Poprzedni temat «» Następny temat
Ścieżka
Autor Wiadomość
Freja Porter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-10, 22:48   

/poczatek.


Dzisiejszego dnia Freja obudziła się wcześnie, dla niektórych było bardzo wcześnie, dla innych środek nocy, a niektórzy już dawno byli na nogach. Dla niej było po prostu wcześnie. Leżała już od kilku minut i patrzyła się w sufit nie majac pojęcia co może zrobić z tym dniem. Próbowała znów zasnać, była jakoś szósta rano, a ona do pracy szła dopiero na dwunasta... Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie wstaje o tej porze jeśli nie musi. Niestety nie było szans na to aby znów zasnęła, więc wpadła na pomysł, że to właśnie może być ten dzień, w którym zacznie znów biegać, kiedyś robiła to regularnie, potem zamieniła to na rolki, jednak poranne bieganie zawsze dobrze jej robiło i pozwalało jakoś zaczać dzień. Był jednak jeszcze jeden problem, nie miała ochoty biegać sama.. miała więc swoich współlokatorów, z których właśnie miała zamiar wybrać swoja ofiarę! Szybko wybór padł na Lucie, która wciaż spała w tym samym pokoju. Freja zwlokła się z łóżka i podeszła do śpiacej współlokatorki po czym potrzasnęła jej ramieniem. -Wstawaj! To twój szczęśliwy dzień, idziemy biegać- powiedziała nad jej uchem i niezależenie od oporów stawianych przez Lucie w końcu wyciagnęła ja z łóżka. Ubrała się w dres zwiazała włosy w kucyk i złapała Lucie za rękę ciagnac ja za soba.
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-08-15, 12:21   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Tamtego dnia pogoda dopisywała na tyle, że Mavourneen, po spędzeniu poranka oraz południa na ogladaniu telewizji, wreszcie postanowiła się przejść. Co prawda samotne spacerowanie sprawiało, że czuła się trochę jak życiowy nieudacznik, zwłaszcza że większość ludzi, którzy znajdowali się o tej porze w parku, przechadzała się w towarzystwie rodziny, znajomych czy chociażby zwierzaków, jednak prędko powiedziała sobie, że nie miała czym się przejmować. Zawsze mogła przecież udawać, iż jej wędrówka miała jakiś cel, prawda? Trochę żałosne wyjście, nawet jak na nia, ale była w stanie się do niego przekonać, jeśli tylko miało zatrzymać uporczywe myślenie o tym, jak smutno było spacerować w pojedynkę.
Z lekkim uśmiechem patrzyła na biegajace wesoło pieski, które ganiały za patykami i piłeczkami, ewentualnie ganiały za soba, jeśli były na tyle przyjazne, że chciały bawić się z innymi czworonogami. Na piszczace, wpadajace w nia dzieci patrzyła już nieco mniej radośnie, ale i tak wyrozumiale, bo Mav wiedziała, że każdy miał kiedyś te trzy lata i każdy zachowywał się w ten sposób. Co nie zmieniało faktu, że jak tylko dostrzegała krzyczace dziecko na horyzoncie, zmieniała stronę ścieżki, co by przypadkiem nie wpaść na takiego gagatka. Nie chciała, żeby jakiś mały człowiek odbił się od jej nóg, a potem wyladował na ziemi i zaniósł się płaczem. I tym bardziej nie chciała, aby jakaś matka (madka?) zaczęła na nia z tego powodu krzyczeć. Gdyby stało się coś podobnego, Mavourneen pewnie sama by się rozpłakała, a potem uciekła do domu. I nici z miłego spacerku.
Nie miała pojęcia, że wpadnie na kogoś znajomego. Odkad przyjechała do Brentwood, nie miała okazji spotkać się z żadnym szkolnym znajomym, nad czym szczerze ubolewała, bo samotne spędzanie wakacji nie było ani trochę radosne. Niestety wszyscy jej koledzy albo powyjeżdżali na wakacje, albo już, ze względu na zbliżajace się studia, zmienili miejsce zamieszkania, więc jeśli Mavourneen czuła ochotę, aby się rozerwać, musiała zadowalać się czytaniem ksiażek. Tam bohaterowie przynajmniej mieli przyjaciół. Tak czy siak, jak już zostało napisane, zmierzajac otoczona przez drzewa ścieżka nie spodziewała się, że uda jej się spotkać kogoś, kogo znała. Jakież było więc jej zdziwienie, gdy powoli zmierzajaca z oddali, jasnowłosa osoba z noga w gipsie okazała się być jej była nauczycielka angielskiego, jakiej Shiveley nie widziała już od ponad pół roku. Aż przystanęła, zatrzymana przez szok, który raczej był wynikiem tego, w jakim stanie znajdowała się obecnie pani Callahan, a nie samej jej obecności w tym miejscu.
- Dzień dobry - powiedziała niepewnie, jak gdyby obawiajac się, że Phoenix była tylko wytworem jej wyobraźni, albo że po prostu ja sobie z kimś pomyliła. No cóż, z tym gipsem faktycznie nie wygladała jak kobieta, która Mavourneen zapamiętała. Zazwyczaj wygladała jak elfka, przynajmniej według Mav, która uważała jej urodę za niezwykle delikatna i niezwykła, toteż nic dziwnego, że teraz, z nałożonym na nogę opatrunkiem i niespecjalnie radosnym wyrazem twarzy, ani trochę nie przypominała dawnej siebie.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-08-31, 23:34   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


Porównanie do elfki zdecydowanie trochę rozbawiłoby Phoenix. Sama nigdy tak siebie nie postrzegała, nawet nie potrafiłaby dostrzec podobieństwa. Jako dziecko chciała pewnie być syrenka, albo pięknym motylem, ale takie mrzonki odsuwała od siebie, kiedy wybierała się do pracy, gdzie miała przecież przekazywać licealistom ważne rzeczy na temat literatury angielskiej, i w ogóle, literatury. Teraz, kiedy wakacje powoli dobiegały końca, a jej perspektywa powrotu do szkoły uleciała w dal, Phoenix nie czuła się ani jak motyl, ani syrenka, ani jak elf, ani w ogóle jakoś sensownie. To znaczy, było znacznie lepiej, niż wcześniej. Od wypadku minęło już trochę czasu, sińce i zadrapania na jej twarzy wygoiły się i chociaż ta część jej ciało wygladała już normalnie, ale unieruchomiona w gipsie noga mocno dawała jej się we znaki. Miała serdecznie dość leżenia w łóżku. Rodzice twierdzili, ze powinna tam leżeć, aż nie wyzdrowieje, ale to przecież wcale nie było dla niej dobre, i zwyczajnie doprowadzało ja do szału. Udało jej się więc namówić siostrę na spacer. Młoda Callahan pomogła blondynce wpakować się do auta, wzięły też kota, z którym teraz siostra Phoenix biegała gdzie między drzewami, trzymajac go na smyczy, a sama blondynka szła alejka, powoli i kulawo, przy czym jej niespecjalnie radosny wyraz twarzy był w rzeczywistości skupieniem, bo chodzenie o kulach wcale nie było łatwe. Zwłaszcza, że ostatnich kilka tygodni leżała w łóżku, jej gips na nodze ważył chyba tonę, a ona sama raczej stroniła od ćwiczeń fizycznych, więc jej ręce miały drobny problem z utrzymaniem jej ciała, nieważne, jak szczupła i drobna by nie była. Jej celem stała się najbliższa ławka, serio. Posiedzi, popatrzy, wsłuchujac się w śpiew ptaków, hałas dzieci, wdychajac parkowe powietrze, a potem ruszy w drogę powrotna do auta, która też zajmie jej sporo czasu. Tak bardzo skupiła się na dojściu do upragnionego miejsca, że nawet nie dostrzegła swojej byłej podopiecznej, a na dźwięk jej głosu podniosła zdziwiona głowę i lekko się zachwiała, na szczęście jednak zaraz odzyskała równowagę. Odnalazła wzrokiem Mavourneen i dopiero wtedy łagodnie się do niej uśmiechnęła.
- Dzień dobry, Mav - przywitała się, przyjmujac pozycję wygodniejsza do stania, niż do parcia naprzód. Właściwie, normalnie by ja ominęła, ale skoro dziewczyna sama się zatrzymała, Phoenix też uznała za stosowne to zrobić. - Wróciłaś do miasta, na stałe, czy tylko na wakacje? Jak ci mijaja? - uśmiech nie znikał z jej twarzy, choć nie do końca była pewna, czy powinna zawracać dziewczynie głowę. Sama Callahan nie miała wiele do roboty, ale może tamta zamierzała się tu z kimś spotkać, albo po prostu gdzieś się spieszyła? Pewnie trochę siara gadać z nauczycielka w wakacje. Feniks co prawda wolała mieć dobre stosunki z uczniami, ale ich podejście było różne, niektórzy nie lubili jej tylko dla zasady. Wydawało jej się, że Mav do nich nie należy, ale cóż, nigdy nic nie wiadomo.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-09-11, 01:21   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


No cóż, teraz, kiedy Phoenix poruszała się o kulach i ogólnie wygladała jak sto nieszczęść, Mavourneen pewnie nie pokusiłaby się o porównanie jej do elfki (no chyba że takiej poważnie zranionej w jakiejś wielkiej bitwie), ale blondynka nadal miała w sobie coś, co sprawiało, że Shiveley musiała się pilnować, aby przypadkiem nie spojrzeć na nia z zachwytem. Być może chodziło o te jasne, długie włosy, które Mav zawsze podziwiała, może o te drobne rysy twarzy, a może po prostu o jej błękitne, bajkowe oczy. W każdym razie, nawet chociaż teraz, podtrzymujac się kul, nie wygladała do końca jak elfka z prawdziwego zdarzenia, Mavourneen i tak uśmiechnęła się na jej widok. W końcu niecodziennie miała okazję spotkać się z kimś, z kim mogła zamienić więcej niż dwa słowa.
- Jeszcze nie wiem - odpowiedziała niepewnie, zerknawszy na własne buty tak, jak gdyby para przetartych trampek miała pomóc jej w udzieleniu zgodnej z prawda odpowiedzi. Niestety obuwie albo nie posiadało daru jasnowidzenia, albo po prostu nie chciało podzielić się z nia tym, czego się dowiedziało, więc ostatecznie dziewczyna ponownie uniosła wzrok i spojrzała na Phoenix. - Mam nadzieję, że na dłużej, bo złożyłam dokumenty na Uniwersytet w Southend i chciałabym tu zostać. A wakacje... sa bardzo spokojne i przyjemne - przyznała, posyłajac blondynce lekki uśmiech. Zaraz jednak spoważniała, ukradkiem zerkajac na jej gips. - Miała pani wypadek? To... coś poważnego? - zapytała z autentycznym zmartwieniem, jednak zaraz się zreflektowała. - Przepraszam, nie chcę wtracać nosa w nieswoje sprawy, ja tylko... - zmieszała się i przełknęła ślinę. Może i poczatkowo nie przepadała za Phoenix, odbierajac każde jej potknięcie jako brak odpowiedniej wiedzy, jednak z czasem jej krytycyzm zelżał, a to z kolei pozwoliło jej dostrzec, iż w gruncie rzeczy Callahan była dobrze wykształcona nauczycielka, a źródło jej pomyłek leżało tylko i wyłacznie w poczatkowym, zupełnie normalnym stresie. Teraz, analizujac swoje wstępne nastawienie z perspektywy czasu, Mavourneen czuła się zażenowana tym, jak szybko oceniła nowa nauczycielkę. Wystarczyło bowiem parę miesięcy, aby Phoenix na dobre wdrożyła się w typowy, szkolny rytm, wywołujac zaciekawienie angielska literatura w nawet najbardziej opornych uczniach. Mówiła interesujaco i szczegółowo, a Shiveley chłonęła każda opowiadana przez nia ciekawostkę z niezwykła fascynacja, podziwiajac jej wiedzę oraz rozmyślajac nad tym, jak wiele zakamarków nauki nadal pozostawało dla niej tajemnicami. Kiedy wyjechała do Galway i stawiła się na pierwszych zajęciach angielskiego, gdzie trafiła na starsza, wyzbyta z jakiejkolwiek energii kobietę, która w dodatku mówiła bardzo znudzonym tonem głosu, od razu zatęskniła za lekcjami u pani Callahan. Nic więc dziwnego, że teraz, dostrzegłszy, iż Phoenix nie była w najlepszym stanie, trochę się zmartwiła.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-10-06, 21:53   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


Wielka bitwa Phoenix opierała się na starciu jej biednego roweru z motocyklistą i jego sprzętem, którzy to nie przestrzegali tak podstawowych zasad ruchu drogowego, jak zatrzymywanie się na czerwonym świetle. No cóż, może częściowo sama była sobie winna, może gdyby stosowała zasadę ograniczonego zaufania, to rozejrzałaby się jeszcze w obie strony, nim wjechała na jezdnię. Niestety, czasami była zbyt naiwna i zbyt ślepo wierzyła w dobro tego świata, toteż zielone światło dla pieszych i rowerzystów w pełni jej wystarczyło, no i skończyło się to właśnie w taki, nie najlepszy sposób. Była kulawa, zagipsowana, posiniaczona i nie mogła wrócić do pracy wraz z początkiem roku szkolnego.
- Ojej, to wspaniale! - ucieszyła się, chociaż w jej przypadku zbytni entuzjazm nie był wskazany, bo niekontrolowane ruchy czy skurcze mięśni wciąż mogły powodować ból. Tym razem tak się nie stało, zresztą, i tak było to coraz rzadsze. Większość zadrapań czy obić na twarzy i tułowiu już się zagoiła. Tylko z połamanymi kośćmi nie było tak łatwo. - Życzę, byś się dostała, zawsze to dobrze być bliżej domu - przynajmniej jej się tak wydawało, bo zawsze była rodzinną osobą i nawet, jeśli wyszła już na względnie swoje, to jednak wciąż była stałym gościem w domu rodziców. Ciężko przechodziła wyjazd z Galway, a skoro już Brentwood stało się jej nowym domem, to nie chciała go opuszczać. Zwłaszcza, że wielkie miasta wcale nie były dla niej, a życie tutaj wydawało jej się znacznie przyjemniejsze. - Nic się nie stało - zapewniła od razu, kręcąc głową i posyłając Mav łagodny uśmiech. Dla niej to wcale nie zabrzmiało jak wtrącanie się w nie swoje sprawy, a raczej zwyczajna troska, zwłaszcza, że nie pytała jej o bardzo prywatne sprawy, jak chlamydia czy inne choroby weneryczne, a o coś, co każdy widział na pierwszy rzut oka. - Wypadek, tak, na całe szczęście skończyłam tylko ze złamaną nogą. Mam nadzieję, że dobrze się zrośnie i będzie po wszystkim - pokiwała głową. Nie znała się na lekarskich sprawach, więc nie opowie Mavourneen o tym, jak się przemieściła kość czy jak wypadła ze stawu, ale trzymała się tej swojej nadziei i nawet jej samej to wystarczało. - Gdybyś potrzebowała jakiś list polecający, to chętnie ci go napiszę. Oczywiście, jeśli chcesz - bo mogła przecież woleć dostać taką rzecz od jakiegoś innego nauczyciela, starszego stażem czy po prostu obracającego się w innej dziedzinie. To była decyzja dziewczyny, ale Phoenix zawsze była chętna do pomocy. Zwłaszcza teraz, kiedy przez większość czasu zalegała w łóżku, a tak przynajmniej miałaby do zrobienia coś ważnego, w czym złamana noga by jej nie przeszkadzała.
Całkiem możliwe, że to nudne, stare próchno z Galway, które czasami sprawiało wrażenie, jakby znało Shakespeare'a osobiście uczyło nie tylko Mavourneen, ale też Phoenix, kiedy jeszcze ta druga zalegała w Irlandii, na początku swoich nastoletnich lat... i jeśli tak było, to Callahan wcale nie darzyła kobiety większą sympatią, niż inni uczniowie. Przynajmniej dostała wtedy nauczkę, aby zawsze próbować jakoś urozmaicić lekcje, a najważniejsze informacje podawać w prostej i konkretnej formie. Może to też je w jakiś sposób do siebie zbliżyło? Wspólna niechęć do anglistki z Galway? Nawet, jeśli nie były tego świadome, to coś mogło w tym być.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-10-19, 22:47   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Zarumieniła się nieco, słysząc entuzjastyczny komentarz Phoenix. Sama nie powiedziałaby, że jej wybór był wspaniały, raczej kompletnie żałosny i będący obrazem jej desperacji, zwłaszcza że nie miała pojęcia, co jej z tego całego studiowania wyjdzie. Była niepewna siebie, zmartwiona przyszłością i zupełnie skołowana - nic więc dziwnego, że opinia byłej nauczycielki angielskiego, choć miła, wydała jej się przesadnie radosna. W końcu ostatecznie jeszcze nic nie było wiadome. A nuż zniechęci się po pierwszym tygodniu nauki, czując się jak marny robak w obecności niesamowicie wykształconych profesorów, i rzuci te studia? Albo nie wytrzyma psychicznie i zrobi coś, przez co wyląduje w zakładzie dla obłąkanych? Studia to jednak była ciężka sprawa, zwłaszcza że wybrała sobie psychologię, która, no nie obrażając innych dziedzin nauki, nie była jakimś kulturoznawstwem. Ech, życie jednak było ciężkie.
- Dziękuję - powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie, bo mimo tych wszystkich pesymistycznych myśli, które kłębiły się w jej głowie, słowa Phoenix były naprawdę urocze. Mavourneen faktycznie lepiej czuła się tutaj, aniżeli w Galway. Co z jednej strony było trochę paradoksalne, bo nie miała w Brentwood żadnych bliskich przyjaciół, którzy wiązaliby ją z tym miejscem, ale z drugiej strony wydawało się całkiem logiczne. W końcu mieszkała tutaj odkąd skończyła dziewięć czy dziesięć lat, a to wystarczająco długo, aby zaczęła uznawać Brentwood za swój dom. Zwłaszcza że, w przeciwieństwie do Galway, nie wiązała z nim żadnych tragiczniejszych wspomnień.
Uniesione dotychczas kąciki ust automatycznie opadły, gdy Phoenix wspomniała o wypadku. Niby zagipsowana noga jednoznacznie wskazywała na jakieś nieprzyjemne zdarzenie, a jednak dopiero kiedy usłyszała o tym z ust Callahan, poczuła się prawdziwie zmartwiona. Zupełnie tak, jakby właśnie dotarł do niej fakt, że gdyby tylko Phoenix miała nieco mniej szczęścia, mogłaby skończyć o wiele gorzej.
- Och, ale... już lepiej? To znaczy... nie ma żadnych większych powikłań? - zapytała, szczerze zmartwiona. Nikomu nie życzyła źle, a już na pewno nie osobie, która z biegiem czasu stała się jej ulubionym nauczycielem w liceum.
Otworzyła szeroko oczy, słysząc propozycję Phoenix. O ile wcześniej była zaledwie lekko zarumieniona, tak teraz przybrała kolor dorodnego buraczka, bo nie codziennie dostawała takie propozycje. To brzmi co najmniej tak, jakby Phoenix zaproponowała jej jakiś skok w bok.
- Ja... uch... to znaczy... - jąkała się, nie wiedząc gdzie podziać wzrok. Niby listy polecające nie były wielką sprawą - ot, praktyka obecna w całej Wielkiej Brytanii, a jednak Mavourneen poczuła się niesamowicie wyróżniona propozycją pani Callahan. Chociaż pewnie w gruncie rzeczy doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Phoenix mogłaby naskrobać taki liścik każdemu. - Jeśli by pani mogła to... byłabym bardzo wdzięczna. - Takie pismo na pewno bardzo by się jej przydało, zwłaszcza że nauczyciele z Galway, choć ani razu nie złożyli na nią żadnej skargi, raczej nie byli wystarczająco przekonani co do jej potencjału, aby napisać jej podobny list. I Mavourneen wcale im się nie dziwiła. Bądź co bądź, spędziła tam wyłącznie pół roku. Sześć miesięcy zdecydowanie nie było wystarczającym czasem, aby przekonać obcych ludzi co do swoich ambicji oraz możliwości. Ale Phoenix, która uczyła Mav trochę dłużej, na pewno mogłaby powiedzieć na jej temat znacznie więcej.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-12-01, 03:09   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


Phoenix zawsze starała się wierzyć w swoich uczniów, chociaż nie oszukujmy się, czasami było ciężko, kiedy ci, nawet mimo posiadania jakiegoś potencjału, zupełnie nie wykazywali inicjatywy, by zrobić coś sensownego ze swoim życiem. Mavourneen jednak do takich nie należała. Callahan zauważyła to już od pierwszych zajęć z dziewczyną, chociaż jako szara myszka nie wyróżniała się może niczym specjalnym, ale jednak w jej pracach było coś, co utkwiło Phoenix w głowie i pozwoliła zwrócić na nią uwagę. Może czasami nie rozumiała dziewczyny do końca - na przykład tego, dlaczego tak bardzo w siebie wątpi i stroni od ludzi. Blondynka nie musiała jednak wiedzieć wszystkiego, Mavourneen miała prawo do swoich spraw. Phoenix jednak całym serduszkiem jej kibicowała.
- Na razie nie, i mam nadzieję, że tak zostanie - wzruszyła ramionami i zaśmiała się. - Raczej ograniczam spacery, mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze - bardzo tego chciała, wiadomo, chodziło przecież o jej zdrowie. Shiveley jednak nie musiała się tym przejmować. Miała swoje zmartwienia i Phoenix w żadnym wypadku nie chciała jej dokładać kolejnych. - Oczywiście, że bym mogła! - zapewniła od razu, bo dla niej takie rzeczy były zupełnie naturalne. Nie rozumiała, jak nauczyciel może stawać uczniowi na drodze do rozwoju i samospełnienia. Ona była przecież od tego, by pomagać, i to nie wciskając swoje zwariowane pomysły, a wspierając wybory innych. W tym wypadku Mavourneen. - Dam ci znać, jak już się z tym uporam, ale będziesz musiała go odebrać osobiście, bo poruszanie się jest dla mnie trochę problematyczne - zerknęła na gips okalający jej nogę, próbując w ten sposób dać Mav do zrozumienia, o co chodzi. Nie musiała się chyba jednak wysilać, przecież to było oczywiste. Doczołganie się do samochodu było dla niej nie lada wyzwaniem, a potem musiał się znaleźć ktoś jeszcze, kto zechciałby ją gdzieś podwieźć. Została trochę uziemiona, na szczęście rodzice zgodzili się nią zaopiekować przez ten czas i nie musiała martwić się o to, jak zrobić zakupy, a potem jeszcze je donieść do swojego mieszkania. Tak przynajmniej pojawi się okazja, by Mavourneen ją odwiedziła. Oczywiście, Phoenix wcale tego nie wymagała, ale nie zaprzeczyłaby, że byłoby jej bardzo miło. Brakowało jej teraz ludzi, którzy nie należeli do jej rodziny, a już w szczególności uczniów. No, Indie była w pobliżu, ale chyba nie liczyła się tak bardzo jako uczeń, skoro była młodszą siostrą.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-12-20, 23:44   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Tak sobie myślę, że gdybym ja była nauczycielką to chyba całkowicie zwątpiłabym w ludzkość, chociażby patrząc na to, co dzieje się w mojej grupie. Albo lepiej - co się nie dzieje, bo tam to po prostu wieczny nieogar i świerszczyk w tle. Ale na szczęście Mavourneen nie wydawała się aż tak sceptycznie nastawiona do pojemności ludzkich mózgów jak ja i może gdyby była bardziej otwarta na ludzi, nawet rozważyłaby dla siebie karierę dydaktyczną. Z jej obecnymi predyspozycjami jednak nigdy nie dałaby sobie rady z podtrzymaniem uwagi grupy liczącej kilkanaście lub kilkadziesiąt osób, a jeśli byliby to licealiści to już w ogóle umarłaby podczas pierwszych zajęć. Przecież zapanowanie nad gromadą nastolatków o szalejących hormonach i durnych pomysłach było czymś, co spokojnie mogłoby stanowić osobną kategorię Oscarów.
Generalnie podczas swojej szkolnej kariery skupiała się na biologii, chemii i matematyce, jako że właśnie te przedmioty otwierały przed nią drzwi do świata psychologii, nieważne jak nielogiczne to było. Ale lekcje angielskiego również zaskarbiały sobie jej uwagę, chociażby dla tego, że były niesamowicie ciekawe. Studiowanie literatury stanowiło coś, co zwyczajnie sprawiało jej przyjemność, więc nic dziwnego, że podczas zajęć Phoenix starała się być aktywna i generalnie dawać z siebie wszystko. To nie kosztowało jej wiele, a przynosiło dużo satysfakcji.
Odetchnęła z ulgą, gdy Callahan rozwiała jej wątpliwości odnośnie swojego stanu zdrowia.
- To dobrze - powiedziała i uśmiechnęła się lekko, pokiwawszy głową. Sama nigdy w życiu niczego sobie nie złamała, ale podejrzewała, że to nie było nic przyjemnego. Ograniczenie ruchów raczej nie było powodem do radości. - Mam nadzieję - przytaknęła, dusząc w sobie chęć, aby dodać coś jeszcze, chociażby jakąś propozycję drobnej pomocy przy zrobieniu zakupów. Na szczęście w porę zdała sobie sprawę z tego, że to byłoby dość niezręczne.
Rozpromieniła się, gdy Phoenix rozwiała resztę jej obaw. A więc naprawdę nie miała nic przeciwko, aby napisać jej list polecający! Gdyby nie to, że kontakt fizyczny był dla Mavourneen czymś nieprzyjemnym, chyba by ją uściskała.
- Och, dziękuję! - powiedziała z entuzjazmem, którego Callahan pewnie nigdy jeszcze u niej nie widziała. Nic dziwnego, w końcu jeszcze nikt nigdy nie zaproponował jej, że napisze dla niej list polecający. - Bardzo dziękuję - powtórzyła, tym razem spokojniej. Uśmiech nadal jednak zdobił jej twarz. - Oczywiście, oczywiście - zgodziła się szybko, chociaż sama nie wzięłaby pod uwagę innej opcji. Stan Phoenix zdecydowanie nie pozwalał na śmiganie po mieście. - W takim razie może... podam pani swój numer telefonu? Żeby mogła mi pani dać znać, kiedy mogłabym go odebrać? - zaproponowała delikatnie. Wychodzenie z taką propozycją było ciosem dla jej taktowności, ale w tym momencie już nic nie mogła na to poradzić. Emocje wzięły nad nią górę.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-12-29, 02:29   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


Ja wiarę w ludzkość straciłam już dawno, do tego wcale nie trzeba być nauczycielem, ale jak widać - Phoenix nawet to nie zraża. Nastolatki w liceum potrafią być naprawdę głąbami, a ona niemal każdego dnia zjawia się tam z uśmiechem i motywację do obrócenia kolejnej porcji rozczarowań w sukces. Jej samej nie zawsze udawało zapanować się nad klasą, zwłaszcza, że próbowała zaskarbić sobie sympatię uczniów, a nie ich strach, a do tego wyglądała jak ich koleżanka z ławki. Gdyby usiadła obok, nikt nie zobaczyłby różnicy. Zdarzali się tacy uczniowie, którym to nie odpowiadało, ale ona się nie zrażała, zawsze próbowała prowadzić lekcje w ciekawy sposób i być gotową do wyciągnięcia pomocnej dłoni. Mimo wszystko, czasami wolałaby przenieść się do przedszkola, tam dzieci wydawały się być bardziej wdzięczne.
Zawsze myślałam, że na psychologię idą jednak humaniści, a tu proszę, wygooglowałam się się zaskoczyłam. Callahan szanowała inne zainteresowania, nie była jednym z tych nauczycieli, którzy uważali, ze jej przedmiot jest najważniejszy. Oczywiście, musiała ogarnąć podstawę programową, ale na jej lekcjach minimum zaangażowania wystarczało, by zdać do następnej klasy, a i raczej nie zdarzyło jej się, by ktoś oblał końcowe egzaminy. Kolejny sukces.
- To sama przyjemność - odparła od razu Phoenix, wcale nie mijając się z prawdą, ale bardzo ucieszył ją entuzjazm Mavourneen. Pokiwała też zaraz głową. - Oczywiście - wyszperanie z kieszeni telefonu nie było łatwe, ale w końcu jej się udało. Podała go nastolatce, by ta wklepała numer, bo blondynce średnio by to wyszło, skoro obiema rękami wciąż podtrzymywała się na kulach. Podzieliła się także swoim numerem, nie miała z tym problemu, ufała na tyle swojej byłej uczennicy, a dopóki nie zdarzyło jej się, by uczniowie robili jej paskudne psikusy albo inne nieprzyjemne rzeczy, to nie widziała powodu, dla którego miałaby z tego robić aż tak wielką tajemnicę. I tak odezwie się do Mav, gdy już skończy. O tym samym zapewniła dziewczynę, i miała szczery zamiar uporać się z listem jak najszybciej. Tak też się stało, dzwoniła do Shiveley już po kilku dniach. Teraz jednak dostrzegła za plecami dziewczyny ojca, który miał zamiar zawieźć ją do domu i zająć się swoimi sprawami. To oznaczało, że czas na spacery się skończył. Phoenix pożegnała się z Mav, życzyła jej dobrego dnia i posłała jej jeszcze jeden szeroki uśmiech, a potem pokuśtykała w stronę ojca, by z jego pomocą wpakować się do samochodu, i wkrótce znów do łóżka, gdzie spędzała ostatnimi czasy tak wiele zmarnowanych chwil.

/zt x2
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5