Poprzedni temat «» Następny temat
The Black Horse
Autor Wiadomość
Asclepius Aldridge








32

lekarz medycyny ratunkowej

dziewiątka nie pozwala mu skupić się na pracy

North Brentwood



Wysłany: 2018-07-23, 08:47   
  

  
Asclepius Aldridge

  
Go as far as you can and never regret it.


Zaśmiał się cicho, słyszac tyle niepewności w głosie Sherridana. Przecież chodziło jedynie o dobra zabawę, w końcu oczywistym było, że mężczyzna nagle nie stanie się numerologicznym specjalista. Sam Asclepius czasami potrafił zbładzić wśród tylu liczb, a co dopiero ktoś, kto miałby pierwsza styczność z ta dziedzina? Pod tym względem Ascel cechował się raczej wyrozumiałościa, bardziej irytowałoby go kompletny brak zastosowania się do jego instrukcji, a watpił by miał z tym do czynienia w przypadku Rose. Nawet jeśli nieśmiałość mężczyzny mogłaby sugerować podobny scenariusz. Poza tym… nie było, co gdybać, należałoby raczej wszystko sprawdzić i zobaczyć, która z wersji okazałaby się poprawna.
- Nie przejmuj się tym – odparł i machnał beztrosko ręka, jakby na potwierdzenie własnych słów. - Jeśli ci się nie spodoba, zawsze możemy zajać się czymś innymi, przeklinajac numerologię wniebogłosy, na przykład nie wiem… lody cytrynowe z piasku i mleczy? – posilił się na żart, który miał rozluźnić nadal lekko spiętego Sherridana. Faktycznie może Aldridge nie cierpiał na nadmiar czasu, ale ostatecznie nie było najtragiczniej i zawsze dało się coś wykombinować. Zwłaszcza, że marnowanie cennych minut nie było czymś, na co Asclepius mógłby sobie pozwolić, toteż na pewno wyszedłby z inna propozycja dla Sherridana, gdyby jednak numerologiczne podejścia nie okazały się strzałem w dziesiatkę. – Także gdybyś miał kiedyś ochotę na wypróbowanie swoich sił, to zadzwoń albo napisz mi smsa. Pomiędzy jednym dyżurem a drugim na pewno uda mi się skombinować trochę czasu. Przynajmniej taka mam nadzieję – rzucił już wyraźna propozycja, dajac jednak Sherriemu możliwość do namysłu i w zasadzie wolność co do faktycznego wypełnienia danego zamierzenia. Nie naciskał, podświadomie zdajac sobie sprawę z faktu, że kolejne spotkanie wcale nie było pewnościa. Nie zależało mu szczególnie (przynajmniej na razie), ale szkoda byłoby przepuścić podobna okazję. Z jakiegoś powodu wolał jednak odświeżyć dawna, dziecięca przyjaźń.
Zapisanie się na kurs z numerologii brzmiało oryginalnie? Cóż, delikatnie powiedziane. Sam Ascel uważał to wręcz za szalone, ale jako że nie miał problemów z wszelkimi ekstremalnymi sytuacjami w jego życiu, nie martwił się absurdalnościa własnych wyborów z przeszłości. W zasadzie nawet wyszło mu to na dobre, przynajmniej nie miał problemów z zaciekawieniem Sherriego i skuszeniem do spotkania. Dodatkowo zdobył trochę wstępnych informacji na temat Rose, a to już była spora przewaga do wykorzystania.
- Wiedziałem, że tak będzie – uznał z udawanym rozczarowaniem w głosie. – Trudno. Przynajmniej może w zamian dostanę coś interesujacego – stwierdził optymistycznie, w końcu w jego przypadku chodziło jedynie o rysunki. Albo w zasadzie aż o rysunki, bo malowanie bywało dla Ascela całkowita zmora i wywoływało niebezpiecznie przyspieszone bicie serca. Chyba nawet słoneczko mu nie wyjdzie tak ładnie jak za dzieciństwa. Szkoda.
- Dobrze to o tobie świadczy. Gdy będę miał wystarczajaco kasy, by było mnie stać na zaprojektowanie ładnego, przestrzennego domu, to będę wiedział gdzie się skierować. – Po tych słowach Ascel podniósł szklaneczkę z alkoholem do ust i niespiesznie upił kolejny łyk. - Numer już mam – dodał rozbawiony, odkładajac naczynie na mały stolik. Raczej nie podejrzewał siebie o zdobycie funduszy pozwalajacych na takie luksusy, ale kto wie? Może jeśli przestałby pić tyle alkoholu w barach i robić kilka innych, mniej odpowiedzialnych rzeczy, miałby szansę zgromadzić odpowiednie pieniadze na chociażby start całej inwestycji. Niemniej na razie nieruchomości to było coś, co średnio interesowało Aldridge. Szczególnie, że nie przebywał w mieszkaniu za wiele czasu, często jedynie wpadajac tam na krótka chwilę.
- Budka z kebabem w kształcie kebaba, ma sens – pokiwał głowa, przeanalizowawszy cała genezę tego pomysłu. Dosyć oczywiste, chociaż niestandardowe. Przynajmniej od razu było wiadomo, co serwowało się w danym lokalu i nawet ci mniej ogarnięci od pierwszego rzutu wzrokiem mogli mieć pewność. Tak czy inaczej musiało to dosyć zabawnie wygladać, więc nie przepuści okazji przeszukania internetu w celu spojrzenia na kilka innych takich pomysłów. Grafika Google pod tym względem okazywała się być zbawienna. – Jednak wolę leczyć ludzi niż budować kebabowe budowle, które z pewnościa by się zawaliły. Ten mój brak umiejętności rysowania z dzieciństwa to był widoczny znak, który, na szczęście, posłuchałem – oświadczył po chwili milczenia, zbierajac własne myśli w jedność. Te wskazówki w jego życiu jak dotad nie bywały najgorsze. Przez własne imię skusił się na medycynę i choć ostatnie lata liceum uczył się więcej niż przez cała swoja poprzednia karierę edukacyjna, to udało mu się osiagnać sukces. Z pewnościa dzięki sprzyjajacemu losowi, ale własnej pracy także nie dało mu się odmówić.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose








31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, yev, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-07-25, 03:00   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
hand in mine into your icy blues


Cóż, Sherridan nie znał Asclepiusa na tyle, aby ufać, iż jego nieporadność w kwestii numerologii nie miała go rozczarować. No i zdecydowanie nie chciał marnować jego czasu, także wolał z góry zaznaczyć, że mogło mu się nie udać. Niby obaj byli dorosłymi ludźmi, którzy teoretycznie powinni liczyć się z tym, iż nie wszystko przychodziło każdemu z łatwościa, a jednak z jakiegoś powodu Sherridan czuł się zobligowany, by specjalnie to zaznaczyć. Być może dlatego, że nie chciał stracić w oczach Aldridge'a już na starcie. Był w końcu trzecia osoba, której Sherrie nieświadomie postanowił dać szansę po tym, jak zrujnował swoja ostatnia wielka przyjaźń.
- W porzadku - przytaknał w końcu, znacznie uspokojony słowami Asclepiusa. Nie znosił czuć się tak, jakby marnował czyjś czas, lecz jeśli Aldridge mówił, że nie powinien był się tym przejmować, postanowił mu zaufać. - Prawdę mówiac, jestem słaby w gotowaniu, więc do tego też raczej się nie nadam - powiedział, silac się na uśmiech, po czym sięgnał po swojego bezalkoholowego drinka i upił spory łyk. - Ale mogę zmywać. - W tym akurat był całkiem dobry. O ile w ogóle można tak powiedzieć o zmywaniu naczyń. - Jasne, okej - zgodził się bez dłuższego ociagania. Wychodziło na to, że propozycja Ascela była zupełnie luźna i Sherrie naprawdę nie miał czym się stresować, więc ostatecznie pozostało mu przytaknać. I tak nie robił sobie zbyt wielkich nadziei na kolejne spotkanie. Wiedział, że był średnio interesujaca osoba.
- Postaram się coś znaleźć - powtórzył, nie kryjac uśmiechu. W rzeczywistości wcale nie zamierzał śmiać się z Asclepiusa, przynajmniej nie aż tak. Jasne, mógł uśmiechnać się z rozbawieniem albo nawet cicho parsknać, ale na pewno nie wybuchnałby przed nim śmiechem. Był zbyt uprzejmy, aby uprzednio nie zasłonić ust ręka.
- W porzadku - zgodził się gładko. Nie miał jeszcze tej przyjemności projektować domu komuś, kogo znał nieco bliżej. Był co prawda Leathan, z którym Sherridan ustalił, że na trzydzieste urodziny, będace zwieńczeniem pewnej epoki w ich życiu, podaruje mu projekt jego całkiem nowej rezydencji, ale niestety... Niestety nie doczekał tej okazji. Szkice, które zdażył przedwcześnie wykonać, upchnał na dno jakiejś szafy, nie czujac się wystarczajaco silnym, aby je zniszczyć. Z jakiegoś powodu miał nadzieję, że jeszcze mu się przydadza. Może nie dla Leathana, to podchodziłoby pod absurd, ale dla kogoś innego, dysponujacego potężnymi funduszami... dlaczego nie? - Tak, Gabriel w końcu mi powiedział - przytaknał i pokręcił głowa z niedowierzaniem. Z rozbawieniem wspominał zaskoczona, nieco przestraszona minę Torresa, która przybrał w momencie, gdy Sherridan zapytał go o to, czy miał coś wspólnego z podzieleniem się jego numerem telefonu z Asclepiusem. Rose nawet niespecjalnie się dziwił, że Gabriel nie dał rady się mu oprzeć. Aldridge sprawiał wrażenie bardzo przekonujacego.
Uśmiechnał się niepewnie i skinał głowa. Właściwie czuł się trochę żałośnie ze świadomościa, że budka z kebabem w kształcie kebaba była jedna z paru najdziwniejszych rzeczy, jakie miał okazję zaprojektować, zwłaszcza przed Asclepiusem, który był lekarzem, i którego praca na pewno była o wiele ciekawsza. Niby wiedział, że to nie był żaden konkurs, oczywiście, ale nagła świadomość tego, jak żałosne było jego życie, wystarczyła, aby poczuł się jak idiota.
Czasami naprawdę poważnie zastanawiał się nad tym, jaki był powód tego, że jeszcze chodził po tym świecie.
- Wiesz, świat jest zwariowany - powiedział, próbujac jakoś zagłuszyć nieprzyjemne myśli. - Skoro ludzie, którzy nie umieja grać sa aktorami, a ludzie, którzy fałszuja - piosenkarzami to chyba nic nie stałoby na przeszkodzie, żebyś rozpoczał karierę artysty. - Uśmiechnał się delikatnie. Nie kwestionował tego, czy kierunek, w jakim podażał świat, był dobry, czy zły. Po prostu stwierdzał fakt. I przy okazji próbował jakoś zasugerować Asclepiusowi, że brak talentu w rysowaniu nie musiał być końcem świata, o ile człowiek potrafił wykazać się zaradnościa. - Mógłbyś dopisać sobie do tego jakaś nadzwyczajna interpretację i ot, kariera gotowa. Że, na przykład, słoneczka rysowane w rogu kartki to próba odzwierciedlenia twojego losu. Słońce jako szczęście. Na rysunku widać tylko jego ćwiartkę, więc zaznajesz jakichś chwil radości, ale nie jesteś w pełni szczęśliwy. - Wzruszył delikatnie ramionami. Gadatliwość była próba odciagnięcia się od pesymistycznego myślenia, która, o dziwo, zadziałała. Przynajmniej na ten moment. Myśli Sherridana, tym razem ukierunkowane na niemożliwe słoneczka, rysowane w rogu kartki, znacznie się uspokoiły. Odetchnał więc głęboko i rozluźnił się, posyłajac Asclepiusowi lekki uśmiech. - Co myślisz, Picasso? - Skoro sam był Dziewiatka, musiał znaleźć jakieś przezwisko również dla niego. Picasso nie brzmiało źle, przynajmniej w jego mniemaniu.
_________________
ALL I'LL EVER BE IS A LETDOWN
©crack in time
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








32

lekarz medycyny ratunkowej

dziewiątka nie pozwala mu skupić się na pracy

North Brentwood



Wysłany: 2018-07-26, 21:55   
  

  
Asclepius Aldridge

  
Go as far as you can and never regret it.


Z uśmiechem przyjał zgodę Sherridana. Wprawdzie oczywistym było, że przytaknięcie wcale nie oznaczało pewności, ale Rose przynajmniej wyraził wstępna chęć, a to już dużo. Niemniej Aldridge wcale nie należał do przesadnych optymistów, którzy uparcie wierzyli we wszystkie słowa ludzi. W końcu Sherrie mógł jedynie odpowiedzieć w ten sposób, by dobrze wypaść, a potem wykręcić się byle głupstwem. Zwłaszcza, że Asclepius prawdopodobnie nie będzie do niego nagminnie pisał, męczac o spotkanie. I tak wystarczajaco mocno zaryzykował. Najpierw śmiała rozmowa w kuchni, następnie wyciagnięciem jego numeru od Gabriela, by potem zasypać go smsami, zakończonych propozycja wyjścia na piwo. Nawet jeśli jak dotad wszystko wskazywało, że jednak moga dać dawnej znajomości nowa szansę, to potem mogło być przeróżnie. Aldridge pracował z ludźmi na tyle często, by mógł to szybko i dokładnie stwierdzić, lecz bez obaw – jego pełna energii i roześmiana dusza zdecydowanie przeważała.
- Jeśli nie będziemy gotować, to nie będziemy mieć wiele zmywania – zauważył sprytnie, z niejaka ulga przyjmujac brak umiejętności kulinarnych Sherridana. Przynajmniej nie był w tym wszystkim sam. – Dlatego też wtedy idealnym rozwiazaniem byłoby jedzenie na wynos i filmy Marvela – uznał, a jego wzrok był przez moment widocznie rozmarzony, jak gdyby właśnie wizualizował sobie cała tę scenę. - Lubisz w ogóle Marvela albo DC? Bo od razu mówię – inne produkcje nie bardzo znam, więc musiałbym wybierać tytuły na ślepo albo zdać się na twoje upodobania. – Wszyscy po bliższym spotkaniu z Ascelem mogli zorientować się, że pod niektórymi względami bywał dosyć nietypowy. Wiecznie chodził do tego samego sklepu, fryzjera, uwielbiał tylko wyłacznie produkcję Marvela i DC, innych filmów nie ogladał, a do tego orientował się w numerologii. Cała tę masę faktów zwieńczało coś, co niektórych na poczatku wprawiało osłupienie: był lekarzem. Takim lekarzem z krwi i kości, z odpowiednim tytułem i papierami oraz odpowiednia wiedza w głowie.
- Och, tak? – udał zdziwienie, a następnie parsknał śmiechem. – Mogłem mu powiedzieć, by nic ci na ten temat nie wspominał i udawał, że absolutnie o nic podobnego nie pytałem. Przynajmniej wyszedłbym na jeszcze bardziej tajemniczego – zażartował ponownie, ale do tego Sherridan chyba powoli już się przyzwyczajał. Aslepius przy znajomych emanował optymizmem, choć równie często przewijały się ironia, powaga czy nawet smutek. Wszystko w proporcjach, które dopasowane były do okoliczności i do tego, jak bardzo życie postanawiało go zaskoczyć. Zdażył się zbyt wiele razy przekonać, że o zmianę o sto osiemdziesiat stopni było zadziwiajaco łatwo, a cholernie trudno było się pozbierać.
- O Zeusie, pomysłowość to ty masz na szóstkę – odparł z uznaniem i upił łyk z własnej szklanki. Podobne interpretacje wygladały na dobry pomysł, ale problem tkwił w samym wymyśleniu odpowiedniej kompozycji, wraz z należytym komentarzem. Zwłaszcza, że nawet pomijajac brak talentu artystycznego, nie miałby w głowie absolutnie żadnego dobrego obrazu do przerzucenia na kartkę. Nawet nieudolnie. Może czasami nachodziło go coś w tym rodzaju, ale… nie, to zdecydowanie nie jego działka. – Choć ostatecznie samo twoje założenie nie jest złe, nawet… podoba mi się, bo sprowadza nas do kolejnych ciekawych pytań – odparł w zamyśleniu, widocznie nadal analizujac coś w głowie, gdy kierował własne słowa w stronę Rose. Na przyznana mu chwilowo ksywkę Picasso nie zwrócił szczególnej uwagi, choć to, jak bardzo do niego nie pasowała, zabolałoby każdego. Aczkolwiek nie dało się zaprzeczyć, że brzmiała całkiem dźwięcznie oraz ratowała jego resztki artystycznej duszy. W końcu podobno estetyczne zaczatki posiadał każdy, nie każdy jedynie był w stanie w jakikolwiek sposób je rozwinać. U Asclepiusa był to jak pak róży, który niezależnie od warunków nie środowiska, nie byłby w stanie zakwitnać. Szkoda, ale idac ta teoria – w zanadrzu powinien znaleźć inne wrodzone zdolności. - W takim razie w czym jesteś beznadziejny, ale potrafiłbyś to uzasadnić jakaś inna pozytywna cecha? Wiesz, stosujac tę sama zasadę, która ty przed momentem zaproponowałeś – zapytał podchwytliwie, choć wcale nie miało to na celu zyskanie przez Ascela smaczków z życia Sherridana. Zwyczajnie widniało to jaka świetna okazja, by dowiedzieć się o Rose trochę więcej, ale bez nudnego schematu rozmowy na pospolite tematy. Szczególnie, że był czwartkowy wieczór, który szkoda byłoby zmarnować lub, co gorsza, potem kojarzyć z towarzyskim niewypałem miesiaca. Gdy Aldridge przywołał w myślach nazwę dzisiejszego dnia tygodnia, coś momentalnie przyszło mu do głowy. Czy czasem czwartek nie był jego szczęśliwym dniem? Chyba tak, ale dobre i złe dni to już całkowita, wróżbicka ściema. Rzadko kiedy się sprawdzały albo jedynie wybiórczo, gdy pasowało to danej osobie.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose








31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, yev, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-07-27, 02:49   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
hand in mine into your icy blues


Asclepius zdażył już całkiem poważnie zainteresować go numerologia, więc planował doprowadzić ich zamiary do skutku. Kto wie, może nawet sam wyśle do niego kolejnego smsa? Patrzac na to, jak rozwijało się ich aktualne spotkanie, to było całkiem możliwe. Tym bardziej, że Aldridge całkiem mu zaimponował. No i że utrzymywał romantyczne stosunki z Gabrielem. A zawsze warto utrzymywać dobre kontakty z kimś, z kim spotykał się twój współlokator i przyjaciel w jednym, prawda?
- Jasne, jedzenie na wynos i filmy. Brzmi okej. - Parsknał i pokręcił głowa. Z jakiegoś powodu słowa Ascela wydawały mu się odrealnione. - Pewnie, kto nie lubi? - Niemalże można było usłyszeć w jego głosie oburzenie. Trudno mu się dziwić - w końcu kiedy był nastolatkiem, zaczytywał się w komiksach. - Najbardziej uwielbiam Strażników Galaktyki - powiedział i pokiwał głowa. - Utożsamiam się z Grootem - dodał w ramach ciekawostki i zaśmiał się cicho. Właściwie on i Groot nie byli tak całkiem różni.
- Nie wiem, czy można być bardziej tajemniczym - powiedział trochę na żarty, trochę na serio. Z jednej strony faktycznie te wszystkie numerologiczne ciekawostki tworzyły wokół Asclepiusa aurę zaciekawienia. Z drugiej jednak Sherridan cały czas odnosił wrażenie, jakby za czymś nie nadażał. Śmiałość nowego znajomego, jego zaskakujace wiadomości - wszystko to sprawiało, że czuł się zwyczajnie skołowany. I, co najgorsze, nie miał pojęcia, o co chodziło. Jedna teoria głosiła, że jego refleks zwyczajnie osłabł, nadwyrężony przez te wszystkie porażki w relacjach międzyludzkich, i w zwiazku z tym Sherrie po prostu nie nadażał. Druga przypominała to, co stało się z Leathanem, czyniac mu ciagłe wyrzuty sumienia oraz uniemożliwiajac ośmielenie się przed kimkolwiek. Trzecia mówiła, iż alkohol wyżarł mu mózg do takiego stopnia, że obecnie we wszystkim doszukiwał się wszystkiego, co najgorsze. A czwarta twierdziła, że po prostu naczytał się za dużo Agaty Christie. Ku jego rozpaczy, każda teoria była do bani.
Uśmiechnał się i skromnie wzruszył ramionami. Kto by pomyślał, że zaimponuje Asclepiusowi przez własne szaleństwo?
- Nowoczesna sztuka tak działa - podsumował bez żalu. Chociaż sam pozostawał wytrwałym, nudnym zwolennikiem sztuki klasycznej, liczył się z obecnymi trendami. - Rysujesz coś, kwadrat, kreskę albo coś innego i pozostawiasz to innym do odbioru. - Wzruszył lekko ramionami zanim upił łyk swojego drinka. Brak jakiejkolwiek konkretnej zawartości nieco go rozstrajał, ale dzielnie odwracał swoje myśli od alkoholu, skupiajac się na rozmowie. - To z jednej strony smutne, bo wychodzi na to, że sztukę może tworzyć każdy, ale cóż. - Uśmiechnał się delikatnie. - Ludziom podobaja się różne rzeczy i to jest w porzadku. - Czasami żałował, że sam nie miał w sobie na tyle nonszalancji, aby namalować na płótnie kropkę, która każdy mógłby zinterpretować na dowolny sposób. Taki rodzaj sztuki z pewnościa przyciagnałby do siebie większa ilość ludzi, zmusiłby ich do myślenia, uruchomienia artystycznego rozumowania. Z drugiej strony... no cóż, był całkiem prostym facetem. Wydziwianie raczej nie leżało w jego naturze.
Nie zamierzał się z niego nabijać, od poczatku potraktował ksywkę Picasso całkiem poważnie i przypiał ja do Asclepiusa niczym znak rozpoznawczy. No bo jeśli już bawili się w takie rzeczy - dlaczego nie? Tym bardziej, że Picasso brzmiało całkiem przyjemnie i, jeśli wziać pod uwagę spostrzeżenia Sherridana, mogłoby pasować do niego jak ulał. Gdyby tylko odnalazł w sobie tę czastkę niespełnionego artysty.
Zastanowił się głęboko, chwilowo pozwalajac na to, by zapadła pomiędzy nimi kompletna cisza. Coś, w czym był beznadziejny, i co jednocześnie potrafiłby poprzeć czymś pozytywnym? Kaciki jego ust uniosły się w lekkim, gorzkim uśmiechu, gdy w jego głowie uformowała się jedna ciemna, choć jednocześnie bardzo przejrzysta myśl. Umiem niszczyć przyjaźnie jak mało kto i to naprawdę świetne, ponieważ pozwala ludziom odciać się od mojego towarzystwa i na przyszłość uczyć się na błędach.
Nie, bez przesady. Nie był aż tak żałosny.
- Hmm, pomyślmy - mruknał, żeby przerwać ten żałosny cyrk, który rozgrywał się w jego głowie. - Nie wiem, jestem beznadziejny w grze w karty i to pozytywne, ponieważ dzięki temu inni moga wygrać? - rzucił z uśmiechem i pokręcił głowa. Poważnie nie wiedział, co innego mógłby powiedzieć. W większości rzeczy był zwyczajnym przeciętniakiem. Ale gry karciane naprawdę sprawiały mu problem, więc to mogło być coś. O ile Asclepiusa zadowalało coś.
_________________
ALL I'LL EVER BE IS A LETDOWN
©crack in time
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








32

lekarz medycyny ratunkowej

dziewiątka nie pozwala mu skupić się na pracy

North Brentwood



Wysłany: 2018-07-30, 15:28   
  

  
Asclepius Aldridge

  
Go as far as you can and never regret it.


Jak na razie pomysły Asclepiusa spotykały się z sama aprobata, więc z pewnościa nie mógł narzekać. W zasadzie i tak rzadko kiedy bywały złe, jednak nigdy nie miał pewności, co komu przypadnie do gustu. Szczególnie, że Rose od razu sprawił na nim wrażenie dosyć… niewpisujacego się w schemat? Albo po prostu dawno nie natknał się na kogoś o takim charakterze i poczuł znaczaca różnicę. Zwłaszcza że ludzie o masie energii i głupich pomysłach w większości lgnęła do Aldridge, więc ich reakcje były mu najbardziej znajome. Z tego też powodu mogło wynikać jego znaczace zainteresowanie Sherridanem. W sumie chyba nie miało to większego znaczenia.
- To idealnie – podsumował krótko, zadowolony, że znalazł kompana do ogladania produkcji Marvela i DC. Pewnie po jakimś czasie Sherridan i tak będzie miał serdecznie dość, ale póki nie będzie jęczał, by już nie ogladali kolejnych filmów, wygladało na to, że Ascel znalazł kolejna ofiarę. W końcu ciemnowłosy o tym zapewnieniu również nie zamierzał szybko zapominać. W końcu jak coś się zadeklarowało, to należało brać tego skutki na własne ramiona… nawet jeśli Aldridge stosował tę zasadę do tak błahych spraw. – To masz już zapewniona powtórkę „Strażników Galaktyki” ze mna, przygotuj się. Nie, żebym był jakimś świrem na tym punkcie, ale… - tu zawiesił głos, by potem z niewinna mina dokończyć. -… niektórzy uważaja, że tak. – Kto, by pomyślał, że tak szybko przyzna się do tej słabości. Dobra, może nie kwalifikowało się to jako szczególna tajemnica, ale Rose z pewnościa zyskiwał coraz więcej informacji o Ascelu. W druga stronę oczywiście działało to tak samo, choć na ten moment Aldridge nie znalazł większych zastrzeżeń co do Sherridana. Test z komiksowej miłości przeszedł bez zarzutu. Oby tak dalej. – Może wtedy powiesz mi, z jaka postacia ty byś mnie utożsamił – zasugerował dosyć poważnym tonem, lecz widniejacy wciaż na jego twarz uśmiech, od razu zmieniał brzmienie wypowiedzi. Propozycja ta wydawała się być interesujaca, przynajmniej zobaczyłby w jaki sposób postrzegał go Sherrie, a na dodatek wynikłoby z tego sporo śmiechu. Chociaż także mógłby trafić w dziesiatkę i nie miałby szansę wyśmiania sherridanowych pomysłów. Wszystko wchodziło w grę.
- Ja tajemniczy? – powtórzył z nutka rozbawienia w głosie. – W przeciagu zaledwie dwóch spotkań dowiedziałeś się o mnie dużo więcej niż powinieneś – stwierdził śmiało i skierował na niego uważne spojrzenie. Prawdopodobnie gdyby nie wesołość przy poprzednich słowach, brzmiałoby to prawie jak zarzut, aczkolwiek… i tak byłby on bezpodstawny. W końcu to Aldridge pochopnie dzielił się informacjami o sobie, zazwyczaj wręcz z nadprogramowa dokładka odpowiadajac na pytania. W niejaki sposób weszło mu to w krew, choć działo się tak jedynie w znanym mu otoczeniu. Otoczeniu, które uważał za przyjazne. Nawet jeśli było to jedynie poczatkowe wrażenie.
- Jesteś całkiem obeznany w temacie sztuki – pochwalił, uważanie wysłuchujac słów Sherridana. Sam był laikiem do bólu w tej dziedzinie, więc nawet najprostsze spostrzeżenia budziły w nim podziw. Cóż, najpierw zaskoczył go architektoniczna kariera, teraz rozeznaniem w artystycznych rejonach. Choć po części mógł się tego spodziewać, sadzac po jego dziecięcych, przepięknych słońcach-nie-w-rogi-kartki i prostych domach, w połaczeniu z wyczuwalna nieśmiałościa. Może niektóre cechy charakteru faktycznie występowały w przewadze u osób pracujacych w konkretnych branżach? Na przykład lekarze powinni być z definicji „odpowiedzialni” i lekkomyślni kandydaci dosyć szybko mogli się o tym przekonać. Albo się tego uczyli, albo rezygnowali, albo popełniali błędy. – Może właśnie dlatego twoje pożadanie „prawdziwej sztuki” brzmi logicznie, wyrzucajac stamtad czarne obrazy o przeróżnej interpretacji. Sam nie znam się na tym bardzo, ale… - przerwał, marszczac brwi w zastanowieniu. - … własne interpretacje maja ten minus, że sam musisz stworzyć sztukę? – dokończył w pytajacy sposób, widocznie się wahajac. Mówił o tym zupełnie na wyczucie, nie znajdujac większych powodów do poparcia własnych wywodów; dokładnie w sposób, w który odbiera to niezwiazana z sztuka osoba. - W sensie, że… uruchamiasz wyobraźnię i w ogóle… - Och, czyżby Asclepius Aldridge właśnie stracił charakterystyczna dla niego pewność siebie? Wyglada na to, że tak, a przynajmniej w części na pewno. Zaraz jednak musiał się zreflektować, znaczaco wzruszył ramionami, jak gdyby zamierzał odrzucić od siebie poprzednie przemyślenia. - Właściwie to nieważne. Jak mocno nie potrafię rysować, tak równie mocno nie znam się na sztuce – zakończył ostatecznie i nawet dla wyraźnego zaznaczenia tego momentu, chwycił znowu za szklankę, by upić łyk. Dobra, Asclepius, żadnych kolejnych rozważań o czymś, o czym nie masz żadnego pojęcia.
- Sprytne, pytanie zaliczone – uznał i pokiwał głowa. Nie mógł zaprzeczyć, że Sherridan bardzo zręcznie wybrnał z postawionego przez niego zagadnienia, co całkiem mu się podobało. Nie mógł przecież znać wszystkich myśli przebiegajacych przez głowę Rose, a już zwłaszcza tych negatywnych, więc oceniał go jedynie na podstawie jego słów. Na razie wypadał na plus. – I przynajmniej dowiedziałem się kolejnej rzeczy – spokojnie mogę cię ogrywać w karty w razie czego… choć oczywiście nie zrobiłbym tego! – Po wypowiedzianym dramatycznym zdaniu, parsknał niepowstrzymanym śmiechem, wygladajac przy tym na faceta, który śmieje się z własnego żartu. Może po części faktycznie się to zgadzało?
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose








31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, yev, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-08-04, 20:29   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
hand in mine into your icy blues


Chociaż zarówno dwie ogarnięte, jak i dwie nieogarnięte osoby potrafiły tworzyć udany duet, było o wiele ciekawiej, gdy jeden nieogarnięty człowiek porywał do swoich pomysłów kogoś ogarniętego. W takim układzie znajomość Sherridana i Asclepiusa istotnie zapowiadała się obiecujaco, chociaż sam Rose chwilowo wolał nie robić sobie żadnych nadziei na to, że faktycznie się zakumpluja. Zbyt wiele razy przejechał się na swoich wygórowanych oczekiwaniach.
- W porzadku - podchwycił ze śmiechem. Optymizm Ascela był tak zaraźliwy, że nawet gdyby chciał, pewnie nie potrafiłby ostudzić jego zapału. - Być może już mam pomysł na to, kim mógłbyś być - rzucił zaczepnie z mina, która mówiła, że Sherrie i tak nie zamierzał zdradzić swoich podejrzeń. Nie, dopóki nie będzie miał okazji stuprocentowo się o tym przekonać przy wspólnym ogladaniu Strażników Galaktyki.
Pokręcił głowa z uśmiechem. Niby Aldridge miał rację, bo rzeczywiście sporo się o nim dowiedział, ale wszystkie te informacje tworzyły jedynie grzaski grunt, po którym Sherridan bałby się stapać w pojedynkę. Zreszta numerologia, będaca nietuzinkowym zainteresowaniem Asclepiusa, dodatkowo tworzyła wokół niego otoczkę tajemniczości. Bo co można by sobie myśleć o człowieku, który pasjonował się prognozowaniem z liczb? To było fascynujace.
- Nieprawda, w ciagu pierwszego niczego się nie dowiedziałem - zaprzeczył z rozbawieniem. To znaczy, oczywiście, zdobył cenna wiedzę na temat tego, że w kolekcji swojej bielizny Ascel posiadał różowe majtki z niewielka dziura na tyłku, ale nie był pewien, czy to w ogóle mogło być jakoś przydatne, więc się nie liczyło.
Uśmiechnał się lekko i wzruszył ramionami. Architektura, chociaż oznaczała koncentrowanie się na budynkach, wnętrzach albo jakichś terenach zielonych, w jakiś sposób łaczyła się również z ogólna wiedza na temat sztuki. Przynajmniej dla większości, bo jasne, że istnieli też tacy, którzy skupiali się wyłacznie na technice. Sam Sherrie jednak, będac potencjalnym klientem podobnego fachowca, chyba nie powierzyłby mu jakiegokolwiek projektu. Dopóki istniała szansa, że mogłoby wyjść z tego coś tragicznego, nie zamierzał ryzykować.
Usłyszawszy jego pytanie, skinał głowa i upił kilka kolejnych łyków swojego pseudo drinka. Niby był bezalkoholowy, a Sherrie i tak chwytał za swoja szklankę tak, jakby jej zawartość miała pomóc mu w ogarnięciu swojego życia. Co było trochę paradoksalne, biorac pod uwagę to, że odmówił sobie prawdziwego alkoholu specjalnie dlatego, aby przypadkiem nie stracić przy Asclepiusie kontroli.
- Można tak powiedzieć. - Obecnie sztuka miała tak szeroki zakres, że Sherridan nawet nie zamierzał poddawać stwierdzenie Aldridge'a w watpliwość. Co nie zmieniało faktu, iż sam wolał klasykę, ponieważ w jej przypadku nikt nie mógł poddać w watpliwość talentu autora. Jasne, obrazy Friedricha mogły nie podobać się wszystkim, ale żaden racjonalny człowiek nie stwierdziłby, że człowiek nie był zdolny. - Takie własne interpretacje... - zaczał i od razu się zawahał. - No cóż, uważam, że nie ma sensu kłócić się z tym, jak jest, ale wydaje mi się, że to podchodzi bardziej pod rozwijanie kreatywnego myślenia, a nie pod sztukę, która można po prostu podziwiać - wytłumaczył niepewnie. Ubieranie myśli w słowa, zwłaszcza przy takich długich wypowiedziach, było dla niego bardzo trudne - pozostałość po nieciekawych, nastoletnich latach, które, zapomniane na dziesięć lat, teraz powracały, niekiedy ze zdwojona siła. Sherrie miał jednak nadzieję, że Ascel zrozumie, o co mu chodziło, bo zapewne gdyby poprosił go o rozwinięcie myśli, kompletnie by się wycofał, stwierdzajac, iż nie było sensu zamęczania go czysto teoretyczna paplanina. Zwłaszcza że Aldridge był po męczacej zmianie w szpitalu, podczas której jego mózg na pewno zdażył wyschnać na wiór.
Uśmiechnał się nieco szerzej, dostrzegłszy cień watpliwości, który przebiegł po twarzy Asclepiusa i zabrzmiał w jego głosie. Mimo niedługiego stażu ich znajomości, tak bardzo przyzwyczaił się do jego pewności siebie, że ogladanie go w innym wydaniu wydawało się zupełnie abstrakcyjne.
- Nie trzeba się znać - stwierdził tylko, ostatecznie porzucajac ten temat. Nie będzie przecież chłopaka stresować, no! To inni byli od tego, żeby stresować jego, nie na odwrót.
Pytanie zaliczone. Uff. Tyle dobrego, że gadka o grze w karty wystarczyła, aby usatysfakcjonować Asclepiusa. Nie, żeby Sherridan starał się go zbyć, jego towarzystwo było naprawdę przyjemne i wydawało się czymś, czego Rose mógł potrzebować, ale wymyślanie niepesymistycznych odzewów na poczekaniu nie należało do jego mocnych punktów. A pozostało mu tylko to, ponieważ szczere odpowiedzi zaś nie wchodziły w rachubę, jeśli Sherrie nie chciał od razu Ascela odstraszyć.
- Możesz, nie będziesz mieć z tym żadnego problemu - potwierdził, automatycznie reagujac na jego śmiech delikatnym uniesieniem kacików ust. Gra w karty nie była czymś, na czym mu zależało, więc zapewne przyjałby porażkę bez żalu. - Ale najpierw numerologia - zaznaczył i tym razem to on pozwolił sobie na ciche parsknięcie. Kto by pomyślał, że aż tak wkręci się w jakieś nienaukowe praktyki?
_________________
ALL I'LL EVER BE IS A LETDOWN
©crack in time
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








32

lekarz medycyny ratunkowej

dziewiątka nie pozwala mu skupić się na pracy

North Brentwood



Wysłany: 2018-08-05, 10:10   
  

  
Asclepius Aldridge

  
Go as far as you can and never regret it.


Nie dopytywał Sherridana o pomysł, który znalazł się w jego głowie. Całkiem trafnie założył, że tamten i tak mu go nie zdradzi, nawet jeśli już coś interesujacego miał w zasięgu ręki. Poza tym dużo ciekawiej będzie, jeśli przekonaja się o tym przy danym seansie, w końcu wtedy Asclepius mógłby poprosić o piękny wywód i listę argumentów, czemu akurat ta postać byłaby najlepsza. Przecież nie istniała pewność, że Sherrie rzuci całkiem dobra propozycja, mogłaby kompletnie nie pokrywać się z prawda! Wtedy Aldridge byłby wręcz zmuszony do naniesienia odpowiednich poprawek.
- Jak to niczego? – Spoważniał momentalnie, wlepiajac w niego oskarżycielski wzrok. Widocznie tryskał coraz lepszym humorem, jeszcze lepszym od tego, który utrzymywał już od poczatku spotkania z Rose. Możliwe, że wynikało to z dodatkowego rozluźnienia alkoholem, ale rozmowa nie poszłaby tak gładko, gdyby nie należyty partner. Było sympatycznie, a jeśli spytać Ascela o podsumowanie spotkania, ten określiłby go jako serdecznie nieśmiałe. Nie dlatego, że nudził się czy czuł się wsadzony w jakieś schematy, a z powodu sposobu w jaki odpowiadał Sherridan. Nie udzielał za dużo informacji o sobie, co jednak na razie mu nie przeszkadzało – Rose nie odmawiał odpowiadania na jego pytania, więc wszystko ładnie się wyrównywało. - Przypomniałeś sobie moje imię i czemu w ogóle przyjaźniłeś się z jakimś dzieciakiem o poniszczonych ciuchach, to dużo jak na pierwszy raz – zauważył trafnie, by potem jego poważna mina ustapiła setnemu już tego wieczoru uśmiechowi. - Szczególnie w twoim stanie. – W końcu takie komentarze to nie złośliwość, jedynie odpowiednie dostarczenie odpowiednich szczegółów! To nie jego wina, że Sherridan wyrzucał mu mała ilość zdobytych informacji na jego temat. Co oczywiście było prawda, lecz przyznawał mu rację tylko w duchu. Tak dla zasady.
- Zgadzam się, chyba nawet o to mi chodziło – przyznał, kiwajac delikatnie głowa na zgodę. - W końcu ktoś kreatywny nie musi wcale być artysta, a… takie określenie brzmi jak odpowiedzialny tytuł do przyjęcia. Niczym… zawód – dopowiedział, znowu trochę gubiac się w tych artystycznych rozważaniach, niemniej ostatecznie zebrał się w sobie na tyle, by przywrócić jasność umysłu. Przynajmniej w stopniu, na który mógł sobie teraz pozwolić. Zwłaszcza, że już otwarcie przyznał do swoich braków wiedzy w tym temacie, więc nie miał sobie nic do zarzucenia. Był szczery od poczatku, nie widzac żadnej wielkiej szkody do przyznawania się do podobnych słabości. Miał w zasięgu wystarczajaco dużo zalet, by zatuszować słabe wrażenie, nawet jeśli pozornie brzmiało to zbyt zuchwale.
- Całkiem sprytne posunięcie, może nawet numerologia pozwoli ci przewidzieć kilka chwytów – uznał rozbawiony, pomimo że odgadywanie takiej przyszłości należało raczej do innych dziedzin wróżbiarskich. Numerologia bazowała na liczbach i ich znaczeniu w życiu, lecz w wielu przypadkach odnosiła się do ogólnych wskazówek czy danych na temat czegoś. Wskazywanie losu danego obiektu we wszechświecie, bazujac na symbolice i występowaniu określonych liczb. Choć może niektórzy bawili się w głębsze badania nad tym tematem i rzeczywiście potrafili zastosować numerologiczne sposoby, by zapewnić sobie wygrana w kartach. Kto wie, wszystko było możliwe, bo Asclepius naprawdę nie interesował się tym szczególnie. Potrafił trochę i choć dla nieobeznanych zaskakiwał wiedza, daleko mu było do pozostania jakimś ekspertem. Nawet pomimo śmiesznego dyplomu znajdujacego się nadal w jego domu. Jak dobrze pójdzie, Sherridan miał nawet szansę zobaczyć go na żywo, włacznie z numerologiczna biblia autorstwa Davida A. Phillipsa, oraz wypróbowania własnych umiejętności. Rose mógł skrywać ukryty talent, czyż nie?

zt. x2
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Remington Freidberg


Wysłany: 2018-08-22, 20:28   

Angielskie puby miały swój niepowtarzalny urok i Remington lubił przesiadywać w nich samotnie, saczac ciemne piwo z dużego kufla. Nie upijał się. Nie robił tego ani po śmierci córki, ani nigdy. Był raczej typem smakosza, a picie alkoholu zazwyczaj wiazało się z okazjami. W młodości były to zdane egzaminy, wakacje z przyjaciółmi, zaręczyny, czy świętowanie rocznic. Z czasem stało się to sporadycznościa, pozwoleniem sobie na chwilę wytchnienia. Ot, jednoosobowy, męski wypad. Odkad pojawił się w mieście, nie szukał towarzystwa. Próbował się oswoić z małomiasteczkowym klimatem i chyba zaczał lubić swoje mieszkanie w samym centrum Brentwood. Lubił wracać do niego po pracy i nie uciekał, bo nie miał potrzeby ucieczki przed przeszłościa. Nic mu się tutaj z nia nie kojarzyło, zaczynał kolejny świeży rozdział w swoim życiu. A zmiany zawsze były dobre.
Podszedł do baru i zamówił niskoprocentowy alkohol z dodatkiem imbiru. Pedał, pomyślałby ktoś z boku, ale nic bardziej mylnego. Nie było w miasteczku bardziej nabuzowanego testosteronem mężczyzny od Freidberga. No, może poza Withinghallem, którego Remy dostrzegł, kiedy podpierał się o barowy blat. Cholera, powinien odezwać się do niego od razu po przyjeździe. Przecież doskonale wiedział, że Riley mieszka w Brentwood. Kumple nie robia sobie takich akcji.
- Przepraszam, panienko, czy tutaj jest wolne? - zapytał, podchodzac bliżej mężczyzny i nie czekajac na odpowiedź, wyciagnał do przyjaciela dłoń. To nie tak, że nie widzieli się przez lata, w końcu przyjaźnili się, a przyjaźń do czegoś zobowiazywała. I znali się od zawsze, a to już całkowicie wyższy poziom przyjaźń. Remington wiedział, co działo w każdej chwili życia Withinghalla, a on wiedział, gdzie podziewał się Freidberg i jak mu się wiodło. Może z tym jednym wyjatkiem, kiedy mężczyzna zataił przed nim swój przyjazd do Brentwood i dużo wcześniej nie poinformował o swoim przybyciu. Pewnie trwałoby to jeszcze jakiś czas, gdyby nie trafili na siebie całkiem przypadkiem.
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-09-07, 03:14   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Tamtego wieczoru po raz pierwszy od dawna wybrał się do baru w pojedynkę. Zazwyczaj zagladał do lokalnych pubów w towarzystwie Katherine albo przyjaciół, mimo iż nie miał ich zbyt wielu. Tego dnia jednak postanowił napić się czegoś mocniejszego od razu po dyżurze, toteż nawet nie miał okazji na rozesłanie zaproszeń. Co może i było dobre, bo czasami każdy potrzebował chwili samotności. No i... właściwie nie miał żadnych większych planów. Zamierzał wypić jedna czy dwie porcje whisky, a potem wrócić do domu i położyć się spać. Zapowiadał się więc zupełnie spokojny wieczór.
Siedział przy barze, rozmyślajac i powoli popijajac tak lubiany, bursztynowy alkohol, gdy nagle dostrzegł katem oka męska sylwetkę, która zatrzymała się blisko niego. Usłyszawszy dobrze znany, choć w tamtym momencie nieoczekiwany głos, odwrócił się niespiesznie w stronę, z której dochodził, aby leniwie spojrzeć na swojego towarzysza.
- Freidberg. - Oczywiście, w końcu któż inny miałby odwagę zaczepić go w taki sposób? Ze wszystkich osób na świecie Remington był jedyna, która mogła pozwolić sobie na takie głupoty i nie zostać przez to w żaden sposób obrażona. Chociaż ostatnimi czasy bariery Rileya zaczynały stopniowo zanikać, bo zawiazywał coraz więcej przyjaźni, które opierały się na wzajemnej, swobodnej bezczelności. Uch, chyba powinien wreszcie coś z tym zrobić.
Popatrzył na jego wyciagnięta rękę, a potem na jego twarz i uniósł brew, najwyraźniej oczekujac jakiegoś wytłumaczenia. Tylko lata praktyki tej szalonej przyjaźni pozwoliły mu spojrzeć na Remingtona bez zaskoczenia, mimo że w rzeczywistości chciał jak najszybciej dowiedzieć się, dlaczego Freidberg nie dał mu znać, że znajdował się w mieście. No cóż, Riley może i był już trochę stary, ale wydawało mu się, że żyjacy w innych miastach przyjaciele informowali się o swoich przyjazdach niezależnie od wieku.
- Studenci ukradli ci telefon czy po prostu nie miałeś zasięgu? - zapytał zaczepnie, chociaż dotychczas nieprzenikliwy wyraz jego twarzy powoli zaczał się psuć pod wpływem lekkiego uśmiechu, który wkradł mu się na usta. Wiedzac, że nie da rady długo udawać zirytowanej, wyczekujacej jakiegoś wytłumaczenia panienki, uścisnał wyciagnięta dłoń Remy'ego, a potem odsunał stojacy obok stołek barowy, tym samym zapraszajac przyjaciela do rozmowy. I picia, oczywiście, ponieważ skoro już znajdowali się w barze, grzechem byłoby nie skorzystać z tutejszej oferty. - Co słychać? - zapytał po prostu, rozgladajac się za barmanem, którego mógłby zaczepić z prośba o jeszcze jedna porcję alkoholu. Pytanie mogło wydawać się ogólnikowe, ale to pozwalało Remingtonowi na zaczepienie się o jakikolwiek temat, który mu pasował, a przede wszystkim o to właśnie Rileyowi chodziło. Nie zamierzał drażyć tego, dlaczego przyjaciel nie poinformował go o swoim przyjeździe. Obaj byli dorosłymi osobami - skoro Freidberg się nie odezwał, pewnie miał powód. Jeśli chciał Rileyowi o nim opowiedzieć, właśnie miał ku temu okazję, a jeśli nie to przynajmniej powinni się napić, skoro już znaleźli się w jednym miejscu o tej samej porze.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Remington Freidberg


Wysłany: 2018-10-17, 15:35   

Nie miał głowy do tego wszystkiego, do odzywania się i kto jak kto, ale Riley powinien to zrozumieć. To był ten rodzaj przyjaźni, kiedy obaj mogli milczeć miesiącami, a później rozmawiali, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. W końcu byli dorosłymi facetami, a nie rozhisteryzowanymi, nastoletnimi pannicami, które strzelają fochy na lewo i prawo.
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy Withinghall w końcu uścisnął jego wyciągniętą dłoń. Dobrze, że nie musiał tak sterczeć dłużej jak jakiś pajac i mógł zająć miejsce na odsuniętym stołku, tuż obok przyjaciela.
- No już, nie dąsaj się - mrugnął do niego porozumiewawczo, po czym przejechał ręką po swoim ładnie przystrzyżonym zaroście. Brodę zapuszczał od rozwodu i dbał o nią regularnie, żeby wstydu nie było wśród ludzi, do których przecież musiał wychodzić. Nawet, jeśli czasem zupełnie nie miał na to ochoty. - Nie wiedziałem, że tutaj przyjadę - powiedział zgodnie z prawdą. Remington sam po sobie nie spodziewał się, że podąży śladami byłej żony, żeby ostatecznie zamieszkać w tym samym mieście, co ona. Nie tylko Riley nie miał pojęcia o jego przybyciu, Philippa również. Kątem oka dostrzegł barmana, więc przywołał go gestem ręki i poprosił o kufel piwa. Freidberg sięgał po alkohol okazjonalnie, a spotkanie z przyjacielem było okazją wręcz doskonałą.
Kufel błyskawicznie wylądował pod jego nosem, więc Remy popatrzył na mężczyznę, którego znał jeszcze z dziecięcych lat. Właściwie wychowali się razem, kiedy Remington spędzał każde wakacje u dziadków niedaleko Chelmsford skąd pochodził Riley. I tak się wszystko zaczęło.
- Uporządkowywałem pewne sprawy, stąd ten brak odzewu - wytłumaczył się zręcznie i to powinno wystarczyć. Całej reszty Withinghall dowie się w swoim czasie. - Ale zostaję w Brentwood na dłużej, cieszysz się? - uśmiechnął się i uniósł wysoko brwi, czekając na reakcję mężczyzny. Na pewno nie spodziewał się takiej nowiny, a Remy nieczęsto potrafił czymś zaskoczyć. Był raczej przewidywalny ze wzgląd na swoją prostolinijność i mówienie o wszystkim wprost.
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-10-25, 22:32   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


W rzeczywistości nie miał mu niczego za złe, po prostu lubił się zgrywać. Niekiedy sam nie odzywał się miesiącami, zaaferowany pracą bądź milionem innych spraw. Żaden z nich nigdy nie robił z tego problemów, takie było dorosłe życie - szybkie, skomplikowane i przepełnione obowiązkami. Aczkolwiek nie ulegało wątpliwości, że gdyby akurat planował przyjazd do Stuttgart, gdzie Remington mieszkał jeszcze do niedawna, dałby przyjacielowi jakiś znak.
- Kto się dąsa? - burknął, patrząc na Freidberga zupełnie tak, jakby poczuł się urażony jego założeniem. Jak ktokolwiek mógłby sądzić, że Riley przejmował się czymś takim, jak brak odzewu ze strony ludzi, których uważał za swoich przyjaciół? Na przestrzeni wszystkich tych lat zdążył już przyzwyczaić się do tego, iż wszystkie wiadomości docierały do niego ze sporym opóźnieniem. No, oczywiście wyłączając sprawy związane z pracą. Na szczęście w szpitalu cieszył się wystarczającym szacunkiem, aby być informowanym o wszystkim na bieżąco. Hm, może powinien zacząć traktować swoich przyjaciół tak, jak podwładnych? Wtedy na pewno nie miałby problemów z byciem do tyłu z bieżącymi informacjami. Chociaż z drugiej strony... w takim przypadku trudno też mówić o jakiejkolwiek przyjaźni. Cóż, chyba musiał więc pogodzić się z tą ironią losu.
Uniósł z zaciekawieniem brwi, gdy Remy przyznał, że jego przyjazd do Brentwood był całkowicie spontaniczny. Przynajmniej teraz, kiedy już rozmawiali twarzą w twarz, mógł zadać mu bezpośrednie pytanie i oczekiwać równie klarownej odpowiedzi:
- Co skłoniło cię do przyjazdu? - Skoro już mieli na tyle szczęścia, że jakimś cudem na siebie wpadli, równie dobrze mogli pogadać. No chyba że Remy'emu się spieszyło. Chociaż, patrząc na stojący naprzeciwko niego kufel z piwem, Riley podejrzewał, iż przyjaciel zamierzał spędzić w pubie trochę więcej niż pięć minut. Dobrze się więc składało.
- Och, nie trzymaj mnie w niepewności. - Pewnie gdyby nie ironiczne podejście do życia, Riley spojrzałby na niego z zainteresowaniem i zachęcił do tego, aby opowiedział nieco więcej, ale... no właśnie. Nie trzeba było być szczególnie spostrzegawczym, by wiedzieć, iż proste, wyzbyte z sarkazmu pogawędki nie były jego konikiem.
Istotnie zdziwiła go decyzja o pozostaniu w Brentwood na dłużej. Wydawało mu się, że rozwód z Philippą był głównym powodem, dla którego Remington na powrót przeniósł się do Niemiec, a jednak najwyraźniej Stuttgart na dłuższą metę go nie zadowalało. Tylko... dlaczego?
- Czy to już pewne? - zapytał, upiwszy łyk whisky, którym chciał jakoś mimowolny uśmiech, który wpłynął mu na twarz. Jasne, że się cieszył. Nawet ktoś tak lubiący samotność jak on był zadowolony, dostając wiadomość o tym, iż jego najlepszy przyjaciel zamierzał osiedlić się w tym samym mieście. - Bo jeśli tak, nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć szukać sobie nowego miejsca do życia. - Ach to jego wyszukane poczucie humoru.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Remington Freidberg


Wysłany: 2018-11-02, 16:22   

Z pewnością Riley byłby pierwszą osobą, która dowiedziałaby się o jego przyjeździe. Końcem końców tak się stało, chociaż wpadli na siebie w Czarnym Koniu zupełnie przypadkiem. Najwyraźniej los postarał się o to, żeby Freidberg nie zabierał się do tego jak pies do jeża, przecież Withinghall był jego przyjacielem, takim prawdziwym, takim od serduszka, więc nie powinien mieć przed nim większych tajemnic.
Sięgnął po kufel z piwem, a ostatnie słowa mężczyzny sprawiły, że Remington parsknął śmiechem w swój szklane naczynie. Co jak co, ale czerstwe żarty w wykonaniu tego pana zawsze bardzo go bawiły, chociaż wcale nie powinny, bo były suche jak wiór i normalnie nie rozśmieszyłyby chyba nikogo.
- To pewne, więc nawet teraz mogę pomóc ci poszukać czegoś z dala ode mnie - skinął głową z udawaną powagą. Tak, najlepiej, żeby dzieląca ich odległość była równie duża, jak ta poprzednia. Czyli taka na pięćset mil i dziesięć godzin drogi samochodem. Idealnie. Remy wziął porządny łyk piwa, ale tuż po tym na jego twarzy pojawił się lekki grymas, bo szybko przypomniał sobie, że niemieckie piwa były zdecydowanie smaczniejsze. - Chcę cię mieć na oku, dlatego przyjechałem. A przy okazji Philippę - drugą część zdania wypowiedział jakby od niechcenia. Czy w tym momencie Riley weźmie go za niespełna rozumu? Obaj wiedzieli, że małżeństwo Remy'ego skończyło się dawno temu i mężczyzna nie powinien do tego wszystkiego wracać. A jednak była żona, nawet po śmierci córki i wielu niedopowiedzeniach, wciąż była bliska jego czarnemu sercu. - Dziwny trafem zwolniła się posada matematyka na uniwersytecie w Southend. A wkrótce planuję otworzyć zakład pogrzebowy, bo kupiłem mieszkanie, które idealnie będzie się do tego nadawało. Przestronne, dwupiętrowe i to w samym centrum miasta - uśmiechnął się do przyjaciela i ponownie sięgnął po kufel z piwa. Liczył na szybkie odwiedziny Withinghalla, a i on, jako częsty bywalec Southend, niejednokrotnie zawróci mu głowę niezapowiedzianymi wizytami. Nie będzie jednak zdziwiony, kiedy Riley z premedytacją będzie znikał z domu, żeby częściej przesiadywać w szpitalu. Żaden z nich nie był przyzwyczajony do częstych spotkań, widywali się raczej sporadycznie, przynajmniej od kilku lat. Byli już dużymi chłopcami, każdy z nich miał swoje życie, jednak Freidberg liczył na to, że w życiu kardiochirurga znajdzie się jeszcze trochę miejsca.
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-11-14, 18:34   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Żarty Rileya suche jak wiór? Pff! Remington powinien się cieszyć, że Withinghall w ogóle raczył go tak wybitnymi kawałami. W końcu większość ludzi nigdy nie dostąpiła podobnego zaszczytu. Freidberg był jedynym wybrańcem!
Udał niezadowolenie, gdy Remy potwierdził swoją decyzję. W rzeczywistości taki stan rzeczy jak najbardziej mu odpowiadał, w końcu wcale nie cierpiał na nadmiar przyjaciół. Człowiek z jego aparycją i tak powinien się cieszyć, że znajdowali się tacy, którzy mieli siłę się z nim męczyć.
- Twoja troska jest wzruszająca - powiedział sarkastycznie, patrząc na niego z rozbawieniem. Zaraz jednak, gdy Remington wspomniał o Philippie, zmarszczył brwi. Czy ten rozdział jego życia nie był już zamknięty? - Odezwała się do ciebie? - zapytał po prostu. Najpierw musiał wybadać teren, a dopiero później rzucać w niego oskarżeniami o jego rzekomym nierozsądku.
Na wieść o objęciu posady matematyka na Uniwersytecie w Southend, pokiwał z uznaniem głową. To brzmiało jak całkiem rozsądny plan na przyszłość. Zresztą Riley miał nadzieję, że jak tylko Freidberg zacznie użerać się ze studentami, przestanie śmiać się z jego kłopotów ze stażystami i rezydentami.
- Zakład pogrzebowy - powtórzył, patrząc na niego spod lekko uniesionych brwi. Z jednej strony miał wrażenie, że zaraz Remington uśmiechnie się szeroko i pokręci głową, zadowolony z tego, iż Riley dał wiarę tak przewidywalnemu żartowi. Ale z drugiej... to był Freidberg. Po nim wszystkiego można było się spodziewać. Zwłaszcza teraz, gdy miał już swoje lata i wpadał na coraz to durniejsze pomysły. - Na pewno nietrudno będzie ci znaleźć klientów - stwierdził lekko, nadal próbując wywęszyć, czy Remy mówił poważnie. No i przy okazji będąc wrednym najlepszym przyjacielem. - Może namówię dyrektora szpitala, żeby nawiązał współpracę z twoim zakładem pogrzebowym? To mogłoby być użyteczne. - I interesujące, ale tego już nie dodał, ponieważ przez dziewięćdziesiąt procent czasu Remington i tak wiedział, co siedziało w głowie Rileya. Znali się jak łyse konie.
Dopił swoje whisky do końca, po czym gestem dłoni zwrócił na siebie uwagę kelnera i poprosił go o jeszcze jedną porcję. Skoro Freidberg poważnie myślał o osiedleniu się w Brentwood na stałe, było co opijać. Chyba. Kwestia Philippy nadal go niepokoiła.
- Ale jeśli mówisz, że kupiłeś mieszkanie w centrum miasta, mogę być spokojny - to powiedziawszy, uśmiechnął się krótko. Southend i Brentwood dzieliło kilkadziesiąt dobrych kilometrów, więc Withinghall nie musiał martwić się o to, że ich spotkania przy piwie lub czymś mocniejszym staną się codziennością. Nie, żeby ich nie lubił - po prostu nie uśmiechało mu się zostać alkoholikiem. Zapity lekarz to beznadziejny lekarz, a on miał na głowie dużo pracy. Gorzej, jeśli Remington zapragnąłby odwiedzać go w szpitalu, podczas jakichś nudniejszych dyżurów.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5