nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
It feels just like a dagger buried deep in your back
Autor Wiadomość
Ellis Carter



29

Ex Marine / Aegis Deffence Services Contractor

I wish I could escape it but I'm a bad liar now you know you're free to go






Ellis Carter

multikonta: Max, Jayden, Erwin, Rhea, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-01, 00:47   It feels just like a dagger buried deep in your back

Właściwości działania alkoholu doskonale były jej znane. Wtedy, gdy upijała się na studiach w Londynie, później po osobistej tragedii, rozgrywającej się wśród piasków Syrii, następnie między towarzystwem w Brentwood.
Ściskała stabilnie dwa plastikowe kubki, wypełnione piwem po tym, jak wcześniejsze dwa wylądowały w koszu. Puste. Musiała zapić to, co dojrzała na wyświetlaczu własnego telefonu, a co ukrywała przez swoją dziewczyną. Nie mogła dać się zwariować. Ktoś robił jej głupie żarty, nic poważniejszego. Nic czym powinna... a jednak. Odetchnęła chłodnym, nocnym powietrzem, zerkając jeszcze w stronę sceny, na której ostatni z niszowych zespołów kończył występ, robiąc miejsce dla głównego wykonawcy. Nie spodziewała się, że Dalle wpadnie na tak spontaniczny pomysł zorganizowania biletów na koncert The Killers o czym dowiedziała się dzień wcześniej. Musiała dojrzeć, że ostatnio snuła się po mieszkaniu prawie jak duch, szczególnie wtedy, gdy wracała z ośrodka szkoleniowego. To bynajmniej nie ćwiczenia wpływały na coraz to bardziej widoczną niemrawość, z którą walczyła usilnie, dla osoby, na której zależało jej najbardziej.
Szukała wzrokiem Tommy. Miała lada chwila podejść do niej, niedaleko bramek, oddzielających strefę stoisk z gadżetami oraz alkoholem od tej, gdzie ludzie tłoczyli się pod sceną. Zamierzała korzystać z każdej chwili, którą razem spędzały, odkąd znalazły się w Anglii, zanim to wszystko...
Przygryzła wargę, przestępując z nogi na nogę. Źdźbło trawy przykleiło się do czubka czerwonego trampka. Słyszała dudniący odgłos muzyki, a także krzyki wrzeszczącego tłumu.
Przestań tyle o tym myśleć.
Uniosła jeden z plastikowych kubków do ust, aby upić trochę zawartości. Kopla trunku spadła nieopacznie na powierzchnię jasno-szarej bluzy z podwiniętymi rękawami. Żeby ich nie zachlapać.
Zarząd Aegis, przebywający w Somalii zaczął interesować się zaginionym po latach mężczyzną, związanym z amerykańskim wojskiem. Chciała wierzyć w to, że miała do czynienia z fikcją, jednak kolejne dni, wiadomości Davida, wszystko to łączyło się w jedną całość. Brutalną, nikomu niepotrzebną prawdę, komplikującej zbyt wiele rzeczy. Również tych, wpływających na osoby trzecie, o czym milczała, chociaż wiedziała, że będzie musiała powiedzieć prawdę, a wtedy najlepszym rozwiązaniem pozostanie…
- Przepraszam, my się czasem skądś nie znamy?
Ściągnęła brwi, przez chwilę myśląc, że się przesłyszała. Dopiero po sekundzie skierowała spojrzenie w bok, napotykając mało wyraźny wzrok brodatego faceta, obciętego prawie na zero, noszącego wytarte, jakże punkowe ubrania. Wyglądał przy tym, jakby żywił się w ostatnim czasie jedynie suchym chlebem i wodą, a podkrążone oczy były bardziej niż charakterystyczne. Nie było mowy, aby go kojarzyła, chociaż znajomych miała z różnych kręgów.
- Nie sądzę.
Nieznajomy nie wyglądał na przekonanego słowami.
- Dałbym sobie rękę uciąć, że cię gdzieś widziałem - gość nie miałby ręki. - Jenny, prawda?
Skrzywiła się, jakby ktoś właśnie nadepnął jej na nogę, czemu towarzyszyło krótkie syknięcie. Od faceta konkretnie dawało gorzałą.
- Pudło.
Mimo to, śmiałek nie odpuszczał, przyglądając się jej spod zmrużonych oczu, jakby analizował dokładnie przetwarzane w zwolnionym tempie myśli. Ktoś miał na swoim koncie więcej, niż dwa czy nawet sześć piw. Pomijając wszelkie gratisy, o które można by go oskarżyć, mając na uwadze podejrzane ślady u lewej ręki, pokrytej po części przez tatuaże. Zwolennik ostrzejszej zabawy.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle



23

Storm hunter - messed up rogue - Shaolin monkey - Saxybara (AU)

I was waiting on a different story. This time I'm mistaken for handing you a heart worth breaking.






Tommy - Blondes have more fun - Dalle

mów mi: Wilku!
Wysłany: 2018-11-01, 17:30   

Ostatni rozdział, nim przyjdzie im pojechać w swoich kierunkach. Im dłużej nad tym myślała, tym jeszcze bardziej łapała się na nastroju pod psem, jakby nad jej głową kawałeczek po kawałeczku rosła osobista chmura deszczowa. Nie chciała wyjeżdżać ani z Anglii, ani opuszczać Ellis, ale szefostwo pozostawało nieubłagane. Wkopała się, prosząc o dodatkowy tydzień wolny, aby móc na spokojnie przygotować bagaże, sprzęt oraz zapasy kiepskiej werwy przed podróżą do Gruzji, lecz to wszystko traciło na znaczeniu - tym mniej przyjemnym - jeżeli mogła pójść na koncert wraz z Carter.
Potrzebowała tego. Dzikiego szaleństwa wśród tłumu, dobrej muzyki i z osobą, która dzielnie pilnowała alkoholu, kiedy Dalle dobrała się do stanowiska z limitowanymi koszulkami koncertowymi. Skoro już tak spontanicznie zakupiła bilety, mogłaby również popłynąć na zakupie dwóch sztuk po pięćdziesiąt funtów od sztuki. Nie zbiednieje.
Przeciskała się przez tłum z portfelem mocno przyciśniętym do mostka wraz z czarnymi t-shirtami, pachnącymi jeszcze fabryczną świeżością. The Killers mieli zbyt wielu fanów, pomyślała, kiedy jednemu z nich zasadziła z łokcia niechcący upper cut, zasypując go od razu przeprosinami na odwal się. Byle do przodu.
Musiała obejść jeszcze jedną budkę, gdzie sprzedawano ohydne, brytyjskie hot-dogowe podróby amerykańskich bułek z parówkami i choć piwo odrobinę strzeliło jej do głowy, trzymała pion całkiem nieźle wśród długich kolejek po jedzenie. Starała się jak tylko mogła, aby przypadkiem komuś nie nadepnąć cięższym buciorem na stopę, ale nie zawsze wychodziło, co nie powinno nikogo dziwić - koncert rockowy bez okutego obuwia i skoków na płycie nie był (w definicji Tomasza) zabawą.
Przecisnęła się wreszcie do strefy neutralnej, gdzie nieopodal stanowiska z kegami zostawiła Ellis. Nie była wyższa od reszty tłumu, ale nieprzeciętny wzrost i tak ułatwił podróżniczce odnalezienie zguby, pozostające zaabsorbowaną rozmową, która wcale nie wyglądała na przyjemną z boku - choć winszowała facetowi stylówki.
- Wystarczy cię zostawić na moment i już przyciągasz adoratorów! - rzuciła w przestrzeń z szerokim, trochę wymuszonym uśmiechem, zachodząc Ellis od tyłu. Wychyliła się zza niej, przyglądając nieznajomemu badawczo. - Wybacz, ale dzisiaj jest skazana na moje towarzystwo. - mrugnęła zalotnie do pijanego koncertowicza, który spoglądał na nie tak, jakby ktoś dał mu darmowego liścia po mordzie, gdy Dalle zabrała jedno z piw Carter i złapała ręką z koszulkami pod bok, ciągnąc w kierunku bramek. Zaskakująco, punkowiec nie poszedł za nimi, a pozostał jak ten samotny, biały żagiel na środku zbiegowiska w tej strefie koncertowej.
Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy miała pewność, że są wystarczająco daleko od ciekawskich ocząt każdego, kto mógłby chcieć podbić do jej dziewczyny. Zazdrość? Zazdrość. Poniekąd.
- Proszę - wcisnęła jej do ręki czarną koszulkę z nowym motywem The Killers na przedzie oraz spisem trasy koncertowej na plecach. - Jeżeli już szaleć, to porządnie. - przytaknęła sama sobie i zapiła mądrość weterana festiwalego krótkim łykiem jasnego sikacza. - Co to był za facet? - wskazała ruchem głowy na tłum, mając na myśli podbieracza cudzych serc w stanie powyżej średniej nietrzeźwości.
[Profil]
   
 
Ellis Carter



29

Ex Marine / Aegis Deffence Services Contractor

I wish I could escape it but I'm a bad liar now you know you're free to go






Ellis Carter

multikonta: Max, Jayden, Erwin, Rhea, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-01, 19:41   

Potrzebowałaby jeszcze dwóch takich zawartości plastiku, aby do głowy dotarły odpowiednie sygnały, zezwalające na bezkarne kwitowanie wszelkich zaczepek śmiechem. Krótkim, kpiącym, może nawet w pakiecie z jednoznacznym odwal się. Przynajmniej typek był na tyle taktowny aby nie zaczepiać jej łapami, za co dostałby co najmniej kopniaka w kostkę. Tylko piwa byłoby szkoda w takim wariancie scenariuszowym. Nawet jeśli rozchodziło się o rozwodniony sikacz festynowy, nabywany o mocno wygórowanej cenie. Potrzebowała tego więcej… a może i mniej, mając na uwadze to, co otrzymała we wiadomości z nieznanego numeru. Co jeśli przez własną głupotę sprowadzi na tę dziewczynę więcej niebezpieczeństwa? Już teraz martwiła się ich położeniem, które próbowała zataić, choćby i poprzez mieszanie się między tłum, wypijanie alkoholu. Poinformowała już wcześniej Davida na co ten dał jej krótką radę. Jeśli to się powtórzy, musisz to zgłosić. A jednak czuła się z tym źle, nie mówiąc nic w temacie zakrawającym o prześladowanie. Niemalże chorobliwie przesuwała zasłony w oknach, a również upewniała się, że drzwi są zamknięte, gdy Tommy zasypiała, otulona pościelą. Mogła ją jeszcze zwodzić tym podejrzanym nieco zachowaniem, pasującym również do nieubłagalnie zbliżającego się rozstania.
Pojawiła się tuż obok, gdy nieznajomy mruczał jeszcze pod nosem, szykując kolejny tekst do wygłoszenia odnośnie jej osoby.
- Słuchaj… masz faj-
Uniosła brwi, jednak nim zdążyła w jakikolwiek sposób odpowiedzieć, po zakończeniu wywodu niespodziewanego rozmówcy, Dalle pospieszyła z własnym tekstem, co sprowokowało Ellis do zatrzymania na niej wzroku. Wyglądała lepiej. Znacznie lepiej, niż wtedy, w Stanach.
Pozostało jej wzruszyć ramionami, kiedy to punkowiec zrobił dziwnie zagubioną minę na pograniczu zdezorientowania oraz zawodu.
- Have fun.
Tego starcia by nie wygrał, co podsumował koleją, mruczącą wiązanką, szurając podeszwami buciorów o kępkę trawy.
Pozwoliła się poprowadzić dalej, uważając przy tym aby nie wylać ani kropli cennego napitku, którym w innej scenerii wybitnie by gardziła ze względu na bardziej gorzkawy posmak oraz brak tej głębi, którą miały kraftowe specjały. Bo było ją stać i mogła wybrzydzać, ilekroć myśli podążały ku temu kierunku.
Przejęła jedną ze świeżych koszulek, kiwnąwszy krótko głową przy okazji nabierania w usta złocistego napoju.
- Dziefgkroub - skrzywiła się, bo nie wpadła na tak błyskotliwy pomysł jak odezwanie się dopiero po przełknięciu rozcieńczonego napoju bogów. To wszystko wyglądało jak DLC do głównego epizodu studiów, który to już miała dawno za sobą. - Kurr… cholerya.
Nawet nie wiedziała czemu się czasami powstrzymywała z dobitnym skomentowaniem sytuacji, co bezsprzecznie na to zasługiwała. Wytarła przedramieniem usta, odkaszlnąwszy jeszcze krótko, co rozbawiło nie tylko grupkę młodych dziewcząt, przechodzących obok, w stronę sceny. Nie skomentowała ewentualnej uwagi Tommy odnośnie tego spontanicznego posunięcia, od którego trąciło niecierpliwością. Powoli już wracały na właściwe tory. Tak… to chyba było to.
Facet? Ach, ten co pomylił ją z domniemaną Jenny.
- Zdążyłam już o nim zapomnieć, gdy pojawiłaś się obok - uśmiechnęła się wdzięcznie i posłała Dalle uważne spojrzenie, na co wpływ miały również skonsumowane procenty. Nie, żeby nie doceniała swojej dziewczyny również na trzeźwo, co miało miejsce, gdy chciała posłać w jej kierunku kilka miłych słów. Jak najbardziej na to zasługiwała.
- Pomylił mnie z jakąś dziewczyną, którą ponoć widział. Nie przypominam sobie zadawania z podobnymi typkami.
Powiodła palcami po materiale nowo zakupionej koszulki.
- Myślisz, że zgniotą mnie tam pod sceną? - skinęła głową w odpowiednim kierunku, podając na moment swoje piwo Tommy z krótkim „Potrzymaj na chwilę”. Już wcześniej dała jej znać żeby skombinowała nieco luźniejszą, toteż bez problemu mogła nią zarzucić na bluzę, bez ostentacyjnego świecenia półnagim ciałem (Grand Canyon ref.). Nie ugotuje się… chociaż to zależy, gdy już wejdą między ludzi, gdzie zdecydowanie mogło być cieplej.
Przejęła następnie piwo i poczekała na Dalle, cokolwiek dziewczyna zamierzała uskuteczniać, nim złapała ją za rękę podążając z wolna za resztą tłumu. Może uda im się nawet przecisnąć bardziej na przód?
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle



23

Storm hunter - messed up rogue - Shaolin monkey - Saxybara (AU)

I was waiting on a different story. This time I'm mistaken for handing you a heart worth breaking.






Tommy - Blondes have more fun - Dalle

mów mi: Wilku!
Wysłany: 2018-11-01, 20:12   

Zaśmiała się krótko, wspierając Carter w ubraniowych wojażach, upijając otwarcie trochę piwa z jej kubka. Jednocześnie dobry humor nie przestał jej dopisywać dzięki drobnemu zabiegowi sprzed chwili. Tendencja do unikania przekleństw była jedną z tych wartości, którą szczerze w niej uwielbiała. Ilekroć próbowała - za tych lepszych czasów, przed Vegas - wyciągnąć choćby głupie "fuck" z ust Ellis, częściej kończyło się na pełnym ogłady i dostojnym "cholera", niźli ostrzejszej wersji, bo bez powodu nie bluźniła. Za to Tommy nadrabiała. Wtedy. Czas przeszły.
- Jeżeli stanę na twoich stopach swoimi butami - obiła piętą ziemię po prawej - to raczej nie. - odpowiedź eksperta, nic tylko słuchać, choć w tej chwili bezsprzecznie pogrywała sobie z nią, powoli wracając na lepsze tory jestestwa. Grupa wsparcia w Brentwood była - o dziwo - przyjaźniejsza od tego, co uświadczyła w Stanach i jak na razie Tommy szło całkiem nieźle stopniowe otwieranie na innych oraz opowiadanie czego doświadczyła w Nevadzie. Pomijając wieczory, kiedy Ellis wracała do mieszkania, przypominając zbitego psa. Wtedy cały pozytywny czar, rzucany przez zmyślnego pana psychologa w binoklach, pryskał, jak bańka mydlana, ale próbowała. Nie poddawała się. Miała powód - w końcu tuż po wyjeździe do Gruzji miała znowu spotkać Carter-niedługo-rozwiedzioną-dziewczynę. Żeby tylko wiedziała, ile w tym było prawdy...
Tłum rozstępował się przed nimi, jak Morze Czerwone na polecenie Mojżesza. Dalle brakowało jedynie laski (drewnianej) i brody Gandalfa, aby wszystko ze sobą pasowało, bo, oczywiście, właściwy cytat z Biblii natchnionego narratora wyrecytowała z dokładnością, co do jednego słowa, przekręcając jedynie "rozstąpiło się" na "roztopiło się" i dodając "you ice-cold bitch!". Komuś już powoli sikacz strzelał do głowy.
- Słyszałam, że po koncercie organizowane jest after party! - musiała krzyczeć za siebie przez nadmiar ludzi dookoła nich oraz coraz głośniejsze dźwięki dochodzące z obrębu sceny, gdzie support kończył rozgrzewanie szalejącej na przedzie przy barierkach publiki. Obejrzała się za siebie i z szerokim uśmiechem maniaka koncertowego zapytała: - Idziemy, skoro jutro masz wolne!? - osobiście nie miałaby nic przeciwko dodatkowej godzinie czy dwóm zabawy, a jeżeli plotki były prawdziwe i The Killers mieli zaszczycić ich swoją obecnością również tam... - Nie patrz tak! Ostatni tydzień spędziłyśmy prawie cały w domu na kanapie!
[Profil]
   
 
Ellis Carter



29

Ex Marine / Aegis Deffence Services Contractor

I wish I could escape it but I'm a bad liar now you know you're free to go






Ellis Carter

multikonta: Max, Jayden, Erwin, Rhea, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-01, 22:42   

Gdyby nie była zajęta walką z zakładaniem koszulki, uniosłaby sugestywnie palec razem z wtórującym "Ej!", wskazując na wypijane przez Tommy piwo, co to nie należało do niej. Złośliwy chochlik musiał się czuć w tym coraz swobodniej. Wystarczyło, że tak dawno nie widziała jej w równie dobrym humorze. Jak widać, decyzja związana z wyjściem na koncert była jedną z trafniejszych. Również sama Ellis nie chciała przegapić szansy na spędzenie razem czasu, wykorzystania go do granic możliwości.
Pokręciła z niedowierzaniem głową przy zaczepnej, jakże błyskotliwej odpowiedzi. Nie omieszkała sprzedać dziewczynie tradycyjnego już szturchnięcia w żebra. Ostrożnego (bo piwo), ale nadal znaczącego, co by odczuła to należycie, gdy razem zbliżały się do punktu docelowego dzisiejszego wyjścia.
Lekkie rozbawienie to pojawiało się na twarzy, to przygasało na zmianę, gdy tak popijała mniejszymi łyczkami zawartość ściskanego kubka jednorazowego.
Dudnienie głośników stawało się coraz bardziej wyraźniejsze, wpływając na pojawiające się na plecach dreszcze oraz odczuwanie słyszalnego z daleka, basowego pogłosu. Prawie uwierzyłaby, że rzeczywiście cofnęła się do czasów studenckich, również mając u swojego boku ukochaną osobę.
Zerknęła na nią, gry obróciła się, mówiąc podniesionym tonem, co by mogły się nawzajem zrozumieć wśród rozhulanego towarzystwa. Nachyliła się bardziej w jej stronę, kiedy to przystanęła momentalnie w miejscu. Puściła rękę Dalle, aby podstępnie otoczyć jej talię ramieniem, nie pozbywając się przyklejonego do ust uśmiechu, gdy ściągała brwi jakby zastanawiała się poważnie nad kwestią aftera. Potrzebowała mieć ją obok, te kilka chwil dłużej, chcąc jednocześnie utwierdzić się w przekonaniu, że nic już im nie grozi. Nie powinno. Odnośnie siebie miała jeszcze delikatne wątpliwości, o których na głos nie wspominała, bo zostałaby z całą pewnością zbesztana przez łowczynię burz, oczarowaną nastrojowym plenerem. Nawet jeśli ludzie idący obok krzyczeli donośnie, nabuzowani zarówno tanimi alkoholami jak i innymi dopingami, co mogli zażyć na biforze. Paradoksalnie tutaj, w otoczeniu podobnie odzianych ludzi, czuła, że nic im nie grozi. Już nawet własne mieszkanie zaczęła postrzegać po części jako zbyt widoczne dla kogoś, kto chciałby ją zastraszyć. Dlaczego, jaki miał w tym motyw, mogła jedynie podejrzewać.
Uśmiechnij się, nieładnie przyjmować przyjaciela, będąc w tak grobowym nastroju.
Pojedynczy przypadek. Głupi żart dzieciaków, wysyłających wiadomości na przypadkowe numery. Jeszcze przed wyjawieniem swojego zdania zapiła gorzkie myśli podobnie gorzkim napojem, po czym przybliżyła się jeszcze bardziej swojej dziewczyny.
- Jeszcze zacznę cię podejrzewać, że chcesz mnie upić i… coś zrobić - zatrzymała usta tuż przy płatku ucha, nie mogąc powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu, skonstruowanego przez bardziej upojoną częścią osobowości. Wciąż wyczuwalny na języku smak alkoholu podsuwał najbardziej śmiałe odzywki, których inni nie mieli nawet prawa słyszeć przez wzgląd na głośną muzykę, a i powoli przebijające się dźwięki gitary, zwiastujące pierwszy utwór, który miał wybrzmieć lada moment, działając jak sygnał startu dla spragnionej wrażeń widowni.
- Jak nie pozwolisz im mnie zdeptać, to… czemu nie - byle tylko pozostawać w ruchu, nie zatrzymywać się przy podejrzanych kwestiach, którym chciała poświęcać mniej uwagi, zanim popadnie w paranoję. Dlatego też poluzowała chwyt ramienia, podążając ręką ku dłoni za którą ponownie złapała, żeby rzeczywiście przebić się na przód. Przeszła nad łokciem rosłego mężczyzny o rudej brodzie, z chustką na głowie, zręcznie minęła dwójkę elegancików w wyjściowych koszulach, podśmiechując pod nosem, jakby było to największą zabawą, bo jednemu nawet nieopacznie podlała powierzchnię wypolerowanych lakierków piwem. Że też nie szkoda im było…
Pierwsze dźwięki popłynęły z głośników, gdy złapała Tommy pewniej pod ramię, bezczelnie krzycząc do stojącego tyłem nastolatka „Move, asshole!”. Nie wyprze się swojej amerykańskiej krwi, całkiem jak i pamięci niezawodnej przy podobnych momentach, kiedy już recytowała tekst utworu w myślach, słysząc jak tłum coraz bardziej podnosi wrzawę.
Coming out of my cage And I've been doing just fine
Gotta gotta be down Because I want it all
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle



23

Storm hunter - messed up rogue - Shaolin monkey - Saxybara (AU)

I was waiting on a different story. This time I'm mistaken for handing you a heart worth breaking.






Tommy - Blondes have more fun - Dalle

mów mi: Wilku!
Wysłany: 2018-11-01, 23:13   

Nie kryła zadowolenia, prędko pozwalając rozgrzanej atmosferze pochłonąć całą jej uwagę, gdy wraz z pozostałymi fanami zespołu zdzierała głos w znanych wszystkim dookoła słowach piosenki o tak zdradliwym charakterze, że tylko sam Brandon Flowers znał jako jedyny prawdziwe ich znaczenie. Nie przeszkadzało to w dobrej zabawie rzeszy ludzi, porwanych głośną muzyką i piwem na ustronnym polu pomiędzy, gdzieś pomiędzy Brentwood a Reading.
Dwadzieścia minut w trakcie całego występu i już była praktycznie mokra, jak szczur. Podskoki, tańce z towarzystwem dookoła, całowanie Ellis pod sceną i ta adrenalina, która nie chciała ani trochę opaść, nawet wtedy, gdy kończył się kawałek.
Uwierzyła, że to kamień milowy, nie będąc w swych osądach błędną.
Kubek po piwie skończył już dawno po drugiej stronie barierki wraz z podobnymi mu pobratymcami. Pokój przezroczystym plastikom. Otarła czoło ze spływającego potu i zaczesała włosy do tyłu, chcąc zawiązać je w krótką kitkę. Prędko zorientowała się, że u lewego nadgarstka - standardowo już - brakowało gumki, więc postanowiła szukać pomocy u nikogo innego, jak niezastąpionej Ellis Carter; w końcu musiała nauczyć się, że jej dziewczyna to notoryczna skleroza gumkowa (jak dobrze, że nie była facetem). Odwróciła się przez ramię, gdy na scenie gitarzysta z basistą zamieniali przestrojone instrumenty, szykując do zapowiedznaego przed Brandona "Somebody Told Me", na które tłum zareagował hucznym wiwatem.
Również cieszyłaby się, gdyby nie ta mina, jakby żywcem wyjęta z grobu.
- Hej - powoli opuściła dłonie, a krótkie włosy wróciły na swoje miejsce, lecąc do przodu. - Wszystko w porządku? - zaczesała kosmyk za ucho i złapała za ramiona Carter. Spięte, jak cholera. - Źle się czujesz? Chcesz pójść na bok? - ale odpowiedź nie nadchodziła, a uniki orzechowych oczu stały się zbyt oczywiste, aby je tak po prostu zignorować. - Ellis, co ci jest? - powtórzyła, stając pewniej i szturchnęła lekko kobietę. - Zaczynasz mnie przerażać... - bo to zdecydowanie nie wyglądało, jak coś, co można spławić prostym "nic" albo "zamyśliłam się".
Dlaczego wszystko musiało być takiego trudne?
Dlaczego wszędzie było ukryte dno?
Dlaczego wszyscy ją okłamywali?
Jeszcze żadne z tych pytań nie zaatakowało umysłu młodej podróżniczki, ale to kwestia czasu, nim grunt pod stopami zniknie.
Breaking my back just to know your name
[Profil]
   
 
Ellis Carter



29

Ex Marine / Aegis Deffence Services Contractor

I wish I could escape it but I'm a bad liar now you know you're free to go






Ellis Carter

multikonta: Max, Jayden, Erwin, Rhea, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-02, 00:28   

Jeszcze z początku dawała się ponieść panującej atmosferze, prawie zachlapując ubrania piwem, które gdy tylko wykończyła, podsumowała zwycięskim krzykiem i rzuceniem plastiku za barierki. Jeszcze jedna dawka, a w całości odda się muzyce, chcąc na nowo poczuć na ustach znajome, zaczerwienione już lekko wargi, przypominające odcieniem przyprószone ciepłem policzki łowczyni. Nie była świadoma tego, że jeden ze skradzionych wtedy pocałunków może okazać się ostatnim, którego od niej doświadczy.
Poprawiła dłonią kulkowy naszyjnik połączony z przyklejającymi się do ciała nieśmiertelnikami. Telefon zaczął wibrować wściekle w kieszeni spodni. Był wyciszony, nie chciała go wyłączać na wypadek gdyby coś ważnego pojawiło się na skrzynce. Minęło kolejne pięć sekund. Kolejna wiadomość. I kolejna. A może ktoś próbował się dodzwonić? Nie… uprzedziła wcześniej Davida o swoich planach, jednocześnie przekazując mu o ewentualnym pisaniu. Odczyta gdy będzie miała chwilę przerwy. Nie. Teraz. Uporczywe dobijanie się było na tyle przeszkadzające, że musiała w końcu sięgnąć do telefonu, korzystając z krótkiej przerwy między jednym, a drugim utworem.
Pot sklejał rozwiane włosy, wsiąkał w warstwy ubrań, które na sobie miała.
Zamrugała oczami, podczas gdy uderzenie niewidzialnej pięści o brzuch było aż nadto odczuwalne. Nie dała tego po sobie poznać od razu, na co wpływ miał tłumiący odczucia alkohol.
Dorwali Kennetha. Przetrzymują go od dwóch dni…
Odetchnęła nerwowo, gdy obawy rozlewały się po ciele, docierając do klatki piersiowej, gdzie połaskotały zimnem. Widok dodanych do wiadomości zdjęć przyczynił się w dużej mierze do odpłynięcia krwi z twarzy, przez co zrobiła się nagle blada, a lodowaty strumień przeszył ramiona, chociaż wciąż miała na sobie bluzę oraz koszulkę.
Mają twoje dane, jakiegoś jebanego tajniaka na Wyspach, jeden z hakerów potwierdził, że-
Siedziały w salonie, na kanapie, uśmiechając się delikatnie, trzymając za dłonie, nie mając pojęcia, że były obiektem obserwacji kogokolwiek, kto miał za zadanie zastraszyć jej ojca w odpowiedni sposób. Ukazać córkę, której w każdej chwili „mogło się coś niechcący stać”.
Musimy się zbierać, najpóźniej jutro po południu.
Przeczytała kolejne słowa, zakończenie ściany tekstu, zanim dotarły do niej zmartwione słowa dziewczyny i ten przejęty wzrok, skierowany prosto na nią. Automatycznie przeniosła go na bok, próbując uniknąć ponownego krzyżowania spojrzeń, chociaż wiedziała, że w aktualnym położeniu to nieuniknione. Chciała krzyknąć, uderzyć pięściami o barierki i zedrzeć bielejące na szczycie zaciśniętych dłoni, kostki.
Pożegnaj się z nią, upewnij się, że nic jej się stanie. Najlepiej, jakby natychmiast wyjechała. To zaszło za daleko…
Robiło jej się niedobrze, była bledsza, niż stojący obok chłopak w przydługiej, czarnej grzywce.
Powoli wyciągnęła dłonie, chwytając Tommy za łokcie.
I said heaven ain't close in a place like this
Wytrzymała jej spojrzenie zaledwie na sekundy, zanim pociągnęła za rękę, chcąc jak najszybciej przejść przez tłum, szalejący do utworu już teraz zagłuszającego myśli, które o dziwo krzyczały jeszcze głośniej. Wplatały między siebie ten odległy moment, gdy siedziały razem we wnętrzu wiekowego auta Dalle, słuchając wygrywanej z odtwarzacza melodii. Tej samej, wybrzmiewającej z większą intensywnością. Nie dawała spokoju, wsiąkała w kości, przedostawała się do szpiku, wypierała alkohol, pozwalający na rozluźnienie. Tym razem nie wplątała dłoni między ciemne włosy. Nie słyszała przyciszonego śmiechu.
Never thought I'd let a rumor ruin my moonlight.
Będąc na skraju zbierającego się tłumu, osób chcących przecisnąć się bardziej do przodu, ponownie obróciła się w stronę dziewczyny domagającej się odpowiedzi. Widziała jak się martwi, z jaką uwagą, zatroskaniem na nią spoglądała. Nie mogła dopuścić do tego aby coś jej się stało. Tak bardzo ją kochała. Tak bardzo nie chciała widywać ją na skraju wyczerpania, przejmującego strachu. Dlaczego...
- Nie możesz zostać ze mną w Brentwood.
Za wszelką cenę próbowała panować nad głosem, co nie było wcale takie łatwe ze względu na obawy, narastające już do rozmiarów naruszających granice cierpliwości. Dłonie jej się trzęsły, czuła to. Płuca znowu się kurczyły, nie pozwalając na pełny oddech.
Przełknęła powoli ślinę, czując, jak tysiące szpilek przebija krtań. Powinna ją trzymać, niech nie wypuszcza jej rąk. To zbyt szybko, miały jeszcze pójść razem…
- Muszę jechać, najpóźniej jutro po południu, przepraszam, to… - przygryzła drgającą, dolną wargę, powoli przesuwając dłonie z przedramion dziewczyny, żeby kurczowo załapać za jej dłonie. Nie puszczaj, nie puszczaj, nie rób tego. - Musisz wyjechać - podniosła pełen obaw wzrok, któremu towarzyszyło nieprzyjemne wykręcanie wnętrzności, jakby ktoś za mocną ją obejmował. Jakby coś powoli pękało, zostawało siłą wyrywane ze środka, utrudniało oddychanie. - Nie mogę ryzykować, Tommy. To dla twojego dobra, oni wiedzą o wszystkim.
Oczy nabierały coraz wyraźniejszej połyskliwości, związanej ze zbierającymi się łzami, im dłużej wystawiała wytrzymałość na próbę, chcąc wytrzymać spojrzenie, do którego będzie później wracać w myślach. Choćby miało być przepełnione lękiem, obawami. To cały czas było spojrzenie łowczyni burz, której dłoni nie chciała wypuszczać. Nie mogła pozwolić, aby przez te cholerne, dwuczłonowe nazwisko znalazła się na celowniku.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle



23

Storm hunter - messed up rogue - Shaolin monkey - Saxybara (AU)

I was waiting on a different story. This time I'm mistaken for handing you a heart worth breaking.






Tommy - Blondes have more fun - Dalle

mów mi: Wilku!
Wysłany: 2018-11-03, 13:38   

Wzięła ją z zaskoczenia. Nawet bardziej niż powinna, a przecież Tommy była przyzwyczajona do niespodziewanych obrotów wydarzeń. Przynajmniej do czasu, lecz nic nie mogło przygotować podróżniczki do tego, co właśnie miało miejsce.
Straciła zmysły.
Zdołała zaledwie przeprosić dziewczynę w różowych włosach i śmiesznie wyglądającym septum za żywy taran, który ciągnął ją na skraj zbiegowiska, jakby chodziło o sprawę wagi państwowej. Naprawdę ją przestraszyła. Na tyle, że nie miała ochoty zatrzymywać się, bo w kościach czuła, jak lada moment coś wybuchnie i tyle z udanego koncertu. A może tylko przesadzała, co miały w zwyczaju osoby po przejściach...?
Stop konduktu przyszło-żałobnego. Karawana nie jedzie dalej, a mogłaby, bo spoglądanie na poważną minę Carter wywoływało dyskomfort. Znowu coś zrobiła nie tak? Nie pamiętała...
Wszystko stało się jasne - pozornie - gdy słowa byłej marine zaatakowały ją, jak strzał w głowę. Przeciągły dźwięk, krótki tor lotu, cisza. Dłonie oplatające kurczowo te drugie drżały, jakby w paskudnej febrze, aż musiała na nie spojrzeć. Zaciskały się na skórze, wybielając w miejscach zacisku.
- Czekaj, czekaj - uniosła ręce w obronnym geście, choć bardziej zależało jej na uspokojeniu Ellis. Nawet nie wypuściła ich... - Powoli, bo nic z tego nie rozumiem. - jak to miała wyjechać? - O co chodzi? - złapała to przerażone spojrzenie, mieniące błyskającymi ze sceny światłami, które rozświetlały przestrzeń dookoła, tylko nie tego mroku w kącikach bursztynowych ocząt. - Wyjaśnij mi to, bo nie wiem kompletnie, o czym mówisz. - wiedziała. Kazała jej wynieść się z Brentwood, ale uznała to za zwykłe majaczenie w nerwach. - Kim są oni? Jakie ryzyko? - więcej pytań, rozedrganie przybierało na sile, więc wyrwała po dwóch próbach dłonie z chwytu i złapała za ramiona Carter z zatroskaną miną. - Oddychaj... - proszę - To przez ten tłum? Jest ci niedobrze... Piwo? Możemy wrócić do domu, jeżeli nie chcesz tutaj być. - chciała wierzyć, że mają do czynienia z efektem niewyjaśnionej paniki, która w miarę rozmowy nabierze jakiegoś racjonalnego kształtu czy masy, ale na razie nic na to nie wskazywało. Nawet lekkie pociągnięcie Ellis w kierunku parkingu nie wyszło, bo kobieta stała w miejscu, jak wbity pal przeciwpowodziowy. Odpływ. Cisza przed burzą. Nadchodziło tsunami.
[Profil]
   
 
Ellis Carter



29

Ex Marine / Aegis Deffence Services Contractor

I wish I could escape it but I'm a bad liar now you know you're free to go






Ellis Carter

multikonta: Max, Jayden, Erwin, Rhea, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-03, 18:34   

Im dłużej przyglądała się jej twarzy, tym intensywniejsze odbierała wrażenie, jakby zimne ostrza przebijały się przez ubranie, tworząc niewidoczne rany. Szczerze nienawidziła samej siebie.
- Nie - pociągnęła pewniej za rękę, za którą Tommy próbowała pociągnąć ją dalej. - Tommy, nie możesz być ze mną, zrozum to.
Miała wrażenie, jakby połknęła odłamek szkła. Nie chciała tego mówić. Było jej niedobrze od słów, pchających się uporczywie na język, byle tylko trzymać najważniejszą osobę z dala od bałaganu o kolosalnych konsekwencjach. I chciała ryknąć na siłę, odpowiedzialną za ślepy los, co nieustannie rzucał pod nogi kłody, nie pozwalając na przerwę. Powolne odetchnięcie wieczornym powietrzem, przesiąkniętym papierosowym dymem, wonią mieszkających się perfum i potu. Nawet głos wokalisty i dźwięki instrumentów jawiły się jako uporczywy rój komarów, niemożliwy do odgonienia.
- Nie w taki sposób - musiała puścić jej rękę, chociaż zrobiła to niechętnie z wyraźnym, sztywnym oporem, występując przeciwko swoim uczuciom. Deptała je podeszwami własnych butów, tworząc rany, które będą boleć jeszcze długi czas. - Nie jestem odpowiednią osobą teraz, kiedy ktoś zaczyna mi grozić, bo ojciec wpakował się w pieprzone bagno, z którego nie potrafi wyjść o własnych siłach. Złapali go. Muszę jechać, jeśli nie chcę pokazywać Heather jedynie czarnego worka.
Drżała pod warstwą ubrań, rozbieganym wzrokiem wpatrując się w ciemne tęczówki, odbijające się od nich światła. - Nie mogę cię zmuszać do tego, nie wybaczyłabym sobie, gdyby przeze mnie stało ci się coś złego. Już raz prawie do tego doszło. Prawie cię straciłam.
Jeśli to nie był wystarczający dowód, potwierdzający własne obawy, nie wiedziała, co innego mogłoby takowym być. I jak na złość, zebrani bywalcy koncertowi krzyczeli, przekrzykiwali się nawzajem i śmieli, jakby życie toczyło się dalej. Nikt nie zwracał uwagi na osobiste tragedie. Nikt nie będzie ich żałował.
Zauważyła jak nabiera powietrza w płuca. Nie mogła jej pozwolić na zabranie głosu, musiała to dokończyć. Teraz, w tym miejscu. Dopóki przejmująca cisza nie gniotła wnętrzności, chociaż zdawały się już i tak doszczętnie wykręcone. Nawet mimo tego, czuła jakby w środku robiła się pusta. Zimna. Okrutnie wykiwana przez życie.
- Okłamałam cię, ukrywałam przed tobą prawdę, chociaż sama wspominałam o pieprzonej szczerości… tego chcesz?! - nie chciała podnieść głosu, ale gdyby nie porwała się na to, rozpacz zakułaby w gardło jeszcze wyraźniej, skłaniając do wylania z siebie żalu. - Bycia okłamywaną przez hipokrytkę o niestabilnej sytuacji życiowej?!
Nie zdążyła dodać nic więcej przez ingerencję osoby trzeciej, co zderzyła się z jej ramieniem. Zakołysała się, wylała zawartość plastikowego kubka, przeklinając siarczyście.
Za dużo ludzi, za dużo…
- Gdzie się pchasz, wariatko? - nieznajoma o rudobrązowych włosach cisnęła jednorazówką pod nogi byłej kapitan. - Kompletnie cię kopnęło po jaraniu gówna? Wyskakuj z forsy, siedem funtów!
Kobieta nawet nie przyjmowała odmowy do wiadomości, wiercąc wymalowanymi powiekami istną dziurę w brzuchu. Tymczasem towarzyszące jej dwie koleżanki, wyglądały na szczerze rozbawione.
Nie reagowała.
- Języka w gębie zapomniałaś nagle?!
Wolałaby, żeby ktoś nią potrząsnął, odwrócił uwagę od bezsilności, zżerającej ją kawałek po kawałku. Od środka. Oderwała uwagę od Dalle, korzystając z przerwy. O ile już teraz łowczyni burz nie zechce rozerwać jej na strzępy, albo uciec w stronę parkingu. Byle dalej. Byle z dala od osoby, której słowa bolały jak rozżarzony do czerwoności pręt.
- Daj mi spokój.
Nie miała siły, żeby sprzeczać się z nieznajomą, chociaż nie pogniewałaby się, gdyby przejechała jej wymalowanymi pazurami po twarzy. Powoli, dotkliwie. Wszystko, byle tylko zabić gorycz i ból spowodowany usilnym odsuwaniem od siebie ciemnowłosej dziewczyny. Tak bardzo lubiła, gdy się uśmiechała.
Oskarżycielski paluch dźgnął ją w zakryty ubraniami obojczyk.
- Masz zapłacić za jebane piwo! Głucha jesteś i ślepa?!
No dalej, nie powstrzymuj się. Wytrąciłam piwo, nie chcę za nie zapłacić.
Dokończy sprawy, prześle jej podpisane papiery. Żeby tylko trzymała się z dala od wszystkiego. Nie zasługiwała na to.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle



23

Storm hunter - messed up rogue - Shaolin monkey - Saxybara (AU)

I was waiting on a different story. This time I'm mistaken for handing you a heart worth breaking.






Tommy - Blondes have more fun - Dalle

mów mi: Wilku!
Wysłany: 2018-11-08, 13:17   

Przestała lubić The Killers. Świat w całej swojej niezakłóconej perwersji dopuścił do tego, aby zespół godny nastoletniego wzdychania do telewizora został zdegradowany do kategorii "Idź i przepadnij". Nagle głos Flowersa brzmiał jak ciężki do zniesienia płacz, którego nie mogła wydobyć z klatki piersiowej. Nie była zdruzgotana. Jeszcze nie.
Pierwszy etap - wyparcie.
Drgnęła, gdy Ellis podniosła głos, jakby ktoś wyciągnął ją z głębokiego zamyślenia. Spojrzała w dół, lecz wbrew oczekiwaniom, ujrzała tylko jedną dłoń. Swoją. Marnie zgięła palce przez fantomowe uczucie ciepła, rozlewające się od paliczków aż po nadgarstek, ale niczego tam nie było.
Nie było jej.
I nie chciała tego zaakceptować.
Jeden kataklizm ciągnął następny - złocisty płyn wylał się na trawę, oblewając lewego buta Tommy z przodu. To nic, miała je i tak wyprać z założeniem pozbycia całego kurzu oraz zabrudzeń po nocnym pogo przy akompaniamencie muzyki dobiegającej ze sceny. Piwo. Pieprzone piwo. Podniosła wzrok na awanturującą się kobietę, która próbowała wszelkich możliwych technik językowych - z wyłączeniem tej jednej - aby dopiąć swego i wymusić na Carter pokrycie kosztów za uszczerbek na dumie oraz nieudolny zamach. Zamachowiec. W Somalii byli zamachowcy. Pamiętała. Prawdopodobnie groźniejsi od tej rudej, co właśnie chwyciła za ramię Ellis, wygrażając wściekle pięścią pomiędzy "dawaj forsę" a "zaraz ci wpierdolę!". Odetchnęła głęboko. Zapach podlanej trawy i tłumu był zbyt wyraźny. Nie mogła śnić, a chciała, aby rzeczywistość okazała się okrutną marą senną; reakcją stresową na kolejne rozdzielenie w najbliższej przyszłości. Przynajmniej nie takie...
Docierało do niej, co się działo dookoła, ale nie miała serca, aby to przyjąć do świadomości.
W pięciu krokach przez to przejdziesz. Tylko nie możesz się zatrzymywać.
Widziała, jak pięść pijanej awanturniczki unosi się po przeciwnej stronie. Zrób coś! Stała. Zrób coś! Zaraz wystartuje, a Tommy pozwoli na przemoc wobec osoby, której nie przestała kochać, nawet gdy świat walił się właśnie pod stopami.
- Wiedziałaś o tym? - powiedziała głośno, zbliżając trzy kroki w ich kierunku.
- A ty co za kur-
- Wiedziałaś o tym?! - wbiła się między skłócone kobiety, odsuwając ramieniem rudą na bok. - Powiedz mi!
- Ejże, też chcesz wpierdol?!
- Powiedz mi! - teraz ona była atakującym uzurpatorem. - Wiedziałaś o tym, że to się tak skończy?! - chwyciła Carter za habety, wprawiając wdowę po piwie w osłupienie, jak i przykuwając uwagę szepczących na boku ludzi. - Wiedziałaś, że mnie zostawisz na tym pieprzonym koncercie?!
Kłam. Kłam, człowieku. Przyjęłaby teraz do siebie nawet najmniej przekonujące łgarstwo, byle móc oszukać własny umysł i uczucia, które wezbrały do granic. Trzymała je na wodzy. Jeszcze nie rozpłakała się. Jeszcze zaczerwienione oczy oraz zaciśnięte do granic zęby współpracowały, wspomagane przez zacisk na koszulce The Killers, ale to jedynie kwestia czasu.
[Profil]
   
 
Ellis Carter



29

Ex Marine / Aegis Deffence Services Contractor

I wish I could escape it but I'm a bad liar now you know you're free to go






Ellis Carter

multikonta: Max, Jayden, Erwin, Rhea, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-09, 18:17   

Niczego nie była pewna. Nie mogła wiedzieć, skoro sytuacja non stop się zmieniała, wymuszając na niej podjęcie odpowiednich czynności. Odejdź z armii, zostaw ją, jedź za ojcem. Czuła się, tak, jakby została odarta ze wszystkiego, co dotąd miała. Pozostaną jedynie bolesne wspomnienia przepełnione utraconymi, lepszymi chwilami, od których nie chciała się odcinać, a jednak musiała je przesunąć na dalszy plan siłą. Bo tak będzie lepiej. Bo przez to może tym razem nie doprowadzi do tragedii, trzymając z daleka osobę, której nigdy nie naraziłaby świadomie. Powinna chwycić ją za rękę i wyprowadzić z tej drogi, najeżonej pułapkami, nie oglądając się za siebie. A jeżeli złamie zasady i się obejrzy…
Chciała zapewnić ją, że to będzie tymczasowe, a po tym wszystkim odnajdzie ją znowu, bo bez tego nie wyobrażała sobie przyszłości. Nie mogła być aż tak samolubna. Nie wypadało stawiać własnych zachcianek wyżej, szczególnie jeśli doprowadziłyby do krzywdy kogoś zupełnie niewinnego, wplątanego w ten chory konflikt wynikający z absurdalności losu. Miała już więcej nie cierpieć. Tyle wystarczy… była wystarczająco młoda, miała przed sobą jeszcze całe życie.
Poszkodowana kobieta stawała się coraz bardziej irytująca, a równocześnie jej podenerwowane wrzaski oraz groźby, zdawały się nie dawać odpowiednich rezultatów. Nadal drżała, walcząc z rozpaczą, której nie pozwalała na wyjście na zewnątrz. Nie potrafiła oszukać samej siebie. Dziewczyny, wkraczającej między nią, a nerwową nieznajomą – również. W pierwszym odruchu chciała ją odsunąć na bok, z dala od zasięgu łap narwanej baby od piwa. Tego jeszcze brakowało, żeby doszło do większego nieporozumienia, a jej (była?) dziewczyna znalazła się w ogniu krzyżowym.
Początkowe zaskoczenie odrobinę przygasło.
- Możesz wpierdolić jej za mnie, nie ma sprawy- awanturniczka zrobiła dziwny gest dłonią, zaraz przyglądając się rozgrywającej scenie.
Szarpnięcie nie zrobiło na niej większego wrażenia, w przeciwieństwie do wyrazu twarzy - czerwonych oczu, żalu i rozczarowania słowami, sprawiającymi tak dotkliwy ból. Nienawidziła się za to jeszcze bardziej. Nie mogła odwrócić wzroku, chociaż wnętrzności wykręcały się bardziej, a serce łomotało nieprzyjemnie, drażnione drganiami, dochodzącymi ze strony sceny. Nakłuwane niewidzialnymi, ostrymi szpilkami.
- Tommy, to jest bardziej skomplikowane, niż ci się wydaje - znowu nie mogła zapanować nad łamiącym się głosem. Brzmiała tak żałośnie. Że też łowczyni nie popchnęła jej, nie szturchnęła mocniej, jak miała to zamiar zrobić rudowłosa od piwa. Nikomu nic się nie wydawało była prawie pewna, że Dalle doskonale wie, do jakich rozmiarów narastał problem. I pomimo to, nadal przy niej trwała.
- Nie powiedziałam ci. Powinnam to zrobić. Powinnam powiedzieć ci….
Tak jak w Vegas, tak jak w Los Angeles. Tym razem miało być inaczej. Nie wyszło. Los zdecydował za nią. Jeszcze kilka chwil temu wyglądała na tak szczęśliwą.
-… ale za każdym razem gdy to robię, coś się psuje. To dla ciebie za dużo, ta szczerość cię rani, a ja nie mogę pozwolić…
Znowu nie mogła dokończyć słów, kiedy czyjeś ramię szturchnęło ją, prawie w stylu amerykańskiego futbolisty. Powietrze zapachniało męskimi perfumami, zmieszanymi z potem.
- Moja dziewczyna prosiła cię o oddanie pieniędzy - jeszcze postawnego brodacza im tutaj brakowało. Obróciła się przodem do niego, chowając za swoimi plecami Tommy, którą dodatkowo osłoniła od boku ramieniem. Nie pozwoli jej w to wciągnąć. Zarówno w głupią, koncertową przepychankę, jaki i wojenkę z czyjejś zachcianki. Martwego oficjalnie ojca.
- Osiem funtów.
To o jeden więcej, niż słyszała wcześniej. Stawka rosła wraz z odwlekaniem? Nie miała głowy do szukania po banknotach. Wyjęła z przedniej kieszeni zwiniętą gotówkę. Dwadzieścia funtów.
- Odwal się - przycisnęła mu do mostka pieniądze, które zdążyły opaść na trawę, zanim facet zdążył je złapać. - Bierz te pieprzone pieniądze i wynoście się stąd! Wszyscy!
Prawie wybuchła. W porę zacisnęła usta, powstrzymując się z wystartowaniem do przodu. Miała dość zbierających się gapiów, szczególnie z typu dwóch chłopaczków, którym przyglądanie się wątpliwie przyjemnej kłótni sprawiało nie lada rozrywkę. Jeden trzymał dziarsko telefon, nagrywając tym samym relację na którąś z aplikacji. Chciała rozszarpać ich wszystkich. Za to, że patrzyli i naruszali prywatność, którą wolała zachować dla siebie i Tommy. Nic z tego. Dodatkowo twarz nieznajomego od piwa nabrała intensywnej czerwieni, jakby właśnie został sprowokowany.
Nadal była niestabilna, ale starała się panować nad rozedrganiem. Obróciła się powoli w stronę dziewczyny, sięgając ostrożnie do jej ramion, co mogło spotkać się z gestem kolejnego szarpnięcia. Nie dbała o to. Zasługiwała.
- Nie stójmy tu dłużej. Proszę.
Mieli dłużej nie patrzeć. Niech przestaną.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle



23

Storm hunter - messed up rogue - Shaolin monkey - Saxybara (AU)

I was waiting on a different story. This time I'm mistaken for handing you a heart worth breaking.






Tommy - Blondes have more fun - Dalle

mów mi: Wilku!
Wysłany: 2018-11-09, 19:01   

W brutalny sposób wyszarpała ramiona, odsuwając się do tyłu dwa kroki, jakby Ellis była ofiarą morowej zarazy, której nie chciała złapać. Za dużo na raz. Prawda przypominała kłamstwo, a kłamstwo przeinaczało samo siebie, tworząc zamknięty, diabelny okrąg, z jakiego wydostać się można tylko siłą i jedynie po trupach.
Kolejny padł.
- Teraz chcesz stąd iść? - syknęła wściekle, unosząc dłoń w ostrzegawczym geście, widząc krok do przodu po przeciwnej stronie barykady. Nie waż się! - Mieszasz wszystko i nie chcesz nic wyjaśnić. Nie jesteś fair! - wytknęła ją palcem, który najpewniej zbierze sporo łapek w górę po wrzuceniu tego szałowego filmiku przez amatorskiego youtubera na swój niszowy kanał. Niejaki wiking, brodata jegomość, tuż za plecami Ellis już szykował pięści i strzelał karkiem, a gdyby były w kreskówce, na pewno z uszu wydostałaby się para. Zauważywszy, jak wyciąga rękę ku ramieniu Carter i zaciska oślizgłe, owłosione łapsko na barku, nie wytrzymała. Niby to małe Luftwaffe, wystartowała znowu między dwójkę (fachowy arbiter z niej, ma kwalifikacje), tym razem nie darując sobie popchnięcia łokciem mostka faceta. Musiało zaboleć w jakiś nieokreślony bliżej sposób delikwenta, bo cofnął się, łapiąc za pulsujące żywo miejsce.
Ścieżka Małpy.
No to teraz ją wszyscy wkurwili.
- Tu się rozmawia, kozia bródko z wiejskiego szambo - warknęła, łapiąc za gęstą brodę nieudanego harleyowca i z jej pomocą sprowadziła gościa do swojego poziomu. - Najadłeś się zielska mojej dziewczyny - co on, sułtan, że miał polisę na akcentowanie tylko swojego związku? - to spierdalaj w podskokach, ale już, albo tak cię pociągnę za te trzy włosy pseudowikinga, że zaśpiewasz arię wspak i zdrowo się zrąbiesz! - i jeszcze jeden, dla poprawy. Bo była zła. Wściekła. Złość zalewała umysł, co znacznie milej przyjmowała, niż rozpacz, czekającą w kącie tylko na moment, aby uderzyć ze zdwojoną siłą.
Przecież to nie mógł być koniec.
Szybki prosty. Twarz mężczyzny sflaczała, a chrząstka przy nosie nieprzyjemnie chrupnęła, posyłając go do tyłu na tłum, który wzniósł skand. Brytole. Wieczni fani prania mord; a mówili, że to futbol amerykański jest niebezpieczny. Ruda latawica doskoczyła do ukochanego-poległego, dzielnie przy tym trzymając plastik z resztką rozlanego piwska. Wołała na boki, aby ktoś wezwał karetkę, gdy wiking pozostawał ogłuszony i rozbitym na kwaśne jabłko nochalem spoglądał w niebo, jakby nie czaił bazy.
Szukała jej wzrokiem tak złym, że lepiej byłoby, aby stąd uciekła. Stała. Uparcie. Na boku, bo wiedziała, jak bardzo przeskrobała. Ktoś rzucił hasłem. Nadchodził oddział bramkowy w czerni, więc pora na ewakuację. W dwóch susach doskoczyła do Ellis, złapała ją za rękę i pobiegła prosto w tłum, który zmierzał owczym pędem z powrotem w kierunku sceny. Ze wydarzenia można było wyjść na kilka sposób: głównym wyjściem; bocznymi klitkami za truckami; przeskakując przez płot na dalekim południu, gdzie co rusz chodził patrol, kontrolujący czy rzezimieszki koncertowe bez biletów nie dostają się nielegalnie na teren imprezy; przez garderobę The Killers. Wielkie zbiegowisko wymagało szybkiego podjęcia decyzji, a jeśli czegoś nauczyła się z tych wszystkich seriali kryminalnych, nikt raczej nie oczekiwał po głównych awanturnikach wyjścia główną bramą.
Zaledwie minęły stalową bramkę obrotową z prętami, wypuściła dłoń Ellis i przyśpieszyła krok w kierunku auta, nie chcąc słuchać tego, co miała do powiedzenia kobieta.
- Co ci nagle nie pasuje? - wtrąciła gdzieś między zdaniami z kpiącym tonem. - Przecież chciałaś stamtąd pójść. - jakże pluła jadem, depcząc twardymi krokami kamienie po rozmokłym, podrabianym asfalcie, który rozpadł się w drobny mak kilka lat temu podczas suszy. Zatrzymała się równie nagle, co odwróciła, wyciągając ramię przed siebie, aby zatrzymać Carter na dystans przed wpadnięciem na nią. Już nie mogła. Wargi drżały niekontrolowanie, choć dziąsła już smakowały krwią od tego ciągłego kruszenia zębów. - Nie chcesz mnie ranić, dlatego wolisz kłamać? - to się kupy nie trzymało. - Powiedz mi, że mnie nie kochasz. - prosto w oczy. - Powiedz, że to właśnie dlatego, a nie przez jakieś chore wymysły, według których jestem tak słaba, że nie potrafię znieść prawdy. - cała telepała się pod wpływem tej toksycznej mieszanki. Bolało, jak diabli. Tylko nie wiedziała, co bardziej; sugestia zerwania i trzymanie planów końca w tajemnicy czy ta cholera niewiara... - Powiedz!
[Profil]
   
 
Ellis Carter



29

Ex Marine / Aegis Deffence Services Contractor

I wish I could escape it but I'm a bad liar now you know you're free to go






Ellis Carter

multikonta: Max, Jayden, Erwin, Rhea, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-09, 21:08   

Nie była fair, odkąd życie również nie było fair. Zabierało ukochane osoby, sprowadzało na nie nieszczęścia, a członków rodziny rozdzielało, zsyłając widmo straty i tęsknoty, której nie szło się pozbyć przy pomocy kogoś innego na tym samym miejscu.
Pozwoliła jej na stworzenie dystansu. Sama już poniekąd do niego doprowadziła przy użyciu jedynie słów. Gorzkich, wypełnionych żalem oraz potrzebą trzymania tego wszystkiego z daleka. Jak najdalej, choćby miała ponieść przy tym osobistą porażkę, nadstawić się w zamian za kogoś innego. Bo ta dziewczyna zasługiwała na kogoś, nad kim nie wisiało widmo ciągłych strat.
Nie zdążyła jej złapać, gdy wybiegła na spotkanie prawie dwa razy większemu osiłkowi, co jakby się postarał, mógłby zakończyć te show jednym prostym. Obróciła się, gotowa wkroczyć w potyczkę, ale wtedy wryło ją w ziemię. Podobnie zdenerwowanej, wręcz emanującej dziką furią, nie widziała jej od czasów Oklahomy i paskudnego pogryzienia, po którym została blizna, ukryta pod ubraniem, na lewym przedramieniu. Krew odpłynęła bardziej z twarzy, a dłoń nie chciała współpracować, gdy zamierzała wyciągnąć ją bardziej w stronę nabuzowanej łowczyni. Szarpnęłaby ją podobnie (ale nie za brodę), gdyby facet nie nawinął się pod rękę? Chciała złapać ją za ramiona, wywlec gdzieś dalej z dala od ciekawskich oczu, wypowiadających groźby głosów. Bała się. Głównie tego, co widziała w jej oczach, a zbyt pochopnymi gestami doprowadziłaby do powstania między tłumem szalejącego tornada, którego klasyfikacja wyszłaby po za jakąkolwiek skalę. Już opłakiwała w środku ten przyjemny dla ucha śmiech, którego nie będzie jej dane po raz kolejny usłyszeć. Nie zasługiwała na tę przyjemność. Nie zasługiwała na kolejne, miłe wspomnienie związane z osobą, którą pokochała bardziej, niż początkowo byłaby skłonna podejrzewać. To niespodziewane znikąd zauroczenie.
Poczuła jakby chłodny grot przeszył środek klatki piersiowej. Wszystko za sprawą gniewnego spojrzenia brązowych tęczówek, kojarzących się wcześniej jedynie z przejmującym ciepłem.
Zanim się zorientowała już podążała przyspieszonym krokiem u jej boku, lądując u końca na parkingu, opustoszałym niemalże w zupełności. Nie potrafiła skupić się na dotyku dłoni, którą i tak zabrano z jej przestrzeni. Upartym krokiem zbliżała się w stronę zaparkowanego samochodu. Nagle odzyskała język w gębie.
- Tommy, poczekaj nie-
Weszła jej między słowa, przez co przystanęła w miejscu, wyhamowując pod wpływem wysuniętego ramienia, oddzielającego ją od dziewczyny, jak granica kontaktu.
Żądanie zaparło dech w piersiach. Ostre słowa, bezpośredni kontakt z drżącym przedramieniem, obserwujące ją uważnie oczy, w których kryło się tyle bólu…
Milczała. Wiedziała, że jeśli odezwie się od razu, pęknie, nie mogąc się pozbierać po zbyt wzburzonych emocjach, powodujących w myślach istne spustoszenie.
Mam dwadzieścia dwa lata. I moknę na deszczu częściej, niż przeciętny mieszkaniec Wielkiej Brytanii.”
Jak mogłaby jej nie kochać?
Czasami kłamało się w dobrej wierze. Wtedy, gdy przekazywało się rodzicom któregoś z żołnierzy, że wyszedł cało ze starcia, chociaż oni znali już prawdę, a potrzebowali okłamać własny umysł byle tylko odwlec nieuniknione. Gdy zapewniało się matkę o dobrym samopoczuciu, chociaż po drugiej stronie słuchawki łzy przysłaniały wzrok, a gardło zaciskało, nie pozwalając na wypowiedzenie zbyt wielu słów bez zdradzenia zdruzgotanego stanu. Byle tylko nie obarczać innych. Przeszła przez to wcześniej, ale teraz zaczęła wątpić… Ta dziewczyna, ta sama, którą spotkała po latach przerwy, przestawiała szyki wartości, mieszając we wcześniej wpajanych zasadach. Burzyła je, ale nawet nie próbowała jej powstrzymać.
Musiała zranić ją prawdą. Ten ostatni raz, od którego powietrze w płucach zapiekło, a oczy zaszkliły wyraźniej, pod wpływem żałości. Widziała jak otwiera drgające usta i wtedy wyszła jej słowom naprzeciw.
- Kocham cię… - nie przerywała kontaktu wzrokowego, chociaż czuła, jak smutek wzbiera do nieprzyjemnego momentu, a krtań drapie, prowokując łzy do spłynięcia. Rozerwane z żalu serce jak na złość zabiło mocniej. - Dlatego musisz się trzymać ode mnie z daleka. Inaczej ściągnę na ciebie zbyt wiele kłopotów i nigdy sobie tego nie wybaczę.
I cały czas uważała, że tak właśnie było. To nie Tommy była problemem. Nigdy nim nie była. To ona, Ellis, stanowiła problem dla niej. Taki, w który Dalle ochoczo pchała się bardziej i bardziej, chociaż słyszała o Sophie, powitała w swoim życiu kolejną, osobistą traumę, a później dowiedziała się o zmartwychwstałym ojcu, nawiedzającym córkę w snach. Skręciła w złą drogę. W zasnutą mrokiem puszczę, w której promienie światła były niezwykłą rzadkością. Musiała ją z niej wyciągnąć.
- Musisz jechać - im częściej wypowiadała te słowa, tym bardziej ich nienawidziła. - i żyć dalej, bez zawracania sobie myśli kimś, kto może już nie wrócić. Nie próbuj zaprzeczać, wiesz jak to działa. To Somalia. A ja nie mogę cię narażać ani na tak dotkliwą stratę, ani na niebezpieczeństwo, gdy nie będzie mnie obok-
Głos nie chciał współpracować, gdy załamał się, ugrzązł w gardle, nie pozwalając na dalsze słowa. Kolejna postać mogłaby dołączyć do kolekcji nawiedzających widm sennych. Nie, nigdy. Nie pozwoli jej. Niech zapomni, niech nią gardzi.
- Straciłaś ze mną zbyt dużo czasu - wykrzesała zaledwie słyszalny szept. Musisz mnie znienawidzić, inaczej to nie będzie miało sensu. Inaczej cię znajdą.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle



23

Storm hunter - messed up rogue - Shaolin monkey - Saxybara (AU)

I was waiting on a different story. This time I'm mistaken for handing you a heart worth breaking.






Tommy - Blondes have more fun - Dalle

mów mi: Wilku!
Wysłany: 2018-11-09, 21:49   

Strzeliła jej w pysk.
Dawniej powiedziałaby, że sprzedała liścia, ale nie. Strzeliła w pysk. Ten wyrachowany, mający czelność kłapać tak okropnym ozorem. Śródręcze zapiekło, bo to wcale nie bolało Carter w ten sam sposób, co Dalle. Nie zamierzała przyjąć tego do świadomości. Kategorycznie nieakceptowalna rzecz, której zamierzała wyrzekać się, jak ognia.
- Nie możesz mnie kochać i odejść. - to nawet nie była prośba. - Nawet nie dałaś mi podjąć tej decyzji wspólnie... - bo w tej chwili widziała tylko wygodę Strzelonej w Pysk. Ellis Dakota Strzelona w Pysk Carter. Prawie brzmiało dumnie, gdyby nie tragedia zań ukryta.
Cóż to? Ciepłe, ciągnęło się po skórze... Kap, kap, kap. Płakała. Roniła gorzkie łzy, wpijając w ciemne włosy dłonie i zaciskając palce na kosmkach, jakby zaraz miała je wyrwać wraz z cebulkami.
- Pieprzona egoistka! - deja vu. Słyszała to już. Kiedyś. Leżała wtedy na macie z rozlewającym bólem od prawej łopatki aż przez całe ramię. Wtedy ona zasłużyła, ale ostatecznie zdobyła się na odwagę, aby być w porządku wobec Ellis. A Carter? Cholera, nawet nie widziała w tym żadnego dbania o bezpieczeństwo, a ucieczkę w najbardziej paskudny sposób, jaki tylko mogła - zostawiając na wpół żywego trupa za sobą bez dobicia.
Kochała ją, a od miłości rodziły się największe tragedie. To było jak pieprzony Titanic, tylko nie mogła zamarznąć w tej cholernej wodzie z jakichś przyczyn czysto technicznych. Agonia wydłużała się, a grunt pod stopami, choć stabilny, znikał kawałek po kawałku.
Musiała iść dalej. Obejść samochód, nerwowo ocierając policzki, aż zrobiły się czerwone od ciągłego drażnienia nadgarstkami. Wdech. Wydech. Nic. Sztorm dalej szalał.
- Nie zostawię cię. - warknęła, opierając się o bagażnik plecami. - Słyszysz? - podniosła głos, przenosząc ostro wzrok na źródło pechowego wieczoru. - Choćbyś miała mnie przekląć, Carter! - pokonała dystans i wściekle wbijała palec w mostek, jakby usilnie wciskała niedziałający przycisk OFF. - Kim ty niby jesteś, aby decydować, kto będzie cierpiał, a kto nie? - jeden. - Jakie masz prawo, że odbierasz mi moje szczęście, jakby nie było czegokolwiek warte? - drugi. - Jak mam cię wypuścić, skoro nie widzę w tym sensu?! - trzeci. Czwarty. Piąty. Zepchnęła ją na trawę za rozpadającym się asfaltem, prędko stawiając kolejne kroczki naprzeciw, stąpając ciężkimi buciorami. Była tytanem. Ludzkość powinna drżeć przed gniewem igrającej z burzami. - No jak?! - ostatni raz. Mocniejszy. Popchnęła ją z pomocą obu rąk, tracąc na krótko równowagę i wpadając na Ellis z głośnym płaczem. Uderzała pięściami, próbowała się wyrwać, klęła, a nawet ryczała, aby ją wypuściła... bo inaczej to pustkowie nie będzie puste. Przepełni je głęboki żal, którego nawet nie będzie w stanie jej wybaczyć.
Tego nie robi się kotu.
[Profil]
   
 
Ellis Carter



29

Ex Marine / Aegis Deffence Services Contractor

I wish I could escape it but I'm a bad liar now you know you're free to go






Ellis Carter

multikonta: Max, Jayden, Erwin, Rhea, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-09, 23:43   

Nie odsunęła się nawet trochę, gdy wnętrze dłoni uderzyło porządnie w ten nadstawiony policzek. Zabolało, przekręciło nieznacznie głowę, czemu towarzyszyło uczucie kłującego drętwienia. Nie mogło jednak w pełni oddawać tego, co wstrząsało od środka zrozpaczoną dziewczyną. Atakowała słowami ją i siebie… to, co razem tworzyły, a co miało lada chwila się rozpaść, jeśli już nie runęło, zamieniając się w tumany pyłu i odłamki gruzu.
Te słowa brzmiały aż zbyt znajomo. Podobnie do tych, które mamrotała pod nosem, trzymając w ramionach wygasłe z życia ciało, po osobie, zastrzelonej w Syrii. Bolały bardziej, niż wymierzony policzek, po którym wciąż utrzymywał się zaczerwieniony ślad, odwracający uwagę od zaciśniętego gardła i uciekających łez.
Wszystkie nieprzyjemne sytuacje z ostatnich dni, o których nie mówiła Tommy, zaatakowały za jednym razem, jawiąc się w formie rezultatu, który był najgorszym koszmarem. I żadne wyjście nie było w stu procentach pewne, bo miała przecież do czynienia z nią. Z pogubioną łowczynią burz, pakującą się w kłopoty. Ze swoją dziewczyną. Prawie byłą żoną.
Bądź rozsądna, proszę.
Nic z tego, rozsądek już dawno szlag trafił. A w tym wszystkich największe komplikacje sprawiły uczucia. Te same, które popchnęły je ku sobie. Pozostawała rozpacz, wyżerająca ostatki, które… wcale nie były ostatkami.
Wszystko brzmiało tak, jak coś, co już wcześniej słyszała. Ta żałość, która bolała, za każdym razem gdy ich spojrzenia się krzyżowały. Kiedy widziała zaczerwienione oczy i spływające łzy
Podążyła za nią, będąc dwa kroki z tyłu. Tak na wszelki wypadek. Tak jak zawsze, gdy chciała ją przed czymś ochronić. Przed sobą i całym tym bałaganem, co zdążył przylgnąć nie tylko do niej, ale i do rodziny. Musiała się zająć Heather. David zrobił to wcześniej, musiał, nie było innego wyjścia.
Te pociąganie nosem, świadczące o kolejnych łzach. Również czuła je na policzku, z którego stopniowo schodziło zaczerwienienie.
- Tommy, proszę…
Nie mogła jej prosić, aby starała się to zrozumieć To nic nie da. Również nie chciała osobiście tego rozumieć.
W końcu zatrzymała się w miejscu, kilka kroków od bagażnika przy którym padły znaczące słowa. Przenikliwy wzrok ginął w morzu innych odczuć. Wszystko bolało. Bardziej, niż szturchnięcia, pod wpływem których się cofała, pozwalając pojedynczym łzom na spłynięcie. Bardziej niż słowa prędko padające z ust, od których nadal można było wyczuć woń piwa z nalewaków. A jednak nadal należały do tej samej osoby. I nadal czułaby je na swoich, tak samo delikatne i miękkie.
Nie wypadało nawet pokręcić urwanie głową, gdy weszła na trawę, a mocniejsze pchnięcie i utrata równowagi zaalarmowały do złapania jej, przyciągnięcia do siebie. Dopiero wtedy odetchnęła ciężej, kurczowo przyciskając dziewczynę, nie pozwalając na znoszenie tego w pojedynkę. Nie było idealnego sposobu na to, aby przekazać jej to, co powinno okazać się jedynie złym snem. Takim, po którym obudzi się z szybko bijącym sercem, zaraz uspokajając się pod wpływem znajomej, miękkiej dłoni, spoczywającej na policzku. Odgarniającej leniwie włosy. Wypowiadającej przyciszonym głosem uspokajające słowa. Podobnie jak starała się robić w tym momencie, wciąż trzymając przy sobie drżącymi ramionami wyrywające się ciało, podejmujące już coraz mniej efektywną walkę ze stabilnym uściskiem. Kochała ją i wiedziała, że z drugiej strony działa to w ten sam sposób. Dlatego zażarcie toczyły ten pojedynek, chcąc przesunąć szalę korzyści na swoją stronę. I pomyśleć, że osobiście wspominała jej o nieodpuszczaniu sobie Kennetha jeszcze w Los Angeles. Nie była wymówką, teraz mogła być tego pewna.
Musiała się uspokoić zanim zajmie miejsce kierowcy. Nawet nie wiedziała, gdzie powinna ją wysłać. Żadne miejsce nie wydawało się dostatecznie bezpieczne. Będzie się przemieszczać, musiała w to wierzyć, mając na uwadze naturę Dalle. Nie da im się. Będzie z nią dobrze. Już nic nie będzie jej grozić.
_________________





[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 5