Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Riley Withinghall
2018-12-10, 18:02
impreza halloweenowa
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-11-18, 00:18   
  

  
Mistrz Gry

  
the game is on!


Sherridan Rose, Gabriel Torres i Raya Blackborne:
Alicja, która bacznie przeszukiwała teren dookoła nagrobków, aż podskoczyła, gdy Raya niefortunnie upadła na podłogę.
- Hej, dobrze się czujesz? - zapytała, od razu do niej podchodząc. - Słabo ci? W sumie trochę tu duszno - ciągnęła, szczerze przejęta. Ona i Raya były jedynymi kobietami w tej grupie, musiały się wspierać! - Możemy zaraz stąd iść, tylko... - zaczęła, ale wtem rozbrzmiał krzyk Voldemorta, który obwieścił odnalezienie kolejnego halloweenowego itemu i Alicja automatycznie zapomniała o leżącej na ziemi Rayi.
Na szczęście był jeszcze Szalony Kapelusznik, który od razu przejął rolę konsultanta medycznego.
- Tak, tak, wyjdźmy stąd - potwierdził i podał Rayi rękę żeby wstała. - Wszyscy - dodał, patrząc na Sherridana i Gabriela. - Lepiej się nie rozdzielać, zwłaszcza że... - zaczął, po czym niepewnie zerknął w kierunku stojącego niedaleko klauna i odchrząknął konspiracyjnie. - Też macie wrażenie, że cały czas wierci wam spojrzeniem dziurę w plecach? - Zdaniem Kapelusznika przydzielili im do grupy bardzo dziwnego typa.
Gdy już udało mu się postawić Rayę na nogi, przekazał ją w ręce Gabriela i Sherriego, a następnie machnął na nich ręką.
- Zaraz was dogonię, tylko zapytam o coś Alicję - obiecał, po czym odwrócił się i podszedł do wspomnianej dziewczyny.

Winter Aldridge i Timmy Farrar:
Jak tylko Winter wszedł w posiadanie papierowego nietoperza, na brzydką twarz Voldemorta wpłynął szeroki uśmiech. Zbliżanie się do wygranej bardzo go ekscytowało, tym bardziej, że Czarny Pan nie zwykł wygrywać. Zawsze wyprzedał go ten mały, bliznowaty Harry Potter.
- Super - pochwalił Wintera i pokiwał głową (łysą, tak dla sprostowania). - Ludzie, mamy nietoperza! - krzyknął, co by zwrócić uwagę reszty grupy na sukces Aldridge'a. Chłopakowi należała się pochwała!
- Och, naprawdę? - zapytała Alicja, gdy już doskoczyła do Voldemorta, Timmy'ego i Wintera. Chwyciła nietoperza, aby upewnić się, czy na pewno mieli to, o co chodziło, a kiedy nie znalazła żadnych nieścisłości, uśmiechnęła się radośnie i wcisnęła nietoperza Timmy'emu. - Świetnie! Dobra robota - pochwaliła ich trójkę, a następnie odsunęła się na krok. - Chodźmy dalej. Raczej nie ukryliby dwóch itemów w tym samym pomieszczeniu, poszukajmy gdzieś indziej - zaproponowała, a ponieważ nikt nie wyraził sprzeciwu, chwyciła Wintera i Voldemorta za ręce i skierowała się z nimi w stronę drzwi. Zanim opuścili salę z nagrobkami, zawołała jeszcze resztę drużyny, co by nikt się nie zgubił.
- Uwielbiam twój strój, wiesz? - Alicja wcale nie wydawała się zrażona dotychczasowym milczeniem Wintera. - Zwłaszcza te oczy i uszy. Wyglądasz jak najprawdziwszy kot! - zachwyciła się, ostatkami silnej woli powstrzymując się przed dotknięciem wspomnianych kocich uszu Wintera. Jeszcze źle by to odebrał i później to ona miałaby kłopoty.

Timmy Farrar: kara!
Alicja wraz z Winterem oraz Voldemortem oddalili się w stronę drzwi, a ty, trzymając papierowego nietoperza, niepewnie podążyłeś za nimi. Zaraz dołączył do ciebie Szalony Kapelusznik, który z fascynacją spoglądał na trzymany przez Ciebie artefakt.
- W sumie miałbym ochotę na cukierka - powiedział, po czym zaśmiał się nerwowo. Spojrzałeś na niego z lekkim zdziwieniem, lecz już po chwili przypomniałeś sobie wcześniejszą przemowę organizatora imprezy, który zdradził, że nietoperz był swoistą piñatą, i że dostanie się do jego zawartości było jak najbardziej dopuszczalne. Sam nie czułeś potrzeby, aby spróbować schowanych w jego środku cukierków, ale skoro Szalony Kapelusznik miał na to taką ochotę... powoli przedarłeś ciemny papier i odskoczyłeś z obrzydzeniem, gdy zobaczyłeś zawartość nietoperza. Jego zawartością bowiem wcale nie były cukierki, lecz białe, oślizgłe larwy. Fuj!

Wszyscy macie 96 godzin na to, aby napisać posta fabularnego, liczącego co najmniej osiem zdań złożonych. Po upływie tego czasu pojawi się kolejny post Mistrza Gry. Jeśli postać nie udzieli się w zabawie do momentu wstawienia posta MG, zostanie na nią nałożona kara.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose








31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, yev, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam







Wysłany: 2018-11-19, 23:50   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
hand in mine into your icy blues


Uśmiechnął się mimowolnie, gdy Raya zapowiedziała, że kiedyś zrobi mu najazd na dom, aby wspólnie zagrali we wspomnianą przez nią grę. Jakoś nie widział siebie przed laptopem, maniaczącego w symulację życia jakiejś widocznej na ekranie osoby. Zresztą chyba nie czuł się na siłach, aby podejmować się czegoś takiego, skoro miał wystarczająco dużo problemów, próbując uporządkować własne życie.
- Okej - przytaknął mimo wszystko i skinął głową, nadal nie przestając się uśmiechać. Wyraz twarzy Blackborne mówił, że ona również zdawała sobie sprawę z tego, jak niskie było prawdopodobieństwo tego, że Sherrie ogarnie tę jej fajną grę bez problemu.
Rozglądając się dookoła, wysłuchał propozycji przyjaciółki. Dawno nie widzieli się tak po prostu, żeby porozmawiać i przyjemnie spędzić trochę czasu, więc to, co mówiła, od razu przypadło mu do gustu. Tym bardziej, że Raya była jedną z osób, przy których Sherridan nie musiał niczego udawać. Znała go bowiem od niedawna.
- To brzmi fajnie - przyznał, próbując nie myśleć o wspomnianej przez nią skrzynce alkoholu, której obraz zadomowił się w jego głowie na trochę zbyt długo. - Naprawdę świetny pomysł - powtórzył i uśmiechnął się, bo pomysł zgarnięcia Gabriela, Rayi i jeszcze jakichś jej znajomych serio wydawał mu się interesujący. Co było wręcz zaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę jego ostatnie wycofanie w kontaktach społecznych.
Czyżby powoli zaczynał wykazywać chęć, aby pokonać tę barierę, nabytą przy okazji końca przyjaźni z Leathanem, którą przez ostatnie trzy lata próbował odgrodzić się od reszty ludzi? To brzmiało aż niewiarygodnie, nawet w jego głowie.
- Jasne, powiem mu i dam ci znać, w porządku? - zapytał, a potem automatycznie zaczął rozglądać się za Gabrielem, jak gdyby utrzymanie równoczesnego kontaktu z dwoma osobami było dla niego niewykonalne. No cóż, w pewnym sensie nic dziwnego.
Może faktycznie Sherrie nie był zbyt precyzyjny, próbując zwrócić uwagę Torresa na to, co działo się dookoła. To jednak w gruncie rzeczy było nieważne - najważniejsze, że Gabriel dał mu się pociągnąć w bliżej nieokreślonym kierunku, gdzie obaj przystąpili do jakichś pobieżnych poszukiwań, które miały na celu odciągnięcie uwagi Alicji od ich żałosnego duetu. Od apatycznego rozglądania się na boki odciągnął ich dopiero krzyk Rayi, na dźwięk którego Sherridan aż podskoczył.
- Raya? - Rose jak najprędzej doskoczył do przyjaciółki, która aktualnie siedziała na podłodze. - Raya? - powtórzył, błądząc przestraszonymi oczami po jej twarzy. - Co się stało? - zapytał, ale w tym momencie podeszła do nich Alicja, która wyciągnęła z całej sytuacji własne wnioski, w towarzystwie Szalonego Kapelusznika, który zaś nakazał im jak najprędzej opuścić salę. Co za miszmasz. - Okej, wyjdźmy stąd - zgodził się, pomagając Blackborne wstać i ignorując pytanie Kapelusznika. W tamtym momencie dziwny klaun ani trochę go nie obchodził. Interesowało go tylko to, aby zgarnąć Rayę i Gabriela, i wyjść na korytarz.
_________________
ALL I'LL EVER BE IS A LETDOWN
©crack in time
[Profil]
 
 
Timmy Farrar









19

american teenager

pizza, Netflix & chill

Downtown Brentwood

mów mi: Gracja

multikonta: brak



Wysłany: 2018-11-20, 19:21   
  

  
Timmy Farrar

  
bitch don't kill my vibe


Zależało mu na tym, aby trzymać się jak najdalej od tego dziwnego gościa w przebraniu klauna, ale z drugiej strony... Nie chciał dawać niczego po sobie poznać. Na szczęście, udało mu się uciec i wmieszać się w towarzystwo, a grono w jakim się obecnie znajdował jak najbardziej mu odpowiadało.
Kiedy Winterowi udało się zdjąć nietoperza, uśmiechnął się tylko na swój szczeniacki sposób - całe szczęście, że to nie jemu przypadło zdejmowanie dekoracji. Ze swoim całkiem przeciętnym wzrostem, Timmy musiałby się nad tym odrobinę natrudzić.
- Cudnie, może uda nam się znaleźć coś jeszcze - stwierdził luźno, maszerując za swoimi towarzyszami i przyglądając się niepewnie znalezionej rzeczy. Wtedy jego uszu dobiegł głos Kapelusznika. Farrar wyraźnie potrzebował chwili, aby połączyć fakty i zaraz przypomnieć sobie, że przecież organizator poszukiwań wspominał coś o cukierkach ukrytych wewnątrz papierowego nietoperza. Wzruszył więc ramionami i powoli zaczął rozdzierać dekorację, kiedy nagle okazało się, że w środku wcale nie było żadnych cukierków...
- Ja pierdolę! - okraszone kalifornijskim akcentem przekleństwo wyrwało się z ust przerażonego nastolatka, który będąc w stanie ogromnego szoku wyrzucił nietoperza z rąk... Nie patrzył nawet, gdzie ów niespodzianka wylądowała.
[Profil]
 
 
Winter Aldridge








23

barman

South - West Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Mordechai, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley, Barnabas







Wysłany: 2018-11-20, 23:51   
  

  
Chione Winter Aldridge

  
how can a heart like yours ever love a heart like mine?


Oczywiście, ze Winter nie byłby zadowolony, gdyby Alicja macała jego uszy, nawet, jeśli rozchodziło się o te sztuczne, a nie prawdziwe. Pewnie trochę się nad nimi napracował... Albo kupił na Aliexpress i teraz przy najmniejszym poruszeniu wypadało z nich futro. Poza tym, Alicja była mu obca, a on nie przepadał za nadmiernym fizycznym zbliżaniem się do obcych ludzi. Jego strefa intymna była dość restrykcyjna, to, że dziewczyna trzymała go za rękę, było niemal na granicy. Cała ta impreza sprawiała, że Winter czuł się niezbyt komfortowo, więc przynajmniej jego uszy można było zostawić w spokoju.
- Dzięki. Ty też... ładnie wyglądasz - odwdzięczył się komplementem, ale nie był w nich dobry, więc wyszło, jak wyszło. No cóż, dziewczyna i tak powinna docenić, a jak jej się nie podoba, to sama ma problem. I tak nikt jej nie komplementował. - Gdzie teraz idziemy? - spytał jej, ale jego uwagę zaraz zwrócił Timmy. Winter obrócił głowę, by spojrzeć na chłopaka, a potem opuścił wzrok na wyrzuconą przez niego dekoracje. - Hej, musimy to przecież oddać, jeśli mamy wygrać - zwrócił mu uwagę. Zmarszczył lekko brwi (żeby mu makijaż nie popękał), bo nie rozumiał, co chłopak robił. W tym dziwnym świetle nie dostrzegł robaków, choć te już pewnie pełzały w najlepsze po podłodze.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Raya Blackborne








31

diagnosta laboratoryjny

chemia!

East Brentwood

mów mi: Catt

multikonta: Kara

nieobecność: może kiedyś wrócę <3

Wysłany: 2018-11-21, 23:03   
  

  
Raya Blackborne

  
start your life with your head held high


- No to super! - wyszczerzyła zęby w uśmiechu na aprobatę Sherridana odnośnie jej pomysłu na spotkanie. Już nie mogła się tego doczekać! - To poszukam czegoś fajnego i się odezwę z jakimiś propozycjami, a potem możemy obgadać szczegóły - powiedziała, wiedząc że i tak pewnie trochę minie zanim to ogarną, jak to zwykle bywa w życiu, ale tym razem miała zamiar przypilnować, żeby ta mała impreza się wydarzyła!
Serce biło jej jak szalone jeszcze przez kilka minut po tym, jak odsunęła się od tej "dekoracji", przez co nie zareagowała od razu na słowa Sherridana albo Alicji. Dopiero po sekundzie zarejestrowała, że ktoś do niej mówi. - T-tak, wszystko okej - odpowiedziała im, ale nie wyglądało, żeby Alicja się tym zbytnio przyjęła, bo jak tylko usłyszała, że znaleźli jeden z itemów, od razu ją opuściła. No bardzo miło z jej strony, pomyślała, ale na szczęście Rose nie był taki chamski i został z nią, widocznie zaniepokojony. - Dzięki - rzuciła mu i Kapelusznikowi wdzięczny uśmiech za pomoc ze wstawaniem. Odwróciła się w stronę przyjaciela gdy zostali sami, wahając się co powiedzieć. - Sama nie jestem pewna, nie wiem czy to moja dzika wyobraźnia czy rzeczywiście zobaczyłam tam to, co myślę że zobaczyłam - zmarszczyła brwi, gdy usłyszała jak bezsensownie to brzmi. Teraz, gdy już nieco ochłonęła czuła się niemal głupio, że aż tak się wystraszyła, stwierdzając, że jeśli powie że te dekoracje mogą nie być tylko dekoracjami, Sherrie uzna ją za wariatkę. A wariatką nie była. A przynajmniej miała taką nadzieję... - Pewnie mi się tylko wydawało, w końcu to impreza halloweenowa, specjalnie chcą każdego nastraszyć - dodała, choć nie do końca wierzyła w prawdziwość tych słów. Miała dziwne wrażenie, że to nie była tylko zwykła dekoracja, ale każdy by ją pewnie wyśmiał, więc wolała o tym nie mówić.
Z ulgą przyjęła wiadomość, że wreszcie opuszczają to pomieszczenie, więc ruszyła u boku Sherridana i Gabriela w stronę wyjścia. Jako, że ciągle była nieco roztrzęsiona, na słowa Kapelusznika o tym creepy klaunie aż jej ciarki przeszły. Nie chciała w tym momencie o nim myśleć, raczej wolała o nim zapomnieć. Chciałaby również zapomnieć o tej ręce, którą dotknęła... Potrząsnęła głową, wyganiając ten obraz z głowy i zbliżyła się jeszcze bardziej do Sherriego i jego przyjaciela. Nie chciała ich teraz stracić z oczu i za bardzo się oddalać, kto wie co tutaj jeszcze spotkają?
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-11-22, 20:33   
  

  
Mistrz Gry

  
the game is on!


Winter Aldridge i Timmy Farrar:
- Och, dziękuję! - Alicja rozpromieniła się na komentarz Wintera. - Sama uszyłam kostium - powiedziała jeszcze, a potem puściła jego rękę, najwyraźniej uznając, że skoro chłopak swobodnie z nią rozmawiał, pójdzie z nią bez przymusu. Najwyraźniej jednak się przeliczyła, bo w momencie, kiedy Aldridge przystanął, aby zwrócić uwagę na wrzawę wywołaną przez Farrara, dziewczyna prędko wyszła z sali, przeciskając się przez grupkę osób, która akurat chciała się do niej dostać.
Szalony Kapelusznik aż podskoczył, usłyszawszy krzyk Timmy'ego.
- Co ci? - zapytał, marszcząc krzaczaste, rude brwi, a potem spojrzał na ziemię - tam, gdzie Farrar upuścił nietoperza. Co prawda nie zobaczył tego, co Timmy zobaczył, kiedy niepewnie rozdarł papier, ale dało mu się dostrzec dwa obrzydliwe robaki, wypełzające z wnętrza ozdoby. Skrzywił się odruchowo. - Fuj, robale - mruknął bez większego przejęcia, po czym spojrzał na chłopaków ze zdziwieniem. - Nie słyszeliście, że niektóre itemy mogą zawierać niespodzianki? - zapytał tak, jakby to było czymś oczywistym, a następnie schylił się i koniuszkami palców (na szczęście odzianych w rękawiczki!) chwycił rozdartego nietoperza. Winter miał rację, musieli go zachować. - Chodźmy już - powiedział, niepewnie trzymając kawałek papieru. Obawiał się, że nadal coś mogło z niego wyskoczyć, ale nie zamierzał robić większego przeglądu. Opuścił pomieszczenie razem z dwójką chłopaków akurat w momencie, gdy Alicja czyniła przygotowania co do następnego punktu ich poszukiwań.
- Może sprawdzimy w głównym korytarzu? - zaproponowała niepewnie. - Szybko stamtąd poszliśmy, a przecież coś mogłoby tam być - zauważyła, a Voldemort pokiwał nieprzytomnie głową. To wystarczyło, aby dziewczyna się rozpromieniła. - To w drogę! - zarządziła, a następnie ruszyła w stronę, z której przybyliście. Szalony Kapelusznik od razu przepchnął się na przód, pozostawiając Wintera i Timmy'ego samych sobie. Chyba jednak wolał towarzystwo Alicji.

Raya Blackborne i Sherridan Rose:
Na szczęście, mimo lekkiego zamieszania, udało wam się prędko wydostać z sali z nagrobkami. Co prawda tuż przy wyjściu wpadliście na inną grupkę poprzebieranych ludzi, którzy najwyraźniej również postanowili poszukać szczęścia w tym miejscu, ale po chwilowym skołowaniu odnaleźliście się bez problemu.
Nie mieliście nawet czasu, aby złapać oddech, bo zaraz dołączyli do was Alicja i Voldemort.
- Mamy nietoperza! - powiedziała zachwycona dziewczyna, instynktownie chwytając Sherridana za dłonie i energicznie nimi potrząsając. - Czujecie to? Jesteśmy o krok od wygranej! - pisnęła jeszcze, ale chyba zdała sobie sprawę z tego, jak niewłaściwe było jej zadowolenie przy grobowych minach Rose'a i Blackborne. Odchrząknęła znacząco. - Przepraszam. Wszystko okej? - zapytała, po czym delikatnie poklepała Rayę po ramieniu. Szczerze mówiąc, nie bardzo się martwiła. Znajdowali się na imprezie halloweenowej - to normalne, że dookoła było mnóstwo rzeczy, które miały na celu wzbudzać strach.
- To gdzie teraz? - Voldemort zwrócił pytające spojrzenie na Alicję, która zdążyła już stać się przewodniczką ich grupy. Blondynka rozglądnęła się na boki, marszcząc brwi w zamyśleniu.
- Może sprawdzimy w głównym korytarzu? - zaproponowała niepewnie. - Szybko stamtąd poszliśmy, a przecież coś mogłoby tam być - zauważyła, a Voldemort pokiwał nieprzytomnie głową. To wystarczyło, aby dziewczyna się rozpromieniła. - To w drogę! - zarządziła, a następnie ruszyła w stronę, z której przybyliście. Chyba nie pozostało wam nic innego, jak tylko iść za nią.

Gabriel Torres: kara!
Kiedy próbowałeś wyjść z sali w towarzystwie Sherridana i Rayi, niespodziewanie natknąłeś się na grupkę przebranych różnorodnie osób, które właśnie wchodziły do środka. Zajęło ci chwilę, zanim udało ci się przez nich przepchnąć, tym bardziej że wszyscy byli bardzo głośni i kompletnie nie zwracali na ciebie uwagi. Na szczęście w końcu wydostałeś się z koszmarnej sali z nagrobkami. Tylko że... kiedy już odetchnąłeś i rozejrzałeś się dookoła, zdałeś sobie sprawę z tego, iż przed wejściem nie znajdował się nikt, kogo byś znał.
Rozglądałeś się na wszystkie strony przez kilka dobrych sekund, a raz nawet zdobyłeś się na odwagę i zawołałeś swojego współlokatora, w towarzystwie którego przyszedłeś na tę imprezę, z nadzieją, że ten cię usłyszy i wszystko wróci do normy. Niestety czas mijał, a twoja sytuacja wcale się nie zmieniała. Cały czas byłeś sam. Tak przynajmniej sądziłeś.
Prawie podskoczyłeś, usłyszawszy za swoimi plecami ciche chrząknięcie. I niemalże zszedłeś na zawał, gdy, odwróciwszy się w tamtym kierunku, dostrzegłeś znajomego klauna, który świdrował cię wyczekującym spojrzeniem.
- Chyba poszli tam - mruknął smętnie klaun, skinieniem głowy wskazując w lewo. Co teraz? Zaufasz mu i faktycznie skierujesz się w tamtym kierunku czy obierzesz całkiem inną drogę?

Wszyscy macie 96 godzin na to, aby napisać posta fabularnego, liczącego co najmniej osiem zdań złożonych. Po upływie tego czasu pojawi się kolejny post Mistrza Gry. Jeśli postać nie udzieli się w zabawie do momentu wstawienia posta MG, zostanie na nią nałożona kara.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose








31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, yev, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam







Wysłany: 2018-11-25, 01:53   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
hand in mine into your icy blues


Jego zazwyczaj poważna twarz rozjaśniła się, gdy dostrzegł szeroki uśmiech Rayi. Sam nigdy nie uważał siebie za najlepsze towarzystwo, był raczej stateczny i dość przewidywalny, ale radość przyjaciółki była zupełnie autentyczna i jak tylko Sherrie to sobie uświadomił, poczuł niezidentyfikowane ciepło na serduszku. A nie czuł się w ten sposób bodajże od momentu, kiedy po raz ostatni widział się z Aislin i musiał przyznać, że to stanowiło całkiem przyjemną odmianę od obwiniania się za wszelkie zło na świecie.
- W porządku - zgodził się, patrząc na nią z lekkim uśmiechem. - Ja też czegoś poszukam. - Chyba nie znał się na grach planszowych aż tak dobrze, jak Raya, ale i tak mógł wykazać jakąś inicjatywę. W końcu nie chodziło o to, aby wszystko spadło na jej głowę.
Nawet nie obejrzał się za siebie, gdy ktoś krzyknął, że odnaleziono cukierkowego nietoperza. Chyba nie był specjalnie zaangażowany w całą tę zabawę, skoro nie bardzo przejął się wieścią odnośnie zdobycia kolejnego halloweenowego itemu. Z drugiej strony... kto by mu się dziwił? Jego przyjaciółka stała przed nim, blada jak ściana, a jej krótki wrzask nadal dzwonił mu w uszach. Nic zaskakującego, że nie potrafił skupić się na ich jakże ważnym, grupowym zadaniu.
- Na pewno? - drążył, bo Raya nie wyglądała na ani trochę przekonaną. Przez chwilę przyglądał się jej spod zmarszczonych w zmartwieniu brwi, próbując wywnioskować cokolwiek z wyrazu jej twarzy, ale w końcu musiał się poddać. Nie miał pojęcia, o co mogło chodzić. - Co zobaczyłaś? - zapytał zanim zdążył się powstrzymać. Nie chciał być wścibski, naprawdę, ale równocześnie nie zamierzał zamiatać całej sprawy pod dywan. Raya wyglądała na prawdziwie zszokowaną i Sherrie bardzo chciał wiedzieć, co tak bardzo ją przestraszyło. - To znaczy... - zreflektował się, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak natarczywie mógł zabrzmieć. - Pewnie, mogło ci się tylko wydawać, ale... - Wzruszył delikatnie ramionami. - Jakby coś, możesz mi powiedzieć. - Ze wszystkich znajdujących się tutaj ludzi on był ostatnim, który mógłby wziąć ją za wariatkę.
Instynktownie położył dłoń na ramieniu Rayi, gdy podczas wychodzenia z pomieszczenia natknęli się na inną grupkę. Gdyby teraz ją zgubił, to byłoby prawie jak koniec świata.
Radość Alicji, która doskoczyła do nich jak tylko udało im się wydostać z sali z nagrobkami, była tak zaskakująca, że Sherrie nawet się nie odsunął, gdy dziewczyna chwyciła go za ręce. To, jak bardzo ta filigranowa dziewczyna angażowała się w całą zabawę, było niesamowite.
- To świetnie - przyznał słabo i uśmiechnął się lekko, próbując nie wyjść na gbura. Odnalezienie nietoperza nieszczególnie go obchodziło - bardziej przejmował się teraz tym, co działo się z jego przyjaciółką - ale nie chciał niszczyć jej entuzjazmu. Dobrze, że ktokolwiek w ich grupie w ogóle takowy miał.
Gdy tylko Alicja ustaliła kolejny punkt ich podróży, powoli ruszył przed siebie. Po kilku krokach zdał sobie jednak sprawę z tego, że czegoś mu brakowało, więc przystanął i rozejrzał się dookoła, nieomal wpadając na Wintera.
- Hm... - mruknął, rozglądając się na boki. - Widziałaś Gabriela? - rzucił do Rayi z nadzieją, że dziewczyna była bardziej rozgarnięta niż on. No bo jak mógł zapodziać przyjaciela, który jeszcze przed chwilą stał tuż obok? - Może jest gdzieś z przodu - powiedział do siebie, a potem stanął na palcach, próbując wypatrzeć znajomą sylwetkę. Niestety nic z tego.
_________________
ALL I'LL EVER BE IS A LETDOWN
©crack in time
[Profil]
 
 
Winter Aldridge








23

barman

South - West Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Mordechai, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley, Barnabas







Wysłany: 2018-11-25, 20:49   
  

  
Chione Winter Aldridge

  
how can a heart like yours ever love a heart like mine?


Winter niepewnie obserwował Kapelusznika i jego poczynania. Sam wychował się w wiadomym środowisku, w bladoróżowym domu należącym do Aldridge'ów, toteż żadne robaki nie były mu straszne, pewnie za dzieciaka faktycznie wcinał je niczym cukierki i Bear Grylls mógłby się przy nim schować, ale na swoich barkach miał już dwadzieścia kilka lat i przez ten czas zdążył się zorientować, że robaków się nie je.
- Myślałem, że to będą mniej obrzydliwe niespodzianki - wzruszył w końcu ramionami, ale potem ruszył dalej, dołączając do Alicji i Voldemorta. Chwilę później tamtych znów tu nie było. Winter nie był już pewien, czy aby na pewno chciał dalej biegać za tą dziewczyną. Wydawać by się mogło, że cztery rzeczy do znalezienia to wcale nie tak dużo, a tu proszę, ile zamieszania. Zerknął na Timmy'ego, czekając na jakąś jego reakcję, ale w końcu postanowił pójść za Kapelusznikiem. Tak czy siak nie wiedział, czego się spodziewać. Po drodze wciąż rozglądał się za kotem i... ee... nie pamiętał, co miało być ostatnią rzeczą do znalezienia, ale pewnie gdyby to zobaczył, to by sobie przypomniał. Nie zobaczył i nie przypomniał, kota też nigdzie nie widział. A może właściwie warto byłoby zawinąć się już do domu? Winter nie wiedział, jakie plany na ten wieczór miała reszta chłopaków, ale przy odrobinie szczęścia mógłby posiedzieć na kanapie i pogłaskać Pana Guzika, z którym przypadli sobie do gustu od pierwszego spotkania.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-11-26, 21:30   
  

  
Mistrz Gry

  
the game is on!


Sherridan Rose i Winter Aldridge:
Kierując się za resztą grupy, po jakimś czasie doszliście do głównego korytarza, gdzie Alicja miała nadzieję znaleźć kolejny halloweenowy item. Poziom waszego zaangażowanie w zabawę był wyrównany, a jasnowłosa dziewczyna wbrew pozorom nie była idiotką, więc jak tylko dotarliście na miejsce i przystanęliście z niepewnością, od razu się do was odwróciła.
- Przeszukajcie teren przy drzwiach wyjściowych, okej? - zapytała, jednak ton jej głosu nie wyrażał żadnej gotowości na odmowę. - Idźcie z Kapelusznikiem, on ma dobre oko - poleciła, a potem uśmiechnęła się lekko (z nadzieją, że może kolega jakoś zarazi was swoją energią), po czym zaczęła rozmawiać z pozostałymi. Szalony Kapelusznik od razu doskoczył do waszej dwójki, uśmiechając się szeroko.
- W drogę! - zarządził, jedną ręką stanowczo popychając Sherridana do przodu, a drugą ciągnąc sa sobą Wintera. Nie mógł pozwolić, aby teraz mu uciekli! - Szukajcie kota albo buteleczki z trucizną - polecił, bo zaangażowanie jego towarzyszy było tak marne, że naprawdę wątpił, aby wiedzieli, co jeszcze zostało im do odnalezienia. A przecież musieli się sprężyć, jeśli chcieli wygrać.
Kapelusznik przystanął tuż przed drzwiami, przybierając minę godną starożytnego, greckiego myśliciela.
- Myślicie, że na zewnątrz też może coś być? - zapytał, a potem, nie czekając na odpowiedź, nacisnął klamkę. Drzwi jednak się nie otworzyły, w związku z czym Szalony Kapelusznik cofnął się o krok, po czym spojrzał na Sherridana i Wintera z obawą. Coś tu chyba nie grało.

Raya Blackborne i Timmy Farrar: kara!
Kiedy doszliście na miejsce, Alicja poświęciła chwilę na rozmowę z gościem przebranym za diabła i chłopakiem, wcielającym się w rolę Kota z Cheshire, po czym odwróciła się w waszym kierunku z uprzejmym uśmiechem.
- Rozglądnijcie się tutaj i nie odchodźcie zbyt daleko, dobrze? - poprosiła, patrząc to na was, to na stojącego obok Voldemorta. - Ja przejdę się tam, gdzie urzędowali organizatorzy. Może akurat mi się poszczęści - mruknęła, wzruszywszy delikatnie ramionami. Może gdyby jej grupa była trochę bardziej chętna do współpracy, nie zniechęcałaby się tak prędko.
Alicja pomknęła w stronę, gdzie zaledwie przed kwadransem przemawiał jeden z organizatorów imprezy, pozostawiając was w towarzystwie równie niepewnego Voldemorta. Czarny Pan rozejrzał się dookoła, marszcząc brwi w zastanowieniu, a jego wzrok zatrzymał się dopiero wtedy, kiedy z powrotem spojrzał na swoich towarzyszy w niedoli.
- Ej, dziewczyno - szepnął, zwracając się do Rayi. Najwyraźniej nie tylko Sherrie miał problem z rozszyfrowaniem jej stroju. - Za tobą - dodał, a Raya odwróciła się niepewnie, nie wiedząc o co chodziło. Timmy zrobił to samo, nie chcąc być jedynym, który nie wiedział, o co chodziło. Już po chwili oboje więc patrzyli w jednym, wskazanym przez Voldemorta kierunku. - Czy to wam nie wygląda na pluszowego kota? - zapytał, gładząc się po brodzie w geście wielkiego zamyślenia. Za obdartym, pozbawionym głowy strachu na wróble faktycznie było coś czarnego i puchatego, ale czy to aby na pewno kot, którego szukali? No cóż, należało się przekonać. - Weźcie to szybko, ja będę was osłaniać - powiedział, zerkając na boki w celu sprawdzenia, czy żadna inna grupa biorąca udział w zabawie nie czyhała na ich kota. Należało działać szybko, i to już!

Gabriel Torres: kara!
Ostatecznie skierowałeś się za wskazówką przerażającego klauna, nie widząc dla siebie innej możliwości. Facet może i wyglądał na nieźle walniętego, ale dotychczas nie stanowił żadnego zagrożenia. Ba, ledwo potrafił się odezwać! Nie miałeś więc powodu do tego, aby mu nie ufać. Tak przynajmniej sądziłeś.
Już po chwili stałeś w drzwiach pomieszczenia, które wyglądało na zupełnie... normalne. Stało tam kilka metalowych szafek i wieszaków, na których wisiały przeróżne, kolorowe kurtki. Wiedziony dobrym przeczuciem, postąpiłeś krok do przodu i rozejrzałeś się dookoła, lecz zanim udało ci się cokolwiek dostrzec, drzwi za tobą zatrzasnęły się z głuchym trzaskiem. Prędko odwróciłeś się i chwyciłeś za klamkę, aby jak najszybciej wydostać się z potrzasku, ale drzwi nie ustąpiły. Wyglądało na to, że znajdowałeś się w niezwykle cichej, jasnej szatni zupełnie sam, bo po strasznym klaunie również nie było ani śladu. Kiepska sytuacja.

Wszyscy macie 96 godzin na to, aby napisać posta fabularnego, liczącego co najmniej osiem zdań złożonych. Po upływie tego czasu pojawi się kolejny post Mistrza Gry. Jeśli postać nie udzieli się w zabawie do momentu wstawienia posta MG, zostanie na nią nałożona kara.
[Profil]
 
 
Raya Blackborne








31

diagnosta laboratoryjny

chemia!

East Brentwood

mów mi: Catt

multikonta: Kara

nieobecność: może kiedyś wrócę <3

Wysłany: 2018-11-26, 22:15   
  

  
Raya Blackborne

  
start your life with your head held high


Ucieszyła się na jego słowa, że też się zaangażuje w jakieś planowanie. Przynajmniej nie będzie się czuła jakby go zmusiła do tej imprezy i dodatkowo jego uśmiech był całkiem szczery, przynajmniej według Rayi, więc stwierdziła, że nie musi się niczym martwić. Czekała ich dobra impreza.
Raya nawet nie zarejestrowała, że znaleźli nietoperza, już nawet zdążyła zapomnieć jaki był cel tej całej "zabawy". Zmarszczyła brwi, przygryzając nieco wargę. Jak znała Sherridana, to może rzeczywiście nie powinna się martwić, że to właśnie on ją wyśmieje, ale sama zaczęła wątpić w siebie. Z drugiej strony może dobrze jej zrobi jeśli mu o tym powie, bo jeśli rzeczywiście jej się przywidziało, to może Sherrie będzie w stanie ją jakoś o tym upewnić, zracjonalizować to, co zobaczyła? - No cóż - westchnęła, kiedy ostatecznie stwierdziła, że warto spróbować. Zanim jednak zdołała dokończyć, już wychodzili na korytarz, gdzie wplątali się w inną grupkę. Była wdzięczna, kiedy przy wychodzeniu, Rose położył dłoń na jej ramieniu. Biorąc pod uwagę jej rozmiar (w sensie, rozmiar Rayi, nie dłoni Sherridana), łatwo mogłaby się zgubić w tłumie ludzi. Na szczęście, nic takiego się nie stało i już po paru minutach ich grupka została sama.
Niemal podskoczyła, gdy Alicja pojawiła się znienacka przed nimi. Chyba była jeszcze nieco przewrażliwiona, ale nie chciała też, żeby jej strach zepsuł innym zabawę, więc skinęła głową z lekkim uśmiechem, bezsłownie zgadzając się z wypowiedzią Sherridana. - Wszystko okej - odparła na pytanie blondynki. Może i ma zamiar wtajemniczyć przyjaciela, w to co zobaczyła, ale na pewno nie chciała jej o tym mówić. - Po prostu się czegoś przestraszyłam, nic wielkiego - wzruszyła ramionami, choć od początku wiedziała, że Alicję tak naprawdę nie obchodziła jej odpowiedź. Kiedy dziewczyna znowu od nich odeszła i zaczęli kierować się w kolejne miejsce, kontynuowała swoją wypowiedź. - Serio nie wiem, czy to nie moja chora wyobraźnia, ale... jak szukałam tych rzeczy obok jakiegoś "grobu", dotknęłam jednej z tych wystających rąk - powiedziała, przełykając ślinę. Znowu ją ciarki przeszły, gdy sobie o tym pomyślała. - I nie był to ten sam materiał, co reszta tych gumowych rąk. Co do tego to jestem pewna. Nie jestem pewna tego czy to po prostu lepszy "model" czy... - zatrzymała, spoglądając niepewnie na Sherridana. - Czy może to wcale nie było sztuczne - dokończyła niepewnie ze zmarszczonym czołem. Nie była pewna, jak na to zareaguje, w końcu zdawała sobie sprawę, jak niedorzecznie to brzmi.
Rozglądnęła się wokół po usłyszanym pytaniu. - Mogłam przysiąc, że przed sekundą go widziałam - powiedziała, zdziwiona. Sama próbowała stać na palcach i szukać Gabriela, ale co prawda, biorąc pod uwagę różnicę w ich wzroście, skoro Sherridan go nigdzie nie widział, była mała szansa, że to właśnie Raya go gdzieś wyhaczy, ale to nie znaczyło, że nie mogła mu w tym pomóc!
Starając się puścić w zapomnienie wydarzenia z tamtej grobowej sali, rozglądnęła się po tej, od której zaczęli. Nie podobało jej się to rozdzielenie z Sherridanem, nie czuła się tak pewnie w obecności tylko nieznajomych, szczególnie że w tym momencie łatwo można ją nastraszyć. Ale cóż, czas wziąć głęboki oddech i ruszyć do akcji.
Zmarszczyła brwi, gdy usłyszała jak Voldemort się do niej zwrócił. Choć wiedziała, że przecież nie miał nawet możliwości znać jej imię, skrzywiła się na jego słowa. - Raya jestem - rzuciła sucho, zanim odwróciła się niepewnie we wskazaną stronę. Rzeczywiście, coś tam wyglądało na pluszowe, ale wykluczone było, żeby znowu po coś sięgała w ciemności. - Timmy, jesteś nieco wyższy, pomożesz? - zapytała, patrząc na towarzysza, którego imię poznała zanim ta cała zabawa w szukanie się zaczęła. I nawet zapamiętała, także oklaski dla niej! Uśmiechnęła się do chłopaka, mając nadzieję, że to wystarczy, żeby sięgnął po to czarne coś, które mogło być pluszowym kotem, ale wcale nie musiało. Może była w tym momencie niemiła dla czarnowłosego, ale nikt ją nie przekona, żeby zrobiła to sama, mowy nie ma.
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Sherridan Rose








31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, yev, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam







Wysłany: 2018-11-26, 22:23   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
hand in mine into your icy blues


Zmarszczył brwi, gdy Raya ostatecznie się przełamała i powiedziała mu, co wywołało w niej taki strach. Nie wyśmiał jej, jasne że nie. Zdecydowanie nie było mu do śmiechu, tym bardziej, iż reakcja przyjaciółki wydawała się całkiem autentyczna. Równocześnie nie dałby wiary jej słowom bez krótkiego zastanowienia się nad wątpliwościami, więc zamyślił się, lekko przygryzając wolną wargę.
- Masz na myśli to, że...? - zaczął, ale jedno spojrzenie na poważną twarz Blacborne powstrzymało go od dokończenia pytania. Pokręcił lekko głową. - Raczej... raczej nie włożyliby czyjejś prawdziwej ręki w ziemię i nie użyliby jej do zabawy - powiedział z przekonaniem. Przecież coś takiego byłoby... chore. I w dodatku niemożliwe. Bo jak, ktoś przemyciłby autentyczną, ludzką kończynę i podrzucił ją do sali z nagrobkami, gdzie znajdowało się całe mnóstwo podobnych, choć gumowych sztuk z nadzieją, że ktoś akurat dotknie tej prawdziwej? To mijało się z logiką.
Skupiony na rozglądaniu się dookoła w poszukiwaniu Gabriela, kompletnie nie zwrócił uwagi na to, że dotarli już do miejsca, które Alicja uważała za odpowiednie do kontynuowania poszukiwań. Dopiero kiedy jasnowłosa dziewczyna odwróciła się do niego i jakiegoś stojącego obok chłopaka, otrzeźwiał na tyle, aby zabrać głos.
- Ale... - zaczął, próbując przerwać jej monolog, jednak blondynka kompletnie nie przejęła się jego wtrąceniem. Powiedziawszy to, co miała do powiedzenia, odwróciła się natychmiastowo, a jej sługus (aka Szalony Kapelusznik) niedelikatnie chwycił go za ramię i popchnął w kierunku drzwi, gdzie mieli rozejrzeć się za pozostałymi itemami. - Ale... chyba zgubiłem przyjaciela... - mruknął bez przekonania, za to z nadzieją, że Torres zaraz wychyli się zza czyjegoś ramienia, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że już za sprawą tej krótkiej nieobecności jego pijacki współlokator zaczął trochę panikować. Niestety tym razem nic takiego się nie stało - Gabriel nadal pozostawał nieuchwytny dla sherridanowych oczu. A to nie zwiastowało niczego dobrego.
Bezwiednie pozwolił Kapelusznikowi poprowadzić się w stronę drzwi, ale nawet nie starał się rozglądać za pluszowym kotem czy butelką z trucizną. Skupiał się teraz tylko na tym, aby wypatrzyć współlokatora w tłumie powciskanych w przeróżne, straszne kostiumy ludzi.
Gdy okazało się, że drzwi wejściowe były zamknięte, Sherrie stracił resztki zdrowego umysłu. Wezbrała się w nim nielogiczna panika, więc, porzucając Wintera i Szalonego Kapelusznika w tyle, skierował się w stronę, z której przyszli, zdeterminowany aby odnaleźć Torresa. A potem jak najprędzej się stąd wynieść. Samo przyjście na tę imprezę było złym pomysłem.
_________________
ALL I'LL EVER BE IS A LETDOWN
©crack in time
[Profil]
 
 
Winter Aldridge








23

barman

South - West Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Mordechai, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley, Barnabas







Wysłany: 2018-11-27, 23:19   
  

  
Chione Winter Aldridge

  
how can a heart like yours ever love a heart like mine?


Winter rzucił niepewne spojrzenie Sherridanowi, kiedy Alicja wydawała im rozkazy instrukcje, ale zaraz został pociągnięty w którąś stronę przez Kapelusznika, nie pozostało mu więc wiele do wyboru, jak faktycznie się tam udać. Buteleczka! No tak, to było to. Rozglądał się, może nie jakoś niesamowicie uważnie, ale jednak próbował dostrzec, co takiego znajdowało się w kątach. Nigdzie jednak nie dojrzał nic, co by mogło im się przydać. W ten sposób znalazł się z Kapelusznikiem i Rogaczem pod drzwiami wejściowymi. Całkiem możliwe, że gdyby wyszli na zewnątrz, to Winter zwyczajnie by się ulotnił. Hehe może dlatego drzwi były zamknięte. Oczywiście, Kota wcale to nie cieszyło, wręcz przeciwnie, nie podobało mu się to tak samo, jak i Kapelusznikowi czy Sherridanowi. No, Rose może wygrał w tej konkurencji, bo po chwili Winter mógł tylko oglądać jego niknące w tłumie plecy. Przeniósł więc niepewny wzrok na Kapelusznika. Byli z jednej bajki, chyba wypadało nawiązać im nić porozumienia.
- Może jest tu jakieś inne wyjście? To znaczy, no wiesz, nie to, że chciałbym już wychodzić... - chciał - ...ale fajnie byłoby się chwilę przewietrzyć. To znaczy, to fajna zabawa i w ogóle, tylko... myślisz, że jest tu inne wyjście? - zmarszczył brwi i wbił w Kapelusznika niepewne spojrzenie. Mimo wszystko, przestawało go to wszystko bawić. Najpierw Leo go zostawił, więc samoocena Wintera po raz kolejny powędrowała w dół, a teraz, jakby niewystarczająco źle było mu z własnymi myślami, jeszcze takie rzeczy mu się działy. Jak wróci do domu, to pewnie zamknie się w pokoju, skuli w kącie i będzie płakał. Tyle że najpierw musiał stąd wyjść. Atak paniki, czy to pora na ciebie?
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Timmy Farrar









19

american teenager

pizza, Netflix & chill

Downtown Brentwood

mów mi: Gracja

multikonta: brak



Wysłany: 2018-11-29, 16:13   
  

  
Timmy Farrar

  
bitch don't kill my vibe


Farrar potrzebował dłuższej chwili, aby dojść do siebie po tym, jak zobaczył te obrzydliwe robaki. Zwykle pozował na twardziela, któremu takie błahe sprawy są zupełnie niestraszne, trudno powiedzieć dlaczego właściwie aż tak ostro zareagował. Może udzielił mu się klimat halloweenowej imprezy? Miejsce, jak i cały jego wystrój mocno działał na wyobraźnię i doskonale wprowadzał w nastrój prosto z horroru.
- Chyba musiało mi to umknąć - rzucił, przewracając oczami. Może coś mu się pomyliło, może nie dosłyszał? Trudno teraz stwierdzić, a jedno było pewne... Nie ma sensu roztrząsać. Podążył więc za resztą, mając szczerą nadzieję, że nie spotka go więcej podobna niespodzianka. Inaczej ta impreza skończy się tragedią.
Starał się jednak nie brać pod uwagę czarnych scenariuszy, tylko dobrze się bawić. Timmy dawno nie miał ku temu dobrej okazji - w ostatnim czasie jego życie obfitowało w same trudne sytuacje, od tej pamiętnej awantury z rodzicami, po przeprowadzkę, na załatwianiu wszystkich spraw związanych z przyjazdem do Anglii. Może czas wreszcie wyluzować? I z takim nastawieniem kierował się za resztą, kiedy zdaje się, że natrafili na kolejny item. Nie był do końca przekonany, czy powinien się w to pakować, ale chyba wypadałoby pomóc, prawda?
- Spoko - odpowiedział więc Rayi, choć wszystko podpowiadało Amerykaninowi, że właśnie popełnia błąd. Mimo to, podreptał trochę bliżej i starał się dosięgnąć celu, który miał być w założeniu właśnie kolejnym przedmiotem potrzebnym do ukończenia zabawy. Nastolatek może nie imponował wzrostem, ale mógł się przecież jakoś przydać, więc czemu miałby odmówić? - shit, wcale nie tak łatwo tego dosięgnąć - mruknął, wspinając się lekko na palcach i machając rękami praktycznie na oślep.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-11-30, 23:56   
  

  
Mistrz Gry

  
the game is on!


Gabriel Torres: kara!
Rozglądnąłeś się gorączkowo po szatni, zastanawiając się nad inną drogą wyjścia. Starałeś się nie panikować, w końcu nie działo się nic złego, lecz oślepiająca jasność zwisających z sufitu żarówek i samotność w niedoli wcale nie pomagały. W przypływie obaw kilka razy walnąłeś w drzwi, które nie chciały ustąpić, mając nadzieję, że może ktoś usłyszy rumor i cię stamtąd uwolni, ale przestałeś, gdy usłyszałeś jakiś hałas za swoimi plecami. Sparaliżowany ze strachu, powoli obróciłeś się w tamtym kierunku, ale nie dostrzegłeś nic nadzwyczajnego. Gdybyś był typowym bohaterem horroru, w tym momencie pewnie ruszyłbyś, aby sprawdzić skąd dochodził podejrzany dźwięk, jednak miałeś na tyle oleju w głowie, żeby nie podejmować tak przewidywalnych działań. Zamiast tego, z powrotem skupiłeś swoją uwagę na drzwiach, waląc w nie z całej siły i za wszelką cenę próbując je otworzyć. Co z jednej strony było zupełnie rozsądne, ale z drugiej... cóż, może gdybyś jednak się nie odwrócił, dostrzegłbyś człowieka, który zaszedł cię od tyłu i dałbyś radę jakoś się przed nim obronić. Niestety ta myśl przyszła Ci do głowy dopiero wtedy, kiedy poczułeś czyjąś rękę, zaciskającą się na Twojej szyi. I chociaż dzielnie się szarpałeś, po jakimś czasie siłą rzeczy zabrakło Ci oddechu.
Dla Cassiana Andora ta bitwa nie była zwycięska.

Raya Blackborne, Timmy Farrar, Winter Aldridge i Sherridan Rose:
Zanim Timmy'emu udało się dosięgnąć pluszowego kota, Sherridanowi - znaleźć przyjaciela, a Winterowi - uzyskać odpowiedź na zadane pytanie, światło zamigotało niebezpiecznie, a po chwili zgasło, w wyniku czego cały szeroki korytarz pogrążył się w ciemności. W tamtym momencie jedynym źródłem blasku były porozstawiane w niektórych miejscach dynie, na których zostały wycięte złowieszcze uśmiechy. A ponieważ takie oświetlenie zdecydowanie nie było wystarczające, od razu wśród zgromadzonych w korytarzu osób rozeszły się zdenerwowane szmery. Jasne, założeniem halloween było wywołanie strachu, ale chyba nikt nie czuł się komfortowo, przebywając w zupełnie obcym miejscu, wypełnionym po brzegi nieznajomymi ludźmi.
- Jebana elektryka! - wrzasnęła jakaś osoba z tłumu. Jeśli ktoś był spostrzegawczy, prawdopodobnie zauważył, że głos należał do tego samego chłopaka, który wcześniej narzekał na przerywający mikrofon. Najwyraźniej opuszczona fabryka nie nadawała się do organizacji imprez, które wymagały użycia instalacji elektrycznych.
- A prawie mieliśmy kota! - jęknął zawiedziony Voldemort, wcale nie przejmując się tym, że chwilowo zapadła ogólna, wielka ciemność. Wygrana w zabawie halloweenowej była przecież ważniejsza!
Przez dłuższą chwilę w korytarzu panował ciężki mrok, aż wreszcie parę osób uruchomiło myślenie i włączyło latarki w telefonach. Organizator imprezy wykłócał się w oddali z kimś, kto najprawdopodobniej był odpowiedzialny za stronę techniczną całego przedsięwzięcia, a paru chłopaków energicznie doskoczyło do grupki struchlałych dziewczyn, próbując je nastraszyć. Sądząc po głośnych piskach, dopięli swego. Tyle tylko, że ich krzyki rozbudziły strach reszty znajdujących się dookoła osób, więc już po chwili wszyscy szeptali między sobą, nic nie rozumiejąc.
- Halo! - krzyknął ten sam gość, który przed chwilą klął na żałosną organizację imprezy. - Cicho! Ludzie! - kontynuował, machając rękami, ale nic tym nie osiągnął. Panika rozprzestrzeniła się bardzo szybko, dosięgając nawet Alicji, która niespodziewanie zaczęła szlochać.
- Chcę do domu - załkała, wtulając się w ramię stojącej obok dziewczyny, przebranej za którąś z księżniczek Disneya. Niestety ta była za bardzo przejęta sytuacją, aby jakkolwiek ją pocieszyć.
Ktoś pisnął, ale ten odgłos zaniknął wśród szumu, jaki zawładnął całym towarzystwem. Taka sytuacja utrzymywała się jeszcze przez kilkanaście sekund, aż wreszcie jeden z technicznych odnalazł odłączony (prawdopodobnie przypadkowo) kabelek i odpowiednio go podpiął, w wyniku czego na korytarzu znowu zrobiło się jasno.
Hałas powoli wygasał. Ludzie uspakajali się, rozglądając się po sobie i z ulgą rejestrując obecność swoich przyjaciół. Stopniowo robiło się coraz spokojniej. Ale pisk, który rozbrzmiał chwilę temu, ciągnął się nadal, co szybko przykuło uwagę reszty.
- Co? Co tam się dzieje? - zapytał organizator, przepychając się przez ludzi, aby zlokalizować źródło makabrycznego dźwięku. - Dajcie mi przejść! - krzyknął, a otaczające go osoby niechętnie postępowały krok w tył, aby zrobić mu miejsce. Po chwili do pisku dołączyły głośne krzyki i siarczyste przekleństwa, co zirytowało go jeszcze mocniej, bo nadal wszystko było bardzo niejasne. Dopiero kiedy udało mu się dojść do stojącej w bezruchu, bladej jak ściana dziewczyny i delikatnie odepchnął ją na bok, aby rzucić okiem na to, o co się rozchodziło, zrozumiał.
Na zakrwawionej podłodze leżała ludzka głowa.

Wszyscy macie 96 godzin na to, aby napisać posta fabularnego, liczącego co najmniej osiem zdań złożonych. Po upływie tego czasu pojawi się kolejny post Mistrza Gry. Jeśli postać nie udzieli się w zabawie do momentu wstawienia posta MG, zostanie na nią nałożona kara.
[Profil]
 
 
Sherridan Rose








31

architekt

szóstka dodaje mu chęci do życia

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, yev, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam







Wysłany: 2018-12-01, 02:35   
  

  
Sherridan Ephraim Rose

  
hand in mine into your icy blues


Zdążył zrobić zaledwie kilka kroków, zanim światło zamigotało i zgasło, uniemożliwiając mu dalsze poruszanie się. To znaczy teoretycznie mógłby ruszyć przed siebie na oślep, ale to zdecydowanie mijałoby się z celem, bo pewnie zacząłby wpadać na Bogu ducha winnych ludzi albo na dekoracje, w wyniku czego narobiłby wiele szkód. A tego wolał uniknąć.
Już po chwili bezczynnego stania zaczął się niecierpliwić. Początkowo myślał, że to taki efekt zamierzony - że podobny zabieg był w planach od samego początku, i że za jego sprawą organizatorzy chcieli trochę ich nastraszyć, lecz sekundy mijały, a światło nie wracało. Co gorsza, z podenerwowanych szeptów ludzi, którzy stali najbliżej niego, udało mu się wywnioskować, że rozchodziło się o jakieś większe problemy techniczne, i że nikt tak naprawdę nie wiedział co się działo. Sherrie przełknął ślinę, przypomniawszy sobie o zamkniętych drzwiach. Co, jeśli te dwa niewielkie szczegóły w rzeczywistości były ze sobą związane?
Panika, ogarniająca stojących najbliżej ludzi, wcale mu nie pomagała. Przypomniał sobie sylwester na statku - całe to zamieszanie, ludzkie zwłoki w jednej z toalet, rejs szalupą w towarzystwie Joeya i Endryu, który pomógł im dostać się na brzeg. Razem z tymi wspomnieniami jego dłonie automatycznie zaczęły się pocić - przeszło mu przez myśl, że historia lubiła się powtarzać, i że prawdopodobnie właśnie działo się coś złego. Wziął kilka głębokich wdechów, próbując się uspokoić. Weź się w garść, powiedział sobie w myślach, zaciskając dłonie w pięści. Próbował przekonać się, że nie działo się nic nadzwyczajnego. Było Halloween, ludzie robili wszystko, aby wzajemnie się nastraszyć. O to w tym święcie przecież między innymi chodziło.
Niestety Sherridan nie był jednym z tych szczęściarzy, którzy w chwili ciemności mogli poratować się latarką w telefonie. Tamtego dnia postanowił nie brać ze sobą komórki, jako że zawsze uważał masowe imprezy za idealną okazję do tego, aby zostać okradzionym. I chociaż generalnie nie należał do bogaczy, w obecnych czasach telefon istotnie był czymś cennym. Dlatego też zostawił go w domu.
Na szczęście po dłuższej chwili światło ponownie rozbłysło. Sherrie odetchnął z ulgą, rozluźniając ramiona i rozglądając się dookoła w poszukiwaniu znajomych twarzy, jak gdyby tylko ich widok mógł uświadomić mu, że wszystko już było w porządku. Udało mu się dostrzec sylwetkę Szalonego Kapelusznika i gościa przebranego za kota, ale dopiero kiedy przyjrzał się wszystkim uważniej i wypatrzył w tłumie Rayę, naprawdę się uspokoił.
No, prawie. W końcu cały czas brakowało mu Gabriela. Przypomniawszy sobie o zagubionym przyjacielu, skierował się wgłąb korytarza z zamiarem odnalezienia Torresa. Obiecał sobie, że jak tylko go zgarnie, od razu wrócą do domu.
Piski i krzyki, które nie ustały mimo powrotu elektryki, nie umknęły jego uwadze. Im bardziej Sherrie zagłębiał się w korytarz, tym wyraźniej je słyszał, ale dziwnym trafem wcale o nich nie myślał. Skupiony na poszukiwaniach, parł przed siebie i pewnie gdyby nie blokada, utworzona ze stojących w miejscu, gapiących się na coś osób, w ogóle nie zdałby sobie sprawy z tego, co tu się działo. Jednak jako że w pewnym momencie tłum gapiów uniemożliwił mu przejście, ostatecznie musiał się zatrzymać. Ludzie szeptali między sobą, jedna dziewczyna odeszła stamtąd ze łzami w oczach, a on stał i marszczył brwi, bo nie wiedział, o co właściwie chodziło. Uch, a chciał tylko przejść.
_________________
ALL I'LL EVER BE IS A LETDOWN
©crack in time
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6