Poprzedni temat «» Następny temat
Sugar Hut
Autor Wiadomość
Jo Moore

Wysłany: 2018-11-11, 12:19   

Jeśli człowiek ma w sobie chociaż odrobinę empatii, to nie może ot tak przywyknąć do przykrych widoków. Owszem, można się jakoś uodpornić, można na chwilę zapomnieć, można nie brać tego do siebie, ale masowe wypadki z dużą ilością krwi i z porozrywanymi zwłokami nigdy nie będą należały do najprzyjemniejszych widoków. Nawet dla Moore, która była kobietą nie do zdarcia i mało co ją ruszało i wzruszało. Była człowiekiem i była ludzka, nie zawsze potrafiła zapanować nad własnymi emocjami.
Zajęła miejsce na stołku, skinieniem głowy podziękowała barmanowi za wysokoprocentowy napój, po znów spojrzała na Altmana.
- Po prostu cieszę się, że nie tylko ja się potykam - zażartowała, nawiązując do słabego wyglądu Altmana. Oboje nie wyglądali szczególnie dobrze. Może to wina wyczerpującej akcji, a może późnej pory. Ale przecież nie musieli o tym rozmawiać.
Zamoczyła usta w wódce, nawet nie krzywiąc się przy tym. Wprawdzie powoli traciła formę, ale bywały takie wieczory, gdzie alkohol nie miał smaku i ten wysokoprocentowy piło się niczym gazowaną wodę.
- Jutro mam wolne, inaczej nie byłoby mnie tutaj - wyjaśniła krótko. Terry na pewno dobrze znał uczucie, gdy nie mógł pozwolić sobie na szaleństwo, oboje pracowali w służbach mundurowych, każde z nich musiało być na służbie w pełnej dyspozycji. - Uważasz, że nie stać mnie na jakiś wymyślny zestaw? - na twarzy Jo wymalowała się podejrzliwość, która po krótkiej przemieniła się w lekki, aczkolwiek szczery uśmiech. - I masz rację. Nigdy nie gardzę darmowym alkoholem - przystanęła na jego propozycję. To nie tak, że była spłukana, bo jako zastępca komendanta zarabiała naprawdę nieźle. Nie miała też dużo wydatków, a jako singielka mogła pozwolić sobie na różne przyjemności. A jednak pacierza i wódki nie odmawiała. - Ale pod warunkiem, że dotrzymasz mi kroku - uniosła figlarnie jedną brew. Hej, przecież musiała mieć odpowiedniego kompana do picia, prawda? W tym momencie Altman nie mógł okazać się miękką cipką.
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2018-11-17, 17:49   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Im więcej podobnych widoków obserwowało się na codzień, tym lepiej szło uodparnianie się. Trochę jak w przypadku amerykańskich dzieciaków, dla których pierwsza sekcja żaby przypominała istne katusze oraz walkę ze wzbierającą w przełyku żółcią. Później stanowiło to już wyuczony odruch, a nawet dodatkowe zagryzanie na boku batona przy rozbebeszonym płazie, nie stanowiło większego wyzwania. Tyle, że do podobnych widoków, które zastał na akcji wolałby się nigdy nie przyzwyczaić.
Nie musieli. Mogliby w pełni poświęcić uwagę sączonemu ze szklanek alkoholowi, kręcącym się dookoła ludziom, szukającym wrażeń. Mogliby postukiwać palcami w rytm muzyki, udając, że wcześniejszy wypadek nie miał wcale miejsca. Tyle, że taka postawa nic by nie załatwiła, a upychane do środka odczucia musiałyby w którymś momencie wyciec na zewnątrz. Podobne uczucie było mu zbyt znajome, aby po raz kolejny popełniał ten sam błąd chowania wszystkich wrażeń, odkładania ich na później.
Skwitował słowa Moore lekkim, niemrawym uśmiechem, zaciskając przy tym usta. Każdy się kiedyś potykał, dopóki był człowiekiem. Jednak czy na pewno chodziło o to potykanie się? Nie mieli przeciętnej fuchy, po której można było wrócić do domu i narzekać z jakimi to upierdliwymi klientami się nie miało do czynienia. Nie do końca o to się rozchodziło.
Zdaje się nigdy mocny alkohol nie wchodził mu tak jak woda gazowana albo inny napój. Szczypał w gardle tak samo, nie licząc smakowych piw i innych, podobnych tworów, bez różnicy czy zapijał udane zaliczenie egzaminów czy czyjąś śmierć.
Uniósł zaraz dłonie w obronnym geście.
- Nawet bym nie śmiał - jako zastępca komendanta, Jo z pewnością zarabiała więcej, ale i miała dodatkowo więcej obowiązków. - Zwyczajna, koleżeńska propozycja. Uznałem, że zamówisz drugi w kolejności, skoro możemy posiedzieć dłużej bez zawracania sobie głowy wczesnym wstawaniem.
Kiwnął jeszcze głową, zauważając ten podstępny błysk w oku. Ani trochę go nie zniechęcił.
- Spróbuję. Postaram się.
Bo nigdy nic nie było w stu procentach pewne. Jako umysł poniekąd analityczny, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Należało przynajmniej jeden procent przeznaczyć na sytuację losową, psującą plany, których było się pewnych tak bardzo jak faktu, że było się żywym.
Zaczepił barmana, gdy ten na nowo poświęcił mu uwagę, po czym zamówił kilka kolejek w zestawie opatrzonym nazwą dziesięć przykazań. Nigdy nie był szczególnie religijny, pomijając te momenty w szkole, gdy rzeczywiście modlił się o powodzenie, chociaż inteligencji nigdy nie można było mu odmówić.
- Słyszałaś o tym trupie, którego odkopano na czyjejś posesji? - musiał czymś odwrócić uwagę od dzieci z oberwanymi głowami. Nagle odebrał wrażenie, że nie powinien nadawać zdaniu pytającej intonacji. Moore zdawała się być osobą, która wiedziała o każdej, poważniejszej akcji, w którą zamieszana była brentwoodzka policja.
_________________


[Profil]
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2018-11-19, 18:46   

Propozycja Altmana wydała jej się sensowna. Najpierw on postawi jej drinka, a w następnej kolejce ona odwdzięczy się tym samym. Skoro mieli spędzić tutaj trochę czasu, na pewno przebrną przez więcej niż dwie kolejki. Moore nigdzie się nie wybierała i najwyraźniej mężczyzna miał podobne plany na dalszą część wieczoru.
- Zgoda - skinęła głową, przystając na jego inicjatywę. - Dopiję czystą i możesz zafundować mi coś nietypowego. Zaskocz mnie - mrugnęła porozumiewawczo do Terry'ego i upiła łyk zimnej wódki. Piekła niemiłosiernie, ale przecież o to chodziło. Nie miała smakować, a jeśli by tak było, to oznaczałoby, że Jo ma poważny problem.
Kiedy miała dwanaście lat, ukradkiem napiła się wódki z kieliszka matki, która przyłapała ją na gorącym uczynku. Usta Jo wykrzywiły się wtedy w ogromnym grymasie i sama na tamten moment nie wiedziała, czy przyczynił się do tego ohydny smak alkoholu, czy fakt, że Tessa stała za winklem i obserwowała jej poczynania. Widzisz, córciu, takie niedobre, a mamusia musi. Nie do końca zrozumiała jej słowa, była jeszcze dzieckiem, ale z czasem rozumiała je coraz lepiej. Czasami musiała napić się, żeby przetrawić pewne sytuacje. A czasami po prostu lubiła dać w palnik, nie zaniedbujący przy tym żadnych obowiązków.
- Oczywiście - odparła w odpowiedzi na pytanie Altmana. Oczywistą oczywistością było, że orientowała się w każdym wydarzeniu, w które angażowała się policja. Podejrzewała, że nie tylko cały komisariat żył sprawą zwłok z ogródka, przecież Brentwood było niedużym miastem i wieści rozchodziły się tutaj lepiej niż ciepłe bułeczki. No i nie każdego dnia zostaje odkopany trup na posesji jakiejś staruszki. - To sprawa dla wydziału zabójstw, ale akcja jest gruba. Podobno ciało nie jest najlepszej świeżości i trochę gniło sobie w ziemi. Co o tym słyszałeś? - zaciekawiła się, zerkając na Terry'ego znad swojej szklanki z alkoholem. Zawsze ciekawiło ją, co do powiedzenia na temat różnych zdarzeń mają osoby, które nie są związane bezpośrednio z policją. Czasem wychodziły z tego zabawne sytuacje, a plotki nabierały nowych objętości.
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2018-12-08, 12:56   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Altman nie mógł za bardzo odnieść się nawet do relacji z matką, bo… prawie jej nie było. Widniała gdzieś na papierkach urzędowych, składała podpisy do dokumentów szkolnych, gdy musiała. Czasami nawet przewijała się w kuchni, albo czytała w salonie, jednak nie kojarzyła się z typowo kochającą matką, wręczającą pociechom drugie śniadanie, przychodzącą na szkolne przedstawienia nawet jeśli dziecko grało drzewo. Z tego wszystkiego nie nabawił się skrzywienia psychicznego, a to całkiem nie tak zły bilans. Trudno. Czasami los po prostu wolał zadecydować za człowieka, odsuwając na bok najbardziej ważne figury w czyimś życiu.
- Mhm… - pokręcił trochę nosem, po opróżnieniu swojej szklaneczki z gorzko-słodką zawartością. - Właściwie to byłem przy tym, bo tego trupa odkopano w ogródku mojego dobrego kumpla.
Wolał zachować dane osobowe dla siebie. Nikt nie musiał przecież wiedzieć, że chodzi właśnie o młodego chłopaka, studenta, a nie bardziej sędziwego mieszkańca miasteczka. To jeszcze bardziej wzbudzałoby podejrzenia odnośnie chłopaka, który nie skrzywdziłby przecież muchy.
- Pies najpierw wykopał palec, a później próbował dobrać się do reszty. Nie wiem jak działa ta relacja trup-gleba czy po pewnym czasie ziemia wypycha szczątki bardziej na górę czy… cokolwiek.
Zrobił zamotany gest rękoma. To jasne, że nie oskarżał Joeya o morderstwo czy cokolwiek złego, związanego z tym tematem. Harrison interesował się co prawda psychopatami, ganiającymi nastolatków z siekierą gdzieś na odludziu, ale to był zupełnie inny poziom zbrodni. Coś co fascynuje, ale jednocześnie przeraża, gdy ma się do czynienia ze sprawą na własnym podwórku.
- To trochę… - zaśmiał się krótko, ocierając nawilżone alkoholem usta przedramieniem. - … zabawne, że tak luźno rozmawiamy o pracy w otoczeniu ćpunów i zawodowych alkoholików.
Nie było co owijać w bawełnę, tego typu miejsca-kluby, często przyciągały wszelki margines społeczny, ale taki bardziej przy kasie, mogący pozwolić sobie na bardziej ekskluzywne trucizny, aniżeli melinarskie specjały wciągane, albo dożylnie wprowadzane gdzieś w zacienionych miejscach zimnych ścian.
Zerknął nawet kątem oka na delikwenta całkiem odpowiadającego podobnemu opisowi, podpierającego się łokciami o bar, kilkadziesiąt centymetrów dalej. Żadnej reakcji. Kto w ogóle zawracałby sobie głowę dwoma ludźmi rozmawiającymi przy barze o czymkolwiek, gdy w uszach szumiało, a cel jednoznacznie wskazywał na zdobycie kolejnej porcji procentów, bez bezsensownego komplikowania zadania próbami wyłapywania kontekstów, gdy dookoła dudniła klubowa muzyka. Może po kilku kolejkach noga Terry'ego sama zaczęłaby chodzić do rytmu, a i w bardziej odważnym porywie znalazłby się na parkiecie, co by wypocić związki alkoholowe, robiąc tym samym miejsce dla następnych. Szczerze mówiąc, dawno nie szalał w podobny sposób. Nie żeby w ogóle uważał się za imprezową bestię.
- Myślisz, że ktoś tutaj pracował już pod przykrywką? - zawsze go fascynował ten sposób prowadzenia śledztw przez gliniarzy. Idealny sposób na wyrzucenie z siebie trochę kreatywności.
Koleś za ladą ponownie zaszczycił ich swoją obecnością.
- Podpalane szoty - zadecydował z zadowoleniem wyłożył banknoty w stronę barmana, szczerząc się sympatycznie. Miał ją w końcu zaskoczyć. A co mogłoby być bardziej charakterystyczne dla strażaków niż szoty z płomieniem w środku? Oczywiście, nikt nie zamierzał podpalić sobie języka.
_________________


[Profil]
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2018-12-09, 00:04   

Spojrzała na niego znad swojej szklanki z nieukrywaną ciekawością. Co właściwie Altman robił w ogródku, gdzie wykopano zwłoki? Szybko wyjaśniło się, że gość był dobrym znajomym chłopaka, co z kolei wywołało na twarzy Moore przebiegły uśmiech.
- Dobry kumpel, jasne - mrugnęła porozumiewawczo do Terry'ego i upiła łyk alkoholu. Mimowolnie skrzywiła się, do czego przyczynił się cierpki smak wódki. Tessa miała rację - takie niedobre, a Jo musiała. Skrzywiła się ponownie, gdy strażak wspomniał o poszczególnych częściach ciała, które wykopywał pies. Nie była brzydliwa, ale nie miała zbyt wiele do czynienia z ciałami, które przez jakiś dłuższy, czy krótszy czas rozkładały się w glebie. To nie była jej działka, chociaż niejednokrotnie trafiała na miejsce zdarzenia, gdzie pracowali już kryminalni. Oględziny zwłok, zwłaszcza po morderstwie, nie należały do najprzyjemniejszych. W dodatku za każdym razem Moore miała wrażenie, że wielkie oczy truposza zawsze wpatrywały się w te jej, w którymkolwiek miejscu by nie stała. Jo miała do czynienia wtedy, kiedy jedne zakopywała w lasku poza miastem, ówcześnie paląc je. W miejscu zdarzenia wraz z towarzyszami zbrodni zasadziła jabłonkę. Ale nikt o tym nie wiedział. Nikt. I nikt nie mógł się o tym dowiedzieć. Nigdy.
- Podejrzewam, że ktoś z moich ludzi zdążył już przesłuchać twojego kumpla, skoro wydarzyło się to na terenie jego posesji - powiedziała, ale nie było to żadną nowością, tak wyglądały procedury. Skąd pewność, że chłopak nie miał nic wspólnego z zakopywaniem ciała w ogródku? Może i Altman znał gościa i dałby sobie za niego uciąć rękę, ale policja takiej pewności nie miała.
Rozejrzała się po klubie. W przeciwieństwie do Terry'ego, Moore uważała się za imprezową bestię. To znaczy, teraz trochę spuściła z tonu, wiek dawał o sobie znać, a kace były coraz uciążliwsze, ale nie raz i nie dwa wyglądała jak te zataczające się na parkiecie panienki. Wprawdzie Jo nie tańczyła, bo nie umiała, ale po kilku głębszych muzyka jej w tańcu zupełnie nie przeszkadzała.
- Zważywszy na obecność tych ćpunów i alkoholików, to jestem pewna, że pracowano tutaj pod przykrywką. Są ćpuni, to i muszą być gdzieś dealerzy. Ale dziś mnie to nie dotyczy - uniosła ręce w obronnym geście, zupełnie jakby ktoś do niej celował. - No właśnie. Po robocie nie gadamy o robocie, Altman - Jo szybko opuściła ręce. To był ciężki dzień, a Moore była po służbie. Nawet giwerę zostawiła w domu, chociaż często nosiła ją przy sobie, nawet będąc po pracy. Ale tego wieczoru mogło się walić i palić, musiała się odstresować. Oboje powinni.
Oczy jej się zaświeciły, a to za sprawką płonących szotów. No proszę, ktoś tu jednak serio potrafił ją zaskoczyć! Dobra robota, Altman, oby tak dalej!
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-01-10, 15:58   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Rozłożył ręce w zupełnie niewinnym geście. Kumpel. Nic nadzwyczajnego nie kryło się za tym słowem. Gdyby było inaczej i rzeczywiście coś miało miejsce między nim, a Joeyem… to głupie. Samo dopuszczanie do siebie podobnych wizji sprawiło, że było mu niezręcznie. Co by sobie pomyślał jego kumpel gdyby wiedział o tym? Nie chciał, aby sytuacja nagle stała się napięta i nawet głupie wyjście na piwo zaczęło mieć jakiś niewypowiedziany kontekst. Przecież nie o to chodziło. Wiedział, że Joey lubił chłopaków, Terrance raczej również nie ukrywał się z tym faktem, z tym że… raczej nie mówił otwarcie o umawianiu się z mężczyznami. Ostatnio nawet nie próbował. Dziwnie by się czuł, szczególnie, że ktoś cały czas siedział mu głowie. Nie byłby wtedy fair, względem siebie, jak i osób, z którymi coś by kombinował. Zatwardziały monogamista uczuciowy.
Wszyscy ludzie mieli coś za uszami, co do tego nie miał wątpliwości, a jednak, gdyby ktoś powiedział mu, że Jo była zamieszana w jakąś grubszą akcję z trupem… nie dałby się przekonać. Miał kobietę za naprawdę porządną osobę, a i policjantkę tym bardziej. To tak, jakby ktoś uznał, że Altman świadomie wywołał pożar, mogący zagrozić czyjemuś życiu. Kompletna abstrakcja. Może jednak nie powinien tak bardzo przyrównywać innych ludzi do swojego sposobu postępowania… nawet tych, których zdaje się znał na całkiem przyjacielskim stopniu.
- Coś było - mruknął, nie zdradzając więcej informacji w tym temacie. Chociażby zamiarów Joeya, odnośnie grzebania w tej podejrzanej wielce sprawie.
- Jasne - przytaknął, bo chociaż lubił się czasem chwalić udanymi akcjami, należało zwracać uwagę na rzeczy dziejące się po za służbowym klimatem.
Z prawdziwym zainteresowaniem w oczach śledził poczynania barmana, gdy ten finezyjnie nalewał trunków do kieliszków, co by na koniec podpalić zawartość. Nim ogień zdążył się rozprzestrzenić w substancji, zgasł, za sprawą tego samego mistrza profesji, co podstawił im zamówienie z wymalowanym nawet uśmiechem, widząc twarze, przypominające wyrazem podekscytowane dzieci, oglądające spektakl kukiełkowy.
- To co… - chwycił jeden z kieliszków o dosyć mocnej woni, stonowanej równocześnie przez słodkie dodatki. - Za wspólne wyjście, dobre towarzystwo i… oby wpadło coś w podwyżce.
Tym by zdecydowanie nie pogardził, o czym świadczył szeroki uśmiech, odsłaniający białe zęby. I na raz opróżnił zawartość kieliszka, trochę się krzywiąc, ale zaraz zmienił wyraz twarzy, gdyż ten „podpalany szot” rzeczywiście nie był zły, jak ciągnięcie wódki z gwinta.
- Chyba schudłem - poklepał się po brzuchu, krzywiąc nieco, bo jako posiadacz szybkiej przemiany materii, jego organizm zdecydowanie wolał uszczuplać zasoby protein i węgli, zamiast przyczyniać się do budowania plażowej sylwetki.
- Szybciej mi alkohol uderzy do głowy - na to wcale nie zamierzał narzekać, bo w końcu przyszedł tu żeby wypić, prawda? Zamierzenia jak najbardziej zostawały spełniane, odsuwając na bok obraz z tragicznego wypadku, wypełniając tymczasem myśli kolorowymi światełkami i równie barwnymi drinkami.
- A jak tam z tobą, ktoś interesujący się pojawił na horyzoncie?
Nie zamierzał brutalnie naruszać prywatności Moore, ale w sumie to życzyłby jej porządnego obiektu zainteresowań. Może za bardzo wierzył w romantyzm i nastawianie się na związek na całe życie, w przeciwieństwie do szukania przygód na jedną, dwie noce. Cóż, do niego nigdy nie przemawiał taki styl życia.
_________________


[Profil]
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2019-01-13, 18:59   

Zgrywała się. Nie uważała, żeby pod słowem kumpel kryło się coś więcej, bo była doskonałym przykładem, że prawdziwa przyjaźń istniała. Sama przyjaźniła się z Bishop od wielu lat, mimo że zdarzały im się łóżkowe ekscesy. To z nią Moore dopuściła się zdrady, a policjantka była osobą, dla której Dylan nie potrafiła zachować wierności swojej żonie. Sytuacje w ich związkach były o wiele bardziej skomplikowane, ale to tylko przeważyło szale, a wszystko zakończyło się dwoma rozwodami i garścią rozczarowań. Można było inaczej, ale tak po prostu wyszło i z kwestią czasu Jo przestała mieć większe wyrzuty sumienia, bo to nie Bishop była powodem rozpadu jej małżeństwa.
Zawtórowała Altmanowi toastem i po tym jak uniosła kieliszek, szybko opróżniła jego zawartość. Po jej twarzy nie przemknął nawet cień grymasu, bo w przeciwieństwie do czystej wódki, szot wchodził i smakował jak miód. Tym bardziej, że toast odnosił się bezpośrednio do podwyżki, a policjantka nie znała nikogo, kto narzekałby na dodatkową premię pieniężną.
- Dobrze wyglądasz - skwitowała, kiedy Terry wspomniał o utracie wagi. Ona od zawsze była wysoka i chuda, ale szczupłą sylwetkę na ogół skrywała pod mundurem, a poza pracą zarzucała na siebie szerokie koszule i bluzy. Oglądanie Moore w sukienkach graniczyło z cudem, chociaż zdarzało jej się wskoczyć w coś takiego na specjalne okazje. Od święta, ale jednak. - Ale wiesz, że przed piciem człowiek powinien porządnie się najeść, co nie? - zerknęła podejrzliwie na kolegę, bo przecież każdy człowiek musiał zdawać sobie z tego sprawę. Nawet Moore o tym pamiętała i dawno wyrosła z picia na pusty żołądek, bo to nigdy nie kończyło się dobrze.
Nie chciała pozostać dłużna, więc jeszcze zanim zdążyli wypić podpalane szoty, zamówiła kolejną kolejkę w postaci Czarnego Rosjanina, w którego skład wchodziła wódka i likier kawowy.
Kiedy Terrance zapytał o jej życie towarzyskie, Jo wzruszyła ramionami. Także życzyła samej sobie kogo porządnego, ale na nic się nie nastawiała. Nie należała do tych kobiet, które za wszelką cenę muszą się z kimś związać. Ba, zanim w jej życiu pojawiła się była małżonka, Moore uchodziła za wiecznego singla, damską wersję Casanovy i nie miała w zwyczaju pakować się w stałe relacje. Po rozwodzie wróciła do starego nawyku, jednak z wiekiem trochę przystopowała, a to dlatego, że nie miała aż tyle czasu. Praca zdołała pochłonąć trzy czwarte wolnego czasu, ale to nie oznaczało, że Moore nie opuszczała pubów w towarzystwie jakichś podpitych panienek, żeby ugościć je w swoim łóżku.
- Ogólnie nie, a tutaj... - powiedziała i rozejrzała się wokół, żartobliwie nawiązując do horyzontu, jednak nie dostrzegła nikogo wartego uwagi. Co prawda jakaś niewysoka szatynka zerkała na nią z drugiego końca baru, co nie umknęło policjantce, ale tego wieczora nie miała ochoty na nawiązywanie bliższych znajomości. - Też nie - wzruszyła ramionami, odwracając wzrok od nieznajomej. - Nie nadaję się do czegoś większego. No, a co z tobą? Twoje serduszko bije na widok jakieś superkowej osoby? - zainteresowała się i podsunęła Altmanowi Czarnego Rosjanina. Pewnie taka mieszanka szotów nie była wskazana, ale chyba żadne z nich nie miało zamiaru się tym przejmować.
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-01-27, 10:41   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Komentarz Moore skwitował zadowolonym uśmiechem, unosząc wzrok znad swojej koszulki. Zawsze to dobrze się upewnić ze strony obserwatora zewnętrznego, niebędącego Altmanem w pierwszej osobie. Fucha strażaka musiała sprzyjać zachowywaniu formy. To przecież nie oni zapychali się pączkami… bez urazy dla profesji koleżanki, z którą raczył się szotami. Byli w końcu w Anglii, nie w USA.
Na widok znajomej policjantki w sukience, Terry w pierwszym odruchu zacząłby przecierać oczy z niemym pytaniem, czy to aby nie sen, jeden z kategorii tych, w których zaraz później zaczyna się Armagedon, albo inwazja obcych. Najważniejsze, że Moore potrafiłaby powalić jakiegoś cwaniaka jednym ruchem, nawet w tej powiewającej falbanie, zamiast munduru.
- Tak słyszałem - przytaknął, bo i nie było jego celem zbyt szybkie odczucie buzujących procentów. Lubił przy tym odwiedzać bary, co zamiast tradycyjnych mieszanek z alkoholem serwowały również przekąski, mniejsze lub większe. Aż mu się przypominały czasy studiów i pochłanianie tostów w studenckim barze o czwartej nad ranem. Koniecznie przy szklance piwa, nieważne którego z kolei.
Z uznaniem przyjął fakt zamówienia kolejnej dawki szotów, tym razem takich, co to nazwą nawiązywały do północnej krainy na wschodzie globu. Ci Rosjanie to musieli niezłe degustacje odczyniać na swoich ziemiach, skoro stereotypy mówiły o niedźwiedziach oraz ich przywódcy (Rosjan, nie niedźwiedzi), dosiadającym takowego. Pamiętał, jak Joey wspomniał raz o swoim kumplu, Endryu z tamtych stron. Ciekawe czy Endryu jeździł na niedźwiedziach, trzymając przy okazji flaszkę schłodzonej gorzały. Dyscyplina sportowa, która zawstydziłaby nie tylko kowbojów z Teksasu, ale i latynoską corridę.
Gdy Jo zaczęła się rozglądać, również wyciągnął szyję, nieco bardziej ostentacyjnie, jakby rzeczywiście szukał kogoś konkretnego w tłumie. Teraz mieli się zdaje podobne podejście do tych spraw, przy czym Terrance rezygnował zupełnie z przygód na jedną noc, co mogło wywołać szczere zaskoczenie – facet, na dodatek wcale nie taki najgorszy z wyglądu. Może, gdyby poczuł niesamowitą wręcz więź z kimś, poznanym niedawno… ale po za tym, sprawa z Harrisonem nadal chodziła mu po głowie. Dlaczego mózg musiał wszystko komplikować? Nie miał zamiaru aż tak się przywiązywać do swojego kumpla, w końcu mogli się przyjaźnić normalnie, jak na dwóch facetów przystało, bez żadnych podtekstów. Nie. Ktoś zadecydował za niego, a Altman musiał znosić skutki takich, a nie innych procesów. Zdrada własnego organizmu. Nic nie szkodzi, da radę to przeczekać. Prawda?
Zerknął jeszcze na szatynkę, na której Moore zawiesiła wzrok na nieco dłużej, nim ponownie oparł łokieć o bar, a i uniósł nieznacznie brwi. Nie będzie w stanie trzymać zbyt długo swojej małej tajemnicy przed resztą, a po za tym, przecież to tylko Jo. Jej mógłby powiedzieć. A i kolejna porcja alkoholu pojawiła się obok.
- No właściwie to… - przeczesał palcami włosy, podążając jeszcze w stronę butelek, jakby zbierał myśli. - Jest taki jeden.
Początek zasługujący na wstęp do oscarowego monologu.
- Tyle, że nie wie o tym. W sensie, że ja mógłbym coś…
Pokręcił zabawnie głową, zupełnie tak, jakby zdradzał swojej przyjaciółce z klasy, kto mu się podoba.
- Nie chciałbym niczego zepsuć między nami.
Bo i rzeczywiście Joey był osobą, z którą mógłby się przyjaźnić, trochę jak właśnie Harrison z Chesterem. Tak normalnie, bez żadnych niepotrzebnych spraw w tle.
- Gadam jak potłuczony, albo co najmniej dzieciak z podstawówki - parsknął, zerkając jeszcze przez chwilę na blondynkę, po czym uniósł nieznacznie kieliszek z zawartością. Całość na raz? Oczywiście.
_________________


[Profil]
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2019-02-05, 23:10   

To tylko Jo brzmiało trochę tak, jakby jej opinia nie miała żadnego znaczenia, a przynajmniej żadnego większego. Oczywiście Altmanowi z pewnością chodziło o to, że przy niej nie powinien wstydzić się niczego, bo znali się wystarczająco długo, a dodatkowo Moore była osobą, której można było powierzyć wszystko, nawet własne życie. Nie miała w zwyczaju rozpowiadać plotek na temat kogokolwiek, a już na pewno nie robiłaby tego bliskim osobom. Terry należał właśnie do tej kategorii, bo może nie przyjaźnili się, ale jednak wykonywane zawody zbliżały i nie dało się tego nie uniknąć.
Uśmiechnęła się pod nosem na wieść, że Altman ma na oku jakiegoś chłopaczka. To zabawne, ale bardziej widziała u jego boku jakąś ładną panienkę, jednak orientacja mężczyzny nie była niczym niespodziewanym. Brentwood słynęło z zadziwiającej ilości homoseksualistów, mimo że policjantka nie do końca rozumiała tą zależność.
- Ktoś się tutaj zabujał - sprzedała mu kuksańca w bok i uniosła kieliszek w geście toastu, a wypiła całą zawartość, odstawiła go na barowy blat. Zamówiła kolejne szoty, tak na zapas. Tym razem było to klasyczne, niebieskie Kamikaze. Kto by ich nie kochał? A Terrance zawsze będzie miał okazję odstawić się w odpowiednim czasie. Ponownie zawiesiła wzrok na szatynce, bo ta znów próbowała zatrzymać na chwilę jej spojrzenie, jednak szybko odwróciła wzrok. Naprawdę nie miała dziś ochoty na żadne zabawy. - Skąd wiesz, że on nie czuje podobnie? - Jo uniosła brwi i podsunęła dwa kieliszki bliżej Terry'ego. Jeśli się porzygają, to przynajmniej kolorowo i z finezją. - Pewnie nigdy się nie dowiesz, jeśli z nim o tym nie pogadasz - stwierdziła, zresztą bardzo słusznie. Doskonale pamiętała, jak było w jej przypadku i ile czasu trwało, zanim postanowiła grać z byłą małżonką w otwarte karty. Te wszystkie podchody, zabawy w kotka i myszkę, udawanie, że nic się nie dzieje.
Na kolejne słowa kolegi strażaka, pokręciła z uśmiechem głową.
- Wcale nie - zaprotestowała i sięgnęła po kolejny kieliszek. Nie uważała, żeby Altman gadał jak potłuczony. - To w końcu każdego dopada. Ta cała miłość - w tym miejscu Moore wykonała zamaszysty gest ręką, chcąc pokazać, czym jest ta cała miłość. Kilka kropel niebieskiego szota wylądowało na jej dżinsach, jednak kto przejmowałby się takimi drobiazgami? Nikt, a na pewno nie Jo.
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-02-10, 16:57   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Zdaje się, każdy miał w swoim gronie osoby, wśród których mógł się czuć „luźno” oraz „luźniej”. Jo zaliczała się bardziej do tej drugiej grupy i chociaż chciałby ująć w tej grupie również Joeya, nie działałoby to na takim znowu zupełnym luzie. Ostatnio coraz częściej analizował własne zachowanie w towarzystwie kumpla, byle tylko nie odwalić czegoś głupiego. Zaczynał mocno liczyć się z jego zdaniem, może i trochę nad wyraz, bo przecież Harrison nie był żadną wyrocznią, zsyłającą ludzi na potępienie za pojedyncze epizody z odwaleniem czegoś spontanicznego. Nie znaczyło to jednak, że Terrance nie odczułby jakiegoś stopnia „potępienia” za osąd, ze strony Joeya. Był odrobinę przewrażliwiony. Logiczne myślenie postanowiło zrobić sobie przerwę.
Uśmiechnął się mimowolnie przy tak bezpośrednim werdykcie Moore. Osobiście nie przepadał za takimi zauroczeniami z zaskoczenia, cóż jednak mógł na to poradzić? Żyć dalej i starać się na swój sposób sytuację rozpracować. Przynajmniej miał pewność, że nie jest socjopatą. Takim ponoć trudniej było się zakochać, albo w ogóle przejawiać do kogoś szczere uczucia.
Skąd mógł wiedzieć, że on nie czuje podobnie?
Zaśmiał się pod nosem, odrobinę nerwowo.
- Od niedawna zaczął spotykać się z jakimś Jamesem - pilnował się, aby w głosie nie czaił się żaden wyrzut. Może James był rzeczywiście porządnym facetem, a Joey dobrze się przy nim czuł.
- Jest chyba jakimś artystą, organizuje wernisaże w galerii i byli nawet na randce w podobnym miejscu - od razu uniósł dłonie w obronnym geście, tak na wszelki wypadek. - Spokojnie, nie szpiegowałem go. Joey mi powiedział sam.
I oto nazwał w sposób bezpośredni swojego zwykłego-niezwykłego kumpla. Joey, ten studenciak od psa, odkopującego zwłoki w ogródkach.
Westchnął pod nosem, co było odruchem bezwarunkowym w zaistniałej sytuacji.
Korzystają z chwilowej przerwy w rozmowie, wychylił kolejny kieliszek, wypełniony niebieską substancją.
- Nie powinienem się póki co pakować między nich - przyznał, nieco przygaszony (przygaszony strażak). - To zbyt dużo zamieszania jak na jeden raz. Może kiedyś z nim o tym pogadam… jak już okaże się, że James będzie jego przyszłym mężem, a ja napomknę po kilku piwach na jakimś spotkaniu towarzyskim, że „w sumie, swego czasu czułem do ciebie coś więcej, ale to już wiesz, zamierzchłe czasy”.
Dla podkreślenia beztroski wysilił się nawet na szerszy uśmiech, wycelowany w Jo, bo jak najbardziej nie chciał brzmieć jak zraniony facet, wypłakujący się przyjaciółce w ramię, ale tak, żeby nikt nic nie widział.
- Jeśli coś z tego ma być, to ewentualnie kiedyś będzie, nie? - podjął jeszcze i stuknął kieliszek o ten drugi, unosząc już za chwilę mini szklankę do góry.
- O cholera, Stary! Nie miałem pojęcia, że tu będziesz!
Zziajany głos faceta odbiegł od strony Altmana. Z lekkim zdezorientowaniem spojrzał w bok, dostrzegając twarz swojego dobrego kumpla, Dereka.
- O, cześć. To nic takiego, jedynie-
- Widzę, że jesteś w towarzystwie! Koleżanka?
Derek nie dawał za wygraną, gdy dostrzegł Jo, od razu wyciągając w jej stronę dłoń, co by wyjawić swoje imię i przekazać, że „niezmiernie mu miło”. Tym razem nie towarzyszyła mu Amanda. Całkiem możliwe, że po raz kolejny doszło między nimi do konfliktu interesów.
_________________


[Profil]
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2019-02-20, 00:24   

Naturalnie każdy posiadał w swoim życiu pewne grupy ludzi, przy których czuł się swobodnie, albo i nie. A czasami bywało to bardziej skomplikowane, bo życie nie było tylko czarne, albo białe, miewało również przeróżne odcienie szarości. I w takich momentach Moore bardzo zazdrościła swojemu kilkuletniemu chrześniakowi. Dla niego wszystko było czarne albo białe, a ludzie dzielili się na tych fajnych i niefajnych. Fajni byli ci, którzy pozwalali na wszystko, jak ciocia Jo, bo najczęściej pozwalała sobie wchodzić na głowę. A niefajni… Niefajni mieli to do siebie, że czasami zdarzało im się czegoś zabronić. I od czasu do czasu nawet jej zdarzało się zabronić czegoś Samuelowi. Wtedy szybko, właściwie jak na pstryknięcie palców, lądowała w grupie tych drugich. Na szczęście nie trwało to wiecznie, Młody nie potrafił zbyt długo gniewać się na swoją ulubioną ciocię. Moore bywała niefajna, musiała przyznać się do tego przed samą sobą. No cóż, taką miała niewdzięczną rolę. Zwłaszcza, kiedy rzucała się w pogoń za bandziorami.
Zacmokała, otaczając palcami kieliszek kolorowym alkoholem. Joey wydawał się być dobrym gościem. Takim pokroju Altmana, który właśnie zwierzał jej się ze swoich miłosnych podchodów. No i świetnie trafił, bo Moore nie tylko była dobrym słuchaczem, ale potrafiła udzielać również porad. Często słusznych, chociaż rzadko wpieprzała się w cudze sprawy. Głównie tylko wtedy, jeśli ktoś sam ją o to prosił, albo wychodziło to z rozmowy, jak w przypadku Terry'ego. Wszystko wskazywało na to, że chłopak wcale nie chciał trafnych konsultacji i chyba pragnął po prostu się wygadać, a alkohol rozwiązywał język i pomagał w swobodnej komunikacji.
- A może zaprzepaścisz swoją szansę i później będziesz bardzo żałował, że nie powiedziałeś mu o tym co czujesz, kiedy on, kompletnie niczego nieświadomy, będzie leżał w ramionach swojego przyszłego męża, albo już męża? - wypaliła znad swojego kieliszka i opróżniła jego zawartość. Kolorowy alkohol ciążył Jo na żołądku jeszcze długo po tym, jak przestawała pić. Nazajutrz czekały ją zgaga i kac. Wspaniały duet. - Myślę, że on po prostu nie wie, że coś do ciebie czuje. Wiesz, czasami nie pozna się ironii, nawet jeśli stanie się z nią twarzą w twarz - przyklasnęła w dłonie na wysokości twarzy strażaka. - A czasami trzeba przedstawić sprawę jasno. Wiesz ile zajęło mi uświadomienie samej siebie, że kocham April? Wolałam oszukiwać samą siebie, zanim do czegokolwiek się przyznałam - wprawdzie później ich związek zakończył się rozwodem, ale przez ten czas, kiedy były razem, Moore była naprawdę szczęśliwa i nie mogła się tego wyrzec.
Mogłaby prawić swoje wywody dalej, ale przy barze pojawił się kolega Altmana, więc Jo uśmiechnęła się zawadiacko i uścisnęła dłoń chłopaka.
- Moore - przedstawiła się nazwiskiem, jak miała w zwyczaju, po czym podsunęła nieznajomemu jeden kieliszek, ażeby mógł z nimi wypić. Ot tak, na zdrowe zapoznanie. Mogła być koleżanką, ale równie dobrze mogła robić za przykrywkę i odgrywać panienkę Altmana, gdyby istniała taka konieczność. Czego nie robi się dla kumpla?
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-02-22, 23:08   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Zdecydowanie potrzebował niekiedy zwyczajnego wygadania, co uskuteczniał w wyjściach z kumplami, albo rozmowach telefonicznych z siostrą. Niektóre potrafiły trwać nawet około godziny, kiedy to młodsza Altman opowiadała również o swoim dniu, dorzucając wszelkie newsy ze światów konsolowych, serialowych, nie omieszkując również wymienić się z bratem spostrzeżeniami. Zupełnie, jakby siedzieli razem na kanapie w salonie i dyskutowali na najróżniejsze tematy, nie dając spokoju rodzicom, usiłującym zaczerpnąć trochę snu przed zwlekaniem się do pracy nad rankiem. Brakowało mu tamtych czasów, ale komu nie brakowało? Wszystko wydawało się wtedy łatwiejsze, a i młody człowiek wielu spraw zwyczajnie nie był jeszcze świadomy.
- Mąż nie ściana - mruknął pod nosem, w charakterze komediowym rzecz jasna, bo czułby się źle, rozbijając czyiś związek. Nie ważne czy oficjalnie nieszczęśliwy, nietrafiony, rozchodziło się przecież o ludzi, co składali sobie przysięgę i to przed zgromadzeniem, złożonym z członków rodziny oraz przyjaciół. Nie było to przecież byle co. Takie wydarzenia zostawiały po sobie ślad w rubryce stanu cywilnego. Nawet po rozstaniu.
Mrugnął wyraźnie oczami i lekko odsunął twarz przy klaśnięciu Moore. Potrafiła skutecznie przykuć uwagę słuchacza.
- Ale przecież ty i April chyba się nie przyjaźniłyście? Nie nazywałyście siebie nawzajem kumpelkami, a to jest różnica.
Między niektórymi ludźmi zwyczajna przyjaźń nie mogła mieć miejsca, bo dziwaczne uczucie ciężkiego powietrza obracało sytuację na bardziej fizyczne zbliżenia, aniżeli rozmawianie o wspólnych zainteresowaniach.
- Przejście z przyjaźni do związku może być niezręczne, jeśli ta druga osoba czuje jedynie tę no wiesz… przyjaźń.
Dlatego też wolał nie wywierać żadnego zniechęcenia na Joeyu, albo innego zrażenia do jego osoby, tylko dlatego, że uważał go za kogoś atrakcyjnego, z kim mógłby zdecydować się na coś poważniejszego.
Dalsze rozwinięcie tematu nie bardzo mogło być kontynuowane, z prostego względu. Derek zdawał się mieć nie najgorsze kontakty z Amandą, a Amanda przyjaźniła się z Joeyem. Gdyby chłopak usłyszał co nieco i wygadał się swojej koleżance od benefitów, Altman mógłby zostać postawiony w niezbyt ciekawej sytuacji. Nie mógł teraz ryzykować aż tak wiele, mieli z Harrisonem zagadkę do rozwiązania. Później być może zbierze się w sobie i… wreszcie poruszy temat.
- To nazwisko, nie? Fajne. - banan na twarzy Dereka nie odpuszczał, szczególnie, gdy został mu przedstawiony szot do wspólnego wypicia. - To dla mnie? Och nie trzeba było, ale chętnie się napiję, za Moore. Terry, musisz sobie znajdować więcej takich koleżanek.
Pijacki śmiech opuścił usta chłopaka, kiedy ten stuknął kieliszkiem w ten Jo oraz strażaka, po czym wychylił całość na raz, prawie jakby miał w sobie część pochodzenia słowiańskiego. Niewykluczone.
- Chodzicie ze sobą czy tylko się stukacie? - skierował pytanie głównie do żeńskiej części towarzystwa, bezczelnie opierając przedramiona o powierzchnię baru. Po alkoholu zdecydowanie paplał co mu ślina na język nanosiła, a Terrance śmiał się lub gotował z zażenowania. Co miało miejsce w tym wypadku? Pobłażliwy uśmiech zawitał na jego ustach.
- Chodzimy razem na zajęcia z szydełkowania.
- A więc tak to się teraz nazywa! Moore, masz kajdanki? Podobno niektórzy lubią takie klimaty.
Derek z całą pewnością zaliczał się do tych „niektórych”, jako, że czerwone wypieki towarzyszyły mu niezmiernie przy poruszaniu takowych tematów.
_________________


[Profil]
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2019-02-28, 00:43   

Można przesunąć, dokończyła w myślach nawiązując do męża, który z reguły ścianą nie bywał. Altman miał rację - Moore nie przyjaźniła się z April zanim zaczęły razem być. Prędzej mogła podać tutaj za przykład Bishop, z którą wprawdzie nigdy nie była, ale gdyby miała być, to pewnie obawiała się, że mogłoby to zaprzepaścić relację, jaką do tej pory udało im się stworzyć. O ile matka Jo, Tessa, strasznie im kibicowała, to policjantka wiedziała, że wiązanie się z Dylan nie miało prawa bytu. Jasne, rozumiały się jak nikt inny, również w łóżku, a z przyjaźni zazwyczaj powstawały najlepsze związki, jednak kumpelstwo było dla nich ważniejsze. Zresztą żadna z nich nie nadawała się do czegoś większego, o czym zdążyły się już niejednokrotnie przekonać, także wtedy, gdy rozpieprzały swoje małżeństwa.
Bishop była jedną z pierwszych osób, które Moore poznała w Brentwood i jedyną, z którą jej drogi nie rozeszły się z biegiem lat. I nic nie wskazywało na to, żeby kiedykolwiek miało się to zmienić. Owszem, zdarzały im się ciche dni, ale nie trwały one całej wieczności. Przekładało się na to wiele spraw, głównie praca, w której wir rzucała się Moore. A to i tak przecież nie oznaczało, że zapominały o sobie.
Przyjaźń była czymś świętym, zupełnie jak laska najlepszej kumpeli i rzeczywiście Terry sporo zaryzykowałby odsłaniając się z uczuć. Ale czy to nie tak, że kto nie ryzykuje, ten nie ma?
Skinęła głową, dając Derekowi do zrozumienia, że ustrzelił właśnie dziesiątkę. Jo nie pamiętała, kiedy ostatnio przedstawiła się imieniem. Nawet na służbie nie robiła tego, kiedy nie musiała. Nazwisko zupełnie wystarczało.
Parsknęła w swój kieliszek i sięgnęła do kieszeni po paczkę papierosów. Na szczęście w klubie można było palić, na co już co raz rzadziej pozwalały puby czy bary. I na czym policjantka trochę ubolewała.
- Niestety nie chodzimy ze sobą, a ze mną trzeba chodzić, żeby mnie stukać - wydęła usta w podkówkę, udając zawiedzioną, ale jej słowa mocno mijały się z prawdą. - I tak się składa, że mam kajdanki. Tyle, że nie przy sobie - poinformowała, ale żeby tym razem utwierdzić Dereka w tym przekonaniu, wyjęła spod koszulki legitymację z odznaką i machnęła nią przed nosem chłopaka. Niech wie, że jeśli jej podobanie, to nie będzie pierdolenia w tańcu.
Ukryła skórzane etui z legitymacją pod t-shirt, odpaliła papierosa i czule opatuliła płuca nikotynowym dymem. Nawet w cywilu była przygotowana na wszystko, chociaż czasami odczuwała potrzebę odcięcia się od pracy. Ale gliną się było, a nie bywało.
- To co teraz pijemy? - zwróciła się do obu panów. Mogła postawić kolejną kolejkę, bo czemu nie? Była sama, nie miała żadnych zobowiązań wobec partnerki, nie posiadała dzieci, więc mogła wydawać pieniądze na różne przyjemności i umilać sobie czas na wszystkie sposoby.
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-03-28, 20:55   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Derek wydął śmiesznie dolną wargę na wieść o pukaniu jedynie w przypadku chodzenia.
- Szkoda.
Trudno przyszło Altmanowi ukrycie niewielkiego rozbawienia. Było mu to potrzebne, szczególnie po ostatniej akcji, w której Moore również miała interes, jako glina. Zbyt poważnym też nie szło pozostawać, w odniesieniu do rzeczywistości pełnej wypadków, śmierci oraz ogólnych krzywd. W przeciwnym razie, oboje już dawno umawialiby się z prywatnymi specjalistami, przechodząc w międzyczasie przez nieciekawe doświadczenia o podłożu psychologicznym.
- Szkoda, że się nie spotykamy czy szkoda, że trzeba chodzić?
Wypowiedział te pytanie do kumpla ledwo słyszalnym tonem, na co Derek zmrużył oczy, próbując przetworzyć sens słów. Pozostało mu pokręcić głową, co sprawdzało się równie dobrze w każdej innej sytuacji, zawierającej w sobie brak zrozumienia konwersacyjnego między nadawcą, a odbiorcą. Ciężko to przychodziło, szczególnie po porządnych dawkach alkoholu, tytoniu oraz wśród imprezowego klimatu, zachęcającego, aby roztrwonić pieniądze na niekończącej się zabawie. Niestety, wszystko się kiedyś kończyło. Wódka, pieniądze, przyjaźnie... to pewnie dlatego tak delikatnie podchodził do sprawy z Joeyem. Wbrew pozorom, Altman nie otaczał się wianuszkiem przyjaciół, szczególnie w Brentwood. Nieporozumienie, które zaistniałoby między nim, a Harrisonem, dałoby mu w kość. Nie potrafiłby sobie znaleźć miejsca w całym Brentwood, a najpewniej i po za nim. Przynajmniej na początku. Na początku zawsze jest trudniej, gdy sytuacja jest wciąż świeża.
Rozważania Dereka odnośnie półsłówek Altmana szybko zostały przerwane przy dalszym temacie kajdanek. Ożywił się wyraźnie, wpatrując powiększonymi źrenicami w Jo, jakby ta co najmniej urosła do jego osobistej bohaterki życiowej. Widok odznaki sprawił, że chłopak rozdziawił usta z nieco głupawym wyrazem twarzy.
- O ja cię pieprzę.
- Nie tak szybko, pamiętaj, że tym nic nie wskórasz.
Derek nic sobie nie robił z Altmanowych przestróg, nagle przywołując na twarz szeroki uśmiech.
- Ale mam zajebistych znajomych. Nie dość, że strażak, to policjantka... teraz brakuje mi tylko jakiegoś ratownika albo lekarza do kolekcji i mogę się czuć najbezpieczniejszy na Ziemi.
Na twarzy Terry'ego po raz kolejny zagościło rozbawienie, kiedy to posłał Jo porozumiewawcze spojrzenie. Jakby nie patrzeć, w dużej mierze poświęcali się ogólnemu dbaniu o dobrostan innych, a to nie było byle co.
Co mieli pić teraz? Derek czym prędzej pospieszył z propozycją.
- Wściekłego psa? Założę się, że Moore wypiłaby ich więcej ode mnie, bo jest policjantką.
Altman nie widział większego powiązania, nie mniej, dobry humor go nie opuszczał. Czasami potrzeba było w towarzystwie takiego podchmielonego typka, wprowadzającego trochę chillu w otoczeniu. Nie musiał myśleć o tym, czego był świadkiem przed tym, gdy trafił do lokalu.
- Przymknęłaś kiedyś jakiegoś mordercę albo terrorystę? - Derek totalnie wczuł się w klimat policyjny, opierając niedbale o bar, byle tylko słyszeć jak najwięcej wypowiadanych przez blondynkę słów. - Niby Brentwood to nie Nowy Jork, ale wiesz, jak to czasami jest...
Oczywiście. Gangsterskie półświatki pełną gębą, również na prowincji.
[Profil]
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2019-04-03, 16:00   

Pewnie gdyby Moore była biseksualna, coś mogłoby z tego być. Kiedyś przespała się z facetem, ale potem nigdy do tego nie wróciła. Sam widok penisa wywoływał u niej atak śmiechu niżeli jakiekolwiek podniecenie. Sami faceci byli spoko, ale jako kumple. Ona również była dla nich świetnym kumplem, chociaż dosyć często zdarzało się, że patrzyli na nią nie tylko w taki sposób. Nic dziwnego, Jo prezentowała się całkiem nieźle i wiele osób uważało ją za dobrą kandydatkę na matkę, żonę i kochankę.
Parsknęła śmiechem, do czego przyczyniły się słowa Dereka i posłała Altmanowi rozbawione spojrzenie. Śmiesznego miał tego znajomego, nie mogła powiedzieć, że nie.
- Potrafię wypić dużo, ale chyba nie dlatego, że jestem policjantką - powiedziała zgodnie z prawdą, bo faktycznie zawód jaki wykonywała nijak miał się do spożywania alkoholu. Wręcz przeciwnie, czasem miała tak mało czasu, co powinno mieć wpływ na jej głowę i ilość alkoholu, którą potrafiła przyjąć. Najwyraźniej głowę miała po matce, ale nie było czym się chwalić, skoro Tessa Moore była alkoholiczką. Jo nigdy nie pozwalała, żeby napoje wyskokowe kierowały jej życiem, chociaż nawet jej zdarzyły się wpadki po tym, jak dowiedziała się o śmierci rodzeństwa.
- Złapałam mordercę. Jednego czy dwóch - machnęła niedbale ręką, jakby rozmawiali o kanapce z serem. Pewnie było ich znacznie więcej, ale lepiej, aby Derek żył w nieświadomości i przekonaniu, że Brentwood to bezpieczne miasteczko. - Ale terrorysty nie miałam okazji - dodał i sięgnęła po swój kieliszek. Zanim zdołała cokolwiek zrobić, gość wysadził się w powietrze. Siebie i przy okazji wiele innych osób, które przebywały w hali koncertowej. Moore nie była wtedy na służbie, była jedną z tych wielu, co bawiły się w pobliżu sceny. Przypłaciła to kawałkiem śledziony i utratą dziewczyny, z którą wtedy sypiała. Niefajna sprawa. Tym bardziej, że panna straciła głowę. Nie dla Jo, po prostu spotkała ją dekapitacja podczas wybuchu.
- Dobra, Derek, a ty czym się zajmujesz? - spojrzała na mężczyznę znad szklanego naczynia. Oni tutaj gadu gadu, a kieliszek sam się nie opróżni. Sprzedała Altmanowi kuksańca w bok na znak, że mają pić i to natychmiast. - Twój ziomek jest jednym z tych gości, co lubi pakować się w kłopoty? - tym razem swoje słowa skierowała do strażaka. Po którymś kieliszku zaczynało jej szumieć w głowie i to był stan upojenia, który policjantka lubiła najbardziej. Była wyluzowana i rozochocona, a każdy późniejszy stan wiązał się z zupełnie innymi objawami. I lukami w pamięci, co było chyba najgorszą zmorą.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8