Poprzedni temat «» Następny temat
Plac zabaw
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-23, 21:03   Plac zabaw
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-22, 22:26   

Zaśmiał się. W nocy ulice Brentwood wygladały jak z innego świata. Były puste i ciche, oświetlone jedynie pomarańczowym światłem latarni ulicznych. Jamie nie lubił tego odcienia, bo uważał, że lepiej by było, gdyby światło było jednak w normalnym białym kolorze, niemniej jednak głupio byłoby na to narzekać otwarcie.
DeHavilland nie był fanem siłowni. Śmierdziało tam i było pełno spoconych facetów, a on nie lubił potu. Wiedział, że jest to naturalne, bo przecież każdy człowiek się poci, ale siłownia go obrzydzała. Zwłaszcza myśl, że musiał usiaść albo położyć się na miejscu mokrym od czyichś wydzielin. Jeśli już chciał ćwiczyć, to robił to w zaciszu swojego domu. Osobiście uwielbiał trenować jogę. Odpalał sobie jakiś kursy na youtube i robił to samo, co instruktorka. Nie ćwiczył tego długo, niemniej jednak wystarczajaco, by przekonać się, jakie dobrodziejstwa to ze soba niesie. Poprawiło się jego samopoczucie, nie był już taki poddenerwowany i zwiększyła się elastyczność jego ciała.
Nie wiem, gdzie chcemy iść – powiedział, opierajac głowę na ramieniu Francuza. Był zmęczony, co jasno zakomunikował ziewajac. Z pełna kultura zasłonił jednak usta wolna dłonia. Powoli dokończył palić papierosa.
Przeszli kilkanaście metrów i znaleźli się przy parku. O tej porze był on pusty, bo nikt o tej porze nie musiał wychodzić z dzieciakami by te mogły się wyszaleć na drabinkach i huśtawkach.
 
 
Sebastien Goncalves
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-23, 22:10   

Cóż za paradoks — jeszcze nie tak dawno temu dwójka chłopaków bawiła się w najlepsze w klubie, tańczyła do średniej muzyki, piła alkohol i krzyczała do siebie, aby jakkolwiek się porozumieć. Teraz zaś szli w ciszy przerywanej skwierczeniem żarzacej się bibułki od papierosa Jamiego. Mimo to Bastien nie czuł się źle. Wręcz przeciwnie, pomijajac wszystko dobrze było jednak odpoczać od ludzi z kimś sensownym u boku.
Chłopak poczuł, jak jego towarzysz kładzie mu głowę na barku. Uśmiechnał się pod nosem, ale nie od razu skomentował jego wypowiedź. Przystanał tylko, stopujac delikatnie Brytyjczyka i rozejrzał się. Wokół nich były pojedyncze drzewka, a niedaleko w mroku majaczył pusty plac zabaw. W ciagu dnia z pewnościa przepełniały go dzieciaki, lecz teraz nie było tam ani śladu żywej duszy. Francuz wyciagnał kolejnego papierosa i odpalił go.
— Możemy usiaść w sumie gdzieś tutaj, jeśli chcesz.
Jamie ziewnał.
— Chyba że wolisz już wracać, wtedy odprowadzę cię do domu.
Ostatnia perspektywa najmniej odpowiadała Bastienowi, lecz z drugiej strony było naprawdę późno, a młodzieniec, który prawie przelewał się w jego rękach, był ewidentnie zmęczony. Po krótkim namyśle, ostry akcent rozbrzmiał na nowo w asyście lekkiego rozbawienia:
— Ewentualnie mogę cię tam zanieść. Wtedy zobaczysz, co potrafia te grube ramiona.
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-23, 22:27   

Spojrzał na Francuza, a potem swój wzrok przeniósł prosto na plac zabaw. O nie, nie mogli teraz sobie tak po prostu pójść. Nie, gdy mógł bezkarnie wejść na teren placu nie zwracajac na siebie uwagi rodziców i przechodniów. W końcu dorosły człowiek bawiacy się z posmarkanymi dzieciakami to nie jest częsty widok.
Nie mam mowy! Nie po to szedłem taki kawał, żeby teraz wracać – ożywił się, puszczajac Sebę. Odszedł samotnie kilka kroków. Nie przeszkadzała mu późna pora dnia, chociaż za niedługo powinno już świtać. Nie miał zamiaru wracać do domu. Chciał się pobawić i zrobi to, chociażby miał się tylko huśtać, a nie tańczyć w klubie, jak to planował jeszcze przed wyjściem z domu.
A co potrafia te Twoje grube ramiona? Myślisz, że zaniosa mnie na tę huśtawkę? – zapytał ze szczerym rozbawieniem, wskazujac huśtawkę znajdujaca się na samym środku placu zabaw.
 
 
Sebastien Goncalves
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-24, 15:13   

Bastien wzruszył ramionami.
— Jak chcesz — zgasił papierosa pod butem. — To prowadź!
Jamie zaczał kwestionować siłę jego ramion? Nie żeby coś, ale chłopaczek też nie wygladał na strongmena. Tak czy inaczej męska duma Francuza uniosła się niemal pod niebiosa, a on sam wyszczerzył żeby w szerokim uśmiechu.
— A ty myślisz że nie? — zbliżył się powoli do chłopaka.
Później wszystko zadziało się strasznie szybko. Jedna ręka Bastiena powędrowała pod pośladki Brytyjczyka, druga utrzymywała jego pion na wysokości żeber. Lekkie sapnięcie barmana i śpiewak już wisiał przewieszony przez jego ramię.
Śmiejac się pod nosem zaniósł Jamiego w wybrane przez niego miejsce.
— Lekki jesteś! — zauważył, zmieniajac nieco pozycję chłopaka — teraz DeHavilland zawisł na jego rękach jak księżniczka.
Francuz sam usiadł na huśtawce i posadził sobie kolegę na kolanach, wyraźnie z siebie zadowolony.
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-24, 22:19   

Opuścił rękawy swojej bluzy. Zrobiło mu się chłodno, a po alkoholu mógł się dość szybko wyziębić i rozchorować, a tego nie chciał. Był rozpalony przez alkohol płynacy w jego żyłach i żywe tańce w klubie.
Ruszył w stronę placu zabaw o mało nie potykajac się o wystajacy z trawy kamień. Dopiero by było, gdyby teraz się wypierdolił. Chociaż może poleżałby sobie i zasnał. Bastek z dobroci serca mógłby go zanieść do domu i położyć na werandzie. Tak, to był jakiś plan. Niemniej jednak chciał wytrwać do samego końca.
W pewnej jednak chwili poczuł dłoń na swoich pośladkach i nagle poszybował w górę, by po chwili zwisać głowa w dół, patrzac na tyły Francuza. Nie mógł powiedzieć, że nie było na co patrzeć, ale jeszcze nie był w takim stanie, by go to jarało.
Oo, nóżki też masz mięciutkie – zachichotał jak głupia małolata. Wział dłonie Seby i splótł je sobie na brzuchu, a sam oparł się o barmana. O tak, teraz było mu wygodnie i ciepło. – To co teraz robimy? – zapytał.
 
 
Sebastien Goncalves
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-26, 13:35   

W głowie jeszcze nieco mu szumiało, ale zachowywał (chyba) trzeźwość umysłu. Choć z drugiej strony już świtało, toteż możliwości poznawcze Francuza były nieco obniżone. Nie przeszkodziło to jednak w reakcji na zdanie dotyczace miękkości jego nóg:
— Że co, że powinienem schudnać?! — rzucił żartem.
Nadszedł chłodniejszy powiew. Bastien sam się wzdrygnał, a Jamie sprytnie postanowił okryć się jego ciałem. Barman przysunał więc chłopaka bliżej siebie, aby ten mógł się o niego spokojnie oprzeć. Sam zaś położył brodę na jego barku. Nie przymykał oczu, aby nie zasnać.
Najchętniej ominałbym już ten akapit, ale mój Szanowny i Kochany Współgracz będzie rzęził, że post jest za krótki. No bo przecież posty musza być długości potrojonego awatara, nawet jeśli myślociagi i opisy przyrody i historii w nich zawarte nie wnosza absolutnie nic do rozgrywki, prawda? Ach, gdzie te czasy, kiedy nad objętościa stawiało się stylistykę i rzeczowość postu?!
Ale do rzeczy. A raczej OD nich.
Złocisty dysk słońca wychylał się powoli zza horyzontu, pragnać doścignać księżyc. Niektóre wierzenia i kultury przedstawiały ich jako odwiecznych przeciwników. Inne — jako parę kochanków, którym nie dane jest się spotkać. Niekiedy jedno z nich było tym uciekajacym kochankiem. Słowianie tymczasem postrzegali księżyc jako syna słońca. Skad Bastien to wiedział? Ano od babci, która jak każda szanujaca się babuleńka, siadała niekiedy w bujanym fotelu i po prostu opowiadała swoim wnukom mniej lub bardziej prawdopodobne historie. Kiedy tylko młody Francuz wrócił wspomnieniami do tamtych czasów, miał wrażenie, że na powrót owiewa go zapach świeżo upieczonego ciasta drożdżowego, babcinej naftaliny i... stajni.
Majac resztki moralności i poczucia etyki, nie pociagnę tego watku dalej, ale jeśli Szanowny i Kochany Współgracz uzna, iż wstawki tego typu świadcza na korzyść moich postów, jestem skory wzbogacać swoje wypociny takimiż.
Wracajac więc do parku...
Mężczyzna obrócił nieco głowę.
— A musimy coś robić? — ciepłe powietrze owiało ucho i część szyi młodego śpiewaka. — Jeśli tak, może opowiesz mi, jak tam leca ci studia? — dopiero teraz Bastien zorientował się, jak zaczał chrypieć.
Oby tylko się nie pochorował...
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-26, 15:37   

Uśmiechnał się i spojrzał przez ramię na Francuza, by za chwilę przenieść swój wzrok na niebo, które stało się już jaśniejsze. Zbliżał się dzień, a on nadal trwał w swoim postanowieniu. W sumie chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się zarwać nocki. Nie wiedział co to znaczyło być niewyspanym, bo zawsze jakoś ogarniał swój plan dnia i kładł się spać tak, by wstać wypoczętym. O dziwo nawet teraz po wypadku okazywało się, że jego organizm funkcjonuje sprawnie nawet po dwóch godzinach drzemki. Chłopak odbijał to sobie jednak później w postaci drzemek.
Hej, nie mówię, że masz miękki tłuszczyk, może to dzięki mięśniom? – próbował się wybronić. Nie uważał, że Bastek jest grubaskiem, wręcz przeciwnie, zawsze uważał go za całkiem wysportowana i fit osobę. Nawet nie przyszło mu do głowy, by myśleć, że Francuz posiada niepotrzebna warstwę tłuszczyku. Z drugiej jednak strony Jamie nigdy nie lubił przesadnie umięśnionych facetów. Jakoś miał słabość, do takich, którzy maja jednak nieco więcej niechcianego tłuszczu. Wydawali mu się wtedy bardziej ludzcy i realni. Nie chciał nigdy, żeby wokół niego kręcił się ktoś o sylwetce gwiazdy filmowej. Na takie patrzył w filmach, a pod ręka chciał mieć coś bardziej realnego. W końcu więcej ciałka to więcej do kochania.
Tak długo jak mnie grzejesz, to możemy tutaj siedzieć, nie mam nic przeciwko temu. Zawsze miło jest pogadać, to odskocznia od jakichś głupstw – powiedział, po chwili zastanowienia. – Przekonamy się po wakacjach. Pozwolono mu napisać egzaminy końcowe na poczatku września, bo przez wypadek ominałem pierwszy termin, dlatego teraz chodzę na korki i przez to czuję się, jakbym na powrót został licealista – zaśmiał się na sama myśl o tym. Nie było to jednak takie śmieszne. Był w ciężkiej sytuacji. Studiował medycynę i nie mógł pozwolić sobie na niewiedzę w jakiejkolwiek dziedzinie. Biologia zawsze była jego pasję, a przez wypadek wszystkie informacje zaczęły mu się mieszać. Do egzaminów musiał to sobie więc jakoś poukładać, by nie zaprzepaścić szansy, która dostał od życia. Westchnał.
Odepchnał się nogami od ziemi, powodujac, że siedzenie huśtawki, na którym siedzieli, zaczęło się huśtać, najpierw nieśmiało, ale za każdym ruchem nóg chłopaka zaczęli się huśtać coraz szybciej. Złapał się za linki utrzymujace huśtawkę, bo nie chciał pięknie upaść na ziemię.
Jeśli ci przeszkadza takie huśtanie, to powiedz i zatrzymam – odpowiedział, chociaż Seba i tak mógł zatrzymać huśtawkę w każdej chwili, nie muszac prosić o to Jamiego. – Zachrypłeś, chcesz się ogrzać? Mogę dać ci swoja bluzę. Mam nadzieję, że twoje umięśnione ciało się w nia zmieści – zaproponował szczerzac się jak głupi.
 
 
Fabio Falcone
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-25, 11:30   

Fabio miał wolny tydzień. Ot, trzeba wykorzystać kiedyś resztki urlopu i akurat teraz był najlepszy czas na siedzenie w domu i nic nie robienie. Znaczy... o tyle o ile siedzenie. Jest na świecie jedna istotka dla której nawet z grobu wstanie i będzie usługiwał. Sophia była jego oczkiem w głowie od momentu gdy dowiedział się, że będzie ojcem. To on zawsze był tym rodzicem, ktory nie potrafił powiedzieć nie. Na szczęście Soph nie wykorzystywała tego zbyt często.
Dzisiaj było jednak inaczej. Ubzdurała sobie w tej małej upartej (po rodzicach) głowce, że chce wspólny spacer. Nie, nie tylko z nim i z piesem. Mam też miała przyjść i to miał byc rodzinny spacer i pójście na lody. Upierała się przy tym dobra godzinę i Fabio wreszcie ostatecznie uległ. Mała była tak szczęśliwa jak nigdy, więc blondas tym razem bez większych mentalnych sprzeciwów napisał do Ronnie. Nie lubił się narzucać, a poza tym wciaż miał jej za złe, że nie chciała stworzyć z nim normalnej rodziny. Zbyt dumna i cholernie uparta, ale kurcze za to ja kochał. Pierwszy raz w życio aż tak go siekło i najgorsze w tym wszystkim jest to, że to on ma złamane serce, a przynajmniej częściowo. Jednak nie ma co się nad soba użalać i trzeba działać dalej dla dobra tej pięciolatki, która spłodzili.
Uwierzcie mi, ale wyszykowanie małej bestii to jest nielada wyzwanie i Fabio czasami miał po prostu dość, bo przecież ona sama musi sobie strój wybrać. To nic, że zaczyna się robić chlodno, Soph chce krótkie spodenki. Jakimś cudem uzyskali jednak rekordowy czas i wyrobili się w niecałe 20 minut.
Wybrali jakiś park, w którym można pobrykać i ma się blisko na mały plac zabaw coby Soph szybko się nie znudziła. Fabiusz podesłał wiadomość gdzie sa i usiadł na jednej z ławek puszczajac dwa demony luzem by sobie pobiegały. Wrigley i tak potrzebował wyjscia na dwór, więc tym bardziej było mu to na rękę. Bawił się telefonem co chwile zerkajac czy córa przypadkiem sobie krzywdy nie zrobi. Jeszcze tego brakowało by mu Ronnie łeb urwała. Dobrze chociaż, że Sophia jeszcze nie ubzdurała sobie, że chce brykac po placu, więc Włoch mógł trochę posiedzieć na dupie.
 
 
Ronnie Cadwallader
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-25, 16:08   

Ronnie nie miała wolnego. Właściwie to nie pamięta by jakikolwiek brała. Wszystkie możliwe urlopy i chwile przeznaczała na swoja córę. Niestety, ale zawód mama pochłaniał jej życie nie dostarczajac ani pieniędzy, ani wytchnienia. Być może dlatego ucieszyła się i jednocześnie odetchnęła z ulga gdy Fabio zaproponował jej, że weźmie Mała na cały tydzień. Fakt – nie odpoczęła za wiele, jednakże w jakimś niewielkim stopniu udało jej się zregenerować siły.
- Mamaaaa! – radosny pisk na pewno dobiegł do uszu mężczyzny, gdy jego córka zsunęła się ze zjeżdżalni i popędziła pędem w kierunku brunetki.
Jak zawsze była przed czasem, ubrana w typowy jesienny ubiór: ciepły płaszcz o bordowej barwie, jeansy i buty na obcasie. Wokół szyi oplotła się szalem o barwie miodu, do złudzenia przypominajacy ten na pobliskich drzewach, chodniku czy trawie.
- Heeeeej!- kucnęła i wyciagnęła dłonie w kierunku Sophii, a gdy wpadła na nia, zamknęła ja w żelaznym uścisku, mocno się do niej przytulajac.
- Ależ tęskniłam!- wtuliła nos w szyję i zaraz zaczęła składać tysiace buziaków na zaognionej od dobrej zabawy buzi.
- Mamooo weź! – drobna blondynka zachichotała głośno i zaraz zaczęła ja odpychać, ukradkiem rozgladajac się dookoła. No tak, zapewne wstydziła się takiego zachowania. Przecież to już prawie dorosła panna, prawda?
- Okej, okej.- Ronnette wypuściła ja z objęć i dźwignęła się na nogi, poprawiajac luźno przewieszona przez ramię torbę.
- Ale ty ładnie wygladasz. Sama się tak ubrałaś, czy może tatuś Ci pomógł?- przekrzywiła głowę, gdy Sophia ujęła ja za rękę i obróciła się dookoła niczym baletnica prezentujac w pełnej krasie swój strój i jednocześnie ciagnac ja w kierunku Włocha.
- Taak! – wykrzyczała radośnie mała, w ogóle nie konkretyzujac co miała na myśli. Obecnie bardzo pragnęła, by rodzice zachowywali się tak jak wszystkich innych dzieci. By łapali się za rękę, rozmawiali, śmiali i przytulali – jednak nie całowali. Całowanie było obrzydliwe.
- Cześć Fabio.- przywitała się dosyć niepewnie i posłała mu krótki uśmiech. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz spędzali wspólnie czas w podobny sposób. Miała wrażenie, że minęły wieki.
- To jakaś nowa moda?- przełknęła ślinę i wskazała palcem na uwieszona na swoim ramieniu dziewczynkę, która na jaskraworóżowe leginsy nałożyła zielone, krótkie spodenki.
- Czy może próba ugody?- wcisnęła jedna dłoń do kieszeni i przekrzywiła głowę trochę nieporadnie, nie bardzo wiedzac jak powinna się w ogóle zachować.
 
 
Fabio Falcone
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-30, 23:35   

Miło było nie być weekendowym ojcem raz na jakiś czas. Nie było to też często, bo wiadomo, że i on robił dziwne nienormowane godziny, a i Ronnie wolała mieć mała przy sobie. Dziw bierze, że tak to się potoczyło. Te pięć lat temu to chciała płód usuwać, a teraz świata poza córka nie widzi. Oczywiście akurat z tego był zadowolony, jakby nie było to on zmienił jej zdanie. Tylko szkoda, że im nie wyszło i nie potrafili stworzyć porzadnej rodzinki. Serio nad tym ubolewał i serce mu się krajało gdy za każdym razem próbował małej tłumaczyć dlaczego on i mama nie chodza za rękę i nie mieszkaja razem jak rodzice Olivii, najlepszej koleżanki blondynki.
Podniósł głowę i lekko się uśmiechnał widzac była partnerkę i jej interakcję z Soph. Swego czasu, gdy wszystko jeszcze było w miarę dobrze, świata nie widział poza tymi dwiema istotami. Teraz musiał sobie jakoś radzić, ale nadal szczęście Ronnie i Sophie było najważniejsze dla Włocha.
-Hej Ronnie - odpowiedział przesuwajac się na ławce i automatycznie chowajac telefon do kieszeni by poświęcić uwagę dziewczynom. Musiał też spojrzeć gdzie jest jego kompan coby postrzelony Wrigley nie popędził gdzieś za daleko. Na szczęście biała kulka energii jaka był samoyed ganiała wokół Soph.
-Próba ugody, bo tej księżniczce ubzdurało się, że chce iść w krótkich spodenkach - pokręcił głowa i wystawił córce język. Zdecydowanie często zachowywał się jakby również miał pięć lat. Może własnie dlatego wiele osób wciaż mu mówiło, że jednak pasuje do roli ojca. Sprawdza się, chociaż jest jedynie w weekendy.
-Popatrz Soph. Mama ubrana jest ciepło, weź z niej przykład co? - mruknał i zaraz się pochylił by zapiać psu smycz, bo akurat był szogun pod ręka. Nie będzie potem za nim latał. Najgorsze w tym spotkaniu było to, że między rodzicami Sophie było niezręcznie. Nie potrafili się do końca dogadać i krażyli wokół siebie jak dziwadła. A to lepiej nic nie mówić albo nie robić coby tej drugiej osoby nie zranić w jakiś sposób. Kurcze gdyby nie córka to pewnie Fabio już dawno mieszkałby w rodzinnym Bergamo.
 
 
Ronnie Cadwallader
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-31, 08:34   

Faktycznie, Ronnie poczatkowo była przerażona tym, że zostanie mama. Chęć usunięcia ciaży była pierwszym i jednocześnie najgłupszym odruchem jaki zaistniał w jej głowie. Ciężko było się jednakże jej dziwić- ojciec dziecka był ledwie co poznanym mężczyzna, do tego niezwykle temperamentnym. Uznała więc, że tak będzie najlepiej. Dopiero on przywołał jej rozum i wyjaśnił, że dziecko wcale na świat się nie prosi i trzeba ponieść konsekwencje. To nie on był tchórzem, tylko ona.
Usiadła koło niego na ławce i pochyliła się do przodu by pogłaskać przemycajacego koło niej psa. Sophia poczatkowo chciała usiaść na jej kolanach, była już w połowie, gdy nagle się jej odwidziało. Z cichym chichotem zaczęła biegać wokół ławki na której siedzieli, przy okazji męczac zwierzę.
- To jest bardzo...pomysłowe. - z placu zabaw przed soba przeniosła wzrok na Włocha i uśmiechnęła się szeroko. Ona raczej by na to nie wpadła, a cała sytuacja zakończyłaby się wrzaskiem i rykiem dziewczynki.
- Ona chyba woli brać przykład z Taty. - odparła miękko i pomachała Sophii, która oddaliła się na plac zabaw i triumfalnie stanęła na szczycie żółtej, odrapanej ślizgawki.
- [ ] Jemu zawsze było za goraco. To dosyć zabawne, patrzac na to, że był Włochem. Przyjechał tu, do ponurego i deszczowego miasteczka z ciepłego kraju i w ogóle nie marzł. Kiedyś miała wrażenie, że zrobił to celowo, jakby ta pogoda naprawdę mu przeszkadzała. Fabio grzał w łóżku niczym kaloryfer ustawiony na maksa. Wkurzało ja to na tyle, że w pewnym momencie wyladował na kanapie. Ale miało to dobre strony. Nigdy się nie parzył, wiec to on brał wszystkoe gorace naczynia. Pewnie dlatego z taka łatwościa właził w ogień i się go nie bał. Był ognioodporny.
- Mamo, Tato, patrzcie!- z zamyślenia wyrwał ja piskliwy głos drobnej blondynki, gdy zawisła do góry nogami na barierce, niczym nietoperz.
- Super!- pochwaliła ja, unoszac kciuki do góry i jednoczesnie oceniajac czy wysokość nie jest na tyle duża, by zrobiła sobie krzywdę.
- Jak urlop? Udało Ci się przy niej w ogóle odpoczać?- przechyliła się w jego stronę, by ponownie utkwić w nim swoje spojrzenie.
- Dzięki w ogóle, że chciałeś ja wziać. - nie wiedziała czy kierowało nim coś więcej niż chęć spędzenia czasu z własnym dzieckiem. Nie spodziewała się tego, co działo się właśnie w jego głowie, oraz tego, że skrzywdziła go dużo mocniej niż uważała.
 
 
Fabio Falcone
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-06, 08:28   

To było nietypowe. To on nalegał by jednak urodziła nawet jeśli ostatecznie nie chciałaby zostać matka. Fabio zawsze zapewniał, że na ojca się nie nadaje, ale kiedy przyszło co do czego to sobie postanowił, że zaopiekuje się mała i stanie na wysokości zadania nawet jeżeli miałby być strasznie chujowy pod tym względem. Widocznie mimo wszystko nadawał się na jakiś tam materiał na ojca tylko o tym nie do końca wiedział.
I chociaż Fabio był raczej mało ugodowym człowiekiem, swego czasu lubował wdawać się we wszelkie pyskówki i kłótnie, to jednak jak przychodziło do zajmowania się Sophie to było własnie odwrotnie. Mała miała straszny charakterek i jak jej rodzice miała we krwi wykłócanie się o wszystko i próbie stawiania na swoim. Fabio przez te pięć lat nauczył się szukać kompromisów i nie robić scen na środku ulicy. A gdyby jedynie zgodził sie na same krótkie spodnie to pewnie dostałby pogadankę od Ronnie, a tego też nie chciał. -Lepiej może żeby jednak ze mnie przykładu nie brała, nawet jeśli chodzi o ubieranie się. Ja mam inne standardy - wzruszył ramionami i wyciagnał gice przed siebie. Wszyscy znajomi wypominali mu, że był dziwny i w środku zimy mógł spokojnie ganiać w krótki spodniach. Oczywiście nie robił tego, no ale mógł, bo jemu nie było zimno. Trudno, taki organizm i nic z tym nie zrobi. Oczywiście pomagało mu to nieco w pracy, ale to nie to miało wpływ na jaki zawód ostatecznie się zdecydował. Gdyby nie przeszłość to pewnie spokojnie od tej pory służyłby we włoskiej armii.
Spojrzał w stronę zwisajacej do góry nogami córce i pokręcił głowa- Ej, Batman. Tylko nie spadnij na łeb, bo będzie cię ciężko złożyć do kupy - rzucił z rozbawieniem i poprawił się na ławce. On nigdy nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu zbyt długo. Tak samo jak mała blondynka schodzaca ostrożnie z barierki. - Nie jestem Batman! Jestem Wonder woman tato! - obruszyła się mała i pognała w stronę ślizgawki. Będzie foch na resztę dnia jak nic, ale przynajmniej to podziałało i mała nie udawała nietoperza. Swoja uwagę ponownie skupił na byłej partnerce i uśmiechnał się lekko.
-Urlop jakoś leci. Przy niej nie można się nudzić - zaśmiał się krótko. Nawet jeśli ma przy tym małym gałganie nie odpoczać porzadnie to jemu to akurat nie przeszkadzało. Był ojcem, więc spędzał z Soph tyle czasu ile mógł. -Wiesz, że ja zawsze mogę ja wziać mimo wszystko to moja córka - stwierdził krótko. Oczywiście nie zawsze mógł i przeklinał te wszystkie weekendy gdy akurat miał dyżur w pracy i nie mógł brać Soph do siebie. -Przynajmniej ty wreszcie masz chwilę by odsapnać, chociaż tyle mogę dla Ciebie zrobić - posłał jej ciepły choć odrobinę smutny uśmiech. Dla niej był w stanie zrobić praktycznie wszystko, ale teraz już nie musiała o tym wiedzieć.
 
 
Ronnie Cadwallader
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-07, 18:17   

Ronnie właściwie to uważała, że Fabio był dobrym ojcem. Jednak na jej partnera się nie nadawał. Byli do siebie tak podobni w niektórych kwestiach, że połaczenie się na dłużej niż kilka tygodni graniczyło z cudem.
Na palcach jednej ręki była w stanie policzyć próby przekonania się do spróbowania, oraz argumenty za. Natomiast wymówek przeciw miała na pęczki.
Ronnie oparła nogę na nogę i cicho westchnęła, spogladajac na swoja pociechę. Codziennie widziała w niej jego. Jej zaspane zielone oczy i jasne włosy, lekko ciemniejsza karnacja podatna na promienie słońca i te dołeczki gdy się uśmiechała. Ludzie mówia, że jeśli dziecko jest podobne do ojca, to matka będac w ciaży często o nim myślała.
I to była prawda. Gdy Sophia była jeszcze małym, niezidentyfikowanym płodem ich zwiazek szedł ku dobrej i wspólnej przyszłości. Fabio zdawał się być mężczyzna jej życia. Dopiero później się posypało. Może to ciagle wyjazdy, szkolenia i życie strażaka jej nie odpowiadało? A może nie potrafiła się przy nim odnaleźć? Odgoniła od siebie te myśli i wzruszyła ramionami. Po niej odziedziczyła tylko...no właśnie- co? Chyba odrobine charakteru. Mimo wszystko, jednak mała panienka Falcone miała bardzo Włoski temperament.
- Mówisz o bieganiu zima w spodenkach? Było blisko. - mimowolnie wyciagnęła palec i wskazała na kolorowy strój córeczki.
- Nie wypoczęłam jakoś specjalnie. - wyznała z całkowita szczerościa, spogladajac na samoyeda, który zaczał znów uciekać przed dzieckiem.
- Brak dziecka przypomniał mi czym sa nadgodziny. - chociaż brała ich sporo, to jednak miała możliwość spotykać się ze znajomymi. A właściwie to z jednym. Chcac nie chcac spojrzała na niego, robiac dziwna minę. Chyba nie miała mu serca wspominać o tym, że poznała kogoś z kim rozmawiało jej się naprawdę przyjemnie.
 
 
Fabio Falcone
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-08, 20:48   

Fabio chyba pierwszy raz w życiu wierzył, że mógłby miec rodzinę i do tej pory jest święcie przekonany, że on Ronnie i Sophia stworza naprawdę udana rodinkę. Taka jakiej można pozazdrościć. Niestety panna Cadwallader była innego zdania i obecnie to wyglada jak wyglada i Fabio jest jedynie weekendowym ojcem.
Ich spotkanie może było przypadkowe, a ciaża niezbyt planowana, jednak Fabiusz poczuł zdecydowanie coś więcej do Ronnie niż się spodziewał. Do tej pory tak jest i watpliwe by to zniknęło.
-Tłumaczyłem ci. Przy bieganiu i tak ci jest ciepło, więc założenie krótkich spodenek nie jest niczym szalonym - wzruszył ramionami. No co? Prawdę mówił. I tak się człowiek rozgrzewał i tak, a przy okazji się hartował gdy się biegało przy zimnych temperaturach. A jaki przyjemny był po tym wszystkim ciepły prysznic? -Poza tym gdybym jej pozwolił na same spodenki to byś mi łeb urwała. Znam ccię Ronnie - uśmiechnał się szeroko i puścił jej oczko. Kurcze trzeba było przyznać, że szybko się nauzył co Ronnie przeszkadza a co nie i nawet jej fanaberie mu nie przeszkadzały aż tak. Chociaż miał po tem z tego polewkę, albo się wykłócali o głupoty przez większość dnia. Może faktycznie mimo wszystko do siebie nie pasowali, a Fabio nie zastanawiał się nad tym głebiej?
-Ah miłe nadgodziny. Ja swoich mam dość.- westchnał i spojrzał w stronę biegajacej córki. Nie miał wiele życia poza Soph, a przynajmniej nie chciał mieć. W tygodniu brał tyle godzin ile mógł i poświęcał czas kumplom wieczorami. Weekendy miał zarezerwowane jedynie dla małej i każdy dookoła to wiedział. Chwilę obserwował córkę gdy ta jednak postanowiła przybiec się napić soku ze swojego bidonu.
- Tato, a wiedziałeś, że trolle sa bardzo brzydkie? Taki jeden pan mi o tym dużo opowiada - stwierdziła nagle obserwujac swojego ojca tymi swoimi zielonymi oczętami. -Naprawdę? - Fabiuszowi momentalnie serce podeszło do gardła, a mała jak nigdy nic pokiwała głowa - Noo Richard. Przychodzi i opowiada fajne rzeczy o potworach - rzuciła i zaraz jak nigdy nic pobiegała bawić się dalej. Falcone przełknał ślinę i spojrzał na Ronnie -Nowy facet? - rzucił jakby od niechcenia, ale serce to mu praktycznie krwawiło. Jednak nie zamierzał się przyznawać do tego. Jeśli ktoś będzie próbował mu zabrać córkę to dopiero się bardzo zainteresuje. Chociaż wiadomo, że teraz będzie wypytywał Soph o tego całego gacha, który przychodzi z wizyta do nich. I tak w jakimś stopniu widać po nim było, że jest coś nie tak i że ta nowina nie była jakaś cudowna.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5