Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Nina Reyes
2019-02-23, 17:57
Thomas Evans
Autor Wiadomość
Thomas Evans








20

student

Southend

Wysłany: 2019-02-23, 14:23   Thomas Evans
  

  
Thomas Daniel Evans

  
A wtedy Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki.


THOMAS DANIEL EVANS
× wiek: 20 lat
× data urodzenia: 24 grudnia 1998
× miejsce urodzenia: York
× orientacja seksualna: wypierająco-nieświadomy gej
× wykonywany zawód: student
× stan cywilny: kawaler
× użyczany wizerunek: Daniel Radcliffe
charakter
Chrystusowy chłopiec • pozorny nudziarz • łagodny jak baranek • cichy • fajtłapa i oferma • mimo wszystko całkiem uroczy! • i sympatyczny nawet • bystry • odludek • wręcz wyrzutek • nie zauważysz go, dopóki się nie odezwie • a rzadko się odzywa • łatwo panikuje • boi się wyjątkowo wielu rzeczy • na sto procent zacznie się modlić w najmniej odpowiednim momencie • chcąc nie chcąc bardzo staromodny • wiecznie z nosem w książce • technofob
historia
Thomas urodził się w Wigilię roku pańskiego 1998 i po prawdzie tylko dlatego nie dostał wówczas kalendarzowego imienia Adam, że jego rodzice byli akurat w trakcie budowania nowego domu - stąd też nadanie synowi imienia po świętym patronie architektów wydawało się być najbardziej na miejscu, ba, może nawet mogło przynieść odrobinę szczęścia w realizacji planu. I na drugie: Daniel. Bo matka lubiła przypowieść o jaskini lwów. Virginia i John Evans, jak nie trudno się domyślić, byli jednymi z najbardziej religijnych, jeśli nie fanatycznych wręcz, nowych mieszkańców Yorku. Dokładnie dziewięć miesięcy przedtem wzięli ślub, w noc poślubną poczęli syna, i zdaje się, że nigdy więcej nie doszło między nimi do bardziej czułego aktu. Thomas miał więc pozostać jedynakiem, ale wbrew powszechnej opinii na ten temat, nigdy nie miał zostać rozpieszczony. Wręcz przeciwnie. Gdy dom został już w pełni wybudowany, mawiano, że żyjąca w nim rodzina Evansów prowadzi się bardziej bogobojnie, niż karmelitanie z pobliskiego monasterium. Modlitwy przed posiłkiem i przed snem, zdecydowanie żadnych huczniejszych zabaw, spacery do kościoła w najważniejsze dni, posty i czuwania - oto świat, w jakim miał rosnąć mały Thomas. I owszem, zapewniano mu miłość, ale od początku musiał nauczyć się, że o wiele bardziej od mamusi i tatusia kocha go ten piękny, brodaty pan o niebieskich oczach, patrzący z obrazu nad kominkiem, i że jeśli nie będzie grzeczny podczas wizyty w supermarkecie, to skończy pożarty przez skrzydlate demony. Nie po to Jezus oddał życie na krzyżu, żeby on teraz przynosił mamie wstyd, bo lizaka i tak nie dostanie. To by przecież było, prawda, nieumiarkowanie! Wyrósł zatem na grzecznego chłopca - jaki miał wybór? Poza tym jednak odebrano mu w dzieciństwie rzeczy, które każde inne zdrowe dziecko powinno dostawać. Przez pierwsze lata uczył się tylko w domu, pod ścisłym nadzorem, szkoły publiczne miały bowiem zbyt demoralizujący wpływ na swoich podopiecznych. Dopiero kiedy okazało się, że bez zdania kluczowych egzaminów ich syn nie będzie mógł edukować się dalej, państwo Evans odpuścili nieco i poddali się krwiożerczemu systemowi ogólnopaństwowej oświaty. Wtedy Thomas mógł poznać pierwszych rówieśników. Dziwne to było doświadczenie - odnaleźć się w klasie, w której każdy już miał swoją grupkę znajomych i gdzie przecież były różne osoby, od sportowców po łobuzów, dziewczyny, które zaczynały się już malować, szare myszki trzymające się razem i chłopacy, z którymi zadawanie się mogło przynieść tylko i wyłącznie kłopoty. I tak jak zwykle jednak udaje się przełamać lody i zapoznać z kimkolwiek, tak Thomas zupełnie tego nie potrafił. Nie tylko dlatego, że dotąd żył pod kloszem wytwarzanym przez boską aurę rodziców, ale też z uwagi na fakt, jak źle zareagowały na to inne dzieciaki. Może i był miły, ale jednocześnie o wiele za bardzo cichy, tak że nawet kiedy ktoś z litości się do niego odezwał, rozmowa raczej nie trwała długo.
Samotne jedzenie kanapek na końcu korytarza trwało do samego końca szkoły średniej. Szybko przyzwyczajono się, że Thomas to Thomas - nie Tom, który pogada o fajnych rzeczach w towarzystwie, nie Tommy, z którym można wyskoczyć na piwo, ale Thomas. Chłopak, który zawsze wygląda, jakby się czegoś bał, który nosi niemodne ubrania, za duże swetry i okulary w grubych oprawkach, zsuwające mu się z nosa. Chłopak uciekający w wolnym czasie do biblioteki albo przynoszący własne książki, chłopak którego nikt nigdy nie widział z jakimś przyjacielem albo kimś, kto przynajmniej na dłuższą metę umiał się z nim dogadać. Zamknięty i dziwny, zawsze snujący się korytarzami - ale przy tym w jakiś sposób naprawdę wybitny. Skoro nie miał jak spędzać wolnego czasu, to przynajmniej się uczył. Czytał wszystko, co możliwe, a potem zgarniał jedno stypendium za drugim.
Czym się w międzyczasie zainteresował? Niczym, chciałoby się rzec. Był w kole szachowym i nieco szperał w dumnej historii lotnictwa, nauczył się hobbistycznie zbierać znaczki i oceniać ich wartość, chociaż podróże do dalszych miejsc zdecydowanie go przerażają. Nie przyswoił nigdy żadnego ze „współczesnych” gatunków muzyki, jeśli już czegoś słuchał, to albo były to płyty winylowe sprzed połowy wieku (byle nie za dzikie!) albo jakieś eleganckie kolekcje muzyki poważnej. W domu miał nadal to samo, co dawniej: skromny pokój bez choćby jednego plakatu na ścianie, uporządkowaną każdą możliwą przestrzeń, modlitwy, kurtuazyjne rozmowy, minimum rodzinnego ciepła… I okazało się, że to mu nawet wystarcza. Że da się w tym środowisku rozwinąć, czasem nawet z czegoś się cieszyć, śmiać i generalnie egzystować. Że przyjaciele wcale nie są tacy potrzebni, kiedy można poznawać literackich bohaterów i rozmawiać z mamą o ostatnim artykule o astrofizyce, jaki ukazał się w prasie. Gdyby ktoś go zapytał, czy jest szczęśliwy, to na pewno by przytaknął - ale to tylko dlatego, że chyba nigdy nie zaznał prawdziwego szczęścia.
A jak było ze związkami i emocjami? Tak samo, jak z przyjaźniami. Thomas nigdy o tym nie myślał, w którymś momencie dopiero przyznał przed samym sobą, że dziewczęta go nie pociągają. Zapewne więc Bóg przewidział dla niego celibat, to brzmiałoby rozsądnie! Nie na tyle rozsądnie jednak, by od tak wybrał po szkole pójście do zakonu albo seminarium - uznawszy bowiem, że powinien lepiej przysłużyć się społeczeństwu, zdecydował się na studia. Mimo wszystko, mimo wątpliwości rodziców, czy to aby na pewno słuszna droga, złożył papiery na studia, i to nie byle jakie. Dostał się na Uniwersytet w Cambridge, na dumny kierunek pod równie dumnym tytułem: filologia klasyczna. Utonął w pogańskich dziełach opartych na niemoralnych antycznych wierzeniach.
Skąd więc w takim razie wziął się niby w Brentwood? Ponownie w skutek wybitnych osiągnięć na uniwersytecie, gdzie nie znalazł sobie ani znajomych, ani przebojowego sposobu na życie. Wraz z początkiem drugiego semestru drugiego roku uzyskał szansę skorzystania z wymiany studenckiej poszerzającej horyzonty, i oto, proszę bardzo: przyjęty na rok przez Uniwersytet w Essex, otrzymał skromne mieszkanie w północnej części miasta - i jest, nawet jeśli nie do końca go ciągle widać! Strach zgadywać, co może go tutaj spotkać. A przynajmniej sam Thomas na pewno by się bał, gdyby wiedział.
ciekawostki
× Potrafi grać na fortepianie i ma zaskakująco przyjemny głos, kiedy śpiewa, ale i tak zna przede wszystkim psalmy
× Jego ulubionym zajęciem jest obecnie przesiadywanie w uniwersyteckiej bibliotece, w dziale dotyczącym badań dna morskiego; wyjątkowo pasjonująca sprawa< br> × Nie trudno się domyślić, ale jest czysty jak łza: nigdy się nie całował, nie pił alkoholu, narkotyków nie zna nawet z obrazków… nie wspominając nawet o czymkolwiek, co byłoby związane z seksualnością
× Ma całe mnóstwo utrudniających życie lęków i małą nerwicę natręctw związaną z poprawianiem wszystkiego, co nie leży perfekcyjnie równo
× Jest najgorszą fajtłapą we wszystkich możliwych sportach i generalnie rzecz biorąc… w ogóle we wszystkim, co związane z większym ruchem
× Nie ma aż tak tragicznej wady wzroku, właściwie od jakiegoś czasu nosi okulary głównie dla zasady, byle tylko nic nie zmieniło się w jego spokojnym życiu
× Zdecydowanie o wiele bardziej świadomie nosi za to srebrny krzyżyk, zawsze dumnie zawieszony na piersi pod koszulą!
× Poza zmieniającym się planem zajęć na uniwersytecie, swoje dni spędza zawsze niemal tak samo, to samo jada, pilnuje się określonych godzin, chodzi jak w zegarku i bardzo, ale to bardzo niekomfortowo czuje się, jeśli coś zaczyna dziać się nie po jego myśli
[Profil]
 
 
Nina Reyes








27

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2019-02-23, 17:56   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate


_________________


I read between the lines and touched your leg again
[Profil] [WWW]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6