Poprzedni temat «» Następny temat
Fontanna
Autor Wiadomość
Benjamin Frost









29

Wykładowca

Downtown Brentwood

mów mi: Seba

multikonta: Antoś & Morpheus



Wysłany: 2019-01-08, 16:22   
  

  
Benjamin Frost

  
Rzkoduj mój system


Z takiego punktu widzenia faktycznie średnio, ale sam w sobie Benji jak to słyszał teraz, czy nawet podczas ich nauki, to miało zupełnie inny wydźwięk. Nie wiem czy Benjamin był już jedną z tych osób, które wiedziały o tragedii jaka spotkałą Alejandro, choć podejrzewam, że nie, ale gdyby to usłyszał to pewnie byłby zdruzgotany. Cenił sobie znajomych i mimo że czasami mógł wydawać się typem, który bagatelizuje problemy innych to tak naprawdę był jedynie zapracowany i nie potrafił skupić się na innych sprawach kiedy w jego głowie kłębiło się to, co ma zrobić nazajutrz. Gdyby był na jego miejscu to może nie miałby wiecznej żałoby, czy też ne przeżywałby tego jakoś specjalnie, bo wychodził z założenia, że taka jest kolej rzeczy i że każdego kogoś czeka śmierć. Jeśli zabraknie nam jakiejś osoby to trzeba podnieść głowę i lecieć dalej, bo czeka na Ciebie kolejna dawka nowych osób, które i tak kiedyś zastąpią Ci zmarłego.. Prędzej czy później... A Benji nie lubił czekać.
Parsknął śmiechem na jego słowa, bo fakt, skąd wiesz czy nawet płyta chodnikowa nie kryje pod sobą przepaści i sama w sobie jest niestabilna? Można by tak wymieniać całe życie, ale wiadomo o co dokładnie chodzi. Benjamin słuchał uważnie Alejandro w razie jakby musiał bardziej wytężyć słuch, aby go zrozumieć. Z nim to właśnie tak było! Nie można było go nie słuchać, bo to mogło skutkować tym, że nie wiedziało się o co chłopakowi chodzi. Sorry, co jak co, mógł się komfortowo czuć i zrozumiale mówić, ale to wciąż było "Kali pić, Kali jeść" w niektórych przypadkach, you know.
-O Cię chuj - mruknął pod nosem doskonale widząc jak starszy Pan wywija orła na ostatnim schodku, ba, widząc jak jego ręka niczym piankowy makaronik wygina się w nienaturalną stronę, poczuł namiastkę bólu jak musiał doskwierać teraz mężczyźnie. Rzucił się do biegu zaraz za Alejandro uważając przy tym, by nie podzielić losu starca. Stanął tuż za chłopakiem, który widać wiedział co powinien w takiej sytuacji zrobić (co nie powinno być zaskoczeniem) i wyciągnął telefon. Zadzownił na pogotowie, gdzie usłyszał, że karetka będzie najszybciej jak to tylko możliwe. Miał naprawdę ogromną nadzieję, że tak też się stanie, bo nie żeby nie chciał pomagać, skąd, ale gdyby stało się najgorsze? Przecież on miał zamknięte oczy! Jak się rąbnął w tył głowy i będzie teraz warzywem? No niby wtedy tempo przyjazdu karetki nic nie zmieni, ale zawsze mógł zostać martwym warzywem i tutaj już przyjazd służb był istotny. -Karetka już jedzie, jak Ci pomóc? - zapytał odkładając kawę na bezpieczną odległość, by nie wylać na staruszka czy co gorsza Alejandro. Nie wiedział jak ma pomóc w takiej sytuacji, zwyczajnie nie wiedział. Wygięła mu się ręka, jedynie co póki co słyszeli od mężczyzny to jęki bólu, które przerywało dziwne tempo oddechu... A Benji pierwszy raz był w sytuacji, gdzie musiał komuś pomóc, więc nie dziwmy się, że stoi jak zagubiona owca.
[Profil]
 
 
Tyne Willson


Wysłany: 2019-01-17, 20:45   
  

  
Tyne Willson

  
do you need a hand?


No niestety Tyne, mimo że momentami czuł się jak nastolatek, nie miał młodego ciała i słabe kości nie wytrzymały takiego gruchnięcia o ziemię. Tak przynajmniej wynikało ze sposobu, w jaki ułożyła się jego ręka. Noga zresztą chyba też. Miał jednak szczęście, że kogokolwiek obszedł jego stan, bo przecież znieczulonych na punkcie czyjejś krzywdy ludzi nie brakowało. Ku jego uldze dwoje młodzieńców, którzy stali nieopodal fontanny, nie postanowili uprzejmie go zignorować.
- O Boże - westchnął cicho, bo wszystko tak bardzo go bolało. I pomyśleć, że gdyby nie wyszedł z domu, żeby pobiegać, nie stałoby się nic złego. - S-słyszę - potwierdził, gdy jeden z mężczyzn się do niego zwrócił. W normalnych okolicznościach pewnie byłoby mu głupio, że w ogóle zawracał im głowę, ale w tamtym momencie był tak skupiony na swoim bólu, że ten jeden raz nie myślał o innych.
Jeżeli Alejandro jeszcze wykonywał jakieś swoje ratownicze sztuczki albo o coś pytał to Tyne pewnie mu odpowiadał, ale ja sprawnie go przeskoczę, bo na uczelni mnie gnębią, a nie chcę wam blokować tematu. Na szczęście karetka przyjechała prędko i zabrała pana Willsona do szpitala, gdzie poddali go jakimś bardziej szczegółowym badaniom. Pewnie biedak musiał tam poleżeć kilka dni i pewnie nafaszerowali go różnymi lekami, ale na szczęście nawet to nie sprawiło, aby zapomniał o mężczyznach, którzy zwrócili na niego uwagę i udzielili mu pierwszej pomocy. Na pewno zamierzał więc się im odwdzięczyć.
[Profil]
 
 
Alejandro Reyes








31

operator numeru 112

North Brentwood

mów mi: leń Patuś

multikonta: Joey, Electra, Claire, Amanda

Wysłany: 2019-01-18, 16:55   
  

  
Alejandro Maria Reyes

  
patuś to leń


Być może to prawda i każdy ostatecznie poczuje, że już czas ruszyć do przodu. Ale w jaki sposób Reyes miałby tego dokonać? Czy Alejandro wybierze się na Pacific Crest Trail? W podróż przez Włochy, Indonezję i Indie? A może po prostu, najzwyczajniej w świecie wybierze jakiś kurort wypełniongo oświeconymi ludźmi, którzy żegnają się mówiąc "namaste, suki"?
Tak naprawdę nikt nie może przewidzieć tego co nasz czeka, bo w przeciwnym wypadku nawet ten dziadek nie roztrzaskałby się na śliskiej płycie chodnikowej. Jednak jedno jest pewne – Alejandro nigdy nawet nie pomyślałby o tym by porzucić z własnej woli Lucio i ich wspólną przeszłość, mając nadzieję, że z czasem te wszystkie uczucia po prostu przestaną targać nim na milion sposobów. Póki co Alejandrito czuł jednak mdłości na myśl, że mógłby porzucić przeszłosć. Tak, on nadal podświadomie czuł sięzwiązany z Lucio i to nieszybko minie. Swoją drogą, co do naszego kochanego npca to ja również nie znam się na pomocy. Dlategi więc po prostu musimy uznać, że Reyes po prostu zachowywał się profesjonalnie i w żaden sposób nie zaszkodził staruszkowi. A kiedy w końcu typa odwiedziono, uśmiechnął się niepewnie zerkając na Benjego:
-Myślisz, że będzie lepiej? – spytał marszcząc przy tym swoje olbrzymie, kompletnie nie wypielęgnowane brwi. Może nawet spoglądał ciągle w kierunku, w którym zawieziono staruszka? Tak czy siak po chwili milczenia, Reyes dodał -Biedna dziadek, wygląda na sympatycznego – a kiedy już podzielił się tą pozłacaną myślą, a nastepnie upił łyk o wiele bardziej zimnej kawy, przez co na jego ustach pojawił się skrzywiony grymas. Dlaczego kapuczina stygła, kiedy człowiek zajmowął się innymi sprawami? Życie bywa tak cholernie niesprawiedliwe-Ale dzięki za pomoc – dodał kiwając przy tym głową.
W końcu Alejandro sobie poszedł.
[zt]
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5