Poprzedni temat «» Następny temat
Mostek
Autor Wiadomość
Kelly Shepherd
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-11, 15:03   

Najpierw dowiedział się, że Nathanowi po alkoholu właczała się agresja, a teraz doszło do tego jeszcze to, że potrafił się upić w pracy. Czyli nic nie było jak powinno. Wiedział, że to tylko jego, bo watpił, aby tak się działo gdyby mieli szczęśliwe życie. Przecież Nate nie miałby powodu, aby sięgać po alkohol gdyby był przy nim. Aż żałował tego komentarzach i studentach którzy chcieliby się z nim napić.
- Nie martw się o mnie. Piję po pracy i daleko mi do tego, aby zaczęło być inaczej - nie ważne, że tak naprawdę czasem był bliski temu, aby i w niej zmoczyć gardło. Nadal wierzył, że potrafił się kontrolować nie ważne, że z dnia na dzień było to coraz trudniejsze - Dlaczego nic nie mówiłeś? - spytał, chociaż raczej sobie powinien zadać pytanie Dlaczego niczego nie zauważyłem? A znów mnie nie było. Odpowiedź była tak oczywista, że aż bolało.
Wdzięczny był za to, że Nate dał mu chwilę na pozbieranie się po tym jak powiedział to co tak długo mu ciażyło. Wystarczyło mu, że trzymał go za rękę, bo na inna bliskość mógł zareagować jeszcze gorszym rozklejeniem się, a wtedy wzięcie się w garść na pewno nie było mu takie proste.
Nie miał mu za złe braku entuzjazmu w głosie, bo niby dlaczego miałby go mieć. Od przyjazdu tutaj praktycznie sam spędzał czas w domu jego dziadków. Kelly wybiegał jak poparzony do szpitala, a później wracał najczęściej pijany do domu. Nie było to chyba lepsze od siedzenia we Francji i zamartwiania się o ukochanego. Ale co tam mógł wiedzieć. Nie myślał przez tyle lat o uczuciach, strachu męża o jego życie. Teraz chciał to zmienić i pokazać mu, że tutaj też im będzie dobrze. Wolał nie robić z tego wielkich obietnic, a po prostu zaczać zabierać w różne miejsca.
- Naprawdę nie było mnie tutaj wiele lat, ale myślę, że w końcu uda nam się znaleźć jakieś fajne miejsce gdzie będziemy mogli wpadać coś zjeść - wolał nie wspominać o tym, że za to doskonale wie gdzie się można napić. Jakoś watpił, aby Nate był z tego zadowolony. Te miejsca wolał zostawić dla siebie nawet jeżeli będzie do nich zagladał rzadziej. Jakoś nie chciał, aby któregoś pięknego dnia Nathan stanał w drzwiach baru i patrzył na niego wzorkiem, który ciężko byłoby mu znieść.
- Dostaniesz - powiedział jakby to był tak oczywiste, że po dniu przychodzi noc - Powiedz mi gdzie oni znajda lepszego wykładowcę? Hmmm? - nic innego nie wchodziło w grę. Jak dla niego Nate mógłby nie pracować, ale wiedział jak jego maż lubi uczyć, więc nawet nie wychodził z taka propozycja. Zreszta brał też pod uwagę to, że siedzenie w domu może go męczyć. Sam po dwóch dniach miałby dość. Nie było za wygodnie, więc położył się tak, aby mieć głowę na jego kolanach. Nie dbał o to, że ubranie mu się pobrudzi. To było ostatnie o czym teraz myślał - To w takim razie pojadę, a jak już będziemy w Southend może później pójdziemy na plażę albo chociaż przejdziemy się po molo? - brakowało mu takich zwykłych chwil z mężem. Takich kiedy w głowie nie miał kolejnego wyjazdu czy butelki alkoholu, która gdzieś tam na niego czekała. Mógł liczyć tylko na to, że taka beztroska chwila dobrze im zrobi.
 
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2017-08-11, 15:54   

Jakby wszystko inaczej się potoczyło to faktycznie, Nate nie odkryłby tej smutnej prawdy o sobie. Nigdy jakoś nie ciagnęło go do upijania się. Pił, bo pił, bo czuł chillout, bo czasem był za trzeźwy do danego środowiska i musiał się wpasować, ewentualnie pił na rozluźnienie. Nigdy nie kręciło go to, aby upić się i stracić poczucie czasu, siebie i swojego portfela. A także urywane filmy go nie jarały i dochodzenie co rano gdzie był i co robił. Nie. On w pewnym etapie swojego życia zaczał zapijać smutek, tęsknotę. Pił by przez moment zapomnieć o szarej rzeczywistości. I co wieczór zabierał sobie godzinę z dobrego poranka. A po obudzeniu się płacił za to okropnym kacem. I wyrzutami sumienia. No własnie, do wspomnianego czasu.
- Ja przynajmniej swoim piciem nikogo w pracy nie miałem jak skrzywdzić. Jeśli chodzi o wykonywane czynności, bo tak.. to nie wiem, nie ufam sobie. - Jeszcze dodał. Bo faktycznie, jedynie co mógł robić to albo zasnać wśród studentów albo gadać głupoty. Od tego nie zależało czyjeś życie. A na pytanie mężczyzny spojrzał tylko na niego wymownie i nie odpowiedział. Czy naprawde musiał głośno wtedy powiedziec, że dlategom nic nie mówił, bo to własnie Kelly był sprawca tego, ze Nate sięgał do butelki? Chyba nie chciał tego mówić na głos. Dlatego nie odpowiedział. Samo spojrzenie musiało wystarczyć.
Sam Nathan nie wiedział właśnie w tym momencie czy lepsze było siedzenie we Francji czy tutaj. Polegało na tym samym, ale w Paryżu przynajmniej miał pracę, nie siedział zamknięty w czterech ścianach i miał przyjaciół, którzy obserwowali, wyciagali wnioski i nie pozwalali mu przebywać długo samemu. WIedzieli co się dzieje o wiele szybciej niż Nate zaczał sobie to uświadamiać.
Tutaj nie miał nic. Pracy, ulubionego miejsca, a nawet znajomych. Chociaż już robił postępy! Kto wie, może z Charlesem a nim narodzi się jakaś wyjatkowa więź i Brentwood przestanie być takie obce. No i Nathan miał tutaj Kelly'ego. Już nie martwił się, że ten zginie od strzału wrogiego obozu. Teraz bał się o inne rzeczy. I.. zazwyczaj w nocy nie spał. Czuwał, budził z koszmarów, pograżał się w rozmyślaniach i podsuwał butelkę wody pod usta proszacego. Odsypiał jak jego mężczyzna wychodził z domu. Nate nie potrafił już zasnać w jego towarzystwie. Nawet jak był przeokropnie zmęczony, czuwał.
Uśmiechnał się lekko na te słowa. Po raz kolejny dziś! Co prosperowało na jakiś rekord ostatnich czasów! Już dawno tak często na jego twarzy nie gościł uśmiech.
- Mam nadzieję, ze nie tylko znajdziemy miejsca, gdzie można coś zjeść.- Przecież miasto zawsze daje tyle możliwości! Oby odkryli takie swoje miejsca... Może takie, jakie już mieli w swoim życiorysie. Na przyklad w Stanach, w Stanford mieli altankę, która wnukom albo dzieciom opisywaliby jako a tutaj twój dziadek mi się oświadczył albo popatrz, tutaj twój dziadek pierwszy raz wylał na mnie kawę, tylko po to by zagadać i mnie poderwać.. Tak, oby i takie miejsca znaleźli w Brentwood. Ewentualnie takie, że przy wycieczce z wnukami lub swoimi dzieciakami , podeszliby do siebie i wyszeptali, że to tutaj przeżyli najlepszy pocałunek albo seks w swoim życiu. No co... Takie miejsca też były ważne!
- Jest wielu lepszych ode mnie.- Halo, Nate, gdzie twoja wiara w siebie? a no tak, dawno temu już ja pogrzebałeś... Może to jet ten moment, w którym ja odkopiesz? I Nathan nawet zgodizłby się, żeby siedzieć w domu! Ale musialyby się zmienić okoliczności. Kto wie, może... jest jeden argument, który przekonałby go do rzucenia pracy albo wzięcia tylko pół etatu. Ale... nie będzie takiego tematu poruszał teraz. To jeszcze nie czas.
Gdy Kelly się ułożył, mężczyzna głaskał go po policzku. Ta chwila.. mogłaby trwać wiecznie. Nathan zaczał nawet wierzyć w to, ze wszystko się ułoży. Że to nowy poczatek. Nagle wróciły wspomnienia. Te pierwsze, jak byli studentami. Jak uganiali się za soba, a życie było sto razy prostsze i piękniejsze. Jak mieli siebie i nic innego się nie liczyło. Tylko oni we dwoje. Ich myśli, słowa, ich wspólne chwile. Jakby dało się to powtórzyć...
Uśmiech Nathana był jeszcze szerszy, a w oczach pojawiły się tak dawno zduszone w sobie iskierki. Radości, nadziei i kto wie, może i optymizmu i wiary. Po prostu jego oczy znów się uśmiechnęły a małe kurze łapki przy powiekach, pojawiły.
- Kocham cię.- zdołał tylko tyle odpowiedzieć na taka propozycję i schylił się, aby go pocałowac (moja wyobraźnia właśnie przekazała mojemu kręgosłupowi, ze ała, to musiało boleć :lol: )
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Kelly Shepherd
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-11, 16:55   

Tak. Samo spojrzenie wystarczyło i na razie wolał już o nic więcej nie pytać. I zakończyć ten temat, bo zaczynał uwierać go strasznie. Bo im więcej rozmawiali o piciu tym większa miał ochotę sięgnać po alkohol. Oczywiście mówił sobie, że to dlatego, że miał ciężki dzień w szpitalu, ale jakoś wolał nie dawać kolejnego powodu do marudzenia pod nosem. Doszło do niego dlaczego Nate stał się przeciwnikiem picia, ale nie wiazało się do dla niego z tym, że zupełnie przestanie po niego sięgać. Chociaż czy to nie tak powinno się odbywać? Nie powinien wspierać ukochanego w kolejnych dniach z dala od nałogu? Pewnie zrobiłby to gdyby sam już dawno nie był w jego szponach. Tylko na razie nie stało się nic takiego co skutecznie otworzyłoby mu oczy. I to nie tak, że nie słuchał Nathana. Słuchał, ale sam przecież daleko mu było od tego w jakim stanie znajdował się jego maż. Więc dwie kolejki po pracy na rozluźnienie nikogo nie zabija…
Kelly czuł, że nie mógłby wrócić do Paryża, który mimo wszystko kojarzył mu się ze szczęśliwymi chwilami. Przynajmniej kiedy już w nim był. Chociaż poczatkowe miesiace nie zapowiadały tego, że będzie tam tylko długo wyczekiwanym gościem. Może nie tak jak te spędzone w Stanach, ale również miały swój urok. To tam maż zabierał go w najróżniejsze miejsca próbujac zarazić miłościa do sztuki. Jak bardzo się nie starał dla Kelly’ego sztuka była tak samo obca. Nie rezygnował nigdy z tych chwil, kiedy Nate tak bardzo się dwoił i troił aby coś mu wyjaśnić. Zawsze miał wtedy wrażenie, że jest daleko w tyle za jego studentami, którzy musieli słuchać go uważniej. Nie ukrywajmy, że mieli prostsze zadanie, bo nie rozpraszały ich usta Nete’a od których nie zawsze umiał oderwać wzrok. Często się nawet nie starał i rozpraszał męża szepczac mu do ucha słowa przeznaczone tylko dla niego. Może i był to dawno, ale mimo wszystko nadal to pamiętał. Jakoś nie umiałby odnaleźć się tam ze świadomościa, że zjebał tak bardzo.
No i jak mógł się teraz nie uśmiechnać. Sam miał w głowie mało przyzwoite myśli i był pewien, że idealnie pokrywaja się z tymi Nathana.
- Zupełnie nie wiem o jakie miejsca ci chodzi - dodał poważnie, ale sadził, że uśmieszek, którego nie umiał, a nawet nie chciał się pozbyć mówi zupełnie coś innego. Niemniej jednak chętnie posłuchałby o co mu chodziło.
- Nie sadzę. Poza tym sam się przekonasz zaraz po tym jak dostaniesz ten etat. Studenci jak zawsze cię pokochaja. Może nawet za bardzo i będę zazdrosny. Nie tylko o sztukę ale i o nich - przedstawił wizję wszystkiego, majac nadzieję, że co do tego ostatniego nie będzie miał zbytnich powodów. Chociaż kto wie co by było gdyby Nate poznał kogoś kto nie był wrakiem człowieka, który przez wiele lat myślał tylko o sobie? Nie. Wolał nawet o tym nie myśleć. Nie był idealny, daleko mu do tego, ale nigdy by nie uwierzył, że Nathan mógłby spojrzeć na kogoś innego tak samo jak na niego.
Oj mogło zaboleć, mogło xd
Nie śpieszył się z pocałunkiem delektujac się smakiem jego ust. Podniósł trochę głowę, aby Nate nie musiał się nachylać tak mocno, a później pchnał go lekko do tyłu, a sam usiadł na nim okrakiem, starajac się nie odrywać niepotrzebnie od jego ust. Pragnał ich w tej chwili tak mocno, że nie przejałby się za bardzo gdyby ktoś miał przejść zaraz obok nich albo obserwować z mostku. To było zupełnie tak jakby poznawał je na nowo.
- Spacer przy zachodzacym słońcu, może i brzmi banalnie, ale będziemy musieli zaliczyć - powiedział jak w końcu oderwał się od jego ust, aby wziać oddech. Bo taka odpowiedź przyjał za twierdzaca. Nie mogło być inaczej.
 
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2017-08-11, 17:40   

Dlatego Nathan też nie kontynuował rozmowy. Przekazał to co mial do przekazania i nic więcej nie mógł już zrobić. Ale zrobił rzecz najważniejsza, powiedział prawdę, gorzka prawdę, która zamierzał zatajać przed Kelly'm. Ale zwierzył się i chyba tylko to teraz dla niego się liczyło. Dał radę i nie umierał z każdym słowem, że obarcza go swoim ciężarem. A to też był postęp. Może faktycznie traktował go jak porcelanowa figurkę starajac się obronic przed całym światem. I jak usłyszał już dziś, powinien przestać.
Nathan pamiętał te wszystkie chwile. I te w Paryżu i te w Stanach. W Stanford czuł się swobodniej, bo przecież znał miasto jak własna kieszeń, wiedział gdzie i w jaki dzień pójść, zeby zabawić się i to małym kosztem. Wiedział też gdzie jest najlepsze jedzenie, najlepszy alkohol, najlepszy klub, a gdzie moga zaznać trochę prywatności, doskonale wiedział też, który park jest najmniej uczęszczany, żeby mogli zaczać obściskiwać się na ławce jak zwariowana para nastolatków, a żeby zaraz nikt nie powyzywał ich od ciot i pedałów albo nie wzywał policji. W Paryżu było gorzej, bo zaczynali od zera, ale wspólnie. We Francji zaś Nate najlepiej pamiętał swoj stres jak był doktorantem, a później wykładowca. Jak uczył się opowiadać swoje notatki, a w ramach edukacji i sprawdzenia, oczywiście pierwszym jego słuchaczem był Kelly. I już przy samych wspomnieniach Nathan tylko powstrzymywał się od uśmiechu. Pamiętał doskonale jak przejęty opowiadał o jakimś dziele, a jego maż na bezczela zaczynał go dotykać albo całować albo zaczynał robić takie rzeczy przy których Nathan musial bardzo intensywnie myśleć, aby nadal powtarzać swoje regułki. Lub te chwile przy których musiał aż szturchnać Kelly'ego, aby ten oderwał wzrok z jego ust i przyznał się, że zdecydowanie go nie słuchał tylko skupiał się na czymś innym. Milion było takich chwil! Ale też wiele było samotnych. Jednak o tym Nathan w tym momencie nie zamierzał rozmyślać.
Nate spojrzał na niego łobuzersko.
- I jesteś marnym kłamca.- Zaśmiał się. Doskonale obaj zdawali sobie sprawe o czym myśla.
Pokręcił głowa dźgajac go lekko w klatkę piersiowa.
- Niech się podkochuja. Lepiej dla mnie. Będa fajniejsze prezenty, gdy będę ich promotorem.- Zaśmiał się. Oh, ale on był okropny! A co do zazdrości... Nate spotykał w swoim życiu wielu facetów. Nie dziwmy się, przystojny, inteligentny, z poczuciem humoru. Ale przenigdy nie poczuł do nikogo tak silnych uczuć niż do Kelly'ego. Mało tego, od momentu kiedy upatrzył sobie swojego przyszłego męża w kampusie, nawet przez myśl nie przeszło mu, żeby poderwać kogoś innego. Nieważne jak bardzo ten ktoś się starał. Nathan nawet nie zauważał, kiedy ktoś się przed nim płaszczył. Tak jakby cała miłość do męża spowodowała, że zapomniał, iż istnieja na świecie inni chłopcy, których można pokochać. Po prostu nie, to Kelly był miłościa jego życia.
Nate nie mógł odmówić sobie takiej ich chwili i teraz mało obchodzili go inni ludzie. Co im do tego... Brentwood było duże, mogli iść gdzieindziej. Shepherdowie tutaj właśnie budowali swoja historię. A wzięli się do roboty zaraz po rozmowie o oswajaniu Brentwood. Tak, Nathan właśnie zaczał kolekcjonować wspomnienia z dopiskiem "Brentwood". I już ten mostek, to miejsce stało się ich. Dobry poczatek.
Pewnie jęknał przeciagle, kiedy Kelly się odsunał. EJ, dopiero się przecież zaczynało...
- Kelly Shepherdzie, nigdy nie powiedziałbym, że może w tobie się kryć jakaś czastka duszy romantyka.- Zaśmiał się cicho. - Będziemy szukać naszych miejsc?- Zapytał jeszcze z łobuzerskim uśmiechem. Czuł ulgę, ze mieli już za soba kłótnię. A co najlepsze, że powiedzieli parę słów, nawet jesli to było parę słów za dużo, to mogło im to wyjść na dobre.
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Kelly Shepherd
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-11, 20:16   

W Stanford był cały czas dzieciakiem. Nie imprezował jak inni, ale do grzecznych studentów nie można go było zaliczyć. Dopóki nie poznał Nathana większość czasu spędzał ze znajomymi w barach, następnego dnia ze spuszczona głowa idac na zajęcia, bo przecież nie mógł ich odpuścić. Nie ważne, że w ciagu pierwszej godziny zazwyczaj spał gdzieś z tyłu sali. Nadrabiał później wszystko, zarywajac kolejna noc. Tym razem daleka od przyjemności. Trochę to się zmieniło kiedy poznał Nate’a. Kochał się uczyć, ale bardziej uwielbiał spędzać z nim czas. Trudno mu to było połaczyć, ale obiecał sobie, że z niczego nie zrezygnuje i udało mu się. Zdobył tak mocno upragniony dyplom, nie tracac przy tym ukochanego, który zdawał się rozumieć jakie to dla niego ważne.
Nigdy wcześniej nie myślał o tym, że się zakocha. Może czasem przelatywały mu takie myśli przez głowę, ale nie poświęcał im zbyt wiele uwagi. Każdy mu powtarzał, że musi się wybawić i dopiero później ustatkować. Dobrze, że nie słuchał tego głupiego gadania i poddał się uczuciu przed którym poczatkowo starał się bronić. Nie zapierał się rękami i nogami i bardziej chodziło o to, że nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś mu poświęcał tyle uwagi. Na samo wspomnienie tamtego czasu przez ciało zawsze przechodzi mu przyjemny dreszcz. I pomyśleć, że poczatkowo miał studiować w zupełnie innym miejscu. Nie dopilnował jednak jakiś terminów czy czegoś podobnego i ostatecznie wyladował w Stanford. Cały czas się śmieje, że to nie mógł być przypadek.
- Kochanie, ale ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi - próbował z niego wyciagnać więcej słów w tym temacie. Nie chodziło o to, że nie wiedział, ale o to, że chętnie posłuchałby o co dokładnie chodziło mężowi. Z wszelkimi szczegółami.
- Nie mam szans z tymi małolatami - powiedział niby poważnie, niby to żarem tak do końca nie wiedzac ile było w tym prawdy. Przez te wszystkie lata, które spędzili oddzielnie gdzieś z tyłu głowy pojawiał się złośliwy głosik, który zawsze udawało mu się stłumić. Teraz również, ale dziwne wrażenie pozostało. Sam przecież pracował na to, aby Nate mógł ogladać się za innymi. Wierzył w to, że był kochany, ale niekiedy pojawiały się watpliwości i nie chodziło tutaj o to co powiedział albo jak się zachował jego maż. Tylko o to co Kelly miał w głowie. Niektóre myśli mogły być zbyt prawdziwe, aby mógł je zignorować. Co prawda nigdy Nathan nie dał mu odczuć, że jego uczucie w jakikolwiek stopniu osłabło, ale na wszelki wypadek już wolał z tego nie żartować.
- No wiesz co! Jeszcze ci wyjdzie ten mój romantyzm uszami - zaśmiał się, chociaż szczerze w to watpił. Z ich dwojga to Nate miał duszę romantyka i Kelly nawet próbował poczatkowo dotrzymać mu kroku, ale rzadko kiedy wychodziło mu coś jak zaplanował, więc zdawał się w tym temacie na swojego faceta. Co nie znaczy, że nie będzie próbował od czasu do czasu zaskoczyć czymś ukochanego. Nawet jeżeli miałoby wyjść nieporadnie. W końcu chciał pokazać, że tym razem obietnice nie będa pustymi słowami - A właśnie nie zaczęliśmy? - spytał zaczepnie ponownie zatapiajac się w jego ustach. Tym razem nie przerwał pocałunku, a jedynie go pogłębiał. Dłonia gładził go po policzku i pochlał się coraz mocniej, niemal kładac się na nim. Nie chciał za nic przerywać.
 
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2017-08-11, 21:10   

No tak, byli młodzi, ale i szaleni. Na swój sposób. A już szczególnie na swoim punkcie. Nathan był trochę oderwany od rzeczywistości, jak to artysta. Ciagle z fajeczka w pyszczku z maślanymi oczkami wpatrzonymi w sztukę. We wszelkie jej rodzaje. I był romantykiem, okrutnym! Był też swego czasu kochliwy. Ale może nie do końca kochliwy, co szybko potrafił się zauroczyc. Jednak najvbardziej go trafiło wtedy właśnie, jak poznał Kelly'ego. Tak bardzo od niego młodszego! Pewnie gdzieś w połowie jego studiów go wyhaczył. Kto wie, może już wtedy młody Nathan był po studiach i robił doktorat. Całkiem możliwe! I wiedział jak nauka jest ważna, dlatego nie robił przeciez problemów swojemu, wtedy chłopakowi, ze zalezy mu na dobrych wynikach na studiach. Spełniał swoje marzenia, prawda?
Tak, przeżyli piekne chwile. Chyba te z czasów studiów były najlepszymi, które do tej pory było dane im dzielić.
Pokręcił głowa. Niby taki stary, w sensie Nate, a czasem się zawstydzał! Ale... wyzwanie podjęte!
- Może.. hm... wiem! Na przykład rozdanie dyplomów. Tamten after, wielki bankiet w jednym z rozłozonych namiotów na kampusie. To jak... rozmawiałeś ze swoimi wykładowcami przy stole, a ja siedziałem obok i... całe szczęście, że ktoś z organizatorów wpadł na pomysł długich obrusów. Pamiętam jak podczas całej rozmowy starałeś się skupić na słowach, a nie na mojej dłoni. I to było takie urocze jak walczyłes ze soba, żeby tylko nie przygryźc wargi. Śmiesznie mołoby to wygladac w rozmowie z lekarzami rezydentami, u których miałes później odbyć staż.- Wyszczerzył się do niego, a zaraz sam przygryzł warge. Tak, to były ich miejsca, bo później jak szli załatwic jakies formalności i przechodzili przez kampus, obaj łapali się na tym, że spogladali w miejsce, gdzie wtedy stał namiot. Albo jak Nathan kłaniał się prawie w pas tym lekarzom, z którymi Kelly wtedy rozmawiał. A przeciez ich nie znał.
- Albo jak załatwiłem nam od znajomego wejście noca na wieżę Eiffla. Byliśmy tylko ja, ty i nocny Paryż. Dobrze, że akurat padła elektryka i nikt nie mógł ogladac później tego, co działo się tam na górze.- No cóż, mieli co wspominac.
- Nie masz. - Przytaknał w żartach. - Zawsze kręcił mnie młodzieńczy tradzik i brak mięśni.- Teraz już zachichotał. Owszem, zdarzali się mega przystojni studenci, szczególnie francuscy czy włoscy. Ale... Nathana akurat obchodzili tyle, co zeszłoroczny śnieg,
- Przecież nie mówię, że to złe! To... bardzo urocze.- Spojrzał na niego z bezgraniczna miłościa. Faktem jest to, że to on był ta romantyczna strona ich zwiazku, ale takie niespodzianki zawsze były mile widziane.
- Nic już nie mów.- Warknał na niego i oddał się wszystkiemu co robił jego maż. Dał mu przejać pałeczke, niech w dniu dzisiejszym to on będzie tym starszym.
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Kelly Shepherd
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-12, 10:05   

Dla Kelly’ego nie ważne były dzielace ich lata. Nie zauważał ich wtedy jak się poznali, ani przez późniejszy czas. Nate był dla niego tak idealny, że nie przejałby się gdyby dzieliło ich nie sześć, a szesnaście czy nawet dwadzieścia sześć lat. To były tylko cyferki, które nie mogłyby odebrać mu szczęścia. Chociaż wracajac z każdej kolejnej misji to on ze swoim zmęczeniem odciśniętym na twarzy wygladał na starszego. Cienie czy kolejne zmarszczki wokół oczu nie pomagały w niczym, ale nie przejmował się tym. Miał do kogo za każdym razem wracać i to było najważniejsze.
Gdyby mógł wybrać czas do którego chciałby się cofnać z pewnościa byłby to okres studiów. Beztroskie lata, kiedy tak naprawdę nie wiedział co to problemy. Teraz uznałby za śmieszne przejmowanie się wynikami czy egzaminami. Nie od zawsze chciał być lekarzem, miał wiele planów jako dziecko, ale ostatecznie postanowił zostać chirurgiem. Nie żałował tego wyboru, bo praca dawała mu poczucie spełnienia i satysfakcji. Przynajmniej do czasu.
Przygryzł wargę udajac w zamyśleniu czy wie o czym mówi Nate.
- Nie pomyliłeś mnie z kimś? - dodał trochę zaczepnie, bo jakby mógł o tym zapomnieć! Wspominał to od czasu do czasu, ale zdecydowanie lepiej brzmiało to z ust męża niż same obrazy w głowie - Pamiętam też, że jak w końcu chciałeś przerwać zaciagnałem cię w odosobnione miejsce, abyś w spokoju mógł zakończyć co zaczałeś. Nie wiem dlaczego wtedy nie skopałem cię od razu po piszczelach, ale chyba nie sadziłem, że będziesz mi przeszkadzał w tam bezczelny sposób przy rozmowie z wykładowcami - zaśmiał się na samo wspomnienie tamtej nocy - Pewnie i tak nie mieli mi nic ważnego do powiedzenia - ale o tym nie było mu dane się przekonać. Nie żałował ani jednej tamtej chwili.
Mógłby wysłuchać jeszcze kilku historii, ale wolał skupić się na przyjemniejszych rzeczach. Jeżeli Nate liczył na szybkie pocałunki to mógł się rozczarować, bo Kelly daleki był od tego. Pogłębiał je powoli, nie majac zamiaru niczego przyspieszać. Dłoń wsunał pod jego koszulkę, aby zaraz zaczać rozpinać rozporek jego spodni. Dłonia masował go przez materiał bielizny. Pewnie gdyby ktoś teraz patrzył na nich z mostu uznałby, że tylko się całuja, ale Kelly daleki był od zatrzymania się tylko na tej jednej czynności. Masował męża i najchętniej rękę zastapiłby ustami, ale nie był pewny czy to odpowiednie miejsce.
- Lepiej stad chodźmy, bo nie chcę, aby wszyscy ogladali to co ma być przeznaczone tylko dla twoich oczu - powiedział między kolejnymi pocałunkami, którymi obsypywał nie tylko usta, ale również szyję i to wrażliwe miejsce tuż za uchem.
 
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2017-08-12, 11:04   

Nie no, Nathan tez nie zauważał tych lat. Owszem, troche rzucało się w oczy jak ten robił doktorat, a drugi był tam w połowie studiów. Ale niejako obaj mieli status studenta, obaj mieli egzaminy, górę nauki, więc... Ale tak na pierwszy rzut oka mogli spokojnie uchodzić za równieśników. Teraz też, a nawet właśnie Kelly mógł być starszy. Po doświadczeniach życia nie ma co ukrywać, obaj się trochę zestarzeli, trochę bardziej niż przeciętny mężczyzna w ich wieku.
Za to Nate od poczatku wiedział, że chce byc zwiazany ze sztuka. Może nie od razu zdawał sobie sprawę w jaki sposób, ale to do niego przyszło z czasem, jak zaczał tłumaczyć koleżankom i kolegom na roku jakieś tematy, a że był w tym niezły to udzielał korepetycji. I to już samo się potoczyło tak, że mogł połaczyć przyjemne z pozytecznym i tak oto był. Wykładowca. Uwielbiał przekazywać swoje madrości odnośnie jego pasji. Przecież nie ma nic piękniejszego od tego, że kochasz swoja oprace i nie klniesz na każdy poniedziałek.
Zamyślił się chwilę tak, jakby analizował czy to na pewno był wtedy jego maż. Oczywiście grał, bo.. z nikim innym nigdy nie przeżywał takich chwil. Kelly dla niego był pierwszym i miał nadzieję, że ostatnim z życiu.
- Chciałem przerwać, bo nie dawałeś już sobie rady!- Zaśmiał się. Ale to oznaczało tylko tyle, że Nate był w tym dobry. I naprawdę szczerzył się na sama myśl o tych wspomnieniach. Ale im wtedy było dobrze! Kto by pomyslał, że później wkręca się w takie gowno, w jakim teraz siedzieli. Ale... to nie był czas na rozmyślania o takich sprawach. - Wtedy raczej nie narzekałeś. No, może na poczatku chciałes mnie zabić, później już myślałeś tylkop o jednym. A i... Nie mam pojęcia o czym mówili.- Całe szczęście, że tamci o nic nie pytali, bo mogliby się spotkac tylko z jakims mało elokwentnym zdaniem prosto z ust świeżo upieczonego absolwenta. Przypał...
Może będa mieli jeszcze trochę okazji na wspominki. Nareszcie! Ale nie teraz, teraz wystarczyła jedna czy dwie historie.
Nate już nie mógł przestać myślec o tym do czego dażył jego maż. Na pewno całe to wszędobylskie podniecenie nakręcał jeszcze fakt, że byli tu gdzie byli. A gdy poczuł rekę Kelly'ego na swoich bokserkach, az przypadkowo przygryzł mężczyznie wargę. Bo ok, niby wiedział do czego to wszystko się sprowadza, ale nie sadził, ze tak szybko!
Mruknał tylko jako potwierdzenie, ale niebardzo chciał się ruszac. Jednak wizja szalonego seksu już w domu, zamiast nakręcania się tutaj, kusiła. Toteż zebrali się jednak w sobie i opuścili downtown. Nie wiem jak udali się do domu, bo mieli dośc daleko, może jednak pociagiem, gdzie nadal nakręcali się wzajemie i kto wie czy nie wytrzymali do końca podróży tylko przezyli swoje chwile w łazience rodem z naszego intercity.
Ja nie wiem czy chcesz jeszcze kontynuować tę grę czy niech wszystko między soba już chłopcy załatwiaja, ale ja tutaj daje zt, jak coś to zaczynaj chyba w domu? (;

zt x2
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Tanatos Aldridge
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-19, 11:54   

Od czasu powrotu na palcach jednej ręki mógł zliczyć te dobre dni. Kiedy przeszłość nie przesłaniała teraźniejszości. Nie pasował tutaj, a czas spędzony na znalezieniu pracy nie pomagał. Gdyby nie stary przyjaciel ze szkolnej ławki pewnie nadal imałby się najróżniejszych zajęć byleby mieć trochę kasy na wieczór. Zupełnie jak nastolatek, który chciał wyjść z kumplami na piwo, a w kieszeni miał kilka funtów wystarczajacych jedynie na dwa piwa. Cieszył się, że Matt mu zaufał, a przeszłość zdawała się nie mieć dla niego większego znaczenia. Nie chciał zawieść kumpla, ani rodziny. Pokazać, że pomimo błędów stara się i nie poddaje szybko.
Do parku przyszedł trochę bezwiednie. Nogi go prowadziły, a Tanatos nie zastanawiał się dokad idzie. Potrzebował chwili spokoju, bez nachalnych spojrzeń innych ludzi, pytań o to jak się czuję i czy poradzi sobie z praca. Niektórzy się zdawali tego nie rozumieć. Przechodzac przez mostek zatrzymał się na chwilę i pokręcił z uśmiechem głowa. To tutaj przychodził jako dziecko, żeby ‘uciec’ od rodzeństwa albo dzieciaków z sasiedztwa, które naśmiewały się z niego. Jak podrósł palił tutaj jointy zabrane matce i pił piwo, które udało mu się zwinać ojcu. Miał wrażenie jakby to było w innym życiu. Tak czy inaczej zszedł na dół, żeby usiaść pod mostkiem, by powspominać tamte czasy. Pozwolić sobie na chwilę w której wraca do tego co było zanim poszedł siedzieć.
Oparł się plecami o kamienie za soba i z kieszeni wyciagnał skręta, którego wyciagnał od matki, a może sama mu kilka podrzuciła do kurtki? Ciężko było mu to wyczuć, bo z nia zawsze było różnie, więc niewykluczone, że sama mu kilka dała, zanim zdażył o to poprosić. Zaciagnał się mocno i odchylił głowę do tyłu pozwalajac wspomnieniom nieprzerwanie płynać.
 
 
Electra Aldridge








38

piosenkarka

South - West Brentwood

mów mi: leń Patuś

multikonta: Joey, Amanda, Alejandro, Claire

Wysłany: 2017-11-19, 19:54   
  

  
Electra Aldridge

  
potnę cię


Minęło sporo lat odkad Electra opuściła Brentwood. Nie bez powodu za każdym razem, gdy zasypiała na kanapie w mieszkaniu Echo to miała wrażenie, że wcale jej tutaj nie ma. Tak, ona sama zdawała sobie sprawę z tego, jak głupia jest ta myśl. Pomimo tego, za każdym razem gdy zasypiała, jakaś część jej podświadomości była przekonana o tym, że wcale nie wróciła do domu. Może obudzi się w vanie i okaże się, że zespół dojechał do kolejnego przystanku w tej niekończacej się przygodzie? Dopiero rano przypominała sobie gdzie tak właściwie jest i o wszystkich innych wydarzeniach, które miały niedawno miejsce.
Tego poranku Electra postanowiła wyjść na spacer, co nie zdarza jej się często. Oczywiście kiedy tlyko zniknęła z pola widzenia Echo zapaliła sobie papierosa i ... nim się zorientowała zawędrowała w ulubione miejsce jednego z swoich braci, Tanatosa. Dziewczyna oparła się o poręcz i zmarszczyła brwi patrzac przed siebie w zamyśleniu. Dopiero po chwili poczuła... chwila... czy to zioło? Aldridge spojrzała w dół i dostrzegła czyjać stopę, no a tak dokładnie to but. Ktoś siedział pod mostem?
-Ej, Ty, siema, George! – zagadała faceta na dole, kompletnie się nie spodziewajac, że to jej brat.
[Profil]
 
 
Tanatos Aldridge
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-22, 15:02   

Po raz kolejny Tanatos nie zawiódł się na jointach od ukochanej mamusi. Z kpiacym uśmiechem zaciagał się kolejny raz przypominajac sobie siebie sprzed wypadku, kiedy to jeszcze żył tym, że kariera sportowca stoi przed nim otworem. Dbał o ciało i na treningach spędzajac wiele godzin. Nie imprezował zbyt wiele, żeby kolejnego dnia nie zalegać w łóżku. Kręcił głowa na wspomnienia, bo przekreślił to w jeden wieczór. Brakowało tylko tego, żeby zaczał się śmiać z siebie. Nie doszło do tego, bo ktoś przeszkodził mu w pograżaniu siebie. W pierwszym odruchu nie miał ochoty wychylać się spod mostku, ale ciekawość wygrała. Poderwał się z miejsca, kiedy zobaczył kto to taki zburzył błogi spokój.
- Kurwa, brata nie poznać to już hańba. Wiem, że jest nas… ile my w ogóle mamy rodzeństwa? Liczyłaś ich kiedyś? Dobra, dużo, nieważne. Ale mimo wszystko, postarałabyś się bardziej - zaśmiał się i wyciagnał ręce w górę - Skacz! Złapię Cię! - pomysł z tych głupszych, ale nie umiał go sobie odmówić. Szczególnie, że cieszył się na jej widok. Ostatnio kiedy go widziała siedział w więzieniu, więc taka odmiana musiała być miła dla oka.
- Na długo przyjechałaś? - spytał od razu. Słyszał, że Electra jest w mieście, ale nic ponad to. Jak z reszta rodzeństwa nie widział się z nia szmat czasu. W takich chwilach żałował jeszcze bardziej przeszłości i tego jak potoczyło się jego życie. A raczej jak je spierdolił.
 
 
Electra Aldridge








38

piosenkarka

South - West Brentwood

mów mi: leń Patuś

multikonta: Joey, Amanda, Alejandro, Claire

Wysłany: 2017-11-25, 19:35   
  

  
Electra Aldridge

  
potnę cię


Tan miał rację- niesamowicie dziwne byłoby nie rozpoznać swojego własnego brata. Za każdym razem jak Electra ogladała jakiś film, albo czytała ksiażkę, to miała niesamowita bekę z tego, jak bohaterowie niby nie rozpoznaja swojego rodzeństwa – albo innych krewnych. Przecież wiadomo, że to czysty mit, prawda? Problem polegał na tym, że kiedy ona się wychyliła, to zobaczyła jedynie jego but. No ale ostatecznie uznała, że nie ma najmniejszego sensu to roztrzasać dlatego jedynie parsknęła śmiechem:
-Jestem boleśnie świadoma tego, ile tyłków musieliśmy w życiu podetrzeć – oznajmiła rozbawiona, a kiedy usłyszała jego propozycję by skoczyła w jego stronę to wywróciła jedynie oczami. No nie no, to był najgłupszy pomysł ever, co nie? Poza tym, może kiedyś by tak zrobiła- ale wtedy była młoda i głupia. Teraz była stara i niezbyt rozsadna, nie mnie jejdnak obeszła mostek dookoła, a następnie bardzo uważnie zeszła z górki. -Szczerze mówiac to jeszcze nie wiem – przyznała kiedy znalazła się już na dole, po czym uściskała mocno swojego brata-Póki co mieszkam na kanapie Echo i nie planuję jakoś specjalnie swojego wyjazdu – który prawdopodobnie już nigdy nie nastapi. Tak, choroba Electry spowodowała, że naprawdę rozważała zamieszkanie na stałe w mieście. Ale czy już teraz powinna powiedzieć bratu, ze zostaje? Dobrze wiedziała, że zapyta dlaczego, a wtedy atmosfera naprawdę będzie nędzna.
[Profil]
 
 
Tanatos Aldridge
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-30, 10:26   

Trochę ich było, ale Tanatos i tak miał problem z powiedzeniem ile on tak właściwie ma rodzeństwa. Nie był też pewny, że jak był w więzieniu nie przybyło mu kolejnego brata badź kolejnej siostry. Wszystko było możliwe, a taki szczegół mógł komuś umknać i teraz żył w błogiej nieświadomości. Oczywiście, że był to głupi pomysł, ale i tak zrobił zbolała minę, że na niego nie przystała. Co prawda mogło się to skończyć nie najlepiej, ale i tak Tanatos miał za soba gorsze doświadczenia.
- To tak jak ja. Czasem mam ochotę zabrać stad dupę i już nie wrócić, to był jakiś poroniony pomysł, nie mam pojęcia co mi w głowie siedziało kiedy postanowiłem tutaj wrócić - przyznał bez żalu w głosie. Takie myśli nachodziły go nawet częściej niżby chciał, ale póki co skrzętnie je ignorował i nawet całkiem nieźle mu to wychodziło. Odpowiedział mocnym uściskiem, który chwilę przeciagnał chcac porzadnie się z nia przywitać. Jakby nie patrzeć wiele lat się nie widzieli - Żadnej kolejnej trasy z której niewiele zapamiętasz? - spytał z lekkim niedowierzaniem. Gdyby wiedział o jej chorobie na pewno nie byłby zdziwiony takim obrotem spraw. Mógł spędzić wiele czasu poza miastem, w miejscu gdzie kontakt z nim był utrudniony, ale i tak starał się być na bieżaco z tym co działo się u rodzeństwa. Listy wiele w tym ułatwiały i dlatego też był zdziwiony, że Electra nie planuje kolejnego wyjazdu.
 
 
Electra Aldridge








38

piosenkarka

South - West Brentwood

mów mi: leń Patuś

multikonta: Joey, Amanda, Alejandro, Claire

Wysłany: 2017-12-10, 15:52   
  

  
Electra Aldridge

  
potnę cię


Electra nigdy by nie podejrzewała, że jeszcze kiedykolwiek zamieszka w Brentwood. Życie w trasie koncertowej po barach i mniejszych festiwalach, wypełnione alkoholem i innymi używkami – to było jej życie. No i chociaż wielokrotnie słyszała od osób postronnych, że pewnego dnia pożałuje takiego stylu życia, to nie przejmowała się tymi słowami. A oto proszę, znalazła się w mieście rodzinnym, do którego nie zamierzała wracać nigdy więcej. Brentwood było tak niesamowicie ciche, stabilne, że dla Electry wręcz nierealne – była po prostu przyzwyczajona do innego toku życia. No i chociaż poniekad jej brat miał rację, miewała problemy z pamięcia, to nie z tego powodu o jaki go podejrzewał. Jeżeli spędzimy tyle czasu w busie, w końcu dni zaczna się zlewać w jedna, wielka papkę- co sprawiało, że nie wszystkie wydarzenia zapisały się w jej pamięci.
-Nie, chwilowo nie – pokręciła głowa przeczaco na pytanie, czy planuje jakaś kolejna trasę. Czy kiedykolwiek jeszcze wyruszy? Marzyła o tym z całego serca. Aldridge wiedziała jednak, ze póki co jej umysł jest rozkojarzony newsami i nie dałaby z siebie sto procent na scenie. A jeżeli miałaby robić coś tylko po to, by to odbębnić, to jaki to ma sens? -Ale spoko, dam Ci znać jeśli uznam, że na mnie już czas – dopowiedziała z niepewnym uśmiechem. W sumie to sama nie wiedziała tak do końca czy mówi teraz o tym, że pewnego dnia może ruszyć w trasę czy po prostu umrzeć.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6