Poprzedni temat «» Następny temat
Subway
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-25, 00:43   Subway
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-08-07, 00:51   

Głód bywa okropny. Zwłaszcza, gdy dopada człowieka w niespodziewanym momencie. Właśnie z czymś takim musiała zmierzyć się Lydia, która nie dość, że się nie wyspała to i zapomniała zjeść śniadanie przed wyjściem z domu. Nic dziwnego, że po jakimś czasie jej żoładek zaczał się upominać o jakiś posiłek. Była więc zdana całkowicie na łaskę ulic Brentwood i tego, co miały jej one do zaoferowania. Przynajmniej miała tyle szczęścia, że natknęła się w czasie swojej wędrówki na Subway. Zatrzymanie się tutaj nie wydawało się takim złym pomysłem.
Song sięgnęła do kieszeni swoich jeansów, gdzie znalazła kilka monet. Po przeliczeniu owych drobnych stwierdziła, że z pewnościa starczy jej na zamówienie sobie czegoś dobrego. Dlatego tym bardziej dziarskim krokiem wkroczyła do lokalu, by poprosić konstruktorkę kanapek o trzydzieści centymetrów pieczywa z kurczakiem teriyaki, sałata, ogórkami kiszonymi, pomidorem i czymś jeszcze zapewne. Po uiszczeniu zapłaty i odebraniu dwóch piętnastocentymetrowych kawałków kanapki ruszyła w kierunku wyjścia. Oczywiście po tym jak poświęciła większa uwagę jedzeniu to nie zauważyła, że właśnie ktoś również postanowił zawitać w knajpce. Zderzenie barkiem z kobieca postacia sprawiło, że zdobycz za kilka funtów wypadła z rak Lydii, która desperacko starała się ja złapać... Na próżno... Na podłodze lokalu znalazła się jedna połówka jej pysznego jedzonka oraz masa dodatków z jej drugiej części, a sama pani archeolog zaklęła najszpetniej jak tylko się dało w języku koreańskim. Dopiero potem spojrzała na człowieka, który stanał na jej drodze. Raczej nie była w najlepszym nastroju, a strata pożywienia nawet jeśli wynikało to z jej nieuwagi raczej nie polepszało sytuacji. Nawet nie chciała przeprosić kobiety, bo... może i wpadła na nia, ale to ona tu była poszkodowana!
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2017-08-07, 14:41   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


/ po Philippie Eilhart

Dreptała sobie po centrum, świeżo po spotkaniu z jednym z braci. Tym razem była nieco mniej podpita niż zwykle, starała się nie wzbudzać w rodzeństwie zbyt wielu podejrzeń odnośnie jej bliskiej przyjaźni z alkoholem, nawet jeśli wydawała się ona oczywista. Kiedyś musiała z tego wyjść, prawda? Chciałaby, ale cholera, trudne to było. Co innego mogłoby jej pomóc z pogodzeniem się z katastrofa, zrezygnowaniem z wymarzonego zawodu? Z tym, że jej najlepsza przyjaciółka wpadła pod koła samochodu i dostała w głowę tak mocno, że zapomniała o ich wspólnych przygodach? Nieszczęście goniło nieszczęście, a butelki z procentem na etykietce szybko zostawały opróżniane w jej towarzystwie. Zupełnie odruchowo, zapobiegawczo. Już i tak mocno jej się w życiu oberwało – dosłownie i w przenośni. Spinała się odruchowo na wzmiankę o specjalistach, bo nie była na takie coś gotowa. Jeszcze nie teraz.
Czujac w powietrzu zapach świeżego pieczywa z pobliskiej piekarni, pomyślała o tym, jak bardzo jest głodna. Razem z jednym z Aldridge’ów wypili jedynie dwa piwa smakowe w parku (oczywiście pod dębem, co by brzmiało bardziej poetycko). Jej brzuch domagał się jedzenia, a kanapka z Subwaya wydawała się całkiem niezłym śniadanio-obiadem.
Nim zdażyła dotrzeć do lady, zderzyła się z przechodzaca obok kobieta. Zacisnęła odruchowo zęby, jakby szykujac się do syknięcia kilku przekleństw. Zamiast tego, przyjrzała się uważnie delikwentce, próbujacej złapać pysznie wygladajaca kanapkę. Niestety, próba zakończyła się niepowodzeniem, co sprawiło, że na twarzy Rhei pojawił się grymas zawodu. Nikomu źle nie życzyła, szczególnie, jeśli chodziło o jedzenie.
- Auć - podsumowała wymownie, patrzac z zaniepokojeniem na martwego Pana Kanapkę, z wnętrznościami na wierzchu, zdobiacymi podłogę lokalu. Cóż za marnotrawstwo!
Przyjrzała się z bliska Azjatce i wydała jej się znajoma. Po bibliotece kręcili się różni ludzie, za to niektórzy wpadali częściej niż raz, gdy facetka od angielskiego kazała przeczytać na jutro Hamleta czy inny bullshit.
- Ciężki dzień? - to nie z jej winy kanapka rzuciła się na podłogę, popełniajac tym samym kanapkowe samobójstwo. Co złego, to nie ona!
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-08-07, 20:10   

Oj niektórzy od samego poczatku nie mieli zbyt przyjemnego dnia. O ile ktoś spokojnie mógł sobie wypić piwko pod dębem to inne osoby spędzały czas w nieco mniej poetycki sposób. Na przykład w pracy, bo oczywiście ktoś nie mógł czegoś znaleźć, a inna osoba coś zepsuła i trzeba to było jakoś naprawić. I oczywiście kto musiał się tym zajać? Oczywiście Song, bo w tym mieście nie ma nikogo z kwalifikacja odpowiednia do tego, by szukać kilku zagubionych papierków, które musiały się znaleźć na czyimś biurku z samego rana. I kiedy wydawało się, że już może być pięknie i w końcu dostanie dziś coś dobrego od życia to... kanapka musiała jej upaść. Noż, cholera jasna. Co jeszcze? Uśmierca jej ulubiona postać z Gry o Tron? Wtedy z pewnościa wyciagnęłaby w kierunku nieba rękę z wystawionym środkowym palcem. Po to, żeby potencjalny zarzadca tego ziemskiego padołu wiedział co myśli o tym, co jej zesłał.
Z drugiej strony to tak jakby była jej wina, że wpadła na kobietę i doprowadziła do śmierci kanapki. Przez chwilę wpatrywała się w nia tęsknie smutnym wzrokiem, zastanawiajac się nawet czy nie zastosować się do zasady trzech sekund. Niestety zanim podjęła decyzję minęło z dobre trzydzieści. W takim wypadku jedzonko było definitywnie stracone. Chociaż pewnie dzieci z Afryki by nim nie pogardziły w przeciwieństwie do dumnej Brytyjki.
- Auć - powtórzyła za kobieta, bo faktycznie inaczej tego się nie dało skomentować. Ten sam widok po prostu bolał. Gorszy musiał być jedynie obraz nędzy i rozpaczy przedstawiajacy zbita butelkę alkoholu. Całe szczęście tutaj jeszcze podobne sceny dantejskie nie miały miejsca. Zapewne wyłacznie dzięki temu, że ów lokal nie oferował napojów oprocentowanych.
- Ano - przyznała, gdy nieznajoma zapytała ja o ciężki dzień. A żeby wiedziała. Song po takim przeżyciu jak śmierć połowy swojego jedzenia była tak przybita, że nie miała nawet ochoty narzekać ani się wściekać. - A twój?
Dopiero, gdy oderwała wzrok od biednej kanapki i przyjrzała się nieco dłużej pani, w która weszła niestety w nieerotycznym tego słowa znaczeniu. Właściwie skadś kojarzyła tę mordkę. Z pewnościa gdzieś ja już kiedyś widziała, ale musiała wysilić nieco swoje szare komórki, by stwierdzić gdzie.
- Wygladasz znajomo... - mruknęła, grzebiac w otchłaniach pamięci, by znaleźć odpowiednie wspomnienie. - Czy ty mi przypadkiem nie wypożyczałaś Winckelmanna? - zapytała, gdy w końcu przypomniała sobie bibliotekarkę, u której jakiś czas temu wypożyczała kilka pozycji z dziedziny historii i archeologii.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2017-08-08, 16:47   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Wiele by dała za to, aby wrócić do swojej poprzedniej pracy, niestety widmo katastrofy cały czas się za nia wlokło. Wtedy najprawdopodobniej nie musiałaby tyle pić, bo pilot z procentami we krwi to murowany bilet na tamten świat. W tym wypadku, niemalże dosłownie. Kiedyś narzekała na służbowe, długie koszule poczatkowo niewygodne i odrobinę szorstkie. Teraz z chęcia by w taka wskoczyła, zostawiajac bibliotekę pod okiem kogoś bardziej odpowiedniego. Kogoś, kto nie mylił ksiażek o biotechnologii z tajnikami kamasutry.
Lydia sama rzucała się w otchłań rozczarowania, wybierajac spośród postaci Gry o tron swoja ulubiona. Wiadomo, że koniec końców i tak Valar Morghulis, więc lipa, krótko mówiac.
Gdyby kobieta od kanapki jednak zdecydowała się podnieść poturbowane jedzenie w celu konsumpcji, Rhea nie ukrywałaby zaskoczenia. Tak wyraźne respektowanie bułki, wypełnionej różnościami zasługiwałoby na pochwałę. Pomijajac cały zestaw skutków ubocznych, spowodowanych przez bakterie i zarazki z podłogi w lokalu. Kto wie, po czym łazili ludzie, przechodzacy po tej podłodze. Mimo wszystko, miłość do jedzenia wymaga poświęceń.
Widok zbitej butelki alkoholu być może był Rhei znany. Wiadomo nie od dziś, że to alkus był, więc mogła pewnego razy niechcacy uśmiercić wino, rozbijajac go zupełnie przypadkowo. Jak to leciało… Valar Morghulis x2? Najważniejsze, że później znajdowała drobne w kieszeni kurtki i mogła sobie przynajmniej postawić piwo w ramach rekompensaty. Chyba, że owe wino było angielskim odpowiednikiem amareny. Ta kobieta różne eksperymenty miała na swoim koncie… szczególnie, jeśli o alkohol się rozchodziło.
- Bywało lepiej - skwitowała, marszczac odrobinę brwi. Ostatnio przypominała obraz nędzy i rozpaczy znacznie wyraźniejszy, niż za czasów mieszkania ze stukniętymi rodzicami. Stoczyła się, tak.
Zamrugała oczami, próbujac zidentyfikować osobę Azjatki. Chodziło o bibliotekę, a tam nie kręciło się aż tak dużo osób. Coś tam jej w głowie świtało. Co prawda, papierowe ksiażki ponownie wracały do łask, a czytanie stawało się trendem hipsterskim, więc ludzi i tak było więcej, niż powiedzmy, dziesięć lat temu. Przynajmniej tak to wygladało w brentwoodzkiej bibliotece. Tak słyszała od starszej koleżanki po fachu... dziesięć lat temu była przecież w zupełnie innym miejscu.
- Bardzo możliwe - przytaknęła, chowajac dłonie do kieszeni. - Nie pomyliłam się wtedy, nie?
Może akurat jej się udało! Może powinna na serio pomyśleć o ograniczeniu picia w pracy… albo nie. Jej Motywacja kwiczała i leżała na podłodze, podobnie jak kanapka Lydii.
- Archeologia, prawda? - pstryknęła palcami, bo właśnie przypomniało mi się, że Rhea miała nadzwyczaj dobra pamięć. Przynajmniej alkohol nie zabił jeszcze wszystkich, szarych komórek.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-08-10, 17:31   

Generalnie życie potrafi być wielka suka i uniemożliwić człowiekowi posiadanie lub zdobycie tego, co naprawdę pragnał i trzeba było albo mocno walczyć lub też zadowolić się tym, co miało się pod ręka. Swoja droga jak można pomylić biotechnologię z kamasutra? Oczywiście obie nazwy brzmiały dla niewtajemniczonych obco, ale jakby nie patrzeć chyba jednak te dziedziny były sobie w jakiś sposób obce... Chyba, że to Lydia o czymś nie wiedziała.
To nie tak, że specjalnie wybrała ulubiona postać. Jakoś tak samo wyszło, że polubiła jedna z nich. Zreszta w pewien sposób pogodziła się już przy pierwszym sezonie z tym, że co chwilę ktoś będzie umierać także zbytnio nie przeżywała zgonów bohaterów tego serialu. Chociaż śmierć tej, która lubiła pewnie wprawiłaby ja tylko w gorszy nastrój.
Szczerze to aż takiego umiłowania do tej kanapki nie miała. Ani zaufania do ludzi, żeby uwierzyć w to, że podłoga była jakoś w miarę czysta. W ogóle większość argumentów była za tym by pozostawić te biedne zwłoki tak jak leżały lub podnieść je jedynie w celu uprzatnięcia. Ave atque vale. Spieszmy się kochać kanapki, bo tak szybko odchodza. Musiała jednak pogodzić się ze strata i jakoś ja przeboleć. Miała w końcu jeszcze druga połówkę, która jakoś ocalała.
Najsmutniejszym widokiem był chyba wypadek ciężarówki przewożacej piwo. Na pewno był na tyle wstrzasajacy, że aż niewierzaca Song się przeżegnała! Bo jakżeby to? Takie marnotrawstwo? Lepiej żeby się pół Rosji spaliło! W sumie nawet chciała zabrać kilka nienaruszonych butelek z miejsca zbrodni, ale to chyba byłoby lekka przesada. Z drugiej strony Valar Alcoholis! Ludzie pić musza i aby to zrobić niejednokrotnie posuwaja się do naprawdę dziwnych czynów.
- Znam to... - przyznała, bo szczerza jak już się wali to po całości. Niejednokrotnie było tak, że jej dzień zaczynał się cudownie, by potem krótko mówiac zjebać się najbardziej jak było to tylko możliwe.
Papierowe ksiażki to jedyne prawilne ksiażki! Chociaż np takich fanfiction to raczej nie wydaja w tomiszczach, a bywaja niejednokrotnie lepsze niż jakieś wydrukowane ścierwo. W każdym razie akurat Lydia zawsze wolała pójść do biblioteki niż zaaplikować sobie audio badź e-booka. Chociaż może to raczej kwestia wieku skoro urodziła się jeszcze w zeszłym stuleciu.
- Raczej nie miałaś okazji, bo sama przytachałam te ksiażki - zdobyła się nawet na lekki uśmiech, który posłała bibliotekarce. Więc jednak nie pomyliła się i faktycznie kojarzyła ja z komunalnego mieszkania dla ksiażek. Zreszta nie dziwota skoro zagladała tam nawet dosyć często.
- Zgadza się, archeologia. Przynajmniej ty pozwalasz mi na wypożyczanie pewnych ksiażek w przeciwieństwie do takiego starszego babska, które zawsze wyzywa, że mam z tych bardziej cennych zbiorów korzystać na miejscu - przyznała, bo faktycznie jedna z pracujacych kobiet raczej nie przepadała za Song i to ze wzajemnościa. W sumie kojarzyła jej się z jakimś strażnikiem więziennym, który tylko gnębi przebywajacych w przybytku ludzi.
- Lydia - przedstawiła się w końcu, wyciagajac rękę ku bibliotekarce, bo w sumie wypadałoby jakoś wymienić uprzejmości skoro nawet nie przeprosiła jej za to, że na nia wpadła.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2017-08-10, 22:50   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Aldridge miała to do siebie, że po wychyleniu butelki z alkoholem odstawiała ksiażki na jedna półkę noszaca nieoficjalna nazwę „od wszystkiego”, machajac następnie ręka, że przecież później je posortuje. Będac pod wpływem procentów nie potrafiła przełaczyć się na tryb układania alfabetycznego. Podczas swojej zmiany taki miała sposób na organizację i nikt, nawet podstarzała pani Krystynka, nie miał nic do gadania.
Całe szczęście, że sprzedawca podzielił Lydii kanapkę na dwie. Zupełnie, jakby przewidział tę sytuację. Oszukać przeznaczenie. Koniec końców w dłoni kobiety nadal pozostała część jedzenia. Może była to nawet ta większa połowa?
Wypadek ciężarówki z piwem tym bardziej wywołałby w Rhei masę emocji. Może nawet uroniłaby przy tym symboliczna łezkę? Swoja droga, Valar Alkoholis powinno być dewiza Aldridge’ów, a przynajmniej najstarszej z sióstr.
Zdażyła się już przyzwyczaić do przeciwności losu. Kiedyś hasała i biegała, teraz utykała na lewa nogę i przypominała bardziej ofiarę, niż kogoś z ambicjami. Obalała kolejne butelki z alkoholem, żeby przynajmniej w snach móc zasiaść za sterami samolotu. Niestety, czasami się on rozbijał. Czasami dosyć często.
- Stare próchno, stare myślenie, nic nie zrobisz - wzruszyła ramionami, nie kryjac się z tym, że jej starsza koleżanka z biblioteki wzbudzała niezbyt przyjazne odczucia. Można było pokusić się o stwierdzenie - towar przeterminowany. Jak się było takim typowym, wścibskim babskiem, czepiajacym się o każdy, najmniejszy szczegół, nic dziwnego, że ludzie za nia nie przepadali. Co innego za taka Rhea. Nie wygladała jak typowa bibliotekarka, bardziej przypominała zbuntowana jednostkę, odwiedzajaca bibliotekę tylko po to, aby gwizdnać parę cenniejszych egzemplarzy badź ogólnie puścić ten budynek z dymem. Nic bardziej mylnego. Może nie przypominała promyczka słońca, tryskajacego optymizmem, lawirujacego między regałami, ale potrafiła się dogadać z klientami. Wystarczyło wrzucić na luz, mówić nieco bardziej ludzkim językiem, w przeciwieństwie do słownictwa babci-bibliotekarki.
- Rhea, miło mi - uścisnęła jej dłoń, posyłajac kobiecie jeden ze swoich ujmujacych uśmiechów. No i jak tu jej nie lubić?
- Pozwolisz? - spojrzała sugestywnie na bar, dajac tym samym Azjatce do zrozumienia, że sama chętnie wtrzachnie jakaś kanapkę. - Dawno nic nie miałam w ustach. Jedzenia, znaczy się.
Tak na wypadek, gdyby Lydia opacznie ja zrozumiała. Drobny żarcik na dobry poczatek. Podjęła rozmowę z chłopaczkiem, wygladajacym na niewiele więcej niż dwadzieścia lat. Oby znał się na swoim fachu. Poinstruowała go odnośnie pieczywa i przeniosła wzrok na Lydię, prawdopodobnie stojaca gdzieś obok.
- Jak to z toba jest – pracujesz w szkole czy jesteś takim archeologiem-archeologiem, jak Lara Croft?
Imię też nosiła na L, przypadek? No więc właśnie.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-08-13, 17:33   

W sumie to tak też można. Tylko, żeby potem ta półka do wszystkiego nie była bardziej zapełniona niż cała reszta biblioteki. Dlatego od czasu do czasu wypadałoby uprzatnać to, co się tam znalazło i potem opierdzielać się przez kilka dni. Zreszta alfabet to jeszcze przejdzie, bo jednak tego się uczy w podstawówce, ale ogarnać taka klasyfikację dziesiętna Deweya? To byłby dopiero hardcore, bo nie wystarczy odłożyć ksiażeczki pod odpowiednia literka, ale jeszcze znaleźć dział, do którego przynależy. Po pijaku nie sposób ogarnać!
Nie podejrzewała jednak konstruktora kanapek o takie wybieganie myślami w przyszłość czy jasnowidzenie. Po prostu zawsze to robił, bo ludziom prościej ogarnać krótsze kawałki w czasie jedzenia. Raczej nie wynikało to z wrodzonej dobroci serca.
Valar Alcoholis było chyba najlepsza opcja tych wszystkich powiedzonek, bo na pewno Song nie spieszyło się do umierania, ale wypić coś z procentami to ona jednak chętna! Chociaż najlepiej, gdyby do tego miała jakaś godna tego kompanię! Samej to chyba, aż tak dobrze nie wchodzi.
- Nie możecie jej przenieść do działu ksiag zakazanych czy gdzieś? - zasugerowała, ale po chwili stwierdziła, że to jednak nie za dobry pomysł. Znajac siebie pewnie i tak by się zapuściła w tamte rejony, a skoro dział zakazany to dopiero, by jej się od pani Krystynki oberwało.
Oj tak taka Rhea to była bibliotekarka idealna! Taka to się nie czepia, ładnie się uśmiecha i w ogóle dobrze wyglada! Swoja aparycja z pewnościa nie odstrasza przybyszów i nie zaburza estetyki całego pomieszczenia. Niechaj tam siedzi jak najdłużej i dba o wizerunek biblioteki, która nie musi kojarzyć się ze staruchami przypominajacymi wiedźmy, które tylko planuja jak by tu pomęczyć takiego czytelnika.
- Wzajemnie - powiedziała tym razem uśmiechajac się porzadniej. No bo czemu nie skoro trafiła na taka przyjemna osóbkę?
- Jasne, korzystaj - odparła, gdy tylko bibliotekarka postanowiła w końcu samej coś zamówić. Lydii pozostało jedynie wrzucenie zwłok swojej kanapki do pobliskiego śmietnika i zajęła miejsce przy jednym ze stolików znajdujacych się w lokalu, aby zajać się konsumpcja pozostałej części swojego jedzonka. Przynajmniej nie straciła wszystkiego, prawda?
- Boże broń! - odpowiedziała odnośnie pytania o pracę w szkole. - Dopuszczanie mnie do dzieciaków źle by się skończyło. Powiedzmy, że trochę jak Lara Croft chociaż niestety pozwolenia na broń nie mam i raczej nudniejsze mam życie. Zwykle więcej jest bawienia się w papierach, przesiadywanie w muzeach. Chociaż najfajniej jak uda ci się wyskoczyć na jakieś wykopaliska.
Oj wiele by dała, żeby mieć chociaż w połowie takie życie i sukcesy jak panna Croft czy Indiana Jones. To byłoby wspaniałe. O ile szybko by nie zginęła, co było właściwie bardzo prawdopodobne. Może jednak spokojny żywot w Brentwood bardziej do niej pasował?
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2017-08-14, 19:36   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Rhea nie mogła się zwyczajnie powstrzymać przed dodaniem takiej specjalnej półki. W swoim mieszkaniu miała już krzesło od wszystkiego, na którym ladowały zwinięte ciuchy, które ściagała z siebie po wejściu do lokum. Później naturalnie nie chciało jej się przebierać w szafie, więc ubrania leżały tak, jak je zostawiła. Artystyczny nieład. Dobrze, że przynajmniej bieliznę wrzucała do kosza na pranie lub od razu – do pralki. Aż takiego burdelu to ona w mieszkaniu nie miała. Bez przesadyzmu.
W takim razie Aldridge powinna przeciagnać ja na ciemna stronę mocy – tam gdzie jest alkohol i inne takie. Mimo, ze Rhei było wszystko jedno, na razie nie sięgała po mocniejsze środki odurzajace. Nie chodziło jej o to, aby zejść z tego świata, przecież życie jest piękne! To niektóre momenty i epizody były popieprzone, zupełnie rujnowały pozytywne wizje. Gdyby wszystko było idealne, nie byłoby żadnej katastrofy z jej udziałem, mogłaby normalnie chodzić, a jej bff nie wpadłaby pod samochód. Musiał cierpieć ktoś, żeby lepiej miał ktoś. Tak już bywa. Życie. Wydaje się, że z podobny wniosek nasuwał się przy okazji autorów różnych ksiażek. Ktoś musiał umrzeć, bo tak się między innymi przyciaga czytelnika, tworzy mrożace krew w żyłach historie.
- Gdybyśmy tylko mieli taki dział… - ogólnie biblioteka nie uchodziła za zbyt duża. Nie byli połaczeni z żadnym uniwerkiem czy collegem, a więc posiadali nieco bardziej ograniczona dostępność pewnych egzemplarzy i działów. Szkoda, bo jednak praca w większej bibliotece mogłaby być bardziej interesujaca. Na przykład jeżdżenie na tych śmiesznych drabinach na kółkach. Idealna zabawa dla panny Aldridge, chociaż znajac ja, wywinęłaby w pewnym momencie orła, będac pod wpływem wódeczki czy innego whisky. Wyobrażenia vs rzeczywistość.
- Możemy jedynie mieć nadzieję, że niedługo odejdzie na emeryturę - pod pojęciem „my”, miała na myśli głównie klientów i sama siebie. Nie była wredna z natury, ale pani Krystynka potrafiła uderzyć w punkt. Ten zły punkt, budzac w ludziach najbardziej mordercze myśli, nie ważne, jak przyjaźnie i niepozornie by nie wygladali. Żadza mordu była silna. Jeśli będa niedługo robić nabór na kolejna osobę do biblioteki, Rhea powinna zasiaść w jury. Z pewnościa dobrałaby odpowiednia osobę na stanowisko współpracownika. Kogoś młodego, z energia, żadne stare próchno, wlekace się między regałami jak żółw.
Postanowiła zamówić do kanapki sałatę, kurczaka, trochę ogórka i pomidora. Ostatecznie zdecydowała się jeszcze dorzucić czerwona cebulę. A co tam, niech zaszaleje. Gdy chłopaczek zajał się podgrzewaniem kanapki, Rhea ponownie odwróciła głowę w stronę Lydii, przysłuchujac się uważnie jej słowom.
- Może gdzieś tam, na drugim końcu świata znajduja się niezbadana grobowce, czekajace na jedna, konkretna pania archeolog - nie zachęcała jej do rzucenia wszystkiego i wyjechania w świat, gdzie tam. Trudno jednak spierać się z tym, że profesja, w której siedziała Lydia zachęcała do długich podróży w najbardziej egzotyczne miejsca. Trochę jej zazdrościła.
- Byłaś kiedyś na wykopaliskach, nie? Jak tam jest?
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-08-16, 19:44   

Nie no taka półka całkiem wygodna była także nie ma się co dziwić, że została dodana do biblioteki. Trudno by było, żeby dziewczyna biegała z każda jedna ksiażeczka, by ja odłożyć na miejsce, a tak jak jej się ich nieco uzbierało to mniej się męczyła, prawda? A przynajmniej weźmy ja w obronę, bo to dobra kobieta jest.
Oj tam to jeszcze zależy co się rozumie przez mocniejsze środki. Jakieś magiczne indiańskie ziółka na ten przykład wcale takie złe nie były. Nawet mogły coś pomóc ze zdrowiem, bo kto wie co taki stary mędrzec wymyślił? Tak się bawili archeolodzy. Znaleźli kiedyś jakiś przepis na jakieś kapłańskie kadzidełka i zabawa była przednia! Także jeśli Aldridge chciałaby naprawdę przejść na ciemna stronę mocy to zapraszany do stowarzyszenia archeologicznego!
- Załóżcie taki i zróbcie z niej cerbera. Na pewno trzymałaby ludzi z dala od złych ksiażek - zaproponowała, ale raczej nie chciała wymieniać jakie dzieła można by umieścić w takim dziale. Może takie, które po prostu były okropnie napisane? Oj pewnie i kilka propozycji by się znalazło. W pierwszej kolejności wykosimy podobne pozycje z literatury kobiecej. To byłyby prawdziwe żniwa.
- Da się ja jakoś zachęcić do wcześniejszej emerytury? Chętnie z tym pomogę.
Nie. Wcale nie chodziło jej o to, że w końcu pozbyłaby się tej męczacej baby, która ciagle denerwowała ja swoimi upomnieniami co do tego jak ma traktować pewne pozycje i nie powinna zabierać ich poza wyznaczony regałami teren. Noż kurde jako archeolog chyba wiedziała jak postępować ze starymi rzeczami, prawda? To nie tak, że wyniesie ksiażkę poza bibliotekę i rozpadnie się w pył. Dajcie jej kredyt zaufania! Chociaż Rhea jej pozwalała na to i tamto, gdy przychodziło do wypożyczania wielkich tomiszczy.
- Oby grzecznie na mnie czekały. Jak znajdę trochę czasu to do nich zajdę - odpowiedziała, bo jasne, że z przyjemnościa by coś odkryła, ale szanse na to były raczej nikłe. W sumie wszystko zależało od szczęścia. Trzeba znaleźć jakieś wskazówki co do położenia podobnych miejsc i umieścić je na mapie lub odczytać te już wcześniej sporzadzone, co czasem nie należało do najprostszych zadań. Chociaż byli i tacy jak jeden pasterz z Bliskiego Wschodu, który wlazł za swoja owca do jakiejś przypadkowej jaskini i odnalazł papirusy majace niemal dwa tysiace lat. Ach, jak ona zazdrościła takim ludziom!
- A zdarzyło się parę razy - przyznała, chcac zaspokoić ciekawość Rhei. - W sumie wszystko zależy od klimatu, ale niemal zawsze jest tam od cholery kurzu. Polecam noszenie maseczki chirurgicznej, bo nieco pomaga. Kręci się tam sporo ludzi, każdy coś chce, a jak jeszcze wykopaliska sa z dala od najbliższych ludzkich siedzib to powodzenia z mieszkaniem w namiocie. Chociaż ogólnie to i tak jest zajebiście Coś konkretnego cię interesuje?
Trudno jej tak było mówić o wykopaliskach, gdy nie mogła skupić się na konkretnym zagadnieniu. Chociaż może to raczej dlatego, że zwykle do zbyt rozmownych nie należała? A cholera tam wie.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2017-08-17, 16:35   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Ceniła sobie wygodę, nie tylko swoja, jednak w tym akurat przypadku nie myślała za bardzo o współpracowniczce. Tamta miała swoje metody, ona miała swoje. Jeśli straszna babcia wolała zapieprzać w laczkach do konkretnego działu, aby odłożyć ksiażkę, droga wolna.
Indiańskie ziółka byłyby całkiem ok. To nie tak, że Aldridge obalała jedynie butelki z alkoholem. Lubiła sobie czasami walnać jakaś meliskę czy herbatkę z rumianku. Zdarzało jej się dodawać do nich whisky, ale tylko taka odrobinkę, do smaku. Tak. Z pewnościa wśród archeologów bawiłaby się świetnie. Nigdy nie interesowała się co prawda historia i starożytnymi artefaktami, jednak to zawsze jakieś urozmaicenie. Nie musiała spędzać całych dni w otoczeniu ksiażek, chociaż mogła sobie niektóre egzemplarze czytać na poczekaniu. Nie narzekała.
- Okej, ale niech to będzie cerber z jedna głowa… tyle wystarczy, żeby wystraszyć większość ludzi - zdarzały się wyjatki, których podstarzała bibliotekarka nie odstraszała. Były to zazwyczaj jej koleżanki emerytki, pojawiajace się w bibliotece, bo im się zwyczajnie nudzi w domu. Okupowały wtedy razem z pania Krystynka kanciapę, rozmawiajac o wszystkim i o niczym, przyciszajac momentalnie głos, kiedy Rhea pojawiała się w pobliżu.
Taki dział mógłby się przydać, chociaż znajac pania Krystynę, puściłaby go z dymem, bo to przecież uwłacza poważnej literaturze! Aldridge poczęstowałaby ja wtedy środkowym palcem, wygłaszajac formułkę o tym, że sztuka rzadzi się własnymi prawami. Nie ważne, jak bardzo przesiakałaby erotyzmem, badź wyuzdanymi wizjami. To wszystko tworzy przecież umysł ludzki, tak bardzo zróżnicowany, w zależności od poszczególnych osób. Czy to nie piękne? Zdarzało jej się bezpośrednio gardzić niektórymi tytułami, ale mimo wszystko, szanowała autora za poświęcenie.
- Może gdyby zdarzył jej się wypadek i przeszłaby na rentę… - zaczęła, mrużac odrobinę oczy, jakby rzeczywiście coś knuła. Nie no, nie będzie przecież umyślnie doprowadzać do wypadku w miejscu pracy. Może karma ja w końcu dopadnie i poślizgnie się na skórce od banana, w najlepszym wypadku, łamiac nogę. Taki odpoczynek od biblioteki nie tylko dobrze zrobiłby pani Krystynce, ale i Rhei. Wreszcie zasmakowałaby prawdziwej wolności.
Jeśli jakiś tom by się rozleciał, to najprawdopodobniej uznałaby, że zwyczajnie nadszedł jego czas. A co to, mało było podobnych kopii na świecie? Co innego, gdyby był to egzemplarz jedyny w swoim rodzaju. Kto jednak umieściłby go w bibliotece, w niepozornym miasteczku, jakim było Brentwood?
- O ile wytrzymaja większy upływ czasu i nie postanowia się samoistnie zapaść - czas był jednym z największych wrogów pozostałości po poprzednich cywilizacjach. Niektóre znajdowane rzeczy od razu rozsypywały się w rękach, jeśli nie były odpowiednio zabezpieczone. Przykre.
Wszystko jasne, Lydia musiała jedynie skombinować sobie owcę. Z takim zwierzako-przewodnikiem na pewno natknie się w końcu na jakieś nieodkryte ruiny. Opatentuje tym samym nowy sposób odnajdywania zabytków – Metodę na owcę.
- Ale chyba macie jakieś łazienki nie? Ciężko znaleźć jakieś krzaki, kiedy się jest powiedzmy na pustyni… - kontynuowała temat, odbierajac w końcu zamówienie od chłopaczka. Podała mu wyliczona sumkę pieniędzy i usiadała następnie obok Lydii. Wgryzła się w kanapkę, czujac w środku błogie uczucie, rozlewajace się na całe ciało. Tego potrzebowała.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-08-17, 18:58   

Starsza babcia powinna tym bardziej siedzieć na dupsku, żeby jej przy takim łażeniu przypadkiem w biodrze nie pieprzło. U takiej Rhei to raczej wszystko powinno być w porzadku i na swoim miejscu, ale Lydia raczej sceptycznie podchodziłaby do stanu pani Krystynki. Chociaż z drugiej strony babka wygladała jakby przeżyła dinozaury to może faktycznie nic jej nie jest straszne. Ona jeszcze wszystkich czytelników przeżyje i będzie nawiedzać w porzuconej bibliotece Brentwood jako żywa zjawa.
W takim razie zapraszamy! Jeszcze towarzystwo archeologiczne zrobi sobie z Aldridge swoja maskotkę czy coś w tym guście, żeby samotnie nie imprezować. Zwłaszcza, że bibliotekarka wygladała jej na taka, która z butelka w ręce mogłaby z nia śpiewać piosenkę Whiskey fever. Nie żeby coś, ale wydawała się być naprawdę spoko kobieta, z która można się było dobrze bawić.
- Ona nie potrzebuje ulepszeń. Niech robi za naturalnego straszaka - dorzuciła jeszcze w kwestii strażniczenia pani Krystynki.
O nie! To było jeszcze takich więcej niż to jedno stare babsko? I to jeszcze nie wymarło? Oby tylko to się jeszcze nie rozmnażało. A jeśli zniżały głos w obecności Rhei to pewnie jej jeszcze dupę obrabiały także niech lepiej na ta zarazę uważa! Może planuja coś zrobić młodej dziewczynie skoro to takie ich zdaniem szkaradne i w ogóle psuje dzisiejszy świat.
Cóż niektóre ksiażki to z chęcia i Song puściłaby z dymem, bo aż oczy krwawiły przy czytaniu czegoś co mogłaby napisać jakaś napalona gimnazjalistka. Niech takie twory to one zachowuja dla siebie a nie każa innym ludziom czytać. Już lepiej jakby zaśmiecały wattpady i inne takie! Brr... Chociaż może niektórzy taka literaturę wykorzystuja do tortur? Kto wie.
- Wypadki chodza po ludziach także zawsze jakiś się może przydarzyć - dorzuciła Song z iście niewinnym uśmieszkiem, który wcale nie miał oznaczać, że z chęcia dopomogłaby pani Krystynce w uzyskaniu renty. Toż z niej dobra kobieta była i nikomu krzywdy by nie wyrzadziła! A z pewnościa już nie takiej cudownej bibliotekarce.
- Zdziwiłabyś się jeszcze jak stare rzeczy ludzie odnajduja, a które już dawno powinny się rozpaść - odparła, będac święcie przekonana, że skoro coś przetrwało tyle czasu to może poczekać na nia jeszcze trochę. Dla czegoś takiego powiedzmy dwadzieścia lat wte czy wewte nie robi różnicy.
- To już zależy od tego ile mamy budżetu. W każdym razie potrzeba matka wynalazków także zawsze jakoś się stacjonarne prysznice czy kibelki skonstruuje - odpowiedziała rezolutnie, bo nawet śmieszne sytuacje z tego wynikały jak żyło się w takich niemalże ekstremalnych warunkach. Chociaż zwykle faktycznie tak źle nie było.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2017-08-18, 21:58   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Po za nieco uszkodzona, lewa noga, rzeczywiście nie funkcjonowała tak źle. Dziwiła się mimo wszystko tej staruszce, zapieprzajacej między regałami. Mogli ja równie dobrze zatrudnić po to, aby nie wydawać więcej na monitoring, skoro Krystynka sprawdzała się również w tej roli. Cięcie kosztów pojawiało się niemal wszędzie.
Stara bibliotekarka zapewne zamieniłaby się w biblioteczna wersję Jęczacej Marty, gdyby przyszło jej niespodziewanie zginać między regałami. Z takim duchem Rhea wolała nie mieć do czynienia. Ogólnie rzecz biorac, raczej watpiła w jakiekolwiek istnienie istot i bytów nadprzyrodzonych. Uznawała to za bzdury wyssane z palca, tym bardziej, że mamuśka Aldridge zapewne uważała je za bardzo realne.
Na imprezy jak najbardziej się pisała, ze śpiewaniem mogłoby być gorzej. Chyba, że wszyscy wypija tyle whisky, że uznaja głos Rhei za objawienie roku.
- Dlatego do biblioteki przychodza jedynie najodważniejsi i najbardziej uparci - kiwnęła głowa. Jeden wzrok pani Krystynki i już miało się wrażenie, że zamienia w kamień. Prawie, jak Meduza. Cholera, ta mitologia przewija się zbyt często przez życie Aldridge.
Miała totalnie wywalone na to, o czym gadaja mohery. Gdyby zaczęła im się przysłuchiwać, musieliby ja wywieźć na oddział intensywnej terapii, aby mogła dojść do siebie, po usłyszeniu tych wszystkich bzdur. Pozostawało jej mieć nadzieję, że nie zamieni się na starość w podobny egzemplarz. O ile rzecz jasna tej starości dożyje.
W jej czasach, napalone gimnazjalistki pisały jedynie liściki miłosne i wysyłały do obiektów swoich westchnień w Walentynki. O ile w ogóle się odbywały. Teraz podobne rozterki można było bardzo łatwo znaleźć na blogach typu tumblr. Dobrze, że Rhea ich nie czytała, to by dopiero był prawdziwy rollercoaster emocji (niestety, bez żadnych podjazdów z górki czy pod górkę, null).
- Oczywiście - przytaknęła, widzac podstępny uśmieszek Lydii. Zerknęła dyskretnie na bok, jakby chciała się upewnić, że żadnej koleżanki pani Krystynki nie ma w pobliżu. W takim miasteczku nigdy nie wiadomo, kiedy można wylać trochę herbaty. Wszyscy moga być podwójnymi agentami!
- No proszę, nie dość, że archeolodzy to jeszcze inżynierowie - uśmiechnęła się, przeżuwajac powoli kanapkę, żeby przypadkiem nic jej nie wypadło z ust. To byłaby zupełna kompromitacja przed nowa znajoma, chociaż znajac Rheę nie uniknie ubrudzenia się majonezem. Nie ważne, jak poważnie chciałaby wygladać.
- W ogóle, słyszałaś o tych śmiesznych klatwach, powiazanych z grobowcami? Co ja mówię, na pewno słyszałaś, przecież jesteś archeologiem.
Przeżuła kolejny kawałek kanapki i odsunęła na moment jedzenie od ust.
- To jakaś ściema, nie?
Oby tylko Lydia nie potwierdziła jej obaw. W przeciwieństwie do matki, Rhea miała w głębokim poważaniu wróżby, tarota, czytanie z oczu, z dłoni i tak dalej. Uważała je za kompletne bujdy, podobnie, jak historie o duchach. Liczyła na to, że pani archeolog również obierze podobne stanowisko, sceptycznego sceptyka.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-08-29, 00:03   

Nawet gdyby Rhea była w pełni sprawna to pewnie i tak nie dałaby rady doścignać w bibliotecznych wyścigach pani Krystynki zapieprzajacej w swoich laczkach. Zreszta ona była wszystkim: monitoringiem, biurem informacyjnym i Usainem Boltem w jednym. Najlepiej pogodzić się z faktem, że nigdy nie będzie się tak zajebistym jak ona.
Jęczaca Marta była dosyć ciekawa postacia, do której można było zapałać sympatia chociaż zapewne inaczej by to wygladało gdyby faktycznie dane było miłośnikom Henryka Garncarza spotkać owa dziewoję. Właściwie stara bibliotekarka mogłaby zostać kimś o wiele gorszym niż jakimś tam duchem. Zostałaby demonem, którego nie wiadomo czy najlepszy egzorcysta by wypędził. Lepiej z tym nie ryzykować.
- Zawsze wiedziałam, że jestem zbyt wielka ryzykantka - stwierdziła, rozmyślajac jeszcze nad tym, że innych naprawdę Krysia mogłaby odstraszyć i skutecznie zniechęcić do korzystania z lokalnej biblioteki.
Nie mogło być tak źle, prawda? To znaczy chyba, bo Lydia nie interesowała się życiem moherów i tematami ich rozmów. Może i faktycznie było dla nich lepiej. Niech sobie umysłów w młodości nie wypaczaja takimi rzeczami. Niech pałaja chęcia życia czy czymś!
Oj wszystko było kiedyś o wiele prostsze kiedy napaleni nastolatkowie nie mieli dostępu do internetu i nie dowiadywali się czym jest porno w wieku jedenastu lat. Ogólnie wtedy hormony jakoś później im buzowały i nie było to aż tak widowiskowe, a teraz dzieciaki przechodziły przez takie życiowe dramaty, że nie wiedziała czasem czy się śmiać czy płakać.
Oj agenci mogli się kryć wszędzie, ale tacy od pani Krystynki raczej rzucali się w oczy także trudno byłoby ich przeoczyć. Wygladało na to, że mogły zatem do woli knuć przeciw staremu próchnu, bo kto niby na nie doniesie? Na pewno nie chłopaczek za lada, który miał własne problemy i z pewnościa nie przysłuchiwał się ich rozmowom.
- Znamy się na wszystkim. Jesteśmy ludźmi renesansu. Jakbyś kiedyś miała problemy z prysznicem to daj mi znać - uśmiechnęła się cwaniacko, wgryzajac w pozostałości swojej kanapki.
Trzeba sobie jakoś w życiu radzić, a jak widać czasami umiejętności techniczne były do tego przydatne. Chociaż w gruncie rzeczy jakoś nie mogła nazwać siebie złota raczka. Jej wyczyny przypominały raczej te z teledysku do piosenki Trust me, I'm an engineer. Ludzie raczej czegoś takiego we własnym domu nie chcieliby mieć.
- Jasne, że słyszałam.
Takie historie były bardzo chwytliwe, a archeologowie opowiadali je sobie przy ognisku. Zreszta mało to razy znalazło się jakaś inskrypcję, która przeklinała tego, który tu wchodził? Dla miłośników horrorów było to coś wspaniałego, a Lydia dla bezpieczeństwa zawsze wypychała jakiegoś faceta przed siebie, żeby w razie czego jej pierun nie trafił tylko osobę przed nia. No i zawsze miała odganiacza pajaków.
- No... to nie do końca ściema - przyznała po chwili, ale nie chciała jej jakoś straszyć historyjkami o wielkich klatwach i wmawiać jej gniewu umarłych skoro sama była dosyć sceptycznie do tego nastawiona. - Zdarzyło się kilka takich historii, ale maja one swoje naukowe wytłumaczenie. Jedna grupa badaczy natknęła się na przykładu na jeden grobowiec. Zmarli krótko po jego otwarciu. Powodem było zatrute powietrze, które uwolnili. Były w nim bodajże zarodniki jakichś grzybów, które zagnieździły im się w płucach i doprowadziły do śmierci. Taki przykład.
Było o wiele więcej podobnych przypadków, ale nie zamierzała się rozwodzić teraz nad każdym z osobna skoro nie została o to poproszona. No i może niektórych rzeczy lepiej nie mówić przy jedzeniu, bo nie każdy ma mocny żoładek.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2017-08-29, 18:36   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Co prawda, to prawda. Pani Krystynka sięgała Aldridge zalewie do ramienia, więc atut szybkości był po jej stronie. Ale za to Rhea dosięgała do wyższych półek, więc starowinka musiała czasami poprosić ja o przysługę, chociaż miała wtedy niezbyt zadowolona minę. Podstawianie sobie na każdym razem krzesełka mogłoby się skończyć tragicznie. Kto wtedy robiłby za biblioteczny monitoring?
Nie wierzyła w duchy, demony, a więc uznałaby po prostu, że jeśli ksiażki samoistnie się poruszaja, to jedynie za sprawa przeciagu. No jasne, przecież wiatr wieje nawet wtedy, kiedy okno jest zamknięte. Chociaż... po takiej akcji rodem z Paranormal Activity, jej sceptycyzm odrobinę by osłabł. Oby tylko duch nie poszedł za nia do domu.
- Ryzykanci maja ciekawe życie - bo przecież można też siedzieć cały czas na tyłku, przed komputerem, bez potrzeby przeżywania przygód na żywo. A na co to komu? Żeby sobie kolana pościerać i wrócić do domu z liśćmi we włosach? Rhea by była na tak, ale dopóki powłóczyła noga, nie decydowała się na zbyt ekstremalne akcje. Za to kilka lat temu niezłe z niej ziółko było, jak na prawdziwego Aldridge’a przystało. O dziwo, miała nawet przyjaciół, co w przypadku tej rodziny było rzadkościa.
Niejednokrotnie rzucała zaciekawione spojrzenia małolatom, wypożyczajacym Pięćdziesiat Twarzy Greya. Jak one mogły to czytać? Aldridge sięgnęła kiedyś z ciekawości, nawet przeczytała kilka rozdziałów, jednak gdy denerwujace słówka zaczynały się powtarzać, zamknęła ksiażkę na dobre, obiecujac sobie, że więcej po nia nie sięgnie. Nastolatki, czekajace z wypiekami na twarzy, aż Rhea zeskanuje ten kiepsko napisany Twilight fanfiction (wiedziała za dużo) wydawały się aż zbyt podjarane. Przyjdzie taki czas, gdy złapie je cringe na samo wspomnienie, co czytały kilka lat temu.
- Ale wiesz, do tego będzie mi potrzebny jakiś kontakt - poruszyła sugestywnie brwiami. Skoro już się Lydia oferowała, to Rhea postanowiła to wziać na poważnie. Serio, prysznic zacznie nawalać, telefon do przyjaciela archeologa. Miała dwie lewe ręce do spraw, zwiazanych z naprawami. Prędzej by wyrwała ten kran, niż go naprawiła. Najwyżej zaczna rozwalać prysznic we dwójkę, nie ma sprawy. Dopóki będa miały przy sobie alkohol, wszystko będzie w porzadku. Nawet czytanie Pięćdziesięciu Twarzy staje się nieco bardziej znośne.
- Interesujace… - podsumowała, gdy już udało jej się złapać ustami kawałek czerwonej cebuli, zanim ta wyladowałaby na blacie. Lubiła słuchać takich ciekawostek, żeby później zaskoczyć rodzeństwo swoja wiedza. Na przykład takiego pijanego w trzy dupy Chestera. Rozmowy o życiu z tym bratem były świetne. Przy alkoholu oczywiście. Pieprzona pijaczka.
- Służba zdrowia trochę ssie w takim razie, skoro nie zdażyli ich uratować - pewnie bawili się w zagadki, jak w doktorze Housie i czas im się skończył. Albo podali niewłaściwy specyfik. Śmierć na miejscu. Właśnie dlatego nie przepadała za szpitalami. Nasiedziała się tam za wszystkie czasy po katastrofie samolotu, relacji Southend-Kanary. Zdaje się, że niektórzy dziennikarze nadal pamiętali jej facjatę. Przegryw po całości, ale hej, przynajmniej nie umarła i mogła teraz siedzieć w barze kanapkowym, ucinajac sobie rozmowę z archeologiem. A może jednak nie żyła, a to była ta druga strona. Jeszcze trochę, a zacznie wyjeżdżać z teoriami spiskowymi i życiu w symulatorze. Gdyby była po mocniejszym trunku, już by zaczęła gadkę w tym temacie.
_________________



[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6