Poprzedni temat «» Następny temat
37 meters above the ground
Autor Wiadomość
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-06-26, 22:41   37 meters above the ground
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


/po wszystkim

Wdychanie powietrza, nadal pachnacego wilgocia po deszczu działało w pewien sposób uspokajajaco. Wcale nie czuła się lepiej po gwałtownym odstawieniu alkoholu i zastapieniu go prochami, co niektórzy uznaliby za zwyczajna wymianę trucizny. Jak nie gorzała, to psychotropy. Mimo to, czuła się uspokojona. Nie tylko, ze względu na te zimne powietrze i przestrzeń, której zdecydowanie nie mogłaby poczuć w klubie, w których wcześniej zwykła się ukrywać podczas gorszych dni. Żadnego, drażniacego dymu, ciężkiego powietrza, wypełnionego cała mieszkanka zapachów. Być może, gdyby była zwolenniczka tytoniu właśnie odpaliłaby papierosa, łypiac to na chodnik, to na przechodniów, tym razem nie awanturujacych się ani trochę.
Oparła się o żelazna powierzchnię ogrodzenia, otaczajacego plac budowy. Kolejne bloki mieszkalne do postawienia. Czasami zastanawiała się, czego ludzie mogliby szukać w mieścinie, takiej jak Brentwood. Świętego spokoju, ucieczki od wielkomiejskiego zgiełku. A może wybierali się w podobne strony, kiedy chcieli ukryć się przed rodzina? Mogłaby spróbować czegoś podobnego, w innej części kraju, albo nawet Europy, co przeszło jej przez myśl kilka razy. Spakować się, zostawić bałagan za soba, zaczać gdzie indziej. Gdyby nie miała rodzeństwa, niedokończonych spraw… gdyby przejmowała się tym wszystkim mniej.
Wypuściła powoli przetrzymywane powietrze, zaciskajac dłoń na zimnym kluczu, podrobionym przez znajomego. Wchodziła już na teren budowy wcześniej. Bynajmniej nie celem przespania się na gołym asfalcie, albo ukradnięcia prętów zbrojeniowych, żeby mieć kasę na używki. Z biblioteki jeszcze jej nie wyrzucili (szok), a póki co kariera złomiarza nie była dla niej wystarczajaco atrakcyjna. Z drugiej strony… nadal musiała uzbierać pieniadze, aby w końcu pozbyć się tych paskudnych śladów po nabojach, w ścianie, gdy razem z Miranda piły wino, a szop dorwał się do pistoletu. Nigdy więcej.
Musiała zaczać z innej strony, znowu na własna rękę, bo gdy tak postępowała, nie miała wyrzutów sumienia, że zabiera komuś innemu czas. Miała nad soba pracować. Spotkała się ze Stewart, chociaż miała wrażenie, że czeka ja długa droga, o ile w międzyczasie kobieta nie uzna, że lepiej będzie przekazać jej przypadek kolejnemu terapeucie. To był dopiero szczyt góry lodowej. Jeśli dowiedziałaby się o tych tabletkach, przechowywanych w pomarańczowej fiolce, która trzymała w przedniej kieszeni spodni…
Westchnęła, odwracajac głowę na bok. Zerknęła przelotnie na wyświetlacz telefonu. Za dziesięć minut ostatni pracownik powinien opuścić teren budowy. Nikt nie zawracał sobie głowy dokładnym obserwowaniem tego miejsca. Bez większych problemów prześlizgnie się przez wyrwę z drugiej strony, a później podejmie próbę wejścia na ten cholerny żuraw. Jak dotad nie udało jej się dotrzeć do kabiny. Spanikowała na wysokości piętnastu metrów. Małe piwo, kiedyś potrafiła zachwycać się ogladaniem ziemi z góry. Teraz ten stan sprawiał jedynie nieprzyjemne kołatanie serca, potliwość i strach, nasilajacy drżenie kończyn. Musiała coś z tym zrobić. Przełamać się w końcu. Teraz był dobry moment, czuła się na siłach, po tym jak dziesięć minut temu łyknęła tabletkę z diazepamem. Być może razem z alkoholem byłoby łatwiej to znieść, ale… nie, nie tym razem.
_________________



[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-06-27, 22:27   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Gdy tylko deszcz ustał, a wyjście z domu nie groziło przemoczeniem do suchej nitki, Ascel momentalnie zarzucił na siebie cienka bluzę i wyszedł na zewnatrz. Prawdopodobnie nie byłoby to nic nadzwyczajnego ani odstajacego od normy zwykłego mieszkańca Brentwood, w końcu opuszczanie mieszkań nie było zabronione, nie obowiazywała też żadna godzina policyjna. Niemniej większość osób nie planowała wycieczek o tak późnej porze, a przynajmniej na pewno nie majac do tego ważnych pobudek. Miasto nie wymierało i nie ziało pustka, aż tak źle nie było, aczkolwiek stawało się dużo cichsze i mniej zatłoczono niż zwykle. Oto właśnie chodziło Ascelowi, któremu od tygodnia spacery pod gwiazdami pomagały uspokoić myśli i zapobiegały przerobieniu jego mózgu na papkę. Brzmiało całkiem romantycznie, prawda? Jednak Aldridge miał gdzieś jak to wygladało - ważne, że pomagało.
Gdy stawiał pierwsze kroki jako lekarz i o uszy obijały mu się różne opinie na temat specjalizacji z medycyny ratunkowej, traktował je z przymrużeniem oka. W końcu jeśli lubisz coś robić i twoim powołaniem jest krótkoterminowa opieka medyczna, szybkie decyzje i przypływ adrenaliny, to praca wydaje się idealna. I taka w tym aspekcie dla Aldridge była, bo podczas stażu zdażył się nauczyć, w czym jest dobry, a czego nie powinien się tykać, by nie zaszkodzić pacjentom. Jednak tutaj nie dało się uniknać jednej rzeczy - ogromny stres. Oczywiście sama profesja lekarza wymagała pracy pod presja czasu i pod duża odpowiedzialnościa, ale na A&E wszystko dwoiło się jeszcze bardziej. Może dlatego tak dużo lekarzy piło ogromne ilości alkoholu? By uśmierzyć wieczne poczucie stania na straży - przez jakiś czas móc się czuć wyluzowanym i wolnym od tych nieszczęsnych obowiazków. I choć Ascel nie stronił od alkoholu, to jeszcze nie było to jego rozwiazaniem, by poczuć się dobrze. Wprowadzał za to na bieżaco cała masę innych pomysłów, który zapewne psycholog nazwałby specjalistycznymi metodami na pozbycie się stresu. Sprawdziły się też rady starszych kolegów - nocne zmiany na oddziale to jednak najcięższy kawałek chleba. Nie był przymuszany do brania ich tak często, jak ostatnio to robił, niemniej Ascel pragnał trochę podreperować swój stan pieniędzy na koncie, gdyż na ten moment było tragicznie. Wcale w tej kwestii nie przesadzał, bo ostatnio jego wydatki stały się o wiele za duże. W dodatku ta wycieczka do Niemiec po pijaku... Co oni sobie wtedy myśleli?
Szedł wolnym krokiem, delikatnie rozgladajac się po okolicy. Uliczka, w która teraz skręcił była całkowicie pusta, żadnych rozmów ani postaci poruszajacych się w mroku. Idealnie. Jednak okazało się to tylko złudzeniem, bo gdy tylko przybliżył się do placu budowy, jego wzrok dosięgnał kobiecej sylwetki. Nie przejał się tym znacznie, bo wcale nie zamierzał nawiazywać nowych znajomości ani rozmów, nie o tej porze. To była samotna wycieczka. Zatem w planach miał bezszelestnie ja minać i dalej krażyć po ulicach Brentwood, próbujac w tym znaleźć coś na kształt ukojenia. Wystarczyło jednak, by kobieta obróciła się jedynie odrobinę w jego stronę, i Ascel momentalnie zatrzymał krok. Nie wiedział czy mu się zdawało, bo było dość ciemno, mimo oświetlenia, lecz jeśli to Rhea - nie mógłby jej minać bez słowa. Jego własna siostra, sama i w dodatku tutaj o tej godzinie.
- Rhea? - zapytał niepewnie, lekko zachrypniętym głosem. Ręce włożył do kieszeni w wyczekiwaniu na odpowiedź, w międzyczasie zastawiajac się, czemu ostatnio ma taka tendencję do spotykania ludzi w niecodziennych sytuacjach ich życia.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-07-04, 22:50   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Powolne odliczanie nie wydawało się takie złe. Ze wzrokiem skierowanym w kostkę chodnikowa mruczała pod nosem kolejne liczby, jakby miała problemy z opanowaniem złości. Wcale tak nie było. Nie należała do najbardziej cierpliwych osób, jednak aby wpadła w gniew, trzeba się było postarać. Większość głupich odzywek i błahych spraw podsumowała niskim parsknięciem, innym razem machnięciem ręki, niby to od niechcenia. Zdarzało jej się robić demolkę w piwnicy, przy użyciu kija softballowego, bo czasami nerwy puszczały, a ona musiała się na czymś wyładować, aby nie atakować znienacka rodzeństwa, żyjacego przecież w takich samych, beznadziejnych warunkach (chociaż czasami ich też zdzieliła przez łeb, bo rodzeństwo to rodzeństwo). Ciekawe czy rzeczywiście nie byłoby im lepiej w tym cholernym sierocińcu. Przynajmniej mieliby siebie… do czasu aż ktoś nie zdecydowałby się ich rozdzielić, wysyłajac do różnych rodzin. Nie było idealnego wyjścia z tej chorej sytuacji i obdrapanego, różowego domostwa, z którego chętnie dawała nogę, gdy tylko mogła. Byle nie na długo, bo przecież ktoś musiał dogladać młodszych Aldridge'ów.
Podniosła wzrok z chodnika i wypuściła przetrzymywane w ustach powietrze, gdy zorientowała się, że ostatni samochód wyjeżdża z terenu budowy. Idealnie, jeszcze tylko chwila, moment, aby zachować pozory. Zerknęła na przechodnia, odrobinę tego żałujac, bo rozpoznała w nim swojego brata. To nie tak, że nie przepadała za Ascelem. Doceniała go, cholernie szanowała za wykonywany zawód i to mniej więcej sprawiało, że czuła się gorsza przez to co miała, a straciła ze względu na zrzadzenie losu. Mogłaby skończyć lepiej, zamiast zapijać smutki alkoholem. Jeszcze kilka miesięcy temu nie miała siły, aby się z tego wygrzebać, teraz? Poczyniła pewne kroki, jednak nie miała pewności, jak zareaguje na nie jej rodzony brat. Pomijajac kwestię wpadania z jednego nałogu w drugi. Czy w jej przypadku wyjście z tego błędnego koła wychodziło w ogóle w grę?
- Co słychać, nocny spacer przed snem?
Uśmiechnęła się lekko, co nie było gestem wymuszonym. To dobrze, że go widziała, ale niekoniecznie chciała się natknać na Asclepiusa w tym miejscu. Ewidentnie wygladała podejrzanie, czatujac niedaleko ogrodzenia, za którym nie przebywała ani jedna, żywa dusza. Przynajmniej taka miała nadzieję. Jeśli rzeczywiście, ktoś zostawił stróża w postaci burka, albo i leniwego pana po pięćdziesiatce… poradzi sobie. Na swój sposób. Zawsze to robiła, co kończyło się niekoniecznie dobrze. Alkoholizm i stany lękowe sa idealnym przykładem. Podjęta przeciwko nim batalia wydawała się jeszcze bardziej niedorzeczna, jednak bez wspomagaczy - choćby i tych mniej oprocentowanych, radziłaby sobie zdecydowanie gorzej.
_________________



[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-07-05, 19:26   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Rodzina Aldridge funkcjonowała wystarczajaco poprawnie tylko i wyłacznie dzięki skomplikowanym zabiegom rodzeństwa, które pomagało sobie nawzajem. W zasadzie nie mieli wyboru, bo rodzice niekoniecznie tryskali opiekuńczościa czy wsparciem w kierunku swoich dzieci. Sukcesywnie kolejni potomkowie zyskali małe ułatwienie, mogac kroczyć już przetartymi szlakami i nie będac skazani na własny los. Także najmłodsze pokolenie było bogatsze o pomoc starszaków, którzy chociaż zajęci własnym życiem, to w większości starało się dosyć regularnie odwiedzać siebie nawzajem. Nawet Ascel, który chronicznie cierpiał na brak czasu, w dodatku ostatnio pracował do bólu nieregularnie. Już nie mówiac o tym, że sporo było tych Aldridgów! Dwunastka? Może mniej. Nie był w stanie tego stwierdzić bez uprzedniego przebrnięcia przez wszystkie imiona braci i sióstr, ale liczba była osobliwe duża. Szczególnie na takie małe miasteczko jak Brentwood, gdzie podobnie wielka familia chyba nawet nie istniała. I jeszcze te mitologiczne imiona... Słynna nienormalna rodzinka. Jednak tak czy inaczej, Ascel cyklicznie wyłapywał swoje rodzeństwo i aktualizował informacje czy po prostu odnawiał kontakty. Choć ostatnio było to nie lada wyzwaniem, któremu kompletnie nie był w stanie podołać. Czemu doba nie miała chociaż o 4 godziny więcej?
- Jasne - odparł z delikatnym uśmiechem, zadowolony, że nie miał przywidzeń i spotkał Rheę. Wiekowo różnili się zaledwie o rok, więc siła rzeczy znali się dobrze i dogadywali bez przeszkód. Oczywiście nie było to reguła, bo aż taka ogromna przepaść między rodzeństwem nie istniała. Z pewnymi wyjatkami, co w większości dotyczyło starszaków, czyli niestety także i Asclepiusa. W końcu z Winterem dzieliło go aż 9 lat różnicy i gdy sobie to uświadomił, stwierdził, że starzeje się już tak na poważnie. Dobra, może bez żadnego kryzysu i płaczu w poduszkę za utracona młodościa, ale chodziło o sam fakt, który nie był jakoś szczególnie pocieszajacy. - Dotlenianie organizmu oraz wyciszenie umysłu w jednym, działa idealnie. Może powinno to zostać oficjalnie wpisane na listę leków, ciekawe ile lekarzy by to przepisywało swoim pacjentom - uznał całkiem poważnie, choć z słyszalna nutka rozbawienia w głosie. U niego nocne łażenie sprawdzało się idealnie, mimo że pierwszy raz poszedł na taka wyprawę zupełnie pod wpływem impulsu i po pięciu minutach zamierzał wracać domu. Jednak wystarczyło, by na przekór sobie, poszedł jeszcze kilkadziesiat kroków dalej, a pomysł powrotu wyparował mu z głowy błyskawicznie. Wrócił półtora godziny później, z planem powtórzenia tego wkrótce. - A ty jak? Ostatnio w ogóle się nie odzywasz, Rhea - uznał, wbijajac w nia z siła wzrok. -... a przypominam ci, że twój starszy brat czeka na wszelkie wieści od ukochanej siostry. Niekoniecznie spotykajac ja w nocy pod jakimś cholernym placem budowy. Co tutaj w ogóle robisz o tej porze? - wyrzucił z siebie, jakby teraz dopiero do jego mózgu dobiło się pytanie o dziwacza obecność jej siostry w tym miejscu. W dodatku samej. Pewnie gdyby byłaby z kimś, Ascel nawet nie zbliżyłby się, nie zamierzajac w niczym przeszkadzać. Mogłaby to być jakaś tajna, urocza randka z kimś? Albo kontynuacja pijackiej zabawy z przyjaciółmi, a może coś zupełnie innego - istniała wszelka dowolność, a Aldridge nie miałby chyba przeciwko żadnej z nich. Choć inna sprawa, czy Rhea powiedziałaby mu prawdę, nie ukrywajac wszystkiego pod byle pretekstem. Jasne, nie mógł jej pilnować cała dobę, śledzić czy zasypywać masa pytań - nawet tego nie chciał - niemniej wolał wiedzieć więcej niż mniej. Tak na zapas. I tak, jeśli chodzi o rodzinę, to Asclepius był totalnym ideałem starszego brata, a przynajmniej w skali Aldridge. W końcu przykładowo picia z rodzeństwem nie potrafił sobie odpuścić. Za żadne skarby.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-07-09, 23:22   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Nawet jeśli ich rodzina była dysfunkcjonalna i uznana z zewnatrz (i wewnatrz pewnie też) za patologiczna, Rhea nadal mogła liczyć na wsparcie rodzeństwa. Cholera, bez nich wpadłaby w jeszcze większa rozpacz. Aphrodite zdecydowała się wrócić dla niej do Brentwood, Asclepius jak na dobrego, starszego brata przystało, próbował do niej dotrzeć poprzez słowa. Nawet ten cwaniak, Adonis, w pewien sposób dawał do zrozumienia, że może na niego liczyć.
Ostatnio przeświadczenie o tym, że bardzo mało osób potrafiło zrozumieć ja przynajmniej połowicznie, docierało do niej coraz bardziej. Wiedziała o tym, że gdyby poprosiła, większość Aldridge’ów porzuciłaby własne zajęcia, aby posiedzieć z nia nawet i w jednym pomieszczeniu, celem zamienienia kilku zdań. Taka, a nie inna osobowość nie pozwalała na wyciaganie ręki po pomoc. Żyła w przeświadczeniu, że musi radzić sobie sama, jeśli chce zapracować na lepsza reputację, ta niezwiazana z nazwiskiem idacym w parze z greckim imieniem. Może… nie musiała tak usilnie odsuwać od siebie ludzi? Szczególnie rodzeństwa, z którym przeżyła wiele wcześniejszych lat.
Skinęła powoli głowa, kierujac przez chwilę wzrok na chodnik.
- Podobno dotlenianie się czystym tlenem działa jeszcze lepiej - pociagnęła dalej tę kwestię, nawiazujac poniekad do otoczenia, w którym obracał się brat. Po za tym, zawsze to dodatkowa okazja na zabłyśnięcie posiadana wiedza.
Ostatnio w ogóle się nie odzywała? Oderwała wzrok od podłoża, przenoszac go na Asclepiusa, nieznacznie ściagajac brwi. A więc dotarli do tego tematu. Nie próbowała już obracać go w żart. Miała problem, a ten problem, traktowany alkoholem narastał do kolosalnych rozmiarów. Przecież potrafiła kiedyś radzić sobie bez tego. Miała nerwy ze stali, odpowiednia cierpliwość, a nawet uśmiechała się częściej, nawet i w zdawkowy sposób, jedynie przy pomocy unoszenia kacików ust. To zawsze coś, prawda? W porównaniu z tamta kobieta była wyrzutkiem społecznym, jak ludzie spodziewali się, że skończy, majac takie, a nie inne nazwisko.
- Musiałam gdzieś wyjść, okej? - brzmiała mniej agresywnie, bo nie zamierzała brzmieć tak, jakby atakowała starszego Aldridge’a słowami. - Zdaje się w podobny sposób rozwiazywałam sprawy jeszcze przed tym… przed katastrofa. Lepsze to, niż zapijanie się w półmózga.
Gdyby ktoś pokazał jej nagranie z czasów, gdy chwiała się na nogach, idac z jednego baru do drugiego, dawna uraza rozbudziłaby się nagle, motywujac tym razem do jeszcze bardziej zaciętej walki z własnymi ułomnościami. O ile gardziła psychologami, psychiatrami i podobnymi specjalistami, Camden miała do niej zupełnie inne podejście. Może dlatego, że już się znały, a co więcej, nawet grały za czasów licealnych w jednej drużynie? Naprawdę jej słuchała, poświęcała swój czas, a na swój sposób Aldridge miała wrażenie, że kobieta również przeżyła w swoim życiu coś wyjatkowo nieprzyjemnego. Czy podobne sytuacje nie prowadza do nieco lepszego zrozumienia siebie nawzajem?
Odetchnęła powoli nocnym powietrzem, unoszac w górę parę dorobionych przez Ralpha kluczy.
- Zamierzam tam wejść - wskazała kciukiem za siebie, na otoczona ogrodzeniem budowę. - Możesz iść ze mna, a ja opowiem ci wszystko, co chcesz wiedzieć.
Ascel wydawał się dobrym towarzystwem. Dzielił ich rok, a to prawie nic. Jeszcze niedawno śmiałaby się, że sa prawie, jak bliźniaki, wyłamujace się spod tej całej klatwy Aldridge’ów ale jej się nie powiodło. Wspięła się wyżej na szczeble, a później upadła z głośnym hukiem, robiac krzywdę nie tylko pasażerom, ale i samej sobie. Czy można było bardziej spierdolić sobie resztę życia? Pewnie tak, ale to, przez co przeszła nadal bolało.
Ruszyła z miejsca, zakręcajac zawleczka z kluczami wokół palca. Teraz to już jego wybór czy za nia pójdzie czy będzie kontynuował w pojedynkę dotleniajacy spacer.
_________________



[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-07-11, 20:24   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Przytaknał, słyszac słowa siostry, i ponownie podniósł delikatnie kaciki ust do góry w uśmiechu. Któż mógł to wiedzieć lepiej od niego? Choć w zasadzie w praktyce lekarskiej słowa "czysty tlen" wcale nie oznaczało tego stuprocentowego, a przynajmniej w rzadkości. Szczególnie od momentu, w którym naukowcy dowiedli jego szkodliwości i wręcz odwrotnego działania niż powinien mieć w istocie. Zabijajacy tlen - brzmiało absurdalnie, może dlatego niektórzy doktorzy nie mogli uwierzyć w te wszystkie badania. Jednak gdy przyjrzeć im się bliżej, wszystko wydawało się mieć sens i logikę, prawdopodobnie nawet dla laików przy dobrym wytłumaczeniu. Przynajmniej naukowcy mieli co porabiać i to ich ślęczenie nad wszystkimi doświadczeniami, notatkami oraz wszelka dostępna literatura zdawało się rzeczywiście zyskiwać na znaczeniu. Sam Asclepius nie posiadał wystarczajacej cierpliwości i wytrwałości, by praca w ośrodkach badawczych w jakikolwiek sposób przypadała mu do gustu, ale zachowywał podziw dla tych, którzy zajmowali się czymś podobnym. Właściwie ostatnim czasy coraz więcej rzeczy kwalifikował jako te ważne i istotne, co tylko potwierdzało, że z wiekiem faktycznie cała ta odpowiedzialność przychodzi do człowieka (w większym czy mniejszym stopniu). Nawet do Ascela, który może od zawsze miał jakieś zaczatki racjonalności, ale w młodości kompletnie je ignorował i... bawił się przednio.
- Brzmi dobrze - uznał spokojnie, a dłonie wcisnał głębiej do kieszeni bluzy. - Zdaję się nawet, że kopiuję twoje pomysły z tym chodzeniem i może dlatego to w jakiś sposób zwiększa prawdopodobieństwo spotkania ciebie tutaj - ocenił już spokojniej, bo doskonale wiedział, że stapaja po niebezpiecznym temacie. Jednak Ascel nie potrafił pozwolić sobie na milczenie i zostawienie wszystkiego tak jak było, coś musiał zdziałać. Chociażby dlatego, że zaliczała się do jednej z bliższych mu osób wśród całych Aldridgów, a to samo z siebie zwiększało jego zamartwianie się o siostrę. Nie starał się być nachalny, bo to ostatnie czego sam by sobie życzył, aczkolwiek próbował wybadać sytuację i w razie czego służyć oparciem. Proste działania, bez żadnych udziwnień. Możliwie, że po prostu pamiętał, co działo się z nim samym po wypadku kilka lat temu i nie zamierzał nikomu zaserwować podobnej powtórki z rozrywki. Każdy przechodził piekło sam, lecz szkopuł tkwił w tym, by umieć to jakoś przetrwać i w międzyczasie nie zginać.
Klucze dzierżone przez Rheę przykuły jego uwagę, wywołujac delikatny szok, który tylko pogłębił się, gdy usłyszał słowa siostry. Wejście na budowę o tej porze? Brzmiało absurdalnie i bezsensownie, zwłaszcza, że nie widział celu podobnej wycieczki. Cóż, Rhea potrafiła dobrze zaskakiwać, tego był w tym momencie już pewien. Jednak nie dostał wiele czasu na głębsze rozmyślania, gdyż kobieta ruszyła przed siebie, zmuszajac go tym samym do podjęcia odpowiedniej decyzji. Idzie albo nie idzie, miał tylko dwie opcje. Obydwie posiadały swoje plusy minusy, lecz Ascel nie analizował ich. Nie potrzebował.
- Dobra, idę z toba - zapewnił i podszedł w jej stronę. - Tylko mi powiedz, skad masz do cholery te klucze. I co w ogóle chcesz tam robić. O ile wcześniej nas nie złapia na próbie włamania, bo tego zakładam, że zamierzamy uniknać. - Jakieś większe szczegóły z pewnościa mu się przydadza, mimo że Asclepius był zdeterminowany pomóc siostrze również w czymś kompletnie głupim. Jak już dostał tak ładne zaproszenie, to nie mógłby odmówić. Nawet nie chciał. W końcu zawsze lepiej tkwić czymś we dwójkę niż samemu, bo w samotności przychodza do głowy naprawdę idiotyczne pomysły. Zupełnie jednak nie mógł się spodziewać, że Rhea swój lęk wysokości postanowiła zwalczyć poprzez wejście na żuraw. Dosyć niestandardowo, lecz stosujac zasadę "Fears are fears. Slay your demons when you're awake, they won't be there to get you in your sleep" nie prezentowało się to najtragiczniej.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-07-18, 12:43   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Zdaje się, oboje nie uchodzili raczej za wzór cierpliwości, co w przypadku Rhei często można było poznać po niezwykle znudzonym wyrazie twarzy. Być może, gdyby podobna cecha nie była jej obca, nie musiałaby tak zaciekle zwalczać swoich skłonności do autodestrukcji, bo… zwyczajnie by nie występowały. Tak naprawdę cholera wie czy zawiniła jedynie katastrofa czy może coś siedziało w niej jeszcze przed tym pamiętnym dniem. Camden powinna znać więcej odpowiedzi, niż sama zainteresowana. Gdyby wiedziała co konkretnie jej dolega i jak z tego wyjść – nie musiałaby wciagać w to osób trzecich, zwiazanych z przeszłościa. Może to nawet lepiej, że pomagał jej ktoś, kogo znała jeszcze za czasów względnej beztroski i szkolnych gier zespołowych?
- Niektóre myśli lepiej jest rozchodzić, podobnie jak ta przeklęta kończynę - rzuciła jeszcze od siebie, spogladajac z góry na lewa nogę. Pozostawało jej się przyzwyczaić do tego lekko upośledzonego chodu. Wolała nie wiedzieć, jak by wygladała, gdyby chciała przebiec choćby te kilka kroków. Może kiedyś, o ile będzie ja stać na zabieg, poprawiajacy kondycję tego znacznego mankamentu na ciele. Czuła, że w którymś momencie będzie jej to potrzebne. Nie była osoba, która zadowalało w stu procentach siedzenie w tym samym miejscu. Świadczył o tym chociażby fakt, że w przeszłości często wymykała się z domu i właściwie, wolała funkcjonować z dala od świrniętej rodzinki. Pomijajac rodzeństwo. Gdyby nie siostry i bracia, pewnie dawno wyniosłaby się z rudery i zamieszkała chociażby w przyczepie kempingowej swojego kumpla, prowadzacego garażowa kapelę.
- Mam swoje sposoby. Ale niestety, nie opanowałam jeszcze umiejętności podrabiania takich rzeczy.
Zmarszczyła brwi z wyraźnym niezadowoleniem. Takie podrabianie różnych rzeczy mogłoby być bardziej interesujace od strzeżenia ksiażek, co mimo wszystko było zajęciem całkiem odprężajacym. Nie liczac tych dni, kiedy musiała uzupełniać spisy i kursować między regałami w ta i z powrotem. Nogi zdażyły się do tego przyzwyczaić, chociaż ta lewa nadal dawała się we znaki.
- Raczej nikt nie zawraca sobie głowy monitorowaniem tej budowy 24/7. To Brentwood, nie żadna metropolia.
Bo gdyby próbowała się dostać na podobny rewir gdzieś w stolicy, mogłaby zostać zwinięta. Tymczasem w rodzinnych stronach swoje przeżyła, więc nawet w policji miała pewne chody z zastępca komendanta. Ile to już razy widywała jak rodzeństwo przywoża w radiowozach do domu. Adonisa-Chestera to już w ogóle na potęgę. Zdaje się, zarzuciła wtedy żartem o wyrabianiu sobie karty stałego klienta. Przynajmniej nie musiał płacić za taksówkę.
Przeszła wzdłuż ogrodzenia, zatrzymujac się ostatecznie przy miejscu, w którym żelazny odcinek był nieco bardziej obluzowany. Sięgnęła do niego rękoma i przesunęła na bok. Kiwnęła głowa, dajac znać, aby Ascel przeszedł przodem. Takim sposobem przejście na druga stronę przejdzie sprawniej, nie będa się przecież cackać z taka prosta czynnościa.
W końcu, gdy znaleźli się po drugiej stronie, Rhea zadarła głowę w górę.
- Chcę tam wejść - wskazała palcem na zastygła w bezruchu, stalowa konstrukcję z kabina u szczytu. - Mogę się nawet dostać do środka. Oczywiście z toba. To nie musi być trudne.
Ale mogło, więc może to nawet lepiej, że Asclepius zjawił się w pobliżu? Zawsze to raźniej pokonywać własne lęki z kimś, komu się ufa, a brata zdecydowanie darzyła zaufaniem. Nawet wtedy, gdy próbowała go od siebie odsunać, nie chcac wciagać go w bagno własnych problemów. Tak funkcjonowała - jeśli na kimś jej zależało, wolała oszczędzić tej osobie przejażdżki na wyjatkowo ekstremalnym rollercoasterze. W przypadku rodzeństwa nie było to takie łatwe – nadal należeli do jej rodziny i znali ja praktycznie od zawsze.
- Nie myślałeś chyba, że chcę się włamać, żeby coś ukraść? - posłała facetowi watpiace spojrzenie, ruszajac z miejsca, aby przejść pod żuraw. Minęła porzucone belki stalowe oraz części rusztowania, które zamierzano zapewne złożyć po ustawieniu szkieletu budynków. Byli na etapie trzeciego pietra.
- Byłeś może ostatnio u rodziców? - nie poruszała podobnych tematów zbyt często, jednak ostatnio rzeczywiście odcinała się w znacznym stopniu od Aldridge’ów seniorów. Zwyczajnie uważała, że zbyt częste przebywanie w ich towarzystwie zadziałałoby jeszcze gorzej na próbę walki z własnymi nałogami.
_________________



[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-07-22, 12:16   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Asclepius uwielbiał tę różnorodność panujaca wśród rodzeństwa Aldridge. Co w zasadzie zdawało się być spora przeszkoda w dogadywaniu się między soba nawzajem, ale ostatecznie każdy członek rodziny miał w sobie coś, co naprawdę dało się polubić. Przynajmniej z punktu widzenia Ascela. Z niektórymi rozmawiał więcej, z niektórymi mniej, ale nie dało się być na bieżaco z taka masa rodzeństwa, prawda? I tak teraz było zaskakujaco dobrze, bo podczas studiów mężczyzna pojawiał się w Brentwood jedynie w weekendy. Albo raczej należałoby powiedzieć: aż w każdy weekend. Nie wyobrażał sobie siedzenia cały czas w Londynie, będac zdany jedynie na telefoniczny kontakt z braćmi i siostrami. To za mało, poza tym… chyba musiałby wisieć na komórce w każdej wolnej chwili, a Ascel bynajmniej nie spędzał czasu w stolicy jedynie na nauce. Wręcz przeciwnie. Nikt jak dotad nie poznał wszystkich szalonych akcji przeprowadzonych w tym mieście (oczywiście z rodowitych mieszkańców Brentwood), dzięki sprytnemu założeniu: to, co stało się w Londynie, zostaje w Londynie. Nie miał wiele do ukrycia, ale jak to się mówi - przezorny zawsze ubezpieczony.
- Znajac ciebie, wkrótce może się to zmienić – odrzekł, by po krótkim zastanowieniu coś jeszcze dodać. – Jak już ci się to uda, to szepnij słówko. Może mi się to kiedyś przydać. – Wprawdzie na ten moment nie miał w głowie żadnych pomysłów na wykorzystanie podobnej umiejętności, ale kto wie? W pewnym momencie takie pozornie nieprzydatne zdolności, okazywały się być zbawieniem. Nie żeby Ascel coś kombinował! Skadże, uchodził za wyjatkowo grzecznego jak na swoje możliwości. Tylko czasami przychodziły mu do głowy głupie pomysły i tylko czasami faktycznie je realizował.
- Niby tak – zgodził się, choć w jego głosie wyczuwalne było powatpienie. – Najwyżej będziemy mieli rozmowę z miłymi policjantami, pieprzyć to – zadecydował, co ostatecznie utwierdziło jego poprzednia zgodę na wejście na teren budowy z siostra. I tak pewnie by się nie wycofał, nawet jeśli usłyszałby inna odpowiedź od Rhei. If we go down, we will go together. Zatem śmiało przeszedł przez ogrodzenie i tym samym wkrótce znalazł się na terenie budowy z siostra u boku. Gdy tylko tak się stało, obrzucił szybko wzrokiem otoczenie, chcac mniej więcej zorientować się w ich położeniu. Na razie wygladało, że faktycznie nie towarzyszył im nikt inny. Wszędzie pustka. Jednak nie trwało to długo, bo zaraz słowa kobiety zwróciły jego uwagę w stronę dosyć pokaźnego żurawia. W sumie czy mógł się spodziewać czegoś standardowego? Zwyczajne pomysły nie pasowały do nazwiska Aldridge.
- Może być łatwo, może też być trudno. Z dołu wyglada na raczej trudne – ocenił, nie kryjac wrażenia, jakie na nim samym robiła wysokość. Co dopiero Rhea? Jasne, kiedyś uwielbiała wysokość, ale po wszystkich wydarzeniach wiele się zmieniło. Ogladanie ziemi z góry nie wydawało się już pestka. Dlatego Ascel szybko zorientował się, że właśnie z tego powodu jego siostra zjawiła się o tej godzinie pod terenem budowy. Nie wnikał już, skad miała dostęp do odpowiednich kluczy i skad przyszedł jej tak ekstremalny pomysł do głowy, ale dzielnie zamierzał jej towarzyszyć. – Planujesz tak po prostu tam wejść? Wchodzac chyba nie powinniśmy się zatrzymywać po drodze i patrzyć w dół, bo… nie dotrzemy na górę na pewno – zasugerował, zgodnie z zasłyszanymi kiedyś radami. Sam nie znał się na tym wiele, nawet temat pokonywania lęków nie bardzo leżał w kręgu jego zainteresowań. Niemniej stuprocentowo bardziej wolał nie puszczać siostry samej, w razie czego będzie ja asekurował.
- Skadże znowu – odrzucił jej pomysł z wyraźna uraza w głowie. – Chciałem się tylko upewnić, co ci chodzi po tej szalonej głowie, nic więcej – wytłumaczył z rozbawieniem, ruszajac w ślad za Rhea. Odległość pokonywali w spokojnym, aczkolwiek stałym tempie, tak że wielka podstawa żurawa była coraz lepiej widoczna. W oczy rzucała się coraz bardziej masywność tej maszyny oraz jej ogrom. Czekało ich spore wyzwanie, ale Asclepius miał nadzieję, że wszystko pójdzie po ich myśli. Wóz albo przewóz.
- Nie – odparł i westchnał cicho. Mocno odczuwał brak czasu. Szczególnie po ich cudownej, pijackiej wycieczce z Afrodyta do Niemiec. Stracił wtedy sporo pieniędzy, choć nie żałował, bo z pewnościa nie zapomni tego na długo. Tak głupiej i spontanicznej rzeczy nie wykonał już dawno, więc dla równowagi musiało się coś podobnego wydarzyć. Czysta matematyka. – Ale wkrótce powinienem do nich przyjść i wysłuchać od mamy jej porad, które wyczytała z kart. – To ostatnio pani Aldridge stosowała do Asclepiusa nadzwyczaj często. Stwierdzała, że skoro nie może wiedzieć, co dokładnie dzieje się w życiu jej syna, to może wspierać go chociażby swoimi umiejętnościami we wróżbiarstwie. Tak rzadko wpadasz do domu, pewnie mieszkasz w tym w szpitalu. Taki ciagły kontakt z chorymi nie wpływa na ciebie dobrze, Asclepiusie powtarzała uparcie, widocznie zmartwiona o starszego ze synów.
- To jaki jest plan? – dopytał, gdy już dotarli na miejsce. To Rhea miała sobie poradzić z własnym lękiem, więc nie zamierzał jej nic zarzucać. On tu był tylko dodatkowo, jako braterskie wsparcie.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-07-27, 15:31   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Miała całkiem podobne podejście do kwestii rodzinnych, z tym że później, gdy już zajęła się własna edukacja, nie pojawiała się w Brentwood aż tak często. Jej rodzeństwo było już wtedy zdecydowanie starsze i radziło sobie na swój sposób. Ba, cały czas to robili, jeszcze na długo przed tym, jak sama zajęła się szkoleniem na pilota. Było źle, ale w gruncie rzeczy, zawsze mogli skończyć jeszcze gorzej.
- Niech będzie - lekko wzruszyła ramionami w odpowiedzi. Na sprawach czysto manualnych nie znała się na poziomie specjalistów w dziedzinie, nie mniej, coś tam potrafiła. Bardziej w standardowej mechanice pokładowej, bo aby pilotować maszyny, trzeba było je w pewnym stopniu znać. Teraz odrobinę się od tego odzwyczaiła, odstawiła na bok, jako, że wszelkie, podobne sytuacje powodowały przypływ wiadomych wspomnień. Przynajmniej do butelek z wódka przyklejała się znacznie rzadziej.
Podejście Asclepiusa zdecydowanie działało na korzyść jej zamiarów. Zdaje się, nikt z Aldridge’ów by jej nie zatrzymywał, wszyscy pod tym względem odstawali od normy. Nie byliby tacy sami, gdyby nie łamali narzuconych z góry zasad, uważajac je za sprawy, które i tak trzeba było w pewnych momentach pominać.
- Nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy - bo z dołu wszystko mogło się wydawać trudne. Jeśli którykolwiek z Aldridge’ów nie napotkał w życiu trudności, niech pierwszy rzuci kamień. Wchodzenie pod górkę już w pewnym stopniu wpisało się w ich DNA. Oby tylko kolejne pokolenie nie odziedziczyło zbyt dużo tych trudności.
- Dokładnie, tak po prostu - zgodziła się, podrzucajac w dłoni klucze, mierzac wzrokiem metalowa konstrukcję. - Mam nadzieję, że nic się nie zmieniło od naszego ostatniego spotkania i nie masz lęku wysokości.
Zerknęła przez chwilę na brata, doszukujac się potwierdzenia badź też zaprzeczenia.
- W przeciwieństwie do mnie - spochmurniała odrobinę, co mimo wszystko nie odbiegło od jej typowego wydania. To by dopiero było przerażajace, gdyby nagle zaczęła się szeroko uśmiechać i podskakiwać. Wtedy tym bardziej miałaby miejsce w zakładzie zamkniętym, z podejrzeniem manii, dwubiegunówki albo osobowości mnogiej.
Ściagnęła brwi, zatrzymujac wzrok na podstawie żurawia, tracajac kawałek konstrukcji czubkiem buta. Ta próba nic nie da – jeśli się rozleci, to rozleci się najpewniej w trakcie wspinaczki, albo już kiedy dotra do kabiny. Można było tam w ogóle siedzieć w dwie osoby? Tak w rzeczywistości, miała ten szczegół w głębokim poważaniu. Zrobi po swojemu, jak w większości przypadków.
- Pewnie masz nadzieję na znalezienie garnka złota przed kolejna pełnia czy coś w tym rodzaju - ściagnęła brwi, z powatpiewaniem przygladajac się bratu. Miała raz chwilę przełomowa zwiazana z praktykami rodzicielki, kiedy ta z wyraźnym smutkiem przekazała jej, że widzi śmierć w niedalekiej przyszłości. Rhea machała wtedy na to ręka, skupiajac się na swojej pracy, a jednak koniec końców rzeczywiście ta wywróżona śmierć przetoczyła się przez jej życie, zostawiajac po sobie pasmo porażek i nieszczęść. Od tamtej pory podchodziła ze szczególna rezerwa do tych spraw, leżacych gdzieś poza granicami rzeczywistości.
- Wejść na sam koniec? - wskazała dłonia drabinkę, ulokowana na środku konstrukcji. Schowała klucze do przedniej kieszeni spodni. Podeszła z wolna do przodu, strzelajac palcami, jakby miała przed soba poważne zadanie. Bo miała.
- Pójdę przodem, w razie czego spadnę na ciebie i oboje się połamiemy - posłała Ascelowi złośliwy, niewielki uśmiech, chwytajac chwilę później za obdrapany szczebel przy drabince. Lewa noga bywała niestabilna, ale w tym starciu nie powinna być większych utrudnieniem.
- I jak wcześniej mówiłeś… - odezwała się w pewnym momencie, majac za soba mniej więcej trzy metry, dzielace od ziemi. - Lepiej nie patrzeć w dół.
W takim położeniu mogła sobie jeszcze łypnać, ale później odwrócenie się w stronę wspinajacego się niżej brata zdecydowanie nie będzie wchodzić w grę, o ile nie będzie miała chęci na spontaniczne stracenie przytomności. Poczatek trasy w górę przebiegał zgodnie z założeniami.
_________________



[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-07-30, 21:48   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Zdecydowanie jedynie wejście tam mogłoby rozwiać wszelkie ich watpliwości, a przynajmniej próba zrobienia tego. Sam Asclepius nie należał do osób długo dywagujacych na podobne tematy, o ile nie widział widocznej potrzeby. Tu nie znalazł sensu na dalsze rozważania. Najwyżej będzie żałował, ale… czy to byłaby pierwsza rzecz, która okazałaby się błędna decyzja w jego życiu? Z pewnościa ostatnia również nie. Taka miał naturę, w zasadzie jak większość Aldridgów.
- Nadal nie mam – zapewnił siostrę w założeniu o braku akrofobii z jego strony. - Inaczej chyba bym uparcie odwodził cię od tego pomysłu, bo dwie osoby z lękiem wysokości, wspinajace się po żurawiu, mogłyby źle skończyć – dodał luźno, nie zamierzajac wprowadzać żadnej nerwowej atmosfery. To jeden z głupszych pomysłów, na które można by wpaść, wbrew pozorom nagminnie pojawiajacy się w głowie wielu osób. Czyste napędzanie machiny strachu, a powstrzymanie jej bywało już dużo trudniejsze. Chociaż obserwujac siostrę, widział, że ta nie panikuje na starcie, a to dobrze wróżyło. W innym przypadku istniała szansa, że nie zgodziłby się na podobne ekscesy, uznajac je za misję skazana na niepowodzenie. I niepotrzebna, w końcu ryzyko po nic kwalifikowało się jako bezsensowne ryzyko.
Na komentarz siostry zaśmiał się cicho. Niemniej nie dało się zaprzeczyć, że w tym całym przewidywaniu przyszłości czy określaniu znaczenia danych znaków, zdawało się tkwić trochę prawdy. Nie mówił tego jedynie z powodu słyszanych wróżb już od dziecka, ale również z własnego doświadczenia. Sam jego kontakt z numerologicznymi sztuczkami mówił wiele, a Asclepius, choć traktował to z sporym przymrużeniem oka, nie mógł zaprzeczyć, że nie rzadko konkretne przewidywania się sprawdzały. Mógł to być przypadek albo… coś więcej. Zależy, kto na to jak patrzył.
- Tak prosty plan podoba mi się o tyle, że ostatecznie ma szansę się udać – podsumował chłodno, bo obiektywnie sprawę ujmujac, rzeczywiście nie brzmiało to najgorzej. Żadnych gwałtownych, kompletnie nieprzemyślanych rzeczy. Aczkolwiek ich brak wynikał pewnie zwyczajnie z faktu, że byli dwójka dorosłych, w miarę odpowiedzialnych ludzi. Może nie obfitych w same madre decyzje, ale przynajmniej uczyli się na własnych błędach, przynajmniej na ile potrafili. Choć byłoby łatwiej, gdyby życie faktycznie przebiegało według wszystkich tych wyklepanych schematów, a nie krażyło własnym torem.
Zaczał powoli wspinać się w ślad za siostra, zbierajac własna uważność w całość. Kiedy zwykły wieczorny spacer zmienił się w wchodzenie na górę żurawia? Najlepszy był fakt, że nawet szczególnie go to nie poruszyło, jakby podobne zmiany klasyfikowały się w jego umyśle jako zupełnie normalne i bezproblemowe do zaakceptowania. Może faktycznie tak je traktował. Albo obecność Rhei sprawiała, że mózg nie odbierał tego za skończona głupotę. Tak czy inaczej, Asclepius ponownie odrzucił wszelkie przemyślenia, znowu majac ich serdecznie dość i wolac je upchać gdzieś z tyłu głowy.
- Zabrzmię bardzo typowo, ale… mów, jak coś będzie nie tak, bo jednak wolałbym, żebyśmy stad nie zlecieli – uznał po chwili, obserwujac siostrę. W całym przedsięwzięciu planował stanowić skuteczna asekurację. Jako tył zyskiwał szansę zauważenia czegoś niepokojacego, bo przecież chodziło o zwalczenie lęku wysokości, a nie wyladowaniu z poważnymi obrażeniami na placu budowy. Chociaż to drugie traktował jako jedynie teorię, która nie miała szansa się spełnić. Kto nie dałby radę, jak nie ta dwójka Aldridgów? - Nie będę też pytał cię o to co trzydzieści sekund, ufam wystarczajaco mocno w twoja rozwagę – dodał jeszcze, co wybrzmiało trochę jak małe przypomnienie. Przypomnienie tego, że Asclepius faktycznie darzył ja wiara w świadomość własnych możliwości i rozeznanie odpowiednich granic. Chociaż pewnie gdyby nie wiedziałby tego gdzieś w głębi duszy, wspinaczka okazałaby się katorga dla jego nerwów, nawet bez lęku wysokości. Tak Ascel czuł się bezpiecznie, a przynajmniej na tyle bezpiecznie, na ile można się czuć pnac coraz wyżej w górę. Skupienie nadal kierował na siostrę, bo… martwił się? Na to wygladało i wcale nie chodziło jedynie o tę nietypowa próbę pokonania własnych lęków. Asclepius-wkurzajacy, ale ukochany brat-Aldridge.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-08-15, 15:14   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Lekko zmarszczyła brwi, co można było interpretować również jak wewnętrzne wzruszenie ramionami. Nie sadziła, aby żuraw miał się rozpaść z dwójka Aldridge’ów na pokładzie, chociaż… rozchodziło się przecież o Aldridge’ów. Nawet rzeczy nieożywione mogłyby wyczuwać tę specyficzna aurę największych dziwaków w Brentwood, co kiedyś działało jej konkretnie na nerwy. Wszyscy dookoła wiedzieli, że byłeś Aldridgem, nawet jeśli używałeś drugiego imienia, albo próbowałeś wkręcić się między osoby z nieco mniej szkodliwego środowiska. Im szybciej się to akceptowało (nawet z przymusu), tym szybciej dochodziło do pogodzenia się z takim, a nie innym wyrokiem losu. Bo Zeus miał na to tyle wpływu, co te rzeźbione figurki w kościołach, rzekomo przedstawiajace kierujace ludzkim losem, istoty. Szczególnie tę, co miała na koncie stworzenie ich wszystkich na swoje podobieństwo. Jeśli Bóg istniał, naprawdę posiadał nienaganne poczucie humoru, uważajac, że miał coś wspólnego z ta walnięta rodzina, do której stworzenia się podobno przyczynił. Wszystko to brzmiało jak stek bzdur.
Można powiedzieć, że z odpowiedzialnościa wcześniej miała tyle wspólnego, co cała ich rodzina z anglikanizmem chociażby. Odurzanie się dzień w dzień przy pomocy alkoholu nie było najbardziej rozsadne. Jedynie uwypuklało wszystkie te problemy, pośród które wpadła, od czasu wypadku. Zamierzała to pokrętnie odkręcić, biorac pod uwagę najbardziej ekstremalne rozwiazania. Chociażby to, którego aktualnie się podejmowała, wspinajac po kolejnych, zimnych szczeblach metalowej konstrukcji.
- Nie ma sprawy. Jeśli będzie coś nie tak, uprzedzę cię zanim postanowię spaść ci na głowę. A później na sam dół. Hej przynajmniej we dwójkę jest raźniej od tak sobie kopnać w kalendarz.
Gdyby nie rosnace w niej podenerwowanie, nawet pokusiłaby się na bardziej żartobliwy ton, którego usłyszenie kilka miesięcy wcześniej graniczyło z cudem, o ile nie chodziło o ironię albo sarkazm.
Zaczerpywanie oddechu stawało się nieco trudniejsze, chociaż byli dopiero na wysokości mniej więcej piętnastu metrów. To i tak sporo, szczególnie z ich punktu widzenia, ale nie zamierzała się poddawać już na tym etapie. Wcześniej dotarła do trzydziestu, zanim docierajace do głowy odrętwienie przekonało ja do porzucenia celu, widniejacego na samej górze. Zachowywała się czasem nieodpowiedzialnie, ale nie była brawurowa albo głupia. Wiedziała, co mogło się wtedy stać, przez porwaniem się na poszczególne czynności, układajac kilka scenariuszy, aby być przygotowana na każda ewentualność.
- Cholera, mogłam cię puścić przodem, to ty się znasz lepiej na pierwszej pomocy - sapnęła pod nosem, pokonujac jeszcze dwa szczeble, chwilę później zaciskajac mocno zęby. Za bardzo się z tym spieszyła.
Uparcie wpatrywała się wyżej, za wszelka cenę unikajac spogladania w dół, co kiedyś niezmiernie uwielbiała. Naprawdę, uznawała, że mało rzeczy miało w sobie tyle uroku, co patrzenie z góry na rozciagajace się widoki. Chyba, że porównałaby to jedynie do wpatrywania się w oczy swojej najlepszej przyjaciółki z przeszłości.
- Powiedz coś po lekarsku, skoro jesteś lekarzem - rzuciła wyraźniej, czujac jak nerwy staja się coraz bardziej napięte. Potrzebowała, aby Asclepius coś gadał, choćby miała to być historia, nawiazujaca do wycinania czyjegoś wyrostka.
Jeszcze kilka metrów, jeszcze chwila, sięgnie po ten kluczyk i… najgorsze dopiero przed nia.
_________________



[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-08-22, 21:02   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Uśmiechnał się pod nosem, słyszac słowa Rhei. Dobra, może w praktyce nie było to takie zabawne, jak brzmiało, ale Asclepius znajdował się daleko od brania wszystkich słów na poważnie. Nawet można uznać to u nich za rodzinne, jako że bycie sztywnym i uważanie wszystkich rzeczy za arcyważne byłoby ciężkie do wykonania u Aldridgów. Szczególnie gdy miało się wrażenie, że całe Brentwood wie, że twoja mama i tata sa ekscentrycznymi dziwakami z poletkiem marihuany w ogródku.
- Zawsze wiedziałem, że nawet przy umieraniu byłabyś uprzejma. Przynajmniej zanim wyladowalibyśmy na samiutkim dole, byłbym świadom, że do końca zachowałaś się w stosunku do mnie szczerze… też jakiś plus – uznał na wpół sarkastycznie, na wpół serio. Jak na razie wspinaczka nie szła im najtragiczniej, co w głębi duszy pocieszało Ascela. Chociaż zauważalnie poziom trudności zwiększał się z każdym metrem, jakby powoli przekraczali kolejne plakietki informujace o ilości przebytej drogi i wzrostu niebezpieczeństwa. W końcu nawet bez lęku wysokości wspinanie się na takiego kolosa nie należało do najprzyjemniejszych, mimo że Aldridge potraktował sprawę wyjatkowo luźno. Już błyskawiczna zgoda z jego strony mówiła sama ze siebie.
- Po lekarsku? – powtórzył odruchowo, lecz zaraz zręcznie kontynuował. - Rhea, pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to fakt, że niektórzy nadal nie uznaja mnie za lekarza. Ostatnio jakaś pani usłyszawszy moje nazwisko, powiedziała, żebym przestał sobie z niej żartować. – Kobieta nie mogła tego dostrzec, lecz Ascel odruchowo skrzywił się, wypowiadajac te słowa. Już przyzwyczaił się, jakie skutki niosło ze soba bycie Aldridgem, ale bez przesady. Czasami stawało się to naprawdę irytujace. - Dobrze, że byłem wystarczajaco czarujacy, by zatuszować pierwsze dobre wrażenie, no i… nie bardzo jak miała siłę ruszyć się z oddziału ratunkowego, by uciec ile sił w nogach – zażartował, nie bardzo zaskoczony słowami siostry. Możliwie, że był zbyt skupiony na wspinaniu się i rzucaniu co jakiś czas okiem na boki, by mniej więcej dostrzec jak wysoko się znajdowali. W dół popatrzył jedynie dwa razy, co nie wywołało w nim ataku paniki, choć zdecydowanie nie nazwałby to najbardziej relaksujacym widokiem we własnym życiu. Momentalnie poczuł, jak mózg wskakuje na wyższe obroty i grzecznie ostrzega go, by uważał. - Clarkes uznał, że nawet moje imię nie jest zachęcajace, więc raczej powinienem zostać tajemniczym lekarzem dla pacjentów, którzy sa w fatalnym stanie. By nie pogorszyć ich zdrowia. – Chociaż Ascel brzmiało już całkiem znośnie, nie emanowało taka tajemniczościa jak pełne Asclepius i z pewnościa bywało łatwiejsze nie tylko do wymówienia, ale również do zapamiętania.
Gdy już znaleźli się prawie u celu, Asclepius wział głębszy wdech ulgi. Przynajmniej po drodze nie zlecieli, więc było z czego się cieszyć i mieć nadzieję, że reszta zadania pójdzie równie dobrze. Dwójka Aldridgów musiała sobie poradzić, choć... właściwie to sama Rhea będzie musiała zmierzyć się z tym, co ja nękało. - Tylko nie upuść tego kluczyka na dół, bo ja nie zamierzam schodzić i znowu tutaj się wspinać jak… jak jakaś małpa – zastrzegł, bo sama wizja przerażała go już na starcie. Doszli tak daleko, tak ładnie im poszło, a ostatecznie mieliby zaprzepaścić cel? Słabo. Wtedy istniała szansa, że Asclepius z powodu rosnacego rozczarowania mógłby osłabnać i niechcacy runać plackiem kilkanaście metrów w dół. Raczej nie wyszłoby mu to na dobre. Wtedy brakowałoby idealnego zastępcy w kwestii rad zdrowotnych dla ich mamy, taka strata! W końcu chyba nie zawsze stosowanie się do planu księżycowego i specjalnej diety z dodatkiem niezwykłych składników działało cuda.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-08-27, 18:21   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


To nawet lepiej, że nie brał wszystkiego do siebie, bo gdyby tak było… kariera lekarska stałaby się istna męka. Oboje musieli sobie wyrobić pewna odporność psychiczna, bo gdyby nie ona, już dawno zwariowaliby, podejmujac się najbardziej drastycznych metod ucieczki od całego tego scenariusza z walnięta rodzina.
- Masz fory, bo jesteś moim bratem.
Czy tego chciała czy nie, a o swoich wypadało dbać. Akurat razem z Asclepiusem sporo wiedzieli na ten temat, jako starsze rodzeństwo.
Słuchała go uważnie, pokonujac kolejne odległości, kiedy to kabina stawała się coraz wyraźniejsza.
- Czarujacy Aldridge, tego jeszcze nie grali.
Prychnęła z lekkim rozbawieniem pod nosem, coraz bardziej przekonujac się w środku, że zabranie Ascela ze soba było świetnym pomysłem. W końcu kto mógłby stanowić lepsze wsparcie, jeśli nie rodzony, starszy brat? Ledwo starszy, bo zdaje się, że różnica wieku między nimi w ogóle nie miała większej głębi i nie rzucała się w oczy.
- Wydaje mi się, że gdybyśmy chcieli na serio zmienić nazwisko, w urzędzie nawet nie pytaliby o powód.
#JustAldridgeThings, ciag dalszy.
Odetchnęła ciężko tuż przed pokonaniem ostatnich szczebli, za wszelka cenę pilnujac się, aby nie przechylić się niebezpiecznie w bok. A jednak wystarczy trochę motywacji, samozaparcia, odpowiedniego towarzystwa i… nawet niemożliwe staje się możliwe. Brzmiało jak slogan reklamowy, ale w gruncie rzeczy nie było wzięte znikad.
Jeszcze raz nabrała ostrożnie powietrza i zwróciła się do brata, opierajac się bezpiecznie o stalowe zabezpieczenia drabinki, żeby sięgnać po niewielki przedmiot w kieszeni.
- Nie pomyślałam o tym, ale teraz jak już o tym wspomniałeś…
Ściagnęła brwi w udawanym zastanowieniu, chwilę później skupiajac się na trafieniu kluczem do zamka przy kabinie. Właściwie to nie pojmowała, na co komu zamek w tym miejscu. Jeśli już ktoś podjał się wspinaczki na taka wysokość, gdzie zimno dokuczało jeszcze bardziej, nie powinno się utrudniać dodatkowo życia. Nawet jeśli to tylko przekręcenie kluczyka.
Zamek szczęknał w charakterystyczny sposób, otwierajac tym samym drzwi.
- Widzisz, bułka z masłem.
Ledwo wypowiedziała te słowa, kluczyk wyślizgnał się z ręki, odbijajac się prosto od Asclepiusowego czoła, aby pomknać w dół, pod sama podstawę żurawia.
- Uważaj! - to się pospieszyła z ostrzeżeniem. Nie miała zamiaru spogladać w dół, ale i tak to zrobiła, aby zerknać na twarz brata. Zły pomysł, zdecydowanie zły pomysł.
Od razu skierowała wzrok z powrotem przed siebie, czujac jak krew odpływa z twarzy. Mocno zacisnęła palce na stalowych szczeblach.
- I tak już tego nie potrzebujemy.
Jedna z najważniejszych części zadania przeprowadzona bez większych przeszkód.
- Mam to, trzymaj się blisko.
Powoli wkroczyła do kabiny, w gruncie rzeczy wygladajacej całkiem przyzwoicie. Była wyposażona w całkiem wygodny fotel, niewielki stolik, na którym zalegał kubek z zimna kawa bez cukru i nawet znajdowało się więcej przestrzeni, co pozwalało na wejście do środka we dwójkę, czego producent raczej nie przewidział. Trudno, najwyżej spadajac w dół, w tej stalowej kostce, zaczna przeklinać swoje własne nawyki żywieniowe. I głupotę, przepełniona spontanicznościa.
- Siedziałeś kiedyś w czymś podobnym? - musiała przejść dalej, aby brat również mógł wgramolić się do środka. Nabrała powietrza, próbujac zapanować nad rosnacymi nerwami. To tylko trzydzieści siedem metrów, nic specjalnego, latałaś przecież na znacznie wyższej wysokości.
_________________



[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-09-16, 12:09   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Przecież Asclepius był czarujacy w zasadzie… zawsze! Oczywiście bez tych momentów, w których tryskał złośliwościa czy ironia albo wściekał się o byle co, ale tych rozrywek doznawali tylko nieliczni. Na przykład Riley. Albo Adonis. Do przeciętnej reszty społeczeństwa stosował ciepła uprzejmość, która w większości procentowała całkiem dobrze. Zwłaszcza z poczuciem humoru Ascela, który potrafił śmiać się dosłowne z wszystkiego. Z siebie również, włacznie z bycia Aldridgem. W końcu zawsze można było znaleźć jakieś plusy, na przykład pierwszy z brzegu – przynajmniej byli rozpoznawani w Brentwood. Elita wręcz!
- Pewnie tak – przytaknał beznamiętnie, jako że oboje przywykli do obecnego stanu rzeczy. Spisanie aldridgowskich historii wcale nie wydaje się być takim złym pomysłem, naprawdę. Asclepius od razu zarezerwowałby sobie spory rozdział zatytułowany: „Jak Pius stał się AsclePiusem”.
Z ulga przyjał fakt, że Rhea nie zaprzepaściła ich wspinaczki i trafiła kluczem zamek. Spory krok do przodu, w zasadzie już niewiele zostało im do ukończenia zadania. Niemniej ucieszył się trochę za wcześnie, bo zaraz potem z bólem zarejestrował, jak metal odbija się od jego twarzy, a następnie leci na sam dół. Jeszcze kluczykiem po głowie nie dostał, to się nazywaja doświadczenia życiowe, prawda?
- Ałaa… Rhea, szlag twoja zręczność – skomentował, lecz cierpkie słowa w połaczeniu z wesołym tonem wypadły dosyć zabawnie. - Dobrze, że nie wybiłaś mi oka – dodał, kręcac głowa na boki w rozczarowaniu, choć tego kobieta nie mogła dostrzec. Nie patrzyła w dół. Jednak teraz nie było odwrotu, nieważne co by się stało, należało brnać do przodu. Dlatego ponownie sumiennie naśladował ruchy Rhei, następnie pakujac do kabiny. Rozejrzał się zaciekawiony, gdyż nigdy wcześniej nie przyszło mu zwiedzać żurawia. W końcu po co? Za dzieciaka jakoś tam nie zawędrował, więc okazję zdobył dopiero teraz. Choć jak to mówia „lepiej późno niż wcale”, zatem nocne wycieczki w stylu Aldridgów nie wydawały się być pozbawione całkowicie sensu. Przynajmniej zyskiwali coś na swoja obronę.
- Nie i jakoś nie widzi mi się pracowanie tak dłużej – wydał osad, słowa bez zastanowienia wypływały z jego ust. - Przynajmniej wydaje się być dosyć stabilne, bo z dołu bardziej wygladało… jak coś na kształt układanki z klocków. – Ascel w przeciwieństwie do swojej siostry nie za wiele miał wspólnego z jakimikolwiek wysokościami. Z żurawiami budowlanymi również, ale to zupełnie inna sprawa. Chociaż Asclepius równie dobrze zamiast leczenia ludzi mógł skończyć na przenoszeniu kilkutonowych ładunków, siedzac sobie w takiej kabinie gdzieś w chmurach. Wbrew pozorom w jego przypadku wcale nie brakowało tak dużo do wybrania innego z reszty, drastycznie różniacych się od siebie scenariuszy.
- I jak ci się podoba? – zapytał, a następnie przybliżył się lekko w prawo, by bliżej przyjrzeć się temu, co rozpościerało się za szklana szyba. Widoki może nie były zapierajace dech w piersiach, ale nawet takie Brentwood z tej perspektywy kreowało się jako naprawdę urocze miasteczko. W zasadzie ta kabina dawała ułudne wrażenie bezpieczeństwa, przynajmniej Ascel czuł się dużo lepiej, nie wspinajac się po zimnych prętach szkieletu. Po prostu nie miał wrażenia, że zaraz spadnie.
- Zamierzasz oddać kluczyki do tego ustrojstwa, tak? Bo jeśli twoja odpowiedź będzie twierdzaca, to módl się do Zeusa, żebyśmy znaleźli tak mały przedmiot tam gdzieś na dole – stwierdził, zaraz po tym jak ta myśl uderzyła w jego komórki nerwowe. Aż dziwne, że myślał na tyle do przodu, ale prawdopodobnie nie był niezbyt pocieszony myśla wielkiej akcji poszukiwawczej. - Mam nadzieję, że się nie rozpada – mruknał bardziej do siebie niż do niej, lecz chwilę później jego spojrzenie utkwiło na postaci Rhei. Asclepius stanowił tylko towarzystwo, to jego siostra zmagała się teraz z prawdziwym orzechem do zgryzienia. Niemniej Ascel pokładał w niej nadzieję. Choć nie dlatego, że należała do grona jego rodzeństwa, a dlatego, że nosiła nazwisko Aldridge. To zupełnie zmieniało postać rzeczy.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-09-17, 21:19   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Po katastrofie cały refleks szlag trafił, nic dziwnego, że wypuściła kluczyki, na co wpływ mogły mieć również niepokojace wysokości. Czym sobie zasłużyła na takie obrócenie rzeczywistości, w której utyka na jedna nogę, chleje na umór i wciaż zwalcza nieprzyjemne koszmary? Pozostaje machnać ręka na nazwisko, pochodzenie i inne determinanty, zwiazane z rodzina, której przypisywała wcześniej wszelkie zło, które jej dosięgało. Spróbowała z tym walczyć, nawet wygrała kilka razy, ale ostatecznie upadła boleśnie na kolana i to w całkiem dosłownym tego słowa znaczeniu. Z co najmniej kilkuset metrów wysokości. Jak pieprznać, to porzadnie.
Nawet nieświadomie nie zamierzała pozbawić brata oka, w końcu takim sposobem zaprzepaściłaby jego karierę, a nie wybaczyłaby sobie, gdyby stoczył się przez nia ktoś z rodzeństwa. Szczególnie Asclepius, który zaprzeczał stereotypom na temat ich rodziny. Zupełnie jak ona sama… prawie. Kiedyś na pewno.
O ile bieganie po opuszczonych placach budowy (a nawet takich, pilnowanych przez psy) nie było jej obce, w żurawiu siedziała po raz pierwszy, podobnie jak jej spowinowacony. W tym wszystkim nie opuszczała jej sceptyczna mina, gdzieś pomiędzy zdegustowaniem, a strachem.
Widziałam lepsze, które przeszło jej na myśl uciekło gdzieś na bok, pod wpływem nieprzyjemnej sensacji w żoładku.
- Niedobrze mi.
Lepiej było uprzedzić zawczasu. Tak na wypadek jakby zebrało się jej na pawia… to pewnie dlatego ten kubek pojawił się w kabinie. Istne przeznaczenie, elementy układanki idealnie do siebie pasowały! Ascel mógł sobie do woli podziwiać widoki, w niej nadal budziły obawy, chociaż w ciemnościach wysokości nie wydawały się aż tak przerażajace.
- Nie potrzebne nam klucze, sa podrobione, nie oryginalne - aż tak szalona nie była, aby osobiście rekwirować budowlańcom klucze, bawić się w już nie tak młodocianego kryminalistę. - Ralphie mi załatwił. Wiesz, ten co miał wasy, jak skończył czternastkę.
I zdaje się nie żył w zgodzie zarówno ze szczotka do włosów, jak i maszynka do golenia. Ile to już razy wspomniała na głos, że kojarzył jej się z Shaggym (szczególnie w tym momencie kiedy włosy stawały mu dęba na widok ducha).
- Zaraz Zeus zacznie w nas ciskać piorunami i się skończy… - zaledwie wypowiedziała te słowa, coś wydało z siebie jęczac, metaliczny dźwięk, przypominajacy wyginajaca się boleśnie, zardzewiała rurę… przedmiot, nie stara pania. Zrobiła wielkie oczy i odsunęła się czym prędzej od podejrzanych hałasów, siadajac tym samym na stanowisku pana Ryśka, nieco zbyt gwałtownie, przełykajac głośno ślinę. To było chwilowe, totalnie chwilowe, o czym uparcie powtarzała w myślach niczym mantrę.
Znowu wyciagnęłaby w tym momencie papierosa, majac w głębokim poważaniu czy zatruwałaby Acela oparami tego zwierzatka co chodzi tyłem czy wręcz przeciwnie, sam zaczałby z nia popalać. Zaczęła nawet przeszukiwać kieszenie przy czym znalazła jedynie pogięta paczkę gum… miętowych!
Od razu wpakowała sobie do ust jeden listek, nerwowo przeżuwajac, patrzac gdzieś na podłogę.
- Jasny Zeusie Nazarejski - skad ona to wytrzasnęła? - Widać stad nasz dom?
Łypnęła krótko na brata i wyciagnęła w jego stronę paczkę z zaledwie ostatnim listkiem. Niech doceni, że się z nim dzieli ostatnim!
_________________



[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 5