nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
It's not that complicated... It's just a physics.
Autor Wiadomość
Benjamin Frost



29

Wykładowca na uczelni

Downtown Brentwood

mów mi: Seba!

multikonta: Morpheus & Anthony

Wysłany: 2018-12-05, 12:54   It's not that complicated... It's just a physics.
  

  
Benjamin Frost

  
Oh, Santa!

  

  
  
  
  


Był czas kiedy Benjamin nie wiedział tyle, ile wie do tej pory. Liceum pamiętał jako nieustającą walkę o jak najlepsze wyniki w nauce, zwłaszcza że niejedna Becky, Susan czy Berta chciały być równie dobre co i on, więc konkurencja była spora. Czasami mogło się wydawać, że Ben nie miał życia prywatnego. Dużo siedział w książkach, rzadko wychodził ze znajomymi na jakieś imprezy... Z takiej perspektywy wydawał się nudziarzem, a prawda malowała się inaczej. Benji dużo czasu poświęcał nowo poznanemu chłopakowi, który aktualnie zawrócił mu nieco w głowie. Adam, bo tak się nazywał, to może nie była pierwsza jego miłostka, ale coś tam ze sobą kręcili od jakiegoś czasu. Na pewno chłopak zajmował sporo jego czasu i nikt nie spodziewał się, że niebawem będzie musiało się to zmienić. Ben walczył z całych sił o wyższą ocenę z fizyki. Potrzebował jej, aby ukończyć klasę z satysfakcjonującym wynikiem. Chodził za nauczycielem praktycznie codziennie chcąc dowiedzieć się, które z działów będą istotne przy zaliczeniu, jak wysoki poziom materiału go czeka czy w jakiej formie będzie zaliczenie... Niczego jednak nie był w stanie się dowiedzieć, bo jego nauczyciel nie chciał pisnąć słówka tłumacząc się tym, że pierwsze co musi zrobić to konsultacja to z drugim belfrem. Benji cierpliwie (powiedzmy) czekał na informacje, choć w jego zachowaniu nic się nie zmieniło i wciąż nachodził biednego nauczyciela.
-Mogę nawet spróbować zrobić własnoręcznie urządzenie w oparciu o siłę elektrodynamiczną to by było świetne, nieprawda? - zwrócił się do nauczyciela, który aktualnie prowadził zajęcia wyrównawcze dla osób, które nie radziły sobie z fizyką tak, jak robił to Benjamin. Nie była to duża liczba osób, raptem w zasięgu wzroku było około ósemki uczniów rozwiązujących zadane przez Pana Williamsa przykłady.
-Benji, szanuję Twój zapał i to ile jesteś w stanie zrobić wykorzystując przy tym swoją własną wiedzę, ale myślę, że jest rzecz, która będzie mieć lepszy efekt - powiedział, na co Benji ogromnie się ucieszył. Liczył na zadanie specjanie, na coś, co będzie mógł zrobić, przynieść do szkoły, a efekt "wow" zrobi za niego całą resztę... -Sherridan, możesz tu podejść? - zawołał patrząc na chłopaka siedzącego chyba najdalej spośród wszystkich osób. Benji nieco się zmieszał, bo nie był głupi i wiedzał do czego to może prowadzić. Będzie musiał pewnie współpracować z nim w jakimś projekcie, co innego mógłby wymyślić Pan Williams? Zastanawiające było jedynie, że Sherridan nie miał na ławce żadnej kartki ani listy zadań... Bardziej jakby na kogoś czekał, przynajmniej tak od razu pomyślał Frost. Kiedy chłopak podszedł do biurka Benjamin zmierzył go z góry na dół. Wyglądał trochę dziwnie, ale miał w sobie coś, co wywoływało u Frosta niechęć do odrywania od niego wzroku. -Sherridan przedstawiam Ci Benjamina, jednego z najzdolnieszych uczniów w zakresie fizyki w naszej szkole. Benjamin to jest Sherridan, który jest nieco gorszy od Ciebie z tej dziedziny i myślę, że będzie potrzebowac Twojej pomocy. Panowie, jeden z Was stara się o lepszą ocenę, drugi o ukończenie tej szkoły... - przerwał patrząc na Sherridana znad okularów, co zabrzmiało bardzo wymownie i Benji domyślał się, że ścianę udałoby mu się nauczyć szybciej niż typa przed nim. Jakiś tępy z twarzy się nie wydawał, ale na kryminalistę już pasował, choć skąd takie zdanie? No ciężko powiedzieć, takie przeczucie Bena. -...pomóżcie sobie nawzajem. Benjamin, Sherridan wie jaki zakres materiału jest przeznaczony na jego zaliczenie. Sherridan, podziel się materiałami z Benjaminem i przystąpcie razem do nauki. Jeśli Sherridan zaliczy fizykę Twoja ocena, Ben, ulegnie zmianie. Sherridan, jeśli będziesz uważny to wierzę, że Benjamin nauczy Cię lepiej niż niejeden nasz belfer. Jesteście od teraz w syntezie termojądrowej. Trzymam za Was kciuki i od dziś, Rose, Benjamin zastąpi mnie w Twojej edukacji - poinformował i wstał od biurka, gdyż w międzyczasie zadzwonił dzwonek kończący zajęcia i tak naprawdę w sali została tylko ich trójka. Pan Williams pozwolił sobie opuścić salę i zostawić obu panów samych przez co Benji nieco się zmieszał. Teoretycznie miło, że będzie mógł komuś pomóc i dostał takie odpowiedzialne zadanie... Ale z drugiej strony co jeśli Sherridan wcale nie chce skończyć szkoły?
-Więc... Jak źle Ci idzie z fizyki? - zagaił drapiąc się po karku, bo czuł, że musi coś zrobić z rękoma.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, calanthe, nancy





Wysłany: 2018-12-10, 01:14   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
winter is great. you're freezing? drink vodka!

  

  
  
  
  


Indywidualne nauczanie bardzo mu służyło. Dzięki temu, że przestał żyć w ciągłym strachu, wywołanym przez niezbyt przyjazne zachowanie niektórych rówieśników, wreszcie miał okazję prawdziwie skupić się na nauce. I, co zadziwiająco, nagle okazało się, że bez udziału przykrych rozpraszaczy, szło mu to całkiem dobrze. Wszyscy (włącznie z nim samym) byli pod wrażeniem tego, jak bardzo udało mu się rozwinąć skrzydła podczas tego ostatniego roku, kiedy zostało mu przydzielone indywidualne nauczanie. Angielski szedł mu wybitnie, z francuskim też radził sobie całkiem nieźle. Technika była czymś, czemu oddawał się z ogromną przyjemnością, a matematyka przestała sprawiać mu problem odkąd podczas lekcji przestał przejmować się siedzącymi za jego plecami kolegami, którzy tylko czekali na moment nieuwagi ze strony prowadzącego zajęcia, jaki mogliby wykorzystać do tego, aby trochę Sherridana podręczyć, a zaczął zwracać uwagę na słowa nauczyciela i rozwiązywane zadania. Jedynym, co sprawiało mu nieprzerwany problem, była fizyka, bowiem niezależnie od tego, jak bardzo Sherrie by się nie skupiał, to i tak nie wchodziło mu do głowy. Teorię jeszcze dawał radę wykuć na pamięć (co może nie było najinteligentniejszym, co mógł zrobić, ale nie widział dla siebie innej opcji), jednak rozwiązywanie zadań to był zupełnie inny poziom trudności. I niezależnie od swoich chęci, nie potrafił go pokonać.
Jego sytuacja plasowała się na tyle beznadziejnie, że pod koniec roku szkolnego walczył o tróję (znaczy o D, jeśli wszystko ma być perfekcyjnie zgodne z rzeczywistością, ale wiadomo o co chodzi). Mógł po prostu przystać na dwóję, ale taka ocena niespecjalnie go satysfakcjonowała, zważywszy na to, że reszta była o wiele wyższa. Przystał więc na propozycję swojego nauczyciela odnośnie tego, aby pojawił się na jego dodatkowych zajęciach dla tych, którzy z fizyki byli nieco słabsi, bo chociaż generalnie omijał budynek szkoły szerokim łukiem, trójka była tego warta. Zresztą w ciągu godziny, którą miał spędzić pod okiem całkiem przyjaznego, odpowiedzialnego nauczyciela, raczej nie mogło mu się stać nic złego. Oczywiście pod warunkiem, że na tych samych zajęciach nie mieli pojawić się ci, którzy jeszcze rok temu zajmowali się jego gnębieniem.
Na szczęście gdy przekroczył próg sali, nie dostrzegł nikogo znajomego. Z tego co zdołało wychwycić jego ucho, większość znajdujących się tam uczniów była pierwszakami, więc Sherridan swobodnie usiadł w ostatniej ławce, starając się nie nawiązywać z nikim kontaktu wzrokowego. Na szczęście nikt nie wydawał się specjalnie zainteresowany jego osobą.
Przez niemalże godzinę niestrudzenie głowił się nad zadaniami, które następnie profesor Williams równie niestrudzenie poprawiał. Generalnie mniej więcej osiemdziesiąt procent sherridanowych rozwiązań nie trzymało się kupy i Rose musiał zaciskać szczęki, żeby nie wydać z siebie ani jednego sfrustrowanego jęknięcia, ale pocieszała go myśl, że być może nauczyciel doceni jego starania i wlepi mu tę głupią trójkę chociażby z litości. Niedoczekanie.
Podniósł głowę, gdy pan Williams wypowiedział jego imię. Przy jego biurku stał jakiś chłopak i wszystko wskazywało na to, że właśnie byli w trakcie rozmowy, więc początkowo pomyślał, że zwyczajnie się przesłyszał, lecz wszelkie złudzenia go opuściły, gdy poczuł na sobie pełen nacisku wzrok nauczyciela. Posłusznie wstał, ze stresu szurając krzesłem tak głośno, że kilka pierwszaków odwróciło się w jego stronę ze skrzywionymi minami. To wcale nie podbudowało jego pewności siebie.
- Tak? - zapytał cicho, niemalże wyłamując sobie palce. Uparcie nie patrzył w stronę chłopaka, który zmierzył go długim spojrzeniem, jak gdyby z góry obawiając się jego wzroku. Kiedy jednak profesor Williams wypowiedział jego imię i określił go mianem "najzdolniejszego ucznia w zakresie fizyki w tej szkole", Sherrie siłą rzeczy musiał na niego zerknąć. I nie miał pojęcia, co myśleć.
Zbladł, słysząc propozycję mężczyzny. Nie, żeby nie ufał jego słowom - skoro twierdził, że ten cały Benjamin był szczególnie uzdolniony, na pewno tak właśnie było, ale... skąd w ogóle pomysł, że inny uczeń mógłby wbić cokolwiek związanego z fizyką do sherridanwej głowy, skoro dotychczas nie udało się to nawet samemu nauczycielowi? Boże, przeszło mu przez myśl, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że propozycja Williamsa była w gruncie rzeczy niepiśmiennie przypieczętowaną umową. Ani on, ani ten biedny chłopak nie mieli w tym temacie nic do powiedzenia.
Przełknął ślinę dopiero wtedy, gdy profesor opuścił klasę. Wspaniale. Cudownie. Już mógł pożegnać się z trójką z fizyki. Skoro zrezygnował z niego sam nauczyciel... no cóż, to mówiło samo za siebie.
- Eeemm... - mruknął, po czym odchrząknął cicho. Można by pomyśleć, że to rok indywidualnego nauczania zrobił z niego tak mało elokwentnego, młodego człowieka, ale... nie. Zawsze taki był. - Trochę... kiepsko - powiedział, a jego ramiona opadły z rezygnacją. Już współczuł Benjaminowi.
_________________
<img src="http://pluspng.com/img-png/png-file-name-snowflakes-transparent-png-442.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -180px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231295_letitsnow.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -20px; margin-top: 10px;position:absolute;">

<img src="https://thumbs.gfycat.com/PinkFrigidBlobfish-size_restricted.gif" style="width: 250px; margin-top:20px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231294_sherruuuus.png" style="width: 150px; margin-left: 190px; margin-top:-105px;">
[Profil]
 
 
Benjamin Frost



29

Wykładowca na uczelni

Downtown Brentwood

mów mi: Seba!

multikonta: Morpheus & Anthony

Wysłany: 2018-12-10, 13:59   
  

  
Benjamin Frost

  
Oh, Santa!

  

  
  
  
  


-To chyba żart - przeszło Benowi przez myśl przyglądając się chłopakowi, który poruszał ciałem poprzez jakieś dziwne nerwowe tiki. Nie spodobało mu się to, zdecydowanie. Sama nauka kogoś nie była złym pomysłem, ale przeczuwał, że tutaj może być z lekka ciężko mu cokolwiek osiągnąć. Nie znał sytuacji, nie wiedział na jakim etapie jest Sherridan, ale widział i po chwili nawet usłyszał, że esencja porozumienia to sie z tego nie wywiąże. Od momentu opuszczenia sali przez wszystkich w niej obecnych atmosfera wokół nich nie zachwycała. Robiło się trochę krępująco i sztywno, a Benjamin nie był duszą towarzystwa w takich momentach. Inna sprawa się miała kiedy przyszło do spotkań w grupach, bo wtedy zawsze znalazł sobie kogoś z kim wzajemnie rozkręcali się i zarażali innych swoim dobrym humorem czy ciętym żartem.
-Kiepsko... Rozumiem - przytaknął kiwając sobie jeszcze przez chwilę głową. Przygryzł dolną wargę zastanawiając się co dalej. Chłopak nie wyglądał na kogoś, kto wychodzi z inicjatywą. Stał jakiś taki jakby przestraszony i w dalszym ciągu dziwny... -Skoro miałbym Cię nauczyć czegoś to może powiesz mi jak wyglądało to wcześniej z profesorem? - jakby poprosił i powoli przestawiał sobie w głowie to negatywne nastawienie, które aktualnie miał w głowie. Jeśli coś z tego miałoby wyjść to musiał myśleć pozytywnie. Profesor dał mu najbardziej odpowiedzialny projekt, jaki mógłby tylko istnieć, czyż nie? Spójrzmy - musiał nauczyć drugiego człowieka rzeczy, dzięki którym jego życie nabierze przyszłościowego toru. Bez niego Sherridan może powtarzać klasę, a w dodatku ostatnią. To nie byle co. Nawet jeśli jest złym uczniem, nie potrafi tej fizyki i nie będzie im się najlepiej współpracowało to w chwili, w której Rose zawali wina będzie stała po stronie Benjamina... -Ja pierdolę, ten melepeta może mi zniszczyć średnią słusznie zauważył przez co wszystkie optymistyczne mury, które zdążył zbudować w głowie runęły niczym myśl o wspaniałym życiu po pozytywnym teście ciążowym, kiedy zawsze używasz prezerwatywy. Pozwolił sobie usiąść przy ławce wskazując Sherriemu miejsce obok siebie. Zaczął grzebać w plecaku, by zaraz wyciągnąć zeszyt i długopis. Chciał spisać sobie wszystko co do tej pory robili z Panem Williamsem, by nie przeoczyć jakichś pomocnych rad. -Przy okazji powiesz mi w jaki sposób się uczysz? W sensie czy masz dla siebie jakiś sposob na szybką i skuteczną naukę? - zainteresował się, bo przecież to też ważna informacja, tak? Może mu dużo pomóc w całej tej nauce.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, calanthe, nancy





Wysłany: 2018-12-22, 14:37   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
winter is great. you're freezing? drink vodka!

  

  
  
  
  


Sherrie może i wyglądał na upośledzonego, ale wystarczyła mu chwila, aby odpowiednio zinterpretować wyraz twarzy nieznajomego chłopaka. Wydawał się zrezygnowany i jakiś taki... zniechęcony, co właściwie ani trochę go nie dziwiło. Rok indywidualnej nauki i niemalże brak jakichkolwiek kontaktów z rówieśnikami sprawiły, że umiejętności społeczne Sherridana znacznie podupadły. Chociaż nie, żeby kiedykolwiek wcześniej były zachwycające. W każdym razie świadomość, że ktoś, kto od tej pory miał nauczać go fizyki, był do tego negatywnie nastawiony, wcale nie wzbudzała jego entuzjazmu. Gdyby nie to, że naprawdę zależało mu na tej trójce z fizyki (i gdyby nie to, że było mu naprawdę szkoda chłopaka, który musiał z nim pracować - empatia to jednak straszna rzecz), pewnie wymigałby się bólem brzucha czy chorą babcią i uciekłby stamtąd gdzie pieprz rośnie.
Przytaknął cichym pomrukiem, czując się coraz bardziej idiotycznie. Świadomość, że jego okropne możliwości ogarniania fizyki mogły zrujnować biednemu Benjaminowi szansę na lepszą ocenę końcową, wcale nie pomagała.
Zmarszczył brwi, słysząc pytanie odnośnie wcześniejszej nauki z panem Williamsem.
- Po prostu... no cóż, tłumaczył mi niektóre rzeczy, a potem dawał zadania. - Wzruszył ramionami, bo sposób profesora nie należał do najbardziej ambitnych. Ani skutecznych. - Skończyliśmy na fizyce jądrowej - dodał, jakby to miało jakoś ułatwić Benjaminowi zadanie. - Wspominał coś, że powinienem poprawić sprawdzian, więc moglibyśmy popracować nad tym - zaproponował nieśmiało. Ponowne przerabianie czegoś, co już raz uciekło z jego głowy, nie wydawało się fascynujące, ale musieli od czegoś zacząć.
Odetchnął głęboko, powoli przestając czuć się tak, jakby utknął w potrzasku. Z całych sił próbował przekonać samego siebie, że nie było czego się bać, że Benjamin na pewno nie był taki, jak ludzie, którzy w zupełności obrzydzili Sherridanowi szkołę, i że w całej tej farsie chodziło tylko o to, aby wzajemnie sobie pomogli. A to nie wydawało się specjalnie trudne... prawda?
Usiadł przy jednym ze stolików za zachętą chłopaka, chowając dłonie w rękawy swojej bluzy.
- Jestem wzrokowcem, więc przy nauce innych przedmiotów pomagają mi mapy myśli - powiedział, patrząc w dół. - Wiem, że fizyka to raczej nie jest przedmiot, którego można by się uczyć w taki sposób, ale... - Wzruszył delikatnie ramionami. - Zapamiętuję informacje szybciej, kiedy używam kolorów. - Nie sądził, aby nauka fizyki kiedykolwiek mogła stać się dla niego czymś miłym, jednak kiedy bazgrał po kartach barwnymi pisakami, przyjemniej było mu się uczyć. Nawet jeśli w końcu ta nauka i tak mu nie wychodziła.
_________________
<img src="http://pluspng.com/img-png/png-file-name-snowflakes-transparent-png-442.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -180px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231295_letitsnow.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -20px; margin-top: 10px;position:absolute;">

<img src="https://thumbs.gfycat.com/PinkFrigidBlobfish-size_restricted.gif" style="width: 250px; margin-top:20px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231294_sherruuuus.png" style="width: 150px; margin-left: 190px; margin-top:-105px;">
[Profil]
 
 
Benjamin Frost



29

Wykładowca na uczelni

Downtown Brentwood

mów mi: Seba!

multikonta: Morpheus & Anthony

Wysłany: 2018-12-30, 12:02   
  

  
Benjamin Frost

  
Oh, Santa!

  

  
  
  
  


Wychodzi na to, że Benji nie dość, że nauczy go fizyki to jeszcze stosunków międzyludzkich, choć to może za dużo powiedziane. Na pewno je poprawi. Mają przed sobą kilka dni nauki i przy okazji rozmowy jakby byli kumplami. Nie wiedział jak Sherrie, ale on sam raczej nie widział nauki bez pobocznych rozmów i pierdołach, co w ich przypadku znaczyłoby tyle co zwyczajne zapoznanie się. Upomniał się w głowie, gdyż trochę za ostro podchodził z negatywnym podejściem do całej sprawy. Teraz jedyne na czym powinno im zależeć to wzajemna pomoc, upragniona ocena z fizyki i wyuczenie się czegoś, o czym za jakiś czas Sherridan będzie mógł spokojnie zapomnieć, yasss.
-Okej - przytaknął zapisując sobie to, co powiedział mu Rose. Im więcej takich informacji tym lepiej Benji go przygotuje, ba, będzie bliżej upragnionego celu. Zawiewało od niego nutką egoizmu, bo w tym momencie jedyne co go interesowało to nie tyle wyuczenie Sherridana, a zrobienie wszystkiego co w jego mocy, aby uzykać swoją ocenę. Co bez Sherridana się nie powiedzie, ale do tego dojdzie za jakiś czas. -Tak zrobimy. Byłbym wdzięczny gdybyś piąte przez dziesiąte przygotował zagadnienia, które pamiętasz ze sprawdzianu. Na pewno będzie mi łatwiej się odnaleźć w tym, czego Pan Williams będzie od Ciebie oczekiwał - mówił do niego nie odrywając wzroku od tekstu pisanego na kartce zeszytu. Specjalnie pisał wolniej, bo nie czuł się jednak komfortowo kiedy obcy chłopak siedział obok niego i jeszcze musiał na niego patrzeć. Odkąd ogarnął, że jego orientacja jest jaka jest to bliskość z innymi chłopcami trochę go peszyła, ale potrafił to umiejętnie ukrywać. -Ja bym proponował żebyśmy spotkali się u mnie - zaproponował i wydarł kawałek kartki, na której wpisał adres. -Jutro w południe? - zaproponował unosząc wzrok z kartki na sherridanowe oczy. Jakby tak się przyjrzeć to ten chłopak wyglądał niegroźnie i na bardziej kumatego niż początkowo myślał Ben. Swoją drogą starcie Rose'a z mamą Bena będzie na pewno ciekawe. Pani Frost miała to do siebie, że gości ugaszczała najlepiej jak mogła, nawet jeśli nie byli to jej goście.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, calanthe, nancy





Wysłany: 2018-12-31, 02:15   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
winter is great. you're freezing? drink vodka!

  

  
  
  
  


No cóż, z ich dwójki to Benjamin znajdował się w gorszym położeniu. To on musiał w końcu zająć się nauczaniem kogoś, kto do tej pory był z fizyki kompletną nogą, i jeszcze zrobić to na tyle dobrze, aby ostatecznie Sherridan dostał ze sprawdzianu coś lepszego niż dwa. Trochę egoizmu było więc w tej sytuacji czymś zupełnie normalnym.
Pokiwał prędko głową. Przygotowanie zagadnień nie wydawało mu się specjalnie trudnym zadaniem, zwłaszcza że każdy sprawdzian poprawiał średnio dwa razy i treści zadań same wnikały do jego pamięci, później dręcząc go w snach. I to tak zupełnie na serio. Kiedyś zdarzyło mu się być gonionym we śnie przez wzór na prędkość, któremu ostatecznie udało się go dopaść. Spuszczając mu sowity łomot, wzór krzyczał, że uratowałby się, gdyby tylko czas przebytej przez niego drogi był krótszy. Chore.
- U ciebie? - powtórzył z wahaniem i... czyżby to było zdziwienie? No cóż, jakby nie patrzeć to w trakcie całej swojej kariery w tej szkole został zaproszony do kogoś tylko dwa razy - wtedy, kiedy na początku pierwszej klasy jakaś dziewczyna organizowała imprezę integracyjną w swoim domu (na którą Sherrie nota bene nie poszedł) i wtedy, gdy niezawodna grupka klasowych oprychów spuściła mu taki łomot, że Rhea, która znalazła go jakiś czas później, postanowiła się nad nim zlitować i doprowadzić go do porządku w jakimś spokojniejszym miejscu. Nie wspominał dobrze żadnej z tych dwóch okazji.
Tym razem postanowił jednak nie kierować się swoim irracjonalnym strachem, związanym z nieprzyjemnymi przeżyciami z przeszłości. Bo w końcu co mogło stać mu się w domu chłopaka, który miał po prostu pomóc mu w ogarnięciu fizyki? Pan Williams na pewno nie byłby zadowolony, gdyby zniecierpliwiony Benjamin na przykład postanowił Sherridana zabić, a potem zakopać we własnym ogródku.
Skąd w ogóle brały się u niego podobne myśli?
- W porządku - zgodził się w końcu, twardo wpatrując się w zapisany na kartce adres. Chyba mniej więcej kojarzył ulicę, ale na wszelki wypadek będzie musiał zapytać rodziców o jakąś wskazówkę. Powinni orientować się we wszystkim znacznie lepiej niż on, już nie tylko przez to, iż mieszkali tutaj o wiele dłużej, lecz przez sam wzgląd na fakt, że statystycznie wychodzili z domu częściej niż ich syn. Co za paradoks. - To... do jutra? - mruknął niepewnie, bo mimo iż wszystko było już ustalone, czuł się jakoś niepewnie z tym, że miałby odejść jako pierwszy. Wydawało się mu bowiem, że w tej relacji to Benjamin ustalał reguły i to on powinien dać mu jasny znak, iż spotkanie było zakończone. Spojrzał więc na niego niepewnie, czekając na jakieś podsumowanie czy inną gwiazdkę z nieba, dzięki której wiedziałby, że mógł już odejść i zacząć psychiczne przygotowania do dnia kolejnego.
Boże, za jakie grzechy pan Williams postanowił nauczyć go nie tylko fizyki, ale również życia w społeczeństwie?
_________________
<img src="http://pluspng.com/img-png/png-file-name-snowflakes-transparent-png-442.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -180px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231295_letitsnow.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -20px; margin-top: 10px;position:absolute;">

<img src="https://thumbs.gfycat.com/PinkFrigidBlobfish-size_restricted.gif" style="width: 250px; margin-top:20px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231294_sherruuuus.png" style="width: 150px; margin-left: 190px; margin-top:-105px;">
[Profil]
 
 
Benjamin Frost



29

Wykładowca na uczelni

Downtown Brentwood

mów mi: Seba!

multikonta: Morpheus & Anthony

Wysłany: 2018-12-31, 04:27   
  

  
Benjamin Frost

  
Oh, Santa!

  

  
  
  
  


Czy tak dziwnym było, że Benjamin zaproponował swój dom? Nie chciał narzucać się Sherridanowi czy też, co gorsza, wpraszać bez zaproszenia, a podejrzewał, że chłopak by tego nie zaproponował. To właśnie dlatego Benji przejął inicjatywę i doszło do niego, iż jeśli chce cokolwiek tutaj osiągnąć to będzie musiał to robić zawsze. Nie był to dla niego problem oczywiście i jeśli trzeba będzie zastosować odpowiednie środki to je zastosuje, więc niech się Sherrie ma na baczności!
-Tak, do jutra, Sherrie - przytaknął z uśmiechem i pozwolił sobie jeszcze chwilę zająć przy ławce, aby dokończyć zapisywać to, co jeszcze mu siedziało w głowie. Moment później stał już na równych nogach i pakował swoje rzeczy do torby. -Do zobaczenia - rzucił na odchodne gestem ręki żegnając się z chłopakiem i opuścił salę.
Rose trochę go krępował i o ile nie chodziło o jego osobę, bo zdawało się, że jednak ten Sherrie to naprawdę przyjazna i niegroźna bestia, to jego sposów bycia był ogromnie dziwny. Taka szara myszka, która zanim coś powie to zatnie się piętnaście razy... Można było go przyrównać do internetu z Orange w dużym mieście. Zanim cokolwiek z siebie wyrzuci pewnie i zdecydowanie to będzie się lagował, szukał zasięgu aż koniec końców i tak wyjdzie z tego H+ i nie ma co się łudzić na więcej. -Chłopie, skończy z tymi pochopnymi wnioskami... - skarcił się w myślach, bo to jednak było trochę niemiłe, a ponadto zastanawiające, że nawet teraz, kiedy leżał już w łóżku i szykował się do uśnięcia Sherrie wędrował po jego myślach. Zamiast olać temat i nie wchodzić w szczegóły psychiki chłopaka, z którym spędzi jedynie kilka dni na intensywnej nauce to zastanawiał się nad tym jakby było to coś wyjątkowego... Ale nie oszukujmy się, mało to osób, które nie umieją się wypowiedzieć w niektórych sytuacjach? Albo nie są szczególnie rozmowne, bo są takie z natury i tyle? No właśnie.
Zaraz po przebudzeniu ocknął się, że jest lekko przed południem, a jak na niego to było coś dziwnego, by tyle spać. Pierwsze o czym pomyślał to na którą umówił się z Sherridanem. Wychodziło na to, że ma jeszcze jakieś dwie godziny zanim chłopak zawita w jego progach. Nie musiał się śpieszyć, więc co miał w nawyku zrobić tuż po przebudzeniu to zrobił i nie minęło czterdzieści minut jak z kubkiem kawy siedział nad notatkami z fizyki jądrowej, o której wczoraj mówił mu Rose. Słysząc pukanie do drzwi już bał się, że ktoś wprowadzi Sherridana do jego pokoju, bo tak bardzo się zamyślił! Ale to była tylko mama Bena trzymająca w rękach dwa talerze z kawałkami ciasta. Benji zaśmiał się tylko, bo nie miał pojęcia kto to zje, ale nawet dwóch chłopaków takich jak Sherrie i Ben mieliby zapasów na czterdzieści osiem godzin, a nie na maksymalnie trzy. Kiedy tylko usłyszał dzwonek do drzwi narzucił na siebie koszulę, którą dopinał schodząc po schodach i otworzył drzwi.
-Hej, Sherrie, zapraszam - gestem ręki pozwolił mu przekroczyć próg domu, po czym zaprowadził go do swojego pokoju, gdzie mieli się pouczyć. Na to jednak przyjdzie pora. -Jak Ci minął poranek? Zdążyłeś przygotować te materiały, o których mówiłem wczoraj? - zapytał z uśmiechem, co w odróżnieniu od dnia wczorajszego było czymś zupełnie nowym. Tak, Benji dobrze to sobie przemyślał i nie ma co się źle nastawiać. Przebrną przez to! W końcu w grupie siła, a obaj chcą dobrze.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, calanthe, nancy





Wysłany: 2019-01-02, 00:17   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
winter is great. you're freezing? drink vodka!

  

  
  
  
  


Wrócił do domu okropnie zestresowany, nie potrafiąc oderwać się od myślenia o kolejnym dniu, co było z jego strony dość śmieszne, bo przecież nie działo się nic strasznego. Miał pojawić się w domu Benjamina po to, aby ten spróbował na spokojnie, w ludzkich warunkach wytłumaczyć mu fizykę jądrową. To nie było nic wielkiego - zwyczajne odbębnienie zadania, które dostali od wspólnego nauczyciela. A mimo to kiedy Sherrie wreszcie przekroczył próg swojego pokoju, nie mógł powstrzymać szalonego, wręcz spanikowanego bicia swojego serca.
Chyba nie czuł się jeszcze gotowy na zawieranie nowych znajomości, nawet krótkich i opartych na wyciąganiu korzyści. Towarzystwo nowych osób dalej stanowiło dla niego swego rodzaju blokadę, która nie pozwalała mu na normalne ubieranie własnych myśli w słowa, a do tego dochodził jeszcze ten irracjonalny strach przed ponownym byciem wyśmianym i zmieszanym z błotem. Jasne, niby Benjamin w niczym nie przypominał mu rówieśników, którzy obrali go sobie za kozła ofiarnego i znęcali się nad nim przez równe dwa lata liceum, ale czy Sherridan mógł zaufać tylko sposobowi, w jaki wyglądał oraz temu, że był dobry z fizyki? To przecież nic nie znaczyło.
Pewnie gdyby nie interwencja pani Rose, która postanowiła przemówić synowi do rozsądku i dosłownie wyrzucić go za drzwi na pół godziny przed planowanym spotkaniem z Benjaminem, Sherrie nigdy nie dotarłby na miejsce. Ostatecznie jednak dotarł pod wskazany adres, spięty i przekonany, że nie wyjdzie z tego nic dobrego.
- Hej - przywitał się, gdy Benji w końcu mu otworzył (przez moment Sherridan naprawdę żywił nadzieję, że chłopak zwyczajnie o nim zapomniał, i że ze spotkania nic nie będzie) wymuszając lekki uśmiech, a potem niepewnie przekroczył próg. W momencie, gdy drzwi lekko za nim trzasnęły, uświadomił sobie, że to już nie mógł uciec. To było to. Jego wielka porażka naukowa i towarzyska. Jego koniec. - Jesteś sam? - zapytał, jak gdyby chcąc się upewnić, że w razie gdyby Benjamin zechciał udusić go notatkami, mógł liczyć na pomoc kogoś innego. Chociażby jego świnki morskiej.
Zmieszał się nieco, gdy chłopak zapytał o jego poranek. Poprzedniego dnia odniósł wrażenie, że męczyła go sama perspektywa nauczania kogoś, kto był z fizyki zwyczajną nogą, więc początkowo zmarszczył lekko brwi na widok jego uśmiechu. Dopiero po chwili przypomniał sobie słowa mamy, którymi pożegnała go w drzwiach. Nie patrz na świat w takich ciemnych barwach, Sherrie. Jeśli będzie dla ciebie miły to odwdzięcz mu się tym samym, może akurat się zakolegujecie? A jeśli nie to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś porozmawiał z panem Williamsem i poprosił go o zmianę partnera. Nie ma się czym martwić, synku.
No dobrze. Może faktycznie nie powinien z góry zakładać najgorszego.
- W porządku, długo spałem - wydusił wreszcie i uśmiechnął się lekko, jak gdyby z pobłażaniem dla swojego lenistwa. - Ale tak, zebrałem wszystko, o czym mówiłeś już wczoraj, więc mam to przy sobie - potwierdził, po czym zdjął z ramion plecak i wyciągnął z niego prostokątną, żółtą teczkę. - To wszystkie zagadnienia, które znalazłem i zapamiętałem - wytłumaczył, patrząc niepewnie na zaledwie jedną, zapisaną po brzegi kartkę papieru. - Wziąłem też książkę i zeszyt, ale... - urwał niepewnie. - Z książki nic nie rozumiem, a zeszyt jest prawie cały pobazgrany. - Przynajmniej nie był leniwy. Regularnie siadał do zadań i odrabiał je, czasami stosując pięć różnych sposobów, aby później pan Williams przekreślił wszystkie obliczenia dwoma, płynnymi ruchami. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by jakieś zadanie za dwa czy trzy punkty wyszło mu dobrze za pierwszym razem. Na szczęście wstrzymał się z podawaniem tej informacji Benjaminowi, podejrzewając, iż mogłaby go tylko załamać.
_________________
<img src="http://pluspng.com/img-png/png-file-name-snowflakes-transparent-png-442.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -180px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231295_letitsnow.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -20px; margin-top: 10px;position:absolute;">

<img src="https://thumbs.gfycat.com/PinkFrigidBlobfish-size_restricted.gif" style="width: 250px; margin-top:20px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231294_sherruuuus.png" style="width: 150px; margin-left: 190px; margin-top:-105px;">
[Profil]
 
 
Benjamin Frost



29

Wykładowca na uczelni

Downtown Brentwood

mów mi: Seba!

multikonta: Morpheus & Anthony

Wysłany: 2019-01-03, 00:43   
  

  
Benjamin Frost

  
Oh, Santa!

  

  
  
  
  


Gdyby Sherridan wystawił Benjamina to byłoby pozamiatane. Benji był dość dokładnym człowiekiem i nie przyjmowałby czegoś takiego, że on się trudzi, chce dla kogoś jak najlepiej, dla siebie też przy okazji, a ktoś to traktuje jak coś, co można zignorować, bo przecież o nic wielkiego tutaj się nie rozchodzi. Dobrze, że pani Rose miała na chłopaka ogromny wpływ, jak na matkę przystało, bo mogłoby się to skończyć bardzo źle. Na jego pytanie pokręcił przecąco głową dając mu do zrozumienia, że nie są sami. Gdzieś tu kręciła się jeszcze jego mama, a nawet ojciec, choć on zapewne już był w garażu i coś tam kombinował przy samochodzie. Nie będzie dziwnym jeśli jego mama wbije im do pokoju z niewinnym pytaniem "I jak tam nauka, chłopcy? Spróbowaliście już ciasta?". Gdyby tak się nie stało to pani Frost nie byłaby panią Frost. Ben usiadł po turecku na łóżku i wskazał ręką na przestrzeń łóżka, która jeszcze nie była zajęta. Tak co by Rose sobie wybrał dogodne dla siebie miejsce, gdyż żadnego większego stolika czy też biurka nie miał.
-Skoro długo spałeś to na pewno masz siły na kilka godzin z fizyką, dobra postawa - zaśmiał się przejmując od niego żółtą teczkę, z której wyciągnął zapisaną kartkę i przyglądał się jej. Czytał jej treść przekręcając ją to w prawo, to w lewo, raz nawet do góry nogami... Miał wrażenie, że Sherrie to minimalista, bo gdyby chyba mógł to całą fizykę jądrową chciałby zmieścić na tej jednej kartce, by wszystko mieć w jednym miejscu. Patrząc na te zapiski uśmiechał się delikatnie, ale kiwał potakująco głową. Nie tyle treść go bawiła co sam układ notatek. - Jak na to, co powinieneś potrafić na tym etapie, to nie jesteśmy na dnie - przyznał, bo skoro Rose pamiętał to, co właśnie widział Ben to trochę im ułatwiało naukę. Chwilę później przejął książkę i zeszyt. -Zerknę sobie tylko co tu masz, bo ja miałem trochę inne książki, o bardziej rozszerzonym materiale, więc poczęstuj się, a ja zaraz ogarnę co i jak - zaproponował i postawił na łóżku jeden z talerzy, na których smacznie prezentował się serniczek jego mamy. Pozwolił sobie ukraść z niego jeden kawałek i niczym gryz kanapki załadował go sobie do ust wypychając je chyba do granic możliwości. Zrobił to też, by w jakiś sposób pokazać Sherridanowi, że może czuć się swobodnie? Jak ze znajomym? Trochę mu na tym zależało, serio. Przeżuwał sobie ten serniczek i czytał pobieżnie to, co chłopak miał w książce, a gdy już ogarnął co i jak zamknął książkę, odłożył ją na stolik obok łóżka. -Z niej nie skorzystamy. Nie chciałbym żebyś się z niej uczył, bo język jest takim pseudointeligentnym bełkotem, a można to ubrać w bardzo fajne i zrozumiałe słowa - zwrócił się do Sherriego. -Poza tym masz ten sam schemat nauki co ja, więc o tyle łatwiej - dodał i po chwili przekazał mu kserówki z zadaniami, którymi się zajmą, a w międzyczasie na odwrocie kazał mu pisać to, co miał mu do opowiedzenia. Po jakichś pierwszych czterdziestu minutach wywodu na temat radioaktywności, izotopów, rozpadach alfa, beta i gamma, a dodatkowo zahaczył o konwersję wewnętrzną. - Czy do tej chwili jakoś nadążasz? - zapytał na sam koniec chcąc się upewnić czy nie ma czegoś, co trzebaby powtórzyć. -I chcesz może coś do picia? Wybacz, nie zapytałem wcześniej... - ocknął się. Czasami zapominał o podstawach kultury, niestety, ale taki umysł jak on musiał mieć jakieś wady, hoho.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, calanthe, nancy





Wysłany: 2019-01-03, 12:29   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
winter is great. you're freezing? drink vodka!

  

  
  
  
  


Na szczęście, mimo swojego wycofania społecznego, dobrze wiedział, że olanie swojego nowego partnera do nauki byłoby co najmniej nieuprzejme. Pewnie nawet gdyby nie został obdarowany słowami zachęty ze strony swojej mamy, ostatecznie przywlókłby się na miejsce, tyle że byłby trochę bardziej niepewny (chociaż czy można być bardziej niepewnym?) i zapewne zwyczajnie przestraszony. Właściwie jakakolwiek osoba patrząca na to wszystko z boku prawdopodobnie stwierdziłaby, że strasznie wyolbrzymiał, w efekcie czego jego podejście do tej sprawy wydawało się okropnie dramatyczne, ale... czy ktokolwiek mógłby się mu dziwić? Ostatniego przyjaciela stracił bodajże w wieku czternastu lat, a od tamtego czasu jego umiejętności angażowania się w relacje międzyludzkie oraz poprawnego odczytywania cudzych zamiarów znacznie się osłabiły. Nieprzyjemne doświadczenia również niczego nie ułatwiały. Bardzo możliwe, że był trochę żałosny (eufemizm), broniąc się przed kontaktami z rówieśnikami w wieku osiemnastu lat, kiedy przecież jego życie towarzyskie powinno znajdować się w stanie rozkwitu, ale jakoś tak... zwyczajnie nie potrafił nikogo do siebie dopuścić i czuć się przy tym swobodnie. Rhea, która pozytywnie przeszła próbę przebicia się przez jego mury (oczywiście nie wychodząc z tego bez szwanku), i tak musiała się sporo przy nim namęczyć. I tym samym jeszcze bardziej uświadomiła mu, że zwyczajnie nie nadawał się do nawiązywania jakichkolwiek znajomości. Przynajmniej na razie.
Odetchnął cicho, kiedy okazało się, iż nie byli tutaj całkowicie sami. Dobrze, w takim razie nie musiał martwić się o to, że przedwcześnie umrze. Jeszcze jakiś rok temu byłoby mu to całkiem na rękę, lecz wyglądało na to, że powoli wszystko się zmieniało. Czy na dobre, czy na złe - tego nie był w stanie stwierdzić.
Usiadł sztywno na łóżku i wlepił w niego wyczekujące spojrzenie ciemnych oczu, czekając na jakieś wskazówki. Sam nie wiedział bowiem, co miał zrobić. Na szczęście zrelaksowanie Benjamina wpłynęło na niego kojąco.
- Wolałbym spożytkować ten czas inaczej - przyznał szczerze i westchnął na samą myśl o tym, że zaraz się zacznie. Już zaraz fizyka chwyci go w swoje szpony i znowu spróbuje go zniszczyć. - Ale postaram się - obiecał z taką samą autentycznością. Naprawdę zależało mu na tej trói na koniec roku. I na tym, żeby Benjamin dostał wymarzoną ocenę też, w końcu gdyby przejmował się tylko sobą, nie nazywałby się Sherridan Rose.
Spróbował zmieścić wszystko na jednej kartce, patrzenie na wszystko bo w ten sposób wydawało mu się wygodniejsze. Nie przewidział jednak, że informacji będzie trochę więcej, i że zmieszczenie ich wszystkich w jednym miejscu okaże się zadaniem wręcz niemożliwym. Ostatecznie Sherrie mu podołał, dwojąc się i trojąc ze wciskaniem kolejnych podpunktów na marginesach czy pomiędzy wcześniej zapisanymi linijkami, ale kiedy wreszcie skończył i omiótł swoje dzieło spojrzeniem, wcale nie czuł się z siebie zadowolony. Niestety był za bardzo zmęczony, aby spróbować jakoś ładnie to przepisać. Chociaż w sumie teraz żałował, że nie zmusił się do tego i nie stworzył jakiejś ładniejszej notatki, bo na widok delikatnego uśmiechu Benjamina zrobiło mu się trochę głupio. Nie chciał, żeby chłopak pomyślał sobie, iż traktował ich wspólną naukę z pobłażaniem.
Nie byli na dnie? No cóż, to chyba było pocieszające, prawda? Sherrie skinął głową i nieco niepewnie przyjął talerzyk z ciastem, jak gdyby spodziewał się, że nowy kolega już na starcie spróbuje go otruć. Ja tam bym serniczkiem nie pogardziła, zwłaszcza takim domowym, ale z Sherridana to jednak dziwna bestia była. Przez dłuższą chwilę siedział tak z talerzem na kolanach i przełamał się dopiero wtedy, kiedy Benjamin sam postanowił ugryźć swój kawałek. Jeżeli mieli się otruć to przynajmniej razem. Tak romantycznie. Chwila, co?
Serniczek okazał się bardzo dobry, ale już po chwili Rose musiał odłożyć na bok talerzyk i zająć się częścią właściwą tego spotkania, a mianowicie nauką. Pisanie na kolanie było trochę niewygodne, lecz na szczęście nie minęło wiele czasu, nim znalazł sobie odpowiednią pozycję, która pozwalała mu na jednoczesne skupianie się na słuchaniu i notowaniu tego, co Benjamin podkreślał. Wszystkiego Sherridan niestety nie byłby w stanie zapisać.
- Um... - mruknął i odchrząknął, gdy po jakimś czasie Frost spytał go o to, czy wszystko rozumiał. Spojrzał na zapisaną kartkę z lekką niepewnością, jakby spodziewał się, że zaraz spróbuje go ugryźć, a potem zmarszczył brwi. - Chyba tak. To znaczy nie rozumiem, dlaczego męczą tych uczniów i jak możesz mówić o tym tak płynnie, ale poza tym wszystko w porządku - potwierdził z delikatnym zrezygnowaniem. Chyba potrzebował krótkiej przerwy. - Mógłbym prosić o wodę? - zapytał, uznając, iż to idealny moment na to, żeby dać umysłowi chwilę odpoczynku. Odnosił wrażenie, że jeszcze chwila, a jego mózg zacznie płonąć, przesycony informacjami o wszystkich tych promieniowaniach i innych niepotrzebnych rzeczach, które przecież nigdy nie miały mu się w życiu przydać. Boże, życie było ciężkie.
_________________
<img src="http://pluspng.com/img-png/png-file-name-snowflakes-transparent-png-442.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -180px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231295_letitsnow.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -20px; margin-top: 10px;position:absolute;">

<img src="https://thumbs.gfycat.com/PinkFrigidBlobfish-size_restricted.gif" style="width: 250px; margin-top:20px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231294_sherruuuus.png" style="width: 150px; margin-left: 190px; margin-top:-105px;">
[Profil]
 
 
Benjamin Frost



29

Wykładowca na uczelni

Downtown Brentwood

mów mi: Seba!

multikonta: Morpheus & Anthony

Wysłany: 2019-01-03, 18:09   
  

  
Benjamin Frost

  
Oh, Santa!

  

  
  
  
  


Ja osobiście też bym nie pogardził serniczkiem. Najgorsze, że naszła mnie na taki serniczek ochota jak o tym napisałem, więc zacząłem kombinować, że może upiekę sobie, ale kto mi zje cała blachę ciasta? Moi współlokatorzy niby mogliby mi pomóc, ale to akurat pieprzone głodomory i nie wiem czy sernik zdążyłby chociażby wystygnąć... Mamie Benjamina zdążył i teraz mogli się nim zajadać w przerwach na naukę. Mogło się wydawać, że Ben wszystko pamięta i mówienie o tym szło mu z łatwością, ale nie do końca było tak świetnie. Na dobrą sprawę musiał sobie trochę przypomnieć, bo fizyka jądrowa, o ile ciekawa to dla niego nie była czymś co weszło łatwo. Musiał poświęcić temu najwięcej czasu nawet w trakcie przygotowań tuż po wstaniu z łóżka.
Przeciągnął się, aby trochę rozprostować kości, które przez siedzenie na łóżku w niekoniecznie wygodnej pozycji zdążyły się zastać.
-Coś w tym jest - zaśmiał się na jego słowa, bo najgorszym co mogło być to uczenie się czegoś co jest dla Ciebie katorgą i kilkukrotnie masz ochotę popełnić samobójstwo przez to wszystko, ale jednak zanim to zrobisz to wypadałoby zaliczyć przedmiot. Ja tak miałem z historią, tą typową, którą najchętniej wykreśliłbym z programu nauczania jednym, płynnym ruchem dłoni. Dla porównania miałem też historię sztuki i jakoś dziwnym trafem wchodziła mi ona jak nóż w masło. Winą nauczyciela to też nie było, bo miałem kilku, a nienawidziłem tego przedmiotu od początków edukacji. Benji też miał z tym problem tak dla naprostowania. -Oczywiście, już przynoszę - zerwał się z łóżka biorąc jeszcze jeden kawałek serniczka i zniknął na chwilę z pokoju, ale dosłownie na chwilę, bo nim zdążył wejść na pierwszy schodek zauważył swoją mamę niosącą tacę z napojami tłumacząc synowi, że jest niegościnny i tak nie powinno być, że ciągle tylko siedzi z głową w chmurach i nie zajmie się niczym od A do Z tylko ona musi o wszystkim zawsze myśleć. Wszystko jak najbardziej miało humorystyczny wydźwięk, a Benjamin z każdym słowem matki śmiał się co raz bardziej. Lubił takie chwile, bo akurat rodziców to chyba każdy mógł mu pozazdrościć. Nie dość, ze ustawieni prawnicy, czyli bogaci to jeszcze mieli czas na śmieszkowanie z dziećmi i myślenie o nich, kiedy powinni myśleć o pracy. Przeprosił mamę, przejął tackę, obiecał poprawę swojego zachowanie uśmiechnięty od ucha do ucha przyszedł do pokoju. -Nie mam pojęcia, gdzie ja to postawię - rozejrzał się po pokoju, ale jedynym miejscem na którym mógł to położyć było łóżko albo stolik przy łóżku, który już był zajęty przez kilka rzeczy. Położył tacę na jednej dłoni, a drugą przelał wodę ze szklanej butelki do szklanki, po czym podał ją Sherridanowi. -Ogólnie fizyka nigdy nie była dla mnie problemem, choć moi rodzice to zupełne nogi jeśli chodzi o świat ścisłowców - podzielił się z kolegą robiąc przy okazji miejsce na stoliku przy łóżku. -Ale też nie pamiętam niektórych rzeczy, a kilka praw, o których Ci mówiłem zupełnie wyleciało mi z pamięci - zaśmiał się, po czym usiadł z powrotem na łóżku trzymając szklankę z sokiem. -Z czego jesteś najlepszy? - zaciekawił się, bo on jako najlepszy z fizyki uczył Sherridana. Wiedział jedynie, że fizyka i Sherrie się w ogóle nie lubili, ale może było coś, co Rose potrafił jak nikt inny?
[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, calanthe, nancy





Wysłany: 2019-01-04, 01:40   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
winter is great. you're freezing? drink vodka!

  

  
  
  
  


Mnie też naszła ochota na serniczek, może jutro upiekę? Skorzystam z okazji urodzin mamy i zrobię jej super niespodziankę, to jest to! Dzięki, Seba! Zresztą kto normalny pogardziłby serniczkiem? W głębi duszy Sherrie na pewno chciał go zabrać całego dla siebie i odejść z nim w siną dal, pozostawiając za sobą fizykę i zszokowanego Bena, który pewnie rzuciłby się za nim w pogoń, chcąc stoczyć walkę na śmierć i życie o ostatnie okruchy serniczka. Niestety był zbyt nieśmiały na to, aby spróbować podkraść wspaniały wypiek pani Frost. Zresztą nie mógł tego zrobić, skoro jego i Benjamina czekało jeszcze trochę wspólnej nauki. Jak by to wyglądało, gdyby spotkali się kolejnym razem? Jak Sherridan wytłumaczyłby się z tak bezczelnej kradzieży serniczka?
Uśmiechnął się lekko, gdy okazało się, że jego komentarz na temat fizyki rozbawił chłopaka. Wyglądało na to, że nawet komuś tak poważnemu i zlęknionemu jak on udawało się czasami rzucić jakimś dobrym żarcikiem. Tak trzymać! Gorzej, jeśli Benjamin zaśmiał się z grzeczności, z takim "a weź się już zamknij" w myślach. Tego Sherrie niestety nie wiedział, chociaż bardzo by chciał, bo zdobycie tej tajemnej wiedzy na pewno wiele by mu ułatwiło. Chociażby na płaszczyźnie ich relacji.
Fizyka to ciężki orzech do zgryzienia, w tym akurat się z Sherridanem zgadzam. Chociaż jestem humanem, więc pewnie moje zdanie się nie liczy, ech. Ale tak, jak ty i Benjamin mieliście problem z historią, ja nie znosiłam geografii i zupełnie nie umiałam się jej uczyć, niezależnie od nauczyciela. Wszystkie te skały, góry, jeziora, zatoki, po jakiego grzyba człowiekowi znać ich nazwy i położenie? I co z tego, że nauczyłam się, że stolicą Sri Lanki jest Sri Dźajawardanapura Kotte, skoro nigdy mi się to w życiu nie przyda?
Kiedy Benjamin wyszedł z pokoju, Sherrie odłożył swoje notatki na bok i wstał, aby również lekko się przeciągnąć. Od niewygodnej pozycji trochę zaczął boleć go kark, ale na szczęście kilka powolnych, okrężnych ruchów szyi wystarczyło, aby pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia. Przy okazji wykonywania tej niezwykle skomplikowanej gimnastyki Rose zyskał chwilę, aby rozejrzeć się po pokoju Benjamina, jako iż wcześniej nie miał do tego okazji. Nie był wścibski, nie przyglądał się rzeczom, które nie stały bezpośrednio na widoku. Przyglądnął się jedynie jakimś obrazkom czy fotografiom zdobiącym ścianę i niedużym, papierowym figurkom, stojącym na jakimś stoliku pod oknem. Sherrie uśmiechnął się lekko na ten widok. Kto by pomyślał, że fizyka szła w parze z origami?
Jego uśmiech zyskał na sile, gdy drzwi w końcu się otworzyły i stanął w nich Benjamin z tacą, na której stały jakieś butelki i szklanki. Jakoś tak jego strach przed nowym znajomym automatycznie zmalał, gdy zobaczył go w takich ludzkich okolicznościach, trochę roztrzepanego i zdekoncentrowanego.
- Dzięki - powiedział, przyjąwszy od niego szklankę z wodą. Zanim jednak upił z niej choćby łyka, wysłuchał słów Benjamina i pokiwał powoli głową. - Tak po prostu ci to przyszło? To... bycie dobrym z fizyki? - zapytał, bo jemu takie coś nie mieściło się w głowie. Rozumienie tego wszystkiego wymagało posiadanie naprawdę tęgiego umysłu, a Benjamin... no cóż, na pierwszy rzut oka nie wyglądał na jakiegoś typowego, zagrzebanego w książkach inteligenta. Chociaż Sherridan prawdopodobnie nie powinien oceniać innych po pozorach. - No nie wiem - zamyślił się i podrapał się niepewnie po głowie. Następnie wypił kilka łyków wody, jak gdyby chcąc zaskarbić sobie trochę więcej czasu. - Jestem dobry z przedmiotów artystycznych, ale to chyba się nie liczy - stwierdził, gdy wreszcie zdał sobie sprawę z tego, że cisza trochę się przeciągnęła. Wzruszył delikatnie ramionami. - A poza tym to... hm, właściwie wszystko lubię i z wszystkiego idzie mi w porządku. Jedyny wyjątek to ta nieszczęsna fizyka - przyznał, po czym upił jeszcze kilka łyków wody i odstawił prawie pustą szklankę na pobliski stolik. - Ty to zrobiłeś? - zapytał, ruchem głowy wskazując w kierunku ustawionych w pobliżu okna, papierowych figurek. Przyciągały jego spojrzenie znacznie bardziej, niż cokolwiek innego i to nie tylko ze względu na swoją różnobarwność. Myśl, że Benjamin mógłby zajmować się czymś takim, jak origami, zwyczajnie wydawała mu się interesująca.
_________________
<img src="http://pluspng.com/img-png/png-file-name-snowflakes-transparent-png-442.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -180px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231295_letitsnow.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -20px; margin-top: 10px;position:absolute;">

<img src="https://thumbs.gfycat.com/PinkFrigidBlobfish-size_restricted.gif" style="width: 250px; margin-top:20px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231294_sherruuuus.png" style="width: 150px; margin-left: 190px; margin-top:-105px;">
[Profil]
 
 
Benjamin Frost



29

Wykładowca na uczelni

Downtown Brentwood

mów mi: Seba!

multikonta: Morpheus & Anthony

Wysłany: 2019-01-05, 02:12   
  

  
Benjamin Frost

  
Oh, Santa!

  

  
  
  
  


Oh, jeśli ten serniczek miał być dla mamy to trochę szkoda, że nie wyszedł tak idealny jak ten, którym zajadali się Sherrie i Benjamin. W sprawach związanych z jedzeniem, a już szczególnie słodkościami pokroju serniczka, Ben walczyłby jak prawdziwy lew. Nie pozwoliłby sobie na to żeby Rose uciekł mu z całym serniczkiem, o nie. Mógł wziąć wszystko inne! Mógł wziąć jego kolekcję origami, wziąć jego ubrania, wziąć jego pokój, a nawet jego dziewictwo, ale nie serniczek. Swoją drogą tyle, ile on jadł ciast przygotowanych przez mamę i nic nie tył to można pozazdrościć. Ja bym też tak chciał, ale wystarczyły jedne święta bym wszystko co spaliłem w ciągu pół roku nadrobił. Życie jest niesprawiedliwe, a poczucie humoru Sherridana nawet trochę podobne do tego benjaminowego. Jakby tak spędzali ze sobą więcej czasu to nawet świetni kumple by z nich byli, na pewno!
Z tym się nie zgodzę, nigdy nie wiesz kiedy przyda Ci się coś takiego, bo jakby Cię ktoś porwał do takiej Sri Dźajawardanapura Kotte to zawsze jest świadomość, że jesteś na Sri Lance, a to napisać w esemesie ratunkowej łatwiej niż samą nazwę stolicy... Oczywiście skrajna wizja, ale nigdy nie wiesz. Nawet jakby Sherridana tam porwali to zanim napisałby gdzie jest, nie wiedząc, że na Sri Lance, to by dostał kulkę w łeb. Ja po pracy trochę za bardzo poruszam dziwne wizje i chyba jestem trochę zmęczony, więc jakość tego posta może być w miarę nieprzyzwoita.
Może i Benjamin na takiego nie wyglądał, ale prawda malowała się zupełnie inaczej. Jego mama też nie wyglądała jak przyszła pani prawnik kiedy wracała z imprezy o piątek nad ranem w środę i jeszcze się zataczając wciągała kreskę na lepszą naukę... No, tak było. Pani Frost może i teraz wyglądała na porządną kobietę, która miała życie jakie sobie wymrzyła, ale studia? Ja bym się nie zdziwił, gdyby wciągała ostatnie kreski jeszcze z Benjaminem w ciąży. Kto wie, może to właśnie tu tkwi złoty środek?
-Tak, przyszło mi to tak samo z siebie. Taki mały talent? Wiesz, każdy rodzi się z czymś, co od urodzenia w sobie po prostu ma. Moja znajoma jest głupia jak but, ale jej licealnego czasu w sprincie jeszcze nikt nie pobił - powiedział chcąc jakoś poprzeć swoją tezę odnośnie tego, że każdy rodzi się ze swoim talentem, który warto szlifować. Od kiedy fizyka zaczęła być jego konikiem i zaczął zauważać niektóre fizyczne zależności wokół siebie to zaczęło mu się to podobać jeszcze bardziej. Mało fizyki otaczało człowieka? Chociażby synteza termojądrowa, do której niebawem dojdą! Gdzie dwa mniejsze jądra łączyły się w średnie jądro o średniej masie! Jak to ciekawie można nawet przedstawić, bo jakby tak Benji był jednym jądrem, a Sherrie drugim jądrem i jakby się tak połączyli to jeszcze wytwarzaliby energię! ... Cóż, wcale nie kojarzy się ze współżyciem, zwłaszcza chłopakom w ich wieku, gdzie rówieśnicy na "penis" potrafili chichotać znad ławek. -Skoro artystyczne przedmioty to coś, co idzie Ci świetnie to kiedyś na pewno zrobisz karierę jako dobry projektant, grafik albo architekt, co bardzo się ceni i nigdy nie wyjdzie z użytku, tak mi się wydaje - pomyślał na głos, choć jak tak się nad tym zastanowił to było w tym trochę prawdy. Jeśli tylko los nie narzuca Sherridanowi kłód pod nogami to jego życie może wyglądać o niebo lepiej niż benjaminowe po fizyce, richtig.
-Ojejku - zaśmiał się zupełnie zapominając o tym, że pod oknem widniało kilka z jego najlepiej zrobionych origami. Cholera, a myślał, że nie będzie przykuwało aż tak uwagi. Nie chciał by się zniszczyło czy zaniedbało, więc miał je na widoku co prawda, ale tylko dla własnego poczucia, że coś udało mu się zrobić perfekcyjnie. -Tak, to zrobiłem ja. Najbardziej trudziłem się z ananasem i żołędziami, bo mają dużo małych części i trzeba być precyzyjnym, ale nawet taki królik potrafił mnie wyprowadzić z równowagi - uśmiechnął się i pokręcił głową na samą myśl o tym jak ciężko było mu niektóre z tych figurek złożyć! -Ty próbowałeś kiedyś origami? - zapytał z ciekawości, bo skoro artystyczna strona Sherridana nad nim górowała to może coś już miał za sobą?
[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, calanthe, nancy





Wysłany: 2019-01-05, 18:15   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
winter is great. you're freezing? drink vodka!

  

  
  
  
  


No szkoda, nawet bardzo. Co prawda mama i tak była zachwycona i stwierdziła, że jest całkiem dobry, ale wiadomo, że mamy mówią różne rzeczy, byleby tylko nie zrobić swoim dzieciom smutku. Chociaż jak zjadłam kawałek tego serniczka dzisiaj rano to nawet nie był taki zły, do herbatki w sam raz. Niemniej jednak byłabym bardziej zadowolona, gdybym upiekła tak pyszny serniczek jak pani Frost - taki, żeby wyimaginowani Sherrie i Benji wręcz byli w stanie się o niego pobić. Niestety najwyraźniej nie przypadły mi umiejętności kulinarne, no trudno. Jakoś to przeżyję.
Okup za serniczek? Hmm, na kolekcję origami Sherrie pewnie by się skusił, bo była niesamowicie interesująca i kolorowa, co wystarczało, aby przyciągnąć jego spojrzenie. Za ubrania by podziękował, w końcu miał swoje i raczej nie czułby się komfortowo, porzucając je na rzecz ciuchów Benjamina. Był jedną z tych osób, które nienawidziły chodzić po sklepach odzieżowych i wymieniać stare ubrania na nowe. Miał ze sobą garderobą niemalże emocjonalny związek, po prostu. Temat dziewictwa Benjamina pozwolę sobie pominąć, ponieważ to nie jest miejsce ani godzina na rozważanie takiego sposobu zapłaty za serniczek. Zresztą jeszcze pewnie przyjdzie na to czas, hehs.
Ja nie wiem czy ktokolwiek chciałby mnie porywać, ewentualnie mogłyby to zrobić osoby, którym wiszę posty, ale wtedy prędzej zabrałyby mnie do jakiegoś Sosnowca, a nie do Sri Dźajawardanapury Kotte (tak to się w ogóle odmienia?). Ale ciekawe spojrzenie na sprawę, przyznaję. Chociaż skoro mnie by nie porwali to prawdopodobieństwo na to, że zrobiliby to z Sherridanem, było jeszcze mniejsze.
Och, Rose w sumie zawsze żałował, że wiedział tak niewiele na temat młodości swoich rodziców, ale w świetle nowych informacji o pani Frost to chyba jednak mogło wyjść mu na dobre. Bo czy potrafiłby spojrzeć na swoich rodziców tak samo, jak dotychczas, gdyby powiedzieli mu coś w stylu "synu, jesteś poalkoholową wpadką"? Wątpliwe.
Pokiwał głową z nietęgą miną. Takie wrodzone ogarnianie fizyki musiało być bardzo przydatne, przynajmniej podczas edukacji, bo później to już raczej nie bardzo. No, chyba że Benjamin rozważał zostanie światowej sławy fizykiem, wtedy jego niezwykły talent mógł mu tylko pomóc.
- To przydatny talent - stwierdził więc, nie chcąc zbywać go milczeniem. Tym bardziej, że chyba zaczęli pierwszą poważną rozmowę, która nie wydawała się Sherridanowi wymuszona. - Bardziej przydatny niż szybkie bieganie i rysowanie, tak mi się wydaje. - Wybitny fizyk mógł osiągnąć w życiu o wiele więcej niż wybitny biegacz czy artysta, to nie pozostawiało żadnych wątpliwości. - Masz szczęście - podsumował i uśmiechnął się lekko, powoli coraz bardziej przyzwyczajając się do jego obecności. Właściwie Benjamin był całkiem sympatyczny, naprawdę. Sherrie nie pamiętał już, dlaczego na początku tak strasznie zestresował się jego obecnością. Chociaż pewnie gdyby Frost uraczył go podobnym porównaniem o syntezie termojądrowej, od razu zmieniłby zdanie i prędko stamtąd uciekł. - Być może - potwierdził bez przekonania, kiwając lekko głową. Chwilowo nie widział siebie ani jako projektanta, ani jako grafika, ani nawet architekta, ale zdawał sobie sprawę z tego, że już za niedługo będzie musiał wybrać kierunek, z jakim zwiąże swoją przyszłość i powoli próbował się do tego przyzwyczaić. Zresztą na umiejętności techniczne faktycznie zawsze był popyt.
Przytaknięcie Benjamina wystarczyło, aby Sherrie automatycznie poczuł do niego jeszcze większą sympatię. Być może dlatego, że właśnie zdał sobie sprawę z tego, iż życie chłopaka nie kręciło się tylko wokół fizyki, a być może po prostu ze względu na intensywne, żywe kolory figurek i ich oryginalne kształty.
- Świetne - przyznał bez zająknięcia i uśmiechnął się, dopiero po dłuższej chwili przenosząc wzrok z origami z powrotem na Benjamina. - Próbowałem, ale składanie i sklejanie tego wszystkiego strasznie mnie irytowało - przyznał z lekkim wstydem na myśl o tym, że nie mógł uznać się za osobę, którą interesował każdy rodzaj prac manualnych. - Chyba wolę patrzeć na gotowe origami niż robić je sam - podsumował lekko, wzruszywszy delikatnie ramionami. Trudno, nie mógł mieć wszystkiego. Rysowanie i malowanie musiało mu wystarczyć, przynajmniej na ten moment.
_________________
<img src="http://pluspng.com/img-png/png-file-name-snowflakes-transparent-png-442.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -180px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231295_letitsnow.png" style="width: 150px; position:absolute; margin-left: -20px; margin-top: 10px;position:absolute;">

<img src="https://thumbs.gfycat.com/PinkFrigidBlobfish-size_restricted.gif" style="width: 250px; margin-top:20px;">
<img src="http://fotoo.pl//out.php?i=1231294_sherruuuus.png" style="width: 150px; margin-left: 190px; margin-top:-105px;">
[Profil]
 
 
Benjamin Frost



29

Wykładowca na uczelni

Downtown Brentwood

mów mi: Seba!

multikonta: Morpheus & Anthony

Wysłany: 2019-01-30, 16:38   
  

  
Benjamin Frost

  
Oh, Santa!

  

  
  
  
  


Mamy właśnie takie są, powiedzą dzieciom wszystko byleby nie było im przykro w takich sytuacjach... Mama Bena też taka była, mimo że nie miała wiele do zarzucenia synowi i zazwyczaj było tak, że szczerze go wychwalała i tak dalej, jeśli już do tego dochodziło, ale były chwile, gdzie sam Benji wiedział, że dał dupy, ale mama szła w zaparte, że nie no, że sztos, że jakby miała drugie dziecko to pewnie już by było zazdrosne, że brat taki zdolny. No. Ogólnie też przepraszam za taką nieobecność i odpis dopiero teraz, ale jestem w trakcie zmiany pracy... Chwilowo będę na bezrobociu, więc uruchomię się bardziej.
-Zobaczymy za parę lat, kiedy ja za najniższą pensję będę uczył w liceum fizyki, a Ty projektował dla Armaniego czy Michaela Korsa - zaśmiał się, bo kto powiedział, że tak nie będzie? To tak samo jak przy ich pierwszym spotkaniu. Benjamin myślał, że ma do czynienia z półgłówkiem, a tu się okazuje, że Sherrie jest przyjemnym typkiem, z którym może nawet się zakoleguje! Nie miałby nic przeciwko, bo zawsze lubił otaczać się ludźmi, a takiego kogoś jak Rose jeszcze nie miał w swoich kręgach. Kolejny kawałek serniczka wylądował w jego buzi, choć tym razem cały, przez co aktualnie wyglądał jak upchany jedzeniem na później chomik. Nie chciał wychodzić przy chłopaku na wieśniaka czy coś w tym stylu, ale że czuł się swobodnie w jego towarzystwie to nie widział przeszkód w tym, by pokazać mu się takim, jakim był na co dzień, bez zbędnych masek czy większych tajemnic. Trochę odbiegał od dzieciaków, które żyły na jego poziomie, gdyż nie był zarozumiały czy egoistyczny, czy też nie nosił głowy wiecznie w górze... Może czasami na pokaz i w odpowiednich do tego sytuacjach, ale na ogół był typowym nastolatkiem, który dogada się z każdym i nie segreguje ludzi. O ile nie są brzydcy... Oh, do brzydkich to się nawet nie chciał odzywać! Więc jak rozmawiał z Sherriem to coś jest na rzeczy. Wizualnie chyba mu Rose przypadł do gustu, a nawet na pewno. Uroczy, szczupły, z ładnym uśmiechem i hipnotyzującymi oczami. Coś mu podpowiadało, że Sherridanowi każde wypowiedziane słowo dodawało atrakcyjności. Może dlatego się tak mało odzywał? Może nie chciał być dla nikogo atrakcyjny? Oh, gdzież te myśli powędrowały, jednak się Benji trochę zapędziłeś!
-Całkowicie Cię rozumiem, jak będziesz mieć ochotę to możemy niebawem usiąść nad tym razem. Ewentualnie ja Ci pokaże jak robić to nie szarpiąc sobie nerwów, a Ty może nauczysz mnie rysować? Nigdy nie byłem w tym najlepszy - zaproponował drapiąc się z tyłu głowy chyba przez małe zakłopotanie. Nie spodziewał się zapytać o coś takiego, nawet nie wiedział co nim kierowało, ale poczuł motylki w brzuchu kiedy o to zapytał... Hmm, szczeniackie motylki w brzuchu? Ciekawe czy znikną tak szybko jak się pojawiły. CO by nie było przystąpili na nowo do nauki. Benji nie chciał, by z ich nauki wyszło jedno wielkie nic, więc był czas na relaks i luźną gadkę, ale też musieli wrócić do rzeczy ważniejszych, do ostatniej części ich spotkania. W ten sposób mieli za sobą już pewną część materiału za sobą. Na resztę przyjdzie czas przy następnych spotkaniach. POmęczyli się jeszcze czterdzieści minut z całym materiałem aż w końcu Ben odłożył ostatnie notatki. -Sherrie, na dziś koniec - oznajmił opadając na łóżko całym sobą jak gdyby zmęczył się za wszystkie czasy. -Kiedy widzimy się nastęnym razem? - zapytał, choć sam chciał już zaproponować dzień jutrzejszy, ale wolał być pewien, że jego pomoc jakkolwiek chłopakowi służy, bo jeśli i tak nie miał pojęcia o czym mówią to szkoda było marnować czas...
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 5