Poprzedni temat «» Następny temat
Sugar Hut
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-07, 07:35   Sugar Hut
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-07-12, 19:32   

Godzina dwudziesta kompletnie nie nadawała się do rozpoczęcia jakiejkolwiek imprezy, dlatego też znakomita część gości przybyła do klubu dopiero po dwudziestej drugiej. Zreszta, wyznaczona pora spotkania została rzucona przez kogoś tak po prostu i bez większego namysłu, więc nikt nie przywiazywał do niej większej wagi. Solenizant nie był tym specjalnie urażony czy nawet przejęty, być może dlatego, że sam należał do tej zacnej grupy spóźnialskich. Wejście do klubu wśród gromady roześmianego towarzystwa, które co rusz przekrzykiwało się, bo każdy chciał wypowiedzieć lepsze życzenia urodzinowe niż poprzednicy, zapewniło mu uwagę całego otoczenia. To miała być przede wszystkim jego noc i wszyscy mieli to na względzie.
Przybycie znajomego celebrujacego dzień narodzin zostało zauważone również przez Adama, który już znajdował się pośrodku parkietu pomiędzy roztańczonymi ciałami. Naprawdę był skupiony na poruszajacym się obok niego ciele brunetki, jednak niewiele zdołał zdziałać w ciagu kilku minut. Zreszta, miał przed soba praktycznie cała noc. Przedarł się przez ludzka masę do solenizanta, złożył mu życzenia i wyściskał, po czym zaczał drzeć się na całe gardło z cała reszta kompanów, aby również odśpiewać życzenie szczęśliwych urodzin. Chyba cały klub się darł, jednak udział obcych w tej akcji wydawał się nieistotny. Potem ruszyli w kierunku zarezerwowanej loży, gdzie się rozsiedli i nawet pomieścili. Wszędzie walały się balony i wcale nie wygladały podejrzanie. Ale ktoś na jednym usiadł, krótko huknęło, następnie wszyscy zaczęli się śmiać jak idioci. A przecież nawet nie zaczęli pić!
– Nie ma się z czego cieszyć – rzucił Brandon z cwaniackim uśmieszkiem, przesuwajac po zgromadzonych rozbawionym i jakby wszechwiedzacym spojrzeniem. Już coś wymyślił ten ich cudowny solenizant i to coś diabolicznego. – W balonach znajduja się karteczki i na każdej jest zapisane zadanie – wyjaśnił z jawnym zadowoleniem, którego nawet nie starał się ukryć. – Dla każdego znajdzie się balon.
– Możemy się bawić w twoje gierki, ale tylko dzisiaj – rzuciła jedna z dziewczyn, które to Adam kojarzył przede wszystkim ze wspólnych imprez, bo poza klubami nigdy nie było im specjalnie po drodze. – Na pewno wymyśliłeś same zboczone zadania.
– Alice, będziesz na pewno pierwsza, która zrobić coś zboczonego – odparł ktoś zaraz żartobliwie, co wywołało falę śmiechu wśród ich grupy.
– Musicie tylko dać mi znać, na jakie zadanie trafiliście i czy je wykonaliście.
Ludzie nie przejęli się balonami, mieli na wykonanie zadań cała noc. Bawili się przede wszystkim w swoim gronie, adorujac wielka gwiazdę wieczoru. Część poleciała do baru, inni pognali tańczyć, a liczba balonów stopniowo się pomniejszała. Deacon był w naprawdę świetnym humorze, kiedy przyszła kolej na jego balon. Nie siadał na nim, użył szpilki i zaraz jego oczom ukazała się zawinięta w cienki rulon karteczka. Rozłożył ja, przeczytał polecenie i zmarszczył w konsternacji brwi. Na papierze zostało napisane: „Pocałuj namiętnie Ekrema”. Gdy tylko Brandon dowiedział się na czym polega zadanie Adama, najzwyczajniej zaśmiał mu się w twarz. Cholerny niedowiarek! Zaraz skierował się na parkiet, aby znaleźć swa ofiarę. Muzyka zagłuszała wszystko, nawet myśli, co akurat działało na korzyść blondyna.
Ej, Ekrem! – zawołał, gdy tylko go dostrzegł, aby zwrócić na siebie uwagę. Nie czekał zbyt długo, zbliżył się do niego żwawym krokiem, nawet przez chwilę nie zdejmujac z niego spojrzenia. Dopiero kiedy ujał jego twarz w dłonie i bez ostrzeżenia złaczył ich usta, jego powieki leniwie opadły. Ostrożnie przesunał jedna z dłoni w rejony potylicy, wsunał palce w te ciemne włosy i jeszcze nieco przechylił własna głowę, przy okazji subtelnie przesuwajac językiem po dolnej wardze młodego mężczyzny, szukajac w ten sposób cienia aprobaty i przyzwolenia na więcej.
Być może powinien czuć wstyd lub chociaż cień skrępowania, jednak żadne z tych uczuć mu nie towarzyszyło. Nie znał zbyt dobrze Ekrema, zamienili ze soba wcześniej może kilka zdań, jednak czy to miało znaczenie? W tej chwili liczyło się tylko to, jak nieszczęśnik zareaguje na tak bezczelny atak na jego usta.
[Profil]
 
 
Ekrem Rashid
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-14, 01:30   

Ktoś genialnie rzucił pomysł imprezy urodzinowej o godzinie dwudziestej, co dla Ekrema było nieco dziwna sprawa. Jakiekolwiek wyjście do takich miejsc jak klub miało sens minimum o dwudziestej drugiej i to też po to, by zajać sobie lożę, żeby w spokoju wypić piwo albo drinka przed zabawa na parkiecie. W miastach takich jak Brentwood wszystko rozkręcało się dopiero w okolicach północy, kiedy ludzie po before'ach przekonywali samych siebie, który z okolicznych klubów jest tym najlepszym i gdzie będa się najlepiej bawić do białego rana. Ekrem finalnie na miejscu zjawił się po godzinie dwudziestej drugiej. Po wejściu od razu zauważył rozentuzjazmowana grupę młodych ludzi, z której każdy po kolei rzucał się znajomemu solenizantowi na szyję. Czym prędzej dołaczył do nich witajac się ze znanymi już osobami i przedstawiajac się tym, których pierwszy raz widział na oczy. Całe towarzystwo wydawało się być świetnymi kompanami do imprezy co wprawiło go tylko w lepszy nastrój. Tyle roześmianych i wesołych twarzy nie widział już od jakiegoś czasu. Nie imprezował dużo, ponieważ praca wymagała od niego siedzenia do późnych godzin, a do tego nie znał takiego terminu jak weekend, niestety. Dobił się do solenizanta, którego wyściskał za wszystkie czasy składajac życzenia, a następnie pozwolił sobie usiaść na wolnym miejscu. Tylko spoczał i momentalnie podskoczył słyszac huk, który rozniósł się tuż obok niego. Jak się okazało jeden z gości przebił balon. Dopiero wtedy zorientował się, że jeden taki jest nieopodal dlatego pozwolił sobie go przywłaszczyć. O ile dobrze zrozumiał to w jego balonie było zadanie, które miało mu urozmaicić wieczór albo uzbroić go o jakiegoś moralniaka, kto tam wiedział co czaiło się w tym konkretnym balonie? Póki co sam Ekrem wolał nie wiedzieć. Znał solenizanta z tej samej strony co, jak się okazało, reszta gości.
Nim się obejrzał już wyladował na parkiecie między znakomicie bawiacymi się ludźmi. Wcześniej zamówił sobie piwo, które opróżnił na parkiecie w dość szybkim tempie. Piosenka za piosenka, a wokół co raz więcej ludzi poruszało się w rytm dudniacej z głośników muzyki. Czuł, że dzisiaj nie wyjdzie z tego miejsca sam, a jak dobrze kojarzył jego siostra, która z nim mieszkała miała tej nocy dyżur, co tylko wzmocniło w nim pokusę zdobycia kogoś na małe after party. Kiedy usłyszał swoje imię, bo tak mu się wydawało, mimowolnie rozejrzał się wokół siebie. Zauważył blondyna idacego w jego stronę. Cóż, skojarzył twarz. Jeden z gości dzisiejszej okazji, ale zastanawiało go co Adam może od niego chcieć. O ile dobrze pamiętał, że to Adam, nie był pewien.
Kiedy poczuł dłonie chłopaka na swojej twarzy był zaskoczony, a już konkretnie zbiło go z tropu złaczenie ich ust. Przez chwilę, nie odciagajac go od siebie, przygladał się mu. Musiał przyznać, że uczucie doskwierajace mu w tym momencie nie było czymś, co mógłby określić jednym słowem. Z jednej strony poczuł coś, co nazwałby obrzydzeniem, choć z drugiej czujac język Adama na swojej wardze odezwała się nuta podniecenia i ciekawości. Niekontrolowanie zamknał oczy obejmujac jedna ręka talię chłopaka zaś druga rękę położył na jego szyi muskajac opuszkami palców jego żuchwę. Zdecydował się odwzajemnić pocałunek próbujac wsunać język do jego ust. Psychika jednak go przed tym blokowała, nie potrafił się przełamać. Może w innych okolicznościach wygladałoby to inaczej, lecz w tym momencie trzymał język na uwięzi nie pozwalajac na pogłębienie pocałunku, ba, nie pozwalajac na jego kontynuację. Odsunał się głowę nie wypuszczajac go z objęć. Przybliżył usta do ucha chłopaka zdajac sobie sprawę, że głośnej muzyki nie przegłuszy wystarczajaco.
-Co Ty odpierdalasz? Najebany jesteś? - zapytał charakterystycznie dla siebie używajac przekleństw. Teraz dopiero zauważył, że mimo iż dalej się bawili, wzrok niektórych osób spoczywał na tej dwójce. Nie było w tym nic dziwnego, jak dla Ekrema, gdyż większości osób, które znał z tego grona wcześniej przedstawiał się jako heteroseksualista.
 
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-07-14, 22:42   

Liczył się z tym, że zainicjowany przez niego pocałunek może nie zostać dobrze przyjęty, nie musiał też nawet zostać odwzajemniony, jednak wcale go to nie odstraszało. Właściwie ta możliwość uczyniła wszystko bardziej ekscytujacym, bo przecież nie ma dobrej zabawy bez odrobiny ryzyka. Adam lubił wyzwania, na dodatek chciał udowodnić wszystkim niedowiarkom, zwłaszcza przeklętemu solenizantowi, który wymyślił wszystkie te dzisiejsze zadania, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Dla niego nie było granic, zaś intymność w jego wydaniu już dawno została obdarta z przyzwoitości i dobrego smaku.
Reakcja Ekrema była dość niejednoznaczna. Kiedy poczuł jego dłonie na swoim ciele, instynktownie przylgnał do drugiego ciała, aby w jak największym stopniu zmniejszyć między nimi dystans. Zaraz jednak przestał być tak przekonany do pomysłu szukania bliskości i momentalnie zamarł, czujac zawahanie swej ofiary. Wyczuł niewielkie rozchylenie warg, lecz te zaraz umknęły jego własnym ustom. Nie udało mu się zobaczyć wyrazu twarzy bruneta, co wydawało mu się w obecnej chwili czymś kluczowym. Próbował więc wyczuć jego nastrój poprzez uważne wsłuchanie się w brzmienie jego głosu, czego nie ułatwiała głośna muzyka. Ton wypowiedzi był jednak na tyle mocny, aby do Adama dotarło, że jego popis nie był czymś miłym. Szczęście w nieszczęściu, że Ekrem nie zareagował agresywnie. To głupie zadanie nie było warte uszczerbku na zdrowiu.
Jeśli to ci ułatwi sprawę, to tak, jestem najebany – odpowiedział zuchwale wprost do jego ucha, po którym najpierw leniwie przesunał koniuszkiem języka, następnie w przejawie jeszcze większej bezczelności podgryzł jego płatek, rzecz jasna delikatnie, aby nawet przypadkiem nie wyrzadzić krzywdy. To była jawna prowokacja i mogła się wydać niesmaczna, ale Adama niezbyt to obchodziło. Całkiem nieźle się bawił w całej tej sytuacji, choć nie w porzadku było to, że działo się to kosztem Ekrema. Skoro nie dostał w pysk po pocałunku, stwierdził, że może pozwolić sobie na więcej. I on chciał mieć radochę przy wykonywaniu zadania wyznaczonego przez gwiazdę wieczoru.
Nie przejmuj się, to nic wielkiego – rzekł na pocieszenie, drażniac jeszcze jego ucho ciepłym oddechem. – Wszyscy wiedza, że bywam nieokrzesany.
Podrażnił paznokciami jego skórę na karku, tym gestem chcac się na swój sposób pożegnać. Wcale się nie zdziwi, jeśli przez resztę imprezy dystans między nimi będzie stale narastał, jednak nie będzie za to ponosił winy. Nie czuł wstydu, więc nie ma zamiaru umykać przed spojrzeniami ze strony Ekrema.
Możesz mnie już puścić, bo pomyśla, że jednak ci się podobało – zażartował całkiem swobodnie, uśmiechajac się kaśliwe pod nosem. Dość niepotrzebnie znęcał się nad biedakiem, ale nie mógł się powstrzymać. Lubił drażnić ludzi, wymuszać na nich przeróżne reakcje.
[Profil]
 
 
Ekrem Rashid
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-16, 14:45   

Adam nie miał tej świadomości, ale Ekrem jednak trochę się wstydził tego, że czuje jakiś tam pociag do swojej płci. Dlatego nigdy nie próbował czegokolwiek z drugim chłopakiem, bo mimo że od dawna działali na niego mężczyźni to nie miał odwagi pierwszy zrobić kroku... A może nie chodziło o odwagę? Bardziej czuł się blokowany jak niewystarczajaco odważny. Jakby nie patrzeć teraz to niekoniecznie było ważne. Jego uwagę przykuło to, co Adam właśnie mu zrobił. Sam Rashid chciał go puścić i odejść, a tutaj blondyn ponownie go zaskoczył przez co Ekrem znieruchomiał. To było całkiem przyjemne... Musiał to przyznać, choć zastanawiało go o co chodzi chłopakowi z takimi zagraniami.
-Oni widza, a ja czuję - skomentował słyszac piate przez dziesiate coś o nieokrzesaniu. Klub to naprawdę nie było dobre miejsce na rozmowy. Na serwowaniu sobie przyjemności już bardziej, ale ludzie dookoła Ekrema na przykład peszyli. Mógł go puścić i pokazać ludziom, że mu się nie podobało, owszem. Nie chciał jednak tego robić. Dalej trzymał Adama jedna ręka, aby po chwili wpatrywania się w twarz blondyna przybliżyć się i złaczyć ich usta. Ile to trwało? Dwie sekundy? Może maksymalnie trzy jeżeli to coś zmienia. Odwrócił się od niego i poszedł do baru, by zamówić jakiegoś mocniejszego drinka. Nie mógł z jakiś przyczyn pozwolić sobie na więcej. Nie wiedział co mogło się z nim dziać, bo od dawna był ciekawy jak to jest... W sensie on z chłopakiem. Napatoczył się taki Adam, który od tak zaczał go całować, więc mógł to pociagnać. Tym bardziej, że to, co póki co otrzymał było ekscytujace, przyjemne i nie takie obrzydliwe jak sobie wcześniej wyobrażał. Stamtad skierował się do loży, gdzie siedział sam, bo reszta towarzystwa się bawiła. Co jakiś czas rzucał okiem w stronę Deacona bijac się z własnymi myślami. Chciał, ale w tym samym czasie nie chciał. Pierwszy raz spotkał się z czymś takim. Skupił się tak na Adamie.. Hm, może ktoś inny byłby chętny? Może wcale nie musiał tego robić dzisiaj? Niby chodzi o pocałunek, ale wielokrotnie całował się z kobietami i potrafił włożyć w to wiele namiętności, dzikości... A przy Adamie okazało się, że nie potrafi. Poczuł się teraz jak pizda.
 
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-07-17, 00:17   

Bawiły go reakcje Ekrema, na przykład to, jak bardzo nieruchome stało się jego ciało, kiedy z nerwów napiał wszystkie mięśnie, jakby utrzymywał je w pełnej gotowości. Wyczuwał jego niezdecydowanie i zapewne swoim zachowaniem tylko je pogłębiał, jednak nie mógł odmówić sobie tej przyjemności, po prostu musiał odrobinę go podrażnić. Starał się być przy tym jak najbardziej delikatny, aby czasem nie stać się przyczyna długoletniej traumy. Na całe szczęście miał do czynienia z silnym, młodym mężczyzna, a więc z osobnikiem w dużym stopniu ukształtowanym już przez życie. I skoro brunet nie odepchnał go po zaserwowaniu kolejnych pieszczot, jakimi obdarzył jego ucho, przynajmniej skrycie musiały mu się podobać.
Zaśmiał się cicho na jego uwagę, uznajac ja za całkiem błyskotliwa. Przygladał się twarzy drugiego chłopaka, chcac wyczytać jak najwięcej z jej wyrazu. Spojrzenie Ekrema wydawało się przepełnione jakaś obawa, ale równie dobrze Adam mógł je źle interpretować, zwłaszcza, że wciaż czuł wokół swojego ciała solidny uścisk silnego ramienia i musiał przyznać, że całkiem nieźle to rokowało. Kolejny pocałunek, właściwie niezwykle ulotne muśnięcie ust, było całkowicie niespodziewane, jednak zaskoczenie blondyna wzrosło, kiedy jego towarzysz puścił go, odwrócił się na pięcie i bez słowa odszedł w kierunku baru. Przecież to Adam planował wymusić pocałunek i zaraz po tym odejść bez jakichkolwiek wyjaśnień. Jakim cudem to on wyszedł na tego do cna wykorzystanego? Niby wcale się tym nie przejał, jednak to godziło w jego dumę. Choć śmieszniejsze byłoby gonienie za Ekremem, aby mu wytłumaczyć, że ludzi się w taki sposób nie zostawia. I przy okazji z pewnościa skomentowałby tego ledwo wyczuwalnego całusa, którym to wszystko zakończył. Na całe szczęście przez całe życie uczył się ignorować podobne problemy. Skupił się na muzyce, aby złapać odpowiedni rytm pomiędzy innymi roztańczonymi ciałami. Raz dostrzegał znajome twarze, innym razem kompletnie obce, ale to w sumie nie miał większego znaczenia.
Po którymś kawałku z rzędu poczuł się spragniony. Wyladował przy barze, zamówił piwo i gdy tylko je otrzymał, udał się z nim do loży. Z szerokim uśmiechem przysiadł na jednej z szerokich kanap, przeczesujac palcami włosy. Cóż, wyczuwał na sobie spojrzenia bruneta, lecz nie czuł się nimi specjalnie onieśmielony. Raczej musiał zrobić dobre wrażenie, skoro był tak pilnie obserwowany.
Jeśli się wściekasz, to powiem ci, że nie warto – wyrzucił z siebie pewny swej racji, nie kryjac przy tym własnego rozbawienia. – Nie chciałem ci zepsuć nastroju. Już nic dziwnego nie odwalę, więc możesz śmiało się bawić.
Skorzystał z chwili spokoju i warunków umożliwiajacych jako taka rozmowę. Ale czy jakakolwiek konwersacja między nimi miała jeszcze sens? Gdyby Adam nie zdecydował się na natychmiastowy szturm na usta Ekrema, być może wymiana zdań miałaby jeszcze jakaś rację bytu. Wyjawienie treści zadania było najłatwiejszym wytłumaczeniem pocałunku, jednocześnie było też najnudniejszym rozwiazaniem.
Chyba że chcesz powtórkę z rozrywki – zażartował całkiem zuchwale i puścił mu oczko. Językiem przesunał leniwie po dolnej wardze, jednak trudno było mu dłużej odgrywać kokieteryjne zachowanie, gdy czuł się tak cholernie rozbawiony. Spokojnie popijał sobie piwo, obserwujac tańczacych ludzi. Za chwilę do nich połaczy, tylko musi dokończyć piwo, aby czasem nikt nie dorzucił mu do niego jakiegoś gówna.
[Profil]
 
 
Ekrem Rashid
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-24, 23:48   

Nie odepchnał go, bo już od dawna chciał to zrobić i mieć za soba pierwsza interakcję z mężczyzna, ale było kilka rzeczy, które go od tego odpychały. Po pierwsze musiałby to zrobić z mężczyzna. Nic odkrywczego, ale stresujacego i niewygodnego, a nawet z lekka obrzydzajacego. Mimo że czuł w sobie ten pociag do swojej płci to jak tak można było? Gdzieś w głębi siebie wiedział, że tak nie powinno być. Gdyby był zagorzałym katolikiem powiedziałby, że przecież Bóg stworzył Adama i Ewę żeby się rozmnażali, tworzyli rodziny, że dwóch mężczyzn tego nie jest w stanie zrobić... Ale nie był. Po drugie stresował go trochę jego wiek. Miał dwadzieścia siedem lat, wciaż zachowywał się jak dwudziestolatek i z jakichś względów nie przerobił tego wcześniej... Trochę jakby bał się tego, że potencjalny wprowadzajacy go w ten świat mógłby go wyśmiać... Tylko skad miałby wiedzieć? Nie musiał się tym chwalić, tak? Jednak psychika to psychika i samemu można sobie tłumaczyć, a gdybanie wciaż odpychało. Po trzecie bał się, że się wkręci. Otóż to, bał się tego, że mu się to spodoba i będzie pchał się w jakieś zwiazki, że z mężczyzna będzie mu lepiej... Eh, dziwny typ, tak jak dziwne było teraz to wszystko co się działo. Tym bardziej, że zbliżał się do niego Adam i do tego usiadł niedaleko. Saczył swój alkohol dalej od czasu do czasu zerkajac, czego nie mógł powstrzymać. Sam w sobie nie wiedział dlaczego jego wzrok aż tak chciał zawieszać się na Adamie.
-Nie o to chodzi, uwierz - odpowiedział na słowa blondyna pozwalajac sobie na dłużej zatrzymać na nim wzrok. Skoro rozmawiali mógł cieszyć oczy jego widokiem... Tfu! Utrzymywać kontakt wzrokowy! Nie, nie, w żadnym razie nie podobał mu się mężczyzna, nie! -Wokół mnie było kilka osób, więc nie wiem.. Ktoś Ci mnie polecił, że stwierdziłeś, że mnie pocałujesz? - zażartował uśmiechajac się kacikiem ust przy okazji stykajac je z krawędzia trzymanego naczynia. Upił parę łyków wsłuchujac się w słowa Deacona. Ściagnał brwi i widzac prowokacyjny gest, ale zaraz zacisnał usta w waska linię, wstał, a następnie pozwolił sobie klęknać nad nim i zaczać go całować. Chociaż miał świadomość, że jest to obrzydliwe, to z każdym ruchem warg powoli przekonywał się, iż nie jest to takie złe. Przy okazji przekonywal się, że zaczęło mu się to podobać i wcale nie było to komfortowe co Adam mógł wyczuć przez napięte mięśnie Rashida. Jego dłonie powoli bładziły po szyi oraz torsie całowanego chłopaka, by tam właśnie zatrzymać się w pewnym momencie. -Potrafisz całować - przyznał rozłaczajac ich usta, ale tylko na chwilę. Skoro było dobrze to nie zamierzał tego przerywać.

Przepraszam za taka zwłokę, ale to co się działo przez ostatnie dni okropnie mnie przerosło...
 
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-07-25, 02:02   

To był tylko pocałunek, więc nie powinni robić wokół niego specjalnie wielkiego zamieszania, zwłaszcza, że był całkiem przyjemny, co też można było stwierdzić na podstawie ich reakcji, a może raczej ich zdecydowanej większości. Mimo wszystko wkradło się między nich jakieś napięcie i trzeba było coś z tym zrobić, aby czasem nie eskalowało. Z tego powodu Adam poczuł się nieco uspokojony zapewnieniem rozmówcy, iż nie szaleje dalej na parkiecie z powodu wściekłości czy frustracji. Ekrem z cała pewnościa nie wygladał na mocno rozeźlonego, tak właściwie wydawał się przede wszystkim skrępowany. Przygladanie się dwudziestokilkuletniemu mężczyźnie w podobnym stanie stanowiło niemała gratkę i zachęcało do podrażnienia biedaka jeszcze bardziej, ale nie za bardzo, aby całkiem się w sobie nie zamknał.
Nikt mi cię nie polecił – odpowiedział swobodnie, wygodnie wciskajac plecy w oparcie kanapy, mrużac przy tym leniwie oczy. – Po prostu miałem natchnienie na pocałunek – dodał z tryumfalnym uśmieszkiem. Miał powody do zadowolenia, w końcu był pierwszym facetem, który pokrył ekremowe usta własnymi. Skoro miał jeden z jego „pierwszych razów”, z pewnościa zostanie zapamiętany na długo, jeśli nie na zawsze. Wolał nie wspominać nic o zadaniu od solenizanta, po co psuć magię nudnymi wyjaśnieniami?
Stale zerkał na bruneta, a jego spojrzenie stało się tylko uważniejsze, gdy ten poderwał się z miejsca i ruszył w jego stronę bez żadnego ostrzeżenia. Dość szybko znalazł się obok i zainicjował pocałunek, po prostu łaczac ich usta. Adam uśmiechnał się kacikami ust, ponieważ za cholerę nie spodziewał się takiego obrotu zdarzeń, choć sam to sprowokował krnabrnym językiem. Ostrożnie ułożył prawa dłoń na jego karku, leniwie masujac go palcami, aby rozluźnić napięte mięśnie. Z kolei lewa przesunał po jego boku. Mógłby narzadem smaku naprzeć na wargi Rashida, lecz głupota byłoby go poganiać, gdy sam zaczał otwierać się na więcej, dlatego zaledwie musnał tę dolna samym koniuszkiem.
To była niewielka próbka moich umiejętności – odparł zuchwale z drapieżnym błyskiem w oku. Przy kolejnym pocałunku nie zamierzał dłużej się wahać. Przytrzymujac palcami podbródek Ekrema wpił się w jego usta, następnie bez większych przeszkód wsunał język do ich wnętrza, w którym śmiało sobie poczynał, drażniac podniebienie i napierajac na drugi język. W międzyczasie dłoń z karku przesunał na potylicę mężczyzny, bezwiednie zaciskajac palce na miękkich w dotyku włosach. Chciał mieć wszystko pod kontrola, aby nie narazić się na nieprzyjemne niespodzianki, zwłaszcza kiedy przyciagnał Ekrema do siebie bliżej.

Nic nie szkodzi, całkiem cierpliwa za mnie osoba. Wszystko rozumiem.
[Profil]
 
 
Ekrem Rashid
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 00:47   

Całe napięcie to i tak kwestia niezręczności jaka poczuł Ekrem przez to, co zrobił Adam. Takie nagłe sytuacje skutkuja zmieszaniem zwaszcza w przypadku dopiero co rozdziewiczonego Rashida. Trochę głupio to brzmi biorac pod uwagę jego wiek, jakby był jakaś żelazna dziewica czy kimś w tym rodzaju, ale co zrobić?
-Oh, to znam temat, też tak mam często - zaśmiał się po słowach blondyna. Naprawdę to znał, bo niejednokrotnie zdarzało się, że chciał kogoś pocałować i po prostu to zrobił gdzieś na parkiecie czy w kacie sali. Każdy kto był choć trochę pewny siebie znał te sytuacje. Ekrem mimo wszystko nie robił tego z mężczyznami, a szkoda, bo dużo stracił czego się przekonał po pocałunku z Adamem. Po czasie wydało się to właśnie na tyle świetne, że teraz nie miał problemu z całowaniem chłopaka. Uśmiechnał się i chyba nabrał ochoty na poznanie reszty umiejętności chłopaka, ale czy to odpowiedni czas? Zazwyczaj korzystał z takich okoliczności od razu, by potencjalna ofiara mu nie uciekła, ale cóż.. Pierwsze razy były stresujace, więc i teraz pewnie by się chłopak mocno zestresował, gdyby między nimi miało zadziać się coś więcej, a konkretniejsza zabawa w stresie wiadomo jak się kończy... No, nie zawsze efekt jest porzadany, a Rashid na pewno znał to z autopsji. Jego poczatki wchodzenia w świat erotyki nie były powalajace... Biedaczek... No, ale teraz nie musiał o tym myśleć. Do niczego nic ich nie prowadziło. Obie jego dłonie powędrowały na policzki mężczyzny. Usta z każda chwila co raz bardziej zachłannie pieściły jego wargi. Masował język Adama swoim od czasu do czasu delikatnie przygryzajac go nie chcac wyjść na nudnego kompana. Napierał ciałem na jego ciało delikatnie poruszajac się w rytm muzyki, a jedna z jego dłoni skierowała się w dół zaciskajac się na wewnętrznej stronie uda chłopaka. -Jak wiele jeszcze potrafisz? - spytał z ciekawości wcale, ale to wcale nie wyrażajac swoim tonem chęci na więcej. Dłoń, która spoczywała na policzku Adama pojawiła się z tyłu głowy chłopaka delikatnie drapiac jego skórę.
 
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-07-29, 21:53   

Rzucił Ekremowi jawnie rozbawione spojrzenie, kiedy usłyszał jego śmiech, całkiem nieźle wyłapujac go spośród głośnych tonów klubowej muzyki. Od poczatku podejrzewał, że brunet nie należy wcale do grzeczniutkich i przeczucie jak zwykle go nie myliło. Zreszta, otoczenie nie pozwoliłoby zbyt długo pozostać niewinnym posiadaczowi tak wspaniałego ciała. To właśnie przez wzglad na te ciało nie protestował wobec wykonania zadania solenizanta. Może i było to powierzchowne podejście, jednak Adam wolał twierdzić, że ma po prostu oczy, a pewne bodźce wzrokowe lepiej na niego działaja niż inne.
Jak to dobrze, że towarzysz nie tylko dość szybko pogodził się z całym zajściem, ale również w równie krótkim czasie zdołał się przełamać. Pocałunek nie sprawiał mu trudności, obaj zaangażowali się w tę pieszczotę, dzięki czemu doznania były jeszcze większe. Gdy ich języki ścierały się ze soba namiętnie, a ciała ocierały o siebie, jednak z adamowych dłoni wsunęła się pod koszulkę Ekrema, aby potraktować jego ciepła skórę zuchwałym pociagnięciem paznokci. W końcu zdecydował się poruszyć biodrami, a w konsekwencji otarł się leniwie o te drugie. Bardzo przypadło mu do gustu położenie cudzych dłoni na jego ciele. Przez to urocze drapanie prawie mruczał.
Musisz sam się przekonać.
Nie potrafił kryć własnej satysfakcji, gdy miał przy sobie goracego mężczyznę, co do którego miał pewne plany. W obszarze jego największych zainteresowań w tym momencie było zaciagnięcie go do toalety i zaprezentowanie elastyczności swojego języka w jednej z kabin. Już dawno wyzbył się resztek wstydu, a więc i intymne zbliżenia w miejscach publicznych nie były mu straszne. Mocniej złapał za ciemne włosy i pociagnał głowę do tyłu, dzięki czemu udało mu się wyeksponować szyję towarzysza. Złożył mokry pocałunek na żuchwie, po czym zjechał powoli językiem po całej długości szyi, pozostawiajac po sobie mokra ścieżkę. Na sam koniec tej wędrówki złapał zębami fragment skóry, rzecz jasna uważajac na siłę nacisku. W międzyczasie dłoń z podbrzusza przesunęła się na biodro, które przytrzymał w miejscu, gdy znów zdecydował się otrzeć o drugie ciało. Na wiele sobie pozwalał, ale czyż nie dostał na to pełnego przyzwolenia?
Po kilku głębszych pocałunkach odkleili się od siebie, wypili kilka drinków, trochę potańczyli, po czym pod koniec imprezy rozeszli się w dobrych humorach.

/ zt
[Profil]
 
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-09-04, 20:16   

Czuł się źle sam ze soba. Nie potrafił zmierzyć się z własnymi myślami, z których każda przypominała osad jego własnej osoby – szczery, krytyczny i pełen wulgarności. Był dla siebie oskarżycielem, sędzia i katem. Tułał się po mieszkaniu, potem włóczył się po mieście, nigdzie nie znajdujac ukojenia. Miał ochotę uderzać głowa o mur tak długo, aby móc pochwalić się niebywałym osiagnięciem dokonania samodzielnej trepanacji swojej czaszki. A z jego mózgu pozostałaby jedna wielka papka. Wyrzuty sumienia, przygniatajace poczucie beznadziejności i bezsensowności wszystkiego już i tak zgniatało mu klatkę piersiowa. Kiedy jednak nauczył się pomimo tego balastu oddychać pełna piersia, znów otworzył się na świat i na to, co ten może mu dać. Skoro jego zasoby były nieskończone, czerpał z nich pełnymi garściami. Jednym z dobrodziejstw tego zepsutego świata była dobra zabawa. Możliwość wyjścia do klubu, gdzie mógłby zostać spętany przez głośna muzykę, alkohol krażacy w krwiobiegu i inne ludzkie ciała była dla niego zbawienna. Potrzebował towarzystwa, właśnie dlatego zadzwonił do Rosa, wydał mu się najlepszym kandydatem na ten wieczór, nawet na cała noc do białego świtu. Zgarnał go po drodze do klubu i po powitaniu zapalili na spółkę jointa, którego popili jednym piwem, potem drugim. Gdy ruszyli w tan, Adam powtarzał jak mantrę nazwę klubu stanowiacego ostatnie miejsce, gdzie chciałby trafić.
Weszli do jednego z klubów i momentalnie zalała ich feeria barw oraz dźwięków. Nagle Adamowi wszystko wydało się lekkie, jaskrawe i zarazem pozbawione znaczenia. Z szerokim uśmiechem zawędrował do baru, gdzie postawił im kolejkę, potem kolejna. Przechylał kieliszek za kieliszkiem, tym samym przekonujac samego siebie, że bawi się znakomicie. Tańczył z jakaś blondynka, potem brunetka, potem dorwał Rose’a, z którym śmiał się z żartu jednej z tych ładnych dziewczyn, które ich otaczały. I kiedy któraś mignęła mu przed oczami ekstazy, nie zaprotestował. Wyposażył się o kolejny wspomagacz dobrej zabawy. Objał ramieniem przyjaciela i przyciagnał go do siebie, bo przecież nie zapomina się o druhach podczas batalii, a to właśnie była prawdziwa bitwa o ziemskie rozkosze. Przy jego drugim boku była piękna niewiasta o bardzo przystępnym usposobieniu, jednak towarzysz broni był ważniejszy.
Coś dla ciebie maaaaam – powiedział mu prosto do ucha bardzo melodyjnie. – Ale jeśli tego chcesz, to sobie weeeeeź – dodał jeszcze mocno rozbawiony, rzucajac przy tym łobuzerskim uśmieszkiem. Położył tabletkę na języku, który wystawił ku drugiemu chłopakowi, co wywołało śmiech u jednej z dam.
I tak się właśnie skończyła kolejna próba Adama bycia bardziej ogarniętym człowiekiem.
[Profil]
 
 
Rose Abbott


Wysłany: 2017-09-04, 21:12   

U Rose'a wszystko było dobrze i boleśnie standardowo. Oficjalnie unikał imprez i zmieniał swoje życie, żeby nie wyladować z długami i na bruku, ale zaprzeczył temu pseudopostanowieniu już w pierwszy dzień swojego pobytu w Brentwood, kiedy podjał pracę barmana. Powrót do dawnych zwyczajów, imprez i narkotyków, był nieunikniony. ...No i, pierdolony gwódź do trumny, poznał Adama Deacona. Adam zawrócił mu w głowie szybko i gwałtownie, głównie za sprawa wypitego wspólnie alkoholu. Byli zaginionymi braćmi duszy; zagubieni, rzadni emocji i świateł neonów Sugar Hut na policzkach.
Rose obracał właśnie jakaś blondynkę. Tak, dosłownie obracał, bo coś mu odpierdoliło po drugim Mojito i poczuł nagle, że musi zatańczyć. Laska była piękna. Zdecydowanie w typie Abbotta. Drobna, z burza jasnych, lekko kręconych włosów. Zreszta – samo to, że była blondynka sprawiało, że nie mógł ocenić jej niżej niż 6, niezależnie od tego jak szpetna miałaby mordę. Miał słabość do jasnych włosów, tylko w ich właścicielach zakochiwał się od razu. Tylko, że tancerzem był raczej beznadziejnym. Dobra, ogarniał może jakaś parodię swingu, ale w klubie grali techno, więc dziewczyna dość szybko się zirytowała i podeszła do baru, by znaleźć swoja koleżankę, która zaś zajmował się Adam. Rose próbował coś jeszcze zagadywać, ale o ile umiał w rozmowy to – jak to zwykle w życiu bywa, kiedy idzie o piękne kobiety – jego księżniczka okazała się być totalna ameba umysłowa, więc po prostu kupił jej drinka za ostatnie pieniadze, wciaż gdzieś pijacko liczac, że kiedyś go poślubi. Przeszło mu, kiedy zobaczył Adama. Słuchał dziewczyn, śmiał się z ich nijakich żartów, wzrokiem szukajac czegoś, co byłoby warte uwagi. Adam zniknał mu na moment, potem wrócił i, nie pierdolac się specjalnie (jeszcze), powitał go z tabsa na języku. Kurwa, to się nazywa przyjaciel.
- Jesteś pierdolona attention whore – rzucił, patrzac trochę krzywo na laskę, której próbował zaimponować, bo ta jakoś, brunetka, mimo miłej twarzy i dużych piersi, nie była w jego typie. Ale, ostatecznie, uznał, że dobra zabawa jest warta więcej niż próba zachowania twarzy przy dziewczynach dla których upokarzać się nie warto i po prostu przyciagnał do siebie Adama za szlufkę spodni, a potem go pocałował. Zrobił to dość szybko, bo był za bardzo napalony na dobra fazę, żeby zaspokoić go oralnie. ...Zreszta, podejrzewał, że będzie miał okazję zrobić to też później, więc nie bardzo dbał o tę sposobność. Połknał tabletkę, oblizał usta, zagryzł wargę (jak teatrzyk to teatrzyk) i tracił nosem jego ucho, by szepnać ciche dzięki. Kurwa, Adam, chuju. Jesteś niezastapiony.
[Profil]
   
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-09-04, 23:54   

Subtelnościa nigdy nie grzeszył, przeciwnie, zawsze bezpośredni i do bólu szczery, przez co szybko został spisany przez otoczenie na straty jako ten pełen bezczelności awanturnik. Nonkonformizm wylewał się z niego uszami. Zachęcał kompana do brania narkotyków, co robił jawnie i na oczach innych, bo w głębokim poważaniu miał opinie innych. Jeśli burzył czyjś spokój, niech urażony obywatel zamknie oczy. Życie to sztuka wyborów, a niektórzy świadomie wybierali dobra zabawę, wyzwalajac się z kajdan norm i zasad. Przynajmniej Rose potrafił się dobrze bawić i przyjał podarek, niby kręcac nosem na sposób jego podania, ale po jego minie można było wnioskować, że całkiem mu się to podoba. Dostawał porcję wyrazistych doznań na czyimś języku, nie było więc tak źle. Sięgnał więc po to, co mu serwowano i zrobił to szybko, zachłannie i dość oszczędnie. Dłonie Adama znalazły się na biodrach Abbotta, nawet jego palce nieco się na nich zacisnęły. Rzadko bywał hojny, więc to oczywiste, że chciał swojego znajomego mieć przez chwilę obok siebie. I chwila ta minęła, jednak blondyn nie narzekał, wygłodniałym spojrzeniem obdarzył usta swego druha, po czym uśmiechnał się chytrze, bo ten przysunał zaraz te usta do jego ucha. Kiedy usłyszał wyszeptane podziękowanie, zaśmiał się pod nosem nisko, gardłowo, mrużac przy tym z przyjemności oczy. Dopiero się rozkręcali, noc była jeszcze młoda, a Adam miał dobre przeczucia. Na przykład miał pewność, że jeszcze dopadnie te konkretne usta własnymi.
Baw się dobrze – złożył mu to życzenie pomyślności i odwrócił się ku jednej z pań, która zaraz złapała jego dłoń i zaciagnęła na parkiet. Głośna muzyka pozwoliła mu wyłaczyć myślenie i skupić się na odbieraniu bodźców. Dźwięki, kolory, ocieranie się innych ciał o jego własne i unoszace się w powietrzu zapachy, spośród których wyłapał zapach rumiankowego szamponu znajdujacej się naprzeciwko dziewczyny. Jeden pocałunek, drugi, kolejny taniec, trzeci pocałunek, ale z inna partnerka, a potem znów ruszył do baru, bo panna, chyba kolejna, zażyczyła sobie drinka. Tym razem Adam jednak nie płacił, skupił się na koledze, z którym to wszedł do klubu i nie tylko z grzeczności zamierzał z nim opuścić ten przybytek. Pomknał ku niemu pełen entuzjazmu, rozbawiony i beztroski, a na jego ustach malował się półprzytomny uśmiech.
Chcesz drinka? – spytał uprzejmie. – A może zatańczyć? Ja się tak łatwo nie zrażę.
Najwidoczniej Rose potrzebował kogoś kto go poprowadzi w tańcu, skoro sam nie potrafił tego dokonać wobec pań.
[Profil]
 
 
Rose Abbott


Wysłany: 2017-09-05, 10:46   

W Adamie lubił to, że idac na imprezę z nim mogli się bawić zarówno razem, jak i osobno. Żaden z nich nie był jak kula u nogi dla drugiego, co często zdarzało się Rose'owi, kiedy wychodził gdzieś z mniej obytymi w temacie kumplami. Wtedy, chcac nie chcac, czuł się trochę jak ich niańka, która musiała pilnować, żeby dzieciatko miało rozrywkę, alkohol i nie wydawało wszystkich pieniażków na narkotyki z podejrzanych źródeł. Z Deaconem, zwłaszcza w Sugar Hut, było raczej jak na wakacjach. Usiadł przy barze, wciaż z ta swoja przygłupawa blondynka, i przeczepił się do drinka, którego kupił dziewczynie. Czuł się do tego co najmniej upoważniony, w końcu wydał na niego ostatnie pięć funtów. Nie bawił już jej rozmowa, bo pogodził się z tym, że nie bardzo im idzie, więc tylko głaskał ja po nodze, chyba po to, by jakoś zajac sobie czas przed tym jak poczuje dzialanie MDMA. W między czasie wymknał się na zewnatrz, żeby zapalić jointa, którego i jemu i blondynce, jak się dowiedział – imieniem Mandy – zaproponował jakiś dalszy znajomy. Rose go nie kojarzył, choć miał dziwne przeczucie, że powinien.
(...)
- Adam, słońce! – zawołał entuzjastycznie, kiedy zobaczył go za soba i od razu rzucił mu się na szyję, trochę jak dziewczyna, która przez wiele miesięcy czekała aż jej maż wróci z wojska. ...I przez moment faktycznie się tak czuł, bo we wkręcaniu sobie różnych (nawet najbardziej absurdalnych) faz stanowiło jego specjalność. Zgubił gdzieś Mandy jakiś czas temu, ale mimo pewnych wyrzutów sumienia nie stanowiło to dla niego problemu, skoro znalazł Deacona. Ucałował czule oba jego policzki, potem lewa skroń, płatek ucha... Omiótł go spojrzeniem. Nagle jego twarz wydawała mu się znacznie bardziej atrakcyjna niż zazwyczaj; imponowały mu ostre rysy, pot na skroniach, rozczochrane jasne włosy, łobuzerski uśmieszek i wielkie źrenice. Był pewien, że sam miał identyczne. Oboje byli kurewsko porobieni. - Nie zatańczyłbym z Toba nawet, jakby puścili tu Apologize Timberlanda. Kurwa, serio. Jestem upośledzony ruchowo, jeśli o to chodzi. Chcę drinka. ]- Nie mógł przepuścić takiej okazji. - Ale nie obciagnę Ci w kiblu, tak, jak to zrobiła w zeszłym tygodniu ta brunetka, której też stawiałeś - dodał zaraz, rozbawiony, traciwszy palcami jego podbródek. Zatarł go lekko w górę. Bawiło to, ile lasek z tego konkretnego klubu wzdychało za Adamem, nawet pomimo jego chujowej opinii chłopaczka, który bezustannie szuka czegoś niezobowiazujacego. Czy one serio liczyły, że zatrzymaja go seksem...? - Stary, chciałem się jebać z Mandy. Kurwa, naprawdę. Chciałem pokazać tej małej, tlenionej szmacie co to dobry seks i prawdziwa miłość, ale ona dojebała, że w sumie to w zeszłym tygodniu rozstała się ze swoim facetem, Brandonem, który bił ja, kiedy mu się stawiała. Czaisz motyw...? Siedzisz taki, kurewsko zakochany w lasce, nieba byś jej chciał przybliżyć, dać piękne dzieci i wybudować pałac, a ona ściaga koszulkę i pokazuje Ci nie cycki, ale siniaki na żebrach. Powiedziałem, że sorry i że mi przykro i żeby wzięła mój numer, że ustawimy się na kawę, że jej pomogę, ale w sumie to tak mnie wkurwiła, że też miałem ochotę jej wyjebać. Zaczęła się trochę unosić, wiesz, jakby płaczem, więc bałem się, że zaraz mi się rozklei, a nie chciałem marnować całego wieczoru na siedzenie na krawężniku i głaskanie jej po plecach, więc powiedziałem, żeby nie była pizda, bo życie jest kurwa brutalne i że inne dzieci maja gorzej niż ona, bo, na przykład, sa gwałcone analnie przez własnych ojców. No i wtedy, cholera, mi wyjebała. O tutaj, patrz - mówiac to wskazał na czerwony ślad na swoim policzku, niezbyt widoczny, bo cały był rozpalony. Zreszta, nie bolało. Bo MDMA w ogóle niewiele bolało; nawet z takich uderzeń na fazie potrafił czerpać przyjemność. Cała sytuacja, tak czy inaczej, bardzo go bawiła i to było powodem dla którego szybko zrelacjonował to wszystko Adamowi. - Tak czy inaczej, chciałem Ci po prostu powiedzieć, że się z nia nie prześpię. Nie chciałbym, żeby potem, z drugiej strony, poprawił mi Brandon. I przeszło mi. Myślałem, że kocham szmatę i nawet byłem w stanie wybaczyć jej to, że jest trochę opóźniona, ale... Dobra, pieprzyć to. Adam, kurwa, pocałuj mnie, mam złamane serce.
[Profil]
   
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-09-05, 17:41   

Zaśmiał się krótko na ten uroczy przydomek dodany do jego imienia, ponieważ był obecnie w tak dobrym nastroju, że nic mu nie przeszkadzało. Równie dobrze mógł zostać okrzyknięty kutasem i wciaż czułby się z tym dobrze, o ile słowo to zostałoby równie entuzjastycznie co słońce. I w tej chwili nawet przypominał pierdolone słoneczko, wystarczyło na niego zerknać – szeroko uśmiechnięty, błyszczacymi oczyma i z burza blond włosów, nad która nawet nie starał się zapanować, bo zwyczajnie o tym zapomniał. Najważniejsze, że jego znajomy rzucił mu się na szyję i spróbował wycałować jego twarz, przynajmniej było zabawnie. Kiedy Adam ladował w klubie, lubił czuć na swoim ciele dotyk. Wcale nie liczyła się jego intensywność, czy charakter, ważniejsze było to, że miał przy sobie kogoś, kogokolwiek i mógł przy tej osobie pasożytować, czerpiac z jej ciepła.
Raczej Timbaland – poprawił go szybko z wrednym uśmieszkiem, bo naprawdę nie mógł sobie odpuścić takiej okazji, kiedy Rose sam tak uroczo się podkładał. I ciekawe było to, że właśnie o tym utworze pomyślał. Może chciał zasugerować, że lepiej tańczy mu się do wolniejszych rytmów? Albo zwyczajnie lubił ten kawałek. Równie dobrze mógł też po prostu sobie o nim przypomnieć w tej chwili i rzucił ten tytuł bez większego namysłu. Akurat ta opcja była najbardziej prawdopodobna, bo chłopak nawet prezentował się tak, jakby wyłaczył myślenie. Nie żeby był w tym osamotniony. – Poza tym w tym kawałku najwięcej dobrej roboty odwalił Ryan – dopowiedział jeszcze z głębokim przekonaniem i jakoś nie pomyślał o tym, aby uściślić, iż wspomina wokalistę OneRepublic, przecież to było oczywiste, przynajmniej w jego mniemaniu. Zreszta, teraz wiele rzeczy było oczywistych i równie wiele bez znaczenia, bo myśli odrywały się od ciała i szybowały w powietrza, aby złaczyć się z innymi zbłakanymi myślami innych ludzi. Kluby pełne były niechcianych myśli. Ludzkość stała się bezmyślna nacja.
Była ładna i miała sprawny język – skomentował krótko brunetkę i tamten epizod, ale musiał się koledze pochwalić, niech wie, że dobrze się wtedy bawił. Z zadartym podbródkiem zamówił dwa drinki, w międzyczasie wsłuchujac się w porywajaca historię Abbotta, jednak nie mógł skupić się na słowach, w końcu to były tylko wyrazy, z których niektóre czasem budziły jego śmieszność. Drinki znalazły się w międzyczasie na blacie baru, więc złapał oba i jedno naczynie podał kompanowi, drugie docisnał do swojego ciała, a potem pociagnał z niego dwa łyki, znaczac je jako swoje. Mandy była tak dla niego nierealna, prawie jako postać z kreskówki, bo nawet wyobrażał ja sobie taka spłaszczona przez głaz, a rolę głazu odgrywał jej były. A przecież widział ja na własne oczy, gdzieś mu mignęła i to tylko dlatego, bo Rose starał się coś z nia ugrać. Koniec anegdotki skomentował krótkim prychnięciem i z głupawym uśmieszkiem na ustach spojrzał na biedny policzek.
Ojojoj – rzucił nad policzkiem, na który jeszcze dmuchnał, a potem ucałował. – Teraz już nie będzie bolało – stwierdził po zaserwowanej przez siebie kuracji.
Przecież wychodzisz dziś ze mna – skwitował z rozbawieniem deklarację Rose’a o nie ruszaniu ciała zbyt przewrażliwionej po rozstaniu z damskim bokserem niewiasty. – Nie wiedziałeś? – spytał po chwili, następnie parsknał śmiechem. Ale po usłyszeniu intrygujacej prośby nawet trochę spoważniał, choć po jego ustach błakał się ten wredny uśmieszek. Wolna dłoń ulokował przy jego potylicy, palce wsunał w przyjemnie miękkie włosy, po czym przysunał się do drugiego ciała i przykrył drugie usta własnymi. Zaraz naparł językiem na te cudze wargi, chcac je rozchylić żeby zapoznać się lepiej z ich smakiem.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5