Poprzedni temat «» Następny temat
Stolik przy oknie
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-23, 17:52   Stolik przy oknie
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Gaspard Labrie
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-28, 20:49   

1#, look na dziś


Tak rozpoczętej znajomości Gas jeszcze nie ma w swoim życiorysie. A wszystko zaczęło się nie tak dawno temu, bo jakieś dwie godziny wcześniej, gdy Gaspard - totalnie z nudów - zadzwonił na jakiś randomowy numer. Był strasznie napalony, miał ochotę na seks bez zobowiazań, a jakoś nie miał ochoty na żadnego ze swoich tancerzy. Cóż, czasem tak bywało. Stad właśnie ten telefon, z którego tak naprawdę miało nic nie wyniknać, bo co może wyniknać z tekstu "Chcę się pieprzyć, pomożesz mi?" na poczatek? Nic dobrego raczej, nie? A jednak. U Nicka i Gasa dwie godziny później miało wyniknać pierwsze spotkanie.
Tak, to nierozważne, niewłaściwe, nie powinni się umawiać, nie znaja się, nie wiadomo kto jest po drugiej stronie słuchawki... bla, bla. Ale obaj słyszeli doskonale, że rozmawiaja z facetem, mniej więcej w podobnym do siebie wieku, a poza tym... Gas jakoś nie dbał w tej chwili o wiek, serio. No, 15-letniego by może nie puknał, ale... nigdy nie mów nigdy.
Pojawił się w barze o umówionej porze, kupił dwa piwa, jedno czekało teraz grzecznie na Nicka... no i wysłał facetowi smsa, że siedzi sobie przy oknie i czeka, gdy już dochodziła "godzina zero". I teraz tylko czekać, czy Nick się w ogóle zjawi...
I czy nie okaże się napalonym dziadem, heh.
 
 
Nick Reynolds


Wysłany: 2017-06-28, 22:21   


To było... wow. Po prostu wow. W słowniku Nicholasa brakuje słów na opisanie emocji, jakie wywołał w nim niespodziewany telefon. Poczatkowo wział to za nędzna imitację nieśmiesznego żartu. Potem jednak usłyszał odrobinę płytki i przyspieszony oddech rozmówcy, przez co dotarło do niego, że... no, właśnie padł ofiara swego rodzaju seks-rozmowy. I chociaż Reynolds jest osoba raczej otwarta na wszelkiego rodzaju łóżkowe zabawy, nigdy nie zdarzyło mu się wiszenie na linii przez dobra godzinę z obcym, napalonym facetem. I jakby nie dość było, że ani myślał odłożyć komórkę, podjał się tej dziwnej zabawy. W myślach nazwał ja "Kto podnieci się bardziej" i nie da się ukryć, że zaledwie po dwudziestu minutach wsłuchiwania się w słowa Gasparda, najzwyczajniej w świecie wybuchnał. Facet po drugiej stronie mógł wsłuchiwać się w jęki, ulatujace z zaciśniętego gardła Nicka. Nie był nawet świadomy, że grał w tym przedstawieniu aż tak głośna rolę.
Blondyn naprawdę nie wiedział, dlaczego zgłosił się na spotkanie. Wiele było w jego życiu momentów, w których czuł się jak tania dziwka, ale nigdy nie oddawał się obcej osobie. Teraz szybko ubrał się, przeczesał palcami włosy i podjechał motocyklem pod wybrany przez rozmówcę adres, niczym dzieciak cieszacy się na swój pierwszy pocałunek. Miał wrażenie, że cała ta sytuacja jest co najmniej dziwna, ale wszedł do lokalu, starajac się ogarnać chociaż trochę, i skierował kroki w stronę samotnego faceta. Cóż... to zdecydowanie był Gaspard. Reynold nie dopatrzył się w okolicy innego mężczyzny z dwoma kuflami piwa, a od tego tutaj pięknisia aż biło hormonami.
- Nie mam w zwyczaju sypiać z gośćmi poznanymi przez telefon - zaznaczył na dzień dobry, zdejmujac skórzana kurtkę i siadajac przy szatynie. Nie pytajac o zgodę, chwycił piwo i pociagnał kilka porzadnych łyków, majac nadzieję, że to pomoże mu się skoncentrować. - Ostatecznie przynajmniej nie wygladasz źle - przyznał, uśmiechajac się delikatnie.
_________________
[Profil]
 
 
Joan Torres


Wysłany: 2017-07-23, 11:22   

/po wszystkim + outfit
Trzeci dzień po diagnozie a ona dalej nie potrafiła powiedzieć o niczym rodzinie ani nie zdecydowała się na jakakolwiek opcję leczenia, chociaż przed tym powinna zrobić badania, które utrudniłyby jej picie, więc odstawiła doktorków na bok. Do tej pory wyjawiła prawdę tylko bratu, bo wiedziała, że ten nie szukałby medycznych wyjaśnień w przeciwieństwie do matki, która jak najszybciej zaciagnęłaby ja do szpitala. To madre i słuszne posunięcie, ale wolała go uniknać, bo na sama myśl wysłuchiwania kobiety rzucajacej medycznymi hasłami kręcacymi się wokół raka miała ochotę strzelić sobie w łeb. Nie dosłownie, bo daleko jej było do samobójczych myśli. Po prostu wiedziała, że to ja wykończy, więc dała sobie chwilę na chill najpierw z nowo poznana strażaczka, potem z bratem i teraz tutaj już samotnie by zebrać do kupy wszystkie myśli. Niestety im dłużej siedziała sam na sam z kieliszkiem i swoja głowa tym gorzej znosiła ten dzień, dlatego ucieszyła się, gdy w barze spotkała dawna znajoma. Właściwie to była wniebowzięta, co zrzuciła na karb braku trzeźwości od dobrej godziny. Ricky też już wygladała na nieco ścięta, więc tym bardziej się zgrały siedzac teraz razem przy stoliku i wzajemnie rzucajac orzeszkami do buzi. Niektóre wpadały do kieliszków, inne na gości, ale najważniejsze, że te trafione były zapijane kolejnym łykiem alkoholu, po którym następowała salwa śmiechu.
- Serio, rzuciłam krojenie ludzi na rzecz uganiania się za naćpanymi świrami. – bo w sumie nigdy, od czasu studiów, o tym nie rozmawiały. Najpewniej do tej pory nie widziały się zbyt często, a jak już to wśród znajomych, przy których nie dało się na spokojnie porozmawiać (nie żeby teraz były opanowane..). – Wyobrażasz sobie, jak ludzie na mnie patrzyli? Mała i nie biała kobitka z odznaka. Nikt mnie nie brał na poważnie a to irytujace, wiesz? Człowiek sobie żyły wypruwa by cokolwiek osiagnać a ludzie i tak cię gnoja. – prychnęła i prędko chwyciła orzeszka by móc trafić do ust Ricky. Nie zamierzała ubolewać nad swoim życiem. Po prostu opowiadała znajomej to, co się działo do tej pory i jeżeli zahaczała o jakiś smętny lub irytujacy temat to i tak procenty, które w sobie miała sprawiały, że nie umiała się nimi zbyt długo przejmować. – Jeszcze raz powtórz jaka specjalizację wybrałaś, bo trochę mnie zamroczyło. – Woodill na pewno powtórzyła to już ze trzy razy, ale człowiek nietrzeźwy to człowiek mało ogarniajacy.
[Profil]
 
 
Ricky Woodill








32

ratuje życia

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate

Wysłany: 2017-07-25, 11:32   
  

  
Ricky Woodill

  
when our feet hurt, we hurt all over


/ po wszystkim

Ostatnie dni nie należały do najłatwiejszych, a Ricky irytowało to, że nie do końca wie w jaki sposób pomóc młodszej siostrze. Wprawdzie Moore obiecała, że zrobi wszystko co w jej mocy, aby młoda Woodill nie wpadła w poważne kłopoty z prawem. Cała sytuacja była powiazana z duża ilościa godzin pracy, z której w końcu lekarce udało się wyrwać. Nie miała jednak ochoty na siedzenie w domu z dzieciakami, tym bardziej, że Aaron niczego jej nie ułatwiał. Poprosiła więc Mike'a, aby zajał się małolatami, a ten jak na mężczyznę, który zrobiłby dla niej wszystko, zgodził się bez zastanowienia. Walijka chciała wyskoczyć gdzieś z Davis, jednak w żaden sposób nie potrafiła skontaktować się z przyjaciółka i ostatecznie zdecydowała się na samotne picie. Wybrała bar, który nie był zbytnio oddalony od jej domu, w razie gdyby jej nastoletni syn znów sprawiał kłopoty i potrzebna była by interwencja z jej strony. W prawdzie jej partner dobrze dogadywał się zarówno z Izzie, jak i z Aaronem, ale chłopak z dnia na dzień buntował się coraz bardziej, tym samym doprowadzajac swoja matkę do szału.
Kiedy Ricky opróżniała któryś z kolei kieliszek wódki, jej oczom ukazała się dobrze znana twarz. Mocno ja to ucieszyło i już po chwili wspólnie z Joan, siedziały przy jednym stoliku i sprawdzały swoja celność.
- Daj spokój, w tych czasach ludzie dziwia się wszystkiemu i wszystkim, zwłaszcza jeśli ktoś osiagnał więcej od nich. Zazdrośni nieudacznicy - powiedziała pijackim głosem, nie będac do końca przekonana o słuszności własnych słów. Nie każdy człowiek był taki sam i nie można było wszystkich wrzucać do jednego worka, ale czy pijana osoba w ogóle powinna zastanawiać się nad tym co wypadało z jej ust? - Mała i nie biała, ale za to strasznie seksowna - zaśmiała się, klepiac znajoma po udzie, co w żaden sposób nie miało być forma podrywu. Zanim ponownie zabrała głos, sięgnęła po kilka orzeszków i tym razem to ona próbowała trafić do torresowych ust - z marnym skutkiem. - Pediatria, a dokładniej chirurgia dziecięca. Zdecydowałam się na krojenie maleńkich ciałek, bo duże wcale nie były wyzwaniem - nie to było powodem, dla którego Ricky wybrała taka, a nie inna specjalizację. Z pewnościa jednak nie był to dobry czas i miejsce na tego typu rozmowy, a Walijka nie często podawała prawdziwa przyczynę swojej decyzji. - Nie wierzę w to, że musiałyśmy wpaść na siebie przypadkiem, żeby się wspólnie napić - zrobiła smutna minę, która szybko przeistoczyła się w śmiech. Woodill nie miała zbyt mocnej głowy, dlatego istniało spore ryzyko, że Torres będzie zmuszona się nia zajać. Oczywiście w żadnym nieodpowiednim znaczeniu tego słowa.
_________________




[Profil]
 
 
Joan Torres


Wysłany: 2017-07-25, 20:14   

- To żeś dowaliła. Mała, nie biała, seksowna i lesbijka. Idealna kandydatka na policjantkę. - zaśmiała się w ogóle nie odbierajac poprzedniego tekstu za podryw. Była zbyt pijana by rozważać takie rzeczy i na dodatek chora, więc co innego miała w głowie, chociaż usilnie pragnęła się tego pozbyć. Po to tutaj była. Po to siedziała w barze w Brentwood by nie musieć myśleć nad swoim przyszłym życiem. Jeszcze będzie miała na to czas. Musiała tylko powiedzieć reszcie rodziny a to było ze wszystkiego najgorsze. Olać leczenie, operacje i może zgon.. wyznanie wszystkiego rodzinie to dopiero wyzwanie. - Dobrze, że to rzuciłam. Wiesz, że dostałam kulkę? - otworzyła szeroko oczy jakby sama dopiero teraz to sobie uświadomiła. Nie panowała nad swoimi przesadnymi reakcjami. - Byłam jak John McClane z Szklanej Pułapki tylko, że ja dostałam kulkę i zrezygnowałam z tej roboty, więc nie było mowy o kolejnych częściach. - trochę się zakręciła zapominajac, że mówiła o sobie, więc wyszło, że faktycznie żyła w filmie obok Bruce'a Willisa, który nie dostał angażu do kolejnych części, bo ona została postrzelona! To były czasy. Aż westchnęła rozmarzona trochę tęskniac za wydziałem narkotykowym, ale z drugiej strony tamtego pechowego dnia, gdy zginęło paru policjantów zrozumiała, że to nie była robota dla niej. Ani medycyna ani służenie społeczeństwu w imię prawa to nie coś, co chciała w życiu. Właściwie nigdy o tym nie wiedziała. Nie marzyła o konkretniej karierze ani nie posiadała pasji. Była trochę nikim z psami pod pacha.
- Trzeba było przerzucić się na weterynarie i chomiki. - skoro duże ciała to kiepskie wyzwanie. Wcale nie oczekiwała prawdy od dawnej znajomej, bo i ona nie chciała dzielić się ostatnimi nowinkami. Pragnęła po prostu miło spędzić czas, pogadać o dawnym życiu i jeżeli zechca to pominać wszystkie niemiłe szczegóły, chociaż wzmianka o postrzale wcale jej nie zmierziła. Już dawno przestała się tym przejmować, bo jak wiadomo rany z czasem się goja, nawet te psychiczne (chociaż to już zależy od człowieka, sytuacji i wielu innych czynników).
- Mieszkam w Londynie i mam ruchliwa..ruchowa..ruchoma pracę, więc się trochę nie dziwię. - nie było im do siebie po drodze. - W ogóle nie mogłam mieć pewności, że mnie dalej lubisz. O ile w ogóle lubiłaś. - bo to, że wspólnie wyskakiwały do barów, na imprezy i czasami spotykały się na filmach nie oznaczało, że to była wielka przyjaźń. Z drugiej strony jako znajome bardzo dobrze się sprawdzały i nawet teraz, po wielu latach, mogły wspólnie usiaść i bez krępacji wypić. Nie było dziwnie, nie milczały długo i bawiły dobrze rzucajac wzajemnie orzeszkami do ust, co nie zawsze się udawało. Joan jednak chciała się postarać i tak mocno odchyliła do tyłu razem z krzesłem, że gruchnęła na ziemię robiac wokół siebie sporo szumu.
- Nic mi nie jest. - znad stolika wyłoniła się tylko ręka, bo wygramolenie z podłogi na pewno chwilę zajmie, ale rasia była niczego sobie. - Widziałaś ile tu gum do żucia? - dobrze, że się nie szarpnęła na jedna, bo to mało higieniczne było. - Psss, Ricky ticky. - szepnęła spod stołu, teraz już na czworaka (czyli w połowie drogi do normalnej pozycji). - Mam przy sobie bardzo dobry produkt organiczny. Hierba. - mlasnęła uznajac, że znajoma mogła nie zrozumieć tego konkretnego hiszpańskiego określenia. - Marijuanaaa - przeliterowała zapominajac, że nie ważne z jakim akcentem i języku to powie; w obu przypadkach brzmiało tak samo. Starała się mówić szeptem, ale wiadomo jak to z pijanymi ludźmi bywało. Oczywiście nie musiały palić już teraz, ale to był dobry moment by przekazać ów informacje towarzyszce, która w końcu ujrzała wyłaniajaca się z dołu Torres.
[Profil]
 
 
Ricky Woodill








32

ratuje życia

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate

Wysłany: 2017-07-27, 11:12   
  

  
Ricky Woodill

  
when our feet hurt, we hurt all over


- Albo na żonę! - wyrzuciła z siebie wesoło, nie zauważajac nawet, że słowa wypowiadała nieco zbyt głośno. Alkohol zwalniał jakiekolwiek hamulce i zazwyczaj poważna pani doktor, w tym momencie nie zamierza się w niczym ograniczać i zastanawiać, czy wypada postępować w jakiś określony sposób, czy raczej nie. Tak właściwie nie miała pojęcia dlaczego zareagowała tak, a nie inaczej, ale nie warto było zastanawiać się nad postępowaniem osób, które były pod wpływem alkoholu. - Dostałaś kulkę? - spojrzała na nia z niedowierzaniem, zapominajac jak wiele złych rzeczy przytrafiło się jej w ciagu kilku ostatnich lat i którymi z pewnościa nie zamierzała dzielić się z nia w tym momencie. Atmosfera była bardzo pozytywna, nie wato więc było psuć jej opowiadaniami o życiowych porażkach. - Czekaj... jeszcze raz, bo chyba niewiele z tego rozumiem - przetarła ślepia, jakby to w jakikolwiek sposób miało pomóc jej w przyswojeniu informacji. - To przez ciebie nie było kolejnej części? - zmarszczyła brwi i wydęła usta, tym samym pokazujac swoje niezadowolenie. Woodill nie była głupia i zapewne kilka kieliszków wcześniej bez problemu ogarnęłaby cała wypowiedź, teraz jednak potrzebowała wyjaśnienia. Przynajmniej było weselej.
Gdy tylko Joan wspomniała o chomikach, lekarka podskoczyła na krześle, ledwo utrzymujac równowagę. Panicznie bała się tych małych gryzoni i samo słuchanie o nich przyprawiało ja o niespodziewane reakcje. Tolerowała węże, wielkie pajaki i inne tego typu paskudztwa, ale te małe, włochate potworki uwielbiane przez najmłodszych potrafiły wywołać u niej atak paniki.
- To byłoby znów zbyt duże wyzwa... nie - czknęła głośno, co z pewnościa nie było wywołane rozmowa, a raczej trunkami, które wlewały w siebie z zastraszajaca prędkościa. - Dzieci sa małe, słodkie i nie sprawiaja tyle problemów co dorośli - powiedziała zgodnie ze swoimi przekonaniami, bo przecież odkad trafiła na staż niejednokrotnie musiała zajmować się osobami nieco starszymi, zanim wybrała swoja specjalizację. Właściwie to nawet wtedy zdarzały się sytuacje, w których musiała odstępować od najmłodszych, na rzecz ich rodziców, badź innych dorosłych. - Albo gryzonie - skrzywiła się na sam dźwięk tego słowa i pospiesznie wlała w siebie zawartość, napełnionego wcześniej kieliszka.
- To co sprowadza cię do Brentwood? Bo chyba nie chęć spotkania ze mna? - zapytała, prostujac się na krześle i uważnie przygladajac Torres. Właściwie to z pewnościa wiedziała, że jej znajoma ze studiów mieszka w stolicy, ale w tym momencie jej mózgownica nie nadażała za nadmiarem informacji. - I dobrze wiesz, że zawsze byłaś moja ulubiona ulubienica - dodała z uśmiechem, nie zdajac sobie sprawy z błędów językowych jakie popełnia, ale kto by się tym przejmował? Była pijana, zapomniała o problemach rodzinnych i nawet o kciuku, z którego zaledwie przed kilkoma dniami miała zdjęte szwy. Czuła się dobrze i z pewnościa potrzebowała takiej odskoczni od życia codziennego. Była więc wdzięczna losowi, że tego wieczoru postawił na jej drodze Joan. Albo położył, bo nim zdażyła się zorientować, znajoma grzała barowa podłogę. Poczatkowo Woodill wybuchnęła śmiechem, co raczej było normalne, biorac pod uwagę jej obecny stan. W końcu jednak zainteresowała się Torres i gdy tylko dostrzegła jej dłoń, wcisnęła głowę pod stolik. Z pewnościa wygladało to dość komicznie, ale przecież w inny sposób nie były w stanie zachwycać się tymi wszystkimi kolorami gum do żucia. - Wszystkie kolory tęczy! - krzyknęła z zachwytem, nie myślac nawet o tym, a podać Joan pomocna dłoń. Gdy w końcu znudziło jej się obserwowanie spodu stolika, dźwignęła głowę do góry, tym samym spotykajac się z twarda nawierzchnia. - Cholerka - jęknęła, łapiac się za bolace miejsce i w miarę możliwości wróciła do pozycji siedzacej. Wtedy też przeniosła spojrzenie, na siedzaca już Torres, a jej źrenice powiększyły się do wielkości dwufuntowej monety. - Marijuana - powtórzyła szeptem, a po chwili dziewczyna mogła dostrzec na jej twarzy szeroki uśmiech, który świadczył o tym, że Woodill jest jak najbardziej za. Od dłuższego czasu nie miała okazji palić niczego poza papierosami i jakoś nie przeszkadzało jej to, ale w tym momencie nie zamierzała odmawiać, skoro już nadarzyła się taka sposobność. Oczywiście nie w tym miejscu. Była szanowanym i rozpoznawanym lekarzem, dlatego wolała nie narażać się niepotrzebnie na niezręczne sytuacje. Właściwie to niebawem i tak z pewnościa zapomni o tym wszystkim, jeszcze tylko kilka kieliszków wódki i Woodill nie będzie kontaktować kim jest i skad wzięła się w The Brewery Trap.
_________________




[Profil]
 
 
Joan Torres


Wysłany: 2017-07-29, 09:14   

- Nic już nie było! Kulka i koniec. Final. Finito. Bruce Willis płakał, jak się dowiedział - sama się zakręciła i nie do końca już wiedziała, o czym mówiła. Trochę o sobie i trochę o filmie, chociaż bardziej o tym drugim, bo już nawet Willis stał się jej płaczacym kumplem z pracy. Z tego, co kojarzyła to wtedy nikt nie płakał. Przynajmniej nie z kolegów i nie nad nia, bo mieli wiele żalu o odebranie im reszty. Ludzie tam poumierali a ona mówiła o tym jak o jakiejś abstrakcyjnej bajce, która była super zabawna. Cóż zrobić? Właśnie takie podejście do życia miała i nie zamierzała niczego zmieniać. Jeżeli komuś nie podobało się, że umiała śmiać z tragedii to trudno, bo choć teraz była pijana to na trzeźwo wcale nie podchodziłaby do tego inaczej. Na pewno mówiłaby sensowniej, ale bez czarnego żartu w tle by się nie obeszło. Kto się śmieje ten nie płacze czy coś takiego (uznajmy, że to jakieś super fancy hiszpańskie powiedzonko, którego nikt nie zna).
- Ktoś cię kopnał? - aż się pochyliła w bok by zajrzeć za, co się znajdowało za plecami znajomej. Może stał tam mały skrzat i butem kopnał krzesło sprawiajac, że tamta podskoczyła? Na pewno tak było! Przecież nie uwierzyłaby, że kobieta na co dzień krojaca ludzki bała się małych i słodkich chomików. - Taa słodkie. Szczególnie jak ci zarzyga włosy. - bo się malcowi odbije, co raz już przeżyła i jakoś nigdy nie chciała do tego wracać. Lubiła dzieci dopóki te nie sprawiały wielu problemów. Podobno swoje kocha się mocniej i inaczej, ale na razie nie zamierzała się o tym przekonywać. Była jednak pewna, że teraz na co dzień nie zniosłaby obecności dzieci dłużej niż dwie godziny. Z dorosłymi też miewała problem, ale tylko dlatego, bo ja strasznie denerwowali swoimi 'gierkami społecznymi' jakby człowiek miał w życiu za mało problemów i dodatkowo musiał je utrudniać.
- Proszę cię. Każdy chciałby się z toba spotykać. - każda mówiła swoje, ale przynajmniej jakoś się rozumiały, prawda? - Wzięłam wolne i przyjechałam do brata. Mieszka tu od paru miesięcy. - wyjaśniła wcale nie uważajac za dziwne to, że zamiast w domu u Gabriela siedziała tutaj z przypadkowo spotkana znajoma. Cóż, nie musieli trzymać się za raczkę. Joan robiła co chciała i on także. Mieli czas dla siebie, więc teraz korzystała z wolnego od pracy, którego wcale nie chciała brać, ale musiała by przemyśleć kilka spraw. Na szczęście teraz nie musiała tego robić znów odwlekajac w czasie zmierzenie się z rzeczywistościa. - Każdy kocha małych ludzi! Słyszałeś?! - zawołała patrzac do góry, więc Woodill mogła nie wiedzieć, co treserka wyprawiała. Cóż, miała pretensje do tego kogoś na górze, bo przez latka matka wpajała jej wiarę w Boga, że dał jej cholernego raka. Jak tak można skoro wszyscy kochali Niziołka? Przecież nie była złym człowiekiem, odżywiała się dobrze i nawet poprawiała ludziom humor! Dlatego po rzuceniu pretensji do sufitu uśmiechnęła się szeroko i z tym oto grymasem na twarzy, próbujac złapać w usta orzeszek, trafiła na podłogę.
- Ciiii.. - przyłożyła palec do ust uciszajac znajoma, która uderzyła się w stolik, jakby piętro wyżej spali rodzice jednej z nich a one biedne niepełnoletnie dobrały się do baryku. - Ciiii.. - powtórzyła raz jeszcze zaraz chichoczac jak opętana. Dawno nie miała tak dobrego humor i choć wiele zawdzięczała ilości wypitego alkoholu to towarzystwo również miało znaczenie. - Panie barabararze! - zawołała ręka wskazujac na zdezorientowanego barmana. - Wszystkie szoty poproszę! - takie im złożyła zamówienie. Będa pływać w alkoholu o ile ktoś zrozumie, co kryło się pod magicznym określeniem 'wszystkie'. Na szczęście barman ogarniał sytuację i widzac ledwo utrzymujace się na krzesłach dwie kobiety wiedział, że ilość kieliszków nie mogła przekraczać magicznej cyfry zero. Niestety, musiał im polać przynajmniej po jednym, bo inaczej dopadnie go huragan Joan. - Ricky ticky. - znów starała się mówić cicho i pochyliła ku znajomej. - Jesteś najlepsza, wiesz? Gdyby nie rzuciła studiów to nawet bym cię poderwała na drugim roku. Wiesz, na pierwszym to jeszcze wstyd. - jakby wykształcenie miało jakieś znaczenie. Cóż, pijanemu człowiekowi to już bez różnicy. - Pijemy i idziemy puszczać znaki dymne? - zaproponowała trochę skonsternowana, że barman nalał im tylko po jednym kieliszku.
_________________

    - What’s your greatest wish?
    - I just wanna punch God in the face.

[Profil]
 
 
Ricky Woodill








32

ratuje życia

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate

Wysłany: 2017-07-30, 15:34   
  

  
Ricky Woodill

  
when our feet hurt, we hurt all over


Nie miała pojęcia o czym rozmawiaja, ale to przecież nie miało najmniejszego znaczenia, bo w końcu po pijanemu najlepsze były rozmowy o niczym.
- No to mogłaś nie odchodzić, następnym razem uniknęłabyś kulki - powiedziała, gestykulujac przy tym zawzięcie. Nie miała pojęcia o co chodzi, no ale skoro sam Willis płakał to musiało mu się mocno rozchodzić i Torres powinna zostać na stanowisku. Tyle przynajmniej wywnioskowała z wypowiedzi dziewczyny. Gdyby dłużej zaczęła zastanawiać się nad tym wszystkim i tak nie odnalazłaby się w temacie, nie po takiej ilości spożytego alkoholu. Jak widać, tego wieczoru szło jej całkiem nieźle, bo zazwyczaj nie potrafiła doprowadzić się do takiego stanu, gdzieś w połowie ladowała nad muszla klozetowa. Nie miała pojęcia co uległo zmianie, ale odpowiadało jej to, a przynajmniej będzie tak do momentu, w którym obudzi się z ogromnym bólem głowy. Jeszcze nie była na niego przygotowana.
- Kopnał? - powtórzyła po niej, obracajac się na krześle i rozgladajac uważnie. Planowała znaleźć delikwenta, odpowiedzialnego za rzekome kopnięcie, ale wtedy zdała sobie sprawę z tego, że nic takiego nie miało miejsca. - Nie, to tak na wzmiankę o tych przerażajacych potworach - skrzywiła się na sama myśl o chomikach, nie tłumaczac znajomej o co tak naprawdę jej chodzi, bo przecież żaden normalny człowiek słyszac słowo potwór, nie skieruje swoich myśli na uroczego, włochatego chomiczka. - Też rzygałaś jak byłaś mała - odparła stanowczo z palcem uniesionym ku górze, jakby właśnie przedstawiała jakiś genialny pomysł, albo chociaż mówiła coś madrego. - W sumie to dalej jesteś - dodała z szerokim uśmiechem na ustach. Cieszyła się ze spotkania z Joan, nawet jeśli było nieplanowane, ale zazwyczaj takie właśnie wychodziły najlepiej. Spontaniczność była fajna, co nieczęsto przytrafiało się rezydentowi chirurgii i matce dwójki dzieci.
Komplementowanie Ricky wychodziło Torres całkiem dobrze, a przynajmniej w taki sposób lekarka odebrała słowa znajomej, w których ta zaznaczyła, że każdy chciałby się z nia spotkać. Szkoda tylko, że przez te wszystkie lata nie mogły zadzwonić do siebie i umówić na jakieś spotkanie. Tak było dobrze, ale zazwyczaj jeśli udawało im się już na siebie wpaść, powodowane było to zrzadzeniem losu, najzwyklejszym z przypadków.
- Powinnaś wziać wolne i odwiedzić mnie zamiast brata - powiedziała, rozgladajac się za kolejna dawka alkoholu i ku jej niepohamowanej radości, znalazła jakiś niedopity kieliszek wódki. - Masz brata? Też jest taki mały i seksowny? - zapytała, kokieteryjnie przygryzajac dolna wargę. Oczywiście tylko się zgrywała, bo przecież w domu czekał na nia jej własny mężczyzna, którego nie zamieniłaby na nikogo innego. Czyżby? Tak przynajmniej sadziła i nie miała okazji, aby się nad tym zastanawiać. - Masz na myśli siebie, czy pozostałych karłów też? - jej twarz spoważniała, ale tylko na kilka sekund, nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu, zbyt mocno czuła oddziaływanie alkoholu na jej organizm.
Uważnie obserwowała Torres, nie do końca wiedzac co znajoma wyprawiała tym razem, ale nie przeszkadzało jej to i za każdym razem gdy z jej ust wydobywał się dźwięk, którym uciszało się innych, Woodill przykładała palec do ust i potrzasała przy tym radośnie głowa.
- Panie bara bara - próbowała powtórzyć, co nie wyszło jej najlepiej, więc machnęła tylko ręka, bo barman i tak znalazł się przy ich stoliku. - Tylko jeden? - jęknęła z niezadowoleniem, bo przecież zamierzała pić cała noc. Organizm miała jakiś mocniejszy, a i towarzystwo było odpowiednie. - Nie badź pan świnia, przecież mam se soba pinia...pienon... pieniadze! - zawołała, chyba nie zdajac sobie sprawy z tego, że w tym momencie sama siebie pograżyła. Zanim z jej ust wydobyło się coś jeszcze, do jej uszu dobiegły słowa Joan i wywołały szeroki uśmiech na woodillowej twarzy. - I nawet myśl o tym, że możesz mnie wyrwać nie powstrzymała cię przed rzuceniem studiów? - udała oburzona, ale trwało to zaledwie chwilę. - Nie wiesz co straciłaś - przyłożyła ręce do własnych piersi i ścisnęła je dość mocno, nawet na moment nie spuszczajac wzroku z Torres. Oczywiście była to jedynie forma żartu, lekarka była w zwiazku ze wspaniałym mężczyzna i nawet przez myśl jej nie przeszło, aby próbować wyrwać kogoś innego. Chciała jeszcze coś dodać, ale zapomniała o tym szybko, gdy tylko ciemnowłosa wspomniała o piciu i paleniu. To podobało jej się znacznie bardziej, dlatego też złapała za swój kieliszek i uniosła go do góry. - Za dzisiejszy wieczór! - zawołała tak głośno, że prawdopodobnie słyszeli ja w barze, który znajdował się dwie ulice dalej, no ale kto pijanemu zabroni?
_________________




[Profil]
 
 
Joan Torres


Wysłany: 2017-08-01, 18:28   

- Dobrze pani kapitan. Następnym razem się poprawię. – zasalutowała w ten oto pokraczny sposób obiecujac, że przy następnym wolnym odwiedzi Ricky zamiast brata. Teraz była tego pewna, bo nie zastanawiała się już nad swoja przyszłościa, która mogła skończyć źle. Tak właściwie za jakiś czas mogło jej już nie być na tym świecie, ale teraz żyła konkretna chwila i nastawieniem na lepsze jutro.. a właściwie bez jutra, bo jej pijana perspektywa nie sięgała aż tak daleko. – Jest super seksowny i nie mały. Ja tylko miałam problem i nie wyrosłam. To pewnie przez to, że nie jadłam faszerowanych hormonami kurczaków, chociaż od nich podobno rosły piersi. – oczywiście, że musiała zajrzeć pod swoja bluzkę i upewnić się, że w ogóle miała biust. Trochę się przestraszyła jakby ta cała rozmowa mogła sprawić, że straci dwie cenne koleżanki. Dziwny tok myślenia, ale czego spodziewać się po wstawionym Niziołku, któremu niewiele trzeba było do porzadnego upojenia alkoholowego?
- Nabijaj się dalej, ale przy bombardowaniu lub apokalipsie to dla mnie znajdzie się miejsce do ukrycia. - taka była mała, że wszędzie się zmieści. Już dawno przestały ja drażnić komentarze o wzroście, chociaż czasami mogła reagować zbyt ostro zwłaszcza jeśli ktoś mówił o niej w negatywny sposób. Wtedy pokazywała, że mały człowieczek też potrafi i tak na ogół nie umiała inaczej. Była zbyt.. gniewna. Mała i gniewna.
Ciężko powtórzyć słowo, które tak na dobra sprawę nie istniało. Łatwiej wypowiedzieć po prostu 'barmanie', ale Joan to nie wyszło czym nie przejęła się tak bardzo, jak jednym kieliszkiem wódki. Z gniewem spojrzała na mężczyznę i potem swoja koleżankę, co nie wyszło najlepiej, bo nie zmieniła mimiki, więc wygladała tak jakby złościła się także na Ricky (za to, że nazwała tamtego świnia).
- Ona ma gruby piniadź! Diiineroo*. - potarła kciuk o palec wskazujacy. - Ay dios mio*! Czy on nie rozumie? - zapytała Ricky tak jakby gość wcale nie stał obok.
- Paniom na dzisiaj wystarczy. - poinformował i tyle go widziały.
- Fucking white man. - burknęła pod nosem, ale zaraz miała ciekawsze rzeczy do roboty, a raczej ocenienia, bo po niewinnym wyznaniu intencji sprzed lat miała okazję sprawdzić czy znajomej wyrosły piersi od jedzenia kurczaków. Raczej żadna z nich nie myślała o tym, jak o podrywie. To były niewinne pijackie gesty i zabawy, które zdarzały się każdemu, bo od dotknięcia czyjś piersi raczki nie odpadały. Tylko czasami, gdy obok siedziała druga połówka ów osoby, ale teraz były same i nie musiały powstrzymywać odruchów, która nijak były powiazane z podrywem albo flirtem. Ot, po prostu dobrze się bawiły i tyle. Poza tym były dorosłe i wiedziały na co mogły sobie pozwolić zwłaszcza, że raczki Joan nie wyladowały same na biuście, na którym chwilowo zastygły, co z boku mogło wygladać dziwnie. Dwie rozmawiajace ze soba kobiety z czego jedna wspierała się na piersiach drugiej. Można? Można! Aż do momentu, gdy w dłonie wpadł kieliszek, do ust trafiła wódka a one nagle pojawiły się na zewnatrz. Joan wydawało się, że po drodze uderzyła ramieniem o framugę drzwi, ale równie dobrze mogła przywalić nim barmanowi za to, że nie chciał im już polewać.
- W razie czego to nie wiemy skad się wzięło w naszych dłoniach. -pokazała skręta wyjętego z nerki od poczatku tkwiacej na jej biodrach. - Twoi pacjenci byliby z ciebie dumni. W ogóle leczysz już ludzi czy nadal całujesz tyłki wypindrzonym doktorkom? - rezydentura nie była łatwa, o czym wiedziała z opowieści matki i choć kiedyś myślała, że to także i jej marzenie.. cóż, nie prawda. Czyniła honory przysuwajac ogień z zapalniczki do drugiego końca blanta i mocno pociagnęła starajac by wszystko trafiło prosto do płuc. Nie zakaszlała się ani nie skrzywiła tylko wypuściła dym przez usta i odetchnęła z ulga. Tego właśnie potrzebowała i czym prędzej podzieliła ze znajoma.

*pieniadze
*O mój Boże!
_________________

    - What’s your greatest wish?
    - I just wanna punch God in the face.

[Profil]
 
 
Ricky Woodill








32

ratuje życia

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate

Wysłany: 2017-08-02, 18:06   
  

  
Ricky Woodill

  
when our feet hurt, we hurt all over


Miała swojego faceta, który może i nie był spełnieniem jej marzeń, ale z pewnościa można było zaliczyć go do grona dobrych ludzi, którzy zasługuja na szczęście. Ricky czuła się przy nim spełniona i również dzieciaki go uwielbiały, chociaż Aaron nieco odrobinę mniej od małej Izzie. Dlatego opowiastka o bracie Torres nie zrobiła na lekarce większego wrażenia, bardziej zainteresowała się zmiana tematu, która przeniosła się na piersi. Dawniej Ricky nie wyobrażała sobie, aby była w stanie zrezygnować z nich na rzecz penisa, no ale stało się, wiodła życie nieplanowane. Gdy Joan zerknęła pod swoja bluzkę, miała zamiar zrobić to samo, ale niestety krzesło znajdujac się pod jej tyłkiem zatrzęsło się niebezpiecznie i zanim je uspokoiła, poprzez złapanie równowagi już było po wszystkim i zdażyła zapomnieć co chciała zrobić.
- To jak znajdziesz takie miejsce, nie zapomnij o starych znajomych - uniosła dłoń i wyprostowała wskazujacy palec, aby pogrozić jej nim przed nosem. - Bo jak zapomnisz to... - zaczęła, nie bardzo wiedzac co chce powiedzieć. Dłuższa chwilę potrwało nim ponownie zabrała głos, nie wiedzac nawet co spowodowało, że wypowiedziana groźba była taka, a nie inna. - To rozkocham w sobie twojego super seksownego i niemałego brata, a potem rzucę go na pożarcie wygłodniałym zombie! - krzyknęła głośno, tak jakby Torres wcale nie znajdowała się tuż obok niej.
Kiedy dziewczyna umiejscowiła swoje dłonie na jej piersiach, wyprostowała się jeszcze bardziej. Z mina znawcy przygladała się jej twarzy, próbujac odgadnać, czy jej opinia na temat wielkości będzie pozytywna, czy raczej nie. Nie zamierzała z nia flirtować, traktowała to wszystko jak zwykłe wygłupy, chociaż sama przed soba musiała przyznać, że przez te wszystkie lata brakowało jej kobiecego dotyku. Mężczyźni nie byli tak delikatni i w tej jednej krótkiej chwili Woodill zapragnęła kobiecej bliskości. Żadna konkretna przedstawicielka płci pięknej nie pojawiła się w jej głowie, dlatego postanowiła to zbagatelizować, tym bardziej, że miały do opróżnienia ostatni kieliszek.
Siedzenie w barze nie należało do najłatwiejszych, ale podniesienie tyłka z krzesła i opuszczenie lokalu było sporym wyzwaniem, zwłaszcza dla kogoś ze słaba głowa do picia jak Ricky. Poruszała się na oślep, podtrzymujac wszystkiego co wpadało jej w ręce. To trafiła na kogoś niższego od siebie, to podparła się o ścianę, najczęściej jednak szukała pomocy na ramieniu znajomej. Dopiero świeże powietrze sprawiło, że poczuła się odrobinę lepiej.
- Ale, że co? - zaprezentowała swoje zdolności aktorskie, które szły jej gorzej niż szycie. - Leczę, czasami uśmiercam, ale taka dola lekarza - mruknęła niewyraźnie, podpierajac się plecami o ścianę budynku. Jej rezydentura trwała nieco dłużej niż powinna, cieszyła się jednak, że była w stanie ja kontynuować i była wdzięczna pełnoprawnym chirurgom, że daja jej tak wiele możliwości. - Ale teraz nie o tym, palić mi się chce - miała na myśli normalne papierosy, bo ilość alkoholu mocno ja pozamiatała. Nie zastanawiajac się nad niczym ostatecznie wyciagnęła łapkę po blanta i już po chwili zaciagała się nim mocno. Zakaszlała, nie spodziewajac się, że towar jest tak mocny, ale to jej nie zniechęciło i za drugim razem wszystko poszło gładko.
_________________




[Profil]
 
 
Joan Torres


Wysłany: 2017-08-05, 17:02   

- Śmiało, już nic mi nie zaszkodzi! - wyprostowała się i wypięła pierś do przodu, bo naprawdę czuła, że mogła przyjać na siebie każda groźbę. Co jej szkodziło skoro miała cholernego raka? Może nawet czekały tam na nia jakieś przerzuty, o których jeszcze nie wiedziała, bo nie zrobiła dokładniejszych badań? Bała się tego, jak myślenia i mówienia o nowotworze, ale za to z odwaga przyjęłaby każda karę od Ricky, bo wszystko było lepsze od tego, co właśnie wyżerało jej płuca. - Cooooo? - zrobiła wielkie oczy, gdy usłyszała końcówkę wypowiedzi. - Nie zrobisz tego. - nadęła policzki jak mała dziewczynka, bo jak to tak rzucać jej brata na pożarcie zombie? To nie dopuszczalne. Ja to by mogła, ale żeby Gabriela? O nie, nie. Na takie rzeczy nie mogła się zgodzić. Olać fakt, że wcale nie podważyła istnienia stworów będacych jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni. W tej chwili mogłaby w nie uwierzyć i nawet zaczać szalona ucieczkę przed cała horda.
Joan kompletnie nie pomyślała o tym, że może powinna powiedzieć coś na temat biustu panny Woodill. Zapomniała nawet czemu jej dłonie wyladowały właśnie w tym a nie innym punkcie na ciele (w ogóle na ciele), więc po prostu zabrała za dyskusję z barmanem, picie wódki i przejście na zewnatrz. Tego ostatniego nie zarejestrowała, ale jak już stały w bocznej uliczce i miały okazję zapalić to musiała wykorzystać resztki świadomości by jednak ta czynność dobrze wykonać. Nie ważne, że po drodze prawie się zabiły. Liczyło się tylko to by porzadnie odpalić zioło!
- Kompleksowe usługi. - skwitowała słowa o leczeniu i uśmiercaniu. Wciaż nie myślała zbyt wiele i tuż po podaniu blanta nieco jakby zmęczona oparła głowę o ramię stojacej obok znajomej. Musiała chwilę pooddychać i pomyśleć. Nie, nie mogła myśleć , dlatego nie zmierził ja fakt, że po kolejnym przekazaniu blanta zagadała do nich jakaś grupka ludzi. Widziała ich z daleka, ale nie ogarnęła, że tak szybko się przemieścili. Chyba nie mówili niczego złego. Tak, na pewno tak było skoro po paru chwilach szli razem z nimi na domówkę ziomka tamtego ziomka, co zna siostrę tego z trzeciego piętra. Całe szczęście nie miały daleko. Blok obok, którego nie pamiętała, chyba zielona klatkę i tłum nieznajomych, bo przecież nie była stad. Za to Ricky mogła pochwalić się jakimiś kontaktami, bo została miło przywitana przez parę osób (może znajomych, może ekspedientkę w sklepie). Ni z tego ni z owego trafiły na imprezę. Tańczyły, śmiały się, grały w Twistera, momentami nie ogarniały życia, ale najważniejsze, ze dobrze się bawiły i wcale nie zamierzały przerywać w końcu docierajac do kuchni, gdzie miały spory wybór alkoholi. A trawa? Wypaliły wcześniej i to na pewno przez to Joan non stop śmiała się ze wszystkiego, nawet głupiego ‘i’ albo udawała potwora podczas gry z Twistera.
- Czego sobie dama życzy? Alko, zapojki czy alko z zapojki prosto z butelki? – gdzieś między wierszami to miało sens.
_________________

    - What’s your greatest wish?
    - I just wanna punch God in the face.

[Profil]
 
 
Ricky Woodill








32

ratuje życia

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate

Wysłany: 2017-08-09, 20:54   
  

  
Ricky Woodill

  
when our feet hurt, we hurt all over


Myślałam nad jakimś tematem, ale nie wiem gdzie mogłybyśmy się przenieść. Jakieś pomysły?

Woodill nawet nie wiedziała kiedy zdażyły wypalić blanta i jakim sposobem była zdolna do tego wszystkiego co miało miejsce tego właśnie wieczoru. Słaba głowa była jej znakiem rozpoznawczym, więc była świadoma tego, że coś dziwnego się z nia dzieje. Prawdopodobnie wpływ na to miały wszystkie przykre doświadczenia, które przytrafiły jej się w ciagu kilku ostatnich dni, a nie było ich mało. Spotkanie z dawna znajoma również też miało z tym sporo wspólnego. Mało istotne, najważniejsze, że była w stanie się dobrze bawić, nie szczędzac sobie alkoholu, czy rozweselajacego palenia.
Z chęcia przystała nawet na imprezę w gronie nieznajomych, chociaż jako odpowiedzialna matka i przykładny chirurg, już dawno powinna obracać się na drugi bok. Nie często jednak podobne sytuacje miały miejsce w jej nudnym życiu, więc chyba raz na jakiś czas mogła sobie pozwolić, wpuszczajac do niego odrobinę zabawy. Nie wiedziała jak wiele czasu zajęło im dotarcie w wyznaczone miejsce, które było domem jednego z nieznajomych, którym zdecydowały się towarzyszyć. Na miejscu było jeszcze więcej procentowych trunków, który zarówno ona jak i Torres nie zamierzały sobie odmawiać. Zdecydowały się też na wszystkie dostępne atrakcje, chociaż Ricky w dalszym ciagu nie miała pojęcia skad miała na to wszystko siły.
- A sa jakieś inne opcje? - zaśmiała się, przez dłuższa chwilę analizujac słowa Joan, których sensu zapewne i tak nie zrozumiała. Nie skupiała się na tym, chciała pić, tańczyć i bawić się tak, jakby miał to być ostatni dzień jej życia. Z pewnościa pożałuje wszystkiego, gdy tylko dopadnie ja kac, ale póki co czerpała z tego najwięcej jak tylko się dało.
Nieco niezdarnie sięgnęła do tylnej kieszeni spodni po paczkę papierosów, z której wyjęła jednego, a resztę wcisnęła w łapki znajomej, tak na wypadek gdyby chciała się poczęstować. Nie miała pojęcia o jej chorobie, więc było to wybaczalne.
- Będziemy pić i tańczyć cała noc! - zadecydowała, zarzucajac włosami w taki sposób, że ledwo udało jej się utrzymać równowagę. - Chyba nigdy nie bawiłam się lepiej - dodała, odpalajac papierosa, chociaż większym zainteresowaniem obdarzyła stojace nieopodal butelki z wódka. - Alko z zapojki prosto z butelki - ostatecznie zdecydowała się na trzecia opcję i najzabawniejsze w tym, że wygladała tak, jakby przez cały ten czas rozważała propozycję Torres.

/ zt x2
_________________




[Profil]
 
 
Jagger Chauncey


Wysłany: 2017-10-02, 23:30   

/załóżmy, że jakiś czas przed eventem, bo watpię, że balował ze złamana noga ;

Od kilku minut siedział przy stoliku w jednym z pub’ów w centrum miasta, gdzie umówił się z właścicielka pozostawionej u niego w domu zguby. W pierwszym momencie po przebudzeniu się nawet nie zauważył, aby cokolwiek było nie tak, dopiero gdy otrzymał wiadomość tekstowa z pytaniem o torebkę, rozgladnał się po mieszkaniu i zobaczył, że faktycznie leżała ona na jednej z szafek. Jeszcze mu się nie zdarzyło, aby jakakolwiek kobieta zostawiła u niego akurat swoja torebkę, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.
Właściwie nie wiedział, czego ma się po niej spodziewać, bo sam pamiętał ja jak przez mgłę. Wiedział, że poprzedniego wieczoru nieco go poniosło z ilościa alkoholu, na co wskazywał aktualny stan jego portfela (picie na mieście wbrew pozorom nie było wcale takie tanie, Jagger zdecydowanie musiał się przerzucić na spożywanie alkoholu w domowym zaciszu, albo w ogóle na ograniczenie alkoholu) oraz kac, z którym obudził się już wcale nie tak rano. Za każdym razem, gdy dopadał go ten charakterystyczny stan po spożyciu nadmiernej ilości napojów procentowych, obiecywał sobie, że już nigdy ich nie tknie, a przynajmniej nie w takich ilościach, ale zawsze przyłapywał się na tym, że jednak wciaż to robił i zataczał błędne koło.
Pomimo tego, że siedział w pubie, nie miał zamiaru znowu pić czegokolwiek, co zawierało w sobie alkohol. Wciaż nie czuł się najlepiej, dlatego pił któraś już z kolei tego dnia kawę, liczac, że pomoże mu to w zwalczeniu kaca. Już i tak było znacznie lepiej niż w momencie zaraz po przebudzeniu. Wybrał miejsce przy oknie, aby mieć dobry widok na wchodzace do pub’u kobiety i widzieć która z nich, okaże się ta, która najwyraźniej spędziła u niego noc. Jak do tej pory do środka weszło już kilka pań, ale żadna z nich nie skierowała się do miejsca, w którym siedział, więc najwyraźniej Dyta miała się dopiero pojawić. Wiadomość z pytaniem o zgubę nie przyszła z nieznanego numeru, a takiego, który najwyraźniej poprzedniego wieczora został już zapisany właśnie jako Dyta, stad Jagger wiedział jak jej właścicielka miała na imię. Kilka razy nawet powtarzał je w myślach, majac nadzieję, że przypomni sobie coś z nia zwiazanego, ale jego skacowany mózg nie chciał z nim współpracować.
_________________

    WHEN THE CURTAIN'S CALL IS THE LAST OF ALL, WHEN THE LIGHT
    FADE OUT ALL THE SINNERS CRAWL. SO THEY DUG YOUR GRAVE
    AND THE MASQUERADE WILL COME CALLING OUT AT THE MESS YOU
    MADE. DON'T WANNA LET YOU DOWN BUT I AM HELL BOUND.
[Profil]
 
 
Aphrodite Aldridge




Wysłany: 2017-10-06, 20:11   

/Dobrze. Przed huraganem, ale już po bermuda triangle II

To nie powinno się zdarzyć. Szczególnie teraz… ani nigdy więcej. Musiała się bardziej pilnować. Jak zwykle schlała się tak, że nawet nie wiedziała z kim i gdzie była. No i najważniejsze. Zapomniała swojej torby! Portfel, kalendarz, klucze. Cholera, nawet nie pamięta jak weszła do domu. Ktoś musiał jej otworzyć. Percy? Nie. Chyba ojciec. Często zarywa noce, by oddać się malowaniu. Pewnie specjalnie się nie zdziwił. Tak to już z Dyta bywało. Pewnie bardziej by się zaniepokoił, gdyby wsiaknęła w kanapę i zaczęła miesiacami zalegać przed telewizorem z herbata i biszkoptami. Nie lubiła biszkoptów. Chyba, że w cieście. W ciastach tolerowała chyba wszystko. Dobrze, że nosiła telefon w wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki. Przynajmniej ten towarzyszył jej po tej nocy. Zanim napisała, zastanawiała się czy ma do czynienia z kobieta czy z mężczyzna i czy coś między nimi zaszło. Wróciła do domu dopiero rano, a nie pamiętała co robiła po zamknięciu klubu. Co za kicha. Gdy odnalazła knajpę, w której się umówili, modliła się w duchu, żeby to nie był jakiś oblech i żeby grzecznie oddał jej torbę. Bez żadnych „coś za coś”. Przed wejściem do środka, spaliła pospiesznie papierosa, rozgladajac się nerwowo. Może był gdzieś na zewnatrz i obserwował ja cały ten czas. Zgniotła niedopałek obcasem, poprawiła włosy, wzięła głęboki wdech i weszła do środka. Nie była pewna kto pozna kogo jako pierwszy. Starała się zachowywać neutralnie, a nie jak narwana baba, szukajaca torebki u nieznajomych. Odliczyła do trzech i rozejrzała się ukradkiem. Zauważyła kilka osób przy stolikach. Tylko dwie z nich siedziały samotnie. Jakaś starsza kobieta z ogromnym kokiem upiętym na czubku głowy i mężczyzna, brunet. Pił kawę, więc podejrzewała, że mógł również sporo poprzedniego wieczora wypić. To by pasowało. Z reszta już zauważył, że ta na niego patrzy i wygladało, jakby lekko się spiał i na coś czekał. Ponownie odliczyła w myślach do trzech i ruszyła w jego stronę. Przystanęła przy stoliku i odchrzaknęła. Jak ma zaczać rozmowę? „Hey, my się znamy?” Nie. To głupie. „Podobno masz moja zgubę.” He? Przecież nie zgubiła kolczyka, tylko cała pieprzona torbę. Swoja droga mężczyzna był całkiem przystojny. Przyznała sobie dodatkowy punkt za dobry gust.
-To ja wysłałam do Ciebie wcześniej wiadomość. -zerknęła na kawę i przygryzła policzek od środka. -Smacznego.-wypaliła, chcac być mimo wszystko uprzejma.
_________________
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 5