Poprzedni temat «» Następny temat
#1 Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
Autor Wiadomość
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-03-22, 18:21   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kiedy Tyty oburzył się na temat istnienia magii, oraz tego, że w spisanym scenariuszu gry naziści byli większymi ancymonami niż w realu, Eric parsknął jedynie śmiechem i pokręcił głową. Dlaczego magia aż tak zaskoczyła strażaka? Mistrz gry kiwnął głową w stronę stosu papierków, w tym na księgę potworów z logiem systemu "Wampir".
-Magia po prostu nie jest tak bardzo dostępna, jak chciałbyś by była – mruknął Eric, wzruszając przy tym ramionami przepraszająco. Peter już kombinował jakąś ciętą ripostę, ale Joey go powstrzymał.
-Ja to się dziwię, że jeszcze w tym burdelu nie ma żadnych katapult. Magia, diamentowe typy. Eric. Boże, ogranicz Dynastię odpowiedział rozbawiony Joey, przechylając przy tym butelkę piwa.
-Mówisz jakbyś sam nie oglądał religijnie – parsknął Eric.


Wracajmy jednak do gry! Umowa została więc zawarta, a drużyna miała jakiś okreslony cel Baldur's Gate 2 vibes. Wszystko wskazywało na to, że Diamentowy Pies stanowi niesamowicie ważną osobę i jego ratunek jest wręcz kluczowy dla wygrania całej wojny. Miałbym miliard różnych nawiązań do Longest Journey, ale jeszcze Cię nim nie zaraziłem. Soon.... Hy hy hy Dlaczego? W jaki sposób jedna osoba miała aż tak wielką rolę w całej tej historii?

Kiedy Terry prowadził na pięterku ważne rozmowy z kuhwami, Joey i Peter nadal przebywali przy kominku. Czy z powodu przytulnego ciepła? Chłopcy zapłacili rachunek u barmana, a następnie wyczekiwali na zejscie kompana. Barman czmychnął gdzieś w cień, zupełnie jak menago Tany po Tanaconie. Jednak czy ta fabuła jeszcze miała sens? Czy Eric przygotował kolejne fajerwerki? Nawyraźniej chwilowo nie miał wielkich planów, ponieważ zejście po schodach udało się bez ofiar. Kiedy tylko Altman pojawił się na szczycie schodów, Joey odetchnał z ulgą a następnie uśmiechnął promiennie. Czyżby bał się, że kuhwy pobiją jego kolegę?

-No dobra, to co teraz? – spytał Peter, unosząc przy tym wymownie brew-Opuścimy wreszcie tę norę? Co twoje koleżaneczki powiedziały ciekawego?
Peter najwyraźniej się niecierpliwił i jak najszybciej chciał ruszyć całą przygodę do przodu.
-Dowiedziałeś się czegoś konkretnego? – wtrącił się Joey, a następnie poprawił rękojeść chownego za paskiem sztyletu-Może powinniśmy się zmyć stąd, zanim wrócą naziści? Bo zaczną pytać kim jesteśmy, skoro wszyscy inni już uciekli.
-Nienawidzę ich mruknął Peter -W sensie nazistów. Mały ma rację, idziemy

Barman powiódł wzrokiem za wychodzącą za nimi, a kiedy tylko chłopcy opuścili lokal to chwycił za słuchawkę telefonu stacjonarnego.

Na zewnątrz panował już chłód, a dzień powoli dobiegał końca. Która była godzina? Tak dokładnie to szesnasta pięćdziesiąt, grupa miała więc wystarczająco dużo czasu by dostać się do Luwru i wytropić Karmazynową damę. Kim ona była? To dopiero przed nami! Póki co skupmy się na tym, że drużyna oczekiwała na aktualizację ze strony Terry'ego.
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-04-05, 21:53   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Katapult może i nie było, jednak odpowiednik Terrance’a w świecie fantasy-Paryża był wielce rad za zyskanie personalnego trofeum Winko u prostytutek. Oby otrzymał za to odpowiednią premię do rzutu kostkami i załatwiania wszelkich przeszkód za pierwszym podejściem.
Odnajdując towarzystwo wzajemnej adoracji na dole, nie spieszył się z wyjaśnieniami, czekając z wyjściem z przybytku. Ściany mogły mieć uszy, nawet w tym momencie fabuły, a przede wszystkim w miejscach, w których działalność szpiegowska nie dziwiłaby ani trochę. Całkiem możliwe, że któraś z tych obrotnych koleżanek robiła na drugi etat, może nawet w roli podwójnej agentki, nienawidzącej Nazistów jedynie dla pozorów. Brał również pod uwagę ewentualność, w której całe to spotkanie mogło być jednym wielkim bublem, mającym na celu zaprowadzenie śmiałków prosto w paszczę lwa. Nie dowiedzą się, jeśli nie spróbują. Mieliby wątpić we własne umiejętności oraz pracę zespołową? Niedoczekanie.
Po wyjściu na zewnątrz, Terrons pospieszył z wyjaśnieniami.
- Musimy pojawić się pod Luwrem, dokładnie o osiemnastej. Szukamy Karmazynowej Damy.
Co brzmiało niepokojąco, jakby właśnie wkraczali w klimat horroru z prawdziwego zdarzenia, a Karmazynowa Dama była zawodnikiem konkretnego sporawego sortu, którego nawet nie idzie zabić, bo zdjęłaby ich w jednym rzucie. Czy to od niej zależało czy dostaną się do następnego etapu bez utraty życia gdzieś po drodze, bo spojrzą na przechodzącego obok Paryżanina w nieodpowiedni sposób? Nawet wróżka Adriana nie byłaby w stanie wskazać dokładnej ilości krwiopijców, incognito wychodzących na oświetlone latarniami ulice. Wieczorem takim typom najlepiej, prawda?
Terry zaczął szperać po kieszeniach, jakby próbował znaleźć w podręcznym ekwipunku solidny kołek. Jak na złość nie mógł się go dopatrzeć. Może powinien sobie wystrugać z połamanej, drewnianej sztachety?
- Lepiej nie mówić o tym głośno, mogli kogoś wysłać za nami - szepnął jeszcze, poprawiając swoje ubrania, bo na zewnątrz rzeczywiście nie było zbyt ciepło. W przeciwieństwie do salonu Altmana, usytuowanego na Westbourn Drive.
- Myślicie, że jest wampirem? - zagaił, chowając dłonie do przednich kieszeni płaszcza - Skoro tkwimy w takim systemie… - nie ma to jak rozgrywanie świadomych postaci. - Coś w tym musi być. Karmazynowa, jak krew, prawda?
Spojrzał na Petera, jakby szukał potwierdzenia, po czym przeniósł wzrok na Harrisona, w podobnym stylu.
- Musimy w ogóle mieć bilety… ? Jeśli mamy spotkać się przy tych szklanych piramidkach, będziemy musieli wyłożyć trochę pieniędzy, a przecież musiałem jeszcze zapłacić tamtym koleżankom za informacje.
Tak naprawdę to nic nie musiał. Po prostu mu się zostawiło mieszek ze złotymi monetami i banknotami, po wysłuchaniu odpowiednich wskazówek, brzmiących na całkiem wiarygodne źródło. Zdarzało mu się być naiwnym w realnym życiu, działać przede wszystkim w celu pomocy drugiemu człowiekowi… najwyraźniej to nie uległo zmianie, również w systemie Wampira.
- W razie czego pozostanie nam dywersja, albo... szukanie sekretnej drogi w kanałach.
A tego można było sobie oszczędzić. W kanałach bankowo mieszkali krwiopijcy, ale tacy zdecydowanie mniej człekokształtni.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-04-12, 21:10   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kiedy tylko drużyna wyszła z tawerny, to Joseph poczuł jak chłód uderza go w twarz, niczym świeżo ścięty bambus. Kiedy chłopak spojrzał na niebo, to praktycznie od razu zauważył, że słońce chyliło się już ku zachodowi. Było dosyć oczywistym to, że zbliża się powoli ciemna noc. W tym samym momencie chłopak przypomniał sobie o tym w jakim systemie gry właśnie przebywają i poczuł coś na wzór niepokoju. Czy wampiry faktycznie grasowały po uliczkach miasta? Krwiopijcy skrywający się w cieniu budynków brzmieli dosyć ekstrymalnie. Joseph dopuszczał nawet do myśli scenariusz, że gdyby przebywał na ulicy w pojedynkę już dawno jakiś wampir by go wpierdzielił. Być może było to naiwne z jego strony, ale towarzystwo przyjaciół sprawiało, że czuł się chociaż minimalnie bardziej bezpieczny.
-Karmazynowa dama? – powtórzył Joseph unosząc nieświadomie krzaczaste brwi-Nawet nie wiem jak określić to co właśnie czuję – przyznał otwarcie, wzruszając przy tym ramionami i przenosząc wzrok na Petera, który wyglądał jakby właśnie przeżywał najwspanialsze chwile w swoim życiu.
-No dobra, faktycznie te określenie jest dosyć...ekstremalne – w realu chłopak parsknął śmiechem i szybko zasłonił swoje zęby. Dopiero po krókiej chwili kontynuował, znów wczuwając się w klimat-Jednak skupmy się na tym, że osiemnasta prawdopodobnie wybije już niedługo. Musimy się śpieszyć
Kiedy Terry oświadczył, że w sumie to lepiej jak będą komunikować się bardziej tajemniczo to zarówno Joey jak i Peter kiwneli głowami twierdząco. Rzeczywiście drużyna zachowywała się bardzo lekkomyślnie, przecież paryskie uliczki były tak kręte i pełne sekretów, że nigdy nie wiadomo kto przysłuchuje się rozmowie. Może złodzieje cienia?
-Szczerze mówiąc to mnie się bardziej spojarzyła z okresem, ewentualnie jakąś naprawdę drogą suczą – przyznał Peter, po czym spojrzał na Erica, tym samym znów wyłamując się z objęć wyobraźni-Mamy jakąś mapę?
-Niech Terry rzuci kością i sprawdzimy, czy pamiętał o zabraniu mapy miasta. Albo może po prostu zna drogę?
Joey dotychczas czytałcoś na temat tła fabularnego, ale kiedy Eric zasugerował rzut kością to uniósł spojrzenie i wbił je w swojego kumpla z uśmiechem.
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-04-14, 17:54   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Przy komentarzu Joeya, Terry obecny na kanapie, spojrzał dyskretnie na Erica (co w samej fabule systemu Wampir, składało się na krótkie ściągnięcie ust). Właściwie, to gdzieś tam w środku był ciekaw, jak fabuła by się potoczyła, gdyby stołek Mistrza Gry zajął Harrison, a jemu pozostałoby mierzenie się z zadaniami u boku Erica oraz Petera.
- Mniej więcej wiem, gdzie to jest - przyznał na głos, wzruszając lekko ramionami. - Moglibyśmy złapać metro… teraz muszę się zastanowić czy w tych czasach było metro.
Skierował z zastanowieniem wzrok do góry, podczas gdy przechodząca obok pani z chustką na głowie spojrzała z zadziwieniem na Altmana. Pierwszy raz słyszała o czymś takim jak metro czy może zaskoczyła ja składnia nietypowego przechodnia? Szybko pstryknął palcami.
- Francuzi zaczęli prace jeszcze przed pierwszą wojną światową, więc wystarczy, że odnajdziemy najbliższą stację.
Bez większego ociągania, sięgnął po kości, jak to zasugerował Joey. Nie zamierzał przecież zawieść swoich przyjaciół, prawda? szczególnie tego jednego, wiadomo
Parzyste - mapa zabrana
nieparzyste - mapy brak

Altman posłał kostkę wprawnym ruchem na stół, a kiedy ta zakręciła się z gracją ukazała wartość: 2.
Uśmiechnął się zadowolony, wydobywając w tym samym momencie zwiniętą kartkę z kieszeni w swoim niezastąpionym płaszczu (a la uboga wersja Van Helsing).
- A więc… - odkaszlnął na wstępie, rozkładając zakreśloną połać papieru. Krótką chwilę zajęło mu odnalezienie odpowiedniego punktu, opatrzonego na górze czerwoną kropką. Cóż za ułatwienie!
- Południowy zachód.

Ukryj: 

Zapach, obecny w metrze, przypominał smar oraz woń deszczu. Przy ścianie, na peronie kulił się odziany w kaptur brodacz, trzęsący się z zimna. W pewnej odległości od niego, kręcili się mieszkańcy, palący papierosy, rozmawiający między sobą przyciszonymi głosami. Zupełny kontrast, w porównaniu do warunków, panujących w XXI wieku. Czyżby gwałtowny spadek ludności francuskiej? Nie, żeby ich specjalnie wielu zginęło, w wyniku działań wojennych. Coś innego musiało za tym stać.
- Linia 9 będzie naszym transportem - oznajmił, kierując słowa do swoich towarzyszy. - Im szybciej znajdziemy się na miejscu, tym lepiej.
Czuł, że coś złego może się stać w na tej nieciekawej stacji.
- Mam coś tutaj jeszcze po za utraconym w kabarecie złotem...? - mruknął bardziej pod nosem, przeszukując własne kieszenie. Odruchowo sięgnął również pod własną koszulę, spod której udało się wydobyć niewielki, złoty krzyżyk, zaczepiony na ciemnym sznurku, wokół szyi. A to niespodzianka… nie nosił przecież podobnej biżuterii na co dzień.
- To tak dla ozdoby - wyjaśnił Eric, puszczając jednak konspiracyjnie oczko, jakby kryło się za tymi słowami coś więcej. Pozostało mimo wszystko kontynuować.
- Skoro możemy natknąć się na takich osobników - zaczął, stawiając kolejne kroki bliżej krawędzi peronu, za czym szedł charakterystyczny dźwięk stukających podeszew wysokich butów. - Po tym całym spotkaniu z damą, powinniśmy się zaopatrzyć w odpowiednią broń, artefakty… coś jak woda święcona z Notre Dame.
A to już byłby przedmiot konkretnego kalibru, szczególnie w temacie naśladowców Nosferatu.
Starał się nie patrzeć na nikogo innego, zaledwie mamrocząc pod nosem, aby tylko Peter z Joeyem go słyszeli.
Zaledwie wypowiedział swoją kwestię, otoczenie rozbłysło wyraźniejszym zarysem, do czego przyczyniły się przednie światła pędzącego pociągu. Jak widać, w tym scenariuszu opóźnień lokomocyjnych nie przewidywano. Solidna firma.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-04-14, 18:44   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Za każdym razem kiedy gracze spoglądali na Erica, to na pewno dostrzegali jak bardzo jest on zaangażowany w to wszystko co działo się właśnie w grze. Chłopak co jakiś czas potakiwał głową nerwowo i przeglądał kolejne wydrukowane kartki, rysopisy i inne opisy. Mistrz gry parsknął śmiechem kiedy usłyszał komentarz Joe, a następnie kiwnął głową w stronę Terry'ego. Eric mimowolnie spojrzał na Josepha i zaczął sie zastanawiać dlaczego chłopak nie dodał swoich paru groszy w kwestii rozłożenia stacji metra. Może aż tak wczuł się w rozgrywkę, a jego postać nie miała o tym zielonego pojęcia?
Peter w tym czasie popijał swojego redbulla przez słomkę niczym najbardziej cytrynową herbatkę świata i obserwował jak Terry zmaga się z rzucaniem kośćmi. Kiedy rzut okazał się szczęśliwy, to kąciki ust blondyna uniosły się w uśmiechu a następnie kiwnął głową-W takim razie idę za Terrym, co jakiś czas rozglądając się po okolicy próbując wytropić ewentualnych szpiegów. No czy coś w tym stylu, wiesz ogólnie o co chodzi, nie? spytał Erica, na co ten kiwnął jedynie głową.

Dobry rzut kością sprawił, że odnalezienie stacji metra było o wiele łatwiejsze niż można się było tego spodziewać. Stacja rzeczywiście nie była jakaś mocno przeludniona, przez co bohaterowie o wiele sprawniej ogarneli gdzie powinni wsiąść, by udać w odpowiednią stronę.
-Dziewiątka, okej Joseph kiwnął jedynie głową zdawkowo, a następnie niepewnie rozejrzał po okolicy. Metro znajdowało się pod ziemią, a to teoretycznie sprawiało, że każdy przechodzący mógł okazać się wampirem. No bo dlaczego niby nie? Chłopak podejrzewał, że Eric zaatakuje ich w najmniej spodziewanym momencie, więc wolał być zawsze czujnym-Teraz dziewiątka jedzie w kompletnie innym kierunku, ale podejrzewam, że te linie metra to w ogóle już nie funkcjonują
-No w sumie, to zdziwiłbym sie, gdyby korzystali z dokładnie samych tuneli – przyznał Eric marszcząc przy tym brwi. W sumie chłopak zapomniał sprawdzic takie ciekawostki i próbował swoją niewiedzę zamaskować pewną dozą niepewności.
-Trzeba znaleźć jakiegoś kapłana, czy.... sklep z przyprawami, który dorabia sobie jako jakiś cholerny łowca wampirów? jęknął Peter, który uznał, że to trochę za dużo pracy.

Zanim którykolwiek z bohaterów zdążył cokolwiek blondasowi odpowiedzieć, ich transport właśnie podjechał. Cała trójka wsiadła do środka, gdzieś podświadomie dziękując stwórcy za to, że jeszcze nie natkneli się na żadnego wampira. Chwila jazdy pod miastem oznaczała chwilę wytchnienia, a Peter dosyć szybko zdecydował się to wykorzystać. Chłopak zauważył bezdomnego z siatką bliżej nieokreślonych puszek, podszedł do niego a następnie zabrał jedną z jego puszek. W realu zabrał sobie po prostu kolejny energetyk -Jestem spragniony

A co jeśli bezdomny byłby wielkim lordem wampirów? Edward obudziłby się, zauważył utratę czystej krwi i zdenerwowany zdecydowałby się zjeść bohaterów tu i teraz? Czy przeżyliby w ogóle takie starcie? Na szczęście pociąg właśnie wjechał na stację nieopodal Luwru i grupa rebeliantów wydostała się z pociągu a następnie szybko wspieła po schodach. Krótki spacer przez brukowaną uliczkę doprowadził ich do wejścia frontowego i wtedy Joey zauważył tajemniczą damę ubraną w kapelusz i czerwoną wieczorową suknię.

-Ej, to niby jest karmazynowy? Bo ja w sumie słabo rozpoznaję kolory – mruknął Joey do Petera. Peter spojrzał pytająco na Erica, a ten jedynie kiwnął głową twierdząco, a następnie rzucił koścmi bez słowa. Nikt z obecnych na placu nie miał pojecia dlaczego Mistrz gry rzucił koścmi, Eric jedynie uśmiechnął się drwiąco i oświadczył:

-No ta postać faktycznie jest ubrana w karmazynowe kolory, przez co ostro odstaje od szarej paryskiej rzeczywistości. Zanim jednak zdażycie do konca ten fakt ogarnąć zauważacie, że z uliczki nieopodal Was wychodzi patrol niemiecki. Karmazynowa Dama zauwaza patrol, a następnie biegnie w przeciwny kierunku
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-04-24, 15:16   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Być może jakieś przyprawy rzeczywiście przydałyby im się w wyprawie, skutecznie odstraszając krwiopijców. Przykładowo taki tarty czosnek nie byłby niczym złym, a wręcz przeciwnie. O ile te wszystkie stereotypy odnośnie wampirów, zawierały w sobie przynajmniej ziarno prawdy.
Bez większego ociągania się, dołączył do towarzyszy, już w składzie pociągowym, zaledwie łypiąc na Petera, kiedy ten gwizdnął śpiącemu bezdomnemu część płynnego ekwipunku. Skoro mu pozwolił (nawet nieprzytomnie)… ważne, że nie wplątali się w żadną przepychankę, szczególnie podczas jazdy metrem. Nie byłoby nawet gdzie uciekać, a spektakularne wyskakiwanie przez okno nie wchodziło w grę. Nie dałby rady przecisnąć się przez nie, razem ze swoim unikalnym płaszczem. Nie mówiąc już o ciemnościach, panujących w tunelach. Cholera wie, co mogło się tam skrywać.

Uwaga Joeya, po wyjściu z metra, została pochwycona przez Terry’ego, natychmiast rozglądającego się w wizualnych poszukiwaniach Damy. To ona była ich main questem na tym etapie historii.
W milczeniu, za to z kolejną porcja piwa, obserwował, jak Eric rzuca kośćmi. Czyżby właśnie obliczał dla nich prawdopodobieństwo dorwania tajemniczej postaci? A może ktoś miał lada chwila kopnąć w kalendarz?
- Improwizacja - wyrzucił z siebie przyciszonym tonem głosu, wsadzając dłonie do przednich kieszeni płaszcza. Obrócił się w miejscu, mając nadzieję, że Joey oraz Peter również za nim podążą. Plecami do oddziału nazistowskiego, a przodem do wymykającej się Damy.
- Peter, posiadasz coś, czym moglibyśmy ich zatrzymać? - jakiś specjalny item, tajna umiejętność, cokolwiek? - Jeśli nie, ktoś z nas musi odwalić scenę, aby kupić reszcie czas na dopadnięcie do Karmazynowej.
Mówił chyba z sensem, prawda? Inna opcja nie wchodziła w drogę. Dzięki temu uda im się zyskać trochę czasu, a jednocześnie Dama nie przepadnie im na dobre.
Kroczył dalej po ciemnej kostce brukowej, nerwowo spoglądając na chłopaków, słysząc za sobą donośny stukot butów produkcji germańskiej. Nie mieli wyszytych na plecach symboli rebeliantów. Nikt nie strzeli w nich bez ostrzeżenia. Chyba.
- Mogę spróbować ich zatrzymać i wtedy spotkamy się przy Mona Lisie za godzinę? - rozsądna propozycja, o ile nie narazi się Nazistom na tyle, aby z miejsca zechcieli go odstrzelić. Cóż, pozostałoby mu wtedy jedynie dopingowanie pozostałych towarzyszy w misji. Zza metaforycznego grobu.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-05-02, 20:17   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Czy Peter miał przy sobie cokolwiek przydatnego? No cóż, w rzeczywistości chłopak miał nieziemską kolekcję Gucci, a także podkład idealnie dopasowany do cery w przeciwieństwie do kolegi z grupi imieniem James. Aczkolwiek spisany ekwipunek nie zdradzał niczego interesującego. Star bo nie wiem czy kiedykolwiek dorobił się nazwiska zlustrował wzrokiem kartkę, a następnie cmoknął cicho, kręcąc przy tym głową.
Tymczasem w alternatywnej rzeczywistości cała trójka zmierzała szybkim krokiem w stronę, gdzie jeszcze niedawno przebywała Karmazynowa Dama. Grupa nie miała czasu do stracenia, a propozycja Terry'ego była praktycznie jedynym rozsądnym pomysłem. Dlatego też Joey kiwnął głową:
-Bierz ich tygrysie, jeżeli Mona Lisa okaże się oblegana to spotkamy się przy Pasterzach Arkadyjskich Poussina. To taki obraz, któ...
-Jezu, nie ma czasu na lekcje sztuki – warknął Peter, a następnei spojrzał na Terry'ego-Powodzenia

Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony Terry'ego, Joey i Peter pobiegli ile sił w nogach przed siebie. Podejrzewam, że początkowo żołnierze zwrócili na ich uwage, jednak prawdopodobnie już wkrótce Terry odwróci ich uwagę. Dlatego w tym odpisie pominę już kwestię samych żołnierzy, a skupię na tym, że dwójka graczy biegła w kierunku miejsca, gdzie jeszcze niedawno przebywała Karmazynowa Dama.

Kiedy chłopcy biegli, Eric co jakiś czas rzucał kością - co oczywiście miało utrudnić im bieg. Za każdym razem kiedy Mistrz gry rzucał koścmi, nagle tuż obok pojawiał się drewniany wóz trudny do ominięcia, albo kostka brukowa okazywała się wybrakowana. Tak czy siak, Mistrz gry dosyć zręcznie utrudnił bieg bohaterom, na szczęście nikt nie skręcił kostki ani się nie wywrócił.

W końcu dobiegli do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się Karmazynowa Dama. Oczywiście dziewczyna zniknęła, a Peter jedynie kątem oka zauważył, że coś czerwonego mignęło w jednej z uliczek i pobiegł w tamtą stronę. Joey zauważył, że jego kumpel kieruje się w stronę podejrzanej uliczki i bez chwili wahania dołączył do niego.

Paryska uliczka była niesamowicie wąska, śmierdziała gównem, zgniłymi owocami i była pełna drewnianych skrzynek. Dodatkowo, Peter był pewien, że kilka szczurów przebiegło tuż obok jego koturnów. Ugh... dlaczego ona zdecydowała się na tę przygodę? Warto dodać, że dźwięki miasta coraz słabiej do nich dochodziły. Prawdopodobnie Peter i Joey zmierzali w kierunku siedziby najgorszych z najgorszych. Aż dotarli do drewnianych drzwi, a tuż obok nich stała Karmazynowa dama, którą był...... Chester Aldridge.

-Czekają na Was – oświadczył facet w karmazynowej sukience.
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-05-08, 23:06   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Altman nie był do końca przekonany, czy uda mu się trafić pod wspomnianych Pasterzy. Właściwie, to pod Mona Lisą również nie był ani razu w życiu. Miał rodzinę we Francji, jednak posiadanie powiązań, a zwiedzanie kultury z prawdziwego zdarzenia to przecież dwie, zupełnie inne sprawy. Niewykluczone jednak, że jakimś cudem uda mu się trafić w pożądane miejsce. Mógł zawsze zapytać o radę jakiegoś miejscowego, co to wręcz mieszkał na terenie Luwru. Nie było czasu, aby bardziej się nad tym zastanowić. Zdążył zaledwie nabrać zimnego powietrza w płuca, zerknąć chwilę na zrywających się do biegu członków drużyny, nim zawiesił wzrok na zbliżającym się równym krokiem, patrolu. W poważaniu miał wszelkie wzniosłe gadki, którymi mógłby teraz rzucać, bo kompletnie nie nadawał się na wielkiego mówce, co swoim przekombinowanym słownictwem potrafił niszczyć nawet szare komórki. Odchrząknął w znaczący sposób, układając mało wyniosłą formułkę w głowie, czemu towarzyszył rytmiczny dźwięk podeszew, ścierających się na chodniku. Zadziała, albo będzie musiał sięgnąć po bardziej drastyczne środki.
Przyspieszył kroku, wychodząc naprzeciw swoim wrogom.
- Obersturmführer! - jak to dobrze, że był biegły w języku obcym, zarówno w świecie rzeczywistym, jak i tym, rozgrywającym się w systemie Wampir.
Cały oddział stanął momentalnie w miejscu.
- Czujecie to? - zaczął bacznie obserwować otoczenie, do czego przyłączyli się inni, odziani w mundury, mężczyźni. - Trzy ulice dalej - kontynuował, starając się efektywnie operować głosem, chcąc brzmieć na jak najbardziej przejętego. - Widziałem dwie osoby, które rozmawiały o Diamentowym Psie. Chyba zamierzają podłożyć gdzieś ogień.
Los mu sprzyjał, w powietrzu rzeczywiście dało radę wyczuć charakterystyczną, dymną nutę. Może to bezdomni zaczynali właśnie swój Menelcon, przy beczkach z ogniem?
- Jedna z osób mówiła coś jeszcze o Karmazynowej Damie… - zaledwie zdążył wypowiedzieć zdanie, na twarzach żołnierzy pojawił się grymas, przypominający zszokowanie, związane z dziwacznym podenerwowaniem. Czyżby przycisnął wrażliwy punkt?
- Obawiam się, że mogą…
- Schneller!
Najwyraźniej nikt z oddziału nie zamierzał wysłuchać opowieści do końca, nagle obierając za kierunek te ulice, o których powiedział w rozmowie.
Skorzystał z okazji, szybko obracając się na pięcie. Nie próbował już szukać swoich kamratów na łeb na szyję, narażając się na spotkanie kolejnego patrolu, być może wypatrującego już jego osoby, rozprzestrzeniającej fałszywe informacje. Teraz naziści z pewnością będą wiedzieć, że ktoś próbuje odwrócić ich uwagę, jednak szczegóły pozostaną póki co, po za ich zasięgiem.
Altmanowi pozostało dopadnięcie do kasy biletowej Luwru, wraz z wygrzebaniem z kieszeni pieniędzy, mających równowartość wstępu dla jednej osoby dorosłej. Koniec, zasoby pieniężne wyczerpane w tym momencie Peter zanosi się szlochem. Został poinformowany, że muzeum będzie jeszcze czynne przez godzinę. Oby jego koledzy wyrobili się w tym czasie. Jeśli nie, będzie musiał przyczaić się gdzieś łazience, niczym prawdziwa Kobieta-pająk, albo wystarczająco dużej wazie, mogącej pomieścić jego osobę. Oby tylko im się udało. Oby Karmazynowa Dama nie była sprytnie zastawioną przynętą, specjalnie dla rebeliantów. Teraz pozostało mu dotrzeć pod konkretne dzieło sztuki. Dlaczego nie dawali mapki do biletu? Trzeba przy tym dodać, że w środku było wyjątkowo mało zwiedzających. Podejrzane? Być może.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-05-12, 21:56   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Chociaż słońce już dawno zniknęło się za horyzontem, to atmosfera na paryskich uliczkach wcale nie ulegała ochłodzeniu. Dzięki sprytowi i temu, że jest najszybszym człowiekiem na świecie Terry bezpiecznie przedostał się do Luwru, a następnie skierował w stronę uśmiechu Mona Lisy. Naziści co prawda planowali ograbić wszelkie muzea i prawdopodobnie Luwr również znajdował się na ich liście, ale dzięki Bogu póki co nie przebywali oni w środku tego historycznego miejsca. Dlatego też Tyty mógł spokojnie oczekiwać na powrót swoich towarzyszy, którzy niesamowicie mocno się spóźniali. Każda minuta wydawała się wręcz wiecznością, kiedy Tetris krążył po sali. Czyżby zostali złapani? A może Karmazynowa Dama była jedynie bardzo ładną pułapką?
W końcu oczekiwanie dobiegło końca, a do sali wystawowej wbiegli Joey i Peter.
-Nie uwierzysz w to wszystko, kotek – oświadczył predatory Peter, przy okazji muskając opuszkami paców ramię Tetrisa. In my mind, Peter ma jakieś niesamowicie długie, niebieskie paznokcie-Musimy stąd spieprzać czym prędzej
-Karmazynowa dama była legitna, stu procentowo – wtrącił się Joey, mimowolnie również rozglądajac się po okolicy-Zaprowadził, bo Dama to był facet, nas do swoich szefów. I teraz słuchaj. Po pierwsze, to ja mam pewność, że Eric kompletnie nie ma pojęcia o historii współpczesnej. No ale wymyślił całkiem interesującą alternatywną wersję historii Europy.
-Ej, nie szejduj mruknął oburzony Eric.
-W tym scenariuszu naziści przybyli do Paryża tylko w jednym celu – chcą zdobyć Włócznię Słońca. Jest to podobno jakiś artefakt z czasów Aleksandra II, na tyle mocny i przykokszony, że praktycznie decyduje o przebiegu wszystkiego. Jak naziści dorwą to cacko to rozpierdolą dosłownie wszystkich. No i słuchaj, tydzień temu zbombardowali pół Paryża, kompletnie nie mając pojęcia, że przez to utrudnią sobie mega mocno życie. Dlaczego? Oni nie mają pojęcia gdzie znajduje się Włócznia, ale my wiemy. Dlatego pojmali Diamentowego Psa, ponieważ liczą na to, że typ zdradzi im położenie artefaktu
-Dokładniutko, kotek – przyznał Peter, próbujący trzymać się niesamowicie blisko biednego Gage'a... I MEAN TERRY'EGO.
-Artefakt znajduje się w Katakumbach, tych legendarnych korytarzach pod Paryżem. Naziści rozpieprzając miasto rozpieprzyli również większość wejść do tej lokacji. Zostało tylko jedno, w klasztorze Sisters Miłosierdzia.
-Klasyczny niczym w Indiana Jones wyścig z nazistami. Jeżeli my zdobędziemy to cacko wygramy wojnę, a jeżeli nie to...
-Będziemy mieć przejebane jak po podpisaniu kontraktu BDSM pauza- Peter mi opowiadał jak to jest.
-Ty podpiszesz jeden – oświadczył półszeptem do Terry'ego-Tatuś potrzebuje klapsa Peter uśmiechnął się, a w odpowiedzi na tę cringe'ową wymianę zdań Joey chrząknął znacząco.
-Nikt nic nie będzie podpisywał, fuj. warknął-Musimy trzasnąć ostatni przystanek, do sklepu zielarskiego. Tam zakupimy bronie, a także....
-Legenda głosi, że po zmroku te suki piją krew – wtrącił się Peter -W sensie sisters. Są thirsty
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-05-25, 20:49   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Fabularny odpowiednik Terrance’a rzeczywiście wydawał się pochłonięty dziełami sztuki, wpatrując się w nie jak… w obrazek. Dosłownie. Przyłożył nawet dłoń do podbródka w iście myślicielskim wyrazie, jakby chciał wyczytać z uśmiechu Mona Lisy jak najwięcej. Czy uśmiechała się w ten sposób, życząc obserwatorowi najgorszego czy może był to figlarny wyraz jakiejś reakcji na coś? Gdyby tylko Da Vinci nadal żył…
W którymś momencie odpuścił sobie obserwacje, czekając cierpliwie na przybycie swoich towarzyszy. W międzyczasie, we własnym salonie pewnie musiał założyć jakieś wyszukane słuchawki z muzyką, jak w kąciku muzycznym Familiady, żeby nie zaspoilerować sobie nieświadomie tego, co powinno zostać po za jego uwagą. Siorbał więc w najlepsze piwo, nawet nie próbując czytać z ust swoich kumpli… nie chciał sobie przecież psuć zabawy, prawda?
Nagle, po krótkiej przerwie reklamowej, zjawił się przyczajony Peter razem ze swoimi tipsami, w połączeniu z niezastąpionym kompanem, Joeyem, co jednak wyrzucał z siebie słowa z szybkością karabinu maszynowego, produkcji radzieckiej. Tetrisowi pozostało łypanie to na jednego, to na drugiego w nierównym tempie, przez co dodatkowo wyglądał trochę jak zastygły w bezruchu Jaskiniowiec Spongebob.

Ukryj: 

Piąte przez dziesiąte zrozumiał, że gdzieś tam przewijała się Włócznia Słońca (ciekawe jak duże obrażenia zadawała), będąca niezwykle ważnym artefaktem, mogącym przesądzić o końcu świata, prawie jak te osławione kamienie z Piątego Elementu albo Kryształowa Czaszka (albo kość dinozaura, powieszona przy katerze na Wawelu).
Z prawdziwym kłębkiem najróżniejszych myśli w głowie, powoli odsunął się od Petera, co tylko przytakiwał słowom Joeya, może nawet je powtarzając (Manny Mua style). Zamrugał krótko, przez chwilę przypominając nawet Jessicę Jones Rheę Aldrige [w ten sposób], puszczając mimo uszu dalsze sugestie na temat klapsów. Szczególnie, że żadnych kominków nie było w pobliżu, więc rzecz praktycznie nie na miejscu. Nie licząc tej Mona Lisy wciąż uśmiechającej się, jakby wiedziała o co chodzi, zarówno w słowach brawurowego towarzystwa Petera i Joeya oraz w kwestiach szyfrów tego wytapirzonego blondyna z pazurami.
- Sugerujesz, że w tej zielarni mają jakieś kołki na wampiry? - skierował swoje słowa ku Harrisonowi, co zdawał się kumać fabułę. - Nie mamy praktycznie niczego, ostatnią kasę wydałem na wejście tutaj… a jeśli nie dostaliście żadnego gratisu od Karmazynowej… znaczy się Karmazynowego Dama - tu występuje lekki confused face. - Czym zapłacimy? Nie, Peter.
Wycelował oskarżycielski palec w blondyna, nim ten zdążył cokolwiek powiedzieć, będąc tym samym w trakcie nabierania powietrza.
- Załatwimy te suki innym sposobem? - spojrzał pytająco na narratora, będącego Ericiem, co właśnie otwierał butelkowane piwo znanej, brytyjskiej marki. - Tutaj nie ma nawet mopa, z którego moglibyśmy zrobić prowizorkę.
Z dwojga złego, mógłby się porwać na odpieprzanie McGywera w Luwrze, ale potrzebował zasobów! Zwykła T pose na krztałt krzyża może nie wystarczyć tym razem!

Ukryj: 
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-06-02, 18:08   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kiedy Terry zapytał Joe o drewniane kołki, Harrison zamrugał jedynie nerwowo. Szczerze mówiąc, to chłopak nie spodziewał się, że ktokolwiek zada mu tego typu pytanie. Dlatego też, kiedy Joe otworzył usta próbując wydusić jakąś odpowiedź, to nawet pół sylaby nie wypadło z jego gardła. Dopiero po chwili chrząknął znacząco i w końcu stwierdził:
-Tak szczerze mówiąc, to myślałem bardziej o tym by kupić jakiś czosnek przyznał w końcu, a po krótkim zastanowieniu dodał wzruszając przy tym ramionami-Chyba nie powinien być drogi?
Ale czy czosnek naprawdę działa na wampiry? Tego typu sprawy zaleeały tak naprawdę czysto od wizji Mistrza Gry, albo też systemu w jakim się znajdowali. Harrison spojrzał pytającym wzrokiem na Erica, a ten jedynie wzruszył ramionami. Czyżby naprawdę nie zamierzał pomóc im w jakikowiek sposób?
-Jedno jest pewne, dopóki jesteśmy tak biedni, że nie stać nas na cokolwiek to nie możemy iść z przygodą do przodu bo totalnie zostaniemy Canceled – oświadczył Peter przyglądając się swoim hybrydowym paznokciom. Chłopak w skupieniu oceniał swój look, aż uznał że paznokcie wyglądają przyzwoicie i dopiero wtedy dopowiedział-Serio, nie ma sensu iść tam i zostać wymordowanym
-Nie no, racja – mruknął od niechcenia Joe, który doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ich misja jest o wiele bardziej skomplikowana niż mogli podejrzewać-Musimy w takim razie w jakiś sposób się wzbogacić, nie do końca legalnie bo po prostu nie mamy na to czasu. Zanim ta noc się zakończy, przegramy albo też wygramy wojnę
-Girl, ja to nawet mogę pójść z jakimiś marynarzami i spróbować sprzedać swoją pupcie za sporą sakiewkę złota, ale no nie dam rady aż tyle zarobić mruknął Peter, po czym zerknął na szklaną gablotę, stojącą nieopodal. Szkło było na tyle dobrze wyczyszczone, że praktycznie mogło stanowić lustro. Tak się składa, że Peter zauważyłswoje odbicie i zachwycony nim zagadał do swojego odbicia-Hi, how are ya?
-Ej, okradnijmy Luwr – wtrącił się Joe, który wysoko uniósł brwi poniekad zaskoczony swoim własnym pomysłem -Na pewno jest o wiele rozsądniejsza kradzież czegoś na miejscu, niż szukanie na siłę celu na zewnątrz. Gdzie my teraz pójdziemy? Na siłę szukać banku? W części dla personelu na pewno znajdziemy jakieś kosztowności.
-Rozsądniejsze? – Peter parsknął śmiechem, przez co szybko zasłonił usta-Interesujące określenie biorąc pod uwagę kontekst
-TYty, co Ty na to? – Joey zdecydował się zignorować uwagi Petera i skupić na postaci swojego kumpla, który na pewno wykaże się większą inicjatywą niż blondyn.
[Profil]
 
 
Terrance Altman








27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-06-10, 23:48   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?


Czosnek sprawił nie większe zdziwienie na twarzy Altmana, niż to odnośnie kołków, w przypadku Joeya. Solidnym drewnem można jeszcze jakoś zawalczyć, zepchnąć sprośnego krwiopijcę wprost do krateru Szatana, skąd wypełznął, ale czosnkiem? Jeśli nie zamierzali sobie ogarniać jakiegoś dania z fancy przyprawami, na cholerę im ta mini odmiana krewniaka cebuli, roztaczająca osobliwą woń? Terry zdecydowanie należał do grona osób, kwestionujących czosnek, w ramach profilaktyki anty-wampirowej.
Musiał po części przyznać Peterowi rację – bez grosza przy duszy ciężko było kombinować cokolwiek, związanego z obroną przed nietypowym przeciwnikiem. Mogli się co prawda bronić jakimiś własnymi umiejętnościami, licząc na cud i sprzyjający los w rzucie kośćmi. Bo od czego tworzyli te całe karty postaci, stylizowane na wizytówki ich awatarów?
- Preach, Queen - wywrócił zabawnie oczami, patrząc na Joeya, w ten żartobliwy sposób, bo brzmiał tak, jakby za moment miał wyskoczyć z motywacyjną przemową dla drużyny (Meanwhile Peter is cancelled on being called a queen). Mimo, że sam sugerował bezpłatne wzbogacenie się w zabójcze szczoty woźnych z Luwru, został zgaszony przez resztę brygady, co mogła nie wierzyć również w kołki. Jednak jak można nie dowierzać w skuteczność zaostrzonego pala, którego legendarne właściwości były znane powszechnie wśród ludu Bliskiego Wschodu well….
Propozycja okradania centrum sztuki wydawała się… całkiem logiczna. Jednak to, że Harrison wyszedł z taką śmiałą propozycją wyraźnie zaskoczyło Altmana, którego brwi powędrowały ku górze. Nie było co się zastanawiać, sprawa była poważna, a jeśli nie chcieli skończyć jako Pedigree dla wampirów, należało wziąć sprawy we własne ręce. Jednakże w Tetrisowym umyśle zaczęły się również kształtować pewne wątpliwości.
- Znajdziemy o tej porze kupca na kosztowności, dodatkowo będące własnością Luwru?
Musiały być przecież odpowiednio opisane, udokumentowane… a z resztą. Ostatecznie wzruszył ramionami, co uskutecznił również na stanowisku kanapowym, w salonie, gdzie realia realistyczne miały miejsce.
- Fuck it - skomentował dobitnie, prawie jak pani Dorota Rabczewska w jednym ze swoich hitów. - Musimy czymś rozwalić te szklane ustrojstwo. Przytargać wazon z korytarza, albo coś…
Stukając palcem wskazującym o nieznacznie zarośnięty podbródek, zerknął w stronę korytarza, będącego o tej porze kompletnie opustoszałym.
- Joe, bierzemy ten taran? - wskazał ruchem głowy na pokaźne naczynie, mieszczące palmę (taką mini, nie jakąś egzotyczną brzozę rodem z pieprzonego Hollywood). - Wybijamy nią gablotę z kosztownościami i spieprzamy stąd jak najdalej.
Drugie zdanie powiedział już przyciszonym głosem, podchodząc nieco bliżej swojego przyjaciela (heavy breathing). Mógłby w to zaangażować również Petera, ale przecież nie chciał mieć na sumieniu rozwalonego paznokcia albo beefu z Kylie Jenner… prawda?
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-06-16, 18:09   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Może rzeczywiście czosnek był nieco niekonwencjonalnym rodzajem broni, jednocześnie śmiercionośnym niczym podrobiona przez ruskich paleta Morphe by James Charles. Chociaż dlaczego Joe szejdował szejdy znajdujące się w zestawie? A może oryginał wcale nie okazałby się lepszy? Joey często żartował sobie z kosmetyków, na przeróżne sposoby, a w odpowiedzi na to, Peter często przestrzegał go przed wypadnięciem na amatora. Peter uważał, że nie ma nic gorszego niż amatorszczyzna i Amanda Oakley aczkolwiek jedno było synonimem drugiego.. Harrison wiedział, że co jak co ale Peter znał się na rzeczy - był jednym z najlepiej pomalowanych facetów w mieście.
Swoją drogą platynowłosy blondyn uśmiechnął się szeroko kiedy Terry przyznał mu rację. Och, czyżby Altman w końcu zrozumiał, że ten mały wypierdek tęczy jest po prostu popierdółką i Terry powinien się trzymać z nim, Peterem Star? Peter rzucił się w stronę Terry'ego, zupełnie jakby był Altman był clout chaserem a Star Charlesem. Ale dobra, dość już odwołań do Jamesa bo bleh.

Pytanie na temat tego, czy o tej porze znajdą jakiegoś chętnego kupca było całkiem rozsądne. Czy bazar na dworcu dziesięciolecia nadal pracuje o takiej porze, czy jednak chłopcy się spóźnili niczym okres Amandy? Joey zmarszczył swoje krzaczaste, zdecydowanie nie wypielęgnowane brwi, wyraźnie się nad tym wszystkim zastanawiając.

-Może Karmazynowa Dama mogłaby nam pomóc? mruknął po chwili, wyraźnie się nad tym wszystkim zastanawiając. Ale czy siedziba do której Karmazynowa dama ich zawlołka była prawdziwa, czy to bardziej taki pop-up store? Moze kiedy przybiegną na miejsce, okaże siętam, że na miejscu spotkają jedynie pozostałości po imprezie?
-A może Luwr ma jakąś różową kryptę, w której znajduja isę najbardziej kosztowne rzeczy? zapytał Peter marszcząc przy tym czoło – napisałbym że zmarszczył brwi, ale Peter miał przecież brwi ogolone.

W tym momencie Terry zaczął kombinować z rozpierdzieleniem gabloty, a Harrison zrozumiał że jak odpalą kiedyś jakiś DC universe to Tyty zdecydowanie nie może zgarnąć roli Catwoman.
Jak on to sobie wyobrażał? Przecież rozpierdzielenie gabloty uruchomiłoby miliard alarmów i ściągnęło na ich barki kompletnie całe miasto! To trzeba na spokojnie, usiąść i pomyśleć.

-Dlaczego nie okradniemy najbliższego kościoła? – spytał Joey, wzuszając przy tym ramionami-Kościół na pewno nie posiada miliardu różnych alarmów, które....
-That's tea – oświadczył Peter, przy okazji przyglądając się swoim hybrydom.
-No bo patrzcie...- Joey wyraźnie ożywił się po tym, kiedy w końcu wymyślił co powinni zrobić-Tam są te różne skarbonki i innne bzdety. Jak okredniemy dosłownie każdą z nich to....
-Jestem za planem Joe – przyznał Peter, podnosząc przy tym dłoń. Spojrzał na Terry'ego i dodał nonszalancko-To rozsądniejsze, kotek, wiec bez obrazy. Ale potem Ci wynagrodzę tę zdradę. Lubię ss
-Ja pierdole – mruknął Joey chwytajac nasadę swojego nosa kciukiem i palcem wskazującym.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5