nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Extreme Makeover: Home Edition
Autor Wiadomość
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składajacy kanapki w Subway'u

pobiera 500+ na kota i pomieszkuje u znajomych






Erwin Peter Springer

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-07-08, 19:03   Extreme Makeover: Home Edition

/po rozwaleniu mieszkania, przed impreza Joeya

Odkad niejaki Matty aka Alvaro za dychę, skasował mu ścianę w mieszkaniu, jakby był w odcinku Domu nie do poznania, nie miał innego wyjścia, jak przenieść się w inne miejsce, zrzucajac się tym samym na głowę Evena. Dlaczego nie zdecydował się w pierwszej kolejności iść do rodziców? Prosta sytuacja – zapewne dramatyzowaliby na głos, budzac resztę rodzeństwa, próbujac później rozwiazać sprawę na własna rękę. Miał te dwadzieścia dwa lata, a starzy Spingerowie nadal traktowali go czasami jak gówniarza, za którego trzeba załatwiać niektóre rzeczy. Nie znosił tego, więc razem z Pebblesem zawędrował spontanicznie u tego jakże prestiżowego studenta prawa, oznajmiajac, że się wprowadza, bo przyszedł czas spłacenia długu, czy coś takiego.
O ile zdażył zabrać jedynie plecak, wypchany jedna para ubrań na zmianę i elektronika, musiał wrócić, aby zgarnać resztę. Nie spał zdaje się dwadzieścia cztery godziny, napędzany druga porcja red bulla. Musiał wszystko doprowadzić do końca, jako, że włóczędzy podczas jego nieobecności mogliby ograbić resztę pozostawionego sprzętu. Kiedy przeniósł kota i plecak do Evena, zostawił brata na czatach. Młodszy Springer dał mu znać trzy godziny później, że musi wracać do domu, inaczej rodzice zaczna coś podejrzewać. Akurat Erwin zdażył skontaktować się ze Schellerem, który to zaoferował się w pomocy przy zbieraniu reszty wyposażenia. Nie wiedział za cholerę czym zakryje się tę dziurę, spowodowana przez dramatyczny wjazd samochodu, ale tym już miała zajać się właścicielka we własnej osobie. W końcu to nie wina Springera, że doszło do podobnej sytuacji… i to jeszcze w Brentwood. Totalna abstrakcja.
Czekał na Bookera przed domem, a kiedy ten pojawił się w pobliżu, posłał mu niemrawy uśmiech. Nadal mentalnie spał, chociaż na zewnatrz wydawał się jedynie połowicznie zmęczony. Chwała ludziom, którzy wynaleźli napoje energetyczne.
- Mam nadzieję, że nie odciagam cię od niczego ważnego - rzucił jeszcze do chłopaka, tuż po tym jak przytulił go krótko na powitanie. - Trochę nam to zajmie.
Przynajmniej gruzu nie będa musieli usuwać samodzielnie. Wtedy Erwin dostałby jeszcze większego pierdolca.
Zabrzęczał trzymanymi w prawej dłoni kluczami i skierował się w stronę drzwi, które nie były wcale naruszone. Tyle dobrego, że część mieszkania wygladała na nienaruszona.
Przekręcił klucz dwa raz i zamek ustapił, pozwalajac na otworzenie frontowych drzwi, przy jednoczesnej prezencji obrazu nędzy i rozpaczy. Kawałki rozniesionej ściany dotarły aż do drzwi łazienki, a całość przypominała scenerię z gry o postapokaliptycznym klimacie.
- Widziałeś kiedyś coś podobnego? - parsknał nerwowo, przygladajac się wyrwie, po drugiej stronie większego pomieszczenia, robiacego za kuchnię, salon i sypialnię. Równie szybko zerknał na Bookera, ciekawy jego reakcji.
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

hank, the boy who can't swim, alvin and the chipmunks, m&m's, horrible driver, nice voice & walking disaster






Booker Scheller

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo, chip, zack

Wysłany: 2018-07-10, 17:00   

W życiu Bookera przez ostatni okres czasu nie wydarzyło się nic specjalnego. Głównie skupiał się na pracy i zaliczaniu egzaminów, bo do końca roku akademickiego pozostało niecałe dwa tygodnie. Szkoda, że nawet nie potrafił cieszyć się wakacjami, a to ze względu na dni, które będzie musiał spędzić w sklepie muzycznym. Tak, o ile Scheller wciagu roku pracował w tygodniu, to okres wakacyjny planował już całkowicie poświęcić pracy. Nikt go do tego nie zmuszał, równie dobrze mógł wziać urlop i byczyć się na kamienistej plaży, bo rodzice na pewno pomogliby mu finansowo, ale te zalażki dorosłości wiazały się z odpowiedzialnościa, a Bookie bardzo chciał pokazać rodzicom, że jest odpowiedzialny i potrafi zarobić na własne zachcianki.
Wiadomość od Erwina nie musiała długo czekać na odpowiedź - po zamknięciu sklepu, bo tego popołudnia kolega poprosił go o zastępstwo, Scheller od razu udał się do jego domu. Nie do końca wiedział, czego się spodziewać, chociaż chłopak już dużo wcześniej zdażył nakreślić mu przebieg całego zdarzenia.
- No coś ty - zapewnił, odwzajemniajac uścisk. - I tak nie wybierałem się do domu, a jutro mogę przyjść do pracy na późniejsza godzinę - w zasadzie Booker mógłby wrócić do Southend o każdej porze, komunikacja między Brentwood, a nadmorska miejscowościa funkcjonowała bardzo sprawnie. Czekał, aż Springer otworzy drzwi, a kiedy już to uczynił, to wcale nie musieli wchodzić do środka, żeby dojrzeć to całe pobojowisko. Istny obraz nędzy i rozpaczy. Booker nie omieszkał rozchylić ust w zdumieniu, co było raczej niekontrolowane, bo rozwalona ściana naprawdę robiła wrażenie. Oczywiście negatywne, chyba co do tego nie można mieć żadnych watpliwości. - O rany - wymamrotał po chwili i po tym, jak omiótł wzrokiem szkodę, spojrzał niepewnie na kolegę. - Co powiedziałeś rodzicom? - jakby nie patrzeć Springerowie na pewno posiadali jakieś ubezpieczenie domu, które mogłyby pokryć koszt tego nieszczęśliwego wypadku. Bookie zaczał zastanawiać się, w jaki sposób zareagowaliby jego rodzice. Pewnie nie byliby źli, jeśli to nie on byłby sprawca zamieszania. Mama bezustannie powtarzała najstarszemu synowi, że nie powinie siadać za kółko, bo kiedyś zrobi krzywdę komuś, albo sobie. I wtedy mówiła, że sama nie wie, co byłoby gorsze, bo same problemy. Na szczęściem Shellerom nikt nie wpakował się samochodem w ścianę domu, przynajmniej na razie i oby tak pozostało.
_________________
I'm hanging on to something real
'Cause pictures of girls are not for me, you see
[Profil]
 
 
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składajacy kanapki w Subway'u

pobiera 500+ na kota i pomieszkuje u znajomych






Erwin Peter Springer

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-07-20, 16:41   

Przylizał bezwiednie włosy, zupełnie, jakby wszechobecny pył, znajdujacy się w mieszkaniu, miał znowu na nich osiaść. Nic z tego, na prysznic będzie mógł sobie pozwolić dopiero, gdy doprowadzi sprawy do końca perfekcjonista pieprzony. Zabezpieczeniem mebli miała zajać się właścicielka we własnej osobie, tym samym jemu pozostało zwinięcie ubrań, szpargałów i wszystkiego, co nie leżało pod gruzami i dało się odzyskać. Oby tylko ten rozgardiasz nie przyciagnał miejscowego dziadostwa, lubujacego się w zbieraniu złomu. Nie, żeby od razu uznawał panów złomiarzy za ludzi niższej kategorii, chociaż... jednak trochę ich za takich uznawał.
Ostrożnie przeszedł dalej, kierujac się w stronę większego plecaka turystycznego, który wcześniej wyciagnał, a którego zamierzał użyć do spakowania większości ubrań. Powinien się nadać.
- Nic nie wiedza - odpowiedział, pochylajac się przy podłodze, łapiac za szelki od plecaka. - Bardziej to sprawa właścicielki, ale została już poinformowana. To jasne, że nikomu nie kazałem wjechać w mieszkanie.
Musiałby być naprawdę zdrowo trzepnięty w sagan, aby w ogóle proponować rozwalenie zajmowanego lokum… gdy akurat przebywał w środku. Słyszał o zjaranych gościach, zostawiajacych właczona kuchenkę, co doprowadzało do pożarów, o nieodpowiedzialnych dzieciakach, bawiacych się fajerwerkami w domu. Tymczasem dosłowne wjechanie autem w posesję, przy równoczesnym rozwaleniu ściany obserwował jedynie na filmach. Kto by się w ogóle czegoś podobnego spodziewał w Brentwood?
- Ten koleś co przyrżnał w ścianę powiedział, że pokryje wszystkie koszty. Przynajmniej okazał się trochę ogarnięty.
Nawet wypowiadał się w sposób, jakby szastał kasa na lewo i prawo, chociaż co do tego nie miał pewności. Auto zdecydowanie wygladało na cenne, ale z tego, co zdażył wtedy wywnioskować, nie należało do kierowcy. Sami się wpakowali w to bagno, a Erwin został jedynie pociagnięty razem z nimi. Jak to dobrze, że nie zapadł się na tyle, aby ugrzęznać w miejscu.
Przy większym plecaku znajdowała się torba sportowa, która wyciagnał w stronę Bookera.
- Trzymaj. Wrzuć do środka rzeczy z aneksu kuchennego, ale powoli, w środku masz folie i takie tam.
Odpowiednie owinięcie kruchych przedmiotów było najważniejsze, co by nie musiał później zbierać samych odłamków, przywodzacych na myśl kawałki ściany, już teraz w zasadzie nieistniejacej. Dobrze, że samochodu mu nie tknięto. Mogli wszystkie pakunki przenieść później do cadillaca, zaparkowanego z drugiej strony. Przynajmniej taksówkarzowi nie musiał dodatkowo bulić za transport swojego dorobku życiowego. Wszystko jak krew w piach (prawie).
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

hank, the boy who can't swim, alvin and the chipmunks, m&m's, horrible driver, nice voice & walking disaster






Booker Scheller

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo, chip, zack

Wysłany: 2018-07-22, 16:12   

Wszystko to brzmiało niczym scenariusz jakiegoś kiepskiego serialu, którego wszystkie sezony Booker pochłonałby natychmiast i to w kilka dni. To oczywiste, że Erwin nie kazał nikomu wjechać w mieszkanie, no hej. Musiałby być niespełna rozumu, a Scheller znał go na tyle, żeby nie myśleć o nim w taki sposób. Springer wydawał się być rozsadnym, młodym człowiekiem. Zdecydowanie rozsadniejszym od Bookiego, który dosyć opornie radził sobie w życiu. Jasne, ogarniał, bo studiował i miał pracę, ale zawsze mogło być znacznie lepiej. Może gdyby nie był taki roztargniony, wszystko wygladałoby zupełnie inaczej.
Sięgnał po torbę sportowa i ruszył w kierunku aneksu, żeby popakować te wszystkie rzeczy, o których wspomniał Erwin.
- Jeśli pokryje koszty, to nie jest tak źle - próbował pocieszyć kolegę, chociaż wyszło to dosyć kiepsko. Nie był w tym dobrym, ale przynajmniej starał się podnieść go na duchu. - Gdzie teraz się zatrzymasz? - zainteresował się, zerkajac niepewnie na Erwina. Miał nadzieję, że chłopak ma jakieś lokum. Mógł zaproponować mu pokój w rodzinnym domu w Southend, rodzice na pewno nie mieliby nic przeciwko. I oczywiście zrobi to, jeżeli okaże się, że chłopak faktycznie nie miał dokad iść. - Planujesz tutaj wrócić po remoncie? - Bookie sięgnał po folię i zaczał owijać nia szklana miskę. To były bardzo ładne miski. Byłoby szkoda, gdyby któraś się stłukła. Pewnie wszystko zależało od właścicielki, chociaż na pewno miała ubezpieczenie i inne takie, a to wszystko uzna za nieszczęśliwy wypadek. Nie mogło przyjść jej do głowy, że Erwin byłby zdolny sam wjechać samochodem w ścianę. Wtedy to ona musiałaby być niespełna rozumu. Bardzo powoli wcisnał miskę to torby i zajał się owijaniem kolejnych, kruchych przedmiotów. Na razie niczego nie stłukł, a w przypadku Schellera był to niemały sukces. Nie chciał narobić tutaj jeszcze większych szkód, już wystarczyło, ze mieszkanie Springera nie miało ściany i wygladało jak najprawdziwsze pobojowisko. Serio, jakby przeszło przez nie jakieś tornado czy coś. Potężna nawałnica, a przecież ta miała miejsce w Brentwood prawie rok temu.
_________________
I'm hanging on to something real
'Cause pictures of girls are not for me, you see
[Profil]
 
 
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składajacy kanapki w Subway'u

pobiera 500+ na kota i pomieszkuje u znajomych






Erwin Peter Springer

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-07-27, 22:36   

- Zobaczymy jak się z tego wywiaże. Pijani ludzie wjeżdżajacy w mieszkania lubia czasami opowiadać niestworzone historie… przynajmniej takie odebrałem wtedy wrażenie.
Przeszedł razem z plecakiem pod odrobinę obsypana u podstawy komodę, w celu otwarcia szuflad i wydobycia zawartości. Mógłby to wszystko bezceremonialnie upchnać – byle mieć to za soba, jednak skupił się na zwijaniu ubrań, aby te zajmowały jak najmniej miejsca. Wolał, aby w trakcie nie okazało się, że musi przygotować dodatkowe torby, albo zaczać pakować część dobytku do reklamówek.
- Póki co, u Evena - kontynuował, zwijajac akurat koszulkę z motywem serialu Rick and Morty. - Myślałem nad tym, żeby mieszkać z rodzicami, ale… doszedłem do wniosku, że mamy kompletnie inne nawyki i przyzwyczajenia. Wystarczy, że znowu mieszkamy w tym samym mieście.
Nie, żeby koniecznie unikał członków swojej rodziny, w końcu nie miał im nic do zarzucenia. Wspierali go przez większość czasu, również tuż po tym jak skończył liceum i wyjechał na studia, przyzwyczajajac się tym samym do samodzielności. A skoro mógł równie dobrze zrzucić się na głowę swojemu całkiem dobremu kumplowi ze studiów, którego znał jeszcze w dzieciństwie – czemu nie.
- I… co do powrotu jeszcze się zastanowię. Może skusi mnie jakaś inna oferta…?
Rzucił Bookerowi krótkie spojrzenie, jednocześnie uważajac, aby nie było ono zbyt sugestywne. Swoje sprawy starał się załatwiać przede wszystkim samodzielnie. Przy okazji nie przesadzał w druga stronę, bo jeśli potrzebował pomocy, dawał znać odpowiednim ludziom. W tym Bookerowi, za którego towarzystwem szczególnie przepadał. I tak nie widywali się zbyt często, po części przez to, że Scheller mieszkał właśnie w Southend.
- Jeszcze raz dzięki za pomoc i że w ogóle zdecydowałeś się tutaj przyjechać o takiej godzinie – bo jakby nie patrzeć – było późno. Albo wyjatkowo wcześnie. Zależy od sposobu, w jaki patrzyło się na czas, będacy po prawdzie zwyczajna iluzja.
- Bardzo się śpieszysz, żeby wrócić z powrotem? - kolejna część garderoby wyladowała w plecaku, kiedy to przyjrzał się chłopakowi nieco dłużej, akurat przy okazji, gdy ten pakował kubek z kotem, wygladajacym jak Pebbles. - Bo jeśli nie, to moglibyśmy zamówić pizzę i napić się piwa po tym wszystkim.
Machnał dłonia na otoczenie, usiane gruzem, pyłem i jeszcze większa ilościa gruzu. Być może jakaś część jego świadomości wolałaby od razu zasnać po powrocie do Evena, ale zdecydowanie nie chciałby się zbyt szybko żegnać z Bookerem. Po tych ostatnich godzinach pełnych wrażeń, dobrze było słyszeć jego głos.
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

hank, the boy who can't swim, alvin and the chipmunks, m&m's, horrible driver, nice voice & walking disaster






Booker Scheller

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo, chip, zack

Wysłany: 2018-08-22, 18:15   

Z jednej strony doskonale rozumiał Erwina i jego brak chęci do powrotnego mieszkania z rodzicami, ale z drugiej dla Bookera mieszkanie z rodzicami nie było niczym złym. Może w ten sposób nie był zanadto samodzielny, ale i tak musiał sobie radzić, bo państwo Scheller pracowali i to ich dzieci musiały przejać obowiazki domowe pod ich nieobecność. Tym sposobem Bookie potrafił zrobić pranie, ugotować obiad, zajać się ogrodem, dopilnować zwierzyńca, no i wprawdzie trochę kulawo, ale radził sobie z tym wszystkim. Nie miał innego wyjścia. Poza tym dom Schellerów był naprawdę duży i było tam miejsce zarówno dla niego, jak i dla jego sióstr i stada zwierzaków. W sumie siostry również można było do tego wrzucić do kategorii zwierzat, hehe.
Wychwycił spojrzenie Spirngera i uśmiechnał się nieśmiało. Wiedział, że chłopak niczego nie sugerował, ale Booker nie miałby nic przeciwko, gdyby ten zatrzymał się na jakiś czas w jego domu.
- Jakby Even wykopał cię ze swoich włości, to zawsze możesz zatrzymać się u mnie - rzucił luźna, niezobowiazujaca propozycję. Schellerowie mieli pokój gościnny, w którym Erwin na pewno zmieściłby wszystkie swoje rzeczy. Pakujac kolejne przedmioty do torby, machnał niedbale ręka. - No coś ty, nie ma sprawy. Nie mogłem zostawić cię z tym wszystkim samego - w tym miejscu chłopak wykonał niezidentyfikowany gest dłonia, jakby chciał określić, czym było to wszystko. A czym było, każdy z nich widział. Booker lubił pomagać, robił to bezinteresownie, ale szczególna przyjemność sprawiała mu pomoc bliskim osobom, a w stosunkowo krótkim czasie Erwin stał się dla niego kimś bliskim. Na wzmiankę o pizzy wyszczerzył zęby i pokiwał ochoczo głowa. - Umieram z głodu, więc to bardzo dobra opcja. A na zimne piwo zawsze jest dobry czas. No i nigdzie mi się nie śpieszy, nie musisz się o to martwić - zapewnił błyskawicznie i sięgnał po ułożone na sobie talerze. Ostrożnie owinał je gazetami i skrupulatnie umieścił w torbie. Na razie udało mu się niczego nie uszkodzić, a to w przypadku Bookera graniczyło z cudem, więc po cichu mógł gratulować sobie tego małego sukcesu. Miał pomagać, a nie demolować, bo demolki było już tutaj wystarczajaco dużo.
_________________
I'm hanging on to something real
'Cause pictures of girls are not for me, you see
[Profil]
 
 
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składajacy kanapki w Subway'u

pobiera 500+ na kota i pomieszkuje u znajomych






Erwin Peter Springer

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-08-25, 17:25   

Tym lepiej, że Booker wyszedł na ludzi, jeszcze przed wyprowadzeniem się, do czego Erwin nie mógł się odnieść w swoim przypadku. Wcześniej nie wiedział nawet na jakiej zasadzie działa pralka, nie mówiac już o gotowaniu czegokolwiek. Zostaw, bo zepsujesz, padajace z ust pani Springer wystarczyło, aby chłopak porzucił wykonywana czynność, chociaż chciał się do czegoś przydać. Koniec końców i tak słyszał te osławione na całym świecie „Nikt mi w tym domu nie pomaga, sama muszę wszystko robić”. Cóż. To chyba nawet lepiej, że radził sobie z dala od mamy, wyręczajacej go w większości obowiazków domowych. Przynajmniej do wyrzucenia śmieci go typowano, podobnie jak i do zbierania ubrań, kwalifikujacych się do prania. Bez przesady, żeby unikał wszelkiej aktywności, nawiazujacej do czynności domowych.
- Będę o tym pamiętał, doceniam ofertę.
Uśmiechnał się, bo właściwie, to brzmiało całkiem kuszaco. Nieco mniej, kiedy przypomniał sobie o obecności wszystkich tych Schellerów, w których towarzystwie poczatkowo czułby się odrobinę niepewnie. W końcu mieszkanie z kimś w niewielkim mieszkaniu, majac za współlokatorów swoich kumpli czy koleżanki, to coś zupełnie innego, niż zajmowanie pokoju w czyimś rodzinnym domu.
- Ale mogę do ciebie wpadać nawet jeśli nie będę miał zamiaru się od razu przenosić, nie?
Rzucił jeszcze tak w ramach żartu, a w ramach rzeczywistego rozejrzenia się w sytuacji.
Wpakował ostatnie, zwinięte spodnie do plecaka, przechodzac ty samym do biurka, znacznie zakrytego przez pył, zwiazany z otynkowaniem.
- Im szybciej się z tym uwiniemy, tym… – urwał nagle zanoszac się krótkim kaszlem. Ten pył, uwierajacy w gardle, był wszędzie. Nieopacznie chwycił za pozostawiona na biurku szklankę, noszaca wyraźne, ostre ślady po tym jak została naruszona na skutek spektakularnego rozwalenia ściany przez kierowcę.
- Fuck, jasna cholera - złapał się za dłoń, potraktowana przez ostra krawędź. Skaleczenie nie było na tyle poważne, aby obawiał się o swoje życie, ale i tak nie przepadał za widokiem krwi oraz podobnymi wypadkami, szczególnie od czasów Liverpoolu. Lepiej, żeby jak najszybciej to opatrzył, zanim naznaczy czerwienia kolejne miejsca w zrujnowanym mieszkaniu.
- Mamy już pierwszy wypadek przy pracy, spoko, poradzę sobie - rzucił jeszcze do Bookera, przyciskajac druga dłoń do krwawiacej rany. I tak będzie musiał ja przemyć woda utleniona, może zakryć plastrem, nic wielkiego. Skierował kroki do łazienki, od razu dopadajac do zlewu, żeby odkręcić kurek z zimna woda.
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

hank, the boy who can't swim, alvin and the chipmunks, m&m's, horrible driver, nice voice & walking disaster






Booker Scheller

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo, chip, zack

Wysłany: 2018-10-17, 13:32   

Był pewien, że jego rodzice i siostry polubiliby Erwina i na pewno nie doszukiwaliby się w ich znajomości nie wiadomo czego. Booker miał kolegów, właściwie w jego życiu było więcej znajomych płci męskiej niż żeńskiej i to było jak najbardziej normalne. W zasadzie nie za bardzo kumplował się z dziewczynami, pomijając Max i kiedy ta po raz pierwszy pojawiła się w domu Schellerów, to mama i tata od razu i=zaczęli pytać co to za fajna dziewczyna. Parker była fajna, bez dwóch zdań, ale była tylko koleżanką. No, ale czy Erwin też nie był tylko kolegą?
- No pewnie, że możesz wpadać. I to kiedy tylko zechcesz - odwzajemnił uśmiech, pakując do torby kolejne rzeczy. Szło im całkiem nieźle, więc jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego powinni uwinąć się z tym w mgnieniu... Kaszel, a później przekleństwa w wykonaniu Springera sprawiły, że Booker wyprostował się szybko i odnalazł wzrokiem chłopaka, który przyciskał dłoń do krwawiącej rany. Mało brakowało, ażeby Scheller rzucił na podłogę kufel, a w porę opamiętał się i odstawił naczynie na jakaś szafkę. Przyjechał pomagać, a nie szkodzić.
- O cholera, pokaż - podbiegł do Erwin, zanim te jeszcze zdążył odejść od zlewu. Brunet, jako przyszły weterynarz, trochę znał się na opatrywaniu ran, mimo że Springer nie był żadnym zwierzakiem. Chociaż Booker mógłby porównać go do jakiegoś miłego kotka. - Trzeba oczyścić i sprawdzić, czy nie został w środku jakiś odłamek szkła - zadecydował poważnym tonem, odpowiednio wczuwając się w swoją rolę. Skalpel, siostro. Tylko teraz chłopak będzie musiał go naprowadzić do miejsca, w którym trzymał podstawowe leki. A może już je spakował? Wtedy Booker będzie potrzebował wskazówki co do torby, w jakiej znajdują się bandaże i opatrunki. Każdy miał takie rzeczy w domu, a przynajmniej część z nich. Tak na wszelki wypadek, albo na taki wypadek podobny do tego.
_________________
I'm hanging on to something real
'Cause pictures of girls are not for me, you see
[Profil]
 
 
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składajacy kanapki w Subway'u

pobiera 500+ na kota i pomieszkuje u znajomych






Erwin Peter Springer

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-10-23, 21:06   

Cieszyła go taka odpowiedź, nawet jeśli rzeczywiście nie zamierzał zbyt często narzucać się Bookerowi. Tak z grzeczności zwyczajnie. Miał dużo alternatywnych wyjść z sytuacji, sporo znajomych, na których mógł liczyć, a to był dobry znak. Dał się lubić, w końcu nie należał do grona stereotypowych studentów prawa, próbujących błyszczeć wiedzą bardziej, niż przewidywała ustawa (co nie oznaczało, że nie był miejscami przemądrzały). I na własnej skórze mógł się niekiedy przekonać, jak bardzo było to męczące.
Badał wprawnym okiem niewielkie skaleczenie, gdy krwotok ustał pod strumieniem bieżącej wody. Wątpił w to, aby rana wymagała potraktowania środkiem odkażającym, chociaż nie zaszkodzi i tego użyć. Wynajmowane mieszkanie przypominało gruzowisko, jakby nie patrzeć. Cholera wie, co czaiło się w powietrzu oraz na powierzchniach, kwalifikujących się do generalnego remontu, a później sprzątania.
- W szafce jest apteczka - wskazał ruchem głowy na odpowiednie miejsce, zakręcając przy okazji dopływ wody. Nie przykładał większej uwagi do uzupełniania zawartości podręcznego zestawu pierwszej pomocy, ograniczając się do wody utlenionej, kilku plastrów w różnych wymiarach oraz zestawu środków przeciwbólowych. Dobytek z łazienki wolał zostawić na koniec, gdy już przestrzeń salonowo-sypialniano-kuchenna zostanie odpowiednio uprzątnięta. Bynajmniej nie ze wszechobecnego bałaganu, upstrzonego tynkiem, kurzem oraz masą porozrzucanych niedbale elementów konstrukcyjnych, a jego osobistych rzeczy. Aż żal było na wszystko patrzeć.
- To nic poważnego, tylko skaleczenie - upierał się przy swoim, chociaż pozwolił Bookerowi na przeprowadzenie oględzin. - Zwykły plaster powinien wystarczyć.
Kropla czerwonego osocza kapnęła po wnętrzu umywalki, kiedy podpierał dłoń przedramieniem, o krawędź. Utkwił wzrok w towarzyszu dzisiejszych wojaży, bliżej przyglądając się jego rysom twarzy. Łagodnym, ale mógłby się założyć, że w odpowiednich momentach potrafiły się wyostrzyć, nabrać bardziej surowego wyrazu. Teraz dostrzegał przede wszystkim skupienie.
- Tego zdaje się również was uczą na weterynarii, nie? - zagadał swobodnie, odczuwając już wyraźniejsze szczypanie w pokaleczonym miejscu. - Opatrywania ludzi.
Drobnych zabiegów zadaje się też. Research miał za sobą. Może niezbyt dokładny, ale zawsze coś.
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

hank, the boy who can't swim, alvin and the chipmunks, m&m's, horrible driver, nice voice & walking disaster






Booker Scheller

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo, chip, zack

Wysłany: 2018-10-24, 17:26   

Nie uważał, żeby Erwin jakkolwiek się narzucał! Pewnie mama Scheller pozwoliłaby mu zostać na stałe i urządziła własny pokój. Serio. Z kolei tata Scheller pewnie traktowałby go jak zachciankę syna i porównywałby go do kotków, które Booker i Ivy przechowywali w piwnicy. Ale trwałoby to chwilę i również przekonałby się do studenta prawa.
Wiedział, że nawet niewielkie skaleczenie groziło zakażeniem, dlatego momentalnie podskoczył do wskazanej przez Springera szafki i wyjął z niej apteczkę, w której szybko odnalazł wodę utlenioną i plaster.
- Trochę uczą - zgodził się, przytakując skinieniem głowy. - Dlatego wiem, że nie można niczego bagatelizować. Rany cięte, ale jak przedmiot był brudny to może wdać się infekcja. A potem nawet takie drobne uszkodzenie brzydko się goi - doktor Scheller chwycił erwinową dłoń i obficie polał ją trzyprocentowym roztworem nadtlenku wodoru. Zawsze uważał, że woda utleniona w postaci ciekłej jest lepsza od żelu. Teraz wystarczyło wytrzeć skaleczenie skrawkiem gazika, nakleić plasterek i voilà! Springer był uratowany.
- Niestety nie mam naklejki dla dzielnego pacjenta, ale spisałeś się na medal - Bookie poklepał kolegę po ramieniu, gratulując mu siły i wytrwania. - Myślałem, że to ja będę tym, który zaleje się krwią - zaśmiał się z własnej nieudolności, bo faktycznie zazwyczaj to jemu dzieła się krzywda. A to o coś zawadził, a to potknął się. Albo przez odrobinę nieuwagi nabijał sobie guza o kant otwartej szafki. Cały Booker. Był raczej pierdołą, a w grze The Sims śmiało można było mu przypisać cechę pechowiec. Starał się uważać, naprawdę, ale nie wszystko było zależne od niego. Czasami był to zwykły niefart, zbieg okoliczności, seria niefortunnych zdarzeń. I wcale nie ciszył się z tego, że to Erwinowi przytrafiło się skaleczenie, nie był z tych, którzy napawali się cudzym nieszczęściem i radowali się, że tym razem to ktoś inny się potykał.
_________________
I'm hanging on to something real
'Cause pictures of girls are not for me, you see
[Profil]
 
 
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składajacy kanapki w Subway'u

pobiera 500+ na kota i pomieszkuje u znajomych






Erwin Peter Springer

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-02, 19:38   

Gdyby Scheller tylko wspomniał o kotkach, z automatu zastanowiłby się dwa razy czy rzeczywiście nie przenieść się na Bookerowe włości. W końcu kto nie lubił kotków? Pebbles miałby towarzystwo, chociaż sierściuch był już dorosłym kocurem, mającym tradycyjnie wyjebane na cokolwiek się koło niego działo. Byle tylko dostać jedzenie, wygodne posłanie i dzienną dawkę głaskania. O ile sam się podstawi, bo tak z kaprysu niewolnika właściciela to już nie bardzo. On dyktował warunki. Dopóki „przypadkowo” nie ulegał kąpieli, tracąc na swojej puszystej dumie.
- Fakt - przytaknął niemal od razu. - Całe szczęście, nie trzeba będzie szyć... Nie trzeba będzie, prawda?
Spojrzał na eksperta z tej dziedziny. Bardzo by mu było nie w smak paradowanie ze szwami, szczególnie, że robił w branży gastro, w roli konstruktora kanapek. Jakże niewygodnie by przebiegało składanie bułek z taką pokiereszowaną ręką. Powinien dostać odpowiednie odszkodowanie zarówno za uszczerbek psychiczny podczas niespodziewanego, dosłownego najazdu na mieszkanie, jak i skutków późniejszych, wynikających z wydarzenia.
Szybko się uspokoił, bo wyszło na to, że do żadnego szycia nie dojdzie. Szczęście w nieszczęściu, zdecydowanie.
- Pizza będzie wystarczającą nagrodą jak już się z tym uwiniemy - uznał, rzucając Bookerowi szybki, porozumiewawczy uśmiech. - Dziękuję.
Dlaczego tak dziwnie się czuł, gdy przebywali jedynie w swoim otoczeniu z dala od innych ludzi? Obawiał się, że każde wypowiadane słowo brzmi strasznie przerysowanie i w ogóle jakoś tak… nie tak, jak powinno. Aż tak mu zależało na tym, co myśli o nim chłopak?
- Przy okazji zapakuję też apteczkę - oznajmił, odchodząc od stanowiska przy umywalce. Sięgnął po plastikowe, zamykane na zatrzaski pudełko, wypełnione skromnym zestawem udzielania pomocy.
Powrócił do zdemolowanego mieszkania, dając również znak Schellerowi ruchem głowy.
- Pójdę odłożyć tę ubrania do samochodu, co by zrobić więcej miejsca… - podszedł do załadowanego po brzegi plecaka, zapakowując przy okazji apteczkę na samym szczycie piętrzących się materiałów. Korzystał z promocji w odzieżowych kiedy tylko mógł, w końcu studentowi prawa nie wypadało pokazywać się zbyt często w tych samych ciuchach.
- Święty Boże, a cóż to się stało?
Bez problemu odróżnił głos sąsiada, pana Pickmana, mieszkającego obok. Jego siwa, rozwiana czupryna widoczna była po drugiej stronie wyrwy w ścianie.
Springer zarzucił sobie plecak na ramię i zasalutował staruszkowi.
- Długo by opowiadać proszę pana… a i tak mógłby pan mocno zwątpić - przeniósł spojrzenie na Bookera i unosząc wymownie brwi ruszył ku wyjściu z mieszkania rzucając krótkie „za moment wrócę”.
Tymczasem Pickman nie przerywał oględzin zdemolowanej części mieszkalnej, trzymając w dłoniach smycz Hot Doga. Cóż za ironiczne imię dla jamnika.
- A pomyślałby kto, że angielskie domy wytrzymalsze od tych amerykańskich kartonów w ścianach.
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

hank, the boy who can't swim, alvin and the chipmunks, m&m's, horrible driver, nice voice & walking disaster






Booker Scheller

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo, chip, zack

Wysłany: 2018-11-03, 21:54   

- Nie trzeba będzie - zapewnił natychmiast, widząc niepewną minę Erwina. - Ale nawet jakby trzeba było, to szew nie byłby duży - dodał, bo trochę się na tym zakładaniu szwów znał. Springer, jako zawodowy składacz kanapek, pewnie musiałby się trochę bardziej nagimnastykować podczas przygotowywania jedzenia na wynos, jednak Booker był przekonany, że nawet lekko niedysponowany świetnie dałby sobie radę. - Przestań, to żaden problem - odwzajemnił uśmiech, bo zorganizowanie małego opatrunku zajęło dosłownie krótką chwilę.
Posłusznie powłóczył nogami za chłopakiem, jednocześnie opuszczając łazienkę, a na widok wystającej ze ściany głowy wzdrygnął się nie znieruchomiał.
- Dz... Dzień dobry - wymamrotał niepewnie, a mężczyzna odpowiedział tym samym. Bookie szybko uświadomił sobie, że musiał to być sąsiad Erwina. Uśmiechnął się na widok psa, którego staruszek trzymał w ramionach. O ile Springer uwielbiał koty, Scheller miał słabość to psów. Pewnie w jego domu znalazłoby się miejsce na kolejnego czworonożnego przyjaciela, ale w sercu chłopaka było miejsce wyłącznie dla Hanka, który towarzyszył Bookerowi już od wielu lat. Był jego powiernikiem, kompanem i niezastąpionym towarzyszem, dlatego ciężko byłoby mu pokochać równie mocno jakiegoś innego psa. Nawet nie potrafił wyobrazić sobie, że Hanka mogłoby kiedykolwiek zastąpić. Na szczęście musiał o tym myśleć i nie zastanawiał się nad tym zbyt często. - Prawda? Ale jak w tych amerykańskich programach remontują im domy i stawiają je w pięć dni, to potem wszyscy zdziwieni, że przychodzi byle orkan, czy inne tornado i nic z tych domów z papieru nie zostaje - podszedł bliżej mężczyzny, żeby móc nieco lepiej przyjrzeć się jamnikowi.
_________________
I'm hanging on to something real
'Cause pictures of girls are not for me, you see
[Profil]
 
 
Erwin Springer



22

przyszły prawnik składajacy kanapki w Subway'u

pobiera 500+ na kota i pomieszkuje u znajomych






Erwin Peter Springer

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-11-07, 22:53   

Te bardziej kocie usposobienie zdawało się również pasować do jego osobowości, chociaż zwierzęta lubił jak najbardziej ogółem. Może i beształby niesfornego psa za zjadanie pracy domowej, jednak każdy pupil ma możliwość nabrania z czasem większej ogłady pod okiem odpowiednio poświęconemu pracy opiekuna. Osobiście w podobnego się wcielił jeszcze w Liverpoolu, gdy miał do czynienia z młodszą wersją Pebblesa. Ile wtedy zawodzących miałknięć słyszał… nie skarżył się za to ani razu na podrapaną kanapę. Nie pogardziłby również kolejnym, kocim towarzyszem, o ile współlokatorzy u których by wylądował nie mieliby nic przeciwko temu. W końcu te puchate kulki to sama miłość! Pomijając wszystkie te momenty, w których randomowe przedmioty lądowały z kaprysu na podłodze. Bo tak. Koci osąd.
Sąsiad machnął ręką, podsumowując całe te amerykańskie show. A daj pan spokój. Facet wyglądał na całkiem konserwatywnego, ale może to ze względu, że był wdowcem, a towarzyszem jego doli od czasu śmierci małżonki był właśnie Hot Dog, jako, że dzieci porozjeżdżały się po Wyspach, a miały swoje rodziny oraz swoje problemy.
- Czego w tej Ameryce nie wymyślą, żeby show zrobić, to się w głowie nie mieści.
Mężczyzna, zauważając zainteresowanie chłopaka brązowym pieskiem, którego trzymał w ramionach, uśmiechnął się zaraz. - No popatrz tylko Hot Dog, nawet tobie udaje się czasami przykuć czyjąś uwagę.
Nie licząc dzieciaków, podbiegających z radością do nieznacznie odstającego od poziomu chodnika psa, podskakującego żywo na krótkich nóżkach. Jamnik tymczasem powąchał jedynie powietrze, racząc za moment wszystkich zebranych ziewnięciem. Wylatał się na spacerze.
Tymczasem z tyłu drzwi wejściowe dały o sobie znać, gdy Erwin na nowo znalazł się w środku. Jeśli dobrze rozplanuje wszystkie rzeczy, powinny się zmieścić w cadillacu. Gdyby miał więcej tupetu, skomentowałby na głos Bookerowe zawieranie znajomości, opcjonalnie z jamnikiem, a może sąsiadem.
- Również ciężki dzień? - zagadał, podchodząc bliżej wyrwy. Ten wzruszył jedynie ramionami. - Dzień jak co dzień.
- Nie zostało już zbyt dużo do przeniesienia, co? - zerknął jeszcze przez chwilę na poustawiane pod ścianą torby, plecaki i inne kartony, nim powrócił spojrzeniem do Schellera, do którego to kierował krótką uwagę.
- To ja wam już nie będę przeszkadzał, ostrożnie tam z tymi pudłami.
Staruszek wskazał jeszcze ruchem głowy na klamoty, nim uśmiechnął się przyjaźnie do Bookera oraz Spingera, zanim udał się dalej, niosąc przymykającego oczy psiaka.
- Lepiej będzie się stąd wynieść jak najszybciej, nadal czuję kurz w powietrzu - zmarszczył lekko nos, nim obrócił się w miejscu, żeby sięgnąć po kolejny pakunek, celem przeniesienia do samochodu. Przy okazji trochę sobie ramiona potrenuje.
_________________



[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

hank, the boy who can't swim, alvin and the chipmunks, m&m's, horrible driver, nice voice & walking disaster






Booker Scheller

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo, chip, zack

Wysłany: 2018-11-11, 13:45   

Ciekawe z jakim zwierzęciem mógłby utożsamić się Booker? Najpewniej z jakąś tchórzofretką. Albo z zającem, one również były tchórzliwe. Ale z kolei Bookie nie był taki prędki. Raczej spokojny, stateczny, czasem anemiczny. Ale za to bardzo precyzyjny w tym, co robił!
Wyciągnął rękę, żeby móc pogłaskać jamnika, którego mężczyzna trzymał w ramionach. Tak, Scheller zdecydowanie miał słabość do psów i gdyby mógł to zaadoptowałby wszystkie psiaki świata. Tyle, że skoro jeszcze mieszkał z rodzicami, to na razie nie mógł sobie na to pozwolić, bo tata Scheller miał dość zwierzaków pod swoim dachem. Może kiedy już wyprowadzi się, załatwi Hankowi jakiegoś kolegę do towarzystwa? Albo fajną koleżankę? Może w ogóle założy hodowlę corgich?
Odwrócił się do Erwina, bo ten ponownie znalazł się w mieszkaniu i posłał mu szeroki uśmiech, cały czas klepiąc Hot Doga po długim grzbiecie.
- Chyba zostało tylko to - wskazał ręką na nieduże toboły z rzeczami, które do tej pory zdołali zapakować. - Chyba, że masz jeszcze jakieś skrytki i czegoś nie zauważyliśmy - powiedziawszy to, skinieniem głowy pożegnał się z sąsiadem, tym samym pozwalając mu oddalić się w towarzystwie jamnika. - Miły staruszek - dodał, kiedy mężczyzna zniknął.
Booker rozejrzał się po mieszkaniu, ale gdy tylko Springer wspomniał o kurzu, kichnął głośno i pociągnął nosem. Tak, z pewnością pył w dalszym ciągu unosił się w powietrzu.
- Zabierzesz się ze wszystkim na raz? - zapytał, po czym pochylił się po plecak z klamotami, żeby zarzucić go sobie na ramię i ruszyć w kierunku wyjścia. - Jedziemy od razu na pizzę, czy dla mnie zabraknie już miejsca? - jakby nie patrzeć, Erwin miał trochę tych rzeczy i jeśli w samochodzie nie było wystarczającej przestrzeni dla jeszcze jednej osoby, to Bookie mógł poczekać, albo udać się w umówioną miejscówkę, żeby zająć stolik czy coś. Nie widział w tym problemu. Wprawdzie z przyjemnością pomógłby chłopakowi w wypakowywaniu tobołków, ale jeśli ten uznałby, że rzeczy jest zbyt wiele, a samochodu niezbyt duży, Scheller nie miał zamiaru się narzucać.
_________________
I'm hanging on to something real
'Cause pictures of girls are not for me, you see
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5