Poprzedni temat «» Następny temat
How to pet a bear
Autor Wiadomość
Booker Scheller

Wysłany: 2019-04-08, 12:35   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Najważniejsze, że oni dwaj nie byli pijani, bo chociaż z początku Bookerowi szumiało w głowie grzane wino, to poszukiwania Isaaca sprawiły, że szybko wytrzeźwiał. Adrenalina i mróz robiły swoje. Poza tym nikt z towarzystwa nie za bardzo kwapił się, aby odnaleźć chłopaka, nawet jego najlepszy kumpel, który bawił się lepiej w towarzystwie procentów i trochę potrwało, zanim zorientował się, że Isaaca nie było zbyt długo.
Booker miał w sobie wiele empatii i nie mógł pozwolić, żeby nie udać się w te poszukiwania wraz z Erwinem. Nie darowałby sobie, gdyby któremuś z nich coś się stało, no i miło było spędzić trochę więcej czasu ze Springerem, nawet jeśli na ten moment musieli tachać ze sobą zwłoki.
- Ten zasięg to jakiś żart - mruknął pod nosem, kiedy wyciągnął swoją komórkę. Mówiąc ten zasięg Scheller miał na myśli jego brak. Może i student prawa potrafił odnaleźć się w każdej sytuacji, ale z Bookiem było inaczej. On ledwo odnajdował się w życiu i każdego dnia cudem z tym życiem uchodził. Na wzmiankę o filmie spojrzał Springera i ściągnął brwi. - Masz na myśli Pomiędzy nami góry? Tytuł bardzo adekwatny - wykonał zamaszysty gest ręką w kierunku wzniesień, cały czas jakoś podtrzymując, upojonego alkoholem, znajomego ze studiów. Dobrze, że szatyn nie napomknął o Evereście z 2015 roku, w którym prawie wszyscy zginęli.
Isaac czknął głośno po tym, jak Erwin wydarł mu się do ucha. Najwyraźniej nic sobie z tego wszystkiego nie robił i najchętniej zwinąłby się w kłębek między śnieżnymi zaspami i poszedł smacznie spać. Śmieszny gość z tego Isaaca. Taki nie za mądry.
- Jak będziesz szybciej przebierał nogami, to na pewno będzie dla ciebie milszy - zwrócił się bezpośrednio do pijusa i klepnął Springera w ramię. - Prawda, Erwin? - rzucił mu znaczące spojrzenie. Może przekupstwem zdołają sprawić, że chłopak zacznie współpracować i szybciej znajdą się w ciepłym ośrodku? Jeśli nie, to będą musieli sobie jakoś poradzić. Gorzej, jeśli nie znajdą drogi powrotnej, a zasięg nie wróci, wtedy będą musieli zajść do tych oddalonych domków, z których wydobywały się ledwo widoczne smugi światła i tam poprosić o pomoc. Może mieszkający tam ludzie wskażą im drogę, zaproponują transport, albo pozwolą przeczekać do rana przy gorącym kakao?
[Profil]
 
 
Erwin Springer








22

przyszły prawnik

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-04-14, 18:14   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth


- Racja - uśmiechnął się ze słabym rozbawieniem, dodając jeszcze swoje trzy grosze do kwestii filmu. Przynajmniej mógł na moment zignorować piąte koło ich wyprawy, co jednocześnie było kołem, po które musieli przybyć w pierwszej kolejności. O ile łatwiej by było, gdyby zamiast pokojów w ośrodku, wykupili cały domek, który zamknęliby na noc, aby nikomu nie przychodziły do głowy głupie pomysły. Jasne… spróbuj studentów ograniczyć.
Maszerowanie przez kolejne odcinki drogi, znajdującej się pod grubą warstwa śniegu, wcale nie było takie łatwe. Nawet, jeśli połowa ciała Isaaca opierała się o Schellera. Pokiwał głową bez słowa, potwierdzając teorię bruneta. Skakałby metaforycznie z radości, gdyby już dotarli w jednym kawałku do celu podróży, od którego również zaczynali.
Ta przeprawa stawała się coraz trudniejsza…
Springer wypuścił z płuc kolejną porcję powietrza, zamieniającą się w parę.
- Powinniśmy gdzieś przeczekać, aż przynajmniej trochę wytrzeźwieje… - podsunął, czując jak Isaac stawia coraz większy opór, a własna inicjatywa coraz bardziej zapada się w śniegu. Podobnie jak on sam, bo praktycznie brodził w białym puchu kolanami.
Jak na złość, z nieba zaczął sypać śnieg.
- W górach pogoda szybko się zmienia - dodał jeszcze, szukając wzrokiem Bookera. Śnieg zaczął przesłaniać widok, wpadając co i raz do oczu, osiadając na odkrytej, Erwinowej twarzy. Policzki już dawno temu nabrały delikatnego odcienia różu. Teraz rzeczywiście zaczął się czuć nieco bardziej jak Kate Winslet, we wspomnianym wcześniej filmie.
Przystanął w końcu w miejscu, na co Isaac zareagował nieznacznym zatoczeniem się do przodu. Pewniej przytrzymał go za ramię. Krótka narada wojenna.
- Może gdzieś tutaj jest jakiś domek, oferujący pokoje gościnne… - zaczął rozglądać się na boki, byle tylko dojrzeć cokolwiek przydatnego pomiędzy spadającymi z nieba płatkami śniegu, o pokaźnych wymiarach. Byłby skłonny wyrzucić te kilkadziesiąt nawet funtów, byle tylko nie zafundować zarówno sobie, jak i współtowarzyszom, porządnego wyziębienia, przekreślającego na amen kolejne dni w tej mieścinie.
- Albo możemy spróbować z losowym domkiem, w którym pali się światło - dodał, już nieco mniej przekonanym tonem głosu. Nie chciał zawracać głowy ludziom, co mogli mało chętnie reagować na oferowanie pomocy trójce chłopaków, nieznanych w tej wiosce. Co jeśli spontanicznie urządziliby napad, okradając z dobytku? Policja również miałaby niemały kłopot z dojazdem na miejsce, w odpowiednim czasie.
Byli zdani zarówno na kaprysy pogodowe, jak i tutejszych ludzi.
- Tam jest chyba jakaś tabliczka… - udało mu się skupić wzrok na piętrowym, drewnianym domostwie, ulokowanym mniej więcej sześćdziesiąt metrów od ich położenia. Powinni spróbować? Nie musieliby nawet spędzać tam nocy - wystarczy, że przeczekają śnieg, do którego dołączyły lekkie zrywy wiatru. Burza śnieżna to ostatnie, czego chcieliby doświadczać, w towarzystwie pijanego kompana, chwiejącego się na nogach.
_________________


[Profil]
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2019-04-15, 19:30   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Wszyscy uczestnicy wyprawy byli dorośli, więc ograniczanie kogokolwiek było bezsensowne i bezpodstawne. No dobra, zawsze musiał trafić się taki wyjątek jak Isaac, ale poza nim każdy potrafił o siebie zadbać. I każdy potrafi posługiwać się mózgiem, a przynajmniej jego namiastką.
Kiedy tak przemierzali śnieżną ścieżką, Booker czuł w nozdrzach mróz. To takie dziwne uczucie, kiedy czujesz jak zamarzają włosy w nosie. Cały czas użyczał swojego ramienia pijanemu Isaacowi, żeby ten przypadkiem nie wylądował twarzą w śniegu. Twarz miał już wystarczająco czerwoną od zimna i alkoholu, więc szkoda byłoby.
- Serio? - Scheller spojrzał w niebo. Erwin miał rację, pogoda w górach była bardzo zmienna, a z nieba faktycznie zaczął prószyć śnieg. Jeszcze tego im brakowało.
Przystanął posłusznie, a to za sprawką Springera, który zdecydował się na krótki postój i ustalenie dalszych szczegółów pieszej wędrówki. On sam był skłonny zapłacić za jakiś nocleg, o ile gdziekolwiek można było płacić telefonem, bo nie wziął ze sobą portfela. No i Bookie miał nadzieję, że ten nieszczęsny zasięg w końcu polepszy się, inaczej nici z jakichkolwiek płatności.
- Może jednak spróbujmy dotrzeć do najbliższego domku? - zaproponował, odwracając głowę, bo Isaac chuchał mu prosto w twarz. Można było odurzyć się samymi oparami, serio. W końcu zdecydował się wyswobodzić spod ramienia nawalonego znajomego i spojrzał na kolegę, którego znał znaczenie lepiej i który nie miał problemów z utrzymaniem się na nogach. W przeciwieństwie do chwiejącego się co chwilę Isaaca. Niestety, mimo dobrych chęci, Booker w żaden sposób nie mógł dostrzec napisu z tabliczki, bo ta znajdowała się zdecydowanie zbyt daleko.
- Musimy podjeść bliżej i później zobaczymy co dalej. Myślisz, że będą skłonni nas przygarnąć? - popatrzył niepewnie na Erwina i ponownie użyczył Isaacowi swojego ramienia. Sam nie miałby wątpliwości, gdyby przyszło mu pomóc zbłąkanym wędrowcom. Ludzie powinni sobie pomagać, zwłaszcza w tych nieciekawych sytuacjach. Jeśli jakimś cudem spotkają się z odmową, to mieszkańcy domku byli chyba bez serc i nie mieli w sobie krzty empatii.
W międzyczasie Isaac czknął głośno i potknął o własne nogi. Na szczęście miał w pobliżu obu panów, którzy podpierali go w takich momentach i nie pozwalali, aby z impetem runął w śnieg.
[Profil]
 
 
Erwin Springer








22

przyszły prawnik

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-04-28, 17:47   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth


Nie był przekonany do szukania schronienia w randomowych domkach, jednak zamierzał iść Bookerowi na rękę, z dwóch ważnych powodów. Po pierwsze, nie dało się ukryć, że przepadał za towarzystwem Schellera i ostatnie, czego by potrzebowali, to rozłam w szeregach oraz podzielenie drużyny, w tak niesprzyjających warunkach. Po drugie – im dłużej przebywaliby na zewnątrz, tym większe licho by na siebie ściągnęli – czy to w postaci zjadliwego choróbska czy innych, niekoniecznie przyjemnych atrakcji.
- W porządku, sprawdzimy… ten z numerem siedemdziesiąt siedem - ledwo widział złote symbole, których widoczność utrudniały wciąż sypiące z nieba płatki śniegu. Nigdy nie należał do przesądnych osób, ale dwie siódemki raczej nie były złym znakiem…
- Isaac, idziemy - czuł się trochę tak, jakby miał do czynienia z nieporadnym dzieckiem, albo wyjątkowo opornym na tresurę, psiakiem. - I przestań się tak szarpać.
- Szła dzieweczka po wódkę i… - donośne czknięcie koleżki napitego, wymieszało się z nabierającym na sile wietrze, którego nie przewidział żaden z uczestników studenckiego spędu. Żodyn.
- Powoli, bo wszyscy trzej polecimy na tą terakotę i będziemy mieć problem - odezwał się już głośniej, gdy wdrapali się na ganek pobliskiego domku (drzwi od ogrodzenia stały otworem, zupełnie, jakby zapraszały zbłąkane dusze [dobrze, że nie była to chatka z piernika], a w pobliżu nie czaił się futrzasty, psi strażnik, siejący postrach w szeregach włamywaczy).
- Erwin, kiedy pijemy? Gdzie my idziemy?
Isaac nie zaprzestał zadawania durnych pytań, co miały sens, łącząc je z absurdem bycia uchlanym. Szczególnie w taką pogodę. Cóż, żaden z nich nie miał profesji najwyższego maga, panującego nad podobnymi zawiłościami w świecie natury.
To Springer nacisnął na kształt dzwonka dwa razy, cierpliwie czekając aż drzwi się otworzą. Zatrząsł się nieznacznie, spoglądając jeszcze krótko na Bookera. Mimo wszystko, widok tego bruneta podnosił go na duchu, bo nieważne, w jak beznadziejną sytuację by się nie wpakował, miał przy sobie kogoś…
Widok siwego staruszka w drzwiach sprawił, że zapomniał języka w gębie.
Otworzył usta, ale nic nie wypowiedział. Nie był najbardziej spontaniczną osobą na świecie, a sklejanie zdań z pośpiechu źle mu się kojarzyło. Musiał jednak wyprzedzić starszego pana, a także Isaaca, mamroczącego pod nosem refren jednego z radiowych hitów.
- Dzień dobry, chciałbym zapytać pana… - prawie czuł uwierającą gulę w gardle, mającą wiele wspólnego zarówno ze stresem, związanym z sytuacją, przez pogorszoną pogodę oraz z samą próbą proszenia o pomoc. Erwin zaliczał się do tych nieszczęsnych przypadków, co po pomocną dłoń sięgały dopiero, będąc na skraju śmierci, z braku innej, dostępnej ścieżki.
- Będę rzygał.
Isaac zepsuł przedstawienie po mistrzowsku, prawie puszczając pawia pod własne nogi.
Nieznajomy, pod którego drzwiami się pojawili, zamiast spektakularnie zatrzasnąć drzwi przed młodymi włóczęgami, zrobił krok do tyłu, robiąc nieco więcej miejsca.
- Proszę, nie stójcie tak. Wejdźcie do środka i opowiecie mi co robicie o tej porze na zewnątrz. W takim tempie zamarzniecie w ciągu dwóch minut!
Siwiejący pan okazał się bohaterem bez peleryny. Tego Springer się nie spodziewał, powoli wychodząc z tego przedziwnego stanu otępienia. Chwycił nieco mocniej za ramię bladego już Isaaca, którego twarz została przy okazji podrażniona przez zimno. Ponownie zerknął na Bookera, jakby upewniając się, że wejście do środka nie jest złym pomysłem. Co innego im pozostało?
_________________


[Profil]
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2019-04-30, 12:02   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Do tych atrakcji z pewnością można było zaliczyć nieistniejące niedźwiedzie, o których wspominał Isaac. Nie, żeby Booker wierzył, że te mogłyby przechadzać się po Górach Pennińskich, przecież Erwin szybko sprostował, że nie było takiej możliwości, ale jednak słowa ich pijanego towarzysza siedziały gdzieś Schellerowi z tyłu głowy.
W przeciwieństwie do Springera, on nie widział żadnych symboli znajdujących się przy domach. Znajdowali się zbyt daleko, poza tym ciemność w połączeniu z niedużą wadą wzroku uniemożliwiały my zobaczenie czegokolwiek.
- No już, Isaac, przebieraj nogami - polecił pijaczynie, a ten w odpowiedzi czknął głośno, więc Bookiemu nie pozostało nic innego, jak pokręcić głową z nieukrywanym politowaniem. Zastanawiał się jak można doprowadzić się do takiego stanu. Sam spożywał niedużo alkoholu, bo nawet niewielka ilość potrafiła sprawić, że chłopakowi szumiało w głowie. Może to i dobrze, tym sposobem był bardzo ekonomiczny i nie wydawał pieniędzy na głupoty.
Dopiero przy drzwiach Booker uświadomił sobie, że może dobijanie się do drzwi cudzego domu, zwłaszcza o takiej porze, nie było najlepszym pomysłem, ale chyba było za późno, bo student prawa zdążył już dwukrotnie nacisnąć na dzwonek.
- Erwin, a jeśli okaże się, że mieszkają tutaj jacyś... - urwał, bo w progu pojawił się siwy staruszek. Scheller nawet nie do końca wiedział, jak chciał zakończyć wypowiedź. Może chciał nazwać domowników niebezpiecznymi psychopatami i utwierdzić kolegów w przekonaniu, że powinni ulotnić się stąd i to jak najprędzej? Z zamysłu wyrwały go słowa Isaaca, który oznajmił wszem i wobec, że jest mu niedobrze, a po chwili zwymiotował pod własne nogi. Właściwie Booker z ledwością zdążył odskoczyć, żeby nie oberwać pozostałościami po chipsach.
- Dobry wieczór - skinął głową na powitanie łepetyną, a później niepewnie zerknął na Erwina. A więc decyzja o wpełznięciu do środka należała do niego? Okej, niech tak będzie. Uśmiechnął się do Springera, chcąc dodać mu otuchy, a później potrzymał mocniej Isaaca i szarpnął go nieznacznie do przodu, tym samym wymijając staruszka, który przepuścił ich w przejściu. - Tak szczerze mówiąc, to zgubiliśmy się i nie możemy znaleźć drogi do schroniska - powiedział na wstępie. Gdyby mężczyzna jednak okazał się psycholem, to niech wie, że w każdej chwili ktoś może zacząć ich szukać. - Wyszliśmy po kolegę i... Sam pan widzi, w jakim jest stanie - z pomocą Ewina udało mu się usadowić moczymordę na skórzanej kanapie i dopiero po tym rozejrzał się po wnętrzu domu.
Chatka nie była zbyt duża, po przekroczeniu progu od razu znaleźli się w salonie, który był połączony z kuchnią, w której starszy mężczyzna ustawiał właśnie czajnik na planiku kuchenki gazowej.
- Rozgośćcie się - powiedział żwawo. - Śmiało, siadajcie - wskazał ręką na wolne miejsca. - Czego się napijecie? Herbaty? A może kawy zbożowej? Chyba powinien mieć gdzieś jeszcze czekoladę - staruszek zajrzał do jednej z szafek w poszukiwaniu zaginionego pudełka.
[Profil]
 
 
Erwin Springer








22

przyszły prawnik

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-05-02, 18:28   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth


Wszelkie, ewentualne scenariusze niepożądane, zostawił gdzieś za sobą, bo przecież potrzebowali tego schronienia, jeśli nie chcieli zamienić się w spore bryły lodu, o których ktoś napisałby artykuł dnia następnego. Planowali przecież wyjść cało z tej wyprawy i… tego Springer zamierzał się trzymać przede wszystkim.
Całe szczęście, Isaac (a raczej jego ciało) nie zwrócił na dywanik przed drzwiami wszystkiego, co znajdowało się w żołądku. Przynajmniej nie zostawili na ‘dzień dobry’ większego prezentu, będącego wątpliwym, dobrym pierwszym wrażeniem.
Nie sądził, aby dziadek chciał im zrobić krzywdę, w końcu to oni postanowili go odwiedzić bez żadnej zapowiedzi. Dodatkowo, byli kompletnie obcymi ludźmi. Z nich wszystkich, to on powinien się czuć najmniej bezpiecznie. A mimo to...
Dopiero po znalezieniu się w ciepłym domku, odczuł jak policzki zaczynają piec, a dłonie stają się mniej zdrętwiałe. Z pewną ulga przyjął ofertę ciepłego napoju, informując krótko, że chętnie napiłby się tej kawy zbożowej.
Głowa Isaaca zdążyła opaść na oparcie kanapy. Chłopak chyba zamierzał uciąć sobie właśnie spontanicznie drzemkę. Może to i lepiej…
Staruszek zerknął w stronę najbardziej napitego z całego towarzystwa, nim powrócił do wyjmowania kubków z szafki.
- Studenci z Southend? Mój brat prowadzi schronisko, wczoraj się z nim spotkałem, gdy wyszedłem na zakupy - spokojny głos mężczyzny mógł budzić wątpliwości, czy na pewno był poczytalny, albo przyjaźnie nastawiony, jednak mimo wszystko, Erwin nie zamierzał narzekać. Zawsze mogli zostać wypędzeni, prosto w tę zamieć, co nabierała mocy z każdą, kolejną minutą. Widział na własne oczy, zerkając na okno w salonie, za którym z zawrotną prędkością wirowały płatki śniegu.
- Chcieliśmy odprowadzić kolegę z powrotem, ale… wtedy pogoda się zmieniła - wyjaśnił, pocierając o siebie ręce. Również zdecydował się zająć miejsce na kanapie, trochę bliżej środka, a obok Isaaca. Skoro chłopak zdążył zwymiotować na wycieraczce przed drzwiami, nie powinien teraz poczęstować ich z zaskoczenia kolejnym ostrzałem? Przynajmniej w to wolał wierzyć siedzący na kanapie Erwin.
- Zamieć może potrwać do rana - w głosie dziadka dało się wyczuć fachową nutę. Jeśli mieszkał w tej mieścinie od dłuższego czasu, albo wręcz był jednym z tutejszych - nic dziwnego.
- Jeśli będziecie mieć trochę więcej szczęścia, może po pięciu godzinach się trochę uspokoi - wstawił wodę na staroświecką kuchenkę i obrócił się przodem do studentów.
Springer nie mógł powstrzymać gestu odgarnięcia włosów na bok. Całe mokre. Jasna cholera.
- Może chcielibyście się osuszyć w międzyczasie? - skąd się brali tacy ludzie na takim pustkowiu? Staruszek spojrzał wymownie w stronę kominka, w którym ogień zaczynał powoli zajmować polana.
- Booker? - wymamrotał ciszej, spoglądając na bruneta, jakby szukał jego wzroku. Powoli opuścił miejsce na kanapie i przeszedł dalej, w stronę kominka. Niestety, dywanika z niedźwiedzia polarnego nie było, ale nadal dało radę przynajmniej trochę ogrzać dłonie.
Czekał cierpliwie, aż Scheller do niego dołączy, co mogło w zasadzie nastąpić po kilku sekundach. Potrzebował trochę się oddalić do narady wojennej.
Usiadł na ciepłej podłodze w siadzie skrzyżnym, powoli przystępując do rozsznurowywania wysokich, ocieplanych butów.
- Myślę, że powinniśmy zostać dotąd, aż sytuacja na zewnątrz będzie bardziej przystępna - odezwał się przyciszonym głosem, zerkając na Bookera. - Nawet nie wiemy, kto to jest…
Nie budziło to niepokoju, raczej pewną niezręczność. Nie byli stąd, nie znali miejscowych zwyczajów – a może właśnie padli ofiarą jednego z takowych - udzielania schronienia zbłąkanym wędrowcom w zamieci?
- Jak myślisz? - dodał łagodnie, ostawiając jeden ze zdjętych butów, na bok. W międzyczasie, dziadek zniknął w korytarzu, prowadzącym do dalszej części domku.
_________________


[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6