Poprzedni temat «» Następny temat
Kasy biletowe
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2018-05-02, 19:13   Kasy biletowe
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-05-05, 15:51   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


- Kurwa - warknał, gdy, spóźniony do pracy o całe dwadzieścia minut, potknał się o stojaca w drzwiach torebkę czy inne gówno, za sprawa którego niemalże zaliczył spotkanie pierwszego stopnia z podłoga. W ostatniej chwili chwyciwszy się za framugę, cudem ocalił swoja twarz (albo tyłek, nie wiedział co gorsze) od masakry. - Ja pierdolę, Finnegan, rozłóż się gdzieś indziej - mruknał zgryźliwie i ostentacyjnie tracił torbę noga, przesuwajac ja gdzieś na bok. To, że przedmiot należał do Ethne, uznał z góry za pewnik - tego dnia na popołudniowej zmianie mieli pojawić się tylko we dwójkę, co zahaczało o istny koniec świata. Niestety ktoś, kto ustalał ten popieprzony grafik, najwyraźniej w ogóle nie przejmował się przyszłościa Cineworld, ponieważ kompletnie gdzieś miał to, iż Chester i Ethne, zmuszeni do współpracy, byli w stanie rozwalić cały ten budynek. Nie no, to już trochę hiperbola, ale nie można powiedzieć, aby w czasie ich wspólnej zmiany kino było najspokojniejszym miejscem w całym Brentwood.
Szybkie spojrzenie na kasy utwierdziło go w przekonaniu, że Finnegan istotnie tam była, co z jednej strony przyniosło mu ulgę, bo hej, przynajmniej nie mówił do siebie, ale z drugiej - sprawiło, iż miał ochotę rozpłaszczyć się na podłodze i w ten sposób przewegetować kilka kolejnych godzin. Dlaczego choć raz Ethne nie mogła na przykład zachorować? Mogłaby się przeziębić i, zamiast przychodzić do pracy, zostać w domu, tym samym oszczędzajac Chesterowi swojego towarzystwa. No i robiac jakiś dobry uczynek! Ech, może Aldridge powinien był zaprosić ja na lody, żeby zafundować jej jakieś zapalenie gardła? Jakby się tak nad tym zastanowić, to był niegłupi pomysł.
Widzac zaskoczona, nieco zniesmaczona minę klientki, która najwyraźniej była w trakcie zakupu biletu na któryś z dzisiejszych seansów, Adonis uśmiechnał się niemrawo i skinał głowa.
- To znaczy ten, miłego seansu. - Dopiero teraz do niego dotarło, że ta biedna kobieta musiała słyszeć jego kulturalne, bardzo profesjonalne powitanie, z którym wpadł do pracy. Odchrzaknał znaczaco. - Mogę dołożyć popcorn za friko, jeśli nie złoży pani na mnie skargi - zaproponował, lecz zmarszczone brwi klientki uświadomiły go w tym, iż szantaż nie był najlepsza forma na przekonanie jej co do swojego uroku osobistego. Ugh, a to wszystko przez Ethne.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Ethne Finnegan
[Usunięty]

Wysłany: 2018-05-10, 05:24   

W pracy była już dwie godziny i dwie godziny powstrzymywała się od łez, wybuchu złości lub obu na raz. Nerwowo sprawdzała godzinę na rozbitym ekranie telefonu, który jeszcze dziś zaliczył spotkanie ze ściana. Ów zdarzenie było jednak najmniej niepokojaca rzecza, która mogła jej się wtedy przydarzyć.
Wzdrygnęła się, słyszac Chestera wchodzacego, a raczej wpadajacego do pomieszczenia. Jeszcze tego jej brakowało. Zupełnie nie miała pojęcia, że ten "palant, którego akcent brzmi jakby miał nie po kolei w głowie" zjawi się dzisiaj w pracy. Najlepszym więc rozwiazaniem było ignorowanie go. Nie odezwała się, nie spojrzała, modliła się tylko, aby zamknał się w końcu i nie grał jej na nerwach, co prawdopodobnie można uznać za jego hobby. Była w trakcie obsługiwania pewnej starszej kobiety, która ukarała wzrokiem Chestera - specjalistę od robienia świetnego pierwszego wrażenia.
- Gdzie twoje maniery, młody człowieku? - zapytała oburzona klientka. Prawdopodobnie długo czekała na okazję, aby zepsuć komuś dzień, wyskakujac ze swoja pouczajaca paplanina.
- Adonis bardzo przeprasza - wydusiła z siebie, nie spogladajac ani na niego, ani na nia - To już się więcej nie powtórzy.
Kobieta uniosła brwi kolejny raz, jednak nie wiadomo czy powodem była niezbyt przyjazna mowa ciała Ethne, czy też pierwsze imię Aldridge'a. Finnegan sama nie wiedziała, czy użyła go już z przyzwyczajenia, bo zawsze robi to po to, aby Chestera zwyczajnie wyprowadzić z równowagi, czy po prostu chciała dolać oliwy do ognia. Czuła presję; wiedziała, że dłużej już nie wytrzyma.
- Oczywiście, że się nie powtórzy. Więcej już tu nie przyjdę - odparła staruszka, mierzac wzrokiem oboje z nich.
Zapadła cisza. Mogłoby się wydawać, że Ethne właśnie w tym momencie zastanawiała się czy siedzenie na stołku kilka godzin dziennie i obsługiwanie upierdliwych ludzi jest warte jej nerwów. Tak naprawdę to właśnie wtedy wszystko z niej uleciało. Nagle uniosła wzrok i opanowanym głosem oznajmiła:
- To kurwa nie przychodź.
Usta kobiety przybrały kształt litery "o". Bardzo możliwe, że nie spodziewała się takiej reakcji ze strony dziewczyny. Nikt się w sumie nie spodziewał. Zawsze starała się być jak najbardziej profesjonalna, jednak znana jest z tego, że nie daje sobie zajść za skórę. A zwłaszcza wtedy, kiedy kilka godzin temu dostała od życia porzadnego kopa w dupę.
- Słucham? - wyjakała klientka.
- No co, chyba dobrze słyszałaś? Wypierdalaj - rozkazała Ethne, nie podnoszac głosu ani trochę. Natomiast gwałtownie podniosła się z krzesła i rzuciła bilet na ladę.
W tej samej chwili, zupełnie niezauważony, zjawił się szef, jak to szefowie zwykle robia - pojawiaja się w najbardziej nieodpowiednim momencie.
- Bardzo przepraszam za tę dwójkę - powiedział nerwowo mężczyzna i zaczał grzebać w szufladzie z voucherami. - To dla Pani, proszę mi wybaczyć.
Stara jędza zamknęła się na dobre i odeszła od kasy. Mówi się, że nieszczęścia chodza parami, a więc przyszła pora na kolejne.
- Jesteś zwolniona - oznajmił szef. Nie wygladał na chętnego do wysłuchiwania jakichkolwiek tłumaczeń. Dziewczyna znała go dosyć dobrze. To dobry człowiek, zawsze skory do pocieszeń, kiedy któreś z nich miało trochę gorszy dzień. Skłonny także do żartów, szczególnie po kilku piwach. Jednak najwidoczniej tym razem miarka się przebrała.
Patrzyła co i raz to na szefa, to na Chestera. Łzy powoli napływały jej do oczu, a ręce trzęsły się jeszcze bardziej. Chciała wydusić z siebie chociaż "przepraszam", jednak strach sprawił, że jej język zdawał się być bezużyteczny. NO POWIEDZ COŚ - pomyślała, nie będac pewna czy skierowała te słowa do siebie, czy do Chestera.
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-05-16, 14:09   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Słyszac zapytanie oburzonej klientki, nie dał rady powstrzymać się od pełnego politowania uśmiechu. Gdzie były jego maniery? Serio, ktoś oczekiwał po człowieku z jego twarza jakichkolwiek manier? Przecież już na pierwszy rzut oka było widać, że dostał tę robotę przez jakaś pomyłkę. Albo przez fakt, że szef miał romans z jego postrzelona matka, o czym Chester naprawdę wolałby nie wiedzieć.
- No, Adonis bardzo przeprasza - powtórzył, kiwajac głowa, ale wyraz jego twarzy mówił, iż nie był przekonany co do prawdziwości swoich słów. Tak naprawdę miał ochotę pokazać temu babsztylowi drzwi, bo jeśli nie doceniła jego propozycji rekompensaty w postaci darmowego popcornu (na którego Chester przecież musiałby wyłożyć pieniadze ze swojej kieszeni!) to równie dobrze mogła spadać na drzewo. W jego przypadku taka hojność nie zdarzała się dwa razy. Co prawda w normalnych okolicznościach zaproponowałby zirytowanej klientce porzadnego skręta, ale po pierwsze - obawiał się, że otaczajacy ich ludzie mogliby bardzo oburzyć się na tę wspaniałomyślna propozycję, a po drugie - baba wygladała na taka, której pomogłoby dopiero dziesięć skrętów, a to zdecydowanie nie było na dziurawe kieszenie Chestera. Popcorn był więc bezpieczna alternatywa. Ale skoro kobiecinka odmówiła... no cóż, bez łaski.
Rozgladnał się dookoła, gotów do rozpoczęcia zwyczajnego dnia w pracy, lecz wtem ich niedoszła klientka, najwyraźniej nieusatysfakcjonowana tutejsza obsługa, znów zaczęła coś mamrotać, zarzekajac się, że jej noga więcej tu nie postanie. Chester, spojrzawszy na nia ze znudzeniem, uniósł brwi. Kogo tutaj obchodziła jej obecność? Co za różnica, jeśli mieli stracić jednego klienta? Przecież to nie tak, że dzięki jej dziesięciu funtom Cineworld jeszcze nie upadło. Nawet on, największy idiota w Brentwood, zdawał sobie z tego sprawę.
Już miał coś odpowiedzieć, życzac kobiecie szerokiej drogi, ale opanowany głos Ethne wyprzedził go o kilka sekund. Poczatkowo nie zrozumiał, co poszło nie tak. Finnegan, chociaż zazwyczaj maksymalnie irytujaca i nieznośna, tym razem idealnie ubrała w słowa jego własne myśli, więc Chester nawet uśmiechnał się z zadowoleniem. Dopiero po chwili, gdy dostrzegł zmianę na twarzy klientki, która jeszcze minutę temu ciskała w nich gromami, pojał, że odpowiedź Ethne nie była do końca dyplomatyczna. I choć w normalnych okolicznościach zaśmiałby się, jednocześnie popierajac jej słowa, ta sytuacja zdecydowanie nie plasowała się w ramach normalnej. Bo mimo że ta lakoniczna, wulgarna odpowiedź jak najbardziej wtapiała się w jego styl bycia, ani trochę nie pasowała do Finnegan, która za każdym razem wydawała się bardziej profesjonalna i poważniej skoncentrowana na pracy niż on.
Gdy na horyzoncie pojawił się szef, Chester wciaż był w trakcie zasadniczej analizy. Zerkajac to na oniemiała kobietę stojaca za lada, to na pobladła Ethne, na próżno próbował zrozumieć, co tu się właśnie, kurwa, wydarzyło.
- Hę? Zwolniona? - Głos szefa drastycznie wyrwał go z rozmyślań. No nie, a już tak dobrze mu szło. - No przecież jej nie zwolnisz tak na serio. - Jak mógłby to zrobić? Dobrze jej dogadała.
- To nie podlega dyskusji, Chester. - Twarz mężczyzny, chociaż zazwyczaj rozpromieniona w łagodnym uśmiechu, tym razem pozostała niewzruszona.
- Oj weź, ta baba sama się o to prosiła. - To oczywiście nie zmieniało faktu, że Ethne przegięła, ale hej, tylko powiedziała na głos to, co pomyślałby każdy na jej miejscu. - Widziałeś jaka była rozdarta, należało się jej. - Szef zdecydowanie nie wygladał na przekonanego taka logika. - No i spójrz na nia - dodał więc, niezbyt dyskretnym ruchem głowy wskazujac na Ethne - widać, że coś z nia niehalo. Przecież normalnie by się tak nie wkurwiła - stwierdził odkrywczo. Nieporadnie, bo nieporadnie, ale w jakiś sposób próbował ratować sytuację.
- Nie. - No tak, kto w takich okolicznościach powiedziałby "wiesz co, masz rację, Chester"? Chyba tylko Joey. Ech, Joey. On na pewno wiedziałby, jak uratować tę sytuację.
Szef, zadziwiajaco spokojny, odwrócił się do nich tyłem i ruszył na tyły budynku, prawdopodobnie aby zwerbować kogoś do pracy przy kasach. Chester odprowadził go wzrokiem, a kiedy mężczyzna zniknał z jego pola widzenia, zwrócił się do Ethne i, zmarszczywszy brwi, zapytał:
- Co ci, kurwa, strzeliło do łba?
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5