nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Riley Withinghall
2019-01-03, 23:48
Iris Erato Davies-Aldridge
Autor Wiadomość
Iris Davies-Aldridge



36

curing mental illness

he died

Downtown Brentwood

mów mi: quasimodo

multikonta: Voitto

Wysłany: 2019-01-03, 22:59   Iris Erato Davies-Aldridge
  

  
Iris Davies-Aldridge

  
Sugar, we're going down

  

  
  
  
  


Irirs Erato Davies-Aldridge
× wiek: 36
× data urodzenia: dwunasty lipca 1982
× miejsce urodzenia: Brentwood
× orientacja seksualna: heteroseksualna
× wykonywany zawód: psychiatra w brentwood community hospital
× stan cywilny: od niedawna wdowa
× użyczany wizerunek: Elizabeth Woolridge Grant
charakter
bezwzględna, bystra, cierpliwa, czuła, delikatna, dobroduszna, empatyczna, inteligentna, komunikatywna, kreatywna, lojalna, pełna pomysłów, pełna życia (od momentu śmierci Franklina w ogóle tego nie widać), pilna, pomocna, pracowita, punktualna, samodzielna, spokojna, sprawiedliwa, sympatyczna, tolerancyjna, uczuciowa, urocza, wrażliwa, wspaniałomyślna, świetny słuchacz, złośliwa (jedynie gdy ktoś jej zajdzie za skórę), życzliwa, od momentu śmierci męża pesymistyczna
historia
- Och, czy to nasz Apollo?
- Yolando, spójrz! Za oknem jest piękna tęcza!


Trzecie dziecko państwa Aldridge przyszło na świat pewnego deszczowego, lipcowego popołudnia. MIał być to chłopiec i, gdyby nie nagłe ustanie deszczu i ukazanie się tęczy, na pewno miałaby tak na imię. Całe szczęście, że uznali to jako znak od bogów i, oczywiście na cześć jednego z nich, nadali jej imię Iris. Natomiast imię Erato to decyzja jego ojca, który akurat zaczytywał się w poezji o tematyce miłosnej. Niestety, nie dali córce większego wyboru, jak reszcie jej rodzeństwa, przez co już od małego przedstawiała się jako Iris. Przynajmniej imię dobrane było względem płci i chociaż tego nie musi się wstydzić.
Wychowywanie się i dorastania w niszczącym się domu, w którym co chwila przybywało dzieci, nie należało do rzeczy łatwych, szczególnie gdy było się jednym z tych najstarszych i jeszcze interesowało się losem swojego młodszego rodzeństwa. Tyle, że Iris początkowo w ogóle nie chciała się nimi zajmować, uparcie twierdząc, że to nie należy do jej obowiązków. Ba, że to rodzice sami powinni zainteresować się dziećmi.
I tutaj widzimy początek zrażania się do własnej rodziny.
Jak można było być tak nieodpowiedzialną matką? Jak ojciec mógł ignorować fakt, że dom się sypał? Nawet wizyty pomocy społecznej nie pomagały. W tym domu żyło się coraz gorzej, co irytowało młodą dziewczynę. Z każdym kolejnym dzieckiem robiło się coraz ciaśniej, a ona sama odnosiła wrażenie, że już nie ma czym oddychać.
Miała jedenaście lat gdy spróbowała pierwszego papierosa. Trzynaście, kiedy wypiła pierwsze piwo i kiedy pierwszy raz była na haju. Trzy miesiące przed czternastymi urodzinami zażyła swoje pierwsze LSD. Tak bardzo próbowała uciec od smutku i dziwnego uczucia przytłoczenia, że zaczęła coraz częściej wychodzić z o wiele starszymi dzieciakami, pijąc i paląc z nimi. Prawdę mówiąc, spędzała z nimi o wiele więcej czasu niż we własnym, rodzinnym domu, na co nikt, jak jej się wydawało, nie zwracał uwagi.

But we're just beautiful people
With beautiful problems,
Beautiful problems, God knows we've got them


Nie można było powiedzieć, że kompletnie nie interesowała się losem swojego rodzeństwa. Starała się pomóc, jednak częściej po prostu krzywo na nich patrzyła, marszcząc z degustacji nos. Nienawidziła tego, że w szkole wytykano ją palcami kiedy tylko mówiła, czyim jest dzieckiem i z jakiej rodziny przyszła. Wszyscy się śmiali mówiąc, że będzie zupełnie taka sama jak jej matka. Nawiedzona. Dziwnie pusta w środku. Chora psychicznie. Nie wytrzymywała tego, z dnia na dzień miała wszystkiego coraz bardziej dość.
Nastolatka uciekała w używki coraz częściej, coraz mocniej, jednak był ten jeden młodszy brat, który ją za każdym razem rozczulał tym, że po prostu zachowywał się nieprzyzwoicie na swój wiek. Uruchomił w niej coś, co zwie się instynkt macierzyński i tylko i wyłącznie przez to, że chyba był najmłodszy z nich wszystkich. Nic dziwnego, że nawet teraz darzy go takim uczuciem.
Co jednak takie małe dziecko mogło zauważać? Była prawie pewna, że kiedy do niego mówi, albo jej nie słucha, albo to do niego nie dociera, albo zwyczajnie tego nie rozumie. Chione został osobą, której zwyczajnie się wygadywała, kiedy tylko potrzebowała. I nawet jeżeli krzywiła się gdy miała go przewijać, z drugiej strony traktowała to jako okazję do wyrzucenia z siebie uczuć. Nic dziwnego, że to akurat jemu powiedziała, że ucieknie z domu. Ucieknie, jeszcze sama dokładnie nie wie gdzie, ale to zrobi. Bo nie wytrzymuje, musi stąd uciec. Może kiedy zniknie jedno dziecko, małżeństwo Aldridge zorientowałoby się, że coś jest nie tak? Jaka szkoda, że nic się właściwie nie zmieniło.
Był koniec czerwca roku 1998. Kiedy Iris wymknęła się w domu w nieco za dużej, starej, jeansowej katanie, czarnej koszuli i ciemnych spodniach, w jej ulubionych, białych trampkach, w których już było kilka dziur. Z przewieszoną przez ramię niewielką torbą, w której był portfel z pieniędzmi, które znalazła w pokoju rodziców. Miała wrażenie, że wszyscy mają głęboko gdzieś to, czy wróci do domu, gdy wychodziła późnym popołudniem, w cudownym humorze.
Ze swoimi znajomymi obijała się dość długo po mieście. Pili, palili i ćpali. Była ich czwórka, a Iris była tą najmłodszą. Nigdy nie zapoznała ich z nikim ze swojej rodziny, a mimo to byli to jedyni ludzie, których nie obchodziło to, że na nazwisko ma Aldridge. Było im to obojętne tak długo, jak nie konfidenciła ich na policję. Poza tym, była bardzo urodziwa, co też było ogromnym plusem. Ufali sobie na tyle, że pozwalali jej nawet spać we własnych domach, gdy tylko dowiedzieli się, że uciekła z domu. Wtedy zaczęli kraść drobne przedmioty albo torebki starszych pań. Z dnia na dzień staczała się coraz niżej, podświadomie tracąc cały swój szacunek do samej siebie. Zaczynała siebie nienawidzić tak bardzo, jak nienawidziła własną rodzinę, która była dla niej zwyczajnie obrzydzająca. Tak bardzo cieszyła się z tego, że w końcu od nich uciekła.

Lady, running down to the riptide
Taken away to the dark side
I wanna be your left hand man


Minęły trzy miesiące od jej zniknięcia. Miała nadzieję, ze zobaczy siebie w gazetach jako “zaginiona”, albo że będą pokazywać jej twarz w telewizji z prośbą o informację o jej aktualnym miejscem pobytu, gdyż wyszła i nigdy nie wróciła.
W ogóle się tego nie doczekała.
Może przez to, że w zasadzie rozbijała się po samym Brentwood i niekiedy okolicznych miastach, przez co nikt tak naprawdę nie zauważał jej braku?
Ona jednak interpretowała to jako: “nie zauważyli mojego braku, może im lepiej beze mnie?”
Franklin Davies był człowiekiem, który zaoferował jej pomoc. Co prawda, prawie ją potrącił, jednak to najbardziej zaalarmowało w głowie osiemnastoletniego chłopaka. Może zauważył w tej młodej dziewczynie coś, czego nie zauważał w żadnej innej? Albo…
- Jesteś pijana? Potrzebujesz pomocy?
- Spadaj, dobra? Nie, nie potrzebuję…
- Zabieram cię na ciepły posiłek.
- Na co, kurwa? Mówiłam, że nie chcę pomocy!
- Może i nie chcesz, ale potrzebujesz.

Gdyby nie jego chęć pomocy i dobre serce, Iris skończyłaby martwa w jednej z uliczek. Choć ich relacja początkowo nie była zbyt pozytywna - ona traktowała go raczej jak kogoś niepożądanego we własnym życiu. Uciekała od niego kiedy tylko miała okazję tylko po to, żeby ten znajdował ją wpół przytomną najpierw na jednej z ławek, a gdy zaczęła się do niego już przyzwyczajać - pod drzwiami do jego mieszkania.
Na całe szczęście, mieszkał sam, mimo tak młodego wieku. I przenigdy jej nie odrzucił.
Był dla niej kimś, do kogo mogła zawsze przybiec, nawet z najmniejszym, najgłupszym problemem. Nie zauważyła tego, ale bardzo szybko podbiła jego serce. A jemu początkowo było głupio, że zaczął zakochiwać się w ćpunce, dopóki ona nie zaczęła dawać mu podobnych znaków.
Młody Davies rozważał wysłanie jej na odwyk, jednak sam miał na nią o wiele większy wpływ niż jakikolwiek inny człowiek, co dość szybko zauważył. I przez spędzanie z nią czasu, zwykłą rozmowę, stopniowo wyrzucał z niej to, co najgorsze. Co prawda, zaprowadził ją też do swoich rodziców jeszcze zanim byli parą - jego matka było psychiatrą, a ojciec prsychoterapeutą. Dzięki całej trójce ze zbuntowanej, młodej dziewczyny nie stroniącej od używek, Iris stała się kochającą, młodą kobietą, pełną miłości w samej sobie. I nadal jest świadoma, że nie spłaciła tego ogromnego długu wobec nich.

Lights will guide you home
And ignite your bones
And I will try to fix you


Koniec listopada 1998. Lało jak z cebra, ale młoda, rudowłosa dziewczyna stała przed drzwiami domu numer trzysta trzynaście, mokra. Przez moment tylko zastanawiała się, czy robi dobrze, jednak teraz nie było odwrotu. Skoro już tutaj stała - dokonała wyboru. Wróci, będzie starała się być lepszym człowiekiem i nie będzie zwracać uwagi na wszelkie przeciwności losu. Wdech i wydech. To nie może być takie trudne, prawda?
Weszła, pełne wody trampki i odłożyła je na swoje miejsce. Dom przynajmniej nie popadł w kompletną ruinę podczas jej nieobecności, co ją nieco uspokoiło. Kiedy jednak weszła w głąb mieszkania, trafiła na Echo. I przez chwilę stała przed nim, zupełnie bez słowa, żeby dopiero po kilkunastu sekundach ciszy podejść do niego i po prostu go przytulić. Rozpłakała się, gdy przeprosiła go za wszystko. Za to, że nie próbowała mu pomóc w żaden sposób. Za to, że była zwyczajną ignorantką. Za to, że nawet nie próbowała zrobić nic, co poprawiłoby ich życie.
Przeszła na tyle poważną przemianę, że nawet w szkole nie chcieli wierzyć, że to ta sama osoba, nosząca swoje nazwisko z dumą. Osoba, która mogła wylecieć ze szkoły, zaczęła otrzymywać całkiem przyzwoite stopnie. Starsza siostra ignorująca swoje rodzeństwo zaczęła robić im za matkę, której brakowało w ich życiach. Nie chciała nawet dopuścić do siebie myśli, że którekolwiek z ich licznego rodzeństwa mogłoby otrzeć się o śmierć z powodu uzależnień. Nic dziwnego, że wciąż o nich się tak bardzo martwi.

Will you still love me
When I’m no longer young and beautiful?


Frankie okazał się jej miłością, co wcale nie było zaskoczeniem. Otworzył jej oczy i dał jej szansę na nowe i inne życie. Rozpoczął za nią nowy rozdział w jej życiu, dał jej szansę na doświadczenie tylu pięknych rzeczy. Jak chociażby taniec - tańczył z nią, uczył ją tej sztuki, nawet zapisali się na kurs tańca towarzyskiego, dla żartu, kiedy mieli siedemnaście i dziewiętnaście lat. To właśnie to ich do siebie tak bardzo zbliżyło.
To on dał jej też pomysł na życie, choć dość nieświadomie. On sam studiował medycynę, wspominając coś o chęci pracy w miejscowym szpitalu, a młoda Aldridge śmiała się, że ona nigdy nie skończy na tak trudnym kierunku studiów, jeżeli w ogóle na nie pójdzie.
Skończyła zarówno psychologię jak i medycynę. Po drodze pobrali się, rozsyłając jedynie informacje do rodzin. Nie zrobili większego przyjęcia. Chcieli poczuć wakacje, których tak bardzo potrzebowali.
Ich życie układało się z dnia na dzień coraz lepiej. Obydwoje pracowali w szpitalu - on był chirurgiem, ona psychiatrą. Dzielili swoje zmiany, lub wymieniali się nimi. Tworzyli naprawdę wspaniałą, kochającą się rodzinę. I mieli wrażenie, ze już nic nie zaburzy ich idealnego życia, wszystko już będzie spokojne…

Było.
Tegoroczne święta w rodzinie Davies minęły w żałobie. Podczas gdy Franklin wracał do domu, do dzieci po swojej zmianie, Iris już była w szpitalu. Nawet się minęli, całując się na pożegnanie i szepcząc, że rano już się zobaczą, będą już przygotowywać wigilijną kolację. Noc dwudziestego trzeciego grudnia była nocą tragiczną, mimo, że w ogóle się na taką nie zapowiadała.
Telefon. Wypadek drogowy. Musiała być w gotowości, gdyby musiała już rozmawiać z poszkodowanymi; nic dziwnego, że kiedy tylko zobaczyła światła karetki, wyszła ze swojego gabinetu i stała na korytarzu, czekając na jakąkolwiek informację, jak zwykle po wypadkach.
Nie spodziewała się, że to, co zobaczy, będzie dla niej tak bardzo wstrząsające. A przecież była przyzwyczajona do widoku zmasakrowanych ciał.
To nie była kolejna ofiara. To był jej mąż, Franklin Davies, trzydziestoośmioletni chirurg, który wracał do domu. To, że z samochodu wyciągnęli go w jednym kawałku, było wystarczającym cudem.
On umierał. I Iris o tym doskonale wiedziała. Została wpuszczona do sali tak szybko, jak tylko mogła; siedziała przy nim i trzymała dłoń na jego głowie. Powstrzymywała łzy i patrzyła na puls. Nie możesz umrzeć, Frankie… jesteś na to zbyt silny...
On się uśmiechał. Patrzył na nią i, mimo całego bólu, na jego twarzy był delikatny uśmiech. Umierał. Był tego doskonale świadomy. Wyszeptał jeszcze carry on, baby do swojej żony, po czym w sali rozległ się jeden głośny pisk.

To nie były szczęśliwe święta. Iris przepłakała ponad cztery godziny w szpitalu tylko po to, żeby w domu nie uronić ani łzy. Przynajmniej dopóki jej dzieci nie zaczęły płakać. Panowała jednak nad swoim płaczem; wiedziała, że jeżeli nie pozostanie silna, to wszystko znów zacznie się walić. Z resztą, już zaczęło.
Samotna wdowa, wychowująca dwójkę dzieci. Psychiatra w szpitalu. Trzecie dziecko Aldridge, które uciekło z objęć uzależnień mimo, że prawie przez nie umarło. I miała mieć swoje szczęśliwe zakończenie, jednak zostało brutalnie zniszczone przez rzeczywistość.
ciekawostki
× miała być chłopcem i nazywać się Apollo Dionysius
× nawet jeśli nie jest chłopcem, rodzice polecili ją w opiece tym dwóm bogom, w wielu modlitwach
× posiada słuch absolutny, dzięki muzyce, jaką otaczali się krótko po jej narodzinach rodzice, oraz wczesnemu rozpoczęciu nauki gry na instrumentach
× potrafi grać na fortepianie i skrzypcach, do tego ma niesamowity talent wokalny
× pisze własne teksty, chociaż niezbyt lubi się nimi dzielić
× myślała o zaczęciu kariery muzycznej, ale kiedy Electra zaczęła tworzyć, kompletnie zapomniała o tym pomyśle
× ma bardzo miły dla ucha głos, co prawda cichy; rzadko krzyczy
× uciekła z domu na kilka miesięcy; jedyną osobą, która wszystko wiedziała o jej ucieczce był najmłodszy z rodzeństwa; oczywiście, pani Yolanda nic nie zauważyła
× ma dwójkę dzieci, czteroletnią Kallisto i dziesięcioletniego Adonisa
× tak, Adonis ku czci bratu
× ukończyła psychologię i medycynę
× przed bliższym poznaniem męża, potrafiła wypalić nawet dwie paczki papierosów dziennie, była niemal alkoholiczką i regularnie ćpała
× Franklin wyciągnął ją ze wszystkich nałogów i nauczył żyć od nowa, budząc w niej przy tym pasję do tańca
× po jego śmierci jednak wraca do palenia; obecnie jest to papieros do dwóch dziennie
× razem z Franklinem nie robili większej imprezy z okazji swoich zaślubin, właściwie uciekli na miesiąc miodowy zaraz po wizycie w urzędzie stanu cywilnego
× nie brali ślubu kościelnego tylko i wyłącznie ze względu na Yolandę Aldridge, która z miejsca rzuciłaby na nich jakąś klątwę
× na zawód psychiatry zdecydowała się między innymi ze względu na matkę, żeby ją zdiagnozować i, jeśli to byłoby możliwe, wyleczyć
× śpiewa dzieciom na dobranoc
× mąż umarł bezpośrednio przy niej, na dodatek na jej zmianie w szpitalu, jednak tylko i wyłącznie z racji tego, że było to bezpośrednio przed świętami, jego pogrzeb jeszcze się nie odbył
× spędziła ponad cztery godziny nocnej zmiany siedząc na podłodze w kostnicy i płacząc po informacji o jego śmierci
× aktualnie trzyma się dobrze tylko i wyłącznie ze względu na dzieci
× odnosi wrażenie, że nigdy już nie znajdzie takiego partnera jak Frankie, zarówno życiowego jak i do tańca
× obawia się, że popadnie w pracoholizm lub wróci do wypalania dwóch paczek papierosów dziennie w ucieczce przed depresją
× je o wiele mniej i o wiele mniejsze porcje od momentu jego śmierci, bo nie czuje apetytu
× jej ulubionym filmem jest Dirty Dancing
× ukochała sobie musicale, wszelkiego rodzaju
× nienawidzi słodzonej kawy; wyczuje nawet najmniejszą ilość cukru
[Profil]
 
 
Riley Withinghall



44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

Wysłany: 2019-01-03, 23:48   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?

  

  
  
  
  


_________________
RILEY WITHINGHALL
i take risks, sometimes patients die. but not taking risks causes more patients to die, so i guess my biggest problem is i've been cursed with the ability to do the math.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7