Poprzedni temat «» Następny temat
I found a sister... is it yours?
Autor Wiadomość
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2019-04-02, 21:44   I found a sister... is it yours?
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Kolejne cztery dni nie wystarczyły, aby odgłos amerykańskiego miasta zaczął stanowić monotonne tło tej nowej-starej wersji egzystencji. Ramię wyglądało lepiej pod świeżymi bandażami i narzuconą, cienką bluzą, chociaż przeszkadzający, kłujący ból od kończyny, zamienił się w niepewność, wciąż nawiedzającą świadomość. Każda kolejna godzina mogła w zastraszającym tempie zmanipulować przyszłość.
Jak mogłaś mi coś takiego zrobić?
Słowa Heather przebijały się przez tonę innych myśli, czekających na przetworzenie, gdy przymknęła oczy przy stoisku z mrożoną kawą. Nigdy nie widziała jej w bardziej rozchwianym emocjonalnie stanie.
Po prostu uciekłaś. Nic cię nie usprawiedliwia. Myślałaś, że to ten ledwo dychający facet wyglądający jak jaskiniowiec... ?
Mimo to, mogła wyczuć wahanie w głosie rodzicielki, jakby ta nie była do końca pewna swoich słów.
Musiała zmieć scenerię, związaną mocno z odgłosem pracującej aparatury. Choćby na kilka minut. Mogła w tym czasie robić coś innego, podczas, gdy Heather popadła w istny obłęd, zwalniając się nagle z pracy, przekładając wszelkie spotkania, również w sprawie projektów, podsumowując wszelkie protesty krótkim hasłem „mogą mi naskoczyć”.
Naciągnęła bardziej na oczy ciemną czapkę z daszkiem, spod której wylewały się gładkie, wyprostowane włosy. Spędziła zbyt dużo czasu na ich układaniu i doprowadzaniu do porządku, specjalnie rozciągając czynności w czasie, byle tylko nie wyruszać od razu do centrum, będącego tak głośnym. W innym państwie, podobna wrzawa nie miała nic wspólnego z bezpieczeństwem czy swobodą.
- Przepraszam, mogłaby mi pani pomóc… ?
W pierwszej chwili nie zarejestrowała tego, że słowa skierowane są do niej.
Odsunęła od ust zimny, plastikowy kubek z zawartością, przenosząc już nieco bardziej przytomny wzrok na niewysoką dziewczynę, wyglądająca na studentkę, odnajdującą w codzienności wielkiego miasta.
- W telefonie padła bateria, a koniecznie muszę się gdzieś dostać.
Mogłaby odciąć się całkowicie od otoczenia. Nasunąć czapkę bardziej na głowę, schować dłonie do przednich kieszeni spodni, oprzeć o ścianę budynku i udawać posąg. Niewiele by to zmieniło, skazując ją ostatecznie na powrót między białe ściany, bo nie znalazłaby niczego bardziej zajmującego, niż pilnowanie Heather, podchodzącej jak pies do jeża, w sprawie własnego męża. Byłego męża. Nie miała prawa jej osądzać.
Może powinna pomyśleć nad karierą przewodnika w pełnym etacie?
Przetarła przedramieniem zaczerwienione usta.
- Dokąd konkretnie?

Szybko wyprowadziła młodą dziewczynę z nawyku nazywania jej panią, czym zaskarbiła sobie nawet niewielki uśmiech. Ludzie, żyjący na co dzień w pędzie, szybko zapominali o całej reszcie, pochłonięci własnym światem do tego poziomu, że bez wsparcia smartfona, zostaliby gwałtownie przydeptani przez rzeczywistość. Towarzysząca jej osoba nie sprawiała takiego wrażenia. Odzywała się znacznie częściej, aniżeli Carter, głównie przytakującą i mrucząca krótkie półsłówka. Tworzenie bardziej różnorodnych odpowiedzi czy nawet opowieści, wyprałoby skutecznie resztki zachowywanej energii, tworząc z Ellis człapiące truchło we wstępnym stanie rozkładu. Seems legit.
Widok znajomego hotelu uznała za przedziwny wręcz zbieg okoliczności. O ile rzeczywiście można było mówić o zbiegu okoliczności, będącym zwyczajnym żartem od losu. Przeszłość nie odstępowała jej od kroku w ciągu minionych miesięcy. Jeśli nie zaginiony przed laty ojciec…
Nastawiła się na skinienie głową i pójście w swoją stronę, toteż zdziwienie na twarzy było wyraźne, w odpowiedzi na zaoferowany kubek mrożonej herbaty. Ponoć się należało za wykonanie zadania, przeprowadzanego w tak niesprzyjających warunkach upałowych.
- Nie wiem czy powinnam… - napomknęła jeszcze, łypiąc w stronę lobby, w którym nie tak dawno zastała byłą żonę. Upchnęła pięści do materiału kieszeni, przestępując z nogi na nogę. Odmawiała z grzeczności, bo tak na jasną sprawę… nie miała za bardzo gdzie się podziać. Nie powinna wracać tak szybko do rodziców. Jeszcze nie teraz.
Zanim doczekała się dalszych słów dziewczyny, nieznajomy jegomość przechodzący obok, w stronę wejścia do hotelu, uderzył z impetem w ramię studentki, nie zatrzymując się nawet na chwilę w celu przeprosin, a to wystarczyło, aby podgotować krew Carter.
- Hej! - to brzmiało już bardziej przytomnie, aniżeli jej wydanie z ostatnich dni, czym przykuła uwagę ignoranta. - Powinieneś przeprosić.
Żadnej zabawy w zwroty grzecznościowe, odnośnie ignorantów.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2019-04-03, 11:22   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Czuła, że powinna pojechać do zawszonego mecenasa, gdzie wszystko się stało, i tam zakończyć sprawę po swojemu. Mogłaby posiedzieć chwilę na parkingu porośniętym w zaułkach chwastami, posłuchać wiatru poruszającego starym szyldem "Twój proces, nasza wygrana" i pomyśleć o tym, o czym ludzie myślą w ostatnich chwilach schyłku nastoletniego życia. W jej przypadku byłby to prawdopodobnie Fritzy. Zakładała, że Patsy się nim zaopiekuje, co byłoby w porządku. Koty to mistrzowie przeżycia. Nie zwracają uwagi na to, kto je karmi; ważne, żebym miska była pełna.
O tej porze jazda do sklepu nie powinna trwać zbyt długo, a jednak Jaylee miała wrażenie, że to za daleko. Była bardzo zmęczona przez ciągnący się jet lag i rozmowy do białego rana, które zwieńczyły dzień pierwszy siostrzanej wizytacji nie mającej nic wspólnego z urlopem, a i pracodawcy lepiej znoszą wieści pokroju "wyjazdu służbowego", niż "płatny urlop". Nie, szef Jaylee nie lubił tego, a ona nie lubiła jego – w pewnym sensie uzupełniali się, nawet wtedy, gdy Whitman marudził, narzekał i psioczył, jak czterolatek tupiący nogą w warzywniaku, bo mama zrobi na obiad brukselkę w cieście zamiast sztandarowych frytek z keczupem. Viva Los Angeles; jeszcze jedno zamówienie dla Briana z ciepłym sokiem jabłkowym i dokonałaby morderstwa na nieletnim, a przecież była z natury prawdziwą oazą spokoju – czego najlepiej uświadczyła Ellis, która nie uświadczyła napadu histerii ani poważnej paniki, gdy tylko znalazła zgubę.
Tommy ją zje za rozładowany telefon. Jeżeli coś było pewne – egzekucja wpisywała się w ten schemat; ale za to Jaylee ją kochała.
Moja siostra robi najlepszą z możliwych – napomknęła na minuty przed tragedią. – Nie odmówi rekompensaty za odprowadzenie mnie na miejsce – bez siatki z zakupami, bo zawędrowała nie w tę aleję przy Sunset Boulevard, co trzeba, lecz i to przeboleje – i w dodatkuuu... – przeciągnęła słowo, kiedy nieznajomy mężczyzna łupnął dziewczynę w bark, aż przekręciło nią na bok i cofnęło dwa drobne kroczki. Odruchowo złapała ramię u szczytu. Całe.
Przywołany do porządku facet odwrócił się przez ramię i zmierzył wzrokiem Carter, jak zawistna koleżanka z równoległej klasy, machnął ręką i po chwili zniknął w korytarzu za winklem, prowadzącym prosto do brzdękających w nierównych odstępach wind.
Niewychowany – miauknęła Jaylee, rozmasowując bark, ale widząc groźne spojrzenie Ellis natychmiast wycofała się z osądu; nad niektórymi rzeczami po prostu nie możesz zapanować. – Powiedziałam coś nie tak?
Lee!
O, kurka wodna...
Głos podróżniczki rozbrzmiał w lobby, jak grom, choć brakowało mu czystej wściekłości żywiołu. Była za to przejęta w ten ludzki sposób, który mógł oznaczać zarówno wytarmoszenie za uszy w ciągu następnych pięciu sekund, jak i zamknięcie w objęciach na dłużej, aż biały top pomarszczy się pod koszulą kimono stylizowaną na dżins.
Zanim wytarmosisz mi uszy – Jaylee uniosła dłonie w geście niewinności, wychodząc naprzeciw siostrze – powinnaś była powiedzieć mi, że Los Angeles jest jak labirynt i każdy róg wygląda tak samo.
Lee.
W dodatku padł mi telefon, a mapa z aplikacji też mi nie pomogła dostać się do tego sklepu, o którym mówiłaś.
Lee... – westchnęła ciężko, podpierając pod boki, co weszło jej w nawyk przez to całe bohaterowanie na ekranie.
Przepraszam, Tom.
Miałaś tak do mnie nie mówić.
Ale to urocze! – Energicznie doskoczyła do siostry i korzystając z chwili dezorientacji ścisnęła mocno Dalle, nie pozwalając na ucieczkę z żelaznego chwytu pluszowego misia. – Nie bądź zła – poprosiła.
Będę – bąknęła, wywracając oczami na widok własnych rąk zdradzających ją w ostatniej chwili podbijania zamku. Zdezerterowały, zawróciły i teraz bratały się z wrogiem. – No już. Wystarczy. – Poklepała dziewczynę po plecach dwa razy. Shazam! Sezamie, otwórz się!
Jaylee podarowała Tommy szeroki uśmiech i potarła po ramionach.
Nie będziesz.
Nie będę – przytaknęła.
Więc nie muszę już iść po ten dziwny krem?
Lee.
Dziewczyna zabrała ręce i cofnęła dwa kroki dla własnego bezpieczeństwa. Przypomniała sobie nagle o czymś.
Ach, właśnie – pstryknęła palcami. – Musisz zrobić swoją popisową herbatę.
Tommy uniosła pytająco prawą brew i założyła ręce; ona może, nie musi. Brunetka obróciła się przez ramię i pomachała do Ellis, zapraszając swą bohaterkę do ich grona i dość rzec, że lewy łuk dołączył do zdziwienia od razu, bez ingerencji Dalle; ciało samo wiedziało czego chciało w niektórych momentach.
To jest Ellis – Jaylee przedstawiła wybawicielkę z opresji, pokrótce opisując, jak uratowała osiemnastolatkę z opresji na ulicy, gdy z twarzy Tommy z każdym słowem schodziło zaskoczenie, wpadając w ten sam neutralny stan, co przed czterema dniami. – Powiedziałam jej, że robisz najlepszą herbatę mrożoną na świecie, a na dworze jest tak paskudny upał...
Wyglądała... schludnie. Nie jak wrak, który przypałętał się znikąd i pobrudził podłogę w tym samym lobby. Prawie. Oczu nie da się wymienić.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2019-04-03, 18:52   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Nawet, gdyby się postarała, nie doskoczyłaby do nieznajomego w dwóch, trzech susach, pociągając go tym samym na wypolerowaną posadzkę, byle tylko dostał za swoje. Dziwny czas wybrał sobie nastoletni temperament Ellis na zaistnienie. Niestety, wymiar sprawiedliwości nie potrzebował na dzisiaj zastępstwa, a Carter dodatkowych doznań bólowych na skutek kontuzji, przywiezionej z innego kontynentu. Nie oszczędziła za to delikwentowi przeszywającego spojrzenia, niebędącego odpowiednio dosadną metaforą rzuconej rękawiczki. Wygrała walkowerem?
Nie doczekała się dalszej części tego drobnego przeciągnięcia, któremu tchórzliwy intruz wyszedł naprzeciw. Pozostając w tak samo bojowym nastawieniu, przeniosła spojrzenie na dziewczynę, łagodniejąc zaraz przy pytaniu. Otworzyła nawet usta, aby sprostować własną mimikę, będącą pokerowym atutem. Zbyt wolno.
Nie spodziewała się nikogo znajomego w tym przybytku, za wyjątkiem członków personelu, a jednocześnie świadków jej powrotu do tej części świata w kiepskim stylu, zawierającym ciągnącą się od ramienia pożogę. Wiedziała na co się pisze. Znajomy głos, roznoszący się po otoczeniu przykuł jej uwagę, wraz z wystąpieniem osobistej reakcji. Żołądek skurczył się na krótki moment, przypominając o tej chwili sprzed czterech dni. Nadal tutaj była? Na dodatek...
Wiedziała, że kogoś przypomina jej ta niepozorna dziewczyna. Łypała zaledwie spod daszka czapki na obie przedstawicielki płci pięknej, zauważając coraz to więcej cech wspólnych – głównie na tle zewnętrznym, mimowolnie przypominając sobie o pierwszym spotkaniu Tommy w deszczowej Anglii. Kompletny kontrast, w odniesieniu do panujących w LA warunków klimatycznych. Odnajdywanie zgub o podobnym kodzie DNA musiało zapisać się gdzieś w kategoriach umiejętności, bez wiedzy samej zainteresowanej.
Uniosła nieznacznie kąciki ust, pozostając w komfortowej strefie tymczasowego wykluczenia z konwersacji. Nawet gdyby chciała się odezwać… co miałaby powiedzieć na wstępie?
Masz siostrę, wow… gratulacje? Przepraszam, że znowu musisz na mnie patrzeć, ale… hej, teraz przynajmniej nie krwawię na potęgę!
Komedia familijna, rating +13, podczas gdy wcale nie tak dawno borykała się z produkcją rodem z gatunków thrillerów, obsypanych dramatem kryminalnym.
Jeszcze chwilę tkwiła w roli postaci trzecioplanowej, trącając opuszkami palców praktyczną linkę, zawiązaną na nadgarstku, razem z blaszką. W końcu reflektory objęły ją swoim światłem, wystawiając na pokaz przed najbardziej wymagającym krytykiem sztuki. Czas na zgłoszenie reklamacji czy ryzykowne wytrwanie do końca?
Musisz brzmiało bardziej jak siostrzana prośba, przeciągnięta specyficznym tonem głosu, pacyfikującym wszelkie wątpliwości. Pytanie czy to wystarczy…
Niepewnie podążyła wzrokiem w stronę tak dobrze znanej jej twarzy, starając się nie uciekać spojrzeniem gdziekolwiek, byle tylko oszczędzić sobie ewentualnego rozczarowania.
Uczyli ją improwizacji, tyle, że w zupełnie innym wymiarze. Tkwiła gdzieś między bezczelnością, a umniejszaniem własnej roli do kompletnego minimum.
Zdejm tę czapkę.
Obróciła w palcach nakrycie głowy, patrząc to na młodsze, to na starsze wydanie towarzystwa, między hotelowymi ścianami.
- Jeśli to nie kłopot… - zaczęła, nagle czując się jak rasowy szeregowy w okopach, pełnych niewypałów. - Chciałam zaproponować coś z kawiarni, ale Jaylee nie chciała mnie słuchać.
Zdecydowała się nawet na niewielkie uniesiecie kącików ust, demaskując z miejsca faworyzację starszej siostry, w wykonaniu mini-Dalle.
- Nie chcę zajmować wam zbyt wiele czasu.
Takowy był na wagę złota, skoro Tommy rzeczywiście miała do czynienia z własną, rodzoną siostrą. A więc nie rozchodziło się jedynie o kwestie służbowe, których nie szło nawet kiedy rozłożyć na czynniki pierwsze. Zbyt dużo zamieszania dookoła, zbyt mało zaufania oraz dobrych relacji, aby przedłużyć wcześniejsze spotkanie, upływające w oka mgnieniu, mając na względzie całe miesiące rozłąki.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2019-04-04, 00:04   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Jestem w stanie to sobie wyobrazić – odparła z przekąsem, podpierając prawą ręką bok i mierząc wzrokiem siostrę, która odpowiedziała dumnym błyskiem równiusieńkich zębów, jakby kto od linijki je odmierzył i wyszpachlował koronki; na to można marnować czas, nie na jakieś reunion z poplątanym deja vu. – Choćbym chciała – a nie chciała – nie zrobię tej herbaty bez mleka skondensowanego.
Nie miałyśmy jeszcze połowy puszki?
Dodałam je do gofrów, kiedy cię nie było – zdruzgotana mina Jaylee mówiła wystarczająco, co o tym sądzi. – No co? – wzruszyła ramionami. – Spóźnialscy muszą cierpieć.
Jones wypuściła ciężko powietrze nosem, wykrzywiając usta na boki w podobny sposób, jaki swego czasu towarzyszył Tommy prawie na każdym kroku i może gdyby ktoś wcześniej jej powiedział, że wyglądała w taki sposób, zaprzestałaby z wyprzedzeniem gimnastyki twarzy przy każdej możliwej okazji. W gruncie rzeczy, pomyślała, nie musiała tutaj być – znowu. Z drugiej strony, wypadało choć trochę okazać wdzięczność za odprowadzenie tej fajtłapy do miejsca docelowego całą i zdrową, ale zwykłe podziękowanie nie chciało przejść przez gardło blondynki pod groźbą rozszarpania strun głosowych przez wygłodniałe wilki z gór.
Mogę w takim razie kupić ci coś w hotelowym barze? – zapytała trzecie koło, pocierając nerwowo skroń.
Ty idziesz na górę się przebrać – wcięła się ostro, czemu wtóry raz Jaylee odpowiedziała zdumieniem. – Nie patrz tak na mnie. – Wyciągnęła z tylnej kieszeni spodni kartę do drzwi. – Masz, pośpiesz się. – Wcisnęła siostrze stanowczo klucz do ręki.
Skąd te nerwy?
Nie było cię dwie godziny, a za... – zerknęła na nadgarstek, marszcząc czoło. – Czterdzieści minut mamy spotkanie z mecenasem.
To już ta pora?!
Najwyższa, ptaszyno.
Jaylee pobladła, odzyskała kolory i znowu pobladła. Odwróciła się przodem do Ellis z miną pokrzywdzonego szczeniaka, który ze strachu nasiusiał na dywan w przedpokoju, bo został za długo sam w domu.
Przepraszam, ale muszę iść. Chciałabym ci to jakoś wynagrodzić, więc może...
Tommy wywróciła teatralnie oczami i warknęła głośno, byle obie ją usłyszały wyraźnie.
Zmykaj stąd, Lee – ponagliła siostrę, wskazując dłonią na korytarz prowadzący do wind. – Ja jej coś kupię, a ty idź się przy okazji wykąpać.
Sugerujesz coś?
Żebyś zmieniła dezodorant.
Brunetka nabrała powietrza w usta i nadymała policzki, ale równie prędko odwróciła się na pięcie. Zostawiając te dwie w lobby hotelowym jeszcze nie miała pojęcia, jak cienką nicią uszyta była ich nowa znajomość; gdyby tylko wiedziała, kim była kobieta z czapką i jak bardzo historia lubiła płatać im figle.
Cold brew z basenu cię zadowoli?
Nie tak prosto czy chlorowane; za tarasem widokowym nadmorskiego hotelu tkwiła budka z barem, gdzie dla gości hotelowych korzystających z basenów i dobrodziejstw złotych plaż oferowano drinki oraz drobne przekąski. Cóż, kilka dolarów to niewielka strata za uratowanie tyłka siostrze, choć najchętniej wróciłaby z nią do apartamentu i pozwoliła życiu gnać dalej do przodu.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2019-04-04, 22:46   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Obserwowanie interakcji sióstr było zajmujące w swojej prostocie. Gdyby nie wydarzenia, mające miejsce w trakcie koncertu The Killers, a i w wyniku ich następstw, najpewniej cieszyłaby się razem z Tommy, może nawet w tym samym miejscu, w lżejszym wydaniu. Kilka blizn mniej, kilka przespanych nocy więcej.
Co by było gdyby…
Być może krótkie podziękowanie wystarczyłoby, aby pozbyć się niechcianego, niespodziewanego gościa szybciej, aniżeli w wypadku sponsorowania nagrody. Być może, bo Carter nie spieszyło się na zewnątrz. Niekoniecznie miało to związek z nawiedzającymi Los Angeles upałami. Lata spędzone na zachodnim wybrzeżu hartowały miejscową młodzież, a chociaż wyrosła już z wieku młodzieńczego, nie straciła tej pewnej dozy odporności, zarówno na zmiany klimatyczne, jak i obycie niektórych mieszkańców. Przy posiadaniu odpowiednich zasobów dało się przeżyć prawie wszystko.
Nie zdążyła udzielić odpowiedzi - tej skromnej, niekoniecznie domagającej się rekompensaty w zamian za czas, poświęcony na dorywcze zajęcie. Miała już do czynienia z tym tonem, przywodzącym na myśl dzień uciekania przed dzikami oraz nadstawiania się wysypiskowym psom pod kły. Brzmiało równie odlegle, co poprzednie wcielenie.
Odwzajemniła spojrzenie Jaylee z nieznacznym zdezorientowaniem, spowodowanym postawą Tommy. Brzmiała dosyć protekcyjnie, ale czego innego miała się spodziewać? Stojąca przed Dalle osoba była tym samym, podłym człowiekiem, co złamał serce bez ostrzezenia, kierując się tajemnicami, których wyjawienie byłoby rzekomo jeszcze podlejsze. Chronić uosobienie cynamonowej słodyczy przed złym wpływem czynników zewnętrznych, przyczyniających się do procesu czerstwienia. Teoretycznie minął rok… w praktyce upłynęły całe wieki.
Warknięcie istotnie było znaczące, a tego dawno nie słyszała. Pokusiłaby się na ewentualny komentarz, gdyby tylko przyszło im się rozstać w bardziej sprzyjających okolicznościach. To nie było rozstanie, a bardziej gwałtowne wyrzucenie kogoś na bruk, w deszcz, któremu sprzyjały burze. Trudne czasy wymagały trudnych decyzji. Po deszczu może i pokazywało się słońce, nie mniej, bałagan obfitujący w błotniste kałuże, nie znikał wcale tak od razu.
Odprowadziła wzrokiem oddalającą się nastolatkę, upychając czapkę pod ramię. Dłonie schowała do przednich kieszeni, co było w przypadku Ellis odruchem bezwarunkowym, ale i zdradzającym coś więcej. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać.
Nadal pamiętała jej nawyki napojowe w czasie suszy…
- Przyjmę wszystko, co będzie odpowiednio chłodne - a to już zabrzmiało, jakby miało ukryte dno.
Poprawka, zawierająca perfidne skreślenie wciąż widocznego zdania poziomą krechą:
- Zadowoli. Dzięki.
Bo przecież krótkie pytania nie wymagały zbyt zawiłych odpowiedzi.
- Nie miałam pojęcia, że masz siostrę… - ryzykowne sformułowanie, po które sięgnęła, bo cisza byłaby zbyt kłopotliwa. - Podobna.
Zerknęła nawet na Tommy, gdy obie ruszyły w kierunku wspomnianego basenu.
Gadulstwo oraz okazanie zainteresowania wspomnianym mecenasem, nie były wskazane w aktualnym położeniu. Wraz z każdym wypowiadanym słowem, ciśnienie mogło wzrastać, czego finiszem byłby dobrze wymierzony cios, znacznie bardziej bolesny, aniżeli ten ostatni, zafundowany przez Dalle we własnej osobie. Gdyby to cokolwiek zmieniło, zniosłaby kolejne sto podobnych, byle tylko rozegrać tę sytuację jeszcze raz, dobierając inne słowa wyjaśnienia. Czasu nie dało się cofnąć, a podejmowanie decyzji pod wpływem chwili wywierało tragiczne w skutkach skutki, szczególnie przy narażaniu się najważniejszym w swoim życiu osobom.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2019-04-05, 14:35   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Jedna z czterech – powiedziała, odmachując w trakcie marszu do mężczyzny w szarym kombinezonie "S-Tech", który dwa dni temu naprawił klimatyzację w pokoju siedemset siedem, a teraz męczył kartkę wentylacyjną dyskretnie schowaną za palmą doniczkową. Zauważył ją i odmachał z szerokim uśmiechem. – Poznałam ją kilka miesięcy temu – dodała, zerkając kontrolnie na godzinę, choć minęły zaledwie trzy minuty odkąd przeszły z lobby do korytarza prowadzącego na taras widokowy. – Właściwie, nie wiem, czemu ci to mówię. – przyznała bez bicia ani nuty przytyku, wytyku czy innego -tyku.
Jaylee to siódma, dziewiąta, ani czternasta woda po kisielu, ale setna – wyolbrzymiając problem niepohamowanych lędźwi pana Meyera mogła efektywniej działać przeciwko niemu w porozumieniu z adwokatem, którego polecił Guggenheim, co jednak nie oznaczało, że wszystko pójdzie z górki na pazurki. Sprawa rodzeństwa Dalle nie dotyczyła wyłącznie tej jednej siostry, ale też pozostałych nieletnich, którzy nawet nie wiedzieli, że mogą z tej pożal się Boże kanalii i beznadziejnego ojca roku wycisnąć ostatnie soki, aby otrzymać zadość uczynienie za patologię, porzucenie oraz roszczenie praw w najmniej korzystny dla młodzieży sposób. Nie musiała się w to pakować; dopóki nie poznała Lee.
Temperatura w okolicy basenu była bardziej znośna, a oklapkowani panowie sztuk aż trzy próbowali wyciągnąć z okrągłego oczka gazetę, którą czteroletni Georgie wrzucił do środka dla zabawy. Radość i wesołkowatość skończyła się, gdy jego matka zaczęła tyradę młodocianego śmieciarza przy wszystkich nieprzejętych zdarzeniem ludziach goszczących przy wodopoju. Miejsca siedzące – zajęte. To lepiej, pomyślała, stając w kolejce za grupą Afroamerykanek, dyskutujących na temat Giny i jej beznadziejnie zaplecionych warkoczyków. Zawsze była jakaś Gina, którą należało obgadać; w ich przypadku ktoś taki nie istniał, bo zażyłości, przyjaźń czy spoufalanie przepadło, jak kamień rzucony w wodę rwącej ku przeznaczeniu rzeki. Już się nie wynurzy.
Słońce, pomimo chłodu bijącego od wody w basenie, pozostawało nieubłagane, bombardując plecy podróżniczki. Tommy ściągnęła dyskretnie schowaną pod srebrnym zegarkiem gumkę do włosów i związała jasny gąszcz w wysoką kitkę; nieco lepiej.
Z twoją ręką już lepiej? – zapytała po chwili walki z drobnymi kosmkami, które nie uciekły spod pętli tak, jak powinny. Trzy kroki do przodu, ciąg dalszy czekania.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2019-04-05, 17:45   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Zatrzymała zaledwie wzrok na przedstawicielu personelu technicznego, niespiesznie podążając za cieniem z przeszłości. Nie. Tommy nie była żadnym cieniem, a człowiekiem z krwi i kości. Jeszcze do niedawna mogła się posiłkować jedynie wspomnieniami, powodującymi istny zamęt, ale teraz… to wszystko działo się naprawdę. Żadnych, niepokojących wizji, związanych z niespokojnym snem, przerywanym gwałtownie przez sojuszników, bądź tych drugich, znacznie mniej przyjaznych. Może powinna odwiedzić tamtego podstarzałego terapeutę od rancza z pieskami?
Nawiązanie do Jaylee miało swój określony cel. Chciała, aby Tommy rozwinęła temat, trzymając się tej jednej wiadomej w otoczeniu. Połknęła haczyk, może nawet świadomie, czego nie okazała na zewnątrz, mamrocząc słowa pozbawione wrogiego warknięcia. Potrzebowała tego - skupienia na czymkolwiek, mając na uwadze ostatnie dni, wysysające sukcesywnie wszelką energię życiową. Przeciągająca się w czasie cisza, albo wręcz przeciwnie - wściekle wydzwaniający telefon, ukazywały dwa wyjścia, podczas gdy rozglądała się za trzecim, niekoniecznie związanym z rodzicami, Somalią, prywatną firmą oraz bałaganem, którego narobiła. Zbyt szybko opuściła inny kontynent, narażając się ważniakom, którzy mogli, ale nie musieli szukać jej w domu na Hollywood Hills. Powinna odpowiednio wytresować Travisa w szarpaniu nogawek niechcianych gości. Wczoraj pozwoliła mu spać w łóżku, bo była mało odporna na psi urok. Wielki kudłacz.
Rozglądanie się za dogodnym cieniem zostawiła na później. Miejsca póki co i tak były zajęte, co oszacowała w ciągu dwóch mrugnięć oczami. Rozgrzany, plastyczny wręcz asfalt, zlokalizowany przy ruchliwej ulicy zdecydowanie nie zachęcał Carter do szybkiego powrotu, a i jednoczesnego opuszczenia hotelowych granic.
A więc jeszcze trzy kolejne, przypominające Tommy przynajmniej w pewnym procencie. Podobne, a jednak zupełnie inne. Nie było łatwo sięgnąć zbliżonego poziomu doświadczenia, zarówno życiowego, jak i tego, związanego z przemieszczaniem się.
- To dużo sióstr - podsumowała jedynie, nie kontynuując wątku wewnętrznych rozterek Dalle, odnośnie dzielenia się prywatnymi sprawami. Pokusiłaby się na głośne stwierdzenie, że ktoś bardziej rozeznany w ludzkiej psychologii potrafiłby nazwać sytuację w odpowiednio profesjonalny sposób, ale to nie wniosłoby nic nowego.
Zatrzymały się u końca kolejki, a Carter pozostało dyskretne obserwowanie towarzyszki. Opcjonalnym wyjściem było wyciągnięcie telefonu z kieszeni, na co i tak nie miała ochoty. Nawet urządzenia zdawały się działać opornie w trakcie uciążliwych warunków. Wiedziała co nieco, bogatsza o doświadczenia z innych stron świata. Zyskała coś więcej, niż nierówno opalone ciało, nieznacznie podniszczone przez porywiste burze piaskowe oraz obrażenia, związane z dopełnianiem zobowiązań, odnoszących się do umowy z Aegis. Będzie musiała zrobić z nimi porządek. Później.
Ściągnęła brwi przy pytaniu o ramię, co swoimi humorkami potrafiło skutecznie napsuć krwi. Teraz z mniejszym skutkiem. Człowiek był zdolny do adaptacji, nawet gdy sam niekoniecznie tego chciał.
- Tyle o ile - spojrzała nawet na wspomnianą kończynę, wciąż wysyłającą impulsy aż po opuszki palców. Drgania nerwowe nie były nowością, chociaż miała szczerą nadzieję, że będą zanikać sukcesywnie z każdym kolejnym dniem.
- Potrzeba więcej czasu, aby się zregenerowała - świeżo ponad tydzień to za mało. - Mam konsultację w tej sprawie za… niecałe dwie godziny.
Wystarczy, aby pojawiła się w szpitalu po raz kolejny, bez potrzeby koczowania u drzwi sali, okupowanej przez ojca. Zdążyła się napatrzeć na jego twarz, przypominająca bardziej ekstremalnego podróżnika, chwytającego węże za ogon. Błotny makijaż był nawet w cenie, gdyby nie przeklęta, somalijska susza.
Od ponad pięciu minut uskuteczniały normalną rozmowę, na którą narzekała Tommy w pierwszym terminie tego spotkania, wciąż będącego największym zaskoczeniem roku. Również dla niej samej, bo nie sądziła, że zdąży, cudem unikając przysypania żywcem przez piaski Afryki.
- Zamierzasz… - urwała już na wstępie, wraz z wymownym dźwiękiem telefonicznym. Maya próbowała szczęścia po raz kolejny. Dziesiąty, jeśli liczyć od ósmej rano.
- Wybacz - krótkie przyciśnięcie czerwonego symbolu.
Wszyscy brzmią tak jakby mnie potrzebowali.
To chyba dobrze, że teraz chciała pomyśleć przede wszystkim o sobie i własnym powrocie do amerykańskich i ogólnie, cywilizowanych realiów. Miała żal do tych stojących na górze drabiny hierarchicznej. Przez własny egoizm skazali ludzi, działających w terenie na prawdziwie wyniszczające warunki, byle tylko odbić przejętą przez buntowników bazę. Ciężko powiedzieć, jak wiele wykradzionego sprzętu przyczyniło się do odebrania istnień.
- Będziesz tutaj jeszcze przez pewien czas? - przeniosła wzrok na Tommy, przesuwając się o krok do przodu, kiedy to roześmiane koleżanki zrobiły trochę miejsca. - W Los Angeles. Nie miałam okazji, aby zapytać Heather, a to wszystko…
Przypominało jeden wielki bałagan, spod którego ciężko było wydostać się w pojedynkę. Od czego powinna zacząć…?
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2019-04-06, 12:01   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


W sposobie wypowiadania Ellis było coś, co mimochodem drażniło Tommy. Maniera, ostrożne chodzenie dookoła pękającego lodu pod twardo śpiącym niedźwiedziem grizzly, głupie podsumowania, denerwujące słowa jak "zregenerować" zamiast "wyzdrowieć"; nie potrzebowała wiele, aby przekonać się, że wcale nie wyleczyła się ze wszystkich negatywnych uczuć, które żywiła ochłapami niechcianej strawy wywołującej nieobyczajową zgagę. W gruncie rzeczy, w jej osobistej karcie rzeczy zjadliwych, ta rozmowa plasowała się na miejscu wycieczki do łazienki, im więcej i dłużej trwała.
Nie zamierzam.
Nie porwała się na bezczelny gest, jedynie zakładając ręce w szczycie rozpalanego ogniska niezadowolenia, niepocieszenia i ogólnego odrzucenia, które trzymało ją za psyk mocniej, niż sądziła. Nie szczekała – to dobrze, ale czas wcale nie zregenerował jej ran i, jeśli prognozy miały być jednogłośne, nie zapowiadało się, aby to uległo zmianie.
Po prostu zamknij się.
Wypuściła ciężko powietrze nosem, zerkając krótko na Ellis. Cierpliwie wyczekiwała odpowiedzi na pytanie, które również plasowało się gdzieś w kategoriach niechcianych, niepotrzebnych, niewnoszących nic dobrego do życia podróżniczki. Podbiła Annapurnę i celowała w Mount Everest, ale przeskoczenie własnego cienia oraz wzniesienie ponad siebie w tej sytuacji graniczyło z cudem. Wolała już podbić kolejny ośmiotysięcznik, a jeżeli miała zadośćuczynić – zrobi to zimą.
Może.
Wystarczająco szerokie w swej naturze, wystarczająco głębokie, aby Carter odpuściła sobie drążenie głębokiego leja, do którego raz się wpadało i już nigdy nie wychodziło. Szczegóły były zarezerwowane dla wybranych; i choć ex to jakaś kategoria, jakieś zobowiązania (jak ignorowanie na ulicy), Dalle słynęła z łamania reguł oraz naginania ich pod własne widzimisię, bo dopóki nie były żelaznymi zasadami fizyki, mogła im przeczyć do woli, a nawet tworzyć własne. W ten sposób przeżyła niejedno, nikt jej nie udowodni, że ta metoda kulała.
Po kolejnych czterech minutach uśmiechnięta kobieta o latynoskiej urodzie przyjęła proste zamówienie, dopisując na tablecie przy niewielkiej kasie fiskalnej nazwę napoju, numer pokoju oraz dopisek "dodać do rachunku".
Jeden raz cold brew na rachunek pokoju siedemset siedem – upewniła się jeszcze raz, że dobrze zapamiętała, spoglądając na blondynkę. Ta przytaknęła krótko, uśmiechając krótko w odpowiedzi na promieniste uosobienie kobiety.
Poproszone o przejście na bok, zatrzymały się przy punkcie odbioru zamówień, który obsługiwał młody chłopak; jak się okazało, kuzyn niejakiej Carmen, zdzierającej z hotelowiczów zaskórniaki na cold brew.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2019-04-06, 13:08   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Prawie rok czy ponad rok? Wystarczająca ilość czasu, aby rozmowy stawały się kłopotliwe, szczególnie w zetknięciu z przeszłością, którą gwałtownie zaprzepaściła. Nie było odpowiednich słów, którymi mogłaby rzucać w tej rozmowie, nie wychodząc na bezczelną, sztywną, arogancką czy przesadnie przejętą. Ciężko było odnaleźć złoty środek… zwyczajnie zniknął, schowany przez ikonę niedostępności, która będzie utrzymywać się jeszcze przez jakiś czas, jeśli nie na wieki wieków.
Żadna z nich nie powiedziała wtedy ostatecznego słowa, zbyt skołowana takim nierealnym stanem rzeczy, a później nie było czasu na korekty.
Zadzwoń po Davida czy kogoś…
Teraz nawet głupie wykonanie telefonu nie wchodziło w grę. Przy aktualnym, stanie Syria wydawała się zaledwie nieszkodliwą inicjacją. Nawet jeśli zabrakło Sophie, obok był ktoś podtrzymujący w ryzach, zapewniający, że to, co miało miejsce na innym kontynencie, nie musi wpływać na to, co jeszcze na nią czekało w życiu. Wpływało. Większość ludzi kłamała, a tych, mówiących prawdę prosto w oczy, można było policzyć na palcach jednej ręki.
Przebywała w towarzystwie osoby, której kiedyś ufała najbardziej. Mimo to, czuła ten nieznaczny chłód, co w upalne dni powinien być zbawienny. Na swój sposób był. Nadszarpniętego zaufania tymczasem nie szło odbudować w tak krótkim czasie, zawierającym w sobie niecały rok ciszy radiowej. Trzydzieści lat to zbyt mało, aby być świadkiem tylu wydarzeń, wprowadzających bałagan nie tylko do codzienności. To było wszędzie: siedziało pod skórą, zakleszczając coraz bardziej, jak pasożyt niemożliwy do usunięcia, przełączając całą jednostkę na wycofanie się z aktywnego odgrywania własnej roli w rzeczywistości. Coś takiego w ogóle istniało?
Nie skomentowała w żaden sposób odpowiedzi, brzmiącej zbywająco. Nie chciała się dzielić szczegółami, bo i kim była Carter, aby potrzebowała czegoś więcej, niż krótkich ogólników?
Zerknęła na kobietę za ladą, chwilę później wyłapała wzrok ciekawskiego dzieciaka z dmuchanym kółkiem w dłoni. Wzrok miał co najmniej niepokojący, kiedy z rozdziawionymi ustami przyglądał się Carter, jakby ta była agentem kosmitów, niewidzialnym dla całej reszty ludzkości.
- Nie pozostaje nic innego, jak się stąd wydostać - mruknęła pod nosem, mając w poważaniu czy sympatyczny chłopaczek wydający zamówienia nadstawi ucha, czy też zajmie się własnymi sprawami, jak chociażby zerkaniem w wyświetlacz smartfona. Miała na myśli chwilę obecna – hotel czy Los Angeles? Siebie czy Tommy? Szerokie określenie, podobne do tego, które usłyszała przed minutami.
Po raz kolejny odrzuciła połączenie, rezygnując z prostego wyłączenia telefonu. Zawsze mógłby to być ktoś inny, chociażby Heather. Sytuacja stanowiąca ledwo dziesięć procent, bo ostatnio nie wyglądała tak, jakby chciała przebywać w towarzystwie córki dłużej, niż to było konieczne.
- Jose - ten sam, który był w ich drużynie podczas pamiętnego starcia paintballowego. - Mówił mi, że sporo jeździłaś po świecie w ciągu ostatniego roku - nic nowego, w odniesieniu do łowczyni burz, będącej teraz… ominęło ją zbyt wiele.
Widziałaś ją w tym blondzie? I tak by cię rzuciła w którymś momencie dla jakiegoś reżysera albo innego sponsora, dymającego sekretarki po kątach.
Cudem nie przyłożyła mu za pierwszym razem, przytrzymana przez Davida. Teraz nawet jego już nie było, przynajmniej aby odjąć część niewidzialnego ciężaru, zalegającego na barkach.
- Jaylee wydaje się dobrym kompanem do podróży… o ile ma działający GPS - uznała, bardziej swobodnie, bo celowała przede wszystkim w siostrzane wypady, prosto z LA. Wiedziała, że Tommy miała jeszcze jedną siostrę, Jude, która mogła, ale nie musiała pochodzić z tego samego miejsca, co Jaylee. Informacje, które równie dobrze mogła wymazać z pamięci, ale wciąż w niej siedziały, jakby dowiedziała się o faktach zaledwie wczoraj.
Zatrzymała wzrok na plastikowym kubku, jeszcze niewypełnionym cold brew, szukając następnie opakowań z cukrem. Bez niego, opróżnienie kubka stanie się istotnie wyzwaniem na miarę zdobywania Everest.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2019-04-06, 19:42   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Zabawne – albo nie – ale gdy wspomniała imię mężczyzny grającego niegdyś dla ich drużyny przywołało jedynie kolorową plamę neonowej, zielonej farby paintballowej zamiast konkretnych rys twarzy. Nie potrafiła przypomnieć sobie czy Jose to ten mięśniak o szerokim karku i podbródku skradzionym Calvinowi Harrisowi, czy drugi dryblas z wiecznie nastroszonymi brwiami, wystającymi spod gogli ochronnych. Prędko doszła do wniosku, że zastanawianie nad tym nie ma sensu; był sobie Jose i powiedział, co wiedział. Czy zasiało to jakiekolwiek zdziwienie w Dalle? Niekoniecznie. Pogodziła się z urokami i przywarami wiążącymi interesującą liczbę zer przy wypłacie z byciem rozpoznawaną w większych miastach prawie na całym świecie, gdzie wyświetlano jej program.
Mniej lub bardziej. – Dwanaście krajów, cztery okładki National Geographic, dwie nagrody wewnętrzne i jeden ośmiotysięcznik. Skromność; mniej lub bardziej. – I podróżuję sama – sprostowała po chwili, podpierając się pod boki, gdy stanęła naprzeciwko Carter. Zadzierając odrobinę głowę, odrobinę żałowała, że nie założyła obuwia trekkingowego dodającego jakieś trzy centymetry wzrostu, co dałoby już różnicę tylko dwóch centymetrów między nimi. – Nie musisz silić się na small talk – łatwiej było odciążyć Ellis od tego, niż przyznać do własnej niechęci, która zaczęła raczkować, gdy tylko zauważyła swym maluczkim móżdżkiem prześwit między szczebelkami niestabilnej kołyski. – Nie zrozum mnie źle – a może? – ale sam fakt spotkania cię drugi raz w tym samym miejscu napawa mnie podejrzeniami. – Założyła ręce, jak stróż prawa oczekujący wyjaśnień od przesłuchiwanego, którego już złamało ledowe światło wypalające oczy. Łatwo poszło, teraz tylko czekać na więcej, choć dawno było po godzinach i należało odłożyć odznakę oraz colta na szafkę nocną, bo jutro też jest dzień; bo jutro również uprzykrzy życie rzezimieszkom; bo jutro to jutro i nikt o nie nie pyta dzisiaj, tak jak o wczoraj nie mówi się teraz. Nie pytała o rany, o martwe oczy, o treści popiołów, które powinny zostać pogrzebane, a jednak nadal brudziły cudzą duszę. To nie jej obowiązek.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2019-04-06, 22:07   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Podróżowanie w pojedynkę brzmiało inaczej; trochę jak ta kilkumiesięczna wyprawa w stronę Chińskiego Muru, mająca miejsce w odległej przeszłości. W zasadzie, nie byłaby aż tak odległa, gdyby nie cała masa wydarzeń, mających miejsce później. Gdzieś zniknęła tamta poprzednia wersja podróżniczki, zakryta przez jaśniejszą farbę do włosów. Niewykluczone, że Ellis dołożyła własną cegiełkę do tej przemiany… a może i kilka cegieł, stanowiących ponad połowę materiałów budowlanych. Wracając do tamtych chwil – nie miała innego wyjścia. Nie widziała niczego bardziej racjonalnego niż – o ironio – zerwanie kontaktu w sposób najbardziej dobitny, aby tylko nikt nie śmiał ścigać tej dziewczyny po opuszczeniu nie tylko Brentwood, ale i całej Anglii.
Znów ten gest, służący zyskaniu przewagi nad przeciwnikiem, podobny do chowania rąk za siebie, w iście wojskowym stylu, który nie tak dawno nie był jej obcy. Żadnego, nerwowego spoglądania na boki, cofania kroków czy wywieszania białej flagi. Nie siliła się. Wszystko było lepsze od ciszy, która przez ostatnie dni rozciągała się, jak bardzo tylko mogła. Dwa pierwsze, tuż po powrocie przespała, a przynajmniej starała się, budząc co i raz, bo warunki Los Angeles gwałtownie różniły się od tych, w których funkcjonowała przez niecały rok czasu.
Postaw się na jej miejscu.
Nie kryłaby pewnej dozy podejrzliwości, związanej z duchem, który powinien darować sobie nawiedzenia, jako, że został pochowany bez żadnego ‘ale’. Może nieco zbyt szybko, ale sam się o to prosił.
Należały się słowa wyjaśnienia za tak bezczelne naruszenie hotelowych salonów, chociaż powód w formie dziewczyny, zajmującej aktualnie pokój 707, był jednoznacznie określony. Prawie. Bo przecież mogło się pod tym kryć coś więcej.
- Potrzebowałam się wyrwać ze szpitala, przynajmniej na chwilę - dość rzec, że ostatnio unikała go, jak ognia, nie tylko ze względu na ostrożne podejście do lekarzy po całej tej wyprawie na wariackich papierach. - Nie wiedziałam, że ta dziewczyna jest twoją siostrą, tak samo jak nie mogłam mieć pewności, że po kilku dniach nadal tutaj będziesz. Że w ogóle chciałabyś mieć ze mną do czynienia.
Nie musiała. Mogłaby być skutecznie ignorowana przez byłą żonę, będącą teraz wschodzącą gwiazdą kanałów podróżniczych. Kto by chciał, ten dokopałby się do pokaźniejszej ilości informacji, ale… kto zawracałby sobie głowę jakimś unieważnionym małżeństwem, dodatkowo, z osobą kompletnie nieznaną w mediach? Przynajmniej nie bezpośrednio.
- Nie mam prawa niczego od ciebie żądać - bo wszystko zostało zakończone, zgodnie z prawem. W ostatniej chwili, bo życie potoczyło się takim, a nie innym torem, bez żadnych kompromisów.
Podniosła wzrok na tęczówki, które jeszcze kiedyś mogła oglądać kilka razy dziennie, bez mieszanych uczuć, kiełkujących w środku.
- Jesteś teraz w lepszym miejscu, niż kiedy byłyśmy wtedy i wiem, że to brzmi beznadziejnie - zupełnie, jak jej ogólny stan powrotny. - Ale…
- Przesuniesz się wreszcie jedna z drugą? - zniecierpliwiony głos pana z piwnym brzuchem przebił się między przyciszone rozmowy, wraz z plaskiem mokrego obuwia basenowego. -Ludzie mają zamówienia do odebrania, a nikt nie chce słuchać tego pierdolenia.
Pociągnął znacząco nosem, drapiąc się po gęstym zaroście, zaraz przygładzając dłonią wykrochmaloną podkoszulkę. Się czeka, się należy. Pozostało wyłapać wzrokiem zimny napój, który znalazł się również w polu widzenia blondwłosego faceta, co zamówił dokładnie to samo, chwilę później.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2019-04-07, 22:33   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Kto powiedział, że kiedykolwiek chciałam albo chcę? – Wydała się poważnie zaskoczona tak śmiałym stwierdzeniem ze strony Ellis i to na tyle, że gdzieś po drodze zgubiła warknięcie, fuknięcie i tupnięcie nogą. Nie od dzisiaj mówiono: życie pisze najlepsze scenariusze. Nie była to komedia romantyczna ani dreszczowiec, ale melodramat, na który szanujący się widz nie chodził do kina obyczajowego, głównie przez słabe noty i nieinteresującą obsadę, wracającą po latach do tego samego odgrzewanego kotleta przez ostatni sezon - prosperacja, proszę państwa, prosperacja! Inaczej to nie miało sensu, a w tej chwili nakłady na kręcenie kolejnych scen drastycznie szarpały wrażliwy budżet.
Przeniosła ciężar na prawą nogę, powoli traktując własne spojrzenie charakterem spod byka w najczystszej formie nieufności, podejrzliwości a także irytacji. Wcale się nie pomyliła na początku – naprawdę działała jej na nerwy. Bardziej, niż nieoczekiwane ryknięcie urlopowicza o gabarytach dwóch food trucków.
Zmierzyła mężczyznę i jak gdyby go tu w ogóle nie było wróciła całą swą wpienioną uwagą na Carter, która musiała gdzieś w tej Somalii zgubić wszystkie piąte klepki, łamiąc przy okazji moralny kręgosłup na trzynaście pechowych sposobów. Trzynaście kolejnych powodów, aby ukrócić to spotkanie do maksimum.
Pan wybaczy, już schodzę z drogi – odezwała się w miarę uprzejmie, ale nie zaprzestała świdrowania nieprzychylnym wzrokiem najemniczki i przesunęła się bardziej w bok, uświadamiając sobie, że przecież swoją część roboty wykonała, więc dalszy los zimnej kawy powinien jej zwisać. Tak, właśnie tak, Dalle, poklepała się mentalnie po ramieniu i nogi same ruszyły: z początku powoli, niepewnie, jakby w obawie, że Ellis zaraz na nią naskoczy, ale z kolejnymi ruchami nabierała znowu tej pewności siebie, którą mogła porównać do spartańskiej tarczy – nikt nie przejdzie przez te okopy; a mężczyzna był zadowolony.
Kiedyś bez wahania skoczyłaby mu do gardła. Wydarła przy wszystkich z niewyparzonym pyskiem, podarowując jedną wiązankę za drugą, aż zebrałby się pokaźny wieniec pogrzebowy wstydu dla nieznajomego, ale znowu – to przeszłość. I priorytety. Tak, zawsze na pierwszym miejscu – nie pokazuj słabości przed wrogami, pracodawcami oraz byłymi, niekoniecznie w takiej kolejności.
Czmychnęła między czekającymi w kolejce, korzystając z chwili, kiedy Ellis została sam na sam z wredną szują, odbiorem kawy i ogólnym wpływem tego ludzkiego zgiełlku, co przy wysokich temperaturach wariował.
Musiała dostać się do pokoju, zabrać dokumenty i Lee na spotkanie. Żadnych przystanków.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2019-04-08, 19:27   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Old habits die hard.
Znów ten motyw ucieczki, przewijający się w ich życiach, w kompletnie niepotrzebny sposób. Świat byłby znacznie przyjemniejszym miejscem, gdyby ludzie mierzyli się z własnymi nemezis w sposób bezpośredni, bez cyklicznego czmychania za uchylone drzwi, co by później powrócić, czyniąc podobnie.
Sprawa otwarta, wciąż nikt nie powiedział ostatniego słowa. I chociaż zakuły ją słowa Tommy, nie było to nic, co zabolałoby bardziej, w porównaniu do tego, co zafundowała im osobiście, rok temu.
- Gdyby jeszcze ta druga była równie rozsądna… co za ludzie…
Nie miała najmniejszego zamiaru tracić czas na rozmowę z nadętym facetem. Wystarczająco ich miała w swoim otoczeniu, również na początku całej przygody z nadstawianiem karku za innych. Szkodliwe nie było na tyle wysokie, aby kontynuować karierę, aż do epizodów z reumatyzmem i siwymi włosami.
Nie mogłaby chwycić mrożonego napoju w dłoń, bez obawy zbyt mocnego ściśnięcia zawartości. Jedyny powód, dla którego mogła przedłużyć swój pobyt w tym miejscu, oddał się, bez słowa wyjaśnienia. Tak być nie mogło.
Łokciem odepchnęła od siebie faceta, próbującego dorwać się do lady przy odbiorze zamówień.
- Zachowujesz się ostatni tchórz - nie pierwszy raz używała odnośnie niej podobnego słownictwa. Teraz tym bardziej miało to swoje uzasadnienie, widząc jak Dalle opuszcza pole pozornej walki, bez nawet cienia białej flagi.
- Nie chcesz mnie nawet wysłuchać, chociaż powiedziałam ci, że próbowałam do ciebie dotrzeć.
Zupełnie, jakby ktoś zablokował ją na tym diabelskim mechanizmie „z-eye”, rodem z Black Mirror. Miała mniej przyjemnych słów na języku, jednak te szybko przepadły gdzieś dalej. Nie potrzebowała wylewania dodatkowego wiadra własnych rozgoryczeń na osobę, którą tak naprawdę siłą odsunęła od siebie. Bo wtedy nie było innego wyjścia.
Łatwo jest wyciągać wnioski, kiedy nie jest się bezpośrednim uczestnikiem wyprawy, oferującej całą gamę atrakcji. W tym sezonie nagrodę publiczności otrzymały: bieg przez pole minowe oraz gra w chowanego ze snajperem.
Minęła kolejne dwie osoby, prawie wpadając na odwróconą do niej tyłem Dalle. Nie chwyciła ją za rękę. Nie zamierzała tak gwałtownie naruszyć struktury kogoś, kto w każdej chwili mógł wybuchnąć. Zamiast tego, wyprzedziła ją, prawie zderzając się z kolejnym urlopowiczem, odzianym jedynie w kąpielówki. Co za beznadziejne miejsce na podobne kwestie.
- Prawie kosztowało mnie to życie - zatrzymała pewny wzrok na niższej dziewczynie, świadczący o tym, że nie ruszy się z miejsca, dopóki nie wyrzuci z siebie kilka zdań więcej. - Popełniłam błąd... tylko po to, aby sprowadzić ojca, który już teraz jest chodzącym trupem.
Drżała, chociaż starała się wysławiać w odpowiedni sposób, bez niepotrzebnego uwalniania emocji, trzymanych na uwięzi.
- Jeszcze w Brentwood, obserwował nas człowiek, wynajęty przez szantażystów Kennetha… nie mogłam ryzykować - musiała rozegrać to wiarygodnie. Nawet jeśli miało to kosztować kilka długich miesięcy bólu.
- Zawiodłam cię.
Rychło w czas.
- Popełniłam błąd, zostawiając cię samą w Bracknell.
Wszystko inne pozostawało zamazane, ilekroć przypominała sobie o tamtym momencie na koncercie, który mogłaby rozegrać inaczej. Mogłaby, ale czy przyniosłoby to cokolwiek dobrego? Zmieniło bieg wydarzeń, dążących do tej konkretnej chwili? Z punktu widzenia przynajmniej namiastki racjonalności - cofanie czasu było daremne. Zupełnie, jakby ktoś już dawno przewidział taka ewentualność, bezczelne szperanie w przeszłości. Nie było mowy o jej zmianie.
- Nie powinnam w ogóle wyjeżdżać.
Tyle, że ta namiastka nadziei, którą karmiła jeszcze swoje młodsze ja, wzięła górę, motywowana zarówno słowami Dalle, jak i najlepszego przyjaciela. Co jej z tego przyszło? Skazywanie Heather na kolejne przeżywanie czyjejś śmierci oraz dołączenie do kolekcji kilku blizn więcej, szczególnie tej paskudnej, na lewym ramieniu i ukrytej pod linią włosów, od strony prawej skroni.
Nie spuszczając wzroku z brązowych tęczówek, nawet przy ewentualności kolejnej ucieczki, wbiła paznokcie we wnętrze zaciśniętej dłoni, jakby sprawdzała czy żyje.
- Przepraszam.
Prosiła się o powtórkę z rozgrywki, tym razem oferującą w swoim programie więcej, aniżeli prosty liść, prosto w twarz. Może przez ten czas Tommy dołączyła do jakiejś podejrzanej sekty, wymagającej zmiany zewnętrznej, jak i usilnego wypierania z siebie wszystkiego, co związane było z przeszłością? Prawdziwe pranie mózgu, przywodzącego na myśl transfuzję krwi Kree.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2019-04-08, 22:30   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Ile razy jeszcze od tej jednej osoby będzie musiała usłyszeć, że była strusiem chowającym głowę w piasek, aby nareszcie miała upragniony spokój, którego z każdą przemijającą sekundą potrzebowała coraz bardziej?
Głupio pomyślała – pójdę dalej, nic nie powiem, w końcu załapie aluzję. Zapomniała, że Carter to przypadek niereformowalny, który lubi drążyć i męczyć, i cisnąć; niegdyś pod tymi hasłami tłumaczyła opiekę.
Zatrzymała się w półkroku i westchnęła z warknięciem, dając do zrozumienia, co sądzi o tej całej sytuacji, bez której życie każdej z nich byłoby lepsze. Tommy na pewno. Jak miała jednak przekazać jej te wspaniałe wieści, kiedy non stop Ellis kłapała ozorem o rzeczach, które pogrzebała sześć stóp na wymyślonym smętarzu – bo cmentarz to zbyt wielkie laury – z jakiego nie szło się wydostać spalonym masom? Bezczelnie grzebała tym pogrzebaczem w ogródku zdechłych stokrotek Dalle, a to już przytyk.
W jednej chwili nazywasz mnie tchórzem – uniosła dłoń i wyprostowała palec wskazujący. Pierwszy strike. – Potem wyrzucasz mi, nie ukrywajmy, słuszną niechęć. – Numer dwa w górze. – Pogrywasz czymś, co się nie wydarzyło – prawie śmiercią, która poruszyła palcem serdecznym; ona też prawie umarła – wiele razy w ciągu minionego roku, ale nie roniła z tego tytułu łez. Już nie. – Po wszystkim twierdzisz, że jednak głupio postąpiłaś i jeszcze mnie za to przepraszasz? – cztery, pięć. Nie będzie liczenia do dziesięciu, kto się nie schował, niech ucieka. Tommy spojrzała na rozczapierzoną dłoń z nieukrywanym zdumieniem, bo według międzynarodowych zasad w baseballu były tylko trzy nieudolne próby, po których pałkarz zostawał wyoutowany z pola a tłum drużyny miotacza skandował jego nazwisko. Teraz nikt nad basenem nie wrzeszczał radośnie nad triumfem drużyny gospodarzy; gdyby znalazła kij, mogłoby skończyć się gorzej.
Nawet nie mogę powiedzieć, że masz czelność, bo kompletnie mi na tym nie zależy – przyznała bez ogródek, obracając dłoń zagadkowo wierzchem ku górze. Żadnych ściąg ani podpowiedzi, jak postępować dalej, więc musiała improwizować. Zadarła głowę, odsuwając pół kroku do tyłu. Znowu te ręce na biodrach. Tym razem wyglądała pretensjonalnie, choć poza delikatnie zmarszczonymi brwiami i zawiedzionym tonem głosu pełnym irytacji nie wskazywało z boku na to, że tkwi w niej wojowniczy duch, który nie przyjmował dzieci nawróconych pod swą strzechę. Ani gości. Nie była lipą.
Nie chcę cię wysłuchiwać ani wiedzieć, co tam przeżyłaś. – Spokojnie, jesteśmy dorosłe. – Nie jestem twoją koleżanką, przyjaciółką, dziewczyną, narzeczoną ani żoną, abyś mogła tak bezczelnie ze mną postępować, Ellis. Skreśliłaś to wszystko tam, w Anglii, więc nie oczekuj, że będę marnować cenny czas na twoje gorzkie żale, które nic nie zmienią. – Ani obraz nędzy i rozpaczy, ani wspomnienia przemiłe, ani to, że bardzo długo chciała ją zobaczyć, dopóki Kara nie przekonała jej, iż nie powinna bawić się w takie użalanie nad sobą. – Żeby było jasne – wyciągnęła rękę, zatrzymując wszelką kontrę słowną w zarodku prostym gestem. – Pomogłam Heather tylko dlatego, że wiem, jak to jest poczuć nóż w plecach. I żeby nikt nie posądził mnie o zrzucenie jej z dachu hotelu. – Zabolało...
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2019-04-09, 22:56   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Czymś musiała przykuć jej uwagę. Choćby tym legendarnym tchórzem, co kiedyś pokulał ogon, ale mimo wszystko, zawsze wracał, nie poddając się tak łatwo. Jedynie otwartą bezczelnością mogła próbować naruszyć ten denerwująco wytrzymały pancerz, który Tommy zdążyła przywdziać od czasu Anglii. Albo później. Nie miała pojęcia co było później, bo sytuacja w Somalii przerosła zarówno ją, jak i cały zespół.
Przyglądała się wymownie ukazywanym palcom, wstrzymując nieświadomie oddech. Winna. Wszystkie trzy, cztery, pięć zarzutów. Dołożyłaby jeszcze dziesięć, gdyby mogła tym cokolwiek zmienić w postawie Dalle, przywodzącej aktualnie na myśl wyjątkowo stronniczego sędzię, skazującego oskarżonego, bez choćby analizy materiałów ukazujących inną prawdę.
Nic nie zmienią. Koniec… ale przynajmniej próbowałaś. Jedna gwiazdka, za starania.
Wycofanie się oponenta improwizowanej potyczki, wcale nie zraziło jej, bo odpowiedziała stosowną reakcją, wraz z wykonaniem połowy kroku do przodu. Chciała powiedzieć coś więcej, jednak nim zdążyła wypowiedzieć chociażby pierwszą sylabę, Tommy zastosowała efektywny comeback, dosłownie zatrzymujący na moment pracę serca.
Nikt inny w otoczeniu basenowym nie powinien słyszeć o tym, co mogło się rzekomo zdarzyć na dachu hotelowym. Nadzieja matką głupich, a jednak w tym momencie miała szczerą nadzieję, że wśród gości nie czai się żaden łasy na forsę donosiciel, tudzież powiązany z miejscowymi mediami.
Nerwowo zerknęła za siebie, w tym samym momencie, gdy jeden z basenowych bywalców wskazał dyskretnie na podróżniczkę. Gdyby to było podejście numer jeden, wybuchłaby nerwowym rozżalonym śmiechem, dokładającym jeszcze więcej argumentów odnośnie jej domniemanej niepoczytalności. Cięcie.
Zamilkła nagle, tracąc zapał do zasypywania dziewczyny większą ilością słów, nawiązujących do ogólnej sytuacji, co postawiła je po przeciwnych biegunach. Na obu było cholernie zimno.
- O czym ty… - wychrypiała zaledwie pierwsze słowa, na nowo czując ten kwitnący w klatce piersiowej niepokój. - Co się wtedy stało?
Dlaczego ktokolwiek miałby…
Wypuściła powoli powietrze, spuszczając wzrok na ścieżkę z płytek, prowadzącą z powrotem do hotelu. Chłopiec, pływający w basenie pisnął radośnie, wpadając na dmuchanego rekina.
- Nie rozmawiajmy o tym w tym miejscu.
Skoro już miały się zachowywać jak dorosłe.
- Unika mnie, odkąd przywieźliśmy ją z hotelu.
Właściwie to Dolores nadzorowała cały ten proces, łącznie z odprowadzeniem ledwo ogarniającej Heather, do jej pokoju. Dwa razy odsunęła od siebie Ellis, mamrocząc pod nosem o alkoholowych wizjach. Następnego dnia nie powiedziała nic. Była już po za terenem Hollywood Hills, okupując korytarz w szpitalu.
- Pięć minut, proszę - spojrzała jeszcze raz w te same, znajome oczy, w których coś się jednak zmieniło, w porównaniu do rzekomo ostatniego razu. - To dla mnie ważne.
A nikt inny nie posiadał informacji o tym, co się działo ze starszą Carter w tę samą noc, w którą córka marnotrawna powróciła na ląd, z krainy za wielką wodą. Cóż z tego, skoro jedyne, co miała zastać to zgliszcza. Łudząco podobne do tego, co zostawiła za sobą, w Afryce.
- Nie chcę stracić kolejnej osoby…
A może właśnie to było przewidziane w jej scenariuszu życiowym, którego premiera miała miejsce niecałe trzydzieści lat temu? Sophie, Kenneth, Heather… aż zostanie z niej wrak, który nie będzie się nadawał do remontu generalnego.
_________________





[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 8