Poprzedni temat «» Następny temat
How to pet a bear
Autor Wiadomość
Booker Scheller








24

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: kamilka

multikonta: moore, jackie, echo, teena

Wysłany: 2019-04-08, 13:35   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids


Najważniejsze, że oni dwaj nie byli pijani, bo chociaż z początku Bookerowi szumiało w głowie grzane wino, to poszukiwania Isaaca sprawiły, że szybko wytrzeźwiał. Adrenalina i mróz robiły swoje. Poza tym nikt z towarzystwa nie za bardzo kwapił się, aby odnaleźć chłopaka, nawet jego najlepszy kumpel, który bawił się lepiej w towarzystwie procentów i trochę potrwało, zanim zorientował się, że Isaaca nie było zbyt długo.
Booker miał w sobie wiele empatii i nie mógł pozwolić, żeby nie udać się w te poszukiwania wraz z Erwinem. Nie darowałby sobie, gdyby któremuś z nich coś się stało, no i miło było spędzić trochę więcej czasu ze Springerem, nawet jeśli na ten moment musieli tachać ze sobą zwłoki.
- Ten zasięg to jakiś żart - mruknął pod nosem, kiedy wyciągnął swoją komórkę. Mówiąc ten zasięg Scheller miał na myśli jego brak. Może i student prawa potrafił odnaleźć się w każdej sytuacji, ale z Bookiem było inaczej. On ledwo odnajdował się w życiu i każdego dnia cudem z tym życiem uchodził. Na wzmiankę o filmie spojrzał Springera i ściągnął brwi. - Masz na myśli Pomiędzy nami góry? Tytuł bardzo adekwatny - wykonał zamaszysty gest ręką w kierunku wzniesień, cały czas jakoś podtrzymując, upojonego alkoholem, znajomego ze studiów. Dobrze, że szatyn nie napomknął o Evereście z 2015 roku, w którym prawie wszyscy zginęli.
Isaac czknął głośno po tym, jak Erwin wydarł mu się do ucha. Najwyraźniej nic sobie z tego wszystkiego nie robił i najchętniej zwinąłby się w kłębek między śnieżnymi zaspami i poszedł smacznie spać. Śmieszny gość z tego Isaaca. Taki nie za mądry.
- Jak będziesz szybciej przebierał nogami, to na pewno będzie dla ciebie milszy - zwrócił się bezpośrednio do pijusa i klepnął Springera w ramię. - Prawda, Erwin? - rzucił mu znaczące spojrzenie. Może przekupstwem zdołają sprawić, że chłopak zacznie współpracować i szybciej znajdą się w ciepłym ośrodku? Jeśli nie, to będą musieli sobie jakoś poradzić. Gorzej, jeśli nie znajdą drogi powrotnej, a zasięg nie wróci, wtedy będą musieli zajść do tych oddalonych domków, z których wydobywały się ledwo widoczne smugi światła i tam poprosić o pomoc. Może mieszkający tam ludzie wskażą im drogę, zaproponują transport, albo pozwolą przeczekać do rana przy gorącym kakao?
_________________
you were alone, left out in the cold, clinging to the ruin of your broken home. too lost and hurting to carry your load,
we all need
someone to hold

will you fix me up? will you show me hope?
[Profil]
 
 
Erwin Springer








22

przyszły prawnik

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-04-14, 19:14   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth


- Racja - uśmiechnął się ze słabym rozbawieniem, dodając jeszcze swoje trzy grosze do kwestii filmu. Przynajmniej mógł na moment zignorować piąte koło ich wyprawy, co jednocześnie było kołem, po które musieli przybyć w pierwszej kolejności. O ile łatwiej by było, gdyby zamiast pokojów w ośrodku, wykupili cały domek, który zamknęliby na noc, aby nikomu nie przychodziły do głowy głupie pomysły. Jasne… spróbuj studentów ograniczyć.
Maszerowanie przez kolejne odcinki drogi, znajdującej się pod grubą warstwa śniegu, wcale nie było takie łatwe. Nawet, jeśli połowa ciała Isaaca opierała się o Schellera. Pokiwał głową bez słowa, potwierdzając teorię bruneta. Skakałby metaforycznie z radości, gdyby już dotarli w jednym kawałku do celu podróży, od którego również zaczynali.
Ta przeprawa stawała się coraz trudniejsza…
Springer wypuścił z płuc kolejną porcję powietrza, zamieniającą się w parę.
- Powinniśmy gdzieś przeczekać, aż przynajmniej trochę wytrzeźwieje… - podsunął, czując jak Isaac stawia coraz większy opór, a własna inicjatywa coraz bardziej zapada się w śniegu. Podobnie jak on sam, bo praktycznie brodził w białym puchu kolanami.
Jak na złość, z nieba zaczął sypać śnieg.
- W górach pogoda szybko się zmienia - dodał jeszcze, szukając wzrokiem Bookera. Śnieg zaczął przesłaniać widok, wpadając co i raz do oczu, osiadając na odkrytej, Erwinowej twarzy. Policzki już dawno temu nabrały delikatnego odcienia różu. Teraz rzeczywiście zaczął się czuć nieco bardziej jak Kate Winslet, we wspomnianym wcześniej filmie.
Przystanął w końcu w miejscu, na co Isaac zareagował nieznacznym zatoczeniem się do przodu. Pewniej przytrzymał go za ramię. Krótka narada wojenna.
- Może gdzieś tutaj jest jakiś domek, oferujący pokoje gościnne… - zaczął rozglądać się na boki, byle tylko dojrzeć cokolwiek przydatnego pomiędzy spadającymi z nieba płatkami śniegu, o pokaźnych wymiarach. Byłby skłonny wyrzucić te kilkadziesiąt nawet funtów, byle tylko nie zafundować zarówno sobie, jak i współtowarzyszom, porządnego wyziębienia, przekreślającego na amen kolejne dni w tej mieścinie.
- Albo możemy spróbować z losowym domkiem, w którym pali się światło - dodał, już nieco mniej przekonanym tonem głosu. Nie chciał zawracać głowy ludziom, co mogli mało chętnie reagować na oferowanie pomocy trójce chłopaków, nieznanych w tej wiosce. Co jeśli spontanicznie urządziliby napad, okradając z dobytku? Policja również miałaby niemały kłopot z dojazdem na miejsce, w odpowiednim czasie.
Byli zdani zarówno na kaprysy pogodowe, jak i tutejszych ludzi.
- Tam jest chyba jakaś tabliczka… - udało mu się skupić wzrok na piętrowym, drewnianym domostwie, ulokowanym mniej więcej sześćdziesiąt metrów od ich położenia. Powinni spróbować? Nie musieliby nawet spędzać tam nocy - wystarczy, że przeczekają śnieg, do którego dołączyły lekkie zrywy wiatru. Burza śnieżna to ostatnie, czego chcieliby doświadczać, w towarzystwie pijanego kompana, chwiejącego się na nogach.
_________________


[Profil]
 
 
Booker Scheller








24

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: kamilka

multikonta: moore, jackie, echo, teena

Wysłany: 2019-04-15, 20:30   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids


Wszyscy uczestnicy wyprawy byli dorośli, więc ograniczanie kogokolwiek było bezsensowne i bezpodstawne. No dobra, zawsze musiał trafić się taki wyjątek jak Isaac, ale poza nim każdy potrafił o siebie zadbać. I każdy potrafi posługiwać się mózgiem, a przynajmniej jego namiastką.
Kiedy tak przemierzali śnieżną ścieżką, Booker czuł w nozdrzach mróz. To takie dziwne uczucie, kiedy czujesz jak zamarzają włosy w nosie. Cały czas użyczał swojego ramienia pijanemu Isaacowi, żeby ten przypadkiem nie wylądował twarzą w śniegu. Twarz miał już wystarczająco czerwoną od zimna i alkoholu, więc szkoda byłoby.
- Serio? - Scheller spojrzał w niebo. Erwin miał rację, pogoda w górach była bardzo zmienna, a z nieba faktycznie zaczął prószyć śnieg. Jeszcze tego im brakowało.
Przystanął posłusznie, a to za sprawką Springera, który zdecydował się na krótki postój i ustalenie dalszych szczegółów pieszej wędrówki. On sam był skłonny zapłacić za jakiś nocleg, o ile gdziekolwiek można było płacić telefonem, bo nie wziął ze sobą portfela. No i Bookie miał nadzieję, że ten nieszczęsny zasięg w końcu polepszy się, inaczej nici z jakichkolwiek płatności.
- Może jednak spróbujmy dotrzeć do najbliższego domku? - zaproponował, odwracając głowę, bo Isaac chuchał mu prosto w twarz. Można było odurzyć się samymi oparami, serio. W końcu zdecydował się wyswobodzić spod ramienia nawalonego znajomego i spojrzał na kolegę, którego znał znaczenie lepiej i który nie miał problemów z utrzymaniem się na nogach. W przeciwieństwie do chwiejącego się co chwilę Isaaca. Niestety, mimo dobrych chęci, Booker w żaden sposób nie mógł dostrzec napisu z tabliczki, bo ta znajdowała się zdecydowanie zbyt daleko.
- Musimy podjeść bliżej i później zobaczymy co dalej. Myślisz, że będą skłonni nas przygarnąć? - popatrzył niepewnie na Erwina i ponownie użyczył Isaacowi swojego ramienia. Sam nie miałby wątpliwości, gdyby przyszło mu pomóc zbłąkanym wędrowcom. Ludzie powinni sobie pomagać, zwłaszcza w tych nieciekawych sytuacjach. Jeśli jakimś cudem spotkają się z odmową, to mieszkańcy domku byli chyba bez serc i nie mieli w sobie krzty empatii.
W międzyczasie Isaac czknął głośno i potknął o własne nogi. Na szczęście miał w pobliżu obu panów, którzy podpierali go w takich momentach i nie pozwalali, aby z impetem runął w śnieg.
_________________
you were alone, left out in the cold, clinging to the ruin of your broken home. too lost and hurting to carry your load,
we all need
someone to hold

will you fix me up? will you show me hope?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6