Poprzedni temat «» Następny temat
Studio jogi
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-05, 16:20   Studio jogi
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-06, 14:34   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven



Ravana uwielbiał swoja pracę. Za równo jedna, jak i druga. Nauka muzyki była dla niego ciekawym doświadczeniem, ponieważ miał wtedy kontakt z nastolatkami, a Ci, czy ktoś tego chciał czy nie, potrafili go najwięcej nauczyć o współczesnym świecie, za którym momentami ciężko było nadgonić. Lubił też widzieć to, jak oni postrzegaja muzykę, jak ucza się jej lub też nawet ignoruja czy bagatelizuja. Nie krytykował podejścia swoich uczniów do szkoły, czasami jedynie dawał im pewne rady z dobroci serca, ale nie zamierzał nikogo zmieniać na siłę. Jeśli ktoś ściagał, trudno, niech to robi. Prędzej czy później życie zweryfikuje czy oszustwa nadal będa mu uchodzić na sucho czy tez trzeba będzie zaczać jednak coś potrafić, gdy ściagi przestana się przydawać.
Praca w studiu była zupełnie inna. Co zabawne, czuł się tutaj nauczycielem bardziej, niż w szkole. Nie tylko pomagał ludziom w uprawianiu jogi i przyjmowaniu odpowiednich pozycji. Było w tym o wiele więcej. Mówił im o osiaganiu spokoju, zgłębianiu samego siebie, o pogoni za harmonia i o samych Indiach. Miał w sobie coś przyciagajacego, potrafił opowiadać w ciekawy sposób i widać było, że miał swoje stałe grono klientów, którzy przychodzili na jego zajęcia. Zawsze jednak cieszył się na widok nowych twarzy, dlatego też, kiedy do sali wszedł młody chłopak, uśmiechnał się do niego przyjaźnie i ukłonił lekko. - Witaj - zwrócił się do niego, podchodzac bliżej, podczas gdy jego klasa się rozciagała. - Żeby do nas dołaczyć musiałbyś się przebrać - oznajmił mu, bo strój mężczyzny niekoniecznie sprzyjał ćwiczeniom.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-06, 14:55   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester w końcu zebrał się w sobie i aby ratować zdrowie psychiczne całej rodziny - wybrał się do studia jogi, gdzie jego matka spędzała ostatnio bardzo dużo czasu. Zazwyczaj nie miał nic do jej nowych zainteresowań. Ba, wręcz cieszył się, ilekroć ta szalona kobieta odkrywała jakaś nowa pasję, ponieważ to oznaczało, że przykładała mniej uwagi do jojczenia mu nad uchem o tym, że powinien znaleźć sobie jakieś prawdziwe zajęcie, a nie uczyć się astronomii i siedzieć na kasie w kinie. Chester zazwyczaj się tym nie przejmował, bo słuchał tego wszystkiego od pięciu lat co najmniej i zdażył się przyzwyczaić, ale i tak szczerze cieszył się, gdy matka wreszcie skupiała się na czymś innym. A jednak hobby, które znalazła sobie ostatnio, odcisnęło piętno na życiu całej rodziny do takiego stopnia, że po dwutygodniowych cierpieniach rodzeństwa Chester postanowił wziać sprawę w swoje ręce. I właśnie w ten sposób zawitał do studia jogi.
- Eee... - zaczał niezbyt elokwentnie. Pewnie wygladał teraz ciekawie, wybałuszajac oczy na kolesia, który stał na środku sali w jakiejś halce oraz na wszystkich ludzi za nim, którzy robili jakieś dziwne pozy. - Nie, dzięki, zostanę przy swoich ubraniach. - Aldridge zdecydowanie nie chciał do nich dołaczyć, co dosadnie dał do zrozumienia jakiejś młodej kobiecie, która stała przy wejściu i próbowała wcisnać mu ulotkę, zachęcajaca do wzięcia udziału w jakichś zajęciach, gdzie trzeba było paradować w rajstopach. Chester musiałby osiagnać stadium świra swojej matki, żeby się na coś takiego zgodzić.
- Ty tutaj prowadzisz te... zajęcia? - zapytał i machnał ręka w kierunku ludzi, którzy czynili wygibasy w tle. Aldridge wolałby nie wyobrażać sobie swojej matki, robiacej to samo, co oni, jednak jego mózg wcale się go nie słuchał. Może los dawał mu znać, że już najwyższa pora odstawić alkohol.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-08, 12:03   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


Zmarszczył lekko brwi, widzac w nim spora dozę sceptycyzmu. Może chciał dołaczyć, ale potrzebował zachęty i jakiegoś popchnięcia? Nim zaczał pracę instruktora w Wielkiej Brytanii, nie przypuszczał, że kiedykolwiek przyjdzie mu nakłaniać ludzi do spróbowania jogi, lecz jak się okazało, takich niepewnych osób było całkiem dużo. Niektórzy byli wręcz skrajnie uprzedzeni i rzucali mu wtedy spojrzenia bardzo podobne do tego, którym obdarowywał go i jego uczniów tenże nieznajomy młody człowiek. Skinał tylko lekko głowa, kiedy ten oznajmił, że zostanie przy swoich ubraniach. Wpuściłby go na zajęcia, ale był przekonany, że jeszcze przed ich końcem, chłopak zapragnałby się jednak przebrać. Wygoda była wręcz niezbędna do ćwiczeń czy medytacji i podkreślał to tak często, jak tylko mógł. - Zajęcia z jogi, tak, prowadzę też zajęcia z medytacji, nazywam się Ravana - wyciagnał do niego rękę i uśmiechnał się przyjacielsko. Nauczył się też, że kiedy ludzie czegoś nie rozumieli, miał obowiazek aby im to dopowiadać. Te zajęcia, brzmiały wręcz pogardliwie. Ciekawiło go więc, dlaczego mężczyzna tutaj był, skoro ewidentnie tak bardzo tego nie chciał.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-08, 15:34   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester był sceptyczny w stosunku do każdej rzeczy, która entuzjazmowała się jego matka i jednocześnie uwielbiał wszystko, do czego ona z kolei była nastawiona negatywnie. Może to z jego strony dziecinne, ale jak inaczej miałby się zachowywać, skoro pani Aldridge sama w sobie była dziwna oraz nie do końca dojrzała? No bo jak inaczej nazwać to, że fascynowała się joga niczym rozemocjonowana szesnastolatka, rozkładała wszędzie te swoje dywaniki, wydawała z siebie niepokojace dźwięki podczs medytacji i w dodatku rozpalała cholerne kadzidełka o intensywnym zapachu lipy, na która Chester miał uczulenie, bo twierdziła, że to pomaga jej "osiagnać wyższy stan skupienia"?
- No jasne, wiem - powiedział, jakby to, że jego rozmówca miał na imię Ravana było oczywistościa. - Moja matka nawija o tobie cały czas - dodał dla sprostowania i prawie odetchnał z ulga, gdy mężczyzna wyciagnał do niego rękę. Sam nie wiedział czego się spodziewał, ale z pewnościa jego wyobrażeniom bliżej było do jakiegoś dziwnego, powitalnego tańca szamanów niż zwyczajnego uściśnięcia dłoni. I prawdopodobnie powinien czuć się okropnie przez swoje uprzedzenia, ale jego bezczelność nie pozwalała mu na poczucie się winnym. - Ja jestem Chester - przedstawił się szybko, kiedy już uścisnał dłoń swojego rozmówcy. Aldridge, przyzwyczajony do kumpelskich uścisków, przybijania piatek, żółwików czy innych nieoficjalnych kombinacji, nie czuł się w tej sytuacji swobodnie, więc jak tylko powitanie dobiegło końca, odchrzaknał i schował dłonie do kieszeni. Postanowił nie przedłużać wizyty w tym miejscu bardziej niż to było potrzebne, toteż już po chwili wypalił: - Mam do ciebie sprawę.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-14, 00:01   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


- Twoja matka? - uniósł wysoko brwi i siła powstrzymywał parsknięcie. Nie mógł zaprzeczyć w to, iż zdawał sobie sprawę, że niektórzy jego uczniowie ewidentnie lubili zajęcia bardziej, niż by się tego spodziewał, ale nie sadził, że sprawy wymykały się spod kontroli aż tak bardzo. Schlebiało mu to, chociaż rozumiał, że dla osób niezaznajomionych z tematem, słuchanie o jakimś pokręconym Ravanie, który uczył jogi, mogło być odrobinę dziwne. - Chester! - zawołał nagle, bo olśniło go i teraz wszystko nabrało dla niego sensu. - O rany, Twoja mama jest przecudna! - dawno już mu się z nikim tak dobrze nie gadało, jak właśnie z Pania Aldridge. Uwielbiała zostawać po zajęciach i zarzucać go tona pytań, co wcale mu nie przeszkadzało. Zawsze się cieszył, kiedy mógł nauczyć czegoś drugiej osoby, a tak się składało, że na niektóre z jej pytań sam nie potrafił odpowiedzieć i wtedy edukowali się wspólnie przy wsparciu wujka Google. - Trochę o Tobie słyszałem - dodał, uśmiechajac się przyjaźnie. Nie zamierzał go wprowadzać w szczegóły, bo skoro obaj już poznali się trochę poprzez opowieści jego matki, to chyba było to całkiem fair. - Do mnie? Mhmm, jaka? - zapytał, marszczac podejrzliwie brwi. Miał pewne przeczucia i obawy, odnośnie tego, czego może dotyczyć ta sprawa, ale nie zamierzał zapeszać. Być może Chester naprawdę miał ochotę wziać udział w zajęciach, ale wolał na przykład trafić do tej grupy, w której nie było jego matki? Niee, to by było zbyt piękne i nawet Ravana nie był aż tak naiwny.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-14, 23:17   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Mina Chestera, gdy Ravana użył epitetu przecudna do określenia jego matki z pewnościa była bardzo wymowna. Jego dłoń wręcz samoistnie podniosła się do góry, aby popukać biedne, chesterowe czoło, ale w ostatniej chwili Aldridge powstrzymał naturalne odruchy swojego ciała i udał, że chciał tylko podrapać się po karku. No cóż, przynajmniej wiedział już z kim miał do czynienia. Bo jeśli ktokolwiek uważał jego matkę za osobę przecudowna, z pewnościa musiał być normalny tak samo, jak ona. Czyli w ogóle.
- Taa, powiedzmy - zgodził się niechętnie, patrzac na Ravanę podejrzliwie. Co prawda nie wygladał na groźnego (to pewnie przez te loczki), ale Chester postanowił na niego uważać. Jeżeli spoufalał się z jego matka, istniała duża szansa, że już wyprała mu mózg.
Zmarszczył brwi na wieść, że Ravana już co nieco o nim słyszał. Cokolwiek pani Aldridge mu na temat Chestera opowiedziała, z pewnościa nie było to nic dobrego. W jej oczach był przecież tym gorszym synem. Tym, który postanowił zejść ze ścieżki szaleństwa, jaka podażali jego rodzice, który nie interesował się wróżbami, horoskopami, układaniem pasjansa i setka innych dziwactw, wśród których znajdowała się również joga. Może i Chester był uprzedzonym dupkiem, ale szczerze mówiac, niewiele się tym przejmował.
- Moja matka nie może już uczęszczać na twoje zajęcia - powiedział prosto z mostu, bo po co owijać w bawełnę? Marnowałby tylko czas - zarówno swój, jak i tych ludzi z tyłu, którzy pewnie już trochę się niecierpliwili na te swoje sesje z robienia dziwnych akrobacji. - Ona jest niestabilna psychicznie. Rozkłada wszędzie te swoje pieprzone dywaniki i medytuje nawet w moim pokoju, bo twierdzi, że znajduje się wtedy najbliżej jakiegoś cholernego czakramu. Gada o tobie cały czas i nie da się już tego wytrzymać. Nie żebym coś do ciebie miał, to znaczy chyba też jesteś trochę stuknięty, skoro ja lubisz. Ale można się zesrać, gdy ona ciagle nawija o tobie! Wkurwia wszystkich w domu, bo nie robi nic innego oprócz siedzenia na dywanikach i wydawania z siebie dziwnych odgłosów. Dlatego... - przerwał, aby wziać wreszcie głębszy oddech - musisz ja z tych zajęć wyrzucić.. W przeciwnym razie w końcu zwyczajnie przywalę jej czymś w łeb - Chester nie żartował, wielokrotnie był blisko rzucenia w swoja matkę jakimś ciężkim przedmiotem. A ostatnimi czasy ta chęć osiagnęła poziom stanu krytycznego.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-18, 02:07   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


- Słucham? - nie potrafił określić czy bardziej go to dziwiło czy też bawiło. Odwaga chłopaka, aby przyjść tutaj i żadać od niego, aby nakłonił jego matkę do opuszczenia zajęć, była godna podziwu. Było w tym jednak coś bezczelnego i ignoranckiego, co nie do końca mu się podobało. Nie wiedział też czy powinien był brać to na poważnie. Może cała ich rodzina była nadwrażliwa? Zauważył to już przy Pani Aldridge, że na wszystko reagowała jakby ze zdwojona siła. Chester mógł się zapierać ile chciał, ale być może i on w tej chwili dramatyzował?
Im dłużej chłopak mówił, tym wyżej unosiły się jego brwi. Sprawa wygladała ekstremalnie albo Chester tak ja koloryzował, wciaż nie mógł rozgryźć czy mógł mu wierzyć na słowo, więc zamierzał trochę przymrużyć na to wszystko oko. - I rozumiem, że nie reaguje na prośby, żeby wyszła z pokoju albo przestała mówić? - trochę pytanie retoryczne, ale nie znał jej na tyle dobrze, aby wiedzieć jak zachowywała się w domu i czy w jakikolwiek sposób się tam różniła od tej strony, od której on ja znał. - To bardzo... ekstremalne rozwiazanie, Chester. Może zamiast tego mógłbyś najpierw spróbować zrozumieć, dlaczego tak ja to pochłonęło? - kiedy przychodzi do Ciebie mężczyzna, ewidentnie gardzacy Twoimi zajęciami, ale Ty i tak próbujesz go dyskretnie namówić na wzięcie w nich udziału, nieźle Ravana, nieźle! - Jedno jest pewne, nie mogę jej tak po prostu wyrzucić z zajęć - wzruszył ramionami i uśmiechnał się przepraszajaco, choć wcale mu nie było przykro z tego powodu. Bardziej go smuciło to, że to Chester był taki wrogi.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-18, 02:41   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester parsknał krótko, kręcac sceptycznie głowa. Z jednej strony rozumiał dlaczego niektórzy ludzie nie potrafili uwierzyć mu na słowo. Gdyby nie znał swojej matki, na poczatku pewnie też miałby o niej dobre zdanie. Zakręcona, zabawna kobieta, która mimo swojego wieku potrafiła znaleźć czas na rozrywkę i szła z duchem czasu. Ile razy już słyszał podobne słowa? Pani Aldridge dopiero po jakimś czasie z wesołej kobiety przeobrażała się we wrzód na tyłku, jakiego nikt nie życzyłby nawet najgorszemu wrogowi. Przypadkowe osoby, które stanowiły jedynie wypełnienie pewnego etapu jej życia, wychodziły z tego z niewielkim uszczerbkiem na zdrowiu i egzystowały dalej. Ale Chester, jako członek rodziny, nie mógł ot tak odciać się od swojej matki i nareszcie zaczerpnać trochę spokoju. To było nierealne.
- Doskonale wiem dlaczego twoje zajęcia tak ja pochłonęły. To kolejna z jej obsesji, którymi uwielbia zatruwać życie innym - mruknał, próbujac opanować swoje zirytowanie. Ludzie przeważnie reagowali w ten sposób, gdy zaczynał opowiadać o swojej matce. I to było główna przyczyna tego, że Chester wręcz nienawidził o niej mówić. Ilekroć temat rozmowy schodził na jej osobę, ludzie albo nie dowierzali, albo reagowali śmiechem, uważajac jej zachowanie za coś przezabawnego. Pewnie gdyby Chester nie musiał spędzać z nia prawie każdego dnia i gdyby zamiast tego mógł spojrzeć na wszystko z boku, również by się pośmiał. Ale w obecnej sytuacji był po prostu wściekły. I zdecydowanie potrzebował w tym momencie zapalić.
Odetchnał głęboko, liczac w myślach do pięciu. Jeden. Pójdzie na piwo, żeby się uspokoić. Dwa. Cokolwiek, byle nie dać wyprowadzić się z równowagi. Trzy. Cholera, on już nawet nie posiadał czegoś takiego jak równowaga. Jego matka obdarła go z pakietu spokoju, jaki miał mu wystarczyć na całe życie. Cztery. Wszystko pod kontrola. Wszystko pod kontrola. Pięć. Jeśli tak dalej pójdzie, naprawdę zabije tę kobietę.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-18, 11:22   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


W tej kwestii najwidoczniej się mylił, bo szczerze wydawało mu się, że jego zajęcia sa obsesja Pani Aldridge dlatego, że sa tak dobre. Jeśli jednak było to coś, co robiła regularnie, no to cóż, pozostało mu się tylko cieszyć, że natrafiła właśnie na niego. Swoja droga, skoro nie był to pierwszy raz, to czy rodzina nie powinna być już przyzwyczajona? Czy nigdy dotad nie uporali się z taka obsesja? A może Chester składał podobna wizytę wszystkim tym, którzy mieli wpływ na zachowanie jego matki? Tyle pytań!
Obserwował jego próbę wyciszenia i uśmiechnał się lekko, bo wydało mu się to w tej chwili odrobinę ironiczne. Położył rękę na jego ramieniu i westchnał lekko zrezygnowany. - Być może będę mógł pomóc z tym ćwiczeniem w domu. Jeśli pójdę do was i powiem, że macie zła energię, to powinna mnie posłuchać. Nie wiem czy jestem w stanie wskurać coś jeszcze, ale mogę popróbować - wzruszył ramionami. Nie wiedział dlaczego postanowił mu pomóc, szczególnie, że nie działało to w jego interesie, ale jak już zostało to wspomniane, doceniał jego odwagę. - Ale jeśli miałbym to zrobić, to chciałbym czegoś w zamian - skrzyżował ręce na piersi i uśmiechnał się cwanie pod nosem. - Przyjdziesz na jedne indywidualne zajęcia z jogi, za darmo rzecz jasna, trwałyby godzinę, tyle - wzruszył ramionami i wpatrywał mu się prosto w oczy, ciekaw jaka będzie jego decyzja.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-18, 12:54   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Jedna obsesja pani Aldridge nie była równa drugiej. Przykładowo fascynacja typowo kobiecymi pisemkami z rubryczkami w stylu "zapytaj Andżelikę", które przez pewien czas namiętnie czytywała, była mniej szkodliwa niż zamiłowanie do zumby. Zarówno Chesterowi, jak i reszcie rodzeństwa żyło się o wiele lepiej, kiedy zainteresowania ich matki były raczej zrównoważone. A choć joga na pierwszy rzut oka wydawała się spokojna, bzik pani Aldridge przekształcił ja w coś, co spędzało sen z powiek większości domowników. Dlatego Chester musiał interweniować.
Prawie się uśmiechnał, kiedy Marlowe powiedział, że być może będzie mógł mu pomóc. Prawie, bo kiedy usłyszał "ale", wstrzymał swoja radosna mimikę twarzy i zmarszczył brwi, przysłuchujac się żadaniu Ravany. Indywidualne zajęcia z jogi? Co za dziwny warunek. Szczerze mówiac, wolałby już załatwić mu marihuanę czy opłacić striptizerkę, byleby mieć to szybko z głowy.
- Ale po co? - zapytał nim zdażył ugryźć się w język. Ten układ nie był zły. Okrzesanie szalonej matki w zamian za jedna godzinę spędzona na jakimś dywaniku? Chester mógł poświęcić się w imię dobra całej swojej rodziny. Jednak... warunek przedstawiony przez Ravanę był tak łatwy do spełnienia, że aż podejrzany. Aldridge, choć nie wygladał na grzeszacego intelektem, nie był również najgłupszy na świecie, dlatego podejrzewał, że Marlowe musiał mieć w tym jakiś cel. Nie potrafił tylko zrozumieć jaki.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-19, 01:04   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


Widział zmieszanie na jego twarzy i ledwo teraz się powstrzymywał przed parsknięciem. Chłopak w pewnym stopniu go bawił, nawet do końca nie potrafił określić dlaczego, ale ta jego zaciekłość i aura chaotyczności były intrygujace. - Czy wszystko musi mieć swój powód? - odpowiedział mu filozoficznie pytaniem na pytanie. Wzruszył ramionami i odgarnał loka z czoła, który leniwie na nim wyladował. - Chciałbym żebyś zobaczył o co Twojej mamie się tak rozchodzi i żebyś ocenił potem czy naprawdę jest to aż tak stuprocentowo durne, jak wydaje Ci się teraz - dodał po chwili, bo wiedział, że wcześniejsze słowa nie usatysfakcjonuja Chestera. - A może po prostu chcę Cię zobaczyć na pieprzonym dywaniku. Czy to ważne? - uśmiechnał się szelmowsko, pozwalajac sobie na nutę bezczelności, ale miał wrażenie, że tego typu odzywki były czymś, co mogło się Aldridge'owi spodobać. Oczywistym było już dla niego, że mężczyzna sam jest bezczelny i pewnie gdyby nie miał do niego interesu, to jeszcze mniej przebierałby w słowach. Nie przeszkadzało mu to. Była to jedynie obserwacja, której dokonał. - Po naszych zajęciach mogę od razu do was iść i spróbować pomóc z mama, więc wystarczy że podasz termin - nie miał co prawda całkowicie elastycznego planu tygodnia, ale wierzył, że znajda dogodny dla nich obojgu dzień, gdzie będa mogli poświęcić godzinę na to nowe doznanie. Dla Chestera będzie to wpłynięcie na wody, po których żeglowała jego matka, a dla Ravany nauka kogoś, kto był absolutnie niezainteresowany.
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-19, 02:07   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Przez chwilę Chester miał ochotę odpowiedzieć, że owszem, wszystko musi mieć swój powód, bo po co marnować czas na coś, co nie ma przynieść jakiegoś konkretnego celu? Aldridge nie znał Ravany, mógł oceniać go jedynie na podstawie jego zawodu, wygladu oraz opowieści swojej matki (które, jak podejrzewał, były mocno podkoloryzowane), ale nie sadził, aby lubił marnować swój czas na wykonywanie jakichś zadań bez konkretnych zamierzeń. Ostatecznie jednak ugryzł się w język, bo po pierwsze: to Marlowe był tym, który na tym tracił, a po drugie: godzina spędzona w tym miejscu to i tak bardzo niska cena za przynajmniej tymczasowe uspokojenie pani Aldridge.
Uśmiechnał się chyba po raz pierwszy tego dnia, gdy usłyszał z ust Ravany określenie "pieprzony dywanik". Kiedy tutaj wchodził i obrzucał spojrzeniem kolorowe ulotki zachęcajace do wzięcia udziału w zajęciach, spodziewał się, że będzie miał watpliwa przyjemność rozmowy z kimś tak nawiedzonym, jak jego matka. I choć z poczatku Marlowe sprawiał wrażenie dosyć ekscentrycznego, być może mimo wszystko był całkiem w porzadku? To znaczy cały ten pomysł z przyjściem na jedna godzinę jogi wciaż niezbyt do Chestera przemawiał, ale to nie tak, że miał jakikolwiek wybór, jeśli nie chciał trafić do więzienia za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.
- Termin? - powtórzył, marszczac brwi. Prawdę mówiac teraz, kiedy trwały wakacje, i kiedy nie musiał przejmować się studiami, miał wolnego czasu tak dużo, że aż nie wiedział jaki dzień zaproponować. - No nie wiem... jak najszybciej? Jutro i pojutrze pracuję, ale resztę tygodnia mam wolna, więc ty wybierz. - W tym wypadku mógł poświęcić nawet swój ukochany piatek. Byle ta nieznośna kobieta przestała zawracać mu głowę.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
ravana marlowe








27

instruktor jogi & muzyk

szuka sensu życia

Downtown Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: heath & fitz

Wysłany: 2017-07-20, 16:35   
  

  
ravana marlowe

  
handmade heaven


- Mhm - skinał głowa, bo dokładnie o to go pytał. Nie rozumiał skad to zdziwienie, ale nie drażył. - To może piatek popołudniu? Kończę zajęcia grupowe o osiemnastej, możesz przyjść na osiemnasta trzydzieści - Marlowe niestety nie miał tej przyjemności, aby postrzegać piatek jako dzień szczególny czy też imprezowy. Nie chodził sam do barów czy klubów, a nie miał takich znajomych, którzy by go w takie miejsca wyciagali. Zauważył, że jego grono w ostatnim czasie składało się głównie z ludzi starszych od niego i nie do końca wiedział jak to się stało. Kiedy jeszcze był ze swoja żona, obracali się wśród rówieśników albo ludzi młodszych, ale jak widać pod względem towarzyskim, rozwód trochę namieszał. - Muszę już zaczać zajęcia, wybacz. W takim razie widzimy się w piatek - zaczał kierować się do tyłu, gdzie jego grupa skończyła już się rozgrzewać i czekała na instruktora, aby się nimi zajał. - Przynieś jakieś elastyczne albo zwiewne ubrania, które nie będa Ci przeszkadzać - dodał jeszcze, bo przecież tragedia by było, gdyby Chester mu przyszedł na przykład w wycierkach albo obcisłej koszulce. Joga skupiała się w końcu na uczucia wolności i swobody, nie można więc było sobie tego z góry utrudniać przez nieodpowiedni outfit. - Dywanik będę dla Ciebie mieć, bez obaw - puścił mu oczko i uśmiechnał się łobuzersko, po czym odwrócił się do niego tyłem i wrócił do pracy.
    [ koniec ]
_________________

I ENVY THE BIRDS HIGH UP IN THE TREES, THEY LIVE OUT THEIR LIVES SO PURPOSEFULLY
I ENVY THE SPIDERS, THE SQUIRRELS AND SEEDS, THEY ALL FIND THEIR WAY AUTOMATICALLY
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-07-21, 01:33   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Gdyby Chester nie ustawił sobie na telefonie przypomnienia zatytułowanego "plan: jak nie zabić matki, 18.30, wygodne fatałaszki, w co ja się wpakowałem", zapewne zapomniałby o spotkaniu z Ravana. Na szczęście jednak elektronika go nie zawiodła i uprzejmy telefon przypomniał o całym przedsięwzięciu na czas, dzięki czemu Aldridge stawił się w studiu jogi punktualnie o osiemnastej trzydzieści. Tak. Punktualnie. A jeśli Chester gdziekolwiek stawiał się na czas, oznaczało to, że sprawa była poważna.
Nie był pewien co Marlowe miał na myśli poprzez określenie "zwiewne ubrania", dlatego postanowił wygooglować termin "outfit na jogę". Ale że internet pokazał mu wyłacznie panie odziane w leginsy i kolorowe topy na ramiaczkach, czego Aldridge w swojej szafie niestety nie miał, niewiele mu to pomogło. Podkradł więc swojemu ojcu zwykła, biała koszulkę, która chyba zaliczała się pod kategorię "zwiewna", a na nogi włożył dół od swojej ulubionej piżamy ze Spider Manem. I w ten sposób wystrojony przeszedł przez pół miasta, ostentacyjnie ignorujac ciekawskie spojrzenia ludzi, ponieważ nie miał pojęcia, że przebrać mógł się już na miejscu. Zorientował się dopiero w momencie, gdy jakaś pani siedzaca za biurkiem w holu parsknęła śmiechem, widzac jego stylówkę. Ale Chester jedynie zmierzył ja dumnym spojrzeniem i skierował się do pomieszczenia, w którym ostatnio rozmawiał z Ravana. Ta bezczelna kobieta nie wiedziała, że miał misję do wypełnienia.
Zawitał do studia, mruczac pod nosem "umrę, no po prostu umrę" i próbujac jakoś przekonać resztki swojej godności, aby zostały przy nim jeszcze trochę. Westchnał ciężko, zamykajac za soba drzwi. Nie było już odwrotu.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5