Poprzedni temat «» Następny temat
#4 and we'll never be royals
Autor Wiadomość
Tinsley Somerset







35

menager wildwood restaurant

all by myself

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Philippa, Dale, Ivy, Dayami, Mordechai

Wysłany: 2019-04-05, 20:04   
  

  
Tinsley Somerset

  
I'm a made up mess in a backless dress


Tinsley nie pałała wielką sympatią do rodu Somersetów, bo ten nigdy nie pozwolił jej się poczuć, jakby przynależała. Zawsze była trzymana na dystans, a teraz, kiedy po śmierci Williama już nic jej nie łączyło z Somersetami, Helen najchętniej prawnie odebrałaby jej nazwisko, byle tylko nie mogła zostać z nimi jakkolwiek połączona. Jej samej wcale nie tak rzadko zdarzało się przedstawiać panieńskim nazwiskiem, ponieważ swoje pierwsze osiągnięcia wypracowała jeszcze przed wyjściem za mąż, ale jednak dziesięć (czy tam ile) lat małżeństwa coś dla niej znaczyło, nie zamierzała tak łatwo o tym zapominać. Nawet, jeżeli niektórzy bardzo chcieliby wymazać ją ze swojego życia. Na szczęście, na ciotkę Calanthe jako tako mogła liczyć, to znaczy, miała nadzieję, że zaufanie, jakim ją darzyła, nie zostanie wykorzystane. Może i nie były przyjaciółkami, ale jednak pewne rzeczy je łączyły.
- Och, zapewne tak będzie - pokiwała głową. Zawsze lepiej bez Helen, niż z nią. Kiedy Calanthe przystała na propozycję Tinsley, ta niemal od razu się uśmiechnęła - prawdopodobnie nieco zbyt szeroko, bo choć wcale nie miała słabej głowy, to nieustannie uzupełniany przez ciotkę kieliszek powoli dawał jej się odczuć. - Dziękuję. Czterdziesta - tak przynajmniej twierdził Riley, a ona nie miała powodu, by mu nie wierzyć. Ją samą nie do końca to nawet interesowało, a już nie miała powodu, by zawracać sobie głowę liczeniem tak nieistotnych dat.
Skinęła głową, przywracając na twarz nieco powagi, bo tego wymagała sytuacja wuja Lawrence'a. W tym wypadku nie było powodów do śmieszkowania, a choć Tinsley prawdopodobnie wcale nie pogniewałaby się, gdyby Calanthe nie dała jej znać, to też nie miała problemu z tym, by stawić się przy łożu starego Somerseta i wymienić kilka wyświechtanych formułek. Im bliżej będzie pozostałej części rodziny, tym bardziej dopiecze Helen, a to było warte wszelkiego wysiłku. Ta kobieta zdecydowanie zajmowała zbyt wiele myśli biednej Tinsley.
- Calanthe, czy... czy sądzisz, że Helen mogłaby zostać na wakacjach nieco dłużej? - spytała ostrożnie, ale nie nerwowo, bo jej nerwy zostały skutecznie ukojone przez wino. Oczywiście, najchętniej pozostawiłaby tam Helen już na zawsze, ale w głębi miała nadzieję, że Calanthe odnajdzie podtekst, o którym nie wypadało mówić głośno. Tinsley naprawdę chciałaby się pozbyć starej babki, ale przecież sama nie będzie w stanie tego dokonać.
_________________
      I'm coming up only to show you're wrong
[Profil]
 
 
Calanthe Somerset








56

dyrektorka london palladium

straciła swoją miłość lata temu

Southend

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, yev, sherrie, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2019-06-27, 04:04   
  

  
Calanthe Somerset

  
show class and have pride


Och, z Helen już tak było, że najchętniej odebrałaby nazwisko każdemu, kto nie był Somersetem z krwi. Calanthe również to przerobiła i chociaż początkowo uwagi teściowej niezmiernie działały jej na nerwy, tak z biegiem lat nauczyła się je ignorować. To była kwestia przyzwyczajenia.
Uśmiechnęła się lekko, gdy Tinsley przyznała jej rację. Jej niechęć do Helen stawała się coraz bardziej jednoznaczna, co z kolei napawało starszą Somerset coraz to większą i większa satysfakcją. Bo przecież o wiele lepiej było mieć jakiegoś partnera w zbrodni niż działać w pojedynkę.
- Czterdziesta? – powtórzyła i pokiwała głową z uznaniem. – Pogratuluj im ode mnie, proszę. - Oczywiście Calanthe nie znała się z Withinghallami, ale to zupełnie nie przeszkadzało jej w odczuwaniu podziwu co do stażu ich związku. Czy ona byłaby w stanie wytrzymać z Lawrencem aż czterdzieści lat? Wątpliwe, zwłaszcza że nawet teraz, gdy był już chory i niemalże umierający, ledwo potrafiła mu współczuć.
Tak zupełnie szczerze to Callie zapewne najchętniej sama by sobie pośmieszkowała ze stanu Lawrence’a, no ale nie wypadało. I już nie chodziło o to, że znajdowała się w towarzystwie rodziny, co po prostu o to, iż była jego żoną no i raczej nie powinna sobie żartować z jego zgonu. Niezależnie od tego, jak bardzo był on jej na rękę.
- Och, moja droga Tinsley – zaczęła, po czym posłała jej lekki uśmiech. – Kto nie chciałby zażyć dłuższych wakacji? – zapytała niewinnie, mieszając wino w swoim kieliszku. Uniósłszy wzrok, spojrzała na nią porozumiewawczo, lecz nadal nie dodała żadnej informacji jednoznacznie wskazującej na to, że chciała, aby Helen pozostała na wakacjach nieco dłużej. Zupełnie jakby obawiała się, że jakikolwiek inny, werbalny przekaz mógłby zostać wykorzystany przeciwko niej. – Myślę, że dłuższy urlop jak najbardziej wyszedłby jej na dobre – powiedziała po chwili, już nieco pewniej i mniej ostrożnie. W końcu… skoro Tinsley dawała jej jednoznaczne sygnały odnośnie tego, że obecność Helen również nie była jej na rękę, ona chyba również mogła nieco się rozluźnić, prawda? – Waham się jednak w kwestii idealnego kurortu – przyznała, patrząc na nią z zupełną powagą, chociaż w głębi swojej zupełnie nieszlacheckiej duszy miała ochotę uściskać ją za to, że nie była jedyną, która pragnęła pozbyć się starej Somerset. – Chociaż to zapewne bez znaczenia. Urlop zwyczajnie się jej należy – stwierdziła, po czym upiła jeszcze łyka szampana, ukradkiem zerkając w kierunku Tinsley. Zastanawiała się, czy zamierzały faktycznie wysłać Helen gdzieś daleko, czy jednak całkowicie się jej pozbyć, jednak nie znalazła jeszcze taktownego sposobu, aby o to zapytać. Potrzebowała jeszcze chwili zastanowienia.
_________________
calanthe amaryllis somerset
in the past, people were born royal. ▬ nowadays, royalty comes from what you do.
[Profil]
 
 
Tinsley Somerset







35

menager wildwood restaurant

all by myself

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Philippa, Dale, Ivy, Dayami, Mordechai

Wysłany: 2019-07-20, 01:53   
  

  
Tinsley Somerset

  
I'm a made up mess in a backless dress


Tinsley wcale nie zależało na tym, by zatrzymywać nazwisko męża. Jeszcze kiedy żył zdarzało jej się przedstawiać swoim panieńskim nazwiskiem, a teraz wracała do niego nawet częściej. Czasami tak było łatwiej, bo Somersetowie różnie byli widziany w różnym towarzystwie, a ona nie zawsze chciała być postrzegana przez ten pryzmat. Jako Withinghall mogła być co najwyżej kojarzona z bratem lekarzem, bo ani jej rodzice, ani pozostałe siostry nie byli wielkimi karierowiczami ze sławą na barkach. No ale nie oszukujmy się, Riley, choć był gburem, to raczej nie obchodził zbyt wielu ludzi. Może tylko tych, którym uratował życie.
- Oczywiście, przekażę - skinęła głową, posyłając Calanthe wdzięczny uśmiech. W ogóle, właśnie do mnie dotarło, że jeśli Withinghallowie świętują czterdziestą rocznicę ślubu, to Riley musiał być nieślubnym dzieckiem. Hehe, bękart jeden. Tinsley też podziwiała swoich rodziców i to, że tak długo razem wytrzymali, a do tego jeszcze wychowali tyle bachorów, które nawet względnie wyszły na ludzi. Przecież to idzie się załamać psychicznie. Jej na samą myśl robiło się niedobrze. - Masz rację, tego nawet nie można poddać w wątpliwość - skinęła głową, nieco ostrożnie, podnosząc kieliszek do ust po raz kolejny. Spuściła wzrok i wbiła go w swoje kolana, które wyłoniły się spod sukienki, kiedy usiadła wygodniej. Przez chwilę wyglądała tak, jakby usilnie się nad czymś zastanawiała. Na przykład, nad idealnym kurortem dla Helen Somerset. W końcu podniosła głowę, spoglądając na Calanthe i wypaliła bez najmniejszych ogródek:
- Och, wyślijmy ją do Korei Północnej i niech stamtąd nie wraca - wino chyba weszło jej zbyt mocno, a policzki nieco się zarumieniły, ale ciężko stwierdzić, czy dlatego, bo zdała sobie sprawę, jaką głupotę palnęła, czy może faktycznie poczuła ekscytację na samą myśl takiego rozwiązania. Zapewne Helen Somerset i tam by sobie poradziła, obalając Kim Dzong Una i wprowadzając swoją własną dyktaturę, ale wtedy to już nie byłoby zmartwienie Tinsley i Calanthe.
_________________
      I'm coming up only to show you're wrong
[Profil]
 
 
Calanthe Somerset








56

dyrektorka london palladium

straciła swoją miłość lata temu

Southend

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, yev, sherrie, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2019-08-02, 19:32   
  

  
Calanthe Somerset

  
show class and have pride


No tak, nie każdy patrzył na Somersetów przychylnie. Calanthe jednak zdecydowanie bardziej wolała być źle kojarzona niż niekojarzona w ogóle, dlatego swojego panieńskiego nazwiska używała wyłącznie w przypadku spraw urzędowych. Do niczego innego bowiem się jej ono nie przydawało.
Odwzajemniła jej delikatny uśmiech, tym samym porzucając temat państwa Withinghallów. Wymiana uprzejmości była ważna, oczywiście, tak samo jak długi staż ich małżeństwa i fakt, iż udało im się całkiem dobrze wychować czwórkę dzieci (Calanthe zdecydowanie mogłaby te trzydzieści lat temu zasięgnąć u nich jakiejś porady, bo sama nie dała sobie rady z jednym rozpieszczonym bombelkiem) ale skoro stało przed nimi tak trudne zadanie jak unicestwienie Helen, powinny skupić się na tym. Tym bardziej, że wysłanie jej na te umówione już wakacje (w piekle) wcale nie było taką bułką z masłem, bo staruszka chyba objęła sobie za punkt honoru przeżycie całej reszty rodziny.
Ja bym się nie zdziwiła, gdyby z Rileyem to było tak, że państwo Withinghall go sobie zrobili na luzie, a potem się okazało, że to jakiś pomiot szatana, więc, kierując się przesądami, postanowili zawrzeć związek małżeński dla świętego spokoju, żeby ich kolejne dzieci przypadkiem nie powtórzyły tej historii. Chociaż w sumie, patrząc na Tinsley i jej nikczemne plany dotyczące ukrócenia życia Helen, trochę wątpię w słuszność swojej teorii, no ale tak chciałam tutaj dodać jakiś zabawny elemencik, hehe.
Usłyszawszy zrezygnowane jęknięcie Tinsley, Calanthe nie dała rady powstrzymać się od delikatnego, szczerze rozbawionego uśmiechu. Z jakiegoś powodu utopijna propozycja młodszej kobiety zupełnie ją rozbroiła, przypominając, iż siedząca naprzeciwko Tinsley, mimo przeżycia wielu lat wśród zepsutych Somersetów, nie była całkowicie skalana tą przerażającą powagą. Na chwilę w głowie Calanthe pojawiła się myśl, że ciekawie byłoby poznać ją dużo wcześniej, jeszcze przed jej dołączeniem do tego skomplikowanego świata arystokratów.
- Twój pomysł jest kuszący, ale obawiam się, że Helen znalazłaby drogę powrotną nawet w Korei Północnej - stwierdziła, kręcąc lekko głową. - Zresztą, lepiej w razie czego mieć ją w pobliżu. - Bo gdyby pojawiły się jakiekolwiek komplikacje, trudno byłoby ją sprowadzać z drugiego końca świata. - Mam znajomą w Gruzji, która mogłaby nam pomóc. - W sumie Kaukaz też nie znajdował się najbliżej, ale chociaż Helen nie spędzałaby swoich niesamowitych wakacji sama i nie musiałyby martwić się o jej potencjalną ucieczkę. - Ewentualnie mogę również poprosić o pomoc znajomego z Estonii. Wspominał mi kiedyś o jakimś nadmorskim kurorcie - dodała, pozostawiając Tilly ostateczny wybór. Estonia i morze też były dobre, przynajmniej istniało prawdopodobieństwo, że Helen się utopi.
_________________
calanthe amaryllis somerset
in the past, people were born royal. ▬ nowadays, royalty comes from what you do.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5