Poprzedni temat «» Następny temat
ALDRIDGE ATTACK: HUNGOVER AND LOST IN GERMANY
Autor Wiadomość
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-06-06, 18:12   ALDRIDGE ATTACK: HUNGOVER AND LOST IN GERMANY
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Zwiedzanie Niemiec wydaje się być całkiem przyjemna sprawa - Mur Berliński, Brama Brandenburska, trochę kościołów, tamtejszy największy park rozrywki i oczywiście mnóstwo zamków. Już na pierwszy rzut oka brzmi jak kilkudniowa wyprawa, zapełniona całodziennymi atrakcjami i poruszaniem się po całym kraju. Pełna też oczywiście w masę wydatków na bilety, transport i jedzenie, w końcu trzeba trochę wydać tych euro, zamiast ich funtów! Ascel w zasadzie nic by nie miał przeciwko takiej wycieczce, nawet chętnie by się wybrał. W końcu do pracoholika było mu daleko i jakiś urlop mógłby wskoczyć, poza tym nigdy za wiele nie podróżował! Prawdopodobnie był zagranica mniej niż mówia statystyki, ale nie chodziło tylko o kasę. Chyba był zbyt leniwy i wolał pójść się napić albo szukać wszelkich ekscytujacych rozrywek na terenie Wielkiej Brytanii. Niemniej chyba poprzedniej nocy obudziła się w nim jakaś żadza podróżowania, podsycona oczywiście odpowiednia dawka alkoholu, i postanowił zabawić się w obieżyświata. Oczywiście nie samotnie, o nie, takich idiotycznych pomysłów nie spełnia się samemu, tu potrzeba kogoś równie nieodpowiedzialne. O to nie było trudno, wystarczyło, że spotkało się dwóch Aldridgów i już mogło być nieciekawie, a geny wcale nie pomagały. Toteż niedziwne, że wraz z Aphrodite uznali za genialny pomysł zwiedzenie sobie niemieckiej republiki. Olewajac bagaż. Bez zapasu pieniędzy. Kompletnie spici (ale przynajmniej w dobrych humorach). I oczywiście nie znajac niemieckiego. Ahoj przygodo, niech się dzieje, co chce!
- Czy ty masz za przeproszeniem pojęcie, co Ci ludzie mówia, bo brzmi dosyć strasznie? - spytał, przenoszac na Dytę pytajacy wzrok. Zupełnie jakby była to rzecz niezbędna dla jego egzystencji, dużo ważniejsza niż to, że sa ponad 800 kilometrów od domu. Momentami naprawdę zachowywał się nieodpowiednio do swojego wieku, jakby mentalnie został gdzieś w wieku 18 lat. Albo po prostu wolał przygody. I zwiedzanie europejskich krajów z super siostra. - I gdzie my do cholery jesteśmy, bo ja tych ulic nie znam. Jakie to miasto w ogóle? - rzucał, jakby Afrodyta miała cała tę wiedzę i mogła mu ja bezproblemowo udzielić. Już nie mówiac o tym, że był starszy i w zasadzie pytania powinny padać w odwrotna stronę. Wiecie, powinien być bardziej odpowiedzialny, madry, zorganizowany i tak dalej. - Br... u... y... stre... Dobra, poddaję się nie przeczytam tej ulicy. Maja jakieś dziwne litery - mruknał niezadowolony, gdy dostrzegłszy znak z nazwa, próbował ja przeczytać. Oczywiście dziwnymi znaczkami nazwał wszystkie umlauty oraz scharfes S, które kompletnie nie wiedział jak przeczytać. Widać, że Asclepius był tym członkiem rodziny, który z niemieckim miał do czynienia tylko na etykietach napojów alkoholowych.
[Profil]
 
 
Aphrodite Aldridge




Wysłany: 2018-06-09, 07:38   

Outfit


Jakim cudem oni wsiedli w takim stanie do samolotu? To była chyba największa zagadka wieczoru. Bilety kupili za resztę gotówki, jaka mieli przy sobie. Jej zostało jedynie kilka monet w kieszeniach jeansów. Podczas lotu musieli chyba wypić kilka tych mini buteleczek z alkoholem, bo jak wysiedli byli jeszcze pijani. Bez bagażu, bez pieniędzy i bez orientacji, a co najgorsze bez znajomości języka. Dyta co prawda przez ostatnie lata swojego życia sporo podróżowała. Jako modelka miała to zapewnione. Była już kilka razy i w Niemczech, ale wygladało to zupełnie inaczej. Może podłapała kilka słówek, ale nie mogła o sobie powiedzieć, że „mówi po niemiecku”. W każdym razie obecnie nie przejmowali się tym gdzie byli, czemu tam byli, a najważniejsze, jak wróca. Jeszcze. To pewnie tylko kwestia czasu. Wyszli z lotniska w szampańskich nastrojach. Gdy Asclepius zaczał zadawać pytania, ona na każde z nich chichrała się jak małolata. Przysłuchiwała się kilku rozmowom. – Nie mam pojęcia. To jakiś kosmiczny język. Może polecieliśmy w kosmos i wyladowaliśmy na księżycu, albo jakimś innym marsie – mruknęła i znowu parsknęła śmiechem.
Zerknęła na tablicę z nazwa jakiejś ulicy. Chyba ta sama, która próbował przeczytać jej brat.
Yyy... burtnergaartnerstraus – wypowiadała to dziwne słowo bardzo powoli, jakby była co najmniej upośledzona. Wzruszyła ramionami, a wtedy zaburczało jej w brzuchu. – Jestem głodna. Chodźmy coś zjeść – zaproponowała niezwykle dziarsko, jakby jeszcze do niej nie dotarło, że co najwyżej to może sobie kupić paczkę chusteczek higienicznych za dwadzieścia pięć centów i to tylko jak wymieni drobniaki w jakimś kantorze. Ciekawe kiedy dotrze do nich powaga całej sytuacji i ogrom zniszczeń. Będa musieli wtedy zadzwonić po pomoc. Tylko do kogo? Do Aldridgeów? Do Chestera? O nie, on by jeszcze bardziej pogorszył sytuację. Scroggs! To byłby najlepszy wybór. Ona miała już chyba we krwi pozbywanie się problemów, czy tuszowanie jakichś zbrodni. Spojrzała pytajaco na brata i poklepała się dla efektu po brzuchu.
_________________
[Profil]
   
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-06-10, 11:55   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Wniosek był jeden – widocznie byli na tyle trzeźwi, że udało im się dotrzeć na lotnisko i wpakować się do samolotu, a jednocześnie na tyle pijani, że wycieczka do Niemiec wydała im się fantastyczna sprawa. Tak czy inaczej teraz było już za późno i dopóki promile nie zostana zneutralizowane przez ich biedne watroby, moga beztrosko się bawić, platajac się po ulicach Niemiec i śmiejac się dosłownie ze wszystkiego. Z nazw ulic, języka, dziwnych budynków i wszystkiego, co im mogło przyjść do głowy.
- Planeta Bur… r… - zaczał wyszczerzony, jednak zaraz mina mu zrzedła, gdy ponownie musiał powtórzyć nazwę ulicy. Cholerne miejsce, czy tu nie powinno się mówić po angielsku, jak robia to wszyscy normalni, cywilizowani ludzie? Przecież on sobie tu wcześniej język złamie niż coś powie, a przecież nie zasłużył na takie cierpienia. Chciał tylko zorientować się, gdzie sa, ma do tego prawa. Konwencja praw człowieka na pewno coś o tym wspomina. – Burtnerausa? Burtuołsa? Dobra, nieważne, siostra. To nie egzamin z geografii, nie musimy wiedzieć - uznał, jakby te słowa rozwiazywały cały problem. Przecież nie ma kłopotu, gdy się o nim nie wie! Ascel w tym stanie nie zamierzał dokładać sobie kolejnych, toteż myślenie torem dzieciaka zupełnie mu odpowiadało. Niech lepiej zajma się czymś istotniejszym, na przykład jedzeniem. To już brzmiało poważnie, przecież bez pokarmu można umrzeć. Najwcześniej po dwóch tygodniach mignęło mu gdzieś w otchłaniach mózgu, ale nawet nie zdażył tego zarejestrować. Trudno.
- Eeeeej, tutaj coś się świeci i widzę jedzenie, chodź. – Złapał siostrę za rękę i pociagnał ja w stronę budynku z neonowym szyldem i rozświetlona wystawa sklepowa, który znajdował się w nie tak dużej odległości od nich. Gdy tylko dotarli do spożywczaka, rozradowani zaczęli przemierzać wnętrze niezbyt wielkiego sklepu. W końcu zawsze to jakaś atrakcja, a oni potrzebowali jedzenia. Szkoda tylko, że nie wszystkie etykietki wydawały się w jakikolwiek sposób zrozumiałe. I nie mieli pieniędzy, ale tym będa przejmować się później. - Bierzemy tylko to, co jest u nas, tylko ładniej nazwane. Nie zamierzam jeść jakiegoś proszku, bo nie umiesz czytać. Słyszysz? – stwierdził ostro, patrzac na Afrodytę krytycznie. Nieważne, że oboje poruszali się we mgle wśród niemieckich słów i, o ile nie było angielskiego tłumaczenia, to nie bardzo wiedzieli, co trzymaja w dłoniach. Czasami nawet nie dało się domyślić, bo nie było żadnych obrazków. Wiecie, krowa to mleko, a pomarańcza to sok pomarańczowy. Gorzej jeśli jest rysunek z krowa, a to mleko w proszku. Jak tu sobie radzić w tym ciężkim życiu?
[Profil]
 
 
Aphrodite Aldridge




Wysłany: 2018-06-12, 12:50   

O tak! Tutaj miał rację. Nie sa w szkole (dzięki Bogu), a to nie egzaminy języków obcych, geograficzne, ani z wychowania do życia w rodzinie (lub też ogólnie życia). Całe szczęście! Rozgladała się, jakby chciała ogarnać dosłownie wszystko wokół siebie. Czemu właściwie nie polecieli do ciepłych krajów, na jakieś wyspy kanaryjskie, gdzie wszędzie darmowe imprezy. Można się najeść, napić za darmo i poogladać przystojne, opalone ciała w dopasowanych slipkach, bikini (albo i bez)
Westchnęła ciężko i już chciała powiedzieć, gdy okazało się, że jej brat ma jakiś plan. A to niespodzianka. – Dobra – zawołała, podczas gdy Asclepius ciagnał ja do jakiegoś sklepu. Gdy tłumaczył jej co ma robić, nie mogła powstrzymać rozbawionych uśmieszków. Nawet się kilka razy roześmiała. – To może ja nie będę czytać! Będę tylko patrzeć na obrazki i jak coś będzie ładne i znane, to to wezmę i … – zmarszczyła lekko brwi, zastanawiajac się co właściwie z tym zrobi, skoro nie maja pieniędzy. No, ale jej brat chyba lepiej wiedział, nie? Był poważny, odpowiedzialny, a przede wszystkim starszy. Tak więc ruszyła na żer. Lawirowała pomiędzy regałami, poprzez alejki i wokół lodówek. W pewnym momencie dotarła do ściany z pieczywem. Przez dłuższa chwilę patrzyła na piętrzace się bułki. Zwykłe, słodkie, ale i jakieś mini pizze, bułki z serem, szpinakiem i jakieś rogaliki z szynk\a i serem. – Aldridge! – wrzasnęła, bo chyba znalazła coś odpowiedniego no i świeżego. Zgarnęła kilka papierowych toreb i zaczęła pakować bułki do środka. Kompletnie nie przejmowała się dziwnymi spojrzeniami, którymi obdarzali ja ludzie w sklepie. Ktoś nawet coś do niej powiedział, ale kompletnie go nie zrozumiała. – Eins, drei... ich bin da – mruknęła na odczepnego jakieś słowa, które pamiętała z wycieczek i wróciła do pakowania jedzenia.
_________________
[Profil]
   
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-06-12, 20:52   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Nic dziwnego, że inni klienci sklepu spogladali na nich jak na skończonych idiotów, bo tak w zasadzie wygladali. Rozbawieni, szukajacy jedzenia i rozmawiajacy po angielsku - typowi obcokrajowcy, tyle że nie dało się nie zauważyć ich przesady z alkoholem. Choć i tak nie wiedzieli najlepszego, a mianowicie faktu, że ta para Aldridgów zaledwie kilka godzin temu znajdowała się w Brentwood, w hrabstwie Essex, w cudownym kraju zwanym Anglia. Jak widać szalone pomysły oraz ich wykonanie to specjalność tej rodziny. Właczajac to wycieczki Chestera na cudzy balkon po koszulkę z piesełem.
- Co mnie wołasz do jakichś bułek??? - krzyknał z wyrzutem, jednak podszedł do siostry. W ręku trzymał sok, który oczywiście w jego mniemaniu, miał być sokiem jabłkowym. W końcu jabłka na obrazku nie mogły nie być jabłkami. Przecież chyba nie wpakowali szarlotki do kartonu, to by nie przeszło w żadnym europejskim kraju, nie ma mowy. Choć w sumie czemu nie? W USA można było kupować wiele chorych gotowców, może to już przeniosło się dalej. Dobra, trudno, najwyżej będa pić szarlotkę. - Mamy już wszystko, chooodź - stwierdził i jak gdyby nic podeszli do kasy. Aphrodite już zorientowała się, że nie maja pieniędzy, teraz czas na szanownego Asclepiusa. Wprawdzie miał minimalna ilość gotówki (bo resztę oczywiście przepił), ale nawet nie przeszło mu przez myśl, że w Niemczech maja inna walutę. Dlatego, gdy nadeszła ich kolej, pozwolił kasjerce ładnie skasować wszystkie ich towary, nie zwracajac na nia uwagi i rozmawiajac z siostra. Może to w jakiś sposób tłumaczyło, dlaczego Ascel bez większej uwagi na dziwaczna cenę, podał jej funty z tym czarujacym, aldridgowskim uśmiechem.
- Es tut mir leid, aber wir können nur Euro akzeptieren – odparła sprzedawczyni, na co Ascel spojrzał na nia jak na kretynkę. Ta w odpowiedzi popatrzyła w jego stronę bezradnie, trochę przestraszona cała sytuacja, co chyba uruchomiło w nim jakieś pokłady trzeźwości. Przynajmniej te minimalne, bo mruknał coś do siebie i machnał ręka, jakby próbujac tym ruchem zmazać poprzednia sytuację. - Nie można ich tutaj wymienić? - spytał, liczac, że kobieta znała angielski. Przecież to był taki popularny język, na pewno popularniejszy niż niemiecki. I łatwiejszy, skoro tyle osób go umiało. Niemniej chyba to był jakiś lokalny sklepik albo mieli pecha, bo sprzedawczyni nadal wydawała się zdezorientowana. Fantastycznie. Czemu on nie wział ze soba karty kredytowej, tylko gotówkę? W sumie nawet nie wiedział, czy wystarczyłoby mu pieniędzy po wymienieniu. Przecież ostatnia kasę wydali na bilety do Niemiec, a szkoda - chętnie by się teraz napił czegoś mocniejszego, zamiast próbować dogadać się w tym dziwacznym języku. Jednak jakoś trzeba sobie radzić, więc... spojrzał na siostrę z ledwie widocznym uśmiechem i kiwnał głowa w stronę wyjścia ze sklepu. Nie mieli pieniędzy, więc chyba najłatwiej będzie im się teraz zmyć. Jak dzieciaki.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7