Poprzedni temat «» Następny temat
The Black Horse
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-07, 07:29   The Black Horse
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Harper Caldwell
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-10, 10:15   

Harper siedziała do domu i relaksowała się po wizycie na siłowni. Dopiero co wyszła spod prysznica i rozsiadła się na kanapie z butelka piwa w dłoni zamierzajac obejrzeć coś beznadziejnego w telewizorze. Była odludkiem, pogodziła się z tym faktem. Wybudowane skutecznie mury przeszkadzały jej w normalnych interakcjach z ludźmi. Jednak robiła postępy, duże postępy, bo rozmawiała z nieznajomymi, uśmiechała się znacznie częściej. Jej toksayczny zwiazek odbił na niej masakryczne piętno i nie wiedziała, że aż taki czas zajmie jej dochodzenie do siebie.
Jedna wiadomość od pewnej osóbki i Harper zmieniła swoje wieczorne plany. Sarah była jedyna osoba w tym mieście (poza bratem) która dotarła w jakiś dziwny sposób do Caldwell. Nie przyjaźniły się jakoś mocno. To była dziwna relacja, która najwidoczniej pasowała obu. Było friends with benefits, ale bez friends. Ciekawe połaczenie. Widywały się na piwie w knajpach badź jedna u drugiej spędzała noc. To wszystko, nic więcej poza tym nie było.
Harper przebrała się w jakieś wygodniejsze ciuchy, bo przecież nie pójdzie w spodniach od piżamy i jakiejś starej powyciaganej koszulce. Musiała się ogarnać, bo wychodziła do ludzi. Umówiły się w knajpie, ale widocznie Caldwell przyszła trochę wcześniej. W sumie to nawet nie patrzyła na zegarek po prostu się zebrała i wyszła. Rose jeszcze nie było, iwęc postanowiła zamówić piwa i z nimi zasiaść do stolika by sobie poczekać na towarzyszkę dzisiejszego wieczoru. To było znacznie lepsze niż siedzenie w samotności w domowym zaciszu. Poza tym dzięki relacji z Sarah czuła się chociaż trochę jad dawna ona. Jeszcze sprzed zwiazku z tym okropnym palantem.
 
 
Sarah Rose
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-11, 22:31   

Co jak co ale Sarah należała do dziwnego rodzaju ludzi. Tak naprawde ciężko w ogóle było ocenić jak się zachowa i co zrobi w danym momencie. Nie chodziło jednak o samo to jaka była, ale ogólnie jej charakter i fakt jak została wychowana. Prawda była taka, że to właśnie przez rodziców i to jak postanowili ja wychować i jak blisko trzymać zachowywała się trochę jakby była ponad prawem i nie obowiazywało jej nic i nic nie było dla niej straszne. No bo czemu miałaby się przejmować czymkolwiek? Nie lubiła kiedy mówiło się jej co powinno się robić, a czego nie powinno się robić. Może dlatego zachowywała się jak dwie różne osoby. Otwarta na ludzi, lubiaca postawić na swoim i wiedzaca czego chce, a z drugiej strony nie raz zamknięta i mimo wszystko wycofana. Po prostu żyła w swoim świecie i nie przejmowała się niczym innym.
Dzisiaj potrzebowała towarzystwa, na którym w jakimś stopniu może się wyżyć i dzięki któremu jakoś może odreagować. Normalnie poszłaby pewnie do jakiegoś baru poznać jakaś młodsza pewnie laskę na jedna noc, ale nie dzisiaj. Dzisiaj Sarah nie miała na to nastroju, ani ochoty. Miała ciężki dzień, ale i ciężki nastrój więc jeśli ktokolwiek wytrzyma jej towarzystwo dzisiejszego wieczoru, to był to nikt inny, jak Harper. Nie chciała się prosić o spotkanie, ani tłumaczyć dlaczego akurat dzisiaj zadzwoniła, a w tej akurat znajomości to było dobre. Zero tłumaczeń, zero głupich pytań... Działo się, więc telefon, spotkanie i czyny. Niczego innego nie chciała. Nie zakładała dzisiaj na siebie niczego specjalnego. Zwykłe podarte jeansy, jakiś t-shirt i skórzana kórtka, która gzieś ostatnio dorwała. A może po prostu została u niej w mieszkaniu po którejś nocy. Kogo to zreszta obchodziło? W dniu obecnym na pewno nie ja. Weszła do knajpki lekko spóźniona wyrzucajac przed nia opiłek papierosa, który defacto papierosem nie był. Była wściekła na cały świat i nie zamierzała tego ukrywać, więc do środka wkroczyła niczym małe tornado, którego nie powinno sie zatrzymywać dla własnego dobra i własnego bezpieczeństwa. Opadła na krzesło obok towarzyszki dzisiejdzego wieczoru, biorac bez słowa jej piwo i pociagajac z niego duży łyk. Taak... Zapowiadał się długi wieczór do którego potrzebne będzie trochę alkoholu - Rozumiem, że masz dzisiaj wolny wieczór? - powiedziała ze swego rodzaju uśmiechem na twarzy.
 
 
Shane Fletcher


Wysłany: 2017-07-20, 13:06   

Shane był przyzwyczajony do akcji, do działań i to gwałtownych… kogoś znaleźć, uprowadzić lub zabić – takie stawiano przed nim cele kiedy pracował dla rzadu. Oczywiście takie działania w większości trzymano w tajemnicy przed opinia publiczna albo po prostu nic się nie mówiło na ten temat póki nikt się nie spytał. Teraz może nie miał takich poleceń, ale do cholery nudził się w tym miasteczku… nie lubił siedzieć w domu. Z reszta to nie jedyny powód, który go wkurzał przy siedzeniu w domu… Ona. Mieszkali razem, uważał że sa niejako para ale…wkurwiała go niemiłosiernie, ale z drugiej strony nie mógł się od niej uwolnić, po prostu nie chciał. Jako jedyna potrafiła go ogarnać i to nie patrzac na to, że sama może oberwać. Z jednej strony ja nienawidził, z drugiej chyba ja kochał tym bardziej, że dalej mieszkali razem, pieprzyli się i kłócili – jak małżeństwo czy tam para. Dlatego też w tej chwili nie siedział ze swoim dupskiem przed fotelem popijajac piwko z pilotem do TV… Poszedł sobie na spacer, którego trasa przebiegała niedaleko tej knajpki. Walczył ze soba bardzo długo (Aż cała minute!) aby tutaj nie wejść, ale stwierdził… po co ma pić sam w domu, jak mógł sobie tutaj wypić a może komuś jeszcze przyłoży.
- Ciemne
Rzucił krótko do barmanki, która siedziała za barem a on sam zaczał się rozgladać dookoła – nudził się, co tutaj wiele mówić? Szef też nie dzwoni, więc nic pilnego się nie dzieje… trudno się mówi, musi po prostu znaleźć sobie zajęcie na ten czas.
[Profil]
 
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-10, 22:29   

Tęskniła za Irlandia. Za rodzeństwem i siedzeniem w barach, gdzie zapach tytoniu i grillowanej karkówki uderzał do nosa zaraz po otwarciu drzwi.
Wakacje w Brentwood były deszczowe. To kropiło, to lało jak z cebra, ale nie było ostatnio ani chwili przerwy.
Clementine spacerowała ulicami miasta i ogladała wystawy w witrynach. Żółty parasol na pewno wyróżniał ja na tle smętnych ulic i ludzi ubranych w ponure, szare stroje. Nie wiedziała dokad zmierza i jaki ma plan – po prostu szła, niespiesznie, delektujac się chłodnym powietrzem. Spogladała na ludzi, na to jak pędza w tylko sobie znanym kierunku, przepychaja się w pośpiechu. Jedni rozmawiali przez telefon, drudzy wpatrywali się w wyświetlacze i zawzięcie stukali w ekrany, wypisujac tylko sobie znane odpowiedzi.
Był koniec tygodnia, jednak brakowało jej tego całego wyciszenia, pewnej dozy relaksu i spokoju. Wszystko było napięte i nerwowe, jak guzik na brzuchu mężczyzny o sporej tuszy.
Przystanęła na moment, szukajac jakiegoś punktu zaczepienia. Jej zainteresowanie wzbudził niewielki szyld. W drewnianym szyldzie tuż nad jej głowa wypalony był koń. Zwierzę stało na tylnych nogach i wskazywało prawa stronę, zachęcajac do zajścia tam.
Miejsce miało osobliwy klimat. Było urzadzone na chłodno, jednak atmosfera zdawała się być przyjemna. Zważywszy na godzinę ludzi było niewielu. Blondynka dostrzegła kilkoro studentów, którzy śmiali się do siebie w głos. Zapewne urwali się z kilku wykładów i popaść w zapomnienie przy alkoholu.
Palmer złożyła parasolkę i stuknęła nia trzy razy w drewniana podłogę, by pozbyć się ściekajacych leniwie kropli deszczu. Jej oczy wodziły dookoła z wyraźnym zainteresowaniem, aż natrafiły na wielkie menu rozpisane tuż nad barem. Gdy usiadła na wolnym krześle, pochyliła się lekko do przodu i zmrużyła oczy, szukajac czegoś, czego nie piła od lat.
- Czy macie piwo jagodowe?- zapytała cicho, jakby mała się przyznać, że lubi takie napoje. W Tullamore, w jej rodzimych stronach to piwo było tak popularne jak mniszek lekarski na łakach.
Gdy barman zaprzeczył skinęła głowa i zmarszczyła brwi.
– W takim razie imbirowe proszę.- gdy podał jej alkohol, uregulowała rachunek. Podsunęła pokal w swoja stronę i musnęła wargami zimna szklankę, przymierzajac się do skosztowania.
_________________
[Profil]
 
 
Shane Fletcher


Wysłany: 2017-08-11, 22:31   

Shane póki co miał wolne, ale o wakacjach nie można powiedzieć - póki szef nie zawoła go, to ma luz i może sobie robić co tylko chciał; pić wódkę, piwo czy podrywać na jedna noc dziewczyny, które chętnie mu się oddaja. Nigdy nie ukrywał, że lubił bawić się nie zobowiazujaco ale cóż... taki był i chyba na razie tak po prostu zostanie. Siedzac w "The Black Horse" przy barze co jakiś czas zerkał na młodych, którzy widać było dobrze się bawili - ale to jego w zasadzie najmniej interesowało. W pewnym momencie wdał się w rozmowę z barmanem wymieniajac swoje uwagi na temat obecnej sytuacji w mieście, w kraju ale i też bardziej na luźniejsze tematy, jak chociażby kto jakie auta lubił - a to był bardzo wdzięczny temat, o którym z chęcia rozmawiał. Shane miał zamiar kupić starego jaguara albo dodge, nawet ze złomowiska tylko po to aby samemu odpowiednio wyremontować. Jednakże ich rozmowę przerwała dziewczyna, która zdawała się nie zauważyć Shane - on ja praktycznie od razu rozpoznał, przecież się znali... no ale cóż, nie zamierzał póki co przywitać się, czekajac na przebłysk jej świadomości. Nieco rozbawiony ponownie upił swojego piwa, które powoli traciło swój gaz i stawało się coraz cieplejsze - a nie ma nic gorszego niż ciepłe piwo; chociaż może jest, ciepła wódka. Spojrzał się na rozweselonych studenciaków, którzy widocznie chcieli już iść... jeden idac w stronę wyjścia potracił ramieniem Clem i nic nie robiac szedł dalej. Fletcher odstawił kufel i szybkim ruchem złapał chłopaka za przedramię, po czym dodał spokojnym głosem.
- A teraz przeprosisz albo przestaniesz się uśmiechać.
Puścił chłopaka odwracajac się w jego stronę z delikatnym uśmieszkiem, czekajac na decyzję. Koniec końców, po wewnętrznej walce przeprosił Clem za swoja gapowatość i poszedł. Shane wział swój kufel i zajał miejsce przy Palmer, przecież się znali prawda?
- Mam nadzieję, że nie złamał Ci ręki.
[Profil]
 
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-12, 13:19   

Palmer była inna od niego, to trzeba było przyznać. Dla niej niezobowiazujace zabawy nie istniały. Większość swojego życia poświęciła nauce, a później pracy. Dopiero teraz nauczyła się żyć, jednakże bez pomocy pewnego mężczyzny dalej tkwiłaby w życiowym letargu. Potrzebowała do tego solidnego kopniaka, tony alkoholu i nawet narkotyków. Więc odkrycie swojego drugiego ja było totalna droga przez mękę, ale koniec końców opłaciło się.
Świetnie. Świeżo kupione piwo właśnie znalazło się na jej koszulce, a ból z boku był tak intensywny, że złapała się tam i wydała z siebie ciche syknięcie. Palmer odchyliła się na krzesełku z mina wyrażajaca oburzenie i skierowała drukolorowe spojrzenie w stronę studentów. A później wyraźnie się zdziwiła. Nie spodziewała się, że ktokolwiek stanie w jej obronie, a tym bardziej ktoś, kogo ewidentnie skadś kojarzyła. Wodziła wzrokiem od jednego mężczyzny do drugiego, wyraźnie zapominajac o bólu, przez który przez moment myślała, że umrze.
- To nic takiego.- machnęła dłonia, czujac jak robi się czerwona na buzi. Koszulę na pewno da się jakoś doprać, a siniak zejdzie po kilku dniach. Nie lubiła być powodem spięć, zwłaszcza wśród osób, których nie znała.
Pochyliła się do przodu, aby pochwycić chusteczkę i nerwowo zaczać wycierać blat i spodnie, które na udzie odznaczały się wilgotna plama.
- Proszę się nie martwić, poradzę sobie. Przynieść pani scierkę? – barman złapał za pokal i odłożył go za barem, po czym nalał jej dodatkowe piwo. – Na kosz firmy. – uśmiechnał się i powrócił do sprzatania, nie czekajac na jej odpowiedź. Clementine chwyciła czysta szmatkę i przetarła koszulę, zerkajac w bok. Dłoń przystanęła w połowie wykonywanej czynności, a usta otworzyły się i zamknęły.
- Ej, ja Ciebie znam?- jej głos podniósł się o ton, wyraźnie poddenerwowany. Kojarzyła jego twarz, jednakże broda wszystko psuła. Miała wspomnienia w których rozpoznawała te oczy i wyraźne kości policzkowe. Tylko…skad? Przechyliła głowę na bok i zagryzła policzek od środka. Wydawało się jej, że te oczy były kiedyś mniej chłodniejsze i to nie była kwestia odcienia. Że policzki były mniej zapadnięte, a cienie pod oczami były znikome.
- Nie spotkaliśmy się kiedyś w szpitalu?- próbowała odnaleźć chociażby cień informacji, które mówiłyby skad go kojarzy. Nie pamiętała bowiem, że była jeszcze rezydentka i to na jego umięśnionym ramieniu połamała mnóstwo igieł, uczac się prawidłowego pobierania krwi.
_________________
[Profil]
 
 
Shane Fletcher


Wysłany: 2017-08-20, 01:18   

To, że była inna od niego to nie znaczy że była gorsza - w zasadzie dobrze, że wszyscy ludzie byli różni, każdy mógł się wykazać własnymi i zróżnicowanymi umiejętnościami, no i było ciekawiej. Jaka by była nuda na świecie gdyby tak wszyscy byli jednakowi sposobem działania, charakterem i tak dalej. A tak wszystko było zróżnicowane... a Shane był jednym z najlepszych w swoim fachu, przynajmniej tak myśli i niektórzy z klientów tak mówili - więc chyba to nie jest przesadzone. Akurat narkotyki nie były dobre, Shane parę razy spróbował tego i owego, ale tylko spróbował na czym się skończyło - nie zamierzał wchodzić w to bagno, może jakiś luz daja ale... łatwo zabrnać za daleko.
Między innymi dlatego zareagował, bo piwo to święta rzecz i takiego trunku nie można było wylewać pod żadnym pozorem! Chociaż jeśli w bluzkę wsiakło, to można je wyrżnać i odzyska się piwo... zaradny człowiek zaraz znajdzie sposób aby piwo do końca się tak nie zmarnowało.
Po przeprosinach już znalazł się przy niej i jakie zdziwienie go wzięło gdy ta nie poznała... fakt, usiadł w niekorzystnym oświetleniu a ona poddenerwowana, że mogła po prostu nie skojarzyć faktów - no i rozkojarzona strasznie się wydawała.
- Znasz... nie tylko z przychodni, z baru, ze spacerów i czasem ławki w parku... Ziemia do Clem! Shane... nie widzieliśmy się tylko przez trzy tygodnie
Zaśmiał się głośno do dziewczyny, to było dziwne ale co tam... każdemu może się przydarzyć przypał, chociaż chyba nie do takiego stopnia jak jej w tej chwili.
[Profil]
 
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-26, 13:47   

- Shane Fletcher!- wykrzyknęła po chwili, a twarz pojaśniała jej od uśmiechu. Zsunęła się ze stołka i ujęła jego masywne ciało, na krótka chwilę łaczac się z nim w mocnym uścisku. Clementine zawsze taka była. Nie, że nieogarnięta, ale czuła. W jej rodzinie takie powitania były tym, czym dla niektórych poranna kawa. Swego rodzaju rytuałem. U niej każdy się przytulał, ściskał, śmiał i żartował.
Nie rozpoznała go z kilku powodów. Pierwszym było właśnie wyżej wymienione zdenerwowanie. Nie lubiła takich sytuacji. Z pewnościa, gdyby była sama to nawet nie śmiałaby mu zwrócić uwagę. Ludzie robia różne rzeczy, czasami celowo, a czasami przez przypadek. Liczyła na to, że student po prostu źle wymierzył odległość. Nie lubiła myśleć, że ktoś po prostu był wrednym chamem. Drugim powodem nie rozpoznania go był właśnie fakt, że dawno się nie widzieli. Czasami trzy tygodnie potrafia człowiekowi nieźle namieszać w życiu i w głowie. Jego broda wydawała się dłuższa, a twarz zapadnięta, jakby wpadł w niedoborowe towarzystwo. Bo nie był chory, prawda?
- Gdzie byłeś jak Cię nie było?- usiadła i podsunęła mu kolejna porcję piwa, a dla siebie domówiła kolejne. Co z tego, że swojego jeszcze nie wypił? Palmer nie pamiętała, kiedy ostatni raz proponował jej spacer, czy jakieś wyjście.
- Kłopoty w raju?- zagaiła, zachęcajac go by opowiedział o swoich nowych przygodach.
_________________
[Profil]
 
 
Shane Fletcher


Wysłany: 2017-09-02, 15:16   

- We własnej osobie.
Zaśmiał się głośno w momencie kiedy odkryła z kim rozmawiała, a chwilę później sam mógł zaobserwować jak kobieta się uśmiecha. W zasadzie zastanawiał go powód, że ta wybrała się do takiego miejsca jak to - każdy miał tutaj prawo przyjść, ale nigdy nie widział aby sama, bez towarzystwa wchodziła do jakiegokolwiek pubu lub baru. No ale cóż, widać progress uspołeczniania postępuje do przodu.
Przyzwyczaił się do czułości kobiety, to zdecydowanie różniło ich... on tak po prostu nie potrafił, aby wstać i z każda osoba tak się witać - jednażke to było na swój sposób miłe, dlatego też i on ja objał z delikatnym uśmiechem na twarzy. Cóż, czasami trzeba zwracać uwagę bo w końcu może się tak stać, że po prostu ktoś przez przypadek zatnie ja nożem i ona nie zareaguje. Byciem biernym w tych sprawach, to nie jest dobre rozwiazanie bowiem każdy zacznie Ci wchodzić na głowę, będzie podejmował decyzje za nas... zwłaszcza, jeśli się trafi faktycznie na jakiegoś chama i gbura. Chory raczej nie był, nie czuł tego aby tak miało być.
- W pracy. Wiesz, że u mnie jest tak... że spokój spokój i nagle mogę w robocie zniknać na miesiac
Nie ukrywał przed nikim czym się zajmował, ale też aż tak wielkimi szczegółami się nie dzielił. Zawsze mówi, że pracuje w miedzynarodowej firmie ochroniarskiej i zazwyczaj to wystarczało - nie mówił, że jedzie postrzelać na przykład do Afganistanu jako najemnik.
- Nie, tylko ochranialiśmy transport - nic szczególnego. A co tam u Ciebie? Prawie nie dawałaś znaku życia.
[Profil]
 
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-09-07, 18:05   

- To przez tę brodę!- wytknęła mu w żartach, próbujac ratować własna dumę. Zawsze była gapa i nic nie było w stanie tego ukryć. Nie rozpoznawała połowy ludzi, dopóki się nie odezwali.
- Strasznie się zapuściłeś, Fletcher.- pokręciła głowa z niedowierzaniem i wywróciła oczami, aby nadać swoim słowom prawdziwości i stosownego efektu. Oczywiście, że myślała inaczej. Shane należał do osób na które patrzyło się miło, ale średnio rozmawiało się ciężko. Zrzucała to jednak na garb jego przeszłości. W końcu wcale nie miał lekko, prawda?
Poprawiła się na krześle i odgarnęła włosy z twarzy. Drobne dłonie ułożyła na blacie, by po chwili złapać pewnie swój olbrzymi kufel z płynem szczęścia. Wpatrywała się w niego przez kilka, może kilkanaście sekund, po czym przeniosła wzrok na rozmówcę.
- Co robiłeś?- jego historie zawsze były dla niej dziwne i nierealne. Jakby wyrwane z jakiegoś filmu akcji, albo z ksiażki. Gdyby nie znała go tak dobrze, to zapewne zarzuciłaby mu kłamstwo. Liczyła na coś więcej niż suche fakty, jakie przedstawił jej, nim zadał pytanie. Zagryzła wargę od środka i machnęła ręka.
- Stara bieda. Chemioterapia, umieranie.- upiła łyka i wzruszyła ramionami. Doskonale wiedział jak wygladało jej życie. Praca, dom, umieranie, kot, ogladanie raka pod mikroskopem, wypisywanie lekarstw, konsultacje. Rzadko kiedy miała chwilę aby wyjść z domu gdziekolwiek, a co dopiero do pubu. Zdziwiła się pewnie ze swojego wyboru jeszcze bardziej niż ona. Jednak potrzebowała piwa. Potrzebowała piwa i czegoś, co odwróci jej myśli do sytuacji z Blake’m i ogólnie od samego mężczyzny. Nie podobało jej się to, że tak bez żadnych uprzejmości „przepraszam, mogę?, pakował się jej do serca.
- Na długo zostajesz?- zdawała sobie sprawę, że Brodacz raczej nie będzie znał odpowiedzi na to pytanie – zlecenie dostawał w różnych chwilach.
_________________
[Profil]
 
 
Shane Fletcher


Wysłany: 2017-09-13, 18:46   

- Przez brodę?
Spytał się z lekkim niedowierzaniem, bo jednak on brodę miał od zawsze... większa, mniejsza ale jednak... no może teraz była ciut bujniejsza, ale to nie powinno być przeszkoda aby go rozpoznać. Niemniej jednak wysłuchał kolejnych słów, ale udał że jej wierzy i w tym geście uniósł prawa dłoń, że "ok ok, wierzę".
- Może troszkę, ale starałem się jakoś ogarnać po powrocie. Widać, nie wyszło mi.
Męski śmiech wydobył się z jego gardła, widać miał całkiem dobry humor - w zasadzie przestawał się przejmować obecnymi misjami, może to znieczulica albo jakiś sposób obronny by odgrodzić się od nieprzyjemnych wspomnień. Jednak, ostatnie zadanie było w miarę proste... tylko konwojowanie i to w dosyć bezpiecznej okolicy... pomijajac pewien fakt. I właśnie spodziewał się takiego pytania, które właśnie zadała. Wiele tego nie było, ale z drugiej strony to... działo się więcej niż w nudnym życiu takiego podrzędnego cywila, który haruje w korporacji i po powrocie zjada ciepły posiłek... a później z wrzodami żoładka, które nabawił się ten ktoś z powodu stresu idzie na następny dzień do mrowiska aby dalej harować ponad swoje siły i podskakujac gdy kierownik tylko kichnie. Shane prędzej by kierownika przez okno wywalił, jeśli tamten próbowałby wywierać na nim presję.
- Nudna, prosta robota. Do tej roboty przydzielono do nas "Grubego" i to dosłownie gruby. Wyobraź sobie w pancerzu grubasa, który próbuje ukryć fałdy tłuszczu pod pancerzem taktycznym...
Parksnał z obrzydzeniem. Gruby to nowa osoba, czasami bywało tak że pracował z zupełnie obcymi osobami. Popił potężnego łyka swojego piwa, przez co opróżnił połowę kufla. Spojrzał się na nia wesoło i po chwili dodał.
- Pomijajac już jego posturę... opowiadał całkowicie nieśmiesne żarty... a jak się śmiał, to wrażenie że to knur upomina się o żarcie dla siebie. Później 3 kilometry przed osiagnięciem celu, palant miny nie zauważył. Jakby nie "płotka" to byśmy z siebie musieli jego gówno zbierać.
Opowiedział nieco bardziej szczegółowo, jakby miał zdjęcie to by pokazał jej ale dla własnego bezpieczeństwa nie robił ich... no bo i po co? Dokończył swoje piwo, zdecydowanie miał większy spust od Clem co było z reszta widać na powyższym przykładzie. Spojrzał się na nia, to na piwo... to znowu na nia. Szare komórki zaczęły pracować... ciężko było ja wyrwać na piwo, a co dopiero ona sama do pubu przyszła?
Wysłuchał że stara bieda - czyli to co zawsze... ale....
- Dobra, powiedz komu mam przyłożyć? Ty i piwo w pubie? Nawet u Ciebie w domu ciężko o piwo, a co dopiero wyjście... sama do tego miejsca...
[Profil]
 
 
Mustafa Rashid
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-06, 21:40   

#1

Wolny wieczór. To było tak dziwne, że Mustafa aż nie mógł w to uwierzyć. Tak dawno nie miał czasu dla siebie, że już zapomniał jak to jest być tym człowiekiem, który może sobie pozwolić na wieczorne wyjście do baru czy klubu, bo i takie wypady zdarzały mu się kiedyś, jeszcze w Nowym Orleanie. A dzisiaj? Dzisiejszego dnia wyszedł z pracy wcześniej, a dodatkowo nie musiał się spieszyć do domu, żeby zajać się córka, bo Jessamine z uśmiechem wymalowanym na twarzy już z samego rana pojechała do jednej z ciotek, pozwalajac ojcu trochę odpoczać od siebie. Nie żeby Rashid jakoś strasznie potrzebował tego odpoczynku, ale świadomość, że nie musi się dzisiaj spieszyć do domu ani myśleć o byciu odpowiedzialnym tata była całkiem przyjemna. Zupełnie jak za dawnych czasów, kiedy nie musiał się martwić o nikogo oprócz siebie. Chyba właśnie dlatego już w prosektorium zdecydował, że to idealna okazja do spotkania z Dallasem. Nie widział się z nim już kilka dni, także wypadało nadrobić zaległości. Czym bardziej, że znowu czuł się jak tamten Mustafa, któremu szatyn przywalił z łokcia w klubie. Okej, może nie do końca, bo do żadnego głośnego klubu nie miał ochoty iść i się bawić, ale jakiś pub czy bar wydawał się dobrym miejscem do spotkania. Zaprosił więc przyjaciela do The Black Horse, jeszcze po drodze do pubu, upewniajac się czy na pewno Cadwalladerowi pasuje to miejsce. Na szczęście Dallas nie miał żadnych obiekcji.
Przed The Black Horse Mustafa pojawił się przed czasem. Skorzystał więc z okazji i zapalił jeszcze przed wejściem do pubu papierosa, obserwujac wchodzacych i wychodzacych z lokalu ludzi. Po kilku minutach zaciagnał się ostatni raz fajkiem, a to co z niego zostało trafiło po chwili pod podeszwę jednego z butów Rashida. Dopiero po tym brunet zdecydował się wejść do środka. Nie przepadał za przebywaniem w takich miejscach sam, ale skoro Dallas się jeszcze nie pojawił musiał sobie jakoś radzić, prawda? Zajał najbardziej oddalone od reszty obecnych w pubie miejsce, wbijajac wzrok w ekran swojej komórki. Nie, nie dostał żadnego wiadomości od Cadwalladera. Czyli spotkanie dalej było aktualne. Dobrze, bardzo dobrze. W tym momencie potrzebował towarzystwa bliskiej osoby, bo tak szczerze powiedziawszy ostatnie kilka lat w swoim domu czy mieszkaniu zawsze był z kimś. Perspektywa powrotu do pustych czterech ścian niezbyt go zachęcała w tej chwili. Szczególnie po prawie całym dniu spędzonym w prosektorium z trupami. Zabawne, że te kilka lat temu dałby się pokroić za taki święty spokój, a teraz? Teraz miał dziwne przeczucie, że mimo wszystko brakowałoby mu córki w mieszkaniu.
Z zamyślenia wyrwał go dźwięk odsuwanego krzesła. Momentalnie wbił spojrzenie szaroniebieskich oczu w oblicze znajomej twarzy, a kaciki jego ust lekko się uniosły. - Hej - przywitał się, bardzo kulturalnie zreszta, nie spuszczajac wzroku z przyjaciela. - Jeszcze nic nie zamawiałem - dodał, żeby nie było, że zaczał pić bez niego. Poza tym trochę go przerażał tłum ludzi przy barze i, tak szczerze mówiac, liczył, że Dallas przyniesie im alkohol do stolika. Po tylu latach znajomości już na pewno doskonale wiedział, że Mustafa nie lubi takich ilości osób w jednym miejscu. A może raczej Rhys? W końcu to właśnie takim imieniem Rashid przedstawił się szatynowi jeszcze w Nowym Orleanie, kiedy poznali się w bardzo niefortunnych okolicznościach w klubie.
 
 
dallas cadwallader
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-07, 01:12   

Dallas szczerze żałował, że nie mógł się skuć. Spożywanie alkoholu w nadmiarze zawsze kończyło się dla niego źle, najczęściej z pętla wokół szyi, co reprezentowało zjawisko, którego nie potrafił wytłumaczyć nikt. Nie dałoby się zliczyć na wszystkich palcach (tych u stóp też) lekarzy, u których próbował zasięgnać języka w tej sprawie. Większość próbowała zdiagnozować u niego jakaś paskudna, ukryta formę depresji, ale bezskutecznie – najczęściej był odprawiany z zaleceniem, żeby ograniczyć alkohol.
Wielka szkoda, bo Cadwallader często miał ochotę to zrobić, po cięższym dniu w pracy szczególnie. Niektóre dyżury były takie, że nic nie szło po ich myśli. Reanimacje się nie powodziły, przyjeżdżali za późno, albo do osoby, która w ogóle pomocy nie potrzebowała, z dyspozytornia rozmawiała dla picu. Dzisiaj może nie był jeden z takich dni, ale nawet nie musiał takim być, żeby Dallas miał ochotę najebać się w trzy dupy. Wystarczyło, że powoli przybijały go wyrzuty sumienia, bo dalej nie porozmawiał z Kala; nie powinien, bo sprawiał wrażenie, jakby był zły, ewentualnie winił ja za zaistniała sytuację, co przecież było nieprawda.
Oczywiście, dalej nic z tym nie zrobił, bo wyjście z Mustafa na piwo wydawało się dużo lepszym wyjściem. Oczywiście, umówił się z nim zaraz po pracy, bo jeśli wróciłby wcześniej do domu, to wstałby dopiero dziewięć godzin później, czyli w środku nocy. Oczywiście, dyżur musiał mu się przedłużyć, bo minutę przed jego upłynięciem, ktoś zadzwonił do dyspozytorni, kiedy to jego ekipa była jedyna, która na obecna chwilę stacjonowała w szpitalu. Oczywiście musiał mu się rozładować telefon, co w sumie nie było dziwne przy 12-godzinnym dyżurze, ale wcale nie poprawiło mu humoru, bo nawet nie mógł dać swojemu kumplowi znać, że się spóźni.
Kiedy w końcu mógł zrzucić z siebie uniform paramedyka i przebrać się w swoje normalne ciuchy, rozważał nawet, czy nie byłoby lepiej, gdyby spotkanie odwołał. Ale Rhys musiał być już jakiś czas na miejscu i cierpliwie czekał, a przecież nie lubił ludzi, nie lubił tłumów, miejsc publicznych też raczej nie, więc… To byłoby po prostu nie w porzadku. Dlatego Dallas wział się w garść i zabrał się do pubu. Miał na tyle szczęścia, że kumpel z pracy był samochodem i podwiózł go kawałek, skracajac pozostały dystans do The Black Horse o jakieś trzy-czwarte.
- Cześć – przywitał się, kiedy w końcu na miejsce dotarł, a po jego wcześniejszym zmęczeniu nie było prawie śladu. Krótki spacer i papieros w drodze zdołał go wystarczajaco orzeźwić, na co dokładnie liczył. Dwie, może trzy godziny powinien jeszcze ustać – Co chcesz do picia? – kontynuował, zdejmujac kurtkę, żeby powiesić ja na oparcie odsuniętego wcześniej krzesła. To już był taki ich rytuał; Dallas zawsze kupował drinki, już od następnego spotkania po tym felernym clubbingu, kiedy łokieć Dallasa miał okazję bliżej spotkać się z nosem Mustafy. Od tamtej chwili sporo się zmieniło. Jeden z nich wzbogacił się o córkę, drugi o narzeczona, ale skłonności masochistyczne Cadwalladera pozostawały bez zmian, bo chociaż dla jego zdrowia psychicznego byłoby najlepiej, gdyby relację ta ograniczył do rozsadnego minimum, tak przez te parę lat nie zdołał jeszcze tego zrobić.
 
 
Mustafa Rashid
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-07, 21:24   

Nie tylko Dallas miał problemy z alkoholem. Jeszcze w Nowym Orleanie Mustafa zdał sobie sprawę, że chyba trochę za często i za dużo pije, ale on w przeciwieństwie do swojego przyjaciela nie miał aż takich przygód po kilku drinkach. Zamiast tego zamieniał się w weselszego i zdecydowanie bardziej towarzyskiego człowieka, ale to i tak nie zmieniało faktu, że prawie codziennie zagladanie do kieliszka nie należało do najzdrowszych. Dlatego wział się w garść i ograniczył swoje picie, a odkad został, jakby na to nie patrzeć, samotnym ojcem prawie w ogóle nie dotykał alkoholu. Z naciskiem na prawie, bo przy spotkaniach z bliskimi dawał się namawiać na jednego czy dwa drinki. Ewentualnie na kilka za dużo, ale i tak lepsze to niż codziennie picie w samotności, prawda?
Ale i tak często wracał wspomnieniami do tamtego okresu. Życie było wtedy prostsze. Przejmował się jedynie swoja praca, a poza nia cieszył się z wolności jaka zapewniało mu bycie singlem. Nie wspominajac już o nie byciu ojcem, chociaż akurat w tej kwestii nie był pewny czy chciałby wrócić do życia bez córki. Może i miał przez nia więcej obowiazków, ale z drugiej strony widok jej szczęśliwej wynagradzał wszystkie jego nieprzespane nocy (bo wiadomo, jak była chora to nawet oka nie mógł zmrużyć) czy próby zachowywania się normalnie na placach zabaw wypełnionych dziećmi i ich rodzicami. To dopiero było wyzwanie dla człowieka takiego jak on! Ale starał się i próbował być dobrym ojcem, a to chyba miało jakieś znaczenie.
Szkoda, że Mustafa nie potrafił czytać ludziom w myślach. Jakby wiedział, że Dallas tak się dla niego poświęca postawiłby mu kolejkę w pubie. Bo tak, Rashid rzeczywiście nie przepadał za tłumami ani miejscami publicznymi. Najbardziej lubił siedzieć w swoim mieszkaniu albo w prosektorium, ale wiadomo, że w takich miejscach raczej ciężko o nowe znajomości, także czasami zmuszał się do opuszczenia swoich czterech ścian i wyjścia do ludzi. Jak widać opłacało się takie podejście, bo dzięki niemu te kilka lat temu poznał Cadwalladera. Zreszta, swoja już eks dziewczynę i matkę Jessamine też poznał w jednym z barów w których zwykle przesiadywał właśnie z Dallasem. Czasami żałował, że ich zwiazek skończył się w taki, a nie inny sposób, ale męczenie się ze soba w relacji byłoby jeszcze gorszym rozwiazaniem. Dlatego pozwolił jej odejść, a sam zajał się córka i już całkowicie pozwolił pochłonać się pracy, żeby znowu nie popełnić głupiego błędu jakim było pozwolić sobie na uczucia.
- Whisky - po tylu latach szatyn powinien już wiedzieć jaki był go to wybór Mustafy w pubach czy barach. - Ciężka zmiana? - wystarczyło jedno spojrzenie na Dallasa, żeby zorientował się w jakim stanie jest jego przyjaciel. - Mogłeś do mnie napisać, wiesz? Nie musiałeś tutaj przychodzić - to nie zabrzmiało za miło, a przynajmniej takie wrażenie odniósł Rashid, więc bardzo szybko postanowił rozwinać ta (poprawnie byłoby tę) kwestię. - Ale doceniam, że przyszedłeś - dodał na koniec, uśmiechajac się lekko. Taka prawda. Dallas był jedna z niewielu osób, którym Mustafa ufał. Poza tym najzwyczajniej w świecie lubił jego towarzystwo, czego tak swoja droga nie wyobrażał sobie po ich pierwszym spotkaniu. Wtedy, w tamtym klubie, miał nadzieję, że już nigdy więcej nie spotka tego idioty, który przez swoje beznadziejne ruchy taneczne przywalił mu łokciem w twarz. Teraz? Teraz sobie nie wyobrażał, żeby spędzić dzień bez wysłania nawet jednej, głupiej wiadomości do Cadwalladera.
- Mów, co u Ciebie - rzucił, kiedy Dallas już ponownie usadowił się przy ich stoliku wzbogaconym o dwie szklanki wypełnione alkoholem. - Jak w pracy? Co z Kala? - bo zakładam, że na temat dziewczyny szatyna coś jednak wiedział. Może i za nia nie przepadał, ale współczuł jej utraty pamięci. Zreszta, swojemu przyjacielowi też nie zazdrościł sytuacji w jakiej się znalazł. A tak poza tym to się trochę cieszył, że dalej jest samotny. Przynajmniej nie miał takich problemów jak większość ludzi w jego najbliższym otoczeniu.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6