Poprzedni temat «» Następny temat
kuchnia
Autor Wiadomość
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2018-11-03, 13:02   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Z pewnością zamierzała ponownie pojawić się w rodzinnym domu, w końcu w ogrodzie, głęboko pod ziemią znajdowało się coś co było jej własnością. Przypuszczała, że byłaby w stanie za to zabić, choć jak na razie nie zaszła taka potrzeba, więc nie mogła mieć pewności. Była jednak przekonana, że nie skrzywdziłaby żadnego członka rodziny, nawet Adonisa i to nie dlatego, że w tym momencie wydawał się być niezastąpionym. Nie przypuszczała nawet, że dożyje dnia, w którym będzie zmuszona prosić go o pomoc. Wprawdzie nie była przekonana, czy ten Szczyl będzie wiedział jak poradzić sobie z całą sytuacją, za to jego opanowanie, było w stanie sprawić, by poczuła się lepiej. Tak właśnie było podczas ich ostatniego spotkania i choć w życiu nie przyznałaby się do tego, obecność Chestera podziałała na nią kojąco, zwłaszcza wtedy, gdy w okolicach domu kręciła się policja.
Wywróciła oczami, słysząc komentarz brata, tym samym chcąc dać mu do zrozumienia, że może odpuścić. Zdawała sobie sprawę z tego w jakimi była stanie, nie potrzebowała więc, aby ktoś stroił sobie z niej żarty, nawet jeśli nic sobie z nich nie robiła.
- To już ustaliliśmy, a więc podzielisz się tą wykwintną potrawą, czy nie? - zapytała bez jakichś większych emocji. Nie była głodna, a makaron z sosem z torebki nie wyglądał zbyt apetycznie, tak też nie pachniał. W dalszym ciągu próbowała odłożyć na bok sprawę, dla której zjawiła się w rodzinnym domu. Poza tym nawet nie wiedziała jak się do tego zabrać, a po ich ostatniej rozmowie Chester mógł odmówić bez wcześniejszego wysłuchania jej słów. Odrobinkę go znała i taki obrót sprawy w ogóle by jej nie zdziwił. Przyjęła do wiadomości informację o ojcu i jego prawdopodobnym położeniu. Chciała tylko upewnić się, że nie ma go w pobliżu, ewentualnie na koniec zejdzie do piwnicy by jednocześnie się z nim przywitać i pożegnać, skoro już znajdowała się w domu. - Jestem niepełnosprawna, w końcu sam to zauważyłeś - odparła zgryźliwie, nie wyczuwając w pytaniu brata żadnej troski. - Jakiś gnój zajechał mi drogę i wypieprzyłam się na motorze, moje biedactwo ucierpiało przy tym bardziej niż ja - skrzywiła się na wspomnienie tamtego dnia. Uszkodzoną maszynę oddała w ręce najstarszego brata, bo choć sprawdzała się w roli mechanika, ze złamaną ręką nie była w stanie wiele zrobić. Zawsze też mogła pozwolić sobie na zakup nowej, w końcu posiadała spore sumy pieniędzy, ale tutaj liczyła się wartość sentymentalna. Jej Harley był jedyną kobietą, której nie była w stanie zdradzić.
Sięgnęła do tylnej kieszeni spodni, co przez wzgląd na gips okazało się sporym wyzwaniem i wyciągnęła z niej białą, złożoną na pół kopertę.
- Nie miałam czasu, by wpaść z nimi wcześniej - rzuciła od niechcenia, przekazując mu łapówkę. Miała nadzieję, że nie będzie tego żałować i że Młody naprawdę zachował wydarzenia z tamtej nocy wyłącznie dla siebie.
_________________




[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-11-19, 19:55   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Zazwyczaj to Hecate stroiła sobie z niego żarty, więc jej aktualne położenie, które nie było zbyt pozytywne, bardzo mu pasowało. Drugi raz w jakimś sensie mógł nad nią górować i nie zamierzał z tego powodu narzekać. W końcu to było lepsze niż pełnienie roli ofiary.
Mruknął coś niewyraźnie, gdy Hecate ponowiła swoje pytanie o jedzenie. Może i jej makaron z sosem z torebki nie wydawał się apetyczny, ale Chester, który spędził cały dzień za kasą w kinie, zamierzał urządzić sobie z tego ucztę życia, dlatego niezbyt mu się uśmiechało dzielić się się z kimkolwiek tą wykwintną potrawą. Słowo "spadaj" byłoby jednak trochę pretensjonalne, zwłaszcza że ich relacja nadal była dość napięta, toteż ostatecznie pozostawił jej pytanie bez odpowiedzi. A nuż sama się domyśli, że Adonis nie miał ochoty spędzać z nią czasu i sobie pójdzie?
Kiedy zdała mu relację ze swojego wypadku, spojrzał na nią z niedowierzaniem i pokręcił głową. Co za paradoks, że rabowała banki, a jednak załatwił ją jakiś idiota, który zajechał jej drogę.
- Chujowo - przyznał mało wylewnie, zawzięcie mieszając sos, który zaczął już bulgotać. - Wiesz chociaż kto to? - zapytał, zerkając na nią przelotnie.
Uniósł lekko brwi, gdy dostrzegł białą kopertę, którą siostra wyciągnęła z tylnej kieszeni swoich spodni. Może gdyby tego dnia odwalił się w jakiś stary garniak ze studniówki, a nie w rozciągnięte dresy i starą koszulkę z licznymi, choć małymi dziurami, nawet poczułby się jak dyrektor jakiejś ważnej firmy, którego właśnie próbowano profesjonalnie przekupić.
- Dzięki - mruknął i od razu odczuł ochotę, żeby sobie przywalić, bo z nich dwojga to nie on był tym, który powinien dziękować. To Hecate powinna być mu wdzięczna, iż zgodził się nie kłapać paszczą na prawo i lewo w zamian za trochę hajsu. W sumie teraz żałował, że nie podbił jakoś zaproponowanej przez siebie stawki. Ilekroć myślał o tym, jak gładko Hec zgodziła się na pięćset funtów, dopadało go ogromne rozgoryczenie. Ale z drugiej strony wiedział, że siostra mogłaby nie być tak przychylnie do niego nastawiona, gdyby zażądał większej ilości forsy, więc chyba powinien cieszyć się z tego, co miał. A miał całkiem sporo, biorąc pod uwagę jego miesięczną wypłatę.
Bez pośpiechu przejął od niej kopertę i włożył ją do kieszeni swojego dresu, jako że położenie jej na kuchennym blacie mogło być nieco ryzykowne. Wystarczyłaby chwila nieuwagi, aby Chester chlapnął na nią przygotowywanym właśnie sosem, a tego przecież nie chciał.
Gdy po kilku sekundach Hecate nadal znajdowała się w kuchni, młodszy Aldridge leniwie przeniósł na nią swój wzrok.
- Coś jeszcze? - zapytał, bo skoro siostra cały czas stała obok, wiercąc mu dziurę w plecach, ich interesy najwyraźniej jeszcze się nie zakończyły. Chester mógł tylko podejrzewać, czego jeszcze Hec od niego oczekiwała, ale żaden pomysł, który pojawiał się w jego głowie, nie wydawał się logiczny, więc ostatecznie zmarszczył czoło i spojrzał na nią ponaglająco.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2018-12-10, 09:41   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Nie była specjalnie głodna, a więc skoro Adonis postanowił zignorować jej pytanie, nie zamierzała domagać się jedzenia. Może byłoby inaczej, gdyby przyrządzał coś bardziej wykwintnego od makaronu w sosie z torebki. Tego jednak nie spodziewała się po bracie, zakładając że żadne z nich przez te wszystkie lata nie zdążyło nabyć zdolności kulinarnych.
Wypadek w którym doznała obrażeń był spowodowany przez jej dawnego znajomego, który po całym zdarzeniu jakby rozpłynął się w powietrzu. Widocznie uznał, że w taki sposób wywinie się od płacenia odszkodowania, które tak naprawdę nie było jej potrzebne, aczkolwiek jako Aldridge miała zamiar je przyjąć, chociażby po to, aby zachować pozory. Już i tak miała wrażenie, że jest obserwowana przez mundurowych, odkąd jej skoki przestały być perfekcyjne, z racji czego powinna trochę spasować. Nie brakowało jej pieniędzy, wręcz przeciwnie, była w stanie kupić własną wyspę, ale w tej kwestii wygrywała zachłanność, z którą nie potrafiła się uporać.
- Wiem - odpowiedziała krótko, ostatecznie decydując się na dokładniejsze wyjaśnienie sprawy, nawet jeśli Chester nie był zbyt dociekliwy. Nie dziwiła się, sama nie lgnęła do tego, aby poprawić stosunki z bratem i gdyby nie znalazła się w trudnej sytuacji, nie stałaby teraz przed nim. - Stary znajomy, który wyparował zaraz po wszystkim - wzruszyła ramionami, zastanawiając się przez moment nad tym wszystkim, co miało miejsce tamtego dnia.
Może i faktycznie powinna podziękować Chesterowi za dyskrecję i pomoc w zakopaniu łupu, ale jakoś nie przyszło jej to do głowy.
- Spoko - rzuciła, kiedy przejął od niej kopertę. Liczyła na to, że chłopak zasypie ją pytaniami i łatwiej będzie jej zwrócić się do niego o pomoc. Niestety Adonis jak gdyby nigdy nic, postanowił wrócić do gotowania. To nieco utrudniało sprawę, ale nie zamierzała rezygnować w tym momencie, skoro i tak już zjawiła się w rodzinnym domu i miała go przed sobą. - Właściwie to tak - powiedziała dość niewyraźnie, po czym odchrząknęła, aby jej głos był pewny i stanowczy. Zanim jednak kontynuowała, rozejrzała się dookoła, chcąc upewnić się, że w pobliżu nie znajdował się nikt poza nimi. - Jeśli wciąż chciałbyś pomóc, myślę że znalazłabym coś dla ciebie. Nie za darmo oczywiście, ale pełna dyskrecja jest głównym wymogiem - wyrzuciła w końcu z siebie, nie decydując się na wyjaśnianie ostatnich nieprzyjemnych zdarzeń, które miały miejsce podczas napadu na bank. Jak to mówią tonący brzytwy się chwyta, tym razem padło na Hecate.
_________________




[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-12-25, 22:39   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Szczerze mówiąc, nie obszedł go za bardzo rzekomy wypadek siostry. Stała przed nim cała i zdrowa, jedynie trochę połamana, więc nie miał czym się martwić. Może gdyby pewnego dnia dowiedział się, że Hecate leżała w szpitalu, a jej życie było zagrożone, rzeczywiście by się tym przejął, a w jego nastawieniu do niej nastąpiłby jakiś przełom, ale przecież nic takiego się nie wydarzyło. Nie było więc sensu panikować, tym bardziej że matka zapewne i tak miała to za wszystkich nadrobić. Oczami wyobraźni już widział wszystkie te magiczne maści, ziółka, syropki i okłady, którymi Yolanda zapewne obrzuci swoją biedną córkę, gdy tylko dowie się o jej kiepskim stanie. Chester chyba prędzej uwierzyłby w Zeusa i jego dziwne perypetie niż w to, że jakaś ziołowa mieszanka mogła doprowadzić do szybszego zrostu kości.
Adonis na pewno byłby milszy, gdyby dowiedział się, że Hecate wcale nie spieszyło się do zgarnięcia pieniędzy z ubezpieczenia. Kto wie, może jeśli powiedziałby parę miłych słów albo zrobił jakiś dobry uczynek, wzruszona siostra oddałaby mu niechciany hajs? Ona nim gardziła, ale jemu bardzo by się przydał. Chociażby po to, żeby kontynuować działalność Kurnika Miłości. Na razie chyba jednak musiał zadowolić się tym, co dostał w kopercie.
Uniósł lekko brew, słysząc wyjaśnienie Hec. Musiała mieć chujowych starych znajomych, skoro zajeżdżali jej drogę i po wszystkim ulatniali się z miejsca zdarzenia, jak gdyby nie stało się nic poważnego.
Przeniósł na nią wzrok z leniwym zaciekawieniem, gdy dała mu do zrozumienia, iż miała jeszcze coś do dodania. Komizm ich relacji polegał na tym, że nigdy nie mogli się ze sobą zgrać. Ilekroć Chester czuł się na siłach, aby rozwlekać przeszłość, ona nie miała na to najmniejszej ochoty. Z kolei podczas rzadkich momentów, kiedy to Hecate najwyraźniej chciała poruszyć jakąś poważną kwestię, Adonis ani myślał jej w tym pomagać. I weź tu człowieku znajdź jakiś kompromis.
- W sensie... - zaczął, ale zanim cokolwiek dodał, przestał mieszać sos i wyłączył gaz. Jeszcze by tego brakowało, żeby podczas poważniejszej rozmowy spalił swój przygotowywany w pocie czoła obiad.
Odwróciwszy się do siostry, uniósł brwi, tym samym dając jej do zrozumienia, że w tamtej chwili miała całą jego uwagę.
- Co miałbym robić? - zapytał, jako iż to była najważniejsza kwestia. Bo to, że wykazywał chęć do pomocy, było już wiadome. W końcu pieniądze piechotą nie chodziły. - I czemu nagle ci się odmieniło? - Odpowiedź na to pytanie nie należała do informacji, które były mu niezbędne do przeżycia, ale przecież nie byłby sobą, gdyby nie zapytał. Tym bardziej, że ciekawość naprawdę rozsadzała go od środka.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2018-12-30, 09:13   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Tak na dobrą sprawę, to kiedy przez Brentwood przeszła trąba powietrzna, Hecate nie tylko wylądowała w szpitalu, ale również walczyła o życie. Tamtego dnia również straciła dom i wraz z Mirandą i Lexą musieli wprosić się do mieszkania Rhei. Gdzie wtedy był Chester? Bo z pewnością nie był zainteresowany stanem zdrowia swojej niegdyś ulubionej siostry. Dlatego siedząc teraz na kuchennym blacie rodzinnego domu, z połamaną ręką i pokiereszowaną twarzą, nie oczekiwała ze strony Adonisa nawet odrobiny litości. Nie wspierali się w takich momentach, było to dla nich jak najbardziej normalne. Prawdopodobnie gdyby ten zachował się inaczej, zmuszona byłaby zmartwić się jego stanem psychicznym. Na szczęście nie było takiej potrzeby.
Sama nie do końca wiedziała, w jaki sposób mogłaby wykorzystać pomoc Chestera. Kiedy widzieli się ostatnim razem, to on wyszedł z propozycją, o której Hec nawet nie chciała słuchać. Na tamten moment nie była aż tak zdesperowana, teraz sprawy przedstawiały się inaczej.
- Wspominałeś coś o pomocy z zewnątrz... i fajnych skrytkach? - przypomniała pytająco, nie mając stuprocentowej pewności, czy tamtego dnia takie słowa faktycznie padły z ust jej brata. - Więc jak to widzisz? - ponownie zabrała głos, uprzednio rozglądając się dookoła. W jej interesie leżało, aby nikt nie był świadkiem ich rozmowy. Chwilę milczała, mając zamiar olać następne pytanie, choć ostatecznie ku własnemu zaskoczeniu powiedziała coś, czego zapewne żadne z nich się nie spodziewało. - Potrzebuję kogoś... no wiesz... kogoś komu będę mogła zaufać - nie brzmiała zbyt przekonująco, bo nie była przyzwyczajona do takich rozmów, w szczególności jeśli chodziło o Adonisa. Tak naprawdę nie wiedziała nawet, czy może powierzyć swoją wolność w jego rękach, ale gdyby znała inne wyjście sytuacji, ta rozmowa nie miałaby miejsca. Na moment spuściła wzrok, a na palce zdrowej ręki nawinęła kosmyk włosów. Denerwowała się, nie była gotowa na odmowę. Nie trwało to długo, nie mogła przecież pokazywać swoich słabości, dlatego zsunęła się z blatu i stanęła naprzeciw brata. - To jak? - przybrała groźny wyraz twarzy, co w połączeniu z ranami, którymi ta była pokryta, wyglądało dość komicznie.
Nie przedstawiła żadnych szczegółów, najpierw musiała otrzymać zgodę ze strony Chestera. Jeśli ten nie wykaże żadnych chęci, nie chciała marnować czasu na bezsensowną paplaninę i obietnice wielkiego bogactwa. Nigdy nie pomyślałaby, że którykolwiek z członków jej rodziny dowie się o sposobie, w jaki zarabiała na życie, a już na pewno nie sądziła, iż jeden z nich mógłby zostać jej wspólnikiem.
_________________




[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2019-01-01, 19:54   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Właściwie to Chester nie za bardzo miał w tamtym okresie możliwości do tego, aby martwić się o Hecate. Tamtego dnia sam został nieźle poszkodowany (czasami, przy nieco gwałtowniejszych ruchach, nadal czuł promieniujący ból w ramieniu - prawdopodobną pozostałość po wybitym barku, który albo został niepoprawnie nastawiony, albo po prostu Adonis podczas swojej całej rekonwalescencji zrobił coś nie tak; obie opcje były tak samo możliwe), zresztą musiał rozłożyć swoje braterskie uczucia aż na piątkę rodzeństwa, co wcale nie było takie proste. Wysłuchiwanie jęków Percy'ego, szukanie chłopaka dla Wintera ze złamaną nogą - wszystko to było bardzo zajmujące, toteż nic dziwnego, że Chester nie przejął się Hecate tak, jak powinien. Chociaż w sumie nie, żeby to ona ze wszystkich Aldridge'ów znalazła się w najgorszym położeniu. Jeśli dobrze pamiętał, to Aphrodite, a nie ją uznali tamtego dnia za martwą.
Zmarszczył brwi w zamyśleniu, zastanawiając się nad propozycją Hecate. Jasne, wcześniej sam zaproponował takie rozwiązanie jej problemów, ale... wtedy wiedział, że siostra za nic nie pozwoliłaby mu na udział w swoich sprawach. W końcu wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, iż Adonis nie grzeszył inteligencją. Jak mógłby więc jej pomóc? Musiał poważnie się nad tym zastanowić, tym bardziej, że tym razem nie chodziło o coś tak błahego, jak Kurnik Miłości. Pomaganie w napadach, nawet z zewnątrz, stanowiło przewinienie, za które mógłby iść siedzieć na wiele, wiele lat, a tego nie chciał. Nie mógłby przecież opuścić wszystkich dobrych imprez z przyszłości, które na niego czekały.
Drgnął lekko, gdy przypomniała mu o słowach z tamtego pamiętnego wieczoru. No tak, skrytki. Znał ich dużo i mogły okazać się niczego sobie, ale skoro dotychczas chował w nich najwyżej alkohol, którym nie chciał dzielić się z Electrą, chyba nie mógłby zaręczyć, iż policja nie miałaby prawa zainteresować się tymi miejscami.
Chociaż z drugiej strony... skoro udawało mu się przechytrzyć kogoś takiego, jak Electra, być może jednak tkwiły w nim jakieś zadatki na profesjonalnego przestępcę.
Uniósł na nią wzrok, kiedy wspomniała o kimś, komu mogłaby zaufać. Początkowo nie załapał, że chodziło o niego - w końcu jego umysł nigdy nie był specjalnie lotny - ale jak tylko ta informacja do niego dotarła, poczuł się na tyle zaskoczony, że nawet jej nie wyśmiał. Aldridge'ów była dwunastka i jeżeli Hecate potrzebowała kogoś zaufanego, mogła wybierać jeszcze pomiędzy dziesiątką z nich. Dlaczego więc chciała postawić na niego?
- Zgoda - powiedział w końcu, rozumiejąc, iż pytanie Hec potrzebowało definitywnej odpowiedzi. Właściwie... nie miał nic do stracenia, prawda? Jak coś pójdzie nie tak to najwyżej zmieni tożsamość i wyjedzie do Meksyku. Albo do Wenezueli, o! Tam były takie ładne dziewczyny... - Ale co ja będę z tego miał? - zapytał, przypomniawszy sobie o najważniejszej kwestii. Czyli zapłacie. I to poważnej, bo taka waluta, jak wdzięczność, niewiele go obchodziła.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2019-01-05, 11:54   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Wychodziło na to, że po traumatycznych doświadczeniach z trąbą powietrzną, Chester poświęcił się dla rodzeństwa bardziej od niej. Hec skupiła się na własnym powrocie do zdrowia, zapominając o pozostałych. Wprawdzie Rhea, u której pomieszkiwała w tamtym okresie, opowiadała jej co nieco, więc wiedziała, że nikomu nic poważnego się nie stało. Znów plotki dotyczące rzekomej śmierci jednej z sióstr nigdy do niej nie dotarły. Może przez wzgląd na zły stan jej zdrowia, a może z innych, mniej przyjemnych powodów. Nigdy nie była wystarczająco blisko z rodziną, nie potrzebowała ich do szczęścia, a przynajmniej nie każdego z nich, ale pomimo tego dla ich dobra była gotowa na wiele, nawet jeśli nikt nie miał jeszcze okazji się o tym przekonać.
Dostrzegła, że Chester tego dnia był nad wyraz spokojny. Mało mówił i długo zajmowało mu znalezienie odpowiednich słów. Pomyślała więc, że coś trapiło jej młodszego brata, ale zanim palnęła głupotę i zainteresowała się jego stanem, zdążyła uświadomić sobie, że nawet jeśli coś było na rzeczy, nie była odpowiednią osobą do tego typu rozmowy. Dlatego olała sprawę i skupiła na powodzie, dla którego odwiedziła rodzinny dom. Adonis zdecydowanie nie był pierwszą osobą, którą była w stanie obdarzyć zaufaniem. Nie mieścił się nawet w pierwszej piątce, ale tak się składało, że przypadkiem dowiedział się o jej małym biznesie, więc po części i tak był już we wszystko zamieszany.
- Spoko, nie ma sprawy i tak nie wiedziałabym jak mógł... - zamilkła po chwili, orientując się, że nie spotkała się z odmową, na którą bardziej była nastawiona. Tak naprawdę w ogóle nie oczekiwała, że Chester przystanie na jej propozycję, nawet jeśli przy ich poprzednim spotkaniu dość mocno na to nalegał. Ona sama wyszła z tym wszystkim w akcie desperacji, zmuszona przez nieprzyjemną sytuację. - A więc zgoda? - upewniła się, odsuwając o dwa kroki w tył. Przywarła plecami do kuchennej szafki i z lekkim zaskoczeniem wpatrywała w twarz brata, próbując przeanalizować to wszystko, co miało miejsce przed momentem. - Jedną piątą zysku - odpowiedziała bez zastanowienia. Nie przemyślała tego, a mogła przecież obiecać mu niewielką sumkę za usługi. - Dzielimy się po równo - dodała, chcąc nieco rozjaśnić sytuację. Może i Hecate przewodziła bandziorom napadającym na banki, sklepy jubilerskie, czy galerie sztuki, ale nie widziała powodu, dla którego jedno z nich miałoby zgarniać więcej łupów. Miała wystarczająco pieniędzy i aktualnie była w stanie nie tylko kupić, ale również zurbanizować niewielką wyspę. Życie rabusia jednak dodawało jej kopa, zapewniało ciągły przypływ adrenaliny i dlatego właśnie wciąż mieszkała w rodzinnym mieście zajmując się tym, czym się zajmowała.
_________________




[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2019-02-20, 14:03   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


No bez przesady, maksymalnie przejęty oczywiście też nie był, bo miał na głowie całe mnóstwo jakichś swoich małych, typowo chesterowych spraw. Niby przejął się trochę poszkodowanym rodzeństwem, ale nie na tyle, żeby na przykład odwoływać opływające w alkohol spotkania ze swoimi znajomymi na rzecz jakichś odwiedzin w szpitalu czy czegoś równie sentymentalnego. Ale pisał do nich wiadomości i raz na jakiś czas pojawiał się w zasięgu ich wzroku, aby zapytać jak tam się czuli i czy długo jeszcze będą robić z siebie kaleki. Oto okazywanie zmartwienia w wydaniu Adonisa Aldridge.
Może i lepiej, że ostatecznie Hec nie zainteresowała się powodem jego okazującej się tamtego dnia małomówności. Powód (o ile jakiś rzeczywiście istniał) pewnie i tak był mało istotny, jako że Chester nie był osobą, która przeżywała jakieś wielkie kryzysy egzystencjalne. Jego problemy kręciły się zazwyczaj wokół niewystarczającej ilości alkoholu czy pustej paczki papierosów, ewentualnie też czasami rozchodziło się o brak chętnych na szybki numerek. Cokolwiek więc chodziło mu po głowie tamtego dnia, nie było wystarczająco ważne, aby Hecate się tym przejmowała. Tym bardziej, że troska z jej strony na pewno poważnie by go zmartwiła. W końcu taki stan rzeczy nie był u nich normalny.
Uniósł brwi z lekkim rozbawieniem, gdy usłyszał jej nieprzemyślane słowa. Wyglądało na to, że siostra była porządnie zdziwiona jego odpowiedzią i cóż… właściwie sam się jej nie dziwił. Sam nie wiedział, dlaczego przystał na jej propozycję – w końcu kiedy tamtego pamiętnego, letniego dnia Fremy powiedziała mu, że zamierzała iść na policję ze sprawą przypadkowego podpalenia parku, o mało nie zesrał się w gacie, a gdy nie tak dawno temu trafił na komisariat, musiał dzwonić po swoich znajomych i błagać ich o to, aby uratowali mu tyłek. Był więc zdecydowanie żałosnym rabusiem, temu nie sposób zaprzeczyć, a jednak z jakiegoś powodu czuł, że mógłby być dla Hec naprawdę przydatny. No, na pewno znał wiele potencjalnych kryjówek, które nadawały się do przetrzymywania łupów o wiele bardziej niż zaniedbany ogródek matki.
- No, powiedziałem przecież – mruknął i skinął głową, nie rozumiejąc jej zdziwienia. Przez te wszystkie lata naprawdę nie nauczyła się, że jeśli chodziło o głupie pomysły, Chester rzucał się na nie pierwszy? – Brzmi spoko - stwierdził, chyba nie do końca zdając sobie sprawę z tego, w jak duże gówno właśnie się pakował i jak wiele mógł na tym zyskać. Oraz stracić. - A ta trójka pozostałych gości to kto? - zapytał, marszcząc lekko nos. Istniała ogromna szansa na to, że ich nie znał, ale chciał przynajmniej wiedzieć, z kim miał współpracować. Nie tyle ze zwykłej ciekawości, co również z ostrożności.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2019-03-16, 10:38   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Wychodziła z założenia, że z całej rodziny, to właśnie ona była najmniej zainteresowana pozostałymi jej członkami. Zazwyczaj martwiła się jedynie własnym dobrem, chociaż w chwilach słabości potrafiła zainteresować się również przypadkami poszczególnych Aldridge'ów. Tak było również przed momentem, czego na szczęście nie okazała względem brata. Wystarczyło już, że zjawiła się w rodzinnym domu, prosząc go o pomoc. Nie sądziła, że ten dzień kiedykolwiek nastanie, prędzej spodziewałaby się apokalipsy zombie, bądź czegoś równie mało prawdopodobnego.
Wiedziała, że będzie zmuszona wprowadzić Chestera we wszystkie szczegóły. Możliwe nawet, że poświęci mu więcej czasu i przeprowadzi z nimi szybki kurs hakowania, w końcu w tym nie miała sobie równych. Przeszło jej nawet przez myśl, że będą mogli razem spędzać wolny czas, ale szybko wybiła to sobie z głowy.
- Tylko żebyś nie chwalił się na prawo i lewo jaki to jesteś ważny - powiedziała surowym tonem, niczym matka, pouczająca swojego bachorka. Brakowało tylko, by pogroziła mu palcem. - Pozostała trójka - poprawiła go, bo przecież nikt nie powiedział, że pracowała z samymi kolesiami. Całkiem niedawno dołączyła do nich dziewczyna, młodsza od niej, dająca się lubić, ale miała w sobie coś, co Hecate odpychało. Jeśli chodziło o jakiś kontakt fizyczny, dlatego nie obawiała się powtórki z rozrywki, jaką przeżyła wspólnie z siedzącą w jednym z manchesterskich zakładów karnych, Renee. - Poznasz ich w najbliższym czasie, co ci będę opowiadać? - machnęła niedbale zdrową ręką, która po chwili wylądowała w tylnej kieszeni jej podartych jeansów. - Jeśli coś jeszcze chcesz wiedzieć, pytaj - powiedziała, chcąc wyjaśnić Adonisowi wszystko, co by go interesowało, zanim zdecyduje się opuścić rodzinny dom. Pewnie dopiero wtedy zacznie żałować podjętej przez siebie decyzji, na co będzie odrobinę za późno.
_________________




[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2019-05-23, 20:47   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Być może Chester nie sprawiał wrażenia tego najmniej zainteresowanego życiem rodzeństwa, bo cały czas, od dnia swoich narodzin, mieszkał w tym coraz bardziej rozwalającym się domu i, w przeciwieństwie do reszty, nie próbował w żaden sposób zmienić swojego położenia. Pozostali Aldridge’owie starali się jakoś zmyć z siebie piętno tego niezbyt optymistycznego miejsca, w którym się wychowali. Ba, ostatnimi czasy zrobił to nawet Winter, który był z nich wszystkich najmłodszy i, jak się mogło wydawać, najbardziej nieporadny. Można by więc pomyśleć, że w końcu nadszedł czas również na Chestera, i że wreszcie należałoby odciąć się od tej przysłowiowej pępowiny, na którą w tym przypadku składały się porozrzucane po podłodze karty tarota matki i ekscentryczne obrazy ojca. On jednak uparcie tutaj gnił, po części z wygody, a po części z przyzwyczajenia. Bo czy potrafiłby w ogóle odnaleźć się w jakimkolwiek innym środowisku? Dzielić mieszkanie ze współlokatorami i nie doprowadzić ich do skraju wyczerpania psychicznego? Sam szczerze w to wątpił, dlatego wychodził z założenia, że nie pozostawało mu nic innego, jak po prostu przyjąć na siebie brzemię bycia najoficjalniejszym dziedzicem państwa Aldridge. A nuż to właśnie jemu przepiszą w spadku ten wielki dom i kiedy umrą, Chester odpicuje go na najprawdziwsze biuro matrymonialne? Siedziba Kurnika Miłości wreszcie przestałaby mieścić się w tym śmierdzącym stęchlizną garażu, a w starych pokojach rodzeństwa można by porobić darkroomy dla tych najbardziej potrzebujących. Joey byłby zachwycony!
Na pewno nie kryłby ekscytacji, gdyby Hecate wspomniała mu o całym tym kursie hakowania, ale czy byłby z niego taki dobry haker? To wymagało sporego skupienia i precyzyjności, czego Chesterowi zwyczajnie brakowało. Niewykluczone jednak, że mógł przydać się do innych rzeczy, zresztą skoro siostra ostatecznie sama postanowiła poprosić go o pomoc… to musiało coś znaczyć, nie?
- A Joeyowi mogę powiedzieć? – zapytał naiwnie, jakby naprawdę był jej niewychowanym, zielonym w większości tematów dzieckiem. – No, no. – Machnął ręką, bo płeć jej współpracowników mało go obchodziła. Jeśli chciałby się z kimś ruchać, i tak nie patrzyłby na to, co dana osoba miała w spodniach. U niego wszyscy mieli równe szanse. – Okej – zgodził się, chociaż jego entuzjazm nieco opadł. – A kiedy to spotkanie? – Musiał przecież znać wszystkie szczegóły i odwołać wszelkie potencjalne randki. – W sumie mam jedno - powiedział po chwili zastanowienia, patrząc na nią podejrzliwie. - Co cię napadło? - Coś musiało się zmienić. Przecież kiedy ostatnim razem proponował jej pomoc, wyraźnie nie była z tego tytułu zadowolona.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2019-06-19, 11:25   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Nawet nie starała się zrozumieć powodów, które kierowały Adonisem, gdy decydował się na pozostanie w rodzinnym domu. Wprawdzie przypuszczała, że robił to z czystej wygody, co i tak nie miało dla niej najmniejszego sensu. Jej samej, rodzinka nie byłaby w stanie zatrzymać nawet siłą. Nie miała nic przeciwko sporadycznemu pojawianiu się w różowym domu, ale rodzice nie mogli liczyć na więcej. W pewnym sensie wstydziła się tego skąd pochodzi, dlatego wolała sama ich odwiedzać. No, bo kto by chciał trafić na mocno szurniętą matkę, czy nie bardziej normalnego ojca, gdy akurat robił coś ekstra ze znajomymi, ukochaną osobą, czy kimkolwiek przypadkowym? Chociaż i takie sytuacje miały miejsce, czego Hecate nie wspominała najlepiej. Dlatego może też nie powinna pokazywać się publicznie w towarzystwie młodszego brata (przypuszczała, że wszyscy kojarzyli go z grecką rodzinką), ale była w potrzasku i potrzebowała jego pomocy, dlatego dumę i inne nieprzyjemne uczucia z tym związane, musiała schować do kieszeni. Chłopak wiedział czym się zajmowała, dlatego dla własnego spokoju, wolała trzymać go przy sobie. Poza tym potrzebowała pomocy, chociaż niełatwo przychodziło jej się do tego przyznać.
Pytanie Chestera sprawiło, że nie tylko w jednej chwili pożałowała swojego przyjścia, ale także zapragnęła przywalić mu w zęby. Nie zrobiła tego jednak, głównie przez wzgląd na ogipsowaną rękę.
- Ja wiem, że ty i twoja dziewczyna jesteście nierozłączne, ale jeśli chcesz ze mną pracować, musisz zapomnieć o uczciwości w związku - powiedziała stanowczo, chociaż po chwili jej głos uległ diametralnej zmianie. - Też byłam do tego zmuszona - dodała, zastanawiając się nad tym, jak te wszystkie tajemnice zrujnowały jej związek. Z Renee było o wiele łatwiej, zajmowały się tym samym i nie miały przed sobą większych tajemnic. Niestety Mirandzie nie była w stanie przyznać się do wszystkiego, zwłaszcza, że ta w życiu kierowała się zasadami i przestrzegała prawo, jak to na ochroniarza przystało. Pojawiło się zbyt wiele pytań, na które Aldridge nie była w stanie odpowiedzieć, co prowadziło tylko do jednego i choć żadna z nich nie zdecydowała się jeszcze na zakończenie tego, obie wiedziały, dokąd zmierzał ich związek. - Dam ci znać, nigdzie się nam nie spieszy - odparła, choć nie do końca tak było. Musiała wyszkolić Chestera w kilku sprawach i upewnić się, że mogła na nim polegać, a co za tym szło, zobowiązana była wystawić go na kilka prób. - Nie później, niż w przyszłym tygodniu - dodała, chcąc nieco przybliżyć termin. - Nic, przemyślałam sobie wszystko i doszła do wniosku, że wspólna praca pozwoli nam się zbliżyć do siebie - powiedziała z powagą, co przyszło jej łatwiej od tego, niżeli przyznanie się, że potrzebowała jego pomocy. Poza tym była pewna, że Chester nie był aż tak głupi, by uwierzyć w jej słowa. Liczyła też na to, że da temu wszystkiemu spokój i z jego ust nie padną kolejne pytania.
_________________




[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2019-07-20, 02:27   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Zmarszczył nos i zrobił szczerze niezadowoloną minę, gdy Hecate wyraźnie dała mu znać, iż wprowadzanie Joeya w szczegóły ich kryminalnych przeżyć nie było wskazane. W sumie szkoda, Harrison naprawdę mógł im się przydać. To on przecież udawał chesterowego adwokata i wyciągnął go ze szponów policji, gdy zdradził się na Facebooku z podpaleniem Warley Parku. Joseph mógł wydawać się durny, ale jego wiedza filmowa przekładała się na wiele dziedzin życia, również tych niebezpiecznych. Mimo to, Adonis po prostu spojrzał na siostrę z niezadowoleniem i tylko wzruszył ramionami. Jeśli chciałby utwierdzić ją w przydatności Harrisona, musiałby opowiedzieć jej okoliczności tego, jak w ogóle trafił do aresztu, a razem z tą historią całkowicie obdarłby się z jakiejkolwiek godności. Musiał więc przystać na jej warunki.
- No dobra - powiedział w końcu, pokonany. Kolejne słowa Hecate sprawiły jednak, że od razu się ożywił, zaciekawiony ich sensem. Już-już otwierał usta, aby zapytać ją o jakieś szczegóły, ale na szczęście w ostatniej chwili je zamknął, przypomniawszy sobie, iż siostra i tak raczej nie byłaby skora do zdradzenia mu niczego więcej. Nic nowego. - Okej - zgodził się, kiwając lekko głową. Termin i tak nie robił mu żadnej różnicy, w końcu skoro miał się wzbogacić, mógł z dnia na dzień rzucić swoją marną posadkę w kinie. Zaskakująco miał jednak na tyle oleju w głowie, aby na razie tego nie robić.
Słysząc jej durne wytłumaczenie, uniósł brwi i uśmiechnął się sarkastycznie, po czym pokręcił głową. Zbliżyć do siebie? Dobre sobie.
- Ty chyba serio mocno jebnęłaś czerepem przy tym wypadku - stwierdził, a potem odbił się od blatu, o który opierał się dotychczas, i znowu podszedł do kuchenki. Musiał dokończyć swoje wyśmienite danie, bo robił się już poważnie głodny. - Dobra, elo - mruknął i machnął ręką, tym samym próbując ją wygonić. I tak rozmawiali już za długo. - Jak coś to dzwoń - uprzedził, bo skoro byli teraz partnerami w zbrodni, musiał dać jej do zrozumienia, że mogła na nim polegać. - Ustawię ci jakiś wyjebisty dzwonek, żebym zawsze wiedział jak dzwonisz - dodał jeszcze, dumny ze swojego pomysłu, a potem nałożył sobie jedzonko i zniknął w przejściu prowadzącym do salonu, wolną ręką grzebiąc w kieszeni w poszukiwaniu telefonu. Jak zapowiedział, tak zrobił - tamtego pamiętnego dnia Hecate zyskała specjalny dzwonek, na dźwięk którego Chester zawsze był w pogotowiu. A ponieważ Adonis był niezwykle dyskretny, wybrał bardzo jednoznaczne "Criminal" z repertuaru Britney Spears.

/zt x2
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6