Poprzedni temat «» Następny temat
Miejsce na piknik
Autor Wiadomość
Kyree Hayes
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-24, 08:51   

Postanowił nie sprzeczać się z Japończykiem. Wysłuchał go, każdego słowa, bardzo dokładnie, ale uznał, że dyskutowanie teraz może się skończyć tym, że nie będzie mógł już go tak przytulać. Nie chciał by Azjata się zdenerwował i uciekł mu z objęć. Skoro to takie ważne to zje coś... może jakaś sałatkę owocowa? Poprosi gosposie by mu zrobiła, by miał na rano. To w końcu też cukier, prosty, ale jednak cukier. Owoce bywały słodkie, na przykład jabłka! Gosposia na pewno się ucieszy, że jej niejadek chce zjeść śniadanie. Traktowała go czasami jak małe dziecko, co go irytowało, ale wszelkie słowa sprzeciwu i buntowanie się przeciw temu, były jedynie grochem o ścianę. Po jakimś czasie zaczał się tym zupełnie nie przejmować. Skoro nie da się z tym niczego zrobić, to po co psuć sobie nerwy walka z tym? No właśnie. Miał inne problemy, większe niż nadopiekuńczość gosposi czy też ojca. Miał jednak świadomość tego, że go kochaja. Jego, tak bezinteresownie. Nawet jeśli to była, dla obcych ludzi, tylko gosposia, to czuł, że stała się członkinia ich małej rodziny. W jakimś stopniu przynajmniej. Nawet tata Ree to zauważył.
Godziny podane przez chłopaka nie były żadnym problemem. Mógł wstać rak rano. W końcu czasami musiał budzić się o wiele wcześniej. Praca tego wymagała. Miło, że chłopak zgodził się spotkać pod domem modela. To samemu Ree ułatwiało bardzo sprawę. Choć pewnie udałby się też pod dom fotografa.
-Szósta pod moim domem będzie ok. Będę czekał na Ciebie. Zjem coś lekkiego na śniadanie. Spróbuję zjeść! - czego się nie robi by Haru był co najmniej zadowolony i nie odsuwał się od modela? Takie kombinowanie!
Dziwnie zabrzmiały słowa Haru dotyczace sytuacji z dziewczyna. Szczególnie słowa "a ciebie... nie tylko". Czyli co jeszcze chciało słoneczko, oprócz oczywiście robienia mu zdjęć? Bo pieprzenie się z modelem to chyba był tylko dodatek specjalny, który raczej nic nie znaczył. Nie wiedział w sumie, zaczynał się gubić w tym co wiedział, a czego jedynie się mylnie domyślał, jak to wszystko postrzega Haru. Może go w jakimś stopniu lubił. No tak. Przecież chciał z nim teraz jeść i dawał się przytulać, więc lubił. To logiczne. Nie ma co dramatyzować. Miał przecież teraz na to dowód. To czemu był zazdrosny o ta dziewczynę? Ree czy Ty nadal chcesz czegoś więcej? I tak masz bardzo wiele! Ten słodki Azjata właśnie poświęca Ci swój czas, daje się przytulać, a TY marudzisz. Bez sensu!
-Dziękuję. Ta sesja była wyjatkowa. Wiesz, że my nie mamy żadnych wspólnych zdjęć? Chcesz mieć jakieś zdjęcie ze mna? - to była bardzo luźna propozycja. Wypowiadajac te słowa nie wiedział nawet czemu spytał o to. Ot naturalny odruch na to, że rozmawiali o zdjęciach. W sumie czemu by nie mieć jakiegoś zdjęcia z Haru? To nie był aż tak zły pomysł. Nie było w nim żadnych podtekstów. Ot zwykła propozycja, a sam Azjata mógł równie dobrze nie zgodzić się. Nie miał żadnego przymusu by pozować z nim. Sama kwestia techniczna i tak on się zajmie.
Przytulał go dalej, mimo, że lekko zmienił pozycję. Podniósł głowę i bardzo delikatnie pocałował chłopaka w płatek ucha. Miał większa ochotę pocałować go w policzek, ale w tym momencie nie było to za bardzo możliwe. Przestał głaskać go po buzi, a przeniósł rękę, tam gdzie znajdowała się już jedna. Ułożył obie ręce na jego brzuchu, czasami przesuwajac dłonia po żebrach chłopaka. Bardzo delikatnie i wolno. Pocałował go delikatnie w ucho i wyszeptał jedno pytanie.
-Ty wiesz, że mam w termicznym pojemniku sorbet wiśniowy? Chcesz? - a mogło być tak erotycznie, tak podniecajaco... a on wyskakuje z zdrowym deserem owocowym. Wisienki kojarzyły mu się z Japonia, a ona sama z Haru. Nie było to coś czym by się zajadał tonami, ale smakowała mu ta słodycz. Podobało mu się to uczucie chłodu, któy czuł w ustach, szczególnie w upalny dzień.
 
 
Haruki Davinson
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-24, 23:41   

- Jedz, jedz i to bez marudzenia, bo naprawdę zostawię cię w tyle, a kolejnego dnia sam na siłę będę w ciebie wciskał jakieś proste śniadanie - powiedział pół żartem, pół serio. Wiadomo, że przed bieganiem nie powinno się obżerać, ale ile to zjeść bułkę z dżemem. Tyle wystarczyło, by jakoś dać organizmowi siły do porannego wysiłku. Przygotowanie śniadania przedtreningowego to chwila, jeszcze krótsza - zjedzenie takiego. Już znacznie dłużej wyjdzie rozgrzewanie się przed biegiem niż samo jedzenie. Haru był dzikusem i robił te rzeczy jednocześnie. Nawet jeśli lubił rano biegać, wciaż pielęgnował swoje relacje z łóżkiem i rozstawiał się z nim jak najpóźniej. Dlatego potem robił kilka rzeczy jednocześnie, by się wyrobić. Jutro, przykładowo, zamierzał wstać najwcześniej dłuższa chwilę po piatej. Opłukanie twarzy, wyszorowanie zębów, ubranie się, zrobienie śniadania, zjedzenie go, rozgrzewka i swobodny bieg ze swojego domu pod dom Kyree nie powinno mu zajać więcej niż 45 minut z czego te dwie ostatnie czynności będa trwać najdłużej.
Poczatkowo nie zrozumiał jego słów. Bo jak to nie mieli wspólnych zdjęć, skoro Haruki sam na swoje skośne oczy widział ramki ze zdjęciami ojca z synem. Jakoś w ogóle nie wpadł, że "my" to tak dosłownie on i Kyree. Gdyby nie dodatkowe pytanie, chyba naprawdę by nie zrozumiał i drażyłby temat swoim zdziwieniem. Co do samej propozycji... dość mocno go zaskoczyła. Chociaż ostatnio go wszystko zaskakuje, więc czy naprawdę powinien czuć się zaskoczony? Ich relacja mimowolnie ewoluowała. Może wystarczajaco dużo razy się spotkali, by model uznał, że jest godny, by poznał go lepiej. I Haruki korzystał. Każda sekundę chętnie poświęcał, by poznać go na nowo. Z każdym kolejnym razem był coraz bardziej pozytywnie zaskoczony, co wiazało się z dość niebezpiecznymi konsekwencjami. Ale teraz nie zamierzał o nich myśleć. Było mu z nim dobrze i to się liczyło.
- Pewnie! Wywołam je, oprawię w ramkę i postawię na biurku w pracy - zaśmiał się, ściagajac z szyi aparat. Odchylił ekran, by móc go przekręcić tak, by byli w obiektywie i jednocześnie mogli obserwować, jak wyjda na przyszłym zdjęciu. - Jakieś specjalne życzenia, zanim będziesz tego żałować? - spytał, patrzac na niego w ekranie. Z cała pewnościa była to chwila do uwiecznienia. Kto wie, czy jeszcze kiedyś będzie miał okazję, by mieć zdjęcie z Kyree, w takiej atmosferze i takiej scenerii.
Wspominał już, że mu tu było miło i przyjemnie? Podbija to dwukrotnie. Nie miał pojęcia, skad tyle czułości i pieszczot dla umęczonego fotografa, ale starszy mógł nie przestawać do końca dnia. Naprawdę, dałby mu się dzisiaj zagłaskać, nie oczekiwał niczego więcej... chociaż może to i tak za dużo. Się drażni... przeszło mu przez myśl i parsknał cicho.
- Mam cię tym nakarmić? Nie ma sprawy - uśmiechnał się i przerywajac ten przyjemny czas, obrócił się, by siedzieć do niego przodem. Z niewytłumaczalnego dla niego powodu ta nagła możliwość patrzenia na niego z bliska szalenie go onieśmieliła, więc zamiast patrzeć mu w oczy, bładził wzrokiem gdzieś po jego ustach, żuchwie, szyi czy nawet ubraniu.
 
 
Kyree Hayes
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-25, 08:19   

No jaki dyktator jeden! Nie dość, że chce zostawiać w tyle to jeszcze wmuszać jedzenie na siłę! A gdzie ta wielce rozsławiona kultura osobista Japończyków, którzy umieli przepraszać i dziękować na milion sposobów! Co ta Anglia zrobiła z umysłem Japończyka! Dyktatora! Ślicznego ale jednak dyktatora! No kto by pomyślał! Sam Ree przez chwilę starał się zachować powagę, ale potem przegrał i zaczał się cicho śmiać. Żarty żartami, ale nie wierzył, że Japończyk zostawi go na pierwszym ich treningu kiedy to będzie chciał ocenić kondycje w bieganiu Kyree. To nie jest postawa godna sportowca, byłego, ale jednak sportowca. Takie coś nie pasowało do ich mentalności. Takie miał wrażenie, samego Haru znał być może za mało, zbyt wiele czasu poświęcali na sam seks, ale miał wrażenie, że nie zostawiłby go, nawet gdyby sportowcem nigdy nie był.
Szczerze ucieszył się, że Haruki zgodził się zrobić im wspólne zdjęcie. To w sumie tylko zdjęcie, jeśli nie będa chcieli go już mieć to w każdej chwili moga je wyrzucić, a teraz? W tej chwili wydawał mu się ten pomysł bardzo dobrym. Przytulił się do niego jeszcze bardziej, na tyle ile to było możliwe w pozycji, w której się znajdowali i zastanawiał się przez chwilę czy chce czegoś więcej do tego zdjęcia? Nie chyba nie. Było idealnie.
-Uśmiechnij się słońce! Do zdjęć się uśmiecha! - sam też się uśmiechał, i to nie jakoś lekko czy w sposób sztuczny i wymuszony. To był szczery, bardzo ciepły uśmiech chłopaka znanego głównie z tego, że był zimny i wyniosły. Teraz proszę jakie prawie że urocze i kochane dziecko! Uśmiecha się tak naturalnie i szczerze do tego zdjęcia! Zdecydowanie chwila warta uwiecznienia. Czekał grzecznie na uśmiech Haru, oraz na to aż zrobi im zdjęcie. Nazwanie go, chyba pierwszy raz podczas ich znajomości, znaczeniem skróconej wersji imienia fotografa, wyszło bardziej spontanicznie. Nie było zaplanowanym zabiegiem, który by miał wywołać uśmiech na jego ustach. Choć nie żałował, że go tak nazwał. Nie było w tym niczego złego, ani fałszywego, by musiał się bać konsekwencji.
Puścił chłopaka, czujac jak ten zmienia swoja pozycję. Zaczał się śmiać słyszac jego propozycję. Chciał Haru poczęstować lodami, a to Japończyk chce go nakarmić. No pięknie! Rodzi się nowy fetysz Azjaty? Karmienie modela o każdej porze dnia? Nie ważne czym, ale by coś zjadł i nie marudził?
Przez chwilę nie zdawał sobie sprawy, że jest w taki czy inny sposób obserwowany. Nie zwrócił uwagi na to, że spojrzenie fotografa bładzi po jego ciele, ale kiedy w końcu to do niego dotarło... Położył dłoń pod broda chłopaka i lekko go do siebie przyciagnał, jeszcze delikatniej pocałował w usta i pewnie by pogłębił ten gest gdyby nie... deszcz. Zaczęło padać i niestety dla nich nie był to lekki deszczyk, ale coś z czego za chwilę zrobi się ulewa. Zaczał szybko zbierać rzeczy, dzięki niebiosom sam Azjata też mu pomagał w tym, jak tylko zabezpieczył swój aparat oczywiście, a potem pobiegli do samochodu, którym przyjechał tu z tata. Sam senior odjechał czymś zupełnie innym, by nie zostawiać synka ot tak bez środka transportu.
Kiedy dotarli już do samochodu, ulokowali tam wszystkie rzeczy, a potem sami się w nim schronili lało już porzadnie, a sam Ree był przemoczony. Ubranie lepiło się do niego, a on się śmiał. Z tej radości nawet ponownie pocałował Azjatę w usta, ale teraz o wiele bardziej namiętnie i dogłębnie od tego buziaka na kocu. Ot taki gest... ale nie komentował go. Skupił się na tym by odwieźć fotografa do domu, a potem samemu wrócić do siebie i przebrać się w coś suchego.

zt x 2
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-07-30, 17:15   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


/po L i Clem

Od uzyskanych wyników badań, świadczacych o nieskazitelnym zdrowiu, jakie pochwaliła doktor Palmer, a także polowania na błyskawice na dachu starej kamienicy w towarzystwie szalonej reporterki z Syrii, minęły cztery dni. Od poniedziałku do piatku. Koniec tygodnia, ludzie żyli weekendem, bo nadchodziło wolne, o czym przekonywały Tommy stopniowo powiększajace się tłumy w parku. Dzieciaki grały w piłkę, dorośli wylegiwali na kocach skapani w popołudniowym słońcu, a pobliska budka z lemoniada roztaczała w pobliskiej okolicy ławki woń świeżych cytrusów oraz ziół.
Zamieszała krótkim, okrężnym ruchem żółta zawartość plastikowego kubeczka z lodem, podczas gdy jej lewa stopa wybijała nieokreślony rytm. Rozgladała się na boki, czujac ogarniajaca ja presję. Od rana nie mogła usiedzieć w miejscu na myśl o dzisiejszym spotkaniu, o jakim jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle by nie zaprzatała sobie głowy.
Wypiła odrobinę kwaśnej lemoniady i postukała palcami o przezroczysty kubeczek. Denerwowała się, że nie zobaczy Jude, choć kilka razy przegladała zdjęcia, które od niej dostała przed spotkaniem. Sama wysłała jej swoje z adnotacja, że ma teraz krótsze włosy, liczac, iż to wystarczy.
Ciemnozielona kurtka, czarny t-shirt i czarne spodnie - krótko oraz treściwie opisała sama siebie w ostatnim mailu, nim opuściła hotel, tak na wszelki wypadek, gdyby jednak miały szukać się w tłumie.
Zamieszała jeszcze raz napój, spogladajac ukradkiem na bransoletkę u lewego nadgarstka i przewieszona przez kolana kurtkę baseballowa. Zejdzie z tej mieszanki nerwów, ekscytacji oraz niepewności. Jak nie białaczka to emocje.
[Profil]
   
 
Jude J. Mayer


Wysłany: 2017-07-30, 18:35   

/ jakiś czas po przyjeździe do Brentwood i spotkaniu z Erin

Zaczynała poznawać miasto i coraz bardziej jej się tutaj podobało. Wprawdzie głównie za sprawa Erin, ale przecież dziewczyna nie zawsze miała dla niej czas, przez wzglad na chora matkę. JJ to rozumiała i nie miała zamiaru nalegać, dlatego najbliższe okolice zwiedzała samodzielnie z mapa w ręku. Wielokrotnie słyszała, że nawigacja ułatwiłaby jej sprawę, ale w dalszym ciagu nie potrafiła przekonać się do telefonów komórkowych. Dawniej ludzie z nich nie korzystali i jakoś potrafili żyć, więc i w tych czasach ludzie powinni dawać sobie radę bez tych, niewielkich rozmiarów urzadzeń. Ogólnie była zadowolona z przyjazdu, póki co wszystko było tak jak sobie tego zapragnęła i Ainsley zdawała się być zadowolona z jej obecności. Powtarzała to wielokrotnie, ale same słowa czasem nie wystarczały.
Tego dnia nie planowała żadnego zwiedzania, jak również musiała zrezygnować z dnia w towarzystwie Erin. Nie miała okazji powiedzieć jej jeszcze o dziewczynie, z która zamierzała się spotkać i to nie dlatego, że nie chciała wzbudzać w niej zazdrości. Nigdy nie wspomniała o tym, że gdy miała szesnaście lat, zdecydowała się oddać szpik kostny całkiem obcej jej osobie. Uratowała komuś życie, to nie czyniło z niej bohatera, dlatego właśnie wolała ukrywać ten fakt przed światem. Dziś właśnie miała poznać osobę, która bez jej pomocy mogła by nie dożyć tego dnia i pomimo podekscytowania, denerwowała się niemal tak jak podczas pierwszego spotkania z Ainsley, gdy musiała wyjawić powód swojego przyjazdu do Brentwood. W każdym razie przed wyjściem z hotelu, w którym póki co się zatrzymała, wymieniła jeszcze kilka maili z Tommy i ubrana odpowiednio do pogody, udała się w wyznaczone miejsce. Nie była to łatwa podróż, bo poruszanie się po nieznanych terenach wyłacznie z mapa w ręku, było dość skomplikowane, ale ostatecznie udało jej się dotrzeć do parku. Mogła więc złożyć mapę i wcisnać do plecaka, który miała zawieszony na lewym ramieniu. Zdenerwowana przemierzała alejki parku, powtarzajac w myślach ciemnozielona kurtka, czarny t-shirt i czarne spodnie i rozgladajac się dookoła. W końcu udało jej się dostrzec dziewczynę, która nie tylko pasowała do opisu, ale również do fotografii, która Mayer miała okazję widzieć. Długość włosów była krótsza, o czym została uprzedzona. Zatrzymała się na moment. Wzięła kilka głębszych oddechów, podciagnęła rękawy granatowej bluzki i poprawiła bransoletkę, z która nie rozstawała się od dnia, w którym udało jej się ja znaleźć.
W końcu zdecydowała się ruszyć przed siebie, nie zapominajac o tym, że jest spóźniona, co odrobinkę dodawało jej odwagi.
- Tommy? - zapytała dla pewności, gdy znalazła się wystarczajaco blisko, a gdy dziewczyna tylko na nia spojrzała wiedziała, że się nie pomyliła. Dopiero teraz, gdy spotykały się osobiście JJ miała wrażenie, że gdzieś już ja widziała. Przypominała jej kogoś i prawdopodobnie nigdy w życiu nie pomyślałaby, że ja sama. - Jude przeprasza za spóźnienie, ale nie łatwo jest tutaj dotrzeć jeśli nie zna się miasta - powiedziała zaczynajac rozmowę od mówienia w osobie trzeciej, a to oznaczało, że albo się mocno denerwuje, albo jest bardzo podekscytowana. Właściwie to chyba jedno i drugie. Obawiała się tylko, że dziewczyna weźmie ja za dziwaczkę, a tego wolała uniknać. Nie zależało jej na zbyt wielu osobach, poza Erin i rodzina, do której składu nie wliczała ojca, jedyna ważna osoba wydawała się być właśnie Tommy. Od siedmiu lat łaczyła je jakaś więź, a Jude nie zdawała sobie sprawy, że trwało to o wiele dłużej. Wprawdzie kontakt złapały stosunkowo niedawno, chociaż to akurat było mało istotne.
_________________


don't you ever say you're giving up no, there's no looking back 'cause we were all meant to fly



[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-07-30, 19:18   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Dopiero siedzac i rozważajac nad tym spotkaniem, zaczęła się zastanawiać czy dobrze zrobiła pozostawiajac ulubiony Nikon w hotelu. Co, jeżeli jest to pierwsza i ostatnia szansa na spędzenie czasu z dziewczyna, która uratowała jej życie? Jedyna możliwość na zrobienie durnego zdjęcia? Tommy była sentymentalnym człowiekiem, takie drobnostki znaczyły dla niej więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, a stary polaroid ojca przy tak jasnym słońcu nie był najlepsza opcja, więc również go zostawiła. Został telefon... Telefon... Sięgnęła do bocznej kieszonki kurtki, aby wyciagnać urzadzenie i sprawdzić godzinę. Spochmurniała, odkładajac urzadzenie na blat parkowego stolika. Co jeżeli nie przyjdzie? Pokręciła nosem, próbujac się pocieszyć, że to tylko dziesięć minut. Ma czas, poczeka niecierpliwie.
Zdażyła skończyć lemoniadę i pusty kubeczek z rozmazanym imieniem (tani chwyt ze Starbucksa) stał teraz w towarzystwie telefonu, który świdrowała wzrokiem. Czekała na cokolwiek - nawet durnego maila z odwołaniem spotkania... Wtem melodyjny głos dobiegajacy z bliska wyrwał Dalle z intensywnego zamyślenia i jak piesek z merdajacym ogonkiem odwróciła się ku jego źródłu.
Niewysoka, ale i nieniska, granatowa góra, łagodny wyraz twarzy - na zdjęciu wydawała się być chyba trochę wyższa, iluzja optyczna, a mimo to na jej widok zrobiło się ciepło w zielonym sercu. Genetyczny bliźniak.
- Coś o tym wiem - zignorowała trzecia osobę w wypowiedzi, choć trochę ja tym zaskoczyła. W mailach używała wyłacznie formy pierwszoosobowej. - Małe miasto, ale wyjatkowo kręte. - stwierdziła z uśmiechem, kiedy chwyciła za kurtkę, aby położyć ja obok swojego dobytku na stoliku. Wstała z ławki i odruchowo otrzepała spodnie, nim stanęła na wprost Jude. - W tym momencie chyba powinnam wyciagnać do ciebie rękę... - zawahała się, przygladajac dziewczynie. Powierciła noga w trawie, podrapała po karku, spuszczajac wzrok poniekad onieśmielona. - i może to dziwne, ale... Ale mam nieodparta ochotę cię wyściskać - wyznała nieśmiało zerkajac ku Jude, jakby była nastoletnim chłopcem (no i imię prawie się zgadza) zapraszajacym swoja młodociana miłostkę na bal maturalny. - Mogę? - zapytała w końcu, opuszczajac obie ręce wzdłuż ciała i lekko je rozchylajac, pokazujac, że nie ma żadnych złych intencji wobec niej. Wprost przeciwnie.
[Profil]
   
 
Jude J. Mayer


Wysłany: 2017-07-30, 20:53   

Stała naprzeciwko dziewczyny, z która miała ochotę spotkać się wraz z dniem, gdy otrzymała od niej pierwszego maila i zupełnie nie wiedziała jak powinna się zachować. Po pierwsze cieszyła się, że ma okazję ja poznać, a po drugie dobrze było mieć w tym mieście kogoś poza Erin. Wprawdzie nie zakładała, że spotkanie przerodzi się w jakaś głębsza znajomość, przecież nie wiedziała nawet, czy zdecyduja się na kolejne. Póki co chciała skupić się na tym, które właśnie trwało. Nie było to jednak wcale takie łatwe, bo Jude nie miała wcześniej okazji zawierać internetowych znajomości, a to nieco utrudniało jej sprawę. Poza tym przez większość swojego życia była wyrzutkiem i pomimo dobrych chęci, nie do końca potrafiła otwierać się przed nowo poznanymi osobami. Z Tommy było odrobinę inaczej, gdyż tak do końca nie były sobie obce, kontakt mailowy utrzymywały przez kilka długich miesięcy, więc co nieco o sobie wiedziały.
- Ale wydaje się być ciekawsze od Corner Brook, z którego Jude pochodzi - powiedziała zgodnie z prawda, nie będac do końca przekonana, czy w jednym z mailów wspominała nazwę miasta, w którym spędziła większość swojego życia. - Najważniejsze, że jest już na miejscu i dłużej nie musisz na nia czekać - denerwowała się na siebie zawsze wtedy, gdy wypowiadała się o sobie w osobie trzeciej, aczkolwiek nie potrafiła tego kontrolować. Kolejne słowa dziewczyny wcale jej nie zaskoczyły i tak właściwie można powiedzieć, że dzięki nim poczuła się odrobinę spokojniej. - Nie mam żadnych zastrzeżeń, więc śmiało - zachęciła ja, wypowiadajac się w odpowiedniej formie, ale zamiast poczekać na ruch z jej strony, wykonała krok w przód i nieco niepewnie ja objęła. Postanowiła pozostawić coś dla Tommy, więc nie narzuciła żadnej siły uścisku, nie chciała, aby dziewczyna dostosowywała się do niej.
Kiedy już zdecydowały się od siebie oderwać, Jude skinieniem głowy wskazała na ławkę. Poszukiwania parku nieco ja wymęczyły, dlatego chciała chociaż na moment posadzić gdzieś swój tyłek. Potem oczywiście, jeśli tylko ciemnowłosa będzie miała ochotę, będa mogły przejść się po parku, badź udać w inne miejsce. Z tym, że to nie Mayer będzie je wybierać; wciaż gubiła się w tym mieście.
- Mam nadzieję, że nie rozczarujesz się tym spotkaniem - powiedziała z delikatnym uśmiechem na ustach i dość niepewnie zajęła miejsce na ławce, uprzednio zdejmujac z ramienia plecak i odkładajac go na trawę. - Jeszcze jakiś czas temu nie sadziłam, że w ogóle uda nam się spotkać - czasami ciężko było jej dopuścić kogoś do słowa, ale nie robiła tego przez wzglad na złe wychowanie, chociaż biorac pod uwagę z jakiego środowiska się wywodziła, nie byłoby to niczym dziwnym. Zwyczajnie była gaduła, która przez wiele lat najczęściej rozmawiała z sama soba, gdyż ludzie zazwyczaj od niej stronili, bo kto chciałby zadawać się nie dość, że kujonka, to jeszcze córka miejscowego alkoholika, która mówi o sobie w osobie trzeciej. Tak, Jude Mayer nigdy nie miała łatwo.
_________________


don't you ever say you're giving up no, there's no looking back 'cause we were all meant to fly



[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-07-31, 02:28   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Wciaż miała wrażenie, że ostatnie wydarzenia w jej życiu sa surrealne, choć według szarej masy społeczeństwa, ona sama egzystowała w taki sposób – niebezpieczny, ryzykowny, poniekad też bajkowy, bo który człowiek zajmował się na co dzień chwytaniem żywiołu i podróżowaniem po całym globie? Ile osób mogło faktycznie poszczycić takim zajęciem i być nazywanym przez znajomych czy bliskich „normalnym”? Normalnym, czyli siedzacym na czterech literach w domu i nie realizujacym swoich pragnień? Normalnym, przeżywajacym każdy dzień tak samo? Tommy nie potrafiła nigdy zdecydować się, która definicja była trafniejsza, ale do żadnej się nie poczuwała. Przeciętność narzucona przez świat nie miała miejsca bytu w jej małym wszechświecie pełnym burz, podróży, fotografii i adrenaliny. I cudów. Z jednym mogła właśnie porozmawiać.
Uśmiechnęła się, chichoczac cicho pod nosem na trzecioosobowe stwierdzenie. Było w tym coś uroczego, dzięki czemu też czuła nieco większa pewność siebie. Wszystko jest dobrze, nic złego.
Ta drobnostka była czymś wielkim dla Dalle, więc kiedy tylko dostała pozwolenie i nie dojrzała żadnej krępacji u Jude, po prostu objęła ja mocno ramionami, przytulajac do siebie tak, jakby witała – o ironio – prawdziwa siostrę po długich latach rozłaki.
- Dziękuję, że jesteś.
Wyszeptała przy włosach dziewczyny. Uniosła oczy ku niebu, próbujac powstrzymać nagła falę wzruszenia, jaka wywołało ciepło, które biło od samej osoby Jude. Fakt, że miała u niej dług za uratowanie życia również nie polepszał sytuacji łowczyni burz, więc doceniła ulgę, jaka nastapiła, gdy się rozdzieliły, a i tak nadgarstkiem otarła kacik lewego oka, uważajac przy tym, aby nie rozmazać delikatnego makijażu.
Przytaknęła kilka razy, spogladajac na dziewczynę z rozbawieniem.
- Dla mnie to wciaż wydaje się niewiarygodne. – przyznała, siadajac okrakiem na ławce kawałeczek od Jude i opierajac łokieć o stolik. Splotła ze soba palce obu dłoni tak, że jedna z nich zwisała podtrzymywana przez druga oparta o krawędź blatu, a gdy patrzyła na towarzyszkę, uśmiechała się nerwowo. Poruszyła palcami, decydujac na oparcie ich o siedzisko ławki z tego zdenerwowania. – Wybacz – spojrzała na nia przepraszajaco. – Wałkowałam w głowie tysiace razy, co chciałam ci powiedzieć tego dnia, ale to wszystko nagle zniknęło. – gestykulowała żywo, kiedy wyjaśniała swoje zmieszanie. – Pierwszy raz mam właściwie taki problem, że nie wiem, co z siebie wydusić… - wyznała speszona, marszczac śmiesznie brwi i złapała się za kark. Beznadziejna sprawa, obawa, iż Jude pomyśli o niej, jak o wariatce, wcale nie poprawiała sytuacji, a i brzmiałoby to co najmniej dziwnie: „uratowała życie niepoczytalnej”. Taka nie była, może trochę zafiksowana na punkcie burz, ale nie pozbawiona zdrowych zmysłów. - Rzecz w tym - podjęła po chwili, prostujac się. - że żadne słowa nie sa w stanie wyrazić tego, co chcę ci przekazać. Nic, tak naprawdę, nie może oddać tego, jak bardzo wielki mam u ciebie dług. Uratowałaś mi życie, to nie jest coś, o czym należy mówić lekko - zaśmiała się nerwowo, czyniac wbrew temu, co właśnie sama powiedziała. Ogarnij się. - Ja... Nie wiem, gdzie byłabym dzisiaj, gdyby nie ty. Na pewno nie tu - machnęła ręka gdzieś w przestrzeń. - ani gdziekolwiek indziej. Zawdzięczam ci naprawdę wiele, Jude. Prawie całe moje życie.
[Profil]
   
 
Jude J. Mayer


Wysłany: 2017-07-31, 21:54   

Wiedziała, że spotkanie samo w sobie będzie stresujace i takie właśnie okazało się być, ale o dziwo tylko na samym poczatku. Mayer szybko oswoiła się z obecnościa obcej dziewczyny, chociaż stosunki międzyludzkie nigdy nie były jej mocna strona. Poczuła się dość swobodnie, o czym mogło świadczyć przyjęcie poprawnej formy wypowiedzi, ale Tommy z pewnościa nie mogła tego wiedzieć, bo tak naprawdę dziewczyny w ogóle się nie znały. Jude nie wspominała z jakiego środowiska pochodzi i jak wiele miała okazję wycierpieć w życiu. Wolała zachować to dla siebie, chyba lepiej aby osoba, z która podzieliła się własnym szpikiem kostnym patrzac na nia widziała obraz szczęśliwej, kochajacej się rodziny. Nie musiała zamartwiać się problemami, które dla samej JJ przestały być istotne. Wprawdzie miała pewne obawy co do tego, czy jej matka i młodszy brat daja sobie radę i czy ojciec - tyran ponownie nie uprzykrza im życia. Mimo wszystko nic nie mogła na to poradzić, nie miała wobec nich żadnego długu wdzięczności, więc postanowiła zaczać żyć własnym życiem, a te sprowadzało się do Brentwood.
- Cieszę się, że jestem - uśmiechnęła się, zalewajac przy tym rumieńcem. Nie często miała okazję słyszeć tego typu słowa i tak właściwie do tej pory padały one jedynie z ust Erin. Dla nikogo innego nigdy nie była ważna.
Wysłuchała tego, co Tommy ma do powiedzenia, uważnie jej się przygladajac. W dalszym ciagu miała wrażenie, że skadś ja kojarzy i z pewnościa nie miało to nic wspólnego ze zdjęciem, które dziewczyna wysłała jej jakiś czas temu. Możliwe, że tylko jej się wydawało, ale i tak nie potrafiło dać jej spokoju.
- Daj spokój - odezwała się dopiero wtedy, gdy była pewna, że brunetka skończyła swoja wypowiedź. - Nie rób ze mnie żadnego bohatera, bo nim nie jestem. Postapiłam tak, jak należało postapić - mówiła to co naprawdę myślała. Nie potrzebowała aby ktoś zachwycał się nad jej czynem. Udzieliła pomocy obcemu człowiekowi i uważała, że gdyby więcej osób postępowało podobnie, świat byłby piękniejszy. Niestety wielu ludzi było nieczułych na krzywdę innych i zdarzało się nawet, że nie chcieli pomagać osobom im najbliższym. - Nie masz u mnie żadnego długu, po prostu ciesz się życiem i wykorzystaj je w stu procentach - obdarowała dziewczynę uśmiechem i nie bardzo zastanawiajac się nad tym co robi, ujęła jej dłoń w swoje ręce. Był to czysto przyjacielski gest, a gdzieś tam w środku czuła, że właśnie odnalazła swoja bratnia duszę. Oczywiście nie chodziło o takie pokrewieństwo dusz jakie łaczyło ja z Erin. Miała nieodparte wrażenie, że potrafiłaby zaprzyjaźnić się z ta dziewczyna, która właśnie siedziała obok niej. Dość nieprawdopodobne, bo nigdy nie miała prawdziwej przyjaciółki. Jej relacja z Ainsley zaczęła się właśnie od tego, ale szybko przeszła na wyższy poziom. W dzieciństwie też był pewien chłopiec z ruda czupryna, niestety porzucił ja i przeniósł się do innego miasta. Teraz, po tylu latach samotności, miała wrażenie, że w końcu udało jej się znaleźć kogoś, z kim już zawsze będzie blisko. Stwierdziła to po kilku minutach rozmowy, nie wiedzac nawet czy będzie miała okazję ponownie spotkać się z Tommy. Przecież równie dobrze mogło to być jednorazowe, co z pewnościa zasmuciłoby Mayer. - Dostałaś szansę od losu, a ja tylko odrobinę jemu pomogłam. Pewnie gdyby nie ja, znalazłby się ktoś inny. Dlatego powinnyśmy zapomnieć o całej sprawie - ponownie obdarowała ja uśmiechem, czujac się dobrze z tym co mówi. Nie oczekiwała dozgonnej wdzięczności i w przyszłości nie zamierzała zgłaszać się do Tommy po spłatę długów. Była dobrym człowiekiem, skory do pomocy i jedynie wykorzystała swoja szansę. - Lepiej powiedz jak wyglada twoje życie? Czym się zajmujesz? Czy spełniasz swoje marzenia? Czy jesteś szczęśliwa? - zasypała ja pytaniami, nie robiac tego z grzeczności, to naprawdę ja interesowało.
Cofnęła rękę i podparła ja o blat stolika, z zainteresowanym wyrazem twarzy czekajac na odpowiedź. Wygladała trochę tak jakby właśnie miała obejrzeć długo wyczekiwany film, co poniekad było zgodne z prawda. Przygotowywała się do usłyszenia historii, która jej zdaniem musiała być ciekawa.
_________________


don't you ever say you're giving up no, there's no looking back 'cause we were all meant to fly



[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-06, 19:04   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Nie zgadzała się z tym, co mówiła Jude. Uratowanie życia wcale nie było proste w przypadkach onkologicznych i może faktycznie jakieś opactwo czuwało nad Tommy, ale statystyki nie kłamały. Znalezienie biologicznego bliźniaka było trudne, jeżeli nie posiadało się rodzeństwa, a o takowym, od oryginalnych korzeni, Dalle’owie jej nie wspominali. Wnioskowała więc, że jakaś nieodpowiedzialna para zwyczajnie oddała ja, bo nie mogliby zagwarantować Tommy bezpieczeństwa oraz normalnego życia. Nie żałowała niewiedzy zwiazanej z prawda o swoim pochodzeniu, przybrani rodzice byli najlepszymi pod słońcem i to wystarczyło.
Postanowiła na razie odpuścić dysputę o słuszności posiadania długu u Jude, głównie dlatego, że to było ich pierwsze spotkanie i nie chciała go od razu zaczynać od sporu, który mógł trwać do białego rana, a nawet dłużej, choć jeszcze przed chwila trzymana przez dziewczynę jej własna dłoń stanowiła bardzo dobry argument, aby zaprzestać tego już na zawsze – ciepła, przyjazna i miła w dotyku, gwarantujaca bezpieczeństwo, życie.
Zastanowiła się przez chwilę, drapiac po karku.
- Nie do końca wiem od czego zaczać – wyznała lekko speszona. – Ale pewnie chcesz usłyszeć o moim życiu teraz, odkad białe krwinki przestały mnie uważać za wroga publicznego, prawda? – zachichotała cicho, śmiejac śmierci prosto w twarz kolejny raz. Z wynikami, które dostała w poniedziałek, mogła spokojnie to znowu uczynić. – A właśnie! – pstryknęła palcami i wyprostowała się. – Na poczatku tego tygodnia byłam na rutynowej kontroli w tutejszym szpitalu. - obwieściła nowość, opierajac się wygodnie bokiem o kant piknikowego stołu. - Kilka godzin czekania, towarzystwo okropnej kobiety w recepcji, która chyba mnie nie polubiła, bo co chwilę ciskała w moim kierunku gromiacym spojrzeniem, kiedy siedziałam w poczekalni cała w nerwach, a musisz wiedzieć, że naprawdę, naprawdę nie lubię szpitali - potrzasnęła dramatycznie głowa, wzdychajac ciężko. - Jeszcze tego dnia rozpętała się ulewa, zalałam im cały korytarz woda z płaszcza i butów, więc salowe również nie były zadowolone – gestykulowała żywo, wskazujac to na siebie, to na otoczenie, jakby w ten sposób tworzyła inscenizację do historii. – W punkcie pobrań krwi pomylono moja płeć przez to wspaniałe imię - dzięki, tato – przyłożyła piastkę do mostka z teatralnym westchnięciem nad fascynacja Power Rangersami starszego. - Mówiac ogólnie i skracajac – wyprostowała się - wszystko jest w porzadku i twój szpik działa na najwyższych obrotach, jak Ferrari na torze Formuły Jeden, ale tutejszy personel nie jest najprzyjemniejszy. – poinformowała Jude z duma w głosie, uśmiechajac przy tym szeroko. To był prawdziwy powód do szczerej radości. - Dzięki temu mogę spokojnie jechać do Indii za trzy tygodnie - uniosła nogi, aby je skrzyżować po turecku na ławce. Tak było wygodniej. – Od czterech miesięcy jeżdżę po świecie i poluję z aparatem na burze oraz kataklizmy. Taki mój zawód, trochę wyrwany z kosmosu, według niektórych. – wzruszyła ramionami, nie kryjac szerokiego uśmiechu, bo dla niej była to najzwyczajniejsza w świecie rzecz, że dobrowolnie pchała się w środek niebezpiecznych zdarzeń naturalnych. Ot, cała Tommy.
[Profil]
   
 
Jude J. Mayer


Wysłany: 2017-08-07, 17:13   

Była dumna z siebie i to nie tylko dlatego, że pomogła komuś przezwyciężyć chorobę, ale głównie przez wglad na to, że uczyniła to dobrowolnie i nikt nie musiał jej do tego namawiać. Postapiła słusznie i wiedziała, że gdyby miała taka możliwość, uczyniłaby to po raz kolejny. Jednak Tommy miała dla niej dobre wieści i one mocno ucieszyły Kanadyjkę. Wysłuchała ja uważnie, niecierpliwiac się, aż w końcu będzie mogła zabrać głos.
- Naprawdę? To świetnie! - powiedziała nieco zbyt głośno, ale była mocno podekscytowana. Co z tego, że nigdy wcześniej nie widziały się na oczy, od kilku lat były ze soba połaczone. - To znaczy świetnie, że wszystko jest dobrze i szpik działa jak należy a nie, że musiałaś spędzić tak wiele czasu w towarzystwie nieprzyjemnego personelu szpitala - dodała pospiesznie, jakby obawiała się, że ciemnowłosa wejdzie jej w słowo.
Była gaduła, lubiła mówić, no ale nie widziała innego sposobu na wyrażenie wszystkich emocji jakie chciała wyrazić. Poza tym zmagała się z zespołem nadpobudliwości z deficytem uwagi, więc w tym przypadku gadulstwo było zdecydowanie lepsze od nadmiernej aktywności. Działo się tak tylko dzięki zażywanym lekom, gdyby nie one Mayer z pewnościa byłaby odbierana przez innych za jeszcze większego dziwaka. Zdawać by się mogło, że trafiła na godnego rywala, aczkolwiek póki co nie zwróciła na to uwagi, w dalszym ciagu podekscytowana tym wszystkim co właśnie miało miejsce.
- Często musisz chodzić na badania? Czy to jest bolesne? - zadała kolejne pytania, nie bardzo orientujac się w tym jak wyglada życie osoby, która miała przeszczepiany szpik kostny. Możliwe, że gdyby żyła w innych warunkach i pochodziła z innej rodziny, bardziej by się tym wszystkim zainteresowała, skoro już zdecydowała się być dawca. Niestety w Corner Brook każdego dnia prowadziła swoja mała walkę o przetrwanie, godzac się z losem. - Najważniejsze, że wszystko jest dobrze - zapewniła z pogodnym uśmiechem na twarzy, dokładnie przygladajac się dziewczynie. Była pogodna i tryskała życiem, a do tego zajmowała się czymś, o co Mayer z pewnościa by jej nie podejrzewała, a to tylko upewniło ja w tym, że przed laty podjęła słuszna decyzję. - Powiedziałabym bardziej, że niebezpieczny - zabrała głos po krótkiej chwili milczenia, przenoszac wzrok na swoja wyblakła bransoletkę, z która nie rozstawała się od niespełna roku. - Ale to musi być ekscytujace - po chwili odezwała się ponownie unoszac głowę, a na jej twarzy można było dostrzec szeroki uśmiech, taki niemal od ucha do ucha. Jeszcze niedawno sadziła, że decyzja o spontanicznej wyprawie w nieznane, jaka odbyła stosunkowo niedawno, zaliczała się do najniebezpieczniejszych rzeczy w jej życiu. Przy Tommy wypadała słabo. - I to właśnie te burze i kataklizmy sprowadziły cię do Brentwood? - barwa jej głosu wskazywała na niemałe zainteresowanie. Nie codziennie miała okazję spotykać człowieka z podobnymi pasjami. Nie codziennie też miała okazję ratować życie komuś, kto w przyszłości zainteresuje się czymś tak mało spotykanym.
_________________


don't you ever say you're giving up no, there's no looking back 'cause we were all meant to fly



[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-09-08, 15:29   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Nie mogła powstrzymać się od obdarowania Jude szerokim uśmiechem i melodyjnym, krótkim śmiechem, gdy ta wytłumaczyła coś, co Tommy wyłapała z miejsca. Mimo wszystko, takie korygowanie samej siebie, aby inni zrozumieli, było urocze i poniekad przypominało jej o tej lepszej części licealnego życia, kiedy była świeżakiem, majacym pierwszy raz do czynienia z publiczna szkoła, klasami oraz rozterkami prawdziwego ucznia pokroju „Gdzie mamy teraz matmę?”. Wtedy jeszcze nie wiedziała o tykajacej bombie zegarowej wewnatrz własnych komórek.
- Raz na cztery miesiace – przytaknęła. – Nie jest źle, pobieraja mi tylko krew z żyły, więc boli tylko przez chwilę. – wzruszyła ramionami, jak gdyby nigdy nic, nie dajac po sobie poznać, że jeszcze dzisiejszego poranka przechodziła istne piekło w oczekiwaniu na jakiekolwiek wieści z gabinetu lekarskiego. Szczęśliwie doktor Palmer była tym typem specjalisty, który nie owijał bawełnę, przy czym dbała o samopoczucie swoich pacjentów i pomimo, iż Dalle została do niej wysłana za sprawa polecenia swojego lekarza prowadzacego, już teraz rozważała przeniesienie całej dokumentacji oraz znalezienie się pod jej skrzydłami, skoro z pozostałymi planowała wrócić do Brentwood jeszcze co najmniej trzy razy.
- Poniekad tak – kolejny raz zgodziła się, podciagajac nogi pod siebie tak, że usiadła po turecku na ławeczce. Prędzej czy później tak musiało być, nie lubiła siedzieć normalnie. – Mamy tutaj znaleźć czwarta osobę do zespołu, nim wyruszymy dalej na wschód. – uwielbiała określać kierunki swoich podróży geograficznymi określeniami stron świata. Mimo wszystko, było w tym coś o wiele bardziej specjalnego, niż zwykła nazwa „Indie” – głównie przez to, że poruszali się samochodem, więc nie jechali tylko „do Indii”, ale również „do Rosji”, „do Gruzji”, „do Nepalu”, itd. Podróże łowców burz nigdy nie koncentrowały się na jednym miejscu.
- No ale – wtraciła nagle, klaszczac raz w dłonie entuzjastycznie, a wyblakłe koraliki u plecionej bransoletki cicho zabrzęczały. – Ja tu się rozgadałam, a chciałabym się dowiedzieć, jak to się stało, że akurat w Brentwood przyszło nam na siebie wpaść? W końcu z Kanady to kawał drogi. Dobrze pamiętam? – zmrużyła śmiesznie oczy i skrzywiła lekko głowę. – Bo to jest Kanada, tak? Corner Brook, mówiłaś chyba nawet? – była tak podekscytowana, że te informacje przerzuciła na dalszy plan. To, jak i fakt… - Sama stamtad pochodzę, ale rodzice zabrali mnie ze soba do Teksasu. – czuła, że musi zaznaczyć ten istotny fakt, że nie tylko miały połaczenie dawca-biorca, ale również z pochodzenia, nawet, jeżeli nie spędziła tam więcej, niż kilka godzin, jako noworodek. Akt urodzenia nie kłamał, choć nigdy do niego nie zagladała. Wystarczyły jej opowieści przybranych opiekunów, wierzyła im, że zrobili to w dobrej wierze.
[Profil]
   
 
Jude J. Mayer


Wysłany: 2017-09-11, 13:29   

Wybierajac się na spotkanie z dziewczyna była dość mocno zdenerwowana, teraz wspomnienie o tym trochę ja bawiło, bo dawno nie spotkała nikogo, z kim rozmawiałoby jej się aż tak swobodnie. Wprawdzie zazwyczaj była nastawiona do ludzi pozytywnie i o dziwo ci nieczęsto próbowali ja spławić, ale zawsze to ona opowiadała o sobie wiele więcej od pozostałych. Przy Tommy było inaczej, dziewczyna dorównywała jej gadulstwem i chociaż było to odrobinę irytujace, JJ odbierała tę cechę w pozytywny sposób. Z pewnościa nie tolerowałaby tego u wszystkich, tak więc już na starcie, ciemnowłosa miała u niej jakieś względy. Oczywiście nie patrzyła na nia w nieodpowiedni sposób, jej serce należało do Erin i nie przypuszczała, aby kiedykolwiek miało to ulec zmianie.
- Tylko tyle? Myślałam, że jest to o wiele bardziej skomplikowane - przyznała, cieszac się, że dziewczyna nie musi przechodzić przez większe katusze. Tak przynajmniej wynikało z jej słów, a Mayer nie miała powodu, aby jej nie wierzyć. - Ale to dobrze, chyba już wystarczajaco się nacierpiałaś, prawda? - zapytała, uważnie przygladajac się nowej znajomej, z która połaczona była od wieli lat. Była trochę nadmiernie ciekawska, nie potrafiła tego przezwyciężyć i albo ktoś decydował się odpowiadać na jej pytania, albo nie. Nie oznaczało to, że nie zada ich ponownie, aczkolwiek głupia nie była i ostatecznie potrafiła odpuścić.
Idac śladami Tommy, zajęła taka sama pozycję siedzaca. Była ruchliwa, więc przemieszczanie się nawet w jednym miejscu było dla niej normalne, a skoro znajoma od przeszczepu postanowiła usiaść po turecku, ona również tego zapragnęła. Czasami zachowywała się jak dzieciak, dziwnym było więc, że zdecydowała się na tak daleka podróż, nie planujac niczego wcześniej.
- Potem planujesz jeszcze tutaj wrócić? - spojrzała na nia z jakimś dziwnym strachem w oczach, jakby obawiała się, że więcej nie będzie miała okazji jej spotkać. Spędziła z Tommy zaledwie kilka chwil, ale od razu zapałała do niej sympatia i nie byłaby zadowolona, gdyby okazało się, że Brentwood odwiedzała tylko przejazdem. - Jude chętnie spotka się z toba po raz kolejny - dodała, nie wiedzac dlaczego przeszła na trzecia osobę liczby pojedynczej. Zazwyczaj zdarzało jej się to, gdy była zdenerwowana. Czyżby naprawdę niepokoił ja fakt, że więcej może nie spotkać się z Tommy?
Uśmiechnęła się, gdy dziewczyna wyraziła chęć poznania jej historii, w końcu będzie mogła trochę o sobie opowiedzieć, a mówić to ona akurat lubiła.
- Dobrze pamiętasz, pochodzę z Kanady i naprawdę dziwnym jest to, że przyszło nam spotkać się tak daleko od Ameryki, ale najważniejsze, że w ogóle udało nam się na siebie wpaść - wzięła głęboki oddech, aby po chwili kontynuować. - Od dawna chciałam cię poznać, myślałam o tym dużo wcześniej, zanim wysłałaś do mnie pierwszego maila - przyznała szczerze, chociaż uważała, że to nie powinno być żadnym zaskoczeniem dla dziewczyny. - Do Brentwood zdecydowałam się przyjechać ze względu na pewna dziewczynę, chociaż informacja o tym, że też tutaj będziesz dodała mi odwagi na kupienie biletu lotniczego - podzieliła się ciekawostka ze swojego życia, a na jej twarzy wymalował się rumieniec. Nieczęsto miała okazję rozmawiać o Erin, a odkad tylko pojawiła się w Anglii, miała ochotę opowiadać o niej wszystkim w koło. Była zakochana. Dopiero po dłuższej chwili przyswoiła informację o tym, że Tommy również pochodziła z Corner Brook, co na moment odebrało jej mowę. Tego z pewnościa się nie spodziewała. Po raz kolejny tego popołudnia wlepiła wzrok w swoja wyblakła bransoletkę, nie dostrzegajac, że na ręce dziewczyny widnieje taka sama. - Naprawdę pochodzisz z Corner Brook? - dopytała, chociaż przed momentem Dalle wyraźnie powiedziała, że tak właśnie było. W tej chwili JJ zastanawiała się nad tym, jak wygladałoby jej życie, gdyby dziewczyna wraz z rodzina nie wyprowadziła się do Teksasu. Mogłyby chodzić razem do szkoły i może od razu by się polubiły. Wtedy bycie pośmiewiskiem nie bolałoby tak bardzo. Nie miała jednak okazji, aby się o tym przekonać.
_________________


don't you ever say you're giving up no, there's no looking back 'cause we were all meant to fly



[Profil]
 
 
Yijoon Deshanel


Wysłany: 2018-01-10, 22:49   

#1 | outfit

Dzisiaj nie wiedziałem co mam ze soba zrobić szczerze mówiac. Weekend, kancelaria była zamknięta, więc mój ojciec postanowił dać mi wolne. Po za tym wkurwił się na mnie wczoraj za to, że przyszedłem do kancelarii w jeansowej kurtce i nie przefarbowałem nadal włosów na normalny kolor. Nie chciałem siedzieć w domu. Ojciec patrzył na mnie krzywo.
Po południu wyszedłem na spacer. Mama lamentowała, że zimno, że zaraz obiad, ale miałem to gdzieś. Tych spojrzeń ojca nie strawię. Jak zawsze założyłem słuchawki na uszy i wyszedłem. Mama przestała mnie już zatrzymywać, bo wiedziała co się dzieje. Schowałem łapy w kieszenie bluzy, a niebieskie włosy schowałem w kapturze bluzy. Zacisnałem się mocniej w kurtce. Nie wiedziałem gdzie idę, ale w końcu wyladowałem na polu piknikowym. Westchnałem. Usiadłem sobie na ławce gapiac się gdzieś w dal. Nawet nie zauważyłem, kiedy zaczałem rapować pod nosem. Zawsze tak robiłem. Nic nowego. Miałem tylko nadzieję, że nikt mnie nie usłyszy i nie weźmie za debila...
[Profil]
 
 
Madeleine Turner


Wysłany: 2018-01-10, 23:05   

#1 / outfit
Dla mnie był to wyjatkowo pracowity dzień. Na uczelni miałam wolne, jednak nie umiałabym tylko gnić w domu przed telewizorem i marnować czas na głupoty. Dosyć wcześnie urwałam się do miasta i postanowiłam obejść wszystkie okoliczne sklepy z używanymi ciuchami. Naszła mnie wena, co oznaczało że po powrocie do domu będę przerabiać te wszystkie szmatki na dzieła sztuki!
Spędziłam w mieście około trzech godzin, ale za to wyniosłam mnóstwo fajnych ciuszków i miałam już kompletna wizję tego, co z nich zrobię. Ponadto powinnam zaczać myśleć o wrzuceniu czegoś nowego do mojego sklepiku, a to też wymagało pracy i wysiłku, wbrew pozorom. Postanowiłam, że do domku wrócę sobie przez park. Stamtad miałam po prostu krócej, a że nie wzięłam samochodu, to trzeba sobie jakoś radzić, prawda?
Wędrowałam sobie alejkami, targajac wielkie siatki pełne ciuchów, zasłuchana w muzykę. Ostatnimi czasy nie wierzyłam w mój gust muzyczny. Robił się coraz bardziej dziwny... Akurat mijałam miejsce piknikowe i wydawało mi się, że widziałam znajoma buźkę. Cofnęłam się kilka kroków i wyciagnęłam z uszu słuchawki, od razu przysiadajac się do ów osóbki. Miałam rację. Nie chciałam mu przeszkadzać, ale to mogłoby być trochę creepy, gdybym tak tylko siedziała i się na niego gapiła.
- Hej! Mogę ci trochę poprzeszkadzać? - zapytałam ze śmiechem, przegarniajac swoje kolorowe włosy i wpatrujac się w chłopaka. No co tu dużo gadać, on mi się tak bardzo podobał...
_________________

    I look at you and see the rest of my life in front of my eyes
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 6