Poprzedni temat «» Następny temat
#1 - Kolejny rok odsiadki
Autor Wiadomość
Renee Vedder


Wysłany: 2018-06-20, 19:06   #1 - Kolejny rok odsiadki

Jeśli ktoś myślał, że jeśli wyladuje w więzieniu i będzie miał w miarę łatwo, nawet jeśli nie jest to zaostrzony rygor... to się mylił i to bardzo. Reene starała po sobie nie pokazywać, że jest jej trudno ani przed Hecate która przychodziła w odwiedziny, ani tym bardziej przed współwięźniarkami. Musiała pokazywać swoja siłę ale również i rozum, dzięki czemu w jakiś sposób było nawet znośnie - od bójek, zatargów nie uciekała gdyz jak trzeba było, to potrafiła się odgryźć i przywalić szmacie w pysk. Dzięki takiej postawie udało się dołaczyć do grupki, która była repektowana w całym zakładzie karnym - zyskała po prostu ochronę, jakiej jej było trzeba. Wiadomo, nie mogła za bardzo szaleć i wychylać się, chciała wyjść za dobre sprawowanie a każda bójka, szarpanina czy tym bardziej izolatka - stawiały pod znakiem zapytania taka możliwość. Tak czy inaczej dawna Reene, żywiołowa, uśmiechnięta a przede wszystkim dziewczęca... zniknęła, a przynajmniej obumarła gdyż walka o swoje życie zmienia człowieka. Tak czy inaczej wczoraj została wypuszczona z izolatki, po małej szarpaninie. Teraz leżała na pryczy, delikatnie dłonia przejechała po swoim policzku a zaraz później po lekko podbitym oku... syknęła cicho, ale w końcu wyrwana ze swojego zajęcia... wstała, wystawiła ręce aby strażniczka mogła skuć ipo chwili została prowadzona do sali widzeń. Nie specjalnie chciała w takim stanie widywać się z Hec, ale nie protestowała. Przed wejściem do pokoju rozkuto ja, a ona sama weszła do środka lekko zdystansowana.
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2018-07-02, 08:17   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Za każdym razem, coraz trudniej było jej wymyślać wymówki. W końcu nie mogła pozostawić Mirandy na cały dzień bez żadnego wytłumaczenia i udać się w podróż do, oddalonego nieco ponad 200 mil Manchesteru. Nie mogła również podać prawdziwego powodu swojej nieobecności, bo ten doprowadziłby do wielu niepotrzebnych sytuacji, które ostatecznie zakończyłyby jej zwiazek. Nie mogła na to pozwolić, tak więc pod pretekstem zakupu nowego wyposażenia do kafejki internetowej, której była właścicielka, bez żadnych podejrzeń mogła opuścić miasto na cały dzień.
Podróż upłynęła dość szybko, chociaż panujaca w Anglii pogoda, nie zachęcała do niczego. Hecate nie była przyzwyczajona do takich upałów, podobnie jak pozostali, rodowici mieszkańcy kraju. Korków jako takich nie było, więc na miejscu znalazła się niecałe trzy godziny po opuszczeniu Brentwood. Kontrola więzienna, również poszła dość gładko, czym była szczerze zaskoczona. Nie mogła doczekać się spotkania z Renee - ostatnimi czasy odwiedzała ja zdecydowanie rzadziej, ale nie łatwo było pogodzić codzienne życie, z częstymi, dalekimi wycieczkami. Podobnie jak inni odwiedzajacy, została wpuszczona do, dobrze znanego jej pomieszczenia. Zajęła jeden z wolnych stolików i dość niecierpliwie, oczekiwała przybycia swojej wielkiej miłości. Planowała przywitać ja uśmiechem, tym samym pragnac wynagrodzić długa nieobecność, ale gdy tylko ujrzała twarz Vedder, na jej własnej pojawił się grymas.
- W co tyś się znowu wpakowała? - zapytała z mieszanina troski i niezadowolenia w głosie, po czym wzięła ja w ramiona.
- Zero kontaktu fizycznego! - do jej ucha niemal od razu dobiegł nieprzyjemny głos strażnika więziennego, zwanego potocznie klawiszem.
Od niechcenia odsunęła się od Renee i na powrót zajęła miejsce, na którym zasiadała wcześniej. Miała olbrzymia ochotę ujać jej poobijana buźkę w swoje dłonie, od czego się powstrzymała, doskonale wiedzac czym się to zakończy.
- Miałaś się nie wychylać - przypomniała jej, próbujac wybić sobie z głowy to, że sama wpakowała ja za kratki i skazała na taki, a nie inny los. Prawdopodobnie Vedder i tak skończyłaby w więzieniu, ale jej wyrok mógłby być zmniejszony i po kilkunastu miesiacach wyszłaby za dobre sprawowanie. Niestety Aldridge wolała ratować własny tyłek, majac nieodparte wrażenie, że każdy na jej miejscu postapiłby podobnie.
_________________




[Profil]
 
 
Renee Vedder


Wysłany: 2018-07-20, 16:00   

Nie wiedziała albo zapomniała, że dzisiaj będzie widzenie bo może jednak udałoby jej się uniknać tej małej szarpaniny - ale z drugiej strony tym razem, to nie ona była winna tej bójki. Nie było łatwo żyć tutaj, ale nie rozżalała sie nad soba, po prostu żyła dalej i walczyła a jak tylko wyjdzie stad, poszuka winnego jej długiej odsiadki. Na razie jej myśli krażyły wokół paru osób, a na razie starała nie brać pod uwagę Hec, która tak bardzo ja wsypała.
Gdy tylko ujrzała swoja dziewczynę, przytulila ja - tego było jej brak.
- Chroniłam swój tyłek, nie zainicjowałam tego.
Próbowała jakoś wytłumaczyć, że to nie jej wina... Czasami trzeba było chronić swój tyłek, w przypadku Renee to nawet dosłownie - piękna buzia i zadbane ciało, przyciaga uwagę nawet tych którzy nie powinni. Przecież nie powie jej, że raz może się zdarzyło iż była bezsilna... czy jakie jej rzeczy się przytrafiły, a że nie jest wszechmocna to w końcu musiała znaleźć jakakolwiek ochronę, jakis parasol bezpieczeństwa. Wszak, dotarło do niej że jednak lepiej się trzymać z jakakolwiek grupa.
Niemniej jednak współwięźniarki były, nie mogła się rozklejać... choć miała wielka ochotę. Hec znała ja dobrze, więc jak się odsunęła to mogła poznać ten stan osadzonej dziewczyny, która po chwili jednak poprawiła swój fazon. Słyszac strażnika, którego dobrze znała... specjalnie pocałowała Hecate, w sumie nie z powodu aby mu na przekór zrobić ale bylo jej brak tej bliskości. Po krótkim, lecz przyjemnym pocałunku odsunęła się.
- Vedder, ostrzegam Ciebie!
Raczej to było coś jak wołanie zirytowanego znajomego, który nie miał siły na sprzeczki z kobieta. Tak czy inaczej nic nie groziło im w tej chwili.
- Oj dobra, i tak ja przeszukaliście...
Westchnęła i w końcu usiadły na swoich miejscach... o czym miały rozmawiać, to ona nie miała pomysłów... nie wiele Renee wie, co się dzieje na zewnatrz - kiedyś było lepiej, bo Hec częściej wpadała do niej a teraz?
- Mówiłam, piękna buzia przyciaga kłopoty.
Uśmiechnęła się do niej dość... niemrawo, ale bez żadnego wyrzutu w jej stronę. Patrzyła na swoje dłonie... kajdanki zawsze drażniły jej skórę, ale całe szczęście zdjęli jej tuż przy tym jak podeszła do Hec.
- Czasami po prostu nie unikniesz problemów, więc musisz je rozwiazać.
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2018-08-15, 16:05   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Czuła się okropnie z tym, że to właśnie za jej sprawa Renee i reszta znajomych od dłuższego czasu, gnili za kratkami. Z drugiej strony była świadoma tego, że gdyby nie poszła na ugodę, w tej chwili towarzyszyłaby im w tej niedoli. Nie uniknęliby więzienia, jedynie wyrok mógłby być odrobinę krótszy, a ona sama mogłaby nie napotkać na swoje drodze tornada. To samo tyczyłoby się Mirandy, która trzymała ja przy zdrowych zmysłach. Bo chociaż, wykorzystywała ja do niecnych interesów, naprawdę darzyła ja wielkim uczuciem. To samo tyczyło się dziewczyny, która tego dnia odwiedzała w zakładzie karnym.
- Wolałabym, żebyś trzymała się z dala od problemów - powiedziała, nie do końca szczerze, a to głównie przez wzglad na to, że nie do końca wiedziała, jak potoczy się jej życie, gdy Vedder w końcu opuści więzienie. Żadna z jej kobiet nie wiedziała o sobie i w najbliższej przyszłości, nie zamierzała tego zmieniać. Odwzajemniła pocałunek, który trwał zdecydowanie zbyt krótko, nie czujac żadnych wyrzutów sumienia. Następnie zajęła miejsce przy stoliku, nie chcac niepotrzebnie denerwować strażnika. W końcu spędziła zbyt wiele czasu w drodze, nie chciała więc zostać zmuszona do powrotu, jeszcze nie. - Jak się czujesz? I nie chodzi mi tutaj o twoja poobijana buźkę - uśmiechnęła się delikatnie, chcac nieco rozluźnić sytuację. Przypuszczała, że Renee może mieć do niej pretensje, o coraz rzadsze wizyty, ale niełatwo było jej pogodzić życie z Miranda, planowanie kolejnych skoków i całodniowe wycieczki do Manchesteru. Tego jednak nie mogła jej powiedzieć, a przynajmniej tej części, której poświęcała najwięcej swojego czasu.
_________________




[Profil]
 
 
Renee Vedder


Wysłany: 2018-09-02, 19:37   

Gdyby Renee upewniła się, że to właśnie Hecate ja tak załatwiła - to będzie jeden wielki cios dla niej. Oczywiście podejrzewała ja, bo jednak jakimś cudem nie dostała takiego wyroku co oni a jednak miała cicha nadzieję, że myliła się i to ktoś inny to zrobił. Tak czy inaczej Panna Aldridge była najsłabszym ogniwej całej grupy... wygadała i jeszcze dodatkowo obciażyła. Tak czy inaczej cieszyła się z tego spotkania które miała nadzieję miło się zakończy.
- Też bym wolała.
Mruknęła cicho i spojrzała mimochodem na strażnika opierajacego się o ścianę. Miała dość tego miejsca, ale całe szczęście że rozmawiała z komendantem więzienia i wie że ta drobna bójka nie wpłynie na jej wcześniejsze wyjście.
- Super, tryskam energia...
Wiadomo, że to nie była prawda... może źle zareagowała ale jak można się czuć w takim miejscu? Była tutaj sama sobie, musiała do jakieś grupy należeć aby jakoś to wszystko przetrwać. W końcu westchnęła i spojrzała się na swoje dłonie.
- Nie za specjalnie, wolałabym już opuścić te mury. Dlatego też zawsze cieszę się na Twoje wizyty.
Uśmiechnęła się do niej ciepło, chciałaby z nia zostać sam na sam. Położyć się, przytulić i porozmawiać o pierdołach lub o kolejnym napadzie.
- Co tam u Ciebie? Czemu odwiedzasz mnie coraz rzadziej?
Skad miała wiedzieć, że miała inna i lawirowała między dwoma kobietami. Nie spytała się z pretensjami, ot po prostu spokojnie i zaciekawiona.
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2018-10-11, 09:55   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Sama nie wiedziała na co liczyła, bo przecież gdy tylko Renee opuści więzienne mury, będzie zmuszona wytłumaczyć jej wszystko, a już z pewnością wspomnieć o Mirandzie, z którą od dłuższego czasu dzieliła życie. Kiedy decydowała się na nowy związek, nie spodziewała się, że dzień, w którym będzie musiała się spowiadać nadejdzie tak szybko. W dalszym ciągu istniała możliwość ucieczki, a to ostatnimi czasy rozpatrywała coraz częściej. Nie miała okazji przedyskutować tego z Oxley, ale uważała, że dziewczyna będzie gotowa wyjechać z nią do jakichś ciepłych krajów. No bo kto by nie chciał?
- Mówisz tak, jakby same cię znajdowały - westchnęła, nie poznając w kobiecie tej istoty, z którą związała się kilka lat wcześniej i z którą napadała na banki i inne miejsca, skrywające w swoich murach wartościowe rzeczy. Więzienie ją zmieniło i zdaniem Aldridge, wcale nie na lepsze. - Staram się jak mogę, ale nie zapominaj, że Brentwood i Manchester dzielni ponad dwieście mil - zauważyła, bo to mogło być dobrym powodem do tego, aby nie pojawiać się z odwiedzinami każdego tygodnia. Do tego dochodziło jeszcze wiele innych czynników, ale o tych wolała nie wspominać. Vedder nie tylko nie musiała wiedzieć o istnieniu Mirandy, ale również o tym, że ponownie obrabowuje banki. Nie miała okazji także wspomnieć jej o zeszłorocznym tornado, w którym ucierpiała dość mocno. Wróciła do zdrowia, to było w tym wszystkim najważniejsze.
_________________




[Profil]
 
 
Renee Vedder


Wysłany: 2018-10-31, 18:54   

Renee chciałaby wiedzieć kto ją na tyle lat wpakował, chciała mieć pewność ale też chciałaby aby ten ktoś sam się przyznał zanim ona to powie jeśli będzie pewna. Zaboli ją, ale czy będzie się mściła za to? Nie wiadomo, chociaż wątpliwe aby to uczyniła osobie którą nadal kochała. I nadal wierzyła, że Hecate była jej wierna – bo więźniarka z pewnością by wierność zachowała będąc na wolności czekając na partnerkę. Więzienie każdego zmieniało i to w większości przypadków na gorsze i tylko od nich samych jak i od bliskich zależało jak bardzo – i jeśli się zmieni, to czy trwale czy na czas pobytu w więzieniu. Tak czy inaczej Hecate musiała mieć na uwadze, że jeśli Renee wyjdzie z więzienia to będzie musiała jej pomóc w odnalezieniu się, poskładać jej nerwy, myśli. Dziewczyna z pewnością będzie po tym wszystkich zagubiona i przytłoczona. Dzięki pomocy z pewnością kobieta odzyska swój blask, radość i chęć do życia przy boku swojej dziewczyny. Nie pomyślałaby aby było inaczej, że Aldridge mogłaby inaczej postąpić i uciec.
- No… tak po części jest. W więzieniu czasem trzeba walczyć bardziej o swoje niż na wolności, bo inaczej Ciebie zadepczą.
Nie miała zamiaru owijać w bawełnę, mówiła jak jest i nie było jej wcale a wcale łatwo. Chciałaby wyjść z stąd jak najszybciej. Jakoś się trzymała, zawsze silną kobietą była ale miała już dosyć tego miejsca. Bardziej trzymała się na uboczu, starając nie zwracać na siebie uwagi, ale nie zawsze się udawało co świadczyło jej podbite oko.
- Wiem, wiem… tylko dla mnie zawsze będzie za mało tych odwiedzin.
Nawet się uśmiechnęła do niej, coś w stylu dawnego uśmiechu… gdzieś ten dawny blask na moment ukazał, chociaż nieco przygaszony. Widać, dawna Renee nie była jeszcze stracona a przynajmniej nie całkowicie – dlatego też było ważne dla niej, aby Hec była tu jak najczęściej.
- Mogłabyś złożyć wniosek o wizytę w pokoju „rodzinnym”? Mogą się zgodzić, zależało by mi na tym.. nie musimy nawet nic specjalnego robić.
Nie chodziło o seks, nie chodziło o doznania erotyczne… chodziło o to, aby mogły bez przeszkód siebie dotknąć, przytulić i pobyć same rozmawiając o bzdurach.
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2018-12-09, 21:14   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Hecate nie wiedziała jak wyglądałaby sytuacja, gdyby tamtego feralnego dnia to ona trafiła za kratki. Nigdy tak naprawdę się nad tym nie zastanawiała. Starała cieszyć się wolnością, tym bardziej, że w jej życiu szybko pojawiła się Miranda. Nie przemyślała również tego, jak bardzo pokomplikuje się jej życie, gdy tylko Renee opuści więzienne mury. I pomimo uczucia, jakim darzyła dziewczynę, miała nadzieję, że ten dzień szybko nie nadejdzie.
- Pewnie masz rację i cholernie mi przykro, że musisz doświadczać tego na własnej skórze - powiedziała szczerze, jednocześnie wyciągając dłoń w kierunku jej podbitego oka. Niestety bacznie obserwujący je klawisz, po raz kolejny przypomniał im o zakazie jakiegokolwiek kontaktu fizycznego. Dlatego też Aldridge posłusznie cofnęła dłoń i umieściła ją na blacie stolika.
Pomysł Vedder wydawał się dobry, niestety coś stało na przeszkodzie. Kochała ją, ale związek z Mirandą był dla niej zbyt ważny, aby świadomie zgodziła się na zdradę. Oczywiście to z rudowłosą dopuściła się jej w pierwszej kolejności, chociaż biorąc pod uwagę miejsce pobytu Renee, nie odczuwała wielkich wyrzutów sumienia.
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł - przyznała zgodnie z własnymi przemyśleniami. - To nie tak, że tego nie chcę, bo wiesz jak bardzo tęsknie za twoją bliskością... ale nie czułabym się komfortowo otoczona masą klawiszy i jeszcze większą ilością kryminalistek - powiedziała pierwsze co przyszło jej do głowy, licząc na to, że dziewczyna się z nią zgodzi. Nie miała wystarczająco czasu aby zdecydować z kim chciałaby spędzić życie, dlatego wolała jedną z dziewczyn trzymać na dystans, a biorąc pod uwagę, że Vedder przebywała w zakładzie zamkniętym, pech chciał, że padło akurat na nią.
_________________




[Profil]
 
 
Renee Vedder


Wysłany: 2018-12-31, 10:19   

W tym sęk, że Renee chciała jak najszybciej opuścić to więzenie, chciała znowu być uśmiechniętą dziewczyną z błyskiem w oku, być i przytulić się do Hecate. Myśleć o przyszłości, a może wspólnych napadach na banki... może nie tak od razu, ale kto nie wracał do swoich nawyków? A może ustatkować się? Chciała żyć, a tak aby przeżyć i jak najszybciej wyjść stąd, nie raz musiała zacisnąć zęby i odpuścić, albo dać się momentami lekko pomiatać - coś za coś, nie było zmiłuj się.
- Nie Twoja wina.
Powiedziała swobodnie, chociaż nie do końca przekonana ale to nie ważne. Ważne było to, co się w tej chwili było... była z nią ukochana, którą kochała i miała nadzieję, że jest wierna tak jak sobie obiecywały. Już się cieszyła z tej wyciągniętej dłoni, ale przez strażnika Hec cofnęła, co spowodowało że Renee spojrzała na strażnika jakby chciała go teraz udusić... nie była śmieciem, a Aldridge nie miała nic co by mogło pomóc w uwolnieniu.
Pomysł ze spotkaniem było dobre, tak wydawało się Vedder i nie do końca rozumiała dlaczego tak Hec nie chce.
- Nie przechodzisz przez blok więzienny... tak jak tutaj Ciebie wpuszczają po sprawdzeniu, tak wtedy kierują Ciebie do domku, kontenera mieszkalnego czy jak to się nazywa... tylko my, we dwoje. Już mi nie chodzi o coś więcej, ale żeby dotknąć... przytulić. Zgodziliby się na pewno.
Musiała Hec zrozumieć Renee... musiała mieć świadomość, że to było ważne i potrzebowała chociaż tej lekkiej bliskości. Nikt tutaj o seksie nie mówi, chociaż może i by chciała ale samo przytulanie, sama obecność sam na sam byłaby doskonała. Posiedzieć nawet po cichu na czymś miękkim, w objęciach... Powinna rozumieć, w końcu to Hec ją wsadziła za kratki. A godzina lub dwie to niewiele czasu, a tyle może poprawić.
- To tylko jedna godzina lub dwie.
Uśmiechnęła się do niej, troszkę zaczepnie przypominając sobie wspólne chwile które miały i nadal mogą mieć. Tylko kurna, niech się zgodzi. Ewentualnie zawsze po odpowiednim rozegraniu sprawy, może być trójkąt i nie będzie musiała wybierać, a każdy o każdym będzie wiedział i tak dalej.
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2019-01-05, 12:14   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Zdecydowanie wina leżała po stronie Aldridge, bo nie kto inny, tylko właśnie ona, ratując swoje dupsko, wsadziła wspólników, w tym Vedder za kratki. Czy było jej z tym źle? Oczywiście. Może i aktualnie coraz rzadziej bluzgała siebie w myślach za tamten występek, ale wciąż momentami to do niej wracało. Kochała dziewczynę i w tamtym okresie planowała z nią wspólną przyszłość, ale niestety nie potrafiła wyobrazić sobie siebie samej na więziennej pryczy. Dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, zrobiła co w jej mocy, aby tego uniknąć. Zapłaciła wysoką cenę, ale kto na jej miejscu postąpiłby inaczej?
Postanowiła puścić jej stwierdzenie mimo uszu, tak było bezpieczniej. Oczywiście z kłamstwem radziła sobie jak nikt inny, a wymyślanie najróżniejszych historyjek był dla niej pewnego rodzaju atrakcją. Niestety prowadząc podwójne życie, powoli zaczynała się w tym gubić. Bezpieczniej więc było unikać niektórych tematów.
- To nie będzie w porządku - powiedziała dość chłodno, poprawiając się na krześle. - Jak to mówią, cierpliwość popłaca... i w tym przypadku będzie tak samo, zaufaj mi - nie był to pierwszy raz gdy używała tych słów, w jej wykonaniu nie miały wielkiego znaczenia i z każdym kolejnym razem traciły na mocy. - I tak nie mogę odwiedzać cię już tak często jak bym chciała - spojrzała na dziewczynę, próbując wyczytać coś z wyrazu jej twarzy. - Mam masę obowiązków, a Manchester jest jednak kawał drogi od Brentwood - przypomniała jej, licząc na zrozumienie. Było jej ciężko, ale coraz trudniej przychodziło jej okłamywanie Mirandy. Nie chciała przecież ostatecznie zostać sama, musiała wybierać.
_________________




[Profil]
 
 
Renee Vedder


Wysłany: 2019-01-23, 19:14   

Renee podejrzewała, nie chciała ale same myśli przychodziły a niestety więzienie jak to więzienie - dawało mnóstwo czasu do rozmyślań. Czasami człowiek tracił tam rozum, czasami było to dla niego piekłem, raz się uczył lub dostrzegał głęboko ukrytą prawdę, nawet tą której nie chciało się zobaczyć. Tak właśnie było z Vedder w stosunku do Hecate... coraz więcej wątpliwości, pytań niż konstruktywnych odpowiedzi. Nadal jednak wierzyła, że wszystko będzie dobrze i tylko ta nadzieja utrzymywała to, że jeszcze siebie nie zatraciła.
Swego czasu rzeczywiście mocno liczyła na wspólną przyszłość z Aldridge, miały tyle wspaniałych planów dla siebie.. wyjazd, wspaniałe życie we dwójkę... napady na banki czy inne sejfy, ale niestety wszystko posypało się w momencie gdy Hecate wsypała ją o czym nie wiedziała - a przecież Vedder też mogłaby liczyć na mniejszy wyrok gdyby tak wydała Hec, ale trzymała język za zębami i nikogo nie wydała.
Teraz obserwowała swoją ukochaną, jak to się powoli plącze w swoich wypowiedziach... zawsze zapewniała o swojej miłości, o swoich uczuciach ale Vedder głupia nie była... widziała po zachowaniu, że nie koniecznie wszystko jest w porządku a jednak... jednak dawała się okłamywać.
- Konkretnie co nie będzie w porządku i wobec kogo?
Spojrzała się na nią z zainteresowaniem, bo przecież o nic takiego nie prosiła... tylko o jedną wizytę, żeby mogły być razem - co by było nie w porządku? Tego nie rozumiała. W końcu machnęła zrezygnowana dłonią. Słuchała dalej, niby rozumiała ale przecież to wszystko były wymówki - tak zaczynała uważać.
- Nie chcesz to nie. Nic na siłę, chociaż ja bym nawet się nie zastanawiała
Nie była zła, była znowu zawiedziona.. ale nie kazała, nie prosiła - bo nie widziała tego celu. Chociaż cisnęło się jej na usta aby spytać "w takim razie po co przyjeżdżasz?" - jednak szybko zrezygnowała z zadania tego pytania, nie chciała tracic z nią kontaktu. Na wolności wszystko sobie wyjaśnią.
- A tak oprócz tego, co się dzieje na zewnątrz?
Chciałaby się dowiedzieć, co prawda ojciec i przyszywane rodzeństwo ją odwiedzało, matka mniej... ale jednak chciałaby co nieco się od ukochanej się dowiedzieć.
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2019-06-24, 11:48   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


| jakiś dłuższy czas od ostatniej wizyty Hec w zakładzie karnym

Nie odwiedzała Renee od dłuższego czasu. Nie czuła się komfortowo z tym wszystkim, co wydarzyło się podczas ich poprzedniego spotkania. Wciąż darzyła kobietę uczuciami, ale nie była w stanie ot tak oddać się jej w więziennym zakątku. Poza tym była jeszcze Miranda i to, że w ogóle im się nie układało, nie miało żadnego znaczenia. Na domiar złego do tego wszystkiego dochodziła ta intrygująca dziewczyna, która pomimo, iż Hecate uprowadziła ją i przyłożyła jej broń do skroni, wiedziała jak trzymać język za zębami. Niestety po kilku nieplanowanych spotkania, ich kontakt całkowicie się urwał, czego na swój sposób Aldridge żałowała.
Po przejściu rutynowej kontroli, znalazła się w sali odwiedzin i zajęła miejsce przy jednym ze stolików. Trochę potrwało, nim w drzwiach dostrzegła znajomą twarz. W tym czasie kilkakrotnie zastanawiała się, czy nie rzucić tego wszystkiego w pizdu i wrócić do Brentwood. Vedder miała posiedzieć jeszcze kilka lat, dlatego chociaż ją mogła zrzucić z własnych barków. Niestety na to było już za późno, może następnym razem lepiej przemyśli swoje postępowanie i w ogóle daruje sobie wycieczkę do Manchesteru.
- Cześć - przywitała się z uśmiechem, bo mimo wszystko widok Renee mocno ją ucieszył. Tęskniła za nią, wszak nie bardziej niż na początku, ale jednak. - Po siniaku ani śladu - zauważyła, przypominając sobie ich ostatnie spotkanie. Tak naprawdę chciała przeprosić za długą nieobecność, czego ostatecznie nie uczyniła, a przynajmniej jeszcze nie.
_________________




[Profil]
 
 
Renee Vedder


Wysłany: 2019-06-25, 01:34   

Renee cholernie brakowało tych wizyt - z jednej strony rozumiała, że Hec miała swoje życie i tak dalej; lecz z drugiej strony czuła że ta kobieta ucieka od niej, nie w sposób dosłowny ale w przenośni i oczywiście, nie rozumiała tego że mimo wyznania ta nie przyjeżdżała. I nie chodziło jej w sumie o seks, no może jakiś ruch by wykonała ale nie jakiś zbyt odważny gdyby w takim zakątku wylądowały. Powiedzmy sobie szczerze, Renee miała na swoją ukochaną chęć ale i miała pewne obawy zrozumiałe tylko przez nią samą. Z resztą chciała tylko pobyć sam na sam, położyć, poleżeć i poszeptać sobie jak to kiedys miewały w zwyczaju - taka namiastka normalności. Szkoda że nie wyszło.
Gdy rozmawiały chwilę przez telefon, Vedder nic nie wspominała lubej o niespodziance na którą Aldridge z pewnością nie była gotowa. Więźniarka dostała w końcu warunkowe zwolnienie, mogła wyjść z tego pierdla i cieszyć się wolnością. Niemniej jednak zanim będzie mogła stąd wyjść to trochę potrwa, bo papiery i takie tam. Była też akurat po badaniach, oprócz standardowych dolegliwości to było z nią wszystko w porządku. Gdy tak szła w stronę stolika, wydawała się weselsza ale to można było zgonić na spotkanie a nie na to, że wychodzi na wolność.
- Hej!
Powiedziała entuzjastycznie i zupełnie w żaden sposob nie przejmując się, przytuliła się do dziewczyny po tym jak została rozkuta - strażniczka tylko wywróciła oczyma, bo przecież już tyle razy przerabiały a Vedder dalej swoje, ale koniec końców machnęła ręką i sobie poszła.
- Zawsze szybko znikają. Usiądziemy?
Spytała się wesoło po czym usiadła na swoim miejscu dużo swobodniej niż ostatnio, co było dość zauważalne jak i ogólnie zmiana jej zachowania.
- Dawno Ciebie nie było, Cieszę że przyjechałaś.
[Profil]
 
 
Hecate Aldridge








30

hearts stealer and banks robber

North Brentwood

mów mi: evie

multikonta: bishop, davis, eyston, holgate, woodill





Wysłany: 2019-08-06, 06:45   
  

  
Hecate Aldridge

  
nobody shoots my family but me


Może i w dalszym ciągu darzyła Vedder uczuciem, ale miała na głowie wystarczająco dużo własnych problemów, dlatego to właśnie na nich skupiała całą swoją uwagę. Renee już dawno zeszła na drugi plan i Hec nie sądziła, aby miało to ulec zmianie. Minęło zbyt wiele czasu, poza tym nie zapominajmy, że to dzięki Aldridge, dziewczyna znalazła się za kratkami. Pocieszeniem był fakt, że tamtego dnia prawdopodobnie i tak wpadłaby w ręce policji, dlatego nie było sensu, aby obie grzały miejsce w więziennej celi.
Pozwoliła jej na uścisk, chociaż sama nie zdecydowała się odpowiedzieć w ten sam sposób. Wciąż uważała, że nie powinna pojawiać się w zakładzie karnym, nawet jeśli było już za późno na zmianę decyzji.
- Wybacz, miałam ostatnio sporo na głowie - poinformowała, gdy ponownie zajęła miejsce siedzące. Oczywiście nie zamierzała wdawać się w szczegóły, to nie było odpowiednie miejsce. - Poza tym, coraz trudniej jest mi przemierzać odległość pomiędzy Brentwood, a Manchesterem - dodała szczerze. Jak wiadomo, pieniądze nie były tutaj problemem. Nawet nie musiała już tłumaczyć się przed Mirą. Tutaj raczej chodziło o oddanie nowej paczce, do której całkiem niedawno dołączył jeden z jej braci. W dalszym ciągu trudno jej było to pojąć, ale decyzja już została podjęta. - Dlatego chyba będziemy zmuszone, nieco ograniczyć nasze spotkania - dodała po dłuższej chwili, nieco obawiając się reakcji Vedder. Nie chciała jej ranić, aczkolwiek była świadoma, że ich życia zbytnio różniły się od siebie.
_________________




[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5