Poprzedni temat «» Następny temat
Stolik przy oknie
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-23, 20:37   Stolik przy oknie
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Nick Reynolds


Wysłany: 2017-06-29, 17:32   


Czy ktoś z was wyobraża sobie Nicka w roli ojca? Miał kiedyś kaktusa. Miesiac nie przeżył bo Reynolds zapomniał go podlewać. Mimo, że roślinka stała tuż przy jego łóżku i patrzył na nia każdego dnia. Wstajac rano do pracy, powtarzał sobie, że nakarmi ja później. Ostatecznie jednak albo zapominał, albo był zbyt zmęczony, by dbać o kaktusa. Tak oto Zdzisiek Pierwszy stracił życie. Niedługo po nim przyszedł Zdzisiek Drugi, który wyleciał przez okno. Też przypadkiem, zaznaczam. Zdziśka Trzeciego zaadoptował już w czasie zwiazku z Tequila i... w sumie nie ma pojęcia, co się z nim stało. Możliwe, że z dzieckiem radziłby sobie lepiej, ale trzeba być szaleńcem, by pozwolić mu spróbować.
Po pierwszym SMS-ie od byłej narzeczonej obudziło się w nim coś, o czym dawno zapomniał. Troska pomieszana z dziwna niechęcia, choć bardziej do samego siebie niż kobiety. Przez to był odrobinę zbyt agresywny, niedelikatny, ale... no, unikał jej przez ostatnie cztery miesiace. Nawet pierścionek schował na tyle głęboko, by nie przypominał mu ślicznej brunetki.
Ten dzień powinien spędzić na włóczeniu się po mieście za naburmuszonym dzieciakiem z bogatego domu, którego niańka pieskiem ochroniarzem został. Zadzwonił do przełożonego i poprosił o góra dwie godziny wolnego. Był pewien, że to nie wystarczy, ale Tequila jest dość wybuchowa. Lepiej mieć dobra wymówkę nagłego zniknięcia. Na wypadek, gdyby zechciała grozić mu bronia, czy coś.
Skoczył na chwilę do domu, przebrał się w wygodniejsze ubrania (coby szybciej uciekać) i podjechał motocyklem pod kawiarnię, której adres wysłał pannie Daevie. Zamówił sobie biała kawę, a także poprosił o dwa... nie, trzy! a po chwili już dziesięć paczków. Wszystkie kolorowe, posypane najróżniejszymi zwierzatkami, brokatem, czy czymkolwiek innym, co Nicholasowi przynosiło na myśl tęczę. Z wielka taca i filiżanka ugościł się przy najbardziej oddalonym stoliku w lokalu, oparł czoło o okno i... starał się nie zwiać.
_________________
[Profil]
 
 
Tequila Daeva


Wysłany: 2017-06-29, 18:25   

#3 i outfit

Tequila sama nie wiedziała, czemu napisała do Nicka. Z jednej strony chciała, by wiedział o swoim ojcostwie, a z drugiej... Bała się, jak to teraz będzie. Niby powiedział, że jej sama z tym nie zostawi, ale no... Zbyt dobrze wiedziała, jaki był Nick. Nie byli teraz przecież para, to mógł się zjawić byle ładniejszy chłopaczek i fiu! nie będzie Nicka. Miała świadomość tego, że nie powinna się przejmować, bo to w końcu on ja zostawił, ale co miała poradzić na to, że czuła do niego coś większego? Miała nadzieję, że cztery miesiace unikania byłego narzeczonego coś dadza radę wskórać, lecz dopiero teraz przekonała się, jak bardzo się myliła, chociaż nie miała najmniejszego zamiaru nikogo o tym informować, szczególnie samego Reynoldsa. Jeszcze tylko tego brakowało, by zaczał sobie wyobrażać nie wiadomo co. I obawiała się jeszcze, że kategorycznie wyprze się dziecka (co w sumie po części się stało, jakby na to nie patrzeć), ale zdecydowanie nie spodziewała się, że zaoferuje jej swoje wsparcie. Rzecz jasna, nadal na spotkanie szła z torebka, w której miała broń oraz pozwolenie na nia, tak na wszelki wypadek, gdyby zachciało mu się robić coś głupiego. Bała się też, że... Że nie da sobie rady z rodzicielstwem. Nie chciała ani usuwać dziecka, na co chyba i tak już było za późno oraz nie chciała go oddawać po narodzinach, nie chciała być jak jej właśni rodzice, którzy uznali, że przecież pieniadze załatwia wszystko. Chciała wychować tego malucha i dać mu najlepszy start w życie, jaki tylko był możliwy, ale ile już było historii o samotnych matkach, które nie dały radę? Dodatkowo, Nick miał rację, że nie była dobrym materiałem na matkę.
No cóż, jednak jakoś musiała sobie dać radę. Westchnęła, bezskutecznie próbujac wyrzucić te myśli z głowy i już wkrótce dotarła pod kawiarnię, wchodzac do środka pewnym krokiem, nie majac zamiaru dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie potrwało długo, zanim wzrokiem wypatrzyła Nicka i ruszyła w jego stronę. Och, jak cieszyła się, że miała trochę większy strój, a nie jak zwykle, coś obcisłego. Dziwnie się czuła z rosnacym brzuchem i jak na razie nie chciała go nikomu pokazywać - nie wliczajac w to ginekologa, rzecz jasna.
- Hej. - odezwała się, gdy dotarła już do stolika i powoli usiadła na przeciwko mężczyzny, przez długa chwilę wpatrujac się w okno, a następnie kierujac wzrok na tacę. Tequila wysoko uniosła brwi, widzac ilość paczków znajdujacych się na niej, ale też nie mogła powiedzieć, że nie miała na nie ochoty.
- Cieszę się, że wreszcie mogliśmy się spotkać. - no i dupa z udawania silnej. Cholera, czemu przy tym facecie aż tak się odsłaniała? Jeszcze sobie pomyśli, że ma szansę i znowu zakręci się jej koło tyłu jak pies, który wyczuł sukę z cieczka.
- Nick, jak... Jak Ty sobie to wyobrażasz? To całe "dawanie wsparcia"?
_________________

Tequila Daeva

What I love the most is that you're looking my way
[Profil]
 
 
Nick Reynolds


Wysłany: 2017-06-30, 10:41   

Dobrze zrobiła, dzwoniac. Nicholas zdecydowanie wolał dowiedzieć się wcześniej o ewentualnym ojcostwie niż... no, po fakcie. Teraz przynajmniej miał kilka miesięcy, by psychicznie przygotować się na dziecko. Gdyby Tequila stanęła w progu jego mieszkania z zawiniatkiem w rękach i oświadczyła, że już powinien odkładać pieniadze na przyszłość maleństwa, zgłupiałby do reszty. Trochę zabolało go podejście brunetki, trzeba przyznać. W życiu nie pozwoliłby jej usunać ciaży, nigdy też nie zostawi jej z problemem samej. Mimo wszystko łaczyła ich więź, której żadne nie da rady się wyrzec. Kilka lat zwiazku robiło swoje. I nawet kiedy Nick zerwał zaręczyny, miał wrażenie, że nie uwolni się od Tequili zbyt szybko. Chyba nawet nie chciał.
Przez ostatnie miesiace kilka razy zbierał się, by do niej zadzwonić. Chwytał telefon, wybierał jej numer, który do tej pory pamięta, po czym z wahaniem odkładał aparat, wmawiajac sobie, że to głupi pomysł. Czasem nawet przejeżdżał pod mieszkaniem, w którym razem żyli, i zastanawiał się, czy Teq spędza czas z kimś innym. Nie był zazdrosny, pewnie, że nie. Sam wszystko spieprzył i w tej kwestii nic się nie zmieniało, ale czasem zdarzało mu się tęsknić. Tak po prostu. Poza tym to nie tak, że przy najbliższej okazji Nick poleciałby za pierwszym lepszym chłopcem. Był biseksualny, pewnie, ale skoro kilka lat temu oddał serce brunetce to ani myślał nadwyrężać jej zaufania. Zdrady zdecydowanie nie sa w jego stylu, a skoro już byli para - wszyscy inni stracili znaczenie. Bo Reynolds, kiedy kogoś kocha, to bezwarunkowo. Nieważne, że ta miłość z jakiegoś powodu nie przetrwała próby czasu.
Kiedy Teq pojawiła się w kawiarni, Nick przez moment po prostu na nia patrzył. Widzieli się cztery miesiace temu, ale jemu wydawało się, że minęły wieki. Po chwili wstał, marszczac w zamyśleniu czoło. Zapomniał już, jaka jest piękna. Nawet w tej obwisłej kiecce.
- Cześć - odpowiedział z nieco ściśniętym gardłem. Zdecydowanie nie należy do nieśmiałych facetów, ale widok byłej narzeczonej trochę zbił go z pantałyku. Nie bardzo wiedział, co ze soba zrobić, więc po prostu pozwolił jej usiaść, jak na gentlemana przystało. Usadowił się na krześle po drugiej stronie stołu zastawionego mnóstwem kolorowych paczków i przygladał się kobiecie. Chciał napatrzyć oczy, prawdopodobnie. Na jej wyznanie tylko kiwnał głowa, przesuwajac palcem po filiżance wypełnionej kawa.
- Napijesz się czegoś? - zaproponował. Czuł się trochę jak szczeniak na pierwszej randce z dziewczyna spoza jego ligi. Zawsze tak miał przy Tequili. Westchnał cicho na jej pytanie i znowu spojrzał za okno. W zasadzie jeszcze się nad tym nie zastanawiał.
- Nie wiem, Quillie - mruknał, odruchowo zwracajac się do niej tym uroczym zdrobnieniem, które wymyślił kilka lat temu. - Nie zostawię cię samej - obiecał. Nagle, zupełnie podświadomie, wyciagnał rękę i ujał leżaca na stole dłoń dawnej ukochanej. - Nie mam pojęcia, jak to zrobimy, ale dopilnuję, żeby niczego wam nie brakowało - zapewnił, patrzac kobiecie w oczy.
_________________
[Profil]
 
 
Tequila Daeva


Wysłany: 2017-06-30, 19:46   

Tequila również nie mogła się napatrzyć na Nicka. Wydawać by się mogło, że cztery miesiace to naprawdę szmat czasu, ale widocznie to była pomyłka - to znaczy, sadzenie, że to dużo czasu, nie jej zwiazek z Nickiem. Boże, czemu zaczęła tak gruntownie badać swoje myśli pod każdym katem? Super, zaczęła się stresować. Czy ten dzień mógł zrobić się jeszcze gorszy lepszy? Nie miała bladego pojęcia, co się z nia działo, ale... Na pewno czuła potężna ulgę. Że nie zostanie z tym sama, że Nick przynajmniej nie wyprze się całkowicie dziecka, że, że może wszystko w końcu będzie lepiej. Bała się, to jedno, lecz też cieszyła. Odgarnęła włosy z twarzy, zatykajac je za ucho i z powrotem spojrzała na swojego byłego narzeczonego, konkretnie pograżajac się w swoich myślach. Czasem zastanawiała się jakby to było, gdyby jednak się nie rozstali, gdyby wzięli ślub, a dziecko było planowane. Byłoby inaczej, choć nie mogła stwierdzić, czy lepiej. Może to i nawet dobrze, że się rozstali? Gdyby chcieli kiedykolwiek do siebie wrócić, mieli szansę, że nie dopadłaby ich szara rzeczywistość, że w ich zwiazek nie wkradłaby się nuda. Z zamyślenia dopiero wyrwało ja jego pytanie, a i tak chwilę zajęło jej sformułowanie poprawnej odpowiedzi, bo w piersi serce jej kołotało, gardło się ścisnęło, a ja sama zatkało, jakby dopiero po raz pierwszy spotkała Reynoldsa i kompletnie ja oczarował - dokładnie tak, jak wtedy, gdy był dla niej praktycznie obca osoba. Wbrew pozorom to uczucie z biegiem lat nie zmniejszało się, a jedynie nasilało, a ona uświadomiła sobie, że jej miłość do niego wcale nie minęła. Ale co miała teraz z tym faktem zrobić? Nicholas mógł mieć ułożone życie, kogoś, kto go kochał… Nie miała najmniejszego zamiaru bardziej mu się wtracać, już i tak pewnie mu coś zepsuła ta wiadomościa o dziecku.
- Co? Tak, wybacz, najchętniej wody, dziękuję. - uśmiechnęła się prawie niezdarnie, choć wesoły wyraz zszedł z jej twarzy, gdy usłyszała to przezwisko wymyślone dla niej, jakby się zdawało, wieki temu, a jej nagle zaschło w gardle. Nie puściła dłoni mężczyzny, jedynie delikatnie gładzac jego skórę kciukiem i starajac się opanować, bo z emocji to mogła nawet zwrócić, a tego by oboje nie chcieli.
- Nick, ja… Nie masz pojęcia jak wiele to dla mnie znaczy, ale chcę, żebyś wiedział, że, że jak masz już poukładane życie, że jeżeli z kimkolwiek się spotykasz, to nie chcę, byś się w to wplatywał, rozumiesz? Już i tak musiała Ci zburzyć światopoglad jak wyskoczyłam z tym dzieckiem. - przed jedna krótka chwilę miała ochotę powiedzieć, że mogliby znowu być razem, ale mocno ugryzła się w język. I to tak dosłownie.
- Może zmienimy temat? Mamy jeszcze całe sześć miesięcy na ustalenie, co z dzieckiem. No, o ile nie postanowi, że będzie chciało wyjść na świat wcześniej. - posłała Nickowi delikatny uśmiech, nie odwracajac od niego wzroku. - Jak tam u ciebie? Niezbyt mieliśmy okazję się spotkać po rozstaniu…
_________________

Tequila Daeva

What I love the most is that you're looking my way
[Profil]
 
 
Nick Reynolds


Wysłany: 2017-07-01, 20:04   

Cztery miesiace... trudno uwierzyć, że tak długo żyli w rozłace. Po całym tym czasie spędzonym w jednym mieszkaniu, często również w swoich objęciach, cztery miesiace wydawały się wiecznościa. Kiedyś budzili się w zmiętej pościeli, Quillie otwierała oczy i mogła przez moment patrzeć na śpiacego Nicka. Przecież tak trudno było go wybudzić! Rozpoczynali dzień słodkim "dzień dobry", kawa i całkiem dobrym śniadaniem, a później rozchodzili do prac, wyczekujac momentu ponownego spotkania. Reynolds jak wierny piesek wracał do mieszkania, byleby tylko ucałować czoło ukochanej i pokazać jej, że nawet po kilku latach jego uczucia sa prawdziwe.
Może ta przerwa była im potrzebna. Udowodniła w pewien sposób, że... że Nick nadal jest do niej przywiazany. Trudno mu było przyznać to przed samym soba, nie mówiac już o otwieraniu się na pannę Daevę. Jeszcze nie. Blondyn to osoba, która niechętnie przyznaje się do winy i błędów. A niedługo zacznie sadzić, że zerwanie zaręczyn takowym było.
Często zastanawiał się "co by było, gdyby"... gdyby tamtego dnia przemyślał wszystko jeszcze raz, gdyby nie przyjał pierścionka z powrotem, gdyby zdecydował się ograniczyć pracę i docenić ukochana. Może byliby teraz małżeństwem? Albo planowaliby w najbliższej przyszłości ślub? I zamiast spotykać się w kawiarni, świętowaliby tę ciażę w inny sposób. Może na szybkim urlopie, bo Tequila zasługiwała na wszystko, co najlepsze.
Mimo wszystko nie złamał słowa. Powiedział jej, że nie ma czasu na zwiazek i nie czuje się na tyle odpowiedzialny, by go tworzyć. Od tamtej pory był sam. Z jednymi, może dwoma wyskokami, gdy potrzebował dać upust pożadaniu, ale nigdy nie było w tym emocji. Ma 36 lat i nadal czeka. Kij wie, na co.
Zgodnie z wola brunetki kiwnał dłonia na przechodzaca kelnerkę i poprosił o szklankę schłodzonej wody dla "najpiękniejszej kobiety w mieście". Dziewczyna wygladała, jakby chciała powiedzieć, że nie jest spragniona, ale powstrzymała się, widzac spojrzenie Nicholasa, skierowane w stronę Quillie. Nawet przeciętna kelnereczka wyczuła, że coś jest na rzeczy. Odeszła, a Nick drgnał, czujac palec kobiety, sunacy po jego dłoni. Ujał jej palce nieco mocniej, jakby starajac się jej dodać otuchy, choć i on nie miał się w tej chwili najlepiej.
- Quillie - zaczał cicho, po czym przełknał ślinę. Boże, przez ostatnie cztery miesiace pisał w głowie ewentualne scenariusze ich pierwszego spotkania. Ale ani nie przypuszczał, że będa rozmawiać... we troje, ani nie sadził, że będzie tak ciężko. - Nikogo nie mam i to... nieważne. Nawet gdybym miał, nie zostawiłbym cię samej. Szczególnie nie teraz - zapewnił. Nie wiedział, kiedy to się stało, ale w jakiś sposób rozprostował delikatnie palce kobiety i przesuwał opuszka po wewnętrznej części jej dłoni. Rysował małe kółeczka, zupełnie jak kilka miesięcy temu, gdy starała się zasnać. - Jedyne, co wiem na pewno, to... nie chcę być ojcem "z doskoku" - mruknał, krzywiac się nieznacznie. - Jeśli tylko mi pozwolisz, pomogę ci zaopiekować się dzieckiem - dodał ciszej. Była to prośba bardzo zobowiazujaca bo znaczyła, że ścieżki Nicka i Quillie zwiaża się jeszcze raz. Uśmiechnał się delikatnie, kiedy zdecydowała się zmienić temat. Nie będzie naciskał.
- Planowałem się odezwać. Po prostu byłem przekonany, że nie chcesz mieć ze mna nic wspólnego. Co w sumie mnie nie dziwi - przyznał, znowu zerkajac za okno. Wszystko w nim się wykręcało i ściskało w środku. - Przepraszam za tamtego SMS-a - dodał. W zasadzie powinien przeprosić za wszystkie. - Za ten, w którym pytałem, czy to na pewno moje dziecko - wytłumaczył.
_________________
[Profil]
 
 
Tequila Daeva


Wysłany: 2017-07-02, 18:16   

Czemu los zawsze był taki ironiczny? Kiedy najbardziej chciała się pozbyć Nicka z myśli, nagle okazało się, że będzie miała z nim dziecko. I to jeszcze dziewczynkę, jak się nie tak dawno okazało. Kiedy nie mogła spać po nocach, zastanawiała się, czy będzie podobna do byłego narzeczonego, czy… Czy będzie miała swoja własna część mężczyzny przy sobie, czy może jednak mała wda się całkowicie w nia. Nie miała pojęcia i to chyba martwiło ja najbardziej, a jednocześnie w jakiś przedziwny sposób ekscytowało. Może to właśnie dlatego postanowiła napisać do Reynoldsa, może zwyczajnie za nim tęskniła. Tylko tyle i aż tyle, a jak to potrafi człowiekiem wstrzasnać. Coś ścisnęło ja w gardle, gdy Nicholas zamówił wodę dla “najpiękniejszej kobiety na świecie”, a jego spojrzenie sprawiło, że po kręgosłupie przeszedł ja dreszcz. Nawet kelnerka (a te zazwyczaj wszystko przeinaczały) jedynie ruszyła po wodę, nie pisnac nawet słówkiem - czyli coś zdecydowanie musiało być na rzeczy. Głos na długo utkwił jej w gardle i tylko była w stanie wpatrywać się w mężczyznę przed soba z jakaś taka rozpacza w oczach i zastanawiać się, jakim cudem on zawsze był w stanie zedrzeć jej powłokę silnej kobiety oraz odsłonić to, co starała się ukryć przed światem. Miłość była dziwnym zjawiskiem - niby chemicznym, a jednak… Jednak było w niej coś zarówno jak i fascynujacego, uzależniajacego, jak i przerażajacego. To, w jaki sposób potrafiła zawładnać nad człowiekiem, to w jaki sposób potrafiła odwrócić światopoglad o 180 stopni, to w jaki sposób uczyła, doświadczała, nagradzała i karała. Nick był pierwsza i jak na razie ostatnia miłościa Tequili, nie umiała już sobie wyobrazić życia z kimś innym. Odkad się rozstali, była sama i z nikim nie spała, częściowo też przez wzglad na ciażę. Prawie drgnęła, czujac jak uścisk na jej dłoni zacieśnia się i spojrzała na swojego towarzysza, marszczac bardzo delikatnie brwi, bardziej w zdziwieniu, niżeli w złości. Nie ukrywała już nawet, że ulżyło jej na te słowa, że w jakiś sposób ucieszyła się z wiadomości, iż oboje sa sami, że może liczyć na wsparcie. Co prawda, Sebastien i tak już wiedział (ups, o tym chyba nie powiedziała Nickowi), ale jego reakcja dawała naprawdę mocno do myślenia Tequili. Najbardziej chyba się bała, co powie jej szef i czy będzie mogła zrezygnować z pracy na czas macierzyństwa. Spuściła wzrok na palce Nicka, gdy rysował na jej dłoni kółeczka i powoli pokiwała głowa, lecz bardziej na znak, że przyjęła do wiadomości.
- Chciałbyś je wychowywać ze mna? - aż się prawie zachłysnęła, gwałtownie unoszac na niego wzrok, a niedowierzanie aż biło z jej twarzy. Na jego następne słowa po prostu się ciepło zaśmiała, kręcac głowa.
- Nick, spokojnie. To było całkiem normalne pytanie. Ja… Przepraszam, że zachowywałam się jak małe dziecko. - przeszła teraz do poprzedniej części, długa chwilę milczac. - Prawdę mówiac, na poczatku tak było. Ale… Z czasem chyba starałam się cię zrozumieć. Szczerze, to mi się wydawało, że po tym jak rzuciłam ci pierścionkiem w twarz, to ty wolałeś mieć spokój.
Umilkła na kolejny moment, a jej spojrzenie stało się bardziej smutne, zaś ona sama spuściła wzrok, jakby ważyła swoje słowa.
- Nickie, jeżeli… Jeżeli kiedykolwiek będziesz miał jakiś problem, to możesz się do mnie zwrócić, okej? Nie mogę ci tego obiecać na pewno, ale postaram się pomóc. Bo to strasznie głupie, że rozstaliśmy się tak, jak się rozstaliśmy i nie zmuszam cię do niczego, ale naprawdę się ucieszyłam, że mogliśmy się spotkać i…
Głos się jej załamał i umilkła już na dobre, jedynie mocniej ściskajac dłoń Nicholasa, jakby to miało wyrazić wszystko, co chciała powiedzieć. A może po części nawet tak było.
_________________

Tequila Daeva

What I love the most is that you're looking my way
[Profil]
 
 
Nick Reynolds


Wysłany: 2017-07-06, 00:56   

Nick zadaje sobie to pytanie codziennie, wierz mi. Podobnie jak to, dlaczego w ogóle zakończył kilkuletni zwiazek. Czuł się odrobinę osaczony i nie potrafił sobie radzić z emocjami, to prawda, a szef co chwilę wysyłał go do kolejnych specjalistów, ale żaden to argument w obliczu prawdziwej miłości. Bo przecież za taka właśnie uznawał uczucie łaczace go z Tequila. Chciał, by takie było. Niemniej jednak spieprzył wszystko w zaledwie dwie minuty, a potem chodził przez tydzień z pęknięta warga - pamiatka po lecacym w jego stronę pierścionku. Bo trzeba przyznać, że Daeva też miała niezły rozmach. I temperament, jak by nie patrzeć. Może dlatego tak dobrze się niegdyś dogadywali. I zapewne dlatego ich dziecko nie będzie miało w życiu zbyt łatwo. Już pomijajac fakt, że żadne z nich się na rodzica nie nadaje, jeśli córka (o czym Nick jeszcze nie wie, a szkoda) odziedziczy po nich trudny charakter, będa tworzyli mieszankę wybuchowa. Może to i lepiej, jeśli zdecyduja się ja wychować wspólnie, ale nadal się nie wiażac? Może dzięki temu zaoszczędza dziecku dodatkowego stresu. W końcu człowiek nie jest w stanie zmienić się w ciagu czterech miesięcy, prawda? Nie oczekujmy od Reynoldsa, że nagle dorośnie.
- Nie wiem... tak, myślę, że tak - przyznał po chwili, marszczac brwi. Na moment nawet oparł łokieć na stole i ułożył czoło na dłoni, starajac się to wszystko ogarnać. Nie spodziewał się po prostu, że zupełnie nagle zostanie ojcem. Rano starał się równo zawiazać krawat (co pewnie i tak mu nie wyszło) i zastanawiał się, co zjeść na śniadanie, a zaledwie kilka godzin później siedzi z była narzeczona w kawiarni i znowu planuja wspólne życie. - Nie mam pojęcia, jak to zrobić - przyznał w końcu, znowu na nia patrzac. Powrót w ramiona Tequili wydawał się taki... właściwy, ale w głębi duszy Nick wiedział, że jeszcze nie jest gotowy. Że znowu to spieprzy, a tym razem miał do stracenia znacznie więcej niż jej zaufanie. Chodziło o dziecko. O coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył, odrobinę się bał, ale pragnał poznać. - Wiem, że uważasz mnie za równie chujowy materiał na ojca, co na męża, ale tym razem dam z siebie wszystko, dobra? - wymamrotał i nawet uśmiechnał się delikatnie, ściskajac palce brunetki. W bardzo przyjaznym i ciepłym geście, warto dodać.
- Miałaś powód - mruknał spokojnie, słyszac jej tłumaczenie. Nie miał prawa kończyć tych zaręczyn bo było to po prostu głupie. Nic dziwnego, że Daeva zareagowała gwałtownie i agresywnie. Aż dziw, że nie wydłubała mu wtedy oczu, skoro zaledwie kilka tygodni wcześniej rozmawiali o przyszłości. - Oboje zachowaliśmy się trochę niedojrzale, okay? - pocieszył ja, kiedy spuściła wzrok. Ten widok rozciał serce Nicka na drobniutkie części bo ostatnim, czego chciał, było zasmucenie byłej ukochanej. Teraz już nauczyli się, że do odtracenia i zerwań powinno się podchodzić doroślej. Nie dawać się porwać emocjom, niczym nastoletnie szczeniaki.
- Quillie - wyszeptał cicho, marszczac czoło. Wiedział doskonale, co chciała powiedzieć, tak przynajmniej mu się wydawało. Nie był jednak pewien, czy rozmowa o uczuciach jest dobrym pomysłem. Wykorzystyjac fakt, że stolik jest raczej mały, wyciagnał wolna dłoń i przesunał jej wierzchem po policzku brunetki. - Nie chowaj się - mruknał, odgarniajac jej z twarzy kilka zagubionych kosmyków. Uśmiechnał się nawet delikatnie, choć w oczach mężczyzny czaił się niewyobrażalny ból.
_________________
[Profil]
 
 
Tequila Daeva


Wysłany: 2017-07-20, 10:06   

- Cieszę się. - szepnęła, kiedy Nick stwierdził, że raczej chce wychowywać dziecko razem z nia i zdobyła się na kolejny uśmiech. Wiedziała, że też nie jest mu łatwo, po nocach zdarzało jej się zastanawiać jak sobie teraz radzi i czy ktoś inny budzi się przy nim rano, całuje go w policzek na powitanie, próbuje go dobudzić i zagonić do pracy... Często nawet robiła to nieświadomie, nie zdajac sobie sprawy ze swoich myśli dopóki nie zawładnęły całym jej umysłem, wywołujac ogromna chęć odezwania się. I dopiero wtedy Tequila gwałtownie wyrzucała go ze swoich myśli raz jeszcze i tak w kółko, aż nie zajęła się czymś innym.
- Też nie mam pojęcia. Ale jakoś damy radę. - powiedziała, sama starajac się w to mocno uwierzyć. Boże, jak chciała wrócić do Nicka, znowu móc go przytulić, pocałować… Ale bała się, że znowu zostanie odepchnięta, że… Że mężczyzna znowu odepchnie ja od siebie, wybierze pracę, czy cokolwiek innego, a Tequila zostanie sama na lodzie, przerażona niczym małe dziecko, które jedynie pragnie, by ktoś wział je za rękę i zaprowadził w bezpieczne miejsce, z dala od krzywd i trosk. Uśmiechnęła się z rozczuleniem, słyszac jego słowa i mocniej ścisnęła jego dłoń, wykorzystujac parę chwil milczenia, by zebrać słowa i uporzadkować swoje myśli.
- Uwierz mi, ja też się nie nadaję na matkę. - zaśmiała się cicho, kręcac głowa i odgarniajac kosmyk włosów, który wpadał jej do oczu. Pokiwała głowa na jego pocieszenie i przełknęła ciężko ślinę, czujac nagle suchość w gardle oraz charakterystyczne pieczenie w kacikach oczu. Doskonale pamiętała, że po zerwaniu zaręczyn zamknęła się w swoim pokoju i płakała tak, że przez kolejne parę dni ludzie pytali się, czy nie dostała od kogoś w twarz. Drgnęła, czujac jego dłoń na swoim policzku i ujęła ja swoja własna, przymykajac na długa chwilę oczy.
- To dziewczynka, wiesz? - powiedziała nagle, unoszac powieki i uśmiechajac się do niego łagodnie. Wiedziała, że Nick chciałby o tym wiedzieć, poza tym i tak nie było teraz sensu tego ukrywać, bo i po co? Dość już miała kłamstw, chowania się i udawania, że jest okej.
- Właśnie, ostatnio rozmawiałam z jednym psychologiem, nazywa się Sebastien Verlac. - zaczęła powoli, a jej uśmiech zmienił się na wyraz troski, gdy uważnie przypatrywała się byłemu narzeczonemu. [b]- I dowiedziałam się, że on też cię zna, że w sumie jesteś jego pacjentem. Nick… Czemu chodzisz do psychologa? Wszystko w porzadku?
_________________

Tequila Daeva

What I love the most is that you're looking my way
[Profil]
 
 
Nick Reynolds


Wysłany: 2017-07-24, 11:20   

Kiwnał głowa. Boże, jasne, że się cieszyła. To raczej oczywiste. Każdy by się cieszył, gdyby prawdziwy ojciec dziecka zgodził się je wychowywać. Co prawda zachowywali się trochę jak pogubione szczeniaki bo Tequila nie wiedziała, jak sobie poradzić z wychowaniem mniejszej wersji samej siebie (miejmy nadzieję że nie Nicka), a on nie miał pojęcia, w jaki sposób może ja wesprzeć. Pieniędzmi? Tak czy siak musiałby płacić alimenty, żadne rozwiazanie. Spotkaniami z dzieckiem? Przecież Daeva może sobie znaleźć innego partnera, a trzecim kołem u wozu być nie chciał. I chociaż jedynym racjonalnym sposobem był po prostu ponowny zwiazek, Reynoldsowi nie uśmiechała się ta opcja. Kiedy brunetka tylko weszła do lokalu, poczuł, że dawne uczucia nie wygasły. Że jakaś jego część nadal ja kocha, że mogłaby mieć jego nazwisko, że byliby najszczęśliwsza para na świecie, gdyby Nick nie postanowił tego spierdolić. Tylko że... on też już miał swoje życie. W pracy szło mu coraz lepiej, psychiatra załatwił mu zwolnienie z ciagłych wizyt u psychologów i radził sobie naprawdę nieźle. Nawet bez kobiety u swego boku. Facet ma już prawie czterdziestkę na karku i nadal żadnych większych planów na życie. Pogratulować!
Kiedy tak siedział, zapatrzony w jej słodki uśmiech, uświadomił sobie, że przez te kilka miesięcy starał się blokować wszelkie myśli o Quillie. Teraz wspomnienia zalały go goracem uczuć i zapragnał pochwycić kobietę w ramiona, mocno przytulić i obiecać, że już nigdy jej nie zostawi. Tylko że ze złamania kolejnej obietnicy nie wyszedłby cało.
- Och. - Tylko tak potrafił zareagować, gdy poinformowała go, że będzie miał... córeczkę. Coś w Reynoldsie natychmiast się złamało, w pewien sposób zapadł się w sobie i nawet spuścił wzrok, przestajac muskać kciukiem dłoń byłej ukochanej. - Chciałbym, żeby była do ciebie podobna - powiedział w końcu, znowu patrzac Quillie w oczy. Gdyby miała cechy matki, z pewnościa poradziłaby sobie w życiu. Nick nie był zbyt dobrym materiałem na ojca i nie wierzył, że jego DNA zawiera jakiekolwiek dobre cechy. Poważnie. Po rozstaniu z Daeva czuł się jak ostatni dupek.
Zadrżał, gdy usłyszał nazwisko Sebastiena. No tak. Piękny pan psychiatra, z którym Nick niedawno umówił się na randkę. Reynolds przyjrzał się dokładnie kobiecie i zmarszczył czoło w odpowiedzi na jej pytanie. W porzadku? Mało rzeczy było w porzadku, a z głowa tego pana to już w ogóle nie najlepiej.
- Tak - skłamał gładko, prostujac się. Kaciki jego ust zadrżały w wymuszonej imitacji uśmiechu. - Pracodawca uznał, że wszystkim nam przyzna się... wiesz, przeglad - zażartował. Nie było to kłamstwo, jedynie częściowa prawda. Zapomniał jednak, że Tequila zna go jak nikt inny, a Nick i kłamstwa nie chodza w parze.
_________________
[Profil]
 
 
Richard Ablett


Wysłany: 2017-09-04, 21:15   

Przyjaciel polecił mu wyjść do ludzi i skorzystał z tej rady, choć łatwo nie było. Zaczał od drobnej zmiany, mianowicie po pracy nie zawsze wracał prosto do domu, po drodze zatrzymywał się w przypadkowo wybranym lokalu i zamawiał coś do picia. W oczekiwaniu na zamówienie wdawał się w krótka i pełna uprzejmości konwersację z pracownikiem, o ile była taka sposobność. Potem czuł się przez to doprawdy idiotycznie. Na całe szczęście nie zagadywał pozostałych klientów kawiarni czy herbaciarni, bo to właśnie te miejsca najbardziej ochoczo odwiedzał podczas swych popołudniowych eskapad w miasto.
Tego dnia wybór padł na czytelnio-kawiarnię. Po przekroczeniu progu rozejrzał się wokół. Wystrój przypadł mu do gustu, było też trochę ludzi, jednocześnie nie można było mówić o tłumie. Z jawnym zadowoleniem podszedł do baru i zamówił kawę oraz kawałek sernika. W głowie już rysował plan, wybrał już stolik i zamierzał po drodze wziać ksiażkę z jednego z regałów. Nawet nie pamięta, kiedy ostatni raz czytał ksiażkę dla przyjemności. Zazwyczaj musiał śledzić tekst w stosach dokumentów, co nie było porywajace. Odebrał kawę, podziękował i odwrócił się, aby ruszyć do stolika. Po drodze zerknał na jeden z mijanych regałów, aby rozeznać się w dostępnych tytułach. Dość szybko przekonał się jak wielki był to bład. Wpadł na kogoś, przez co rozlał kawę, zaś jego sernik wraz z talerzykiem znalazł się na podłodze.
– O cholera – wyrzucił z siebie bezwiednie, dopiero po chwili uświadamiajac sobie, że nie było to zbyt poetyckie okazanie swojego zdenerwowania. Ale jakoś zasób jego słownictwa nie był istotna kwestia, gdy jego kawa była wszędzie – na jego koszuli, blacie stolika, podłodze i ubraniach zupełnie obcej mu młodej kobiety, na która właśnie wpatrywał się z lekkim przerażeniem. Naprawdę nie chciał awantury. Cały ten zamach przy pomocy kawy na kobiece ubrania był mu niepotrzebny. To nie tylko plama na koszuli, to plama również na jego honorze. – Przepraszam – dodał zaraz bardzo gorliwie, chcac jakoś wyjść z całej tej sytuacji z twarza. Odstawił kubek na stolik i pospiesznie wyjał z kieszonki marynarki chusteczkę, która szybko podał poszkodowanej damie. – Szlag – syknał pod nosem. – Nie oparzyła się pani, prawda? – spytał z jawnym zaniepokojeniem. Z tego co pamiętał kawy nie zalewa się wrzatkiem, bo staje się gorzka, temperatura wody powinna mieć coś koło 80 stopni Celsjusza, więc nadal mieli do czynienia z naprawdę goracym naparem. – Tak bardzo przepraszam – spróbował zapewnić raz jeszcze o swojej szczerej skrusze.
_________________
Jaka jest przyszłość?
To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski,
ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodza tak,
jakbyśmy chcieli.
[Profil]
 
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-09-04, 21:54   

Dzień jak co dzień. Życie lubiło stroić sobie z niej żarty. Szesnaście godzin za taka pensję było pewnie jednym z nich.
Drobna blondynka stała w kolejce, próbujac się zdecydować czy chciałaby wodę z cytryna, czy może jakiś wyśmienity, świeżo wyciskany sok.
Zazdrościła wszystkim dookoła, że mogli pożywić swój organizm dawka kofeiny, badź teiny. Czymś na co ona nie mogła sobie pozwolić przez ciagnace się latami uczulenie. Wystarczył jej jeden raz, by odpuścić próby pokonywania swoich słabości. Organizm źle przyjał to karmelowe latte z podwójna bita śmietana i sprawił, że brakowało kilkunastu minut, a po prostu by się przekręciła.
Palmer lubiła czytać. Nie miała zbyt dużo czasu na poświęcanie się lekturom innym niż medyczne, jednak nie zmieniało to faktu, że papierowa skarbnicę wiedzy niezwykle sobie ceniła. Lubiła również klimaty takie, jakie pojawiały się w tutejszej kawiarni. Prócz zapachu palonej kawy i jabłecznika czuć było ten specyficzny zapach starych, pomarszczonych ksiażek. Było tutaj coś, co sprawiało, że nie chciało się wychodzić. Zwłaszcza, gdy deszcz zacinał leniwie o szyby i rozbijał się o pobliskie kałuże.
Lekarka bite pół godziny stała przy Polce z ksiażkami, próbujac dobrać dla siebie odpowiednia lekturę. Zawsze zajmowało jej to wiele czasu. Pierw patrzyła na stan ksiażki. Uważała, ze im bardziej zniszczona okładka im bardziej powyginane rogi, tym była ciekawsza i więcej ludzi po nia sięgało. Postanowiła zaryzykować i wybrała Zielona Milę mistrza grozy S. Kinga. Nie czytała wcześniej jego powieści, ani opowieści, ale słyszała o nim przeróżne opinie. Jedni mówili, że z każdym kolejnym wydanym opasłym tomem jego zapał i innowacyjność wypalały się. Podobno stał się powtarzalny, jednak ciężko było jej to oceniać- w końcu pierwszy raz miała coś w rękach tego autora.
Była zadowolona- dzień się jeszcze nie skończył, miała chwilę dla siebie. Lionel był zajęty i nie odbierał telefonu, ani nie odpisywał na wiadomości. Poinformował ja rano aby się nie martwiła i obiecał w jakiś sposób to wszystko zrekompensować.
Clementine uniosła głowę, układajac ksiażkę pod pacha a w wolne dłonie biorac sok i kawałek jabłecznika na kruchym spodzie. I już miała powrócić wzrokiem do niewielkiej, wytyczonej ścieżki, już miała robić kilka drobnych kroków, gdy ktoś na nia wpadł. Brwi powędrowały do góry, a ksiażka wraz ze szklanka poleciała na dół i roztrzaskała się z hukiem. Przepyszny, jak mniemała jeszcze parę minut temu, jabłecznik wraz z talerzykiem przykleił się do jej granatowej koszuli.
- Ojej!- wykrzyknęła, łapiac się z przestrachem na głowę. Mówiac szczerze, bardziej przeraził ja huk i tłum gapiów, aniżeli ciasto na cyckach i ciepły płyn rozlany na materiale w jaki postanowiła się dzisiaj wystroić. Przez kilka długich sekund przygladała się pobojowisku, po czym opuściła dłonie i spojrzała na pana, który na nia wpadł. Wygladała na rozbawiona, w przeciwieństwie do niego.
- Chyba była za zimna. Zgłosiłabym zażalenie. - uśmiechnęła się nieśmiało i ujęła w dłonie chusteczkę od Richarda, by moc przetrzeć... właściwie to wszystko. Potrzebowała mopa, albo pralni by w jakiś sposób doprowadzić się do ładu. Jej dwukolorowe spojrzenie zlustrowali mężczyznę od stop do głów. Stłumiła parsknięcie. Tez wygladał jakby wyszedł z jakiejś wojny cukierniczej.
- A czy z Panem wszystko w porzadku?- Clem dopiero teraz zdjęła talerzyk ze swojej klatki piersiowej. Skrzywiła się delikatnie i zaczęła zeskrobywać resztki ciasta ze swoich piersi, co jakiś czas zerkajac na nowo poznanego z zaciekawieniem.
- Naprawdę, nic nie szkodzi. - rzuciła pokrzepiajaco. Chyba się przejał.
- To tylko koszulka. I spodnie. Właściwie to cały ubiór. Ale miałam zamiar go wyprać. - Clementine nie była dobra w uspokajaniu ludzi. Zawsze się motała i wygadywali głupstwa. Blake lubił się z niej wtedy mocno nabijać.
_________________
[Profil]
 
 
Richard Ablett


Wysłany: 2017-09-05, 00:40   

Kobiecy okrzyk pełen zdumienia sprawił, że Richard mimowolnie się wzdrygnał. Przygladał się tym wszystkim szkodom, które wyrzadził bardzo bezradnie, choć ktoś stojac z boku mógłby stwierdzić, że wpatruje się w dzieło zniszczenia. Szlag trafił nie tylko jego kawę i sernik, bardziej żal było mu soku i jabłecznika, który jak na złość wyladował na klatce piersiowej kobiety. Ten widok go zmieszał tak mocno, że musiał odwrócić wzrok w bok, ponieważ w żadnym wypadku nie chciał zostać posadzony o wpatrywanie się w piersi nieznajomej.
Zażalenie na to, że tylko przypadkiem uratowano pania od dotkliwych oparzeń? – spytał z niezbyt madra mina, nadal dziwiac się całej tej sytuacji, chyba powatpiewajac w pogodę ducha kobiety. Właściwie to spojrzał na nia z tak wielkim niedowierzaniem, jakby uznał ja za wariatkę, co z pewnościa nie było zbyt uprzejme, zwłaszcza w sytuacji, kiedy sam odpowiadał za ten chaos. Kiedy jednak zdołał wyjść z poczatkowego szoku i przyjrzeć się poturbowanej przez siebie kobiecie nieco bliżej, dostrzegł nawet taki szczegół jak to, iż tęczówka jej prawego oka jest innej barwy niż ta u tego lewego. Pewnie nawet nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie to, że uważne spojrzenie tejże pani bardzo go zawstydzało. Czuł się tak, jakby go prześwietlała. Była jednak przy tym całkiem taktowna, tylko Ablett był zbyt przejęty całym zajściem. Zrobił z siebie idiotę i to kolejny już raz.
Mna się proszę nie przejmować – odpowiedział niedbale na jej pytanie, bo naprawdę jego uszczerbek był niczym wobec strat damy. Mężczyzna poradzi sobie z poplamionym ubraniem, ale kobieta? To było niczym zbrodnia przeciw naturalnemu porzadkowi świata, mimo to pokrzywdzona potraktowała go jak człowieka. Szczęście w nieszczęściu, że wpadł na tak wyrozumiała przedstawicielkę płci pięknej. I całkiem młoda. I atrakcyjna. Szybko jednak wyperswadował sobie z głowy myślenie o swej ofierze w podobnych kategoriach.
Jest mi naprawdę bardzo przykro z powodu tego zamieszania – zapewnił ja solennie, po czym odchrzaknał z zakłopotaniem, kiedy na jego oczach pozbywała się jabłecznika z materiału koszuli. Instynktownie zerknał w tę stronę podażajac za ruchem jej dłoni, na całe szczęście szybko się opamiętał i spojrzał jej w oczy. Tak, gapienie się w dwukolorowe tęczówki było bezpieczna opcja. – Może być pani pewna, że pokryję koszty czyszczenia. Znam nawet jedna świetna pralnię, więc na pewno będzie pani zadowolona – wyrzucił z siebie w rozpaczliwej próbie odkupienia swojej winy, w końcu to właśnie należało zrobić, jakoś zadośćuczynić za wyrzadzona krzywdę. – I odkupię pani sok i ciasto – dodał jeszcze desperacko. Oczywiste było to, że powinien pokryć wszelkie koszty, w tym i te za rozbite naczynia.
_________________
Jaka jest przyszłość?
To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski,
ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodza tak,
jakbyśmy chcieli.
[Profil]
 
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-09-05, 09:13   

Faktycznie. Jej okrzyk należał do tych, które najczęściej słyszy się w filmach jednego rodzaju: horrorach. Mimo wszystko uniesienie głosu nie zwiastowało nadejścia końca świata, czy potwora, który miał ja stracić. Żaden Freddy nie zrobi jej krzywdy, ani doktor Hannibal Lecter nie zje jej pół twarzy. Przedstawiało nic innego, jak mocne zaskoczenie ze strony lekarki.
Zaskoczenie było elementem, który budował i nakręcał cała tę zabawna karuzelę. Człowiek myśli sobie jak to wszystko jest piękne i poukładane, aż tu nagle świat wywraca się do góry nogami. Płata figla i ucieka w kacik śmiejac się cicho, niczym dwuletnie dziecko złapane na psoceniu. Często nie pojmujemy ciagów następujacych po sobie wydarzeń, tego jakie ma to dla nas znaczenie i jak bardzo uwikłane jest w to wszystko przeznaczenie. W końcu życie to nie wzór matematyczny, nie obliczyły go i nie znamy proporcji, które dałyby idealny wynik. Kto zna to, co Fatum zapisało mu w kartach, niech pierwszy podniesie rękę- dziewczyna chętnie by skorzystała.
Clementine uśmiechnęła się delikatnie i rozłożyła bezradnie ręce, ściskajac w dłoniach chusteczkę.
- Właściwie to ja uratowałam Pana. Zimna kawa podobno nie smakuje najlepiej. - Lionel jej nienawidził, a pił kawę w wiadrze- olbrzymim kubku nazywanym w ten żartobliwy sposób przez Palmer. Podziwiała go, że potrafił wlewać w siebie tony płynu, a jego zęby w dalszym ciagu pozostawały białe, ciśnienie miał wzorowe, a pęcherz działał jak u nastolatka.
Blondynka odstawiła talerzyk na znajdujacy się w pobliżu stół i pochyliła się, by pomóc kelnerce ogarnać ten chaos i zniszczenie, jaki się stworzył. Powoli podnosiła szkło swoimi drobnymi palcami i wkładała je na szufelkę, podczas gdy pani próbowała zetrzeć resztki ich napojów. Gdy uzyskała satysfakcjonujacy efekt ponownie spojrzała na mężczyznę i dźwignęła się na nogi, przy okazji zgarniajac ksiażkę z ziemi. Na całe szczęście nie ucierpiała.
- Spokojnie, wszystko jest okej. - uniosła dłoń, jakby zamierzała poklepać go po ramieniu. Nie widziała powodów, aby przejmować się takim banałem, jak wylanie na kogoś zimnej kawy. Tylko trochę ciasta szkoda. Ucieszyła się, gdy zaproponował jej kolejna porcję, skinęła więc głowa.
- Niech się Pan tak nie martwi. - to było naprawdę urocze. Pierwszy raz spotkała mężczyznę, który tak przejmował się drobiazgami, czyli rzeczami, które tak naprawdę nie maja żadnego znaczenia. Jego życie zapewne było ciagiem tanich i niepotrzebnych dramatów. A może to właśnie one wykształciły w nim to, co tak bardzo jej się spodobało.
- Będzie mi miło, jeśli po tym wszystkim Pan do mnie dołaczy. - dodała po krótkiej chwili, a twarz ponownie przeciał jej uśmiech. - No wie Pan. W ramach przeprosin. - uznała, że będzie to znacznie ciekawsze doświadczenie niż zapłata za pralnię.
_________________
[Profil]
 
 
Richard Ablett


Wysłany: 2017-09-05, 14:46   

Gdy otrzymał odpowiedź na swoje pytanie, całkiem niespodziewanie, bo był przekonany, że rzuca jedno z tych retorycznych pytań, znów został zaskoczony. Była to całkiem miła niespodzianka i to tylko dzięki optymistycznemu nastawieniu znajdujacej się przed nim kobiety. Dzięki jej słowom, którymi to wywracała kota ogonem, Richard pokusił się o subtelny uśmiech. Kiedy on postrzegał to zajście jako jedna wielka katastrofę i doszukiwał się oparzeń, czyli najgorszych możliwych skutków rozlania kawy, główna poszkodowana bagatelizowała cała sprawę i zauważała pozytywne aspekty. Taki tok rozumowania był dla niego niepojęty i idac jego tropem można było dojść do wniosku, że na dobre wyszło mu rozlanie kawy, bo przecież nie była taka ciepła, jak być powinna, aby była przyjemna w smaku. A zabrudzone ubrania i możliwe oparzenia, gdyby jednak była goraca, nie miały takiego wielkiego znaczenia.
Dziękuję za ratunek – odparł w końcu, bo stojaca przed nim dama zasłużyła na nie dzięki swojej postawie. Chyba po raz pierwszy spotyka kobietę, która nie rozpaczała z powodu strat wizerunkowych spowodowanych poplamieniem ubrania. Prezencja jest ważna, oczywiście, ale nie szata zdobi człowieka.
Przybycie kelnerki otrzeźwiło go na tyle, że również przykucnał i zaczał zbierać z podłogi odłamki talerzyka. Oczywiście i pracownicę przeprosił za kłopot, a potem przyrzekł, że zapłaci za straty. Na całe szczęście szybko udało im się opanować powstały bałagan. Odłamki zostały sprzatnięte, pozostałości po napojach starte i kawałek sernika też zniknał. Richard jednak domyślał się, że fragment podłogi, gdzie jeszcze niedawno znajdowała się kałuża soku wymieszanego z kawa, pewnie będzie się kleić. Kiedy obie panie powstały, sam wrócił do pionu.
Zawsze się martwię – wyznał może nieco niepotrzebnie, jednak czuł potrzebę wytłumaczenia się. Zreszta, bardziej skompromitować chyba już się nie da. I mówił prawdę, często zamartwia się na zapas, bo zbyt wiele myśli, choć przedmiotem jego troski w znakomitej większości przypadków jest jego syn. – Czuję się zażenowany, bo niecodziennie wylewam na kogoś kawę – dodał jeszcze z żartobliwa nuta, choć w jego głosie słyszalne było przede wszystkim mocne spięcie. Na całe szczęście powoli całe to zdenerwowanie odchodziło.
Chętnie do pani dołaczę – dość szybko skorzystał z zaproszenia, nie chciał zmarnować okazji do odbycia miłej rozmowy. Może powinien mieć większe opory, ale jego rozmówczyni wydawała się bardzo sympatyczna osoba. Zaraz jednak zaczał się stresować, gdy pomyślał, że ktoś mógłby zarzucić, że specjalnie wpadł na zdecydowanie młodsza od niego kobietę, aby zabiegać o jej względy. A przecież wcale nie był tak zdesperowany! – Jednak żadnych przeprosin nie przyjmę, w końcu to ja tutaj zawiniłem.
Co do tej kwestii zamierzał uparcie stać przy swoim. Zamiast patrzeć przed siebie to gapił się na boki i ma tego skutki. A przecież tyle razy sam powtarzał swojemu synowi, by patrzył gdzie idzie, więc jakim cudem sam nie zanotował w swoim umyśle tej cennej porady?
Co konkretnie dla pani zamówić? – spytał uprzejmie, chcac jak najszybciej zrealizować swoja obietnicę odkupienia win. Może jego towarzyszka tym razem zażyczy sobie innego soku oraz innego ciasta niż jabłecznik. Wolał się upewnić.
_________________
Jaka jest przyszłość?
To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski,
ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodza tak,
jakbyśmy chcieli.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8