nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
How to pet a bear
Autor Wiadomość
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składający kanapki w Subway

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-01-04, 19:18   How to pet a bear
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth

  

  
  
  
  


Ukryj: 






Springerowi dawno brakowało podobnych wypadów. Szczególnie tych, przesiąkniętych typowo studenckim klimatem, który odczuwał jeszcze w Liverpoolu. Co prawda jeździł na zajęcia w Southend, a pomieszkiwał z bandą chłopaków przy Westburn Drive, jednakże… brakowało mu ostatnio przygody z prawdziwego zdarzenia, takiej niekoniecznie obfitującej w pranki z morderstwami w wykonaniu Joeya Harrisona.
Jako pierwszy napomknął Bookerowi o wyjeździe, organizowanym przez samorząd studencki. Wpisać mógł się każdy po odpowiednim uiszczeniu zapłaty. Zaoferował nawet, że postawi ten wyjazd, ale Scheller nie wyglądał na szczególnie przekonanego do takiej wersji, dlatego też każdy z chłopaków zapłacił za siebie.
Mieli już za sobą wyprawę na stok, gdzie Springer dwa razy wywinął orła, próbując swoich sił na desce. Odhaczyli również zimowego grzańca, którego nie zabrakło w aktualnym momencie, w pokoju pełnym studenckich towarzyszy. Był kącik z fajką wodną, uchylone okno dla zwolenników tradycyjnego kopcenia nikotyny, a także stanowiska do dojrzałych rozmów, w formie kanap oraz fotelów, co by każdy mógł każdego słyszeć. Przynajmniej pozornie, bo jak wiadomo alkohol wchodził w ruch, każdy znajdował swoje grono odbiorców, nawijających zacięcie o ocieplaniu klimatu, polowaniu na morświny czy polityce angielskiego rządu.
Humor dopisywał studentowi prawa po kolejnym już opróżnionym kubeczku, pełnego mieszanki stworzonego grzańca. Ponoć mieli się również przerzucić na studencki poncz, gdy wysłannik wróci z odpowiednim asortymentem.
Cieszył się z tego, że znajdował się w takiej atmosferze, z tak przyjaznymi ludźmi, szczególnie z tym jednym, szczególnym człowiekiem o ciemnej czuprynie i bystrym spojrzeniu. Siedział tuż obok i…
- Hej, Erwin!
Przekręcił głowę na bok, spoglądając na chłopaka po swojej drugiej stronie.
- Telefon ci dzwoni, ej.
Z pewnym ociąganiem sięgnął do kieszeni, co by wydobyć urządzenie.
- To Isaac - oznajmił na głos, zebranym najbliżej osobom, czyli czwórce towarzystwa. Dziewczyna o farbowanych na czerwono, długich włosach, Cassie. Jej chłopak, z charakterystyczni zielonymi oczami, Sean. Chłopak, który wytknął mu dzwoniące urządzenie, Harry, z aparatem na zębach i związanych na czubku głowy włosach. A po za tym, Booker, siedzący po prawicy Springera, z plastikowym kubkiem w rękach, który sam mu zaoferował. Nie zamierzał oczywiście spić Schellera na amen, ale trochę pomóc z wyluzowaniem w towarzystwie, jak najbardziej. Poniekąd przypomniał mu się ten moment, gdy poznali się na plaży, w Southend.
Uśmiech, przyklejony do ust cały czas był widoczny przy kiwnięciach głową, kiedy to Isaac po drugiej stronie słuchawki tworzył relację swojego spaceru, gdyż miał zapewnić towarzystwu doładowanie barku. Została im ledwo ostatnia butelka wina.
W którymś momencie wyraz twarzy Erwina zmienił się, przy jednoczesnym wyprostowaniu się na kanapie. Zsunął nawet ramię, które opierał o oparcie, gdzieś za karkiem Bookera.
- Cholera, nie rób sobie żartów.
Ton głosu z drugiej strony zdecydowanie nie przejawiał żartobliwego wydźwięku sytuacji.
- Chyba żartujesz, że będę po ciebie szedł w taki mróz… - spojrzał dla pewności w stronę okna, za którym śnieg sypał niestrudzenie, chociaż do zamieci sporo brakowało. Kto jednak ogarnąłby bardziej w tym położeniu, jeśli nie on osobiście. Westchnął cicho i przetarł powieki palcami.
- No dobrze, coś wymyślę. Nie ruszaj się tylko. Dasz radę.
Zakończył połączenie, widząc tym samym zaciekawienie, widniejące na twarzy zebranych w swoim gronie.
- Isaac nie może trafić, źle skręcił za sklepikiem - przekazał, wsuwając telefon do przedniej kieszeni. - Mówi też, że wziął za dużo towaru i potrzeba mu wsparcia.
Zachował dla siebie jeden z poważniejszych szczegółów, mrożący krew w żyłach. Nie powinien wzbudzać sensacji wśród alkoholizowanego towarzystwa. Wolał nie dopuszczać do tragedii.
- Pomogę mu - napomknął, po czym dźwignął się z kanapy i poprawił sweter we wzroki w płatki śniegu. Zerknął przy tym na Bookera, jakby spodziewał się, że ten również pójdzie za nim. Mógłby przecież, prawda? Zawsze to raźniej, chociaż… jeśli usłyszałby dalszą część historii Isaaca, zniechęcenie do wyprawy przyszłoby łatwiej.
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo

Wysłany: 2019-01-05, 17:51   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids

  

  
  
  
  


Booker rzadko miał możliwość podróży, jego rodzice nigdy szczególnie nie wyrażali na to chęci, bo ojciec był raczej domatorem, więc najdalej udało im się wyjechać do Londynu i z powrotem. Nie było mowy o wspólnych wakacjach, pan Scheller uważał, że skoro mieszkali w nadmorskiej miejscowości, to wycieczka nad inne była zupełnie bezsensowna i nieopłacalna. Nawet, jeśli woda przy ujściu Tamizy nie nadawała się do kąpieli, dla pana taty nie był to żaden argument. Chłopak zaczął wierzyć w to, że zapewne umrze w Southend i nie zobaczy nic poza Brentwood i stolicą, więc zimowisko organizowane przez samorząd studencki było niczym gwiazdka z nieba. Właściwie do wyjazdu w góry namówił go Erwin, bez niego Bookie nie byłby taki skłonny. Nie za bardzo znał ludzi, którzy wpisali się na listę, chociaż dwóch chłopców było w jego grupie na fizjologii zwierząt, ale chyba nie mieli pojęcia o istnieniu Schellera. Inaczej było ze Springerem, jego znali chyba wszyscy, przynajmniej tak spostrzegał go Booker, który trochę zazdrościł towarzyskim i charyzmatycznym osobom. On nie miał takiej siły przebicia i wolał trzymać się na uboczu.
Kiedy Springer próbował swoich sił na desce, Scheller postawił na narty, ale równie szybko je ściągnął, bo podczas drugiego zjazdu prawie skręcił sobie kark z ledwością unikając zderzenia z drzewem. Nie odmówił sobie jednak grzanego wina, po którym śmiesznie huczało mu w głowie. A najbardziej i tak cieszył się z towarzystwa Erwina, to z nim spędzał cały czas, również wtedy, kiedy siedzieli w ośrodku, choć nie brakowało innych, bardzo sympatycznych studentów. Booker zdążył ich polubić, każdy był do niego przychylnie nastawiony, mimo że znali go bardziej z widzenia, ale to i tak oznaczało, że Bookie nie był całkiem niezauważalny i anonimowy.
Informacja o tym, że Isaac, który został wytypowany do uzupełnienia alkoholowego asortymentu, zabłądził, bardzo zmartwiła chłopaka. Nie tylko jego, wszyscy wydali się przejęci, łącznie ze zrywającym się z kanapy Erwinem. To on pierwszy zaoferował pomoc, ale przecież Scheller nie mógł puścić go samego. Nie w ciemną noc i nie w taką pogodę. A co, jeśli stałoby mu się coś złego?
- Idę z tobą - wypalił natychmiast, wciskając czapkę na ciemną czuprynę. Nie chodziło tutaj o wyczekujące spojrzenie chłopaka, przecież Springer nie musiał nawet prosić, bo znał Bookiego na tyle, żeby wiedzieć, że chłopak szedł za nim jak w ogień. Poza tym co dwie pary oczu i rąk, to nie jedne, z pewnością we dwóch szybciej zdołają namierzyć Isaaca i łatwiej będzie im dźwigać zakupy. Kiedy obaj mieli już na sobie kurtki, Booker podszedł o Erwina i poprawił mu szalik, chcąc szczelniej go nim opatulić. - Głupio, jakbyś się rozchorował - powiedział szybko, bo dopiero po chwili dotarło do niego, co właśnie zrobił. Szybko zabrał ręce i sięgnął po rękawiczki. - Gotowy? - jeszcze raz zerknął na chłopaka i otworzył drzwi. Na zewnątrz był chłodno, ale dało się wytrzymać. Z kolei śnieg, który prószył w najlepsze i zalegał wszędzie wokół, rozjaśniał ścieżkę prowadzącą do sklepu.
_________________




[Profil]
 
 
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składający kanapki w Subway

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-01-15, 13:48   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth

  

  
  
  
  


Z ciepłym zadowoleniem w środku przyjął słowa Schellera, ochoczo typującego się do pomocy w sprowadzeniu Isaaca z powrotem do ośrodka. Dogadywał się z większością studenckich urlopowiczów, przy czym błądzić w ciemnościach nie chciałby z nikim innym, jak Bookerem właśnie. Ostatnim razem w podobnych okolicznościach było im dane podjęcie wędrówki z Southend do Brentwood, ale to miało przecież miejsce całe wieki temu. Po dziś dzień nie miał pojęcia czy rzeczywiście ktoś do nich strzelał czy była do dwuosobowa schiza, której podstawy leżały w spożytym alkoholu. O ile było to wspomnienie dosyć przerażające, właśnie w tamtych chwilach poznał chłopaka lepiej, tuż po ich zapoznaniu na plaży. Brzmiało jak dobry film ze szczęśliwym zakończeniem? Być może.
Na uniwersytecie w Southend bywał od pewnego czasu, wcześniej będąc przywiązanym do klimatów liverpoolowych. Udało mu się odnaleźć w rzeczywistości innej uczelni przy czym trzymał się zazwyczaj z ustaloną grupką studentów prawa. Nie miał problemu z nawiązywaniem znajomości, pojawiał się na wyjściach integracyjnych, kojarzył ludzi z innych grup i być może spory wpływ miało na to zorganizowanie biwaku razem z Fitzem Harrisonem i innymi. Nie tylko dla studentów prawa oczywiście. Jak wiadomo, takie wypady w gronie studenckim zbliżały młodzież, tak więc również tym razem Springer zamierzał dobrze się bawić, szczególnie, że Booker również brał w tym udział.
Szybko wcisnął się w ubrania wierzchnie, czując jeszcze na skórze ciepło, zarówno po siedzeniu w otoczeniu grzejącego kominka, jak i konsumowania grzanego wina.
Zdążył jeszcze owinąć się szalikiem, który to jego towarzysz poprawił, ku lekkim, ale pozytywnemu zaskoczeniu.
- Jasne - uniósł nawet kąciki ust ku górze, zanim szarpnął za drzwi, prowadzące na zewnątrz.
Miasteczko, w którym się zatrzymali miało coś magicznego, szczególnie nocą, kiedy klimat jeszcze bardziej przypominał te miejscowości na północy, zasypane śniegiem.
Odetchnął powoli zimnym powietrzem, zaraz przekręcając głowę na bok, aby spojrzeć na Bookera. Śnieg skrzypał im pod butami.
- Nie mówiłem tego przy wszystkich, ale… - zawahał się, nie odnajdując ostatecznie żadnych przeciwwskazań, aby podzielić się szczegółem. - Isaac wspomniał, że uciekł na drzewo przed niedźwiedziem.
Kompletna abstrakcja, prawda?
- Chyba musiał coś wypić po drodze… nie ma niedźwiedzi na tych terenach.
Co innego, gdyby wyjechali w inną część świata.
Czekał na słowa Bookera, mając nadzieję, że ten poprze go bez większych rozkmin. W międzyczasie skinął głową na uliczkę obok. Trochę się przespacerują, nim dotrą do miejsca, wskazanego przez „ofiarę niedźwiedzia”.
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo

Wysłany: 2019-01-24, 14:50   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids

  

  
  
  
  


Nie widział powodów, dla których miałby nie pomagać Erwinowi w sprowadzeniu Issaca. Booker z reguły starał się być dobry i wyciągał dłoń do tych w potrzebie, i pewnie zaproponowałby swoją pomoc każdemu, kto by o nią poprisł. No dobrze, może nie wszystkim, bo pogoda nie była zanadto sprzyjająca, a Isaac na pewno miał wielu bliższych kolegów, jednak w tym wypadku chodziło o Springera, a jego nie chciał puszczać samego w górskie zaspy i to jeszcze w nocy.
Wziął głęboki oddech i miał wrażenie, że zamarzają mu włosy w nosie, co było bardzo dziwnym uczuciem mrowienia. Do tej pory Scheller nie miał styczności z prawdziwą zimą, bo te w Brentwood zaliczane były do tych łagodna i niegroźna. Śnieg bardziej przypominał chlapę i tylko przez kilka pierwszych dni skrzypiał pod butami. Później temperatura wzrastała, biały puch topniał, a zima przypominała namiastkę wiosny z dużą dawką pochmurnej jesieni. Powinni stworzyć nową nazwę na specjalną cześć nowej pory roku na Wyspach.
Zdębiał na chwilę, do czego przyczyniły się słowa Erwina. Scheller miał to do siebie, że większość rzecyz traktował bardzo poważnie i często trwał w tej powadze, zanim ktoś nie krzyknął żartowałem! Ale nawet wtedy potrzebował czasu, żeby trochę się uspokoić i zrozumieć, że tak na serio, to nic na serio nie było.
- Niedziwedź? - twarz Bookiego wskazywała zaniepokojenie. - Jesteś pewien, że tutaj ich nie ma? - rozejrzał się wokół, jakby rzeczywiście jakiś miś czaił się w pobliżu i tylko czekał, żeby zaatakować ich znienacka. A co, jeśli Isaac mówił prawdę, a to Springer był w błędzie i te terny zamieszkiwane były przez te drapieżne ssaki?
Szybko wziął się w garśc i pokręcił głową. Nie, nie mógł dać się zwariować własnej wyobraźni. Ufał Erwinowi, nie potrzebował jego zapewnień na każdym kroku. Nawet, jeśli był człowiekiem pełnym niewiary i potrzebował gwarancji na każdym kroku.
- Lepiej chodźmy, zanim Isaac zamarznie gdzieś w śniegu - oznajmił i ruszył przed siebie, ale nie za szybko, bo wolał iść ze studentem prawa ramię w ramię. Lepiej było się nie oddalać, a przede wszystkim nie rozdzielać. Filmowe split up nigdy nie kończyło się najlepiej. A jeżeli Isaac naprawdę odurzył się alkoholem? Wtedy człowiek nie odczuwał takiego chłodu, wręcz przeciwnie.
Booker w zamyśle i całkiem nieświadomie zboczył trochę ze ścieżki, przeskoczył jedną zaspę, ale wpadł w kolejną, taką prawie po pas, która sprawiła, że utknął na dobre. Dlatego wyciągnął ręce do przodu, dając Erwinowi do zrozumienia, że bez jego pomocy nie da rady się wydostać. Czy warto było szaleć tak?
_________________




[Profil]
 
 
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składający kanapki w Subway

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-01-24, 16:26   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth

  

  
  
  
  


Booker mógłby uchodzić za odrobinę naiwnego, jednak Springer szczerze podziwiał w nim tę chęć pomocy na zasadzie bezinteresownej. Sam zastanawiał się kilka razy, zanim poświęcał trochę czasu chociażby pani, żebrzącej na dworcu, bo równie dobrze mogła być wyjątkowo przekonującym kanciarzem, łasym na jałmużnę. Zdaje się podchodził do ludzi z pewną rezerwą, odkąd zaczął na dobre swoją przygodę z prawem. Trochę jak mawiał doktor z popularnej serii telewizyjnej – Everybody lies. Prawnicy również mogliby rzucać to hasło w warunkach służbowych. Bo nie zawsze broniło się ludzi niewinnych, co to znaleźli się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie.
Kiwnął potakująco głową, chcąc rozwiać wątpliwości zaniepokojonego towarzysza.
- Sprawdziłem dla pewności, jeszcze przed wyjazdem. Wiesz, ludzie panikują, że wszędzie tam, gdzie jest zimno, są misie.
Dosyć delikatne nazwanie prawdziwie dzikich zawodników wagi ciężkiej. Jakby go taki misiek dopadł…
- Gdybyśmy byli w Kanadzie, Rosji albo przy południowej części Europy Środkowej… tutaj nie grozi nam nic tego typu. Chyba, że ktoś hoduje niedźwiedzie hobbistycznie.
Co z kolei również było mało prawdopodobne, bo takie zwierzątko z pewnością przykułoby uwagę, miejscowych służb. Hodowla tego typu ssaków raczej nie była mile widziana.
Kiwnął jeszcze raz, popierając słowa Bookera. Zawsze to mniej roboty dla nich, bo nie musieliby ciągnąć po ziemi na wpół zesztywniałego gościa. Od mrozu oczywiście. Temperatura była ewidentnie poniżej zera, co pozwalało na utrzymanie tumanów śniegu, zalegających na ulicach, chodnikach oraz tych części bardziej dzikich, prowadzących w stronę niewielkich skupisk leśnych. Jutro mogliby się wybrać na sanki. Co z tego, że byli już facetami z ponad dwudziestką na karku.
Poprawił czapkę na głowie, naciągając ją bardziej na uszy. Na stan rzeczy nie zamierzał przesadnie narzekać, w końcu klimat, panujący o takiej porze, w takim miejscu całkiem mu odpowiadał. A po przebyciu mini wyprawy wśród śniegu, znowu będzie można się ogrzać. Najwyraźniej Scheller chciał powrotu szybciej, kiedy to z rozpędu wpakował się w pokaźną zaspę.
Miało to miejsce już nieco dalej od centrum, rozświetlanego przez latarnie, a bliżej pustkowia, na którego początku czaił się ponoć Isaac razem z futrzastym oprawcą. Bynajmniej, bo fakt zaistnienia niedźwiedzia na tych terenach wynosił niewielką część procentową.
Erwin zatrzymał się w miejscu, czemu towarzyszyło momentalne zaskoczenie.
- Hej, nie za spieszno ci? - podszedł z wolna do uwięzionego Schellera, nie ukrywając niewielkiego rozbawienia w tej sytuacji. Jemu samemu również zdarzało się zamyślać w najmniej odpowiednich momentach, nie mniej w podobnej sytuacji nie znalazł się od dawna. - Już cię wyciągamy.
Zachował odpowiednią odległość, żeby również nie zostać pochłoniętym przez górę śniegu. Wyciągnął przed siebie ramiona, próbując chwycić za Bookerowe kończyny.
- Złap mnie za ręce - na koniec mapy zabierz mnie. Udało się, misja prawie zakończona sukcesem.
- Przebieraj nogami - poinstruował Schellera, ciągnąc go za ręce w swoją stronę. - Tylko niezbyt gwałtownie, o ile nie chcesz mieć mokrej całej dolnej partii.
A to nawet zabrzmiało zabawnie przez co krótkie parsknięcie opuściło usta Springera. Isaac będzie musiał poczekać tylko chwilę dłużej. Oby w tym czasie przebywał na drzewie, skoro rzekomy, potężny niedźwiedź siedział mu na ogonie.
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo

Wysłany: 2019-02-05, 23:11   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids

  

  
  
  
  


Scheller miał w sobie pewne cechy altruisty, co bywało zgubne. Już nie raz dał się nabrać żebrakom, którzy okazywali się zwykłymi naciągaczami, albo pijakami. A ci wyrzucali potem zakupione przez niego jedzenie, bo zdecydowanie woleli otrzymywać gotówkę, żeby przeznaczyć ją na najtańsze trunki.
Booker nie uważał, żeby ludzie byli źli, chociaż w dużej mierze wolał zwierzęta. Pewnie dlatego zdecydował się zostać weterynarzem i czuł się zobowiązany pomagać stworzeniom, które same nie potrafiły sobie pomóc. Tyle, że teraz to on potrzebował pomocy. Nie widziało mu się zostać w tej zaspie nieco dłużej, bo śnieg lepił się do nogawek spodni, a uda trochę mu zdrętwiały od zimna.
- Ufam, że masz rację i faktycznie nie ma tutaj niedźwiedzi - powiedział, przebierając powoli nogami, zupełnie jak zalecił mu Erwin. Jednocześnie złapał go za ręce (przynieś mi tęcze) i wyprostował nieznacznie. W końcu udało mu się wyciągnąć jedną nogę, a później podciągnął się, przechylając ciężar na Springera, aż w końcu wyszarpał z zaspy drugą kończynę. Zrobił to jednak tak niefortunnie, że cały sobą przywarł do chłopaka i zanim zdążył jakkolwiek zareagować, runął na niego i przygniótł go swoim ciałem. Teraz obaj mieli mokre dolne partie, bez wątpienia. Na szczęście lądowanie w śniegu byłą miękkie i niegroźne, i żaden z nich nie ucierpiał. Chyba, że Erwin, bo przecież Bookie na nim leżał i uciskał go tu i tam.
- O rany - wydusił z siebie i zaśmiał się głośno. - Nic ci nie jest? Już się stąd zabieram - powiedziawszy to, podparł się na rękach, ale te zapadły się w śnieg i teraz obaj praktycznie stykali się nosami. Booker zamrugał szybko i pewnie zrobiłby to jeszcze kilka razy, ale czapka nasunęła mu się na oczy i teraz kompletnie nic nie widział. Dmuchnął kilka razy, chcąc ją podważyć, ale nic takiego się nie wydarzyło.
Pomyślał o Isaacu, który, być może, błąkał się gdzieś po udeptanych ścieżkach i nie mógł znaleźć drogi powrotnej do kurortu. Och, serio, Booker? Właśnie miał pod sobą fajnego chłopaka, o którym myślał przez trzy czwarte każdej doby, a w tym momencie nie miał pojęcia jak się zachować i co zrobić. Nie potrafił myśleć trzeźwo, chociaż praktycznie nie był odurzony alkoholem - zanim wyszli, Scheller nie zdążył dopić grzanego wina. Chodziło tutaj o obecność studenta prawa, to przy nim Bookie czasami tracił głowię i nie wiedział jak się zachowywać, albo co powiedzieć, żeby nie palnąć jakiejś głupoty. Najczęściej gadał bzdury, a przynajmniej tak mu się wydawało i wychodził na kretyna. A najgorsze w tym wszystkim było to, że nie umiał przyznać przed samym sobą, że naprawdę lubił Erwina. Bardzo.
_________________




[Profil]
 
 
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składający kanapki w Subway

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-02-14, 14:37   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth

  

  
  
  
  


- To tylko Isaac i jego wybujała wyobraźnia - dodał jeszcze w kwestii niedźwiedzi, starając się sprawnie pomagać chłopakowi w procesie opuszczania zaspy. I wszystko poszłoby jak najbardziej zgodnie z planem (niezaplanowanym planem), gdyby Booker nie stracił równowagi w punkcie kulminacyjnym.
Za blisko, za blisko, za blisko.
O ile zimno, związane ze śniegiem nie stanowiło większego problemu, pewne poruszenie na wysokości Erwinowego pasa jednoznacznie świadczyło o narastającej niezręczności. Ciepło zapiekło w końcówki uszu, co niewiele miało wspólnego z tym, że śnieg miał tuz przy głowie.
- W porządku, to nic takiego - zwyczajne prawo Newtona, kiedy to między dwoma ciałami działa siła przyciągająca, proporcjonalna do… i tak dalej. Nie znaczyło to, że niespodziewaną sytuację Springer przyjmie ze stoickim spokojem, wyciszając w sposób profesjonalny wszelkie reakcje chemiczne, dziejące się właśnie wewnątrz. Nie bywał w Tybecie, a z medytacja miał wspólnego tyle, co kilka niezobowiązujących razów, polecanych przez koleżankę z grupy. Wyzwól swoje chi! Nie w ten sposób.
- Twoje biodro wbija mi się w telefon - zaśmiał się odrobinę (bardzo) niezręcznie, spoglądając gdzieś na bok, byle tylko nie skupiać się na zakamuflowanej przez czapkę twarzy, oddalonej o zaledwie centymetry od tej jego. Zdecydowanie nie rozchodziło się o telefon, jednak wolał obrócić sytuację w żart, zanim pogrąży się jeszcze bardziej przed towarzyszem wyprawy. Nie był przyzwyczajony do odgrywania głupka, w trudnych sytuacjach, a mimo to, właśnie to robił, zaskoczony obrotem wydarzeń. I jak na złość pewna część jego ciała postanowiła dopuścić się jawnej zdrady właściciela, ogłaszając wszem i wobec, w jaki sposób oddziaływał na niego brunet o dosyć niezdarnym usposobieniu.
- Śnieg przykleił ci się do twarzy - kontynuował, sięgając dłońmi, odzianymi w rękawiczki do podrażnionych przez zimno policzków Schellera. Poprawił przy tym jego czapkę, zasłaniającą oczy, nie mogąc zapanować nad sercem, bijący, na zdwojonych obrotach, jakby za moment miało wyrwać się prosto w zaspę, nieopodal nich.
- Już dobrze? Pomogę ci wstać i… gdy znajdziemy Isaaca… - no właśnie, co się stanie, gdy znajdą już ich zgubę? Zwilżył usta, zerkając jeszcze z bliska w jasne tęczówki studenta, nim obrócił głowę na bok, maskując cisnący się na usta, rozbawiony uśmiech. Nie szło być poważnym w tych okolicznościach. Mimo to, nie mogli sobie pozwolić na takie przerwy w podróży, co jeśli Isaac zostawał właśnie rozszarpywany przez wielką bestię?
Widząc pytający, odrobinę nieobecny wzrok Bookera, zaparł się łokciami w śniegu, jednocześnie opierając czoło o bark chłopaka, żeby w ten sposób przesunąć go do tyłu, sugerując tym samym zakończenie bezwstydnego wylegiwania się na śniegu. Nie mógł powstrzymać przy tym cichego śmiechu, który bądź co bądź nie tak łatwo było w nim obudzić.
- Musimy się pospieszyć, później do tego wrócimy - czyżby właśnie powiedział coś więcej w kwestii ich „wpadania na siebie” mającego ukryty sens, wyłączając zwyczajne zrządzenie przypadku? Stopniowo się uspokajał… nawet ten zdradziecki ścisk w spodniach odpuszczał, przyprawiając Springera o cień ulgi (powinien pomyśleć w pierwszej chwili o twarzy swojej wykładowczyni od prawa rzymskiego).
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo

Wysłany: 2019-02-20, 00:21   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids

  

  
  
  
  


Był tak przerażony tym, co właśnie się działo, że uwierzyłby dosłownie we wszystko. Również w to, że wbijał się biodrem w telefon Springera, a przecież nie chciał zniszczyć mu komórki! Jeszcze tego by brakowało. Nie dość, że Booker (jak zwykle) wyszedł na łamagę, to w musiałby odłożyć pół wypłaty, żeby odkupić Erwinowi sprzęt (hehe).
Zaczął wiercić się niebezpiecznie, a czapka, która zsunęła mu się na oczy, niczego nie ułatwiała. W dodatku miał dziwne wrażenie, że telefon chłopaka zaczął wibrować. A co, jeśli to Isaac potrzebował pomocy bardziej niż wcześniej? Może wcale nie miał tak wybujałej wyobraźni i rzeczywiście napotkał na swej drodze niedźwiedzia. Nie, przecież Erwin mówił...
- Och - wydyszał, kiedy poczuł jak dłoń szatyna poprawia mu czapkę. To było bardzo miłe. Na tyle miło, że serce Schellera zabiło trzy razy mocniej i szybciej. - Od razu lepiej - uśmiechnął się nieśmiało, ale bardzo szczerze. Dobrze było zobaczyć coś poza ciemny materiałem nakrycia głowy. Pokiwał entuzjastycznie łepetyną, gdy Erwin zarządził koniec wylegiwania się w śniegu. Słusznie, jeszcze obaj nabawią się zapalenia płuc i tyle będzie ze wspominek wypadu w góry.
Odsunął się niezdarnie, do czego przyczyniło się czoło Springera przywarte do jego barku, po czym wyprostował ręce i podniósł się na niezbyt równe nogi. Nie było to takie proste, zważywszy na świeży, puszysty śnieg, w którym Booker zapadał się raz po raz. Ale udało się i tym razem to on wyciągnął rękę do studenta prawa, żeby pomóc mu wstać.
- Tym razem to ja ci pomogę - zadecydował, a z jego twarzy, na której widniał wyraźny rumieniec, nie znikał uśmiech. Kiedy Erwin w końcu pokusił się na chwycenie jego dłoni, Scheller podciągnął go do góry i po chwili każdy z nich stał wyprostowany i gotowy do dalszej wyprawy. Jakimś cudem skończyło się bez kolejnego upadku, co w przypadku Bookiego naprawdę graniczyło z niemożliwym. Teraz wystarczyło otrzepać się ze śniegu i...
- Co, gdy znajdziemy Isaaca? - zaciekawił się, bo właśnie przypomniał sobie słowa chłopaka. No właśnie, co potem? I do czego wrócą? Do leżenia w śniegu? W końcu przeziębią sobie nerki, to nie był najlepszy pomysł i lepiej, żeby Erwin szybko wybił go sobie z głowy! A może potrzebował w tym pomocy? Już Scheller postara się go uświadomić, jak niebezpieczne bywają zabawy w śniegu, kiedy na dworze panowała minusowa temperatura.
_________________




[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6