nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
#1 Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
Autor Wiadomość
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-01-25, 17:45   #1 Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Dramatyczne sprawy powiązane z włamaniem się odwiedzeniem komisariatu nie były jedynym momentem, gdy Terry oraz Joey przebywali w swoim towarzystwie. Należy uwzględnić oczywiście ostry dyżur z poszkodowanym Harrisonem, kiedy to Altman dzielnie trwał u jego boku, wypijając przy okazji dwa kubki czekolady z automatu. Po za tym, po czasie, gdy Joey został zagipsowany, strażak wyszedł z inicjatywą, aby wybrać się na piwo przy czym nie musieli koniecznie odwiedzać redneckiego baru sportowego z mnóstwem automatów, rzutek oraz stołów bilardowych. Że niby miałby się bawić lepiej od swojego kumpla co to wcale takim zwyczajnym kumplem nie był?
Teraz przyszła kolej na poziom wyżej.
Podczas sobotnich porządków udało się Terrance’owi odnaleźć pudełko. Nie takie zwykłe pudełko, warto przy tym rzec, gdyż w środku znajdowały się nie tylko najróżniejsze kości, poradniki mistrza gry, ale i scenariusze coraz to rozbudowanych przygód. Następnego dnia Altman i tak miał wolne, a swego czasu rozmawiał z Joeyem o podobnych rozgrywkach, które można by przeprowadzić w gronie. Może nieco większym niż dwuosobowe, bo jedno z nich musiałoby być mistrzem. Terrance nie chciał rozgrywać jedynie NPCów. Poczuł, że to może być jego chwila triumfu po pewnej przerwie, której to podjął się zaraz po studiach, odkładając zainteresowania nieco na bok. Pomijając sporadyczne wyprawy na konwenty, celem przejrzenia nowych komiksowych nowości. Ostatnim razem, gdy dał się namówić siostrze na przywdziane ubrania marvelowskiego uniwersum poznał Joeya! Na taki obrót rzecz nie zamierzał więc narzekać ani trochę.
Altman ogarnął resztę mieszkania (w tym swoją zajebistą pralkę w kuchni), nim uznał, że da się w takich warunkach pracować. Kilka butelek z alkoholową zawartością chłodziło się w lodówce, gdzieś na stoliku zalegały ulotki z jedzeniem na dostawę, co mogło się pojawić w trakcie rozgrywki. Główną część stolika w salonie zajmowało przyszykowane pudełko, opatrzone logiem w stylu Piwnic i Smoków (Januszy i spiżarek -wersja alt.).
Wiadomość do Joeya ruszyła w sieciowy eter ponad godzinę temu, czemu towarzyszył dopisek „możesz zabrać znajomych, będziemy mieć bardziej rozbudowaną fabułę”. Był nawet przygotowany na oddanie fuchy mistrza gra komu innemu, byle tym razem zabłysnąć jako poszukiwacz przygód klasy premium. Tytkill, enigmatyczny władca gołębi z Krakowa, postrach Sosnowskich złodziei, szalikowców oraz dzbanów wszelkiej maści, również takich, w których kryły się dżiny (te do picia). Właściwie, odezwał się do niego jeszcze stary znajomy - Derek, jako, że miał wolny wieczór. Wolał się jednak wstrzymać z zaproszeniem delikwenta, jeśli okaże się, że Joey chciał zabrać Amandę. O dziwo, nie miałby nic przeciwko, chociaż nie posądzałby dziewczyny o zainteresowanie tego typu tematami. Dzisiaj nie zamierzał wybrzydzać – mieli dobrze się bawić z dodatkiem alkoholu. Oby tylko nie narobili zbytniego bałaganu. Mieszkanie było wynajmowane, a pani Williams nie przepadała za typowym klimatem studenckiego mieszkania, zakrawającego o swawolę kawalera, rozrzucającego skarpety po całym mieszkaniu. Przynajmniej tyle dobrego, że nie robiła spontanicznych odwiedzin, a pojawiała się jedynie w dniach ustalonych tydzień wcześniej, w ramach kontroli. Ponoć to Anglicy mieli dziwaczne nawyki, a rozchodziło się o Amerykankę z krwi i kości. W niektóre dni herbata po prostu smakowała lepiej.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison



22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2019-01-27, 22:37   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!

  

  
  
  
  


Od chwili kiedy Tetris i Joe włamali się na posterunek policji, a miało to miejsce mniej więcej półtora tygodnia temu, Joey siedział w domu z złamaną ręką i jedynie okazjonalnie wychodził na zewnątrz. Oj tak, obolała kość, podobnie zresztą jak nietwarzowy gips, miała przedziwne oddziaływanie na jego emocje. Harrisonowi nawet przez myśl nie przeszło by wyskoczyć na clubbing, na piwerko do baru czy chociażby sklepu odzieżowego! Wyobrażacie to sobie? Nie odczuwać weny na shopping? No właśnie- Amanda również nie potrafiła w to uwierzyć. Nic więc dziwnego, że blondyna ulotniła się z życia kumpla i zamierzała do niego wrócić dopiero wtedy, kiedy Joseph już będzie cały i zdrowy. No bo wtedy będzie totalnie bardziej fun i inspirujący, prawda? A jego gips to nawet nie był Gucci! ŻENADA!
Na szczęście, pomimo tego że z Mandy była słabą przyjaciółka - Tetris jak zwyle okazał się prawdziwym rycerzem na białym koniu. Strażak dostrzgł, że Joey bardzo kiepsko reagował na zaproszenia na wydarzenia dziejace się gdzieś na mieście i pewnie dlatego uznał, że zaproszenie do kumpla mieszkającego tuż obok będzie o wiele lepszym pomysłem. W sumie słusznie, prawda? Kiedy Joey dowiedział się, że będą napieprzali w papierowego RPGa, to poczuł nawet ekscytację podobną do tej jaką Mandy odczuwa widząc przecenione kalesony. Dlatego też ogarnął się względnie szybko, następnie ubrał z małą pomocą Erwina, ale już chuj i wysłał grupowego smsa. Na zaproszenie do domu Terry'ego zareagowały dwie osoby – Peter Starr oraz Eric, kolega z glee clubu, który też ogarniał sprawy RPGów i jest npcem idealnie skrojonym pod dzisiejszego Mistrza Gry.
Pan Guzik niesamowicie ucieszył się widząc, że Joey wreszcie wstał z swojego krzesła i nawet ogarnął w łazience. Zwierzak plątał się między nogami, kiedy to Joe był zajęty układaniem sobie włosów i tylko oczekiwał aż Harrison zaproponuje mu wyjście. Niestety, Pan Guzik niezależne od tego jak bardzo się starał zwrócić na siebie uwagę, to nie został zaproszony. Foch totalny. Dlatego też zwierzak prychnał jedynie pod nosem, a następnie wrócił na swoje legowisko- gdzie w spokoju popierdywał sobie i czekał na Pebbles.
Tymczasem Joseph i jego dwaj towarzysze ruszyli wzdłuż alei w stronę domu Terry'ego. Kiedy tak drużyna marzeń kroczyła przed siebie, Eric próbował ustalić sobie ostatnie szczegóły przygotowanej przygody. Była to przygoda niesamowicie szczególna, zbudowana na systemie Wampir Maskarada. Natomiast Peter nie odczuwał żadnych większych emocji związanych z wyjściem. Blady chłopina wodził znudzonym wzrokiem po wszystkim co było wokół i liczył jedynie, że ten wieczór skończy w łóżku z Terrym. W końcu dotarli do drzwi i przyszedł ten moment, kiedy wypadałoby zapukać do drzwi i dać znać gospodarzowi, że dotarli. Joey spojrzał na swoją złamaną rękę, a nastepnie na Petera, który wywrócił oczami i ostentacyjnie zapukał kilkakrotnie w drewniane drzwi.
Kiedy Terry otworzył drzwi, zarówno Peter jak i Joey zmierzyli go spojrzeniem. Joey uśmiechnął się szeroko na widok swojego kumpla, a następnie objął go sprawną ręką.
-Hej, dzięki za zaproszenie – po krótkim przywitaniu, Joe udał się gdzieś w głąb mieszkania, zupełnie jakby czuł się jak u siebie-To Eric, będzie Mistrzem gry – dodał na odchodnego zmierząjąc w stronę lodówki.
-My to już się znamy, hej – oświadczył Peter, mierząc Terry'ego wzrokiem, a następnie nachylił się w celu przytulenia Altmana. Dodam jednak, że jego dłoń kompletnie przypadkowo musnęła tyłek Tyty'a.
Eric kiwnął jedynie głową nieśmiało, a następnie rozejrzął się wokół-Ładnie tutaj, tak... kawalersko. Spoko – a następnie nieśmiały uśmiech pojawił się na jego twarzy-Joey wspominał, że lubisz być Mistrzem gry, ale jeśli to nie problem to...
-Och kotku, to żaden problem – wtrącił się Peter-Ktoś musi mnie ratować z opresji, prawda? Ona lubi kłopoty – a następnie puścił oczko do Terry'ego. Może warto dodać, że Jef... yyyyyy.... PETER jest dzisiaj w pełnym makijażu. Nagle tuż obok pojawił się Joey.
-To co, siadamy do stołu?
***
Chociaż początkowo Joey i Terry zamierzali odpalić system "Loszki i smoki", to właśnie interwencja Erica sprawiła, że w grę wchodził kompletnie nowy system. Wampir Maskarada – który pozwalał na rozgrywkę o wiele mroczniejszą, straszniejszą i pełną namiętności. Swoją drogą, to właśnie ten ostatni powód sprawił, że Peter w ogóle pojawił się na miejscu
Eric rozstawił wszystkie niezbędne papiery, instrukcje, kości i inne bzdety - a następnie pomóc każdemu stworzyć postac. W końcu to właśnie kreacja postaci jest jednym z najlepszycch elementów gry, prawda? Oczywiście nowy system sprawił, że zapewne niejednokrotnie musiał wyjaśnić istotę umiejętności, statystyki czy nabytych przedmiotów. W końcu jednak wszystko było dopięte na ostatni guzik, a gracze byli gotowi do rozgrywki. Eric chrząknął znacząco, a następnie kompletnie zmieniając intonacje swojego głosu nakreślił sytuację.
***
Rozpoczecie rozgrywki zostało osadzone przez Erica w roku 1941, w Paryżu, a tak dokładnie to na wzgórzu Montmartre w kawiarence Au Lapin Agile. Kawiarenka ta była słynna z powodu operetek pełnych kankana i latających cycków – no bo przecież nie od dziś przeciez wiadomo, że jak francuz cyca zobaczy to potrafi odbić miasto z rąk okupanta. Ten wieczór niczym nie różnił się od pozostałych – dziewczyny znów przebierały nogami na scenie, a goście wpatrywali się w to wszystko popijając alko. W lokalu panował lekki zaduch, spowodowany tym, że na skromnym kwadracie przebywało bardzo dużo ludzi – a na dodatek wszyscy pili. Warto jednak dodać, że znaczna część obecnych na występie była przebrana w niemieckie mundury. Ech, naziści – jakże naród francuski nimi gardził. Dlaczego nadal przebywali w mieście? Czy nie dość dzieł sztuki rozkradli? Czego Hitler szukał w tym mieście? Przy jednym ze stolików siedziała trójka bohaterów, którzy wolno sączyli swoje zamówione drinki, a następnie co jakiś czas złowrogo spoglądali na żołnierzy. Przez ostatni tydzień ruch oporu kompletnie milczał i nie wiadomo było, co sięstało z jego przywódcami. Czyżby nie żyli? A może po prostu wyjechali? Tak czy siak..
***
-Nudzę się, kiedy zaczniemy się w końcu bić? – spytał Peter, po raz kolejny czytając swoją kartę postaci. Dlaczego on tyle czasu się męczył, skoro w tej grze chodzi o to, że siedzą w trójkę i piją w barze? Czy nie mogliby tego robić w centrum? Po co ten cały teatr w opisywanie fikcyjnego lokalu?
-Poczekaj, to dopiero początek – mruknął Eric-Rozkręcimy akcję, spoko A następnie chrząknął, najwyraźniej znów przechodząc do narracji.
***
Tak jak Eric już wcześniej wspominał, cała trójka siedziała właśnie przy jednym z drewnianych stolików i sączyła swoje drinki. Chociaż zaplecze tego baru stanowiło jedną z kryjówek naszej trójki bohaterów, to dzisiaj nie było sensu przesiadywać wśród worków mąki i słuchać dudnienia muzyki. Skoro ruch oporu chwilowo się uspokoił, a tym samym żaden z tej trójki od tygodnnia nie był ścigany, to chyba mogli zaryzykować i wypić piwo w publicznym miejscu, prawda?
[Profil]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-02-06, 00:11   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


W przypadku gipsu, Terry zdecydowanie nie uważałby go za nietwarzowy, co do twarzy Joeya, bo czegokolwiek by na sobie chłopaczyna nie miał – worka na pyry czy gipsu, nadal byłby tym samym Joeyem o przyjaznej twarzy i ekstremalnych pomysłach. Lepiej żeby jednak nie wypowiadał na głos, jak to gips mu pasuje... to zabrzmiałoby co najmniej nie na miejscu even if she can totally rock this outfit.
Tetris był co prawda odrobinę zawiedziony, że Pan Guzik nie wpadł razem z towarzystwem. Przepadał za pieskiem, a oprócz tego przydałby mu się zwierzęcy towarzysz, jak na prawdziwego, uduchowionego naturą łowcę przystało. Co prawda, tym razem miał zmienić profesję, nie mniej, nie przeszkadzało to w posiadaniu dodatkowego atrybutu, przejawiającego się w zwierzęcym wcieleniu ich grupy uderzeniowej. Nawet Wampir Maskarada potrzebował swojego nietoperza.
Zaalarmowany pukaniem do drzwi, skoczył je otworzyć, częstując gości szczerym uśmiechem. Jako pierwszego objął Harrisona, uważając na jego gips.
- Nie ma sprawy, przecież wiesz, że możesz wpadać kiedy chcesz… wiesz, gdzie mieszkam.
Odsunąwszy się od kumpla, spojrzał na Erica, a później na Petera, którego objął powierzchownie, nie zwracając większej uwagi na niecne zagranie bladej kończyny. Z nimi (kumplami Joeya, chociaż kończynami Petera również) nie znał się tak dobrze jak z Joeyem, a wolał nie ryzykować, że któregoś dnia rzeczywiście zastanie któregoś z nich wieczorną porą, bo „przecież mówił, że można wpadać”, a strażak miałby za sobą męczącą zmianę. Chociaż Altman uchodził za przyjaznego gościa, cenił sobie odrobinę prywatności.
Podał jeszcze dłoń Ericowi i zaprosił wszystkich do środka kawalerskich rewirów, zaopatrzonych odpowiednio pod ich misję główną. Tę oficjalną, bo co było celem indywidualnym każdego zaproszonego, wyłączając ich papierowe przygody, nie wnikał.
Poświęcił uwagę najpierw nadającemu Ericowi, a zaraz później Peterowi, sypiącego spoilerami co do rozgrywki na lewo i prawo. Cóż, ktoś z tej trójcy musiał przyciągać kłopoty, a skoro miało paść na blondyna…

System rozgrywki nie był najważniejszy dla Terrance’a, który zamierzał przede wszystkim dobrze bawić się w towarzystwie. Loszki i smoki, Naziści i Alianci czy Sisters & shistars, wszystko było dla ludzi. Jako zaawansowany gracz miał czelność twierdzić, że „odnajdzie się wszędzie”. We’ll see...
Paryż był bliski jego sercu, a szczególnie tym 60% genów francusko-niemieckich. Mieszanka zabójcza, nie tylko dla potencjalnych przeciwników, przewidzianych w tym scenariuszu. Nie mniej zabójcze były perfumy, naniesione na outfit wyjściowego delikwenta, będącego częścią opowieści, z punktu widzenia pierwszej osoby Altmana. Bynajmniej mieszanka wonna nie uchodziła za Chanel nr. 5 (nawet w Paryżu mocno przeciętny).
Podpity alkoholowymi ambrozjami, Terrąs musiał naprawdę panować nad sobą, aby nie dołączyć do dziewcząt od kankana. Tupał za to nóżką pod stolikiem z nakryciem (czerwonym ofc), bujając głową co i raz, niczym urzeknięty do cna krytyk paryskich sztuk pięknych. Poniekąd rozumiał podejście mieszkańców, oddania miasta bez walki. Szkoda byłoby tracić tylu widoków, tylu dzieł na rzecz krwawej wojny, pochłaniającej również mnóstwo istnień. De Gaulle naplułby mu w twarz, gdyby wyłonił się gdzieś zza krzesła w następnej scenie.
Istotnie, nie darował sobie spojrzeń w stronę dostojnych panów w mundurach. Niestety (a może i stety) w spojrzeniach owych nie było uznania, ani uwielbienia. Przeważnie znużenie, zmieszane z naleciałością cichej kpiny. Już niedługo.
Gdy na scenie dobiegło końca jedno z przedstawień, Altman zaklaskał głośno. Chwilę później potarł w zamyśleniu czoło, niczym prawdziwy dżentelmen, siorbiący whisky prosto ze szklanki, bez żadnej popity czy innego psuja? ubarwiacza jakże dojrzałego smaku bursztynowego, płynnego złota.
- W dinozaury kamieniami nie będziemy rzucać, zdaje się - mruknął do Petera, niby to znudzonym głosem, odruchowo dotykając opuszkami palców misternych wąsów, podkreślających stan społeczny. Terrons D’Altmanns miał w planach rozdupcyć nazistowski interes raz a dobrze, przy wsparciu niezastąpionych towarzyszy. Cała trójka musiała wyglądać mocno wyjściowo, budząc respekt nawet kelnerki z przerostem żuchwy oraz przyczajonego z gazetą w kącie faceta, o pokaźnej tuszy, co jawił się Altmanowi niczym ludzkie wcielenie buldoga angielskiego. Interwencja była nawet wskazana… ale nie tym razem. Najpierw procentowe przyjemności.
- Jeszcze jedną kolejkę? - spojrzał po towarzyszach, mierząc wzrokiem roześmianą kelnerkę o kręconych, blond włosach. Usta miała pomalowane aż nazbyt krzykliwie. - Trzech siedzących w kącie ma przy sobie broń.
Nawet przy wypowiadaniu podobnych słów na twarzy towarzyszył mu uśmiech. Delikatny, spokojny, rozluźniony. Nikt nie chciał przecież doprowadzić do rozlewu krwi w podobnie wspaniałym miejscu. Prawda?
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison



22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2019-02-10, 21:18   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!

  

  
  
  
  


Podczas gdy Terry zapewniał Joey'a, jak to Harrison wpadać do mieszkania kiedy tylko chce, Peter wywrócił oczami w bardzo przerysowany sposób. No bo po jaką cholerę ten strażak jest tak nieuprzejmy? No kocha się w tym małym typie z gałązkami zamiast rąk, okej, ale dlaczego tak bardzo to próbuje okazać? Czyżby nie potrafił odróżnić prostego numerku od romantycznej miłości? Ona zaczyna się niecierpliwić. Peter nie zamierzał rozkochiwać w sobie Altmana, a jedynie brutalnie go wyobracać.
**
Wróćmy jednak do sedna, bo nasz drogi Eric zaczyna się niepokoić. Krązył wokół stolika, niczym zjawa podczas seansu spirytusowego i opowiadał o tym jak to w Paryżu impreza trwała w najlepsze. Muzyka była przygrywana, a alkohol lał się całymi strumieniami. Czy można sobie wyobrazić bardziej francuski scenariusz? A tak, pod ścianą młody chłopak właśnie lizał swoją przyjaciółkę po szyi, a większość odwiedzających przybytek miało okazję pooglądać jej ogromne sutki. Poza tym, chociaż w samym lokalu panowało przyjemne ciepło, zmieszane z odorem alkoholowych oddechów to na zewnątrz hulał zimny wyjący wiatr. Peter w tej chwili pomyślał, że dzisiaj nie tylko wiatr będzie wyć.
-Ależ oczywiście, mój drogi, polejmy! – oświadczył uradowany Joseph, unosząc przy tym dłoń i próbując zwrócić na siebie uwagę barmana. Czy skutecznie? [tutaj należy sobie wyobrazić rzucenie kościąXD] Skutecznie! Barman kiwnął do zebranej grupki, pokazując tym samym, że ogarnął.
**
Peter spojrzał na resztę jak na bandę idiotów -Ej, ale to napijemy się przynajmniej czegoś czy tylko będziemy udawać, że będziemy pić?
Tak więc otwarto pierwsze browary.
**
Peter pociągnął spory łyk swojego zamówionego miodu pitnego, który w rzeczywistości był red bullem. No i już miał się jakoś zawadiacko odezwać, kiedy gdzieś na piętrze budynku rozległ się ogromny, przerażający huk – a następnie ktoś stoczył się po schodach i wylądował pod ścianą. Facet byl zakrwawiony, nawet ścianę pobrudził bydlak. Większosć gosci instynktownie spojrzała w tamtą stronę i zauwazyła męzczyznę. Niektórzy nawet chcieli typkowi pomóc, ale szybko się okazało, że za spadającym facetem kroczyło dwóch żołnierzy. To jednak nie koniec, za nimi biegła roznegliżowana prostytutka. Oesu ile nagości w tym AU
Zapłakana dziewczyna spojrzała na gości.
-Ludzie! Ludzie, zróbcie coś! Oni go zabiją!
Jeden z żołnierzy zgromił ją wzrokiem, a następnie spoliczkował z ogromnym zamachem – niczym w Dynastii. Spoliczkowana dziewczyna runęła na ziemię i zaczęła płakać jeszcze głośniej.
-Cicho, ty francuska kuhwo! – warknął żołnierz, cały czas wbijając w nią zimne spojrzenie -Twój klient dopuścił się zbrodni przeciwko Trzeciej Rzeszy i zostanie stracony kuhhwa! – oznajmił niemiec, co prawda po francusku, ale z wyraźnie dosłyszalnym akcentem germańskim.
Joseph spojrzał na Terry'ego, a następnie na Petera, który w spokoju popijał swój miód z miną typu "Cant relate". Joseph westchnął cicho i zwrócił się już stricte do Terry'ego.
-Nie możemy na to pozwolić – szepnął.
-A skąd wiesz, czy typek serio nie jest jakimś zbrodniarzem? – spytał znudzonym tonem Peter-Jasne, niemcy są niby tymi złymi, ale nie możemy latac za każdym i go ratować bo nas jest trójka, a oni w mieście mają przecież cały garnizon
Joseph spojrzał na Petera, chwilę prawdopodobnie rozważając jego słowa, a następnie kiwnął głową. Tylko jak teraz dowiedzą się kim jest ten mężczyzna i co sprawiło, że jest wrogiem Trzeciej Rzeszy?
-Jest więc aresztowany! – kontynuował niemiec, skuwając przy tym pobitego mężczyznę-A jutro zostanie dokonana egzekucja!
-Gdyby to nie był ktoś ważny, na pewno usuneliby go tu i teraz – zauważył Joseph szeptem.
Tych kilku zołnierzy niemieckich, których przesiadywało dotychczas na sali zdecydowało się dołączyć do tamtej dwójki i wspólnie wyprowadzili podejrzanego. Francuska prostytutka, która teraz miała ogromnego siniaka na policzku spojrzała na gości.
-Co z wami, psy?! – wrzasnęła, a jej głos się załamał-Od kiedy to nie bronimy naszych, hę? – a następnie wbiegła po schodach i schowała sięw jednym z pokoi.
Niezależnie od tego, na co zdecyduje się trójka śmiałków to jedno jest pewne – ta impreza była równie martwa jak jutro będzie ten typ. Szynkarz pokazał drzwi i mruknął donośnie-Wypierdalać! Koniec tego dobrego!
Joseph spojrzał na Terry'ego-Wychodzimy, czy szukamy tej dziwki?
[Profil]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-02-10, 22:29   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Wzrok Altmana szczęśliwie nie podążał w kierunku ścian, skupiony przede wszystkim na misji głównej. Nie, żeby był z niego wyrafinowany profesjonalista, skupiony jedynie na rzeczy najbardziej ważnej. Równie interesujący, co główny wątek, wydawał się serwowany alkohol. Niby zwyczajny Burbon, przejawiający się po tej drugiej stronie w formie piwa, ale jakby wytężyć wyobraźnie, można by zamienić rzeczony napój bogów oraz rock and roll’owców w najbardziej wymyślne drinki, prawda? O ile Pan Bożu w formie Erica przyzwoli na takie jawne manipulowanie rzeczywistością przedstawioną. Scenariusz realistyczny. Jak to – w realistycznych nie dało rady zamienić Burbon na wino z kaprysu? (Pan Jeżusz by się obraził).
Posłał barmanowi porozumiewawcze spojrzenie, chociaż za cholerę nie wiedział czy zdążą doczłapać do baru, zanim coś w otoczeniu się odwali. Mistrza Gry mieli tym razem całkiem obcykanego w temacie. Nawet ta zakręcona kelnerka w blond włosach wyglądała po części jak dama, co zaraz będzie w opresji. Czy dostawali wystarczającą pensję łowców przygód, aby porwać się na ewentualne wyswobadzanie uciemiężonych ludzi? Ubezpieczenie wykupione? Gdy Terry zadał na głos pytanie o takowe, Eric jedynie spojrzał na niego zagadkowo. A więc to też utajnione…
Właściwie, to obaliłby trochę pitnego miodu, jak w każdym, szanującym się RPG’u należało zrobić, co by potem bełkotać w dialogach. Niestety, w tym samym czasie spokojną, sielankową egzystencję uczestników scenariusza postanowił zakłócić wybuch.
Terry podskoczył nieznacznie na krześle, bynajmniej nie w wyniku strachu, a zwyczajnego poderwania do działania. Jakby nie patrzeć, historia właśnie nabierała rozpędu. Alkohol nie zadomowił się w krwiobiegu jeszcze na tyle, aby reakcje jednego z poszukiwaczy przygód były opóźnione. Nie wypadało, aby zachowywał się tak skrajnie nieodpowiedzialnie, szczególnie, że punkty atrybutów wydał dokładnie tak, aby uzupełniać resztę towarzyszy. Gdyby za to dał więcej w specjalizacje odnośnie broni palnych, wiedziałby, że za huk odpowiadał poniekąd P08 Parabellum. Konkretny skurczysyn.
Pod wpływem zawodzenia zapłakanej kuhwy prostytutki, opuścił zajmowane miejsce, nie decydując się jednak podejść bliżej. Spojrzał po twarzach towarzyszy, uszami nasłuchując przebiegu konwersacji. Nie podobało mu się tak przedmiotowe traktowanie dziewczyny, nie ważne czy prostytutki czy nie. Aż by mu z oczu zaskrzyło, gdyby mogło, a Nazista poleciałby na ścianę, rzucony telekinetycznym rozpierdzielem (Nie no nadzwyczajnych mocy nie przewidziano niestety – komentuje Eric). Za cholerę nie mógł pojąć, co za zbrodni się dopuścił delikwent, odprawiający z kurtyzaną nie wiadomo co, na pięterku.
Spojrzał na Joeya, słysząc jego słowa. Najchętniej w trybie natychmiastowym sprzątnąłby żołnierzy, jednak tamci mieli przewagę liczebną, a jeśli ktoś z pracowników doniesie na nich, w Paryżu nie będą mieli życia. Deportacja w pierwszej części fabuły? W najlepszym wypadku, a i tak należało w razie czego, brać pod uwagę zbiorową egzekucję, razem z pojmanym NPC’em.
Musiał się zgodzić z werdyktem Harrisona. Facet musiał być istnym nośnikiem informacji, skoro zamierzali stracić go dopiero na egzekucji. Bo komu byłoby żal odstrzelić byle kmiota na oczach prostytutek i uchlanych bywalców lokalu, co możliwe, że gorsze rzeczy widzieli na oczy.
Zakutego w kajdany gościa wyprowadzili żołnierze na zewnątrz.
- Od kiedy… mogą nas za to zabić? - rzucił bardziej pod nosem, odprowadzając wzrokiem roznegliżowaną dziewkę, uciekającą po schodach czym prędzej. Podniósł wzrok na chłopaków, próbując przeliczyć na szybko ich szanse. W trakcie upił znowu tego browara, którym raczyli się w salonie.
- Jeśli mamy wystarczająco funduszy, bo za darmo pewnie nie będzie chciała gadać? - odruchowo wpakował dłoń do kieszeni, co by przeliczyć pozostałą kwotę, którą mógł rozporządzać. Trzech typów i dziwka. Brzmiało jak wstęp do nowej, ekscytującej przygody.
- Nie zaszkodzi jednak z nią pogadać, może coś wie. Dziwki wiedzą… rzeczy.
Szczególnie w takich czasach. - Dawajcie, zrobimy zrzutkę, powinno nam wystarczyć. Pan się nie denerwuje, zapłacimy.
Altman wyciągnął dłoń w stronę faceta od interesu, w uspokajającym geście. Pieniądz ponoć nie śpi. A skorzystają zarówno oni, jak i on. Dobra decyzja, czyż nie?
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison



22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2019-02-16, 15:49   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!

  

  
  
  
  


Najwyraźniej Terry był pewien tego, że dziewczyna porozmawia z nimi tylko podczas opłaconego spotkania. Czy miał rację? "What the Heavy Rain is going on?" - zapytałaby dramatycznie Wendy Williams, jeżeli byłaby świadkiem całej tej sytuacji. No tak w ogóle, to skąd ta pewność w głosie Altmana? Czyżby naoglądał się filmów, czy też miał jakieś doświadczenie w kwestii odwiedzania burdelolo? Teaaaa. Harrison wcale nie miał lepszego planu od swojego przyszłego chłopaka, a Peterowi to wszystko kompletnie zwisało. Zdradzić Wam sekret? Kiedy Joey oświadczył Peterowi, że będą u Terry'ego odgrywać role to Peter po prostu spodziewał się czegoś innego. Dlaczego więc nie wyszedł, kiedy okazało się co Harrison miał na myśli? No tak szczerze mówiąc, to on sam się nad tym zastanawia. Tymczasem wraz z Joe bez słowa zerknął do portfela. Co tam znalazł? Niestety, chłopcy byli dopiero na początku swojej przygody, tak więc wątpię by w kieszeniach mieli prawdziwy majątek. No i faktycznie, kiedy dokonano zbióreczki wyszło na to, że albo zapłacą swój rachunek u barmana – albo będą mieć hajs na opłacenie kwadransu u kuhwy. No i jak tu wybrać, przy tak wielkim wyborze moralnym?
Joey spojrzał na Terry'ego, a następnie na Petera-Dobra, to ten kto ma największe gadane, to pójdzie pogadać z dziwką i spróbuje wykminić jakieś info za darmo. – kiwnął głową, jakby mimowolnie zgadzając się z swoimi słowami. Dopiero po kilku sekundach dodał łamliwym głosem- Może ja?
Peter zmierzył Joey'a wzrokiem, a następnie parsknął zupełnie jak Shane gdy Andrew powie coś śmiesznego. Joey zmarszczył krzaczaste brwi patrząc na swojego kolegę-Ej, no o co Ci chodzi?
Początkowo Peter nie komentował słów chłopaka, ograniczając się jedynie do kręcenia głową z politowaniem. No skąd ten Joey się urwał? Zimne pojrzenie Joe sprawiło jednak, że Peter uznał, że chłopak naprawdę spodziewa się odpowiedzi.
-No myślę, że ona lepiej zareaguje na prawdziwego mężczyznę, a nie chodzący krzaczek z gałązkami. Terry, Ty idź. Spróbuj wykminić kto to był ten wyprowadzany typ, gdzie go zaprowadzili i w ogóle co tylko dasz radę – Peter wzruszył ramionami, zupełnie jakby nie przejmował się przebiegiem tej gry. Jednak warto dodać, że błysk, który skrywał się teraz gdzieś w jego spojrzeniu zdradzał coś innego – Peter zaczął się w to wszystko wkręcać.
Joey początkowo nawet poczul się urażony, dlatego nie skomentował w żaden sposób słów kumpla. Mruknął jedynie zimnym tonem narracje o tym, jak to nie czekając na reakcję reszty wziął gotówkę do łapy, a następnie poszedł w stronę barmana. Barman właśnie czyścił jakieś kufle i jedynie łypnął na młodego okiem. Harrison uśmiechnął isę na tyle uprzejmie, na ile tylko mógł i oświadczył pogodnym tonem:
-To my już zapłacimy, a jeśli to nie problem to kolega na chwilę pójdzie na górę do... machnął dłonią w stronę Terry'ego, a następnie zmarszczył brwi. Jak miala na imię francuska kuhwa?
-Vivianne barman kiwnął głowa, na znak, że najwyraxniej się zgadza z takim układem-Pan se weź to a następnie nalał do kieliszka nieco Jagermeister-Vivianne lubi – dopowiedział.
**
-Serio Eric? Vivianne? – spytał rozbawiony Joey, czytając przy okazji swoją kartę postaci.
-Oj no, wczoraj oglądałem z mamą Pretty woman!
-Mmhmm.
**
Aby ruszyć rozgryweczkę do przodu, opowiem jeszcze mniej więcej o tym jak wyglądało pięterko tej gospody. Rzut piętra przypominał nieco literkę "H", a pokoi było aż 9. Kiedy człowiek tak policzył ilość pokoi w gospodzie, to aż trudno było nie dojść do wniosku, że architekt wiedział doskonale co takiego projektuje. Swoją drogą czy ktoś rozkminił układ pomieszczeń? W niektórych sypialniach ewidentnie nadal przebywali klienci, lub też klientki, a świadczyły o tym rozlegające się jęki. Drzwi do jednego z pomieszczeń były wyłamane, a w środku przebywała zapłakana Vivianne.
  
[Profil]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-02-16, 22:46   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Nie był typem, który we wszelkich rozgrywkach czekał na decyzje innych graczy, kiedy to tamci wymienią między sobą wszelkie za i przeciw, a jemu pozostanie kiwnięcie bądź pokręcenie głową, wedle upodobania. Tak, lub nie, góra lub dół. Lepiej było wziąć los w swoje ręce, tudzież kości w dłonie i samemu dokonać wyboru, wspomaganego rozdanymi umiejętnościami. Nie ważne czy rozchodziło się o burdel, świątynię Thora, Jezusa czy innego Mahometa, a również innych bóstw, na których recytowanie Altman nie miał flow, bo właśnie pociągnął piwa z butelki. Jakże wykwintny smak zatańczył na jego kubkach smakowych, aż prawie dach lokalu nicość porwała w strzępki z wrażenia, takie to było dobre (a nie, bo Eric nie pozwolił).
- Dobra, słuchajta; ale to nie komedia polska.
- Za takie drobianki to nawet jednego z nas nie damy rady ochrzcić - niestety, słowa popłynęły same z siebie, a Terry naraził się na osądzający wzrok towarzyszy bo… cholera jasna, nie przebywali w systemie Icewind Dale z masowymi pielgrzymkami do świątyni bo banda orków wybiła im drużynę i jeden ocalał, aby nieść zwłoki kamratów ku cudownemu zmartwychwstaniu za całe 100 sztuk złota bo w Eastheaven podnieśli podatki (sic).
Chciał nawet przytaknąć Joeyowi, gdy ten zaproponował swoją osobę do misji bojowej, niestety Peter wyszedł przed szereg, kolejny raz w ciągu tego paryskiego, spokojnego wieczoru (niedzieli wieczur). Wodził wzrokiem, od blondyna po szatyna, próbując wynaleźć złoty środek na ich niewielkie poszturchiwanie się, w charakterze przyjacielskim oczywiście. Nikt tu nie próbował wzniecać buntów na samym początku aktu, szczególnie, że nie zdążyli wyjść z karczmy burdelu kabaretu.
W końcu światła jupiterów, pochodni, lamp olejnych, elektrycznych oraz świec, zostały skierowane w stronę Terronsa, we własnej osobie. Pora na otwarcie ust, niczym róża mieniących się intensywną czerwienią, bo alkohol.
- Możliwe, że wydałem trochę na perswazję - przyznał niby to zagadkowo, a niby całkiem luźno, zerkając kątem oka na barmana, krzątającego się przy kontuarku. Rzucić kośćmi nie zaszkodzi, szczególnie teraz, gdy ciążyła nad nim swego rodzaju presja towarzyszy. Jakże mógłby im odmówić, mówiąc na odchodne „przekonujcie se dziwkę sami”? Stanowili przecież zgarną drużynę poszukiwaczy przygód, o niewybrednych gustach.
Widząc przygaszenie na twarzy Harrisona, położył mu dłoń na barku w pokrzepiającym geście, na płaszczyźnie towarzysz-towarzysz.
- Dołączę do was, jak tylko wyciągnę z tej randomowej dziewczyny tyle, ile wie - barman łypnął przy tym w ich kierunku, jakby za czeluści piekielne nie wiedział, co te Francuzy parlają pod jego skromnym dachem.
Dla potwierdzenia swoich słów, monsieur D'Altmanns wyzerował, co miał w szklaneczce, ze złocistymi ambrozjami. Otarł usta przedramieniem, odzianym w szarą koszule i bujnął się do baru, co by zamówić tego Jaggera, jak barman przykazał. Dobrze jest mieć co nieco w zanadrzu, a i za trunkiem przepadał, za co kuhwa nieświadomie zapulsowała sobie u niego. Znaczy się niby kurtyzana, a jednak jakąś klasę pośrednią, choćby i picia, posiadała.
- Vivianne - burknął pod nosem dla zapamiętania, rzucając jeszcze Joeyowi pokrzepiające spojrzenie. Że niby miałby teraz dać plamę? Nie ma mowy.

***
Stopnie, prowadzące na pięterko skrzypiały co nieco, gdy Terrąs wspinał się na nie, dzierżąc w prawicy szklankę z podarunkiem, niczym śmiałek, udający się na audiencję u kuhwy dostojnej bogini, w postaci smoka albo równie czcigodnego stworzenia. Już czuł podświadomie wynikające z tego zderzenia powikłania, objawiające się między innymi w ruchach płyt tektonicznych gdzieś pod złączeniami drewnianych paneli i takich tam.
Odgłosów wolał jednak nie słuchać. Dość się nasłuchał swego czasu, mając za sąsiadów młodą parę, co później zaczynała napuszczać na siebie policję, wyważającą drzwi, bo okazało się, że milusińscy próbowali w twarde dragi. Kto co lubi. Miał jednak nadzieję, że Vivianne była kuhwą z klasa, a jej Jagger pozwoli na wyzwolenie wszelkich skrywanych w niej uczuć. D’Altmanns był dobrym słuchaczem. Podobnie jak jego alter ego, Terry we własnej osobie, cicho kosztujący browara, podczas rzucania kośćmi, gdy to powoli zbliżał się w stronę wyważonych drzwi. Musiał przyznać przed sobą wewnętrznie, że nie przepadał za szlochem, szczególnie, tym, związanym z ludźmi dorosłymi, co raczej płaczem nie wymuszali na rodzicach kupna lizaka.
Parzyste – zrobisz dobre wrażenie, nieparzyste – Vivianne uzna cię za intruza.
Pięć.
- Przepraszam, chciałbym… - złe zaczęcie rozmowy, co świadczyło o samej postawie kobiety, co podskoczyła niespokojnie na dźwięk głosu, a i widoki, przysłaniane opadającymi na oczy, wilgotnymi już włosami, poskręcanymi w delikatne fale.
- Powinniśmy porozmawiać o tym, co miało miejsce. Moi towarzysze i ja chcemy pomóc
Altmanowi udało się zbliżyć całkiem ostrożnie – obok futryny, jednak dalsza część zależała od reakcji dziewczyny na zapach, związany z alkoholem, który to trzymał nieprzerwanie w dłoni.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison



22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2019-02-18, 21:42   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!

  

  
  
  
  


Joseph wbił bezmyślne spojrzenie w monety, które w dłoni miał Terry. No faktycznie, nie było tego dużo. Nie mniej jednak ich wielka paryska przygoda dopiero się rozpoczynała, a Eric co jakiś czas podskakiwał w miejscu tak podekscytowany, że można było się domyśleć, że typ przygotował sporo. Może już niedługo czeka ich potyczka z jakimiś naziolami, dzięki której kolejna wizyta w domu kuhw będzie o wiele prostsza i bardziej urozmaicona? A gdy już chłopcy będą naprawdę wycięczeni, jak Adam Mickiewicz po całonocnym ruchaniu Słowackiego, to kupią sobie jakiś proszek by konar znów zapłonął, albo całe drzewo Kuldahar.
Kiedy Terry przyznał, że w sumie to wydał nieco punktów doświadczenia na perswazję, Peter wykrzywił usta w wyjątkowo triumfalnym uśmiechu i kiwnął głową. Chociaż jego zachowanie można było zinterpretować jako chamskie, tak naprawdę wcale nie to było intencją platynowłosego. Peter po prostu wkręcił się w całą tą zabawę i tak plus minus zaczał rozkminiać o co w tym wszystkim chodzi. Joey co prawda również wydał nieco punktów na perswazję, ale kiedy Peterek przyjrzał się jego karcie to zauważył, że o wiele bardziej gałązkoręki rozwinął zręczność i zdolność skradania. Może przyjdzie taka chwila, że to właśnie te umiejętności okażą się istotne?
Kiedy Terry wszedł po schodach w stronę kwater kuhw, Joseph i Peter spojrzeli na siebie, a następnie skierowali się w stronę dwóch foteli ustawionych nieopodal kominku. Skoro już muszą i tak czekać na kompana, to równie dobrze mogą się przy tym ogrzać, prawda?
**
Kiedy Terry przekroczył próg pokoju Vivianne, na pewno od zwrócił uwagę na typowo burdelowski wystrój pomieszczenia. Chociaż czy na tyle często chodził po przybytkach by znać trendy w ich wystroju? No cóż, nie wiem, wiem na pewno że w pokoju Viv ściany były pomalowane na kuhwowy odcień czerwieni. Poza tym drewniane meble zaś były pomalowane w odcieniu bardzo ciemnego mahoniu. Poza szeregiem satynowych zwisających cosi, pod jedną ścianą stała toaletka, a poza tym w pokoju było od kurwy różnych poduszek a obrazy były bardzo mało..... ambitne.
Vivanne siedziała przy tej toaletce, a dłońmi zakrywała twarz. Kiedy usłyszała męski głos uniosła spojrzenie, a wtedy można było dostrzec że jej makijaż kompletnie się rozpłynął. Dziewczyna najwyraźnniej naprawdę nie była zainteresowana tym co młody ma do powiedzenia, bo praktycznie od razu wskazała palcem wskazującym na drzwi a zimne spojrzenie wbiła w jego twarz.
-Wynoś się, pierdolony nazisto! – wrzasnęła w końcu, zupełnie jakby nie było jasne co miała na myśi pokazując palcem na drzwi. No cóż, Viv może potrafiła się bawic konturowaniem, ale na pewno nie mogła wykonturować charakteru. Polecam nowy filmik Tany gdzie odwaliła bratz czelendż, tak mi się przypomniało, bo to quote stamtąd. A następnie wzięła do rąk jakąs szczoteczkę do zę..włosów i rzuciła nią w stronę Terry'ego. Rzut kością zdecydował, że kuhwa nie trafiła. Za to drugi rzut kością zdecydował, że jej sąsiadka usłyszała te krzyki.
Chwilę panowała cisza, aż do pokoju wpadła druga dziewczyna. Dziewczyna rozejrzała się wokół i szybko dostrzegła potencjalne zagrożenie dla bffki. A kim była ta dziewczyna? No cóż, zaczniemy od jej opisu...
Krótkościęta dziewczyna o kruczowłosych włosach wbiegła do pomieszczenia, a następnie uderzyła Terry'ego pejczem z całych sił w plecy. Gdyby Terry znał wszystkich Aldridge'ów, i siedziałby w głowie Erica, to wiedziałby, że typ wyobraża sobie w tej roli Rheę. W sumie to nie wiem kto musiałby sobie ją tam na miejscu wyobrażać, by właśnie tam była – ale umówmy się, że jest.
-Jeszcze Wam mało?! – krzyknęła Sigil, bliźniaczo podobna do Rheoi, po czym drugi raz uderzyła Terry'ego-No idź stąd! Dość już zrobiliście! Zostawcie nas skurwysyny
Nie da się ukryć, że postawa Sigil była na swój sposób imponująca, nie bez powodu Vivianne po krókiej rozkminie chwyciła za srebrne lusterko w kształcie gwiazdy i również ruszyła do ataku. No bo dlaczego jej kumpela miałaby sama atakować nazistów? Kodeks kuhw na pewno zabrania takiego czegoś.
-Sigil! Po nogach! Po nogach, a potem go zwiążemy! – zasugerowała zasapana Vivianne, ciągle uderzajac chłopaka lusterkiem po omacku.
-Yaaaaas – zgodziła się Sigil, a następnie uderzyła pejczem w łydki chłopaka.
Skąd ten pejcz w jej dłoniach? No cóż, Sigil była często nazywana "Panią Bólu" – sami odróbcie sobie tę lekcję matematyki.
  
[Profil]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-02-20, 20:34   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Podekscytowanie Erica było aż podejrzane, bo gdy mistrz gry zaczyna się w podobny sposób cieszyć, wiadomo, że postaci nie będą mieć łatwego życia, a raczej gęsto najeżone wszelkiego rodzaju trudnościami (nie tylko związanymi z karami na zaklęcia platynowłosego towarzysza, majestatycznie zarzucającego włosami). Więcej o takowych - trudnościach i platynowłosych, w drugiej części postu.
Pokoju bardziej w typie szlacheckiego albo królewskiego nie spodziewał się na rewirach tutejszych, opanowanych przez rozwiązłe kobiety, głośną muzykę oraz morze alkoholu. Do byle czego Naziści w końcu nie wchodzili, a lokal wydawał się bardziej na kieszeń zamożnego mieszczanina, aniżeli chłopa ze wsi, co o elektryczności we własnej lepiance mógł zapomnieć. Szczerze mówiąc, Terrance nie miał pojęcia, jak wyglądała francuska wieś. Fakt postanowił zachować dla siebie, nie wspominając o nim nawet zebranym przy stoliku uczestnikom przygody.
Nie zaskoczył go obficie rozmazany kamuflaż na twarzy dziewoi, co to przypominała trochę w tym momencie Petera po nocnych przygodach (nie, żeby przekonał się o tym na własnej skórze).
Niepewnie wyciągnął w stronę kobiety kubek z drogocenną zawartością, w płynnej postaci. Naprzeciw wyszedł mu palec, jednoznacznie wskazujący na intencje właścicielki. Wynocha z salonów, inaczej tego pożałuje. Terry nie byłby jednak sobą, gdyby przynajmniej minimalnie nie igrał z ogniem (heh), szczególnie dla dobra misji i drużyny. Taking one for the team. Chyba tak na to mówili…
No dobra, miał w sobie co nieco z Niemca, ale do Nazistów sporo mu jeszcze brakowało! Zasłonił się wolną ręką, byle tylko uchronić twarz przed agresywnym wyobracaniem przez niespodziewany nalot szczoteczki do włosów. Obrotne te kurtyzany, takie feministyczne dosyć, co potrafiły walczyć o swoje. Bo kto inny zrobiłby cokolwiek w stronę równych praw dla białogłów? Te Francuzki, co wpieprzały makaroniki w czasie podwieczorków i mdlały na widok przemocy? Arystokracja…
Wtedy do zabawy wkroczyła dodatkowo mhroczna dziewczyna, dzierżąca zatrważający oręż tysiąca ryków, skomleń i innych stęków, co potrafił przejście do piekła otworzyć, choćby i w tych panelach kurtyzańskiego pokoju. Legendarny artefakt strzelił prosto w skromną osobę jednego z poszukiwaczy przygód, D’Altmannsa we własnej osobie. Krótki krzyk rozległ się w pokoju, a zaraz dołączył do niego dźwięk tłuczonego szkła, bo jagger runął prosto na drewno podłogowe.
Altman odskoczył gdzieś, aby zwiększyć odległość od swojej oprawczyni, zasłaniając rękoma kark, zupełnie, jakby miał za moment przybrać pozycję obronną jak przy starciu z czworonogami. Postać żółwia: aktywacja!
- Beliarze miej litość! - kurtyzana jedna z drugą pewnie za cholerę nie wiedziały, co za jegomościa się rozchodziło (chyba, że obracały się w podobnych tematach, może przy okazji obracając kogoś). Ważne, że sam zainteresowany wiedział.

- Serio, zostałem zaatakowany przez prostytutki? - spojrzał, z cieniem niewielkiego wyrzutu na Erica, ale takiego z zabawną nutą. - Wytrąciła mi jaggera, powinien w nią sypnąć pieniędzmi, albo nie wiem… podpalić firanki? Nie mam żadnych takich mocy…
Kątem oka zerknął ku Peterowi, ale żadna jednoznacznie płonąca sugestia nie została wypowiedziana na głos. W końcu reszta towarzyszy grzała się na dole, przy kominku, który to pewnie już zastąpił jego miejsce w drużynie. Cholerne kominki, jak mógłby się z nimi równać? Wypadał blado w porównaniu z tymi płomieniami, dającymi poczucie ciepła i… wystarczy już tego dobrego.

- Nie, tylko nie po nogach! - starał się przekrzyczeć nabuzowaną Vivienne, nadal się kuląc, ale tym razem pełznąc po podłodze, mijając plamę z rozlanego jaggera. - Jesteśmy po tej samej stronie, przysięgam! Jebać Hitlera!
Po takiej odzywce powinny mu uwierzyć, cholera! Punkty perswazji nie były przecież byle czym, na chodniku nie leżały, a i wcale nie były jak pieniądz, który ponoć zalegał wszędzie, a wystarczyło się po niego schylić. Wyjdzie z tego starcia z co najmniej dziesięcioma ujemnymi punktami na pasku życia.

- Krzyczę - oznajmił całkiem spokojnie, jak na sytuację, czekając aż Eric zadecyduje czy Terransowe krzyki były odpowiednio efektywne. - Krzyczę bardzo. Pewnie w sąsiednich pokojach słychać i Jean-Claude właśnie zaprzestał przygniatania swojej wypożyczonej koleżanki.
Brzmiało to źle. Na tyle, że Altman sam skrzywił się odrobinę, zaraz zapijając gorzkie wrażenie obecnym cały czas w salonie alkoholem.
Nie mnie krzywiący się był jego avatar, usilnie uskakujący przed ciosami, wymierzonymi w niebezpieczne kobiety mafii, tak zaciekłe, że Papryk Vege mógł co najwyżej lizać ściany.
_________________


[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 5