nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Sugar Hut
Autor Wiadomość
Jo Moore



32

gania za bandytami

trochę wspomnień i nic więcej - czarne serce

North Brentwood

mów mi: kamilka

multikonta: jackie, booker, echo

nieobecność: częściej bywam niż jestem, ale odpisuję!

Wysłany: 2018-11-11, 12:19   
  

  
Jo Moore

  
frozen hearts growing colder with time

  

  
  
  
  


Jeśli człowiek ma w sobie chociaż odrobinę empatii, to nie może ot tak przywyknąć do przykrych widoków. Owszem, można się jakoś uodpornić, można na chwilę zapomnieć, można nie brać tego do siebie, ale masowe wypadki z dużą ilością krwi i z porozrywanymi zwłokami nigdy nie będą należały do najprzyjemniejszych widoków. Nawet dla Moore, która była kobietą nie do zdarcia i mało co ją ruszało i wzruszało. Była człowiekiem i była ludzka, nie zawsze potrafiła zapanować nad własnymi emocjami.
Zajęła miejsce na stołku, skinieniem głowy podziękowała barmanowi za wysokoprocentowy napój, po znów spojrzała na Altmana.
- Po prostu cieszę się, że nie tylko ja się potykam - zażartowała, nawiązując do słabego wyglądu Altmana. Oboje nie wyglądali szczególnie dobrze. Może to wina wyczerpującej akcji, a może późnej pory. Ale przecież nie musieli o tym rozmawiać.
Zamoczyła usta w wódce, nawet nie krzywiąc się przy tym. Wprawdzie powoli traciła formę, ale bywały takie wieczory, gdzie alkohol nie miał smaku i ten wysokoprocentowy piło się niczym gazowaną wodę.
- Jutro mam wolne, inaczej nie byłoby mnie tutaj - wyjaśniła krótko. Terry na pewno dobrze znał uczucie, gdy nie mógł pozwolić sobie na szaleństwo, oboje pracowali w służbach mundurowych, każde z nich musiało być na służbie w pełnej dyspozycji. - Uważasz, że nie stać mnie na jakiś wymyślny zestaw? - na twarzy Jo wymalowała się podejrzliwość, która po krótkiej przemieniła się w lekki, aczkolwiek szczery uśmiech. - I masz rację. Nigdy nie gardzę darmowym alkoholem - przystanęła na jego propozycję. To nie tak, że była spłukana, bo jako zastępca komendanta zarabiała naprawdę nieźle. Nie miała też dużo wydatków, a jako singielka mogła pozwolić sobie na różne przyjemności. A jednak pacierza i wódki nie odmawiała. - Ale pod warunkiem, że dotrzymasz mi kroku - uniosła figlarnie jedną brew. Hej, przecież musiała mieć odpowiedniego kompana do picia, prawda? W tym momencie Altman nie mógł okazać się miękką cipką.
_________________




[Profil] [WWW]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2018-11-17, 17:49   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Im więcej podobnych widoków obserwowało się na codzień, tym lepiej szło uodparnianie się. Trochę jak w przypadku amerykańskich dzieciaków, dla których pierwsza sekcja żaby przypominała istne katusze oraz walkę ze wzbierającą w przełyku żółcią. Później stanowiło to już wyuczony odruch, a nawet dodatkowe zagryzanie na boku batona przy rozbebeszonym płazie, nie stanowiło większego wyzwania. Tyle, że do podobnych widoków, które zastał na akcji wolałby się nigdy nie przyzwyczaić.
Nie musieli. Mogliby w pełni poświęcić uwagę sączonemu ze szklanek alkoholowi, kręcącym się dookoła ludziom, szukającym wrażeń. Mogliby postukiwać palcami w rytm muzyki, udając, że wcześniejszy wypadek nie miał wcale miejsca. Tyle, że taka postawa nic by nie załatwiła, a upychane do środka odczucia musiałyby w którymś momencie wyciec na zewnątrz. Podobne uczucie było mu zbyt znajome, aby po raz kolejny popełniał ten sam błąd chowania wszystkich wrażeń, odkładania ich na później.
Skwitował słowa Moore lekkim, niemrawym uśmiechem, zaciskając przy tym usta. Każdy się kiedyś potykał, dopóki był człowiekiem. Jednak czy na pewno chodziło o to potykanie się? Nie mieli przeciętnej fuchy, po której można było wrócić do domu i narzekać z jakimi to upierdliwymi klientami się nie miało do czynienia. Nie do końca o to się rozchodziło.
Zdaje się nigdy mocny alkohol nie wchodził mu tak jak woda gazowana albo inny napój. Szczypał w gardle tak samo, nie licząc smakowych piw i innych, podobnych tworów, bez różnicy czy zapijał udane zaliczenie egzaminów czy czyjąś śmierć.
Uniósł zaraz dłonie w obronnym geście.
- Nawet bym nie śmiał - jako zastępca komendanta, Jo z pewnością zarabiała więcej, ale i miała dodatkowo więcej obowiązków. - Zwyczajna, koleżeńska propozycja. Uznałem, że zamówisz drugi w kolejności, skoro możemy posiedzieć dłużej bez zawracania sobie głowy wczesnym wstawaniem.
Kiwnął jeszcze głową, zauważając ten podstępny błysk w oku. Ani trochę go nie zniechęcił.
- Spróbuję. Postaram się.
Bo nigdy nic nie było w stu procentach pewne. Jako umysł poniekąd analityczny, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Należało przynajmniej jeden procent przeznaczyć na sytuację losową, psującą plany, których było się pewnych tak bardzo jak faktu, że było się żywym.
Zaczepił barmana, gdy ten na nowo poświęcił mu uwagę, po czym zamówił kilka kolejek w zestawie opatrzonym nazwą dziesięć przykazań. Nigdy nie był szczególnie religijny, pomijając te momenty w szkole, gdy rzeczywiście modlił się o powodzenie, chociaż inteligencji nigdy nie można było mu odmówić.
- Słyszałaś o tym trupie, którego odkopano na czyjejś posesji? - musiał czymś odwrócić uwagę od dzieci z oberwanymi głowami. Nagle odebrał wrażenie, że nie powinien nadawać zdaniu pytającej intonacji. Moore zdawała się być osobą, która wiedziała o każdej, poważniejszej akcji, w którą zamieszana była brentwoodzka policja.
_________________


[Profil]
 
 
Jo Moore



32

gania za bandytami

trochę wspomnień i nic więcej - czarne serce

North Brentwood

mów mi: kamilka

multikonta: jackie, booker, echo

nieobecność: częściej bywam niż jestem, ale odpisuję!

Wysłany: 2018-11-19, 18:46   
  

  
Jo Moore

  
frozen hearts growing colder with time

  

  
  
  
  


Propozycja Altmana wydała jej się sensowna. Najpierw on postawi jej drinka, a w następnej kolejce ona odwdzięczy się tym samym. Skoro mieli spędzić tutaj trochę czasu, na pewno przebrną przez więcej niż dwie kolejki. Moore nigdzie się nie wybierała i najwyraźniej mężczyzna miał podobne plany na dalszą część wieczoru.
- Zgoda - skinęła głową, przystając na jego inicjatywę. - Dopiję czystą i możesz zafundować mi coś nietypowego. Zaskocz mnie - mrugnęła porozumiewawczo do Terry'ego i upiła łyk zimnej wódki. Piekła niemiłosiernie, ale przecież o to chodziło. Nie miała smakować, a jeśli by tak było, to oznaczałoby, że Jo ma poważny problem.
Kiedy miała dwanaście lat, ukradkiem napiła się wódki z kieliszka matki, która przyłapała ją na gorącym uczynku. Usta Jo wykrzywiły się wtedy w ogromnym grymasie i sama na tamten moment nie wiedziała, czy przyczynił się do tego ohydny smak alkoholu, czy fakt, że Tessa stała za winklem i obserwowała jej poczynania. Widzisz, córciu, takie niedobre, a mamusia musi. Nie do końca zrozumiała jej słowa, była jeszcze dzieckiem, ale z czasem rozumiała je coraz lepiej. Czasami musiała napić się, żeby przetrawić pewne sytuacje. A czasami po prostu lubiła dać w palnik, nie zaniedbujący przy tym żadnych obowiązków.
- Oczywiście - odparła w odpowiedzi na pytanie Altmana. Oczywistą oczywistością było, że orientowała się w każdym wydarzeniu, w które angażowała się policja. Podejrzewała, że nie tylko cały komisariat żył sprawą zwłok z ogródka, przecież Brentwood było niedużym miastem i wieści rozchodziły się tutaj lepiej niż ciepłe bułeczki. No i nie każdego dnia zostaje odkopany trup na posesji jakiejś staruszki. - To sprawa dla wydziału zabójstw, ale akcja jest gruba. Podobno ciało nie jest najlepszej świeżości i trochę gniło sobie w ziemi. Co o tym słyszałeś? - zaciekawiła się, zerkając na Terry'ego znad swojej szklanki z alkoholem. Zawsze ciekawiło ją, co do powiedzenia na temat różnych zdarzeń mają osoby, które nie są związane bezpośrednio z policją. Czasem wychodziły z tego zabawne sytuacje, a plotki nabierały nowych objętości.
_________________




[Profil] [WWW]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2018-12-08, 12:56   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Altman nie mógł za bardzo odnieść się nawet do relacji z matką, bo… prawie jej nie było. Widniała gdzieś na papierkach urzędowych, składała podpisy do dokumentów szkolnych, gdy musiała. Czasami nawet przewijała się w kuchni, albo czytała w salonie, jednak nie kojarzyła się z typowo kochającą matką, wręczającą pociechom drugie śniadanie, przychodzącą na szkolne przedstawienia nawet jeśli dziecko grało drzewo. Z tego wszystkiego nie nabawił się skrzywienia psychicznego, a to całkiem nie tak zły bilans. Trudno. Czasami los po prostu wolał zadecydować za człowieka, odsuwając na bok najbardziej ważne figury w czyimś życiu.
- Mhm… - pokręcił trochę nosem, po opróżnieniu swojej szklaneczki z gorzko-słodką zawartością. - Właściwie to byłem przy tym, bo tego trupa odkopano w ogródku mojego dobrego kumpla.
Wolał zachować dane osobowe dla siebie. Nikt nie musiał przecież wiedzieć, że chodzi właśnie o młodego chłopaka, studenta, a nie bardziej sędziwego mieszkańca miasteczka. To jeszcze bardziej wzbudzałoby podejrzenia odnośnie chłopaka, który nie skrzywdziłby przecież muchy.
- Pies najpierw wykopał palec, a później próbował dobrać się do reszty. Nie wiem jak działa ta relacja trup-gleba czy po pewnym czasie ziemia wypycha szczątki bardziej na górę czy… cokolwiek.
Zrobił zamotany gest rękoma. To jasne, że nie oskarżał Joeya o morderstwo czy cokolwiek złego, związanego z tym tematem. Harrison interesował się co prawda psychopatami, ganiającymi nastolatków z siekierą gdzieś na odludziu, ale to był zupełnie inny poziom zbrodni. Coś co fascynuje, ale jednocześnie przeraża, gdy ma się do czynienia ze sprawą na własnym podwórku.
- To trochę… - zaśmiał się krótko, ocierając nawilżone alkoholem usta przedramieniem. - … zabawne, że tak luźno rozmawiamy o pracy w otoczeniu ćpunów i zawodowych alkoholików.
Nie było co owijać w bawełnę, tego typu miejsca-kluby, często przyciągały wszelki margines społeczny, ale taki bardziej przy kasie, mogący pozwolić sobie na bardziej ekskluzywne trucizny, aniżeli melinarskie specjały wciągane, albo dożylnie wprowadzane gdzieś w zacienionych miejscach zimnych ścian.
Zerknął nawet kątem oka na delikwenta całkiem odpowiadającego podobnemu opisowi, podpierającego się łokciami o bar, kilkadziesiąt centymetrów dalej. Żadnej reakcji. Kto w ogóle zawracałby sobie głowę dwoma ludźmi rozmawiającymi przy barze o czymkolwiek, gdy w uszach szumiało, a cel jednoznacznie wskazywał na zdobycie kolejnej porcji procentów, bez bezsensownego komplikowania zadania próbami wyłapywania kontekstów, gdy dookoła dudniła klubowa muzyka. Może po kilku kolejkach noga Terry'ego sama zaczęłaby chodzić do rytmu, a i w bardziej odważnym porywie znalazłby się na parkiecie, co by wypocić związki alkoholowe, robiąc tym samym miejsce dla następnych. Szczerze mówiąc, dawno nie szalał w podobny sposób. Nie żeby w ogóle uważał się za imprezową bestię.
- Myślisz, że ktoś tutaj pracował już pod przykrywką? - zawsze go fascynował ten sposób prowadzenia śledztw przez gliniarzy. Idealny sposób na wyrzucenie z siebie trochę kreatywności.
Koleś za ladą ponownie zaszczycił ich swoją obecnością.
- Podpalane szoty - zadecydował z zadowoleniem wyłożył banknoty w stronę barmana, szczerząc się sympatycznie. Miał ją w końcu zaskoczyć. A co mogłoby być bardziej charakterystyczne dla strażaków niż szoty z płomieniem w środku? Oczywiście, nikt nie zamierzał podpalić sobie języka.
_________________


[Profil]
 
 
Jo Moore



32

gania za bandytami

trochę wspomnień i nic więcej - czarne serce

North Brentwood

mów mi: kamilka

multikonta: jackie, booker, echo

nieobecność: częściej bywam niż jestem, ale odpisuję!

Wysłany: 2018-12-09, 00:04   
  

  
Jo Moore

  
frozen hearts growing colder with time

  

  
  
  
  


Spojrzała na niego znad swojej szklanki z nieukrywaną ciekawością. Co właściwie Altman robił w ogródku, gdzie wykopano zwłoki? Szybko wyjaśniło się, że gość był dobrym znajomym chłopaka, co z kolei wywołało na twarzy Moore przebiegły uśmiech.
- Dobry kumpel, jasne - mrugnęła porozumiewawczo do Terry'ego i upiła łyk alkoholu. Mimowolnie skrzywiła się, do czego przyczynił się cierpki smak wódki. Tessa miała rację - takie niedobre, a Jo musiała. Skrzywiła się ponownie, gdy strażak wspomniał o poszczególnych częściach ciała, które wykopywał pies. Nie była brzydliwa, ale nie miała zbyt wiele do czynienia z ciałami, które przez jakiś dłuższy, czy krótszy czas rozkładały się w glebie. To nie była jej działka, chociaż niejednokrotnie trafiała na miejsce zdarzenia, gdzie pracowali już kryminalni. Oględziny zwłok, zwłaszcza po morderstwie, nie należały do najprzyjemniejszych. W dodatku za każdym razem Moore miała wrażenie, że wielkie oczy truposza zawsze wpatrywały się w te jej, w którymkolwiek miejscu by nie stała. Jo miała do czynienia wtedy, kiedy jedne zakopywała w lasku poza miastem, ówcześnie paląc je. W miejscu zdarzenia wraz z towarzyszami zbrodni zasadziła jabłonkę. Ale nikt o tym nie wiedział. Nikt. I nikt nie mógł się o tym dowiedzieć. Nigdy.
- Podejrzewam, że ktoś z moich ludzi zdążył już przesłuchać twojego kumpla, skoro wydarzyło się to na terenie jego posesji - powiedziała, ale nie było to żadną nowością, tak wyglądały procedury. Skąd pewność, że chłopak nie miał nic wspólnego z zakopywaniem ciała w ogródku? Może i Altman znał gościa i dałby sobie za niego uciąć rękę, ale policja takiej pewności nie miała.
Rozejrzała się po klubie. W przeciwieństwie do Terry'ego, Moore uważała się za imprezową bestię. To znaczy, teraz trochę spuściła z tonu, wiek dawał o sobie znać, a kace były coraz uciążliwsze, ale nie raz i nie dwa wyglądała jak te zataczające się na parkiecie panienki. Wprawdzie Jo nie tańczyła, bo nie umiała, ale po kilku głębszych muzyka jej w tańcu zupełnie nie przeszkadzała.
- Zważywszy na obecność tych ćpunów i alkoholików, to jestem pewna, że pracowano tutaj pod przykrywką. Są ćpuni, to i muszą być gdzieś dealerzy. Ale dziś mnie to nie dotyczy - uniosła ręce w obronnym geście, zupełnie jakby ktoś do niej celował. - No właśnie. Po robocie nie gadamy o robocie, Altman - Jo szybko opuściła ręce. To był ciężki dzień, a Moore była po służbie. Nawet giwerę zostawiła w domu, chociaż często nosiła ją przy sobie, nawet będąc po pracy. Ale tego wieczoru mogło się walić i palić, musiała się odstresować. Oboje powinni.
Oczy jej się zaświeciły, a to za sprawką płonących szotów. No proszę, ktoś tu jednak serio potrafił ją zaskoczyć! Dobra robota, Altman, oby tak dalej!
_________________




[Profil] [WWW]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-01-10, 15:58   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Rozłożył ręce w zupełnie niewinnym geście. Kumpel. Nic nadzwyczajnego nie kryło się za tym słowem. Gdyby było inaczej i rzeczywiście coś miało miejsce między nim, a Joeyem… to głupie. Samo dopuszczanie do siebie podobnych wizji sprawiło, że było mu niezręcznie. Co by sobie pomyślał jego kumpel gdyby wiedział o tym? Nie chciał, aby sytuacja nagle stała się napięta i nawet głupie wyjście na piwo zaczęło mieć jakiś niewypowiedziany kontekst. Przecież nie o to chodziło. Wiedział, że Joey lubił chłopaków, Terrance raczej również nie ukrywał się z tym faktem, z tym że… raczej nie mówił otwarcie o umawianiu się z mężczyznami. Ostatnio nawet nie próbował. Dziwnie by się czuł, szczególnie, że ktoś cały czas siedział mu głowie. Nie byłby wtedy fair, względem siebie, jak i osób, z którymi coś by kombinował. Zatwardziały monogamista uczuciowy.
Wszyscy ludzie mieli coś za uszami, co do tego nie miał wątpliwości, a jednak, gdyby ktoś powiedział mu, że Jo była zamieszana w jakąś grubszą akcję z trupem… nie dałby się przekonać. Miał kobietę za naprawdę porządną osobę, a i policjantkę tym bardziej. To tak, jakby ktoś uznał, że Altman świadomie wywołał pożar, mogący zagrozić czyjemuś życiu. Kompletna abstrakcja. Może jednak nie powinien tak bardzo przyrównywać innych ludzi do swojego sposobu postępowania… nawet tych, których zdaje się znał na całkiem przyjacielskim stopniu.
- Coś było - mruknął, nie zdradzając więcej informacji w tym temacie. Chociażby zamiarów Joeya, odnośnie grzebania w tej podejrzanej wielce sprawie.
- Jasne - przytaknął, bo chociaż lubił się czasem chwalić udanymi akcjami, należało zwracać uwagę na rzeczy dziejące się po za służbowym klimatem.
Z prawdziwym zainteresowaniem w oczach śledził poczynania barmana, gdy ten finezyjnie nalewał trunków do kieliszków, co by na koniec podpalić zawartość. Nim ogień zdążył się rozprzestrzenić w substancji, zgasł, za sprawą tego samego mistrza profesji, co podstawił im zamówienie z wymalowanym nawet uśmiechem, widząc twarze, przypominające wyrazem podekscytowane dzieci, oglądające spektakl kukiełkowy.
- To co… - chwycił jeden z kieliszków o dosyć mocnej woni, stonowanej równocześnie przez słodkie dodatki. - Za wspólne wyjście, dobre towarzystwo i… oby wpadło coś w podwyżce.
Tym by zdecydowanie nie pogardził, o czym świadczył szeroki uśmiech, odsłaniający białe zęby. I na raz opróżnił zawartość kieliszka, trochę się krzywiąc, ale zaraz zmienił wyraz twarzy, gdyż ten „podpalany szot” rzeczywiście nie był zły, jak ciągnięcie wódki z gwinta.
- Chyba schudłem - poklepał się po brzuchu, krzywiąc nieco, bo jako posiadacz szybkiej przemiany materii, jego organizm zdecydowanie wolał uszczuplać zasoby protein i węgli, zamiast przyczyniać się do budowania plażowej sylwetki.
- Szybciej mi alkohol uderzy do głowy - na to wcale nie zamierzał narzekać, bo w końcu przyszedł tu żeby wypić, prawda? Zamierzenia jak najbardziej zostawały spełniane, odsuwając na bok obraz z tragicznego wypadku, wypełniając tymczasem myśli kolorowymi światełkami i równie barwnymi drinkami.
- A jak tam z tobą, ktoś interesujący się pojawił na horyzoncie?
Nie zamierzał brutalnie naruszać prywatności Moore, ale w sumie to życzyłby jej porządnego obiektu zainteresowań. Może za bardzo wierzył w romantyzm i nastawianie się na związek na całe życie, w przeciwieństwie do szukania przygód na jedną, dwie noce. Cóż, do niego nigdy nie przemawiał taki styl życia.
_________________


[Profil]
 
 
Jo Moore



32

gania za bandytami

trochę wspomnień i nic więcej - czarne serce

North Brentwood

mów mi: kamilka

multikonta: jackie, booker, echo

nieobecność: częściej bywam niż jestem, ale odpisuję!

Wysłany: 2019-01-13, 18:59   
  

  
Jo Moore

  
frozen hearts growing colder with time

  

  
  
  
  


Zgrywała się. Nie uważała, żeby pod słowem kumpel kryło się coś więcej, bo była doskonałym przykładem, że prawdziwa przyjaźń istniała. Sama przyjaźniła się z Bishop od wielu lat, mimo że zdarzały im się łóżkowe ekscesy. To z nią Moore dopuściła się zdrady, a policjantka była osobą, dla której Dylan nie potrafiła zachować wierności swojej żonie. Sytuacje w ich związkach były o wiele bardziej skomplikowane, ale to tylko przeważyło szale, a wszystko zakończyło się dwoma rozwodami i garścią rozczarowań. Można było inaczej, ale tak po prostu wyszło i z kwestią czasu Jo przestała mieć większe wyrzuty sumienia, bo to nie Bishop była powodem rozpadu jej małżeństwa.
Zawtórowała Altmanowi toastem i po tym jak uniosła kieliszek, szybko opróżniła jego zawartość. Po jej twarzy nie przemknął nawet cień grymasu, bo w przeciwieństwie do czystej wódki, szot wchodził i smakował jak miód. Tym bardziej, że toast odnosił się bezpośrednio do podwyżki, a policjantka nie znała nikogo, kto narzekałby na dodatkową premię pieniężną.
- Dobrze wyglądasz - skwitowała, kiedy Terry wspomniał o utracie wagi. Ona od zawsze była wysoka i chuda, ale szczupłą sylwetkę na ogół skrywała pod mundurem, a poza pracą zarzucała na siebie szerokie koszule i bluzy. Oglądanie Moore w sukienkach graniczyło z cudem, chociaż zdarzało jej się wskoczyć w coś takiego na specjalne okazje. Od święta, ale jednak. - Ale wiesz, że przed piciem człowiek powinien porządnie się najeść, co nie? - zerknęła podejrzliwie na kolegę, bo przecież każdy człowiek musiał zdawać sobie z tego sprawę. Nawet Moore o tym pamiętała i dawno wyrosła z picia na pusty żołądek, bo to nigdy nie kończyło się dobrze.
Nie chciała pozostać dłużna, więc jeszcze zanim zdążyli wypić podpalane szoty, zamówiła kolejną kolejkę w postaci Czarnego Rosjanina, w którego skład wchodziła wódka i likier kawowy.
Kiedy Terrance zapytał o jej życie towarzyskie, Jo wzruszyła ramionami. Także życzyła samej sobie kogo porządnego, ale na nic się nie nastawiała. Nie należała do tych kobiet, które za wszelką cenę muszą się z kimś związać. Ba, zanim w jej życiu pojawiła się była małżonka, Moore uchodziła za wiecznego singla, damską wersję Casanovy i nie miała w zwyczaju pakować się w stałe relacje. Po rozwodzie wróciła do starego nawyku, jednak z wiekiem trochę przystopowała, a to dlatego, że nie miała aż tyle czasu. Praca zdołała pochłonąć trzy czwarte wolnego czasu, ale to nie oznaczało, że Moore nie opuszczała pubów w towarzystwie jakichś podpitych panienek, żeby ugościć je w swoim łóżku.
- Ogólnie nie, a tutaj... - powiedziała i rozejrzała się wokół, żartobliwie nawiązując do horyzontu, jednak nie dostrzegła nikogo wartego uwagi. Co prawda jakaś niewysoka szatynka zerkała na nią z drugiego końca baru, co nie umknęło policjantce, ale tego wieczora nie miała ochoty na nawiązywanie bliższych znajomości. - Też nie - wzruszyła ramionami, odwracając wzrok od nieznajomej. - Nie nadaję się do czegoś większego. No, a co z tobą? Twoje serduszko bije na widok jakieś superkowej osoby? - zainteresowała się i podsunęła Altmanowi Czarnego Rosjanina. Pewnie taka mieszanka szotów nie była wskazana, ale chyba żadne z nich nie miało zamiaru się tym przejmować.
_________________




[Profil] [WWW]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5