Poprzedni temat «» Następny temat
#4 Idealna dziewczyna dla mojej psiapsi
Autor Wiadomość
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2018-08-23, 23:49   #4 Idealna dziewczyna dla mojej psiapsi
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


/po wszystkim + ciuszki

Największa oczywistościa na całym świecie jest to, że Ivy kocha Yevtsye najbardziej na świecie, jako oczywiście przyjaciółkę, i troszczy się o nia też najbardziej na świecie, i jeżeli chodzi o życie uczuciowe jej przyjaciółki, to zawsze słucha bardzo uważnie. Właściwie zawsze słucha jej bardzo uważnie, bo Yevtsye jest oczywiście bardzo madra osoba i należy jej słuchać, i do tego wszystkiego ma (miała?) fantastycznego chłopaka, i pewnie najskrytszym marzeniem Ivy było dołaczyć do ich trójkaciku, no ale zdaje się, że pewnych rzeczy nie wypada robić przyjaciołom. To znaczy, nie żeby one się tym przejmowały, bo kiedy poleciały na brazylijski trip i zupełnie przypadkiem trafiły na plażę nudystów, to obie wyskoczyły z ciuszków całkiem szybko, ale wciaż wszystko było czysto platoniczne. Dla Ivy najważniejsze jest porozumienie dusz, i choć takich bratnich osobowości miała wokół siebie mnóstwo, to im wszystkim życzyła szczęścia, jednocześnie wcale nie widzac siebie jako odpowiednia osobę, jeśli chodzi o tworzenie jakiejś pary. Tak było z Fitzem, czemu Joey był wyraźnie przeciwny, i tak też oczywiście było z Yevtsye.
Kiedy zatem Yevstey nakręciła i siebie, i Ivy opowieściami o dziewczynie, jaka gdzieś poznała, i która miała restaurację kilka uliczek dalej, i tak dalej, i tak dalej, Ivy musiała dowiedzieć się o tej dziewczynie czegoś więcej. Imię i nazwisko Yev pewnie zdradziła jej sama, więc reszta poszła już z górki. Podpytała trochę mamę Scheller, trochę znajomych z okolicy, a że Ivy znała prawie wszystkich w tej mieścinie (i już na pewno wszystkie ploteczki), dowiedziała się, gdzie Caden mieszka i jakie ciasto lubi. Nie, żeby miała jej upiec je sama, ale uprosiła Mamę Scheller, by ta coś przygotowała, bo to przecież sprawa najwyższej wagi. Takim też sposobem różowowłosa Ivy stanęła przed drzwiami najmłodszej Holgate, z plastikowym pudełkiem pełnym jakiegoś smacznego ciasta i szerokim uśmiechem, gotowa zapoznać się z dziewczyna. Oby tamta tylko była w domu!
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Caden Holgate








27

szefuje w Sands Bistro

straciła głowę dla Yevtsye

Southend

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, parker, woodill

nieobecność: żyję od niedzieli do wtorku

Wysłany: 2018-10-08, 09:04   
  

  
Caden Holgate

  
life should be about more than just surviving


| po Yev

Większość dnia spędziła w pracy, nie do końca się na niej skupiając. Niemal całą jej uwagę pochłaniał co chwilę wibrujący telefon, który wywoływał nie tylko uśmiech na jej twarzy, ale również sprawiał, że oblewała się lekkim rumieńcem. Nigdy wcześniej nie odczuwała niczego podobnego, aż do dnia, w którym pewna śliczna Hiszpanka wkroczyła do jej życia. Było to dość dziwne i nieco ogłupiające doświadczenie, które pomimo pewnego ogłupienia, odbierała pozytywnie.
Po powrocie z restauracji, postanowiła udać się na dłuższy spacer z Griffinem, który powitał ją bardzo radośnie. Upięła smycz przy jego obroży i wspólnie udali się nad brzeg morza. Uwielbiała te wieczorne spacery i wsłuchiwanie się w szum fal, roztrzaskujących się o falochrony. W takich momentach zazwyczaj zapominała o całym świecie, aczkolwiek teraz było inaczej. Całkowicie skupiała się na Yevtsye, za którą zdążyła się już porządnie stęsknić, nawet jeśli w życiu by się do tego otwarcie nie przyznała. Nie przy niej, bo Griffinowi zdążyła opowiedzieć o wszystkim.
- Pora wracać, zanim odmarznie ci tyłek - zaśmiała się, obierając kierunek prowadzący do ich wspólnego domu. Nie mieszkali daleko od plaży, tak więc po kilku minutach znaleźli się przy niewielkiej furtce i wtedy też Caden dostrzegła nieznaną jej postać, wyczekującą pod drzwiami jej ciepłego gniazdka. - Mogę w czymś pomóc? - zapytała, podchodząc bliżej, jednocześnie mocniej zaciskając rękę na smyczy. Griffin rósł szybko i starzał się z każdym dniem, ale wciąż zachowywał się jak szczeniak. Nieposkromione pokłady energii wyładowywał podczas zabawy z każdym, kto wydawał się być do tego odpowiedni. Tak też Holgate obawiała się, że młoda dziewczyna, może okazać się kolejną jego ofiarą. Chciała tego uniknąć.
_________________



[Profil] [WWW]
   
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2018-10-26, 19:41   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


Ivy stała tak pod drzwiami dłuższą chwilę, czekała cierpliwie na to, aż ktoś - najlepiej Caden - otworzy jej drzwi, tak się jednak nie stało. Westchnęła cichutko po kolejnym dzwonku i pukaniu, bo przecież dzwonek mógł nie działać, i już miała się odwrócić, by ze swoim smacznym ciastem udać się gdzie indziej, ale nim zdążyła przestąpić z jednej nogi na drugą, zza jej pleców dobiegło pytanie. Uśmiechnęła się szeroko i natychmiast odwróciła, niemal tracąc równowagę, ale na szczęście od razu ją odzyskała, nie wypuściła ciasta z rąk, a jedynie rozentuzjazmowana wbiła wzrok w dziewczynę. Właściwie, w kobietę. Może nie była od niej dużo starsza, ale prezentowała się znacznie bardziej elegancko, niż Ivy i koleżanki w jej wieku, no i nawet z twarzy była jakaś taka troszkę poważniejsza. A może to po prostu Scheller wyglądała jak dziecko? Och, no i miała pieska! Był przeuroczy i Ivy jemu także posłała szeroki uśmiech, kiedy zaczął się do niej wyrywać, merdając wesoło ogonkiem. Niestety obie jej ręce trzymały ciasto, nie mogła więc pogłaskać futrzastego, miała jednak nadzieję, że zaraz będzie mogła to nadrobić.
- Dzień dobry - dygnęła lekko, witając się. - Szukam Caden Holgate. To pani? Niezmiernie mi miło. Przyszłam z ciastem, bardzo chciałam panią poznać, to znaczy, wiem, że pani już tu trochę mieszka, ja mieszkam niedaleko, no i moja mama jest w Radzie Osiedla i upiekła ciasto, i to wspaniałe, że pani tu przyjechała i prowadzi restaurację i... Jestem Ivy - zreflektowała się w końcu, uśmiechnęła i wzięła oddech, który straciła przez nawijanie bez najmniejszej przerwy. No cóż, swojego prawdziwego powodu przyjścia nie wyjawiła, a był zapewne najważniejszy, przynajmniej dla niej samej, ale hej - w niczym nie skłamała. A to świetny początek znajomości, o ile oczywiście Holgate to doceni i nie pogoni jej sprzed wejścia. A co, gdyby spuściła psa, który na jedną komendą z przeuroczego pimpuszka stałby się morderczą bestią? W głowie Ivy to jednak nie było możliwe.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Caden Holgate








27

szefuje w Sands Bistro

straciła głowę dla Yevtsye

Southend

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, parker, woodill

nieobecność: żyję od niedzieli do wtorku

Wysłany: 2018-11-01, 10:48   
  

  
Caden Holgate

  
life should be about more than just surviving


Nie przekroczyła furtki, w dalszym ciągu zaciskając palce na smyczy Griffina i z zainteresowaniem na twarzy przysłuchiwała się słowom dziewczyny, która w tym momencie zaczęła wyglądać jakoś znajomo. Możliwe, że Holgate minęła ją na jednej z miejscowych ulic, czy w jakimś sklepie, a trzeba przyznać, że za sprawą koloru włosów, zdecydowanie zwracała na siebie uwagę przechodniów. Nawet jeśli wszelaka kontrowersja, już dawno przestała robić wrażenie na mieszkańcach Southend, w tym Caden.
- Dzień dobry - odezwała się dopiero wtedy, gdy zdawało jej się, że Ivy nie ma zamiaru powiedzieć nic więcej. Słowa dziewczyny nieco zbiły ją z tropu, bo faktycznie nazywała się Caden Holgate, ale zamieszkiwała rodzinny dom chyba nieco dłużej, niż wydawało się różowowłosej. - Też miło mi cię poznać, Ivy - uśmiechnęła się, bo z powodu dzielącej ich odległości, nie była w stanie podać jej ręki. Zawsze mogła przekroczyć furtkę i zmniejszyć dystans, czego jednak nie uczyniła przez wzgląd na Griffina. Tym bardziej, że ten zdawał się wpatrywać w nieznajomą z większą euforią niż na pełną miskę jedzenia. - Co masz na myśli mówiąc, że przyjechałam tutaj i prowadzę restaurację? Urodziłam się w Southend, a knajpka jest rodzinnym interesem - wyjaśniła, nie czekając na odpowiedź, którą i tak chętnie by usłyszała. Nie miała przecież pojęcia, dlaczego ktoś miałby wziąć ją za przyjezdną. - I mów mi Caden, nie jestem żadną panią... no chyba, że wyglądam już tak staro - zaśmiała się, mając nadzieję, że wcześniejszymi słowami nie wpędziła Ivy w zakłopotanie.
Była zaskoczona tą niespodziewaną wizytą i miłym powitaniem, a z racji tego, że nie miała żadnych planów na wieczór, nie musiała wymyślać bezsensownych wymówek na pozbycie się nieznajomej. Postanowiła jednak dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat, zanim zdecyduje się wpuścić ją do domu, co samo w sobie było dość radykalnym pomysłem. Może i wyglądała niewinnie i niegroźnie, ale kto wie, co siedziało jej w głowie.
- Powiesz mi, czym zasłużyłam sobie na tak miłe najście? - dopytała, orientując się, że tak naprawdę w dalszym ciągu nie poznała powodu jej przybycia. Tym samym chciała odrobinę przedłużyć moment, w którym zdecyduje się stanąć po drugiej stronie ogrodzenia, na co Griffin czekał niecierpliwie. Wskazywał na to nie tylko jego wzrok, ale również ogon, którym energicznie sobie machał.
_________________



[Profil] [WWW]
   
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2018-11-28, 21:16   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


Ivy zawsze lubiła się wyróżniać z tłumu, potrzebowała uwagi, a przecież jeśli byłaby taka, jak wszyscy inni, to nie udałoby się jej takowej zyskać. Farbowała włosy, była głośna i radosna, i faktycznie mogła rzucać się w oczy. O to jej przecież chodziło. Nie ważne, jak o tobie mówią, byle by mówili.
Scheller skwitowała przywitanie szerokim uśmiechem. Nie miałaby nic przeciwko, by przywitać się z psem, który wydawał się być przepiękny, a ona przecież uwielbiała wszelki zwierzęta (zapewne dlatego we własnym domu miała między innymi kozę...), ale miała jednak naczynie z ciastem, a i nie nawykła molestować psich uszu od pierwszej chwili. Wolała spytać właściciela o pozwolenie, on przecież powinien znać swoje psa najlepiej.
- Ojej, naprawdę? Och, to jeszcze lepiej! - ucieszyła się, zupełnie nie przejmując się swoją pomyłką, która równie dobrze mogła być zamierzona, byle tylko znalazł pretekst do odwiedzin. Z drugiej strony, Ivy była czasami naprawdę głupiutka - w uroczy sposób, a jednak mogła się pomylić nawet w takich faktach. No cóż, życie Caden nie interesowało jej do momentu, w którym nie usłyszała o kobiecie od Yevtsye. Być może nie udało jej się połączyć wszystkich zasłyszanych plotek w spójną całość, huh. Różowowłosa pokręciła stanowczo głową. Oczywiście, że tamta nie wyglądała staro. Owszem, wyglądała dojrzalej, niż Ivy, ale z kolei Ivy wyglądała na jakieś szesnaście lat, więc to w żaden sposób Caden nie uwłaczało. - Och, chciałam się tylko przywitać - wyjaśniła wprost, chociaż kiedy tak wpatrywała się to w Holgate, to w jej psa, uznała, że to chyba niewystarczające wyjaśnienie. - Och, tak naprawdę przysłała mnie mama, ponieważ jak już mówiłam, jest w Radzie Osiedla, i chciała zaprosić panią na spotkanie... To znaczy, ciebie, chciała zaprosić na spotkanie, i resztę twojej rodziny, jeśli nie mielibyście nic przeciwko, ponieważ wasz restauracja staje się coraz ważniejszą częścią Southend, no i może udałoby się nawiązać jakąś współpracę? Ja dokładnie nie wiem, przyszłam tylko z ciastem, jest bardzo smaczne, mama sama piekła, a ja chciałam cię lepiej poznać, jeśli nie miałabyś nic przeciwko, bo to wspaniale, że prowadzicie tę restaurację, chociaż rzadko tam bywam. Ale z zewnątrz wygląda naprawdę ślicznie! - kiwała głową i przestępowała z nogi na nogę, bo ciasto w rękach ograniczało jej możliwości gestykulowania. Mogłaby tak jeszcze nadawać i nadawać, przerwała tylko dlatego, bo musiała złapać oddech, którego przez chwilę jej zabrakło. - Masz prześlicznego psa - dodała jeszcze na koniec, uśmiechając się szerzej, najpierw do Holgate, a potem do Griffina. Nie mogła go przecież ignorować, skoro stał tuż obok i także był uczestnikiem tego jakże miłego spotkania.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Caden Holgate








27

szefuje w Sands Bistro

straciła głowę dla Yevtsye

Southend

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, parker, woodill

nieobecność: żyję od niedzieli do wtorku

Wysłany: 2018-12-09, 02:18   
  

  
Caden Holgate

  
life should be about more than just surviving


Z coraz większym zaciekawieniem przyglądała się dziewczynie, która swoim gadulstwem w pewien sposób przypominał jej Yevtsye, chociaż tej nie była w stanie przyrównać do nikogo innego. Hiszpanka była wyjątkowa, a Caden miała pewność, że na tym świecie nie było nikogo innego, kto mógłby dorównać jej zajebistością. Zdawało się, że wpadła po same uszy, chociaż starała się zachować pewien dystans, a działo się tak zapewne przez wzgląd na ciągłe pozostanie w szafie.
- Skoro tak przedstawiasz sprawę, nie pozostaje mi nic innego niż zaprosić cię do środka - powiedziała w końcu, chyba uświadamiając sobie, że dziewczyna nie jest w stanie wyrządzić jej żadnej krzywdy. - Tak więc zapraszam i wybacz mi mój brak gościnności - mówiąc, położyła rękę na furtce, którą następnie pchnęła lekko. W tym samym czasie Griffin ruszył do przodu i z pewnością gdyby nie ograniczenie, jakie dawała mu smycz, rzuciłby się na różowowłosą i zabrał się za lizanie. Oczywiście najpierw zająłby się ciastem, które znajdowało się w jej rękach. - Mam nadzieję, że lubisz psy, bo ten narwaniec nie da ci spokoju - uśmiechnęła się, a gdy znalazła się wystarczająco blisko, podała dziewczynie rękę. - Miło poznać - wykazała się gestem kultury, której nauczyła się od starszego rodzeństwa. W dalszym ciągu zaciskając palce na smyczy czworonoga, zręcznie wyminęła dziewczynę, otworzyła drzwi i oświeciła światło w przedpokoju. - Zapraszam do środka - pozwoliła nieznajomej pierwszej przekroczyć próg jej domu.
Gdy już obie znalazły się w środku, Caden przejęła od różowowłosej ciasto, tym samym pozwalając jej na spokojne zrzucenie wierzchniego okrycia. Tak przynajmniej by to wyglądało, gdyby nie Griffin, który uwolniony ze smyczy, od razu znalazł się przy dziewczynie i wyglądało to tak, jakby nie miał zamiaru dawać jej spokoju.
- O jakie spotkanie chodzi twojej mamie? - zapytała, w ogóle nie zdając sobie sprawy, że to wszystko było tylko wymówką i do żadnego spotkania nie dojdzie. - Poza tym, napijesz się czegoś? Mam chyba wszystko z wyjątkiem mocnego alkoholu, ale jeśli lubisz wino... skończyłaś osiemnaście lat, prawda? - spojrzała na nią pytająco, nie mając pewności, czy w tym momencie nie strzeliła gafy. W końcu proponowanie alkoholu nieletniej było dla niej rzeczą niestosowną.
_________________



[Profil] [WWW]
   
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2019-01-05, 01:14   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


Nic dziwnego, że Yevtsye i Ivy były najlepszymi przyjaciółkami, wiele je łączyło (na przykład miłość do Enrike), właśnie dlatego Ivy się tu dziś pojawiła. Choć oczywiście nikt o tym nie wiedział, prócz niej samej i pani Scheller, która wbrew swojej woli została wciągnięta w tę paskudną intrygę. Wszystko to oczywiście było w dobrej woli. Ivy miała wrażenie, że Yev nie przedstawi jej zbyt szybko swojej nowej dziewczyny, a przynajmniej nie tak szybko, jak ona sama by chciała, więc musiała wziąć sprawy w swoje ręce.
- Naprawdę? Dziękuję - rzuciła z autentycznym zaskoczeniem, jakby to wcale nie było to, po co tu przyszła. - Absolutnie nie masz za co przepraszać! - sprostowała od razu. Rozumiała przezorność, sama też nie wpuszczała obcych ludzi do domu (co innego z ziomkami, z którymi obaliła wino na ostatniej imprezie, a których imienia nawet nie pamiętała), a choć ona nie miała żadnych złych zamiarów, to nie oznaczało to, że każdy mógł o tym wiedzieć. Równie dobrze ciasto mogło być zatrute, a kiedy Caden po zjedzeniu go straciłaby przytomność, ona mogła splądrować jej dom. To straszne, ale takie sytuacje się zdarzały. Na szczęście, to nie będzie jedna z nich. - Uwielbiam psy, są wspaniałe - pokiwała zawzięcie głową, przekładając ciasto do jednej ręki, dość nieporadnie, choć bardzo nie chciała go upuścić, w końcu jednak udało jej wysunąć dłoń spod pudełka i uścisnąć tę, którą podała jej Holgate. Posłusznie weszła do środka, a potem przekazała wypiek, uwalniając tym samym swoje ręce. W końcu! Nie zaczęła jednak od zdejmowania kurtki, zamiast tego ukucnęła obok psiaka, który domagał się pieszczot. Wyciągnęła ostrożnie dłoń, by ten mógł ją powąchać, ale Griffin chyba nie bawił się w takie sztuczki, bo zaraz zaczął trącać ją nosem. Posłusznie zaczęła czochrać go po głowie i karku, a kiedy pies trochę bardziej na nią naparł, ona pacnęła tyłkiem o podłogę. Roześmiała się tylko rozkosznie, obrzucając psa mnóstwem uroczych buubu - epitetów i dając mu się nawet polizać po twarzy. Dla niej żaden problem, ale jednak odsunęła trochę głowę, bo gdyby pies zlizał zbyt wiele kosmetyków, to jemu mogłaby stać się krzywda. - Psy są wspaniałe, też mam jednego, ale jest dużo, dużo mniejszy, wzięłam go ze schroniska i jest w typie biszonfrajza, a mój brat ma corgiego, i mam jeszcze kozę, a odkąd w naszej piwnicy urodziły się koty, to też z nami mieszkają. Jak ma na imię - spojrzała z dołu na Caden, dopiero po chwili orientując się, że chyba nie wypada tak siedzieć, skoro tamta oferuje alkohol. Co prawda przy jej miniaturowym wzroście nie było widać aż tak wielkiej różnicy, kiedy stała, a kiedy siedziała, ale zaraz podniosła i zabrała za ściąganie kurtki i butów, co chwilę znów głaszcząc psa. - Tak, oczywiście, że jestem pełnoletnia - pokiwała głową, kiedy już stanęła wyprostowana i gotowa, by się sponiewierać. - Wiem, że nie wyglądam, ale mam już dwadzieścia dwa lata - zachichotała. - Mogę ci pokazać dowód, jeśli chcesz, ale nie musisz się niczym martwić - matka widziała ją w znacznie gorszych okolicznościach, niż porobioną winem. - Właściwie to nie wiem dokładnie, o jakie spotkanie chodzi mamie, ale chętnie dam ci jej numer telefonu, ona ci wszystko opowie i ustalicie datę, jaka by ci pasowała, moja mama jest super - i właściwie, to już tak bardzo nie wkręcała Caden. Może i to wszystko było pomysłem córki, ale na pewno nie będzie tak, że matka odeśle Holgate z kwitkiem. Zorganizowanie jakiegoś miasteczkowego wydarzenia w ich restauracji mogłoby być fajną sprawą, albo zaproszenie ich gdzieś w ramach jakiegoś cateringu. Tylko że to już była broszka starszej Scheller. Ivy nie miała głowy do takich rzeczy, od razu by coś pokręciła, więc najłatwiej byłoby się wykpić. Poza tym, miała ważniejsze tematy do omówienia z Caden Holgate, choć jeszcze nie bardzo wiedziała, jak do nich przejść, jednocześnie nie płosząc kobiety. No cóż, może jej gadatliwość sama to załatwi, jak już Ivy pozwoli swojej gębie popłynąć z prądem.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Caden Holgate








27

szefuje w Sands Bistro

straciła głowę dla Yevtsye

Southend

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, parker, woodill

nieobecność: żyję od niedzieli do wtorku

Wysłany: 2019-01-05, 15:35   
  

  
Caden Holgate

  
life should be about more than just surviving


Powinna być bardziej ostrożna, ale tym razem postanowiła zawierzyć własnemu przeczuciu, a te podpowiadało jej, że Ivy jest mniej groźna od Griffina, który był najbardziej potulnym stworzeniem z jakim miała styczność w całym swoim życiu. Gdyby do tego jeszcze przedstawiła się z nazwiska, wszystkie obawy jakie pojawiły się u Caden, zniknęłyby w jednej chwili. Pani Sheller była znana w okolicy, a do tego mieszkańcy osiedla pałali do niej sympatią. Sama Holgate miała okazję rozmawiać z nią kilkakrotnie i musiała przyznać, że kobieta wywarła na niej spore wrażenie. Trochę przypominała jej matkę, którą przedwcześnie straciła.
Z uśmiechem na ustach przyglądała się zabawie dziewczyny z czworonogiem. Sama mimo wielkich chęci, nie mogła poświęcić mu tak wiele czasu jak by chciała. Restauracja zajmowała ją całkowicie, od kiedy Spencer zdecydowała się postawić na aktorstwo. Było jej ciężko, lecz nie narzekała, zadowolona z tego, że może robić w życiu to co wymarzyła sobie w latach młodości.
- Griffin - odpowiedziała, z zaskoczeniem na twarzy przyglądając się dziewczynie. - Czekaj, masz kozę? Dobrze zrozumiałam? - miała wrażenie, że tym pytaniem robi z siebie idiotkę, ale trzymanie kozy jako zwierzaka domowego, nie było czymś... normalnym. Przynajmniej nie dla niej. Zawsze istniało prawdopodobieństwo, że rodzina Ivy posiadała wielki dom z miejscem na zagrodę, ale z tego co Holgate kojarzyła, takowy nie znajdował się w pobliżu. Ich osiedle słynęło z rzędu szeregowców, podobnie jak większość brytyjskich miast. Ta jedna krótka informacja sprawiła, że zupełnie zignorowała pozostałe zwierzaki, o których była mowa, no ale w zaistniałej sytuacji psy i koty nie robiły na niej wrażenia. - Spokojnie, wierzę ci na słowo - przyznała zgodnie z prawdą. Może i dziewczyna wyglądała bardzo młodo, ale z pewnością nie planowała jej legitymować, zanim uda się po butelkę z winem. Tak też na moment pozostawiła gościa w towarzystwie Griffina, doskonale widząc, że gdyby jednak doszło do kradzieży, czworonóg prędzej pomógłby, niż powstrzymał dziewczynę. Mimo to musiała zaryzykować, w końcu i tak już wspomniała o winie. W międzyczasie pokroiła także ciasto i wraz z takim wyposażeniem udała się do salonu. - Rozumiem - wymruczała, sięgając do barku po dwa wysokie kieliszki. Rzadko kiedy pijała alkohol, ale jeśli już do tego dochodziło, sięgała po wino, dlatego całkiem niedawno zdecydowała się na zakup odpowiednich do jego spożywania naczyń. - Chętnie zapiszę sobie jej numer i skontaktuję z nią, gdy tylko znajdę wolną chwilę - skrzywiła się, bo korek wystający z szyjki butelki, stawiał wyraźny opór. - Bo chyba nie muszę robić tego od razu? - spojrzała na Ivy, której Griffin w dalszym ciągu nie odstępował nawet na krok. Nie wiedziała dokładnie w jakim celu matka dziewczyny chce się spotkać. Owszem, ta odrobinę naświetliła sprawę, ale Holgate wolałaby być wtajemniczona w szczegóły. Tym bardziej, że z tego co zdążyła wywnioskować, chodziło o całe jej rodzeństwo.
_________________



[Profil] [WWW]
   
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2019-01-20, 16:32   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


Ivy nie wpadła nawet na to, by podać swoje nazwisko, nie sądziła, aby było jakkolwiek znane w otoczeniu czy aby miało jej otwierać jakieś drzwi, nawet, jeśli rozchodziło się tylko o te prowadzące do domu Caden Holgate. Ona była znana wśród jej rówieśników, ponieważ była małą pchełką i wszędzie było jej pełno, a do tego wyróżniała się zazwyczaj kolorowymi włosami, no i oczywiście była duszą towarzystwa. Nie sądziła jednak, że jej mama, jako działaczka w Radzie Osiedla, jest jakoś mniej anonimowa. Zresztą, za nią samą też momentami ciągnął się smród dawnych problemów z prawem, a w tej chwili chciała wyrzec na rozmówczyni jak najlepsze wrażenie. Co by było, gdyby okazało się, że Yevtsye przyjaźni się z kryminalistką? Ivy nie wybaczyłaby sobie, gdyby miało to wpłynąć na relację przyjaciółki z Caden.
- Cześć, Griffin - rzuciła do psa, nie przestając czochrać go dłońmi, które były zbyt małe na jego dużą głowę, ale mimo to, dziewczyna starała się, jak mogła. - Jesteś naprawdę pięknym psem. Mój Junkie jest malutki, twoja głowa jest prawie taka, jak on cały - zachichotała. Dopiero, gdy Caden spytała o kozę, Ivy uniosła na nią wzrok. Roześmiała się jeszcze raz i skinęła twierdząco głową. - Tak, ma na imię Bianca - powiesiła kurtkę na wieszaku, po czym podreptała za Caden wgłąb jej mieszkania, ciesząc się, że Griffin nie chce odstąpić od jej nóg. - Właściwie nie do końca wiemy, skąd się u nas wzięła, któregoś ranka po prostu była w naszym ogródku - gdzie przyprowadziła ją Ivy, będąc na alkoholowo - narkotykowym rauszu, dzięki czemu koza mogła obudzić nad ranem ją i Rose'a, jednego z jej najlepszych przyjaciół, z którym to poczyniła kradzież kozy. - Mama próbowała szukać właściciela, ale nikomu w okolicy nie zginęła koza, no więc ostatecznie została u nas - Ivy sama nie pojęcia, gdzie się wówczas szlajała, yup. Koza, niestety, nie miała u nich zagrody, ogródek był jej wybiegiem, a spała w domu, razem z psami. Tylko koty mieszkały w piwnicy. Niestety, na te ostatnie pan Scheller miał alergię, więc wpuszczanie ich do domu było niedozwolone.
Dziewczyna usiadła na kanapie, nie czekając na zaproszenie. Obserwowała z zainteresowaniem poczynania Holgate.
- Oczywiście, że nie musisz! To żaden problem, dam ci wizytówkę mamy - sięgnęła do swojego małego plecaczka i wyjęła z niego niewielki kartonik, na którym były wypisane nazwisko i numer telefonu pani Scheller. Położyła ją na stoliku i po raz kolejny pogłaskała psa. - Właściwie, mogłabym jeszcze pójść do toalety? - skoro miała jeść i pić, to wolała umyć ręce, inaczej czułaby wstręt do samej siebie #wewnętrznaPatka. Pozwolę sobie wyjść z założenia, że Caden się zgodziła i wskazała Ivy łazienkę, tamta więc zniknęła na kilka chwil, a po chwili znów wparowała do pomieszczenia. - Zajmujesz się restauracją z rodziną, tak? - zapytała od wejścia, znów kierując się na swoje miejsce na kanapie, ale wcale nie poprzestała na tym jednym pytaniu. - Dużo masz rodzeństwa? Też się zajmują restauracją czy czymś innym? Mieszkasz z nimi? Masz kogoś? - seria pytań mogła dawać złudzenie, że Ivy próbuje wybadać sytuację domu, do którego chciałaby się włamać i go obrabować, ale prawda była taka, że tylko odpowiedź na ostatnie była dla niej ważna. No i jej szeroki, szczery uśmiech zdecydowanie zamazywał wrażenie wścibstwa, a przynajmniej powinien. Gdyby Caden tylko chciała, to Ivy opowiedziałaby jej wszystko to samo o sobie samej, choć pewnie tamta wcale nie byłaby zainteresowana. Scheller potrafiłaby o sobie mówić godzinę, albo i więcej, ale chyba nikomu nie chciałoby się tego słuchać. Na szczęście, teraz bardziej była zainteresowana swoją rozmówczynią.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Caden Holgate








27

szefuje w Sands Bistro

straciła głowę dla Yevtsye

Southend

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, parker, woodill

nieobecność: żyję od niedzieli do wtorku

Wysłany: 2019-01-27, 22:35   
  

  
Caden Holgate

  
life should be about more than just surviving


Ivy zdecydowanie nie przypominała kryminalistki, aczkolwiek pozory potrafiły mylić. Gdyby jednak wszystko wyszło na jaw, łącznie z powodem dla którego dziewczyna pojawiła się pod drzwiami jej domu, Holgate mogłaby tylko pożałować, że z taką łatwością wpuściła ją do środka. Nie znały się, nic o niej nie wiedziała, poza tym, że jej matka zasiada w radzie osiedla i piecze ciasta. Powinna być bardziej ostrożna, zdecydowanie. Aczkolwiek znajomość z Yev otwierała jej każdą furtkę, przynajmniej jeśli chodziło o Caden.
Z uśmiechem na twarzy przyglądała się dziewczynie i czworonogowi. Reakcja psa powinna upewnić ją w tym, że wszystko było w porządku, a nieznajoma nie planowała jej okraść, czy co gorsza, zabić. Podobno zwierzęta wyczuwały dobrych ludzi, ale zawierzenie Griffinowi nie było dobrym pomysłem. Lgnął do wszystkich, tych dobrych i tych złych. Choć na szczęście ci pierwsi częściej pojawiali się w jego życiu.
- Nigdy nie widziałam kozy - odparła, uświadamiając sobie, że nie miała ku temu sposobności. Możliwe, że jak była dzieckiem, miała okazję znaleźć się na jakieś farmie, czy w innym miejscu, w którym trzymano podobne zwierzęta. Niestety nic takiego nie mogła sobie przypomnieć. - Będę mogła ją kiedyś zobaczyć? - zdecydowała się zapytać, bo skoro już wpuściła ją do domu, ta mogła chociaż pokazać jej kozę, ot co. Uśmiechnęła się na zachętę, tym samym próbując udowodnić, że jest niegroźna i nie wyrządzi zwierzęciu żadnej krzywdy. To tak na wypadek, gdyby Ivy nie zdążyła tego jeszcze wywnioskować.
Nie widziała problemu w tym, aby dziewczyna skorzystała z łazienki. Wskazała jej drogę, a Griffin w dalszym ciągu nie odstępował jej nawet na moment. Prawdopodobnie nieco utrudniając jej poruszanie, cały czas ocierając się o jogi i wchodząc między nie. Nieczęsto miewali gości, a jeśli już, to zazwyczaj odwiedzały ich te same osoby. Najczęściej były to siostry Holgate, na które i tak reagował w podobny sposób. Czekając na ich powrót, do wysokich kieliszków nalała wina i pokusiła się jeszcze na sięgnięcie po dwa talerzyki i widelczyki, żeby łatwiej było im zajadać się ciastem. Swoją drogą nie tylko wyglądało apetycznie, zapach był niesamowity i Caden nie mogła doczekać się, kiedy będzie mogła go zasmakować. Nie chciała tego robić podczas nieobecności dziewczyny, dlatego cierpliwie czekała, co chwilę spoglądając na smakołyk. Nic nie mogła na to poradzić.
- Nie do końca... - zaczęła, ale Ivy nie zamierzała poprzestać na jednym pytaniu, dlatego zmuszona była zamknąć usta. Seria pytań, nieco ją zaskoczyła, chociaż z drugiej strony zdążyła przywyknąć do tego typu zachowań, w końcu spotykała się z Yevtsye, której buzia nie zamykała się nawet na chwilę. - Sporo tych pytań - zaśmiała się nerwowo, nie wiedząc, czy powinna na nie odpowiedzieć. W tej samej chwili Griffin wskoczył na kanapę, pokręcił się w kółko i ostatecznie ułożył głowę na kolanach dziewczyny, co nieco ją uspokoiło. - Dawniej restauracja należała do moich rodziców, później zajmowało się nią moje starsze rodzeństwo, ale ostatecznie wylądowała w moich rękach - powiedziała zgodnie z prawdą. Początkowo miała odrobinę żalu do Spencer, gdy ta zdecydowała się rozwijać karierę aktorską, tym samym pozostawiając cały lokal na jej głowie. To nie tak, że nie chciała, aby siostra spełniała swoje marzenia, po prostu nie była wtedy gotowa, aby sama zarządzać interesem. - Trochę nas jest i każde z nich poszło na swoje - przyznała, bo ona jako jedyna pozostała w rodzinnym domu i nie zamierzała go nigdy opuszczać. Te miejsce w pewien sposób przybliżało ją do rodziców i Phila, którego ledwo co pamiętała. Wyemigrował do Stanów, gdy miała kilka lat i nigdy z nich nie wrócił. - Ale często mnie odwiedzają, zwłaszcza siostry, które mogą wpaść w każdej chwili - dodała, nieco mijając się z prawdą. Przypomniała sobie, że gościła w salonie całkiem obcą jej dziewczynę i choć ta wyglądała niegroźnie, w dalszym ciągu nie znała jej zamiarów. Gdy chciała odpowiedzieć na ostatnie z pytań, na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, a policzki pokryły purpurą. Uwielbiała Yevtsye, niestety nie rozmawiała na jej temat. Jedyną osobą, która wiedziała o nowej sympatii, była Spencer. Była jej najbliższa z rodzeństwa i tylko jej przyznała się do bycia lesbijką. - A jak z tobą? Opowiesz coś o sobie? Czym się zajmujesz? - postanowiła nie dzielić się informacją o swoim życiu uczuciowym, przecież nie znały się i jak jej się wydawało, dziewczynie nie było to do niczego potrzebne. Czekając na odpowiedź, sięgnęła po kieliszek z winem i wtedy w oczy rzuciła jej się wizytówka, którą wcześniej odłożyła na blat stołu. Schyliła się po nią i spojrzała na wypisane na niej nazwisko. W jednej chwili wszystkie obawy zniknęły i była pewna, że Ivy nie zdecyduje się okraść jej domu. - Pani Scheller to twoja mama? - zapytała, choć było to oczywiste. Jednocześnie dokładnie przyglądała się dziewczynie, próbując dostrzec w niej podobieństwo do znajomej kobiety.
_________________



[Profil] [WWW]
   
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2019-02-11, 00:17   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


Miała metr pięćdziesiąt wzrostu i nie potrafiła przestać się uśmiechać, co mogło pójść źle? Pies ją polubił, a jej wzrok skupiał się na Caden, zamiast błądzić po ewentualnych kosztownościach w jej domu. To ostatnie, co ją interesowało. Sama stawiała na bogactwo duszy, dobrze wiedziała, że dla Yevtsye też właśnie to było ważne, więc wolała skupić się na pani gospodarz. Dobra doczesne są nieistotne w obliczu duchowego piękna. Oczywiście, Ivy jeszcze bardzo zależy na tym, by człowiek nie śmierdział, a co za tym idzie, musi być go stać na wodę i mydło, ale wydawało jej się, że to nie są takie wielkie wymagania. Może jak się wyprowadzi od rodziców to zmieni zdanie, ale póki co, nie zapowiadało się.
- Naprawdę? - otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Nie było to wcale takie dziwne, nie każdy obcował z takimi zwierzętami, bo raczej nie trzymało się ich w mieście, ale Ivy dziwiła się właściwie na większość informacji, które były sprzeczne z jej życiem. Ona widziała kozę, więc dziwne było kozy nie widzieć. - Oczywiście, że będziesz mogła, możesz kiedyś do nas wpaść, albo możemy pójść na spacer. Może Griffin też chciałby ją poznać? Bianka lubi psy, mój Junky na początku troszkę był o nią zazdrosny, ale teraz są najlepszymi przyjaciółmi - i mają wspólne fotki na instagramie - i Bianka bardzo lubi spacery, zwłaszcza z Yev często z nią spacerujemy i... - najpierw zaczęła się śmiać, ale kiedy pojęła, że powiedziała za dużo, przerwała w pół słowa. Mało brakowało, by zatkała dłonią usta, ale na szczęście tym razem udało jej się zapanować nad kończynami i nie spalić doszczętnie całej wizyty. No cóż, stało się, może Caden skupiona na natłoku pytań nie wyłapała tego fakapu?
Pies nie odstępujący ją na krok wcale jej nie przeszkadzał. Umyła rączki, nałożyła sobie ciasta, a kiedy głowa Griffina znalazła się na jej kolanach, uśmiechnęła się do psa. Wolną ręką głaskała go między uszami, a w drugiej trzymała łyżeczkę. Pies trochę utrudniał jej nachylanie się do stolika, ale jej nie były straszne takie wygibasy, uwielbiała przytulać swoje zwierzaki.
- Gdybym wiedziała, że masz psa, przyniosłabym mu jakieś smakołyki, a tak będzie musiał obejść się smakiem - pokręciła głową, przybierając smutną minę. Nie zamierzała dawać mu ciasta, bo dobrze wiedziała, że słodkie szkodzi psom, nie mówiąc już o czekoladzie. Ostatnie, czego chciała, to zatruwać psa Caden. - To świetnie, że masz kontakt z rodzeństwem - pokiwała głową, znów się uśmiechając. Emocje na jej twarzy zmieniały się z sekundy na sekundę, będąc nie mniej wyraźne, niż pozostałe. - Są starsi od ciebie? Zawsze się boję, że jak dorośniemy, to stracę kontakt z moim rodzeństwem, trochę tak, jak nasz tato ze swoim, bo jego siostry powyjeżdżały i nawet na święta rzadko spotykamy je wszystkie - włożyła do ust ostatni kęs ze swego kawałka ciasta, po czym wzięła do ręki kieliszek i oparła się wygodniej, nie przestając pieścić psa. - Och, oczywiście, że mogę opowiedzieć o sobie! - zaraz się jednak zaśmiała, widząc badawcze spojrzenie Holgate. - Tak, pani Scheller to moja mama. Mam brata i siostrę, i to znaczy, miałam na myśli, że jak dorośniemy, czyli jak się wyprowadzimy, bo teraz wszyscy mieszkamy jeszcze z rodzicami. Bo pytałaś wcześniej, czy jestem pełnoletnia, nie myśl sobie, ze cię okłamałam. Mam dwadzieścia dwa lata i jestem kosmetyczką. To znaczy, raczej ciężko byłoby mi się z tego utrzymać, bo na razie robię tylko paznokcie i makijaże, na to mam certyfikaty i szkolenia, i interesuję się też pielęgnacją twarzy, oczywiście, ale jeszcze bardzo dużo przede mną, by się nauczyć... a nie jestem najlepsza w uczeniu się - skrzywiła się. No cóż, nie najlepiej wspominała czasy szkoły, zdecydowanie wolała krótsze i bardziej konkretne kursy, gdzie faktycznie uczyła się tego, co ją interesowało. - Gdybyś kiedyś chciała, to mogłabym ci zrobić, co byś chciała, trochę taniej - wzruszyła ramionami, po raz kolejny szeroko się uśmiechając. - Mój brat studiuje weterynarię i też ma psa, a moja siostra jest jeszcze w liceum. No i, nie znalazłam jeszcze bratniej duszy, to znaczy nie romantycznie bratniej, ale brat mojego przyjaciela, który teraz mieszka w Londynie, razem z przyjacielem założył Kurnik Miłości, słyszałaś może o tym? Mają siedzibę w Brentwood, często tam zresztą bywam, no i obiecali mi kogoś znaleźć - zachichotała cicho. - Oczywiście, nie ufam im bezgranicznie, ale myślę, że to może być dobra okazja do poznania kogoś nowego. Bardzo lubię poznawać nowych ludzi, a ty? - może lepiej, by Caden jednak weszła jej w słowo, bo inaczej ta kolorowa czupryna nigdy nie skończy mówić.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Caden Holgate








27

szefuje w Sands Bistro

straciła głowę dla Yevtsye

Southend

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, parker, woodill

nieobecność: żyję od niedzieli do wtorku

Wysłany: 2019-04-22, 08:52   
  

  
Caden Holgate

  
life should be about more than just surviving


Pokiwała twierdząco głową, zastanawiając się przy tym, czy nie wychodziła w tym momencie na ograniczoną. Kozy nie były żadnymi egzotycznymi zwierzętami i z pewnością Ivy nie była jedyną ich posiadaczką w okolicy, ale Holgate naprawdę nie potrafiła sobie przypomnieć, aby kiedykolwiek miała do czynienia z tymi rogatymi stworzeniami.
- Griffin, chciałbyś? - spojrzała na pupila, który tylko zamerdał ogonem. To miało potwierdzić jego chęć do spaceru w towarzystwie różowowłosej, jej psów i kozy. - Skoro on się zgadza, to ja bardzo chętnie wybiorę się na ten spacer i poznam Biankę oraz Junky'ego - uśmiechnęła się. Może i nie miała zbyt wiele czasu, co wiązało się z prowadzeniem restauracji, ale czasem brakowało jej kontaktu z ludźmi, którzy nie byli jej pracownikami, bądź klientami. Dlatego propozycja dziewczyny mocno ją ucieszyła. Szybko jednak spoważniała, słysząc skrót imienia, jakim posługiwała się jej sympatia. Czyżby Yev była powodem, dla którego Ivy pojawiała się pod drzwiami jej domu? Musiała się tego dowiedzieć. - Yev? Masz na myśli Yevtsye Reyes? - zaciekawiła się, no ale kto by w jej sytuacji zachował się inaczej? Możliwe nawet, że w innych okolicznościach nie wyłapałaby wzmianki o dziewczynie, ale przecież myślała o niej niemal bez przerwy, dlatego nie potrafiła puścić tego mimo uszu. - Znacie się? To dlatego tutaj jesteś? - pozwoliła sobie zapytać, w jednej chwili zapominając o wesołym zwierzyńcu dziewczyny.
Również sięgnęła po kawałek ciasta, które kusiło ją od dłuższej chwili i zanim zdecydowała się skupić swoją uwagę na dziewczynie, spróbowała odrobiny. Smakowało jeszcze lepiej, niż się prezentowało i Caden już w tym momencie wiedziała, że będzie zmuszona poprosić panią Sheller o przepis. Miała zaledwie dziesięć lat, gdy jej rodzice odeszli z tego świata, ale w dalszym ciągu pamiętała smak maminego ciasta i te upieczone przez matkę, siedzącej po przeciwnej stronie stołu dziewczyny, przywołało wiele wspomnień.
- Coś wspaniałego - zachwyciła się nad smakiem i spałaszowała to, co znajdowało się na trzymanym przez nią talerzyku. - Tak, jestem najmłodsza z całej czwórki... piątki - poprawiła się szybko, z nadzieją, że jej okropna pomyłka nie została zauważona. W duszy przeklinała siebie za to, że z taką łatwością przychodziło jej zapomnieć o nieżyjącym bracie. - Dlaczego miałabyś stracić z nimi kontakt? Nie dogadujecie się najlepiej? - zapytała, bo na podstawie tego co dziewczyna zdążyła jej przedstawić, nie wywnioskowała niczego niepokojącego. Chciała powiedzieć jej, że nie miała czym się martwić i dorosłe życie nieco różni się od tego, do którego była przyzwyczajona (nawet jeśli te jej od początku nie było usłane różami), ale wtedy zaprzeczyłaby własnym słowom, o częstych wizytach sióstr. Dlatego postanowiła nie zabierać głosu. Za to skupiła się na opowieści dziewczyny, a ta zdawała się być podekscytowana każdym wypowiadanym słowem, niemal tak samo jak robiła to Yev. Te dwie z pewnością musiały mieć ze sobą coś wspólnego. - Bardzo chętnie - odezwała się dopiero, gdy ta wspomniała o zabiegach pielęgnacyjnych. Może i nie uważała, aby takowe były niezbędne, ale nic na tym nie traciła, a była w stanie pomóc w rozwijaniu pasji różowowłosej. - Kurnik Miłości? - pokręciła głową. - Nigdy o tym nie słyszałam - przyznała, zastanawiając się, czym tak właściwie był ten cały kurnik i miała nadzieję, że nie miał nic wspólnego z drobiem. Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że dziewczyna była w posiadaniu kozy, chyba nic już nie było w stanie jej zdziwić.
Zanim odpowiedziała na kolejne pytanie, sięgnęła po jeszcze jeden kawałek ciasta, a to spowodowało, że Griffin uniósł głowę z kolan Ivy. Trwało to zaledwie kilka sekund i kiedy zorientował się, że nie zostanie poczęstowany smakołykiem, ponownie opuścić ją na wygodne, ciepłe nogi ich gościa.
- Szczerze to nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale chyba tak - zastanowiła się przez chwilę i nagle uśmiech pojawił się na jej ustach. - Tak jak teraz, dopiero się poznałyśmy i jest całkiem miło - zauważyła, już na dobre wyrzucając z głowy myśli o możliwej napaści na jej osobę, czy ograbieniu jej z rodzinnych pamiątek. Była spokojna.
_________________



[Profil] [WWW]
   
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2019-05-14, 22:46   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


Ivy na pewno nie uważała jej za ograniczoną (pewnie dlatego, że sama taka była i nawet o tym nie wiedziała). Tak naprawdę, każdy miał nieco inne doświadczenie życiowe, jedni wiedzieli więcej o jednych rzeczach, inni o drugich. Każdy potrafił co innego, miał inne zdolności i zainteresowania, i właśnie dlatego ludzie byli tacy interesujący i Ivy bardzo chętnie z nimi obcowała. Ucieszyła się, widząc psi entuzjazm i przyklasnęła w dłonie.
- Fantastycznie! Będziemy musiały się umówić - pokiwała głową. Caden miała numer do pani Scheller, więc mogła wykonać ten pierwszy krok, ale jeśli będzie zwlekać zbyt długo, to pewnie Ivy przyjdzie tu bez zaproszenia, razem z psem i z kozą. I kto wie, może nawet z Yevtsye. Na pytanie Holgate, pokręciła stanowczo głową. Nie była takim najgorszym kłamczuszkiem. Oczywiście, na co dzień wolała trzymać się faktów, chociaż te dla niej miały najróżniejsze wymiary, ale mówiąc tylko prawdę daleko by nie zaszła. Zwłaszcza wtedy, kiedy musiała się tłumaczyć rodzicom, dlaczego wylądowała na komisariacie i musieli ją odbierać. Lata temu! - Nie, powiedziałam ci przecież, dlaczego tu jestem - wolała jednak tego nie powtarzać, bo jeszcze by się zakręciła i coś pomyliła. - Znasz Yevtsye? To niesamowite - zrobiła zachwyconą minę, otwierając szeroko oczy, w których pojawił się błysk fascynacji. - Jaki ten świat mały! - przynajmniej, chyba, wybrnęła z fakapu, a do tego zeszły na właściwy temat. Może ta rozmowa jeszcze przyniesie Ivy jakieś owoce. Uśmiechnęła się po raz kolejny, widząc, że Caden smakuje ciasto. Potem potrząsnęła głową w odpowiedzi na jej kolejne pytanie. - Och nie, dogadujemy się świetnie, no, przynajmniej z bratem, z siostrą różnie bywa. Jest młodsza - Ivy skrzywiła się, ale tylko odrobinę i tylko na chwilę. Kochała siostrę, no ale między siostrami różnie to bywało, tak już został ten świat stworzony. Za to Booker był niemal zawsze na jej zawołanie, kiedy tylko go potrzebowała. - Po prostu jest zupełnie inaczej, jak się mieszka razem, niż jak się rozpierzchniemy, i może któreś z nich wyjedzie. Albo ja. Ale ja raczej nie - niby za czym miałaby wyjechać? Chyba tylko za Fitzem - podróżnikiem, ale z drugiej strony, jakoś sobie nie wyobrażała, że miałaby to wszystko ot tak zostawić. - Fantastycznie - po raz kolejny. - Kurnik Miłości to jest hmm... trochę taka agencja towarzyska, ale oczywiście nie w żadnym złym znaczeniu, po prostu szukają chętnym kogoś, no i wiesz, umawiając na randki w ciemno, patrząc na wzajemne preferencje i w ogóle - agencja towarzyska kojarzyła jej się z prostytutkami i to chyba nie było najlepsze określenie, bo jej przecież do prostytutki nieco daleko, ale ciężko było jej znaleźć coś odpowiedniego na szybko. - Ale ty oczywiście nie potrzebujesz takiej pomocy, prawda? - nie nie, Yev wcale jej nic nie mówiła. - Och, naprawdę? Bardzo się cieszę, mi też jest bardzo miło - rozczuliła się, odruchowo kładąc dłoń na psiej głowie, kiedy ta na nowo oparła się na jej kolanach. Nie wiedziała, co jeszcze dodać, bo jej szczęścia z tego, że zamiast zawracać dupę tylko uprzyjemnia Caden czas, nie potrafiły opisać chyba żadne słowa. A przynajmniej ona takich nie znała. Najwidoczniej jak się jest głupiutkim, to nawet czytanie książek nie pomaga.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5