Poprzedni temat «» Następny temat
Samotna ławeczka
Autor Wiadomość
Elias Groeneveld


Wysłany: 2017-11-05, 00:37   

Tak właśnie wygladało moje poczucie odpowiedzialności. Wynosiło okragłe zero, a powinienem odzwyczajać się od kawalerskich nawyków, bo tego już nie będzie! Poza tym, nie miałem zamiaru głodzić ukochanego czy zasypywać go moimi brudami. Miałem nadzieję, że nie będziemy się często kłócić, nawet jeżeli życie ze mna to koszmar i ja w pełni zdawałem sobie z tego sprawę.
Naprawdę się martwiłem. To wcale nie wygladało za dobrze, zreszta co się dziwić... Gdyby był na moim miejscu, pewnie reagowałby identycznie na ten widok. Westchnałem cicho.
- Ale ja chyba już wiem - mruknałem niezadowolony, bo chyba powoli zaczynałem kojarzyć pewne fakty w logiczna całość i prawdopodobnie miałem już odpowiedź, kim jest ten psychol. Swego czasu miałem różne dziwne przygody. Myślałem, że ludziom znudziło się już stalkowanie, wysyłanie nagich fot i tak dalej. O ile jakieś głupie anonimy w skrzynce, kwiaty albo prezenty były spoko, tak napaść na mojego narzeczonego to jakiś obłęd i trzeba będzie to zgłosić - nie kłóć się ze mna, bohaterze. Pójdziemy tylko sprawdzić - uparłem się przy swoim. Wolałem, żeby obejrzał go ktoś doświadczony, bo ja mu niewiele pomogę. A buziaczek nie wyleczy wszystkiego, niestety.
[Profil]
 
 
Nikay Verhoeven


Wysłany: 2017-12-03, 22:38   

Nie jest źle. Mi tam było dobrze. Najważniejsze było to, że mieszkaliśmy razem, le wypadało by zapełnić lodówkę dobrze. Przecież musieliśmy coś jeść, a co jak co ja gotowałem świetnie i miałem zamiar mu to przypomnieć! I tak zostanę gosposia jak będę w domu. Zawsze tak było.
Wiedziałem, że się martwił, bo sam bym dostał zawału gdybym go znalazł w takim stanie, ale mnie naprawdę nic nie było. Dostałem wpierdol też, ale nie pierwszy i nie ostatni raz. Czułem, że to poczatek kłopotów.
-Chuj z nim. Nie będzie Cię więcej dręczył- powiedziałem spokojnie. Wiedziałem, że na pewno skojarzy. Eli miał dobra pamięć. Zwłaszcza jak miałem mu oddać kasę. Frajer. Wolałem nie słuchać o jego przygodach. Naprawdę mnie to nie leżało, a wszelkie prezenty ladowały w koszu na śmieci. Wkurwiało mnie to, ale to przecież nie jego wina.
-I czego taki uparty jesteś, co? - zapytałem, ale wiedziałem, że jak tam nie pójdziemy to będzie nade mna skakał, a jak specjalista mu powie, że nie umieram to da mi może spokój. To słodkie, że się tak o mnie martwił...
[Profil]
 
 
Chip Underhill


Wysłany: 2017-12-14, 16:13   

Chip chyba lubił zimę. Lubił, kiedy białe płatki wiatr ganiał po chodniku i te charakterystyczne skrzypienie śniegu po butami. Niestety, jak na razie pogoda w Brentwood nie miała z zima zbyt wiele wspólnego, a temperatura na plusie sprawiała, że po nogami tworzyła się chlapa. To jednak w żaden sposób przeszkadzało Chipsowi w samotnych spacerach po parku. Chciał wyciagnać ze soba swoja siostrę bliźniaczkę, ale Dale musiała pracować. Reszta rodzeństwa też miała jakieś obowiazki i tylko on, tuż po skończonych zajęciach, znalazł chwilę, żeby zaczerpnać świeżego powietrza. Z poczatku chodził krzyżujacymi się ścieżkami, aż w końcu dotarł do ławki, która była wyraźnie oddalona od pozostałych, więc Underhill wskoczył na nia i usiadł na oparciu. Robił tak wyłacznie wtedy, gdy dolna część ławki była mokra, a on nie miał możliwości wytarcia niczym ten drewnianej nawierzchni. Z kieszeni granatowej, puchowej kurtki wyciagnał zawiniatko ze smakowym tytoniem i opakowanie bletek. Chippy palił bardzo rzadko, ale ten winogronowy tytoń był naprawdę smaczny i ładnie pachniał. Nie tak jak te zwykłe fajki, po których pozostawał tylko niesmak i smród, którego zapach drażnił nozdrza i gardło. Chłopak usadowił się wygodnie i zaczał skrupulatnie tworzac zwitek na kształt papierosa, co wychodziło mu całkiem nieźle, pomimo braku dużej wprawy. Dopiero po chwili zorientował się, że nie ma przy sobie zapalniczki, a w pobliżu nie można było liczyć na funkcjonowanie żadnego sklepu.
- Szlag - zaklał pod nosem i westchnał ciężko, a następnie rozejrzał się po parku w poszukiwaniu żywej duszy, która mogłaby poratować go odrobina żaru. Jak na złość na horyzoncie nie widział nic, poza kompletnymi pustkami.
_________________
You'll find that life is still worthwhile
If you just smile
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-15, 22:33   

Nie był wielkim fanem zimy. Lubił, gdy było mu ciepło i przyjemnie. Niemniej jednak nie mógł odmówić tej porze roku specyficznego uroku. Śnieg, otulajacy białym puchem ziemię wygladał bardzo malowniczo i pięknie, oczywiście o ile nie zdobiły go żółte ślady, pozostawione przez psy. Na sama tę myśl aż do skręcało. Spadajacy z nieba śnieg również go cieszył, jeśli nie musiał wychodzić wtedy z domu. Nie ukrywajmy, ale zapewne nikt nie pragnie czuć, jak zimne płatki zsypuja mu się za kołnierz. Jamie na pewno do grona takich osób nie należał i wiedział, że nie będzie nigdy.
Jednak dzisiejszego dnia nie było aż tak tragicznie, więc postanowił wyjść i trochę pospacerować. Nie było bardzo zimno, nie padał też śnieg, więc nic nie stało mu na przeszkodzie by wyjrzeć z domu. Uśmiechnał się na sama myśl o tym, że w parku, do którego się udał, nie było niemalże żadnych ludzi. Spokojna wędrówka była świetnym sposobem na relaks. Nie lubił zbędnych tłumów, a te potrafił zdzierżyć jedynie w klubie, w którym śpiewał.
Szedł przed siebie, słuchajac swojej ulubionej piosenki. Nie wyobrażał sobie, że mógłby spacerować bez swojego podkładu muzycznego. Jego życie wydawało się być musicalem, więc musiał coś słyszeć. Nie rozgladał się zbytnio dookoła, niemniej jednak w niemal pustym parku zwracał uwagę na każda inna osobę, dlatego też spojrzał ukradkiem na postać siedzaca na ławce. Podszedł tam jednak do niego.
Co jest? Papierosek zamókł? – zapytał, uśmiechajac się lekko pod nosem. Pogrzebał trochę po kieszeniach, by znaleźć zapalniczkę, która podetknał chłopakowi pod nos.
 
 
Chip Underhill


Wysłany: 2017-12-19, 14:15   

Nie zauważył nikogo, kto mógłby wybawić go z opresji, dlatego uniósł wysoko brwi, gdy z zamyśleń nad papierosem wyrwał go czyjś głos. Tak, Chip bardzo się zdziwił, że jednak pojawił się ktoś, kto najwyraźniej chciał go uratować, bo po chwili ujrzał zapalniczkę pod swoim nosem. Na widok płomienia uśmiechnał się szeroko i przystawił do niego fajkę z winogronowym tytoniem, po czym spojrzał na młodego chłopaka. Tak jakby skadś go znał, ale nie był pewny, czy kojarzy go z jakiejś imprezy czy może jednak ze studiów.
- Spada mi z nieba, stary - powiedział i poklepał oparcie ławki, chcac tym gestem zachęcić go towarzysza, żeby do niego dołaczysz. - Chcesz papierosa? Dobre, smakowe - wygrzebał z kieszeni kurtki zawiniatko z tytoniem i już był gotów, żeby skręcić kolejna fajkę, ale wtedy trochę zreflektował się i spojrzał na chłopaka. - No chyba, że się śpieszysz, a ja cię tylko zatrzymuję - Chips miał to do siebie, że bardzo dużo mówił, nie zawsze madrze i niekoniecznie z sensem. Po prostu paplał i paplał głupkowato, kompletnie nie potrafiac nad tym zapanować. - Tak w ogóle, to jestem Chip - skinał głowa w geście powitania i wyciagnał do młodzieńca. Underhillowi zdawało się, że musza być w podobnym wieku, chociaż w tych czasach ciężko było stwierdzić kto ile miał lat, a wyglad potrafił być mylacy. Wprawdzie bardziej tyczyło się to kobiet, które tuszowały swój prawdziwy wiek kosmetykami i niejednokrotnie dodawały sobie lat, ale z drugiej strony młodzi ludzie dojrzewali nadzwyczaj szybko. W każdym razie, Chippy sterczał tak z ta wyciagnięta dłonia, czekajac aż chłopak uściśnie ja, albo po prostu oleje go i ruszy w przeciwnym kierunku.
_________________
You'll find that life is still worthwhile
If you just smile
[Profil]
 
 
Isolda Burgess


Wysłany: 2017-12-23, 19:06   
  

  
Isolda Burgess

  
i know your dirty secrets better than you do!


Zima miała to do siebie, że wraz z nia zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Jedna z powszechnych w Wielkiej Brytanii tradycji byli kolędnicy... i to właśnie ich mogli najpierw usłyszeć, a po chwili także dostrzec Chip i Jamie. Wśród nich była także znana w mieście Isolda Burgess. Nawet, jeśli chłopcy jej nie kojarzyli, ona na pewno kojarzyła ich. Państwo Underhill usłysza o wandalizmach, jakie wyczyniał jeden z ich synów. Deptał ławkę, przecież to się nie godzi! Teraz jednak Isolda zacisnęła zęby, i choć jej niezadowolona mina wiele mówiła, uśmiechnęła się do chłopców niczym wiedźma, kiedy kolędnicy zatrzymali się przed ławka.
- Zbieramy na bezdomnych z Brentwood, urzadzimy im świateczne śniadanie! - zawołała, przekrzykujac kolędników stojacych za jej plecami. Zagrzechotała też chłopcom puszka przed nosem. - Wygladacie na porzadnych ludzi, więc na pewno się dorzucicie! - nie widziała innej możliwości. Była gotowa biec za nimi, jeśli tylko spróbowaliby uciec. Pewnie gdy tylko ich dostrzegła w, chwilowo, niemal pustym parku, przyspieszyła kroku, byle tylko nie zeskoczyli i nie odeszli.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-27, 01:28   

Uśmiechnał się. On sam nie palił zbyt dużo. Właściwie od czasu wypadku ograniczył palenie i o dziwo nie przyszło mu to z wielkim trudem. Przez pierwszy tydzień z utęsknieniem patrzył w kierunku papierosów, jednakże ze względu na to, że ledwo mógł się ruszyć i leżał w szpitalu, to palenie było dość utrudnione. Chcac nie chcac na czas pobytu w szpitalu musiał rzucić palenie. Później, po powrocie do domu również nie palił za dużo, gdyż jego rodzice nie wiedzieli o jego nałogu, więc musiał się z tym kitrać w pokoju przy otwartym oknie, by nikt nie wyczuł dymu. Nie chciał też, by jego pokój pachniał dymem, a wszyscy raczej wiedzieli, że ten lubi wciskać się w każdy materiał.
Smakowych chyba nie odmówię – powiedział, siadajac w miejscu, które uprzednio poklepał nieznajomy. Uśmiechnał się lekko, przyjmujac od niego zawiniatko. Smakowe papierosy miały to do siebie, że nikt nie potrafił wyczuć, czy koś żuł owocowa gumę czy też palił smakowe papierosy. Zapewne bł to jeden z ciekawszych wynalazków ostatnich lat. Oczywiście uścisnał też dłoń chłopaka, żeby się przywitać. – Jamie – odpowiedział, biorac od Chipa zapalniczkę, która szybko odpalił swojego papierosa. Zaciagnał się. Musiał przyznać, że nieco brakowało mu palenia papierosów i czucia tego przyjemnego mrowienia na języku. Niemal od razu zaczał czuć się bardziej odprężony i bardziej radosny. Widać to było po tym, że kaciki jego ust nadal unosiły się ku górze.
Czemu tu tak siedzisz na zimnie? – zapytał z ciekawości. Rozumiał ludzi którzy spacerowali cieszac się piękna, zimowa pogoda. Było zimno ale jak ktoś chodził to automatycznie się rozgrzewał, więc było mu cieplej. Chłopak jednak siedział, czego Jamie nie rozumiał w ogóle, gdyż jemu samemu zaczynało robić się nieco zimno. Nie zdażył jednak usłyszeć odpowiedzi, gdyż przed jego oczyma wyrośli kolędnicy. Spojrzał najpierw na nich, potem na swojego towarzysza aż w końcu na kobietę, która zaczęła coś mówić. Westchnał cicho, ale znany był z tego, że jak trzeba to pomagał. Sięgnał więc do kieszeni i grzebiac tam chwilę wyciagnał jakieś dwa banknoty i wsunał je do puszki, uśmiechajac się lekko do kobiety, która znał aż za dobrze.
 
 
Chip Underhill


Wysłany: 2017-12-27, 13:26   

Chip też nie palił dużo. Od czasu do czasu i nie palił innych papierosów, poza tymi ręcznie kręconymi ze smakowego tytoniu. Nie raz, kiedy trochę się nudził i miał więcej czasu, skręcał więcej zawiniatek i umieszczał je w papierośnicy, która kiedyś dostał od ojca na Gwiazdkę. Underhillowie nie mieli problemu z nałogami swoich dzieci, choć większość z nich nie pakowała się w żadne uzależnienia. Okazjonalne picie alkoholu i palenie papierosów raz na ruski rok chyba nie było niczym groźnym, prawda?
Uśmiechnał się, kiedy chłopak przejał zdecydował się na przejęcie od niego smakowego zawiniatka i posłusznie oddał mu zapalniczkę, aby ten mógł odpalić papierosa.
- Jamie - powtórzył po nim, nie tyle chcac posmakować jak brzmi jego imię, a po prostu je zapamiętać. Z pamięcia Chippy'ego wszystko było w porzadku, miał duża rodzinę, której imiona i przezwiska musiał spamiętać, a i w jego życiu zawsze przewijało się wielu znajomych. - Wcale nie jest tak zimno, nie przesadzaj - zaśmiał się głośno, po czym ucichł, bo przy ławce, na której siedzieli, zjawiła się dobrze znana każdemu mieszkańcowi Isolda Burgges. Underhill również sięgnał do kieszeni dżinsów i wygrzebał z niej kilka funtów, po czym umieścił je w puszce. Uśmiechnał się krzywo do starszej kobiety i spojrzał na Jamiego. Jeśli chłopak pochodził z Brentwood, to musiał doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że starsza pani była zmora miasteczka i jeśli któryś z nich nie wspomógłby jej zbiórki finansowo, na pewno szybko dowiedzieliby się o tym rodzice obu chłopców. - Nie znoszę babsztyla - mruknał cicho, kiedy kobieta oddaliła się nieznacznie i ponownie uśmiechnał się do swojego nowego towarzysza, po czym zaciagnał się winogronowym papierosem.
_________________
You'll find that life is still worthwhile
If you just smile
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-28, 21:32   

Odprowadził wzrokiem kobietę. Nie chciał mieć z nia do czynienia, bo co jak co, ale DeHavilland i Isolda stali po przeciwnych stronach. Był niemal pewny, że kobieta większość skarg miała właśnie na temat jego, a nie jego brata. Oczywiście matka Jamie'ego miała to do siebie, że cierpliwie znosiła skargi kobiety i nie miała w zwyczaju prawić kazań pociechom, niemniej jednak telefony te irytowały ja i przez resztę dnia paliła swoje kadzidełka, by pozbyć się złej energii. A to z kolei wprawiało w zły humor cała resztę domowników, łacznie z ich zwierzakami. Oczywiście domyślił się, że starowinka zauważyła, że pali papierosa, co na pewno złoży w swoim raporcie i watpił, że pieniadze które wrzucił do puszki zmienia tę sprawę. Uśmiechnał się szeroko na słowa chłopaka.
Przestań, nie odeszła tak daleko. Ma słuch absolutny i słyszy wszystko – zaśmiał się, sprawdzajac ukradkiem, czy kobieta czasem ich nie słyszy. Na szczęście stała już daleko i wyczajała kolejna ofiarę zbiórki. Potem przeniósł spojrzenie na chłopaka z którym siedział na ławce i zaciagnał się winogronowym dymem. Posmakowały mu te papierosy. – Nawet nie wiesz ile razy na mnie skarżyła, chociażby za to, że stanałem stopa na trawniku tam, gdzie nie powinienem – zaśmiał się ponownie, wypuszczajac dym z płuc. Na sama myśl o tym wszystkim uśmiechnał się. Lubił swoje dzieciństwo, które w sumie zaczał sobie dopiero niedawno przypominać. Wypadek który przeżył nieźle poplatał mu ostatni rok, przez co czuł się tak, jakby odkrywał wszystko od nowa. Było w tym coś fajnego, ale zdecydowanie stało się to zbyt uciażliwe, gdy mylił imiona przyjaciół lub musiał przypominać sobie wszystkie informacje, które poznał w drodze na studia. – Kiedyś nawrzeszczała na mnie, że jeśli wychylę się stojac w kolejce i nie będę stać w niej prosto, to znak, że jestem poza nia i muszę iść na koniec – pokiwał głowa, sam nie wierzył w to, że taka sytuacja rzeczywiście miała miejsce. Westchnał. – A ty czemu jej nie lubisz? – zapytał z ciekawości.
 
 
Chip Underhill


Wysłany: 2017-12-29, 11:43   

Skrzywił się, bo był przekonany, że jego słowa dotarły do uszu staruszki. Ta nawet zerknęła przez ramię, ale na jej twarzy pojawił się tylko lekki grymas, po czym ochoczo zabrzęczała puszka z pieniędzmi i ruszyła dalej w towarzystwie kolędników. Chip wzruszył ramionami i przycisnał sobie żarzacego papierosa do ust.
- Z tych samych powodów, co ty - odparł i zaśmiał się krótko, kręcac przy tym głowa. Isolda Burgess była niemożliwa i lubiła wtykać nos w nieswoje sprawy. Wielokrotnie przychodziła do Walta i Disney, żeby skarżyć na ich pociechy. A to jedno z dzieci nie przywitało się i nie powiedziało dzień dobry, a to drugie rzuciło papierek po gumie do żucia na chodni, natomiast kolejne z nich nie chciało pomóc przy niesieniu zakupów. Bezczelne gówniarze, doprawdy. - Cały czas przychodzi i narzeka mojej mamie na mnie i moje rodzeństwo - westchnał z udawana ciężkościa, ale za chwilę zaśmiał się i wyszczerzył proste zabki do Jamiego. Tak, te proste zęby były zasługa noszenia aparatu ortodontycznego, jeszcze kilka lat temu Underhill nie mógłby pochwalić się takim uzębieniem i od tego krzywego i nierównego wział się jego przydomek. - Jesteś z Brentwood? - zapytał i z ciekawościa przyjrzał się chłopakowi. Skoro Isolda miała w zwyczaju skarżyć na niego, to znaczy, że musiała dobrze znać rodzinę Jamiego, choć Chip podejrzewał, że miała w zwyczaju nękać wszystkich mieszkańców, nawet jeśli nie zdażyła ich dobrze poznać i niewiele o nich wiedziała. To był taki typ człowieka, lubiła uprzykrzać innym życie. - Mam wrażenie, że skadś cię kojarzę - zamyślił się na moment, cały czas wpatrujac się w swojego nowego towarzysza. Był przekonany, że widywał chłopaka na uczelni, jednak czekał na potwierdzenie jakichkolwiek informacji. A może był tutaj przejazdem i Chips pomylił go z kimś innymi? Nie można było wykluczyć takiej możliwości.
_________________
You'll find that life is still worthwhile
If you just smile
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2018-01-07, 22:38   

Nie przepadał za ludźmi, którzy wtracali nosa w nieswoje sprawy. Cóż, nie miał nic do takich, którzy o nim mówili, ale nie lubił, gdy ktoś mówił mu jak ma żyć, co ma robić i że niepoprawnie zachowuje się bo robi to i coś jeszcze innego. Jamie nigdy się takich osób nie słuchał, bo wiedział, że musza sobie oni jedynie pogadać, ale irytowało go to strasznie. Uśmiechnał się więc do chłopaka, bo rozumiał go dość dobrze. Po raz kolejny zaciagnał się papierosem, by poczuć smaczny winogronowy smak.
Tak, mieszkam tu odkad pamiętam – powiedział. Nie dodał już, że ze swojego dzieciństwa nie pamiętał za wiele, bo po wypadku jego wspomnienia dopiero zaczynały mu się układać w głowie, niemniej jednak wiedział, że jest miejscowy, głównie za sprawa zdjęć, które miał w różnych zakatkach Brentwood. Cóż, nigdy nie sadził, że amnezja może trwać tak długo, jednak cieszył się, że powoli wszystko zaczyna mu się układać. Uśmiechnał się do chłopaka ponownie. Nie miał mu za złe, że ten go nie kojarzył, bo w końcu nikt nie musiał go znać. Nie było bowiem obowiazku by znać każdego mieszkańca z osobna. On sam nie kojarzył większości.
Jeśli czasem odwiedzasz Essex Arms to czasem tam śpiewam. No i studiuję na uczelni tutaj – odpowiedział. Miał oczywiście na myśli najbliższa uczelnię w Southend. Niestety nikt nie pokwapił się, by budować uczelnie wyższe w Brentwood. Musiał przez to dojeżdżać całkiem spory kawałek, co było czasem dość męczace. Nie narzekał. Wiele przeszedł i wiele poświęcił by móc dalej kontynuować swoja naukę na studiach, więc nie miał zamiaru się poddawać i smucić na długa jazdę na zajęcia.
A ty czym się zajmujesz – zapytał z ciekawości, skoro już się bliżej poznawali.
 
 
Chip Underhill


Wysłany: 2018-01-09, 14:44   

A kto lubił, gdy ktoś wtracał nos w nieswoje sprawy? Na pewno nie Chippy. Na szczęście jego rodzice znali pania Burgess i o ile na poczatku brali sobie do serca jej skargi, to z czasem zupełnie przestali zwracać na nie uwagę. Tym bardziej, że wiedzieli o niewinności swoich dzieci. Dobra, może nie były święte, sam Chip miał sporo za uszami, ale był dobrym chłopakiem i nigdy nie wyrzadził nikomu większej krzywdy. Wszystkie te wybryki, to naprawdę było nic w porównaniu do tego, co wyprawiali jego rówieśnicy. Morze alkoholu, narkotyki, sypianie z kim popadnie, to nie był Chips. Wprawdzie lubił imprezować, zapalić trawkę, czasem zdarzał mu się seks z kimś nowo poznanym, ale był przy tym przykładnym synem.
- Tak myślałem, że kojarzę cię z uczelni! - przyklasnał w dłonie, a dopalony niedopałek papierosa wrzucił do kosza, który stał obok ławki. Także nie tylko Jamie musiał dojeżdżać do Southend, chociaż godzina w pociagu nie była aż tak straszna, wszak te niecałe trzydzieści mil nie było straszna katorga. - Też studiuję na uniwerku. Literaturę. Trochę inaczej sobie to wszystko wyobrażałem, no ale nie jest aż tak źle - wzruszył lekko ramionami i uśmiechnał się do towarzysza. Underhill zaczał studia dopiero po trzech latach od skończenia szkoły średniej, więc był dopiero na drugim roku i chociaż był trochę głupkowaty, to jakoś udawało mu się powoli zaliczać wszystkie przedmioty. - Byłem w Essex Arms i to nie raz, ale nigdy cię tam nie widziałem - oznajmił szczerze, bo chyba zapamiętałby kogoś, kto czasem tam śpiewał. A może był zbyt pochłonięty pajacowaniem przez znajomymi i po prostu nie zauważył? - A ty co studiujesz? Pewnie coś o wiele ciekawszego niż ja - zaśmiał się i poprawił na oparciu ławki. Było chłodno, ale nie na tyle, żeby nie móc posiedzieć na świeżym powietrzu.
_________________
You'll find that life is still worthwhile
If you just smile
[Profil]
 
 
Jacqueline Davis



Wysłany: 2018-11-03, 13:04   
  

  
Jackie Davis

  
x


Po Ninie

Listopad w tym roku był wyjątkowo ciepły, co sprzyjało wędrówkom po mieście, dlatego Jackie jako miejsce spotkania wybrała zwykły park w centrum miasta. Próbowała jeszcze łapać ostatnie promienie słońca, zanim Brentwood zasypie biały puch. Wprawdzie w Anglii zimy były łagodne, zupełnie jak w Denver, więc Davis nie była szczególnie przyzwyczajona do mocno minusowej pogody.
Przed wyjściem skontaktowała się z przyjaciółką, z którą miała stały kontakt, jednak nie po drodze im było złapać się na piwo czy kawę. Woodill miała młyn w pracy, z kolei Jacks starała się nie zaniedbywać własnych obowiązków. Była zmuszona znaleźć pracę, więc skorzystała z wolnego etatu trenera żeńskiej drużyny piłkarskiej na uniwersytecie w Southend. Właściwie mogła robić cokolwiek innego, miała doświadczenie w kelnerowaniu i uprawienia ratownika wodnego, ale była w takim wieku, że skoro już musiała czymś się zająć, to wolała połączyć przyjemne z pożytecznym. Na razie nie widziała przyszłości dla dziewczyn, z których próbowała zlepić skład z krwi i kości, częściej patrzyła, jak studentki zdzierają sobie na murawie łokcie, a inne kolana. Była jednak dobrej myśli, to były dopiero początki, a niektóre z tych hasających panienek naprawdę miały jakiś tam potencjał. Davis jeszcze nie wiedziała dokładnie jaki, ale jakiś miały.
Standardowo wskoczyła na oparcie ławki i odpaliła papierosa. Pod tym względem nic się nie zmieniło, dalej tym sposobem nie szanowała drewnianych belek i nadal paliła niebieskie Pall Malle. Nieszczególnie interesowało ją, że rzucanie palenia było teraz w modzie, to jej nie dotyczyło.
Zerknęła na zegarek, który znajdował się na jej lewym nadgarstku. Jakim cudem była przed czasem? To było do niej takie niepodobne.
[Profil]
 
 
Ricky Woodill








32

ratuje życia

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate

Wysłany: 2018-11-03, 13:44   
  

  
Ricky Woodill

  
when our feet hurt, we hurt all over


| po wszystkim

Ucieszyła się, gdy po zakończeniu krótkiej zmiany w pracy, na wyświetlaczu telefony dostrzegła połączenie od Jackie. Miała sporo czasu, nim przyjdzie jej odebrać Izzie ze szkoły, więc z uciechą zgodziła się na spotkanie. Od kilku miesięcy te przychodziły jej o wiele łatwiej, wcześniej nie chciała widzieć nikogo, nawet Davis. To samo tyczyło się jej sióstr i innych bliskich osób. Zaniedbywała własną córkę, a także pracę. Cudem było, że w dalszym ciągu pracowała w szpitalu.
Na miejscu zjawiła się nieco spóźniona. Z racji tego, że park znajdował się całkiem blisko jej bloku, postanowiła wpierw odstawić swojego mustanga. Spacer był korzystny dla jej zdrowia, a jako lekarz rozumiała to całkiem dobrze.
- A już się bałam, że pokochałaś przyrodę - rzuciła na powitanie, z myślą o miejscu spotkania, jakie wybrała przyjaciółka. Cmoknęła ją w policzek i zajęła miejsce obok niej, z tym że odrobinę niżej. Od jakiegoś czasu ponownie przejmowała się opinią innych, a jako szanujący się lekarz, nie mogła niszczyć miejskiego mienia, zachowując się przy tym jak niewychowany smarkacz. Davis to pasował i wcale nie uważała jej za gorszą. - Poczęstujesz mnie? W tym pośpiechu nie zdążyła kupić własnych - skinieniem głowy wskazała papierosa, który znajdował się w jej dłoni. - Co tam u ciebie? Wszystko w porządku? Davis miała to do siebie, że z łatwością ukrywała wszelakie emocji i choć Ricky znała ją dość dobrze, nie zawsze potrafiła odgadnąć co właśnie czuła. Dlatego istniała możliwość, że te niespodziewane spotkanie, skrywa w sobie coś głębszego. Ona sama miała jej sporo do powiedzenia.
_________________




[Profil]
 
 
Jacqueline Davis



Wysłany: 2018-11-03, 14:15   
  

  
Jackie Davis

  
x


Kącik jej ust uniósł się w ledwo widocznym uśmiechu, a to za sprawką Woodill, która w końcu łaskawie pojawiła się w umówionym miejscu. Pozwoliła cmoknąć się w policzek i wystawiła w kierunku przyjaciółki paczkę papierosów.
- Kocham przyrodę - oznajmiła natychmiast głosem trudnym do rozszyfrowania. - Czy wyglądam tak, jakbym nie kochała? - Jackie uniosła wysoko brwi i zaciągnęła się papierosem, uważnie przyglądając się Ricky, która usiadła obok niej. Na wszelki wypadek Davis wcisnęła jej w rękę zapalniczkę, żeby ta nie musiała szukać własnej. Nawet Davis potrafiła ułatwić ludziom życie taką bzdurą. Przyjrzała się uważnie woodillowej twarzy, która wyglądała znacznie lepiej niż wtedy, gdy widziały się po raz ostatni. Po śmierci Aarona Ricky odpychała ją bardzo skutecznie, dlatego Jacks postawiła dać jej wolną rękę, przestrzeń i czas. Nie pchała się z buciorami tam, gdzie jej nie chciano, jednak na bieżąco sprawdzała, czy u pani doktor wszystko okej. Nie nalegała na spotkania, niczego nie narzucała, sporadycznie proponowała spotkanie i nie unosiła się dumą, kiedy Woodill odmawiała.
Wpuściła przed siebie dym i strzepała go na kamienną ścieżkę.
- Znalazłam pracę. Nic szczególnego, trenuję studentki na uniwerku. Zawsze to lepsze od biegania z tacą i ratowania niedorozwiniętych topielców - wzruszyła ramionami, ponownie przyciskając papierosa do ust. Wystawiła też rękę, żeby Ricky przypadkiem nie zapędziła się i nie zawinęła jej zapalniczki. - A jak z tobą? Radzisz sobie? - miała nadzieję, że rana po śmierci nastoletniego syna bolała coraz mniej i powoli zabliźniała się na tyle, żeby Woodill mogła normalnie funkcjonować, pracować i poświęcać uwagę drugiemu dziecku.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6