Poprzedni temat «» Następny temat
Pomieszczenie socjalne
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-06, 15:58   Pomieszczenie socjalne
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-07-06, 16:11   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Jeżeli Riley miałby wymienić trzy rzeczy, których w swojej pracy nie lubił to trzecie miejsce zajęliby hipochondrycy wszelkiej maści, drugie - płaczace na korytarzach osobowości, z którymi Withinghall nigdy nie potrafił się obchodzić, natomiast miejsce pierwsze przypadłoby irytujacym stażystom, którzy non stop kręcili się po szpitalu, szukajac sobie jakiegoś zajęcia. A tak konkretniej to tym, jakimi Riley musiał nieoficjalnie się zajmować w trakcie ich ponad rocznego stażu. Nie chciał tego robić, ponieważ nie był ani sadysta, ani masochista. Ale reguły były takie same dla wszystkich i Withinghall nie mógł oczekiwać tego, że dyrektor placówki zgodzi się dać mu święty spokój. Nawet jeśli Riley zdecydowałby porzucić swoja jako taka uczciwość i zaproponować mu łapówkę.
A więc w tamtym czasie najmniej lubianym przez Withinghalla obiektem w tym szpitalu była stażystka Bergley. I Riley westchnał, kiedy ujrzał jej sylwetkę, wchodzaca do pomieszczenia. Prawdę mówiac - nie miał pojęcia jakim cudem ja zauważył, ponieważ była tak mała, że ledwo sięgała do włacznika światła (tak naprawdę to nie, ale Withinghall był zgorzkniały i jego zdaniem to uprawniało go do takiego myślenia). Czasami Riley zastanawiał się jak to dziewczę w ogóle da radę poprowadzić w przyszłości jakakolwiek operację, skoro była wzrostu jego starszego syna. No ale cóż, jeśli Astrid chciała zostać lekarzem to jakoś będzie musiała sobie poradzić. Może pozwola jej stać na jakimś stołeczku podczas wykonywania zabiegu, a może ktoś ja podsadzi. Bo na to, że urośnie, liczyć już raczej nie mogła.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Astrid Bergley


Wysłany: 2017-07-10, 11:41   

Astrid była tego dnia cała w skowronkach I nic nie miało prawa zepsuć jej humoru. Nawet jej szpitalny opiekun, który nie mógł powstrzymać się od wygłoszenia kaśliwej uwagi na jej temat, za każdym razem gdy znajdował się w pobliżu. Czasem sprawiał, że miała ochotę w cholerę rzucić cały ten staż, ale gdzie by się nie zatrudniła, i tam znalazł by się tak Withinghall, który uprzykrzałby jej każdy dzień spędzony w pracy. Niektórzy lekarze do prawdy zachowywali się jakby sami nigdy nie byli stażystami, a prawda była taka, że każdy z nich musiał kiedyś przejść przez ten etap. Cóż, Bergley musiała przywyknać do tego, że aktualnie znajdowała się najniżej w szpitalnej hierarchii i prędko nie ulegnie to zmianie.
Pierwsza rzecza, jaka zrobiła po wejściu do pomieszczenia, było właczenie czajnika, aby móc zaparzyć sobie kawę. Wcześniej ten napój mógł dla niej nie istnieć, ale ostatnimi czasy, podczas zakupów spożywczych, do jej koszyka zawsze wpadało pudełko kawy. To chyba podchodziło już pod uzależnienie. Czajnik elektryczny zaczał wydawać charakterystyczny dźwięk, dajacy znać o gotowaniu się wody, a Astrid zaczęła rozgladać się za wolnym kubkiem. Dostrzegła jeden jedyny ( kubki w szpitalu ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach), leżacy na najwyższej półce, do której dosięgnięcia ze swoim wzrostem mogła jedynie pomarzyć. Stawanie na palcach i podskakiwanie nie przyniosło żadnego skutku, a jedynie wygladało komicznie dla kogoś, kto przypatrywał się całej sytuacji. Dopiero gdy zrezygnowana postanowiła znaleźć kogoś do pomocy, zauważyła, że tym kimś był nie kto inny, jak Riley Withinghall.
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-07-10, 20:49   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Jak to się mówi - zapomniał wół jak cielęciem był. I w przypadku Rileya to przysłowie rzeczywiście działało, bowiem z okresu swojego stażu w szpitalu pamiętał tylko jakieś ciekawe przypadki pacjentów, nic poza tym. Sam nie wiedział czy był już tak stary, że jego pamięć robiła sobie z niego żarty, czy zwyczajnie nic ciekawego się wtedy nie działo. Bardziej prawdopodobna była ta pierwsza opcja.
Riley uśmiechnał się pod nosem, widzac zmagania Bergley. Naprawdę się uśmiechnał. Dobrze, że nikogo w tym miejscu oprócz nich nie było. W przeciwnym razie ktoś mógłby jeszcze dojrzeć ten cień zdrowego rozbawienia na jego twarzy i od razu zaciagnałby go na jakieś badania psychiatryczne. Badź co badź, Withinghall rzadko kiedy się uśmiechał. A jeśli już zaszczycał świat tym grymasem na swojej twarzy, zazwyczaj nie działo się to w szpitalu, gdzie praca pochłaniała go do takiego stopnia, iż zapominał o czymś takim, jak okazywanie uczuć. A więc tak, uśmiechajacy się Riley to widok niecodzienny.
Powoli odwrócił się do Astrid, przybierajac swój poważny, tęgi wyraz twarzy. Nie mógł jej przecież pokazać, że najzwyczajniej go ta cała sytuacja bawiła, bo zapewne straciłby u niej miano szpitalnego postrachu. A odkad zaczał spotykać się ze swoimi współpracownikami podczas weekendów czy wieczorami, już wystarczajaco wiele osób przestało uważać go za potwora.
- Może pomóc? - zapytał po chwili, ponieważ nie, jego cięty język nie potrafiłby przepuścić okazji, aby dopiec Astrid z powodu jej niskiego wzrostu, nawet się przy tym nie wysilajac.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Astrid Bergley


Wysłany: 2017-07-13, 23:52   

Jaka szkoda, że Bergley pochłonięta próba dostania się do ostatniego czystego kubka (swoja droga, czy tak trudno było umyć go po użyciu?) nie zauważyła uśmiechu Withinghalla. Byłby to pierwszy raz odkad widziałaby tego człowieka z wyrazem twarzy innym niż jego wieczny grymas. Od razu poleciałaby do innych stażystek z wieściami, że ich szpitalny postrach jednak potrafi się uśmiechać. W rzeczywistości Riley był pewnie naprawdę porzadnym człowiekiem, po prostu Astrid nigdy nie patrzyła na niego w innych kategoriach, niż tego gościa, który za każdym razem gdy ja widzi musi skomentować jej niski wzrost. A właśnie…
- Żadnych komentarzy o hobbitach? – zapytała ostrożnie, zdziwiona, że lekarz najzwyczajniej w świecie oferuje jej pomoc. Co prawda już sam ton jego głosu wskazywał na to, że gardził tymi zaledwie stu pięćdziesięciu paroma centymetrami, ale spodziewała się czegoś jeszcze. Zawsze było coś jeszcze. Za każdym razem, gdy była nazywana niziołkiem, też chciała dopiec jakoś Withinghallowi, ale nigdy nie mogła się do tego zebrać. Ileż razy jeszcze w domu, przed praca obiecywała sobie, że jeśli znowu zażartuje sobie z jej wzrostu, odpłaci się mu pięknym za nadobne, a kiedy przychodziło co do czego, siedziała cicho jak trusia. Riley tak już na nia działał i wcale nie dlatego, że znajdował sie w czołówce niejakiejblisty najprzystojniejszych lekarzy, krażacej po szpitalu. Badź co badź, był jej przełożonym.
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-07-14, 18:27   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Gdyby Riley dowiedział się, że coś takiego jak "lista najprzystojniejszych lekarzy" w ogóle istniała, z pewnościa śmiałby się tak długo, że cały szpital szybko przestałby uważać go za najbardziej ponurego doktora w tej placówce. Takie listy były czymś, co robiło się za czasów późnej podstawówki, ewentualnie poczatków liceum. A fakt, iż spis najbardziej satysfakcjonujacych wizualnie lekarzy został utworzony tutaj, gdzie pracowali (jak by się przynajmniej mogło wydawać) dorośli, dojrzali ludzie, był przekomiczny. I nawet Withinghall, który na co dzień uchodził za spokojnego, nieco gburowatego faceta, nie utrzymałby swojego zwyczajnego wyrazu twarzy, gdyby coś takiego doszło do jego uszu.
Słyszac pytanie Astrid, Riley zmarszczył brwi. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek nazywał ja jakimś hobbitem. Często była krasnalem, nie raz dostała nawet przydomek karzełka. Ale hobbit? Withinghall był pewien, że takie słowo nigdy nie przeszło mu przez usta. Prędzej nazwałby już księżniczka z doliny liliputów!
- Hobbi-co? - zapytał, patrzac na nia z góry tak, jakby była dzieckiem, które zawraca dorosłemu głowę jakimiś nudnymi sprawami. Ręka, jaka Riley wyciagał w kierunku najwyższej szafki z kubkami zawisła w powietrzu, kiedy on oczekiwał na odpowiedź z uniesionymi brwiami.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Astrid Bergley


Wysłany: 2017-07-14, 23:22   

Lista najprzystojniejszych lekarzy istniała już szmat czasu i nic nie zapowiadało, aby w najbliższym czasie miało ulec to zmianie. Widniały tam przekreślone nazwiska pracowników, którzy już dawno opuścili placówkę, więc kto wie ile tak naprawdę liczył sobie ranking? Tego, kto go zapoczatkował pewnie i tak nie zobaczy się już na szpitalnych korytarzach. Astrid nie wnikała w szczegóły kto był jej założycielem, ale z czystej ciekawości rzuciła okiem na listę, gdy została jej ona pokazana. Była zaskoczona widzac, że doktor Withinghall nie zajmuje pierwszego miejsca, gdyby zależało to od niej, bez watpienia by się na nim znalazł.
- Jak to nie wie pan, kim sa Hobbici? Ależ jest pan zacofany! – oburzyła się, a chęć napicia się kawy odeszła w sina dal. Nie wiedziała czy oby na pewno dobrze usłyszała słowa swojego przełożonego, że niby nie wiedział kim były wspomniane przez nia niziołki? Stażystka Bergley, będaca skarbnica informacji o Hobbitach i innych fantastycznych stworzeniach, nie rozumiała jak ktoś mógł nie wiedzieć taki rzeczy. Czy Riley nie słyszał nigdy o Władcy Pierścieni? Podobno miał synów, czyżby więc i oni nigdy nie ogladali chociaż jednego filmu z tej ponadczasowej, zdaniem Astrid, trylogii? Biedne dzieci.
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-07-15, 01:02   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


No cóż, prawdopodobnie lista najpiękniejszych lekarek też gdzieś tam krażyła, ale nie została nigdy przedstawiona Rileyowi z obawy, że szybko zdemaskowałby cała zabawę i wyśmiałby wszystkich, którzy brali w niej udział. Jego entuzjazm do podobnych zajęć był równy poziomowi morza. Czyli ściślej mówiac - osiagał okraglutkie zero.
- Ja jestem zacofany, a pani jest niska - odrzekł, pozornie bez kontekstu. Ręka, która wyciagał w kierunku jakiegoś losowego kubeczka, ostatecznie wyladowała na drzwiczkach od szafki. Przynajmniej chwilowo. Bo przecież musiał jakoś zmusić Bergley do okazania mu szacunku, a skoro nie mógł tego zrobić po ludzku, wykorzystywał w tym celu swój wzrost. (A tak naprawdę to chciał po prostu ja trochę pozaczepiać, żeby mieli okazję dłużej porozmawiać, ale cicho sza!) - Ale wracajac do pytania - nie. Nie wiem kim sa hobbici. Biorac pod uwagę pani odniesienie wnioskuję jednak, że to małe, radosne, brazowowłose stwory, które zazwyczaj placza się po szpitalu? - zapytał prowokacyjnie, znowu unoszac brwi. Nic nie mógł poradzić na to, że drażnienie Astrid było jego ulubionym zajęciem! Mówiac szczerze, wymienianie się z nia kaśliwymi uwagami (no, jeśli uznawać nieśmiałe odburknięcia Bergley za odpowiedzi) było jedyna rzecza, która potrafiła na dłużej odciagnać Rileya od myślenia o pracy. Withinghall jeszcze nie zdecydował czy to dobrze, czy też źle.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Astrid Bergley


Wysłany: 2017-07-19, 00:27   

- Przynajmniej nie zahaczę czubkiem głowy o framugę drzwi, gdy będę wychodziła z tego pomieszczenia – odezwała się całkiem naturalnie, jakby mówiła właśnie o pogodzie jaka tego dnia uraczyła ich miasteczko, a nie jakby chciała Riley’owi jakoś dopiec. Prawdopodobnie i tak puściłby to mimo uszu. Była zaskoczona nagłym przypływem odwagi, który sprawił, że w ogóle się w tej sytuacji odezwała. Już jakiś czas chciała odpowiedzieć lekarzowi pięknym za nadobne. Czuła jakby przeniosła się w czasie do okresu szkolnego, w którym zawsze chciała nagadać któremuś z nauczycieli, ale nigdy nie miała na tyle pewności siebie, aby to zrobić. W tym przypadku nauczycielem był oczywiście Withinghall.
- Czyli jednak sugeruje pan, że jestem Hobbitem. W zasadzie to poniekad racja –oparła się wygodniej o niewielki aneks kuchenny, sugerujac, że ma do opowiedzenia dłuższa historię. Sam się o to prosił. - Pochodza ze stworzonej przez Tolkiena mitologii Śródziemia. Jeżeli nigdy nie słyszał pan o Tolkienie, to rzeczywiście jest pan zacofany. W każdym razie, to istoty spokrewnione z ludźmi z tym, że znacznie niższe, tak zwane niziołki. Opanowali sztukę bezszelestnego znikania, w przypadku niespodziewanego spotkania z „Dużymi Ludźmi”, to trochę tak jak ja z panem. Ale jedno się nie zgadza! Hobbici nie nosili obuwia, bo ich stopy były nienaturalnie dużych rozmiarów w stosunku do reszty ciała i obrośnięte bujnym włosem. A moje… – w tym momencie spojrzała na swoje stopy odziane w kolorowe butki – takie nie sa.
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-07-19, 22:22   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Jeżeli brwi Rileya były wysoko uniesione w momencie, gdy próbował dowiedzieć się od Astrid czym w zasadzie były te hobbistoty, tak teraz, gdy po raz pierwszy w życiu usłyszał z ust stażystki jakaś cięta odpowiedź, te dwie, ciemne gasienice były blisko dotknięcia jego linii włosów. Nie spodziewał się, że Bergley kiedykolwiek zdobędzie się na to, aby mu się odgryźć. Fakt faktem, że prowokował ja na każdym kroku, a obserwowanie jej zirytowanego wyrazu twarzy sprawiało Withinghallowi niemała satysfakcję. Ale o ile na poczatku robił to, żeby wykrzesać z Astrid jakaś reakcję i mieć tę przyjemność obserwować ja w stanie zdenerwowania, tak po wielu próbach świadomość tego celu trochę się w nim zatarła. I powróciła dopiero teraz, kiedy Bergley przestała być bierna na zaczepki Rileya. Chciałoby się powiedzieć "nareszcie".
Przewrócił oczami, gdy po raz kolejny dziewczyna wytknęła mu jego rzekome zacofanie. Oczywiście, że słyszał o Tolkienie, po prostu nigdy nie czuł potrzeby, aby swoja wiedzę pogłębić, bo nigdy by mu się to do życia nie przydało. To znaczy niby mógłby opowiadać swoim pacjentom o niestworzonych istotach, podczas gdy oni leżeliby na stole operacyjnym i czekali na to, aż narkoza zacznie działać. Nie sadził jednak, aby to w jakikolwiek sposób pomogłoby mu w pracy.
Przypatrywał się Astrid, kiedy rozgadywała się na temat hobbitów. Słuchał tej opowieści tylko jednym uchem, ponieważ był zbyt skupiony na obserwowaniu osoby panny Bergley. I nie mógł nic poradzić na to, że gdy tak bajdurzyła o fantastycznych istotach, opierajac się o aneks kuchenny, rozniecała w nim jakieś pozytywne uczucie. To nie było nic konkretnego. Nic, co Riley dałby radę opisać za pomoca zaledwie jednego słowa. Gdyby miałby podjać się określenia tego uczucia, powiedziałby po prostu, że było dobre.
Dopiero po kilku sekundach ciszy zorientował się, że opowieść Astrid dobiegła końca. Odchrzaknał więc, przerywajac moment milczenia i sięgnał ręka na półkę, gdzie stały szpitalne kubki.
- Życzy sobie pani jakiś specjalny kubek? - zapytał, bo wiedział, że ludzie mieli różne fanaberie. A nuż Astrid pijała kawę wyłacznie w różowej filiżance z motylkami? W sumie wygladała mu na taka.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Astrid Bergley


Wysłany: 2017-07-19, 23:31   

Teraz, gdy Astrid w końcu zebrała się na to aby odgryźć się swojemu przełożonemu, częściej będzie sobie na to pozwalała. Najtrudniejszy zawsze był ten pierwszy raz. Wolała jednak za bardzo się nie wychylać, nie chciała pewnego dnia zostać zastapiona jakaś inna stażystka. Tak między Bogiem a prawda, gdyby do tego doszło, była przekonana, że Riley na swój sposób tęskniłby, może nie bezpośrednio za jej osoba, ale za dopiekaniem jej przy każdej możliwej okazji. Bo kogóż innego nazywałby Hobbitami?
Z kolei Bergley o tolkienowskim świecie wiedziała dosłownie wszystko. Fascynowało ja z jak wielu rzeczy jest złożony, jak drobiazgowo opisany, ile szczegółów jest w nim zawartych. Nie istniała ksiażka zwiazana ze Śródziemiem, której nie przeczytała. Mogłaby opowiadać o nim bez końca, historyjka o Hobbitach, która zafundowała Withinghallowi była zaledwie zalażkiem tego, co była w stanie opowiedzieć o tych stworzeniach. Pamięta gdy dorwała się do pierwszej części Władcy Pierścieni, tomisko leżało zakurzone na półce w pokoju jej brata, który prawdopodobnie nigdy nawet go nie tknał. Dopiero ona doceniła tę ksiażkę.
- Nie, w tej sytuacji zadowoli mnie każdy – odparła, obserwujac parę unoszaca się z czajnika. Faktycznie miała swój ulubiony kubek, ale za nic w świecie nie przyniosłaby go do szpitala. Jeszcze zaginałby w niewyjaśnionych okolicznościach jak reszta tutejszych kubków. A nie był on zwyczajny, kształtem przypominał baryłkę miodu należaca do Kubusia Puchatka, widniały na nim nawet niewielkie pszczoły, które ‘przyleciały’ do miodu. Astrid odkad pamiętała uwielbiała pszczoły, chociaż była uczulona na ich jad. Wyszło to na jaw gdy jako dziewczynka usiłowała złapać jedna do słoika, aby bliżej się jej przyjrzeć. Za dużo Kubusia Puchatka! – Napije się pan kawy?
_________________

    THEY SAY THAT THINGS JUST CANNOT GROW BENEATH THE
    WINTER SNOW, OR SO I HAVE BEEN TOLD. THEY SAY WERE BURIED
    FAR, JUST LIKE A DISTANT STAR I SIMPLY CANNOT HOLD.
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-07-20, 22:10   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Ohoho, niech Astrid lepiej sobie nie folguje! Tym razem Riley odpuścił, zaskoczony jej nagła odwaga, ale następnym razem na pewno odpłaci się jej pięknym za nadobne. Nie miał zamiaru jej rozpieszczać, pozwalajac na bezkarne obrażanie czy docinanie. Jeszcze by sobie pomyślała, że nie umiał się obronić, phi.
Gdyby Riley tylko wiedział o kubku w kształcie baryłki miodku... Nie dałby Astrid żyć już do końca jej stażu. A jeśli szpital zamierzał zatrudnić ja później - wypominałby jej to zapewne aż do swojego przejścia na emeryturę. W tamtym momencie Riley wyjał jednak z szafki jakiś biały kubeczek w kolorowe kropki, bo miał wrażenie, że właśnie ten zostałby wybrany przez Astrid, gdyby to ona stała teraz na jego miejscu.
- Właściwie to chętnie - odpowiedział, po chwili namysłu uznawszy, że wypicie kawy w towarzystwie irytujacej Bergley już i tak nie mogło negatywnie wpłynać na stan jego umysłu. Cóż, w końcu dosłownie chwilę temu przyznał się sam przed soba, że mimo swojej całej drażniaco radosnej aury, Astrid wywoływała w nim jakieś pozytywne uczucia. Gorzej być nie mogło.
Riley wyciagnał więc jeszcze jeden kubek i wsypał do niego dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej. Zazwyczaj nie lubił spożywać tych pomyj, ale w szpitalu nie oferowali niczego lepszego, a Withinghall nie był aż takim koneserem, żeby przynosić sobie własna. Zreszta jak miałby myśleć o kawie, skoro przeważnie zapominał przygotować sobie przed wyjściem do pracy czegokolwiek do zjedzenia w czasie lunchu?
- Z ilu łyżeczek? - zapytał, spogladajac w stronę Astrid. Może i była małym, denerwujacym potworem (hobbitem!), ale Riley zachowywał nienaganne maniery w stosunku do wszystkich kobiet. Nawet tych niskich i głupiutkich. - Mleka, śmietanki, cukru? - Naprawdę nie dowierzał, że właśnie przygotowywał kawę nikomu innemu, jak panience Bergley we własnej osobie. Chyba powinien był udać się na oddział psychiatryczny. Albo przynajmniej się uszczypnać, żeby mieć pewność, iż to wszystko działo się na serio.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Astrid Bergley


Wysłany: 2017-07-24, 00:08   

Teraz i tak czuła się w towarzystwie Riley’a znacznie bardziej swobodnie niż gdy dopiero zaczynała swój staż w szpitalu. Była tylko studentka medycyny, przejęta spotkaniem z człowiekiem od którego z dużej mierze zależało czy kiedykolwiek również i ona będzie mogła określać siebie mianem w pełni wykwalifikowanego lekarza, i chciała wywołać na nim jak najlepsze wrażenie. Przecież kto jak nie ona się do tego nadawał? Zamiast tego, wchodzac do pomieszczenia gdzie miał czekać na nia doktor Withinghall, potknęła się o próg i wyladowała na posadzce przed jego biurkiem. Ileż by dała aby zapomnieć ten feralny dzień, w którym dopiero co zaczęła swoja przygodę w szpitalu, a już została jego pośmiewiskiem (informacje bardzo szybko rozchodziły się w tym miejscu). Na szczęście wszyscy ci, którzy słyszeli o wyczynach nowej stażystki równie szybko o nich zapomnieli, bo wydarzyło się coś innego, co przykuło uwagę lubujacych się w aktualnych wydarzeniach szpitala pracowników.
No, niby już zdażyła się do Riley’a i jego sposobu bycia przyzwyczaić a jednak wciaż ja zadziwiał. Na przykład teraz gdy stwierdził, że chętnie napije się z nia kawy, a nawet sam zaczał ja dla niej przygotowywać. Czy znaleźli się w jakimś równoległym świecie? Przesiadujac w pomieszczeniu socjalnym zdarzyło się jej ‘kawkować’ z wieloma lekarzami, pielęgniarkami i innymi pracownikami placówki, ale z nim jeszcze nie. Zawsze wprawiał ja w to dziwne zakłopotanie (poniekad wciaż to robi!) i ilekroć pojawiał się w pomieszczeniu, gdzie zatrudnieni mogli na chwilkę odetchnać od swoich obowiazków, ona zamieniała z nim ‘dzień dobry’ i oddalała się na możliwie bezpieczna odległość. Brzmi to jakby Withinghall był jakimś potworem, broń boże tak nie było, po prostu zazwyczaj odważna i wygadana Bergley z jakiegoś powodu traciła przy nim swoja pewność siebie.
- Proszę się nie kłopotać – odezwała się widzac, że jej towarzysz zabrał się za przygotowanie napoju. Niby żadna filozofia, ale jednak to ona zaproponowała, aby napili się wspólnie tej kawy więc czuła się niezręcznie, gdy przejał przysłowiowa pałeczkę. Niemniej jednak była pod wrażeniem jego manier, coraz trudniej w dzisiejszych czasach o takie osoby. – Zwykła czarna, dziękuję.
_________________

    THEY SAY THAT THINGS JUST CANNOT GROW BENEATH THE
    WINTER SNOW, OR SO I HAVE BEEN TOLD. THEY SAY WERE BURIED
    FAR, JUST LIKE A DISTANT STAR I SIMPLY CANNOT HOLD.
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2017-07-24, 01:23   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Ach, Riley chyba do końca życia będzie wspominał to, jak Astrid wywinęła orła na progu jego gabinetu. Jako narrator nie zdziwiłabym się, gdyby na łożu śmierci zamiast przekazywać swoja ostatnia wolę czy zapewniać dzieci o swojej rodzicielskiej miłości, zaczałby wspominać ten epicki upadek. Przynajmniej umarłby z uśmiechem na ustach.
Zwykła czarna? Riley bezsprzecznie był teraz zadziwiony gustem Astrid, chociaż nigdy w życiu by się do tego nie przyznał. Ta dziewczyna wygladała mu na jedna z wielu, która w wolnych chwilach lubiła sobie popijać bezkofeinowa latte na sojowym odtłuszczonym mleku z bezglutenowa bita śmietana i syropem czekoladowym bez dodatku cukru. A tu proszę, zwykła, czarna kawa! Withinghall przez swoje zdziwienie aż zapomniał poczuć się źle z tym, że oceniał młode kobiety po wygladzie. Ale cóż, nawet gdyby o tym pamiętał to zapewne machnałby na to ręka, stwierdzajac, że jeśli chodziło o Bergley, mógł ja sadzić nawet po czymś tak głupim, jak wzrost czy rozmiar stopy. Musiał mieć jakiegoś kozła ofiarnego, inaczej by normalnie nie przeżył.
Usiadł na jednym z krzeseł przy nakrapianym stoliku i odłożył dwie kawy na blat. Przesunał kolorowy kubeczek w kierunku Astrid i z pokerowym wyrazem twarzy wział w dłonie swój - zwykły oraz czarny. To nie była żadna aluzja, skadże!
W tej samej chwili, gdy Riley upił pierwszy łyk swojej goracej kawy (to nie było dobre posunięcie), drzwi pomieszczenia socjalnego otworzyły się i stanęło w nich kilkoro rozgadanych lekarzy. Weszli do środka, najwyraźniej kompletnie nie dostrzegajac obecności Withinghalla oraz Bergley. Ich przeplatane gdzieniegdzie śmiechem rozmowy ucichły dopiero w momencie, gdy jeden z lekarzy sprzedał kuksańca swojemu koledze po fachu, dyskretnie wskazujac ruchem głowy w kierunku Rileya oraz Astrid.
- Och - wymamrotał opóźniony doktor, gdy zdał sobie sprawę z widoku, który rozgrywał się przed jego oczami. Chłodne stosunki Withinghalla z uciażliwa stażystka Bergley były prawda powszechnie znana oraz krażaca po szpitalu od momentu rozpoczęcia jej kariery w brentwoodzkim szpitalu. Dlatego teraz, w momencie kiedy siedzieli niedaleko siebie, nie wykłócajac się o najmniejsza błahostkę czy nie obrzucajac się nawzajem śmiertelnymi spojrzeniami, sytuacja wydawała się dosyć niecodzienna. - Przeszkadzamy? - Co prawda pomieszczenie socjalne było do użytku wszystkich pracowników placówki, ale zdarzały się tutaj akcje, podczas których towarzystwo innych członków personelu medycznego było raczej niewskazane. Kłótnie, romantyczne podchody pielęgniarki Warren z doktorem Bernsteinem. Cała różnorodna gama szpitalnych perypetii. Normalnie żyć nie umierać.
- Skadże - odparł Riley, bezbarwnie spogladajac na kolegów po fachu zza swojego kubka. - Właśnie tłumaczyłem pannie Bergley gdzie naciać serce, aby pacjent jak najwolniej umierał. Chca panowie posłuchać? - Miny lekarzy, którzy nie wiedzieli czy Riley tylko ponuro żartował, czy też mówił na serio, były bezcenne.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Astrid Bergley


Wysłany: 2017-07-27, 16:28   

W zasadzie Riley całkiem trafnie ocenił Astrid, bo pomimo, że kawę piła wyłacznie czarna bez żadnych zbędnych dodatków, tak w każdej innej kwestii jej wybór padłby na coś bardziej fantazyjnego. Przykładowo, gdyby siedzieli teraz wspólnie przy barze i przyszłoby im złożyć swoje zamówienie, jego byłoby niewymyślne, podczas gdy ona wybrałaby najbardziej rzucajaca się w oczy pozycję widniejaca na karcie. Albo i nie, niechby się barman wysilił i stworzył dla niej coś jedynego w swoim rodzaju (koniecznie udekorowanego palemka).
Wyglad Bergley z łatwościa pozwalał na to, aby snuć przeróżne przypuszczenia odnośnie jej osoby. Miała w sobie to coś, co wyróżniało ja od reszty osób mijanych na ulicy i nie wstydziła się tego, że gdyby postawić ja przy przeciętnej kobiecie w jej wieku, prezentowałaby się przy niej wręcz cudacznie, jak gdyby dopiero co wróciła z wycieczki do cyrku. Bynajmniej nie robiła tego, aby zwrócić na siebie uwagę, chociaż musiała przyznać, że całkiem to lubiła. Taka po prostu już była, astridowata.
- Dziękuję – powiedziała, gdy Withinghall przesunał w jej stronę kawę, i chociaż nie robiło jej różnicy z jakiego kubka piła, uśmiechnęła się widzac, że dostał się jej ten w kolorowe kropki. W sumie pomimo, że było to tylko głupie naczynie do picia, nie wyobrażała sobie gdyby to Riley wybrał dla siebie właśnie ten.
Och tak, ich dwójka pijaca wspólnie kawę była niecodziennym widokiem, nic więc zaskakujacego, że nie tego spodziewała się dwójka lekarzy, które weszła do socjalnego pomieszczenia. A wiedzac jak szybko wieści rozchodza się w tym miejscu, następnego dnia cały szpital będzie wiedział, że doktor Withinghall i stażystka Bergley zakopali topór wojenny, na chwilę. Bo nie ma mowy, aby nie wrócili po tym do ciagłego dogryzania sobie nawzajem. Astrid zaśmiała się do swojego kubka, słyszac słowa kardiochirurga. Może i był to przejaw wyjatkowo czarnego humoru, ale za to jak zabawnie było ogladać miny lekarzy, którzy najwyraźniej pierwszy raz słyszeli coś takiego w jego wykonaniu. - Dzisiaj tylko teoria. Lekcję praktyczna zostawiliśmy sobie na kiedy indziej.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6