Poprzedni temat «» Następny temat
Castillo & Reyes Garage
Autor Wiadomość
desmond boyd
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-15, 16:43   

W warsztacie ojca Boyd się wychował, od wejścia więc czuł się dobrze. Nie obeszło się bez rozgladania nieufnie na boki. Nic nie wiedział Desmond o miejscu w którym się znalazł. Ocenić musiał po swojemu czy nie trzeba uciekać. Tak na wszelki wypadek, żeby ze złomem większym do domu nie wrócić. Co może i trudne do wykonania by było, niemniej prawdopodobieństwo takie istniało. Odetchnał w duchu, młodego chłopaka widzac, a nie starca łysiejacego. Na plus pierwszy warsztat zapracował. Ocenianie Boyda zrozumieć trudno.
- No… - gdyby Des wiedział gdzie problem leży, nie przyjeżdżałby tutaj. Nie rzucał słowami złośliwymi. Czasem nauki wyciagał z życia. Nie warto na wstępie pluć kaśliwościami - Jak znajdziesz teraz chwilę to sam zobacz, bo mi już ręce opadaja i nie mam siły. Mam wjechać czy wolisz na razie zobaczyć na zewnatrz? - ze zrezygnowaniem głowa pokręcił. Wrażenia najlepszego nie mógł robić, po całonocnym piciu inaczej być nie mogło.
Dłonie mniej się trzęsły Desmondowi, nadal jednak widocznie czego ukryć nie umiał. Z butelka wody nie rozstawał się ani na moment, od wyjścia z samochodu ratujac się nia próbował. Na marne trochę, ale jak tylko dowie się co i jak to po piwo chociaż sięgnie. Cokolwiek co uczyni go człowiekiem szczęśliwszym na sekund kilka.
- To z zewnatrz nadaje mu charakteru - wymamrotał Boyd pod nosem. Niewatpliwie wszelkie wgniecenia i rysy dalekie były od tego, nie z tym przyjechał. Poważniejszy miał problem o czym zaraz może uda się opowiedzieć. Nie chciał słuchać o tym, że i z zewnatrz można popracować nad autem. Nie musiał przewidywać przyszłości, wiedział już teraz, że z hajsem i tak będzie miał problem. Nerkę chyba przyjdzie czas sprzedać, a lubi obie. No trudno, życie lekkie nie jest. Podchodzac do samochodu opowiedział historię o tym co i kiedy zrobił, że kumpli zwołał, co piciem się skończyło i inne wszystko co tylko do głowy mu przyszło. Za dużo gadał, ale już czasem Des tak miał. A problem z którym przyjechał na końcu wyłuszczył. Nie umiejac dokładnie powiedzieć co i jak ogólny zarys przedstawił i na potwierdzenie tego, że dziwny stukot czy jak to on tam opisał słychać do samochodu wsiadł i silnik odpalił. Uważnie na chłopaka patrzac. Wyłapać chciał czy słyszał to samo co on.
 
 
Jayden Reyes








27

poszkodowany właściciel warsztatu

*judges you in spanish*

North Brentwood

multikonta: Max, Ellis, Kenai, Terry

Wysłany: 2017-09-17, 18:51   
  

  
Jayden Michael Reyes

  
I ain't mad, knowing that I ain't do no bad


- Zaraz zobaczymy, co i jak - uśmiechnał się odrobinę cierpko do chłopaka. Jego strategia zazwyczaj polegała na zatrzymaniu klienta na dłużej. W razie gdyby okazało się, że usterki nie ma, znalazłby jakiś inny, wadliwy element, który wymaga naprawy już na ten moment. Przypominał przy tym stereotypowego mechanika, ale z czegoś musiał żyć.
Desmond powinien od razu wjechać fura bez pardonu, wtedy Reyes mógłby od razu przystapić do wynajdywania mnóstwa usterek przy aucie. Łacznie z osobliwym, rzucajacym się w oczy wygladem zewnętrznym. "No jak to, nie chce go pan trochę podrasować?", "Gacie nikomu nie spadna na widok takiego rzęcha". Jayden potrafił kombinować, chociaż to zależało od jego humor. Jednego dnia wychodził z niego istny aktorzyna, drugiego wolał milczeć, popijajac swoja czarna kawę, ograniczajac wszelkie rozmowy do minimum.
- W pewnym sensie - wzruszył nieznacznie ramionami, zatrzymujac przez moment wzrok na trzęsacych się rękach delikwenta. Nerwica, stres, zły dzień? Wszystko było możliwe. Póki co nie pytał, bo zupełnie go to nie interesowało. Niektórych klientów łatwo było odstraszyć wścibskościa, dlatego wolał póki co trzymać język za zębami. O dziwo, po kilku minutach nieznajomy sam zaczał wypluwać z siebie kolejne słowa, istny monolog, opisujac dzień poprzedni. No proszę, kolejny, któremu jadaczka się nie zamyka.
Ruszył za chłopakiem na zewnatrz, zatrzymujac się niedaleko sfatygowanego samochodu. Słuchał jego słów (o dziwo), jednak kwitował je jedynie krótkimi uśmieszkami czy wywróceniem oczu. Znał to. Na własnej skórze przekonał się o tym, jak bardzo może się dać we znaki wieczór, spędzony w gronie kolegów.
- Zdaje się, że to koła zębate, albo łożyska - przedstawił sytuację ze swojego punktu widzenia, pochylajac się w stronę stanowiska kierowcy, aby chłopak mógł usłyszeć „diagnozę”.
- Ewentualnie układ napędowy - dodał po chwili, stukajac lekko w lakier na dachu auta. - To jak, działamy?
Na razie nie wyjawiał ceny. Zależy od tego, jak poważna będzie usterka, podczas oględzin. Z tego co słyszał, po odpaleniu silnika, nie powinna być zbyt skomplikowana. Ludzie przyjeżdżali z gorszymi rzeczami, wymagajacymi kilku etapów napraw.
_________________



[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2017-12-10, 12:09   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


/po Kenaiu + wdzianko

Powoli zbliżały się święta, a co za tym szło, Phoenix miała coraz więcej roboty. Mogło się to wydawać niemożliwe, skoro wciaż i wciaż latała w kółko bez minuty na oddech - a jednak. O ile swoje prezenty dla najbliższych kupiła już dawno, bo była jednym z tych dziwnych ludzi, którzy przez cały rok kupuja prezenty, gdy tylko wpadnie im coś w oko, a potem te czekaja sobie grzecznie na dnie szafy, o tyle jej podopieczni jeszcze nie. Jako dobra i uczynna dziewczyna z chęcia przyjmowała prośby staruszków o pomoc w wybraniu im czegoś dla najbliższych. Sama też chciała im coś od siebie podarować, poza tym, w szkole i bibliotece trzeba było powiesić świateczne dekoracje, a także wziać się już za organizację Wigilii dla bezdomnych i samotnych. Dawała radę. Ona nie da? Nawet na rowerze zawiesiła sobie jakieś pojedyncze świateczne ozdóbki.
No i to właśnie z rowerem był problem. Sprawiał się świetnie, jak zawsze, ale jak to każdy rower - nie pojedzie dalej z pęknięta opona. Taka przykra rzecz się trafiła pannie Callahan, a miała jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia i niestety dość daleko do domu czy sklepu rowerowego. W domu sama by sobie zmieniła oponę, pewnie nawet miała kilka zapasowych, bo kiedy przez cały czas poruszasz się rowerem, takie rzeczy zdarzaja się dość często. Niestety, powrót pieszo zajałby jej niemal godzinę, sklep rowerowy był niewiele bliżej. Postanowiła szukać pomocy w warsztacie samochodowym, który wiedziała, że był niedaleko. Może akurat maja coś do rowerów, nie zaszkodzi sprawdzić, lepsze to chyba, niż dymanie na Seven Arches Road, zreszta, wtedy i tak warsztat byłby jej po drodze.
- Przepraszam? - rzuciła, wchodzac do środka z rowerem prowadzonym obok. Od razu zaczęła szukać wzrokiem kogoś kompetentnego.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-12-10, 13:21   
  

  
Echo Aldridge

  
x


W okresie przedświatecznym w warsztacie zawsze było sporo pracy. Najczęściej zjawiali się ludzie, którzy chcieli zmienić opony z letnich na zimowe, ale również ci, którzy chcieli zrobić przeglad przed dłuższa podróża. Jakby nie patrzeć, Echo miał ręce pełne roboty, ale jako jedyny, słyszac kobiecy głos, wychylił się zza filara, żeby obsłużyć kolejnego klienta. Zdziwiło się trochę, kiedy dojrzał znajoma, jasnowłosa istotkę, a jednak na jego twarzy wymalował się niekontrolowany uśmiech.
- Dzień dobry - rzucił wesoło i chwycił za szmatkę, żeby móc wytrzeć w nia ubrudzone smarem dłonie. Nic to nie dało, w dalszym ciagu były usmolone, ale doprowadzenie ich do porzadku zajmowało o wiele więcej czasu. Niestety warsztat to nie dom mody, ani żaden salon piękności, tutaj niekiedy nie było chwili na umycie się, poza tym było to całkowicie bez sensu, bo kiedy Aldridge tylko domywał ręce, zaraz trafiał się klient, któremu trzeba było pomóc i znów się ubrudzić, więc takie czynności mężczyzna zostawiał na koniec dnia. - W czym mogę pomóc? - podszedł bliżej Phoenix, ale nie zdecydował się na powitanie uściskiem dłoni, nie wypadało witać niewiasty brudnymi łapskami. - Nie za późno na jazdę rowerem? - zapytał, majac na myśli porę roku. Może i w Brentwood nie spadł jeszcze śnieg, ale porywy wiatru były nieprzyjemne, więc Echo od razu wyobraził sobie, jak wietrzysko porywa Callahan wraz z jednośladowym pojazdem. Nie było to zbyt optymistyczny scenariusz, dlatego mężczyzna zdecydował nie dzielić się nim z jasnowłosa, która najwyraźniej potrzebowała pomocnej dłoni, skoro zjawiła się w warsztacie z rowerem przy boku.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2017-12-14, 21:08   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


To, że jej oczom ukazał się pan Aldridge, musiało być jakimś dziwnym zrzadzeniem losu, bo kompletnie się go tu nie spodziewała. Nie wiedziała właściwie, czym się zajmował, mógł być przecież kimkolwiek i gdziekolwiek i na dobra sprawę, nic jej do tego, a jednak trafił jej się tu i teraz i naprawdę miała nadzieję, że uda mu się wybawić ja z opresji. Co by jednak nie było, na jej twarzy też pojawił się szeroki uśmiech. Jakby na sam widok jego i jego uśmiechniętej facjaty.
- Ojej, to pan tutaj! - zaśmiała się, wypalajac szybciej, niż zdażyła to przemyśleć. Mogła na przykład się przywitać, jak na porzadnego człowieka przystało, ale na to też przyszedł czas. - Dzień dobry - dodał więc, dygajac lekko i ściagajac z głowy czapkę, co właściwie w niczym jej nie pomogło, bo nie tylko miała teraz zajęta rękę, ale przede wszystkim wygladała, jakby ja prad kopnał. - Na rower nigdy nie jest za późno - pokręciła głowa. Niektórzy ludzie maja świra i rowerem jeżdża cały rok - jak na przykład Feniks albo moja sasiadka, żaden wiatr ani śnieg jej niestraszny, może tylko lodu się czasem bała. Na zamarzniętej kałuży bardzo łatwo stracić panowanie nad rowerem, a upadek boli. - W każdym razie, musiałam na coś najechać i teraz o, flak - odsunęła się od roweru, by zaprezentować, jak bardzo płaska była jej przednia opona. - Nie ma pan może przypadkiem opon od roweru? - przygryzła wargę, patrzac na niego niepewnie. - To znaczy, ja wiem, że pan tu jest od samochodów, ale czasami w warsztatach sa, i... dwadzieścia sześć cali potrzebuję - przygryzła wargę jeszcze raz i spojrzała na niego błagalnie. Wiedziała, że z niczego to on jej opony nie wyczaruje i jak nie ma, no to trudno, będzie musiała wędrować ze swoimi sprawami pieszo, co nijak nie brzmiało zachęcajaco.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-12-19, 10:34   
  

  
Echo Aldridge

  
x


Jej zaskoczony wyraz twarzy i głośny śmiech sprawił, że on sam uśmiechnał się jeszcze szerzej, ukradkiem próbujac doprowadzić swoje brudne dłoni do porzadku. Ich stan nie powinien nikogo dziwić, przecież Aldridge pracował w warsztacie, gdzie było pełno brudu, pyłu i smaru. A jednak, chyba gdzieś tam podświadomie, chciał jakoś prezentować się przy drobnej, jasnowłosej kobiecie.
- Żeby się tylko pani nie przeziębiła, zapowiadaja ochłodzenie - odparł, po czym podszedł bliżej, żeby móc lepiej przyjrzeć się uszkodzonej oponie. No tak, flak, nie było co do tego najmniejszej watpliwości. - Tak się składa, że mamy kilka opon - Echo wskazał podbródkiem w miejscu, gdzie przy ścianie stało ogumienie do jednośladów. - Nie sa najlepszej jakości, więc i tak będzie musiała pani udać się w najbliższym czasie do sklepu rowerowego - wyjaśnił najskrupulatniej jak tylko potrafił, żeby później nie wyszło na to, że nie powiedział jej wszystkiego. W sklepie rowerowym zazwyczaj potrafili również zajać się pojazdami, które wymagały naprawy. - A może to tylko dętka? - zapytał i spojrzał na Phoenix, choć nie przypuszcza, żeby ona miała o tym jakieś pojęcie. Sam Aldridge też nie był specjalista od rowerów, ale po tym jak odkręci koło, będzie mógł sprawdzić, czy chodzi o oponę, czy właśnie o dętkę. - Proszę usiaść - gestem ręki wskazał pobliskie krzesło, które było wyjatkowo czyste i schludne, jak żadna inna rzecz znajdujaca się w warsztacie. - Może kawy? - zapytał jeszcze, zanim zajał się oględzinami roweru. Wygladało na to, że Callahan spędzi tutaj trochę czasu, chociaż nie miał pojęcia, czy jasnowłosa w ogóle lubiła pijać kawę, jednak w razie czego mógł zaoferować jej poczęstunek herbata.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2017-12-19, 13:09   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


Feniks nie miała najmniejszego problemu ze stanem jego rak, czy w ogóle tego, jak się w tej chwili prezentował, no bo hej – widziała go wcześniej, był raczej czysty i nie śmierdział (ba, na pewno bardzo ładnie pachniał), a teraz był w pracy, której warunki były takie, nie inne, i to wszystko było w jak najlepszym porzadku. Sama też potrafiła się ubrudzić – poczynajac od tego, że po dniu w szkole była cała w długopisie, kredzie i markerach, przez plucie obiadem dokonywane przez niezadowolonych staruszków, kończac na wymianie opon w rowerze, co zdarzało jej się znowu nie aż tak rzadko. Wszystko rozumiała.
- Nie ma mowy, nie mam czasu na chorowanie – potrzasnęła stanowczo głowa. Jeszcze ja to w którymś momencie za boli, bo przynajmniej raz do roku zawsze łapało ja jakieś przeziębienie, ale póki co wszystko było jeszcze w porzadku i nie zamierzała schodzić z roweru na rzecz komunikacji miejskiej. Ostatnie, czego by chciała, to bieganie na autobus, a potem ciśnięcie się w tłumie spoconych pach i stanie w korkach. Otworzyła szeroko oczy, słyszac, że pan Aldridge jednak będzie dla niej wybawieniem i nie będzie zmuszona wędrować godzinę piechota. – To wspaniale! – znów się uśmiechnęła, a potem znów potrzasnęła głowa. – Żaden problem, sama mam kilka w domu, więc jeszcze dziś wieczorem zmienię na nowa, ale najpierw muszę tam dojechać. Jakbym się wybrała pieszo, to już bym nie miała po co do miasta wracać – wzruszyła ramionami. Tak przecież być nie mogła, miała jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia i kupę miejsc do odwiedzenia, jak widać, Echo sprawi, że to wszystko znów stanie się możliwe. Otworzyła usta, bo znów chciała coś powiedzieć – mogła przecież zajać się tym sama, gdyby tylko nie miał nic przeciwko, że przez chwilę będzie mu kwitła z rowerem przed wejściem, a on wcale nie musiał zawracać sobie głowy. Naszła go niespodziewanie i naprawdę nie potrzebowała, żeby przerywał wykonywania swoich obowiazków na jej rzecz. – Ale jak pan jest zajęty, to nie trzeba, nie chcę przeszkadzać – rzuciła tylko, ale w końcu nie protestowała więcej – spędzenie z nim trochę czasu, nawet w takich okolicznościach, no i kawa, brzmiały nad wyraz miło – oddała mu więc rower, wyciagajac z koszyka wszystkie swoje rzeczy, które pewnie by mu przeszkadzały. Usadowiła się na wskazanym krześle, rzeczy kładac obok i wcale nie przejmujac się tym, że wszędzie był syf i pełno smaru samochodowego. – Bardzo chętnie – skinęła w końcu głowa, znów się uśmiechajac. – z mlekiem, bez cukru, jeśli można – skoro proponował, to chyba nie dlatego, bo chciał żeby odmówiła, yup? Już niczego nie była pewna, takie zamieszanie jej w głowie robił, z jednej strony chciała chwycić rower i oponę i uciec, i zwyczajnie nie zawracać mu głowy (w głowie…?), a z drugiej mogłaby wypić trzy kawy, byle tylko siedzieć z nim jak najdłużej.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-12-20, 10:52   
  

  
Echo Aldridge

  
x


To w takim razie żadne z nich nie miało czasu na chorowanie. Echo również nie mógł sobie na to pozwolić, miał mnóstwo pracy, szczególnie przed świętami, gdy ludzie wyjeżdżali za miasto i akurat wtedy przypominali sobie o przegladach samochodów, albo o naprawach różnych usterek. I oczywiście wszyscy zgłaszali się do warsztatu w tym samym momencie, nie mogło być inaczej.
- Mam czas, chętnie sprawdzę co się dzieje z pani rowerem - odparł pogodnie, bo naprawdę miał czas. Zreszta, gdyby nawet go nie miał, to był skłonny przerwać pracę, żeby tylko pomóc jasnowłosej, a jeśli nie miałby takiej możliwości, na pewno poprosiłby któregoś z chłopaków, żeby zerknał na jednoślad. To musiało być coś, skoro rzuciłby wszystko, byle tylko uratować niewiastę z opresji, czyż nie? - Zaraz się tym zajmę, ale najpierw kawa - po tych słowach zniknał na moment na zapleczu, żeby po chwili powrócić z kubkiem aromatycznej kawy. - Z mlekiem, bez cukru - zaznaczył, że doskonale zapamiętał zamówienie (jakby to był jakiś wielki wyczyn i było się czym chwalić, lol), postawił kubek na stoliku obok krzesła, na którym siedziała Phoenix, aby kobieta przypadkiem nie poparzyła się, a następnie od razu skierował się do roweru. Najpierw obejrzał oponę, ale nie obeszło się bez odkręcenia koło, co zajęło Aldridgeo'owi tylko chwilę. - To tylko dętka - skierował swoje słowa do Callahan i otrzepał brudne dłonie o ciemne, robocze spodnie. - Chyba mamy u siebie jakieś, a przynajmniej powinniśmy mieć - ponownie gdzieś zniknał, ale równie szybko wrócił z folia, gdzie znajdowała się nowa dętka, trzeba było ja tylko wypakować, umieścić w oponie i dopompować. Nic prostszego, Echo potrafił robić nie takie cuda. Właściwie nie trzeba było nawet zdejmować opony, więc było jeszcze o wiele łatwiej. Chwila moment i... - Gotowe! - oznajmił i uśmiechnał się do Phoenix, dajac jej do zrozumienia, że będzie mogła bez problemu pędzić na swoim pojeździe, choć mężczyzna wciaż uważał, że na jazdę na rowerze jest zdecydowanie zbyt zimno. - Ale niech pani wypiję na spokojnie kawę, ja też sobie zrobię - dodał pośpiesznie, bo nie chciał jej ani poganiać, ani wyganiać. Poza tym należała mu się chwila przerwy, chłopaki opierdalali się non stop, a on nigdy, więc mógł chociaż odpoczać w miłym towarzystwie. Na zapleczu przygotował kubek z kawa (on lubił mocna, czarna niczym smoła) i wrócił do jasnowłosej, taszczac za soba jakieś krzesło.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2017-12-27, 23:05   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


- Bardzo panu dziękuję! - zawołała szczerze uradowana. Oczywiście, że doceniała to, że Echo rzuca wszystko, byle tylko jej pomóc. Na pewno pójdzie mu to sprawniej, niż jej, chociaż odrobina majsterkowania i ubrudzenia rak nie jest jej jakoś specjalnie obca, ani też w żaden sposób jej nie zniechęcała. - Tak bym musiała wędrować pieszo na Seven Arches, to dość daleko, to znaczy, jak się chodzi pieszo, a właściwie wcale mi to teraz nie po drodze, bo jeszcze muszę to wszystko rozwieźć - machnęła ręka w kierunku rzeczy, które wyjęła z koszyka, i westchnęła sobie cichutko. Na widok przyniesionej jej kawy ucieszyła się, i podziękowała jeszcze raz, i właściwie nie mogła przestać się uśmiechać, chociaż chyba bardziej ze względu na Aldridge'a, niż na kawę, która przecież nie była czymś tak znowu niezwykłym. Chyba że w warsztacie serwowali taka z kupy lisa, to szacunek! Powoli dmuchała ja i popijała, z takim uśmiechem obserwujac Echo. Zajęło jej kilka chwil, nim przyłapała sama siebie, że zdecydowanie za bardzo przyglada się jego mięśniom pracujacym pod materiałem kombinezonu, czy silnym, męskim dłoniom, które bez najmniejszych problemów radziły sobie z jej rowerem. Dopiero wtedy spuściła wzrok, wbijajac go we wnętrze kubka i odrobinę się przy tym czerwieniac. Przecież dziewczynie w jej wieku już nie wypada. Nie wobec ojca swojego podopiecznego. - Dziękuję - powtórzyła po raz kolejny, podnoszac głowę, kiedy ten oznajmił, że skończył. Uśmiechnęła się, próbujac zapanować nad tym wszystkim, co jej się w głowie kłębiło. - Ale na pewno nie przeszkadzam? - musiała się upewnić po raz dziesiaty. Nie chciała mu się na siłę zrzucać. Może to nawet lepiej, gdyby zniknęła szybciej? Zajęłaby myśli swoimi obowiazkami, których jeszcze dziś do końca nie wykonała, zamiast panem Aldridgem, który po raz kolejny ratuje ja z opresji. Pozostało jej jednak obdarzyć go uśmiechem, no i pewnie po raz kolejny podziękowała, chyba już nie przestanie tego dziś robić. Nawet nie wiedziała, co więcej miałaby powiedzieć, a nigdy nie miała z tym najmniejszych problemów. Takie rzeczy z nia zrobił samym tym, że pojawił się któregoś dnia w drzwiach miejskiej czytelni.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-12-29, 11:00   
  

  
Echo Aldridge

  
x


Spojrzał na rzeczy, które znajdowały się w koszyku i przyjrzał się im uważnie, zastanawiajac się, dokad Phoenix miałaby je rozwieźć, dlatego spojrzał na kobietę znad swojego kubka z parujaca kawa i zmarszczył nieznacznie brwi.
- Co to za rzeczy? - zapytał cały czas uważajac, że musza to być rzeczy bardzo ważne, skoro z tego wszystkiego Callahan aż westchnęła cicho pod nosem. Wcześniej nawet nie dostrzegł, że kobieta patrzy na niego, był zajęty zmienianiem dętki i chciał to zrobić porzadnie, żeby ta znowu nie pękła, albo koło roweru nie odpadło gdzieś po drodze. Nie wyszedłby wtedy na profesjonalistę, a jeszcze jasnowłosej mogłaby stać się jakaś krzywda, a Echo przecież tego nie chciał. Teraz czuł się odpowiedzialny za rower i jej życie, nie chciał niczego spieprzyć. Właściwie miał pewność, że nic takiego nie miało miejsca, był dobry w swoim fachu, a od maleńkości interesował się majsterkowaniem i w rodzinnym domu uchodził za złota raczkę. Naprawiał wszystko - od mebli, po urzadzenia elektryczne. No bo kto inny miałby się tym zajać? Przecież nie ojciec. - Nie musi pani cały czas mi dziękować, to naprawdę drobiazg - uśmiechnał się nieśmiało, bo te podziękowania trochę go peszyły. Phoenix musiała uważać, bo Aldridge jeszcze wpadnie w samozachwyt i co wtedy? Pokręcił głowa, dajac jej do zrozumienia, że jej obecność nie ma nic wspólnego z przeszkadzaniem. Sam zaproponował kobiecie kawę, więc powinna wypić ja w spokoju, a on nie miał zamiaru jej wyganiać. Już pomijajac fakt, że nie wypadało, po prostu tego nie chciał. Jakoś dziwnie dobrze czuł się w towarzystwie Callahan, nawet nie peszył się aż zanadto. No chyba, że mu dziękowała po raz setny, wtedy czuł się trochę nieswojo. - Za moment święta, potem Nowy Rok. Ma pani już plany na szampańska zabawę? - zapytał ot tak i złapał łyk kawy. Zwykłe, niezobowiazujace pytanie. On sam pewnie powita nachodzacy rok w towarzystwie syna. Może któreś z rodzeństwa również nie zaplanowało niczego szalonego i zechce spędzić czas przed telewizorem z podstarzałym bratem i nieletnim bratańcem?
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2017-12-30, 01:39   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


- Och, to prezenty! To znaczy, na co dzień rozwożę obiady dla starszych i chorych ludzi, dziś akurat nie, na szczęście, bo z tym felernym kołem to wszystkie by już wystygły. Ale część z nich ma spore problemy z poruszaniem się, no więc kupuję im drobiazgi, aby mogli podarować wnukom, albo czasem nawet prawnukom coś innego, niż pieniadze. To bardzo urocze z ich strony, chociaż trochę mam z tym roboty - potrzasnęła głowa, ale roześmiała się. Dla niej to sama przyjemność, pomagać innym. Nawet nie wyobrażała sobie, że mogłaby kiedyś komuś odmówić. To taki typ człowieka, co to sobie od ust odejmie, byle tylko innemu dać, komuś, kto potrzebuje. - W porzadku - pokiwała głowa, znów się trochę śmiejac, ale zaraz schowała twarz w dłoniach, bo od razu poczuła się, że się rumieni. I tak musiała pokazać mu zaróżowione policzki, przecież nie będzie z nim rozmawiać, patrzac w dłonie. - Już nie będę dziękować - uśmiechnęła się szeroko, a na koniec przygryzła wargę, aby faktycznie nie podziękować po raz kolejny. To silniejsze od niej. Saczyła powoli kawę, jednocześnie obejmujac kubek dłońmi i jeszcze trochę je o niego ogrzewajac. - O tak, nowy rok, pewnie jak zwykle będzie pełen przygód. Oby nie był gorszy, prawda? - uśmiechnęła się, ale zerknęła na niego uważnie. Sama akurat nie mogła narzekać na ten mijajacy. Wiele dobrych rzeczy ja spotkało, a jeszcze więcej dobrych rzeczy ona dała od siebie. Tyle jej wystarczało, by czuć się spełniona. - Pewnie będę popijać szampana razem z kotem, jak co roku - założyła kosmyk grzywki za ucho. - I tak zawsze śpi, bo daję mu tabletki, biedak boi się fajerwerków, ale właściwie nigdy nie robię żadnych większych planów. Często jestem w biegu, więc taki Nowy Rok mi trochę ucieka - wzruszyła ramionami. Nic specjalnego, przecież to dzień jak co dzień. Może trochę dłuższa okazja na odpoczynek, ale tak naprawdę nigdy nie chciała mówić ludziom, których odwiedzała, że kończy wcześniej, bo leci na Sylwester z Jedynka. Niektórzy z nich byli samotni w ten dzień i bolało to ich bardziej, niż ja, więc mogła z nimi spędzić chociaż trochę czasu, nawet jeśli nie wieczorem, to przynajmniej po południu.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-12-30, 23:52   
  

  
Echo Aldridge

  
x


Nie miał pojęcia, że Callahan pomagała potrzebujacym i to z własnej, nieprzymusowej woli. Był przekonany, że była wolontariuszka wyłacznie w kwestii opieki i zajęć z dziećmi, które miały jakieś zaburzenia, ale najwyraźniej działała społecznie całkiem ogólnie, co bardzo pozytywnie zaskoczyło Aldridge'a.
- To naprawdę wspaniałe, że dba pani o tych wszystkich ludzi - powiedział poważnym tonem, który skrywał podziw, ale wciaż się uśmiechał. Właściwie w towarzystwie Phoenix, to Echo uśmiechał się stosunkowo często jak niego. Zazwyczaj jego wyraz twarzy, pomijajac zmęczenie, przejawiała powagę i jakiś dziwny smutek, za którym kryła się przeszłość. Miał dużo na głowie - wychowanie syna, praca, dodatkowe zarobi po godzinach. Niełatwo było być samotnym ojcem, tym bardziej, że Titonos nie był w pełni zdrowym chłopcem i wymagał o wiele więcej uwagi niż inne dzieci. Uśmiechnał się jeszcze bardziej, gdy jasnowłosa oznajmiła, że nie będzie więcej dziękować. To wiele dla niego znaczyło, nie będzie musiał czuć się przy niej aż tak nieswojo, chociaż cały czas jej obecność wprawiała go w zakłopotanie. Nie, to nie tak, że chciał, aby sobie poszła, nie! Echo nie do końca rozumiał swojego zachowania, dlaczego czuł się przy Phoenix aż tak skrępowany i dlaczego tak na niego działała. - Sylwester z kotem nie brzmi zbyt entuzjastycznie - odparł, chociaż jego wcale nie zapowiadał się lepiej. Tito tuż po północy i tak pójdzie spać, a on zalegnie przed telewizorem, aż w końcu zaśnie z nudy. - W tym roku miasto organizuje bal w hotelu - powiedział nagle i upił łyk kaw. Pewnie Callahan doskonale o tym wiedziała, na pewno zdawała sobie sprawę z tego, co działo się w mieście, przecież była wolontariuszka. Milczał przez chwilę, a w jego głowie pojawiła się nagła myśl, dlatego pod wpływem impulsu Aldridge odstawił kubek na stolik i poprawił się na krześle. - Może chciałaby pani wybrać się na ten bal? Ze mna? - wypalił znienacka i dopiero po chwili dotarło do niego, co właściwie zrobił. Czy on właśnie zaprosił kobietę na sylwestrowa imprezę? Kobietę, która zajmowała się jego synem na zajęciach terapeutycznych? Tak, chyba tak. - Och - wyrwało mu się, po czym wyraźnie zdenerwowany podrapał się po głowie. - To znaczy... Jeśli pani nie chce, to... Wie pani... Zapomnijmy o tym - Echo ze zrezygnowaniem opuścił rękę i obie dłonie ułożył na kolanach, zaciskajac palce na materiale ciemnych spodni. Z każdym kolejnym zdaniem pograżał się coraz bardziej, więc chyba lepiej było już nic nie mówić.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2017-12-31, 02:04   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


- To nic takiego - potrzasnęła głowa, bo tak szczerze - dla niej to było nic takiego. Robiła to od lat, jeszcze na studiach, chociaż po nich miała trochę więcej możliwości, zwłaszcza, jeśli o dzieci chodziło, a to one były jej całym światem. No i kot. Prawda jednak była taka, że musiała też spędzać trochę czasu z rówieśnikami. Może daleko jej było to staruszka, który ma problemy z samodzielnym poruszaniem się, jednak tacy ludzie też ja rozczulali. Im też próbowała pomagać, ulżyć w jakikolwiek sposób. - To znaczy, to dla mnie sama przyjemność. Chyba nic w tym takiego wspaniałego - wzruszyła ramionami. Trochę sobie umniejszała, ale nie była to fałszywa skromność. To jej bywało niezręcznie, kiedy ktoś twierdził, że robi rzeczy niemożliwe. To nie była prawda. Zmarszczyła nosek, uśmiechajac się. - Sylwester z kotem brzmi gorzej, niż wyglada w rzeczywistości - w jej przypadku, to kot by spał, a ona zaległaby przed telewizorem. Ludzie wszystkich sylwestrowych telewizyjnych programów, łaczcie się. Oczywiście, nie było to może najbardziej satysfakcjonujace party na świecie, ale w zupełności jej wystarczało. Nie spodziewała się żadnego zaproszenia od pana Aldridge'a, tym bardziej ja ono zaskoczyło. Jak się okazuje, w jego towarzystwie z jej twarzy można było czytać jak z ksiażki. Mruknęła tylko potakujaco, gdy spytał ja o bal, bo akurat popijała z kubka - ale jasne, słyszała. Orientowała się, jeśli chodzi o wydarzenia w mieście, chociaż przy balu się akurat nie udzielała. To mogłoby być już za dużo, a przecież nie chodzi o to, aby robić za dużo, ale żeby robić dobrze. Otworzyła szeroko oczy, słyszac kolejne pytanie, mało brakowało, aby się nie opluła kawa z wrażenia, na szczęście, oszczędziła tego wstydu i sobie, i jemu. Zaczęła coś dukać, bo... chyba nie wypadało? Ale on ja wyprzedził, i jak tak zaczał się wycofywać, to wręcz nie miała serca mu odmówić. To zdecydowanie nie był dobry pomysł. A może uda im się pozostać wciaż na względnie profesjonalnej stopie znajomości? Przecież to nie randka. I lepiej, by Phoenix nie zaczęła tak tego traktować, bo wtedy to wszystko będzie jedna wielka katastrofa, a nie dobra zabawa, i żadnemu z nich nie wyjdzie to na dobre. Się dobrali, żadne z nich nie chciało się bardziej pograżać, więc najwidoczniej będę coraz więcej milczeć w swoim towarzystwie. Trochę szkoda, Callahan zdażyła polubić jego głos. Pewnie w całej tej niezręcznej atmosferze dogadali szczegóły, i blondynka podzieliła się z mężczyzna swoim numerem telefonu, ale w końcu kawa się w kubku skończyła, no i każde z nich musiało wracać do swoich obowiazków. Cholerny Aldridge sprawił, że była roztrzepana przynajmniej do końca dnia, tak bardzo utkwił jej w głowie i nie chciał z niej wyjść.

/zt.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Yevtsye Reyes









29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam



Wysłany: 2018-03-08, 21:29   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!


Wpadła do warsztatu jak burza, rozgladajac się za Jaydenem, który, o ile dobrze kalkulowała, właśnie był w trakcie swojej zmiany. Miała do niego super-hiper-mega-ekstra-ultra ważna sprawę, która nie cierpiała zwłoki, przekazana telefonicznie przez mamę Reyes we własnej osobie, więc od razu, tuż po wejściu do środka, zaczęła goraczkowo wołać go po imieniu z nadzieja, że nie omyliła się w swoich kalkulacjach. Można by powiedzieć, że kiedy zamiast brata ujrzała jego współpracownicę, spotkało ja niemiłe rozczarowanie, ale w gruncie rzeczy byłoby to kłamstwem, bo jak tylko Yevtsye dostrzegła Pixie, myśl o pilnej sprawie od mamy natychmiast wyleciała jej z głowy, a twarz rozjaśniła się w uśmiechu.
- Och, Pixie! - wyrwało jej się nieoczekiwanie. Zmarszczyła brwi, gdy zdała sobie sprawę z tego, iż dziewczyna najwyraźniej była zajęta praca, bo leżała pod... ta rzecza od samochodów, Yev nie miała pojęcia jak fachowo się nazywała! Jayden kiedyś próbował jej coś tłumaczyć, ale ona jak to ona - jednym uchem posłuchała tego, co do niej mówił, a drugim od razu to wypuściła. (Tak w ogóle to mam nadzieję, że to nie problem, iż założyłam, że Pixie pracowała.) - ¡Hola, chica! - powiedziała, zanim zdażyła zastanowić się nad swoimi słowami. Zaraz jednak zorientowała się, że przemówiła w języku, którego dziewczyna prawdopodobnie nie znała, więc zachichotała i podrapała się po głowie. - To znaczy cześć. - No czyż ona nie urodziła się, aby dawać obcokrajowcom kursy hiszpańskiego? - Co tutaj robisz? - Pytanie dość głupie, zważywszy na to, że Pixie pracowała w warsztacie Jaydena już od dłuższego czasu i, co jeszcze bardziej wymowne, właśnie leżała pod jakimś samochodem, ze skupieniem w nim majstrujac. Reyes jednak nie wydawała się uświadomiona w idiotyczności swojego zapytania, ponieważ cały czas uśmiechała się do dziewczyny wesoło, przygladajac się jej poczynaniom. - Wiesz, ostatnio ktoś mi opowiedział fajny żart o samochodach - pochwaliła się, przy okazji nieco kłamiac. Prawda była taka, że po prostu wygooglowała kilka kawałów o charakterze motoryzacyjnym, uznajac to za świetny pretekst do zagadania znajomych Jaydena po fachu... a konkretnie jednego... to znaczy jednej... z która właśnie miała przyjemność rozmawiać. - Chcesz go usłyszeć? - zapytała, kucajac przy Pixie, aby nie stać tak jak głuptas i nie patrzeć na nia z góry. To nie była korzystna pozycja, Yev wręcz czuła, że z perspektywy drugiej dziewczyny miała przynajmniej dziesięć podbródków. Nie, żeby się tym przejmowała, jakoś nigdy nie zważała na takie drobnostki, no ale wypadało pokazać się swojemu zauroczeniu z jak najlepszej strony, prawda? Dlatego więc klapnęła sobie na brudnej podłodze, tuż przy Pixie, przyjmujac siad po turecku i tym samym dosadnie prezentujac dziewczynie swoje różowe, rozdarte w kroku rajstopki, pod którymi prześwitywały żółte majtki. Cóż, najwyraźniej nie zdażyła ich zacerować! A przecież kiedy dobierała swój strój, nie myślała o tym, że będzie musiała przyjać podobna pozycję, więc nic dziwnego, iż nie zdawała sobie z niczego sprawy.
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Pixie Volta
[Usunięty]

Wysłany: 2018-03-09, 13:40   

Z obserwacji Pixie wynikało, że Yev zawsze wpadała do warsztatu niespodziewanie jak huragan, taka też aurę ze soba przyciagajac, co oczywiście nie jest niczym złym. Gdy się akurat nie jest na niczym skupionym. Mózg Pixie podczas pracy przyswajał nagłe, głośne dźwięki tylko jeżeli zostały wydane przez Jaydena lub Echo, cała reszta nie była stałym elementem otoczenia, więc nic dziwnego, że usłyszawszy Yev Pixie drgnęła niespokojnie wyrwana ze swojego mechanicznego letargu. Spuściła ręce i odchyliła głowę do tyłu, spogladajac na dziewczynę do góry nogami. Niewygodne. Odepchnęła się więc odrobinę stopami, wyjeżdżajac na swoim leżaku warsztatowym spod samochodu, żeby móc swobodniej spojrzeń na przybyła.
- Hola. – Odpowiedziała, najprawdopodobniej wypowiadajac jeden tylko wyraz i tak brzmiac tragicznie. Akurat tyle zrozumiała, więc lekcja pierwsza zaliczona, Yev mogła przejść dalej i zaczać uczyć Pixie cyferek czy zwierzatek czy od czego to się zaczyna lekcje obcych języków.
Kompromitacje kompromitacjami, do rajstop zaraz dojdziemy, ale Pixie wcale nie odebrała pytania w idiotyczny sposób, zakładajac, że Hiszpanka pyta konkretnie o to, co właśnie robiła Pixie. A to nie jest najlepszy pomysł, aby ja o to pytać, bo zakładam, że z ludźmi ze swojego fachu i pokrewnych mogłaby godzinami dyskutować i wyszedłby z tego mechaniczny bełkot dla takich uroczych wróżek jak Yev, ale weź tu teraz zatrzymaj lawinę informacji. Chociaż w tym przypadku ciężko nie będzie, Pixie szybko się wycofywała z rozmowy widzac, że nudzi rozmówcę. Albo ogólnie się wycofywała. Bo. Tak miała i. Nie ważne. Cicho.
- Wymieniam przewody hamulcowe, elastyczne były w szczatkach, przerwał się jeden obwód i i i. – I i i już dosyć, Pixie. Przecież Yev i tak nie wie o co chodzi.
- Zepsuł się hamulec, który jest odpowiedzialny za przednie lewe koło i tylne prawe. – Kończy bardziej zrozumiałym językiem i podnosi dłoń, aby nadgarstkiem niezgrabnie odgarnać kosmyk włosów z czoła. Pixie zwykle chodziła w rozpuszczonych włosach, ale, że były długie i gęste to w pracy nie sprawdzało się to wcale, spinała je więc w kucyk i zaplatała w warkocz, ale zawsze znalazło się jakieś niesforne pasmo. Stylizacja prawie na Larę Croft (chociaż prawie robi ogromna różnicę, jak to kiedyś głosiła pewna marka polskiego browara) bo koszuleczkę też miała na ramiaczkach, za goraco więc flanela leżała gdzieś przewieszona przez oparcie krzesła parę metrów dalej, spodnie robocze z mnóstwem kieszonek, a w nich klucze i śrubokręty zamiast flar i pistoletów. Ale ubrudzone już miała ramiona prawie jak archeolog, prawie wszystko się zgadza.
Chociaż na dłoniach miała gumowe rękawiczki i nie chciała buzi ubrudzić, to i tak jej została plamka na czole, ale to nic, w domu się doszoruje porzadnie, mało to razy w gorszym stanie z pracy wracała?
- Ok. – Pewnie część ludzi odebrałaby taki brak entuzjazmu jako chłód, ale Yev zdażyła pewnie poznać Pixie już na tyle, by wiedzieć, że ta zwykle oszczędza na słowach i emocjach, kiedy przychodzi do rozmów niedotyczacych pracy. Zanim jednak do żartu doszło objawiła się dziura w kroku, hehe, która ciężko zignorować, zwłaszcza, gdy tak świeci na poziomie twarzy.
- Widzę twoje majtki, Yevtsye. – Mogła jej to przekazać w bardziej subtelny sposób, oczywiście, albo taktownie zignorować, ale Pixie nie najlepiej radziła sobie w kontaktach towarzyskich.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5