Poprzedni temat «» Następny temat
#6 Bee Situation
Autor Wiadomość
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2019-04-10, 23:33   #6 Bee Situation
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


/po Fitzeroyu + ciuszki

Przyszła wiosna i kwitły kwiaty, i na dworze było tak cudownie i zielono, i wszystkie kwitnące drzewa tak pięknie pachniały, że Ivy kompletnie nie rozumiała, dlaczego żadne z jej futrzanych dzieci nie chce wyjść do ogrodu. Kiedy zeszła, by otworzyć drzwi znajdujące się na tyłach domu, leżąca do tej pory pod nimi Bianca natychmiast wparowała do środka, gdzie teraz oboje razem z Junkie'm dreptali w kółko, jakby nerwowi, no i oczywiście zupełnie odporni na wołania Scheller. Ta stała w drzwiach i namawiała ich do wyjścia, ale w końcu zwyczajnie jej się znudziło. Skoro tak, to sama sobie poleży na zielonej trawce i zamiast ich, to siebie pogłaszcze po główce. No jakoś trzeba sobie radzić.
Wyszła zatem, razem z kocem i książką, ale kilka kroków w głąb ogrodu wystarczyło, by uświadomiła sobie, że coś jest faktycznie nie w porządku. Oczywiście, pszczoły o tej porze roku to nic dziwnego, ale było ich jakoś dziwnie sporo, a im dalej szła, tym więcej ich się robiło. Nie mówiąc już o tym, że w pewnym momencie bzyczenie zagłuszyło wszystko wokół. Ivy potrzebowała aż tyle - czyli niemal wejść w rój pszczół - by zatrzymać się z paniką wymalowaną na twarzy. Przez chwilę w jej głowie bardzo intensywnie walczyły ze sobą myśli o tym, by krzyknąć na pomoc, a jednocześnie by nie otwierać ust, bo jeszcze jakaś pszczoła by tam wleciała i ugryzła ją w gardło, które by spuchło i udusiło Ivy, dokładnie tak, jak mówiła jedna z miejskich legend opowiadana przez babcię Scheller, gdy Ivy była mała. W końcu jednak jako tako doszła do siebie, przynajmniej na tyle, by odwrócić się i pędem wpaść do domu, zamykając za sobą drzwi i upewniając się, że żaden z owadów nie wleciał przypadkiem do środka. Dopiero teraz nabrała głęboko powietrza i krzyknęła głośno:
- Booookeeer! - wiadomo, jak trwoga, to do starszego brata. On się przecież znał na zwierzętach, no i... w ogóle znał się na życiu. Na pewno bardziej, niż ona. Ona to w ogóle nic o życiu nie wiedziała.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Booker Scheller








24

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: kamilka

multikonta: moore, jackie, echo, teena

Wysłany: 2019-04-15, 20:58   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids


/po wszystkim + outfit

Nawet ładna pogoda nie skłoniła Bookera do wyjścia z domu. Leżał na kanapie przed telewizorem z pilotem w dłoni i skakał z kanału na kanał, a Hank ułożył się na jego klatce piersiowej i zasnął szybciej niż zdążył opuścić pyszczek.
Nie trzeba chyba wspominać, że krzyk młodszej siostry sprawił, że chłopak niechętnie podniósł głowę. Nie miał zamiaru ruszać się z miejsca, dopóki Ivy nie pojawi się w salonie i nie zacznie mówić. Zazwyczaj był na każde jej zawołanie, ale tym razem corgi unieruchomił go i chyba nigdzie się nie wybierał.
- Co?! - odkrzyknął, bo tylko na tyle mógł sobie pozwolić. Na moment zapatrzył się w ekran telewizora, bo pojawiła się reklama Ricka i Morty'ego. - Nie mogę wstać, pies na mnie leży! - poinformował zgodnie z prawdą. Nie mógł przecież zrzucić z siebie Hanka, kiedy ten tak smacznie stał. Poza tym miał do Ivy taką samą drogę, co ona do niego. I to ona miała sprawę.
Booker nie zastanawiał się nad tym, co mogło się wydarzyć. W przypadku siostry mogły to być naprawdę różne rzeczy i sytuacje. Nie martwił się, że coś zepsuła, to raczej była jego działka. Tak, w domu Schellerów, jeżeli cokolwiek popsuło się, to zarówno mama Schelller, jak i tata Scheller zawsze oskarżali o to starszego syna, a nie żadną z córek. I słusznie, bo najczęściej miał w tym swój udział. Wyjątek potwierdzał tylko regułę. Poza tym Bookie był fatalnym kłamcą i jeśli starał się cokolwiek ukryć, to każdy mógł bez problemu zgadać, że kłamie. Nie potrafił ściemniać, momentalnie uciekał oczami w bok, a język plątał mu się niemiłosiernie. Dodatkowo zawsze wtedy nerwowo skubał rękaw koszuli lub bluzy, albo bawił się palcami.
_________________
you were alone, left out in the cold, clinging to the ruin of your broken home. too lost and hurting to carry your load,
we all need
someone to hold

will you fix me up? will you show me hope?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 6