Poprzedni temat «» Następny temat
Brentwood High School
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-07, 09:00   Brentwood High School
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Erin Ainsley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-03, 23:48   

/po wszystkim

Niespełna dwumiesięczna przerwa wakacyjna dobiegła końca, co z jednej strony było zbawienne, a z drugiej, powiazań z dodatkowym wysiłkiem. Nie, żeby kiedykolwiek na niego narzekała. No, może troszkę, odkad jej dziewczyna była znowu w pobliżu. Chciała mieć dla niej jak najwięcej czasu, jednak niektórych obowiazków zwyczajnie nie mogła zignorować.
Matka czuła się nieco lepiej. Jej gryzmoły stawały się coraz bardziej czytelne, zdawało się nawet, że nie rozlewa tak dużo napojów z plastikowych kubków, których używała od razu po przyjściu ze szpitala do domu. Starała się być samodzielna, przynajmniej w pewnym stopniu. Potrafiła przejść kilka kroków, oczywiście przy pomocy córki, syna badź męża. Zdawało się, że wszystko zmierza w odpowiednim kierunku. Nawet wyjście integracyjne z nauczycielami, zorganizowane pod koniec sierpnia okazało się całkiem udane. Co prawda, nie obeszło się bez widoku pijanej kadry, ale to zadziałało na plus. Dowód na to, że niektórzy nauczyciele maja ludzka twarz. Zdaje się, że podstarzała matematyczka, która uczyła Erin kilka lat temu, również postanowiła zaszaleć podczas wyjścia. Za czasów licealnych, nawet nie podejrzewała, że zobaczy ja kiedyś w takim stanie. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy w życiu.
Siedziała na jednej z ławek, obejmujac dłońmi ciepły kubek z herbata. Pogoda nie wskazywała na upał, jednak warto było chłonać ostatnie dni lata, na zewnatrz. Patrzyła spod lekko zmrużonych oczu na grupkę uczniów, odbijajacych do siebie piłkę od siatkówki. Dzisiaj postanowiła ich za bardzo nie męczyć. Dopiero, co zaczał się rok szkolny, część dzieciaków zapomniała ubrań na zmianę, a lekcje organizacyjne wygladały tak, jak zwykle – krótkie omówienie zasad, rzucenie piłki i przetrwanie do końca zajęć. Wyjatkowo, mogli grać w to, co chcieli, co tylko przyszło im do głowy i wymagało udziału kilku osób. Zbijak, siatka, nawet w rugby mogli grać, jakby się uparli. Miała przecież do czynienia z licealistami, a nie banda rozwydrzonych dzieciaków. Część mogła po prostu siedzieć na ławce i wygrzewać się w promieniach słońca (chowajacymi się jednak znacznie częściej za chmurami). No, ale, ci co woleli sobie posiedzieć nie dostawali ładnie wygladajacej piatki na dobry poczatek roku. Zaangażowanie również należało nagradzać dlatego każdy, kto odbijał piłkę i nie siedział na tyłku, miał w zamian otrzymać pozytywna ocenę. Czyż Erin nie była świetna trenerka?
Kiwała oszczędnie głowa, słuchajac jednym uchem kolegi po fachu, opowiadajacym o tym, że spodobała mu się jedna z nauczycielek, ale nie może się zebrać na odwagę, aby do niej zagadać.
- Zapytaj o pogodę, to dobry wstęp - wzruszyła ramionami, unoszac kubek z parujaca zawartościa, do ust.
- Ale co, jeśli zrobię z siebie idiotę? Pogoda w Anglii prawie ciagle jest taka sama.
- Niestety - uniosła brwi, cmokajac z niezadowoleniem. Odkad się tutaj pojawiła, stopniowo przyzwyczajała się do codzienności, która zostawiła za soba, przenoszac się na Florydę, do babci. Cóż, to była zupełnie inna część świata.
Podwinęła odruchowo rękawy przy czarnej, sportowej bluzie, stawiajac na moment kubek z herbata obok siebie, na powierzchnię drewnianej ławki. Słyszac podniesione głosy, spojrzała w kierunku dzieciaków. Coś się stało?
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-09-04, 01:59   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Wakacje Mavourneen były na tyle leniwe, że całkiem ucieszyła się na myśl o powrocie do szkoły. Uczęszczanie na zajęcia było równoznaczne ze spędzaniem większej ilości czasu z Theo, którego nie widziała od tamtego nocowania, które odbyło się w jej domu mniej więcej trzy tygodnie temu, więc była ciekawa tego, co przyjaciel miał jej do powiedzenia. Zanim jednak miał nadejść angielski, który zawsze mieli razem, Shiveley musiała przeżyć dwie godziny matematyki oraz jedna lekcję wychowania fizycznego. I choć bardzo próbowała nie skrzywić się na myśl o tym, mimika jej twarzy najwyraźniej nie chciała współpracować.
O ile matematyka minęła spokojnie oraz szybko tak Mavourneen podejrzewała, że z lekcja wychowania fizycznego będzie zupełnie odwrotnie. Co prawda trenerka pozwoliła wybierać im pomiędzy tym, co chcieli robić, ale dla Shiveley to było wręcz bardziej problematyczne - wolałaby już dostać konkretne zadanie i skupić się na jego wykonywaniu aniżeli samodzielnie dokonywać wyboru. Tak czy siak, dziewczyna z braku większych możliwości zgłosiła się do siatkówki, co większość koleżanek przyjęła z nieznacznymi skrzywieniami. Jak zwykle.
Minęło może pięć minut od rozpoczęcia meczu, a grupa, w której znalazła się Mavourneen, już znacznie przegrywała. Piętnaście do dwóch - to mówi samo za siebie, czyż nie? Członkinie przeciwnej drużyny specjalnie odbijały piłkę w jej kierunku, dobrze zdajac sobie sprawę z tego, że do sportu miała dwie lewe ręce, a ona z każdym straconym punktem czuła się coraz bardziej beznadziejnie.
- Hej, Shiveley, mogłabyś się w końcu ruszyć? Przez ciebie przegrywamy - warknęła wysoka dziewczyna w kucyku, a reszta drużyny poparła ja krótkimi mruknięciami. Speszona Mavourneen zacisnęła pięści i tylko kiwnęła głowa, opuszczajac ja w przepraszajacym geście. Nie była najlepsza, jeśli chodziło o wychowanie fizyczne. Bieganie, skakanie, odbijanie, kopanie czy rzucanie piłki - kompletnie się w tym nie odnajdowała. Zawsze wykazywała się zbyt wielka ślamazarnościa i zbyt znikomym refleksem. A mimo to, lubiła uczęszczać w zajęciach. Nawet jeśli ruszała się najgorzej z całej grupy uczniów, czerpała jakaś przyjemność z osiagania stanu zmęczenia albo chociażby jednego prawidłowego odbicia piłki. Innym jednak to nie wystarczało i nie miała im tego za złe. Gdyby mogła wybierać, sama chciałaby być bardziej zwinna i szybka. Ale niestety nie mogła.
Zirytowanie koleżanek zestresowało ja do takiego stopnia, że gdy przy kolejnym serwie piłka znowu powędrowała w jej stronę, zamiast wyciagnać ręce i przynajmniej dokonać najmniejszego wysiłku, aby spróbować ja odbić, spięła się i nakryła dłońmi ramiona, jakby to miało uratować ja od zderzenia z lecacym przedmiotem. Widzac to, jedna z dziewczyn doskoczyła do Mavouneen i odepchnęła ja na bok, aby przyjać piłkę. Udało się - przeleciała przez siatkę i wyladowała na boisku po drugiej stronie. Ale nikt nie rzucił się do jej odbicia, bo wszyscy wpatrywali się w Shiveley, która, odepchnięta przez rówieśniczka, przewróciła się na ziemię i chwyciła za nos, który przeżył nagłe zderzenie z łokciem koleżanki.
- O cholera - wymamrotała któraś z dziewczyn, szybko do niej podchodzac. - Nic ci nie jest? Pokaż to, może trzeba będzie iść do pielęgniarki... - zaczęła, uklęknawszy obok Mavourneen, ale ta tylko pokręciła głowa i zacisnęła mocno powieki. Spomiędzy jej otaczajacych nos palców zaczęła wypływać czerwona ciecz.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Erin Ainsley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-04, 21:08   

Zdaje się, że Erin bardziej pasowała do wysokich dziewczyn w spiętych wysoko włosach, udzielajacych się w sporcie, czasami aż za bardzo. Zdarzały jej się drobne przepychanki z koleżankami, kiedy nie słuchały jej rad, bo przecież wiedziała lepiej. Kiedy próbowały dostać się na jej pozycję, niezbyt skutecznym sposobem. Nawet wewnatrz swojej drużyny można było wyłapać napięcia, spory, które ostatecznie ktoś wygrywał, a ktoś przegrywał, upokarzajac się na oczach innych. Wygladało to zupełnie inaczej z perspektywy osoby uczestniczacej. Teraz ta niepokojaca zagrywka nie umknęła uwadze Ainsley, jako, że przygladała się dziewczętom, grajacym w siatkę. Koleżka po fachu musiał trochę poczekać na rady, odnośnie próby zwrócenia na siebie uwagi pewnej niewiasty.
- Przypilnuj mi herbaty - nakazała koledze, wstajac ze swojego stanowiska, czyli drewnianej, zwyczajnej ławki.
Westchnęła pod nosem i ruszyła wolnym krokiem, chowajac dłonie do kieszeni bluzy, dotykajac przy tym palcami opakowania z chusteczkami. Zdaje się, że angażowanie pielęgniarki nie będzie konieczne. Co innego mówiła, gdy będac w wieku Mavourneen zaplatała dłoń w siatkę i pociagnęła, wybijajac sobie tym sposobem palec. Mogłaby wtedy kontynuować grę, niestety, dłoń spuchła w znacznym stopniu, piekac przy tym niemiłosiernie. Masochistka, wbrew pozorom, nie była.
- Dziewczyny - machnęła ręka na bok, dajac licealistkom znak, aby zrobiły trochę miejsca wokół poszkodowanej koleżanki.
Kucnęła obok dziewczyny, widzac, że ta przykłada dłonie do nosa, ozdobionego szkarłatnym odcieniem. Teraz zdobiacym również dłonie siedemnastolatki i część zimnej nawierzchni, robiacej za boisko.
- Nic ci nie będzie, zaraz przestanie - powiedziała, brzmiac przy tym bardzo przekonujaco. Bez cienia sarkazmu. Wyciagnęła w stronę uczennicy paczkę z chusteczkami.
- Chodź, powoli - objęła licealistkę ramieniem, odprowadzajac ja w stronę ławek. Spojrzała przy tym na uczennicę, od której Shiveley oberwała z łokcia. Jess potrafiła być w goracej wodzie kapana, podobnie zachowywała się na treningach, gdy coś im nie wychodziło w układach. Zbyt dużo wymagała, zarówno od siebie, jak i od innych.
Skoro dziewczyna już zaliczyła kontuzję, nie było mowy o dalszej grze. Co nie oznaczało, że reszta miała fajrant. Gdy Mav usiadła na drewnianej ławce, okupowanej w tej chwili przez innego nauczyciela i erinowy kubek z herbata, brunetka uniosła gwizdek do ust.
- Nie powiedziałam, że już koniec, na co czekacie? - krzyknęła do dziewczyn, których twarze obróciły się na moment w jej stronę. Chyba jednak tęskniła za tym darciem się na boisku. Oparła prawa dłoń o kark, schowany pod ciemnymi włosami i spojrzała z góry na siedzaca na ławce Mavourneen.
- Taylor, możesz skoczyć po jakiś zimny okład? Powinien być w lodówce.
Kolega kiwnał głowa i w towarzystwie swojego własnego kubka, powędrował w kierunku drzwi, prowadzacych do wnętrza szkoły. Coś tam zawsze mieli na wypadek niespodziewanej kontuzji, zwłaszcza na treningach cheerleaderek, kiedy któraś z dziewczyn olała rozgrzewkę, badź spadała ze szczytu piramidy. To był brutalny sport.
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-09-05, 01:56   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Mavourneen z kolei nie pasowała do takich dziewczyn w ogóle. Była kompletna ślamazara, jej refleks pozostawiał wiele do życzenia, a nawet ruszała się tragicznie. Gdyby nie to, że nie lubiła lekceważyć jakiegokolwiek przedmiotu, nawet jeśli był tak bezsensowny, jak wychowanie fizyczne, pewnie postapiłaby jak wszyscy inni, którzy woleli się obijać - załatwiłaby sobie skadś zwolnienie na rok albo przynajmniej pół i już byłoby po krzyku. A jednak nie miała w sobie wystarczajaco bezczelności, aby posuwać się do czegoś takiego, kiedy w rzeczywistości nic jej nie dolegało. Już zdecydowanie wolała upokarzać się przed rówieśniczkami, znoszac ich niezadowolone mruknięcia czy nie zaskarbiajac dla drużyny ani jednego punktu niż przekupywać lekarza, aby wypisał jej zwolnienie, a później kłamać nauczycielom w żywe oczy.
Zainteresowanie koleżanek nie było jej na rękę, zwłaszcza że na chwilę aż zrobiło jej się ciemno przed oczami. W jednej chwili wszystkie patrzyły na nia jak na ofiarę losu, a w drugiej zebrały się dookoła niej i posyłały jej współczujace spojrzenia, jakby to było potrzebne. Szczerze wolałaby zostać niezauważona i całkowicie olana aniżeli otrzymać od nich taki rodzaj uwagi, ale niestety nie miała na to wpływu. Niby mogłaby machnać na to ręka oraz kazać wracać im do gry, ale... chyba nie chciała odciagać rak od twarzy. To dałoby im kolejny powód do gapienia się.
Nie lubiła zwracać na siebie uwagi, więc gdy usłyszała głos trenerki, przymknęła oczy z przestrachem. Najchętniej w tym momencie zapadłaby się pod ziemię albo po prostu umarła, ja satysfakcjonowały obie opcje. Wszystko było lepsze od ściagania zainteresowania nauczycielki, która i tak pewnie miała ja za wystarczajaca łamagę.
Boże, żeby już na pierwszej lekcji się tak skompromitować, szepnał jakiś złośliwy głosik w głowie Mavourneen, a ona musiała powstrzymać się przed potrzaśnięciem głowa, żeby go odgonić.
Pokiwała głowa, słyszac zapewnienia trenerki. Wiedziała, że to nic, takie rzeczy zdarzały się pewnie non stop i jeszcze nikt nie umarł od dostania łokciem w twarz. Po prostu... skierowane w jej stronę spojrzenia reszty dziewczyn sprawiały, że czuła się o niebo gorzej niż wtedy, kiedy próbowała zaangażować się w grę, ostatecznie tylko im zawadzajac.
Posłusznie wstała i dała odprowadzić się do ławek, aby potem usiaść na jednej z nich. Nadal nie odciagnęła dłoni od nosa, chociaż była prawie pewna, że strumień cieknacej krwi już się zmniejszył, o ile całkowicie nie ustał. Co za tragiczny dzień.
- Przepraszam - powiedziała przytłumionym głosem, jak tylko drugi nauczyciel oddalił się w stronę szkoły. Czuła się niczym kula u nogi i to sprawiało, że miała siebie dość. - Nie zauważyłam... - nie dokończyła, bo nie wiedziała jak. Istotnie, czego właściwie nie zauważyła? Łokcia koleżanki przybliżajacego się do jej twarzy? Lecacej w jej stronę piłki? Żałosne, powinna była bardziej uważać.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Erin Ainsley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-05, 23:04   

- W porzadku, takie sytuacje się zdarzaja, nie zrobiłaś tego specjalnie - przygladała się grze, po za tym, wiedziała, jakie bywaja niektóre dziewczyny. Wygrana ponad wszystko. Co za głupie myślenie. Gdyby przez cały czas miała podobne nastawienie, już dawno pożarłaby się z swoimi dawnymi koleżankami z drużyny. Chociaż... co innego, jeśli chodzi o grę w ramach zajęć szkolnych, a co innego, jeśli chodzi o zawody. Atmosfera była ważna, to od niej zależała współpraca i końcowy wynik, nie ważne czy chodziło o cheerleaderki czy o sport, prowadzony z użyciem piłek i siatek. Nie bez powodu niektóre dyscypliny podlegały pod sport drużynowy. Dla indywidualistów przewidywano inne atrakcje. Chociaż Erin potrafiła być kłótliwa, uparta a czasami otwarcie bezczelna, nadal starała się mieć dobre relacje z innymi członkami drużyny. Zaciskała zęby, kiwała głowa i podejmowała kolejna próbę, wykonania back flipa przy pomocy zaufanej koleżanki. Jednak czego mogłaby wymagać od dzieciaków, kumulujacych w sobie pokłady frustracji, czekajace na wyjście na zewnatrz?
O ile w jej wypadku kłamanie w żywe oczy było całkiem normalne, inaczej podchodziła do kwestii, zwiazanych z nauka i sportem. Po prostu, starała się być lepsza. Zostawała po lekcjach, a na treningach była jedna z ostatnich osób, opuszczajacych zajęcia. Angażowała się w to, bo wierzyła, że będzie miała z tym do czynienia w przyszłości. Chciała, by tak było. W końcu okazała się jedna z lepszych zawodniczek. Z wyraźnym entuzjazm przyjęła wieść o dostaniu się na uczelnię za oceanem. Jak wiadomo, spory wpływ miało na to stypendium.
- Już lepiej? - zapytała, siadajac obok uczennicy, starajac się nie zawadzić o kubek z ciepła herbata. Taylor niestety nadal nie pojawił się na horyzoncie. Mogłaby się założyć, że albo wpadł na kogoś po drodze i zaczał rozmawiać (może z upatrzona panna, o której jej trajkotał nad uchem), a może zwyczajnie sam coś sobie zrobił. Ten człowiek był pełen niespodzianek i wiek (niecałe 35 lat) nie miał nic do rzeczy.
- Żeby było jasne, nie stosuję ujemnych punktów przy okazji kontuzji - a wręcz przeciwnie, takie zaangażowanie należało wynagradzać! - Starałaś się.
Zabrzmiało to trochę zdanie, wypowiadane przed odebraniem nagrody pocieszenia, ale Erin nie zastawiała się nad tym akurat sensem wypowiedzi. Gotowość do odniesienia ran na istnym polu bitwy zasługiwało na pochwałę.
- Jess, wyprostuj ręce! - krzyknęła do dziewczyny, od której wcześniej Mavourneen zarobiła w nos. Bynajmniej nie zaczepiała jej w ramach odwetu, serio trzymała źle dłonie. Nie tak się przyjmuje piłkę. Lubiła się czasami czepiać. Dziewczyny od cheerleaderek niejednokrotnie miały okazję się o tym przekonać. Co to za trening bez uwag najlepszej nauczycielki od wychowania fizycznego?
Przesunęła ramię do tyłu, dotykajac przy okazji ciepłego kubka. No wyleje go w którymś momencie, jak nic. A przecież nie uchodziła za niezdarna osobę.
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-09-07, 16:40   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Nie dziwiła się koleżankom, które podczas lekcji wychowania fizycznego dażyły do wygranej. Sama przyjmowała taka sama postawę, kiedy w grę wchodziła biologia, chemia, matematyka czy nawet przedmioty, które nie były jej potrzebne w dostaniu się na wymarzony uniwersytet. Potrafiła zarywać noce, uczac się do egzaminu, jaki przez większość przyjmowany był z totalna obojętnościa albo spędzać mnóstwo czasu na pisaniu czterostronnicowego wypracowania, podczas gdy reszta grupy na angielskim oddawała nauczycielce pracę liczaca jedynie pięć akapitów. Starała się, chociaż nierzadko mówiono jej, że podchodziła do wszystkiego zbyt poważnie, bez dystansu. Większość twierdziła, iż ludzie w jej wieku powinni przede wszystkim korzystać z życia, spędzać czas na zabawie, poznawaniu nowych osób, zdobywaniu przyjaźni czy miłości. Ona nie widziała takiej potrzeby. Najbardziej liczyła się dla niej edukacja, bo to w niej widziała przyszłość. Po prostu.
Spojrzała na trenerkę, próbujac wywnioskować z jej tonu głosu czy mówiła prawdę, czy wyłacznie próbowała ja pocieszyć. Ostatecznie jednak postawiła na to drugie i spuściła wzrok, jakby wstydzac się swojej niezdarności. Jeszcze gdyby odniosła tę ranę podczas walki o piłkę, byłaby w stanie przyjać słowa Erin bez poczucia beznadziejności i może nawet nie czuć się jak ostatnia pokraka. Ale ponieważ prawda była taka, że dostała z łokcia w nos tylko przez swoja nieuwagę oraz ślamazarność, potraktowała to "starałaś się" jak pełne politowania poklepanie po głowie. Westchnęła, niepewnie odsuwajac ręce od twarzy. Krew, która przed chwila przeciekała jej pomiędzy palcami, na wpół zaschła, na co Mavourneen skrzywiła się z odraza. Fuj, fuj, fuj. Obrzydlistwo. Wytarła dłonie w czarna koszulkę, która zamierzała zdjać oraz szczelnie zapakować w jakiś worek zaraz po wejściu do szatni. Byleby tylko mieć jak najmniej do czynienia z brudem.
Lekko przecierajac nos i pozbywajac się tym samym resztek zaschniętej krwi, spojrzała na zaangażowane w grę koleżanki, które radziły sobie o niebo lepiej, gdy nie było jej na boisku. Nawet nie odczuła z tego powodu żadnego żalu. Przynajmniej w ten sposób mogła się im przydać.
- Ciamajda ze mnie - powiedziała nagle, bawiac się rabkiem zabrudzonej koszulki. - Nie znalazłaby pani jakichś ćwiczeń dla upośledzonych ruchowo? - zadajac to pytanie, ani trochę nie żartowała. Naprawdę czułaby się o wiele lepiej, gdyby mogła robić coś innego niż wszyscy, byleby tylko nikomu nie zawadzać. Nie dość, że jej samej byłoby z tym swobodniej i spokojniej to pewnie reszta grupy również nie miałaby powodów do narzekań. Nareszcie mogliby normalnie ćwiczyć, nie przejmujac się niezdarna Mavourneen, która miała trudności nie tylko z przyjęciem piłki, ale także z odbiciem jej w odpowiedni sposób, podaniem do właściwej osoby (a nie do przeciwnika, jak jej się zdarzało) czy rzuceniem do kosza. I o ile w przypadku jakiegokolwiek innego przedmiotu przejęłaby się swoja nieudolnościa bardziej, tak wiedziała, że w tym przypadku niewiele mogła zrobić. Spryt czy zwinność nie były czymś, czego można się ot tak nauczyć.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Erin Ainsley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-10, 12:58   

Wydawać by się mogło, że jedynie na przedmiocie, jakim jest wf, można sobie pozwolić na większa współpracę w zespole. Jeśli chodziło o przedmioty, których uczono w salach, uczniowie zamieniali się w indywidualistów, próbujacych dostać się na sam szczyt szkolnej listy prymusów. Bo prestiż, dodatkowe punkty przy okazji przyjęcia na uniwerek i tak dalej. Wszystkie chwyty dozwolone. Co prawda, urzadzano czasami ćwiczenia w grupach, jednak gdy dobiegały one końca, każdy zajmował się soba i swoimi ocenami. Jedyny plus był taki, że w mniejszych szkołach konkurencja wydawała się mniej liczna.
- Nie na tym to polega - pokręciła głowa, lekko rozbawiona tak bezpośrednim pytaniem. - Chociaż, podobno szachy to też sport, może mogłabyś się w tym wykazać?
Uniosła brwi, posyłajac licealistce pytajace spojrzenie. Mogłaby nawet specjalnie poświęcić kilka zajęć na ten jakże ekscytujacy sport, zwiazany z figurami, przesuwajacymi się po szachownicy. Chciała w tym roku nieco urozmaicić ten przedmiot, no bo ile można rzucać piłkę i siedzieć na ławce, będac zadowolonym z odbębnionych godzin, ujętych w programie. Dzieciaki musiały się rozwijać na różnych polach, nie wszyscy lubili grać w siatkę, w nogę, za to mieli predyspozycje do innych konkurencji. Po co się ograniczać?
- Ale przy okazji muszę cię rozczarować, bo w przyszłym tygodniu będziemy skakać przez kozła - cóż za pasjonujace ćwiczenie! Erin zawsze dostawała z tego szóstki i jednocześnie spogladała z chamskim rozbawieniem na osoby, którym nigdy nie udało się przeskoczyć na drugi koniec przeszkody. Niestety, niektóre rzeczy były nieuniknione. Nie mogła zmieniać całego systemu, żeby dostosować się do kilku osób, radzacych sobie gorzej od reszty. To tak, jakby pani od matematyki uznała, że nie pójda z materiałem dalej, dopóki cała klasa nie dostanie przynajmniej czwórki z ostatniej kartkówki. Niestety.
Sięgnęła do tyłu, żeby chwycić za niewielki notatnik, w którym miała listę uczniów i program zajęć, niestety, zawadziła tym cholernym łokciem o kubek z ciepła zawartościa. To się doigrała. Automatycznie złapała kubek, ochlapujac sobie rękaw goracym napojem, jednak połowa herbaty i tak została brutalnie rozlana. Przyciagnęła tym samym uwagę reszty uczniów, odbijajacych piłkę. Zdaje się nawet, że słyszała ciche chichoty.
- Kurr… cholera - warknęła pod nosem, przygladajac się pokaźnej plamie, wsiakajacej w ziemię, pod ławka. Przynajmniej notatnika sobie nie zachlapała.
Syknęła przeciagle i przyjrzała się wilgotnemu rękawowi. Trochę się oparzyła, ale bardzo minimalnie. Nie trzymała w kubku wrzatku. Ładnie, pierwsze zajęcia i pierwsza wpadka. Mav nie była sama w tym przypadku!
- Chyba też powinnam sobie znaleźć zajęcie dla upośledzonych ruchowo - skrzywiła się, podwijajac rękaw, potraktowany herbata. Trzeba było sobie zrobić kawę zamiast herbaty, od razu by się obudziła, oszczędzajac sobie powolnych, niezdarnych ruchów. Każdemu się przecież zdarza. Nawet takiej Erin. Kto by pomyślał.
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-09-11, 19:05   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Mavourneen chyba mimo wszystko wolała sporty indywidualne. Wtedy przynajmniej, kiedy nie szło jej tak jakby tego chciała, nie czuła się winna i odpowiedzialna za porażkę całego zespołu. No i mniej się stresowała, co również w jakiś sposób przekładało się na jakość jej zaangażowania w zajęcia. Przykładowo gra w tenisa stołowego lub badmintona szła jej o wiele lepiej niż siatkówka czy koszykówka. Co prawda nie na tyle dobrze, aby Shiveley czuła się ze swoimi umiejętnościami pewnie, ale i tak było nieźle.
- Myślę, że szachy byłyby o niebo lepsze - stwierdziła szczerze i uśmiechnęła się, nie do końca pewna tego, czy Erin pytała na serio, czy nie do końca. Właściwie wszystko byłoby o niebo lepsze od robienia za ofiarę na środku boiska i zbierania litościwych badź rozdrażnionych spojrzeń koleżanek z grupy, ale w momencie, kiedy ta myśl przyszła jej do głowy, postanowiła ugryźć się w język. Czuła przed nauczycielami respekt, który nie pozwalał jej na to, aby otworzyć się przed nimi w aż takim stopniu. Zreszta podejrzewała, że wcale nie musiała tego mówić. Erin, widzac jej poczynania w trakcie lekcji wychowania fizycznego, z pewnościa potrafiła wysnuć odpowiednie wnioski samodzielnie.
Skakać przed kozła? Mavourneen miała ochotę jęknać z niezadowoleniem i jedyne, co ja przed tym powstrzymało to fakt, że nadal rozmawiała z nauczycielka, a nie z koleżanka. Ale... no naprawdę. Skakanie przez kozła? Co to w ogóle za ćwiczenie? Czemu ono służyło? Pomijajac uprzykrzanie życia uczniom oczywiście.
- Ojej... - wymamrotała, a potem odkaszlnęła i spojrzała na trenerkę niewinnie. - Nagle jakoś gorzej się poczułam. Chyba w przyszłym tygodniu będę chora - w sumie nie kłamała tak bardzo; naprawdę kiedy Erin wspomniała o tym konkretnym ćwiczeniu, niespodziewanie poczuła się jakoś tak słabiej. Jak gdyby uszło z niej całe życie, w zamian pozostawiajac chęć zakopania się pod kołdra i przespania kolejnego miesiaca. Co najmniej. Ostatecznie jednak wyprostowała się i wzruszyła ramionami, posyłajac trenerce uśmiech, który mówił: no trudno, przeżyję. Bo tak naprawdę nie zamierzała specjalnie rozchorowywać się wyłacznie na tę okazję. Byłoby szkoda marnować w ten sposób pieniadze matki i dziadków, których i tak czasami nie wystarczało. Zreszta Shiveley wychodziła z założenia, że zaangażowanie w zajęcia było ważniejsze niż to, jak sobie w ich trakcie radziła. Gdy próbowała, przynajmniej nie przyjmowała kompletnie lekceważacej postawy.
Nawet nie zauważyła nadchodzacej katastrofy. Może gdyby patrzyła na Erin oraz jej ruchy zamiast obserwować grę reszty dziewczyn, zdażyłaby jakoś temu zapobiec. Niestety nie była na tyle uważna. No trudno, stało się. Nawet najlepszym czasami przytrafiała się jakaś wpadka. Ainsley była tego przykładem!
- Eeem... - wymamrotała, patrzac na Erin niepewnie. - Przynieść pani jakieś chusteczki? Albo... coś takiego? - W sumie nie wiedziała co mogłaby w tej sytuacji zrobić, bo plecak ze wszystkimi rzeczami został w szkole. I o ile zawsze starała się mieć przy sobie paczkę chusteczek higienicznych ze względu na wrażliwość na brud, dół jej stroju do ćwiczeń nie posiadał żadnych kieszeń, w wyniku czego Mavourneen musiała radzić sobie bez tego. Ale gdyby trenerka tego potrzebowała, pewnie poleciałaby do wnętrza budynku po coś, co mogłoby jej w tym przypadku pomóc.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Erin Ainsley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-13, 23:19   

Z tymi szachami mówiła jak najbardziej serio. Sama potrafiła się odnaleźć zarówno na boisku, jak i wśród ksiażek, więc czemu by nie zmusić kilku pełnoetatowych sportowców do wysilenia mózgów? Nie byli w Ameryce, tutaj futboliści niekoniecznie posiadali ptasie móżdżki. Tym bardziej, że Anglicy mieli swój własny sport, niezwiazany z podłużna piłka. Nie żeby uważała futbolistów za głabów, w końcu sama wybierała się na mecze tej jakże amerykańskiej dyscypliny. Trochę po to, aby móc się gdzieś wyrwać, a przy okazji spędzić czas ze swoja dziewczyna. Do tej pory trzymała w swoim pokoju piłkę, która złapała kiedyś na trybunach. Gdyby miała na niej autografy odpowiednich zawodników, mogłaby ja nawet wystawić na aukcję. Mimo, że nie była sentymentalna, wolała zachować ja dla siebie. Na pamiatkę tamtego wieczoru.
Zdaje się, że wszystkie ćwiczenia zarówno w podstawówce jak i liceum, miały w zamierzeniu zachęcić młodzież do aktywnego spędzania czasu. Tyle, że ci którzy nie lubili spotu, raczej się do niego nie przekonaja również na zajęciach, organizowanych przez szkołę. Wypadali wtedy gorzej przed reszta rówieśników, byli wybierani na końcu, przy formowaniu drużyn. Czuli się gorsi i w ogóle zbędni. To tylko zniechęcało ich do jakiekolwiek rozwoju w tym kierunku. Z reszta, kiedyś dzieciaki znacznie częściej wychodziły w czasie wolnym na boisko, cały wieczór spędzajac na grze, badź zabawie w berka. Teraz tak naprawdę większość spraw można było załatwić bez ruszania się z kanapy. To tym bardziej nie sprzyjało zachęcaniu nastolatków do ruchu. A na co to komu? A po co? Może to był skutek uboczny rozwoju cywilizacyjnego? Ludzie stawali się coraz bardziej wygodni.
Zmierzyła uczennicę wzrokiem, doskonale wiedzac, co się kryje pod tymi słowami. Ainsley nie zdarzało się symulować, ale czasami opuściła dzień w szkole, bo tak. Wzorowa frekwencja poszła w zapomnienie. Za czasów podstawówki może i jej pilnowała, ale im była starsza, pozwalała sobie na więcej. Szczególnie, gdy była w drużynie cheerleaderek i czasami traktowano ja ulgowo. W końcu reprezentowała szkołę również na zewnatrz, przy rywalizacjach z innymi drużynami. Pisała niektóre testy w innych terminach, zrywała się z zajęć, bo akurat mieli ‘próby generalne’ albo wyjazdy. Teraz nie mogła sobie od tak wyjść, zostawić licealistów samych sobie. Nie chciała przecież stracić tej posadki. Co innego mogłaby robić w tej mieścinie, co wiazałoby się ze sportem?
- A może jednak za tydzień zrobimy szachy? - rzuciła, niby od niechcenia, wzruszajac lekko ramionami. Nie musiała się koniecznie bawić w harmonogramy. Pewnego dnia wyjdzie ze swojego gabinetu razem z kubkiem kawy (na razie ma uraz do herbaty) i oznajmi, że: niespodzianka, dzisiaj będa robić jogę, albo ćwiczenia relaksacyjne. Bo tak. Zdaje się, że te krótkie powiedzenie powinno być jej mottem życiowym.
- W porzadku, mam je - mruknęła w odpowiedzi i rzeczywiście wyciagnęła z kieszeni bluzy paczkę chusteczek (która przecież wcześniej wyciagała w kierunku Mav, ale ktoś nie ogarnał, hyhy)
Pieprzony Taylor. Chyba rzeczywiście zgubił się po drodze. No cóż, powinien wrócić przed rozpoczęciem kolejnej godziny zajęć. Jeśli się nie pospieszy - jego problem.
Erin spojrzała sceptycznie w górę, widzac nadciagajace, ciemniejsze chmury.
- Chyba będzie padać - mówili wszyscy codziennie, mieszkajac w Anglii.
Moga sobie jeszcze trochę posiedzieć, na razie nie kropiło. Jedne słońce zostało zasłonięte nieco dłużej. Zupełnie, jak przed pojawieniem się dementorów.
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-09-15, 01:07   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Jej również szachy całkowicie by pasowały. Kiedy przyjechała do Brentwood i nie miała tutaj żadnych znajomych (nie żeby teraz mogła pochwalić się spora grupka przyjaciół), zazwyczaj spędzała popołudnia wraz z dziadkiem, który wytłumaczył jej zasady, a potem spędził wiele godzin na próbach uczynienia z niej prawdziwego mistrza szachów. Co, tak nawiasem mówiac, nie do końca mu się udało, ale hej, Shiveley przynajmniej ogarniała podstawy!
Gdyby nie te wyrażajace pożałowanie spojrzenia koleżanek z grupy, Mavourneen może i lubiłaby zajęcia wychowania fizycznego. Bieganie, ganianie za piłka, męczenie się - to wcale nie sprawiało jej problemu. Wręcz przeciwnie - gdyby miała szansę robić to w samotności albo w towarzystwie osób, które dorównywały jej nieporadnościa, być może nawet uwielbiałaby spędzanie czasu w taki sposób. Ale tutaj, będac otoczona przez dziewczyny, które można określić jako wysportowane oraz zwinne, czuła się niczym kula u nogi. Po prostu. I nieważne jak bardzo się starała, nieważne jak uparcie próbowała odbić tę cholerna piłkę tak, aby przeleciała przez siatkę i nie wyszła poza pole, jej wysiłki i tak zawsze spełzały na niczym. Może to przez wrodzony brak umiejętności, a może przez stres, który zjadał ja za każdym razem, kiedy wchodziła na boisko. Wiedziała, że była okropna w te klocki, wiedziała, że nie nadawała się do sportu. A jednak jak tylko zauważała spojrzenia rówieśniczek, bladła na sama myśl, że mogłaby usłyszeć to wszystko z ich ust.
Uśmiechnęła się nieznacznie, słyszac niby beztroski ton trenerki. Wygladało na to, że pomysł z naumyślnym złapaniem choroby jednak nie przejdzie tak łatwo. Szkoda.
- To da mi pani znać na kiedy się przeziębić? - zapytała niewinnie i uśmiechnęła się wesoło, co natychmiast przypłaciła nieoczekiwanym, krótkim bólem w okolicy nosa. Postanowiła potraktować to jako znak od losu, że nie powinna była przekraczać granicy w typowych stosunkach pomiędzy nauczycielem a uczniem. I że kolejnym razem zamiast powiedzieć coś głupiego, należało jednak ugryźć się w język. Chociaż w sumie ugryzienie w język wcale nie bolało mniej. No cóż, trzeba będzie się jeszcze nad tym zastanowić.
Nie zauważyłam tego o chusteczkach, bo jestem głupim debilem (takie combo) i mam spaghetti zamiast mózgu. Ale w sumie dobrze, że Erin miała je przy sobie i Mavourneen nie musiała fatygować się po nie do szkoły, bo zapytała tylko i wyłacznie z nauczonej przez matkę grzeczności. Gdyby okazało się, że jednak musiałaby odbyć krótki spacerek w kierunku budynku liceum, pewnie uczyniłaby to bez słowa sprzeciwu, lecz jej leniwa dusza wiłaby się pod wpływem tak ogromnego wysiłku w rozpaczy i ogólnej agonii.
- Chyba tak - przytaknęła, zadzierajac głowę i spogladajac w stronę nieba. Jak na jej oko to wygladało tak samo, jak codziennie, ale kompletnie nie znała się na pogodzie, więc postanowiła nie wtracać swoich watpliwości. Meteorolog z niej żaden.
Pomachała przez chwilę nogami, uważnie śledzac kształt okrytych dresowym materiałem łydek i zaokraglonych kolan. Pewnie jakakolwiek inna dziewczyna skomentowałaby ten widok pełnym odrazy spojrzeniem (badź co badź, Mavourneen nie należała do najszczuplejszych), ale ona... no cóż. Ona nie. Wyglad stanowił ostatnia rzecz, która ja interesowała.
- Czy z pani mama wszystko w porzadku? - zapytała nagle, teraz przypatrujac się białym adidasom, które w niektórych miejscach były już pozacierane i przybrudzone. - Przepraszam, że pytam. Po prostu... hm... Wydawała się bardzo miła i... no, ale nie musi mi pani odpowiadać, przepraszam. - Potrzasnęła głowa, nadal nie zwracajac spojrzenia ku Ainsley. Czuła się trochę niczym intruz, który naruszył czyjaś strefę prywatności i żałowała, że w ogóle rozpoczęła ten temat. Oczywiście nie kłamała - kiedy ostatnim razem, w trakcie wakacji, widziała Erin w towarzystwie jej matki, kobieta naprawdę wydała jej się sympatyczna, nawet pomimo tego, że zamieniła z nia wyłacznie lakoniczne przywitanie. W tamtym momencie jednak najchętniej cofnęłaby swoje niefortunne słowa, poprzestajac na pogaduszkach odnośnie pogody. Tak byłoby bezpieczniej.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Erin Ainsley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-16, 02:10   

Mogłoby się wydawać, że Erin była złotym dzieckiem, zdolnym do rozwinięcia się niemal w każdej dziedzinie, jednak szachy wydawały się twardym orzechem do zgryzienia. Znała podstawy, za to trudno było jej się wczuć w sytuację przeciwnika. Zwykle myślała przede wszystkim o swojej perspektywie. Dlatego też nie sprawdzała się za bardzo w roli pocieszycielki. Była tak skupiona na rozwijaniu swojego punktu widzenia, samej siebie, że potrafiła pomijać resztę. Ostatnio to się zmieniło, nie tylko ze względu na wyjazd do Stanów, Jude, ale i przez sytuację, zwiazana z matka. Nie mogła już myśleć przede wszystkim o sobie. Po za tym, nie chciała tego robić. Czuła potrzebę poprawienia losu swoich najbliższych. Zdaje się, że wyjazd z USA był elementem przełomowym w jej życiu. Z gwiazdy drużyny cheerleaderek stała się na nowo szara osoba, jedna z wielu, zamieszkujacych niewielkie miasteczko w pochmurnej Anglii. Mimo to, zamierzała iść naprzód, bez większego bólu. Gdyby zaczęła się nad soba użalać, tym bardziej nie pomogłaby matce.
- Zastanowię się, to dosyć poufne informacje - odpowiedziała, również lekko się uśmiechajac. Przecież nie może zmusić każdego do przychodzenia na zajęcia i wykonywania konkretnych ćwiczeń. Taki potencjalny buntownik dostawał w nagrodę najniższa ocenę i... tyle. Jeśli jej nie poprawił to miał kłopoty. Trochę przypał mieć rok w plecy przez głupi wf.
Zabawne, że siedziała na tej samej ławce, na której wiazała buty podczas szkolnych treningów, kilka lat temu. Tyle, że teraz była starsza i to do niej banda nastolatków zwracała się per proszę pani. Paranoja. A może mimo wszystko to dobrze, że nie mylili ja z jedna z koleżanek, mijanych na korytarzu? Kiedyś, za czasów szkolnych śmiała się z rówieśniczki, której młodsze roczniki mówiły dzień dobry, przechodzac obok. Teraz w pewnym stopniu sama mogła wcielić się w jej skórę. Całe szczęście, nie była pełnoprawnym nauczycielem. Nie takim, co to musi pisać na tablicy, brać do odpowiedzi i sprawdzać stosy kartkówek. Nie miałaby do tego zbyt wiele cierpliwości.
Po uwadze odnośnie pogody, zaczęła wycierać poszkodowana rękę chusteczka. Rzuciła ja następnie w kierunku stojacego niedaleko śmietnika. Trafiła w sam środek, no cóż za niespodzianka. Zazwyczaj nie miała większych problemów z celnościa. Jakby nie patrzeć, przed chwila zepchnęła łokciem kubek z herbata. Tyle, że to była sytuacja wyjatkowa. To jej się nie przytrafiało na co dzień. Spadek ciśnienia czy coś.
Zmarszczyła odrobinę brwi, ale nie był to gest, zdradzajacy niezadowolenie w zwiazku z przytoczonym tematem. Świadczył raczej o tym, że przetwarzała w myślach poszczególnie zdania, zastanawiajac się tym samym nad doborem odpowiednich słów. Przygryzła dolna wargę, przenoszac wzrok z dziewczat, biegajacych za piłka na uczennicę, siedzaca obok.
- W porzadku - powiedziała w końcu, - O ile w ogóle można tak powiedzieć o kimś, kto nie może samodzielnie funkcjonować. Ale radzi sobie, pomimo tej przypadłości… robi postępy.
Wydawała się czasami przygaszona, a radosne iskierki w oczach, które towarzyszyły jej od kilku lat, lekko przygasły. Latynoski temperament objawiał się niespodziewanymi wybuchami frustracji, ale teraz było już lepiej. To poczatek wydawał się istnym koszmarem, gdy Erin budziła się w środku nocy, słyszac krzyk Giselle, pełen żalu i wewnętrznego bólu. To smutne, że tak energiczna niegdyś kobieta zamieniła się w zaledwie cień tego, kim była dawniej.
- A z twoja wszystko ok? - odbiła piłeczkę, bo wiedziała, że matka dziewczyny również zmaga się z pewnymi problemami. Zdaje się, że kiedy członek rodziny zapadał na pewna chorobę, miała ona wpływ na całe najbliższe otoczenie.
- To jest, coś poważnego, prawda? - nie wiedziała, na jak wiele może sobie pozwolić, żeby czasami nie naruszyć strefy komfortu licealistki. Nie każdy nastolatek lubił rozmawiać na takie tematy. Ciężkie znaczy się. Z reguły było na odwrót.
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-09-18, 00:09   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Na słowa Erin odnośnie przekazania informacji na temat dnia, w którym miało odbyć się skakanie przez kozła, tylko uśmiechnęła się i potrzasnęła głowa. Tak naprawdę nie miała zamiaru rezygnować z zajęć (niezależnie od tego jakie tortury miały zostać w ich ciagu przeprowadzone), ale i tak poczuła się nieco lżej (a może nawet radośniej?) po tej konkretnej wymianie zdań. Tak jakby uzewnętrznienie niechęci do zajęć wychowania fizycznego miało jakiś zbawienny wpływ na jej samopoczucie.
Przez chwilę bała się, że pytanie, jakie zadała trenerce, zostanie odczytane jako wścibskość albo brak taktu. Co prawda miały już szansę porozmawiać na ten temat, ale znajdowały się wtedy w zupełnie innych okolicznościach. Tymczasem teraz przesiadywały na terenie szkoły i być może podjęta przez Mavourneen rozmowa mogła zostać odebrana w negatywny sposób. Wygladało jednak na to, że Erin nie odebrała tego w taki sposób, wobec czego Shiveley odetchnęła z ulga.
- To... to dobrze, prawda? - zapytała cicho i uśmiechnęła się lekko. - Że robi postępy - sprostowała, bo w sumie poprzednie słowa były tak niedokładne, że mogły odnosić się do jakiejkolwiek części wypowiedzi Erin. A byłoby słabo, gdyby Ainsley zrozumiała je jako odniesienie do fragmentu o tej niemożności samodzielnego funkcjonowania.
- Hmm... powiedzmy. - Wzruszyła ramionami. Ilekroć w grę wchodził temat pani Shiveley, Mavourneen rzadko kiedy miała do powiedzenia coś nowego. Jej przypadek był jednostajny, po prostu.
Na pytanie Erin, Mavourneen podrapała się po karku ze zmieszaniem. Czy jej mamie istotnie dolegało coś poważnego? Z jednej strony, biorac pod uwagę jej stan zdrowia oraz możliwości, które zazwyczaj kończyły się na wstawaniu z łóżka w celu pójścia do toalety, można by uznać ja za wyjatkowo ciężki, niezdatny do życia przypadek. Ale z drugiej... to nie tak, że z depresja nie dało się żyć. Wystarczyły odpowiednio dobrane lekarstwa oraz psychoterapia, aby pomimo choroby prowadzić normalne, spokojne życie. Niestety żeby to się stało, trzeba było przede wszystkim chcieć. A matka Mavourneen, mimo ogromnego zaangażowania córki, uparcie pozostawała w tym samym, martwym punkcie już od kilku dobrych lat.
Westchnęła i spuściła wzrok.
- To coś, z czym mogłaby normalnie żyć, gdyby tylko pozwoliła sobie pomóc - odpowiedziała w końcu, szurajac nogami o ziemię. Nie czuła się specjalnie komfortowo, opowiadajac o swojej matce komukolwiek, więc teraz, zwierzajac się z problemów osobistych komuś, kto nawet nie był jej bliski, odnosiła wrażenie, że niżej już upaść nie mogła. Chociaż z drugiej strony... biorac pod uwagę fakt, iż tak naprawdę nie miała żadnych zaufanych przyjaciół, taki stan rzeczy zapewne nie powinien był jej dziwić.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Erin Ainsley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-19, 19:12   

Wolała utrzymywać niektóre sprawy w prywatnej strefie, jednak trudno byłoby zachować cała tę sytuację z matka jedynie dla siebie i najbliższego otoczenia, jakim była rodzina. Nie znosiła ciekawskich spojrzeń ludzi. Zupełnie, jakby pierwszy raz widzieli człowieka na wózku. Zdaje się, że była przeczulona na ten konkretny, oceniajacy wzrok, świdrujacy tył głowy. Raz widziała oniemiałe twarze publiczności na widowni, obserwujacej występy jej drużyny, innym razem napotykała zupełna odwrotność. Szczególnie, odkad wróciła do Brentwood. Współczucie? Nie potrzebowała go. Nie chciała się od tego uzależniać.
- Prawdopodobnie nie będzie tak samo sprawna, jak kiedyś… w najlepszym wypadku będzie chodzić o kulach - nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić czy to dobrze.
- Niektórzy ludzie uważaja, że wcale nie potrzebuja pomocy - zmarszczyła lekko brwi, przybierajac nieco poważniejszy ton. Poniekad doświadczyła tego na własnej skórze, wiedziała przez co przechodziła w przeszłości jej dziewczyna. Nie wyobrażała sobie tego, aby własna matka czy ojciec mogli podnieść na nia rękę. To było takie abstrakcyjne, ale w rzeczywistości całkiem realne. Po prostu Erin pochodziła z mniej szkodliwego środowiska. Ba, praktycznie idealnego, chyba, że o czymś nie wiedziała. W niektórych sytuacjach nie wiedziała, jak zareagować. Nie odczuwała jako takiej empatii, bo nie przejmowała się bólem wewnętrznym. Przychodził i mijał, nie trzymała go przy sobie za wszelka cenę, był on zupełnie zbędny.
- Słyszałam, że grupy wsparcia czasami pomagaja… ale zdaje się, że musiałabyś namówić mamę, aby przynajmniej spróbowała się tam pojawić. Nie wiem co więcej mogłabym ci powiedzieć…
Przypadek, dotyczacy pani Shiveley wydawał się zupełnie inny od tego, z którym borykała się Giselle. Jej matka chciała wyjść na prosta… miała motywację, jednak czasami odczuwała zbyt wiele emocji na raz.
Wolała nie powtarzać dziewczynie, że „będzie dobrze”, wkrótce się jakoś ułoży… mogło się wcale nie ułożyć. Puste zapewnienia nic nie gwarantowały. Najważniejsze były podejmowane czynności, jednak, skoro starsza Shiveley nadal nie potrafiła znaleźć w sobie motywacji do wyjścia z dołka, trwała w niezbyt dobrym położeniu. Żeby nie powiedzieć - beznadziejnym.
Powstrzymała się przed pokrzepiajacym położeniem dłoni na ramieniu uczennicy. Wyszłoby to dosyć niezręcznie, była jej nauczycielka, a nie przyjaciółka. Ba, nie nie pełniła nawet funkcji wychowawcy. Chociaż, może kiedyś to się zmieni.
Niespodziewanie na boisku wywiazała się kłótnia. Dwie dziewczyny zaczęły wyrzucać z siebie agresywnie słowa, przy czym jedna z nich popchnęła rówieśniczkę. Druga nie pozostawała jej dłużna, przymierzajac się do kopnięcia w kolano.
Erin sięgnęła po gwizdek.
- Hej! - warknęła na towarzystwo ze swojego miejsca na ławce. Dziewczyny jedynie fuknęły w swoim kierunku kilka słów, ponownie zajmujac wyznaczone pozycje.
- One tak zawsze? - zwróciła się do Mavourneen, rzucajac jej przelotne spojrzenie, aby ponownie zatrzymać wzrok na reszcie uczniów. Zdaje się, że za jej czasów panowała lepsza dyscyplina. Przynajmniej tym razem Jess, która wcześniej traciła Shiveley z łokcia, nie była inicjatorka tej przepychanki. I tak się z nia rozliczy po zajęciach.
Jakby tego było mało, na teren szkoły przypałętał się niewielki piesek bez obroży, przykuwajac tym samym uwagę reszty licealistów. Brunetka zmrużyła nieznacznie oczy, przygladajac się zwierzakowi, wbiegajacemu na boisko. Zdaje się, że będzie musiała zainterweniować. To jest dopiero plot twist. Taylor nagle znika, dziewczyny się kłóca, Mav dostaje w nos, Erin wylewa herbatę, pies przychodzi w odwiedziny. Dzień pełen wrażeń.
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-09-21, 14:51   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Och, skad Mavourneen znała te oceniajace spojrzenia, niezręczne pytania czy dziwne milczenie, które zapadało, ilekroć podczas rozmów z rówieśnikami wyciagany był na wierzch temat rodziców, o których ona sama nie mogła zbyt wiele powiedzieć? Ojciec - zapijaczony tyran, który na szczęście nie chodził już po tym świecie, matka - obwiniajaca się za jego śmierć, pograżona w depresji kobieta, do której nijak nie można było dotrzeć. Większość kolegów czy koleżanek z tego samego roku, kiedy już jakimś cudem dowiadywali się o panujacej w domu Mavourneen sytuacji, patrzyli na nia co najmniej tak, jak gdyby została całkowicie osierocona. I chociaż przez spora ilość czasu Shiveley istotnie czuła się w ten sposób, ich współczucie oraz pożałowanie nie były jej do niczego potrzebne. Sama dobrze zdawała sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji. Sama widziała, jak bardzo jej najbliższa rodzina odbiegała od typowego, przykładnego obrazu normalnej, spokojnej familii. Pełne politowania spojrzenia innych ludzi badź ich pozornie współczujace komentarze niczego nie zmieniały. Ba, sprawiały wręcz, że Mavourneen czuła się jeszcze gorzej z tym, w jak bardzo wybrakowanym środowisku przyszło jej dorastać oraz żyć.
Pokiwała głowa na przekazane przez Erin informacje. Nie wiedziała zbyt wiele o przypadku jej mamy, posiadała jedynie szczatkowe informacje, ale to było wystarczajace, aby zrozumiała, że stan pani Ainsley nie był dobry. Mimo to... świadomość, iż Giselle żyła i każdego dnia próbowała funkcjonować tak, jak reszta ludzi, wydawała się Mavourneen optymistyczna. Oczywiście nigdy w życiu nie podzieliłaby się swoimi przemyśleniami z Erin, ponieważ dla niej obecny stan matki musiał być niesamowicie ciężki do zrozumienia oraz zaakceptowania. Miała jednak nadzieję, że trenerka zdawała sobie sprawę z tego, jakie szczęście miała, mogac codziennie patrzeć na swoja mamę i żyć wraz z nia jeszcze przez jakiś czas. Bo chociaż z pewnościa opieka nad nia niekiedy była bardzo wyczerpujaca, Mavourneen uważała, że każda ciężka sytuacja była do zniesienia, kiedy w grę wchodziło dobro ukochanej osoby.
- Wiem - powiedziała cicho, bo tylko na tyle było ja stać. Nie rozumiała dlaczego jej mama nie chciała dać sobie pomóc; spróbować podnieść się na nogi i zaczać wszystko od nowa, bez toksycznych osób w swoim najbliższym otoczeniu. Nie wiedziała, jak mogła tak po prostu zrezygnować ze swojego życia. Przekreślić wszystko, co miała. Każda osobę, która troszczyła się o nia i która kochała ja całym sercem. Przekreślić własna córkę. Mavourneen nie lubiła się za te myśli, bo wiedziała, że wszystko, co odczuwała pani Shiveley, było jej osobistym dramatem. Ale czasami... czasami może była egoistka. I w zwiazku z tym odczuwała przejmujacy żal na myśl, że akurat w momencie, gdy ich życie miało szansę ułożyć się na nowo, ona postanowiła zamknać się w swojej skorupie, pozostawiajac Mavourneen osamotniona i przestraszona.
- W porzadku. - Wysiliła się na uśmiech. W gruncie rzeczy Erin nie musiała mówić nic. Była tylko jej trenerka, zainteresowanie życiem uczniów nie leżało w obrębie jej obowiazków zawodowych. Istotny wydawał się sam fakt, że poświęciła chwilę na rozmowę z Mav o czymś, co wykraczało poza granice szkoły.
Podniesione głosy koleżanek z grupy przywróciły Mavourneen do pełni świadomości. Ze zmarszczonymi brwiami obserwowała, jak dziewczyny krzyczały na siebie, wypowiadajac ostre słowa. A kiedy jedna z nich popchnęła druga, Shiveley nagle się spięła i odetchnęła dopiero, gdy Erin szybko oraz pewnie zareagowała na cała sprzeczkę.
- Tylko na wfie - odpowiedziała po chwili. Nie miała zamiaru zabrzmieć złośliwie czy uszczypliwie - jej słowa były całkowicie zgodne z prawda. Zazwyczaj kiedy uczniowie stawiali się na tych konkretnych zajęciach, mieli nadzieję na rozładowanie emocji oraz pozbycie się rozpierajacej ich, młodzieńczej energii. Czasami jednak, kiedy angażowali się w grę za bardzo, po zakończeniu treningu wydawali się jeszcze bardziej rozjuszeni i zdenerwowani niż przed jego rozpoczęciem. Tak przynajmniej wynikało z obserwacji Mav.
Pewnie gdyby nie spojrzenie Erin, które powędrowało gdzieś na bok, Shiveley nawet nie zauważyłaby tego zbłakanego pieska, który niespodziewanie pojawił się na terenie boiska. Momentami rozkojarzenie mocno dawało jej się we znaki.
Zmarszczyła czoło, przygladajac się zwierzakowi, a potem przeniosła wzrok na trenerkę. Gdyby była tutaj sama, w te pędy podbiegłaby do pieska i spróbowałaby się o niego zatroszczyć, ale szkoła zdecydowanie nie należała do miejsc, w których Mavourneen czuła się najbardziej swobodnie.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5