacji płuc. Choć nieświadomie, to trafiła nia w samo sedno.
- Dziękuję, że o mnie pamiętałaś. - dodała nieco ciszej, a dwukolorowe spojrzenie powróciło do swojej rozmówczyni.
_________________
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-27, 13:53   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Nie chciała się sprzeczać, choć mogłaby wygłosić epopeję, jak to lekarze ignorowali poczatkowe symptomy czy odsyłali do swoich kolegów, nim tłustym drukiem zapisano w dokumentacji Dalle „białaczka limfoblastyczna” przy rozpoznaniu. Mogła, a nawet chciała to powiedzieć, aby udowodnić Clementine, że doktorów jej pokroju była zaledwie garstka – ostatni z rodzaju.
Z uwaga przygladała się, jak bandaż zakrywa większość jej stawu łokciowego, powstrzymujac krew od wypływania spod gazy. Feralny przypadek, niemal było Tommy szkoda, że z taka drobnostka również musi zwalać się doktor Palmer na głowę i nie chodziło o to, iż tak trywialna rzecz faktycznie leżała w kompetencjach oraz obowiazkach profesjonalistki. Gdyby mogła, oszczędziłaby jej widoku siebie oraz kłucia żyły, ale ktoś trzeci musiał zepsuć badania, które i tak podgryzały kostki łowczyni oraz skrobały marchewki.
Poruszyła ręka trzy razy w stawie, aby sprawdzić czy zawinięty bandaż utrzymuje opatrunek, jeszcze zanim kobieta wstała z miejsca.
- Żółwiowy rozbieżny? – zagaiła z niewielkim uśmiechem, odwróciwszy ramię w bok, aby przyjrzeć się wzorzystemu ułożeniu elastycznego materiału, który kończył się proksymalnym obwojem w połowie bicepsa. Ile razy miała przyjemność chodzić obandażowana, choć wcale nie miała wielkich ran? Prawie za każdym razem, gdy była na pobieraniu krwi, acz zdarzały się te nieliczne wyjatki.
Mimowolnie uśmiechnęła się szerzej, jak małe dziecko podczas Gwiazdki i skinęła krótko głowa, podnoszac z krzesła.
- Ciężko było zapomnieć o tobie i płucach – wyjaśniła, puszczajac blondynce oczko. – Ten motyw tak bardzo zaskoczył malarza, że niemal rozpłakał się ze śmiechu na miejscu. Zrobiliśmy mu tym dzień. – wzruszyła ramionami, posyłajac Clementine zapewniajace spojrzenie, że wszystko było w porzadku i wcale nie chodziło o to, że rozpadajacy się stragan był rzadko odwiedzany przez turystów, dlatego artystę uradowała wizja jakiejkolwiek pracy. Nie musiała też mówić o tym, jak uściskał łowców, kiedy zostawili mu część swoich zapasów oraz jak wycałował dłonie Tommy, kiedy zapłaciła za kartkę dwa razy tyle, ile poprosił, bo uważała, że była tyle warta.
Podeszła do wiszacej na oparciu torby i przewiesiła ja przez prawe ramię. Obiła się o bok podróżniczki, przypominajac o trzymanej weń zawartości, która przytaszczyła ze soba z Indii.
- Kawiarnia kliniczna? – zapytała niepewnie, liczac, że pomysł wypicia wspólnie kawy i rozmowa z Clementine faktycznie pomoga jej na chwilę zapomnieć o kolejnym oczekiwaniu na decydujace w dużej mierze wyniki. Wsunęła ukradkiem drżace dłonie do tylnych kieszeni denimów, gdy oczekiwała na werdykt, próbujac zachować spokój najlepiej, jak potrafiła – czyli prawie wcale, co zdradzało lekkie bujanie się w miejscu czy nerwowe przestępowanie z nogi na nogę. Zawsze to samo.
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-31, 15:09   

Clementine pokręciła głowa i uśmiechnęła się delikatnie, jakby z niedowierzaniem. Czy było coś, w czym Tommy jej nie zaskakiwała? Chyba watpiła.
- Tak. - odparła cicho, upewniajac się, czy faktycznie nie pomyliły się ze zbieżnym. Pojęcia te były podstawa na poczatku jej drogi do bycia lekarzem. Czyli było to prawie jedenaście lat temu. Dla zwykłego pacjenta zawinięcie materiału na ranę było niczym innym jak założeniem opatrunku. Blondynka zapomniała, że dziewczyna nie była zwykłym pacjentem, ani zwykłym człowiekiem.
Zbieżny, z tego co ja pamięć nie myliła, kończył się na środku stawu, czyli w tym przypadku w zgięciu łokcia.
- Jest coś na czym się nie znasz?- nie było to przytykiem, a na pewno tak nie zabrzmiało. Dziewczyna była pełna podziwu, że tak młoda osóbka może posiadać tak ogromna i usystematyzowana wiedzę. Clementine w jej wieku miała w głowie pstro. Właściwie – to cierpi na tę przypadłość do dziś. Niestety, ale była mistrzynia w podejmowaniu pochopnych decyzji. Nie potrafiła też się nigdy szybko zdecydować, a jeśli już jej się to udało, to miała przeświadczenie, że postępowała całkiem bez sensu.
Przygladała się jej przez chwilę, a na twarzy odmalowało się zainteresowanie. Właściwie to dlaczego tak ciężko było wyrzucić jej ten obraz ze swojej głowy?
- Aż tak się ośmieszyłam?- w jej głosie dostrzec można było zaciekawienie. Niewinne głupstwo stało się ich swoistym żartem, czymś, co rozumiały tylko we dwie. Spojrzenie lekarki powędrowało na biurko, na niewielka kartkę o niestandardowym rozmiarze. Była bardziej kwadratowa, niźli prostokatna i być może Palmer tak bardzo się podobała. Podobała jej się również dlatego, że Tommy musiała poświęcić naprawdę sporo czasu, aby odnaleźć kogoś, kto byłby w stanie podjać się tak trudnego zadania. W końcu płuca jako pamiatka z Indii była raczej niecodziennym życzeniem, prawda? Skinęła głowa w roztargnieniu a buzia jej pojaśniała.
- Cieszę się, że mam chociaż trochę udziału w Twojej wyprawie do Indii.- dodała, nie mogac powstrzymać uśmiechu, jaki powoli wkradał się na jej twarz.
Dawno nie czuła się tak swobodnie i dawno nie piekły jej policzki. Przyłożyła chłodne dłonie do czoła i wzruszyła ramionami.
- Zaproponowałabym Ci coś z daleka od kliniki, ale zapewne wolisz… - urwała na moment, próbujac znaleźć swoja plakietkę -…być w pobliżu, gdy dostaniemy wyniki.- zakończyła, gdy do białego fartucha dopięła jasny, zalaminowany emblemat.
- Maja tutaj świetne ciasta. I podobno dobra kawę.- rozpostarła bezradnie dłonie, dajac dziewczynie możliwość zadecydowania. Dla Clementine nie miało znaczenia gdzie będa rozmawiać. Chciała, aby to Dalle czuła się dobrze i nie myślała o kilometrach, jakie będa musiały pokonać by przekonać się o tym, czy choroba przypadkiem nie postanowiła wkraść się w jej życie na nowo.
_________________
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-31, 17:13   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Zastanowiła się z poważna mina, zakładajac ręce na piersi. Spojrzała na utworzony opatrunek, lekko wykrzywiajac usta w bok, ściagajac delikatnie brwi, gdy po chwili refleksji wypaliła:
- Nie – odpowiedziała z udawana szczerościa, lokujac piwne oczy na lekarce. Nie mogła wytrzymać i uśmiechnęła się szeroko. – A tak całkiem poważnie, to wciaż nie wiem, do czego służa meksykańskie kowbojki z tymi wielkimi czubami i co Kurt Cobain miał na myśli, śpiewajac o komarze w Smells Like Teen Spirit. – i wzruszyła ramionami, jakby te tajemnice świata nie miały większego dla niej znaczenia.
Przestapiła z nogi na nogę, gdy wtem padło pytanie, które zaskoczyło Dalle – w trochę mniej przyjemny sposób, nawet jeżeli skrywało w sobie dobry humor lekarki. Uniosła dłonie, jak do poddania i poruszyła nimi w powietrzu dla akcentu.
- Ależ skad – natychmiast zaprzeczyła, nie chcac, aby Clementine źle odebrała wzmiankę o hinduskim artyście. – Był bardzo zadowolony z tego, że może namalować phephadon. Niewiele osób zatrzymuje się u przydrożnych ze specjalnym zleceniem, więc i ja powinnam ci podziękować za to nowe doświadczenie.
Gdyby tylko mogła pokazać doktor Palmer roześmiana buzię tamtego chudego, wręcz wyraźnie żylastego, dziadka, zrozumiałaby, co łowczyni miała na myśli. To oraz ukryta część opowieści o wsparciu, jakie mu zaoferowali. Obiecała sobie, że jeżeli jeszcze kiedyś wróci do Indii, na pewno go odwiedzi, w nadziei, iż rozpadajace się stoisko nadal będzie stało przy drodze krajowej, prowadzacej z Kalkuty na południe. Zwyczajna kartka stała się kołowrotem napędowym nowej, drobnej przygody.
W rzeczywistości, była rozdarta. Z jednej strony chciała jak najszybciej dostać wyniki, co wiazało się z jak najkrótszym odcinkiem do przebycia od gabinetu doktor Palmer, a miejscem tymczasowego ich pobytu, a z drugiej najchętniej opuściłaby przybytek szpitalny, który dzisiaj dawał się wystarczajaco we znaki. Nic więc dziwnego, że na sugestię blondynki delikatnie pochmurniała, ale ciemne niebo prędko się przejaśniło, gdy wróciły do tematu podstawowego – kawy.
- Brzmi dobrze – odparła zgodnie, poprawiajac torbę na ramieniu i odwróciwszy się na pięcie poszła otworzyć drzwi. – Tak po prawdzie mam ochotę na wyjatkowo wielki kawałek ciasta sernikowego – rozmarzyła się - koniecznie z brzoskwiniami lub czekolada. - nic dziwnego, tyle pobierania krwi dzisiaj, nieudana próba, nerwy, w końcu cukier musiał spaść, a i zaczęła też odczuwać senność. Nacisnęła na klamkę i otworzyła przejście, robiac miejsce dla Clementine. – Zaraz po tobie. – zwróciła się do niej z niewielkim uśmiechem, kiwajac głowa na drzwi, a gdy lekarka opuściła pomieszczenie, Tommy zamknęła za soba próg, sugerujac, aby bardziej obeznana z planem budynku z ich dwójki poprowadziła prawie radosna kompanię na podbój (lub poparzenie) podniebienia.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5