nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
impreza halloweenowa
Autor Wiadomość
Sherridan Rose



31

architekt

colors nut, van gogh lover, creative, alcoholic and trying to get his life together after being in love with his very best friend






Sherridan Rose

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, isidore, yevtsye, calanthe, nancy


Wysłany: 2018-11-02, 00:21   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


Halloweenowe poszukiwania zagubionych artefaktów czy innych wymyślnych rzeczy nie wydawały się kompletnie w jego typie, ale skoro już przyszedł na imprezę, na której bawili się głównie młodzi ludzie, nie zamierzał narzekać. Nie był w końcu aż taki stary, no bez przesady. Toteż gdy już razem z Gabrielem dotarli do tego nieszczęsnego korytarza, gdzie miała rozpocząć się całą zabawa, starał się jak mógł, aby nie wyglądać na specjalnie speszonego. I nawet mu to wychodziło, chociaż w tym przypadku bardziej pomagał chyba jego dziwny, iście diabelski strój aniżeli rzekoma, wrodzona pewność siebie.
Liczące dziesięć osób grupy? O rany, przemknęło mu przez myśl, kiedy gorączkowo rozglądał się wśród towarzystwa, które stało najbliżej niego oraz Torresa. Dziesięć osób to już spora gromada, Sherrie nie był pewien, czy czuł się na siłach, aby stanowić część tak licznego kompletu. Tym bardziej, że tajemnicze szukanie itemów raczej wymagało jakiejś socjalizacji z pozostałymi członkami załogi. A to akurat nie było jego najmocniejszą stroną.
Na szczęście chłopak, który zajmował się tworzeniem grup w najbliższym otoczeniu, miał sumienie i nie zdecydował się na to, aby rozdzielić Sherridana i Gabriela. Uff, przynajmniej tyle. Chyba by umarł, gdyby zabrali mu Torresa. Ale tak mógł się bawić. I nawet nie przerażał go fakt, iż zostali połączeni z jakimś niezwykle ekscentrycznym trio rodem z Alicji w Krainie Czarów. Jakby coś, miał u swojego boku dzielnego wojownika i nie musiał o nic się martwić.
Zmrużył oczy, gdy do ich piątki doszły kolejne osoby. Zdawało mu się, czy dostrzegł kogoś znajomego? No cóż, rozpoznanie kogokolwiek z tłumu przebranych ludzi, w dodatku w tym dziwnym, pomarańczowym półmroku, graniczyło z cudem.
- Raya? - zapytał więc, jako iż raczej nie istniała możliwość, aby poprawnie rozszyfrował tożsamość dziewczyny, która dołączyła do ich gromadki. Trudno najwyżej spojrzy na niego z ukosa i zignoruje jego pytanie. I tak nie mógł już zaszkodzić swojej opinii.
Dostrzegłszy jakiegoś rosłego, zupełnie nieśmiesznego klauna, który wyrósł za plecami chłopaka organizującego skład ich osobliwej grupki, automatycznie cofnął się o krok. Albo to makijaż robił swoje, albo facet nie wyglądał na przyjemnego. Brr. Rozglądnął się dookoła, zastanawiając się, czy istniała jeszcze szansa na to, aby wycofać się z całego przedsięwzięcia, ale wyglądało na to, że pomocnik organizatora zabawy rozpłynął się w powietrzu. Wspaniale.
_________________
yes, i am the devil
devil is not a monster waiting to trap us. he is a voice inside. look for your devil in yourself, not in the others. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Winter Aldridge



22

student | barman

how can a heart like yours ever love a heart like mine?






Winter Aldridge

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Gabriel, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley


Wysłany: 2018-11-04, 01:49   
   dzielnica: South - West Brentwood
   MG: Tak


Alicja z Krainy Czarów zaskoczyła go nie mniej, niż wcześniej Ariel i Sebastian, tyle że chciała od niego znacznie więcej, niż tylko zdjęcie, a mianowicie - chciała go zgarnąć do swojej Krainoczarownej Drużyny Frajerów, co dość mocno biednego chłopca zmieszało. Nie bardzo wiedział, jak sprytnie się wyplątać z tej sytuacji, więc jedynie mamrotał coś pod nosem, ale Alicja albo tego nie słyszała, albo zwyczajnie nie zwracała na to żadnej uwagi. Kiedy zadała mu ostateczne pytanie o to, czy Winter z nią pójdzie, udało mu się nawet odmówić z trochę większą pewnością siebie, a jednocześnie próbował ponad jej głową znaleźć Leonarda, co skutecznie uniemożliwiła mu siedmioosobowa gąsienica. No cóż, wychodziłoby na to, że Leonard się zgubił i nie uratuje Wintera z tej opresji, a nim niebieskie biedaczysko zdążyło się zorientować, już było ciągnięte za rękaw. Harper całkiem mu zniknął z pola widzenia, Aldridge pojawił się w korytarzu, w którym miał zaczynać się konkurs, łudził się zatem, że Leoś go odnajdzie. Obok byli Alicja i Kapelusznik, których obecność wcale nie wspierała Wintera na duchu. Właściwie to nic go teraz nie mogłoby chyba wesprzeć na duchu, może tylko schowanie się pod kocem, albo no, pojawienie się Adama i uratowanie tej imprezy.
Posłusznie przysunął się do grupki, do której został dołączony, chociaż wolał się trzymać trochę z boku, bo dość dziwnie się czuł wobec obcych ludzi w kostiumach (Halloween to chyba nie jest jego ulubiony dzień...). Jakby tego wszystkie było mało, pojawił sie jeszcze przerażający klaun, który na pewno będzie śnił się Winterowi w koszmarach po tej imprezie. Odsunął się od tego typa, chociaż próbował zrobić to dość niezauważalnie. Miał teraz iść błądzić w tych korytarzach z tą bandą oszołomów? Eh, jakby sam nie był oszołomem.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Raya Blackborne



31

freaking

nerd






Raya Blackborne

mów mi: Catt

multikonta: Kara

Wysłany: 2018-11-04, 18:47   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


Kiedy w końcu przecisnęli się przez tłum do baru, miała nadzieję, że chwilę tu zostaną i napiją się spokojnie jakiegoś piwa czy coś, ale po pierwszych dwóch szotach już coś się zaczęło dziać wokół. Ludzi było coraz więcej i wszyscy kierowali się ku drzwi wejściowych, więc zaciekawiona, ruszyła z tamtym kierunkiem wraz z nowo poznanym. Kiedy już tam dotarli, zauważyli jakiegoś chłopaka z mikrofonem, który mówił o grupach. Zmarszczyła czoło gdy okazało się, że grupy będą liczyły 10 osób. Czy to nie będzie zbyt chaotyczne? Mniejsze grupy wydawały się nieco lepsze i może bardziej efektywne. Nie była pewna co do tego wszystkiego, ale chyba było już za późno na zmianę zdania, bo została już przydzielona do którejś z grup. Rozglądnęła się po twarzach jej nowych towarzyszów, mając cichą nadzieję, że jedną z tych osób będzie Anne, której ciągle nie mogła znaleźć. Niestety, i teraz nie miała żadnego szczęścia, ale za to ktoś wydawał się ją rozpoznać, bo usłyszała swoje imię. Zmrużyła oczy, próbując rozpoznać mężczyznę. Nie było to łatwe, jako że był w przebraniu i miał sporo makijażu na twarzy, ale w połączeniu z jego głosem miała pomysł, kto to może być. - Sherrie? - zapytała, zdziwiona. Miała szczerą nadzieję, że to rzeczywiście on, bo o wiele lepiej jest mieć choć jedną znajomą twarz pośród tylu nieznajomych. - Fajny strój, prawie Cię nie poznałam - dodała, kiedy już była pewna że to właśnie on. - Ale taka impreza nie jest jakoś w Twoim stylu, więc gadaj kto Cię tutaj zaciągnął - uśmiechnęła się. - Przedstawiłabym Cię osobie, która mnie tutaj zaciągnęła, ale zgubiłam ją już na samym początku i do tej pory nie mogę jej znaleźć - skrzywiła się, przypominając sobie o tej zdrajczyni. Oj, Anne czeka porządny opierdol za to, bo to w końcu tylko dla niej tutaj jest. Ale skoro teraz spotkała też swojego przyjaciela, może nie będzie aż tak źle i kto wie, może nawet będzie się dobrze bawiła?
Zanim jednak mogli dłużej pogadać, do ich grupki dołączyła dziesiąta osoba, na widok której cofnęła się o krok. To był chyba najbardziej creepy kostium, który kiedykolwiek widziała. I może gdyby się chociaż miło uśmiechał, nie czułaby się tak nieswojo, ale "uśmiech" klauna był bardzo... Sama nie wiedziała, jak ma to określić, ale nie było w tym nic przyjaznego. W dodatku detale tego kostiumu były niesamowite, nawet nie mogła sobie wyobrazić, jak długo ta osoba musiała to robić. Włożył naprawdę dużo pracy i energii, żeby stworzyć coś tak przerażającego. Nie była pewna, jak się z tym czuje.
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Gabriel Torres



35

weterynarz

May the Force be with you






Gabriel Torres

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Mordechai, Philippa, Phoenix, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2018-11-06, 12:59   

Zapijanie smutków przy barze było odpowiednie przy każdej okazji. Problem zaczynał się pojawiać, gdy ktoś nie pomyślał o tym, by zorganizować jakikolwiek bar. Na szczęście, dziś to nieszczęście nie spotkało Gabriela i Sherridana. Może powinni tam zostać, zamiast wpakowywać się w jakieś zabawy dla małolatów? Nie, żeby mieli być jakoś niesamowicie podstarzali, ale jednak w jakiś sposób brakowało im tego dziecięcego entuzjazmu, którym potrafili wykazać się niektórzy ludzie w ich wieku, czy nawet starsi.
Drużyna, do której zostali przydzieleni Gabriel i Sherridan, zostałaby przez tego pierwszego określona prędzej mianem Drużyna Frajerów niż Drużyny Marzeń. Gdyby nie obecność Szalonego Kapelusznika, Gabriel nie miałby pojęcia, skąd się urwała dwójka jego towarzyszy, Lord Voldemort wyglądał jak jakaś marna podróbka, i chyba tylko klaun, który dołączył jako ostatni, wydawał się być względnie ogarniętym człowiekiem. To znaczy, jego kostium naprawdę mógłby przerazić, tak? Gabriel nie chciałby spotkać go w ciemnej uliczce, ale na bodyguarda mógłby go przygarnąć.
Gabriel przestał się nad tym zastanawiać, kiedy zauważył, że Sherridan, który jeszcze przed chwilą stał tuz obok niego, nagle gdzieś się zawieruszył. Na szczęście, Torres dostrzegł go już po chwili, zaraz po tym, jak obrócił się dwa razy wokół własnej osi, rozglądając się z paniką za swoim współlokatorem. No tak to się nie bawimy. Zaciągnął go tu, a teraz miałby go zostawić? Tak się nie robi, Rose. Ale rzeczony Rose stał tuż obok, został tylko na chwilę przesłonięty przez zagubiony człon gąsienicy, który odłączył się od pozostałych elementów ciała. Gabriel natychmiast przysunął się do Sherrie'go, jednocześnie orientując się, że ten zaczął już poznawać towarzyszy ich niedoli. Torres uznał, że wcale nie będzie gorszy. Wysuwając się zza pleców diabelskiego pomiotu, wyciągnął rękę w kierunku Rayi.
- Cześć, jestem Gabriel - przywitał się, próbując być naturalnym i radosnym, czyli kompletnie inną osobą, niż jest w rzeczywistości. To chyba jedyna noc w ciągu roku, kiedy mógł udawać, co tylko chciał, jednocześnie nie mają wyrzutów sumienia.
_________________
So, if we can leave
it all behind us and meet in between

  
[Profil]
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-11-07, 19:02   

- W porządku, zaczynamy! - krzyknął chłopak, który jeszcze chwilę temu psioczył na mikrofon, gdy już wszyscy zostali rozdzieleni. - W zabawie chodzi o to, żeby, pracując w grupie, jak najszybciej skompletować całą kolekcję halloweenowych itemów. Rzeczy, które trzeba odnaleźć, jest cztery: czarny, pluszowy kot, babeczka dyniowa, papierowy nietoperz z cukierkami i poncz w buteleczce z trucizną. Powtarzam, okej? Czarny, pluszowy kot. Innych kotów nie przyjmujemy! Żywe, przebrane - nie. Tylko pluszowe! - zastrzegł, niemalże wydzierając się do mikrofonu. - Dyniowa babeczka. Papierowy nietoperz z cukierkami. Możecie sobie wyżreć cukierki ze środka, ważne żeby był nietoperz. No i ten... co jeszcze? A! Buteleczka z trucizną! W środku jest poncz, też można go wypić, tylko nie pozbywajcie się buteleczki, bo to potrzebne, żeby wygrać - urwał na chwilę, wziął głęboki wdech i zmarszczył brwi. - Wiemy o co chodzi? Tak? Chyba o niczym nie zapomniałem... A, itemów jest dużo i są poukrywane w różnych miejscach, więc każda drużyna ma takie same szanse. Jak skompletujecie te cztery rzeczy to szybko biegniecie tutaj, do mnie, żebym zweryfikował czy wszystko jest okej i ogłosił zwycięzców. Wszystko jasne? - zapytał, a zniecierpliwiony tłum wydał z siebie zgodne "taaaak". - Okej, no to powodzenia. Zaczynamy!

Tłum prędko zaczął się rozchodzić. Ludzie kierowali się w różne strony, wymieniając się spostrzeżeniami odnośnie tego, gdzie mogły zostać ukryte halloweenowe przedmioty. Alicja z Krainy Czarów, która w przeciągu sekundy zdążyła mianować się liderką grupy, również miała swoje przypuszczenia.
- Słuchajcie! - zwróciła się do reszty, rozemocjonowana. - Babeczki dyniowe na pewno są przy bufecie! Wiem, bo wcześniej tam byłam i nawet jadłam, są pycha! - powiedziała, patrząc na każdego po kolei. Gdy jej oczy natrafiły na przerażającego klauna, zmarszczyła brwi. - To możemy iść tam wszyscy i w ogóle, a potem najwyżej rozdzielimy się na jakieś podgrupki, żeby było szybciej. Okej? - zapytała, prawie trzęsąc się z ekscytacji.
- Okej - potwierdził niewzruszony Voldemort. Alicja klasnęła w ręce z zadowoleniem.
- Zjadłbym coś - piskliwy głos, który rozległ się z boku, należał do Szalonego Kapelusznika. Na samą myśl o dyniowych babeczkach jego oczy zrobiły się okrąglejsze i bardziej błyszczące.
- No to za mną! - zarządziła Alicja, a potem, ciągnąc za sobą Kapelusznika oraz Kota z Cheshire vel Wintera, ruszyła w stronę bufetu, przeciskając się przez ostatnie, niezdecydowane grupki poszukiwaczy itemów. Voldemort, Gabriel, Raya i Sherridan ruszyli tuż za nimi, nie chcąc stracić ich z oczu. Na samym końcu zaś znaleźli się Timmy oraz Leonard w towarzystwie pochmurnego, milczącego klauna. Trio idealne.
Po kilku minutach wszyscy znaleźli się w obszernej sali ze stolikami, gdzie znajdował się również bufet. Alicja natychmiast pobiegła w tamtym kierunku i aż zachłysnęła się powietrzem, gdy dostrzegła ten sam kosz, co wcześniej. I nadal był pełen babeczek!
- Mamy pierwszą rzecz! - krzyknęła z zadowoleniem. - Dużo tych babeczek - stwierdziła, patrząc to na Szalonego Kapelusznika, który już opychał się dyniowym smakołykiem, to na stojącego obok Kota z Cheshire. - Weźmiemy trochę na drogę. Spróbujcie, naprawdę są dobre - to powiedziawszy, zgarnęła kilka małych babeczek z kosza i wcisnęła każdemu członkowi drużyny po jednej z nich, nie omijając nawet klauna. - To gdzie teraz! - zapytała, od razu gotowa do ruszenia w dalszą drogę.
- Chodźmy do tej sali z nagrobkami, będzie strasznie - zaproponował Kapelusznik, na co Alicja radośnie przystała. Już po chwili wszyscy znajdowali się we wspomnianym pomieszczeniu z usypanymi kopcami i wystającymi z nich, sztucznymi rękami. Chyba należałoby się rozglądnąć? Bądź co bądź, do znalezienia zostały Wam jeszcze fiolka, nietoperz i kot!

Timmy Farrar: kara!
Wychodząc z sali ze stolikami, zahaczyłeś o jedną ze zwisających z sufitu, lepkich pajęczyn. Długie, spryskane bodajże lakierem do włosów nitki zaplątały ci się we włosy i na moment przesłoniły widok, przez co niechcący wpadłeś w plecy idącego przodem, milczącego klauna, który rzucił ci szybkie, przerażające spojrzenie. Aż strach się bać! Może warto byłoby prędko go wyminąć i dołączyć do kogoś z przodu?

Leonard Harper: kara!
Postanowiłeś umilić sobie tę przygodę zjedzeniem babeczki, którą dostałeś od dziewczyny przebranej za Alicję z Krainy Czarów. Ugryzłeś miękkie ciasto i zacząłeś przeżuwać, lecz w pewnym momencie twoje zęby napotkały pewną twardą przeszkodę. Zaskoczony, wyplułeś babeczkę na rękę, na której pojawił się też... kawałek szła! Co więcej, kiedy po chwili przyłożyłeś dłoń do ust, zdałeś sobie sprawę z tego, że musiałeś w jakiś sposób zranić się w dziąsła bądź podniebienie, ponieważ zobaczyłeś na skórze ciemnoczerwoną strużkę krwi. Co teraz?

Ponownie wszyscy macie 96 godzin na to, aby napisać posta fabularnego, liczącego co najmniej osiem zdań złożonych. Po upływie tego czasu pojawi się kolejny post Mistrza Gry. Jeśli postać nie udzieli się w zabawie do momentu wstawienia posta MG, zostanie na nią nałożona kara.
  
[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

colors nut, van gogh lover, creative, alcoholic and trying to get his life together after being in love with his very best friend






Sherridan Rose

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, isidore, yevtsye, calanthe, nancy


Wysłany: 2018-11-07, 21:14   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


A więc jednak się nie pomylił i dziewczyna, którą zaczepił, naprawdę była Rayą! Och, towarzystwo kogoś znajomego od razu poprawiło mu humor. Świadomość, iż nie tylko on był na tyle dziwny, aby przyjść na taką imprezę, naprawdę go podbudowała.
- Ty też... wyglądasz fajnie - powiedział, urywając na moment, aby zmierzyć kreację Rayi krótkim, uważnym spojrzeniem. Podobnie jak to było z Gabrielem, nie miał pojęcia, kim jego przyjaciółka właściwie miała być. - Chociaż nie mogę powiedzieć, że wiem, za kogo się przebrałaś - mruknął i uśmiechnął się przepraszająco. No cóż, w tym przypadku przynajmniej odnalazł w sobie wystarczająco odwagi na to, aby przyznać się do swojej niewiedzy.
Nawet się rozchmurzył na stwierdzenie, że ta impreza nie była w jego stylu. Temu akurat nie mógł zaprzeczyć - właściwie nie trzeba było mieć tytuł jego przyjaciela, aby wiedzieć, iż podobne otoczenie ani trochę do niego nie pasowało. Wszyscy znali go jako tego spokojnego, niewychylającego się faceta i zapewne wszyscy, widząc go w tym miejscu, pokręciliby głową z niedowierzaniem. A jednak tu był! I oczywiście powodem były nieodłącznie towarzyszące mu w całym życiu wyrzuty sumienia. No cóż, niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.
- Przyszedłem ze współlokatorem - wyjaśnił i automatycznie rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu Torresa. Daleko nie musiał szukać, jako że Gabriel był tuż za nim, ale i tak skwitował jego obecność westchnięciem ulgi. Połączenie opowieści Blackborne o zagubionej koleżance i widoku podejrzanie prezentującego się klauna z okropnym uśmiechem upewniło go, że powinien bardziej uważać na swojego towarzysza. - O, to właśnie on - powiedział i uśmiechnął się, gdy Gabriel postanowił przedstawić się Rayi i wyciągnął w jej stronę rękę. Piękna postawa, bardzo towarzyska. Chyba Sherrie powinien zamówić mu meksykańskie żarcie, jak tylko wrócą do domu. Tak w ramach nagrody za tę odwagę.
Szczerze mówiąc, nawet nie wsłuchał się w przemowę jakiegoś młodego chłopaka, który gadał przez mikrofon, próbując wytłumaczyć im zasady zabawy. Tak bardzo przejął się obecnością przyjaciółki, że cała gadka organizacyjna kompletnie mu umknęła. Zresztą dookoła było trochę głośno i chaotycznie - nic dziwnego, że obudził się dopiero w momencie, gdy ludzie zaczęli rozchodzić się w różne strony, a wrzawa ucichła.
Jak tylko Alicja z Krainy Czarów zaczęła rozstawiać ich po kątach, rzucił dwójce swoich towarzyszy spanikowane spojrzenie. Co oni tu właściwie robili? Czy mogli się jeszcze wycofać i wrócić do baru? Tam było dobrze i spokojnie, i nie trzeba było szukać żadnych dziwnych przedmiotów w towarzystwie jeszcze dziwniejszego klauna.
- Nie wiem o co chodzi, ale chodźmy za nimi - polecił, kiedy trio z Krainy Czarów zaczęło iść w bliżej nieokreślonym kierunku. Sherrie naprawdę nie wiedział, gdzie tutaj był bufet. W końcu większą część całej imprezy spędził przy barze!
W miejscu docelowym nawet nie wykręcał się, kiedy Alicja wcisnęła mu dyniową babeczkę. Po prostu cicho podziękował i bezwiednie wziął ją do ręki, nawet mimo tego, że nie miał ochoty na jedzenie. Wykłócanie się z dziewczyną o takiej energii byłoby skrajną głupotą.
- Więc przyszłaś z koleżanką? - zagadnął do Blackborne, gdy już ruszyli dalej, niemalże depcząc Szalonemu Kapelusznikowi po piętach. - Z jakiejś okazji czy tak po prostu, bo nie miałaś żadnych innych planów? - dodał, co rusz zerkając w jej kierunku. - I jak właściwie się masz? - To akurat było najważniejsze pytanie, zważywszy na to, że nie widzieli się już jakiś czas. Musieli zdecydowanie to nadrobić. Niekoniecznie tutaj oczywiście.
Dotarłszy do sali z nagrobkami, obejrzał się na Gabriela, próbując za pomocą spojrzenia przekazać mu całą sceptyczność, jaką czuł w związku z tą całą misją poszukiwawczą. Nawet nie wiedział, co właściwie mieli znaleźć.
_________________
yes, i am the devil
devil is not a monster waiting to trap us. he is a voice inside. look for your devil in yourself, not in the others. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Timmy Farrar



18

bezrobotny gówniarz

make america gay again






Timmy Farrar

mów mi: grazyna

multikonta: brak

Wysłany: 2018-11-08, 14:12   
   dzielnica: Downtown Brentwood
   MG: Tak


- Okej, zgadzam się - odpowiedział, szczerząc zębiska w kierunku nowej znajomej. W swoim upiornym przebraniu musiał wyglądać komicznie, kiedy się tak uśmiechał, ale jakoś niezupełnie mu to przeszkadzało. Jeszcze raz pożegnał kumpla, który nadal musiał robić za wampira i podążył za dziewczyną, rozglądając się wokół, żeby namierzyć bar. Mógłby się założyć, że gdzieś go tutaj widział! - ja jestem Timmy, miło mi cię poznać - dodał, gdy dziewczyna mu się przedstawiła. Kolejna znajomość w nowym miejscu. Cudownie!
Po krótkiej wędrówce udało się odnaleźć bar, jednak nie było im dane zabawić przy nim zbyt długo. Timmy wyraźnie zaintrygowany coraz większym zamieszaniem przy drzwiach, ruszył w towarzystwie nowej znajomej do punktu zbiórki, ciekaw co to za zabawa na nich czekała. Miał nadzieję, że to nic bardzo strasznego. Zaraz prowadzący zaczął formować grupki, a Farrar rozglądał się tylko po ludziach, którzy mieli z nim współpracować. Wśród nich znalazł się jeden dziwoląg, na którego widok Timmy wzdrygnął się i szybko odwrócił wzrok. Jakiś dziwny ten...klaun.
Kiedy gra się zaczęła, usilnie starał się trzymać jak najdalej nieznajomego w dziwnym przebraniu, ale jak na złość, w tyle pozostał właśnie on i jeszcze jakiś nieznajomy mu chłopak. Na szczęście ten drugi wyglądał o wiele przyjaźniej. Dreptał tak niepewnie, kiedy wpadł w zwisającą z sufitu, wielką pajęczynę, która na moment przysłoniła nastolatkowi patrzenie na świat. Z nierównej walki z halloweenową dekoracją Timmy wyszedł zwycięsko, ale jego radość nie trwała zbyt długo. Nie czuł na kogo wpada i dopiero przerażające spojrzenie ów strasznego klauna uświadomiło mu, że powinien zwiewać. Amerykanin przyspieszył kroku, starając się uciec jak najdalej od dziwoląga, aby po chwili wmieszać się w tłum. Uff.
[Profil]
 
 
Gabriel Torres



35

weterynarz

May the Force be with you






Gabriel Torres

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Mordechai, Philippa, Phoenix, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2018-11-10, 00:25   

Gabriel usilnie próbował zanotować w pamięci, co takiego powinien znaleźć, co może zjeść, a czego nie, i jednocześnie próbował wymyślić, gdzie powinien tego szukać. Wzrokiem szukał jakiegoś miejsca, od którego warto byłoby zacząć, kierunku, który powinni obrać. To znaczy, zaangażował się od samego początku, choć wydawało mu się to takie dziecinne. Może właśnie to o to chodziło, by znaleźć w sobie coś z dziecka?
Nie została mu dana taka możliwość, bo Alicja niemal od razu zabrała się za psucie zabawy, no ale cóż, Gabriel nie zamierzał specjalnie wybrzydzać, zwłaszcza, że jemu samemu też napłynęła do ust ślina na samą myśl o dyniowych babeczkach. Meksykańskie żarcie też by ochoczo przyjął, gdyby Sherridan zdecydował się na zamówienie mu takiego. To angielskie pewnie nijak się miało do kuchni jego dziadków, ale nie zamierzał wybrzydzać. Gdyby mógł wybierać, to zdecydowanie postawiłby na meksykańskie żarcie w roli swojego ostatniego posiłku.
Torres posłusznie powędrował za Alicją, trzymając się obok Sherridana i jego koleżanki, a skoro już jeden fant mieli znaleziony, on także przyjął babeczkę od dziewczyny. W przeciwieństwie do Rose'a, od razu się w nią wgryzł. Hej, jeśli Sherri nie miał ochoty jej jeść, to mógł mu oddać. Faktycznie była całkiem niezła. Zjadła ją całą w drodze do sali z nagrobkami, która chyba miała imitować jakiś cmentarz? Sam nie był pewien, czy faktycznie było tak strasznie, bo przecież gumowe ręce wystające z usypanych kopczyków były całkiem zabawne. Szturchnął stopą tę, która znajdowała się najbliżej, ot tak, dla przekory (skoro już włączyło mu się takie halloweenowe dziecko...). Strasznie byłoby, gdyby ręka złapała go za kostkę i zaczęła wciągać pod ziemię, albo gdyby zaczęła wychodzić ciągnąc za sobą resztę ciała, albo gdyby biegała niczym Rąsia z Addamsów. Ale one tylko sterczały i wcale nie były straszne. Albo po prostu duże-dziecko-Torres jeszcze nie wypił dostatecznie wiele alkoholu.
_________________
So, if we can leave
it all behind us and meet in between

[Profil]
 
 
Winter Aldridge



22

student | barman

how can a heart like yours ever love a heart like mine?






Winter Aldridge

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Gabriel, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley


Wysłany: 2018-11-10, 13:12   
   dzielnica: South - West Brentwood
   MG: Tak


Alicja z Krainy Czarów niemal od razu zrobiła się szefową, co uczyniło Wintera... jej prawą ręką? Niekoniecznie mu to odpowiadało. Wolał stać gdzieś z tyłu i ewentualnie, gdyby już przypadkiem coś znalazł, mógłby wsadzić to w rękę komuś innemu - pewnie Leonardowi, bo jego imię przynajmniej znał - i udawać, że sam nie ma nic wspólnego. Nie lubił wychylać się z tłumu. A teraz Alicja prowadziła go niemal za rękę, tuż obok siebie, prostu do bufetu, przy którym znajdował się nie tak dawno temu. Spróbował rozejrzeć się, by odnaleźć wzrokiem Harpera. Był niedaleko, trzymał się z nimi, chociaż tyle, ale chyba nie czuł się w obowiązku do ratowania Wintera z opresji. No cóż, to chyba jedna z gorszych randek, na jakich Winter w ogóle kiedykolwiek był. A co dopiero taki Leo! No ale nic dziwnego, skoro już napatoczył mu się taki towarzysz, jak najmłodszy Aldridge.
Wziął od Alicji babeczkę, a potem nie mniej posłusznie ruszył za nią tam, gdzie miały być nagrobki. Na szczęście, tam już nie trzymała go za rękę, mógł więc się trochę wycofać (już po tym, jak przeżuł do końca dyniowy przysmak). Chciał spróbować znów przyczepić się do Leonarda, ale ten zniknął mu z pola widzenia (pewnie schował się za wielkim klaunem hehe). Zamiast niego, przed Winterem pojawił się Beetlejuice - Timmy. Jego kostium Winter potrafił przynajmniej rozpoznać, chociaż chyba nie był wielkim fanem tego filmu. Zdaje się, że Beetlejuice też jest w ich teamie?
- Hej, tam chyba są nietoperze - Winter zaczepił Timmy'ego, wskazując ręką na drugi koniec sali. Coś faktycznie zwisało ze ściany, ale czy to faktycznie były nietoperze? I czy Beetlejuice zdecydowałby się pójść z nim? Winter był cipką i wolał sam się nie oddalać od grupy, pewien, że zaraz ich zgubi, no ale cóż... im szybciej, tym lepiej, więc właściwie nie czekając na Żuka ruszył niepewnie w tamta stronę.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Raya Blackborne



31

freaking

nerd






Raya Blackborne

mów mi: Catt

multikonta: Kara

Wysłany: 2018-11-11, 16:14   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


Miło było spotkać znajomą twarz, w końcu oczekiwała samych nieznajomych wokół (no, oprócz Anne, która miała z nią być cały wieczór...) i do tej pory widziała sporo ludzi młodszych od niej, co sprawiało, że czuła się nie na miejscu, ale teraz mogła już odetchnąć ulgą.
- Dzięki i spoko, nie jest to jakaś zbyt popularna postać, więc rozumiem - uśmiechnęła się pocieszająco. Prawdę powiedziawszy, gdy się przygotowywała na tą imprezę nie miała zbyt wielkiego pomysłu, za kogo się przebrać, ale jej pluszowa kostka którą kupiła kiedyś na internecie, a którą teraz trzymała w ręce dała jej pomysł. - Przebrałam się za główną postać z gry Portal, a to jest kostka którą się używało podczas gry - tutaj uniosła wspomnianą kostkę z sercem. - Swoją drogą, bardzo fajna gra, polecam. Takie rozwiązywanie zagadek z dodatkiem sci-fi.
- Hej! - uśmiechnęła się do Gabriela i uścisnęła jego rękę. - Raya. - odparła, ale zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, chłopak z mikrofonem skończył już wyjaśnianie zabawy i wszyscy wokół zaczęli powoli się rozchodzić. Kurde, nawet nie usłyszała czego tak naprawdę szukają. Na szczęście inne osoby z grupy były na tyle rozgarnięte, że słuchały komunikatu, więc już po paru chwilach Alicja przejęła kontrolę nad ich grupką. Uniosła brew, widząc jak dziewczyna poważnie traktuje tą zabawę i spojrzała na chłopaków obok, spotykając spanikowany wzrok Sherridana. Chcąc dodać mu trochę otuchy, położyła swoją dłoń na jego ramieniu z lekkim uśmiechem.
- Też nie wiem, ale trzymajmy się razem - powiedziała, jak Alicja z Krainy Czarów zaczęła prowadzić ich do bufetu. Na szczęście ta pierwsza lokacja nie wyglądała źle, w końcu była pełna jedzenia! Chociaż myślała, że będzie tutaj więcej pić niż jeść, nie mogła odmówić dobrej babeczki.
Kiwnęła głową na pytanie bruneta. - Moim początkowym planem było siedzenie przed telewizorem z dużą ilością przekąsek i jakimś dobrym winem, ale Anne baardzo chciała tutaj przyjść, ale ponoć reszta jej znajomych miała już jakieś plany, a ona nie chciała iść sama, więc kiedy nie potrafiła się zamknąć o tym, w końcu się zgodziłam pod warunkiem, że będziemy na tej imprezie razem - zmrużyła oczy, zirytowana. - Kiedy w końcu znajdę tą zdrajczynię, skopię jej tyłek - dodała, choć nie mówiła tego całkowicie poważnie. Raya nigdy by jej fizycznie nie skrzywdziła, ale na pewno nie była szczęśliwa z tą całą sytuacją. - A tak ogólnie to wszystko spoko - uśmiechnęła się w jego stronę. - Raczej nie mam żadnych nowinek, moje życie jest mało ekscytujące ostatnio - wzruszyła ramionami. Chciała to jakoś zmienić, ale sama nie wiedziała jak. Brakowało jej w życiu kogoś, kto by ją trochę rozruszał, ale Raya nie miała wielkiego szczęścia w poznawaniu nowych ludzi. Ale kto wie, może dzisiaj się to zmieni i pozna kogoś ciekawego? Byłoby miło. - A ty jak się masz? - zapytała, zaciekawiona. Jego życie jest z pewnością bardziej ekscytujące od jej.
Rozglądnęła się po imitacji cmentarza. Z jednej strony doskonale wiedziała, że to wszystko jest sztuczne i nie ma tutaj nic strasznego, ale ta cała atmosfera tej sali jakoś dawała jej dziwne odczucia... Raya nie była żadną fanką horrorów, więc zdecydowanie nie czuła się tutaj pewnie. - Dobra, pasowałoby przeszukać te nagrobki - powiedziała, choć wcale jej się to nie podobało. Mimo, że wiedziała, że to irracjonalne, czuła strach przed grobami, więc miała nadzieję, że szybko coś znajdą i będą mogli się stąd wynieść.
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-11-11, 22:03   

Gabriel Torres i Sherridan Rose:
Alicja i Kapelusznik nie próżnowali. Od razu zaczęli rozglądać się po sali w poszukiwaniu pozostałych itemów, najwyraźniej bardzo zdeterminowani, aby wygrać. Wyglądało na to, że nieporadność reszty grupy ani trochę ich nie zrażała.
- Myślicie, że powinniśmy rozgrzebać te groby? - zapytał Kapelusznik, co Alicja skomentowała krytycznym spojrzeniem.
- Nie sądzę, żeby tam coś było - powiedziała i pokręciła głową. - Raczej nie chcieliby, żebyśmy niszczyli dekoracje, prawda? - Zerknęła na Gabriela, najwyraźniej szukając u niego poparcia. Niestety Torres nie wyglądał na zainteresowanego zadaniem. Ech, czy naprawdę tylko ona i Kapelusznik przejmowali się wygraną? - Okej, nieważne. Po prostu się rozejrzyjcie, najwyżej zaraz pomyślimy nad czymś innym - poleciła Gabrielowi, Sherriemu i klaunowi, którzy stali najbliżej i zdaniem Alicji trochę się obijali. Dysponując taką energią, powinni byli przebrać się za mumie, zombiaki albo trupy. Wtedy przynajmniej nikt nie miałby złudzeń co do ich osobowości.

Timmy Farrar i Winter Aldridge:
- To mogą być nietoperze - potwierdził Voldemort, który niespodziewanie znalazł się tuż za Winterem i Timmym. Przez chwilę patrzył w kierunku, który wskazał Aldridge, a potem zdecydowanie skinął głową. - Chodźmy sprawdzić - zaproponował, po czym ruszył w tamtym kierunku, oglądając się na dwójkę chłopaków. Zamierzali tak tam sterczeć czy chcieli mu pomóc?

Raya Blackborne:
Skoro już postanowiłaś pomóc Alicji, która wydawała się niezwykle zaaferowana całymi poszukiwaniami, zaczęłaś intensywnie rozglądać się dookoła. W pewnym momencie odniosłaś wrażenie, że za jednym z nagrobków dostrzegłaś coś, co mogło być jednym z itemów, jakie należało znaleźć. Schyliłaś się więc i wyciągnęłaś dłoń w kierunku rzekomego przedmiotu, jednak zanim udało ci się go dosięgnąć, niefortunnie dotknęłaś jednej z wystającej z ziemi rąk i... zamarłaś. Materiał, z którego został wykonany ten przerażający gadżet, wcale nie wydawał się sztuczny. Wręcz przeciwnie - kiedy go dotknęłaś, okazał się miękki i gładki, niczym... prawdziwa, ludzka skóra. Jak na to zareagujesz?

Leonard Harper: kara!
Jako że krwawienie wydawało się dość obfite, postanowiłeś go nie ignorować. Nie mówiąc nikomu ani słowa, wycofałeś się z pomieszczenia i, cały czas przyciskając dłoń do ust, opuściłeś fabrykę. Dopiero na zewnątrz, gdzie uderzyło cię chłodne, jesienne powietrze, udało ci się trochę uspokoić. Cały czas czułeś metaliczny smak krwi, ale kiedy obejrzałeś wnętrze swoich ust w bocznym lusterku jakiegoś najbliżej zaparkowanego samochodu, okazało się, iż rozcięcie nie było poważne. Mimo wszystko postanowiłeś nie wracać na imprezę. Miałeś złe przeczucia, zresztą atmosfera pomiędzy Tobą a Winterem również nie polepszała sytuacji. Tym razem Leon Zawodowiec wrócił więc do domu nieźle zmaltretowany i pokonany. Chyba nieprędko rozważysz wzięcie udziału w kolejnej imprezie halloweenowej, prawda?

W zabawie pozostało pięć osób. Wszyscy macie 96 godzin na to, aby napisać posta fabularnego, liczącego co najmniej osiem zdań złożonych. Po upływie tego czasu pojawi się kolejny post Mistrza Gry. Jeśli postać nie udzieli się w zabawie do momentu wstawienia posta MG, zostanie na nią nałożona kara.
  
[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

colors nut, van gogh lover, creative, alcoholic and trying to get his life together after being in love with his very best friend






Sherridan Rose

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, isidore, yevtsye, calanthe, nancy


Wysłany: 2018-11-11, 23:37   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


Uśmiechnął się mimowolnie, gdy Raya wytłumaczyła mu genezę swojego kostiumu. No tak, mógł się tego spodziewać. W końcu czy nerd jej pokroju mógłby przebrać się za coś oklepanego?
- Zapamiętam - obiecał i pokiwał głową. Na ogół nie miał zbyt wiele czasu na coś takiego, jak gry, w końcu prowadzenie dorosłego życia równało się z tym, iż wszystkie wolne chwile, jakie mógłby spożytkować na przyjemności, magicznie wyparowywały. Ale gdyby pewnego dnia doba nagle wydłużyła się o co najmniej osiem dodatkowych godzin... dlaczego nie? Może nawet by się w to wkręcił, kto wie!
Uspokajający gest Rayi trochę przywrócił go do porządku. To znaczy wystarczył, aby Sherridan przestał panikować. Doprawdy, niby miał już ponad trzydzieści lat, a momentami zachowywał się jak najzwyczajniejszy nastolatek.
Słuchał przyjaciółki z uwagą, w międzyczasie uważnie rozglądając się na boki. Im szybciej odnajdą wszystkie itemy, tym szybciej cała ta farsa się skończy. Co prawda mógł jeszcze mieć nadzieję, iż któraś grupa okaże się sprytniejsza i zdobędzie cztery kluczowe przedmioty przed nimi, ale zdążył już nauczyć się, że najbezpieczniej było liczyć na siebie. Niestety jak na złość nie był w stanie dostrzec ani żadnych kotów, ani nietoperzy, ani fiolek z trucizną.
- Och... faktycznie kiepsko - skomentował w końcu całą sytuację z Anne. W końcu nawet jeśli dziewczyna teraz jej szukała, istniała niewielka szansa na to, iż uda jej się odnaleźć Blackborne. Jeszcze gdyby cała ta impreza miała charakter kameralny, być może Rayi i Anne udałoby się jakoś na siebie wpaść, ale w tych okolicznościach... to raczej było niemożliwe. - A więc oboje dzielimy mało ekscytujące życie - podsumował i uśmiechnął się lekko. Chociaż nie znali się specjalnie długo, dziewczyna na pewno bardzo dobrze wiedziała, że Sherrie był ostatnią osobą, którą można by podejrzewać o jakieś niecodzienne przygody. Jego życiem rządziła schematyczność.
Kolejne słowa Rayi w połączeniu z narzekaniem Alicji nieco zmotywowały go do działania. Skinął głową, a potem lekko szturchnął Gabriela i odchrząknął. Tylko czy Torres potrafił wyczuć w tym chrząknięciu ukrytą wiadomość, która mówiła: "chodź, poudawajmy, że czegoś szukamy, żeby Alicja z Krainy Czarów się nie denerwowała"?
- Tam coś może być - mruknął tylko po to, aby liderka ich grupy go nie znienawidziła, po czym odszedł na kilka kroków od reszty towarzystwa, oczywiście ciągnąć Gabriela za sobą. Nie mógłby zostawić go na pastwę losu. Nie po tym, jak wysłuchał historii Rayi i Anne.
_________________
yes, i am the devil
devil is not a monster waiting to trap us. he is a voice inside. look for your devil in yourself, not in the others. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Raya Blackborne



31

freaking

nerd






Raya Blackborne

mów mi: Catt

multikonta: Kara

Wysłany: 2018-11-12, 21:00   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


To akurat było racją, Raya nie lubiła tych komercyjnych i oklepanych strojów, i to też nie tak, że śmiała się z osób które lubią czy coś takiego, bo niektóre nawet były ładne i ogólnie super, że ktoś je nosi, ale sama by nie chciała. Dlatego też często miała problem ze znalezieniem czegoś, bo albo nie miała pomysłów albo kostium był za drogi czy zbyt trudny do zrobienia. W tym jednak przypadku obeszło się bez większych wydatków, bo postać Chell miała bardzo prosty kostium. Zwykły biały top by wystarczył (ale jako że Raya była wielkim nerdem i lubiła kolekcjonować tego typu rzeczy, miała w swojej szafie odpowiedni top) i pomarańczowe spodnie.
- Kiedyś wbiję Ci na chatę z laptopem i zagrasz ze mną. Myślę, że Ci się spodoba - powiedziała z uśmiechem. Znając Sherriego, domyślała się że sam widok jego próbującego ogarnąć jak się w to gra byłby prześmieszny. I to nie tak, że go chciała obrazić czy coś, ale po prostu wiedziała, że Sherridan nie ma takiego doświadczenia z grami jak ona, ale tak czy siak, ta gra była na serio świetna i naprawdę śmieszna, i po prostu myślała, że akurat mu podpasuje.
W czasie ich rozmowy też starała się rozglądać wokół, ale nie bardzo się na tym skupiała. - W takim razie trzeba je jakoś urozmaicić - stwierdziła, a w jej głowie już się rodził jakiś pomysł. - Może się gdzieś wybierzemy na jakiś weekend? Niekoniecznie ten następny, ale jakoś niedługo - zaproponowała z szerokim uśmiechem. - Weźmiesz Gabriela, ja może też kogoś wynajdę, wynajmiemy jakiś domek, kupi się skrzynkę alkoholu, lodówkę pełną żarcia i jakieś planszówki - już sobie to wszystko wyobrażała. Nie chciała robić jakiejś wielkiej imprezy i może nieco przesadziła z tą skrzynką, ale jej ogólnym pomysłem było posiedzenie sobie z fajnymi ludźmi i spędzenie z nimi trochę miłego czasu. Jeśli nie chcieli grać akurat w planszówki, zawsze można było wymyślić coś innego. - Znaczy, oczywiście jeśli chcesz i jeśli oboje znajdziecie kiedyś trochę czasu - dodała pośpiesznie, nie chcąc wyjść na zbyt gorliwą. Po prostu dawno nie miała okazji na spędzenie czasu z Sherridanem, którego może nie znała najlepiej, ale z jakiegoś powodu bardzo lubiła. Zanim jednak zdążyli porozmawiać na ten temat, Alicja już do nich doskoczyła, motywując do poszukiwań. Nie zależało jej jakoś szczególnie na wygraniu tego konkursu, ale bardziej na tym, żeby już się skończył, a już szczególnie żeby wyszli z tego pomieszczenia, więc zabrała się do roboty.
Rozglądała się po wszystkich kątach, co nie był najłatwiejszym zadaniem, biorąc pod uwagę oświetlenie... albo raczej jego brak. W końcu jednak coś udało jej się znaleźć! A przynajmniej tak myślała, bo po chwili okazało się, że to tylko dekoracja. Z tym, że... Ta dekoracja była inna. Jej serce zaczęło przyspieszać, kiedy niepewnie dotknęła gadżetu, a pod palcami poczuła bardzo miękki i gładki materiał, który przypominał tylko jedno...
Odskoczyła w tył z krzykiem na całą salę. Na jej nieszczęście tuż za nią była inna atrapa, o którą się potknęła i spadła na tyłek. Dalej jednak była zbyt blisko, przerażona próbowała się oddalić z tego miejsca jak najszybciej. W tym momencie całkowicie zapomniała, że była to tylko impreza i że wszystko tutaj to tylko dekoracja. A przynajmniej powinna to być dekoracja...
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Winter Aldridge



22

student | barman

how can a heart like yours ever love a heart like mine?






Winter Aldridge

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Gabriel, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley


Wysłany: 2018-11-13, 22:38   
   dzielnica: South - West Brentwood
   MG: Tak


Winter wcale nie miał zamiaru sterczeć. Tylko kątem oka dostrzegł, ze Leonard wychodził, w typowym angielskim stylu - nie tylko się z nim nie pożegnał, ale nawet nie dał mu żadnego znaku, ba, nie pomachał mu na odchodne. No cóż, trudno. Ta randka i tak od początku była skazana na porażkę (jak całe życie Wintera - przyp. Patka), ale i tak trochę szkoda, że Leonard nawet nie dał mu szansy, by się wykazać, albo by się jeszcze bardziej skompromitować. Winter nie wiedział, że tamten się pokaleczył, a przecież mógł mu pomóc. Tak pozostała mu zabawa z Voldemortem i Beetlejuicem, no cóż, lepsze to niż nic. Wzruszył ramionami i ruszył za łysym (chociaż skoro miał nos, to może miał i włosy?).
Nietoperze, albo to coś, co zdawało się nimi być, wisiały ciut wysoko, ale to przecież nic strasznego dla kogoś, kto jest wzrostu Wintera. Chociaż pod tym względem natura hojnie go obdarzyła. Musiał trochę podskoczyć, by zerwać dekorację, ale w końcu mu się to udało, więc już po chwili stał pod ścianą trzymając w ręku nietoperza. Wysunął ją w kierunku Lorda i Timmy'ego i rzucił im niepewne spojrzenie. Czy to aby na pewno to, czego szukają?
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Gabriel Torres



35

weterynarz

May the Force be with you






Gabriel Torres

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Mordechai, Philippa, Phoenix, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2018-11-16, 19:50   

Gabriel nie do końca ogarniał, o co tak naprawdę chodziło - drinki chyba weszły w niego za mocno. Nie chciał rozkopywać grobów, nie tylko dlatego, bo oznaczałoby to zniszczenie dekoracji, ale też dlatego, bo wcale nie wiadomo, co było wewnątrz - a mogło wcale nie chodzić o itemy, które mieli znaleźć. Wystające ręce wyglądały nader realistycznie (no, przynajmniej niektóre, pewnie to zasługa odpowiedniego światła i tej odrobiny alkoholu, jaką w siebie wlał, ale wciąż). Do czegoś musiały być też przymocowane. Co, jeśli tym czymś nie był stelaż albo jakaś deska, ale reszta ciała? ...temu panu już podziękujemy, naebany to do domu.
Kiedy Sherridan go szturchnął, Gabriel spojrzał na niego pytająco. Nie, wcale nie zrozumiał tego chrząknięcia, które miało być znaczące, ale to nie jest wina Torresa, bo Sherridan powinien do kompletu zrobić znaczącą minę i wskazać oczami, o co mu chodzi. A niestety, Gabriel nie potrafił czytać w myślach, nawet tak bliskiej mu osoby, jak własnego współlokatora. Mimo to, posłusznie ruszył za tym diabelskim nasieniem, faktycznie próbując rozglądać się wokół. Nic nie dostrzegł, ale też niespecjalnie zdążył obadać teren - jego uwagę skutecznie odwrócił krzyk Rayi. Teraz to on pociągnął Sherridana, tyle że w stronę dziewczyny, która próbowała odczołgać się po ziemi, tak, jakby zobaczyła jakiegoś ducha, albo inną typowo halloweenową postać, która wcale miała nie być przebraniem.
- Wszystko w porządku? - Gabriel rzucił do Rayi, próbując ominąć dekoracje i innych ludzi, by dostać się do dziewczyny. Nawet, jeśli drinki weszły mu za mocno, to wciąż miał w sobie duszę weterynarza, który zawsze biegł na pomoc, nawet, jeśli niewiele mógł w temacie zrobić.
_________________
So, if we can leave
it all behind us and meet in between

[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5