Poprzedni temat «» Następny temat
"Cztery koty i rewolwer" - Paryż
Autor Wiadomość
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-06-03, 19:16   "Cztery koty i rewolwer" - Paryż
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Było coś prawdziwie ironicznego w tym, że jeszcze nie tak dawno Joey Harrison twierdził, że nie czuje potrzeby powrotu do Paryża - a dziś przechodził przez odprawę lotu do francuskiej stolicy. Być może jego zachowanie było w jakiś sposób niedojrzałe, a może po prostu tak wygladał jego MO. Gdy sytuacja stawała się zbyt nieznośna, Joey po prostu pakował się, a następnie wynosił z miasta. No ale czy Harrison planował wrócić jeszcze do Brentwood? Tak, zdecydowanie- zapewne po prostu potrzebował pewnego rodzaju odpoczynku od swojego życia. No wiecie, takie malutkie "Eat, Pray, Love" na garnuszku rodziców. Oczywiście pomińmy kompletnym milczeniem to, że nawet będac w Brentwood Joey był na garnuszku rodziców. Nie mniej jednak, najważniejsze jest to, że Harrison czuł iż nnie może w mieście zostać ani chwili dłużej. Po pierwsze Kenai niedawno świetnie zaśpiewał piosenkę w chórku, przez co Joey czuł się na swój sposób zagrożony. Poza tym wciaż czuł wręcz fizyczny ból spowodowany tym, że nadal nie rozmawiał z swoim najlepszym przyjacielem Chesterem. Co gorsza, ten ból był coraz większy i większy, niczym jak rak zjadajac Joey'a. Joseph zwrócił się po pociechę do Heath;a, ale ten również zawiódł naszego bohatera – co sprawiło, że Joey mentalnie zdecydował się z McKiddem rozstać. No i tak, jasne, chociaż chłopcy nigdy nie byli w takim serio zwiazku to jednak Joey zdecydowanie czuł coś do rudego i to właśnie z powodu tych emocji zdecydował się zerwać znajomość.

Przez pierwsze dni pobytu w mieście Joey praktycznie nie wychodził z mieszkania. Owszem, od czasu do czasu dzwonił do swoich dawnych kumpli i starał się odświeżyć swoje wszelkie relacje z nimi, ale to nie było takie łatwe. Dlatego Harrison głównie chodził j na spacery pełne melancholii po okolicznych kawiarenkach, ubierajac przy okazji duże okulary przeciwsłoneczne niczym wielka gwiazda – wręcz madam.

Dwa dni później otrzymał cynk od swojego najlepszego kumpla z dawnych lat, Renee, iż ich grupka teatralna właśnie przygotowuje się do nocy otwierajacej nowy musical pt "Cztery koty i rewolwer". Poczatkowo Joey chciał ładnie podziękować za zaproszenie i odmówić, ale uznał, że czas najwyższy przestań wegetować i wrócić do życia. Dlatego kilka dni później ubrał swoja najlepsza koszulę i udał się do teatru.

Musical prawdę mówiac nie był zbyt ambitny, był wręcz niedorzeczny, ale zdecydowanie stanowił ciekawa zabawę forma. Teatr przecież nie zawsze musi być poważny, prawda? Co jak co, ale właśnie tego typu komedii Harrison potrzebował. W końcu jednak musical się skończył i Joey zdecydował się porozmawiać z Renee – podziękować mu za bilet i takie tam. Czy można było sobie wyobrazić lepszy moment na wieczorny drink, niż oblanie dobrej premiery?
[Profil]
 
 
Matthew Rousseau


Wysłany: 2018-06-03, 20:14   

Znowu? — nawet jeśli wybitnie starał się nie zdradzić swojej irytacji, pojedyncze słowo zostało nasycone tak olbrzymia ilościa chłodu, by dziewczyna po drugiej stronie słuchawki zamilkła wyraźnie zestresowana.
Najmocniej przepraszam, jest pan jedyna osoba, która pasuje do tej roli...
Tak, tak. Będę dziś wieczorem — nawet nie wysłuchał odpowiedzi, po prostu przyciskajac palcem czerwona słuchawkę. Być może gdyby nie wyrwali go ze snu, byłby dużo milszy. Matthew miał jednak olbrzymie problemy ze wstawaniem. Od zawsze. I nienawidził, gdy ktoś przerywał jego drzemkę. Burknał coś pod nosem i przesunał rękę nad poduszka. Dopiero po chwili dotarło do niego, że poduszka miała długie blond włosy i utrudniała mu podniesienie się z łóżka. Podobnie jak ta z drugiej strony, choć jej czupryna była krótka i czarna.
Drogie panie, proszę wypierdalać — rzucił niezwykle pozytywnym głosem, szczerzac się niczym idiota. Złota zasada brzmiała: Znikaj z jego terenu nim zastanie świt. Nic dziwnego, że już dziesięć minut później obie dziewczyny wypruły z mieszkania jak tornado, wrzeszczac coś o dupkach i małych penisach. Matthew z kolei w końcu rozbudzony, odzyskał doskonały humor w przeciagu kilku sekund. Nawet jeśli czerwony ślad na policzku nieznacznie piekł. Musiał zabookować bilet.

Szczęście w nieszczęściu, wygladało na to, że jego pobyt miał się przedłużyć. Główny aktor skończył w szpitalu, a zarzad dostał jasna informację. "Nie opuści go co najmniej przez dwa tygodnie!" wykrzyczała oburzona pielęgniarka przypominajaca wygladem Hagrida. Szczerze mówiac Rousseau bawił się wyśmienicie widzac jak wyzywa kadrę próbujaca wyciagnać od niej wcześniejsze zwolnienie. Stał wtedy przy automacie jedzac orzeszki i zaśmiewał się w najlepsze. Tak długo jak mu płacili, nie miał większych problemów z siedzeniem w Paryżu. Skupił się więc na tym co zawsze. Zajadał się francuskim jedzeniem, trabił na pieszych, występował w wyćwiczonym do perfekcji musicalu i imprezował całymi nocami, nie przejmujac się absolutnie niczym.
Był akurat w jednym z barów, wychylajac jednego shota za drugim, gdy jeden z mocno wstawionych aktorów grajacych postać drugoplanowa, przerzucił rękę przez jego ramię, przysuwajac się do niego z nieprzytomnym spojrzeniem.
Hej Matthew, pamiętasz Renee?
Absolutnie nie — nawet nie spojrzał w jego kierunku, zamiast tego wypijajac kolejnego shota i poklepujac ręka kolano siedzacej obok niego dziewczyny, która zachichotała wyraźnie rozbawiona cała sytuacja.
Wystawia jutro swoja pierwsza sztukę.
Aha.
Jakaś śmieszna nazwa. Cztery koty i rewolwer.
Mhm — kolejny shot, kolejna obojętna odpowiedź.
Potem będzie jakaś impreza dla znajomych.
Odstawił kieliszek na bar z głośnym stuknięciem, zwracajac się momentalnie w jego stronę.
Trzeba było tak od razu. KOLEJKA DLA WSZYSTKICH NA MÓJ KOSZT — krzyknał na cały regulator, ku uciesze reszty aktorów, zeskakujac ze swojego stołka.

Następnego dnia obudził go istny kac morderca. Mimo to po wypiciu szklanki cytryny i dwóch litrów wody czuł się niczym nowonarodzony. Zwłaszcza że i tak nie pamiętał praktycznie niczego z poprzedniego wieczora. Istna czarna dziura utwierdziła go w przekonaniu, że zabawa była przednia. Podobnie jak filmiki na instagramie, na którym zbił pod rzad pięć kieliszków krzyczac coś o zajebistej premierze ich przyjaciela Renee, nim jeden z kumpli nie postanowił go powstrzymać widzac jak barman traci nad soba kontrolę.
Nawet nie zauważył kiedy cały dzień przemknał mu między palcami. Cztery koty i rewolwer... nie był taki zły. W przeciwieństwie do większości ludzi, którzy przyszli go ogladać. Poważnie czy oni w ogóle byli francuzami? W końcu paryżanie słynęli z wyczucia mody, a on w przeciagu minuty byłby w stanie wskazać cztery absolutne bezguścia, które nigdy nie powinny przekroczyć progu teatru.
Czy ta dziewczyna miała na sobie b l u z ę?
Nim zdażył wyrazić swoje oburzenie, jego uwagę przykuło zbiorowisko gromadzace się wokół sławetnego kolesia wystawiajacego cały ten musical. Jak on miał na imię? A tak, Renee. Wygladało niestety na to, że Renee miał przed soba spora kolejkę. Nic dziwnego że już po trzydziestu sekundach Matthew bez najmniejszego skrępowania oparł się ramieniem o bark jakiegoś przypadkowego kolesia w tłumie (czyt. Joeya) przechylajac głowę w jego stronę z gwizdem.
Duża sprawa, co?
Dopiero teraz przyjrzał mu się z bliska. Twarz całkiem przystojna i jakby znajoma.
Nie spotkaliśmy się już przypadkiem?
_________________


Gdyby życiowe niedojebanie miało imię
to nazywałoby się Matthew Rousseau.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-06-03, 20:33   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Publika w teatrze bardzo szybko podzieliła się na dwa obozy- tych którzy w mniejszym lub większym stopniu znali Renee Alberta i tych, którzy wybiegali z teatru krzyczac coś o skandalu. Zapytacie pewne – który to moment sztuki sprawił, że aż tak mocne słowa zostały użyte i moja odpowiedź brzmi "nie mam pojęcia". Jako że musical ten był ypowo wspólczesny i zdecydowanie łamał pewne zasady, to znalazło się w nim kilka dosyć kontrowersyjnych momentów. Wszyscy, którzy znali Renee wiedzieli, że tego moga się spodziewać – a reszta po prostu przez jakiś czas będa unikać teatru.
Albert rzeczywiście był wręcz oblegany i Joseph zdawał sobie sprawę z tego, że w tej chwili praktycznie nie miał szans na porozmawianie z kumplem. Westchnał cicho i nim się zorientował a nage poczuł, że ktoś się na nim bardzo chamsko opiera. Harrison spojrzał na nowoprzybyłego chłopaka z uniesionymi wysoko brwiami, ale ostatecznie nie skomentował jego zachowania. No bo w sumie czy zrobił coś serio niefajnego? No nie no, francuscy artyści często niezwracali na takie sprawy i Harrison postanowił zachować się tak, jakby ostatniego roku jednak nie spędził w Anglii.
-Ta, było całkiem spoko – przyznał, a po chwili nieświadomie na jego ustach pojawił się uśmiech na wspomnienie jednej ze scen przedstawienia-Nie wiem, kolo zaskoczył mnie, ale Renee zawsze miał łeb do takich spraw – przyznał po krótkiej chwili, nadal się uśmiechajac i bardzo delikatnie przesunał się tak, że facet praktycznie nie miał możliwości już dalej opierac się na jego ramieniu. Harrison spojrzał na chłopaka i zmarszczył brwi-Wydaje mi się, ze tak...kojarzę Cię ale powiem szczerze.... – Joseph przerwał myśl i pokręcił głowa mimowolnie. Co jak co, ale nie miał pojęcia skad zna twarz nieznajomego, ewidentnego luzaka.
[Profil]
 
 
Matthew Rousseau


Wysłany: 2018-06-03, 20:43   

Całkiem spoko brzmi jak idealne podsumowanie całego musicalu. Gdybym był jakimś redaktorem, tak właśnie zatytuowałbym swój artykuł. Cztery koty i rewolwer były całkiem spoko — powiedział przesuwajac powoli ręka w powietrzu, by podkreślić tym prostym gestem całe zdanie. I choć mogło się wydawać, że zwyczajnie śmieje się w tym momencie z Harrisona, szeroki, szczerze wygladajacy uśmiech którym zaraz go obdarzył, skutecznie odejmował jego wypowiedzi wszelkiej negatywności. Niestety wygladało na to, że jego nowy kumpel miał nieco bardziej ograniczona strefę osobista, przez co zaraz musiał zabrać rękę, by uniknać efektownego wyglebania się na oczach tłumu. Co jakby nie patrzeć byłoby dość żenujace.
Aww, niedotykalski. Rozumiem, sorry — uniósł dłonie do góry na znak własnej obrony. W końcu nie zamierzał go nijak urazić. Matthew niezwykle często najpierw działał, a potem myślał o konsekwencjach swoich czynów. Co jak dotad nie wychodziło mu jednak na złe.
Matthew Rousseau. Normalnie zaśmiałbym się że pewnie widziałeś mnie na okładkach gazet czy bilbordach, ale w tym wypadku mam jednak wrażenie, że wygladało to nieco inaczej — i choć chłopak miał niewatpliwa pamięć fotograficzna, zapamiętywał wyłacznie te rzeczy które chciał zapamiętać i to w określonej konwencji. Nic dziwnego, że zaraz wyciagnał rękę w jego stronę, posyłajac mu wyraźnie zaciekawione spojrzenie, czekajac aż poda mu swoje imię.
Może wtedy go skojarzy?
_________________


Gdyby życiowe niedojebanie miało imię
to nazywałoby się Matthew Rousseau.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-06-03, 21:25   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey powiódł wzrokiem za dłonia nieznajomego i mimowolnie parsknał śmiechem. Szczerze mówiac nawet sam nie spodziewał się, że taki prosty gest go aż tak bardzo rozśmieszy! Jednak Harrison zawsze miał bardzo bogata wyobraźnię, dlatego dosyć łatwo wyobraził sobie te slogany. Może to były te takie napisy, które podświetlały się na neonach teatralnych? Zapomniałem jak się na te neony mówi, ale nieważne.
-Przepraszam bardzo – wypowiedział te słowa takim mocnym tonem, zupełnie jak stara babcia *kaszel* Claire *kaszel* skarżaca się na to, że po 22 nadal gra muzyka. Jednak gdy kontynuował swoja wypowiedź było już całkiem jasne, że to jedynie taka forma żartu-ale właśnie jestem w trakcie przeżywania ogromnej depresji z powodu straty przyjaciela i takiego byłego-niedoszłego, a Ty mnie rozśmieszasz. Proszę przestać, to nie pasuje do mojego charakteru – po czym odwrócił twarz w bardzo dramatycznym geście i mimowolnie parsknał śmiechem. Jego uniesiony ton sprawił, ze kilka osób nawet obejrzalo się za siebie i spojrzało na tę dwójkę z wysoko uniesionymi brwiami. Może nawet zostali rozpoznani? Harrison podniósł jedynie przepraszajaco dłoń w stronę tłumu, który następnie wrócił do przeciskania się w stronę zachwyconego cała ta atencja Renee.
Chłopak powiódł wzrokiem za wycofujacym się nieznajomym i mimowolnie zacisnał usta w waska linię-Ta... no... – wzruszył ramionami, co zapewne miało wskazywać, że pomimo tego, że sobie heheszkował to jednak to wszystko co powiedział było jednak prawda. Może to mu w jakiś sposób ciażyło i przez to był bardziej wrażliwy. No ale nie potrafił przestać myśleć o tym, czy jeszcze kiedykolwiek porozmawia z Chesterem.
-A, no spoko. Jeste...
-Joey Harrison, Ty stara ściero – przerwał mu Renee, który teraz pojawił się obok dwójki z szerokim uśmiechem na twarzy, może nawet przytulił tę dwójkę i dodał radosnym głosem kogoś, komu właśnie wykurwiście wyszedł opening night-Super Was znow widzieć. Co tam, Matt? Nadal nie wyczaiłeś, że w samochodach da się wymienić szybę i nie trzeba koniecznie kupowac nowego wozu?
[Profil]
 
 
Matthew Rousseau


Wysłany: 2018-06-03, 21:50   

Z poczatku potrzebował chwili, by upewnić się że chłopak faktycznie go nie opieprza. Gdy jednak usłyszał jak parska śmiechem, momentalnie się wyszczerzył, nie zwracajac uwagi na zbuntowany kosmyk który właśnie opadł mu na czoło.
Stary, brzmi tragicznie. Wiesz co jest najlepsze w takich sytuacjach? Porzadne najebanie się. Nic tak nie oczyszcza jak alkohol, jednocześnie zatruwajacy twój organizm. Wierz mi, jestem ekspertem w tych sprawach — pokiwał z przekonaniem głowa. Już wiedział jak spędzi ten wieczór. W końcu nie było szans, by zostawił swojego nowego kumpla na pastwę losu i depresji. Nie znał go z kolei na tyle, by próbować udzielać mu porad. Zreszta powiedzmy sobie wprost - i tak był w tym raczej chujowy. Na niego odpowiedź na większość pytań była jedna i ta sama. O czym Harrison miał się zapewne jeszcze przekonać.
Nim jednak zdażył usłyszeć jego imię, ktoś jakże bezczelnie im przerwał. Ściagnał brwi zwracajac się w stronę Renee, dopiero teraz dopasowujac jego twarz do odpowiedniego wizerunku.
Fockin' cunt — przywitał go jakże pozytywnymi słowami, nim przycisnał go do siebie poklepujac ze śmiechem po plecach — Więc to twoja parszywa morda wydaje teraz własne musicale. Zdażyłem już zapomnieć o twoim istnieniu.
Odgryzł się za wspomnienie o samochodzie, nim przysunał się do Harrisona, pytajac szeptem:
Nie kłamał z tym autem?
Wtem jego mózg zaczał przestawiać odpowiednio wszystkie trybiki.
Zaraz, zaraz. Joey Harrison. Oczywiście że cię znam. Grałeś w tym śmiesznym musicalu Princesse des ténèbres et sa carotte. Wasz lokal był absolutna porażka, ale umiejętności gry aktorskiej ci nie odmówię. Słyszałem, że nagle postanowiłeś wyjechać — spojrzał na niego zdradzajac tym samym własne zaciekawienie tematem. Którego nawet nie próbował ukrywać.
_________________


Gdyby życiowe niedojebanie miało imię
to nazywałoby się Matthew Rousseau.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-06-03, 22:35   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kiedy nieznajomy przyznał, że całe to story brzmi dosyć tragicznie, Joey mruknał coś pod nosem. Czy to oznaczało, że Harrison zgadza się z wnioskami nieznajomego? Tak, zdecydowanie to story brzmiało tragicznie i nie bez powodu Joey uciekł z Brentwood. No ale może czas najwyższy przestać rozdrapywać te stare rany? No dobra, może określenie "stare rany" nie do końca pasowało do tej historii, ale Joseph wrocił do Paryża już jakieś półtora tygodnia temu. Czy nie spędził wystarczajacej ilości czasu w żałobie po dawnych towarzyszach? Szczerze mówiac jakiś cichy głos, być może diabełek znajdujacy się na jednym z jego ramion. szepnał mu do ucha, że faktycznie już czas się ogarnać.
-Jakże wspaniale się składa, że wszyscy idziemy do baru, co nie? – zapytał lekkim tonem, rozkładajac przy tym dłonie w bardzo wymownym geście typu "No skoro już tam będziemy, to chyba można wychylić kielona lub dwa, nie?". Joey co prawda nadal nie czuł się tak kompletnie i całkowicie soba, ale wiedział doskonale, że alkohol pozwoli mu odzyskać dawny flow.
Podobnego zdania zapewne był Renee, ponieważ gdy już podbił do tej dwójki to przyznał szczerze i otwarcie – Boże, cały tydzień nie piłem bo bałem się popłynać przed dzisiejszym. Muszę to kurwa nadrobić
W odpowiedzi na te słowa Joey uśmiechnał się szeroko, od ucha do ucha i przyznał-Brzmi jak plan
Im dłużej Harrison rozmawiał z ta dwójka, tym bardziej tracil to poczucie, że ostatni rok spędził gdzies daleko stad. Tak, decyzja o powrocie do Paryża była zdecydowanie jedna z najlepszych jaka podjał w ostatnich czasach. Kiedy Matthew zapytał go o te nieszczęsna szybę, Joey parsknał śmiechem i pokręcił głowa przeczaco.
-Nope, serio się da. Z oponami to samo, naprawdę. W głowie Harrisona zrodził się malutki dylemat na temat tego, czy Matthew poważnie czy po prostu się zgrywał. Jego rozważania zostały jednak przerwane przez to, że nieznajomy bogacz najwyraźniej znał Jo. Jak już wiemy, Joey jako gwiazda uniwersyteckiego chórku uwielbiał atencję i dlatego zrobiło mu się niesamowicie miło, kiedy okazało się, że Matthew faktycznie go kojarzy. Chłopak kiwnał głowa kilkakrotnie, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech.
-Ta, mieszkam teraz w Brentwood, w UK. Nie wiem czy kojarzysz Bennetta, był moim chłopakiem i wspólnie sporo ogarnialiśmy. No to wyobraź sobie, że dziad jeden zdradził mnie i tak jakoś bilet praktycznie sam się kupił... – Joey parsknał śmiechem. Im dłużej nad tym wszystkim myślał, tym bardziej był przekonany, że jego los jest praktycznie przesadzony i pewnego dnia będzie zapijał się leżac w wannie i ogladajac Notebook-No ale przyjechałem do rodzców na jakiś czas, niedługo pewnie będę wracał Gdzieś w jego głowie, cichy głosik dopowiedział "jak będę na to serio gotowy".
[Profil]
 
 
Matthew Rousseau


Wysłany: 2018-06-03, 22:54   

Zacisnał dłoń w pięść i machnał nia krótko w towarzystwie całkiem głośnego "Yass!". Jeśli chodziło o radochę z łażenia po barach to Matthew zdecydowanie był w tej dziedzinie pierwszy. Niezależnie od tego jak bardzo zjebany miałby dzień, wystarczyło to wspaniałe zdanie wypowiedziane głosem anioła: "Rousseau idziemy pić". I nagle świat stawał się piękniejszy. Był zreszta przekonany, że podobna metoda działała absolutnie na wszystkich. Tylko nie wszyscy chcieli się do tego przyznać. Wygladało jednak na to że stojaca przed nim dwójka nie zamierzała zapierać się rękami i nogami.
Nigdy mi nie poszła żadna opona. Jak już kasuję samochód to cały — pochwalił się wyraźnie dumny z siebie, w sposób który sprawiał że chyba wszyscy wokół zaczynali watpić w jego prawdomówność. Nic dziwnego, że jakaś stojaca obok dziewczyna zaśmiała się krótko, zaraz ich wymiajac. Niestety tym razem Matthew nie żartował. Renee zreszta doskonale zdawał sobie z tego sprawę, bo zaraz nachylił się w stronę Joeya, rzucajac pozornie przyciszonym tonem:
Poważnie, nigdy z nim nie jedź.
Na jego nieszczęście, Rousseau miał słuch jak nietoperz.
Hej wypraszam sobie, jestem zajebistym kierowca. A zreszta, zaraz wam to udowodnię. Pojedziemy na imprezę moim autem.
Renee wyraźnie pobladł słyszac podobna propozycję ze strony chłopaka. Ten wyraźnie nie zamierzał się jednak wycofać. Obrzucił go jedynie wyzywajacym spojrzeniem, nim spojrzał na nowo na Harrisona zainteresowany jego kolejnymi słowami.
Brentwood? Żartujesz. Też mieszkam w Brentwood — aż otworzył na chwilę usta nie wierzac, że podobne zbiegi okoliczności naprawdę istniały. No bo serio, jak wielkie było prawdopodobieństwo, że wyladuja w innym mieście, w innym kraju, mieszkajac w dokładnie tym samym miejscu? I dlaczego u diabła jeszcze nigdy się nie spotkali?
Where have you been all my life? Koleś, wezwali mnie tutaj kilka dni temu, żebym zastapił jednego z aktorów. Teoretycznie bezterminowo, ale w praktyce za około tydzień będę wracał do Anglii. Możesz zabrać się ze mna, we dwóch zawsze raźniej — powiedział wykonujac ruch jakby już miał po raz kolejny uwiesić się na Harrisonie. Zatrzymał się jednak w połowie drogi i zabrał ręce przypominajac sobie o jego wcześniejszym zachowaniu. Dopiero teraz zaczał też analizować dalsza część zdania, która wcześniej zwyczajnie pominał.
A to gnój. Dlatego zwiazki nie sa warte zachodu. Po co uwiazywać się do jednej laski, która może cię zdradzić, skoro można mieć je wszystkie? — rozłożył ręce na boki wypowiadajac te niezwykle kontrowersyjne słowa, nim zaraz machnał jedna dłonia, przypominajac sobie o napomknięciu o 'chłopaku' — Ewentualnie gości. Jak wolisz. Hulaj dusza, piekła nie ma.
Ot co! W końcu z Rousseau był niezwykle tolerancyjny gość. Chyba że chodziło o biedotę. I właśnie w tym momencie zobaczył znowu tę sama dziewczynę co wcześniej, ubrana w jakaś tandetna bluzę.
Effrayant! Przecież to jest kurwa dramat. Jak można założyć coś takiego do teatru? — zdecydowanie był szczerze oburzony. W dodatku mówił przy tym niczym rasowy, wkurwiony francuz. Całkiem zabawny widok.
_________________


Gdyby życiowe niedojebanie miało imię
to nazywałoby się Matthew Rousseau.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-06-04, 19:26   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Moment kiedy Matthew i Renee przekomarzali się na temat umiejętności Matta, Joey postanowił wykorzystać na bardzo dyskretne obczajenie skrzynki odbiorczej. Może Chester postanowił, że już czas się pogodzić i wysłał do niego jakiegoś sms'a? Harrison liczył na to, że gdy już wróci do Brentwood to wszystko sobie z BFF wyjaśni. Tymczasem nadal w Paryżu i nie miał zamiaru już ani chwilę dłużej myśleć o tych wszystkich dramach, jakie na niego czekały w domu. Roześmiał się głośno, tym samym poniekad wpieprzajac się w dialog Renee i Matta.
-Hej no, żyjesz, co nie. Więęęęc... chyba nie może być tak serio tragicznie oświadczył z uśmiechem wymalowanym na twarzy, po czym wzruszył ramionami niedbale. Dlaczego miałby oceniać czyjaś jazdę albo jego zdrowy rozsadek skoro sam kilkakrotnie zdecydował się na zjazd "byle czym"? Harrison poprawił sobie grzywkę rozgladajac wokół, machnał nawet do kogoś, kogo ewidentnie znał i dopowiedział mimochodem-Renee zawsze był, jest i będzie drama queen
-Ej, wypraszam sobie! – oświadczył oburzony Renee, tupiac przy tym noga i pchnał lekko Joeya-No to n-niech się nasz Riczi Ricz pochwali tym, co ostatnio odpieprzył!
-No właśnie, pochwal się oznajmił Joey, przenoszac wzrok na Matta a na twarz przyozdobił szeroki uśmiech-Zaimponuj mi
-Jesteście pojebani mruknał Renee, który najwyraźniej dopiero teraz przypomniał sobie, że przecież nie rozmawiał z Fitzem, bratem Joeya. Facet już chciał coś dopowiedzieć, ale ktoś go zawołał przez co przeprosił tę dwójkę i oddalił w bliżej nieokreślonym kierunku. Joey machnał mu na pożegnanie, bo w sumie grupa zebranych na piwo była tak liczna, że Harrison nie miał zielonego pojęcia czy jeszcze uda mu się z kumplem pogadać. Kiwnał głowa na słowa Matta, a kilka sekund jego wzrok był utkwiony w kierunku w którym zniknał Renee.
-Faktycznie, to dziwne. No i ten, no, pewka – polecę z Toba. Przyszły tydzień brzmi całkiem spoko, optymalnie. – kiwnał głowa z uśmiechem.
-Dobra, idziemy! – zarzadził Renee krzykiem, na co Joey spojrzał na swojego nowego kumpla i zareagował bardzo przerysowana radościa – mianowicie podskoczył w miejscu i zaklaskał kilkakrotnie. Tak, alkohol to było właśnie to czego teraz potrzebował.
-No jebać to, dawno i... miał dopowiedzieć "nieprawda", ale w tej samej chwili Matt skomentował bardzo donośnie źle kiepski strój nienznajomej. Dziewczyny. Czy on pracuje w jakimś Fashion Police? Prawdę mówiac to zachowanie zaskoczyło Josepha, któremu do tej pory nowy znajomy wydawał się całkiem fajny. No cóż- każdy czasem może się pomylić.
-Dobra, Joan nie pierdol i chodź- rzucił żartobliwym tonem. Harrison zdecdował, że nie spinać dupy z powodu jakiegoś głupiego komentarza nieznajomego. Dlaczego miałby go pouczać, że to było "not cool"? Przecież prawopodobnie jużnigdy tego kolesia nie zobaczy, więc po co miałby rozkręcać gówno burzę? Dopiero w tym momencie Joe przypomniał sobie, że przecież poniekad umówił się na wspólny powrót do Brentwood. Kurwa.
[Profil]
 
 
Matthew Rousseau


Wysłany: 2018-06-04, 20:45   

"Hej no, żyjesz, co nie."
Widzisz? Chłopak wie co mówi — powiedział wyraźnie dumny z faktu, że jego nowy znajomy stanał w jego obronie. Momentalnie zanotował w umyśle plan postawienia mu co najmniej dwóch shotów w nagrodę. A najlepiej i dziesięciu, chociaż nie był pewien czy młody tyle wciagnie. Jakby nie patrzeć był dość niski (dobrze, że nie powiedział tego na głos), a wiadomo że im mniejsze ciało tym mniej alkoholu może pomieścić! Przynajmniej tak usprawiedliwiał sobie zawsze fakt, że wszystkie dziewczyny zawsze tak szybko odpadały na imprezach. Sam zamierzał też w miarę się dziś kontrolować. Piętnaście shotów max, w końcu chciał potem wrócić samochodem do domu jak człowiek.
Bogowie miejcie go w opiece.
Ostatnio? — zapytał zaskoczony, obracajac się w stronę Renee. Czyżby jego historie dotarły nawet do jego uszu? No proszę nie wiedział, że był aż tak popularny. Zastanawiał się przez chwilę, nim w końcu doznał olśnienia.
No pewnie! Słuchaj tego. Imprezujemy sobie z ziomkami w Berlinie. Premiera musicalu, same szychy, piękny śpiew, wszystko cacy, jedno wielkie wow — opisywał wszystko na koniec nawet uginajac nieznacznie nogi, by rozrysować rękami w powietrzu tęczę podkreślajaca zajebistość całego evetu. Bo powaga, było ultra zajebiście.
Oczywiście wiadomo, że główna atrakcja wieczoru zaczyna się później. To dopiero było coś. Piwo za piwem, drink za drinkiem, shot za shotem. W dokładnie takiej kolejności, w końcu nie chcieliśmy zwymiotować na środku sali. Chociaż Hank i tak to zrobił, ale cóż... chłopak ma drobne problemy z żoładkiem, chyba jakiś refluks po babci czy coś... ale wracajac do historii! Siedzę sobie ze Stevem przy stole, polewam nam kolejkę i nagle widzę jakaś laskę w czapce alpaki. No więc mówię do niego. "Hej Steve, dawno nie byłem w zoo". I wiesz, okazało się że Steve też dawno nie był w zoo. No więc biorę go pod rękę i dajesz do samochodu. Ja, Steve, Jake i Matt. Mój imiennik, dobry z niego kumpel, chociaż jak czasem przyjdzie w marynarce z kolekcji 2016 to żal patrzeć. No ale mniejsza, co to ja... a tak. Wsiadamy do samochodu - Hans rzygał w kiblu to go nie braliśmy, jeszcze by mi zarzygał tapicerkę - no i jedziemy do tego zoo. Oczywiście ja prowadzę, jak już wcześniej mówiłem jestem zajebistym kierowca...
Jezusie nazaretański...
Odchrzaknał krótko ignorujac wtracenie Renee, który całe szczęście zaraz postanowił się zwinać i nie przeszkadzać mu więcej w jego wspaniałym opowiadaniu.
Jestem zajebistym kierowca. Dojeżdżamy do tego zoo, a tu chuj. Zamknięte. Czynne do 21. Ochroniarz się do nas pulta, że parkujemy na miejscu dla niepełnosprawnych. A ja mu na to, że Steve to wyglada jakby miał zaraz rzygnać, więc trochę był niepełnosprawny hehe. No ale jego to nie rozbawiło. I pyta mnie czy jestem pijany. No to powiedziałem, że absolutnie nie, wycofałem samochód, wracamy jakoś bokiem i nagle Matt - zajebisty koleś z tego Matta, ale te jego ciuchy, no porażka - Matt rzuca "ROUSSEAU, DAWAJ WBIJAMY BOCZNĄ BRAMĄ". Tu wstaw kilka minut podekscytowanego krzyku i komentarzy "JA PIERDOLĘ MATT, TY TO MASZ ŁEB". No i podjeżdżamy od boku, ochrony nie ma tylko jakieś łańcuchy. Beka przeokrutna, łańcuchy czaisz. Kogo powstrzymałyby łańcuchy? No i lecimy cała grupa do tego zoo... a tam wszystko śpi. Masakra. Chodziliśmy tam chyba przez pięćdziesiat dni i nocy - no dobra może dziesięć minut - aż w końcu patrzymy, a tam pośród traw majestatycznie wyglada w nasza stronę alpaka. No i co mieliśmy zrobić, gdy istny cud tego świata stanał tuż przed naszymi oczami?
Ci jebani kretyni zapierdolili alpakę z zoo, wjebali ja do samochodu i jeździli z nia po całym Berlinie. Pod prad — jeden z aktorów z jego grupy musicalowej wyrósł jak spod ziemi, wtracajac się do rozmowy bez najmniejszego zawahania.
Było zajebiście. Dostaliśmy jakiś wyjebany w kosmos mandat i musieliśmy wpłacać pieniadze na jakaś organizację ochrony praw zwierzat czy coś takiego. Mój prawnik prawie zemdlał jak usłyszał oskarżenia — Matthew rył w tym momencie w najlepsze, przypominajac sobie minę biednego mężczyzny.
Masz szczęście, że nikt nie udostępnił twojego zdjęcia w internecie.
W przeciwieństwie do Stevena. A mówiłem mu 'stary to że alpaka wystawia łeb przez szyberdach nie znaczy że też masz to robić', ale chyba nie słyszał, bo stał już dawno na siedzeniu i darł mordę do ludzi na chodniku lejac szampana do kieliszków — jeszcze przez chwilę chichotał na samo wspomnienie, nim w końcu otarł kacik oka z wyraźnym wzruszeniem — wspaniałe czasy.
Zawsze się zastanawiam, skad u diabła masz tyle farta, że wszystko uchodzi ci płazem. Fabien. Miło poznać — w końcu postanowił przedstawić się Joeyowi, opierajac się jednocześnie ręka o ramię Matthew.
"Dobra, Joan nie pierdol i chodź."
Jolene, Jolene, Jolene, Jolene. I'm begging of you please don't take my man — zaśpiewał kompletnie nieskrępowany, momentalnie zapominajac o tragicznie ubranej dziewczynie i dołaczył do Joeya, cały czas nucac coś cicho pod nosem. A co jak co, trzeba było przyznać że śpiewać to on umiał.
Jedziesz z nami, Fabien?
Nie dzięki, zabiorę się z Harrym.
Frajer.
Zaparkowałem przed budynkiem, mi amor.
_________________


Gdyby życiowe niedojebanie miało imię
to nazywałoby się Matthew Rousseau.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-06-04, 21:22   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Im dłużej Joey przebywał w towarzystwie które Renee zaprosił na te "piwo",nazwa swoja droga była bardzo mało adekwatna do tego co będzie się odpieprzało w samym barze i praktycznie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, tym coraz bardziej zapominał o wszystkich troskach. Harrison zmierzał teraz przed siebie szybkim krokiem i oczarowany słuchał opowieści swojego nowego znajomego co jakiś czas pozwalajac sobie na jakieś parsknięcie śmiechem czy inny facepalm. Reakcje w gruncie rzeczy były nacechowane propsowaniem tego wszystkie co słyszał. No bo trzeba przyzać, że cała ta historia była naprawdę imponujaca, a sam Joe szybko poczuł nawet pewnego rodzaju zazdrość. Co sprawiło, że żal mu dupę ścisnał? Po prostu chciałby być naocznym świadkiem tego wszystkiego, chociaż Matt opowiadał wszystko na tyle interesujaco, że i tak Harrison czuł jakby się tam znajdowł. O wiele mniej zachwycony ta historia był Renee, który szedł teraz nieopodal i co jakiś czas wzdychał ciężko, co miało wskazywać że nie popierał tego rodzaju głupich akcji.
Joey słuchał wciaż tej opowieści zafascynowany, po czym nagle został zaskoczony przez jakaś wyciagnięta dłoń. Harrison praktycznie już czuł jak twarz boli go od uśmiechu, ale po prostu nie mógł przestać. Tak kurewsko cieszył się, że zdecydował się na przybycie na ten openng night! Co by było gdyby się tutaj nie pojawił? Pff, to już nieistotne! Był tutaj i to było najwazniejsze. Harrison puścił do Fabiena oczko i ładnie się przedstawił-Joey, siema – po czym wzrokiem wrócił do Matta. Kiedy w końcu dotarli do samochodu Matthew, Joey znów odwrócił się i kiwnał do kogoś na przywitanie – co jak co, ale w Paryżu nadal miał od cholery znajomych. Randomowy znajomy powiedział, że fajnie go znowu widzieć i że musza wypić shota na miejscu. Joseph oczywiście przystał na plan randomowego znajomego, po czym wzrokiem wrócił do Matta.
-No dobra, brawo – zaklaskał kilkakrotnie, po czym skłonił się teatralnie i dopowiedział z uśmiechem-Udało Ci się, zaimponowałeś. Choćbym chciał odbić piłeczkę równie wykurwista opowieścia, to nie dam rady. Bo po prostu jej nie mam – Joey wykrzywił usta w bardzo przerysowanej wersji smutku.
[Profil]
 
 
Matthew Rousseau


Wysłany: 2018-06-05, 08:23   

Hej to nie było fair. Na jego widok Joey nie puszczał żadnych oczek. Czuł się szczerze urażony i niedoceniony! A Rousseau tak się starał. Nic dziwnego, że zaraz posłał Fabienowi urażone spojrzenie, którego ten nijak nie był w stanie zrozumieć.
A tobie co?
Chujów sto. Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz.
Może był w jego typie? W końcu Harrison napomknał wcześniej coś o swoim byłym, zdradzajacym go chłopaku i w ogóle. Matthew momentalnie ocenił zewnętrzna aparycję swojego kumpla z grupy musicalowej. Nie no porażka. Jeśli Rousseau był księciem to Fabien wygladał przy nim jak żebrak. Tym razem zmierzył spojrzeniem swojego nowego kumpla. Czyżby miał wyjatkowo tragiczny gust do facetów? Uraza razy dwa.
Jego myśli błyskawicznie zostały jednak rozwiane, gdy opowiedziana przez niego historia została doceniona. Ten Joey to jednak był dobry kumpel. Matthew miał nosa do zajebistych ludzi, ot co! Niczym pies do narkotyków. Swoja droga, po narkotyki nigdy nie sięgał. W kwestii używek zdecydowanie był w drużynie alkoholu.
Niemożliwe, na pewno masz jakaś ultra zajebista historię. Albo taka super żenujaca. No dalej. Wybuchy, pościgi, morderstwa, seks z terrorysta, który tego samego dnia wysadził samolot którym wracał do Arabii Saudyjskiej. Nigdy mi się to nie przydarzyło, ale to by była jazda co? Niestety arabki się nie wysadzaja.
You just missed the point, Rousseau.
Niczym rasowy dżentelmen podszedł nawet od strony pasażera i otworzył Joeyowi drzwi… czy to był Aston Martin Rapide S? Otóż to. Olśniewajaca biel tak wspaniale kontrastujaca z czarnymi felgami. Elegancja w każdym calu.
Zapraszam księżniczko. Ksiażę znaczy się — poprawił się kulturalnie, w przeciagu kilku sekund rzucajac się z głośnym “woohoo, dajesz mała!” na fotel kierowcy.
Maszyna zaryczała niczym dzika kotka (rawr) gdy tylko ja odpalił, wyjeżdżajac na ulicę z piskiem opon, prawie koszac tym samym jakiegoś kolesia w wyjatkowo paskudnym fordzie. Wygladało jednak na to, że czas reakcji Matta, gdy nie był pod wpływem alkoholu, naprawdę był aż nazbyt zajebisty. Jego ręce chodziły błyskawicznie na kierownicy, gdy pędził w stronę znanego sobie lokalu, odpalajac w radiu jedna z płyt. Les Miserables? Niech będzie! Nucił równo z głównym aktorem, wyraźnie czekajac na historię ze strony Harrisona. No chyba że ten nie zamierzał go nia uraczyć, wtedy dawał pokaz na cały regulator. W końcu co jak co, ale wstyd był mu całkowicie obcy.
_________________


Gdyby życiowe niedojebanie miało imię
to nazywałoby się Matthew Rousseau.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-06-05, 18:49   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey był lekkoduchem, i tak szczerze mówiac to kompletnie nie przywiazywał wagi do spraw tak błahych jak to komu puszczał oczko a komu też nie. Nawet nie zorientował, ze ten mały gest był powodem ostrej wymiany zdań między kolesiami. Chociaż... czy ona na pewno była jakaś "ostra"? No nie do konca – Joe był pewien, ze to jedynie taka forma przyjacielskiej kłótni. Przecież wszyscy teraz wspólnie wędrowali do baru, wiec to było praktycznie niemożliwe by kolesie nie przepadali za soba – prawda? Jednak gdy już mowa o tych cholernych oczkach, to kumple Joe często wspominali, ze powinien powstrzymać swoje zawadiackie odruchy. Dlaczego? Czasem nieświadomy Joseph, potrafił nawet flirtować sobie na luzie z dziewczyna, która była prawie pewna, że udało jej się zainteresować soba całkiem ładnego chłopaka. Niestety, za każdym razem Harrison w końcu się wycofywał oświadczajac, że jest gejem a dziewczyny czuły prawdziwy zawód.

Matthew zaprowadził w końcu swojego nowego kumpla do samochodu. W sumie to dobry moment, aby wspomniećo tym, że Joseph kompletnie nie znał się na samochodach. Jednak nawet on potrafił dostrzec, że ten wóz kosztował sporo. Harrison nie chciał wyjść na jakiegoś lamusa, który nigdy w życiu nie widział drogiego samochodu i nie skomentował go ani słowem. Zreszta, jego uwaga szybko skupiła się wokół tego jak to nazwał go jego nowy kumpel. Księżniczka? Serio? Ale dlaczego go tak nazwał?
-Przepraszam bardzo, jestem PAN księżniczka Motywacje Matta jednak nie miały wielkiego znaczenia. Tak czy siak, Joey miał w sobie na tyle dużo dystansu, że zdecydował się nie walczyć w jakieś głupie określenie. Harrison znał siebie i wiedział doskonale jakim mężczyzna jest – wybudował już dom, posadził drzewo i spłodził nawet syna – a to wszystko w jedno popołudnie...podczas rozgrywki w Sims, bez save'owania.

Póki co rzeczywiście Matt radził sobie za kółkiem całkiem dobrze, a fakt iż do tego miał dobry gust muzyczny sprawił, że Harrison poczuł nić porozumienia z gostkiem. To właśnie ta nić sprawiła, że zdecydował się co nieco zdradzić.

-No dobra- chłopak parsknał śmiechem i pokręcił mimowolnie głowa. W sumie Harrison sam nie wiedział dlaczego zdecydował się na kontynuowanie tematu, ale dobrze czuł się rozmawiajajac z Mattem. W końcu oznajmił rozbawionym głosem -Teoretycznie mógłbym Ci opowiedzieć o tym, jak ostatni sylwester spędziłem na promie, na którym doszło do morderstwa. Podjebałem więc szalupę ratunkowa, wziałem dwóch współpasażerów i wiosłowaliśmy w stronę brzegu. Gdzieś w połowie naszej ucieczki dorwał nas pijany rosjanin, który próbujac nam pomóc prawie zatopił tę łódeczkę – Chłopak bardzo, ale to bardzo starał się nie wybuchnał śmiechem – wywrócił więc jedynie oczami, co miało wskazywac na to, że kompletnie nie zmyśla.
-Albo też o moim alter ego, z którego korzystam jak coś przeskrobię. Fiodorze Katerhausen. Jest niemcem. Harrison wzruszył ramionami-A może zostawię to dla siebie? Kto wie? Może dzisiaj poznasz Fiodora?
[Profil]
 
 
Matthew Rousseau


Wysłany: 2018-06-05, 22:52   

Cóż, w praktyce faktycznie Matthew zwyczajnie żartował. Niestety nie należał jeszcze zbytnio do typów zazdrosnych o innych facetów, aczkolwiek jeśli ktoś spróbowałby mu podebrać dziewczynę na imprezie to już zupełnie inna rozmowa. Oczywiście jak rasowy hipokryta sam nie miał z tym najmniejszego problemu, a podpierdalanie innym lasek było wręcz jego hobby. Nawet jeśli kończyło się potem bójka to przecież zawsze działał w obronie własnej, to ten buc zaatakował go pierwszy! A przecież jego panienka nie była podpisana na czole z imienia i nazwiska, ani nie nosiła zawieszki z adresem i numerem telefonu. Wiedział, bo przeszukiwał je z wyjatkowym oddaniem, chcac się upewniajac że aby na pewno nigdzie jej nie skitrała. Na przykład w staniku. Taki był z niego sprawiedliwy facet.
No Pan księżniczka to ksiażę, nie? Niais — zaśmiał się wyraźnie rozbawiony, powstrzymujac jednak jakiekolwiek gesty zmierzwienia mu włosów czy czegokolwiek innego. Bynajmniej nie dlatego, że szanował jego strefę osobista, zdażył już zapomnieć o jego wcześniejszej reakcji. Zwyczajnie byłoby to w tym momencie niewygodne, a przecież on wyginał się nie będzie.
"No dobra."
Uuuu, zaczynało się.
Stooory tiiiime! — zaintonował basem w całkiem zabawny sposób, momentalnie sięgajac ręka do radia, by z pomoca pokrętła przyciszyć muzykę. Nie chciał w końcu stracić ani jednego słowa. Zwłaszcza, że już pierwsze zdania sprawiły, że zagwizdał z wyraźnym uznaniem.
Nigdy nie byłem świadkiem takiego prawdziwego morderstwa. Nieźle — zamienił się jednak w słuch. Stety niestety Matthew bez watpienia nie należał do ludzi, którzy słuchali w milczeniu. Zdażył kilka razy wybuchnać śmiechem i wtracić "No co ty gadasz?" dalej ryjac na wspomnienie o kradzieży szalupy, wiosłowaniu, pijanym rosjaninie i podtapianiu łódeczki.
Fiodor Katerhausen? Brzmi jak ktoś, kto bez watpienia zaszczyci nas dziś swoja obecnościa. Nie żebym narzekał na obecność pana Harrisona — oderwał rękę od kierownicy, by tym razem klepnać go w ramię. Tak, kontakt fizyczny bez watpienia stanowił u Rousseau jakaś podstawę.
Do klubu zajechali całkiem szybko. Ciężko było stwierdzić czy była to zasługa tego, że Matthew łamał połowę przepisów drogowych czy też po prostu lokal nie znajdował się aż tak daleko od poprzedniego.
Ruszamy na podbój świata. Mam nadzieję, że jesteś gotowy na totalne nawalenie i czarna dziurę z rana — zawył z wyraźna uciecha, praktycznie wyskakujac ze swojego miejsca. Zakręcił kilkakrotnie kluczykami na palcu i przeskoczył na jego stronę, ponownie otwierajac mu drzwi, tym razem z niezwykle teatralnym ukłonem kamerdynera.
Panowie księżniczki przodem.
_________________


Gdyby życiowe niedojebanie miało imię
to nazywałoby się Matthew Rousseau.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-06-06, 19:21   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey uśmiechnał się pod nosem i kiwnał głowa zdawkowo. Dlaczego jego reakcja była tak bardzo... oszczędna? Czemu nie zareagował na słowa nowego kumpla wbardziej swoim stylu? No cóż, szczerze mówiac - gdzieś tam wewnatrz jego pięknej główki wciaż pamiętał o tym, że teraz to była fajna anegdotka – ale , sześć miesięcy temu naprawdę bał się o swoje życie. Fitz Harrison, brat bliźniak Joe, wielokrotnie odczuwał pewnego rodzaju mind fuck kiedy widział jak bardzo Joseph interesuje się sprawami duchów i innych seryjnych morderców. Jednak dla Joe było czymś kompletnie innym obejrzeć film dokumentalny na Netflixie o fali morderstw, a znaleźć się na promie, gdzie ktoś chciał zrimejkować "Śmierć na Nilu".
Jednak już wspomnienie o Fiodorze Joey wyraźnie się ożywił, uniósł wysoko obie brwi i oświadczył praktycznie dumnym głosem-Ostatnio Fiodor się pojawił, kiedy paliłem z Chesterem towar jego mamy, a następnie poszliśmy do sklepu zoologicznego. Uznałem, że jest to wykurwiste miejsce na udawanie baletnicy,no bo gdzie człowiek ma udawać baletnicę jeśli nie w sklepie zoologicznym co nie? – Joseph wzruszył ramionami, wzrok przeniósł teraz gdzieś za okno samochodu na witryny sklepowe- No i podczas nakurwiania obrotów.... tych, wiesz... takich, no, baletniczych – Joey rozłożył dłonie, co miało wskazywać na to, że w sumie to nie potrafił się teraz wysłowic-Jebnałem dłonia centralnie w akwarium. Pękło jak okna w Titanicu, po chwili. Chester zaczał zbierać ryby do kieszeni, bo chciał chuje bobry uratować. Ja natomiast musiałem spierdalać przed ochrona. No i jak tak spierdalałem, to zorientowałem się, że Aldridge za mna nie biegnie. Wiedziałem, ze muszę po niego wrócić. Ogarnałem jednak, że nie mogę wrócić jako ja... .wróciłem więc jako Fiodor – po czym parsknał śmiechem wyraźnie rozbawiony swoja własna opowieścia. Och, co to był za dzień! Jego pierwszy, wspólnie spędzony dzionek z Adonisem! Czy jeszcze kiedykolwiek wspólnie coś rozpieprza? No cóż, Harrison miał nadzieję, że tak. Skupmy się jednak na tym co właśnie się działo. A trzeba przyznać, ze im bardziej Matt zachwalał tę dzisiejsza imprezę, tym bardziej Harrison był zachwycony i nakręcony.
-Ja wiem, że nie wygladam ale dam sobie radę. Spoko. O mnie się nie martw – oświadczył w końcu z uśmiechem – no cóż, Matt nie był pierwsza osoba, która nie doceniała go z powodu masy ciała. Kilkakrotnie już pił z Electra, która pijana wprost mówiła że "Jak ja toba kurwa gardzę, ale pić to ty jednak umiesz. Piona!" W sumie to Joe był pewien, że koleś i tak by go olał gdyby nagle Harrison się gorzej poczuł, no bo na takiego mu wyglladał – ale Joey nie zamierzał siętym przejmować. W końcu wysiadł z samochodu kiedy to Matt otworzył mu drzwi, rozejrzał się mimowolnie po chodniku i w końcu posłał chłopakowi mimowolny uśmiech, p oczym zauważył kogoś znajomego i pomachał mu.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 8