Poprzedni temat «» Następny temat
Studio jogi
Autor Wiadomość
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-21, 04:28   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


Ravana skończył zajęcia kilka minut po osiemnastej i choć widział, że jedna z uczestniczek chciała z nim porozmawiać, to sprytnie ja zbył. Normalnie pewnie zaprosiłby ja nawet na kawę, aby opuścić wreszcie salę i poobcować ze światem zewnętrznym, ale nie dziś. Czekały go bowiem specjalnie zajęcia z Chesterem. Dużo myślał nad pytaniem, które zadał mu chłopak. Dlaczego jego cena były jedne zajęcia, skoro teoretycznie nic nie będzie z tego miał. Marlowe nigdy nie przypuszczał, że będzie chciał kogoś na siłę zapoznać ze swoim stylem życia. Oczywiście to nie tak, że chciał go do czegokolwiek zmuszać. Ciekawiło go jednak jak bardzo się od siebie różnili. Widział to i czuł, był tego w pełni świadom, a jednak chciał porównywać to jeszcze bardziej. Przygotował się mentalnie na jego wszelakie szyderstwa, wywracanie oczu i westchnięcia. Miał pewien pomysł, który chciał zrealizować i który miał spora szansę na to, aby dostarczyć mu satysfakcji, więc jeśli właśnie za nia, chłopak miał zaznać spokoju ze strony matki, to mogliby uznać, że będa mniej więcej kwita. Chyba. Tak sobie to tłumaczył. Poza tym, gdzieś w głębi duszy naprawdę miał nadzieję, że Aldridge odkryje potęgę jogi i jeszcze mu za tę lekcję podziękuje. To jednak byłoby już chyba zbyt piękne, nieprawdaż?
Siedział na macie i oddychał spokojnie, krażac myślami na dalekich terenach. Jego ciało stawało się coraz bardziej odrętwiałe i nic nieznaczace, kiedy to usłyszał dźwięk otwierania drzwi. Otworzył nagle oczy i uśmiechnał się pod nosem. - Przyszedłeś - zauważył błyskotliwie, wstajac i odwracajac się w jego stronę. Kiedy dostrzegł spodnie ze Spider-Manem, parsknał śmiechem. - Bardzo dobrze, Chester, jest w porzadku - pochwalił, bo choć wygladało śmiesznie, to dokładnie o coś takiego mu chodziło. Nie sadził, że chłopak faktycznie go posłucha i przebierze się w odpowiednie rzeczy, więc było to miłym zaskoczeniem. - Usiadź na macie - wskazał ręka na niebieska matę, która leżała naprzeciwko jego własnej maty, na której to znów spoczał. - Chciałbym Cię dzisiaj nauczyć trzech podstawowych umiejętności, które sa niezbędne w jodze. Stabilności i równowagi, rozluźnienia oraz synchronizacji oddechu z ruchem. Powinno nam to zajać około pół godziny. Potem wprowadzę Cię w asany, czyli pozycje. Jakieś pytania? - uśmiechnał się do niego przyjaźnie, świdrujac go z zaciekawieniem wzrokiem. W międzyczasie chwycił większość swoich włosów i zwiazał je gumka, która znajdowała się na jego nadgarstku. Musiał w końcu wybrać się do fryzjera i zrobić coś z tymi długimi, kruczoczarnymi lokami, bo stawały się dość niewygodne. Miał jednak do nich lekki sentyment, bo podobało mu się to, jak wygladały i kojarzyły mu się z Indiami, gdzie nosił przeważnie taka fryzurę.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-21, 16:47   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chyba świat musiałby stanać na głowie, żeby Chester odkrył potęgę jogi. Na ogół nic do takich praktyk nie miał, bo wychodził z założenia, że ludzie powinni robić to, co sprawiało im szczęście. Ale kiedy dażyli do tego czyimś kosztem (patrz: pani Aldridge), musiał jakoś reagować. Nie był na tyle wyluzowany i miły, aby pozwalać swojej matce na pomniejszanie komfortu życia wszystkich domowników tylko dlatego, że miała ochotę uprawiać cholerna jogę o piatej nad ranem. O nie.
Jeśli o niego chodziło, dzinsy i zwykła koszula były wystarczajace, aby poczuł się swobodnie. Ale podejrzewał, że to by nie przeszło, toteż postanowił na tę jedna sesję poświęcić swoje dresy ze Spider Manem. Czuł się trochę jak głupi dzieciak, gdy Ravana mimo wszystko pochwalił jego piżamowa stylówkę. Czas jak gdyby przeniósł Aldridge'a do czasów przedszkola, gdzie uczęszczał na zajęcia nazywane "rytmika", i gdzie kiedyś został przez nauczycielkę pochwalony za przyniesienie kolorowego woreczka wypełnionego kasza, który zrobiła mu mama. I podczas gdy rówieśnicy ćwiczyli swoja koordynację ruchowa z woreczkami w neutralnych kolorach, Chester musiał męczyć się z jakaś barwna kulka, przez która wszyscy patrzyli na niego jak na chorego na umyśle. Mimo że od tamtych czasów minęło już dwadzieścia lat, w obecnej sytuacji Aldridge czuł się tak, jakby znowu miał na karku zaledwie kilka wiosen, i jakby został zmuszony do udziału w przymusowych zajęciach z cholernej rytmiki. Westchnał po raz kolejny. Jeśli dalej tak pójdzie, to będzie jego rekordowy dzień wzdychania.
Zmarszczył brwi, słyszac gadanie Ravany o stabilności, rozluźnieniu, synchronizacji oddechu z ruchem i reszcie spraw, które dla Aldridge'a nie miały kompletnego znaczenia. Nie sadził, aby był w stanie osiagnać cokolwiek z pozycji, które Marlowe wymienił. Ale miał zamiar spróbować, bo mimo wszystko musiał mu oddać jakaś przysługę w zamian za zapanowanie nad matka.
- Za jakie grzechy? - jęknał, pocierajac czoło i siadajac na macie z mina wyrażajaca całkowita niechęć. Nie mógł nic poradzić na to, że w ciele prawie dwudziestopięcioletniego faceta ukrywał się mały, rozkapryszony dzieciak, który obrał sobie za punkt honoru krytykować wszystko i wszystkich. - To znaczy... to nie zaliczało się pod pytanie - sprostował po chwili, machnawszy ręka. - Kontynuuj. - Byle jak najszybciej mieć to z głowy.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-21, 17:40   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


Te wszystkie westchnięcia i łaska, z jaka Chester się w ogóle poruszał, wywoływały w nim przeciwstawne emocje. Niby go to bawiło, bo nie przypuszczał, że dorosły facet może się tak zachowywać, ale z drugiej strony przypominał mu irytujacych uczniów, przy których musiał się zmuszać, aby zachowywać sympatyczna aurę. Oczywiście nie było ich zbyt wielu, ale nawet on miał granice, których przekroczenie groziło brakiem sympatii z jego strony. Nie, żeby Chesterowi na niej zależało. Z reszta, na razie jeszcze jej nie przekroczył, po prostu wywołał zmieszanie z Ravanie, które ten jednak zdecydował się zignorować.
- Najwyraźniej za brak cierpliwości - wymamrotał ledwo zrozumiale i uśmiechnał się do niego zadziornie. Mógł mu mówić co chciał na temat swojej matki. Wierzył mu, że kobieta mogła być męczaca, ale tak czy siak uważał, że był on w goracej wodzie kapany i że nie panował do końca nad swoimi emocjami. Nie szkodzi. Nie każdy miał taka możliwość. Może jakby faktycznie popróbował medytacji, to osiagnałby coś w tej kwestii, ale once again, Ravana nie był aż tak naiwny. - Świetnie - skinał głowa i kontynuował. Jak już się chwaliłem, nic nie wiem o jodze, toteż załóżmy, że w tym miejscu znajduje się opis jakichś ćwiczeń. Zapewne kazał mu robić rzeczy w stylu stanie na jednej nodze z zamkniętymi oczami i próbowanie zachowania równowagi. Oddychali sobie powoli i rytmicznie oraz starali się rozluźnić. Zakładam, że Chesterowi nie szło to jednak najlepiej, skoro w głowie nadal miał matkę i przekonanie, że to co teraz robił, było głupie. - Musisz się oczyścić. Jeśli będziesz myślał o tym co robisz, jak wygladasz, jakie to dla Ciebie durne czy cokolwiek tam sobie myślisz, to się nie rozluźnisz - przypomniał mu, kiedy ten po raz kolejny go zawiódł. - Raz jeszcze. Odetchnij, zamknij oczy i zacznij odliczać, dopóki Twój umysł nie zboczy z toru, wtedy postaraj się zapomnieć o wszystkim przyziemnym - zalecił i sam również do tego przystapił. Co było jednak ciekawe, sam nie potrafił wcale się tak łatwo rozluźnić. Za bardzo skupiał się na Aldridge, przez co pomimo starań, co chwila wracał do niego myślami.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-22, 01:01   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester starał się wykonywać polecenia Ravany, bowiem od tego zależało to, czy w przyszłym tygodniu się wyśpi, czy nie. Ale byłby o wiele szczęśliwszy, gdyby Marlowe po prostu poprosił go o jakaś zwyczajna przysługę w zamian za okrzesanie pani Aldridge. Coś w stylu "dawaj pięćdziesiat funtów" albo "skontaktuj się z moim dilerem pochodzacym z Kolumbii tak, aby uniknać policji". Serio, już nawet rozmawianie po hiszpańsku byłoby dla Chestera łatwiejsze aniżeli wykonywanie dziwnych pozycji na jakiejś zielonej macie. Irytowało go to, że joga była taka powolna i spokojna. Jak ktokolwiek wytrzymywał aż godzinę, nie robiac niczego szalonego ani głupiego? Przecież sześćdziesiat minut to wystarczajaco dużo czasu, aby skutecznie poderwać dziewczynę albo obejść przynajmniej połowę Brentwood.
- Właściwie dlaczego się starasz? - zapytał, uchylajac jedna powiekę i przypatrujac się Ravanie uważnie. - Jestem irytujacym dupkiem i widzę, że nawet taki kwiat lotosu jak ty ma ochotę mi przywalić. - Może wyolbrzymiał, ale mimo tego, że nie był najmadrzejszy na świecie, dał radę wychwycić w tonie głosu Marlowe jakaś nutę zniechęcenia. Szczerze mówiac, nie był zdziwiony, bo sam miał ochotę udusić się przynajmniej trzy razy dziennie. Z drugiej strony jednak Chester nie był na tyle miły i empatyczny, aby wczuć się w sytuację Ravany i wykrzesać z siebie choć trochę dobrej woli. Zdawał sobie sprawę z tego, że powinien, ponieważ mimo wszystko to właśnie od tej sesji zależały jego interesy. Ale po prostu... to tak cholernie go nie kręciło. Nie wiedział co miał robić, nie wiedział co powinien był wyprawiać ze swoimi kończynami, żeby było dobrze. Nawet to pieprzone, rytmiczne oddychanie mu nie wychodziło, bo było za wolne, za głębokie i zwyczajnie go irytowało. Aldridge wiedział, że jego życie wymagało wielu zmian, ale z pewnościa oddychanie nie zaliczało się do kwestii potrzebujacych poprawy. Do diabła! Lubił swój nos i swoje płuca, więc dlaczego akurat jego oddech był tu taki istotny? W dodatku to głupie stanie na jednej nodze. Okej, Chester mógł to robić, utrzymanie równowagi nigdy nie sprawiało mu żadnego problemu (no, chyba że po pijaku), ale po jakiego grzyba?
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-22, 01:26   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


Kiedy usłyszał jego pytanie, zmarszczył lekko brwi i również otworzył jedna powiekę. Wygladali teraz idiotycznie, kiedy tak patrzyli na siebie tylko jednym okiem. Nie potrwało to jednak długo, ponieważ kiedy usłyszał przezwisko, jakim ten go obdarował, wybuchnał niepohamowanym śmiechem. Przez dłuższa chwilę siedział skulony na macie, trzymajac się za brzuch i śmiejac, do tego stopnia, że zaczał aż płakać. Sam nie wiedział dlaczego wybuchnał akurat teraz, ale psychika ludzka była ogromna tajemnica. - Wy... wybacz - wydusił, gdy zaczał wreszcie dochodzić do siebie. - Nikt nigdy nie nazwał mnie kwiatem lotosu, zaskoczyłeś mnie - wyjaśnił, uśmiechajac się od ucha do ucha. Tym prostym komentarzem Chester wyplenił niemal całe zirytowanie, chociaż pewnie nie miał nawet takiego zamiaru. - Nie chcę Ci przywalić, nie przepadam za przemoca - wyjaśnił najpierw, bo w kwestii konfliktów starał się stawiać na spokojne rozmowy. Oczywiście nie zawsze się dało, ale poza okazjonalnym krzyczeniem, nie uciekł się jeszcze nigdy do tego, aby kogoś uderzyć. - Jesteś... inny. Dawno nie poznałem kogoś, kto tak bardzo by się ode mnie różnił. Uważam to za fascynujace - wysunał nogi spod siebie i po prostu wyciagnał je przed siebie, podpierajac się ramionami o matę. - Liczyłem, że pomogę Ci się wyciszyć, ale widzę, że nie ma na to opcji. Nie dzisiaj, nie teraz - zacisnał wargi i widać było, że poniekad sprawiło mu to przykrość. Przyznanie się do porażki było jednak w jakimś stopniu oczyszczajace. Nie musiał już dłużej walczyć i zmuszać go, skoro ewidentnie nie dało się zwyciężyć. - Masz ADHD? - zapytał prosto z mostu, bo jego zachowanie dokładnie na to wskazywało. Nie uważał, aby było to czymś złym, ale jego brak umiejętności zwolnienia tempa wydawał mu się mieć jakieś podłoże medyczne. - Co robisz, kiedy chcesz się uspokoić i rozluźnić? - zapytał, teraz już tak ze zwyczajnej ciekawości. - Chciałbym, żebyś mi to pokazał - dodał jeszcze, przygladajac mu się z dość neutralnym wyrazem twarzy.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-22, 02:21   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Kiedy Ravana wybuchnał śmiechem, Chester zmarszczył czoło, zastanawiajac się, czy powiedział coś nie tak. Może pomieszał te nazwy i właśnie zrobił z siebie głupka? Może to był jakiś inny kwiat? Przez chwilę rozmyślał nad tym, czy rzeczywiście popełnił jakaś gafę, ale w końcu stwierdził, że to niemożliwe. W wielu filmach, które Chester miał przyjemność w swoim życiu ogladać, właśnie tak na to się mówiło. Kwiat lotosu.
Uspokoił się całkowicie dopiero wtedy, kiedy Ravana wyjaśnił przyczynę swojej nagłej wesołości. Aldridge odetchnał i uśmiechnał się, czujac ulgę na myśl, że jednak nie zrobił z siebie głupka. Nie, żeby jakoś specjalnie się tym przejmował, bo gdyby miał poczuć się dotknięty za każdym razem, gdy inni uważali go za idiotę, chyba nie wychodziłby ze swojego pokoju. Ale Marlowe chyba miał już o nim wystarczajaco złe zdanie.
- No przecież jesteś kwiatem lotosu - kontynuował i wykonał w jego kierunku niejednoznaczny gest dłonia. Te rozwiane, kręcone włosy, luźne ubrania, postawa i stosunek do innych. Normalnie ucieleśnienie spokoju. Chociaż Aldridge zapewne opisałby to w mniej cenzuralny sposób.
Słuchał Ravany z uwaga, raz unoszac brwi, a raz je marszczac. Fascynujace? Chester nie potrafił tego zrozumieć, mimo że usilnie próbował. Jakoś nie potrafił uwierzyć w to, że Marlowe nigdy nie spotkał na swojej drodze kogoś, kto zwyczajnie wolał wykorzystywać swoja energię aniżeli ja z siebie wypompowywać za pomoca wschodnich technik. Chociaż w sumie jeśli obracał się wyłacznie w towarzystwie takich świrów jak pani Aldridge...
Na wzmiankę o ADHD, tym razem to on parsknał krótkim śmiechem. Kiedyś, kiedy był jeszcze w liceum, nauczyciele podejrzewali u niego jakieś zaburzenia psychiczne, w tym właśnie nadpobudliwość. Ale w jego przesadnej energii nie chodziło o to.
- Raczej nie - odpowiedział, również rezygnujac z dziwnych pozycji i rozsiadajac się na macie tak, jakby była zwyczajnym dywanem. - Zazwyczaj kiedy chcę się uspokoić, idę spać - stwierdził po dłuższej chwili zastanowienia. Nigdy nad tym nie rozmyślał, ale teraz to faktycznie miało sens. Zależało mu na tym, aby jego matka się uspokoiła, bo chciał mieć szansę porzadnie się wyspać i wreszcie jakoś się zrelaksować. Wzruszył ramionami. - A więc chcesz obserwować jak śpię czy chcesz się ze mna przespać? - zapytał zadziornie, znowu obdarowujac Ravanę szerokim uśmiechem. Jeżeli Marlowe był chodzacym kwiatem lotosu to Aldridge był chodzacym sucharem.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-22, 03:56   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


Co jak co, ale idiota Ravana by go nie nazwał. To, że nie nadawali na podobnych falach, a umiejętności wyciszenia się Chestera były niemal nieistniejace, nie oznaczało przecież, że był mniej zaawansowany intelektualnie! Wręcz przeciwnie. Słyszał od jego matki, że studiuje kierunek ścisły i z samej rozmowy mógł wywnioskować, że był inteligentny. Nieokrzesany i być może nawet trochę niestabilny, ale bystry. Swoja droga, to pomimo iż sam był jeszcze bardzo młody, stale miał przy nim wrażenie, że dzieli ich o wiele więcej niż dwa lata. Prawdopodobnie był to efekt tych wszystkich różnic, ale przyłapywał się na tym, że myślał o nim jako o chłopaku czy młodzieńcu, ale nie mężczyźnie. Czy to źle? Jeszcze nie był w stanie sobie na to odpowiedzieć.
- Dziękuję, odbiorę to jako komplement, choć wiem, że wcale nie miałeś tego tak na myśli - uśmiechnał się do niego. Aldridge ewidentnie nie lubował w komplementowaniu czy chwaleniu innych, więc całe szczęście, że Rav nie oczekiwał od niego żadnych takich pozytywnych rzeczy. Skoro jednak niechcacy powiedział coś, co mu się spodobało, to nie zamierzał już dać sobie tego zepsuć. Sam był przyzwyczajony do tego, że komentował wszelakie postępy, które obserwował, ponieważ umiejętność ta była wręcz kluczowa w fachu nauczyciela. - Padmasana, czyli pozycja lotosu, to podstawa w medytacji i pranajamie, czyli tym, co robiliśmy przed chwila, a raczej tym, co próbowaliśmy zrobić, kontroli oddechu - wskazał na niego palcem, posyłajac mu zrezygnowane spojrzenie, ale nie takie negatywne, tylko żartobliwie, jakby chciał mu dogryźć w koleżeński sposób.
Uniósł brwi, słyszac o spaniu. No cóż, najwidoczniej i pod tym względem się różnili. Marlowe niesamowicie się wiercił i doświadczał raczej niestabilnego snu, co mogłoby się wydawać nielogiczne, skoro całe swoje życie poświęcał osiaganiu spokoju. Próbował jednak również wejść w świat świadomych snów i odkad tylko na poważnie się tym zainteresował, to jego rzekomy czas na regenerację, stał się niezwykle intensywny. Owocowało to częstymi pobudkami, kiedy to na przykład w śnie upadał albo wykonywał jakiś gwałtowniejszy ruch. Chciał się tym wszystkim z nim podzielić, ale wtedy Chester wypalił z ta swoja propozycja, tudzież żartem. Ravana zareagował rzecz jasna śmiechem. Już nie tak gromkim jak przed chwila, ale słowa chłopaka mocno go zaskoczyły. - Naprawdę zależy Ci na tym, żebym uspokoił Twoja mamę, co? - odparł, unoszac wysoko brew z szelmowskim uśmiechem. Podobało mu się to, że to spotkanie co chwilę zmieniało swój bieg i aurę. Uważał, że była to zasługa Chestera i jego nieobliczalności. Mimowolnie przygryzł dolna wargę, machajac nieznacznie stopami i kręcac lekko głowa. Dopiero po chwili coś do niego dotarło. - O rany, Ty naprawdę byś to zrobił.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-22, 04:24   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Ravana nie musiał nazywać go idiota, wystarczyło, że Chester sam zdawał sobie sprawę ze swoich możliwości intelektualnych. Bywał impulsywny i nierozsadny, zapominał o milionie spraw, pił na umór i lubował się w głupich, suchych żarcikach, za które ludzie pewnie najchętniej by go udusili. Jeśli chodziło o studia to nawet nauka astronomii opornie wchodziła Aldridge'owi do głowy, mimo że wszechświat od zawsze niesamowicie go fascynował. Lubił wiedzieć, ale nie lubił się uczyć. Z tego wszystkiego wysuwała się jedna konkluzja - Chester nie należał do ludzi specjalnie inteligentnych, po prostu. I to w żaden sposób mu nie przeszkadzało. Był jaki był, a że lubił szczerość to nie próbował oszukać ani siebie, ani innych.
Chester wzruszył niewinnie ramionami, bo faktycznie poprzez określenie "kwiat lotosu" nie miał na myśli komplementu. Ale hej, badź co badź, Ravana został nazwany kwiatem. To słowo zaś kojarzyło się raczej pozytywnie, a więc to prawie tak, jakby Aldridge powiedział mu coś miłego. I nie chodziło o to, że był kompletnym bucem, który nigdy nie mówił ludziom komplementów. Ostatnio na przykład powiedział jakiemuś chłopakowi w pubie, że miał ładne włosy. O, albo stwierdził, że Adam był przystojny. Po pijaku co prawda, ale na trzeźwo mógłby te słowa potwierdzić.
- Nie rozumiem po co kontrolować swój oddech - powtórzył marudnym tonem. Jego cztery litery zaczęły już trochę boleć od ciagłego siedzenia na cienkiej macie, tak więc Chester opadł plecami na podłogę i rozłożył się tak, jakby był u siebie. Wystukujac dłońmi jakiś rytm na brzuchu, patrzył na Ravanę, oczekujac odpowiedzi.
Opóźniona reakcja mężczyzny rozbawiła go do takiego stopnia, że wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- No - przyznał krnabrnie. Pewnie powinien czuć się trochę zawstydzony czy wykazać jakakolwiek reakcję, która poświadczyłaby, że był człowiekiem z godnościa, ale jak już zostało wspomniane - lubił szczerość. Po co udawać przed druga osoba kogoś, kim się nie było? - Ewentualnie, jeśli ta wizja ci nie pasuje to możemy iść do jakiegoś baru - dodał po chwili całkowicie poważnie. Alkohol też nieźle działał, jeśli człowiek chciał się rozluźnić.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-22, 04:41   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


- To się potem przydaje w stresie, łatwiej jest się dzięki temu uspokoić w krytycznych momentach lub zachować skupienie. Jakbyś się kiedyś topił, to też mogłoby się okazać przydatne - wymienił mu tak między innymi i wzruszył ramionami. Pewnie dla Chestera to nadal nie był wystarczajace argumenty, ale Ravana poddał się już w kwestii nakłaniania go do czegokolwiek. Skoro chciał oddychać niestabilnie, to proszę bardzo!
Nie bardzo wiedział co mu powiedzieć. Na co dzień bywał człowiekiem raczej wygadanym, ale ta sytuacja była tak dziwaczna, że zwyczajnie go zatkało. Oczywiście tylko na moment, ale to zawsze coś. - Cóż, na pewno nie chciałbym, aby ktokolwiek ze mna spał tylko dlatego, że chce coś w zamian - zauważył, dopiero po chwili dochodzac do wniosku, że trochę ta jego odpowiedź była niejasna. Brzmiało niemal tak, jakby mówił, że by tego chciał i zaraz pożałował, że nie ujał tego jakoś inaczej. Czy faktycznie chciał? Nie. Chyba. Ciężko stwierdzić. Od czasu rozwodu nie zdarzyło mu się nawet z nikim flirtować, bo całkowicie oddał się pracy i dbaniu o własny rozwój. Prawdę mówiac, Aldridge był pierwsza osoba od dawna, która w jakikolwiek sposób go zaintrygowała i już samo to było bardzo przyjemne. Nie oznaczało to jednak, że z marszu wskoczyłby mu do łóżka. Lubił przygody i spontaniczność, ale z takich akcji jednak już trochę wyrósł. - Porozmawiam z Twoja mama i spróbuję zniechęcić ja do ćwiczeń w domu, oficjalnie jesteśmy kwita - powiedział, na moment jakby kompletnie ignorujac jego zamienna propozycję. - A do baru chętnie się wybiorę, o ile propozycja nadal aktualna - znów uniósł wysoko brew, jakby chciał w ten sposób go sprawdzić. Mógł się wycofać, zadowolić się pogadanka z kwiatem lotosu i matka, która zapewne nie przestanie o jodze gadać, ale już Marlowe dobrze wiedział jak jej obrzydzić ćwiczenia w domu. Aldridge dostał to, czego chciał i po co tutaj przyszedł. Nie musiał więc nigdzie z nim iść. Kwestia była jednak taka, że Rav miał na to szczera ochotę i najzwyczajniej w świecie chciał się dowiedzieć czy Chester również.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-22, 20:45   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


A więc o to chodziło z tym całym oddychaniem! Chester pokiwał głowa, uznajac wytłumaczenie za całkiem logiczne. W dalszy ciagu opanowywanie czegoś tak banalnego, jak oddychanie, było dla niego dziwne, ale w porzadku, ludzie ćwiczyli różne rzeczy. On na przykład lubił trenować swoja watrobę i to też było okej!
Uśmiechnał się z satysfakcja, obserwujac reakcję mężczyzny. Nawet jeśli jego odpowiedź oznaczała odrzucenie oferty (niech żałuje) to Chester i tak czuł się z siebie zadowolony. W myślach pogłaskał swoja bezczelność po głowie zupełnie tak, jakby była małym, choć niegroźnym pieskiem. Takim typowym Fafikiem, który głośno szczeka, ale nigdy nie gryzie.
Słyszac odpowiedź Ravany, przez chwilę pragnał zapytać o to, czy przyjałby propozycję, gdyby Aldridge nie chciał niczego w zamian. Ostatecznie jednak ugryzł się w język, stwierdzajac, że to byłoby zbyt aroganckie, nawet jak na niego. Zreszta cierpliwość Marlowe i tak została wystawiona tamtego dnia na wystarczajaco trudna próbę. A Chester nie chciał zostać skreślonym za bycie niegrzecznym akurat teraz, gdy zdażył całkiem tego faceta polubić. Co prawda, nadal nie rozumiał jak ktokolwiek mógł dobrze dogadywać się z jego matka, ale w porzadku, każdy miał prawo popełniać błędy w postaci dobierania sobie dziwnego towarzystwa.
- To już? - zdziwił się, gdy Ravana między wierszami dał Chesterowi do zrozumienia, że ich spotkanie najwyraźniej dobiegało końca. Bawił się tak dobrze, żę przez kilka minut nawet nie pamiętał powodu swojego przyjścia do studia jogi. Otrzasnał się dopiero na wzmiankę o swojej matce. Cóż, mimo że poczatkowo Aldridge wcale nie chciał tutaj przychodzić, aktualnie spędzał czas w tak satysfakcjonujacy sposób, że prawie poczuł się rozczarowany. Jednak gdy Marlowe wyraził chęć na wspólne wyjście, rozżalenie Chestera przeszło tak nagle, jak się pojawiło.
- No jasne - wypalił bez zastanowienia, a potem dodał z szelmowskim uśmiechem: - To znaczy wiesz, skoro spanie nie wchodzi w rachubę to zadowolę się tym barem. - Zaśmiał się i przybrał poważna minę dopiero w momencie, kiedy zdał sobie sprawę, że Fafik-bezczelność zerwał się z łańcucha. - Żartuję, żeby nie było. - Uniósł ręce w obronnym geście.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-22, 21:58   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


Wydał wargi z niezadowoleniem i pokręcił głowa. - No pewnie, teraz to Ci się nigdzie nie spieszy, ale jak ćwiczyliśmy jogę, to mi wzdychałeś - wytknał, nie potrafiac powstrzymać uśmiechu i rozbawienia, które same cisnęły mu się na usta. Jemu również świetnie się z nim rozmawiało, ale chyba wystarczajaco dał mu to już do zrozumienia, skoro chciał z nim wyjść na piwo. Szkoda, że ostatecznie nici wyszły z jego wyciszenia i nauki czegokolwiek, ale tak czy siak wyszło pozytywnie.
Odetchnał sobie w duchu, gdy chłopak przyznał, że chętnie się z nim wybierze do baru. Czyli jednak go polubił! A może po prostu nie miał żadnego innego planu i nie chciał się nudzić? Nie zdziwiłoby go to, zważywszy na to, jaki był nadpobudliwy.
- Może jakbyś się bardziej postarał w ćwiczeniach, to coś by z tego wyszło, no ale widzisz... przepadło - wzruszył ramionami, jakby ich domniemany seks faktycznie zależał tylko od tego i jakby nie dało się już do niego w żaden inny sposób doprowadzić. Uśmiechnał się przy tym z satysfakcja. Nie tylko Chester mógł sobie żartować. Wstał i podszedł do niego, wyciagajac rękę, coby pomóc mu wstać. - To co, może by tak teraz? Wezmę szybki prysznic i możemy iść - z ich rozmowy nie wynikało jednoznacznie kiedy mieli iść do tego baru, ale Ravana miał wolny każdy wieczór (och, to szalone życie dwudziestosześciolatka), więc im prędzej, tym lepiej.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-23, 17:15   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Przewrócił oczami jak niezadowolony dzieciak. On odmówił wszystkim znajomym, którzy uznali piatkowy wieczór za najlepszy moment, aby Chestera gdzieś wyciagnać, a Ravana tak po prostu go wyganiał? Aldridge nie po to ryzykował utratę swojej opinii najgorszego imprezowicza na świecie. Pff, nieładnie.
- No wiesz? - udał oburzenie, patrzac na niego z podłogi. - Mogłeś mnie uprzedzić to bym się postarał. - Tak naprawdę to nie, ale nikt nie powinien brać żartów na serio, prawda?
Ochoczo chwycił jego rękę i podniósł się do pozycji stojacej. Zachwiał się trochę, ale po kilku sekundach dzielnie odzyskał równowagę.
- Chciałbym, ale moje gacie chyba nie sa zbyt wyjściowe - stwierdził, przypatrujac się swoim spajdermenowym dresom i nie mogac powstrzymać się od uśmiechu. Jak tak teraz na siebie patrzył to faktycznie wygladał jak ciołek. Nie, żeby zależało mu na tym, jak się prezentował, ale mimo wszystko obawiał się, że gdyby pojawił się w jakimś barze w takich portkach to nawet nie sprzedaliby mu piwa, bo albo uznaliby go za nieletniego, albo za wystarczajaco nawalonego. Nie mówiac już o tym, że zapewne już do końca życia byłby w tamtym miejscu kojarzony poprzez swoja niecodzienna stylówkę.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-24, 03:06   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


- Karma, mój drogi, karma - wzruszył ramionami. No przykro mu było, ale przecież nic nie dało się już z tym zrobić! A tak na serio, to wiedział, że wcale by się mocniej nie postarał, nawet gdyby ich obecna rozmowa wcale nie była jednym wielkim żartem.
Dopiero słowa chłopaka uświadomiły mu, że faktycznie miał na sobie dresy ze Spider-Manem. - Czekaj... ale to Ty się nie przebierałeś? - uniósł wysoko brwi. Założył, że Chester skorzystał z szatni i miał ciuchy na przebranie, ale jak widać trzeba było mu wszystko mówić szczegółowo, bo inaczej odwalał takie numery jak teraz. - Przyszedłeś w tym? - musiał się upewnić, a kiedy już to zrobił, roześmiał się głośno. - Nie martw się, przy mnie każdy wyglada normalnie - poklepał go krzepiaco po ramieniu. Taka była prawda. Ravana miał bardzo specyficzny styl. Lubił nosić wiele warstw, najlepiej niezbyt ciężkich, a do tego sygnety czy wisiorki. Nie każdemu się to podobało, ale w takim wydaniu czuł się właśnie najbardziej komfortowo i atrakcyjnie. - Poza tym, pasuja Ci - uznał po dłuższym namyśle i kiedy to rzucił na niego okiem z większej odległości. Nie mówił poważnie i nie zamierzał go takiego zaciagać do baru, ale i tak uważał, że jego outfit dobrze komponował się z zachowaniem.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-24, 13:48   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester przewrócił oczami, gdy jego strój znowu stał się przyczyna śmiechu Ravany. To nie jego wina, że nie miał w szafie nic innego, co nadawałoby się do wykonywania dziwnych kombinacji ruchowych i rozkładania się na cienkiej macie. Co prawda, zawsze mógł podebrać ubrania z garderoby swojej matki, która zapewne posiadała wiele zwiewnych, odpowiednich do czynienia takich praktyk ubranek, ale uznał, że założenie dresów od piżamy będzie mniejsza kompromitacja niż wciśnięcie się w ciuchy swojej matki. Zreszta phi, Ravana powinien być zadowolony przez sam fakt, że Chester jako tako się postarał i spełnił jego prośbę. Mógł przecież w tej kwestii okazać całkowita ignorancję, co było bardzo w jego stylu.
- Jasne, śmiej się - wymamrotał z niezadowoleniem, patrzac na swoje dresy tak, jakby wszystko było ich wina. Zaraz jednak stwierdził, że miał z nimi zbyt wiele ciepłych wspomnień, aby teraz czuć do nich niechęć przez jedno głupie wydarzenie. Ravana mógł się śmiać, jemu było wszystko jedno!
Jak tylko Chester usłyszał komplement, rozchmurzył się i zapomniał o tym, że przynajmniej przez kilka sekund miał zamiar udawać obrażonego. Ludzie, którzy doceniali ulubiona piżamkę Aldridge'a, automatycznie rośli w jego oczach.
- No to ten... - zaczał po krótkiej chwili, nie do końca wiedzac co powinien zrobić. - Ja się będę zbierać, nie? - Na jego twarz wpłynał krzywy uśmiech. - Pamiętaj o mojej matce. Ale nie mów jej przypadkiem, że tutaj byłem. - To dopiero byłby koszmar! Już wyobrażał sobie co powiedziałaby, patrzac na niego z czułościa. Adonisie, wiedziałam, że w końcu bogowie otworza ci oczy na to, co jest w życiu najistotniejsze. Czy inne gówno.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-24, 14:54   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


- Tak, chyba nic innego już nam nie zostało - wzruszył ramionami. Odnosił lekkie wrażenie, że Chester serio by sobie tu jeszcze z nim posiedział. Podobało mu się to i sprawiało, że jeszcze bardziej chciał już iść. - Nie ma sprawy. Przyjdę do was dzisiaj - właściwie to mógł jechać prosto ze studia, ale był głodny, więc musiał sobie jeszcze wcześniej zafundować jakiś obiad. Wiedział już dokładnie, co chciał jej powiedzieć i był prawie pewien, że osiagnie sukces. Taka przynajmniej miał nadzieję, bo interesowało go to, jak wygladał i zachowywał się wdzięczny Chester. - Powinniśmy się wymienić numerami, żeby łatwiej nam było się umówić do tego baru - rzucił nagle, bo sobie uświadomił, że w sumie to nie maja jak inaczej się skontaktować. Marlowe miał telefon gdzieś na sali, więc zapewne doszło do wymiany, a następnie panowie rozeszli się w swoje strony.
    [ koniec ]
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6