nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Korytarz
Autor Wiadomość
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2018-08-24, 22:03   Korytarz
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
[Profil] [WWW]
   
 
Danielle Woodill



24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-08-24, 23:14   
  

  
Danielle Woodill

  
Who are you when it's 3 AM and you're all alone?

  

  
  
  
  


Znalezienie magicznego pistoletu na klej wcale nie należało do najtrudniejszych zadań, szczególnie, że (o dziwo) to Danielle ogarniała gdzie znajduje się większość szpargałów, zwiazanych ze sprawami remontowymi, w mieszkaniu, zarzadzanym przez dziewczęta. Nie raz pewnie słyszała krzyki pełne rozpaczy, kiedy to któraś ze współlokatorek oświadczała jękliwym głosem na pełen regulator „O matko, chyba sobie ujebałam rękę, o ja pierdolę!”. Danka tymczasem zachowywała kulturę, unoszac ton jedynie w razie niespodziewanego impulsu, albo podyktowanego z góry odruchu, przejmujacego kontrolę nad jej myślami. Miała jednak prawo do paniki, kiedy okazywało się, że jedna z koleżanek nagle dostawała spontanicznego krwotoku z nosa (może przez ogladanie stron o podejrzanej zawartości), a inna próbowała zrobić użytek ze wspomnianego pistoletu na goracy klej, ale w zły sposób. Tym razem nie musiała się o to obawiać, dwa razy upewniajac się, że wszystkie taśmy izolacyjne, pistolety na klej i inne takie sa odpowiednio zabezpieczone (to jest, schowane w reklamówce), zanim wyszła z mieszkania, rzucajac na odchodne jednej ze współlokatorek, że „wróci późno”. Bo akurat wśród rzeczy przeznaczonych do ratowania listwy schowała dwie butelki z winem domowej roboty, przyniesionym przez jedna z dziewczyn. Lepiej było się przecież raczyć podobnymi trunkami w towarzystwie przyjaciółki, niż melodramatycznego filmu, kiedy to ściskajac poduszkę myślałaby o zielonych tęczówkach Maris- moment.
Zamrugała oczami, przed wejściem do ubera, za którego kierownica siedziała tym razem kobieta, około trzydziestki, przeżuwajaca gumę. Odrobinę zamyśliła się podczas jazdy, jako, że jej towarzyszka nie wykazywała większych chęci wymiany wiadomości, wsłuchujac się w głos Britney, nadajacej z radia. Po zaledwie kilku minutach wyszła z samochodu, tuż przed domem, zajmowanym przez Reyesów. Kojarzyła większość lokatorów, w końcu z Yevtsye również miała dobry kontakt, jedynie Jaydena widywała zaledwie sporadycznie. Zupełnie, jakby wolał zamykać się w swoim pokoju. Opcjonalnie często wychodził na zewnatrz. Nie potrafiła rozgryźć tego gościa.
Zapukała do drzwi, przytrzymujac przy sobie reklamówkę, zupełnie, jakby w środku trzymała najbardziej drogocenne materiały. Bo… tak poniekad było.
Tym razem brakowało jej cierpliwości, kiedy pociagnęła za klamkę, słyszac donośne szczekanie Barry’ego. Otwarte! Zdażyła poprawić chwyt przy reklamówce, kiedy pies niemal przewrócił ja, domagajac się odpowiedniego przywitania.
- Barry, daj mi moment - rzuciła kierujac twarz odrobinę w bok, próbujac uchronić się w ten sposób od nieustępliwych ataków, majacych na celu dosięgnięcie językiem jej policzka. Albo nosa. Coś w tym obrębie.
- Nina! - wreszcie sięgnęła dłonia do ciemnej sierści zwierzaka, śmiejac się mimowolnie. - Zostałam otoczona!
Nie da rady w pojedynkę wyswobodzić się z tego psiego przywitania, totalnie.
_________________



[Profil]
 
 
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2018-09-19, 21:27   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


Nina nie miała pojęcia, jak powinno się używać pistoletu na klej (i to goracy!), wcale nie chciała go też używać w niewłaściwy sposób, była więc niezwykle wdzięczna Danielle, że nie tylko podrzuci jej tę magiczna rzecz, ale do tego pomoże jej jeszcze przymocować nieszczęsna listewkę. Reyes nie miała pojęcia, że listewka odczepiła się od ściany dawno temu, a głównym sprawca tego incydentu był Barry, który zbyt szalenie ganiał za kurczakiem, i każdy przykładał ja po prostu tak, by nie było widać, że coś się stało. Pierwszy raz ja dziś przypadkiem kopnęła, no i naprawdę nie chciała, by Jayden był jakkolwiek na nia zły, że coś schrzaniła. Ostatecznie pewnie i tak by go udobruchała w jakiś sposób, może żarciem, choć w pichceniu nie była najlepsza, ale chyba lepiej naprawić wszystko, nim ktokolwiek zauważy. Zdecydowanie.
Czekaja na Danielle nie bardzo miała co ze soba zrobić, skoczyła więc do sklepu po jakaś butelkę, na przykład z Burbonem za trzy dyszki winem, bo wiadomo, że im więcej wina, tym lepiej, i jeszcze jakieś chipsy i ciastka, i była pewna, że zamówia jeszcze pizzę, takich ciężkich prac remontowych nie można przecież robić na pusty żoładek. Ledwo zdażyła postawić reklamówkę z zakupami na kuchennym stole, kiedy drzwi na nowo się otworzyły, a Barry zostawił ja w spokoju i pobiegł witać nowego gościa. To znaczy, straszyć potencjalnego intruza, co i tak przecież skończyło się pieszczotami na podłodze. Nina roześmiała się, słyszac głos koleżanki, ale kiedy już upewniła się, że jej wino aby na pewno nie stoczy się na podłogę, ruszyła Dance na pomoc.
- Barry! Barry, daj jej żyć – zawołała do psa, łapiac go gdzieś w talii i próbujac odciagnać od przyjaciółki. Pies w końcu się uspokoił, przynajmniej trochę, bo nie lizał już Woodill po twarzy i rękach, a jedynie kręcił się wokół ich nóg, machajac ogonem tak bardzo, że aż tyłek latał mu na wszystkie strony. Nie oznaczało to wcale, że Danka zazna spokoju na długo, bo teraz to Nina objęła jej szyję. – Ratujesz mnie od zagładyyy – wychrypiała przy uchu dziewczyny, aby ta była pewna, jak ogromne znaczenie ma jej przybycie tutaj. Zaraz jednak się odsunęła, by Danka mogła ściagnać buty, no i Nina przejęła też od niej reklamówkę z zaopatrzeniem. Kiedy zrozumiała, że w środku prócz pistoletu i innych technicznych rzeczy jest też więcej wina, parsknęła śmiechem po raz kolejny. Oby najpierw skleiły tę nieszczęsna listwę, a dopiero potem wydoiły wszystko do dna. Inaczej to będzie katastrofa.
_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
[Profil] [WWW]
   
 
Danielle Woodill



24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-10-06, 13:30   
  

  
Danielle Woodill

  
Who are you when it's 3 AM and you're all alone?

  

  
  
  
  


Niby pies obronny, ale nie zamierzała żałować mu drapania po sierści, kiedy to Barry, ucieszony z dodatkowego towarzystwa zaczął węszyć, wywalając przy okazji językiem.
- Jayden go za mało kocha, że taka z niego przylepa? - zaśmiała się krótko, gdy już mogła podnieść się na nogi. Posłała Ninie szeroki uśmiech, unosząc w górę reklamówkę z różnościami.
- Mam pistolet na klej i inne rzeczy… i wino. Bo bez wina to wiesz, strasznie by nam się przykrzyło.
Zgrywała się. Oczywiście, że nie przykrzyłoby jej się w towarzystwie jednej z najlepszych przyjaciółek, jakie miała. Kto wie, może wieczór obierze niespodziewany kierunek i zamiast doklejania listwy zaczną się zwierzenia, albo układanie planów co do następnych wycieczek, niekoniecznie do Ikei w Londynie. Coś za często bawiły się w remonty i meblowanie. Zupełnie, jakby tak właśnie wyglądało te rzekome, dorosłe życie. Po za faktem, przeplatania się zmęczenia, pracoholizmu i ogólnego zamieszania, w przypadku Woodill. Zaczęła nabierać podejrzeń, że zamienia się powoli w młodszą wersję Ricky. Wolała jednak nie przesadzać z alkoholem. O ile wino jeszcze tolerowała w ilościach butelki na głowę… czasami trochę więcej, przy wyjątkowych okazjach, cała reszta która nie była podawana w formie fancy drinków, najzwyczajniej nie pochodziła jej aż tak bardzo. Alkoholikiem najpewniej nie zostanie. Prędzej fanką białych proszków, których istnienie usilnie negowała, co by ją nie wodziło na pokuszenie.
- Jest aż tak źle? - uniosła brwi, lekko skołowana, pocierając dłonią o plecy dziewczyny, kiedy ta ją objęła. Barry znowu pojawił się obok, badając zawzięcie nosem zawartość reklamówki, cały czas kołysząc ogonem to w lewo, to w prawo.
Zostawiła buty przy drzwiach i ruszyła dalej za Reyes, odgarniając niesforny kosmyk ciemnych włosów na bok.
- To… gdzie jest te miejsce zbrodni? - rozejrzała się powoli po pomieszczeniu, do którego przeszły (salonu albo gdziekolwiek). Wyciągnęła jeszcze dłoń, żeby pogłaskać psiego towarzysza po głowie. Nieopacznie nadepnęła przy okazji na piszczącą zabawkę, co wystraszyło ją nie na żarty.
- Boże - przystanęła momentalnie, przykładając dłoń do serca, na co Barry zareagował żywym szczeknięciem. Nadal musiała kontrolować sprawy związane z sercem, co w związku z intensywniejszym trybem codziennego funkcjonowania mogło dać rezultaty najmniej pożądane. Nie zapomniała przy tym o porcji leków, wziętych kilka godzin wcześniej, co nie powinno wpłynąć na raczenie się alkoholem. Z resztą, to przecież tylko wino!
_________________



[Profil]
 
 
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2018-10-30, 21:13   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


Obrona Barry'ego mogła się ewentualnie kończyć na jego groźnym wyglądzie, ale tak naprawdę, on potrafił sprawiać pozory tylko zza płotu, a ostatecznie zamiast rzucać się do włamywacza z zębami, merdałby mu tylko ogonem i towarzyszył z radością w zwiedzaniu mieszkania. Mógłby go nawet oprowadzić. W końcu kto zna ten dom lepiej, niż właśnie on? Każdy z domowników zapraszał go do swojej sypialni, a kiedy ich nie ma, penetruje wszystko wkoło, bo przecież wszędzie mogą się czaić smaczne kąski albo rzeczy, które mogłyby mu posłużyć jako zabawki.
- Jayden jest zimnym draniem, nawet psu nie potrafi okazać czułości - pokiwała głową, zdradzając Danielle, jaki to jej brat był zły i okropny, chociaż w gruncie rzeczy pewnie wcale tak nie było. Od zawsze, jeśli potrzebowała się do kogoś zgłosić, czy to po pomoc, czy to po zrozumienie, to on był numerem, no i prawie zawsze mogła na niego liczyć. Z pewnymi rzeczami musiała iść do Yevtsye, bo facet zwyczajnie nigdy by tego nie zrozumiał, ale ostatecznie zdrowy rozsądek Jaydena wygrywał ze starszą siostrą, która krążyła po różnych wymiarach. - Też mam wino - pokiwała głową. - Więc lepiej, żebyś nie miała jutro dyżuru - po takich ilościach alkoholu chyba lepiej, aby Danka nie próbowała leczyć ludzi. Nikomu by to na dobre nie wyszło. Reyes też miała swoje obowiązki, ale jednak wyglądało to u niej trochę inaczej. Nie prowadziła jutro żadnych zajęć, nie maiła nastawionych żadnych eksperymentów, które niezwłocznie trzeba było kontynuować od samego rana, toteż jeden dzień w labie mogła sobie podarować. Na kacu i tak nic by tam sensownego nie zrobiła. Nina dobrze wiedziała, że wcale by im się nie przykrzyło, bo przecież były dorosłymi kobietami, które bez alkoholu także potrafiły się świetnie bawić (zwłaszcza, jak już się upieprzą po pachy sylikonem...), ale wiadomo, że z winem to zawsze jakoś tak weselej.
Mogły się pozwierzać, a mogły też zaplanować kolejną wycieczkę, najlepiej gdzieś dalej, bo przecież ile można siedzieć w jednym miejscu? Nina nawet nie do końca wiedziała, co inne angielskie miasta mogły mieć do zaoferowania, o Walii czy Szkocji nie wspominając, a przecież mogły zwiedzić rejony, z których pochodziła Danka. Ba, albo i te, skąd była Nina, bo chyba Woodill nie pogardziła wycieczką do słonecznej Barcelony?
Nina odepchnęła lekko Barry'ego, tłumacząc mu mimochodem, że to wino to wcale nie dla niego, i zaprowadziła Dankę do kuchni, gdzie pod ścianą leżała oderwana listwa. Wskazała ręką w tamtą stronę, by Danka nie musiała szukać zbyt długo, ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, parsknęła śmiechem - znów. Reakcja Woodill była bardzo zabawna, a i przy okazji zdaje się, że Nina wciąż nie miała pojęcia, o sercowych problemach przyjaciółki, toteż żadne jej zmartwienia nie szły w tę stronę. A powinny!
- Uważaj - mruknęła i kopnęła piszczącą zabawkę gdzieś pod ścianę, inną, niż ta, od której została oderwana listwa. Barry uznał to za zachętę do zabawy i zaraz doskoczył do gumowej piszczałki, głośno obwieszczając, że właśnie miętosił ją w zębach. - Jestem pewna, że to wcale nie ja pierwsza ją kopnęłam - zaczęła tłumaczyć Dance historię nieszczęsnej listwy - ale w tym mieszkaniu zawsze jest wszystko na mnie, więc musimy to naprawić. To znaczy, ty musisz, bo ja nie umiem, a potem będę cię czcić winem i ciastkami i jak tam byś jeszcze chciała - pokiwała zawzięcie głową. Taki układ brzmiał chyba w porządku? Nina jak najbardziej była skłonna pomóc, ale jeśli chodziło o przejmowanie dowodzenia, to zdecydowanie nie w tym momencie. Jak dobrze, że miała taką przyjaciółkę, jak Danka!
_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
[Profil] [WWW]
   
 
Danielle Woodill



24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-06, 18:50   
  

  
Danielle Woodill

  
Who are you when it's 3 AM and you're all alone?

  

  
  
  
  


Nie wnikała szczególnie w temat Jaydena, po części może nawet przyznając Ninie rację. Wystarczyło jedynie przyjrzeć się temu chłopakowi, gdy wracał do domu styrany przez życie, ze wzrokiem mówiącym tylko o jedzeniu oraz butelce piwa. Czy mogła mu się jednak dziwić? Być może wyglądałaby całkiem podobne po męczącym dniu pracy, o ile nie uchodziłaby za całkiem konkretnego pracoholika, który nawet w czasie zmiany z ledwością pozwalał sobie na przerwy. Rzeczywiście potrzebowała ludzi do uświadamiania jej, że nie jest żadnym zaprogramowanym robotem i naprawdę potrzebuje trochę odsapnąć, nawet gdy pacjent spod jedenastki potrzebował kroplówki na już bo inaczej umrze (wcale by nie umarł). Nie była przecież jedyną stażystką zarówno na konkretnym oddziale, jak i w całym szpitalu.
- Spokojnie, nie muszę się powstrzymywać. Kompletny luz, żadnej zmiany na jutro.
Prawie się przyznała do tego, że przełożony wręcz nalegał, aby odpoczęła po odbębnionych dyżurach. Oczywiście w niektórych czynnościach nie miała sobie równych, jednak gdyby spadała wydolność organizmu, mogłoby dojść do tragedii, a tego nikt nie chciał. Z jakim wyrozumiałym personelem miała do czynienia!
Wycieczka nie brzmiałaby szczególnie źle, zwłaszcza, że wraz ze zbliżającymi się zimnymi miesiącami warto było spróbować kolejnych grzańców oraz wybrać się po stosowne ozdoby świąteczne. Może niekoniecznie do londyńskiej Ikei, w której z pewnością pracownicy nadal o nich pamiętali. O ile się nie zmienili, bo jak wiadomo taka ewentualność również wchodziła w grę. Warto przy tym dodać, że pluszowy Olaf towarzyszył Dance po dziś dzień, skitrany gdzieś w wynajmowanym pokoju, nie rozszarpany przez trójkę krwiożerczych przeuroczych chomików, o imionach supergwiazd estradowych.
Podeszła do rzeczonej listwy, co by rzucić na nią fachowym okiem. Co tu dużo się zastanawiać, pozostawało jedynie dopasować ją do właściwego miejsca, po uprzednim, odpowiednim potraktowaniu wewnętrznej części gorącym klejem, za który miała się zabrać osobiście. To będzie wyzwanie na miarę Danielle Woodill. Skoro chomiki potrafiła odpowiednio wychować, oduczyć gryzienia kabli, popisać się medycznymi umiejętnościami w szpitalu, czymże była zwyczajna listwa, czekająca na ponowne połączenie się ze ścianą?
Kiwnęła z wolna głową ostrożnie podnosząc kawałek naderwanego drewna (a może plastiku, cholera wie co Reyesowie mieli na stanie). Zerknęła jeszcze na podrzucającego piszczącą zabawką Barry’ego, przywołując na usta wyraźniejszy uśmiech.
- Czekaj czekaj - uniosła w górę palec, lekko mrużąc oczy w ten zabawny sposób. - Ale tak bez wina mam próbować? Jedna lampka na zachętę się należy.
Przecież nie stanie się od kilku łyków od razu pijana do tego stopnia żeby sobie ręce poparzyć, albo udekorować Reyesową podłogę śladami zbrodni.
- Tylko Barry’ego trzeba jakoś zabezpieczyć, żeby go nie poparzyło czasem. Chyba, że jest grzeczny i będzie obserwował tylko z daleka?
Przeniosła uwagę na czworonoga i uniosła wymownie brwi, zaraz powracając wzrokiem do przyjaciółki.
- Dobra, trzeba ogarnąć. Nina no dawaj!
Niesprecyzowane zostało czy chodzi o wino czy odciaganie Barry’ego, więc w międzyczasie Woodill zgarnęła sobie zalegającą na jednym z krzeseł poduszkę. Bezceremonialnie usiadła z nią na podłodze, co by przyjrzeć się dokładniej zepsutej rzeczy.
- Tam są jakieś plastikowe haczyki dodatkowo, może to powinno się klejem potraktować - myślała na głos, to mrużąc oczy, to pocierając z zastanowieniem podbródek. Już ona to rozpracuje, nie ma bata.
_________________



[Profil]
 
 
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2018-12-27, 01:25   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


W kwestii pracoholizmu Danka i Nina zdecydowanie mogły podać sobie ręce. Reyes wprost uwielbiała siedzieć w labie i czasami gdyby mogła, to by tam chyba nocowała. Każdą przerwę w pracy wykorzystywała, by popracować nad czymś innym - czytała publikacje, obrabiała zdjęcia czy wyniki do swojej pracy, wymyślała nowe obowiązki, za które mogła się zabrać. Kolejna konferencja? Jeszcze jeden grant? Proszę bardzo. Tego wieczora pozwoliła sobie na wypicie wina (czy tam kilku) z przyjaciółką, ale nawet na święta nie pojedzie do domu, bo przecież będzie trzeba nakarmić dzieci komórki.
- To super! - szczerze ucieszyła się Hiszpanka, ale zamiast się szeroko uśmiechnąć, przybrała zamyśloną minę, bo faktycznie, przez kilka sekund jeszcze się nad czymś zastanawiała. Dopiero po tym czasie spojrzała badawczo na Woodill. - Chcesz zostać na noc? Możemy sobie zrobić jakieś pidżama party, może Yev się przyłączy - wzruszyła ramionami. To nie był zły pomysł, tak się jej przynajmniej wydawało, może poza tym, że będzie musiała puścić cynk, że i ona jutro się nigdzie nie pojawi (nie miała jednak zajęć ze studentami, więc mogła sobie na to pozwolić), no i nie uprzedziła Danki, by ta wzięła piżamkę. Ostatecznie mogła jej pożyczyć którąś ze swoich, były chyba podobnych wymiarów. Albo Danka mogła siedzieć bez piżamki. Nikt by się nie obraził, zwłaszcza Nina, choć nigdy nie przyznałaby tego głośno. No i kolejnym plusem byłoby to, że Woodill nie musiałaby pijana wracać po nocy do siebie. Teraz gwałciciele czają się na każdym roku.
Reyes obserwowała koleżankę, gdy ta oglądała listwę z każdej strony. Przyklejenie takiego kawałka nie powinno być zbyt trudne, i może gdyby chodziło o taśmę, to Nina faktycznie sama by z tym sobie poradziła - chociaż potem nie wyglądałoby to zbyt ładnie i w końcu na pewno ktoś by się zorientował, że coś tu nie gra. No ale gorący klej to już wyższa szkoła jazdy. Jak dobrze, że mogła liczyć na Dankę.
- Tak jest, kierowniku! - nieumiejętnie zasalutowała, a potem dwa razy obróciła się z lewej na prawo, i z prawej na lewo, właściwie nie wiedząc już, w co ręce włożyć. W końcu zdecydowała się na to, by zaciągnąć Barry'ego do salonu i tam go na trochę zamknąć, a potem zgarnęła z szafki dwa kieliszki i kiedy Danielle oglądała haczyki, Nina szczodrze polewała wina. Nie przejmowała się żadnymi poduszkami, zamiast tego rozsiadła się na podłodze tuż obok przyjaciółki, na tyle blisko, by móc tamtej podać szkło, ale nie na tyle, by jej zasłaniać czy ograniczać ruchy. - Masz - wysunęła w jej kierunku kieliszek. - Musisz nabrać mocy do tej zasranej listwy - wzruszyła ramionami. Sama uważnie przyglądała się poczynaniom Danki, chociaż nie za bardzo miała pojęcie, co się dzieje. No cóż, nieważne. Jej ręce i tak były na wszelkie rozkazy, gotowe do służenia pomocą, jeśli zajdzie potrzeba.
_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
[Profil] [WWW]
   
 
Danielle Woodill



24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-01-17, 21:08   
  

  
Danielle Woodill

  
Who are you when it's 3 AM and you're all alone?

  

  
  
  
  


- Noo, może, nawet.
Brentwood za metropolię nie uchodziło, mogła wrócić na własną rękę, chociaż znała się z Niną na tyle, że bezpardonowe rozwalenie się na kanapie/łóżku/czymkolwiek, na czym dało się spać, również wchodziło w rachubę. Tym bardziej, jeśli rzeczywiście zamierzały wypić wino, a może i coś na dokładkę, bo skoro następny dzień krzyczał „wolne” należało fakt odpowiednio wykorzystać na swoją korzyść. Bo ileż można się babrać w pracowniczych rzeczach.
Piżama była najmniejszym zmartwieniem, jeśli miało się inne ubrania pod spodem, albo kogoś o podobnej posturze – patrz Ninę. Zdaje się nawet po pijaku nie była szalona do tego stopnia, aby pozwalać sobie na spanie nago, szczególnie przebywając u kogoś w domu. Cholera jasna, przecież jej twarz przypominała dojrzałego pomidora po zaledwie jednym pocałunku od kogoś, kto zawracał w ten sposób głowę. Ciekawe co w tym momencie robiła Marisol. Wróć, chwila obecna. Nie powinna porzucać przyjaciółki na rzecz myśli o dziewczynie o niesamowitych oczach.
A nienawistnym napadaczom na ciemnych ulicach mogłaby chętnie prysnąć gazem pieprzowym po oczach. Miała takowy na stanie… a przynajmniej miała gdy rok temu z kawałkiem, kiedy to myślała razem z Bennettem, że mieszkanie dziewcząt nawiedza zły duch. Wątpliwe jest, aby wykorzystała zasobność tego istotnego elementu samoobronnego do tej pory. Jak nie fałszywe alarmy to odważne dziewczęta ratujące ją z opresji czy to przy stłuczonej kostce czy w sytuacji z nieciekawymi pijusami. Naprawdę miała szczęście.
Kiedy Nina prowadziła Barry’ego do innego pokoju, Danka chwyciła za wspomniany wcześniej pistolet, co by naładować go pałką kleju. Taką przezroczystą, wiadomo, o co chodzi. Wahała się jeszcze z podłączeniem go do kontaktu, co widniał u ściany, wyżej od poturbowanej listwy.
Uważniej zerknęła na haczyki wspomagające strukturę listwy, nim obróciła się w stronę Reyes.
Przejęła kieliszek z którego od razu upiła łyk. Dobre, czerwone.
- Ok, słuchaj uważnie - prawie jak na szkoleniu BHP… chociaż nie, wróć, kto w ogóle zapamiętywał sprawy związanego z BHP? - Naniosę tego kleju na listwę, a później przyciśniemy ją do ściany z której odpadła i będziemy tak trzymać dopóki nie powiem stop… zgoda?
Gdy pojawiło się przytaknięcie, również kiwnęła głową.
- Pod żadnym pozorem nie dotykaj tego przezroczystego, bo jak dotkniesz, to wrota piekieł staną przed tobą otworem.
Zrobiła nawet poważną minę dla podkreślenia słów, zupełnie jak sierżant musztrujący żołnierzy. Za chwilę uśmiechnęła się jednak szeroko, na nowo przywołując na twarz uśmiech.
- Ok, wszystko jasne, odpalamy - i po wypiciu jeszcze jednego łyka wina, podłączyła pistolet do kontaktu, wcześniej ustawiając go tak, aby wylot opierał się o metalową podstawkę. Profesjonalizm przede wszystkim.
- Jak wam się mieszka we trójkę w jednym domu…?
Nigdy nie zadała tego pytania, a szczerze mówiąc, odpowiedź była wyczekiwana. Próbowała sobie wyobrazić co by było, gdyby zamieszkała z siostrami pod jednym dachem… Chyba nie sprawdziłoby się za dobrze. Starsze Woodill miały już za sobą ciąże, a także małżeństwo, dosyć stabilne zawody, podczas gdy najmłodsza z nich nadal się doszkalała, a i w życiu uczuciowym była amatorem. Pośród nich uchodziła za dzieciaka, którym starała się nie być, bo przecież te dwadzieścia cztery lata na karku zobowiązywały. Rzekomo. Podobno.
_________________



[Profil]
 
 
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2019-02-10, 12:47   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


Wzruszyła ramionami. Pewnie potem się okaże, czy Danka faktycznie będzie wolała się zbierać, czy jednak zalegnie na czymś miękkim z otwartą, śliniącą się gębą i żadnymi siłami już się jej Reyesowie nie pozbędą. Jej szczęście, że byli przyjaznymi i względnie normalnymi ludźmi, nie będą jej rozbierać ani wrzucać głupich zdjęć do sieci. Mogła sobie być w ciuszkach. Nah, Nina nawet nie wiedziała, jak się wrzuca zdjęcia do sieci.
Czy gaz pieprzowy działał na duchy? To bardzo zastanawiająca sprawa.
Skinęła głową i skupiła się, by słuchać uważnie. Nie chciała strzelić jakiegoś fakapa, bo po pierwsze, gorący klej brzmiał niebezpiecznie, a jej już wystarczało, że się raz oblała kwasem solnym i wypaliło jej dziurę w spodniach (i troszkę w nodze), i po drugie, chciała się z listwą uwinąć jak najszybciej, by potem zalegnąć z Danką na dupie, uchlać się tym winem i odpierdalać jakieś głupoty. To bardzo dobry plan na wieczór, niestety, przyjemności należało zostawić na koniec.
- Tak jest, kierowniczko - zgodziła się, notując w głowie kolejne kroki. Wrota piekieł brzmiały przerażająco, nawet dla kogoś, kto w życiu kieruje się rozumem i naukowym podejściem. Ostatecznie, w głębi planety znajdowały się pokłady bardzo gorącej lawy, kto wie, czy to nie jest to nieszczęsne piekło? Co jak co, ale nie chciałaby tam skończyć. No, chociaż widoki mogłyby być fascynujące. Nina także upiła jeszcze wina - na odwagę - po czym odstawiła kieliszek na podłogę, by mieć wolne ręce i by nic jej nie przeszkadzało. Chociaż, ofc, wino przecież nijak nie przeszkadza. Wystawiła ręce do przodu, gdyby Danka chciała jej coś w nie wsadzić, mogła potrzymać i w ogóle, choć sama nie wiedziała, co powinna. Obserwowała uważnie poczynania przyjaciółki, tak skupiona, że niemal nie dotarło do niej pytanie Woodill. Dopiero po chwili na twarzy Niny pojawiło się zdziwienie, kiedy zorientowała się, co zostało właśnie powiedziane. - Co? - zapytała jeszcze głupkowato, choć przecież dobrze wiedziała. - A, w porządku - wzruszyła w końcu ramionami. - No, całkiem spoko. I tak rzadko tu bywam, wiesz, większość czasu siedzę jednak na uniwerku. Ale zawsze to milej, niż być samemu, tak myślę. Chociaż Yevtsye czasami mnie dobija z solą rozsypaną po wszystkich parapetach - ściszyła głos, odruchowo się krzywiąc. Kochała siostrę, oczywiście, ale wszystko ma swoje granice. - Wiesz, co ostatnio wymyśliła? Nawiedzonego kwiatka o trzeciej w nocy. Jeszcze ten futrzany zdrajca jej w tym pomógł - skinęła głową w kierunku salonu, gdzie zamknięty był teraz Barry. Nie wspominała dobrze tamtej nocy, choć pewnie już niedługo będzie się z tego śmiać. Na razie jednak pamiętała, jak bardzo niewyspana była rano, i jak wyciągała psu z łapy kawałeczek rozbitej doniczki, której Yev dokładnie nie wysprzątała. Oczywiście, za to ostatnie już siostry nie obwiniała, bo to nie takie proste, a doniczka wyleciała z rąk Niny, nie zmienia to jednak faktu, że cała historia była jakimś kosmosem. Yev była pierwszym dowodem na to, że wiek to tylko liczba. Była przecież starsza od Niny, a, zdaniem młodszej siostry, troszkę mniej rozumna, choć niezbyt dobrze to brzmi. Za to dwadzieścia cztery to żadna dorosłość, bzdury jakieś. Nina ze swoim ćwierćwieczem na karku wcale nie czuła się dorosła, nie było takiej potrzeby. Po co? Można się troszczyć o siebie, a jednocześnie wciąż cieszyć się życiem. Dorosłość brzmi jak dokładna odwrotność tego ostatniego.
_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
  
[Profil] [WWW]
   
 
Danielle Woodill



24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2019-02-18, 23:33   
  

  
Danielle Woodill

  
Who are you when it's 3 AM and you're all alone?

  

  
  
  
  


Gdyby nie bojaźliwość, wpisana w sposób bycia Danielle, nie brałaby pod uwagę żadnego pryskania duchów gazem pieprzowym czy innym specyfikiem, zwalczającym stonki albo coś podobnego. Ostatecznie to dobrze, że nie wyskoczyła na włamywacza z partyzanta, rozpylając przed siebie chemikalia. Nikt nie musiał być specem, aby stwierdzić, że podobnie drażniąca rzecz przyczyniłaby się do przynajmniej częściowej krzywdy niewielkiej sikorki. Wyrzuty sumienia zżerałyby ją od środka.
Wrota piekieł mogły być wyrażeniem uniwersalnym, bo jak wiadomo powszechnie, dla każdego piekło objawiało się inaczej - bycie zmuszonym do słuchania muzyki Biebera przez okrągłą dobę; klauny z piłami łańcuchowymi zamiast rąk; sekcja żaby przeprowadzana w kółku na zapętleniu czasowym; wykupione bilety na koncert Ariany Grande - konceptów można jeszcze podać mnóstwo.
Uniosła brwi, ponaglając Ninę z odpowiedzią, bo właśnie wyłapała ten moment zawieszenia.
- To brzmi jak coś, co zrobiłaby Yev - zaśmiała się cicho, nadzorując pracę pistoletu na gorący klej, co to został podłączony. Chyba nie trzeba było na niego czekać, jak w przypadku lutownicy? Nie, żeby Danka była nagle specem od lutownic, klejów czy innych narzędzi domowego majsterkownika.
- Nie wiedziałam, że kwiaty mogą być nawiedzone - wyjawiła rzeczowym tonem, instruując Reyes, aby chwyciła listwę w miarę stabilnie, przy końcach, w celu naniesienia kleju, o czym wspomniała wcześniej. Chronologia!
- Teraz uważaj, powoli- przemawiała ze skupieniem, oburącz trzymając pistolet, zostawiający po sobie klejową smugę (?) w wyżłobieniu w listwie. Profesjonalizm pierwsza klasa.
- Więc ten kwiatek przeżył, odprawiłyście na nim latynoskie egzorcyzmy czy musiał pożegnać się ze światem?
Skinęła głowa, gdy już klej został odpowiednio zaaplikowany, a Woodill mogła przejąć listwę po uprzednim odłożeniu pistolecika do metalowej podstawki i odłączeniu go od kontaktu. Nie zamierzały przecież zeskrobywać przejrzystych plam z podłogi, niby to wosku, a jednak bardziej upierdliwego. Miały jeszcze inne rzeczy do roboty, a chociaż wino nie stygło, przemawiało do Dankowej podświadomości, w komunikatach całkiem wymownych. Wypij mnie. Już, przecież się nie rozdwoi.
- Profesjonalny montaż WoodillFix sp. Z.o.o, polecamy się na przyszłość! - przycisnęła listwę do odpowiedniego miejsca, napierając na nią rękoma co by odpowiednio się zaprzyjaźniła ze ścianą, bo zostanie z nią na dłużej. Bez Danki, ona miała swoje perypetie, niekoniecznie ścianowo-listwowe.
W tej samej chwili do przytrzymującej listwę dziewczyny, dobiegło poszczekiwanie Barry’ego co to koniecznie chciał wydostać się z pomieszczenia, w którym został zamknięty. Drapanie pazurami mówiło samo za się. Czyżby właśnie chciał przekazać Dance, jak bardzo był z niej dumny za wykonanie misji specjalnej? Posłała w stronę Niny niewielki uśmiech.

Ukryj: 

- Barry chyba chce się przyłączyć do picia… - urwała w połowie zdania, bo oto w oczy rzucił jej się widok dosyć niespodziewany. Żadnego mialknięcia na przywitanie - me, ani be, zwyczajne, casuallowe lampienie się na inny obiekt z królestwa zwierząt. Homo sapiens, samica w wieku niespełnych dwudziestu-pięciu wiosen, egzemplarz lekko przemęczony i podatny na sugestie innych przedstawicieli gatunku, jak również tych nieco odmiennych: Felis catus, również Felis silvestris catus lub Felis (silvestris) domesticus. Czy to nie był Geralt? Nie… ten wyglądał inaczej. A może…
- Zostawiłaś otwarte drzwi, albo… macie kota?
I własna przyjaciółka by jej nie powiedziała, że są w posiadaniu jednej z tych uroczych kulek sierści, syczących pod wąsami, gdy człowiek nie chciał wykonywać swoich powinności niewolnika? Nie ma mowy, aby kot teleportował się do mieszkania Reyesów… chyba, że nie był zwyczajnym, burym kotem. Profesor McGonagall?!
_________________



[Profil]
 
 
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2019-02-19, 20:24   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


Wyskoczenie z gazem pieprzowym na włamywacza miałoby przynajmniej jakiś sens, w przeciwieństwie do pryskania duchów, przecież nie mają one żadnej materialnej postaci, to tak, jakby Danka psikała w powietrze. Oczywiście, Nina po prostu nie wierzyła w duchy, do tego się to wszystko sprowadzało. Była racjonalna - chyba najbardziej w tej rodzinie, no a przynajmniej bardziej od starszej siostry. Nawiedzone kwiatki nie istniały. Ani duchy. O rany, kto im wciskał do głowy te bzdury? Dla niej wrota piekieł brzmiały właśnie jak ludzie zaślepieni jakimiś dziwnymi wymysłami, które kompletnie nie mają pokrycia w codziennym życiu. Obsypanie parapetów solą to tworzenie syfu a nie chronienie przed nieczystymi siłami. Może nieczyste siły powinny się umyć?
- Bo nie mogą, jak cokolwiek może nawiedzić kwiatka? Nie ma czegoś takiego, jak nawiedzenie - a każda kolejna Emily Rose powinna się leczyć u psychiatry, ot co. Chciała, aby Danka ją poparła, też przecież znajdowała się w posiadaniu umysłu ścisłego, inaczej za nic nie skończyłaby medycyny. Uważnie i z należytą ostrożnością podążała za instrukcjami Danielle. Nie chciała niczego spieprzyć, od tej listwy zależało jej życie. To znaczy, od tego, czy Jayden zauważy, że się jej stało niedobrego. - Stłukłam go, przypadkiem, a potem Yev dała mi jakieś dziwne zioła, po których całkiem odleciałam. No i nie wiem, rano niczego nie było, pewnie szalała całą noc przerzucając każdą drobinkę ziemi przez lewe ramię - wzruszyła ramionami. Właściwie, nie interesowało jej jakoś wybitnie, co dokładnie Yevtsye robiła. Przynajmniej robiła to cicho - ale tak bardzo naćpała Ninę, że ta nie miała możliwości się obudzić. Po takiej siostrze można się spodziewać wszystkiego. Ciekawostka: Reyesy nie są Latynosami, więc egzorcyzmy Yev raczej nie były latynoskie, chyba że jest bardzo obeznana w obcych kulturach. Z nią to nigdy nic nie wiadomo.
- Dziękuję! - ucieszyła się, kiedy Danka skończyła z listwą, a kiedy ta już miała wolne ręce, albo zajęte tylko winem, które może i nie stygnie, ale na pewno paruje, Nina zarzuciła jej ręce na szyję. - Jesteś najlepsza - uściskała ją z pełnią swojej hiszpańskiej miłości skierowanej w stronę przyjaciół. Dopiero szczekanie Barry'ego odwróciła jej uwagę, więc wypuściła przyjaciółkę i spojrzała w stronę pokoju. Walić chronologię. Chciała skomentować zachowanie psa, ale pokręciła tylko głową. Nie mogła go jeszcze wypuścić, musiały przecież posprzątać, bo znając życie, to Barry skleiłby sobie nos na gorąco. - Kota? Nie... - odpowiedziała bez namysłu, bo takie były fakty, a nawet nie zrozumiała, skąd u Danki to pytanie - dopiero po chwili i ona zobaczyła obce futro na psim terytorium. Że też się to nie bało zapachów! - To nie jest nasz kot - zmarszczyła brwi, wpatrując się w zwierzę, a potem z tą samą miną odwróciła się do Danielle. - Co on tu robi? - spytała, licząc na jakieś racjonalne wytłumaczenie, choć było o to chyba dość trudno w zaistniałej sytuacji. Reyes nawet nie wiedziała, co miałaby teraz z tym kotem zrobić. Ten, wręcz odwrotnie. Wszedł do kuchni jak do siebie, ominął dziewczyny, wskoczył na kuchenne krzesło, a potem na stół. Skubany wiedział, gdzie iść - prosto do butelek z winem. Musiał być oswojony, skoro nie bał się ludzi, no i nie wyglądał też na zaniedbanego. Nina jednak nie potrafiła skojarzyć, czy któryś z sąsiadów znajdował się w posiadaniu akurat takiego kota.
_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
[Profil] [WWW]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6