Poprzedni temat «» Następny temat
#1 good to see you, my old friend
Autor Wiadomość
Dylan Bishop








33

strażak na rencie

tequila is her love

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, davis, holgate, woodill

Wysłany: 2019-08-06, 07:24   #1 good to see you, my old friend
  

  
Dylan Bishop

  
alcohol and sex addicted, bad mom, disabled


W życiu Bishop niewiele się zmieniło. Wciąż przebierała w panienkach (chociaż jedna zdecydowanie zbyt często lądowała w jej łóżku), upijała się niemal każdego wieczoru i co było najważniejsze, zaniedbywała syna. Pomimo przybywających lat, nie potrafiła się zmienić, ba, nawet tego nie chciała. Było jej dobrze, chociaż czasem nachodziło ją na sentymenty i wtedy pragnęła wrócić do czegoś, z czym nie spotykała się na co dzień. Najczęściej oczywiście brakowało jej pracy i wygłupów z chłopakami. Nie wspominając już o samym ogniu, który pociągał ją od najbliższych lat. Niestety kalectwo pozwalało jej co najwyżej pooglądać akcje strażaków w telewizji, czy jedynym z tych internetowych seriali, na które i tak nie miała czasu. Byłej małżonki również mocno jej brakowało, do czego nie przyznawała się głośno. Jednakże tego dnia, najbardziej tęskniła za starymi kumplami, z którymi potrafiła chlać do białego rana i napieprzać w gry video. Mogła przy nich pozwolić sobie na wszystko, począwszy od puszczania głośnych, śmierdzących bąków, aż po głupie żarty, będące w stanie wyrządzić krzywdę. Tak, tego w tym momencie brakowało jej zdecydowanie najbardziej.
Dlatego zamiast rozpaczać nad własnym losem, zerwała się z łóżka, szybko ogarnęła i z zamysłem odwiedzenia jednego ze starych kumpli, pokuśtykała w stronę monopolowego. Wiadomka, nie będzie wpraszać się do nikogo, bez wcześniejszego zaopatrzenia w alko. Wczesna godzina w niczym jej nie przeszkadzała i już po niecałej godzinie, waliła pięścią w drzwi, za którymi spodziewała się ujrzeć Izzy'ego.
- Litchfield, wiem, że tam jesteś!- zawołała, gdy nikt nie raczył wpuścić jej do środka. Oczywiście nie mogła mieć tej pewności, przecież nie zapowiedziała swojej wizyty. - Żaden z ciebie Lightning McQueen! - dodała jeszcze głośniej, przypominając sobie, że lubiła go tak nazywać, bo w wyścigach na wózkach inwalidzkich, nie miał sobie równych, a przynajmniej ona sama nie była w stanie go pokonać.
Nie była typem, który odpuszczał, ale w zaistniałej sytuacji nie miała wyjścia. Uderzyła w drewniane drzwi po raz ostatni, aczkolwiek zamiast skierować się w stronę furtki, usadowiła się wygodnie na trawie i sięgnęła do plecaka po butelkę tequili. Przykuśtykała tu z zamiarem upicia się, dlatego nie ruszy się z miejsca, dopóki wystarczająco nie będzie szumiało jej w głowie. A co jej tam.
_________________
I'm Gonna Swing
from the chandelier, I'm gonna live like tomorrow doesn't exist


[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2019-08-11, 03:51   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Korzystając z tego, że miał wolną sobotę, a Blue poszła na weekend do dziadków, robił wszystko to, na co zazwyczaj nie mógł sobie pozwolić. Zaczął od wypicia butelki piwa do śniadania, a potem puścił sobie Motley Crue na cały regulator. Szybko jednak się znudził, więc włączył jakiś krwawy horror, którego nigdy, przenigdy nie mógłby włączyć przy swojej córce. To znaczy oczywiście mógłby, gdyby pragnął, aby została seryjną morderczynią i miała problemy w dorosłym życiu, ale akurat niespecjalnie mu na tym zależało - wystarczyło, że on średnio sobie radził. Generalnie przez cały dzień robił mnóstwo szalonych rzeczy, począwszy od zamówienia sobie żarcia z KFC, a skończywszy na pozbyciu się wszystkich ubrań i ucięciu sobie drzemki. Musiał przyznać, że w stroju Adama spało mu się całkiem dobrze, przynajmniej do momentu, gdy usłyszał głośne walenie do drzwi, a potem jakieś niewyraźne wrzaski. Otworzywszy jedno oko, skrzywił się lekko z nadzieją, że to tylko jakiś pijany sąsiad, który szybko postanowi dać mu spokój, lecz głośne pukanie rozległo się po raz kolejny i... Zaraz, zaraz, czy to była Dylan? Podniósł się lekko, mrużąc oczy. Wydawało mu się, że usłyszał coś o Lightningu McQueenie, co kojarzyło mu się tylko z Bishop, ale ręki nie dałby sobie uciąć. Co najwyżej nogę - ona i tak była już bezużyteczna.
Ostatecznie zwalczył chęć ponownego zapadnięcia w sen. Jeżeli na zewnątrz rzeczywiście znajdowała się Dylan, wypadało ją wpuścić. Chociażby po to, żeby ta szurnięta kobieta nie wyważyła mu drzwi wejściowych. Znał ją wystarczająco, aby wiedzieć, że byłaby do tego zdolna.
Niestety z wiadomych powodów minęło trochę czasu zanim włożył na siebie ubrania i wsiadł na swój cholerny wózek. Momentami chciałby, aby ktoś wręczył mu nagrodę za bycie takim dzielnym niepełnosprawnym, nawet jeżeli to oznaczałoby dostanie zwykłego dyplomu z pieczątką z ziemniaka. Przynajmniej poczułby, iż jego codzienna udręka została jakoś doceniona.
Zamek szczęknął, a Izzy wreszcie otworzył drzwi, teraz już ubrany, choć nadal z rozczochranymi włosami. Dojechawszy wózkiem aż pod sam próg, wyciągnął szyję i zmarszczył brwi, gdy dostrzegł siedzącą na trawie przyjaciółkę. A więc jednak słuch go nie zawiódł.
- Podnoś się, wglądasz jak wyjęta z jakiegoś niskobudżetowego teledysku Evanescence - stwierdził, uśmiechając się mimowolnie. Mimo że to była całkiem niezapowiedziana wizyta, której przyczyny jeszcze nie znał, szczerze ucieszył się na jej widok. W końcu dawno jej nie widział. - Od razu mówię, że jeśli przyszłaś, bo chcesz pobiegać to nic z tego - zastrzegł z całkowitą powagą. - Mam dres w praniu - dodał w ramach wytłumaczenia. Dopiero wtedy dostrzegł, że Dylan miała w dłoniach jakąś ciekawie wyglądającą butelkę, więc uniósł brwi z zaciekawieniem. - Chciałaś pić sama przed moim domem? - zapytał z czymś w rodzaju wyrzutu i pokręcił głową. Takiej zdrady mógł spodziewać się po każdym, ale na pewno nie po niej.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5