Poprzedni temat «» Następny temat
My big brother still thinks he's a better singer than me.
Autor Wiadomość
Tinsley Somerset







35

menager wildwood restaurant

all by myself

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Philippa, Dale, Ivy, Dayami, Mordechai

Wysłany: 2019-03-29, 19:23   My big brother still thinks he's a better singer than me.
  

  
Tinsley Somerset

  
I'm a made up mess in a backless dress


Przyjazd do Brentwood naznaczony został przez Tinsley raczej nieprzyjemnymi skojarzeniami, ale bardzo starała się wyprzeć je ze swojej głowy. Przecież wszystko, co złe, miała zostawić za sobą, w Londynie, w jej wielkiej, pustej rezydencji, której zwyczajnie nie mogła znieść. Została tam większość jej rzeczy, przed wyjazdem zmieniła też zamki, by przypadkiem Helen Somerset nie weszła do środka bez jej wiedzy, a potem rzuciła to wszystko i wyjechała do tej małej mieściny, gdzie mieszkało jej rodzeństwo. Niedaleko była też ciotka Calanthe, chociaż jej odwiedziny zostawiła na później. Wolała zacząć od odwiedzin u brata. To był chyba dobry plan? Uprzedziła go o swoich odwiedzinach, choć nie poinformowała go jeszcze, że przenosi się tutaj na stałe. Dobrze jednak wiedziała, że zastanie go w domu może graniczyć z cudem, a wolała nie odbić się od zamkniętych drzwi. No i miała ze sobą butelkę whisky. Przecież nie wypije jej sama.
Być może Riley nie znał się zbyt dobrze z Williamem, na którego pogrzebie widzieli się jakiś miesiąc temu (no chyba, że brat nie uznał za stosowne się tam pojawić), ale wydawało jej się, że jej mąż zasługiwał na toast w odpowiednim gronie. Kto by się do tego nadawał, jeśli nie starszy Withinghall? Razem z którym będzie mogła choć trochę ponarzekać na życie czy na cokolwiek innego. Ostatecznie, wobec nikogo nie mogła być tak szczera, jak wobec własnego rodzeństwa.
Zapukała mocno w drzwi, obwieszczając swoje przybycie i czekając, aż ktoś raczy jej otworzyć. Ktoś, czyli oczywiście Riley, bo nikogo innego się przecież nie spodziewała. Czy wpadł na to, aby zorganizować coś do jedzenia? Skoro już się wpraszała, to wypadałoby ją czymś poczęstować. Lepszym, niż parówki na granicy przydatności do spożycia.
_________________
      I'm coming up only to show you're wrong
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2019-05-05, 22:13   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Riley, choć na co dzień raczej nie uchodził za najlepszego brata na świecie, oczywiście pojawił się na pogrzebie Williama, no i oczywiście w jakimś tam stopniu współczuł siostrze, ale postanowił okazać to na swój typowo rajlejowski sposób, to znaczy dając jej odpowiednią przestrzeń. Nie naprzykrzał się za bardzo, w przeciwieństwie do rodziców, którzy pewnie dzwonili do niej co najmniej co drugi dzień, jak gdyby spodziewając się, że Tinsley postanowi iść za przykładem męża i też wyzionie ducha. Riley jednak nie dzwonił, bo sam dobrze pamiętał, że kiedy rozwiódł się ze Stephanie, rozmowy telefoniczne były ostatnią rzeczą, której pragnął. I chociaż ich sytuacje były dość różne – wszak jego była żona nadal żyła i miała się dobrze, podczas gdy ciało Williama rozkładało się gdzieś sześć metrów pod ziemią – najstarsze dziecko Withinghallów i tak obrało swoją odwieczną, niezawodną taktykę, a mianowicie – usunął się w cień. W końcu wiedział, że Tinsley zadzwoniłaby albo dałaby jakikolwiek inny znak, gdyby czegokolwiek potrzebowała. I jasne, wiedział też, iż prawdopodobnie nie byłby jej pierwszą opcją w przypadku wystąpienia nagłej, podbramkowej sytuacji, ale szczerze mówiąc – nie bolało go to. Wiedział, że nie radził sobie najlepiej w kwestii uczuć i nie wstydził się do tego przyznawać. W ten sposób przynajmniej unikał potencjalnych rozmów o emocjach, których niezręczność potrafiła momentami wybić poza jakąkolwiek skalę.
Niemniej jednak kiedy Tinsley zapowiedziała, że go odwiedzi, nie stawiał oporu. Mimo wszystko bowiem uważał, że dobrze byłoby ją zobaczyć i na własne oczy przekonać się, iż miała się dobrze. Nawet jeśli tylko pozornie.
Był w trakcie przygotowywania super odjazdowego sosiku do równie super odjazdowego mięska (ja w sumie nie wiem co tam mięsożercy jedzą, stąd ta porażająca ilość detali), gdy niespodziewanie usłyszał mocne pukanie. Obdarzywszy swoje nieskończone dzieło krytycznym spojrzeniem, wytarł ręce w kuchenną ścierkę i skierował się w stronę korytarza.
- Dotarłaś - skwitował, a potem spojrzał na stojące na podjeździe auto i uniósł lekko brwi. - I to samochodem. Szanowna księżna Somerset jeszcze ci go nie zarekwirowała? - Oczywiście oficjalnie wszystkie wybryki głowy tego pożal się Boże rodu nie były mu znane, ale pozwoliłam sobie założyć, że Tinsley jednak co nieco opowiadała rodzicom, a z kolei oni wszystko to przekazywali Rileyowi. Nic więc dziwnego, że po usłyszeniu historii o żądnej spadku Helen, trochę spodziewał się ujrzeć swoją siostrę brudną i ubraną w łachmany.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Tinsley Somerset







35

menager wildwood restaurant

all by myself

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Philippa, Dale, Ivy, Dayami, Mordechai

Wysłany: 2019-06-21, 20:13   
  

  
Tinsley Somerset

  
I'm a made up mess in a backless dress


Tinsley nie oczekiwała od Riley'a żadnego zaangażowania. William nie był jego mężem, nie byli przyjaciółmi i właściwie poza Tinsley niewiele ich łączyło. Poza tym, sama nie była fanką poddawania się uczuciom. Nie zwierzała się, nie wypłakiwała. Opowiadała co nieco rodzicom, bo dobrze wiedziała, że gdyby przemilczała sprawę, to wysyłaliby ją do psychologa, ale ile można płakać za jednym mężem? No dobrze, czasami, wieczorami, kiedy w ich wielkim domu znów zapadała cisza i półmrok, robiło jej się trochę smutno, ale w ciągu wciąż żyła w biegu i zajmowała się swoimi sprawami. No i do tego wszystkiego Helen. Żart, nie kobieta.
Mięsko z sosem jej w zupełności wystarczało, nie potrzebowała detali. Musiało dobrze smakować z whisky, to wszystko. Zapach przywitał ją szybciej, niż brat, kiedy drzwi przed nią zostały uchylone. Pewnie nie wypadało jej się szeroko uśmiechać, skoro była w żałobie, ale pozwoliła sobie na nieznaczne uniesienie kącików ust.
- Samochód jest mój, księżna nie ma do niego żadnych praw - przewróciła oczami. - Intercyza, to bardzo sprytna i przydatna rzecz - i całe szczęście, że się zabezpieczyła jeszcze zanim William przekopyrtnął się na tamten świat. Czuła w kościach, że coś tu będzie na rzeczy. Oczywiście momentami nie była pewna, czy postąpiła dobrze, bo w razie ewentualnego rozwodu mogła mieć problem z wyciągnięciem od Somersetów jakichś milionów, no i teraz był to kolejny argument w ręku Helen, ale dobrze wiedziała, że spadek po mężu i tak należy się jej, a nie tym tamtym.
Nie nosiła łachmanów, była kobietą niezależną, zdolną do tego, by samej się utrzymać i o siebie zadbać. Na szczęście. Na pewno nie była typem, który miałby się w takiej sytuacji załamać. Kłody rzucane jej pod nogi traktowała jak kolejne wyzwania, którym należy stawić czoło, i nie było w ogóle innej opcji. Dlatego z dumnie podniesioną głową wparadowała do mieszkania Riley'a, kierując się prosto za pięknym zapachem pieczeni w sosie.
- Sam robiłeś czy przywiozłeś od mamy? - była niemal pewna, że to jej przepis, ale chciało jej się śmiać na samą myśl o Riley'u wiszącym na telefonie i zadającym najdurniejsze pytania dotyczące mięsa czy piekarnika. Och, dlaczego nie przyjechała wcześniej? Przegapiła takie świetne przedstawienie!
_________________
      I'm coming up only to show you're wrong
[Profil]
 
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2019-08-10, 00:27   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


No cóż, niby cała czwórka miała swoje życia i nie angażowała się przesadnie w sprawy rodzeństwa, ale czasami i tak nachodziła go myśl, że mógł zrobić dla Tinsley coś więcej, a nie tylko być. A wynikało to ze świadomości, iż jego bycie i tak niczego nie zmieniało, bo przecież jego osoba wcale nie niosła za sobą niewerbalnej otuchy, jak to bywało w przypadku jakichś specjalnych ludzi, którzy potrafili odpędzić od innych smutki jedynie za pomocą oddychania. Nie żeby się nad sobą użalał - w końcu doskonale zdawał sobie sprawę ze swojego charakteru i wcale nie było mu źle z powodu bycia gburem. Czasami żałował jedynie swoich sióstr, które nie mogły liczyć na żadne emocjonalne oparcie z jego strony. Chociaż... po tych wszystkich latach chyba zdążyły się już przyzwyczaić do jego sposobu bycia.
Mięsko z sosikiem było niemalże gotowe i tylko czekało na to, żeby Tinsley zajadła nim swoje smutki i później jeszcze popiła to wszystko whisky. W sumie jak teraz o tym myślę to Riley właściwie nie był tak całkowicie bezużyteczny, bo całkiem nieźle gotował i mógł podnieść je na duchu jakimś supcio jedzonkiem.
Nawet się lekko uśmiechnął, nie dostrzegając w Tilly żadnego wielkiego załamania. Brzmiała całkiem normalnie i w sumie kamień spadł mu z serca (yup, jakieś tam miał), bo to oznaczało, że mógł zachowywać się tak, jak zwykle. Wspaniale.
- Nie spodziewałbym się po tobie takiej roztropności - powiedział, kiedy Tinsley już wepchała się do środka i bezceremonialnie podążyła w stronę kuchni. - Każdego dnia zaskakujesz mnie coraz bardziej. - No skoro już wyszło na jaw, że siostra nie zamierzała rozpłakać się mu na środku korytarza, chyba mógł sobie pozwolić na takie miłe słowa, co?
- Od mamy, oczywiście. - Naprawdę miała aż tak złe zdanie o jego kuchni? O nim samym mogła i mieć najgorsze, w końcu nigdy nie dał jej powodu, aby sądziła inaczej, ale przecież nie gotował źle. To znaczy jak na razie wszyscy, którzy spróbowali czegoś przyrządzonego przez Rileya, żyli i mieli się dobrze. - Specjalnie przejechałem się do Chelmsford, żebym teraz mógł ci to odgrzać - dodał i przewrócił oczami, żeby pokazać Tinsley, jak bardzo uraziła go jej uwagą. Nie żeby miała się przejąć.
Nie byłby sobą, gdyby już na początku nie skierował się w stronę barku i nie wyjął z niego butelki whisky, więc zrobił to od razu. Nie mieli na co czekać. No chyba że zaraz zza rogu miał wyskoczyć jakiś niezwykle elegancki samochód, z którego wyskoczyłaby wspomniana już wcześniej księżna Somerset, ubiegająca się o swój majątek. Na to mógł poczekać, owszem.
- A więc? - zagadnął, postawiwszy przed nią szklaneczkę z whisky. - Jakieś szczegóły odnośnie dramatu rodziny Somerset? - Nigdy przesadnie nie interesował się tymi ludźmi, ale teraz mogła mu co nieco poopowiadać. W końcu potrzebował jeszcze kilku minut na doprawienie sosu i nałożenie jedzenia na talerze.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5