Poprzedni temat «» Następny temat
There's a knife in my body
Autor Wiadomość
Jayden Reyes








27

koleś z nożem między żebrami

*judges you in spanish*

North Brentwood

multikonta: Max, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-02-19, 22:34   There's a knife in my body
  

  
Jayden Michael Reyes

  
I ain't mad, knowing that I ain't do no bad


/zaraz po wydarzeniach napadu w warsztacie

Stracił umiejętność trzeźwego łączenia wątków, odkąd zwijając się na podłodze we własnym warsztacie, czekał na wsparcie ze strony ratowników, dociskając kurczowo materiał do sączącej rany. Słyszał głos Chestera, ale ten wydawał się coraz mniej wyraźny, podobnie jak i rozpływające się otoczenie. Nie oberwał przecież na tyle, aby się wykrwawić… prawda?

Dźwięk aparatury szpitalnej zdawał się drażnić myśli. Jako pierwszy przedarł się do świadomości Reyesa, który przez ostatnie kilkadziesiąt minut (kilka godzin?) przeżywał istne urwanie filmu. Nic, ciemność. Ślepa klisza, niezapisana niczym – żadnym koszmarem, utopijnym snem czy przebłyskami z sali szpitalnej, albo karetki. Musiał zemdleć z nadmiaru wrażeń. Kogo wezwali spośród jego bliskich, w pierwszej kolejności? To jeszcze nie pojawiło się w jego głowie. Najpierw otwarcie oczu. Powoli, bez pośpiechu, inaczej zaboli w znacznym stopniu.
Ktoś, odpowiedzialny za oświetlenie postarał się, aby światłość nie dała Hiszpanowi po oczach, co przyczyniłoby się do natychmiastowego zrażenia poszkodowanego odnośnie próby powrócenia na tę właściwą stronę świata żywych. Gdzieś zniknęło zimno, związane z warsztatową podłogą, a tępy ból, promieniujący od linii żeber przygasł, zamieniając się ledwo w pulsujące uczucie uciskania. Oszczędzono mu dodatkowych, nieprzyjemnych doznań, którym towarzyszyły przyrządy ułatwiające oddychanie. Płuca Musiał mieć w porządku. Nie znaczyło to jednak, że powinien od razu próbować opuścić łóżko. Dostanie szału, jeśli będzie musiał leżeć w tej sali dłużej, niż te dwa, trzy dni. Zapewne nie ominie go ta przyjemność. W co on się wpakował… został zaatakowany, przecież nie nadział się specjalnie na oręż, dzierżony przez nikczemnego zdrajcę, atakującego własnego kumpla. Czy musiał się nastawiać na niespodziewane odwiedziny policjantów za jakiś czas?
Delikatnie przekręcił głowę na miękkiej poduszce, pachnącej świeżością. Był sam. Żadnego, dodatkowego łóżka czy to zajętego przez innego pacjenta, czy oczekującego na takowego.
Pikanie nie ustępowało, jak na złość. Będzie musiał się do niego przyzwyczaić.
Drzwi skrzypnęły cicho pod naporem osoby, wchodzącej z zewnątrz. Przekrzywił głowę bardziej w stronę mostka.
- Chester?
Usłyszał swój własny, lekko zachrypnięty głos. Napiłby się czegoś… najlepiej wody. Tak bardzo chciało mu się pić.
Nie był to Aldridge, o czym świadczył lekko zmieszany wyraz twarzy Jaydena. W połączeniu z widniejącym zmęczeniem, wyglądał dosyć osobliwie.
- Alejandro - nie spodziewał się starszego brata w pierwszej kolejności. Skąd się dowiedział? Poinformował go Adonis czy personel szpitala?
Ułożył głowę z powrotem na poduszce, przewracając nieudolnie oczami. Bynajmniej nie ze względu na towarzystwo członka rodziny, a okoliczności. Musiał wyglądać beznadziejnie z punktu widzenia starszego Reyesa. Marnie, beznadziejnie, słabo. Nie uważał na siebie dostatecznie, dlatego tutaj wylądował. I jeszcze miał na sobie tę cholerną piżamę, jakby jednorazówkę.
- Ktoś wpakował mi nóż w żebra - odezwał się w języku ojczystym, Nie miał pojęcia, dlaczego określił swojego kumpla mianem „ktoś”. Ryan, którego znał, nie zrobiłby mu czegoś takiego. Przecież tyle razy bawili się w swoim towarzystwie, pili alkohol, żartowali… Przygryzł usta, zatrzymując resztę zgorzknienia w sobie.
Ręką odruchowo przesunął w stronę zaklejonej rany. Zupełnie, jakby nóż nadal tam tkwił. Popełnił darwinizm wszechczasów, wyrywając go samemu w pierwszej kolejności. Idiota.
_________________



[Profil]
 
 
Alejandro Reyes








31

operator numeru 112

North Brentwood

mów mi: leń Patuś

multikonta: Joey, Electra, Claire, Amanda

Wysłany: 2019-02-20, 20:59   
  

  
Alejandro Maria Reyes

  
patuś to leń


Kiedy czytane przez Alejandro spoilery zapowiadały, że ślub Marii Eleny Fernández zostanie przerwany, to Reyes kompletnie się nie spodziewał, że w akcję zostanie wpleciony kuzyn Marii. Jej krewny miał równie interesującą historię, bo był to typ, który sto odcinków temu rzekomo zaginął podczas lotu nad Oceanem Spokojnym. Czyżby aktor zdecydował się powrócić do "Miłości i kłamstw" po krótkiej nieobecności? Jak długo tym razem chłopak wytrzyma to, jak niedorzeczne scenariusze przyjdzie mu odgrywać? Tak czy siak, Alejandro właśnie przebywał w swoim pokoju i bacznie obserwował intensywną akcję, która odgrywała się na ekranie jego jeszcze niespłaconego telewizora. Warto dodać, że odpoczywał po pracy, a był ubrany w szlafrok od Gucciego i popijał redbull przez słomkę. Na co komu kawa, kiedy jest Redbull? Tak czy siak, w momencie kiedy pojawił się serialowy kuzyn Marii odcinek się skończył, a lektor oświadczył, że "Był to 8548 odcinek Miłości i kłamstw".
O ironio, dosłownie w momencie kiedy zakończył się odcinek serialu, telefon Alejandro (najnowszy ajfron ofc) zaczął wibrować w kieszeni jego dizajnerskiego szlafroku. Reyes spojrzał na wyświetlacz.
- Susan, no co tam? - zapytał łamaną angielszczyzną. Warto wspomnieć, że Susan Sydelko była inną pracownicą brentwoodowskiej linii 112.
- No hej, ja wiem, że masz wolne i tak dalej, ale...- jeknęła Susan, która chyba była w pracy bo w tle można było usłyszeć wiele innych toczących się rozmów, jakieś piski i inne dźwięki. Czy siedziała przy swoim stanowisku? Prawdopodobnie nie, pewnie przeszła do socjala wypolerować każdą łyżeczkę.
- Ale ty chcieć wciskać mi zmianę? W porzą..
- Nie, nie, to nic takiego, serio – Susan szybko zaprzeczyła. Przez krótką chwilę milczała, zapewne rozkminiając jak powinna powiedzieć mu to co ma do powiedzenia. W końcu uznała, że najlepszą taktyką będzie poinformowanie o wszystkim wprost – Właśnie dostaliśmy telefon od Toby'ego [Toby to sanitariusz jakby co XD], ktoś został pchnięty nożem. Toby sprawdził jego dowód i jest to jakiś Jayden Reyes. No to wnioskuję, że Twoja rodzina prawda? Brat? Kuzyn? Mąż?
- Tak, tak, naturalność! Brentwood hospital? Macie tu jeden szpital, prawda?
- Tak, pewnie jakby był już przyjęty to pielęgniarki by do Ciebie zadzwoniły, ale uznałam...
- Tak, tak, dziękować – Alejandro wpadł jej w słowo, kiwając przy tym głową intensywnie – Mam więcej czasu, przygotuję wszystko i będę mieć więcej czasy. Dzięki Sus.

Alejandro rozłączył pośpiesznie połączenie, po czym spojrzał zaskoczony na telefon. Czy powinien powiadomić resztę? Już, teraz? W sumie to na takie zabawy chyba jeszcze będzie czas, prawda? Najwazniejsze według Alejandro było to, by Jayden zobaczył znajomą twarz, im szybciej tym lepiej. No i właśnie z takim nastawieniem najpierw ogarnął siebie a następnie wziął za przygotowywanie artykułów pierwszej potrzeby dla brata. Dzięki Bogu Reyes jakiś tydzień temu był na shopping haul w Londynie, a od tamtej pory niektórych papierowych toreb jeszcze nawet nie ruszył, w sumie to nawet ich nie posprzątał i jak nimi jebnął tydzień temu to tak lezały. Kiedy Alejandro bawił się w ogarnianie rzeczy dla brata, to co prawda przez chwilę bolało go odstąpienie bratu kaszmirowego swetra, ale w sumie pokonał ten ból. Jayden był teraz w szpitalu- Jayden powinien mieć teraz wszystko co najlepsze. Oczywiście poza kaszmirowym swetrem, skórzanymi spodniami, szlafrokiem od Gucciego, klapkami z tej samej firmy, okularami od Diora i rękawiczkami bez palców od Versace, znalazło się również miejsce na kilka innych rzeczy. Co takiego? No między innymi szczoteczkę do zębów I wont even, thats like too easy, żel, perfumy od Calvina, hairspray, kompletną kolekcję Gilmore girls z laptopem [Bo Alejandro zawsze starał się nakłonić brata do obejrzenia, ale do tej pory nieskutecznie] i kiedy wyprowadził to wszystko na chodnik to dopiero wtedy zamówił Uber.
Dzięki Bogu Brentwood było na tyle małe, że Uber miał pod niego podjechać za mniej więcej dwadzieścia minut. Właśnie tyle czasu Alejandro potrzebował, by obdzwonić całą rodzinę i powiedzieć im, że najwyraźniej Jayden wpadł w brzydkie towarzystwo, bo ktoś postanowił z niego zrobić potrawkę. Alejandro zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że jak zacznie do nich wydzwaniać to każdy z nich będzie mieć do niego milion pytań – ale poinformował każdego, że zadzwoni do nich jak pielęgniarki powiedzą już mu coś więcej. No bo w sumie co on teraz wiedział? Niewiele. Jego wiedza była równie kiepska podczas jazdy samochodem, a także kiedy w końcu dotarł do stróżówki pielęgniarek. Dowiedział się wtedy jedynie, że Jayden właśnie jest operowany ale rana nie jest głęboka, ominęła wszystkie istotne naczynia krwionośne i zabieg powinien pójść gładko. Czy równie gładko jak nóz przez brzuch Jaydena?
Alejandro porozkładał wszystkie te bzdury w pokoju, do którego miał zostać skierowany jego najukochańszy brat a następnie czekał na jakiekolwiek wieści. Po około dwóch godzinach Jayden został przewieziony do pokoju i ulokowany. Zmęczony Alejandro przysnął na dosłownie chwilę, a obudził go dopiero zaspany głos brata. Kiedy Alejandro ogarnął, że jego brat żyje i mówi to prawie że pisnął z radości.
-Mój Ty Ci Boże, dziękujmy przenajświętszej panience Maryi za ten cud! – oświadczył uradowany, klaskając przy tym dłońmi i patrząc w sufit, kompletnie ignorując pytania brata. Alejandro oczywiście zwracał się po hiszpańsku, bo nie było zero logicznych podstaw do używania angielskiego-Jayden, Ty mój kochany, tak się bałem, ale nie martw się, wszystko już w porządku i nic złego ci nie grozi! Wszyscy już wiedzą, że tutaj jesteś, podzwoniłem, poinformowałem dopiero po chwili ogarnął, że Jay nazwał go Chesterem-Chester? Och, to Twój były z Tobą był? Jayden, kochanie, co Ci strzeliło do głowy bratać się z wariatami, którzy tylko patrzą by się poszlachować? Czy to w zazdrosci, że rzuciłeś jego brzydką dupencję? No ob jak nie on, to kto Ci to zrobił? A mama zawsze mówiła, że to nieciekawy typek, ale nie wiedziałęm, że aż tak! Och, jakbym wiedział, to bym go nie bronił!
Alejandro uniósł te papierowe torby-Ale nie martw się, już jestem i wszystkim się zajmę. Hm? Och to kilka drobiazgów, które miejmy nadzieję pomogą Ci ogarnąc powrót do zdrowia. Reyes zmarszczył brwi-Pewnie chce Ci się pić – mruknął po chwili, po czym dodał-Redbulla?
[Profil]
 
 
Jayden Reyes








27

koleś z nożem między żebrami

*judges you in spanish*

North Brentwood

multikonta: Max, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-02-21, 23:54   
  

  
Jayden Michael Reyes

  
I ain't mad, knowing that I ain't do no bad


Przesadna niekiedy ekspresyjność związana z machaniem gałązkami, zdawała się wpisywać w stereotyp osoby, pochodzenia hiszpańskiego. Mama Reyesów nie raz i nie dwa, gestykulowała żywo podczas rozmów z własnym potomstwem, mężem, babką, ciotką, a i każdym innym. Jayden odrobinę odstawał od tego obrazka, ale jak powszechnie wiadomo - wyjątki potwierdzały reguły.
Na pewno nie spodziewał się Alejandro w pierwszej kolejności. Za bardzo wierzył w Ninę, jako swoją bliźniaczą siostrę? Nie wyczuła tego niebezpieczeństwa wokół swojego brata, w motywie, o jakim wspominał Adamowi, gdy ten czyścił jego motocykl przy pierwszym spotkaniu? Bardziej spodziewałby się również Yevtsye, która z pewnością bardzo przeżywała fakt, że jej brat trafił do szpitala… o ile najstarszy Reyes ją poinformował. Nie powinien tak lekkomyślnie zasiewać paniki, w końcu nic aż tak złego się nie stało. Pomijając sprawę, że rzeczywiście zarobił kosę między żebra.
Alejandro nawijał jak katarynka, a to już wystarczało, aby ten młodszy Reyes ściągnął brwi, przekręcając głowę nieznacznie na bok, jakby już nie wiedział na czym skupić się w pierwszej kolejności. Pytaniu o Chestera, powód, dla którego brat przybył tutaj jako pierwszy… nie, tego mógł się domyślić, nie był przecież kompletnym kretynem. Wiedział, że Alejandro pracował jako operator linii alarmowej. Ktoś musiał go poinformować. Nic dziwnego, w końcu w mieście takim jak to, wieści rozchodziły się w miarę płynnie i całkiem szybko.
Pokręcił lekko głową, spoczywająca na poduszce. Najpierw sprostuje kilka rzeczy.
- Ktoś włamał się do warsztatu i tak się złożyło, że wśród włamywaczy był mój kumpel. Chester mi pomógł.
Gdyby tego dnia nie wyszedł ze swoim byłym/aktualnie niesprecyzowanym kumplo-kimś, zapewne dowiedziałby się o incydencie dopiero na następny dzień, jako, że alarm nie działał w odpowiedni sposób. Nadal będzie musiał dotrzeć do tego czy wyrządzono szkody inne niż zniszczone zamki. Ryan wiedział co gdzie się znajdowało, mógł również zrobić włam do biura, gdzie trzymali mnóstwo ważnych papierów. Żadne z nich – zarówno Castillo jak i Reyes nie wpadł na instalowanie sejfu czy czegoś w tym stylu, aby część gotówki składować właśnie w takich warunkach. A nawet jeśli… przecież pierwszy lepszy, angielski dresiarz nie byłby w stanie rozpracować skomplikowanego mechanizmu, jakim był sejf.
Westchnął cicho, przenosząc uwagę na przebywającego w pomieszczeniu brata.
- Dawaj tego redbulla - nie dbał o to, co mu było wolno - czego oczy siostry Basen nie widzą, tego sercu nie żal i w ogóle nikomu nie żal, bo Reyes miał parcie na energetyka, właśnie w tym momencie. - Masz słomkę? Będzie wygodniej.
Oczywiście rozchodziło się o słomkę z legitnego składu, nie jakiś passe plastik. Jeszcze trochę i poprosi go, aby wsunął mu skręta z zielskiem między wargi i podpalił od razu, bo tak. Kaprysy Jaydena nie były niczym nadzwyczajnym.
Już raz znalazł się w podobnej sytuacji. Wtedy, gdy razem ze znajomymi wracali z imprezy i nie wszystkim udało się przeżyć wypadek. On sam wciąć nosił pamiątki po tamtym zdarzeniu. Znowu oberwało się żebrom. Jeśli następnym razem pękną, zwariuje z miejsca. Byle tylko nie pogrążać się w niepotrzebnych wspomnieniach. Odsunąć je na bok, już, teraz.
- Mam nadzieję, że masz w tych rzeczach coś do przebrania… ta szpitalna piżama jest okropna - i zdecydowanie drażniła delikatną, Jaydenową skórę.
Krótki kaszel wyrwał się z ust, przy okazji skrzywienia Hiszpana, bo okolice żeber odezwały się z protestem. Tak, zdecydowanie by się czegoś napił. Najlepiej bez wstawania czy choćby unoszenia się na łokciach.
_________________



[Profil]
 
 
Alejandro Reyes








31

operator numeru 112

North Brentwood

mów mi: leń Patuś

multikonta: Joey, Electra, Claire, Amanda

Wysłany: 2019-02-26, 19:12   
  

  
Alejandro Maria Reyes

  
patuś to leń


Może rzeczywiście Alejandro zachowywał się nieco stereotypowo, ale jego zachowanie było jak najbardziej usprawiedliwione. Kiedy dostał wiadomość na temat stanu brata, to poczuł się jak w jakimś koszmarze nocnym. Niestety, do tej pory nie udało mu się obudzić przez co musiał przyjąć, że to co się działo było rzeczywistością. Może faktycznie jego dłonie latały jak oszalałe, ale jakże mógłby nimi nie machać, kiedy jego najukochańszy brat znajduje się w szpitalu?! Najlepszy brat? Tea... Chłopak krązył wiec po pokoju tam i spowrotem, zupełnie jak nakręcona zabawka i machał tymi dłońmi. Właśnie zaczął się zastanawiać nad tym, jak wytłumaczy mamie, że Jayden znalazł się w szpitalu i to sprawiło, że jeszcze bardziej zaczął się nakrecać.
-Ten Chester był z nimi? Jak to? Dlaczego? Kto chciał Cię zabić? – zapytał z szybkością karabinu maszynowego-A mama mówiła, że ta Anglia to wcale nie jest taki dobry pomysł, bo wszyscy jesteśmy tutaj imigrantami, a oni nigdy nie przyjmą nas jak swoich. Boże, dlaczego to się właśnie teraz dzieje? Czy to był atak na tle rabunkowym? Co zginęło? Czy było drogie? – chłopak nadal krażył po pokoju, zbyt przejęty, by chociaż rozważyć to by usiąść i po prostu porozmawiać z bratem-I na litość boską dlaczego ta pościel jest taka twarda, tania a ja nie wpadłem jeszcze na to, by kupić inną?!
W głowie Alejandro pojawił się kompletnie irracjonalny lęk związany z tym, ze Jayden po prostu umrze. Może powinien przestać oglądać General Hospital? Odcinek w którym lekarz "przenosił" swoje wspomienia do mózgu brata mógłby stanowić dobrą wskazówkę ku temu, by nie traktować tego serialu jak podręcznika do medycyny. Chociaż część mózgu Reyesa ogarniała, że to wszystko jest mega wybujałą fikcją opery mydlanej, to każdy odcinek w którym komplikacje pooperacyjne zabijały postacie wracał do niego teraz z zdwojoną siłą.
Chociaż Reyes wymaglował każdego lekarza i wszyscy zgodnie twierdzili, ze nic nie grozi jego bratu to Alejandro powoli przygotowywał się na najgorsze. I już kiedy Alejandro miał zasugerować bratu update time w kwestii testamentu, chłopak zażyczył sobie redbulla, a następnie innych ciuchów. Kiedy Alejandro usłyszał te wszystkie życzenia, to nie mógł się powstrzymać i po prostu odetchnął z ulgą.
-Tak, oczywiście nigdzie nie ruszam się bez słomek – przyznał otwierając jedną puszkę napoju energetycznego, a następnie wkładając do niej metalową słomkę produkcji Petera Jeffree Star'a.
-Kupiłem kilka najpotrzebiejszych rzeczy, jak chcesz to chętnie trzasnę Ci jakiś fashion show, ale myślę, że rozsądniej będzie jeśli ogarniemy Ci jakąś przyzwoitą pościel. No bo jak możesz spać na czymś takim? Na pewno będziesz o wiele gorzej dochodzić do siebie, niż na jakimś egipskim jedwabiu. Oczywiście nie martw się tym ile takie coś kosztuje, bo niedawno ogarnąłem sobie nową kartę kredytową, więc wszystko mam pod kontrolą. Może powinniśmy już powiedzieć reszcie, że trafiłeś do szpitala? Już po wszystkim więc w sumie nie muszą się aż tak martwić, oczywiście pomijając to, że ktośchciał Cię zabić. Boże, musiałes kogoś mocno zdenerwować. A ja Ci zawsze mówiłem, żebyś uważał z kim się zadajesz.
[Profil]
 
 
Jayden Reyes








27

koleś z nożem między żebrami

*judges you in spanish*

North Brentwood

multikonta: Max, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-03-04, 17:54   
  

  
Jayden Michael Reyes

  
I ain't mad, knowing that I ain't do no bad


Będzie musiał opowiedzieć tę historię na nowo. Już bolała go głowa od nadmiaru przekręcanych przez brata faktów. Wiedział, że nie było go na miejscu, a w wyniku podenerwowania, związanego z wieściami o rannym członku rodziny, człowiek paplał najbardziej wymyślne scenariusze, byle tylko otrzymać odpowiedzi. Teraz to już bez znaczenia. Nie odkręcą tego, co się dokonało, również z winy osoby, którą uważał za swojego kumpla. Nie odpuści Ryanowi tak łatwo. Chłopak może i był niezbyt rozgarnięty życiowo, ale miał na tyle oleju w głowie, aby już teraz zwijać się gdzieś po za Brentwood. Chyba, że zorganizował sobie zgoła inny plan, w którym nie było miejsca na spontaniczne ucieczki. Jakby nie patrzeć, Jayden nie był burmistrzem, albo kimś równie ważnym, aby z jego powodu stawiać w stan gotowości wszystkie brentwoodzkie służby a i z miejsca wszczynać śledztwo.
Pokręcił lekko głową, unosząc jedną z dłoni nieznacznie nad pościelą.
- Chester był tym, który mi pomógł. Byliśmy wtedy we dwóch, wracaliśmy z pubu - starał się mówić normalnym tonem, chociaż nie było to wcale takie łatwe, mając na uwadze ogólny stan Jaydena, w połączeniu ze snuciem domysłów ze strony Alejandro. Niepotrzebnie się tak bardzo nakręcał. W końcu nic poważniejszego się nie stało… chyba. Przy takich sytuacjach mógłby powtarzać sobie, że zawsze mogło być gorzej. Czym było to gorzej, zawieszone w kwestiach domysłów, póki co nie dociekał. Kwestia prywatnych gustów.
Zerknął jeszcze w stronę drzwi, nim zacisnął dłonie na podsuniętej puszce, w komplecie ze słomką. Czyżby rzeczywiście obawiał się ochrzanu od pielęgniarki? Życie na krawędzi.
- Chyba będzie trzeba pogadać z jakąś salową odnośnie zmiany pościeli, jeśli już - zauważył, podciągając się trochę na poduszce, żeby usiąść w miarę stabilnie. Nie było to najmądrzejsze posunięcie. Rwące uczucie w żebrach zaalarmowało Hiszpana do zaprzestania gwałtowniejszych ruchów. Przynajmniej rękę, z podłączonym wężykiem zdołał unieść nieznacznie, celem skosztowania płynnego złota naładowanego kofeiną napoju. Jeden łyk, drugi trzeci…
Z każdym kolejnym było coraz lepiej. Niech by mu tylko pielęgniarki spróbowały zakazać tej przyjemności.
Na początek wystarczy.
- Może niekoniecznie zabić… - od razu mu było lżej na strunach głosowych po tym drobnym zabiegu z red bullem. - Nie wiem też czy ukradli coś więcej, będę musiał to sprawdzić.
Postukał palcem w aluminiową powierzchnię puszki, chcąc zebrać jak najwięcej szczegółów. Ściągnął brwi w pewnym momencie, co było jego równie wyjściowym grymasem na co dzień.
- Albo i nie. Castillo pewnie jest już na miejscu, razem z policjantami.
A i jego nie ominie wątpliwa przyjemność przesłuchania, wraz z towarzystwem mundurowych. Miał o nich dosyć neutralną opinię, chociaż czuł przez skórę, że takie wywiady, przy jednoczesnym przykuciu do łóżka wcale nie są przyjemne.
Zatrzymał wzrok na twarzy starszego brata, nagle przypominając sobie o jego typowym zachowaniu w podobnie niebezpiecznych sytuacjach, z udziałem czyjegoś wypadku.
- Nie mów, że dzwoniłeś do mamy…
Przecież mamacita żyć mu nie da i najpewniej już rezerwowała bilety na najbliższy lot. Tylko tego im do szczęścia brakowało – więcej Reyesów w Brentwood.
_________________



[Profil]
 
 
Alejandro Reyes








31

operator numeru 112

North Brentwood

mów mi: leń Patuś

multikonta: Joey, Electra, Claire, Amanda

Wysłany: 2019-03-12, 19:46   
  

  
Alejandro Maria Reyes

  
patuś to leń


Jestem prawie pewien, że gdyby w encyklopedii zajrzało się pod hasło "latynos", to tuż obok definicji znalazłoby się fotkę Alejandro. Oj tak, chłopak zdecydowanie był stereotypowym hiszpanem, jego temperament był wybuchowy, a energia wręcz z niego tryskała. Kiedy Jay przyznał, że do całego zdarzenia doszło kiedy przebywał z Chesterem, to Alejandro zatrzymał się w miejscu, a następnie wbił wyczekujące spojrzenie w brata.
Chwila, co? Wy byliście...razem? - w spojrzeniu Alejandro pojawił się bliżej nieokreślony błysk. Czyżby to stwierdzenie miało być jakąś przesłanką na temat tego, że Jayden miał zamiar wrócić do Chestera? Chociaż Alejandro nigdy nie poznał latorośli aldridgeowej, to jednak był doskonale świadomy wszystkiego co działo sięw życiu jego rodzenstwa. just hiszpanie things-Opowiadaj! Chcę wiedzieć wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Będziecie razem? Kocham takie sytuacja, to kompletnie serialowe wracać do starej miłości, bo scenarzyści pozwalają na to, by szip dalej płynął – zarządził, a następnie usiadł na jakimś krzesełku nieopodal łóżka.
Kogo obchodzi pościel, kiedy tutaj dzieją się takie rzeczy? Kiedy szipy płyną dalej – całe i zdrowe? Reyes wywrócił oczami w sposób bardzo przerysowany, a następnie machnął dłonią:
-Już ja wszystko załatwię kochany, Ty się o nic nie martw! Zaraz pójdę do sklepu kupić dobrą pościel, a następnie wymienimy to gówno dla biedoty.
Chociaz Jayden zasługiwał na najlepszą pościel świata, to Alejandro kompletnie olał jej temat. Szczerze mówiąc, to Reyes był teraz tak podrajany całą tą opowieścia, że kompletnie zlał kwestię wymiany tej pościeli na inną i wydawała mu się ona teraz kompletnie zbędna. Może zamiast szukać pościeli, powinien ogarnać zaproszenia na ślub? Kiedy Jayden opowiadał całą tą dramatyczną historię, to Reyes kiwał jedynie głową, ale ewidentnie nie słuchał swojego brata.
-Oczywiście, że dzwoniłem! Za kogo ty mnie masz, za jakiegoś nieczułego socjopatę? – zapytał gorączkowo, wstajac znów z tego krzesełka-Ale czekaj jak się kobietka dowie, że Ty i Chester znowu jesteście razem! To się dopiero ucieszy! Pewnie przyleci na ślub, ale jakby co zamieszka u Ciebie, ok? Ja w sumie... nie mam warunków, sam rozumiesz
Czyżby Jayden kompletnie nieświadomie uruchomił ogromną machinę ślubną, niczym jakaś Lara Croft?Mam na myśli czwartą część, gdzie tpodjebała Amulet Setha, a następnie doprowadziła do apokalipsy. Tak... gdyby Chester przejąl nazwisko Reyes to zdecydowanie świat by się skończył.
[Profil]
 
 
Jayden Reyes








27

koleś z nożem między żebrami

*judges you in spanish*

North Brentwood

multikonta: Max, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-03-17, 13:49   
  

  
Jayden Michael Reyes

  
I ain't mad, knowing that I ain't do no bad


Nie musiał być obeznany w odczytywaniu przyszłości, aby wiedzieć, że od tego biernego przytakiwania w postaci skinięć, rozbolą go kręgi szyjne. Nie powinien jednak gniewać się na własnego brata za przejmowanie się stanem swojego rodzeństwa, jak i ogólna sytuacją, na skutek której został pokrzywdzony. Im szybciej wszystko rozpowie, tym później będzie miał spokój. Chyba. Jeśli siostry zostały poinformowane, podobnie jak i reszta rodziny, nie prędko zazna odpoczynku. To właśnie szło z pakietem rodziny Reyesów. Bonusy, na które mimo wszystko nie powinien narzekać. Te przejęcie oznaczało, że rzeczywiście im zależało.
O ile pasowało mu rzucanie mało zawiłymi zdaniami, bez potrzeby rozwodzenia się nad sprawą, Alejandro ewidentnie przeginał pałkę, zrzucając aż tyle pytań na raz. Cholerna lawina, prosto ze szczytu Everest.
- Hermano, por favor - przekręcił głowę po raz kolejny, z nieznacznym grymasem na ustach, świadczącym wszem i wobec o dyskomforcie. - Więcej powiem później, ktoś podziurawił mi brzuch, jakbyś nie zauważył.
Brakowało tylko, aby ostentacyjnie potarł dłonią czoło. W tej chwili płynące statki obchodziły go najmniej. Cieszył się z tego, że brat był obok, ale jednocześnie przypominał o tym, jak wygodnie było spędzać w jego towarzystwie co najwyżej połowę dnia. W gadulstwie był chyba najlepszy z całej rodziny. Jedynie Yevtsye mogłaby zagrozić jego pozycji w stadzie. Dwójka starszych Reyesów zdecydowanie przejęła geny bardziej matczyne aniżeli te, determinujące charakter ojca.
Wreszcie, rozmowa wracała na właściwe tory, odnoszące się konkretnie do aktualnej chwili. Na inne przekomarzanki przyjdzie przecież jeszcze czas. Kiedy będzie bardziej sprawny, niż przykuty do łózka. Byłby nawet w stanie dzielnie przekazać wszelkie wiadomości, tak zawzięcie zajmujące myśli starszego Reyesa. Tak, Jayden nie miał pojęcia, że Alejandro temat pościeli oddalił, prawie jak zawodowy sędzia o uprzedzeniach odnośnie ludzi koloru.
- Mhm, tak, nie ma sprawy - wymamrotał tylko, dla odczepnego, co by nie kłócić się z Alejandro. Facet tak łatwo by nie odpuścił, a Jayden zwyczajnie nie czuł się na siłach, aby przekazywać mu dodatkowo, że żadnego ślubu nie ma i nie będzie.
- Opuść ten świat fantazji, jestem w szpitalu - ponownie zwrócił uwagę na chwilę obecną, jakby brat za wszelką chwilę chciał od niej uciec. Bał się szpitali, aparatury? To byłoby dziwaczne, w końcu jako operator numeru alarmowego, był częścią składową całego procesu udzielania pomocy.
- Mógłbyś załatwić mi jeszcze coś pokoju tabletu albo... - odkaszlnął krótko, ściskając palcami aluminiowe opakowanie red bulla. Jeszcze trochę zostało! - Dostanę świra, jeśli nie będę mógł odpisywać na maile od klientów i kontaktować się ze współpracownikami...
Jego telefon spoczywał na szafce obok, jednak był na tyle potłuczony, że o komfortowym wyświetlaniu zawartości mógł pomarzyć.
Musiał się ponownie nawodnić słodkim ładunkiem kofeiny. Siorbnął przez słomkę kolejną dawkę, akurat, gdy przez drzwi przeszła kobieta w średnim wieku, razem z jakąś przezroczystą torebką na ramieniu.
- Widzę, że ma pan towarzystwo, panie... - jej miły uśmiech zastąpił grymas zaszokowania na widok energetyka, spoczywającego w dłoni pacjenta. - Och, tego panu nie wolno.
Ze zdezorientowaniem spojrzał na kobietę, nim przeniósł wzrok na Alejandro, zapewne będącego w trakcie układania zdania, albo wypowiadania go. Dziewczyna nie wyglądała na córkę nadzianego ojca, opłacającego studia, a przy tym zakręconą praktykantkę - której mógłby przekazać dobitnie, że ten związek redbulliamu kofeinianu jest mu niezbędny do wydobrzenia.
_________________



[Profil]
 
 
Alejandro Reyes








31

operator numeru 112

North Brentwood

mów mi: leń Patuś

multikonta: Joey, Electra, Claire, Amanda

Wysłany: 2019-04-10, 16:39   
  

  
Alejandro Maria Reyes

  
patuś to leń


Jayden nie powinien przejmować się tym, że nie potrafi przewidywać przyszłości. W końcu zawsze miał do dyspozycji jasnowidzki, które chętnie opylą każdemu chętnemu plastikowe kryształy. Dlaczego mam wrażenie, że Alejandro chętnie by takie coś dorwał?. Może jedna z nich potrafiłaby określić kto tak naprawdę pchnął go swoim wielkim, twardym ostrzem? Brzmi jak materiał na dobre murder mystery, aczkolwiek im dłużej Alejandro o tym myślał, tym bardziej coś mu się w tym wszystkim nie zgadzało. Co takiego? Jayden przeżył.
-Chwila, moment – Alejandro nie zamierzał się teraz przekrzykiwać z bratem, chociaż ich rodzina miewała zapędy do takiego zachowania. Zamiast tego, chłopina wbił oczekujące spojrzenie w swojego dziurawego brata, a następnie kontynuował całkiem poważnym tonem-Myślisz, że ten ktoś wróci? Twoje życie jest w niebezpieczeństwie?
Czy życie Jaydena było zagrożone? Reyes nie potrafił teraz wkręcać sobie, że jego brata tak naprawdę zaatakował zawodowiec. NA PRZYKŁAD ANTHONY FARRAR? ;> Chociaż może zawodowiec nie spieprzyłby tak sprawy i Jayden p oprostu by nie żył?
-Ty teraz nie możesz zostawać sam, absolutnie, bo ten ktoś może wrócoć – zarządził Alejandro, wyciągając przy tym telefon z kieszeni. Do kogo zadzwoni najpierw? Do Niny? A może do Cody'ego? Chociaż nie, telefon do Codyego nie miałby sensu, bo chłopak właśnie był zajęty świeceniem tyłkiem na scenie. Kiedy Jayden oświadczył, że Alejandro powinien opuścić świat fantazji, to chłopak parsknął jedynie śmiechem.
-Mordercy zawsze pojawiają się w szpitalu, próbując tym samym dokończyć sprawę. Oj Boże, Jayden! Ty naprawdę czasem wydajesz mi się tak strasznie nieświadomy tego wszystkiego co się dzieje wokół. Zamieszkasz z Niną, zrozumiano? Tylko w ten sposób będziemy mieć pewność, że zawsze ktoś jest z Tobą
Mamacita byłaby po prostu zachwycona tym, jak bardzo Alejandro przejął kontrolę nad tą kryzysową sytuacją. Czy powinien zadzwonić do niej i dać znać co i jak? TBH nie pamiętam czy tego już dokonał a shes' lazy.
Kiwnął głową słysząc uwagę na temat tabletu. Czy w okolicy znajdzie jakiś sklep z elektroniką? Czy w Brenwood znajduje się w ogóle jakiś Target? A może Jayden potrzebuje jakiś specjalny rodzaj tabletu, na przykład taki udekorowany przez merch Jojo Siwy?-Nie wystarczy Ci ten komputer? Albo jakiś telefon komórkowy? Jeśli chcesz tablet, to dostaniesz tablet. No ale wiesz.... – Alejandro wzruszył ramionami, a następnie mimowolnie rozejrzał się po pustej sali szpitalnej-Na szczęście nie musisz słuchać opowieści żadnego starego zgreda
Wywód Alejandro na temat starszych ludzi został przerwany przez pojawienie się pielęgniarki, do której Reyes uśmiechnąłsię promiennie-Och, madame, to jest jedynie Red Bull. Ona potrzebuje cukru, bo spadnie jej poziom i nie bedzie taka słodka – posłał ciepły uśmiech w stronę brata.
[Profil]
 
 
Jayden Reyes








27

koleś z nożem między żebrami

*judges you in spanish*

North Brentwood

multikonta: Max, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-04-18, 16:10   
  

  
Jayden Michael Reyes

  
I ain't mad, knowing that I ain't do no bad


Miał szczerą nadzieję, że mimo wszystko, Alejandro nie będzie wyskakiwał z żadnymi, podejrzanymi teoriami kryminalnymi (kogo on chciał oszukać). Herbata wciąż była gorąca, a kto inny by się na nią skusił, jeśli nie ten ekscentryczny właściciel hiszpańskiej krwi?
- Może wcale nigdzie nie wyjechał. Po za mną, w warsztacie był jedynie Chester, a do dowodów potrzebowałbym bardziej wiarygodnych świadków.
Nie chodziło o to, że gardził Aldridgem… zwyczajnie patrzył na sytuację z realistycznego punktu widzenia, a Adonis nie cieszył się w Brentwood zbyt dobrą reputacją. Gdyby udało mu się przekonać kogoś z tamtych zamaskowanych gości... Pytanie, kto był kim. Co za bajzel. Przynajmniej ubezpieczenie powinno obejmować część strat.
- Będę musiał być teraz bardziej ostrożny. Po prostu.
Gdyby nie te wciąż utrzymujące się odrętwienie, wzruszyłby ramionami, ukazując tym samym kompletną naturalność swoich słów. Co innego miałby zrobić? Pojawić się na komisariacie i żądać obstawy policji, tuż po złożeniu zeznań? Może powinien rozważyć wynajęcie ochroniarzy? Przynajmniej na jakiś czas. Nie bardzo podobała mu się wizja spacerowania z niańkami, ale w słowach Alejandro nie było większej przesady. Przezorny zawsze ubezpieczony, a kto wie, co tamtemu chłopakowi, Ryanowi, mogło chodzić po głowie. Nie powinien ryzykować na tyle, aby porywać się na zabójstwo. Chyba. Teraz wszystkiego mógł się po nim spodziewać.
- Przecież zawsze mieszkam z Niną - odparł, lekko zbity z tropu. Z Niną i Yevtsye. To Alejandro wyskoczył jak Filip z konopii, nagle pojawiając się w Brentwood, razem z całą swoją hiszpańska osobowością. Trzeba było odpowiednio wprowadzić brata w codzienne perypetie Reyesów, na tych migracyjnych ziemiach.
- Powinieneś jakiś znaleźć w moim pokoju. Kupiłem kilka lat temu. Nie traktuj tego tabletu, jako pretekstu do wydawania kasy.
Już on wiedział, jakim wielkim zakupoholikiem był starszy Reyes. Branie raz na jakiś czas produktów na raty, to jedno. Tymczasem szał zakupowy, w który wpadał Alejandro , podchodził już pod obsesję. Szczególnie, że facet nie zarabiał nawet połowy wynagrodzenia Jeffree Star’a trochę szejd, ale prawdziwy. Szlafroki z Versace nie były dla nich… nie mniej, nie zamierzał takowym gardzić, skoro już pojawił się w otoczeniu. Ten jeden raz może przymknąć oko.
Słowa wyjaśnienia ze strony Alejandro nie zdawały się przynieść oczekiwanych rezultatów. Pani w białym fartuszku zrobiła jedynie wielkie oczy, nagle zdając sobie sprawę, że ma do czynienia z cudzoziemcami, a określenia tego bardziej przebojowego Reyesa, są związane z pewnymi brakami w nauce języka angielskiego.
- Nie, nie, nie - pielęgniarka pokręciła energicznie głową, jakby nabuzowana kofeiną (albo czymś innym, co sobie fundowały koleżanki w dyżurce). - Tej glukozy nie wolno. Podwyższy ciśnienie i całe badania, a nawet proces leczenia będzie znacznie utrudniony.
Rozłożyła dłonie, żywo gestykulując, co mimo wszystko, nie obudziło w Jaydenie żadnych wyrzutów sumienia. Regret nothing.
- Dobrze, już nie będę - przekazał beznamiętnie, odrywając wzrok od puszki z wetkniętą słomką. - Chwila słabości. Człowiek budzi się od razu po takim wypadku…
Udało mu się zauważyć cień zrozumienia na twarzy pielęgniarki. Musiałaby nie mieć serca, aby wyżywać się na ledwo przytomnym mężczyźnie, co dostał kosę w żebra. Nie dość, że jakże atrakcyjny na zewnątrz, to jeszcze jaki bohaterski!
- Proszę się już nie nadwyrężać. Zajrzę do pana za dwie godziny.
Przezroczysta torebka została zamieniona, a Jaydenowi pozostało ciche westchnięcie, gdy kobiecina opuściła salę.
- Ile właściwie mam tutaj leżeć? - przypomniał sobie, spoglądając na brata. - Rozmawiałeś z lekarzem?
To była, jakby nie patrzeć, ważna sprawa.
_________________



[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6