Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Nina Reyes
2018-09-10, 20:21
Murder by death
Autor Wiadomość
Quentin Leighton


Wysłany: 2018-07-20, 22:41   

Najbardziej beznadziejna impreza ostatnimi czasy. Czy to wszystko dookoła zmówiło się przeciwko Quentinowi czy to on po prostu był skończonym kretynem i nie potrafił ogarnać znajomych Joeya? Niecierpliwił się, bo siedzenie wśród obcych ludzi, gdy oni krzyczeli do siebie ponad jego głowa, sprawiało, że irytował się coraz bardziej i zastanawiał się, czy na pewno z nimi wytrzyma.
Z ogromna ulga przyjał fakt, że wreszcie zatrzymali się przed… olbrzymia willa, a przynajmniej wielkim apartamentem, który prawdopodobnie należał do Joeya albo jakiejś jego rodziny (już sam nie pamiętał, czego zdażył się dowiedzieć), a o którym Quentin mógł tylko pomarzyć.
Gdy już wyczłapał z samochodu razem z torba, mógł wreszcie zajać się słuchaniem, co inni maja do powiedzenia i, przede wszystkim, jakie sa plany na najbliższe godziny (o dniach to on jeszcze nie myślał). Nic w tej chwili nie mogło ucieszyć go bardziej niż informacja, że pierwsze, co powinni zrobić, to zjeść kolację. Przytakna energicznie. Może wtedy będzie miał szanse wszystkich spamiętać, chociaż z imion! W tej chwili nawet nie przejmował się ubraniami, w ogóle nie myślał o tym, że mógł być źle ubrany! W końcu chodziło o jedzenie…
Szybko też wybuchła kłótnia o to, kto, z kim i jak długo będzie dzielił pokój, ale Quentin nie miał zbytniego wyboru. Jeśli już miałby z kimś się dogadać, to z Keithem, w końcu całkiem dobrze im się rozmawiało, reszta… reszta mogła być przecież wkurwiajaca, prawda? Czym prędzej podszedł do chłopaka w nadziei, że i on myślał podownie.
Dla mnie spoko! – rzucił z ulga. Totalnie przytłaczało go to całe zamieszanie.
W pokoju został najdłużej ze wszystkich, więc nim znalazł odpowiedni pokój, trochę mu się zeszło i zdażył obejrzeć część domu. Musiał przyznać, że jest naprawdę ogromny, ale i nowocześnie, przytulnie urzadzony. Co najlepsze – Quentin nie czuł się jak w starym dworze niczym z horroru. Zobaczył już jakieś rozwalone rzeczy na jednym z łóżek, więc zajał drugie i tyle.
A potem znowu wrócił do rozgadanego towarzystwa, które prowadziło niezwykle intensywne, głośne i wielotematyczne rozmowy na dosłownie każdy temat. Wywrócił oczami i coraz bardziej watpił w to, że wytrwa tu dłuższy czas. Wprawdzie do głównej drogi było dość daleko, ale jeśli się uprzeć, mógłby po prostu wyjść i wrócić do domu.
Jednak wciaż sobie powtarzał, że jeszcze nie jest tak źle, że ma szanse, żeby się z kimś dogadać, tylko musi chcieć. Ale, jak wiadomo, łatwiej powiedzieć niż zrobił, więc gdy tylko przestapił próg kuchni i dojrzał wolne miejsce, po prostu je zajał i gdy wszyscy podnieśli kieliszki, zrobił to samo. Nawet mruknał coś, co było teoretycznie pozytywne, ale wtedy zgasło światło i… tyle z picia. Uniósł gwałtownie głowę, ale wcale nie pomogło mu to w zobaczeniu czegokolwiek. Tyle tylko, że dostrzegł palaca się w telefonie latarkę Keitha.
Albo wyłaczyli prad w okolicy… – burknał cicho w odpowiedzi na wywalone korki. Nie ma to jak spędzić wakacje nie tylko na zadupiu, lecz także bez światła. Stwierdził jednak, że póki nikt nie patrzy, po prostu wypije to, co miał w kieliszku. Z chwila, gdy odstawiał naczynie, światło nagle się właczyło, a chwilę potem powoli zaczęła wybuchać panika.
Jak to ktoś nie żyje?! Brentwood miało być spokojnym, miłym, urokliwym miasteczkiem, a nie miastem pełnym ludzi o morderczych instynkach!
Spojrzał na Tylera, który jeszcze chwilę oddychał i mówił, co powinni zrobić. Po ostatnich przejściach podchodził do tego wszystkiego sceptycznie i chociaż był prawie lekarzem, nie wyrywał się przed szereg.
Chyba powinieneś go położyć na boku – rzucił do Keitha. Cokolwiek by Tylerowi nie było, Quentin uważał, że najbezpieczniej będzie ułożyć go w pozycji bezpiecznej.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-07-22, 09:51   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Rezultat decyzji 1: "Tyler? Tyler co Ty odpierdalasz, świrusie?? No weź, powiedz coś – czyli zbadanie zwłok i rozkmina gdzie je złożyć.

Kiedy Erwin polecił Jacobowi by ten obczaił tętno Tyler'aJacob pośpiesznie kiwnał głowa i skłonił się nad ciałem gospodarza. Czy Tyler żył? No cóż, na pewno jego tętno było nieodczuwalne, klatka piersiowa również się nie unosiła. Jacob kiwnał głowa na słowa Quentina dotyczace tego, że powinni bogacza ułożyć w innej pozycji. Niestety, Dale nie mała racji – Tyler nie udawał, a całe to zdarzenie nie było żadnego rodzaju prankiem.

-On chyba nie żyje jęknał Joey, który powoli wkręcał się w cała ta sytuację-Musimy go przenie...

Słowa Joey'a zostały jednak przerwane przez przeraźliwy, piskliwy krzyk, który wydobyłsię z ust Amandy. Pomimo tego, że dotychczas byla ona skupiona na sobie to teraz odczuwała faktyczny strach. Czy ktoś zabił jej kumpla?

-Niech nikt niczego nie dotyka – zarzadził Peter władczym tonem. Chłopak spojrzał na jedzenie, w którym jeszcze niedawno znajdowała się twarz Tylera-Joseph ma rację, trzeba go przenieść do któregoś z pokoi. Ty, zajmij się tymPeter wskazał na Chipa, po czym wzrok przeniósł na JacobaA Ty mu w tym pomóż

Rezultat decyzji 2:Dzwonimy na policję! - część z Was może zdecydować się na poszukanie najbliższego aparatu telefonicznego i powiadomienie policji.

Przerażony Peter wiedział doskonale, że ktoś musi zaczać kierować całym tym towarzystwem bo w przeciwnym wypadku zapanuje chaos. Amanda jęknęła coś na temat tego, że musi się napić po czym spojrzała na Quentina -Ej, misiaczek, idziesz ze mna? – zapytała z uśmiechem.

Erwin i Keith najwyraźniej jako jedyni zorientowali się, że wypadałoby zadzwonić pod jakiś numer alarmowy. -Widziałem telefon po drodze przyzał Joey, po czym nie patrzac w ogóle za siebie ruszył w stronę wyjścia. Cała trójka niedługo później wróciła do głownego holu oznaczonego cyfra 1, gdzie pod jednym z obrzydliwie drogich malowideł znajdował się zabytkowy stolik, a na nim stał telefon rodem z lat 60. Niezależnie od tego, który z chłopców uniesie słuchawkę telefonu, to gdy tak się stanie to zorientujasię że.... telefon nie odpowiada.
Niedługo później do całej trójki dołaczył Peter, a słyszac iż telefon nie odpowiada ruszył on w kierunku drzwi frontowych. Po krótkim spacerze dotrzecie do skrzynki/rozdzielni/zwał jak zwał ale odpowiada to za między innymi telefon. Urzadzenie zostało zdewastowane, niektóre kable zostały wyrwane a tuż nieopodal znajdował się kij bejsbolowy.

-Ktoś to rozjebał z premedytacja – wyszeptał podjarany Joey.

Rezultat decyzji 3:Co zjadł Tyler? - Gdzie jest kuchnia? Niech ktoś ja cholera znajdzie! - Część z Was zdcydowanie może zajać się sprawa tego co sprawiło, że Tyler zaliczył zgon

Póki co nikt z Was nie zdecydował się na zbadanie tego skad pochodziło zatrute jedzenie, ale zawsze możecie do tego punktu wrócić. Najważniejsze jednak jest to, że Tyler nie dawał znaku życia, a skrzynka elektryczna wskazywała na to, że ktośbardzo chciał Was zatrzymać na miejscu. Co dalej?

Decyzje do podjęcia, ponownie każdy z Was może zdecydować się tylko na jedna z opcji:
1.Odpalamy samochód i spierdalamy stad! - Chyba najbardziej naturalna decyzja. Kto normalny chciałby zostać na miejscu? Mały spoiler – ktoś zdażył już rozpieprzyć kilka kabli pod maska samochodu i nie było szans by ten ruszył z miejsca. No.... chyba, że znajdziecie części zastępcze. Czy za domem przypadkiem nie ma szopy?
2. Pierdolę to, idę pieszo – możecie udać się po pomoc do miasteczka. Dłuższy spacer, podczas kurewsko intensywnego deszczu i diabelsko złej pogody – ale kto Wam zabroni? NA pewno nie ja!
3. Przeszukajmy dom, na pewno znajdziemy jakiś komputer podłaczony do neta, telefon satelitarny, cokolwiek! W przypadku wybrania tej opcji istotne jest znowu posługiwanie się numerkami. ;>
[Profil]
 
 
Erwin Springer








22

przyszły prawnik

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-07-24, 18:52   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth


Bardzo nie pasowało mu to, że ktoś na imprezie wział i umarł, skoro mieli ostawiać melanż roku, albo nawet ćwierćwiecza. To wszystko brzmiało aż za dobrze, mógł się spodziewać komplikacji, do których ostatecznie doszło.
Chcac jak najszybciej opanować sytuację, oddalił się razem z Joeyem i Keithem w stronę holu wejściowego.
- Chyba żartujesz - podsumował, kiedy w oko wpadł mu aparat telefoniczny, wygladajacy jak zabytek. Nie ważne, potrzebowali czegokolwiek, aby w miarę opanować sytuację i skontaktować się z pogotowiem. Powinni powiadomić również policję, jako, że ktoś autentycznie kopnał w kalendarz. Jak to dobrze, że w pobliżu znajdował się specjalista z zakresu prawa karnego. Erwin zapewne miał na myśli samego siebie, jednak ta duma szybko zniknęła, gdy okazało się, że po podniesieniu słuchawki, nie słychać żadnego nawet sygnału.
- Naprawdę, to już totalne przegięcie - odłożył słuchawkę nieco zbyt gwałtownie, wyraźnie podenerwowany sytuacja. - Maja tyle kasy, żeby trzasnać sobie Napoleona na ścianie – machnał przy tym na jeden z kolorowych obrazów - Ale nie stać ich na poprawienie zasięgu? Przecież to niebezpieczne.
Co na to sanepid? BHP! Być może rodzice Tylera byli zwyczajnymi przedstawicielami ludzi starej daty i najzwyczajniej nie potrzebowali zasięgu na takim Wygwizdowie, skoro dysponowali zupełnie niezawodnym telefon z pieprzonych lat sześćdziesiatych. Oh wait…
Kiedy to Peter poprowadził dalej trzyosobowy team, poszukujacy kontaktu ze światem zewnętrznym, Springer rozgladał się uważnie na boki, na wypadek, gdyby w pobliżu ktoś nagle wyskoczył na nich z siekiera. Irracjonalna zupełnie myśl, ale ze względu na okoliczności – mogaca mieć miejsce w rzeczywistości.
Rozwalona skrzynka ze złaczami sprawiła, że Erwin obrócił się w miejscu, zatrzymujac dłonie na karku. Albo mieli w środku nieproszonego gościa, albo ktoś ewidentnie leciał sobie w kulki. Powinni przeszukać wszystkie pokoje, łacznie z tymi, zajmowanymi przez ekipowe towarzystwo, na wypadek, gdyby ktoś miał coś do ukrycia? Jak dla niego brzmiałoby całkiem logicznie.
- To jest kompletnie nie do pomyślenia – znowu skrytykował na głos sytuację, a gdzieś pomiędzy kolejnymi wyrazami zaśmiał się żałośnie, jakby padł ofiara wyjatkowo mało śmiesznego żartu. - Ktoś tu w ogóle żyje w pobliżu i mógłby chcieć się nas pozbyć?
Skierował pytajacy wzrok na tego ważniaka, Petera, co ponoć ogarniał zarówno rezydencję jak i inne rzeczy. W końcu wypuścił powoli powietrze, wytężajac myśli. Z ta rozwalona skrzynka i tak już nic nie zrobia.
Chwycił za porzucony kij baseballowy, ważac go w dłoniach. Nie bardzo rozumiał podjaranie Harrisona ta sytuacja. W końcu rozchodziło się o jego imprezę, która mogła nie dojść do skutku.
- Powinniśmy jechać do miasteczka, tam na pewno jest zasięg - spojrzał po chłopakach, zatrzymujac nieco dłużej wzrok na Joeyu, bo jego w zasadzie znał najlepiej. Posiadali zdaje się jedynie kampera Tylera… a gdzie on do cholery zabrał do niego kluczyki? Być może jego kompani mieli lepszy pomysł? Po prawdzie, chętnie oddaliłby się z okolic domu, choćby i na chwilę, bo czuł, że może się zrobić mało przyjemnie.

Do ekwipunku Erwina dołacza kij baseballowy
_________________


[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2018-07-25, 01:40   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


Miało być żarcie i chlanie. Plan był taki prosty. Co mogło pójść nie tak? JAK coś mogło pójść nie tak? Wystarczył jeden trup, by zepsuć cała imprezę (przy czym nikt tu wcale nie chciał więcej trupów), więc teraz byli sami, opuszczeni, bez telefonu, bez zasięgu, na odludziu, w deszczu, i prawdopodobnie z morderca w okolicy. O ile Tyler po prostu nie zatruł się czymś co, co było w jedzeniu, może miał alergię i dostał szoku anafilaktycznego albo zadławił się kościa z bigosu? To na pewno nie coś, nad czym zastanawiała się Dale, bo to akurat jest człowiek, który rzadko kiedy pojmuje powagę sytuacji. Pewnie jak rodzice adoptowali niewidomego chłopca, to spytała go, po co mu jeszcze oczy, skoro nie widza? Bo to dla niej nie miało żadnego sensu.
Teraz też nic dla niej nie miało sensu. GDZIE JEST CHIP? Nie miała pojęcia, gdzie, ani tym bardziej w którym momencie zniknał jej z pola widzenia, ale skoro już odsunęła się od trupa spróbowała znaleźć brata wzrokiem. Oczywiście był zaraz obok, jak to on, ktoś mu kazał się zajać ich martwym kolega, czego Dale znów nie ogarniała. Przysunęła się do bliźniaka i szarpnęła go za ramię, by się nachylił.
- Pokurwiona ta impreza - stwierdziła krótko. - Załatw to szybko i spierdalamy stad, nie chcę mieć do czynienia z żadnym trupem, spotkamy się przy aucie, okej? - nawet, jeśli Chip zaoponował, ona miała zamiar doprowadzić swój niecny plan do końca. Zostawiła to wszystko w pizdu, uciekajac tym szybciej, im głośniej Amanda zaczynała piszczeć, bo do tego wszystkiego głowa zaraz ja będzie bolała, a jeśli chciała się stad wydostać, to musiała mieć czysty umysł. Logiczne myślenie bardzo by się jej teraz przydało, szkoda, że na co dzień nie była dobra w te klocki.
Wydostanie się z rezydencji domku letniskowego nie było takie proste, na pewno ze dwa razy źle skręciła, ale udało jej się, a to najważniejsze. Dopiero będac przy RV plasnęła otwarta dłonia w czoło. Czy Chip będzie madrzejszy i sprawdzi trupie kieszenie w poszukiwaniu kluczyków? Chyba nie miała się co łudzić. Jej szczęście, że wóz był otwarty (bo na poprzedniej stronie Tyler go nie zamykał...), wskoczyła więc na miejsce kierowcy i zaczęła szperać po schowkach i innych miejscach, w których na amerykańskich filmach głupi amerykańscy ludzie zostawiaja kluczyk zapasowy czy jakikolwiek inny. Może nie znalazła, a może znalazła, nie wiem, nawet jeśli jej się udało, to auto przecież i tak nie odpaliło, więc wychodzi na jedno - utknęła tu. Na pewno nie zamierzała iść pieszo, deszcz zacinał ostro, a ona była trochę leniwa dupa, no i przede wszystkim - las był zwyczajnie za ciemny. Już lepiej byłoby zamknać się w tym aucie i udawać, że się nie istnieje, to jest, zachlać indywidualnie.
Póki co nie zamierzała się jednak poddawać. Może jest tu jakieś inne auto? To była głupia myśl, kto by zostawiał auto w środku lasu, ale nie obeszło ja to. Może zatem mieli rowery? Cholera, chyba lepsze to niż cokolwiek. Jakiekolwiek części do niedziałajacego auta jej nie obchodziły, bo nijak się na tym nie znała i nawet, jeśli coś znajdzie, to nie będzie wiedziała, co z tym zrobić. Rowery nie brzmiały jednak źle. Wyskoczyła z auta zamykajac za soba drzwi, skrzyżowała ramiona na piersiach i skuliła się, by choć trochę ochronić się przed deszczem, a potem ruszyła szybkim krokiem na tyły domu. Najpierw chciała obejść go dookoła, ale kiedy dostrzegła szopę, zdecydowała się na zajrzenie tam. No bo gdzie mieliby trzymać rowery, jeśli nie w szopie? Przecież nikt teraz stamtad nie wyskoczy i nie zaatakuje jej jakimś morderczym kotletem, który stanał Tylerowi w gardle. Borze, zachciało się jej imprez. A mogła pójść z Grace na kluby, jakby tam zginał jakiś random, to nawet nie znałaby jego imienia, a na chatę mogłaby wrócić taksówka.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-27, 22:24   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Obecność Joeya nadal nie wpływała na niego zbyt korzystnie. Mimo to jego mózg momentalnie obrał odpowiednie priorytety. Skoro mieli do czynienia z potencjalnym morderstwem, zdecydowanie musiał odrzucić na ten moment wszystkie swoje...
...
... jak to właściwie nazwać? W końcu przecież nie były to uprzedzenia. Rozejrzał się chwilę po wszystkich wokół. Każdy był zajęty czymś innym poza... zaraz, gdzie był Steve? Rozejrzał się za swoim kumplem, nijak nie mogac go zlokalizować.
Widział ktoś Steve'a? — zapytał w końcu na tyle głośno, by upewnić się że wszyscy go usłysza. Czy odpowiedza to już inna sprawa. W końcu byli dość mocno zaaferowani całym tym wydarzeniem. Nie żeby tego nie rozumiał. Sam zerkał od czasu do czasu w stronę Tylera. Chyba jeszcze nie do końca docierało do niego co się dzieje.
Gdzie do cholery był Steve?
Tak czy inaczej słyszac o telefonie po drodze, spojrzał w odpowiednim kierunku za chłopakiem i Erwinem do holu numer 1. Wpatrywał się przez chwilę w zabytkowy stolik z odpowiednim aparatem, choć jeszcze zanim Erwin zdażył podnieść słuchawkę, niezbyt przyjemne przeczucie ogarnęło go momentalnie.
"Naprawdę, to już totalne przegięcie."
Zdecydowanie było to przegięcie. Zwłaszcza, że każdy kolejny element dołożony do układanki świadczył o tym, że coś tu było zdecydowanie nie tak jak powinno. Pomijajac zwłoki przy stole rzecz jasna. Ruszył w milczeniu dalej, by chwilę później dostrzec rozwalona skrzynkę. Obserwował jak Erwin podnosi kij baseballowy, nie odezwał się jednak ani słowem. Podszedł bliżej, by przyjrzeć się powyrywanym kablom, nim obrócił się w kierunku pozostałej trójki.
Jakie sa szanse, że damy radę to naprawić? — zapytał bez większego przekonania. Pojechanie do miasteczka zdecydowanie wydawało się dobrym pomysłem, choć szczerze mówiac Keith miał zamiar wypierdalać stad jak najdalej. I tak miał już kuratora na karku. Nie zamierzał brać udziału w żadnych zajebistych wydarzeniach, które dodatkowo mogły go zarazić na niepochlebna opinię ze strony sadu i zapewnić dodatkowo ograniczony kontakt z matka, z która pozwalali mu się kontaktować raz w miesiacu. To wszystko było po prostu do dupy. I choć zwykle starał się nie myśleć w podobny sposób, tym razem po jego głowie krażyła jedna myśl.
Czemu zawsze ja?
A mógł po prostu iść do Underhilla, zamiast bawić się w jakieś debilne pseudo-imprezy. Do cholery.
Ktoś ma kluczyki? — zapytał kierujac się w stronę auta, trafiajac tym samym na próbujaca je odpalić Dale. Przygladał się przez chwilę jej próbom. Nie wiedział czy Erwin[/i] i [u]Joey zamierzali iść za nim, ale bez watpienia on miał zamiar ruszyć za Underhillówna. Wygladało na to, że w tym momencie zdecydowanie łaczył ich jeden cel.
Jak najszybciej wypierdolić z tego miejsca.
Hej, Dale — powiedział w miarę głośno, z większej odległości, nie chcac jej wystraszyć jakimś chorym zakradaniem się od tyłu. Zwłaszcza przy tej popieprzonej pogodzie i sytuacji.
Samochód. Nie ruszył? — zapytał nieszczególnie nawet przejmujac się tym, że dziewczyna pewnie kompletnie nie pamięta jak ma na imię. Nie dawał jej żadnych powodów, by mogła go zapamiętać, chyba że jako 'tego dziwnego dzieciaka który zerwał się wcześniej do góry i nawiał, a wcześniej cała drogę siedział cicho'. Tak czy siak postanowił jej pomóc w przeszukiwaniu szopy. Może jednak coś tam znajda?
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-07-31, 18:42   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kiedy Keith zaczał pytać o Steve'a, to kilka osób spojrzało na niego i wzruszyło jedynie ramionami. Steven był na tyle nieporozorny, a może nawet wręcz niewidzialny dla reszty, że zdołał zniknać. Tak, Steve'a zdecydowanie nie było na sali, a nawet jeżeli wcześniej był to w chwili gdy Keith o niego wypytywał już dawno wyparował.

Rezultat decyzji 1: 1.Odpalamy samochód i spierdalamy stad!


Kiedy Erwin trzasnał słuchawka, brwi Joey'a mimowolnie powędrowały ku górze. Spojrzał na kumpla i poczatkowo nie wiedział do końca jak ma skomentować to wszystko – wkurwiony i przestraszony Erwin był nieco przerażajacy. Po chwili przyznał dosyć otwarcie-Sprawdzałem wcześniej telefon w swoim pokoju, działał.
Czy dalej by tak było? No cóż, nikt od tamtej pory nie sprawdzał połaczenia, aczkolwiek rozpieprzona skrzynka wydawała się przekreslać kompletnie ten scenariusz. Część gości rzuciła się w stronę kampera, byli to zarówno Dale jak i Keith z Erwinem. Czy można im mieć to za złe? Przecież ucieczka była dosyć naturalnym pomysłem. Jednak kiedy Dale usiadła za kierownica i samochód nie odpalił, Dale i Keith skierowali się do szopy. [całkiem słusznie, zaraz do tego wrócimy XD]
Peter natomiast spojrzał na Erwina-Ej, stary. Teraz mi się przypomniało... Tyler wspominał kiedyś, że rodzice maja w domu telefon satelitarny na tego typu wypadki. Poszukasz ze mna? Szczerze mówiac trochę słabo mi jak myślę, że miałbym wrócić do środka samemu
Joey spojrzał to na Peter'a a to znowu na ErwinaIdź, Ewy, a ja spróbuję złapać zasięg. Może jakimś cudem wyślę sms'a do kogoś by zadzwonił na numer alarmowy? Cokolwiek?

W SZOPIE

Szopa znajdowała się w znacznym oddaleniu od głownego domu, tuż obok zaś spostrzegliście dużo mniejszy dom mieszkalny. Zarówno światła w domu gościnnym, jak i samej szopie były zgaszone. Jednak mieliście stad bardzo dobry widok na główna rezydencję, która lśniła oświetlona z każdej strony.
Rzut szopy macie na mapie, jest to jeden z pytajników – tak dokładnie to ten niżej. Gdy weszliście do środka zobaczyliście stary samochód zakryty płachta albo jak kto woli, ściera, drewniane drzwi, kilka dużych skrzynek oraz drabinkę na pięterko.
Co chcecie zrobić w samej szopie? No cóż, to wszystko od Was zależy. Warto jednak wspomnieć, że po około dziesieciu minutach, które spędziliście w szopie nagle usłyszeliście kroki. Ktoś się ewidentnie zbliżał. Nim zdażyliście krzyknać coś w stylu "kto tam" Waszym oczom ukazał się taki typek:

Ukryj: 


Kimkolwiek ten ktoś był, nie dostrzegł Was. Chwilę rozgladał się wokół, po czym energicznie i szybko pobiegł gdzieś w lewo. Jeżeli teoretycznie wybiegniecie za typem i spojrzycie w tamta stronę, to typ rozpłynie się gdzies w cieniu drzew.

Rezultat Decyzji 2: 2. Pierdolę to, idę pieszo

Nikt z Was póki co nie zdecydował się na piesza wędrówkę. Zawsze jednak pozostaje Wam taka opcja. Warto jednak zaznaczyć, że chociaż chwilowo nie pada to wiele drzew zostało wyrwanych i droga do miasteczka na pewno nie bedzie prosta. [Ten moment kiedy niby Mistrz gry daje taka możliwość, a tak naprawdę próbuje Was powstrzymać <3 ]

Rezultat Decyzji 3: Przeszukajmy dom

Póki co nikt z Was nie zdecydował się na wybranie tej opcji, ale Peter stara się nakłonić ku temu Erwina. Kwestia pozostaje więc dosyć otwarta.

Tymczasem co u reszty?

Amanda zdecydowała się, że musi napić i poprosiła Quentina o towarzystwo. Chłopak nie zważajac na nic przyjał jej zaproszenie i wspólnie z blondynka zaczeli szukać baru. Amanda nie dostrzegła dotychczas baru, dlatego pozwoliła sobie otworzyć wszystkie drzwi po kolei. Dlatego rozpoczynajac wędrówkę z punktu 3 najpierw trafiła na oranżerię, potem dziwny mały i skromny pokój, a potem dopiero dostrzegła, że w punkcie 1 jedna z wnęk, taka pseudo loża miała bar.
-Idealnie, co pijemy? – zapytała z uśmiechem patrzac na QuentinaMasz kogoś? Bo wiesz, Joey jest wolny a ja mu szukam chłopa – przyznała dosyć otwarcie.

Cholera – to jednak prawda co mówia o bezwładnym ludzkim ciele – jest o wiele cięższe niż ciało żywej osoby. To pewnie dlatego droga na górę była tak strasznie męczaca. Jednak ostatecznie udało się wszystko załatwić i Jacob z Chipem[/u[ wspólnie złożyli zwłoki Tylera w jednym z pomieszczeńna górze. Kiedy już Tyler leżał na łóżku, a [u]Jacob przykrył mu twarz to spojrzał na Chipa i pokręcił głowa.
-Jezu stary, spierdalajmy stad – jęknał.

Decyzje do podjęcia:

1. Czas przeszukać dom! - Czy Erwin zdecyduje się zostawić swojego kumpla i pójść z Peterem przeszukać nieruchomość? A może zdecyduje się z nim zostać?
2. Co skrywaja drzwi w stodole? I jak je otworzyć? Proszę się nie martwić, przewidzianych jest co najmniej kilka sposóbów na otwarcie drzwi więc nie trzeba się jakoś mega wstrzeliwać w klucz.
[Profil]
 
 
Erwin Springer








22

przyszły prawnik

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-08-02, 21:32   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth


- Może lepiej byłoby poszukać kluczyków - zaproponował, podażajac za cała zgraja do samochodu, bo okazało się, że więcej ludzi wpadło na podobny pomysł zupełnie, jakby chcieli się wynieść w tym samym momencie z okolic rezydencji Tylera. I rzeczywiście nie podejrzewał, że ten chłopak po prostu zostawi klucze w stacyjce, jakby dopingował nieoficjalnie pomysły towarzystwa, będacego pod wpływem. Ile to już razy słyszał, kiedy ktoś chciał usiaść za kółko po kilku kieliszkach czegoś mocniejszego, bo wpadał na zajebisty pomysł spontanicznej wycieczki chociażby i do najbliższego monopolowego, celem uzupełnienia zapasów.
Ściskajac kij baseballowy zatrzymał się przy pojeździe, tyłem do karoserii, a przodem do reszty otoczenia, rozgladajac się podejrzliwie na boki. Pewnie i tak nie dostrzegłby niczego konkretnego ze względu na ogólne ciemności, rozjaśniane jedynie przez oświetlenie zewnętrzne tego wywalonego w kosmos domostwa. Nawet świerszcze przestały się odzywać. Jeśli pojawi się zagrożenie, nie będzie się powstrzymywał z użyciem tej zdobytej niespodziewanie broni w postaci solidnego kawałka drewna.
Spojrzał odrobinę sceptycznie na Petera, kiedy to czekał przy okazji, aż siedzaca za kierownica Dale spróbuje odpalić tę górę maszynerii, co ostatecznie nie doszło do skutku.
Nerwowo zwilżył językiem wargi, zwlekajac przez chwilę z podjęciem decyzji, jednak gdy usłyszał słowa Joeya, postanowił mu zaufać. Jakby nie było, jego znał z całej tej zgrai najlepiej. Nie mógłby mieć złych intencji, a może przeczucia również miał całkiem dobre.
Zacisnał zęby, wypuszczajac powoli powietrze przez nos. Kiwnał krótko głowa, przystajac na pomysł tego chuderlaka z blond włosach.
- Ktokolwiek zrobił coś Tylerowi, kiedy zgasło światło, musiał to być ktoś z nas, bo nie zauważyłem nigdzie śladów włamania, wy?
Posłał watpiace spojrzenie reszcie zebranych, właściwie, to formujac pytanie czysto teoretyczne. Wiedział swoje.
- Jeśli zaczniesz coś kombinować, nie będę się powstrzymywał - zacisnał pewniej palce na tasiemce u nasady kija i skinał głowa na bok dajac znak Peterowi do przemarszu z powrotem do ogromnego domku letniskowego. W takich warunkach nie należało nikomu ufać w zbyt wylewny sposób. Zdaje się, że to właśnie na zaufaniu przejechał się jego nieżyjacy już współlokator z Liverpoolu. Nic dziwnego, że Springer istotnie przestawił się na swoje bardziej profesjonalne wydanie, pełne powagi.
- Gdzie jest ten pokój z telefonem satelitarnym? - rzucił w stronę Petera, kierujac się zupełnie odruchowo w stronę schodów. Skoro słyszał słowo „satelita”, podejrzewał, że dla lepszego zasięgu, powinien szukać właśnie w górnych partiach tej rezydencji. Niechże ten przewodnik od siedmiu boleści wreszcie się przyda do czegoś konkretnego.
_________________


[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2018-08-03, 14:57   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


Właściwie, spotkanie innych ludzi było jej całkiem na rękę. Co prawda nie znała żadnego z nich, ale butelki z alkoholem, które teraz przydałaby się jej, coby sobie chlusnać na odwagę (bo choć nigdy by się do tego nie przyznała, to trochę zaczynała srać po gaciach), zostały w pokoju, więc choć odrobina znajomej twarzy była przydatna. Znajomej na tyle, na ile zdażyła im się przyjrzeć w samochodzie. Erwin i Peter zawinęli się z powrotem do domu, ale ten dzieciak wygladajacy na gimnazjalistę w zupełności jej wystarczył.
- Nie ruszył - przytaknęła jego słowom, kiedy już zwolniła i pozwoliła mu się dogonić. - To jakaś chora akcja, ja nie wiem, Tyler odwalił kitę, jego auto też... Może w tej szopie maja jakieś rowery? Chyba nawet na hulajnodze bym stad spierdoliła - machnęła ręka w stronę stodoły, która pojawiła się na ich drodze, ale zaraz schowała ja za siebie, bo dłoń trzęsła jej się trochę za bardzo. Nerwy nie wytrzymywały, tak ekstremalne sytuacje zdecydowanie nie były dla niej. Nie czaiła się z wejściem do stodoły, nie spodziewała się tam przecież mordercy z siekiera (zwłaszcza, że nikt Tylerowi głowy nie odrabał), musiała za to odczekać kilka chwil, nim jej oczy przyzwyczaiły się do nowych warunków świetlnych. Dopiero potem mogła rozejrzeć się po wnętrzu. Nic spektakularnego, ale cóż. Nie spodziewała się cudów. Spodziewała się rowerów. Z tego też nici. - Spróbujemy uruchomić to auto? - zmarszczyła brwi i spojrzała na Keitha. Ponownie - nie mieli kluczyków, a choć Grace pokazywała kiedyś Dale, jak odpala się auto na kable, to ruda niewiele z tej lekcji pamiętała. Jeśli Keith nie potrafi takich cudów, to chyba z tego też nic im nie wyjdzie. Zanim ruszyła ku autu, usłyszała kroki, stanęła więc w miejscu i tylko syknęła do chłopaka, by był cicho. Miała ogromna nadzieję, że to Chip, ale fakty okazały się inne, a na widok Czarnej Śmierci szczęka jej opadła, bo co tu się do kurwy nędzy odjaniepawliło. Stała w bezruchu, a kiedy typ poszedł dalej, spróbowała podejść po cichu do drzwi i wyjrzeć za nim. Nie dostrzegła go jednak w ciemności, wróciła więc do środka i znów odnalazła wzrokiem chłopaczka, liczac na to, że będzie miał jakiś lepszy pomysł, niż ona. Czy właściwie jakikolwiek, bo ona w głowie miała pustkę, i to, za co się wzięło, to ściagnięcie ściery z auta, by spróbować dostać się do środka. Skoro jednak o samochodzie nie było nic wspomniane, poza tym, że sobie stał, obstawiam, że nic jej z tego nie wyszło. Wyminęła w końcu auto i tak samo zaczęła szarpać za drzwi, które były na tyłach szopy. W końcu chwyciła za jedna ze skrzynek i rzuciła nia w te drzwi, także to byłoby na tyle, jeśli chodzi o zachowywanie się cicho i nie zwracanie na siebie uwagi Doktora od Dżumy.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-08-05, 21:42   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Rowery brzmia jak całkiem niezły pomysł. W końcu mijaliśmy miasteczko, gdyby tak spróbować się do niego dostać, może moglibyśmy wezwać pomoc, jeśli chłopakom nie uda się uruchomić telefonu — choć szczerze mówiac nawet ten telefon miał w dupie. Podobnie jak Dale chciał się po prostu jak najszybciej stad zabrać, wszystkie te debilne zabawy zwyczajnie go nie śmieszyły. Ciężko było stwierdzić czy w ogóle przejał się śmiercia Tylera, czy też zwyczajnie nie do końca jeszcze to wszystko do niego dotarło. Wygladał na tak cholernie spokojnego, jakby właśnie szedł ogladać film w kinie i zwyczajnie zapomniał kupić popcorn. Niezbyt naturalne zachowanie.
Wtem pojawił się dziwny koleś. Keith z poczatku jedynie go obserwował, ruszajac za nim ostrożnym truchtem, dopiero gdy zaczał znikać mu z oczu. Patrzył jak znika w zacienionej linii drzew i ściagnał brwi w wyraźnym niezrozumieniu.
To był najbardziej żałosny cosplay Plague Doctora jaki widziałem — skwitował sucho, przygladajac się w milczeniu znikajacej im z oczu postaci. Ich maski z reguły niezwykle trafiały w jego gust, ale to to była jakaś absolutna porażka. Co nie zmieniało faktu, że samo jego pojawienie się sugerowało, że ktoś miał tu nierówno pod sufitem. Cała ta akcja zaczynała przypominać jakiś tandetny horror. Brakowało jeszcze, żeby koleś wybiegł zaraz z lasu i wymachiwał nad głowa siekiera, tasakiem... albo najlepiej baseballem, który podjebał Erwin.
Mimo to Keith i tak próbował plus minus ocenić wzrost odchodzacej postaci. Nawet jeśli miała na głowie kapelusz, po odjęciu go od potencjalnego wzrostu, byłby zapewne w stanie stwierdzić czy mieli do czynienia z mężczyzna czy kobieta. No chyba że magicznym trafem wszystkie osoby, które wybrały się na tę jakże szalona wycieczkę były idealnie równe, jak od linijki.
Włażenie do lasu w taka pogodę wydaje się średnim pomysłem — a jednak postać wygladała na pewna siebie, gdy udawała się w tamtym kierunku. Może było tam coś jeszcze oprócz lasu? Nie mógł się teraz jednak oddalić, by próbować ja śledzić czy cokolwiek sprawdzić. Najpierw musieli spróbować uruchomić samochód.
Szukajmy czegokolwiek przydatnego. Części do samochodu średnio się nadadza, jeśli nie mamy w towarzystwie utalentowanego mechanika — Keith do samochodów się nie dotykał. Rozejrzał się dookoła i wlazł po drabince na pięterko, by rozejrzeć się nieco na górze, podczas gdy Dale zajmowała się dołem. Trzeba było przyznać, że drgnał gdy nagle rzuciła skrzynka w drzwi. Zdecydowanie nie spodziewał się podobnego rzutu. Darował sobie jednak pytanie czy wszystko w porzadku.
W tej pokurwionej sytuacji chyba nic nie było w porzadku.
Znalazłaś coś? — zapytał samemu rozgladajac się dookoła i przeszukujac całe piętro w poszukiwaniu... tak naprawdę czegokolwiek.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-08-05, 23:17   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Chociaż postać ubrana w czarny kostium stała przed stodoła zaledwie chwilę, na pewno dla Dale i Keith'a ta chwila wydawała się ona cholerna wiecznościa. Kiedy mały uroczy stalker spróbował oszacować cokolwiek na temat nieznajomej istoty, wyszło mu na to, że jest to osoba bardzo średniego wzrostu – może nie jakaś mega niska, ale nie był to też ktoś "średniego" wzrostu.
W tej samej chwili, nagle wpadł na niego Drew, który wybiegł zza szopy. Mężczyzna do tej pory cholernie słabo się integrował. Jeżeli przygladalibyście się nieznajomemu od poczatku tej wycieczki, to szybko doszlibyście do wniosku że był jakiś przygniębiony, przygaszony. Może zazdrosny o nowego chłopaka Amandy?
-Znaleźliście coś? Co się tutaj dzieje? – spytał przerażonym głosem -Widziałem jakiegoś dziwnego typa, który pobiegł tam – po czym wskazał w kierunku, w którym faktycznie nieznajomy zniknał-Ale nie wiem czy jest sens go gonić, osobiscie wolałbym stad po prostu się zmyć. Jest tu jakiś samochód? Cokolwiek??

Rezultat decyzji 1 : Czas przeszukać dom! - Czy Erwin zdecyduje się zostawić swojego kumpla i pójść z Peterem przeszukać nieruchomość? A może zdecyduje się z nim zostać?


Po krótkiej konsultacji z Joeyem, Erwin i Peter wrócili samotnie do wielkiego domu. Szczerze mówiac, teraz po tym zamieszaniu i morderstwie, rezydencja wydawała się jeszcze bardziej przerażajaca. Erwin wygrażał się na temat tego jak to nie da się tak łatwo zabić, a jedyna odpowiedzia Petera było przewrócenie oczami.
-To jest Gucci pomachał dłonia w niezidentyfikowany sposób, wskazujac na swoje ubranie-Jest więcej warte niż Twoja krew – przyznał po chwili. Wróciliście do punktu wyjścia, czyli punktu 1. Peter nie był jakoś specjalnie zaintteresowany rozmowa, poprawiał sobie fryzurę i rozgladał wokół.
-No cóż, nie wiem gdzie może się znajdować ten telefon. Moi nigdy nie musiał się przejmować takimi bzdurami- przyznał. Chłopak otwierał każde drzwi po kolei. Najpierw zajrzał do biblioteki, która znajduje się w punkcie 8 potem do punktu 2 gdzie znajduje się kuchnia. Po chwili westchnał ciężko.
-Jestem znudzony. – przyznał a nastepnie intensywnym, szybkim krokiem przeszedł na drugie skrzydło-Ktokolwiek tu zabija, nie robi tego dobrze .Jest nudno Oświadczył otwierajac drzwi do punktu 6 gdzie znajdowała się mała sypialnia służby.
-Chcesz pójść na górę? – zapytał monotonnym, znudzonym głosem przy okazji otwierajac drzwi do punktu 4. Kiedy Peter otworzył drzwi z punktu 4, znalazł pomieszczenie w którym została urzadzona oranżeria. Blondas spojrzał za okno, gdzie dostrzegł Joey'a. Poczatkowo planował mu po prostu pomachać z uśmiechem, jednak życie chciało inaczej. Joey był tak barddzo zajęty swoim telefonem, że nawet nie zauwazył kiedy tuż za nim pojawiła się czarna postać. Peter wrzasnał przerażliwie, co zreszta spowodowało, że Jacob opuścił Chipa i pobiegł na dół. Amanda również wypadła na korytarz:
-Ktoś znalazl moje kolczyki? – zapytała z nadzieja.
Czarna postać wyciagnęła nóz, wymierzyła Harrisonowi w gardło i wskazała jakiś kierunek. Harrison pośpiesznie kiwnał głowa i pobiegł z nieznajoma istota prosto w ciemny las.
-Co tutaj się odpierdala to ja nawet nie – przyznał uroczyście Jacob, po czym nie czekajac na kogokolwiek wybiegł przez drzwi frontowe w celu doścignięcia Joe i jego oprawcy.

Rezultat decyzji: Co skrywaja drzwi w stodole? I jak je otworzyć? Proszę się nie martwić, przewidzianych jest co najmniej kilka sposóbów na otwarcie drzwi więc nie trzeba się jakoś mega wstrzeliwać w klucz.

Chociaż Dale całkiem ładnie kombinowała z uderzeniem skrzynia w drzwi, ostatecznie nie okazała się wystarczajaco silna. Drew jednak zrozumiał co tak właściwie dziewczyna chce zrobić i uznał to za dobry pomysł. Chociaż wiedział, że może go to bardzo, ale to bardzo boleć to jednak zaproponował-Daj, ja spróbuję po czym dziarskim krokiem przeszedł w stronę drewnianych drzwi. Już chciał się brać za wyłamywanie zamkniętego zamka, ale coś mu przeszkodziło. Co takiego? No tak, oczywiście, w tym samym momencie rozległ się krzyk – krzyk Petera ofc.
Decyzje do podjęcia:

1. Wali mnie Harrison, chcę się stad wydostać! - Niezależnie od tego jakie dramy przeżywa teraz reszta, Wy jesteście skupieni na wydostaniu się z tej gównianej imprezy i skupiacie na wybiciu drzwi.
2. Wiku, wiku, gdzie jesteś? - Mroczny cosplayer zmusił Harrisona do tego, by ten z nim gdzieś pobiegł. Czy biegniecie za nimi?
3. Gdzie ten cholerny telefon satelitarny?! - A może jednak lepiej najpierw zadzwonić na policję, a potem biegać za mordercami?
[Profil]
 
 
Erwin Springer








22

przyszły prawnik

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-08-08, 17:13   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth


Chciał unieść wymownie kij mruczac przy tym „a to jest buk (bynajmniej nie ten co siedzi na chmurze)”. Ten laluś równie dobrze mógł mieć na sobie ubrania z kontenera Czerwonego Krzyża, żadne Gucci czy inne Wersacze, nie zmieniało ich sytuacji, będacej krótko mówiac – chujowa. Watpił aby potencjalny włamywacz robił wyjatek dla osób znajacych się na modzie. W takich sytuacjach liczyło się przede wszystkim przetrwanie, a przebywajac zbyt długo w okolicach tego domu, ze świeżym trupem w środku, nie nastawiał się na pozytywne scenariusze, chociaż alkohol znajdował się w pobliżu. Nie tym razem. Trzeźwy będzie bardziej przydatny, szczególnie, że spożyte wcześniej z Underhillami szoty, traciły moc.
Przystanał w miejscu, przed podjęciem się wejścia na górę, po czym odprowadził Petera wzrokiem, kiedy ten przystapił do przeszukiwania pomieszczeń na parterze. Czyżby w momentach paniki miał tendencje do zajadania strachu? Kto w ogóle wpadłby na złoty pomysł lokowania telefonu satelitarnego w kuchni? Nie wnikał co temu blondynowi chodziło po głowie (pewnie jakieś tutoriale na yt), więc odetchnał powoli, opuszczajac kij, opierajac go następnie szczytem o wypolerowana podłogę, przytrzymujac owinięty tasiemka odcinek, czekajac, aż jego znudzony towarzysz broni uspokoi sumienie.
- Lepiej byśmy na tym wyszli, gdyby wcale nie doszło do żadnego morderstwa - bo nadal nie docierało do niego to, co rzeczywiście miało miejsce. Ktoś od tak sobie umarł, kiedy światło zgasło, a nikt dookoła nie posiadał żadnych przydatnych informacji na ten temat? To jest dopiero przegryw życia – zaprosić na imprezę towarzystwo, wśród którego przebywał typ, majacy skłonności do zabijania.
Ostatecznie ruszył się z miejsca razem z kijem, drepczac z Peterem, przeprowadzajacym oględziny pomieszczeń.
- Chciałem tam pójść od razu - wzruszył zaledwie ramionami w kwestii pójścia na górę. Mieli przecież dorwać telefon, kontakt ze światem zewnętrznym, a nie urzadzać sobie tournée po mieszkaniu nieżywego już Tylera.
Już miał pospieszyć chłopaka, aby wreszcie przeszli dalej, kiedy ten niespodziewanie krzyknał, co sprawiło, że Springer skrzywił się przy okazji zaskoczenia, widniejacego na twarzy.
- Kurwa, Peter! - odskoczył od blondyna, dopiero po chwili kierujac wzrok w tym samym kierunku co on, a usta otworzyły się bezwiednie. - Joey!
Nie słyszał go, jasne, że go nie słyszał do cholery. W pierwszym odruchu chciał wybiec, żeby pomóc kumplowi z tym czymś, na widok czego krew odpływała z twarzy, budzac nieprzyjemne uczucie, przypominajace poranne mdłości po mocnej imprezie.
- Peter, skup się - bo właśnie drzwi wejściowe zatrzasnęły się, zapewne przez to, że Jacob opuścił rewir (Amandę trochę olał). - Gdzie jest ten telefon?
Miał kij, mógłby udać się na spontaniczny, szalony pościg za przebierańcem, ale po pierwsze – mógłby się zgubić po drodze, jako, że kompletnie nie znał tych terenów, a tym bardziej w lesie i to po ciemku (chociał potrafił obsługiwać kompas i podobny sprzęt biwakowy, znajdujacy się póki co gdzie indziej) Wolał skupić się na najbardziej racjonalnej myśli – zorganizowaniu wsparcia ze strony policji, pogotowia, kogokolwiek.
- Peter, rusz się inaczej Joey podzieli los Tylera, a do tego nie możemy dopuścić - zaczał goraczkowo przeszukiwać pomieszczenie dla służby, przygladajac się dłużej tej osobliwej snajperce, spoczywajacej na półce. Cholera, jakby chciał, mógłby skompletować cały asortyment bojowy, jednak kompletnie nie znał się na strzelaniu, ani na przeładowywaniu naboi, także kij wydawał się póki co najbardziej poręcznym narzędziem samoobrony. Gdzie ten pieprzony telefon?
_________________


[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2018-08-10, 10:24   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


Sama też nie zamierzała zajmować się jakimikolwiek częściami samochodowymi, bo jedyne, co potrafiła w aucie wymienić, to odświeżacz powietrza. Bardziej liczyła na jakiś inny środek transportu, ale po dziwnym typku uciekajac w las nie pogardziłaby też jakaś bronia, najlepiej prosta w obsłudze, bo jakieś AK47 też byłoby ponad jej możliwości.
Kiedy w szopie pojawił się Drew, z gardła Dale wydobył się niekontrolowany, stłumiony krzyk. Generalnie zapomniała, że ten typek w ogóle istnieje, nie była nawet pewna tego, jak ma na imię... No i cholercia, co on robił przez cały ten czas?
Rzuciła skrzynka w drzwi bardziej z nerwów i bezradności, niż z nadzieja, że je nia rozwali, ale gdyby się udało, to też by się wcale nie pogniewała. Niestety, nic z tego. I to samo zakomunikowała będacemu piętro wyżej Keithowi.
- Wielkie nic - parsknęła, może nie nazbyt uprzejmie, ale to zdecydowanie nie był czas na uprzejmości. Odsunęła się jednak od drzwi, pozwalajac na to, by Drew przejał pałeczkę i spróbował zajać się zamkiem w drzwiach. Nie zdażył, bo sparaliżował ich czyjś krzyk, który Dale wcale się nie spodobał. Spojrzała na chłopaka, na jej twarzy zdecydowanie malowało się już trochę paniki, ale wciaż próbowała zachować czysty umysł. O ile w jej przypadku to w ogóle możliwe. Dobrze, że nie wypiła za dużo. A może gdyby wypiła, to wpadałaby na lepsze pomysły? - No szybciej, otwieraj, jak nic tam nie będzie to się chociaż tam schowamy - ponagliła chłopaka. Może znał jakieś sztuczki z wytrychami ze spinek do włosów? A może znał się na samochodach? Bardzo nie chciała wiedzieć, kto i dlaczego krzyczał, i generalnie wychodziła z założenia, że im mniej wiesz, tym lepiej śpisz, ale nogi same poniosły ja do drzwi szopy. Nie wyszła z niej, wychyliła się tylko i rozejrzała wokół, choć w ciemności niewiele pewnie dostrzegła. Wróciła zaraz do Drew (pewnie z nerwów musiała chodzić w kółko) i jeszcze raz spojrzała na niego błagalnie. Oby tylko Chipowi nic się nie stało. Jemu na ratunek pobiegłaby bez zastanowienia, ale przeczucie jej mówiło, że to nie on krzyczał i że w sumie to nic mu się specjalnie nie dzieje. Nie chciała się mylić w tym temacie. Ale jakiś Harrison? Chyba pierwszy raz typa na oczy widziała, no offence, ale niespecjalnie ja obchodził.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-08-18, 10:14   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kara dla postaci: KEITH O'SHAUGHNESSY

W czasie gdy przeszukiwałeś piętro stodoły, katem oka dostrzegłeś.... no własnie... co takiego? Zacznijmy od tego, że kiedy wspiałeś się na pięterko to miałeś całkiem dobry widok na rezydencję. Wychodze bowiem z założenia, że brama stodoły była naprawdę duża, wysoka i tak dalej. No wiec co takiego dostrzegasz? Gdzies na piętrze tego budynku, tuż przy oknie stoi Amanda i wrzeszczy, krzyczy, dramatyzuje. Tak bardzo podnieciłeś się tym widokiem i chciałeś o tym powiedzieć Dale, że pośpiesznie schodzac z drabiny poślizgnałeś się spadajac wprost na zabytkowy samochód. Jesteś nieco potłuczony, kilka mniejszych ran krwawi, ale to nic specjalnego – na pewno obejdzie się bez szycia, moga zostać minimalne blizny ale też niekoniecznie. Jedno jest jednak pewne – niezależnie od tego jake konsekwencje będzie miał ten wypadek w przyszłości ( o ile jakiekolwiek ) to na pewno jestes teraz obolały i rany Cię kurewsko szczypia.

*zaczynamy nowa kolejkę, bo z tego co wiem to czesc z Was jest na nieobecnosci *

Rezultat decyzji 1: "Wali mnie Harrison, chcę się stad wydostać!"

Drew miał już serdecznie dość całej tej imprezy i wiedział doskonale, że przyjazd tutaj za Amanda był cholernie wielkim błędem. Ale czego on się spodziewał? Że dziewczyna nagle zrozumie, że zawsze kochała tylko i wyłacznie jego, rzuci tamtego dżoleera i już zawszę będa razem? Chłopak uderzał dalej w drzwi próbujac je wyłamać, a w tym czasie syknał pod nosem.

-Jebać – BUM kurwy BUM co się nie chca BUM! jebać! – w tym momencie zamek w drzwiach puścił, a Drew wpadł do środka pomieszczenia. Kiedy rozejrzał siewokół dostrzegł kilka skrzynek i ... chwila... CZY TO JEST RADIOSTACJA? Do maszyny była przyklejona kartka z wydrukowanym napisem "Jeszcze tylko chwila, coraz bliżej" a następnie ciag cyfr, który prawdopodobnie jest fala radiowa.

Rezultat decyzji 2: "Wiku, wiku, gdzie jesteś? - Mroczny cosplayer zmusił Harrisona do tego, by ten z nim gdzieś pobiegł. Czy biegniecie za nimi? "

Ostatecznie nikt z Was nie zdecydował się pobiec za Harrisonem i morderca. Prawdopodobnie i tak nie złapalibyście go.

Rezultat decyzji 3: Gdzie ten cholerny telefon satelitarny?! - A może jednak lepiej najpierw zadzwonić na policję, a potem biegać za mordercami?


Kiedy Erwin zaczał goraczkowo wypytywać się Peter'a o telefon satelitarny, ten jedynie pokręcił głowa. Z jego twarzy można było wyczytać prawdziwe przerażenie, jego sister brwi wygięły się w łuku. -J.. Ja n... Chłopak zaczał się jakać, nie potrafił wydukać czegokolwiek. Czy Joey nie żyje? Dlaczego moi nie pobiegł za chłopakiem? Czy był aż tak wściekły o to, co miało miejsce w Halloween? Nim chłopak powiedział cokolwiek więcej, gdzieś w okolicach wejścia do kuchni rozległ się głos należacy do Marii Louisy:
-No a co z sypialnia rodziców Tylera? – według Marii dosyć oczywiste było to, że to w "master bedroom" znajda tego typu zabawki. Amanda bez jakiekolwiek wahania pobiegła na górę. W końcu dotarła do największej sypalni i zobaczyła Tylera. Widok zwłok przyjaciela sprawił, że dziewczyna zaczęła wrzeszczeć [btw to jest właśnie moment, w którym zobaczył ja Keith z baaaardzo daleka]. Dopiero po chwili zorientowała się, że z kieszeni koszulki polo Tylera wystaje... kartka papieru? Było na niej napisane dokładnie to samo co na kartce przyklejonej do radiostacji. "Jeszcze tylko chwila, coraz bliżej" a następnie ciag cyfr, który prawdopodobnie jest fala radiowa.

Decyzje do podjęcia:

1. Kartka musi coś oznaczać! Czy decydujemy się na wykorzystanie jej w obsłudze radiostacji?
2. Dalsze poszukiwanie telefonu!
[Profil]
 
 
Erwin Springer








22

przyszły prawnik

500+ na kota

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Dani, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-08-20, 16:22   
  

  
Erwin Peter Springer

  
When in doubt, shut your mouth


Podenerwowanie Springera rosło coraz bardziej, pod wpływem zarówno reakcji Petera, jak i innych osób, których głos mieszały się w coś zupełnie mało wyraźnego. Jeden mówi to, drugi to, jak w tym wszystkim znaleźć odpowiednie wyjście z sytuacji? Nie da się. Chłopak zacisnał jedynie bardziej usta i nie czekajac na tego lalusia w jasnych włosach, wyszedł z pokoju służby, od razu kierujac się na górę, gdzie już dostała się Amanda. Skupił się głównie na dorwaniu tego przeklętego telefonu, co pojawiło się u szczytu aktualnej listy priorytetów. Skontaktować się z odpowiednimi służbami, przekazać sytuację i zbierać się stad najszybciej jak się da. Choćby i na piechotę. Nie byłoby to jakoś bardziej skomplikowane, szczególnie, że ze względu na porę roku nie zamarznie po drodze, a po tym, okolica wydawała się całkiem łatwa do pokonania, wystarczyło trzymać się „głównej” drogi, która wcześniej pokonywali kamperem.
Może to okrutne z jego strony, ale nie przejał się w większym stopniu piskiem blondyny, noszacej nazwisko Oakley. Nie był tu od tego, aby pojawiać się na czyjeś każde zawołanie, niczym superbohater, ratujacy damy z opresji. Miał przede wszystkim dorwać telefon satelitarny i tego zamierzał się trzymać dalej. Mimo to, nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu po karku. To wszystko było jedna, wielka pomyłka.
Zerknał przelotnie na wyświetlacz swojego telefonu, na nowo spotykajac się ze znajomym symbolem, zwiazanym z brakiem zasięgu. A niech to wszystko...
Wreszcie, po chwili zastanowienia, i kilkudziesięciu sekundach, spędzonych u szczytu schodów przy piętrze, ruszył schodami jeszcze wyżej (do pomieszczenia oznaczonego znakiem zapytania), gdzie zapewne znajdował się strych, albo… cholera wie, co. Peter nawet nie wspominał o tej lokacji, kiedy wcześniej oprowadzał ich po włościach. Może właśnie dlatego, że znajdowała się tam jedynie kupa sprzętu, której… nie potrzebowali. Do czasu. Przyjrzał się uważnie drzwiom, ulokowanym na końcu schodów i jeśli ustapiły, wszedł przez nie, żeby odpowiednio się rozejrzeć. Oczywiście przez cały ten czas ściskał w dłoniach zdobyczny kij baseballowy.
_________________


[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2018-08-22, 10:52   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


Kiedy Keith spadł z drabiny, rozległ się huk, który tak przestraszył Dale, że podskoczyła w miejscu, a nim ogarnęła, co właściwie się stało, jej twarz zdażyła zmienić barwy z normalnej w biała, a potem w taka koloru jej włosów, a potem na nowo pobladła, aż jej piegi uwidoczniły się bardziej niż świeża psia kupa na śniegu. Najpierw z jej gardła wydobyło się gardłowe piśnięcie, ale kiedy już obczaiła chłopaczka, ciśnienie jej trochę zeszło. Odrobinkę.
- Jezu Chryste, prawie się posrałam ze strachu! - rzuciła do Keitha w/na samochodzie, trzymajac się prawa ręka mniej więcej tam, gdzie było serce, i tym razem nawet trafiła, bo to naprawdę waliło jej jak oszalałe. Jakby za mało świrów tu było, to ten jeszcze próbował się uczyć latać. Naprawdę, to była według niego najbardziej odpowiednia pora?

*tu następuje przykry moment, w którym gubię się w chronologii posta Patusia, bo już nie wiem, czy Keith spadł przed wyważeniem drzwi, czy po, więc jeśli jest na odwrót, proszę sobie zamienić górny kawałek posta z tym niżej, ok*

Hałasujacy Drew skutecznie odwrócił uwagę Dale, w normalnych okolicznościach pewnie śmiechłaby na jego krzyki, ale teraz nie miała na to humoru. Właściwie gdyby nie wydawał się taki, khem, niedorobiony, to mogłaby się nawet poświęcić, założyć mu worek na głowę i dać mu dupy za Ojczyznę, byle by się tylko zamknał, ale teraz to i tak nie miało większego znaczenia, bo najważniejsze było przecież to, że udało mu się otworzyć drzwi... za którymi nic nie było, no fantastycznie. To znaczy, nic, na co liczyła Dale - żadnego skuterka, żadnych rowerów, żadnej hulajnogi. - Co to za złom? - sceptycznie spojrzała na radiostację, nachyliła się też, by przeczytać napis na karteczce, ale jakoś nie kwapiła się do wzięcia jej do ręki. - I co to ma kurwa znaczyć? - machnęła ręka w stronę kartki, bo tekst brzmiał jak z jakiegoś banalnego horroru, a cyfry nigdy jej za wiele mówiły, była kiepska z matmy, a jej życiowe szczęście polegało na tym, że gdy nabijała w restauracji rachunek, to system wszystko liczył za nia, albo miała pod ręka kalkulator, albo jeszcze lepiej, Grace, która mimo swojego zjaranego umysłu była całkiem madra laska. A może to właśnie przez to, że była madra, była też zjarana? Wiedziała, że na tym świecie już nic lepszego jej nie czeka. W każdym razie, no cóż, jak już ktoś ja poinformuje, co to za złom, to na pewno będzie bardziej skłonna z niej skorzystać, szukanie telefonu nie miało już dla niej najmniejszego sensu. Szkoda tylko, że sama się kompletnie na tym nie znała.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 7