Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Riley Withinghall
2019-07-20, 02:04
#1 Ty tam, dlaczego aż tak się spóźniłaś?!
Autor Wiadomość
Claire Fisher







72

Southend





Wysłany: 2019-01-05, 15:48   #1 Ty tam, dlaczego aż tak się spóźniłaś?!
  

  
Madam Claire Fisher

  
YOU THERE? Why are you so late?!


2019 zaczął się dosyć nietypowo pod adresem Boscombre Road 401, a wszystko to za sprawą kilku wiadomości które dotarły do Madam z Republiki Południowej Afryki. Tego poranka była niesamowicie poruszona i nawet herbata z świeżo zmielonych ziół nie potrafiła jej pomóc. Może gdyby je zapaliła? Może wtedy życie stałoby się łatwiejsze do przełknięcia? Nie! Chociaż epizody gniewu były niesamowicie przerażające, Max wiedział doskonale, że ostatnie czego jego Madam chce to otumaniony umysł. Dlatego biegał biedny po domu, kombinując jak koń pod górkę i licząc na to, że już niedługo gość Madam Fisher zjawi się na miejscu. Może wtedy się uspokoi?
Claire tymczasem przebywała w swojej sypialni, gdzieś na piętrze rezydencji. Starsza kobieta właśnie wertowała jakieś notatniki i inne zapiski, w poszukiwaniu odpowiedzi na ostatni kryzys. Och, Michael, gdzie jesteś? Dlaczego nie jesteś w RPA, gdzie Cię zesłałam za karę? Czyżby ktoś pomógł Ci się wydostać z kraju? Może uzyskałeś pomoc od tego jadowitego węża w ludzkiej skórze?! Calanthe... Och, niech ona tylko się dowie, że jej secret crush odwieczna rywalka maczała w tym palce... Tymczasem Madam była na tyle poruszona ostatnimi wydarzeniami, że nadal nie zdażyła nawet przebrać się w żaden normalny strój – przez co popierdalała po rezydencji w szlafroku Gucci.
I w tym samym momencie, zupełnie przpadkowo zerknęła w stronę okna wychodzącego na bramę wjazdową i dostrzegła blondynkę. Czyżby to ona? Claire podeszła do okna, otworzyła je a następnie krzyknęła głośno:
-Ty tam?! Dlaczego aż tak się spóźniłaś?!
Max właśnie przebywał w kuchni, gdzie przygotowywał kolejny wywar, który miał na celu uspokoić Fisher. Wtedy też usłyszał, że Madam najwyraźniej kogoś woła i również zerknął w stronę bramy. Och! To ona! Pani detektyw! Łysy lokaj szybko udał się w stronę drzwi frontowych, otworzył je a następnie podbiegł w stronę bramy: -Tutaj proszę – oznajmił beznamiętnym głosem, a następnie otwierając wielką bramę kompletnie nieświadomie zerknął w stronę okien sypialni Claire-Wchodząc do środka proszę pamiętać o wytarciu butów – mruknął nieuprzejmie.
[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2019-01-12, 01:21   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


/po Ricky

Philippa nie miała pojęcia, co działo się w Afryce Południowej, ani nawet na Boscombe Road 401. Sama mieszkała trochę dalej, jej znajomości ograniczały się raczej do najbliższych sąsiadów, a i nie była największą plotkarą. Była za to wystarczająco roztrzepana, by nie wnikać, kim była niejaka Claire Fisher. Przynajmniej dopóki jej kamper nie wyzionął ducha tuż przed bramą posiadłości przy Boscombe Road 401.
Zawracanie tyłka mieszkańcom nie było pierwszym, na co wpadła Woodill. Zaczęła od zerknięcia na telefon, lecz niestety ten dał sobie spokój z komunikowaniem niskiego stanu energii i wyzionął ducha także. Jeszcze trochę i Fifka też by wyzionęła ducha... Gdyby nie była sobą. Tę kobietę nie tak łatwo przestraszyć. Niekoniecznie podobała jej się wizja powrotu pieszo do swojego domu, z którego miałaby zadzwonić po pomoc, by następnie tu wrócić i oddać kamper firmie ubezpieczeniowej, która miałaby go odholować. Nie wiem, jak działają firmy ubezpieczeniowe, więc ciężko mi powiedzieć, dokąd mieliby go odholować, ale załóżmy, że po takim czasie Philippa pokusiła się już o to, by ubezpieczyć tego złomka. To znaczy, pewnie musiała, skoro wyruszyła nim w świat, a przestał być tylko starym gratem zajmującym w garażu więcej miejsca, niż powinno auto.
Nigdzie nie mogła jednak zadzwonić z rozładowanym telefonem, toteż po kilku nieudanych próbach odpalenia kampera postanowiła zapukać do najbliższych drzwi i poprosić o pomoc. Potrzebowała jedynie ładowarki, na kilka chwil. To chyba nic takiego? Nie spodziewała się jednak, że ktoś wyskoczy jej na przywitanie jeszcze zanim dotrze do drzwi frontowych. Właściwie, pierwszy był krzyk przez okno, choć z początku go zignorowała, bo przecież nie ona tu była tą spóźnioną. Drzwi wejściowe jednak uchyliły się, a zza nich wyjrzał... lokaj? Gdzie ona trafiła? Czyżby miała być Piękną w zamku Bestii? Max bankowo wyglądał jak świecznik, jestem pewna.
- Dzień dobry! Och, bardzo pan uprzejmy - zaczęła, zupełnie nie zwracając uwagi na jego ton, a następnie posłusznie wytarła buty, po czym wsunęła się środka. Odruchowo rozejrzała się po wnętrzu, zaraz jednak znów skupiła wzrok na mężczyźnie. - Nie chciałabym przeszkadzać, ale tuż obok zepsuł mi się wóz, a w telefonie padła mi bateria. Czy mogłabym pożyczyć trochę prądu? Byle tylko mogłabym zadzwonić po pomoc drogową, i zaraz sobie pójdę - bardzo jej na tym zależało, ale po tym jakże przemiłym powitaniu spodziewała się, że nie będzie z tym żadnych problemów. Powiedzieć, że zawsze dopisywało jej szczęście, to zdecydowanie zbyt dużo, ale w końcu mogłoby, choć troszkę. Już wystarczy, że prawdopodobnie będzie musiała wydać kolejne pieniądze na kampera, który przecież w końcu miał zacząć funkcjonować poprawnie. W najbliższe wakacje chciała wybrać się nim na dłuższą wycieczkę, nie mógł się tak zachowywać w miejscach, gdzie nie było zasięgu, albo prądu, albo w ogóle niczego.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Claire Fisher







72

Southend





Wysłany: 2019-01-13, 12:18   
  

  
Madam Claire Fisher

  
YOU THERE? Why are you so late?!


Kiedy Philippa przeszła przez próg drzwi, łysy lokaj od razu zamknął za nią drzwi. Facet spoglądał na nią niesamowicie zimnym, bezuczuciowym spojrzeniem zupełnie jakby patrzył na jakiegoś niesamowicie niepotrzebnego intruza. Chociaż czy intruzi nie są zawsze niepotrzebni? Czy to nie znajduje się w ich definicji? Tak czy siak, facet najwyraźniej kompletnie zignorował jej słowa, albo przynajmniej tak się zachowywał. Dlaczego? Czy Philippa jakoś mu się naraziła? Łysy zachowywałsię tak, jakby kompletnie nie usłyszał jej słów. Może bał się tego, co Madame zrobi, kiedy okaże się, że Philippa nie jest tą, za którą ją wzieli? Czy znowu rzuci wazą o ścianę i będzie musiał to wszystko zamiatać, kiedy kolejne wazy będa uderzały o ścianę a na niego będzie spływał szklany deszcz? Co prawda mógłby teoretycznie wteyd poczekać aż szał Madame się skończy, ale ona wtedy bardziej się wkurwiała i krzyczała "Dlaczego teog nie sprzatasz, kretynie?!"
-MAX? Powiedz jej by poczekała! – wrzasnął damski głos.
Max spojrzał na blondynkę, zmierzył ją wzrokiem a następnie mruknął -Słyszałaś. Jeżeli będziesz potrzebowała pomocy drogowej, wezwij mnie A następnie ruszył przed siebie, zostawiając Phlilippę kompletnie samą. Dopiero po chwili rozległ się inny głos, dosyć ostry, zimny i taki..... w kurwę nieprzyjemny.
-Czy mamy jakieś wieści na temat miejsca pobytu Michaela? Gdzieś na szczycie schodów pojawiła się postać starszej kobiety, ubranej w satynowy szlafrok. Zmierzyła wzrokiem Philippę, najwyraźniej oceniając zarówno wartość outfitu blondynki jak i to, czy w ogóle pani detektyw da sobie radę ze sprawą.
-To zresztą nieistotne, musi wróćić do RPA. Natychmiast! – huknęła po chwili, schodząc dalej ze schodów-Nie mogę pojąć tego, dlaczego udało mu się opuścić kraj. Myśli Pan, że miał pomoc? Fisher uniosła brwi spoglądając bezpośrednio na Philippę. Jej spojrzenie można było zinterpretować jako takie "No, zaimponuj mi ściero! Pokaż, że jesteś warta tego co Ci płacę!"
[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2019-02-03, 18:26   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Lodowate spojrzenie mężczyzny w żaden sposób nie zrażało Philippy. Odpowiadała na nie promiennym uśmiechem, który w zamyślę miał przekonać go do udostępnienia jej na chwilę kontaktu. Potrzebowała maksymalnie kilku minut, to przecież nie tak wiele. Miała mu zapłacić za prąd? Albo połączenie telefoniczne? To też nie był problem, ale no, mógłby coś powiedzieć, zamiast tak ją tylko mierzyć tym wzrokiem. Odruchowo zerknęła w górę schodów, bo jak mniemam, to stamtąd dochodził kobiecy głos, ale zaraz znów skupiła wzrok na Maxsie. Otworzyła usta i nawet zaczęła coś mówić, ale nim doszła do konkretów, on już zniknął, a ona niekoniecznie chciała wpraszać się wgłąb domu... jeszcze. Po chwili jej oczom ukazała się właścicielka głosu, który przed chwilą dobiegał skądś. Philippa obdarzyła kobietę szerokim uśmiechem. No cóż, jej outfit na pewno nie był czymś, co mogło wzbudzić zaufanie Claire Fisher. Miała na sobie nieco wyświechtaną i przybrudzoną ranczerską kurtkę podbijaną kożuszkiem, a ponieważ w domu było ciepło, rozpięła ją i spod spodu wystawał ciepły, burgundowy sweter, a także szelki dżinsowych ogrodniczek. To na pewno nie elegancki ubiór pani detektyw.
- Och, myślę, że z RPA można wydostać się bez pomocy, to przecież nie więzienie - odpowiedziała, jakby pytanie faktycznie było skierowane do niej, choć nie miała pojęcia, o co chodzi. Może starsza pani po prostu potrzebowała towarzystwa? - Czy mogłabym skorzystać z telefonu? Zajmie mi to tylko chwilę - zapewniła i zrobiła kilka kroków przed siebie, zatrzymując się u podstawy schodów. - Albo z kontaktu elektrycznego, mój telefon się rozładował, muszę wezwać pomoc drogową, to tylko jeden telefon, bardzo proszę. Odwdzięczę się - jeszcze jeden uśmiech skierowała ku Claire, próbując zaskarbić tym sobie jej sympatię. Mieszkała niedaleko, mogła jej kiedyś zrobić zakupy, kupić ciasto, albo zaprosić na obiad czy jakieś chlańsko. W zwiewnym szlafroczku to stare próchno nie zachęcało Pipki do seksualnych aktywności, ale przecież nie na tym muszą opierać się wszystkie znajomości.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Claire Fisher







72

Southend





Wysłany: 2019-02-26, 18:36   
  

  
Madam Claire Fisher

  
YOU THERE? Why are you so late?!


Zanim przejdziemy do sedna tego odpisu, warto zaznaczyć jak wyglądała dynamika życia przy Boscombe Road 401. Wieloletnie sprawowanie dyktatorskiej władzy w kobiecym piśmie sprawiło, że Claire po prostu nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś zamiast pokornie przyjmowac rozkazy wdaje się w dyskusje. Dlatego, kiedy pseudp prywatna detektyw Fifka poddała w wątpliwość słowa Madame, starsza kobieta wbiła w nią zimny wzrok, a następnie zmrużyła oczy. Przez chwilę raszpla wyglądała jak jakiś wąż, chociaż w sumie węże są mniej jadowite. Fisher stała tak w miejscu, niczym antyczny posąg w sumie to ona jest w wieku takiego posągu i wpatrywała się w Fifkę, zupełnie jakby obserwowała młodszą blondynkę.
-Tak, pewnie ma Pani racje – przyznała po chwili, mimowolnie kiwając przy tym głową. Czy powinna zdradzić Fifce to, że jej dom letniskowy był prawdziwą twierdzą? -Musi Pani jednak zrozumieć, że.... – w tej samej chwili Fifka poprosiła o możliwość skorzystania z telefonu. Madame przerwała wypowiedź, a następnie uniosła wyniośle wymukane brwi. Staruszka spojrzała na czarny telefon, który znajdował się gdzieś na stoliku i machnęła w jego stronę dłonią od niechcenia.
-Czy nie chce najpierw Pani ustalić gdzie Michael mógłby się udać? Już jest Pani gotowa do pracy? Podziwiam, ale jednak powinna Pani wiedzieć, że słabo znoszę zawody i amatorów.
[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2019-03-06, 20:46   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Nawet, jeśli Philippie zdarzało się czytać kobiece pisma (a pewnie się zdarzało, gówniana lektura w gównianych momentach to dobra sprawa), to nigdy nie interesowała się autorami artykułów, redaktorami, a już na pewno nie głównym wydawcą. Nawet, kiedy czytała jakieś gówno nad gównami pokroju czy Ty i Twój partner jesteście dla siebie stworzeni? rozwiąż nasz quiz! albo wytyczne mody na następny sezon, które obejmowały fioletowe kapelusze kowbojskie w zielone kropki, to nie zerkała na nazwisko, zastanawiając się, kto miał na tyle mało szacunku do siebie samego, że się pod tym podpisał. Czasem, kiedy takie artykuły w jakiś sposób oddziaływały na jej emocje (i raczej nie był to autentyczny zachwyt), pobudzały jej obstrukcję, a za to mogła być jedynie wdzięczna. W każdym razie, mam wrażenie, że zbyt dużo linijek poświęciłam odwiedzinom Philippy w miejscu, gdzie król chadza piechotą, toteż przejdę może do konkluzji: nie miała pojęcia, kim jest Claire Fisher. Teraz już wiedziała, jak wygląda, i że zamieszkuje wypasioną chatę kilka przecznic (domów?) od samej Woodill, ale naprawdę, nic poza tym. Dla blondynki, ta stara raszpla nie była nikim niezwykłym. A już na pewno nie kimś, kto miałby cokolwiek Philippie narzucać. Zimny wzrok Claire nie zmroził Fifki, która wciąż tryskała energią i entuzjazmem, i pewnie gdyby nie fakt rozdupconego auta, uśmiech nie schodziłby jej z twarzy. Choć właściwie, zaraz się na niej pojawił, kiedy tylko Fisher machnęła niedbale ręką w stronę telefonu. Dla Pipki była to wystarczająca zachęta. Skierowała swoje kroki w stronę stoika i już miała aparat w dłoni, kiedy gospodyni ponownie się odezwała. Woodill ściągnęła brwi, dopiero teraz orientując się, że kobieta wzięła ją chyba za kogoś innego.
- Przepraszam, ale czy spodziewa się pani kogoś? Niestety, nie znam żadnego Michaela, to znaczy, tak mi się wydaje, że nie znam tego, o którym pani mówi. To znaczy, mam na myśli, chyba nie jestem osobą, którą pani myśli, że jestem - trochę pokrętnie, ale gdyby Claire Fisher była słabo kumata, to chyba nie doszłaby do zawodowego miejsca, w którym jest teraz. *tutaj nieudolny żart o tym, że Claire kuma, bo wygląda jak żaba*
Nie wiem, skąd Philippa znała numer do pomocy drogowej, ale pewnie jej kamper był już nie raz ściągany z drogi i miała w schowku wizytówkę, która teraz zabrała ze sobą z samochodu. Właściwie nie czekała na odpowiedź Claire, a zamiast tego wystukała numer i poczekała na połączenie, a jeśli kobieta miała zamiar jej się wtrącać w rozmowę, to Philippa jedynie nietaktowanie uciszała ją ruchem ręki. Dopiero kiedy musiała podać komuś po drugiej stronie adres, pod który mieli po nią przyjechać, spojrzała pytająco na Claire.
- Przepraszam, pod którym numerem pani właściwie mieszka? - kobieta byłą przecież najbliższym źródłem tej informacji.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Claire Fisher







72

Southend





Wysłany: 2019-03-27, 21:41   
  

  
Madam Claire Fisher

  
YOU THERE? Why are you so late?!


Kiedy tylko Fifka przyznała, że w sumie to zaszła pewna pomyłka, Claire wbiła w blondynkę kolejne lodowate spojrzenie. Jak doszło do tego tego nieporozumienia? Czyżby wszystkiemu był winien Max? Och, niech tylko ta młoda siksa opuści mury rezydencji, a Łysy pożałuje swojej niekompetencji! Jaką karę poniesie jej lokaj? Prawdopodobnie będzie musiał swoją łysiną wypolerować marmurową podłogę w jednej z łazienek. Jednak skoro blondynka nie była tą, za którą Claire ją uznała, to Fisher nie czuła się już zmuszona do obcowania z nieznajomą. A skoro raszpla nie była zmuszona do obcowania z laską, to nic nie stało na przeszkodzie by wyrzucić ją z domu! Ha, zawsze to jakiś profit jeżeli się jest pyszną, nieszczęśliwą wydmuszką po człowieku.
-Być może, w takim razie po prostu proszę wyjść – oświadczyła wyniosłym tonem, kierując się przy okazji w stronę stolika z alkoholami. Było już grubo po dziewiątej rano, nic więc nie stało na przeszkodzie ku temu by trzasnąć sobie martini. Czyzby Madame Fisher była alkoholiczką? Oczywiście.
Jednak blondynka najwyraźniej postanowiła zignorować prośbę gospodyni i mimo wszystko skorzystać z telefonu. Dlatego też Claire rzuciła jakims szkłem w kominek, który stał nieopodal. Swoją droga, kominek pewnie już wiele w życiu widział.
-Wynoś się, natychmiast! – wrzasnęła, a ten wrzask oczywiscie sprawił, że tuż obok pojawił się Max, lokaj. Łysy, starzejący się jegomość zmierzył wzrokiem zarówno blondynkę, jak i swoją pracodawczynię. Dopiero po chwili zapytał tonem, który wskazywał na ostry szczękościsk.
-Co się stało, Pani Fisher?
-Dlaczego wpuszczasz do domu karaluchy, Ty stary idioto? – spytała ostrym tonem Claire-Czyżbyś chciał poszukać zatrudnienia u Calanthe, kretynie? Załatw to, czym prędzej!
Fisher nalała sobie swojego martini, a następnie chwyciła za butelkę i wraz z nią powędrowała spowrotem na górę, prawdopodobnie do swojej sypialni. Max spojrzał na blodnynkę, a następnie przewrócił oczami.
-Przepraszam Panią, Madame nie czuje się dzisiaj najlepiej. Pani Somerset i jej ogród byli na rozkładówce czasopisma poświeconego najwspanialszym angielskim ogrodom – przyznał niesamowicie oficjalnym tonem-Dom znajduje się przy Boscombe Road 401, bardzo proszę się pośpieszyć z telefonem. Nie chciałbym by Madame ponownie Panią zobaczyła.
[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2019-03-31, 22:25   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Chciała tylko zadzwonić, prawda? Tak właśnie było. Zatem, kiedy już sobie wyjaśniły, jaka pomyłka miała miejsce, a Claire wyprosiła ją ze swojego domu, Philippa kilkoma mniej lub bardziej niezrozumiałymi gestami dała znać, że ona tylko zadzwoni, i zaraz zniknie. No halo, pilnie potrzebowała tej pomocy, a babka sobie w kulki leci. Jeden telefon jej przecież nie zabije, hm? Biorąc pod uwagę rozmiar i wystrój rezydencji, w tym lokaja, to raczej nie zbiednieje przez to jedno połączenie.
Rozmawiała już chwilę przez telefon i w pełni skupiła się na tym, by porozumieć się z człowiek po drugiej stronie, spytała jedynie o dokładny adres, ale zamiast go uzyskać, kieliszek z porannym alkoholem roztrzaskał się o ścianę. Philippa odruchowo krzyknęła, wystraszona i zaskoczona zaistniałą sytuacją. Biedny człowiek po drugiej stronie słuchawki.
Niespecjalnie spodobało jej się, że ktoś nazwał ją karaluchem, bo wcale się takowym nie czuła, ale zwyczajnie uznała, że kobieta jest przed okresem, a może i bez bolca dostała pierdolca, kto ją tam mógł wiedzieć. W każdym razie, nie zachowywała się jak na normalnego człowieka przystało, i stwierdzała to Philippa, która przez wielu także bywała uznawana za nieco nawiedzoną. Nim jednak zdążyła zareagować w jakiś jeszcze sposób, Claire zniknęła na piętrze, a ona została sama z Maxem. I telefonem. Skinęła mężczyźnie głową, w ramach podziękowania za adres, po czym podała go przez telefon, wyjaśniając przy okazji, że wyszło tylko małe nieporozumienie, ale wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nikomu przecież krzywda się nie stała. Rozłączyła się i odłożyła telefon.
- Madame nie przepada za Calanthe Somerset? - spytała zdziwiona lokaja, bo sama miała okazję poznać ową damę i wspominała ją całkiem miło. Dodatkowo, zanotowała w pamięci, by kupić czasopismo o ogrodach, oglądania ładnych pań nigdy za mało. Zabawne, że Claire Fisher się do nich nie zaliczała. Może właśnie dlatego to nie ją umieszczono na rozkładówce jakiegoś czasopisma. - Nie myślałeś, żeby jej kiedyś zrobić dobrze? Może przestałaby rzucać rzeczami - zmarszczyła brwi, zerkając na mężczyznę. Po jego reakcji mogła wnioskować, że nie był to pierwszy raz, kiedy jakieś szkło zostało stłuczone przy użyciu większej siły. Prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby faktycznie wyszła i zostawiła ich samych, bo najbardziej na tym wszystkim ucierpi biedny Max, wiadomo - swoją drogą, czemu jeszcze tu pracuje? syndrom sztokholmski, czy co? - ale kiedy Philippa wpada na jeden ze swoich debilnych pomysłów, jej pokłady empatii umierają szybką śmiercią. To znaczy, przemknęło jej jeszcze przez myśl, aby pomóc mu sprzątać, ale nie bardzo wiedziała, gdzie jest tu jakaś miotła, albo cokolwiek. Zatem zamiast się za nią rozglądać, ruszyła po schodach w ślad za Claire, momentami przeskakując nawet po dwa schodki. - Madame? - zawołała, zaglądając przez jedne drzwi i drugie, szukając kobiety, z którą przed chwilą miała wątpliwą przyjemność konwersować. W końcu, za którymiś drzwiami z kolei, dostrzegła zwiewny, satynowy szlafroczek. Oparła się o framugę i z szerokim uśmiechem wbiła wzrok z próchno. - Madame? Co powiesz na szybką minetkę? - poruszyła zachęcająco brwiami, o ile Claire była łaskawa zaszczycić ją spojrzeniem. Skoro Max nie był skory, to można mu uratuje tyłek? Albo chociaż twarz, gdyby następny kieliszek miał rozbić się na jego łysej głowie? Oczywiście, nie miała pojęcia, że poruszyła właśnie temat rozgotowanego pierożka, bo cipki kobiet w wieku Claire Fisher nijak nie mają się do cipek takiej, no, chociażby Calanthe. Tamtej Philippa też oczywiście nie widziała, ale to było akurat najmniej istotne.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Claire Fisher







72

Southend





Wysłany: 2019-05-12, 13:52   
  

  
Madam Claire Fisher

  
YOU THERE? Why are you so late?!


Czy Claire faktycznie była przed okresem? Oczywiście, że nie! Co prawda Madame Fisher nigdy nie przebywała w Polsce, ale można śmiało podejrzewać, że jej ostatnie "te dni" wypadły gdzieś podczas bombardowania Warszawy. Rzeczywiście staruszka zachowywała się nieco gwałtownie i kreskówkowo, ale to nic w porównaniu do tego jak mordercze spojrzenie posłał Fifce Max tuż po tym gdy ta zapytała o Calanthe.
- W tym domu nie wypowiada się tego nazwiska – oświadczył poważnym tonem, po czym uniósł wyniośle jedną brew- To jest jedna z podstawowych zasad tego domu, proszę więc jej przestrzegać
Czy ten lokaj naprawdę aż tak mocno był zaangażowany w swoją pracę? Czy też może Fifka jakimś cudem trafiła do "Mamy Cię"? Scenariusz w którym nagle z każdego pomieszczenia wypadają ludzie trzymający kamerę i mikrofony był o wiele bardziej realistyczny niż to, co tak naprawdę odpierdzielało się w pokoju dziennym rezydencji. Kiedy Fifka zadała kolejne pytanie Maxowi na temat zadowolenia Madame, ten zgromił ją jedynie wzrokiem i nie odpowiedział w żaden sposób. Tak szczerze mówiąc, to wielokrotnie marzył o tym by Madame spojrzała na niego bardziej łaskawym wzrokiem, ale był już przyzwyczajony do tego jak wyglądała cała ta żenująca sytuacja.
Najwyraźniej blondynka zdecydowała się doprowadzić łysego lokaja do ataku serca, bowiem już po chwili poszła zaczepiać w dalszym ciągu Madame. Do czego to doprowadzi?!
Kiedy Fifka po prostu biegała sobie po pięterku i szukała odpowiedniego pokoju, Claire jedynie spojrzała na drzwi prowadzące do jej pokoju, gdzie już po chwili pojawiła się blondynka. Początkowo Claire wpatrywała się jedynie w Fifkę, nie do końca wierząc w to co właśnie usłyszała. Czemu ta młodzież jest tak niesamowicie wulgarna? Kto ich tego wszystkiego uczy?
-Proszę natychmiast opuścić mój dom, bo w przeciwnym wypadku będę zmuszona wezwać policję – wycedziła przez zęby wściekła Madam, a w tym czasie Max biegał gdzieś piętro niżej i panikował na temat tego jak skończy się ta sytuacja.
[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2019-07-01, 21:20   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Właściwie, złe samopoczucie Claire mogło wynikać z menopauzy, to ponoć dużo gorsze, niż PMS i te rzeczy, więc mogłoby co nieco wyjaśniać. Niczym dziwnym nie byłoby też, gdyby jej menopauza trwała już dobre dwadzieścia lat, tak. Natomiast Philippie jeszcze troszkę do menopauzy brakowało, a zamiast wszelkich napięć miała dobry humor (nawet, jeśli po jej ukochanego kampera właśnie zmierzała pomoc drogowa), więc zamiast z pokorą stosować się do zasad domu i poleceń Maxa, ze śmiechem wyszeptała pod nosem nazwisko - którego - nie - można - wymawiać, w tym samym momencie, w którym wpakowywała się po schodach na piętro. Po prostu była niesamowicie nieświadoma tego, czym ten dom jest i jak ogromne katusze przeżywał tu Max w imię swojej nieszczęśliwej miłości do Fisher. To musiała być miłość, bo z jakiego innego powodu miałby tu tkwić?
Oczywiście, Pipetta wcale nie zamierzała dobierać się do rozgotowanego pierożka Claire, ale śmieszki jej w głowie były coraz bardziej. Niestety, w obliczu przeszywającego spojrzenia starej raszpli, nawet jej entuzjazm trochę przygasł. Miało to być tylko niewinnym żarciekiem, ale z drugiej strony, wcale nie była już dzieckiem, zdawała sobie przecież sprawę, że była w cudzym domu, nachodziła obcych ludzi, no i generalnie prawo w tej chwili było po stronie kobiety w szlafroczku. Dygnęła zatem tylko, wycofując się za próg pokoju.
- Już mnie nie ma. Dziękuję za możliwość skorzystania z telefonu - skłoniła lekko głowę, po czym skierowała swe kroki na dół. Na odchodnym jeszcze pomachała Maxowi, który pewnie był zajęty zbieraniem szkła, albo panikowaniem, albo jednym i drugim, ale już niedługo jego serce mogło powrócić do normalnego rytmu, bo Woodill wyszła, zamykając za sobą drzwi, i poszła troszczyć się o swój wątpliwej jakości pojazd.

/zt x2
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6