Poprzedni temat «» Następny temat
Game
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-25, 00:47   Game
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-07-21, 17:33   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


To był ciepły, leniwy dzień. Joey akurat nie miał zaplanowanych żadnych zajęć na uczelni. A przynajmniej na to wskazywał jego nastrój oraz motywacja do pracy. Były zerowe, nic, kompletnie. Jakby kwestia pracy nie istniała. No ale czy nie fajnie jest czasem dać sobie spokój? Odpuścić? Przestań gonić za lepszym jutrem? Po prostu... KUPIĆ NOWĄ FREAKIN OSOM GRĘ NA KONSOLĘ. Bo to wlaśnie miał dzisiaj zapanowane na swoim bucket list, całkiem niewiele, prawda? Najpierw obejrzał sobie na luzie Hot Topics Wendy Williams popijajac przy tym czarna kawę, a potem poszedł do sklepu z grami. Umówił się tutaj zreszta z swoim przyjacielem, Jamiem. Ale gdy rozejrzał się po sklepie jeszcze go nie zauważył. Czyżby się spóźniał? Albo to Harrison był za wcześnie? No nic, możliwości były tylko i wyłacznie dwie, ale prawdę mówiac nie obchodziło go to na tyle aby to rozstrzasać. Wolał zajać się kupnem jakiegoś tytułu a potem pewnie wyskocza na piwko. Trzeba cieszyć się latem, a jak!
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-21, 18:40   

Umówił się z Joey'em w sklepie z grami. Tak, wiedział, że nie powinien się rozpraszać, ale nie mógł się powstrzymać przed wstapieniem do kilku sklepów, które mijał po kolei. Kupił sobie sweterek i spodnie. Był z tego zadowolony i bardzo spóźniony. W pewnym jednak momencie zauważył ten cudowny okaz tuż za szyba. Stał on na samym środku wystawy, jakby czekał prosto na niego. Musiał to kupić. Zadowolony mógł teraz iść na spotkanie.
Będac już na miejscu starał się odszukać swojego znajomego. Wędrował między regałami i półkami z różnymi grami. On sam nie przepadał za spędzaniem swojego czasu przed grami, bo nie miał do tego cierpliwości, ale pamiętał, jak siedział razem ze swoim byłym chłopakiem i grali razem. Jego byłego strasznie denerwował brak jakichkolwiek umiejętności w graniu, ale Jamie miał z tego niesamowity ubaw.
Joey, Joey, tu jesteś – powiedział, gdy w końcu odnalazł chłopaka. Uśmiechnał się lekko do niego. – Kupiłem sobie kaktusa – pokazał mu piękność, która wyczaił na wystawie.
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-07-21, 19:49   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Właśnie był w trakcie przegladania FPSy na PS4 kiedy usłyszał głos który go wołał. Warto wspomnieć, że ten głos był jak najbardziej znajomy. Chłopak uniósł wzrok i po chwili dostrzegł przyjaciela z kaktusem w ręku. Harrison otworzył szerzej oczy i spogladał to na roślinę, a to znowu na kumpla. Na cholerę mu kaktus?! No ale przecież nie będzie osadzał kumpla, co nie? Poza tym kupił go – to wcale nie było tak, że wracali po pijaku do domu wieczorem i komuś go zakosił. Chociaż.... no nie no! Przecież by go nie skłamał i powiedział wprost, że podjumał. A może ten kaktus jest po prostu sztuczny? To taki prank? Nie do końca rozumiał ideę, ale uznał, że wypadałoby .... -Siema – przywitał się z kaktusem, po czym dotknał go palcem wskazujacym. Mój słodki Joey to geniusz, nie da się ukryć-Ała! zawył po chwili i spojrzał zaskoczony na Jamiego, jakby stało się coś czego kompletnie się nie spodziewali-On jest prawdziwy?! W sensie.... k... kupiłeś prawdziwy kaktus? – spojrzał raz jeszcze na roślinę, to znowu na przyjaciela-Jest zakurwisty, nie ma co. Haha! -podskoczył zachwycony patrzac na tego kaktusa-Gdzie go będziesz trzymał? – dopytał praktycznie od razu poprawiajac sobie grzywkę, a potem spojrzał na ten swój palec i czy nie wystaja z niego kolce jak w kreskówce. Tak na szczęście nie było, uff. -Dasz mu jakieś imię w ogóle? Kiepsko mieć kaktus bez imienia. skrzywił się w końcu i spojrzał raz jeszcze na gry na regale.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-22, 21:55   

Spojrzał na Joey'a spode łba. Niby czemu kaktus miał być sztuczny? W ogóle produkowano sztuczne kaktusy? Nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale dałby sobie rękę uciać, że przy sztucznych kaktusach byłoby więcej roboty niż przy tych żywych.
Uśmiechnał się, gdy jego przyjaciel ukuł się w palec. Będzie mieć nauczkę, żeby nie macać rzeczy, które nie powinny być macane.
Joey, oczywiście, że jest prawdziwy. Po co miałbym kupować sztucznego kaktusa? To jest bez sensu... – mruknał, przysuwajac roślinę bliżej siebie, uważajac tym samym, by nie pokłóć się samemu. Potrzasnał lekko głowa. Z tego Harrisona to czasem był głuptas. Uroczy, ale nadal głuptas.
Bardziej się ekscytujesz tym kaktusem niż ja – uśmiechnał się. Jamie lubił rośliny, jednak ostatnimi czasy bywało, że zapominał o podlewaniu ich. Cóż, miał całkiem sporo na głowie, więc nie było to dziwne, że coś mu wypadało z myśli. Kaktusy były jednak bardziej wytrwałe i trudno było im zaszkodzić. Kwitnęły też bardzo ładnie, co działało na plusa, by je trzymać.
Zapewne znajdzie swoje miejsce u mnie w pokoju na parapecie, a nazwę go Joey Junior – zaśmiał się, po czym rozejrzał dookoła. Nie grywał w gry, więc nie znał się na nich. Wyciagał kolejno jakieś opakowania na których widniały różne nazwy i obrazki.
Czego ty tu szukasz w ogóle? Nie lepiej wypożyczyć jakaś ksiażkę i ja przeczytać? – zapytał całkiem szczerze. Uwielbiał czytać i uważał, że każdy człowiek powinien przeczytać przynajmniej jedna ksiażkę miesięcznie.
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-07-22, 22:47   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey spojrzał to na Jamie'go, a to znowu na kaktus. No właśnie, dlaczego miałby być sztuczny? Czy on ma w ogóle jakieś logiczne wyjaśnienie na swoje wnioski? Chrzaknał znaczaco, po czym przetarł lewa brew palcem zastanawiajac się nad tym jak ma wyjaśnić swoje pytanie. Musiał przecież wymyśleć jakieś logiczne wyjaśnienie swoich wniosków-No bo... skoro ludzie sa tak leniwi, że robia plastikowe rośliny no to dlaczego nie kaktusy? Przecież to też roślina, trochę inna, ale roślina. Hej! Równość dla wszystkich co nie? – po czym rozłożył dłonie patrzac na swojego rozmówcę. Na stwierdzenie, że ekscytuje się nim bardziej niż jego prawowity właściciel fuknał jedynie i dopowiedział-Bo Ty nie doceniasz jego zajebistości. – po czym spojrzał ponownie na półkę z grami. Czego on właściwie szukał? Odpowiedź brzmiała niczego – po prostu czasem sięnudził a nie był wielkim zwolennikiem cyfrowych wersji. Jednak wolał widzieć swoje gry na półce, regale, nie wiem gdzie on je w sumie trzymał – ale właśnie o to miejsce chodziło. A kiedy uslyszał, ze kaktus będzie miał na imię Joey kr aż pisnał zaskoczony, po czym szybko zasłonił swoje usta, chrzaknał męsko i w ogóle jak twardziel po czym dodał-Sorry. No to ekstra. Tak – kiwał głowa dalej potakujac, a jego głos był nienaturalnie gruby jak na jego zwykła tonację. No zgrywał się jak zwykle-Tak, to totally awesome.- po czym wrócił do przegladania półki. Nadal nie miał zielonego pojęcia czego tak właściwie chce. Jak to on. Spojrzał zaskoczony kiedy Jamie przyczepił się tego, ze gra w gry-Ej ja czytam ksiażki! A wierz mi, dobra przygodówka jest równa dobrej ksiażce. Naprawdę, Wy, którzy jedynie czytaja nie doceniacie tego jak dobre światy sa wykreowane w takim Longest Journey czy Syberii. Niedługo będzie nowe Life is strange, czekam na nie – po czym wrzucił do koszyka Call of Duty-No co? – fuknał idac do kasy. Kasjer bez słowa zaczał go kasować. W końcu Joey zapłacił i razem wyszli z tego sklepu- To co, kaweczka? – spytał z uśmiechem-Pamiętaj, że ja tylko na sojowym – dopowiedział zerkajac na zegarek na przegubie dłoni.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-23, 00:11   

Nie lubię gier. Nie mam do nich talentu, a mój były nie potrafił mnie nauczyć w nic grać – mruknał, przypominajac sobie ile razy doprowadzał byłego do białej goraczki gdy biegał postacia w kółko bo nie wiedział gdzie iść i czego nie bić. Nie mógł powiedzieć, że źle wspomina granie w gry, bo nie raz już zasypiał w objęciach chłopaka, gdy ten z pasja przejmował kontroler. Było fajnie, chociaż same gry nie były dla niego.
Uśmiechnał się i klepnał przyjaciela w ramię. Pocieszne było z niego stworzonko, zwłaszcza jak próbował przekonać Jamiego do tego, że gry moga zrównać się z jakaś ksiażka. Cóż, chłopak nie chciał umniejszać grom. Wiedział ile pracy wkładaja w nie twórcy i ile czasu temu poświęcaja, więc nie mógł powiedzieć, że było to beznadziejne. Nie było to jednak dla niego.
Lubię simsy, w sumie... – mruknał, gdy przypomniał sobie, że ta gra wcale nie była taka zła. Owszem, pewnie Joey nie grał w symulatory i Jamie spodziewał się, że ten spojrzy na niego, jakby powiedział coś okropnego i złego. Chyba wciaż gdzieś te simsy tkwiły, więc gdyby je zainstalował, to mógłby sobie projektować domy. Największa przyjemność czerpał właśnie z budowania i dekorowania posiadłości.
Na kaweczke z toba pójdę zawsze, a potem pójdziemy do mnie zagrać w simsy – zarzadził. Nie obchodziło go, czy Harrison ma inne plany czy też nie. – Po co mam pamiętać, skoro to ty nam kupujesz kawę?
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-07-23, 01:02   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey westchnał przeciagle słyszac sformułowanie w którym użyto stwierdzenia "były". Jeszcze nie tak dawno sam ciagle rozmyślał o tym czego go nauczył jego były, a czego dokonał sam. Świeżo po zerwaniu Joey stracił na chwilę ten błysk który go charakteryzował. Te chwile jednak na szczęście odeszły w niepamięć a on sam uśmiechał się znów szeroko i naprawdę szczerze-Widocznie był kiepski – oświadczył w końcu z uśmiechem, machajac przy tym dłonia - zupełnie jakby chciał powiedzieć, że byli kompletnie nie maja znaczenia. No cóż, poniekad tak było, prawda? Gry naprawdę mogły być równoznaczne z ksiażkami, serio, serio. Wie to każdy kto przeżył Heavy Rain czy inne gry przygodowe – bo to głównie o nich wtedy myślał Harrison. No ale jako, że nikt nie słyszy narratora [Pozdrawiam Bastka] to też wiecej o tym nie dyskutowali. -ja też, ale cholernie szybko się nimi nudzę – chłopak wzruszyl ramionami, a grymas na jego twarzy faktycznie nieco przypominał znużone dziecko które już najchętniej nie dotykalo w ogóle swojej starej zabawki, która dostało aż wczoraj. No i wracamy do kwestii kaweczki. Jaki tupet teraz wykazał Jamie! Poczatkowo Harrison chciał go jakoś opieprzyć, ale w końcu oświadczył poważnym tonem- Pierwszy i ostatni raz kupuję kaweczkę. Serio

[zt, jutro zacznę XD]
[Profil]
 
 
Audrey Ramsay
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-22, 00:58   

/po wszystkich
klik

Gry komputerowe i na konsole były czymś, bez czego Audrey nie wyobrażała sobie życia. Uwielbiała te chwile, w których mogła dorwać się do pada (badź różdżki) czy usiaść przed monitorem i po prostu wpatrywała się w ekran, przechodzac kolejne postawione jej zadania. Frajdę sprawiało jej również prowadzenie poświęconego grom bloga czy też stremowanie na żywo swoich poczynań. Pewnie gdyby nie praca, spokojnie mogłaby zmarnować jedna trzecia dnia na grach. A nie, wróć. Nawet w pracy poświęcała im uwagę, z ta różnica, że w pracy przyczyniała się do ich powstawania. W sumie stwierdzenie, że jej życie w głównej mierze tyczyło się właśnie wokół gier, nie byłoby kłamstwem.
Tego dnia, po skończonej pracy, w drodze powrotnej do domu, Ramsay postanowiła wstapić do sklepiku z grami, poszperać trochę po pułkach, popatrzeć na dodatki, może nawet kupić jakaś starsza czy mało popularna grę z kosza z promocjami, o ile wyłapie tam jakaś ciekawie zapowiadajaca się produkcję. Wchodzac do środka, uśmiechnęła się do chłopaka po kasie i przywitała się z nim, po czym podeszła do gier ze średniej półki cenowej. W sklepie nie było dużo ludzi, więc raz dwa dotarła w odpowiednie miejsce i na chybił trafił, sięgnęła po pierwsze pudełko. Przez chwilę przypatrywała się przedniej okładki, po czym zaczęła czytać informacje zamieszczone na tylnej stronie.
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-09-23, 01:14   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Generalnie Mavourneen była kompletnym przeciwieństwem czegoś, co ludzie nazywali dusza towarzystwa, więc jak tylko zostawała zaproszona na jakieś przyjęcie, to musiała być ważna okazja. Tak też było i tym razem, bo oto kilka dni temu jeden z dobrych, szkolnych kolegów poprosił ja o to, aby przyszła na jego skromne przyjęcie organizowane z okazji osiemnastych urodzin. I choć zazwyczaj Shiveley odmawiała, wykręcajac się bolacym zębem czy chora babcia, tak w tym przypadku darzyła solenizanta na tyle ciepłymi uczuciami, że nie mogłaby się nie zgodzić. Przyjęła więc propozycję i obiecała, że w następna sobotę pojawi się na zaplanowanym przyjęciu. Kwestia prezentu jej nie męczyła - wiedziała, że przyjaciel lubił gry wideo, więc pewnego popołudnia wybrała się do salonu gier, aby wybrać coś ciekawego. Jednak jak tylko stanęła przed tymi wszystkimi półkami... nadzieja ja opuściła.
Od dziesięciu minut tkwiła w jednym miejscu, zastanawiajac się pomiędzy kilkoma grami oraz nie mogac dokonać wyboru. Rozgladnęła się dookoła w poszukiwaniu jakiegoś pracownika sklepu, który mógłby jej pomóc, ale dostrzegła jedynie drobna szatynkę, która stała nieopodal i przegladała jakieś pozycje na półkach. Mavourneen przygryzła wargę, stajac na palcach i próbujac dojrzeć nad wysokimi półkami, czy gdzieś w pobliżu znajdował się ktoś, kto mógłby jej pomóc. Ostatecznie jednak nie udało jej się dostrzec sprzedawcy, choć mogłaby przysiac, że ten jeszcze chwilę temu kręcił się niedaleko. Westchnęła, po czym znów przeniosła wzrok na kilka pudełek, które trzymała w dłoniach. Jak miała wybrać któreś z nich, skoro nie wiedziała o co w ogóle w nich chodziło?
- Przepraszam? - przemogła się i nieśmiało zagadnęła stojaca w pobliżu dziewczynę. Nie wiedziała co prawda czy ona miała większe pojęcie na temat tych wszystkich skomplikowanych gier, ale przypatrywała się sklepowym półkom z mina, która świadczyła o jakimś obeznaniu. Przynajmniej zdaniem Mavourneen. - Zna się pani na grach? - O ile zazwyczaj starała się ze wszystkim radzić sobie samodzielnie, w tym przypadku nie miała pojęcia co wybrać, aby usatysfakcjonować przyjaciela. Dlatego też zwróciła się po pomoc. I stojac tak naprzeciwko Audrey z rozczochranymi włosami, krzywo zawiazanym szalikiem oraz kilkoma pudełkami z grami, które trzymała w ramionach jak coś bardzo ważnego, zapewne wygladała niczym obraz nędzy i rozpaczy.

/watek przerwany, można pisać
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6