Poprzedni temat «» Następny temat
Poczekalnia
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-25, 16:57   Poczekalnia
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2018-09-18, 19:15   

/sto lat za murzynami.

Dzieci, nawet nie wiecie jak cięzko było Nathanowi tu wrócić. Co... bosz, naogladałam się jak poznałem wasza matkę. Ale okey, od poczatku. Tak, Shepherdowi było ciężko tu wracać. Może nie tyle ciężko, jakoś bardzo, tylko głupio. Przed wylotem zrobił straszna głupotę, po prostu bez ostrzeżenia wyjechał. Kto tak robi?! Dobrze, że akurat na uczelni pozałatwiał wszystkie sprawy wcześniej i mógł sobie stamtad pojechać składajac tylko podanie o urlop dla podratowania zdrowia, a pracę zachował. Więc tak, po pierwsze, musiał wrócić, bo miał tu pracę. Po drugie, przytłaczała go atmosfera w jego rodzinnym domu. Niby sielanka, ale widział ciagle współczujace spojrzenia w jego stronę. Tak, zginał mu maż. Tak, teraz już był w stanie powiedzieć to głośno. Ale to było już prawie rok temu! A może już rok? Sam nie wiedział.
Przeszedł przez wszystkie etapy żałoby, od robienia głupstw, życia w alternatywnej rzeczywistości, wypierania rzeczywistości, przez tęsknotę, ból, rozpacza, aż do akceptacji tego faktu. Szkoda tylko, że do akceptacji potrzebował trudnych słów od ważnej osoby w jego życiu, dodatkowo wsparcia rodziców no i zmiany środowiska. Ale... skoro miał to już za soba, wrócił silniejszy. Czuł się na tyle stabilnie emocjonalnie, że znów postawił swoje stopy na brentwoodzkim lotnisku. Nawet zrobił to z lekkim uśmiechem i westchnięciem. Tęsknił za tym miastem. Zreszta, nie tylko za miastem, ale o tym później.
Miał plan co zrobić. Wiedział, że nie może mieszkać w domu po Kelly'm. Niby był to teraz już jego dom, ale nie, chciał zaczać od poczatku, z czysta karta. No, prawie czysta, chciał kontynuować przyjaźnie i pracę. Ale celował teraz w zamieszkanie bliżej kampusu.
Odebrał bagaż i z poczuciem lekkiego strachu, ale też z dreszczykiem małego podekscytowania usiadł na poczekalni w celu zamówienia taksówki. Jednak już na wstępie nie było prosto. Czas oczekiwania na kurs - nawet koło dwóch godzin. Niech to szlag!
Mężczyzna wział telefon do ręki i przejrzał listę kontaków. Riley... Serce zabiło mu mocniej. Wiedział, że jego przyjaciel wcale nie musi chcieć być jego przyjacielem w dalszym ciagu, po tym jak Nate nawet nie powiedział mu, ze wyjeżdża. Chciał do niego zadzwonić do przylocie do rodziców, już ze Stanów, ale wahał się. I tak wahał się przez dwa tygodnie, a po dwóch tygodniach stwierdził, że to już chyba za późno. I odpuścił. Było mu wstyd strasznie, ze tak szybko się poddał. Szczególnie, że im dłużej był w swoim rodzinnym mieście, tym bardziej tęsknił. I do Anglii i do swoich studentów. I do przyjaciół i tak szczerze mowiac to Riley był powodem jego powrotu. Nathan rozbijał ich relacje na małe kawałeczki, kombinował, interpretował, myślał. I to wszystko doprowadziło go do jednego wniosku. Nie patrzył już na Rileya Withinghalla jak na przyjaciela. Z jego strony to bylo coś więcej... Czy to dobrze? Nie wiedział.
Mimo wszystko, tak jakby jego serce nie słuchało rozumu, napisał do Rileya smsa. Dostajac wiadomosc zwrotna, zapytał się czy Riley po niego przyjedzie. Dlaczego to zrobił?! Teraz z lekkim lękiem czekał na kolejna odpowiedź...
Próbował zwizualizować sobie ich pierwsze spotkanie po takiej przerwie, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Szczególnie, że sam się lekko zapuścił >>>klik<<<. Może doprowadzi się do stanu używalności niedlługo? Przydałoby się!
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-09-18, 19:40   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Zniknięcie Nathana było nagłe, ale nie zaskakujace. Riley wiedział, że jego przyjaciel znajdował się jeszcze na etapie zaprzeczenia, który był najbardziej uciażliwym ze wszystkich przerabianych przez ludzi faz akceptacji czyjejś śmierci. Podejrzewał więc, iż po ich ostatnim spotkaniu na targach wiosennych, które potoczyło się dość feralnie, Shepherd będzie potrzebował trochę czasu, aby dojść do siebie. I Riley zamierzał mu ten czas dać. Sam rzucił się w wir pracy, próbujac nie zamartwiać się za bardzo. Z przyjaźniami było tak, że potrafiły całkowicie człowieka ogłupić, koncentrujac myśli wokół dobra tej drugiej osoby i uniemożliwiajac racjonalne myślenie. Dlatego też Riley wolał nie mieć przyjaciół. No ale skoro już Shepherd przebił się przez jego mury i zaskarbił sobie jego sympatię, Withinghall nie mógłby go tak po prostu skreślić, zwłaszcza że fiś, który opętał go po śmierci małżonka, był prawdopodobnie tymczasowy.
Nie odzywał się do niego przez tydzień, milczał też przez drugi. W końcu jednak, wiedziony złym przeczuciem (uch, przeczucia były żałosne i tak kompletnie nieracjonalne), zjawił się pod jego domem i to tylko po to, aby pocałować klamkę. Drzwi były zamknięte i nieważne ile Riley pukał, nikt mu nie otwierał. Kolejnego dnia pofatygował się więc na uniwersytet w Southend, gdzie Nathan pracował i dopiero tam został powiadomiony, że trzy tygodnie wcześniej profesor (phi!) Shepherd skorzystał z urlopu zdrowotnego i nie był dostępny na miejscu. Riley tylko przymknał oczy z irytacja, gdy słowa uprzejmej pani z dziekanatu (czy w Anglii sa panie z dziekanatu?) dotarły do jego uszu. W świetle powyższych faktów i tego, iż dom Nate'a wydawał się niezamieszkały, wychodziło na to, że Nathan opuścił miasto. Dokad się udał? Tego Withinghall mógł się tylko domyślać.
Starał się nie przejmować za bardzo. Ilekroć przyominały mu się głupie pomysły przyjaciela, na które zaczał wpadać po wypadku Kelly'ego, kręcił głowa i myślał o jego nachmurzonej minie, jaka przybrał wtedy, gdy widzieli się po raz ostatni. W jakiś sposób miał nadzieję, że ten wyraz twarzy zwiastował jakaś zmianę, na lepsze oczywiście. No i za wszelka cenę próbował przekonać się do tego, iż, mimo wielu popełnionych błędów, Nathan nie był głupi i wiedział, co robił.
Właśnie odpoczywał w domu po weekendzie spędzonym w towarzystwie synów, gdy usłyszał dźwięk nadchodzacej wiadomości tekstowej. Sięgnał po telefon od razu, przyzwyczajony do pilnych wiadomości od pacjentów, lecz gdy zobaczył nadawcę smsa, znieruchomiał na moment.
A więc Shepherd jednak żył. Cudownie.
Nie zastanawiał się długo, nim wsiadł w samochód. Lotnisko znajdowało się może dziesięć minut drogi od jego domu, a Nathan może i był durny, ale był też jego przyjacielem i Riley nie zamierzał zostawiać go na lodzie. Dlatego już kwadrans później zajechał pod lotnisko i udał się w stronę hali przylotów, nie do końca wiedzac, czego powinien się spodziewać.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2018-09-18, 21:34   

Jeśli Nathan nie zaskoczył Riley'a, to zaskoczył ta decyzja samego siebie. Szczerze mówiac, to jakoś specjalnie tego nie planował, mało tego, on to nawet o tym za dobrze nie pomyślał. Działał jak zwierzak na adrenalinie - musi wyjechać i to już. Bez myślenia o konsekwencjach, o czymkolwiek czy kimkolwiek. Wtedy wydawało się to zbędne. Dopiero później zrozumiał jak było to głupie... Chociaż pomogło mu to też przejrzeć na oczy, tak w pelni.
Co Shepherd robił w Stanach? Dużo czytał, chodził po lasach, spacerował z psami, jeździł konno. Spora część czasu spędzał w samotności. Ale nie ukrywajmy, ile można. Szczególnie, że często taka samotność sprowadzała się do wnikliwego myślenia o przeszłości. I to tym razem nie o Kelly'm. Co było, nieważne jak źle to zabrzmi, miła odmiana.
W sumie tak teraz myślę... słabo by było, gdyby na przykład Nate się zabił, a Riley by ciagle twierdził, że ten gdzieś wyjechał. Ale to tylko taka moja mała dygresja, totalnie z dupy xd.
Gdy Nathan zobaczył przyjaciela w progu (poczekalnie na lotnisku maja progi?) to szybciutko wstał i lekko się uśmiechnał, ale zdusił w sobie chęć podbiegnięcia do niego i przytulenia się. Nie, to by było za dużo. Szczególnie, że nie wiedział za bardzo jakie Riley ma aktualnie do niego podejście. Dlatego też nie ruszył się z miejsca, jedynie szukał kontaktu wzrokowego i jesli go uzyskał (albo jak go uzyskał...) to lekko pomachał. Nie mógł się dziko uśmiechnać, bo przecież wzięliby go za psychicznego. Z drugiej strony... przecież był psychiczny! Mimo wszystko starał się zachować poważna twarz. Starał się to chyba za dużo powiedziane. Ale skoro prawie zlał się w gacie ze szczęścia na widok swojego kardiologa to co miał zrobić!
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-09-21, 13:03   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Riley chyba nie byłby zdziwiony, gdyby usłyszał, że Nathan nie przemyślał swojej decyzji. Jego zdaniem Shepherd i tak mało myślał, był w końcu starym idiota, który opuścił miasto bez słowa wyjaśnienia na... ile właściwie? Pół roku. Świetnie, sześć miesięcy to wystarczajaco dla takiego opornego przypadku, aby odpowiednio przemyślał swoje zachowanie oraz kierunek, w jakim zmierzało jego życie. A przynajmniej taka nadzieję żywił sam Withinghall, gdy zmierzał w stronę lotniska z mina wyrażajaca najwyższej jakości niechęć do świata. Chociaż gdyby usłyszał, że Nate podczas swojego urlopu zdrowotnego oddawał się tak ascetycznym aktywnościom jak chodzenie po lesie czy jeżdżenie konno to z pewnościa zwatpiłby w niego w przeciagu ułamka sekundy. No chyba że Shepherd obwieściłby mu zaraz, że odkrył swoje prawdziwe powołanie i zamierzał wstapić do zakonu czy zaczać wieść życie pustelnika. Wtedy zapewne udałby niewzruszonego, aby po kilku minutach rozmowy udać się na stronę i zadzwonić po pogotowie, które zabrałoby Nathana na oddział psychiatryczny.
No w sumie byłoby kiepsko, gdyby Nate faktycznie podciał sobie żyły czy po prostu został przejechany przez samochód, a Riley nadal tkwiłby tutaj, myślac, że Shepherd dalej przeżywał kryzys egzystencjalny. Ale z drugiej strony, gdyby nie miał od niego wieści przez dłuższy czas, pewnie znowu odwiedziłby uczelnię w Southend i tam spróbował zasięgnać jakichś informacji. A gdyby dowiedział się, że Nathan po prostu przepadł bez śladu, nie przedłużywszy urlopu ani nie zwolniwszy się z uniwersytetu, wpadłby na to, iż coś było nie tak. Następny krok to prześledzenie informacji z całego świata o ostatnich wypadkach czy samobójstwach, co zapewne zajęłoby mu jakieś pół roku i voila! W końcu posiadłby wiedzę o smutnym końcu Nate'a. Chociaż wolałby odpukać taka możliwość. I wcale nie ze względu na samego Shepherda, lecz z uwagi na to, iż zwyczajnie nie miał czasu bawić się w detektywa. Tak, właśnie. Szpital go potrzebował.
Nie minęło wiele czasu, nim dostrzegł w poczekalni głupia znajoma twarz. Co prawda Nathan wygladał trochę inaczej niż te pół roku temu, kiedy widzieli się po raz ostatni, ale mimo wszystko Rileyowi udało się go poznać. Jaki byłby z niego przyjaciel, gdyby stało się inaczej?
Podszedł do niego zwyczajnie, jakby wcale nie chciał na niego nawrzeszczeć za to, że nie dał mu znać o swojej półrocznej nieobecności. W jakiś sposób uniemożliwiała mu to durna ulga, która poczuł, widzac Nathana całego i zdrowego.
- Nie wiem czy mogę powiedzieć, że wyjazd ci służył - przywitał go niezwykle czarujaco, jak zawsze zreszta. W tym przypadku nie miał jednak dużego wachlarza możliwości - jego głowa świeciła pustka. Z jednej strony oczekiwał jakiegoś wyjaśnienia, a z drugiej próbował wmówić sobie, że ostatecznie Nathan wcale nie był mu nic winien. Trudny orzech do zgryzienia.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2018-09-27, 14:53   

Pół roku to faktycznie dużo. Chociaż może jakby to pół roku było zaraz po śmierci męża, pieczołowicie dopięte na ostatni guzik i przemyślane, to może by mu to wszystko na lepsze wyszło. Jednak tego już się nie dowiemy, było, minęło, a Nathan jak zwykle obudził się z ręka w nocniku. Jednak tu chwalmy to, że w ogóle się obudził, bo tak jeszcze rok życia w wyparciu i kto wie, może totalnie by oszalał i trafił na oddział zamknięty będac striptizerem i tym podobne. Może nawet zamieniłby się w opłacalna męska dziwkę? Kto wie, kto wie. Dobrze, że w czasie chwili słabości, dość długiej tej chwili, nie narobił sobie jakiegoś szczególnego kwasu, który zaważyłbym na jego uczelnianej karierze. Ani nie nauczał studentów jakiś głupot, nie mówił od rzeczy, trzymał się pilnie tematu. Ani nie biegał na uczelni nago, z butelka whisky w dłoni. Ani też do internetów nie trafiły jakieś jego sprośne czy kontrowersyjne nagrania, które miałyby go upokorzyć (aż dziwne, było tyle okazji!). A jednak wróćmy do tu i teraz. Miał czas, aby przemyśleć swoje debilne zachowanie i dojść do przeróżnych wniosków. A samoświadomość musiała go najść w takich trywialnych rozrywkach to już temat na dodatkowa ksiażkę. Chociaż... on chyba był takim romantykiem blisko natury, więc adekwatnie chyba do jego poziomu intelektualnego.
Obawiam się, że Riley wcześniej czy później dowiedziałby się o śmierci Nathana. Bo kto jak nie on byłby w jego karcie emergency call? Jego rodzice w Stanach? Nieżyjacy Kelly? Rodzeństwo gdziestam, jakie miał? No chyba nie. Także nie musiałby bładzić jak dziecko we mgle, odpowiedź miałby podana na talerzu. Jednak nic takiego się nie stało, to była tylko próba ucieczki od rzeczywistości, a nie próba samobójcza. To byłoby słabe. Pamiętajcie, samobójstwo jest dla tchórzy.
Mimo wszystko, Nathan uśmiechnał się lekko na takie powitanie.
- Czy ja wiem,... myślałem, że teraz ociekam seksem.- Jak widać Shepherd psychicznie był w jak najlepszej formie. Chociaż nie była to górnolotna riposta, na taka przyjdzie jeszcze czas. Tym bardziej, że naturalnie, Rileyowi należało się wytłumaczenie tej szalonej sytuacji. Tylko chyba nie teraz, zaraz, w tym momencie, już od progu (znów te cholerne progi!) swojego starego-nowego życia.
- Wróciłem na dobre. I przepraszam za brak informacji. Dużo myślałem o wszystkim. - I moje decyzje o kant dupy potłuc, on to sobie sam, jak zwykle, pisze własny scenariusz. Artysta od siedmiu boleści.
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Riley Withinghall








44

kardiochirurg

kocha swoją pracę

Southend

mów mi: emka

multikonta: chester, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-09-28, 19:45   
  

  
Riley Withinghall

  
have you ever been in love? horrible, isn't it?


Ja podejrzewam, że mimo wszystko był w Brentwood badź Southend ktoś, kto posiadał jakieś kompromitujace zdjęcia albo nagrania, ukazujace Shepherda w negatywnym świetle. Biorac pod uwagę ilość akcji, jakie odwalił, wręcz nie było możliwe, aby nadal miał czyste konto. Pewnie studenci mieli w zanadrzu jego zdjęcie w stroju kowboja i tylko czekali na odpowiedni moment, aby go nim zaszantażować. Zdecydowanie powinien mieć się na baczności.
No tak, w końcu pewnie jakoś by się dowiedział - czy to przez przypadek, czy z podań ludzi, którzy mieli z Nathanem jakikolwiek kontakt podczas czasu, który spędził w Stanach. Nie wiem jednak, czy nie byłoby lepiej, gdyby, w razie ewentualnej śmierci Nate'a, Riley do końca swojego własnego życia pozostał w słodkiej nieświadomości. No bo... raczej nie przyjałby dobrze wiadomości o tym, że jego najlepszy przyjaciel, po ich dramatycznej rozmowie na cholernych targach wiosennych, postanowił zrobić jakaś głupotę. Może i wygladał na takiego, którego nic nie obchodziło, ale zapewne do końca życia nękałyby go wyrzuty sumienia. A więc mimo wszystko dobrze, że Nathan jednak żył. Jeden martwy Shepherd zawsze jest lepszy niż dwóch martwych Shepherdów.
Przewrócił oczami, widzac jego uśmiech i słyszac idiotyczna odpowiedź. Najwyraźniej nawet półroczna przerwa od tutejszej rutyny nie zmieniła niektórych zachowań Nate'a. To dobrze. Gdyby wrócił całkowicie odmieniony, Riley jeszcze by pomyślał, że ktoś wyprał mu mózg. Chociaż w sumie... skoro, przebywajac w swoich rodzinnych stronach, oddawał się takim czynnościom jak spacerowanie czy kontemplowanie natury, chyba nikogo by nie zdziwiło, gdyby nagle okazało się, iż cały swój wyjazd spędził w Indiach, przeżywajac wewnętrzne oczyszczenie czy coś podobnego.
Uniósł brwi, gdy Nathan powiedział coś, co brzmiało jak próba wytłumaczenia swojego nagłego zniknięcia. Jak na razie świetnie szło mu udawanie, że jego podróż w nieznane nie zrobiła na nim żadnego wrażenia.
- No cóż, po co kłopotać się z poinformowaniem przyjaciela o swoim wyjeździe? - mruknał zupełnie neutralnym tonem głosu, patrzac na przyjaciela zupełnie poważnie. Chociaż był oszczędny w słowach, w tamtym momencie jego wyraz twarzy z pewnościa wszystko rekompensował. - Dużo myślałeś - powtórzył, starajac się zdusić w sobie ochotę na huknięcie czegoś w stylu "Shepherd, ty durniu". Jak najmniejsze zaangażowanie to podstawa. Szkoda, że w przypadku Nathana trochę o tej zasadzie zapomniał. No ale skad miał wiedzieć, że ten idiota postawi go w takiej sytuacji? Nic nie zapowiadało katastrofy. - I co wymyśliłeś? - zapytał po prostu. W gruncie rzeczy nie był na niego stuprocentowo zły, po prostu nie rozumiał, dlaczego Nate o niczym mu nie powiedział. Jeśli potrzebował czasu dla siebie, mógł po prostu wysłać mu wiadomość, która przygotowałaby Rileya na długa nieobecność przyjaciela. A tak? Minęło pół roku, zanim Shepherd dał mu znać, że żył.
_________________
they always preached it was black and white so how come somewhere in the middle feels right? am i arrogant? should i not assume that the answer's mine? it can't belong to you.
“am i too far gone? can i ever be too far gone for you to save me?” .narnienne.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-06-09, 22:15   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Samolot Sophie Harrison miał wylądować w Paryżu o pierwszej w nocy. Nic więc dziwnego, że jej mąż Dave zdecydował się nie czekać na przylot żony i po prostu poszedł spać. Warto wspomnieć, że poza tym chłopina miał naprawdę ciężki dzień w pracy i ten odpoczynek mu się zwyczajnie należał, niczym wydany na hybrydy socjal. Poza tym kto spodziewałby się, że tak krótka trasa okaże się kłopotliwa? Na pewno nie Dave, który po przebudzeniu zdziwił się tym, że jego żona nie leży w łóżku. Poszła kupić świeże bułeczki? Harrison leniwym wzrokiem zerknął na nocny stolik, a następnie zgarnął z niego ładowany telefon komórkowy. Zdziwił się, kiedy zobaczył dwadzieścia nieodebranych połączeń od Joe. Czemu ten chłopak aż tak wyzwaniał? Potrzebował pieniędzy?
Odpowiedź na to pytanie była niesamowicie gorzka, wstrząsająca, a także wystarczająco motywująca do odwiedzenia dawnych śmieci. Kiedy tylko Dave wysłuchał nagranych wiadomości, to od razu wykupił bilet do Brentwood. Co się stało? Dlaczego? Dave zdawał sobie doskonale z tego ,że chłopcy teraz go po prostu potrzebują. Dopiero po chwili, jego myśli powędrowały w stronę Rolly'ego. Czy powinien powiedzieć mu o tym, że jego żona zaginęła? Jednak w jaki sposób młody mógłby mu pomóc? A co jeśli Rolly pozna Joego? Jak wtedy Dave określi swojego eks? Miałby się przyznać synowi, że miał romans z młodym chłopakiem? Cierpiący na syndrom Scarlett Dave postanowił, że pomyśli o tym jutro – tymczasem po prostu powiadomi Rolly'ego, że pojawi się w mieście.
,,Hej, lecę do Brentwood. Jeśli chcesz, to chętnie się spotkam. -Dave"
Cała ta sytuacja była przedziwna i Dave'owi wydawała się wręcz niedorzeczna. Czy naprawdę zapronował swojemu eks kochankowi spotkanie? Teraz? Przecież jego żona Z A G I N E Ł A. Na co on tak właściwie liczył? Czego się spodziewał?
Kiedy tylko jego samolot wylądował w Brentwood i odzyskał zasięg, Dave chwycił za telefon w nadziei, że jego dawny lovelas odpisał. Zamiast tego dostał sms od swojego syna, w którym Joey twierdził, że czeka na bramce. No i faktycznie, już po chwili Dave zobaczył swojego syna. Swoją drogą Joe wyglądał jakoś dziwnie – zapewne przepłakał ostatnią dobę. Dave uściskał swojego syna i wtedy zauważył.... że nieopodal znajdował się również jego eks. No i co kurła teraz?
[Profil]
 
 
Errol Parker







23

zostanie pilotem

the heart was made to be broken

Southend

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, holgate, woodill

Wysłany: 2019-06-13, 09:05   
  

  
Rolly Parker

  
i will ride i will fly, chase the wind and touch the sky


| po wszystkim

Przez te kilka miesięcy zdążył zaaklimatyzować się w nowym miejscu. Szczerze powiedziawszy, Southend zdawało mu się być lepsze i przyjaźniejsze od rodzinnego Paryża. Ludzie byli mniej nerwowi, nie biegali we wszystkich kierunkach i ilość turystów nie była tak wielka, chociaż nawet tutaj ich nie brakowało (takie uroki nadmorskich miasteczek). Nauka i praca pochłonęły go mocno, podobnie jak rozprowadzanie rozweselaczy, już nie tylko na terenie kampusu. Skupiał się na wielu rzeczach, głównie po to, by zapomnieć o byłym partnerze, który nie tylko okazał się niewiernym kłamcą, ale również wykorzystał jego naiwność i potrzebę bliskości. Dave coraz rzadziej pojawiał się w myślach Errola. Niestety jeden krótki esemes, był w stanie zrujnować to wszystko, nad czym chłopak pracował przez ostatnie miesiące. Ledwo dotrzymał do końca zmiany w Pets at Home. O wieczornej nauce również mógł zapomnieć. Jego myśli powędrowały do wspaniałych chwil, które spędził w silnych ramionach, ukochanego mężczyzny. Wspomnienia zaczęły wracać i w tym momencie serce miało zdecydowaną przewagę nad rozumem. Wprawdzie nie odpisał na wiadomość tekstową, ale ostatecznie, z samego rana zerwał się z łóżka ( co naprawdę wiele go kosztowało) i bijąc się z własnymi myślami, skierował w stronę lotniska. Te znajdowało się stosunkowo blisko, dlatego zanim samolot z Paryża wylądował, trzykrotnie próbował je opuścić. Tak byłoby najrozsądniej.
W którejś tam minucie bezsensownego wyczekiwania, dostrzegł znajomą twarz. Należała do zabawnego chłopaka, którego kojarzył z uczelni. Kilkakrotnie mieli nawet okazję zamienić parę słów na jednej ze studenckich imprez. Dlatego chcąc umilić sobie czas, zagadał do niego. Nie rozmawiali długo, osoba, której wyczekiwał Joey, pojawiła się w zasięgu wzroku chłopaka, dlatego pożegnał się jakimś krótkim gestem i odszedł. Rolly miał wrażenie, że coś złego wydarzyło się w jego życiu. Był małomówny, zdecydowanie mało zabawny, a do tego jego twarz wyglądała tak, jakby przepłakał przynajmniej pół nocy. Zanim jednak miał okazję zastanowić się nad tym wszystkim, dostrzegł Dave'a, biorącego w ramiona owego chłopaka. Co tutaj się odpierniczyło? Tak, pamiętał powód, dla którego rozstał się z mężczyzną. Nie przypuszczał jednak, że pozna jego syna (bo coś mówiło mu, że nie mogło być inaczej). I po co tak właściwie pisał mu, że przylatuje? Parker miał ochotę biegiem opuścić lotnisko, niestety jego nogi odmówiły posłuszeństwa. Stał więc i ze złością malującą się na twarzy, oglądał rodzinny obrazek.
_________________



[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2019-06-16, 20:09   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey rzeczywiście wyglądał jak półtorej nieszczęścia, a jego twarzy zdecydowanie nie zdobił charakterystyczny uśmiech. Kiedy Dave Harrison zobaczył swojego syna, to praktycznie od razu poczuł jak jakaś niewidzialna dłoń bestialsko ściska jego serce. W natłoku myśli, które odbijały się teraz od ścian jego czaszki wciąż pojawało się to samo pytanie - Czy Joey nie był za młody na tak traumatyczne przeżycie? No dobra, co prawda jego syn był już dorosły, ale śmierć rodzica była niesamowicie traumtycznym przeżyciem. Czyż takie coś nie powinno mieć miejsca za około dwadzieścia lat? Dopiero po kilku sekundach Dave zorientował się, że podświadomie uśmiercił żonę. Świadomość, że dopuścił się czegoś takiego sprawiła, że poczuł się naprawdę paskudnie. Tata Harrison wiedział, że za żadne skarby nie może wypowiedzieć tych słów na głos, bo Joe może się po prostu załamać. Dlatego też nie wypowiedział ani słowa, tyko po prostu przytulił syna czując napływające łzy.
-Nadal tego nie rozumiem – jęknąłw końcu zapłakany Joe, przytulając ciągle ojca. Dlaczego to spotkało akurat jego matkę? Dlaczego ten samolot?? Przecież kiedy ta scena się rozgrywa, w powietrzu lata setki, jeśli nie tysiące samolotów! Dlaczego akkurat TEN samolot musiał zniknąć z radarów? Dave nie odpowiedział na pytanie syna, natomiast mimowolnie spojrzał gdzieś w bok i dopiero po chwili zauważył swojego eks – Rolly'ego. Kiedy tylko spojrzał na twarz chłopaka, ich wszystkie wspólne chwile wróciły do niego z dwojoną siłą. Dlaczego tak właściwie napisał do niego?
Przecież Tata Harrison doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zawiadomiony Rolly pojawi się na miejscu. No bo jakże mógł postąpić inaczej? Joey zapewne coś jeszcze mówił, ale spojrzenie Dave'a było skupione na R, a jego myśli już dawno odpłynęły w oddal. Dopiero po krótkiej chwili mruknął:
-Nie wierzę...
-Wiem, to takie... – Joey oczywiście uznał, że jego ojciec nawiązuje kolejny etap rozmowy na temat Sophie. Dave natomiast puścił już swojego syna, a jego kroki podażyły w kierunku dawnej miłości. Czyżby Brentwood miało swoje własne "Call me by your name"? Joey spojrzał zaskoczony na swjego ojca, który zmierzał w kierunku jakiegoś chłopaka. Chwila, to oni się znali?
[Profil]
 
 
Errol Parker







23

zostanie pilotem

the heart was made to be broken

Southend

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, holgate, woodill

Wysłany: Dzisiaj 10:49   
  

  
Rolly Parker

  
i will ride i will fly, chase the wind and touch the sky


Parker był wiecznie nienażarty i nigdy nie opuszczał domu, tudzież pokoju akademickiego bez porządnego posiłku, który pozwoliłby funkcjonować mu przynajmniej przez kilka godzin. Tego dnia było inaczej, a wiadomość tekstowa, którą odebrał poprzedniego wieczoru wstrząsnęła nim do tego stopnia, że nie byłby nawet w stanie spojrzeć na jakiekolwiek jedzenie. Nawet swoją ukochaną pizzę, nie koniecznie czekoladową. Dobrze się złożyło, bo gdy tylko ujrzał byłego partnera, jego pusty żołądek wykonał kilka nienaturalnych akrobacji. Można więc domyślić się, jak to wszystko by się skończyło, gdyby Errol zdecydował się na porządne śniadanie.
Nie potrafił pojąć, co tak naprawdę kierowało Davem, gdy proponował mu spotkanie. Wprawdzie nie wspomniał nic o lotnisku, więc może student źle odebrał jego intencje. Może nie powinien wyszukiwać godzin przylotów i niezapowiedziany zjawiać się w miejscu, w którym jak dało się zauważyć, mężczyzna zaplanował spotkanie z synem (wciąż nie był w stu procentach pewien, czy dobrze odczytuje ich relacje), a może nowym kochankiem, przecież z autopsji wiedział, że Harrison gustował w młodszych chłopakach.
- Dave... - tylko tyle był w stanie z siebie wydukać, gdy mężczyzna znalazł się na przeciw niego. Wprawdzie miał mu wiele do powiedzenia, a raczej wygarnięcia tych wszystkich kłamstw, którymi zrujnował to, za co dawniej młody Parker był w stanie oddać własne życie. Oszukał go i wykorzystał, był tego świadomy, ale mimo wszystko zjawił się na lotnisku. Naiwny.
Na moment zapomniał o obecności rówieśnika, któremu jeszcze przed chwilą zazdrościł tego, że mógł znaleźć się w ramionach Dave'a. Całą swoją uwagę poświęcił mężczyźnie. Swoją drogą trochę się postarzał od ich ostatniego spotkania. Czyżby życie tak bardzo dawało mu w kość? Pragnął się tego dowiedzieć, aczkolwiek nie sądził, aby miał o to pytać.
_________________



[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6