Poprzedni temat «» Następny temat
Stolik przy oknie
Autor Wiadomość
Dayami Parker







21

szukam pomysłu na życie

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Ivy

Wysłany: 2018-10-31, 01:49   
  

  
Dayami Parker

  
Redheads can do it better.


Poznawanie Ricky było dla Dayami nie tylko czymś nowym, ale było zwyczajnie dziwne. Zazwyczaj na drodze rudowłosej stawali jej rówieśnicy, ewentualnie osoby, które wcale tak bardzo się wiekiem nie różniły, a co za tym szło, były na podobnym etapie życia. Studia, albo początki pracy i samodzielnego życia. Z Ricky było inaczej - to w pełni wykwalifikowany lekarz, do tego matka i rozwódka. Kobieta o kompletnie innym doświadczeniu życiowym, przy którym Dix czuła się mała i niewiele znacząca. Jej problemy ograniczały się do problemów na studiach i braku pomysłu na siebie samą. No, i do matki, o której losie wciąż nie miała pojęcia, ale te fakty i ona omijała podczas ich wspólnych spotkań, podobnie, jak Ricky nie wspominała o tym, że kiedyś miała drugie dziecko. Pewnych rzeczy zwyczajnie się nie mówi na początkach znajomości. One przez już przez stricte początki przeszły, ale potem jest tylko trudniej, huh.
Posłała Ricky uśmiech, kiedy tamta wysnuła swoje przypuszczenia. No tak, są rzeczy, które smakują większości ludzi, i choć zawsze jest jakieś ryzyko, to akurat Parker nie była specjalnie wybredna. Zwłaszcza na wszelkie słodycze była łasa - chociaż jakby na nią spojrzeć, to nigdy by się tego nie stwierdziło.
- Mi też jest przykro, ale prawda jest taka, że sama jestem sobie winna - potrząsnęła głową i włożyła do ust pierwszy kęs odkrojony ze swojego kawałka ciasta. Nie chciała wyjeżdżać z Brentwood, a z drugiej strony, może gdzieś indziej czekało na nią coś lepszego? Tyle że nawet nie miała pomysłu na to, gdzie mogłaby pojechać, prócz Paryża właśnie. To jednak wiązało się z powrotem do domu, a choć wciąż miała tam ojca, to jednak bez matki było tam po prostu paskudnie. - Wiesz, myślałam o tym - spojrzała uważnie na Ricky, jakby analizując głowie jej pomysł. - Zastanawiam się tylko, czy dałabym radę pracować i jednocześnie uczyć się do egzaminów poprawkowych, to może być męczące - nie ma to jak być rozpieszczonym dzieckiem spod klosza, yup. - I właściwie póki co, też nie mam pomysłu, gdzie szukać, prócz jakich barów i restauracji - była do tego dzieckiem bez pasji, podążającą ślepo za innymi, w tym wypadku za starszą siostrą. Z tego naprawdę nie mogło wyjść nic dobrego. Dumałaby nad tym pewnie jeszcze przez chwilę, ale kiedy wbiła po raz kolejny wzrok w swój talerzyk, odgłos telefonu spadającego na stół tak ją wystraszył, że aż podskoczyła. Podniosła spojrzenie na Ricky, gotowa roześmiać się i spytać, czy telefonowi nic się nie stało, ale kiedy ujrzała minę kobiety, jej własna twarz od razu zmieniła wyraz. - Wszystko w porządku? Co się stało? - wyraźnie przecież widziała, że w porządku nie było. Nie wiedziała, czy faktycznie powinna pytać, bo równie dobrze to mogła nie być jej sprawa, no i raczej mała szansa była na to, że mogłaby pomóc, ale może po prostu Ricky się źle poczuła? W takiej chwili zawsze to dobrze mieć kogoś pod ręką, choćby tylko po to, by zawołał inną pomoc albo zadzwonił pod numer alarmowy. Z tym jednak Dayami nie chciała się wyrywać, dopóki kobieta nie powie jej czegoś więcej.
_________________
I don't wanna be your friend I wanna kiss your neck
[Profil]
 
 
Ricky Woodill








32

ratuje życia

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate

Wysłany: 2018-11-03, 11:44   
  

  
Ricky Woodill

  
when our feet hurt, we hurt all over


Ona również starała dobierać sobie znajomych odpowiadających jej wiekiem. Nie była przyzwyczajona do towarzyskich spotkań z osobami, w wieku jej zmarłego syna. Jedyny wyjątek stanowiła Mavourneen, którą przez wzgląd na Aarona traktowała niczym członka rodziny. Może nie była z nastolatką zbyt blisko, ale pracowała nad tym by to zmienić. Miała wrażenie, że obie tego potrzebowały. Tak samo jak Ricky potrzebowała spotkań z Dayami, nieświadoma tego, jakie to było głupie. Dzieliła je spora różnica wieku, ale czy nie było przypadkiem tak, że ten był tylko liczbą i o niczym nie świadczył? Znajomość z dziewczyną postawiła ją do pionu, dodała chęci do życia, która jak Woodill wcześniej sądziła, przepadła już na zawsze. Dlatego też nie zawracała sobie głowy tak nieistotnymi sprawami jak wiek. Korzystała z życia, nie wiedząc ile jeszcze jej go pozostało.
- Trochę w tym racji, ale z pewnością jest wiele czynników, które nie ułatwiały ci nauki - z jednej strony chciała ją pocieszyć, z drugiej znów wytłumaczyć jej niepowodzenie. Lubiła ją i nie chciała, aby ta niepotrzebnie się zamartwiała. Nawet jeśli oblałaby rok, nie było to końcem świata. Lekarka przeżyła takie dwa i jeśli mogłaby wybrać, postawiłaby na niezaliczenie egzaminów, niżeli utratę synów. Tak trochę czuła się niczym bohater tragiczny jakiejś nieudanej powieści, czy filmu. Nie miała jednak pojęcia, że z nich dwóch, nie tylko ona przeżyła ogromną tragedię. Pomimo, iż dobrze czuła się w towarzystwie dwudziestolatki, nie czuła się jeszcze wystarczająco pewnie, aby rozmawiać z nią o sprawach najtrudniejszych. - Nie przekonasz się jeśli nie spróbujesz - zachęciła ją z uśmiechem. - Na początek każda praca jest dobra i może mogłabyś spróbować w miejscach, w których miałabyś czas na naukę - starała się jej pomóc znaleźć jakieś rozwiązanie, naprawdę nie chciała aby ta opuszczała miasto. - Może w bibliotece, czy antykwariacie? Myślę, że jako studentka nie miałabyś problemów ze znalezieniem pracy, oczywiście jeśli nie marzy ci się nic nieosiągalnego - ona sama, zanim trafiła do szpitala, pracowała w kilku różnych miejscach. W końcu zanim zapragnęła ratować ludzkie życia, przez krótki moment znajdowała się w podobnej sytuacji do Parker. Przypuszczała, że większość młodych ludzi czuła się zagubiona, gdy dorosłości stawała przed nimi otworem.
Potrzebowała chwili, aby zapanować nad tym co działo się w jej głowie. Kiedy już nieco oprzytomniała, sięgnęła po telefon i nie zważając na pytanie rudowłosej, odeszła od stolika. Pospiesznie odnalazła w pamięci urządzenia numer znajomej, u której w tym momencie przebywała Izzie. Po krótkiej wymianie zdań i upewnieniu się, że jej córka jest bezpieczna, rozłączyła się i wróciła do stolika. Trochę się uspokoiła, choć na jej twarzy w dalszym ciągu malowało się zdenerwowanie.
- Przepraszam, musiałam coś załatwić - wyjaśniła, sięgając po filiżankę z chłodną już kawą. - Już wszystko w porządku, nie musisz się martwić - zapewniła, mając nieodparte wrażenie, że dostrzegła u niej cień zaniepokojenia. Było to strasznie miłe i Woodill bardzo to ceniła. Nie wiedziała jednak, czy powinna opowiadać dziewczynie o wszystkim. Póki co postanowiła tego nie robić, mając nadzieję, że Dayami wystarczy ta nic niewyjaśniająca odpowiedź.
_________________




[Profil]
 
 
Dayami Parker







21

szukam pomysłu na życie

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Ivy

Wysłany: 2018-11-26, 01:05   
  

  
Dayami Parker

  
Redheads can do it better.


Dla Dayami ta relacja też wydawała się nieco dziwna, ale z upływem czasu miała coraz mniej podejrzeń w stosunku do Ricky, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że na początku w jej głowie czaiły się pewne obawy. Gdyby jednak wiedziała, że miała tak ogromny wpływ na życie kobiety, to już na pewno nie miałaby nic przeciwko tej znajomości. To znaczy, teraz też nie miała, choć była pewna, że jej siostra czy ojciec już by mieli, bo taka duża różnica wieku. Ricky brakowało syna, a Dayami brakowało matki i choć może nie było to zdrowe, że odbijały sobie te braki w taki sposób, to przynajmniej rudowłosa nie zdawała sobie nawet z tego sprawy.
- Och tak, przez większość tego roku mieszkałam w akademiku - zaśmiała się, choć nie było w tym wiele radości. - Moja współlokatorka nie była zbyt wyrozumiała, ale już się stamtąd wyniosłam i mam własny pokój - pokiwała głową. Póki co, zdecydowanie lepiej jej się mieszkało w wynajmowanym mieszkaniu, chociaż pewnie wszystko dopiero się okaże. W takim też mogły się dziać różne rzeczy, ale przynajmniej nie ma tłumów ludzi, którzy w każdy weekend urządzali imprezy. Zresztą, Danielle była jeszcze bardziej zapracowana, niż Parker.
Dicki obserwowała ze swojego miejsca Woodill, gdy ta bez słowa odeszła od stołu i rozmawiała przez telefon. Może nie było to najbardziej kulturalne, ale rudowłosa nie miała kobiecie tego za złe, widziała przecież jej minę, coś więc musiało się stać. Nie zamierzała jednak wypytywać na siłę, to normalne, że tamta miała swoje sprawy, a Dayami niekoniecznie musiała być najodpowiedniejszą osobą do tego, by się takimi dzielić. Kiedy Ricky wróciła do stołu, ruda skinęła jedynie głową.
- To dobrze, nie musisz przepraszać - uspokoiła ją, i choć jeszcze przez chwilę obserwowała uważnie twarz tamtej, to zaraz puściła sytuację w niepamięć i wróciła do urwanej wcześniej rozmowy. - Może rzeczywiście powinnam czegoś poszukać. Tak jak mówisz, na przykład w jakimś antykwariacie. Spróbuję napisać cv i gdzieś zanieść, może w wolnej chwili uda mi się przejrzeć oferty - pokiwała głową. - Moja siostra pracuje w barze, ale tam na pewno nie udałoby mi się przysiąść do podręcznika - upiła kawy, a kiedy poczuła, że pianka osadziła jej się na górnej wardze, zlizała ją i uśmiechnęła się do Ricky.
[Profil]
 
 
Ricky Woodill








32

ratuje życia

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate

Wysłany: 2018-12-17, 07:30   
  

  
Ricky Woodill

  
when our feet hurt, we hurt all over


Kwestię wieku postanowiła póki co odsunąć od siebie, nie mogła przecież skupiać na nim całej swojej uwagi, jeśli nie chciała, aby znajomość z Dayami zakończyła się szybciej, niżeli się zaczęła.
- Dobrze wiem, co masz na myśli - zaśmiała się, na wspomnienie okresu studiów, kiedy to sama przez niedługi czas zamieszkiwała akademik. Pewnie trwałoby to dłużej, gdyby nie zdecydowała się na związek i ciążę, chociaż tej akurat nie planowała. - A gdy Dani, moja młodsza siostra zdecydowała się na studia, od razu doradziłam jej by rozglądała się za mieszkaniem - podzieliła się ciekawostką ze swojego życia, nie zdając sobie sprawy, że siedząca przed nią dwudziestolatka jest jedną ze współlokatorek jej siostrzyczki. Dawno nie widziała się z Danielle, co zdecydowanie musiało ulec zmianie.
Wiadomość od nieznanego nadawcy, nie dawała jej spokoju. Dlatego wiele wysiłku kosztowało ją, by skupić się na rozmowie, która w zaistniałej sytuacji nie wydawała się być wystarczająco ważna.
- Tak, najlepiej zacząć od napisania cv - zgodziła się z rudowłosą, chcąc doradzić jej coś więcej. Niestety jej mózgownica pracowała już na największych obrotach, skupiona na bezpieczeństwie Izzie, której jak została zapewniona, nic nie groziło. Dopiero uśmiech młodej dziewczyny sprawił, że jej głowa oczyściła się z czarnych myśli i Woodill ponownie mogła wrócić do rozmowy. Jak widać, czasami wystarczyło naprawdę niewiele. - Twoja siostra przesiaduje nad podręcznikami w barze? - zapytała, składając w całość zlepek pojedynczych słów, które zdążyła wychwycić. Starała się słuchać tego co Dayami miała do powiedzenia i choć nie wyszło jej to najlepiej, liczyły się intencje.
Uśmiechnęła się przepraszająco znad filiżanki, świadoma swojej gafy. Miała nadzieję, że któregoś dnia będzie w stanie opowiedzieć znajomej o wszystkim. Póki co nigdzie się nie spieszyła.
_________________




[Profil]
 
 
Dayami Parker







21

szukam pomysłu na życie

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Ivy

Wysłany: 2018-12-31, 10:23   
  

  
Dayami Parker

  
Redheads can do it better.


Dayami wyłapała w rozmowie znajome imię, toteż od słowa do słowa udało dotrzeć im się do informacji, że znają tę samą Danielle Woodill, a co więcej Ricky jest z nią spokrewniona. Parker widziała jednak, że coś jest nie tak z kobietą. Mimo wszystko, nie chciała naciskać. Spytała raz, a skoro Ricky nie była skłonna do odpowiedzi, to tyle powinno jej wystarczyć. Nie ma się co jednak oszukiwać, rozmowa się już tak nie kleiła. Dayami wyprowadziła ciemnowłosą z błędu, ale na tym skończyła opowiadanie o sobie. Ile można? Zajęła się wcinaniem ciasta, które było przecież wyśmienite. Nie była najlepsza w wymyślaniu tematów do rozmowy, nic jej nie przychodziło do głowy, zazwyczaj jakoś samo im to przychodziło. Teraz jednak Ricky była myślami gdzie indziej, więc tuż po tym, jak zjadły i wypiły, pożegnały się ze sobą. Może Woodill chciała jak najszybciej sprawdzić, co z Izzy? Dayami miała tylko nadzieję, że nie stało się nic poważnego, choć ciężko jej było nawet się domyślać, co i jak. Postanowiła nie zawracać już Ricky głowy, przynajmniej nie tego dnia, żeby załatwiła w spokoju swoje sprawy. Zamiast tego zajęła się sobą. Pisanie cv to chyba całkiem dobry plan na wieczór.

/zt x2
_________________
I don't wanna be your friend I wanna kiss your neck
[Profil]
 
 
Winter Aldridge








23

barman

South - West Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley, Barnabas





Wysłany: 2019-04-05, 18:10   
  

  
Chione Winter Aldridge

  
how can a heart like yours ever love a heart like mine?


/przed Echo i Morphem + ciuszek

Winter nigdy nie pomyślałby, że zgodzi się na coś tak nieodpowiedniego. Do ostatniej chwili nie był przekonany do tego pomysłu, a jednak słowa same wydostały się z jego ust, nie prosząc wcześniej o pozwolenie, i tym sposobem Joey Harrison oddał się z pełnym entuzjazmem poszukiwaniom winterowej miłości, a sam główny zainteresowany pluł sobie w brodę i palił się ze wstydu za każdym razem, gdy o tym pomyślał. W jakimś stopniu był przekonany, że to przecież niemożliwe, żeby Joey znalazł kogokolwiek, kto byłby chętny, to znaczy, wystarczyło spojrzeć na Aldridge'a, albo nawet nie, nawet tylko usłyszeć jego nazwisko, i to wystarczyło, by wycofać się z tego biznesu. Nie spodziewał się zatem, że tak szybko Harrison zaprosi go na spotkanie. Było o tyle dziwne, że nie uznał, iż nie mogą rozmawiać w mieszkaniu, gdzie przecież obaj mieliby najbliżej. Tego wymagał ponoć biznes. Aldridge wyczuwał podstęp i bardzo bał się tego biznesowego spotkania, pojawił się jednak w wyznaczonym miejscu, przed wyznaczonym czasem, zamówił najtańszą kawę, jaką tu sprzedawali i zajął stolik. Nie czekał na Joeya długo, wkrótce sylwetka chłopaka ukazała się w drzwiach kawiarni, a Winter podniósł rękę i lekko pomachał, by zwrócić na siebie jego uwagę. Jednocześnie poczuł, jak żołądek mu się ściska, podobnie, jak pęcherz i gardło, i właściwie cały czuł się jakiś nieswój. Przecież szukanie miłości na siłę nie mogło skończyć się dobrze, zwłaszcza w jego wypadku. Nie został stworzony do miłości, a przynajmniej nie do szczęśliwej i spełnionej.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-04-23, 18:55   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey przygotowywał się do tego spotkania od mniej więcej tygodnia. Chłopak pracował nad projektem "Winty" niesamowicie skrupulatnie i profesjonalnie. Dlaczego? Chociaż "Kurnik miłości" działał od dawna, to tak naprawdę wyniki pracy były niesamowicie mierne. Dlatego też, Joe nie mógł narazić się na kompromitację, Winter miał otrzymać dzisiaj szereg kandydatów na męża. Łatwiej byłoby na pewno porozmawiać w domu, zwłaszcza ze Harrison mieszkał z Wintrem. Jednak spotkanie w publicznym miejscu było o wiele bardziej bezpieczne. Dom Harrisonów znajdowałsię zdecydowanie zbyt blisko "Kurnika Miłości", no i cała ta akcja mogłaby paść jak Amanda na łóżko dosłownei każdego.
Joseph wydrukował sobie szereg wielkich zdjęć kandydatów, a na drugiej stronie spisał najważnejsze cechy kazdego z nich.

W końcu wybiła godzina spotkania.

Kiedy tylko Joe pojawił się na miejscu, oddychając ciężko kiwnął głową na przywitanie, a następnie zamówił sobie piwo. Tak, zdecydowanie musiał uzupełnić płyny w organiźmie. Może powinien wrócić na siłownię? Zadyszka nie była fajnym uczuciem, dlatego powrót na siłkę to był całkiem dobry pomysł, ale jednak musi poczekać. Joey przepłukał gardło, a następnie wstał w ręku trzymając zdjęcia.

-Stoi przede mną osmiu seksi panów, ale w ręku mam tylko siedem fotografii. Te fotografie przedstawiają panów, którzy nadal biorą udział w wielkim Winty's next top boyfriend. Osoba, której imienia nie wymienię wróci do hotelu, spakuje się i natychmiast wyjedzie a następnie wręczył kumplowi wszystkie zdjęcia z uśmiechem-Musimy ich obgadać
[Profil]
 
 
Winter Aldridge








23

barman

South - West Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley, Barnabas





Wysłany: 2019-06-16, 22:49   
  

  
Chione Winter Aldridge

  
how can a heart like yours ever love a heart like mine?


Winterowi nie przeszkadzało to, że Joey wybrał na spotkanie miejsce publiczne. Wręcz przeciwnie. Kiedy sytuacja przybierze taki obrót, który niezbyt będzie mu się podobał, chyba nieco łatwiej będzie mu się po prostu zebrać i wyjść. Panika i ucieczka, oto plan na dzisiejszy dzień. I całe życie. Właśnie tak Patka utożsamia się z Winterem. Gdyby byli w domu Harrisonów, Aldridge mógłby albo wyjść na zewnątrz i szlajać się nie wiadomo gdzie, albo uciec do piwnicy, gdzie Joey mógłby zaraz go dopaść. Wychodząc z kawiarni mógł się chwilę poszlajać, by upewnić się, że Joey za nim nie biegnie (jasne), a potem przemknąć do piwnicy niezauważenie i udawać, że go nie ma. Całe życie udawał, że go nie ma (poza tym, jak w wieku pięciu lat obsikiwał wszystkich po kolei, łącznie z sobą samym, i okładał starsze rodzeństwo kijami), nie było to zatem dla niego nic trudnego.
Nim jednak wcieli ten plan w życie, musi tu jeszcze trochę posiedzieć. Odpowiedział Joey'owi podobnym skinieniem głowy, a potem, kiedy tamten zamówił piwo, spojrzał sceptycznie na swoją kawę. Może faktycznie lepiej byłoby nie przeprowadzać tego spotkania na trzeźwo? Nim jednak zdążył dojść do jakiegoś sensownego wniosku, Joey usiadł i zaczął mówić, przejmując całą uwagę Wintera, na którego policzkach już po pierwszym zdaniu wykwitły rumieńce. Że niby miałby umówić się z seksi panem? Dobre sobie.
- To znaczy, ile ich w końcu jest? - wyłapanie nawiązania do telewizyjnych reality show to było dla niego o wiele za dużo w tym stresie. No i nie wiedział, czy w końcu ma obejrzeć siedmiu, czy ośmiu, no bo o co właściwie chodziło? Zamiast jednak liczyć zaczął przeglądać te zdjęcia, niepewnie, przy każdym kolejnym rumieniąc się jeszcze bardziej. - Więc... - zaczął, ale reszta zdania utknęła mu w gardle i musiał przełknąć ślinę, by wydusić z siebie coś więcej - co musimy obgadać? - czekał na instrukcje od Joey'a, bo sam nawet nie wiedział, na co miałby patrzeć. To znaczy, oglądanie tych zdjęć peszyło go, nawet, jeśli owi mężczyźnie faktycznie byli atrakcyjni. A może nawet jeszcze bardziej właśnie przez to. To trochę tak, jakby mama kazała mu oglądać pornografię. Chyba nawet u Yolandy Aldridge byłoby to nieco dziwne.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5